USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / "Avatar" Jamesa Camerona
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  ...  15  16  17  18  19  »» 
Autor Wiadomość
Mav
Użytkownik
#61 - Wysłana: 4 Sty 2010 22:53:02 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
SPOILER !


RaulC:
jak uśmiercili Signoruey Weaver

Dobrze, że ta fabuła taka słaba i nie zdenerwowała mnie ta informacja, ale na przyszłość lepiej ostrzec przed takimi spoilerami co do filmu to przejde sie na 3d dla efektów niestety fabuła straszna... ech Cameron mnie zaskoczył niestety negatywnie... i ten wątek miłosny, już się boje mam nadzieje że tak żle nie będzie
Madame Picard
Moderator
#62 - Wysłana: 4 Sty 2010 23:00:43 - Edytowany przez: Madame Picard
Odpowiedz 
Poklok:
Cameronowi chyba naprawdę ten film podoba się takim, jakim jest

Może Cameron też najbardziej lubi te filmy, które już widział .

Poklok:
trudno powiedzieć na ile widzów przyciągnął posmak nowości i rewolucja technologiczna

Przyznam się uczciwie: mnie przyciągnął. I ze względu na wizualne piękno tego filmu nie uważam pieniędzy wydanych na bilet za stracone. Ale nadal uważam, że lepszy byłby porządny film przyrodniczy o Pandorze niż ta nieszczęsna złożona z samych ogranych motywów fabuła.
Q__
Moderator
#63 - Wysłana: 4 Sty 2010 23:54:06 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Madame Picard

Madame Picard:
Ja bym dodała do tej wyliczanki jeszcze "Siedem lat w Tybecie", też o obcym w bajkowo innym kulturowo świecie zagrożonym zniszczeniem przez wrogą cywilizację.

Nie tylko. Do tego wszystkiego dochodzi wada typowa dla fantasy - jeszcze od czasów przywołanego Tolkiena - czyli przewaga tzw. wordbuildingu nad fabułą. Przy czym w tym wypadku ów wordbuilding obciążony jest grzechem nachalnego proekologicznego dydaktyzmu serwowanego już dziesiątki razy - nie tylko w części nadmienionych filmów - (w/w "FernGully..." jest przy tym miejscami dość podobny wizualnie). Z kolei koncepcja planetarnej wspólnoty życia a'la hipoteza Gai przecież już w "Planecie śmierci" się pojawila, a potem doczekała powtórek:
http://en.wikipedia.org/wiki/Deathworld
http://en.wikipedia.org/wiki/The_Face_of_the_Water s
http://en.wikipedia.org/wiki/Earth_2_%28TV_series% 29
W dodatku, jeśli chodzi o istoty składajace sie na ową wspólnotę, nie ma tam w sumie nic wyprzedzającego w dziedzinie oryginalności biologicznej kreacji paradokumenty Discovery, które ongiś chwaliłem.

Nawet sam pomysł tytułowych Avatarów jest b. stary... Jak wspominałem pochodzi ze staarej noweli, której streszczenie trafiło nawet do lemowej"Fantastyki i futurologii":

"Oryginalny pomysł znajdujemy w noweli Nazywajcie mnie Joe — Poula Andersena. Nad Jowiszem, na który nie może, dla potęgi grawitacji, zstąpić noga ludzka, znajduje się orbitalna stacja Ziemian; z pokładu tej stacji samotny człowiek kontroluje sztuczną istotę, skonstruowaną podług wytycznych inżynierii biologicznej — umyślnie dla badania powierzchni planety. Łączność pomiędzy ową istotą (o budowie i przemianie biochemicznej całkowicie odmiennej od fizjologii ziemskiej) a człowiekiem umożliwia strumień energii „psi”; wzmacnia go aparatura „psioniczna”. Człowiek–kaleka, stale przebywający na stacji, zdalnie włada ruchami i doznawaniem Joe’ego. Przez jego oczy widzi pejzaże Jowiszowe, jego zmysłami bezpośrednio kontaktuje się z niezwykłym światem masywnej planety. Lecz, jak się dowiadujemy z noweli, w rzeczywistości człowiek nie tyle kontrolował Joe’ego, ile raczej sam się nim stawał"

EDIT:
http://imgur.com/JmRmb
kordian
Użytkownik
#64 - Wysłana: 5 Sty 2010 22:35:37
Odpowiedz 
Ten film jest lepszy od każdego Treka, generalnie łatwo zrobić film lepszy od dowolnego Treka, wiec nie rozumiem czemu tak często tu się wiesza psy na innych filmach ;)

(Kocham Treka, ale jestem uczciwy. Są tacy co kochają grube 150 kilowe Panie ale raczej uczciwie nie powiedzą, że to najpiękniejsze kobiety świata, ot takie zboczenie. Z Trekiem jest chyba podobnie ;) )
Q__
Moderator
#65 - Wysłana: 5 Sty 2010 23:12:16
Odpowiedz 
kordian

kordian:
Ten film jest lepszy od każdego Treka

Wizualne i technicznie przynajmniej od 10 z nich .
Alucard87
Użytkownik
#66 - Wysłana: 6 Sty 2010 20:45:24 - Edytowany przez: Alucard87
Odpowiedz 
Q__:
Wizualne i technicznie przynajmniej od 10 z nich .

Nie. Ten jedenasty, o którym myślisz też kładzie na łopatki
Mav
Użytkownik
#67 - Wysłana: 7 Sty 2010 00:29:12 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
REWELACJA ! Wstyd mi że zwątpiłem w Camerona To dzieło sztuki, sztuki 3D oczywiście. To nie jest film na zwykłe kino. Jego magia to głęmbia. Ja byłem w orange imax, nie wiem jak w zwykłym kinie digital 3d ale w imaxie to poprostu szok! Nawet fabuła jest dzięki temu znośna, odpowiednia do podziwiania efektów 3D w sumie nie taka zła. Nawet ostatecznie zaakceptowałem wygląd obcych którzy na początku mi się nie podobali delikatnie mówiąc. Na prawde dla mnie rewolucja w kinie. Jestem pewien, że ten film wysypie koszyk filmów 3D. James to jednak James, nie zawodzi ide drugi raz (jest tyle rezerwacji, że dopiero w następnym tygodniu można dostać dobre miejsca... ten film zarobi ogrom pieniędzy i dobrze należy się pomimo doś słąbego scenariusza jednak projektowanego pod kątem 3d więc dużo można mu wybaczyć... ) Nie można wręcz brać brać opini o filmie od ludzi oglądających go w klasyczny sposób 2d Takie oglądanie to wyrwanie mu duszy
Sh1eldeR
Użytkownik
#68 - Wysłana: 7 Sty 2010 07:14:02 - Edytowany przez: Sh1eldeR
Odpowiedz 
W poniedziałek w IMAX-ie widziałem Avatara pierwszy raz. Dzisiaj drugi raz, w Digital 3D (w Multikinie). Chciałem jeszcze zobaczyć go w cyfrowym 2D, ale widzę, że to musi trochę poczekać. Spoilerów nie będzie -- jeśli masz za sobą trailery, to niczego nowego postaram się nie zdradzić.

