USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / "Avatar" Jamesa Camerona
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  ...  15  16  17  18  19  »» 
Autor Wiadomość
Jo_anka
Użytkownik
#91 - Wysłana: 8 Sty 2010 00:40:04 - Edytowany przez: Jo_anka
Odpowiedz 
Picard:
Film jest dużo lepszy niż się tego po nim można było spodziewać: fabuła jest tu wprawdzie nie zbyt oryginalna - patrz filmy Misja, Tańczący z wilkami, Ostatni samuraj

Ja przede wszytkim miałam najsilniejsze skojarzenia z cyklem "Człowieka zwanego Koniem".
Szczerze powiedziawszy ta indiańskość Na'vi nieco mi przeszkadzała, zaś ich kotowatość była świetna.

Picard:
Wizerunek ten psują latające góry - oczywista bzdura! - ale w obliczu wiarygodności i malowniczości reszty planety jestem w stanie to wybaczyć.

Mnie w pierwszym momencie też. Ale wciąż za mało wiemy o Pandorze, jej położeniu na orbicie względem gazowego obrzyma, którego jest księżycem. Może była stale zwrócona jedną stroną w kierunku Polyphemusa (był on stale widoczny, na niebie przez całą dobę) i grawitacja gazowego olbrzyma ściągała/unosiła tam fragmenty skorupy, którym nie pozwalały odlecieć jedynie potężne korzenie łączące 'latające góry' ze stały gruntem księżyca (oczywiście pozostaje pytanie, dlaczego wszystko w tym rejonie księżyca nie unosi się w powietrzu, jak w stanie nieważkości ).
Mav
Użytkownik
#92 - Wysłana: 8 Sty 2010 00:57:47
Odpowiedz 
Jo_anka:
Wydaje mi się, że istotne jest też to gdzie Ci ludzie obejrzeli ten film.

No fakt, może to mieć wpływ na odbiór, bo niby te Dolby Digital i imax, dmr się różnią techniką wyświetlania.

Picard:
niektóre postaci były do bólu stereotypowe - pan półkownik s...syn przoduje w tej kategorii

Ja polubiłem tą postać właśnie za to w jakim stylu to odgrywa Pasuje do takiego twardziela, fajna (zła) postać.

Picard:
polecam seans w 3D, naprawdę warto

To dusza tego filmu... jego cześć.
Q__
Moderator
#93 - Wysłana: 8 Sty 2010 02:40:39
Odpowiedz 
Jo_anka

Jo_anka:
zaś ich kotowatość była świetna

Rodacy Gelrun?
Jo_anka
Użytkownik
#94 - Wysłana: 8 Sty 2010 03:27:00 - Edytowany przez: Jo_anka
Odpowiedz 
Mav:
Picard:
niektóre postaci były do bólu stereotypowe - pan półkownik s...syn przoduje w tej kategorii

Ja polubiłem tą postać właśnie za to w jakim stylu to odgrywa Pasuje do takiego twardziela, fajna (zła) postać.

Przewrotność Camerona polega na tym, że te postaci, zresztą, i fabuła wcale nie są tak stereotypowe jak się wydaje. Cameron lubi się bawić stereotypami, czemu najpełniej dał wyraz przede wszystkim w 'True Lies' (Prawdziwe Kłamstwa) - ten film chwilami stawał się parodią własnego gatunku!

Problem z pułkownikiem Quaritchem jest taki, że on wcale nie jest 'zły'. Ma wiele pozytywnych cech: jest dobrym dowódcą, oddanym swojej misji, którą jest zapewnienie bezpieczeństwa ludzkiemu personelowi RDA na Pandorze. Jest lojalny w stosunku do zwierzchników i do podwładnych, troszczy się o swoich żołnierzy, dotrzymuje danego słowa i... jest niezłym psychologiem - tzn. dobrze wyczuwa moment kiedy Jake'a należałoby wycofać z misji. Z oporami wyraża zgodę na dalszy udział Jake'a w przedsięwzięciu. To dobry żołnierz i dowódca!

Podobnie szef RDA na Pandorę, Parker Selfridge też nie jest 'komiksowym złym'. Jak Poklok słusznie zauważył, korporacja wykazywała cierpliwość i dobre chęci przez co najmniej kilkanaście lat (powiedziałabym, że zadziwiająco długo jak na Ziemian ), angażując ogromne środki na poznanie i pozyskanie krajowców. Parker wysyła Jake'a, żeby w końcu odkrył coś, co stanowiłoby 'marchewkę' dla Na'vi, albowiem 'kij' ma w zasięgu ręki od zawsze...
Bo stawka jest wyższa, aniżeli roczny zysk fimy, pozyskiwany na Pandorze minerał jest naturalnym nadprzewodnikiem o małej rezystancji w wysokich, tzn. pokojowych, temperaturach (Święty Graal wspólczesnej nauki ) - co w erze wyczerpywania się paliw na Ziemi, może ocalić ludzką cywilizację...
Selfridge jest po prostu 'przyciśniętym do ściany' przez okoliczności, 'słabym' człowiekiem, skłonnym do wybierania 'mniejszego zła', które w końcowym rozrachunku, staje się jedynie złem...

