USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Superheromovie's
 Strona:  ««  1  2  3  ...  72  73  74  75  76  77  78  »» 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#2281 - Wysłana: 23 Cze 2019 16:39:12 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
MarcinK

Zawsze mogą zwalić winę na endgeme'owe zabawy z czasem.

BTW. Zdaje mi się, czy w międzyczasie "BP" obejrzałeś? (Nawiasem: we mnie ten film rośnie, z czasem coraz bardziej pamiętam jego głębie i ambicje, a coraz mniej realizacyjne kiksy.)
MarcinK
Użytkownik
#2282 - Wysłana: 23 Cze 2019 16:41:47
Odpowiedz 
Q__:
BTW. Zdaje mi się, czy w międzyczasie "BP" obejrzałeś?

Jeśli pantera to nie, skąd ten pomysł?
Q__
Moderator
#2283 - Wysłana: 23 Cze 2019 16:50:07
Odpowiedz 
MarcinK

MarcinK:
skąd ten pomysł

Bo Killmonger właśnie tam występuje...
MarcinK
Użytkownik
#2284 - Wysłana: 23 Cze 2019 16:58:48 - Edytowany przez: MarcinK
Odpowiedz 
Q__
Nie zajrzałem w link i nazwy mi się pomyliły
Tego miałem na myśli


Ten film to było coś, człowiek myślał że dalej będzie już tylko lepiej
Q__
Moderator
#2285 - Wysłana: 23 Cze 2019 18:35:30 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
MarcinK

MarcinK:
Tego miałem na myśli

Ten to na tle Killmongera cienki Bolek.

https://www.youtube.com/watch?v=u_tBZIEg7U8
Q__
Moderator
#2286 - Wysłana: 29 Cze 2019 17:10:58
Odpowiedz 
Pisałem już o tym, ale dam przypominajkę: klasyka trzyma się mocno:
https://www.superherohype.com/movies/423213-highes t-grossing-superhero-movies
MarcinK
Użytkownik
#2287 - Wysłana: 29 Cze 2019 17:44:17
Odpowiedz 
W sumie Avengers jeszcze miało w sobie coś z produkcji Raimiego i wcześniejszych
Q__
Moderator
#2288 - Wysłana: 29 Cze 2019 17:52:36 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
MarcinK

Przyznam jednak, że nie lubię tej whedonowej nawalanki (czyt. Whedon tym razem nawalił ). Dynamika między bohaterami chwilami fajna (a oni sami ikoniczni), technobełkot sensowniejszy, niż można było oczekiwać, ale tłuką się tylko i tłuką*, nudniej nawet niż u Bay'a.

* Z czego ino Hulka z Lokim się zapamiętuje.
MarcinK
Użytkownik
#2289 - Wysłana: 29 Cze 2019 18:07:25
Odpowiedz 
Q__
Ale ja nie mówię że to jest jakiś wybitny film, ogólnie crossovery to najsłabszy element MCU w zasadzie.
Po prostu jeszcze wtedy było czuć jakiś specyficzny klimat tamtej ery kina komiksowego, no może jeszcze Zimowy Żołnierz i Logan z późniejszych miały to coś.
Q__
Moderator
#2290 - Wysłana: 29 Cze 2019 18:32:59 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
MarcinK

MarcinK:
ogólnie crossovery to najsłabszy element MCU w zasadzie.

Jak wiele razy wspominałem: MCU odziedziczyła to po MU komiksowym, wystarczy porównać Mega Marvele indywidualne (i to nie tylko historie takie, jak "Torment", "The Man Without Fear" czy "Weapon X", ale i "Operation Rebirth", "WorldEngine" i "Death Hunt") z bigeventowymi typu "Rise of the Midnight Sons", "Ex Post Facto", zbiorcze wydanie wczesnych przygód New Warriors, "The Herald Ordeal", czy nawet "X-Cutioner's Song" i "Infinity War", by to dostrzec.

MarcinK:
no może jeszcze Zimowy Żołnierz i Logan z późniejszych miały to coś.

"Black Panther" - w lepszych scenach - przypomina stylem "Winter Soldiera" i "TDK". M.in. dlatego - acz nie bez zastrzeżeń - chwałę.

ps. Uzupełnienie do poprzedniej listy:
https://www.businessinsider.my/marvel-cinematic-un iverse-movies-ranked-by-worldwide-box-office-2019- 4/
Q__
Moderator
#2291 - Wysłana: 5 Lip 2019 12:31:44 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Najlepsze wejścia supervillainów:
https://www.youtube.com/watch?v=a-R9p_XLjVs
https://www.youtube.com/watch?v=BXeVYdmd2kI

I o najlepszych introdukcjach supervillainów*:
https://www.youtube.com/watch?v=nAE2Igxyutw
Tudzież momentach gdy zdejmowali maski:
https://www.youtube.com/watch?v=PaaXvk-uF_M

Oraz superłotrzy najmroczniejsi:
https://www.youtube.com/watch?v=JCE7jAAcl50

A także najlepsze superłotrowskie powiedzonka:
https://www.youtube.com/watch?v=AVNDiXi-WM8

Na koniec zaś trochę o ewolucji villainów:
https://www.youtube.com/watch?v=WROjphkh3NA

* Pleiades, faktycznie jak się zna kontekst, to widzi się, że Loki w tych "Avengers" zmaltretowany. I że zabija tylko tych, którzy do niego strzelili (z jego ówczesnej perspektywy: zamachnęli się na jego majestat).
mozg_kl2
Użytkownik
#2292 - Wysłana: 5 Lip 2019 19:01:57
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#2293 - Wysłana: 5 Lip 2019 20:13:09 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
spider-man-daleko-od -domu-recenzja-spoilerowa

Najistotniejsze jest chyba to zdanie:

Spider-Man: Daleko od domu nie wymyśla superbohaterskiego koła na nowo, wbrew szumnym zapowiedziom nie jest też żadną rewolucją w obrębie MCU. To kino czystej rozrywki; nawet jeśli delikatnie trącące sztampą i ogrywaniem sprawdzonych schematów

Bo potwierdza, że jest (w najlepszym wypadku) tak, jak się spodziewałem (chyba nie tylko ja zresztą).

Acz i ten fragment zasługuje by się przy nim na dłużej zatrzymać:

Razem z nim przepracowujemy niedawne traumy, wzbijamy się pod niebiosa i upadamy po to, by raz jeszcze powstać. Tak trzeba - to bodajże najbardziej wartościowa lekcja, jaką ma dziś dla nas MCU. Nie spotkamy już w nim ani Iron Mana, ani Capa. Są za to te niepozorne momenty, w których Happy w samolocie na przymierzającego kostium Parkera patrzy jak na Tony'ego, czy ten, gdy Spider-Man w ramach straceńczej misji, przyobleczony w fragment Tower Bridge i zepsutą maszynę, rusza sam naprzeciw armii projektorów Mysterio niczym Kapitan Ameryka gotujący się do boju z całym złem Thanosa. Życie nie znosi pustki; zanim Marvel Studios zabierze nas w niezbadane rejony swojego uniwersum, musimy sobie po prostu przypomnieć, kim jesteśmy i co nas ukształtowało.