Internetowym zwyczajem, pisząc podsumowanie... na samym początku, muszę ocenić film jako boski. Rewelacyjny. Zapierający dech. Spełniający wyśrubowane oczekiwania. Taki, w którym praktycznie można się zakochać.

Jednoczesnie wydaje mi się, że większość ludzi trochę źle go ocenia. Na razie nie mam pewności, bo nie widziałem filmu w 2D, ale jestem przekonany, że -- wbrew temu, co mówi wiele osób -- Avatara wcale nie trzeba oglądać w 3D. Na 2D film moim zdaniem straci stosunkowo niewiele, przy okazji coś niecoś zyskując.

Wizualia w filmie są po prostu przepiękne. Ale nie chodzi tu o sam efekt 3D. Na mnie nie robił on większego wrażenia. Co zrobiło na mnie ogromne wrażenie, to doskonały design. Niezwykle świeży, szczegółowy, przemyślany i piękny (to słowo parę razy powtórzy się w tej pokracznej recenzji). Tu nie chodzi o to, że latające Banshee (lub Ikrany, jak mówią Na'vi) wyskakują nam z ekranu. Chodzi o poziom szczegółowości ich skóry. O realizm ich ruchów, mimo że mają dwie pary skrzydeł. O to, że wyglądają jak powietrzne ścigacze. Że wyglądają rewelacyjnie i robią świetne wrażenie, ale jednocześnie wydają się najzupelniej sensowne, po prostu widać, że one "działają".

Jak niektórzy może wiedzą, jestem fanem technikaliów, głównie techniki wojskowej. Również w sci-fi i m.in. dlatego lubię Treka. W Avatarze pojazdy i bronie też są wspaniale zaprojektowane. To nie są głupie projekty, które fajnie wyglądają, ale w prawdziwym świecie by się nie sprawdziły. Zaryzykuję, że one jeszcze lepiej "działają" niż Raptory z nowej BSG. Latające kanonierki mają wiele osłoniętych, przeciwbieżnych wirników, co daje im zwrotność i ciąg, ale eliminuje wielkie i delikatne wirniki śmigłowcowe. Gdy manewrują, widać, jak te wirniki zmieniają kąt nachylenia i po prostu pracują. Wielozadaniowa kanonierka w zamyśle i działaniu -- a nawet odrobinę w wyglądzie -- przypomina słynny śmigłowiec UH-1 Huey z wojny w Wietnamie. Prosty i niezawodny uzbrojony transportowiec, a gdy trzeba, to można mu podwiesić trochę zasobników z uzbrojeniem i mamy prawie szturmowiec. Kanonierki typowo szturmowe są zaś tak poobwieszane uzbrojeniem, że AH-64 Apache się chowa ;). Wielka kanonierka dowodzenia to też jeden z najbardziej realnych ogromnych statków powietrznych (ma np. osobny kokpit dla strzelca koordynującego pracę kilkunastu automatycznych stanowisk ogniowych). To wszystko aż bije z ekranu. Są i niewielkie mechy z prostym, ale skutecznym systemem sterowania. Nie jest on nigdzie wspomniany, ale oglądając uważnie film po prostu widać, jak to sterowanie działa!

Jednak to nie maszyny grają w Avatarze pierwsze skrzypce. Aż dziwnie mi to przyznać, skoro jestem takim fanem technikaliów. Nie bez powodu najpierw wspomniałem o Banshee, a potem o ludzkim sprzęcie. Otóż... flora i fauna robi w Avatarze znacznie większe wrażenie, niż technika! I to pod względem działania, designu! Nigdy wcześniej nie spotkałem się z czymś choćby zbliżonym do tego, mimo że mieliśmy przykłady ciekawych zwierząt (w SW zwierzaków było pełno, w ST czasem pojawi się coś ciekawego, jak kosmiczna Ameba, czy Meduza z TNG: EaF). Nigdzie jednak wszystkie elementy z osobna nie były tak dopracowane, a całość nie stanowiła tak wspaniale zgranego ekosystemu! Ekipa designerska zrobiła kawał doskonałej roboty, ale brawa należą się tu samemu Cameronowi, bo cechy tego ekosystemu odgrywają w scenariuszu bardzo istotne role. Na Pandorze wszystko jest połączone, wszystko jest całością, współpracuje. Jest to powiedziane explicite na ekranie, ale wcale nie musiałoby być. To po prostu widać i czuć.

Takie szczegóły, jak nowoczesne i logicznie działające, futurystyczne interfejsy typu hologramy + sterowanie gestami, czy odwzorowanie odpowiednio przeskalowanych ruchów kończyn (mechy!), w Iron Manie może i były bardzo widoczne i cenione, tu jednak... ledwo je widać. Mimo jakości. Natura Pandory po prostu przebija na ekranie wszystko to, co stworzył człowiek.

Nie muszę mówić, że te wszystkie narzekania po pierwszych trailerach, że efekty są lipne, a całość wygląda nierealistycznie, są praktycznie nic nie warte. Nie wiem, czy to poprawili w finalnej wersji filmu, czy jest tak jak było, ale film wizualnie po prostu zachwyca całe rzesze ludzi. Może i tam komuś się nie podoba, ale przecież posiadanie fatalnego gustu nie jest jeszcze zabronione :P.

Tak, oprawa w zasadzie przebija tu fabułę. Bo oprawa jest absolutnie niedościgniona. Jest przełomem, którego od dawna po prostu nie było. Pełne naprawdę dobrej jakości efektów 2012 nie było w zasadzie nowatorskie. W Avatarze natomiast nie chodzi o samą ilość efektów -- w końcu cały film jest jednym wielkim efektem -- czy ich techniczną jakość (ekstremalnie wysoką). Chodzi po prostu o... piękno. Tu nie ma co się obrażać, że film to sekwencja wybuchów pokazywanych pod byle pretekstem. Tutaj wybuchów jest stosunkowo mało. Piękny jest jednak każdy liść, każde latające stworzenie, każdy... Na'vi.