Również Dr Grace Augustine nie jest aniołem, to kopcąca, jak parowóz, baba, o trudnym charakterze. Geniusz nie mająca cierpliwości, ani do Selfidge'a i ani do Quaritcha, którego nie znosi (podobnie jak jak prawie wszystkich jego ludzi), z czym się nie kryje. Samooszukuje się co do własnej pozycji i autorytetu w obrębie RDA. Z drugiej strony jest lubiana i b. szanowana przez własnych współpracowników, którym równie jest oddana, podobnie zresztą jak Na'vi (i też jest przez nich lubiana, to o jej Avatara się zatroszczą po katastrofie, zaś Jake'a pozostanie pośród zgliszczy - może po prostu Na'vi też unikali mieszania w kłótnie małżeńskie, zwłasza wśród przedstawicieli górnych warstw społecznych ).

Cała ta trójka stoi na czele trzech różnych 'departamentów': sił zbrojnych, administracji i zarządzania rzeszą cywilnych pracowników RDA (np. górników), oraz działu badań naukowych. Pracownicy RDA stanowią jakby całą 'Ludzkość' w 'pigułce'.

Z pracowników cywilnych nikogo nie poznajemy, ewentualnie widzimy ich w działaniu, bądź efekty ich działań - 'księżycowy' krajobraz kopalni odkrywkowej. Ci ludzie po prostu żyją, pracują i starają się przetrwać w skrajnie niegościnnym środowisku - trującej dla człowieka atmosferze, i niebezpiecznym ekosystemie.

Żołnierze, ziemscy Marines, stali się na Pandorze, jak ich określa Jake, najemnikami. Są przeciętni, starają się wykonywać dobrze swoje obowiązki. Pogardliwie traktowani przez 'mózgowców', odpłacają się im niechęcią. Wyjątkiem jest Trudy Chacon, latająca z wszystkimi, jak ich określa, naukomaniakami (Scientzoids ), których polubiła mimo, iż widzi w nich gromadę dziwaków, jest też lubiana przez naukowców.

Wreszcie personel naukowy - mający wszystkie wady i zalety tej grupy społecznej. Po pierwsze jeśli chodzi o intelekt, to dzieli ich przepaść od pozostałych grup ludzkich, to 'mieszkańcy wież z kości słoniowej' dostrzegający najwięcej, ale nie będący w stanie przekazać tego innym - po prostu mówią innym 'językiem', posługują się innymi pojęciami nie zrozumiałymi dla reszty (totalna zapaść komunikacyjna).
Po drugie tylko ludzie z tej grupy, do czasu przybycia Jake'a, byli kontrolerami Avatarów i jako jedyni z ludzkiej społeczności mieli kontakt z Na'vi. Dla reszty ludzi, to obce 'dzikusy' i 'niebieskie małpy'. Dr Grace i jej zespół, to idealiści, bardzo dobrze nastawieni do Na'vi, są pełni dobrych chęci jeżeli chodzi o poznanie tubylców, jak i o dzieleniem się z nimi wiedzą i osiągnięciami ludzkości. Widzą w nich inteligentny gatunek, ludzi. Ale nie są zdolni do wyjścia poza swoją 'ludzkość', a ich imponująca wiedza też ich ogranicza - bo podświadomie czynią założenia, będące efektem skojarzeń. I mimo wszystkich swoich starań widzą w Na'vi ludzi będących na prymitywnym etapie rozwoju (żyjącym w pandorskim odpowiedniku epoki górnego Paleolitu), których starają się chronić przed zbyt wielkim szokiem kulturowym. Nawet kontrolerzy Avatarów, czyli ciał wyposażonych we wszystkie zmysły właściwe Navi, są tylko ludźmi w na'vipodobnych ciałach...

I działania tych wszystkich trzech grup, z których każda stara się działać jak najlepiej, a zarazem jest obciążona wszystkimi słabościami właściwymi naszemu gatunkowi, dają w efekcie końcowym katastrofalne wyniki - Ludzkość nie jest w stanie pokonać tkwiącej w swojej naturze agresji, wrogości wobec obcych (cecha przedludzka, którą dzielimy z szympansami, jak wynika z obserwacji Jane Goodall).

Wszystkie te elementy składają się na mroczny scenariusz typowy dla Camerona...

Q__:
Rodacy Gelrun?