Albowiem on znów zdaje się sugerować, iż nostalgiczny nastrój części trailerów nie był przypadkowy, że dostajemy teraz coś na kształt TNG-owskiego "Home" po "TBoBW", że wydarzenia "Endgame" nie przejdą bez konsekwencji...

ps. "Zaspoilerował całej klasie 'Avengers: Endgame'" - poważne szkolne wykroczenie obecnej doby:
https://www.youtube.com/watch?v=GutSEep33qQ
Q__
Moderator
#2294 - Wysłana: 9 Lip 2019 12:38:05
Odpowiedz 
O tym dlaczego Tobey McGuire jest najlepszym Spider-manem:
https://www.youtube.com/watch?v=7n_UvCH8VZY

Szczery trailer japońskiej wersji Spidey'a:
https://www.youtube.com/watch?v=d5NCSx5HF8c

Japońskie, uchodzące za lepsze od oryginalnej, czołówki X-Men TAS:
https://www.youtube.com/watch?v=2rSw4Xl5qfs

Ewolucja Batcave:
https://www.youtube.com/watch?v=oNCpgBO-0LE

I fajna scena z "Batman Returns" w tejże Jaskini się rozgrywająca (tylko po co Bruce'owi okulary?):
https://www.youtube.com/watch?v=QysaxLeOcnQ
MarcinK
Użytkownik
#2295 - Wysłana: 9 Lip 2019 12:56:23
Odpowiedz 
Q__
Niedawno widziałem recenzję w której zwrócono uwagę na to żę Keaton Batman to psychopata który uśmiecha się gdy zabija ludzi lub podpala ich żywcem
Q__
Moderator
#2296 - Wysłana: 9 Lip 2019 13:20:35 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
MarcinK

Chyba też ją widziałem, ale nie jestem pewien, czy to źle, w końcu już Miller ustanowił, że Gacek jest ponurym psychopatą, Moore, że lustrzanym odbiciem Jokera, a Loeb kazał mu powiedzieć o sobie, że jest złym człowiekiem . No i nie zapominajmy o tym, że oryginalny, kane'owsko-fingerowski, Batman nie tylko zabijał, ale i pistolet nosił*. Wizja Burtona z tym współgra.

* https://www.newsarama.com/26211-the-history-of-gun -toting-batman.html

ps. Tymczasem Aaron Schoenke cieszy się figurką Nightwinga, jednego ze swoich alteregów, można rzec:
https://www.youtube.com/watch?v=D3caIjMM_GI
MarcinK
Użytkownik
#2297 - Wysłana: 10 Lip 2019 08:15:34
Odpowiedz 
Q__:
Aaron Schoenke

Z jednej strony chciałbym zobaczyć kiedyś jego produkcję z wysokim budżetem, z drugiej strony boję się że przez to zeszmaciłby się jak Edwards czy Nolan
Q__
Moderator
#2298 - Wysłana: 11 Lip 2019 10:38:24 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
MarcinK

MarcinK:
z drugiej strony boję się że przez to zeszmaciłby się jak Edwards czy Nolan

Mam wrażenie, że szukasz wspólnego mianownika dla trzech b. różnych twórców/zjawisk...
Nolan - owszem - komercjalizuje się na potęgę, ale jeśli chodzi o styl wizualny wciąż potrafi błysnąć tu czy ówdzie artyzmem, na jaki nie stać nikogo z jego kolegów - twórców blockbusterowej chały*, i lepiej pozoruje powagę, co w pewnym zakresie stawia go ponad nimi wszystkimi**.
Schoenke? Technicznie rozwijał się gdzieś do etapu pojedynku Batmana z Vaderem, ale ambicje artystyczne (widoczne w Bat-fanfilmach) porzucił b. wcześnie, biorąc się za czysto nap***dalankowe SPBD (tak, nie trzeba sprzedać się Hollywoodowi, by zaliczyć równię pochyłą), choć niby zachował niezależność, i to mu czasem plusuje***. (Nie, żebym go nie lubił.)
Edwards? Nie jestem pewien czy miał z czego spadać. Zręczny stylista poziomu rzemieślniczego, ale jego debiut nie różnił się zasadniczo ambicjami od późniejszych produkcji. Cały czas kręci pop-masówkę, opakowując ją w ciut fikuśniejsze obrazki. Tylko budżety teraz większe ma, i - w scenariuszach - więcej nieintencjonalnych fabularnych głupot.

* Johnson może chwilami usiłuje gonić (gonić, nie - doganiać) go w tym względzie, ale sam pod sobą dołki scenariuszowe wykopał i w nie wpada.

** Owszem, chłostam go brutalnej niż innych, ale dlatego, że swój potencjał marnuje.

*** Bójki mają przeważnie sens, żaden korpo-debil udziwnień nie wymusza, no i produkcjami swojego - fana - łatwiej się entuzjazmować.
Q__
Moderator
#2299 - Wysłana: 4 Wrz 2019 00:41:03 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades
Użytkownik
#2300 - Wysłana: 4 Wrz 2019 00:50:15
Odpowiedz 
Znowu dawno tu nie gościłam, a że wreszcie forum powróciło do życia, to i ja mogę sobie trochę popisać o moim ukochanym uniwersum MCU (i nie tylko) ;)

Zacznę może od tego, że w MCU wiele się dzieje. Zapowiedziano fazę czwartą, a wśród nich masę dzieł, na które z niecierpliwością czekam.
https://planetamarvel.net/marvel-studios-panel-na- san-diego-comic-con/?fbclid=IwAR3x72ObftYA1iPBGLd8 I3KGjGHZ4fXVLFhj9xj5vfRz0VEe4R6tcYs8QGU
Wreszcie Black Widow będzie miała okazję zabłysnąć w swojej własnej produkcji, więc jestem ciekawa, jak to wyjdzie :> Podoba mi się umiejscowienie czasowe (po Civil War), no i mogą być interesujące wątki. Może Natasha nie jest akurat moją najulubieńszą kobiecą postacią (chyba bardziej lubię Wandę), ale ogląda mi się ją na ekranie z przyjemnością (no, może oprócz IW, gdzie ją zrobili na blond :P). Mam nadzieję, że obok niej gościnnie pojawią się inni moi ulubieni bohaterowie, zwłaszcza ktoś z Avengersów.
Na drugiego Doctor Strange'a czekam od lat i wreszcie się doczekam ^^ Uwielbiam tę postać, a jeszcze bardziej uwielbiam Benedicta Cumberbatcha, więc z pewnością obejrzę.
Z seriali prawie wszystkie zapowiadają się ciekawie. Wanda & Vision - no, będzie się działo. Moja ulubiona panienka plus android - cóż może powstać z takiego połączenia, jak nie coś fajnego?
Falcon i Zimowy Żołnierz również dostaną serial i też na niego czekam. Falcona bardzo lubię, a Bucky'ego pokochałam miłością wielką
No i wreszcie Loki... Było pewne, że potwierdzą serial z najukochańszą postacią z całego MCU Po Endgame w sumie było wiadomo (i wszystko na to wskazywało), że będzie to serial o Lokim, który nawiał z Teseraktem w innej linii czasowej, a teraz otrzymaliśmy tego potwierdzenie. Cóż, minus jest taki, że cały wieloletni rozwój postaci szlag trafił i wracamy do tego zakompleksionego, niestabilnego emocjonalnie chłoptasia z 2012 roku, ale plus za to jest taki, że oddzielna linia czasowa stwarza dla tej postaci wiele możliwości, które scenarzyści mogą do woli eksplorować. Nie powiem, mam do tego serialu wiele oczekiwań i pobożną listę życzeń... Na przykład chciałabym, aby chociaż raz gościnnie wystąpiła Frigga (tak jak było to w Endgame), bo myślę, że dobrze byłoby zgłębić te wyjątkowe relacje i więź, jakie łączyły Lokiego z matką. No i chciałabym jeszcze, aby chociaż raz pokazano raz jeszcze naszego głównego bohatera jako Jotuna - bo nawet w swojej naturalnej niebieskiej skórze śliczny jest ^^ No i przydałoby się też trochę wzmianek o Thorze - ciekawe, czy nadal w tej linii czasowej obaj bracia tak się nienawidzą ;P
Skoro o Thorze mowa, to jego czwarty film... Hmm... Sama nie wiem, co o tym myśleć. Z jednej strony dobrze zobaczyć boga piorunów ponownie na ekranie. Kocham go bardzo, życzę mu zawsze jak najlepiej, chociaż w Endgame upadł nisko (przez co nawet jeszcze bardziej go polubiłam, bo stał mi się bliski - też przeżywałam różne tragedie i depresję). Tylko nie wiem, czy powrót Jane na ekran to dobry pomysł... Jakoś mi tak nie bardzo te postacie razem grają (ale o tym jeszcze za chwilę więcej napiszę przy okazji TDW). Z drugiej zaś strony za reżyserkę bierze się Taika Waititi, który udowodnił po kapitalnym Ragnaroku, że jest geniuszem ekranu - tak więc może wyjść z tego naprawdę dobra i solidna produkcja.
Z ciekawości też zerknę na Hawkeye, chociaż Clint Barton nie jest moją ulubioną postacią, ale mimo wszystko to jeden z Avengersów, więc warto go zobaczyć w jego własnym serialu.
No i jeszcze Eternals... Może obejrzę, głównie aby zobaczyć, jak sobie radzi Kit Harington w innej roli niż Jon Snow. Na pewno będzie wiedział więcej ;)