Własnie, Na'vi. Faktycznie, są podobni do ludzi. Cameron początkowo chciał, by byli mniej podobni. Ale uznał, że widzom trudno się wtedy będzie utożsamiać z postaciami, które przecież są na ekranie przez większość filmu. Uważam, że słusznie zrobił i osiągnął dobry efekt. Dodajmy, że mimo wszystko Na'vi są o lata świetlne oryginalniejsi, niż np. większość ras z Treka (ale Trek z oryginalności tu nie słynął, pomijając np. chlubne wyjątki, jak gatunek 8472). Bardzo ciekawym zabiegiem było to, że Na'vi mają jakieś 3 metry wzrostu. To coś więcej niż różnica w kolorze. Gdy stoją przy ludziach po prostu widać, że to nie jest ciut inny genetycznie człowiek. To zupełnie obca istota. Dodatkowo, tak się akurat składa, że wygląd Na'vi odpowiada naszym klasycznym kanonom piękna: szczupłe sylwetki, ale z zaznaczonym umięśnieniem i dosłownie kocią gracją (A także kocimi oczami. No i ogonem.)

Wspominając o Na'vi, nie można zapomniec o języku. Dość powiedzieć, że został stworzony nie na pałę, ale przez prawdziwych lingwistów. Tak, żeby działał. Czyli podobnie jak nasz trekowy klingoński, który jak dla mnie jest wzorem jeśli chodzi o języki sci-fi. Język na'vi wydaje mi się jednak raczej prostszy w wymowie, no i póki co od klingońskiego jest uboższy, ale to się zapewne będzie powoli zmieniało.

Gra aktorska? Moim zdaniem się sprawdziła. Bardzo duże znaczenie miała tu technika odwzorowywania tego, co robi aktor, na model komputerowy. I tutaj Avatar jest przełomem. Wyszło świetnie. Być może wynika to z mojego trekowego spaczenia, ale bardzo podobała mi się rola Zoe Saldany. Neytiri była bardzo fajnie zagrana, wręcz przyciągała do ekranu, mimo że była niebieska i miała 3 metry wzrostu (hmm, może mam do takich słabość; postać Zahn z Farscape też lubiłem, a i Virginia Hey do najniższych nie należy, jak sama się śmieje :D). Głos, mimika, gracja -- wszystko było świetne. Zoe nie zdobędzie w ten sposób Oscara, ale widzieliście kiedyś postać CGI robiącą takie realne i wdzięczne, choć jednocześnie nieco zwierzęce i obce wrażenie? Z jednej strony to zasługa techniki, z drugiej -- Zoe i reszty aktorów. Avatar Jake'a też był fajnie grany. W paru miejscach obawiałem się, że wystąpi taka typowo disneyowska mimika, ale sytuacje te zostały na szczęście rozwiązane przez aktora zupełnie inaczej. Nie muszę mówić, że lepiej. Ludzie też byli zagrani dobrze. Sigourney Weaver nie zawiodła. Znanej m.in. z LOST Michelle Rodriguez udało się stworzyć rolę sympatycznego pilota -- ale nie cukierkowego, tylko z jajami i własnym zdaniem na każdy temat.

(c. d. w nast. poście)
Sh1eldeR
Użytkownik
#69 - Wysłana: 7 Sty 2010 07:15:27 - Edytowany przez: Sh1eldeR
Odpowiedz 
(c. d. z poprzedniego posta)

Muzyka jest bardzo fajna. Raczej nie tak dobra jak wizualia, ale naprawdę dobra. Są ciekawe fragmenty zarówno radosne, podniosłe, czy bajkowe, jak i smutne i dramatyczne. Czasami muzyka gra pierwsze skrzypce. A raczej grałaby, gdyby wizualia w tych momentach nie były takie dobre.

Fabuła. Tak, schodzi poniekąd na dalszy plan. Dlatego, że nie jest tak rewolucyjna jak oprawa. Z tą oprawą jednak zaznaczę: Picard, nie martw się. To nie tępa seria wybuchów. To głębokie piękno. Od oglądania go nie rozbolą Cię oczy, a za stworzenie go należy się Cameronowi i reszcie ekipy podziw. Ale fabuła też w filmie jest. I to zgoła inaczej rozwiązana, niż w przypadku choćby ST XI. Pod bardzo wieloma względami lepiej.

Historia jest liniowa. Nie ma rozgałęzień. Wszystko dziej się w jednym, czy raczej dwóch miejscach naraz, przy czym przez większość filmu wyraźnie dominuje jedno z nich. Sprawia to, że film ogląda się bardzo lekko. Wszystko jest przedstawione we właściwej kolejności i jasno. Być może nie ma wielu zaskoczeń. Jest jednak coś, czego takiej "Jedenastce" prawdopodobnie trochę brakowało: bardzo wyraźny przekaz.

Przekaz nie dość, że przekazany tak samo wyraźnie jak reszta fabuły (tj. nie sposób go nie zauważyć), to jeszcze będący bardzo na czasie. Poruszone są dwa główne problemy. Pierwszy to to, co się dzieje, gdy "bardziej zaawansowana" (czy aby na pewno?) grupa napotyka tę mniej zaawansowaną. Jest powiedziane na ekranie: gdy ci słabsi mają to, czego pragną ci silni, to silni zawsze znajdą sobie usprawiedliwienie, by im to odebrać. Ludzie w Avatarze to np. Amerykanie. Chyba w najbardziej oczywisty sposób fabuła odnosi się do odbierania ziemi Indianom. Ale nie tylko im -- równie dobrze pasuje to do tego, co USA robi obecnie (macie ropę? to wprowadzimy u was demokrację, wsadzając ją wam siłą głęboko w... gardła). Co ciekawe, wątek ten jest tak dobrze przedstawiony, że nawet amerykańscy widzowie sympatyzują z Na'vi, mimo że wiedzą, że są być może głowną inspiracją dla czarnych charakterów z filmu. Drugi aspekt poruszany przez Avatara to ekologia. Jest to rozwiązane o tyle super, że gdy widz już totalnie zakocha się w Pandorze i jej ekosystemie, na ekranie niemal mimochodem pada, że na Ziemi nie ma już drzew, a ludzie zabili własną matkę -- Matkę Ziemię. Chyba trudno to przeoczyć i nie wziąć sobie do serca. Tłumaczenie, że zieleń jest fajna, to raz, ale pokazanie tego, to coś zupełnie innego. Avatar pokazuje i zakochuje w Pandorze do tego stopnia, że człowiek po wyjściu z kina żałuje, że taki świat prawdopodobnie nie istnieje. Cameron zamiast powtarzać, że niszczenie drzew jest be, sprawia, że człowiek sam tak myśli. Że dochodzi do wniosku, iż Ziemia ma tego coraz mniej, a gdy nie będzie miała w ogóle, będzie cholernie smutnym i brzydkim miejscem.