Jeżeli odjąć im tę irytującą 'indiańskość', odmienną kolorystykę, brak futra, wzrost, inny rodzaj telepatii, to pasowaliby jak ulał...
Weaver
Użytkownik
#95 - Wysłana: 8 Sty 2010 09:36:11
Odpowiedz 
Jo_anka:
Podobno Astygmatyzm wyklucza absolutnie odbiór 3D

Ja mam astygmatyzm, dalekowzroczność i niewielki (7-8 stopni według ostatnich badań) zez i nie przeszkadzało mi to widzieć wszystko (?) jak trzeba. Szkła mam też grube, bo cylindry plus pryzmat, co daje w sumie jakieś 2cm w najgrubszym miejscu. Przyznam też, że lepiej mi się oglądało z bardziej skrajnego miejsca, ale to tez zapewne wina pryzmatów (niejednorodna ostrość na soczewce)...
Jednym słowem - astygmatyk, czy nie, idź do kina na 3D... :P inaczej tego filmu raczej oglądać nie warto.
Madame Picard
Moderator
#96 - Wysłana: 8 Sty 2010 17:39:12
Odpowiedz 
Jo_anka

Przyznam, że trochę zbaraniałam, jak poczytałam sobie te rozważania o różnych standardach wyświetlania Avatara i o ich różnorakich interakcjach z różnymi wadami wzroku . Wychodzi na to, że da się go oglądać tylko będąc na środku jedynej nadającej się do tego filmu sali w Polsce . Ja w sumie nie narzekam, a byłam w analogowym IMAXie, ale ja mam krótkowzroczność, noszę szkła kontaktowe, a latem przeszłam zapalenie nerwów wzrokowych, więc może jest mi wszystko jedno .

Delta:
Pełna zgoda co do oceny filmu na Forum?

Bez przesady . W szczegółach się nie zgadzamy. Ja uważam film za dziecinny, wtórny i schematyczny pod względem fabularnym, inni zachwycają się głębokością jego głębi .
Delta
Użytkownik
#97 - Wysłana: 8 Sty 2010 18:54:51
Odpowiedz 
Madame Picard
Bez przesady . W szczegółach się nie zgadzamy.

E tam, w porównaniu ze skrajnymi opiniami na temat ST XI to różnice w tym przypadku to drobiazgi.
Jo_anka
Użytkownik
#98 - Wysłana: 8 Sty 2010 20:13:15 - Edytowany przez: Jo_anka
Odpowiedz 
Madame Picard:
Wychodzi na to, że da się go oglądać tylko będąc na środku jedynej nadającej się do tego filmu sali w Polsce

Madame Picard

A siedząc pośrodku tej sali i tak masz wrażenie, iż ekran znajduje się w odległości 2, maksymum 3 metrów od Ciebie...

Wiesz, ja dość przypadkowo wybrałam to miejsce - w internecie napotkałam opinie, że im bliżej ekranu, tym lepiej, ale jak też już wspominałam, po prostu bałam się nadmiaru bodźców (na te zacytowane kilka postów wcześniej techniczne rozważania, natrafiłam w parę dni po seansie.
Środek widowni, to był taki salomonowy wybór.

Pozatym zakładałam, że tam będą najmniejsze ewentualne zniekształcenia obrazu oglądanego z miejsca położonego równo po środku względem ekranu - no wiesz : -) , początki żadnej nowej techniki nie są perfekcyjne...

A przede wszystkim wychodzi na to, że film Camerona jest zbyt zaawansowany technicznie dla większości kin w Polsce, tzn. większość widzów nie zobaczy tego filmu 'w pełnej krasie'!

Avatar to już całkiem nowe Kino, jak już pisałam.

Delta:
Madame Picard
Bez przesady . W szczegółach się nie zgadzamy.

E tam, w porównaniu ze skrajnymi opiniami na temat ST XI to różnice w tym przypadku to drobiazgi.

Pogodzeni przez Avatara! Mamy dług u Camerona.
The_D
Użytkownik
#99 - Wysłana: 8 Sty 2010 20:26:51
Odpowiedz 
Jo_anka:
pozyskiwany na Pandorze minerał jest naturalnym półprzewodnikiem o małej rezystancji w niskich temperaturach (Święty Graal wspólczesnej nauki ) - co w erze wyczerpywania się paliw na Ziemi, może ocalić ludzką cywilizację...

Co prawda Avatara jeszcze nie widziałem, ale z kontekstu wynika, że miłaś na myśli nadprzewodniki o małej rezystancji w wysokich temperaturach. Przy czym "wysokość" temperatury to kwestia umowna. Dziś wytwarza się nadprzewodniki działające w temperaturach ok -120 stopni C, więc z tej perspektywy temperatura pokojowa wydaje się ogromna ;)
Jo_anka
Użytkownik
#100 - Wysłana: 8 Sty 2010 20:54:28 - Edytowany przez: Jo_anka
Odpowiedz 
The_D:
ale z kontekstu wynika, że miłaś na myśli nadprzewodniki

The_D

Masz rację! Dzięki! Zaraz to poprawię.

Unobtanium - ma być nadprzewodnikiem (superconductor), ale wczytując się w opis techniczny tego minerału (w 'james-camerons-avatar.wikia.com'), tak się skupiłam na jego 'quasi-krystalicznej' budowie, że automatycznie napisałam półprzewodnik - w mojej mózgownicy substancja krystaliczna jest na stałe skojarzona z półprzewodnikami!