Teraz z innej nieco beczki.

Q - wzięłam sobie Twoją poradę do serca i kupiłam na Blue Rayach trylogię Kapitana Ameryki. Powiem tylko w skrócie, że to były naprawdę doskonałe filmy i świetnie mi się je oglądało. Szczegółowe przemyślenia napiszę pewnie później, ale w skrócie powiem tylko tyle, że polubiłam Steve'a Rogersa i nie wydaje mi się już taką napompowaną i sztywną postacią bez polotu, jak go odbierałam w pierwszych Avengersach, natomiast Bucky to jak dla mnie rewelacja - chyba właśnie wskoczył u mnie na pozycję nr 2 ulubionych postaci z MCU - no dobrze, kocham go na równi z Thorem, więc obaj zajmują u mnie drugą pozycję ^^

przy okazji odniosę się do paru Twoich wypowiedzi:

Q__:
Przyznam, że oglądając EP VII kibicowałem rudemu właśnie. Na tamtym etapie wydawał mi się ciekawszym złolem niż Kylo. Nowokanoniczne powieści podtrzymywały to wrażenie.

Bo generalnie Hux był takim typowym "Zuym", którego można nawet nazwać szaleńcem. Kylo Ren to bardziej chłopiec do bicia, takie nieco zagubione dziecko (które inni muszą prowadzić za rękę, w tym przypadku Snoke), choć z potężną mocą. O, trochę nawet jak Loki.

Q__:
Nie ma za co . Faktycznie, w tej scenie malarski styl Johnsona sprawił się b. dobrze, choć choreografię walk czasem wyśmiewano za brak sensu.

Sens czy jego brak, ale jak to się fajnie oglądało! Chodzi o widowiskowość

Q__:
Pleiades:
Podbijał tyle światów, siejąc zagładę, pokonał mnóstwo wrogów, a przedstawiany jest jako bohater

Cóż, kontrolował przekaz, jak się miał przedstawiać?

Swoją drogą bardzo mnie ciekawi, jak on to zrobił, że zataił swoją przeszłość i te krwawe podboje z Helą, i, co ciekawe, wymazał własną córkę z kart historii? Może Wszechojciec ma zdolność manipulowania pamięcią innych? Bo jeszcze jestem w stanie zrozumieć, że udało mu się zataić pochodzenie Lokiego. Pewnie byli w Asgardzie tacy, którzy wiedzieli, że Odin wrócił z wojny z dzieckiem na rękach, ale wystarczyło, że nakazał przysiąc milczenie, albo co niektórym za to milczenie zapłacił złotem... Whatever.
Jednakże Hela i odinowa wojenna ścieżka, której nikt nie pamiętał - to mnie intryguje...

Q__:
Pleiades:
Wow, kolejny umięśniony osiłek z gołą klatą <3

Czyżbyś była też fanką kapitana Kirka?

O nie, broń mnie Boże przed gołą klatą Kirka! Akurat zupełnie mnie nie pociąga, ani aktor, ani jego klata. Już zdecydowanie wolę klaty w MCU :D

Q__:
Pleiades:
Piękne obrazki i piękny Thor (ach, te włosy!). No i pasują do siebie :> Jestem zauroczona :>

Przebija sparowanie z Jane, nie?

Zdecydowanie. I szkoda, że nie poszli w tym kierunku, myśląc o "Thorze 4". Jane to już odgrzewany kotlet, w dodatku pairing z Thorem mnie nie bardzo przekonuje - o czym napiszę nieco szerzej za chwilę przy okazji moich przemyśleń odnośnie TDW.
Enchantress byłaby o wiele lepsza.

Q__:
Skoro już gdzie indziej Jordana pochwaliłem... Trochę zachwytów nad Killmongerem:

Kurczę, uświadomiłam sobie, że warto by było obejrzeć jeszcze Black Panther, zwłaszcza, że lubię Wakandę, a jej króla polubiłam po moim seansie CA

Q__:
Przyznam jednak, że nie lubię tej whedonowej nawalanki (czyt. Whedon tym razem nawalił ). Dynamika między bohaterami chwilami fajna (a oni sami ikoniczni), technobełkot sensowniejszy, niż można było oczekiwać, ale tłuką się tylko i tłuką*, nudniej nawet niż u Bay'a.

A ja Avengersów będę bronić, bo film wg mnie wyszedł zacnie Chodziło w sumie głównie o to, aby zebrać tych wszystkich superbohaterów do kupy, z których wielu miało własne oddzielne historie, a nawet filmy - i dać im jakieś wspólne zadanie. A że to typowa inwazja obcych na Ziemię, to mówi się trudno... Najważniejsze, że ci superbohaterowie spotykają się, i, pomimo że różnią się między sobą, potrafią ze sobą współpracować i tworzą naprawdę niezły team. I ja nawet nie widzę w tym filmie pustej nawalanki. Tłuką się, to fakt, ale nudno nie jest. No i tłuką się w sumie głównie na końcu, w NY. Głównie zapamiętuje się to, jak zgrabnie połączono w Avengersach wątki tych wszystkich postaci.

Q__:
* Z czego ino Hulka z Lokim się zapamiętuje.

"Puny god" Hehe, to się pamięta
Chociaż trudno to nazwać "tłuczeniem się", Hulk po prostu Lokiego zmasakrował, dając mu traumę do końca jego (krótkich już i policzonych...) dni... :P

Q__:
* Pleiades, faktycznie jak się zna kontekst, to widzi się, że Loki w tych "Avengers" zmaltretowany.

A nie mówiłam? Jaki z niego villain, skoro został zmuszony do tego, co robił... W dodatku The Other obiecał mu naprawdę niemiły koniec, jeśliby nie wykonał misji, jaką mu powierzono...