Fabuła pokazuje też pomniejsze rzeczy. Całkiem nieźle, choć zdecydowanie na dalszym planie, pokazany jest problem kalectwa Jake'a. Jake nie poddaje się, jest twardy, w końcu był marine. Nie użala się nad sobą. Ale widać, jak cieszy się, gdy pierwszy raz od wielu lat może biegać (co prawda jako avatar, ale zawsze). W innej scenie z kolei mamy fajnie zrobione cięcia, gdy Jake najpierw będąc avatarem porusza się po pięknej, otwartej dżungli jak kot i jak sprawny myśliwy, a po tych otwartych scenach nagle budzi się w zamkniętym i ciasnym urządzeniu sterującym avatarami. Przypomina to trumnę i w tej scenie może i miało coś takiego symbolizować.

Na końcu jeszcze kwestia techniczna. Avatar to pierwszy film 3D, jaki widziałem. I nie zrobiło to na mnie najlepszego wrażenia. W IMAX-ie oczy mnie nie bolały, choć po seansie wszyscy z ekipy (byłem z 4 innymi osobami) mieli przekrwione oczy. Nikt jednak nie narzekał. Same efekty 3D były ponoć dobrze zrealizowane. Dla mnie była to jakaś nowość i było to nawet fajne, ale miało też swoje minusy. Obraz był jakby mniej wyraźny. Trudniej było się skupić na szczegółach. Kolory IMO były nie takie, jak trzeba. Film ogląda się przez przyciemniane okulary. Jasność ekranu jest co prawda większa, ale to wg mnie nie wystarcza, by idealnie odwzorować kolory. Wkurzało mnie to wszystko, bo chciałem pochłonąć każdy szczegół Pandory. Nie mogłem. Ogólnie to 3D po wyjściu z kina zaliczałem zdecydowanie na minus (!). Nie wydaje mi się też, by w 2D film wiele tracił. W Avatarze chodzi bardziej o piękno, design i głębie związaną z tym, że tu wszystko naprawdę działa. A nie z tym, że widzimy, jak coś wyskakuje nam z ekranu. Aby być fair powiem jednak, że pozostała część mojej ekipy liczya 3D zdecydowanie na plus, choć dostrzegali podobne braki jak ja (kolor, trudność w zobaczeniu szczegółów). Dzisiaj byłem w kinie drugi raz, ale tym razem nie w IMAXie, tylko w Multikinie. Mają tam ten cyfrowy sposób wyświetlania filmów. Tym razem byłem z 2 osobami (obie widziały film wcześniej) i wszyscy byliśmy zgodni: dźwięk jest w Multikinie lepszy. Ale komfort oglądania dużo gorszy! Być może byliśmy zmęczeni, albo jakiś dzień był gorszy, ale w Multikinie byliśmy w sumie na znacznie wcześniejszym seansie. Więc to raczej wina Multikina, że wszystkich nas bolały oczy już po parunastu minutach. Ja to nieraz musiałem nieraz spojrzeć w bok, by dać odpocząć wzrokowi (w IMAXie tego nie było). Okulary były w dodatku upaskudzone -- w IMAXie trochę mniej -- i nijak nie szło ich doczyścić. To kolejny argument przeciwko wersji 3D.

Na 2D na razie nie byłem, choć postaram się pójść. Uważam jednak, że mówienie, iż "jak na Avatara, to tylko w 3D" to po prostu mit. Film powinien zrobić też znakomite wrażenie w 2D, a niektóre elementy wizualne będą w 2D wyraźniejsze. Porażką jest natomiast oglądanie na kompie wersji Telesync. Avatar to film kinowy i trzeba się po prostu przejść na niego do jakiegokolwiek dobrego kina (niekoniecznie 3D). W wersji o wysokiej jakości, na dobrym monitorze film co zrobi odpowiednie wrażenie, choć będzie ono mniejsze i na pewno trochę z tego piękna przejdzie nam bokiem. Wersje Telesync to jednak dla mnie totalne porażki i nie wiem, jak można oglądać w ten sposób filmy. Obawiam się też, że Avatar w takiej wersji naprawdę sporo straci. Po prostu Cameron łączy wizualia i fabułę w jedną całość. Na pewnym etapie widz powinien być zauroczony Pandorą i etap ten w kinie osiągą przytłaczająca większość osób. To działa. Na kompie, przy jakości DVD/Blu-ray pewnie też zadziała. W wersji Telesync... to tak jakby oglądać dzieło sztuki przez okulary, które psują nam wzrok.

Podsumowując powiedziałbym, że Avatar to film roku i początek legendy. Coś, co może się przeobrazić w taką sagę, jak Obcy, Terminator, czy nawet ST/SW. I to się może stać na naszych oczach. Film już pobił chyba wszystkie rekordy oglądalności. To wspaniała wiadomośc dla kina sci-fi. Już "Jedenastka" była całkiem strawna dla laików, ale Avatar jest dla nich po prostu tak samo pyszny, jak dla fanów gatunku (a fani gatunku nie powinni tym razem narzekać, że ich opuszczono -- oni mogą nacieszyć się np. szczegółami techniczno-naukowymi, których w filmie jest sporo). Dzięki takim filmom ludzie może przestaną się wreszcie bać sci-fi. Sądząc po wynikach, to już się chyba przestali.

Dość powiedzieć, że Avatar minął mi zdecydowanie najszybciej ze wszystkich długich filmów. Z Titanikiem nie ma co porównywać. Minął mi szybciej niż najeżone efektami obie części Transformers, ale też szybciej niż doskonały Dark Knight. Nie cierpiałem nawet na dokuczającą człowiekowi przy tak długich filmach przypadłość zwanym bolącym tyłkiem.

I tym jakże dostojnym akcentem, pozwolę sobie zakończyć.

PS. 10/10.
kanna
Użytkownik
#70 - Wysłana: 7 Sty 2010 09:27:17
Odpowiedz 
Ech, ja sie wybieram, i wybieram, ale nie mam co zrobic z dziećmi Moge więc albo iśc sama, albo czekac do marca, aż mama wróci z Kanady i iśc z mężem. Chyba że ktoś z was ma ochote ich poilnowac?
Madame Picard
Moderator
#71 - Wysłana: 7 Sty 2010 10:06:13
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#72 - Wysłana: 7 Sty 2010 10:39:04
Odpowiedz 
Delta
Użytkownik
#73 - Wysłana: 7 Sty 2010 11:26:34
Odpowiedz 
Ech, tak chwalicie, że smaku mi narobiliście. Chyba trzeba się wybrać do Wrocławia na seans.

kanna
Ech, ja sie wybieram, i wybieram, ale nie mam co zrobic z dziećmi

Skoro to takie wielkie widowisko, to czy nie warto ich zabrać ze sobą?
Madame Picard
Moderator
#74 - Wysłana: 7 Sty 2010 11:39:10 - Edytowany przez: Madame Picard
Odpowiedz 
Delta:
Skoro to takie wielkie widowisko, to czy nie warto ich zabrać ze sobą?