A poza tym, należy unikać zapuszczania się w rejony nauk ścisłych (zwłaszcza jeżeli nie należą do specjalności zawodowych) w środku nocy, bo wtedy jest najłatwiej przekręcić termin, czy też popełnić pomyłkę...


Picard

To magnetyczne właściwości Unobtanium mają być odpowiedzialne za 'latanie' gór na Pandorze.

http://james-camerons-avatar.wikia.com/wiki/Unobta nium
Madame Picard
Moderator
#101 - Wysłana: 8 Sty 2010 21:55:52
Odpowiedz 
Jo_anka:
Pogodzeni przez Avatara!

Etam . Prędzej w Wiśle wyschnie woda niż tu u nas będzie zgoda
(Żartuję oczywiście, żeby nie było ).
Delta
Użytkownik
#102 - Wysłana: 8 Sty 2010 22:27:25
Odpowiedz 
Jo_anka
Pogodzeni przez Avatara! Mamy dług u Camerona.

To może w nagrodę nich nam Treka nakręci? Gorszy od Abramsa przecież nie będzie.

Madame Picard
Prędzej w Wiśle wyschnie woda niż tu u nas będzie zgoda

Ja jednak w końcu rozpalę jakiś stos w tym Krakowie... (jak tylko ten śnieg pozwoli mi się z mojej piwnicy wygrzebać).
Poklok
Użytkownik
#103 - Wysłana: 8 Sty 2010 23:03:20
Odpowiedz 
Jo_anka

Może i Quaritch był dobrym żołnierzem, ale to jeszcze nie robi z niego dobrego człowieka Zwłaszcza, że choćby jego lojalność wobec przełożonych nie jest tak do końca pewna. Ja miałem wrażenie, że pewnym momencie wymknął się spod kontroli Selfridga. Pamiętam tekst w ten deseń: "To szaleństwo. Pułkownik dowodzi, nikt go nie powstrzyma". Choć oczywiście wypowiadający te słowa naukowiec nie był obiektywny, a Selfridge mógł sam usunąć się w cień, bo sytuacja go przerosła. W filmie zresztą miała być scena, w której pułkownik dość krótko i brutalnie usadza próbującego go powstrzymać szefa, ale wycięli ją w montażu, więc jest niekanoniczna

W sumie scenariusz "Avatara" nie jest aż tak głupi, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, ale i tak mam wrażenie, że to jeden z najbardziej nad interpretowanych filmów w historii. Ma ładne przesłanie, ma kilka smaczków, które mogą (choć nie muszą) dać trochę do myślenia, ma dość schematycznych, ale w sumie zręcznie zarysowanych bohaterów... ale moim zdaniem to w gruncie rzeczy dość wtórna (fabularnie) baśń, i najlepiej ją jako baśń traktować. Jest tyle rzeczy, za które można chwalić "Avatara", że robienie z niego na siłę wyjątkowo głębokiego działa można sobie darować


Sh1eldeR:
postać Zahn z Farscape też lubiłem

Jedna z bardziej przeze mnie lubianych postaci serialowych
Jo_anka
Użytkownik
#104 - Wysłana: 9 Sty 2010 01:09:26
Odpowiedz 
Poklok:
Może i Quaritch był dobrym żołnierzem, ale to jeszcze nie robi z niego dobrego człowieka

Z całą pewnością to nie robi z niego dobrego człowieka ! Ale jest to zarazem świetny przykład, typowego dla Ludzkości, 'negatywnego' doboru lidera. Osoby o cechach socjopatychnych bardzo często zajmują eksponowane stanowiska - tyczy to zarówno sfery polityki, jak i biznesu (w nauce też często się trafiają takie typy). Wciąż premiujemy 'cechy bestii'... i wychodzimy na tym jako gatunek, jak przysłowiowy Zabłocki na mydle...

Poklok:
Selfridge mógł sam usunąć się w cień, bo sytuacja go przerosła. W filmie zresztą miała być scena, w której pułkownik dość krótko i brutalnie usadza próbującego go powstrzymać szefa,

Obie opcje są całkiem prawdopodbne i zgodne z charkterami tych postaci.
Q__
Moderator
#105 - Wysłana: 9 Sty 2010 01:14:31
Odpowiedz 
Delta

Delta:
To może w nagrodę nich nam Treka nakręci? Gorszy od Abramsa przecież nie będzie

To akurat racja. Nawet "Titanic" miał więcej technorealizmu i przesłania społecznego niż "jedenastka".

Delta:
Ja jednak w końcu rozpalę jakiś stos w tym Krakowie...