Q__:
I że zabija tylko tych, którzy do niego strzelili (z jego ówczesnej perspektywy: zamachnęli się na jego majestat).

No proszę, nie wiedziałam, że będziesz go bronić ;)
A tak na serio, to większość jego ofiar to pewnie ci, co się znaleźli pod gruzami, po tym, jak baza Shield implodowała. Bo nijak tych 80 zabitych doliczyć się inaczej nie mogę, zwłaszcza, że Loki wolał kontrolować umysły agentów, niż ich zabijać.

A tak z ciekawostek.
Pewna feministka zapędziła się w nadinterpretacjach i wysmarowała artykuł o... przemocy seksualnej w MCU (dotyczy Lokiego):
https://thegeekiary.com/loki-and-the-language-of-s exual-violence-in-the-mcu/4894

Ciąg dalszy w następnym poście, bo mi miejsca nie starczyło.
Pleiades
Użytkownik
#2301 - Wysłana: 4 Wrz 2019 00:56:57
Odpowiedz 
Dobrze, a teraz kilka słów o The Dark World, bo obiecałam podzielić się moimi przemyśleniami.

Hmm... Od czego tu zacząć? Ten film był... dziwny... Obejrzałam go kilka razy (no, mniej razy niż Avengers i pierwszego "Thora"), a i tak nie wszystko z niego rozumiem.
Zacznijmy od głównego villaina. Był on dość płytki, nie przekonywał mnie. Po pierwsze - niejasna jest jego motywacja. Albo po prostu głupia. Już chyba tylko gorszy był główny Zły z trzeciego Iron Mana. Tak czy owak Malekith to dziwna postać. Rozumiem, że chciano jakoś wprowadzić do MCU kolejny Kamień Nieskończoności, czyli Eter, ale działanie Mrocznych Elfów nijak nie ma sensu. Co oni tak naprawdę chcą osiągnąć? Bo zniszczenie całego wszechświata, pogrążenie go w mroku, to jakiś taki słaby cel. Już więcej motywacji ma Thanos z tą swoją misją wymazania połowy życia - po historii Tytana można nawet zrozumieć jego postępowanie. Tymczasem Malekith jest miałki. Nie wzbudza nie tylko ciekawości, ale nawet i lęku. Już lepszym od niego Złym jest jego generał - Algrim, znany również jako Kurse. Ten to przynajmniej jest potworem jak się patrzy
Muszę przyznać, że chociaż Mroczne Elfy i ich statki fajnie wyglądają. To na plus.
Na minus - jak zwykle, postać Odina. Znów dał popis swojej ojcowskiej troski. Jednego syna niemal by skazał na śmierć (do dziś zgrzytam zębami na wspomnienie, jak powiedział Lokiemu: "Your birthright was to die!"), natomiast drugiego kompletnie olał - zwłaszcza jego życie uczuciowe. Bo co by powiedział mądry rodzic, widząc, jak jego dziecko tęskni za swoją drugą połówką, jak cierpi i ma złamane serce? Porządny rodzic by pocieszał, zrozumiał uczucia dziecka. Tymczasem Odin dał Thorowi "mądrą" radę, aby ten zapomniał o Jane - i co więcej, Odin najchętniej by zeswatał Thora z Sif :P I na tym nie koniec. Jak Thor przyprowadza Jane do Asgardu, Odin publicznie obraża dziewczynę, wręcz ją poniża. Aż się dziwię, że Thor zareagował na to spokojnie, a miał pełne prawo przyłożyć ojcu w zęby :P Chociaż pewnie po takiej akcji wylądowałby w celi obok Lokiego, ale jaką by miał satysfakcję!
Tak czy owak Odin bardzo się wywyższa i myśli, że wszystko co robi i powie jest najmądrzejsze i najlepsze.
Jakkolwiek Thorowi życzę dobrze i wkurza mnie postępowanie jego ojca, tak muszę wspomnieć o kolejnym minusie tego filmu. A mianowicie o związku Thora z Jane.
Nie wiem czemu, ale widzę tu wyraźne popsucie tego wątku. No oboje nie pasują mi do siebie za bardzo. Chciano na ekranie przedstawić wielką miłość, ale... Kurczę, czy to naprawdę jest miłość? Słabo mnie w każdym razie ona przekonuje.
Chwaliłam sobie wątek miłosny w pierwszym Thorze. Rozumiałam nawet, czemu nasz bóg piorunów tak szybko i mocno się zakochał. W sumie podczas swojej banicji na Ziemi to Jane jako pierwsza wyciągnęła do niego rękę, pomogła mu. Ujęła go życzliwością, mądrością, zaufaniem. Miał prawo chłopak się zakochać. Mogę nawet powiedzieć, że Jane zmieniła go na lepsze. I nawet mi się to podobało.
Ale później ten wątek kompletnie zaprzepaszczono. Thor tak rozpaczał po zniszczeniu Bifrostu, ale później był na Ziemi podczas całych "Avengersów" i ani razu nie skontaktował się z Jane, ba, nawet o niej nie wspomniał. Ja wiem, miał ręce pełne roboty, Loki, Teserakt i inne ważniejsze od dziewczyny sprawy, no ale gdzie ta wielka miłość?
No i teraz w TDW powracają do tego wątku i znowu starają się przedstawić Thora i Jane jako idealną parę. Tylko już mi to tutaj mocno zgrzyta. Żeby nie było - ja Natalie Portman jako aktorkę bardzo lubię, ale tutaj jako Jane wyszła, no, kiepsko... W dodatku jakoś kompletnie nie ma chemii pomiędzy Jane i Thorem, zupełnie, jak by spotkały się dwie obce osoby i ktoś próbował sparować je na siłę... Tak to odczuwam.
Dammit, muszę przyznać, że nawet więcej chemii jest między Thorem i Lokim i nie oszukujmy się - jak występują ze sobą w duecie, to kradną cały film. I to właśnie jest wielki plus TDW. Nareszcie są zmuszeni ze sobą współpracować i wychodzi to naprawdę nieźle - aż miło widzieć, że obaj bracia mogą się tak świetnie dogadywać.
Szkoda natomiast, że taki smutny koniec spotkał Friggę. Naprawdę ją lubiłam, była przeciwieństwem Odina - kochającym i troskliwym rodzicem. Żałuję w sumie, że we filmach tak mało było pokazanych jej relacji z synami. Przydałoby się więcej. Chociaż przyznać muszę, że więź łącząca ją z Lokim musiała być wyjątkowa - on tak bardzo przeżył jej śmierć. I w sumie ta śmierć była kołem napędowym filmu i z pewnością przyczyniła się do tego, że Loki zaczął się zmieniać i przeszedł z etapu villaina do antybohatera.
Co jeszcze... Najbardziej wzruszająca scena to był pogrzeb Friggi oraz "śmierć" Lokiego. Rany, aż mnie coś ściska w gardle, jak sobie przypomnę tę smutną scenę. Aha, z ciekawostek - kiedy to kręcili, naprawdę chcieli uśmiercić Lokiego, dopiero potem w scenariuszu zmienili co nieco, abyśmy mogli dłużej cieszyć się naszym ukochanym bohaterem ^^
Tak czy owak bardzo piękna i pełna emocji scena...
Natomiast pewne działania postaci nie mają w tym filmie zupełnie sensu. O motywacjach Malekitha już pisałam. Nie jarzę też kompletnie, o co chodziło Heimdallowi, kiedy zawołał Odina i przyznał się przed nim do zdrady. Nie mógł po prostu siedzieć cicho? Gdyby nic nie powiedział, Thor, Loki i Jane pewnie nie musieliby uciekać przed strzelającą do nich flotą powietrzną Asgardu.
Odin to w ogóle dziwnie się zachowywał. Najpierw miał pretensje do Thora, że ten sprowadził dziewczynę do Asgardu, a później, jak Thor chciał ją wywieźć, aby nie narażać pałacu na kolejny atak Mrocznych Elfów, Odin mu odmówił. No to niech się wreszcie Odin zdecyduje - chce zatrzymać Jane (wraz z Eterem) w swoim królestwie, czy nie?
Nie pojmuję też zupełnie, jak Thor mógł zostawić Lokiego, martwego czy nie, na tym paskudnym i zimnym pustkowiu... No tak się nie robi swoim bliskim...
Nie wiem też, po co Selvig latał goły po Stonehenge (chociaż wielkie brawa za odwagę dla aktora, bo naprawdę się do tej sceny rozebrał )
No i jeszcze na końcu Thor odmówił przejęcia tronu... Coś nie bardzo ma ochotę zasiadać na Hlidskjalfie. Dziwne to, zwłaszcza, że w pierwszym filmie tak bardzo pragnął być królem (a nie był na to gotowy tak naprawdę...)
Realizacyjnie film był nawet całkiem niezły. Miło zobaczyć Asgard w całej swojej świetności (o, i nawet wiadomo teraz, że i tam czasami bywa zimno...), miło zobaczyć, chociaż tylko przez chwilę, ponownie Jotunheim. Sceny walk i pościgów były nawet całkiem spoko. No i Londyn, moje ukochane miasto :D (przynajmniej raz nie Hameryka stała się obiektem najazdu obcych z kosmosu). Było sporo humoru, było też sporo powagi.
Tak czy owak film może nie najlepszy, ale wystarczająco dobry, abym się nie nudziła. Dałabym mu jakieś 6/10 punktów.
Przy okazji tylko wspomnę, że właśnie z tym filmem jest związany jeden z moich najukochańszych fanfików, który przeczytałam już chyba dziesiątki razy. Są wdzięczniejsze scenerie i tematy dla opowiadań (Infinity War, pierwszy "Thor", Endgame), a tymczasem komuś udało się z TDW stworzyć fanficowe arcydzieło.