No właśnie... Biorąc pod uwagę, że fabuła tego filmu jest ściągnięta z kreskówki dla dzieci, nie powinny się chyba zbytnio nudzić... Co zresztą wiele mówi o poziomie intelektualnym tego filmu .
Delta
Użytkownik
#75 - Wysłana: 7 Sty 2010 12:04:41
Odpowiedz 
Madame Picard
Co zresztą wiele mówi o poziomie intelektualnym tego filmu

To nie ST, to mogę Cameronowi wybaczyć.
Adek
Użytkownik
#76 - Wysłana: 7 Sty 2010 12:10:42
Odpowiedz 
Madame Picard:
Poklok:
trudno powiedzieć na ile widzów przyciągnął posmak nowości i rewolucja technologiczna

Przyznam się uczciwie: mnie przyciągnął. I ze względu na wizualne piękno tego filmu nie uważam pieniędzy wydanych na bilet za stracone. Ale nadal uważam, że lepszy byłby porządny film przyrodniczy o Pandorze niż ta nieszczęsna złożona z samych ogranych motywów fabuła.

Przyznaję bez bicia, że mnie też przyciągnęła wyjątkowo nowość i rewolucja techniczna. Jeśli chodzi o wybór filmu ale do KINA to jestem dość wybredny. Jak się wybieram do kina to na pewno na film widowiskowy bądź intrygujący, muszę potem wspominać tą wizytę w kinie jako coś długo niezapomnianego. Takim był dla mnie Avatar. Może film rzeczywiście wydawał się bajkowy jak mówi Madame Picard ale jak się oglądało w okularkach i prawie czuło się na twarzy spadające listki albo strach zaglądał w oczy jak koło skroni przeleciało ostrze od dzidy. Naprawdę było warto i jutro chyba wybieram się ponownie.
Q__
Moderator
#77 - Wysłana: 7 Sty 2010 12:20:44 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Madame Picard

Madame Picard:
nadal uważam, że lepszy byłby porządny film przyrodniczy o Pandorze

A'propos: Sigourney Weaver opowiada o świecie Pandory:
http://www.youtube.com/watch?v=GBGDmin_38E

Sh1eldeR

Sh1eldeR:
bardzo podobała mi się rola Zoe Saldany. Neytiri była bardzo fajnie zagrana

A'propos: okolicznościowy wywiad z Zoe Saldaną:
http://www.youtube.com/watch?v=KcBuqUDLg7w
Queerbot
Użytkownik
#78 - Wysłana: 7 Sty 2010 12:53:17
Odpowiedz 
Film byłby może dobry, gdyby te dwa niebieskoludy, awatar i samica-wojowniczka-szamanka podczas uroczego stosunku seksualnego nie powielały ziemskich schematów, tylko zapodały prawdziwy hardcore i połączyły się tymi mackami, które trzymają pod włosami.

Powiem tak: film jest cenny z powodu dwóch rzeczy: 1. pokazuje, że wszyscy żołnierze to idioci i kretyni, nawet mówią z teksańskim akcentem; 2. przekazuje tę straszliwą prawdę, że natura jest bezlitosna i straszna, może gdyby Lars von Trier obejrzał wcześniej Avatara, nie musiałby kręcić Antychrysta i odkrywać tej prawdy po swojemu. Poza tym film to dno.
Jo_anka
Użytkownik
#79 - Wysłana: 7 Sty 2010 14:59:58 - Edytowany przez: Jo_anka
Odpowiedz 
Też po seansie i to parę dni temu. Wolałam odczekać kilka dni, aż emocje opadną, aniżeli dać 'na gorąco' filmowi... 20/10!

Avatar, to faktycznie początek nowego kina. To już nie tanie sztuczki z 3 wymiarem - latające przed nosem jakieś elementy obrazu; reklama w tym stylu poprzedzająca seans - wzbudziła we mnie klaustrofobiczne odczucia. Cameron ustawia widza w pozycji zwiedzającego Oceanarium - świat 3D widziany zza szyby. I chwała mu za to, bo gdyby wszystko to co się kotłuje się na ekranie, miałoby wyskakiwać w stronę widowni, mało który widz dotrwałby do końca seansu.

Jak wspominałam, byłam pełna obaw idąc do kina - ze względu na oczy unikałam formatu 3D. Zakładałam, że z Avatara wyjdę z gigant-migreną, ba, nie byłam pewna czy fizycznie zdołam dotrwać do końca filmu, ale ku swojemu zaskoczeniu nie miałam żadnych z tym problemów, a nawet wyszłam z kina z mniej zmęczonymi oczami i ogólnie w lepszym stanie niż po seansie 2D! - bo zazwyczaj z kina wychodzę z bólem głowy i jestem rozbita do końca dnia.

Fakt, bardzo starannie wybierałam kino - Avatara obejrzałam, zajmując miejsce dokładnie w środku sali nr 1 w Złotych Tarasach, która podobno była specjalnie przygotowana pod kątem tego filmu (jako jedyna w Warszawie miała być w pełni dostosowaną do cyfrowego 3D). Na IMAX'a się nie zdecydowałam z dwóch przyczyn: po pierwsze, warszawski IMAX nie jest cyfrowy, tylko analogowy (w Polsce jedynie w Łodzi jest cyfrowy IMAX), po drugie, wolałam przy pierwszym kontakcie z 3D nie przedobrzyć 'z bodźcami'.

Jeżeli chodzi o kłopoty Sh1eldeR'a z okularkami, to na wszelki wypadek miałam przy sobie 'dwusciereczkowy' (wilgotna i sucha) zestaw Fellowes'a do czyszczenia monitorów komputerowych - bardzo się przydał! Okulary, które dają w kinach są rzeczywiście brudne. Te okulary ze 'Złotych Tarasów' wyglądające jak dwustronne lustrzanki, może faktycznie nieco przyciemniały obraz, ale nic on nie tracił jeżeli chodzi o ostrość, czy też nasycenie barw (stary typ dwukolorowych okularków do 3D - zubaża odbiór kolorów filmu).