Se uważaj, bo przyjadę wozem strażackim ten pożar gasić . W końcu o "Avatarze" mam zdanie chyba nawet gorsze niż MP (co nie znaczy, że nie jest b. ładny wizualnie i nieźle - od strony technicznej - nakręcony).
Mav
Użytkownik
#106 - Wysłana: 9 Sty 2010 01:24:10 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
W końcu o "Avatarze" mam zdanie chyba nawet gorsze niż MP

Nie podobał ci sie? a co myslisz o tym całym 3D? mnie zachwiciło i dlatego wiele tej rodukcji wybaczyłem, ale i sam scenariusz okazał się lepszy niż myślałem.
Q__
Moderator
#107 - Wysłana: 9 Sty 2010 02:21:25 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Nie podobał ci sie?

Plastycznie jest b. ładny, ale jako film błahy. Nie znalazłem w nim nic czego bym już nie znał.

Mav:
a co myslisz o tym całym 3D?

Gadgeciarstwo, którym nie umiem się podniecać.

Mav:
mnie zachwiciło i dlatego wiele tej rodukcji wybaczyłem, ale i sam scenariusz okazał się lepszy niż myślałem.

Cóż... Dla Camerona jestem szczególnie bezlitosny, bo od faceta, który dał nam "Aliens", pierwsze "Terminatory" i - nawet - "The Abyss", od faceta, którego Lem uznał za godnego powtórnego ekranizowania "Solaris" (w końcu to jemu sprzedał prawa) mam prawo oczekiwać czegoś wyraźnie wystającego ponad uśredniony poziom hollywoodzkiej masówki.

Owszem, "Avatar" jest mądrzejszy od np. produkcji Emmericha (co niewielka sztuka), ale to jeszcze mądrym go nie czyni. (Sporo mu do poziomu oryginalnych odsłon ST czy SW, bo w przeciwieństwie do nich nie mówi nic "od siebie", tylko małpuje za "Pocahontas".) Stanowi więc produkt idealnie zbędny per se (może z jednym wyjątkiem - mającą walor doraźności krytykę bushyzmu i nastawionej na szybki zysk krótkowzroczności można półgębkiem pochwalić, bo było to dość trekowe ).

Zastanawiam się też nad - innym niż ułatwienie bohaterom wątku miłosnego - sensem produkowania tytułowych Avatarów. Lekkie skafandry chyba by wystarczyły.

(Choć owszem, chciałbym w końcu zobaczyć Treka nakręconego z takim technicznym pietyzmem.)
Jo_anka
Użytkownik
#108 - Wysłana: 9 Sty 2010 02:29:22 - Edytowany przez: Jo_anka
Odpowiedz 
Q__:
Plastycznie jest b. ładny

Jest urzekający.

Q__:
Gadgeciarstwo, którym nie umiem się podniecać.

3D to przyszłość!

Q__:
od faceta, którego Lem uznał za godnego powtórnego ekranizowania "Solaris"

Q__

W pewnym sensie, tu je dostałeś; zamiast inteligentnego oceanu, inteligentny księżyc.

To zresztą, moim zdaniem, przesądza o tym, że Avatar to SF, a nie Pure Fantasy - koncepcja planetarnej (czy raczej księżycowej) sieci biologicznej, mającej zdolność gromadzenia danych, i przejawiającej, jak się w końcu okazuje, inteligencję. Wszystkie stereotypy, schematy przychodzące 'po drodze' widzowi do głowy, to jakby odpowiednik tej niemożności zrozumienia i porozumienia opisanych przez Lema w Solaris.

Cameron wygrywa schematy i klisze przeciwko widzowi, a z drugiej strony, przez większość filmu, stale podsuwa poszlaki, niewłaściwie interpretowane, zarówno przez widzów, jak i przez ludzi na Pandorze. Wszystko co mówią Na'vi odbiera się, bądź jako wyraz ich prymityzmu a la Dzikus Ziemski , bądź jako nachalną New Age'owską, proekologiczną propagandę, a widz coraz bardziej podziela (z minuty na minutę, bardziej rozpaczliwą ), wyrażoną przez Jake'a, nadzieję: "I really hope this tree hugging crap isn't on the final."

Wreszcie Dr Grace, nie może dłużej ignorować wniosków płynących z przeprowadzanych analiz i sama zaczyna rozważać ewentualność istnienia sieci. Równolegle, prawda wali 'bezpośrednio' Jake'a po mózgownicy.

W odróżnieniu od Solaris, w Avatarze następuje (choć udaje się to tylko 2 osobom), zarówno zrozumienie obcej inteligencji (w jakimś małym tylko stopniu - jestem bardzo ciekawa jak ten podstawowy wątek rozwinie Cameron w dalszych filmach), jak i porozumienie z nią. Ale w Solaris ludzie nie mieli Avatarów, obdarzonych zmysłami istot z obcej planety.

W Avatarze wyrażnie się wyczuwa Lemowskie inspiracje - miałam to wrażenie jeszcze w kinie, w trakcie trwania seansu - i to, moim zdaniem, stanowi o wartości tego filmu. Naprawdę jestem ciekawa, jak Cameron będzie rozwijał to Universum?!
Q__
Moderator
#109 - Wysłana: 9 Sty 2010 02:33:14 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Jo_anka

Jo_anka:
Jest urzekający.