Uff, no to byłoby chyba na tyle. Rozpisałam się, sorki.
Q__
Moderator
#2302 - Wysłana: 4 Wrz 2019 17:59:41 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
Wreszcie Black Widow będzie miała okazję zabłysnąć w swojej własnej produkcji

Powtórzę to raz jeszcze: doczekaliśmy się .

Pleiades:
(chyba bardziej lubię Wandę

Ciekaw jestem co w niej widzisz? (Inna sprawa, że mnie trudniej ją polubić, bo znam ją z wersji rysowanej, w której jest użalającą się nad sobą wariatką o niszczących wszechświaty mocach, co mi i na odbiór filmów rzutuje.)

Pleiades:
no, może oprócz IW, gdzie ją zrobili na blond :P

To było pójście w kierunku komiksów*, ale - prawda - szpecące ją.

* Yelena Belova itd.

Pleiades:
Falcona bardzo lubię

Ja też. Zresztą to chyba jego najlepsza wersja. Na starcie zaczęli budować na tym, do czego dojście - metodą prób i błędów - zajęło komiksiarzom dekady.

Pleiades:
Cóż, minus jest taki, że cały wieloletni rozwój postaci szlag trafił i wracamy do tego zakompleksionego, niestabilnego emocjonalnie chłoptasia z 2012 roku

Cóż, w sumie to było b. oczywiste wyjście skoro chcieli go zarazem zmartwychwstać i wprowadzić w koleiny dawnej - z papierowego Marvela wziętej - rywalizacyjnej interakcji z bratem. Choć - wbrew pozorom - nie będzie to to samo, bo Thor zna już innego Lokiego, wie, że jego braciszek to nie tylko podstępny knuj .

Pleiades:
za reżyserkę bierze się Taika Waititi

Czyli znowu będzie na wesoło, co akurat mi nie leży.

Pleiades:
Q - wzięłam sobie Twoją poradę do serca i kupiłam na Blue Rayach trylogię Kapitana Ameryki. Powiem tylko w skrócie, że to były naprawdę doskonałe filmy i świetnie mi się je oglądało. Szczegółowe przemyślenia napiszę pewnie później, ale w skrócie powiem tylko tyle, że polubiłam Steve'a Rogersa i nie wydaje mi się już taką napompowaną i sztywną postacią bez polotu, jak go odbierałam w pierwszych Avengersach

No widzisz, po raz kolejny wychodzi, że nie należy oceniać ludzi (i realnych, i fikcyjnych) po pozorach.

Pleiades:
natomiast Bucky to jak dla mnie rewelacja - chyba właśnie wskoczył u mnie na pozycję nr 2 ulubionych postaci z MCU

Mówiłem?

Pleiades:
Bo generalnie Hux był takim typowym "Zuym", którego można nawet nazwać szaleńcem.

Bardziej mi chodzi o to, że - wbrew pozorom - wydawał się obiecujący psychologicznie: z jednej strony ludobójca, z drugiej typ infantylnego lizusa-prymusa (Smurfa Ważniaka wręcz) i jeszcze te niezdrowe (powieściowe) relacje z ojcem... To sugerowało wielkie pokłady mroku i frustracji do zgłębiania.

Pleiades:
Chodzi o widowiskowość

Mnie nie, a przynajmniej rzadko*, i zwykle gdy służy fabule, jak w SW EP V, " Odysei kosmicznej" czy TMP.

* Wyjątek zrobię dla "Mortal Kombata".

Pleiades:
Swoją drogą bardzo mnie ciekawi, jak on to zrobił, że zataił swoją przeszłość i te krwawe podboje z Helą

W końcu jest bogiem.

Pleiades:
Jane to już odgrzewany kotlet, w dodatku pairing z Thorem mnie nie bardzo przekonuje - o czym napiszę nieco szerzej za chwilę przy okazji moich przemyśleń odnośnie TDW.
Enchantress byłaby o wiele lepsza.

Prawda, z Jane nie czuje się tej chemii, z Enchantress jest jej aż za dużo. A przy tym Thor i Amora to zarazem postacie z jednej ligi (oraz w zbliżonym typie urody)... i ciekawe przeciwieństwa (ona to taki blond Loki w spódnicy trochę).

Pleiades:
Kurczę, uświadomiłam sobie, że warto by było obejrzeć jeszcze Black Panther,

Warto, akcja/fabuła tam nieco kuleje, ale to jeden z najgłębszych, najinteligentniej zrobionych, filmów MCU. A Wakandy tam naprawdę sporo, prawie tyle co cyberpunkowego L.A. w "Blade Runnerze".

Pleiades:
A nie mówiłam? Jaki z niego villain, skoro został zmuszony do tego, co robił... W dodatku The Other obiecał mu naprawdę niemiły koniec, jeśliby nie wykonał misji, jaką mu powierzono...

Z drugiej strony... Zawsze mógł wybrać męczeństwo...

Pleiades:
No proszę, nie wiedziałam, że będziesz go bronić ;)

Cóż, trudno nie zauważyć, że mamy tu dość oczywisty przypadek relatywizmu kulturowego.