Zgadzam się z Sh1eldeR'em, że film powinien zrobić też znakomite wrażenie w swojej wersji 2D (w sieci jest jedno pirackie, kinowe nagranie [nieco ucięte na początku i na końcu], autorstwa Ruskich, które moim zdaniem było zrobione na seansie 2D - ma niezłą ostrość, inne zaś, nagrywane z 3D są rozmyte i 'zamglone' - czyli wyglądają tak, jak film 3D oglądany bez okularów [ciekawe co za kretyni-analfabeci nagrywali 2D z 3D!]), ale tu przecież chodzi o magię nowego typu 3D! Uważam więc, że po raz pierwszy należy ten film obejrzeć w wersji 3D, przedtem starannie wybrawszy kino!
Weaver
Użytkownik
#80 - Wysłana: 7 Sty 2010 15:18:37 - Edytowany przez: Weaver
Odpowiedz 
Zdążyłem już być dwa razy - premiera i jakieś 4 dni później. Oba razy wersja 3D, zmieniało się kino i miejsca. Na marginesie stwierdzam, że miejsce w najwyższym rzędzie w rogu to dobre miejsce - do efektów wizualnych dochodzą dotykowe - co silniejsze basy poruszają całym fotelem :P a i rozstrzał dźwięku jakby wyraźniejszy.
Film podsumowałbym kilkoma słowami - śliczny, wtórny, wizualnie porażający, wtórny, doskonały design, jeszcze raz wtórny.
Drugi raz poszedłem szukać scenariusza, skoro już wiedziałem, czego mam się spodziewać ze strony multimedialnej. Niewiele znalazłem, lecz dało się to łatwo rozpoznać...jak widać inni forumowicze też bez trudu wyszukali...nazwał bym to aluzjami, ale czy na aluzjach można zbudować film, który nie jest kolejną częścią Hot Shots czy innego Scary Movie? Cameron chyba to właśnie chciał zrobić i nie przekonują mnie słowa, że scenariusz już istniał dawno temu, tylko techniki brakowało...
Wszystko to już widziałem, nie ma o co robić wielkiego halo, rewolucji nie było, poświecili latarkami w oczy, pokrzyczeli do ucha i poszli.
Za to nowy Bagiński przyjemny - bez dużych wymagań, bez dużych rozczarowań...
P.S. czyli edit: Znajomy Anglik stwierdził, że to Pocahontas w sosie SF, coś w tym jest...Gdzie widowisko z sensem pokroju The Abyss? Przecież można było...
A tak w ogóle to Snake Plissken, wróć !!! :P:P:P
kanna
Użytkownik
#81 - Wysłana: 7 Sty 2010 15:55:41
Odpowiedz 
Queerbot:
Film byłby może dobry, gdyby te dwa niebieskoludy, awatar i samica-wojowniczka-szamanka podczas uroczego stosunku seksualnego nie powielały ziemskich schematów, tylko zapodały prawdziwy hardcore i połączyły się tymi mackami, które trzymają pod włosami.

cóż.. nie zabiore dzieci ;)
Mav
Użytkownik
#82 - Wysłana: 7 Sty 2010 19:22:47 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Sh1eldeR:
A nie z tym, że widzimy, jak coś wyskakuje nam z ekranu

No własnie obawiałem się, że będą to takie głupie efekty wyskakiwania czegoś z ekranu ale tak nie jest. Widać na prawdę głebie, stereoskopowo. Nie jest to jakiś bajer. Ludzki mózg takie obrazy odbiera zdecydowanie poważniej, realniej niż płaskie 2d. Po prostu jest to krok w ewolucji kina, takie kroczek do holodeku Film nabiera realności w niespotykany sposób... jestem zdecydowanie za. Nie twierdze, że ty tak miałeś, ale podobno niektórzy ze względu na specyficzną wade wzroku mogą odbierać zdecydowanie gorzej efekt 3D lub wogóle
Jo_anka
Użytkownik
#83 - Wysłana: 7 Sty 2010 20:26:27 - Edytowany przez: Jo_anka
Odpowiedz 
kanna

Zwróć uwagę na to, że Queerbot był rozczarowany!

Jeżeli chodzi o te niespełna 30 sekund 'erotyki', to są niemal zgodne ze starymi zaleceniami Hollywood, więc spokojnie możesz zabrać na seans dzieci... Wydaje mi się, że również ekranizacja 'Władcy pierścieni' była nie porównywalnie bardziej krwawa, aniżeli Avatar.

Tyle, że nie wiem/nie pamiętam w jakim wielu są Twoje dzieci, jeżeli mają mniej niż 11 lat, to ja raczej bym ich zabierała na Avatara. Nie mam pewności w jakim natężeniu odebrałyby ten film (jest niby dozwolony dopiero od 15 lat), choć niewątpliwie byłby jednym z najmocniej zapamiętanych w ich życiu.

Dla mnie ten przekaz 3D był dużo bardziej rzeczywisty (lepiej nie mieć lęku wysokości i wcale nie chodzi o mi o sceny latania ), ale zarazem mniej bezpośredni, aniżeli 2D (np. z badań wiadomo, iż reklama kinowa 2D jest najskuteczniejsza ze wszystkich rodzajów reklam w dotarciu do odbiorcy - przekaz jest w 100% zapamiętany przez widza, żaden z innych środków przekazu reklamy nie osiąga nawet w przybliżeniu podobnych wyników).

Fakt, byłam tak skoncentrowana na technicznej stronie filmu, że np. muzyka prawie nie dotarła do mojej świadomości (co sobie uświadomiłam post factum, czytając opinie na temat ścieżki dźwiękowej tego filmu), ja miałam, poza 2 lub 3 scenami w filmie, absolutną 'białą plamę' w pamięci.
RaulC
Użytkownik
#84 - Wysłana: 7 Sty 2010 20:45:41
Odpowiedz 
W ostatniej Angorze jest cały artykuł o Avatarze i sposobach jego kręcenia. Polecam do przeczyatania.

Dzieci mogą spokojnie iść na ten film nawet jeśli jest od 15 lat. Na pewnoe będą zachwycone efektami.
kanna
Użytkownik
#85 - Wysłana: 7 Sty 2010 20:50:49
Odpowiedz 
Jo_anka

no, zdecydowanie mnie niz 15 maja. mała to nawet jakby 3 x mniej jakby miały 12 to bym je w domu zotawiła i sie nie przejmowała
Jo_anka
Użytkownik
#86 - Wysłana: 7 Sty 2010 21:03:19 - Edytowany przez: Jo_anka
Odpowiedz 
Mav:
Nie twierdze, że ty tak miałeś, ale podobno niektórzy ze względu na specyficzną wade wzroku mogą odbierać zdecydowanie gorzej efekt 3D lub wogóle

Podobno Astygmatyzm wyklucza absolutnie odbiór 3D (czytałam w necie wypowiedzi paru osób z tą wadą, które 'obejrzały' Avatara, żadna z nich nie dotrwała do końca emisji 3D - wybierały się ponownie na wersję 2D).

Krótkowzroczność i szkła kontaktowe, na szczęście, nie. Acz zastanawiam się, czy te zaobserwowane dwa lub trzy momenty braku ostrości najbiższego (pierwszego) planu (za każdym razem chodziło o sceny w ludzkim kompleksie - czyli o te 40% 'nie komputerowe' filmu), były faktycznym błędem 'w sztuce' (nie nastawienie odpowiedniej ostrości kamery, uwzględniającej szybkość akomodacji ludzkiego oka - jak twierdziły osoby z branży filmowej, którym o tym wspominałam - żadna z tych osób wtedy jeszcze nie widziała Avatara, a ja nim się nie wygrzebię z choroby, nie będę miała z nimi kontaktu), czy też wynikały z faktu, że patrząc przez soczewkę kontaktową ostro się widzi się dopiero przedmioty znajdujące się około 10 cm od oka - czyli wynikałyby z moich własnych 'ograniczeń wzrokowych'.

kanna:
Moge więc albo iśc sama, albo czekac do marca, aż mama wróci z Kanady i iśc z mężem.

kanna

Pójdź sama i wyślij osobno męża. Drugi raz pójdziecie razem w marcu.