"Pocahontas" też .

Jo_anka:
3D to przyszłość!

Przyszłość to holodek .
Jo_anka
Użytkownik
#110 - Wysłana: 9 Sty 2010 03:18:49 - Edytowany przez: Jo_anka
Odpowiedz 
Q__:
"Pocahontas" też

Neytiri! nie jest cukierkowa! (Na szczęście!)

Q__:
Przyszłość to holodek

Ale po drodze będzie sporo 3D.

PS. A byłeś już w kinie na Avatarze?
Madame Picard
Moderator
#111 - Wysłana: 9 Sty 2010 10:26:57
Odpowiedz 
Avatar jest na pewno bardzo piękny, na pewno technicznie perfekcyjny, na pewno pokazuje świat żyjący i dopracowany do najdrobniejszego szczegółu... i może tego się trzymajmy. Wszelkie próby doszukiwania się w nim głębinowych, a zwłaszcza oryginalnych, treści to IMO dorabianie ideologii do dyszla...
Q__
Moderator
#112 - Wysłana: 9 Sty 2010 10:42:05 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Jo_anka

Jo_anka:
Cameron wygrywa schematy i klisze przeciwko widzowi, a z drugiej strony, przez większość filmu, stale podsuwa poszlaki, niewłaściwie interpretowane, zarówno przez widzów, jak i przez ludzi na Pandorze. Wszystko co mówią Na'vi odbiera się, bądź jako wyraz ich prymityzmu a la Dzikus Ziemski , bądź jako nachalną New Age'owską, proekologiczną propagandę, a widz coraz bardziej podziela (z minuty na minutę, bardziej rozpaczliwą ), wyrażoną przez Jake'a, nadzieję: "I really hope this tree hugging crap isn't on the final."

Wreszcie Dr Grace, nie może dłużej ignorować wniosków płynących z przeprowadzanych analiz i sama zaczyna rozważać ewentualność istnienia sieci. Równolegle, prawda wali 'bezpośrednio' Jake'a po mózgownicy.

Zgoda, przy czym coś podobnego mamy też w "Pocahontas", gdzie w świecie filmu, mieszanka poglądów a'la Dzikus Ziemski, skrzyżowany z ekologizmem New Age okazuje się najprawdziwszą prawdą. Czyż Neytiri nie mogłaby zaśpiewać:
http://www.youtube.com/watch?v=3MMsyD_ShMc


Inna rzecz, że u Camerona wnioski te odnoszą się tylko do świata Pandory, czyli Cameron strzela sobie w stopę. Jego przesłanie w dużej części nie może być odniesione wprost do spraw ziemskich. Czyli: ekologizm idzie się p...rzejść, na placu boju zostaje lemowska zasada nieingerencji i - godne Treka - potępienie bushyzmu (na chwilę obecną zacne komunały).

Jo_anka:
A byłeś już w kinie na Avatarze?

Mam jakoś tak, że zauważalna "komputerowość" kłuje mnie w oczy nawet gdy najlepiej zrobiona, a u Camerona jest ona - mimo wszystko - b. widoczna.

Dodatkowo zniechęca mnie zauważalna ziemiopodobność pandorańskiej przyrody i spora konwergencja tamtejszych gatunków do ziemskich - jak u nas: rośliny zielone, zwierzęta i humanoidy. Do tego dochodzą kolejne dwa zgrzyty:
-primo: wszystkie inne gatunki mają po sześć kończyn, ale Na'vi muszą z grubsza wyglądać jak ludzie, w czterorękiej pannie porządny Amerykanin by się nie zakochał ,
-secundo: rekinom-młotom kształt głowy służy do ściśle określonego celu (odbierania b. slabych prądów elektrycznych wskazujących na poruszanie się potencjalnych ofiar po morskim dnie), wątpliwe by Hammerhead Titanothere używał swojej głowy w podobnym celu (zwł. że nie żyje w wodzie):
http://james-camerons-avatar.wikia.com/wiki/Hammer head_Titanothere

Tym niemniej powtórzę: od strony wizualno-technicznej jest to majstersztyk. Abrams może (ba: powinien!) patrzeć i się uczyć. Ogólnie jednak, jak dla mnie, powtarza się sytuacja z "Władcą Pierścieni" Jacksona - piękny kościół, acz bez Boga. W dodatku u Jacksona było mniej "komputerowości" i mniej niepotrzebnych dłużyzn. (Choć - jak na ironię - początkowe sceny w których główny bohater przybywa na Pandorę i rozgląda się po bazie mogłyby jak dla mnie być dłuższe. Zwł, że dawały nadzieję na solidną SF.)