Pleiades:
Pewna feministka zapędziła się w nadinterpretacjach i wysmarowała artykuł o... przemocy seksualnej w MCU (dotyczy Lokiego):

Rozbudowała to strasznie interpretacyjnie, to fakt. Ale też odbieram ówczesną groźbę Lokiego seksualnie (czy mówił serio? tego nie wiemy, z jednej strony to urodzony kłamca... z drugiej... Jane była dla niego istotą niższego rzędu, gwałt na niej mógł uznać za zabawę, nie - zbrodnię; zresztą czy Wikingowie, naśladowcy jego rodzinki, nie gwałcili?).

Pleiades:
działanie Mrocznych Elfów nijak nie ma sensu. Co oni tak naprawdę chcą osiągnąć? Bo zniszczenie całego wszechświata, pogrążenie go w mroku, to jakiś taki słaby cel.

Po prostu chcą dostosować Wszechświatcdo siebie, ludzkość też tak robi (tylko skala mniejsza).

Pleiades:
Porządny rodzic by pocieszał, zrozumiał uczucia dziecka. Tymczasem Odin dał Thorowi "mądrą" radę, aby ten zapomniał o Jane - i co więcej, Odin najchętniej by zeswatał Thora z Sif :P

Ot, zwykły nieczuły snob-elitarysta, postrzegający związki przez pryzmat politycznych (i nie tylko) kalkulacji. Od kogoś ziemscy monarchowie i możnowaładcy musieli się tego podejścia nauczyć.

Pleiades:
nawet więcej chemii jest między Thorem i Lokim i nie oszukujmy się - jak występują ze sobą w duecie, to kradną cały film

Owszem, bo są b. dobrze skontrastowani na zasadzie fizycznych i psychologicznych przeciwieństw.

Pleiades:
Coś nie bardzo ma ochotę zasiadać na Hlidskjalfie. Dziwne to, zwłaszcza, że w pierwszym filmie tak bardzo pragnął być królem

Wtedy myślał, że to tylko chwała, teraz zobaczył związaną z tym odpowiedziałność.

Pleiades:
Rozpisałam się, sorki

Eee, za co tu przepraszać, sążniste posty u nas w cenie.
Pleiades
Użytkownik
#2303 - Wysłana: 4 Wrz 2019 21:58:33
Odpowiedz 
Q__:
Powtórzę to raz jeszcze: doczekaliśmy się .

No, wiem, że jesteś fanboyem Black Widow, dlatego cieszę się z Twojego szczęścia. Ja też chętnie Natashę zobaczę znów w akcji Od dawna zasługiwała na swój własny film.

Q__:
Ciekaw jestem co w niej widzisz? (Inna sprawa, że mnie trudniej ją polubić, bo znam ją z wersji rysowanej, w której jest użalającą się nad sobą wariatką o niszczących wszechświaty mocach, co mi i na odbiór filmów rzutuje.)

Rozumiem, że skoro znasz ją w innej wersji, to masz już pewne utrwalone skojarzenia. Ja znam ją z filmów tylko i wyłącznie i taką Wandę polubiłam. Dlaczego? Przede wszystkim ujęła mnie jej relacja z Visionem i wzajemne oddanie tej pary. Poza tym ma ciekawe moce, potrafi kontrolować psychikę innych i ogólnie jest silna (nawet bardzo). Nie oszukujmy się - ma predyspozycje do bycia najsilniejszym Avengerem - jako jedyna potrafi(łaby) zniszczyć Kamień Nieskończoności. W porównaniu z nią taka Natasha wypada wręcz słabo, bo umie robić tylko "pew pew" i machać nogami (co zresztą świetnie podsumowano w Family Guy - https://youtu.be/RkhRKPMBsD0?t=224 )
Nie, żebym jeździła po Natashy, bo ją też bardzo lubię, ale Wandę chyba jednak bardziej.

Natomiast mnie zastanawia komiksowy związek Wandy z Pietro. Coś-tam poczytałam w sieci i... czy to prawda, że ich wzajemne relacje nieco ocierają się o incest? Trochę to creepy...

Q__:
To było pójście w kierunku komiksów*, ale - prawda - szpecące ją.

Czyli nie jesteś fanem blondyn? W sumie dobrze, że ten fryzurowy eksperyment na Natashy trwał tylko w IW.

Q__:
Ja też. Zresztą to chyba jego najlepsza wersja. Na starcie zaczęli budować na tym, do czego dojście - metodą prób i błędów - zajęło komiksiarzom dekady.

Podoba mi się to, że zrobili z niego naprawdę dobrego kumpla, który zawsze wiernie staje po stronie Kapitan Ameryki i nie ma wątpliwości, że walczy w słusznej sprawie.

Q__:
Cóż, w sumie to było b. oczywiste wyjście skoro chcieli go zarazem zmartwychwstać i wprowadzić w koleiny dawnej - z papierowego Marvela wziętej - rywalizacyjnej interakcji z bratem. Choć - wbrew pozorom - nie będzie to to samo, bo Thor zna już innego Lokiego, wie, że jego braciszek to nie tylko podstępny knuj .

Wydaje mi się, że w serialu Thora chyba w ogóle nie będzie, więc jakiekolwiek trudne interakcje między braćmi odpadają. A szkoda, bo fajnie by było trochę tej dawnej rywalizacji zobaczyć. Chociaż, z drugiej strony, Loki z 2012 jest w fazie zaprzeczenia i pewnie nawet uważa, że brata nie ma :P

Q__:
Czyli znowu będzie na wesoło, co akurat mi nie leży.

Naprawdę? Jak dla mnie Ragnarok był chyba najlepszym filmem z całego MCU, prześmieszny, a jednocześnie mający drugie dno (o tym napiszę więcej, jak już dotrę do recenzji tego filmu) i tak szczerze mówiąc, po bardzo smutnym IW i w sumie równie poważnym Endgame brakuje mi trochę takiego luźniejszego podejścia i prześmiewczego humoru. Dlatego ucieszyłam się na wieść, że Waititi będzie to reżyserować. I właściwie to mnie przekonuje, aby iść na tę produkcję do kina, no bo przecież nie przyciągnie mnie przed ekran pairing Thor-Jane :/

Q__:
No widzisz, po raz kolejny wychodzi, że nie należy oceniać ludzi (i realnych, i fikcyjnych) po pozorach.

Tak, dlatego odszczekuję wszystko, co powiedziałam o Stevie Rogersie przy okazji pisania o "Avengers". Jednak CA da się lubić, i to bardzo! I nie trzeba być przy tym obywatelem Ameryki

Q__:
Bardziej mi chodzi o to, że - wbrew pozorom - wydawał się obiecujący psychologicznie: z jednej strony ludobójca, z drugiej typ infantylnego lizusa-prymusa (Smurfa Ważniaka wręcz) i jeszcze te niezdrowe (powieściowe) relacje z ojcem... To sugerowało wielkie pokłady mroku i frustracji do zgłębiania.

Ja tam głównie w nim widziałam typowego szalonego Bad Guy'a, takiego star warsowego odpowiednika nazisty.

Q__:
Mnie nie, a przynajmniej rzadko*, i zwykle gdy służy fabule, jak w SW EP V, " Odysei kosmicznej" czy TMP.

* Wyjątek zrobię dla "Mortal Kombata".

Star Wars też jest robiony tak, aby był widowiskowy. Nikt po walce na świetlne pałki nie oczekuje niczego więcej, jak tylko ciekawej choreografii i efekciarstwa. Tak mi się przynajmniej wydaje.
A Mortal Kombat to widowisko samo w sobie, fakt

Q__:
W końcu jest bogiem.