Obawiam się, że w marcu Avatar będzie żelazną pozycją jedynie w repertuarze IMAXa, a jak wspomniałam warszawski IMAX jest analogowy. Poza tym Avatar był kręcony przy użyciu 35 milimetrowych obiektywów, a nie 70 milimetrowych jak powinny być robione produkcje przeznaczone do IMAXów.

Polecałabym Ci/Wam tę salę 1 w 'Złotych Tarasach' (bo jesteś z W-wy, o ile dobrze pamiętam), chyba rzeczywiście ją przygotowali do emisji Cameronowego 3D! Podkreślam jedynka, bo Avatara w wersji 3D wyświetlają w tym kinie również w innych salach.

I trochę 'technikaliów' zacytowanych przez dyskutanta na stronie Mizantropa... Ups! tzn. Kominka [ http://www.kominek.tv/tt.recenzja.avatar,artykuly, 161.htm ]

Gość: olorin, public17532.cdma.centertel.pl31.12.2009 12:40:41
Czesc,
nie wiem czy są jeszcze jakieś osoby, które na Avatarze nie były, dla nich porównanie efektów 3D z dwóch różnych kin i dwóch różnych systemów projekcji autorstwa Adama Jesionkiewicza z astro-forum (to tak aby nie zrobić błędu i nie wybrać IMAX'a):

"Obejrzałem właśnie drugi raz - tym razem skupiając się na nowych detalach. Warto.

Ale nie o tym chciałem. Zapomnijcie o IMAX analogowym (cyfrowe jest tylko w Łodzi - jedno). Zrobiłem dzisiaj spory research z Sumasem i doszliśmy do wniosku, że najnowsze standardy oferuje Multikino w Złotych Tarasach (mówię o Wawie). Jest tam jedna sala ze specjalnym ekranem (swoją drogą największy w Europie cyfrowy) do DolbyDigital 3D. Avatar nie jest nakręcony z myślą o IMAX i wyraźnie nie daje rady w tych kinach.

Wady IMAX:
- problem z ostrością - prawdopodobnie wypalanie materiału na kliszy nie dało "rady". Avatar kręcony był specjalnymi kamerami do standardu 2K (czyli 2048 pikseli po szerokości) - specjalnie dla projektorów kinowych CYFROWYCH.
- straszny problem z rozmazywaniem się animacji, ghosting - praktycznie nie ma możliwości płynnego śledzenia stałego ruch - w czasie lotu np.
- fatalny kontrast
- wyprane, "mleczne" kolory
- fatalny dźwięk (to zadziwiające), cichy, mało dynamiczny... słaby
- tragicznie dołożone napisy PL - w stałym miejscu, do tego w 2D, co totalnie rozsynchronizowuje stereoskopie za każdym razem, jak na nie zerkniemy
- polaryzacja liniowa oznacza, że trzeba głowę trzymać w idealnie wertykalnej pozycji, bo inaczej efekt 3D znika
- polaryzacja liniowa mocno zabija jasność ekranu przez co obraz jest ciemny

Zalety IMAX:
- ekran ma inne proporcje niż standardowe kina. Inaczej mówiąc, widać więcej na górze i na dole. Te proporcje lepiej wpływają na widzenie przedmiotów "przed ekranem" - czyli tych wyskakujących

A teraz dzisiejszy seans w Złotych Tarasach - Sala nr 1 (premierowa)

Wady Dolby3D:
- pierwszy raz oglądałem film w technologii dolby 3D z okularami innymi, niż polaryzacyjne. Tu technologia bazuje na lekkim przesunięciu widma koloru w każdym źródle stereo, czyli dla każdego oka. Jedno trochę w stronę czerwieni, drugie zieleni. To najnowsza technologia i potwierdzam, że najlepsza (z tych które widziałem). Wadą tego systemu (dla mnie) był czas adaptacji. Przez pierwsze 2 min. mój mózg nie potrafił zbudować stereoskopii. Nie wiem czemu. Może dlatego, że był przyzwyczajony do polaryzacji. Potem z każdą sekundą obraz dostawał głębi, aż w końcu całkowicie się zaadaptowałem. A wtedy - zero uciążliwości, zero dziwnych objawów zmęczenia. Komfort dużo lepszy niż w polaryzacyjnych.

Zalety Dolby3D:
- zdecydowanie większe odczucie głębi. Mniej przed ekranem, więcej w głębi sceny. Wygląda to porażająco. Mamy odczucie oglądania prawdziwego świata. Sceny w maszynach latający, czy drepczących - bezcenne!
- animacja - gładka, płynna, bez ghostingu - nie da się tego nawet porównać do IMAX. Nic nie szarpie, jest dużo, dużo ostrzej w ruchu, wreszcie szybkie akcje nie pokazują klatkowania animacji (prawdopodobnie 60 fps). Loty na "smokach" to naprawdę opad szczęki!
- ostrość!!! Jest dużo ostrzej. Obraz wreszcie wygląda jak przysłowiowa żyleta.
- kolor, jak z trailera - czyli cyfrowy, soczysty - vivid.
- kontrast - jak należy, bez zamglenia, jak w IMAX.
- dźwięk - masakra. Jak waliło się drzewo, to naprawdę wszystko w sali się trzęsło od wibracji. Rewelacja. Zadziwiające jest to, że technologicznie IMAX oferuje lepszy dźwięk. Niestety - ekipa dała ciała i to co słyszałem w IMAX jest żenująco marne - ciche i płaskie.
- komfort i jeszcze raz komfort (w porównaniu do okularów IMAX)

Różnica między tym, co dzisiaj widziałem jest taka, jak między dobrym Divxem na kompie, a Blurayem. Masakra i tyle. Nie wiem, co się stało z wersją IMAX, że zaserwowała taką niedoróbkę. Nie wiem, na ile wynika to ze specyfiki transferu cyfry na analoga, a ile w tym "dania ciała" przez zespół IMAX. Nie ważne... dla mnie ta wersja, po obejrzeniu Dolby3D - jest nieakceptowalna. Potwierdziły to także 2 osoby, które razem ze mną obejrzały obydwie wersje Avatara.