EDIT:
(Nowi ) Ruscy piraci oczywiście już mają (kiepską) kopię (wszyscy już chyba byli w kinie, więc nikogo nie zwiedziemy na złą drogę):
http://www.vioku.com/video/1631/avatar-2009 - link pochodzi z wywalonego postu spambota
Picard
Użytkownik
#113 - Wysłana: 9 Sty 2010 10:57:43 - Edytowany przez: Picard
Odpowiedz 
Madame Picard:
Bez przesady . W szczegółach się nie zgadzamy. Ja uważam film za dziecinny, wtórny i schematyczny pod względem fabularnym, inni zachwycają się głębokością jego głębi .

Wszytko to co napisałaś powyżej to prawda - dlatego z mojej strony zachwytów nie ma - ale czy to koniecznie źle? Stare kreskówki Disney'a też były dziecinne, ale przesłanie miały, tak też jest z tym filmem - adresowany jest głownie do młodszej widowni, ale to ważne by łyknęła ona trochę tego przesłania, jakkolwiek zdawało by się ono banalne. Podsumowując film w dorobku Camerona plasuje się gdzieś pomiędzy dwoma pierwszymi, świetnymi częściami Terminatora, równie ciekawą Głębią, a dużo gorszymi Prawdziwymi kłamstwami i kiczowatym romansidłem jakim był Titanic , powiedział bym, że Avatar najbliższy jest poziomowi Aliens. No, ciut lepszy bo miał jednak coś do powiedzenia.
Q__
Moderator
#114 - Wysłana: 9 Sty 2010 11:53:36
Odpowiedz 
Picard

Picard:
powiedział bym, że Avatar najbliższy jest poziomowi Aliens. No, ciut lepszy bo miał jednak coś do powiedzenia

Hehe. W "Aliens" jest całe mnóstwo przesłań, tylko - jak zwykle - nie zauważasz niczego co nie podetkane wprost, pod oczy.

Otrzymujemy tam pochwałę niezłomnego ludzkiego ducha (przypomina się lemowy "Niezwyciężony" i... Hemingway), wniosek, że gdy technologia zawiedzie już tylko w sile ludzkiej determinacji nadzieja. Pochwałę ewolucyjnego instynktu przetrwania - walka ludzi z xenomorfami to właśnie ewolucyjna walka o byt. Pochwałę żołnierskiego poświęcenia (i braterstwa broni). Pochwałę miłości aż po grób (Gorman ginący z Vasquez). Pochwałę kobiecości i macierzyństwa (główna antagonistyczna para to kobiety-samice-matki). Pochwałę tego co w nas witalne i biologiczne.

Cameron nie musi mówić tego słowami, skoro zdołał wszystkie te przesłania przekazać za pomocą obrazów. Zresztą: miłość, poświęcenie, determinacja, bohaterstwo liczą się gdy są czynami, patetyczny monolog pewnych spraw nie zastąpi.
Picard
Użytkownik
#115 - Wysłana: 9 Sty 2010 12:12:22
Odpowiedz 
Q__:
(Gorman ginący z Vasquez). Pochwałę kobiecości i macierzyństwa (główna antagonistyczna para to kobiety-samice-matki). Pochwałę tego co w nas witalne i biologiczne.

Co do tych ostatnich dwóch kwestii mógł bym Ci przyznać racje: dodał bym jeszcze wizje świata, w którym to ludzie są w sumie gorsi od potworów - gdyż te drugie kierują się tylko instynktem a człowiek chciwością - , może jeszcze i to, że technika jest niczym w konfrontacji z morderczymi siłami przyrody - karabiny zawodzą w konfrontacji z chordami obcych - , ale mimo to Aliens nie ma tak ważkiego i tak czytelnego przesłania jak Avatar. Nie jest też tak optymistyczny w swoje wymowie - wręcz przeciwnie, to film mroczny i dość depresyjny. Inna rzecz, że w wersji reżyserskiej pojawia się wątek, który mówi o śmierci córki Ripley - ze starości, w czasie gdy matka błądziła w kriokapsule po kosmosie - co nadaje związkowi Ripley-Newt, nowej głębi i pewnej wiarygodności psychologicznej. Dlatego warto obejrzeć wersje reżyserską, która rzeczywiście jest lepsza od oryginału, co jest rzadkim przypadkiem.
Q__
Moderator
#116 - Wysłana: 9 Sty 2010 13:06:00 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Picard

Picard:
mimo to Aliens nie ma tak ważkiego i tak czytelnego przesłania jak Avatar

Capitano mio, nie mylmy czytelności z łopatologią.

Picard:
Dlatego warto obejrzeć wersje reżyserską, która rzeczywiście jest lepsza od oryginału, co jest rzadkim przypadkiem.

Znam conajmniej drugi taki wypadek - TMP.
Delta
Użytkownik
#117 - Wysłana: 9 Sty 2010 13:26:21
Odpowiedz 
Q__
Se uważaj, bo przyjadę wozem strażackim ten pożar gasić . W końcu o "Avatarze" mam zdanie chyba nawet gorsze niż MP

Ale mi nie chodziło o "Avatara", tylko o twierdzenie, że u nas zgody nie będzie.

Choć owszem, chciałbym w końcu zobaczyć Treka nakręconego z takim technicznym pietyzmem.