No właśnie nie bardzo, sam w TDW mówi, że nie są bogami. Jest po prostu długowiecznym Asgardczykiem (i, jeśli wziąć pod uwagę komiksy Marvela oraz mitologię, to nawet sporo domieszki jotuńskiej krwi w sobie ma - po Bestli) i jego moc jest ograniczona. Dlatego tak mnie intryguje, jakim cudem tę Helę zataił.

Q__:
Prawda, z Jane nie czuje się tej chemii, z Enchantress jest jej aż za dużo.

Szczerze mówiąc wolałabym za dużo chemii z Enchantress, niż zero z Jane...

Q__:
A przy tym Thor i Amora to zarazem postacie z jednej ligi (oraz w zbliżonym typie urody)... i ciekawe przeciwieństwa (ona to taki blond Loki w spódnicy trochę).

Jeszcze jak by wybrali jakąś fajną, ładną i seksowną aktorkę, pasującą pod względem fizycznym do Thora, to by było na co popatrzeć... Mogłoby być naprawdę fajnie. Ech, marzenia...

Q__:
Warto, akcja/fabuła tam nieco kuleje, ale to jeden z najgłębszych, najinteligentniej zrobionych, filmów MCU. A Wakandy tam naprawdę sporo, prawie tyle co cyberpunkowego L.A. w "Blade Runnerze".

Hmm, no to muszę obejrzeć. Niestety usunęli z HBO Go, więc się nieźle namęczę, nim to w sieci znajdę


Q__:
Z drugiej strony... Zawsze mógł wybrać męczeństwo...

W sumie wybrał. W IW. Oddał życie w słusznej sprawie.
Natomiast w tym 2012 roku był w takiej rozsypce psychicznej, że nie dziwota, że szybko został złamany torturami i poddany kontroli Kamienia Umysłu. To nie była kwestia wyboru, prawdopodobnie każdy na jego miejscu tak by skończył.

Q__:
Rozbudowała to strasznie interpretacyjnie, to fakt. Ale też odbieram ówczesną groźbę Lokiego seksualnie (czy mówił serio? tego nie wiemy, z jednej strony to urodzony kłamca... z drugiej... Jane była dla niego istotą niższego rzędu, gwałt na niej mógł uznać za zabawę, nie - zbrodnię; zresztą czy Wikingowie, naśladowcy jego rodzinki, nie gwałcili?).

Nie mam pojęcia, co robili Wikingowie. Ale... naprawdę? Ty też uważasz, że ta groźba miała podtekst seksualny? W życiu bym o tym nie pomyślała... Raczej uważałam, że to była groźba ewentualnego zastraszenia Jane, albo po prostu taki tekst rzucony na wiatr, aby wkurzyć Thora. Tak czy owak, interpretacja autorki tego artykułu jakoś nie bardzo mi pasuje do Lokiego. O ile np. widzę Fandrala jako faceta, który nikomu nie przepuści i każdego chętnie zaciągnie do łóżka ;), ba, nawet Thor ma w sobie coś z kobieciarza, tak Loki jest dla mnie postacią zupełnie aseksualną. Dlatego ten artykuł dość mocno mnie zszokował.

Zresztą nie jedyny szokujący artykuł na tej stronie. Autorzy lubią "dziwne" tematy. Jak chociażby... pairing Captaina z Buckym ? https://thegeekiary.com/captain-america-civil-war- stucky/33383 Wolę nie wiedzieć, gdzie dalej posuną się takie nadinterpretacje.

Q__:
Po prostu chcą dostosować Wszechświatcdo siebie, ludzkość też tak robi (tylko skala mniejsza).

Trochę słaba motywacja, na której buduje się main villaina filmu... Dlatego ten Malekith wypada dość słabo.

Q__:
Ot, zwykły nieczuły snob-elitarysta, postrzegający związki przez pryzmat politycznych (i nie tylko) kalkulacji. Od kogoś ziemscy monarchowie i możnowaładcy musieli się tego podejścia nauczyć.

No właśnie. Zastanawia mnie na przykład, czy w Asgardzie funkcjonują małżeństwa zaaranżowane z czysto politycznych względów. Być może tak jest i dlatego Odin był taki niechętny co do Jane i wolałby, aby jego syn ożenił się z jakąś szlachetnie urodzoną pannicą, by umocnić pozycję tegoż przyszłego monarchy ;P
Zresztą Odin robił wiele rzeczy przez pryzmat owych politycznych kalkulacji. Lokiego z Jotunheim też zapewne wziął z tego względu (nikt mi nie wmówi, że stary dziadu wzruszył się na widok malutkiego, niebieściutkiego dziecka ;P).

Q__:
Owszem, bo są b. dobrze skontrastowani na zasadzie fizycznych i psychologicznych przeciwieństw.

Zdecydowanie na tym właśnie polega siła tego duetu. Znakomicie się dopełniają - i to ratuje ten film.

Ciąg dalszy w następnym poście, bo znów mi się nie zmieściło... (Q, nie da się nic zrobić z długością postów na tym forum? :/)
Pleiades
Użytkownik
#2304 - Wysłana: 4 Wrz 2019 21:59:52
Odpowiedz 
Q__:
Wtedy myślał, że to tylko chwała, teraz zobaczył związaną z tym odpowiedziałność.

Jakoś ogólnie tronu za bardzo nikt nie chce. O ile w pierwszym "Thorze" jeszcze tytułowy bohater cieszył się na perspektywę, że zaraz zostanie królem (co, na szczęście nie doszło do skutku), tak w ostatnich Avengersach, jak już tym królem został, nie za bardzo odnalazł się w tej roli i w końcu zrezygnował. Loki natomiast sam mówił, że tronu nigdy nie chciał i właściwie w pierwszym filmie został zmuszony do zostania królem-regentem. Poza tym należy mu się jeszcze tron Jotunheimu i też za bardzo się nie kwapił, aby go zająć. Tak czy owak chyba obaj sobie zdali sprawę, że tron to faktycznie odpowiedzialność.

Q__:
Eee, za co tu przepraszać, sążniste posty u nas w cenie.

No to dobrze. Będę pisać dalej moje przemyślenia odnośnie MCU
Tylko potem nie mieszczę się w jednym poście i muszę pisać dwa, jeden pod drugim :P

Właśnie kończę sobie powtarzać drugich Avengersów i niedługo napiszę o tym właśnie filmie.

Aha, przy okazji, wspominałam wczoraj o moim ulubionym fanfiku z TDW. Jak ktoś lubi klimaty rodem z "Dnia świstaka", czyli pętle czasowe (ja uwielbiam, dlatego tak cenię sobie TNGowski odcinek "Cause and Effect"), to to opowiadanie jest dla niego. Trzyma w napięciu. Mała uwaga tylko - jest dość brutalne i krwawe. Oto link: https://archiveofourown.org/works/8044639
Q__
Moderator
#2305 - Wysłana: 5 Wrz 2019 19:49:39 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
No, wiem, że jesteś fanboyem Black Widow, dlatego cieszę się z Twojego szczęścia.

Tak naprrrawdę to ucieszę się dopiero gdy film wyjdzie udany. (Marzy mi się szpiegowski neo noir w brubakerowskim stylu.)

Pleiades:
Od dawna zasługiwała na swój własny film.

Tak, od pierwszego występu. Tym bardziej dziś, gdy trwa moda na silne kobiety.

Pleiades:
W porównaniu z nią taka Natasha wypada wręcz słabo, bo umie robić tylko "pew pew" i machać nogami

Ale za to ma ciekawszą osobowość i bogatszą (bo też i dłużej trwającą) przeszłość*.