Podsumowując - jeżeli mieszkasz w Warszawie, lub okolicach - zapomnij o IMAX. Idź do Multikina w Złotych Tarasach, koniecznie w Sali nr 1. Wybierz sobie miejsce +/- w środku sali, nie dalej niż rząd "H-I", a będziesz PORAŻONY."
Mav
Użytkownik
#87 - Wysłana: 7 Sty 2010 23:41:04 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Jo_anka:
Podobno Astygmatyzm wyklucza absolutnie odbiór 3D

Astygmatyzm to zaburzenie ostrości widzenia. Swiatło wpada do oka i ulega rozproszeniu przez zły kształt rogówki. Okulary korygują tak wpadanie śwatła aby docierało do siatkówki w odpowiedni sposób. Nie powinno to mieć wpływu na 3D tak mi się wydaje.
Picard
Użytkownik
#88 - Wysłana: 7 Sty 2010 23:50:03 - Edytowany przez: Picard
Odpowiedz 
Była już bitwa o wypociny Abramsa, była bitwa o Dystrykt 9 a teraz... nie będzie bitwy o Avatara, jest to bowiem rzadki przypadek kiedy to możemy się zgodzić co do tego, że mamy do czynienia z dobrym filmem. Postaram się streszczać bo widzę, że wielu widziało owo dziełko a reszcie i tak nie będzie się chciało pewnie czytać rozbudowanej pisaniny, więc do rzeczy:
Film jest dużo lepszy niż się tego po nim można było spodziewać: fabuła jest tu wprawdzie nie zbyt oryginalna - patrz filmy Misja, Tańczący z wilkami, Ostatni samuraj - , ale nie jest ona pozbawiona przesłania oraz nawiązań tak do historii - dzieje konkwisty, podbijania dzikiego zachodu - jak i do współczesności - wyraźny przytyk do wojny w Iraku. Cieszy też odwrócenie ról i dla odmiany ukazanie ludzi jako napastników na obcym świecie. Jeszcze ciekawszy i zasługujący na rozwinięcie był motyw tytułowego Avatara i następstw zastosowania tej techniki, motyw tracenia człowieczeństwa już nie w kontakcie z kulturą obcych ale stawania się jej integralną częścią. Ów wątek pobudza wyobraźnie i stawia ciekawe pytanie: czy żyjąc w obcym ciele łatwiej przejęlibyśmy punkt widzenia naszych braci w rozumie? Sama Pandora jest miejscem pięknym i wspaniale pokazanym, pod pewnymi względami omawiany film jest najlepszym symulatorem obcego świata z jakim miałem styczność, bije nawet głowę ciekawy dokumenty Discovery Channel pt. Alien planet . W Avatarze nie ma miejsca na czerwonego potwora wyskakującego jak Filip z konopi spod bielusieńkiego śniegu - ukazano nam tu bowiem z detalami świat flory i fauny i uczyniono to w sposób równie efektowny co wiarygodny. W większości nie miałem problemów z zaakceptowaniem takiej wizji obcego świata - mniejsza grawitacja, trująca atmosfera, ekosystem jako zespół stworzeń żyjących ze sobą w ścisłej symbiozie... Wizerunek ten psują latające góry - oczywista bzdura! - ale w obliczu wiarygodności i malowniczości reszty planety jestem w stanie to wybaczyć. Zadbano także by tubylcza populacja Navi, miała swój własny język kulturę oraz system wierzeń - akcent miły każdemu Trekerowi i fantaście. Przemocy jest mało i wynika ona z wymogów scenariusza, a nie z potrzeby pokazania na ekranie kolejnej sekwencji ,,bicia po mordzie" , bezsensownej wulgarności, promowania głupoty czy niewyszukanego humoru nie stwierdziłem wcale. Strona wizualna - polecam seans w 3D, naprawdę warto! - i audio - kawałek dobrej ścieżki dźwiękowej! - cieszy oko i ucho i podkreśla zalety opowiadanej historii. Zaś motywacja i zachowanie głównego bohatera ma sens - czy inwalida nie czul by się dobrze w ciele 3 metrowego osiłka, tym bardziej jeśli dawało zwracało by mu ono poczucie własnej wartości? To co zaniża ocenę filmu to fakt, iż jego twórcy operowali zbytnio czarno- białymi schematami - np. szlachetny dzikus, wredny kolonizator, niektóre postaci były do bólu stereotypowe - pan półkownik s...syn przoduje w tej kategorii - , zbytnie odejście od realizmu w postaci fruwających gór, klimat miejscami zbliżony zbytnio do kreskówek Disney'a - atakujące zwierzaki w finale! - i uparte dążenie do happy endu. Mimo to Avatar to bardzo dobry film SF - wprawdzie przegrywa na punkty ze świetnym Dystryktem 9- , który traktował widza jednak nieco poważniej -, ale też ten ostatni go nie nokautuje. W pełni zasłużone 8/10! Ładny powrót panie Cameron, całkiem ładny...
Jo_anka
Użytkownik
#89 - Wysłana: 7 Sty 2010 23:54:21 - Edytowany przez: Jo_anka
Odpowiedz 
Mav

Nie wiem dlaczego ale natrafiłam na wpisy kilku astygmatyków, którzy polegli na Avatarze. Przypuszczam, że chodziło o ludzi z b. poważną wadą wzroku - noszących grube szkła.

Poza tym nie zapominaj, że w przypadku wyświetlania Avatara 3D w Polsce mamy do czynienia z 4 różnymi standardami:

1- Prawdziwe DolbyDigital 3D (zdaje się, że tylko w jedynej sali, w jedynym kinie w W-wie)
2- Pseudo DolbyDigital 3D (wszystkie inne tzw. 3D)
3- IMAX cyfrowy (tylko Łódź)
4- IMAXy analogowe (wszystkie pozostałe w Polsce)

Wydaje mi się, że istotne jest też to gdzie Ci ludzie obejrzeli ten film.

PS. Ci ludzie z branży filmowej, o których wspominałam, też się wybierali do 1 w Złotych Tarasach.
Delta
Użytkownik
#90 - Wysłana: 8 Sty 2010 00:17:09 - Edytowany przez: Delta
Odpowiedz 
Jo_anka
Pójdź sama i wyślij osobno męża. Drugi raz pójdziecie razem w marcu.

Salomonowe rozwiązanie.

Picard
Była już bitwa o wypociny Abramsa, była bitwa o Dystrykt 9 a teraz... nie będzie bitwy o Avatara, jest to bowiem rzadki przypadek kiedy to możemy się zgodzić co do tego, że mamy do czynienia z dobrym filmem.

Pełna zgoda co do oceny filmu na Forum? Tego dawno tu nie było. Cóż mróz nie mróz, teraz to na pewno się wybiorę do Wrocka na ten film, choćbym miał sanki za jakimś autostopem zaczepić.
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  ...  15  16  17  18  19  »» 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / "Avatar" Jamesa Camerona

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!