O to to.

Przyszłość to holodek

Ale 3D to przecież kroczek w tym kierunku.

wszyscy już chyba byli w kinie

Ja jeszcze nie. Zasypało mnie. Może w przyszłym tygodniu.
Mav
Użytkownik
#118 - Wysłana: 9 Sty 2010 15:33:41 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Gadgeciarstwo, którym nie umiem się podniecać.

Widzisz, ja właśnie się obawiałem, że te całe 3D to zbędne bajeraństwo. Coś tam, co jakiś czas wypadnie z ekranu, jakaś postać sprawi wrażenie trójwymiarowe itd. Jednak efekt mnie całkowicie zaskoczył. Testem była dla mnie pierwsza scena, wiedziałem jak wygląda bo gdzieś na jakie kopi cam w necie widziałem początek. Mowa o scenie, gdy budzi się załoga statku lecącego na Pandore w takim cylindrze w którym lata pełno ludzi. Ta scena miała mi powiedzieć wszystko o 3D obawiałem się, że paru ludzi będzie wystawać za ekran i to tyle. W tedy 3D nic by dla mni nie znaczyło. Jednak gdy zobaczyłem tą prawdziwą głębie wiedziałem, że pokocham 3D Podczas seansu wiele razy myślałem o tym jak by było dobrze obejrzeć np, Aliensa, Predatora itd. To na prawdę nowy wymiar kina. Daje o wiele większe doznania niż 2D, ale oczywiście rozumiem, że nie wszystkim musi się to tak podobać. Dla mnie zdecydowanie nie jest to bajer a olbrzymi krok do przodu, rewolucja kina.

Q__:
Mam jakoś tak, że zauważalna "komputerowość" kłuje mnie w oczy nawet gdy najlepiej zrobiona, a u Camerona jest ona - mimo wszystko - b. widoczna.

Mnie to też kuło w oczy, ale nbie w kinie. Moze to 3D ma w tym udział, ale na prawdę efekty wygladają zdecydowanie realniej niż na trailerze, przynajmniej dla mnie. Rozumiem, że byłeś na 3D? w imaxie czy w zwykłym kinie?
Jo_anka
Użytkownik
#119 - Wysłana: 9 Sty 2010 19:14:08 - Edytowany przez: Jo_anka
Odpowiedz 
Q__:
-primo: wszystkie inne gatunki mają po sześć kończyn, ale Na'vi muszą z grubsza wyglądać jak ludzie, w czterorękiej pannie porządny Amerykanin by się nie zakocha

Przypuszczam, że dlatego pokazano w filmie stadko protolemurów, o częściowo zrośniętych górnych kończynach. Widz (z grupy myślących ) miał wyciągnąć wniosek, że u Na'vi górne kończyny były już 'zrośnięte' 'na Amen'! Stąd dwuręka panna!... Ale za to, z jak wdzięcznym ogonem!


Picard:
mimo to Aliens nie ma tak ważkiego i tak czytelnego przesłania jak Avatar. Nie jest też tak optymistyczny w swoje wymowie - wręcz przeciwnie, to film mroczny i dość depresyjny.

Będąc przy tym najbardziej optymistycznym filmem z całej serii 'Alien'ów.
Adek
Użytkownik
#120 - Wysłana: 10 Sty 2010 02:49:26 - Edytowany przez: Adek
Odpowiedz 
Tak patrząc na żywiołowość tego tematu proponowałbym zamienić nazwę stronki na film.pl? Sorki ale odnoszę wrażenie, że tematy Treka już tu mało kogo interesują poza nielicznymi kilkoma osobami a o "Avatarze" prawdziwa lawina wypowiedzi, że aż mój niedawny post zginął w tłumie w króciutkim czasie podczas gdy kiedyś "wisiał" jeszcze długo, długo. Nie o to w sumie chodzi ale taka mała refleksja, która się we mnie obudziła przy tym temacie. Chociaż fakt, film zasługuje na to miano szerokiej społecznej uwagi. Ale mówię jakoś nie obserwuję takiej podniety na co dzień tematyką Treka. Bądź co bądź jednak to główną tematyką z założenia stronki jest Trek. Faktem jest, że ja się tu późno zjawiłem. Wszystko zapewne zostało wcześniej powiedziane stąd chyba taki marazm i kilka osób na co dzień obecnych (tych samych które pozdrawiam serdecznie). Być może rzeczywiście z deko wyczerpała się formuła stronki skoro bardziej interesują nas filmy jak "Avatar" niż sam Trek? Podkreślam, nie twierdzę, że obwiniam Avatara o taki stan rzeczy bo mnie samego film zachwycił ale mówię tylko co obserwuję na stronce i jak jest.
W każdym razie ja o tematyce Treka nie zapomnę a inni jak sobie chcą. Wiem, że post troszkę prowokujący ale powiedziałem co mi leży na wątrobie.
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  ...  15  16  17  18  19  »» 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / "Avatar" Jamesa Camerona

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!