* Którą fajnie można rozwijać w bondowsko-forsythowsko-ludlumowskich kierunkach...

Pleiades:
Natomiast mnie zastanawia komiksowy związek Wandy z Pietro. Coś-tam poczytałam w sieci i... czy to prawda, że ich wzajemne relacje nieco ocierają się o incest? Trochę to creepy...

Nawet mocno się ocierają, ale ma to duży psychologiczny sens - dorastanie w izolacji od świata, pod okiem dominującego ojca (Magneto), wspólny opór wobec którego popychał dzieciaki jeszcze bardziej ku sobie...

Pleiades:
Czyli nie jesteś fanem blondyn? W sumie dobrze, że ten fryzurowy eksperyment na Natashy trwał tylko w IW.

Szczerze? Najbardziej lubię rude (na drugim miejscu brunetki), ale najczęściej wiązałem się z blondynkami (choć kolor włosów to dziś wszak rzecz zmienna i kwestia wyboru), ale nie w tym rzecz, po prostu Natashy wyjątkowo nie do twarzy było w tej barwie, i tej fryzurze.

Pleiades:
Wydaje mi się, że w serialu Thora chyba w ogóle nie będzie

Prawdopodobnie, ale przecież w MCU wciąż jest, serial to tylko pomost.

Pleiades:
Naprawdę?

Tak, nie jestem fanem rozrywki dla samej rozrywki, akcji dla samej akcji, ani humoru przed sensem...

Pleiades:
Tak, dlatego odszczekuję wszystko, co powiedziałam o Stevie Rogersie przy okazji pisania o "Avengers". Jednak CA da się lubić, i to bardzo! I nie trzeba być przy tym obywatelem Ameryki

Cóż, nie da się ukryć, że Steve jest (a minimum bywa) lubiącym patos, nadętym, patriotycznym dupkiem, ale kiedy widzi się ile kosztowało go bycie nim zanim zyskał nadludzkie moce, czy potem, gdy trafił w polityczno-marketingowe tryby (że już o wojaczce i zagubieniu w czasie nie wspomnę), widzi się w nim tego, kim zawsze był - bohatera.

Pleiades:
Ja tam głównie w nim widziałam typowego szalonego Bad Guy'a, takiego star warsowego odpowiednika nazisty.

Space nazi był prawie każdy Imperialny. Hux się jednak wyróżniał na tym tle dość specyficznymi cechami indywidualnymi (z których można dorzucić jeszcze to, że za reprezentanta pokolenia potomków tych z OT robił).

Pleiades:
Star Wars też jest robiony tak, aby był widowiskowy. Nikt po walce na świetlne pałki nie oczekuje niczego więcej, jak tylko ciekawej choreografii i efekciarstwa.

A ledwo co pisałem resetcie o wpisanych w SW głębiach, które zgłębiali twórcy EU, fani, krytycy i naukowcy...

Pleiades:
No właśnie nie bardzo, sam w TDW mówi, że nie są bogami.

Wiem. Napisałem to żartem. Chodzi mi po prostu o to, że istota o takiej wiedzy, władzy i idącym w tysiące lat doświadczeniu sposób znajdzie.

Pleiades:
Szczerze mówiąc wolałabym za dużo chemii z Enchantress, niż zero z Jane.

Ja też, ale... nie zapominajmy, że Jane jeszcze się przyda. W komiksach był z niej niezły female Thor, tu pewnie też ją poprowadzą w tym kierunku.

Pleiades:
więc się nieźle namęczę, nim to w sieci znajdę

Spiratowanie "BP" nie jest wielkim wysiłkiem.

Pleiades:
W sumie wybrał. W IW. Oddał życie w słusznej sprawie.

Tak, ale na zupełnie innym etapie swojego życia/rozwoju. Wtedy był znacznie bardziej egoistyczny.

Pleiades:
naprawdę? Ty też uważasz, że ta groźba miała podtekst seksualny?

Powiedzmy tak: stanowczo nie wykluczam. Zresztą czy sądzisz, że w czasie wypraw wojennych, o których mówiliśmy, braciszkowie się nie nagwałcili (poza kadrem ofkors)*? Zwł., że mieli takie wzorce**:
https://en.wikipedia.org/wiki/Rindr

* Przed zabijaniem, jak wiemy, nie czuli oporów...

** Fakt, trudno to ustawić chronologicznie (czy jest to przeszłość czy przyszłość), ale 1. z asgardzkiej perspektywy przyszłość zawsze była zdeterminowana i znana z przepowiedni (block universe - https://en.wikipedia.org/wiki/Eternalism_(philosop hy_of_time) - jak nic), 2. to, że tatuś naszych książątek coś takiego zrobi/ł, wskazuje, że zdolność do takich czynów (i akceptacja dla nich) jest częścią jego, ukształtowanej wieki temu, osobowości...

Pleiades:
Trochę słaba motywacja

Dość życiowa, co wcale nie jest normą w wypadku motywacji supervillainów.

Pleiades:
Zastanawia mnie na przykład, czy w Asgardzie funkcjonują małżeństwa zaaranżowane z czysto politycznych względów

Wydaje mi się to b. prawdopodobne. Raz: jak sama piszesz:
Pleiades:
Odin robił wiele rzeczy przez pryzmat owych politycznych kalkulacji. Lokiego z Jotunheim też zapewne wziął z tego względu (nikt mi nie wmówi, że stary dziadu wzruszył się na widok malutkiego, niebieściutkiego dziecka ;P).

Dwa: pewne (złe) rzeczy zdają się stanowić w marvelowskim kosmosie ponadgatunkowy constans (popatrzmy jak relacje Kree ze Skrullami przypominają ziemskie sprawy). Trzy: wydaje się logiczne, że u istot żyjących i rozwijających się wiekami kalkulacja weźmie górę nad porywami serca i niewyrafinowanymi (choćby i zacnymi) odruchami (i zaraz powraca w myślach WoD i wampirza polityka, andersonowy "Złamany miecz"*... i "Ruch Generała").

* Też w nordyckich klimatach. Ciekawe swoją drogą czy Stan Lee się nim inspirował tworząc serię o Thorze?

Pleiades:
Właśnie kończę sobie powtarzać drugich Avengersów i niedługo napiszę o tym właśnie filmie.

Liczę na to.
Pleiades
Użytkownik
#2306 - Wysłana: 8 Wrz 2019 22:44:24
Odpowiedz 
Q__:
Tak naprrrawdę to ucieszę się dopiero gdy film wyjdzie udany. (Marzy mi się szpiegowski neo noir w brubakerowskim stylu.)

No, też masz oczekiwania co do tego filmu i swoje marzenia, tak jak ja co do serialu o Lokim. Tak czy owak mam nadzieję, że tego nie spieprzą i wyjdzie coś pożądnego o Natashy.
Ja bym chciała jakiś fajny wątek miłosny z nią. Podobał mi się jej pairing z Bannerem, o czym jeszcze za chwilę napiszę.

Q__:
Tak, od pierwszego występu. Tym bardziej dziś, gdy trwa moda na silne kobiety

Heh, od razu mi się przypomina "girl power" w Endgame ;)
No i Kapitan Marvel przetarła już trochę szlaki jeśli chodzi o filmy o superbohaterkach.

Q__:
Ale za to ma ciekawszą osobowość i bogatszą (bo też i dłużej trwającą) przeszłość*.

* Którą fajnie można rozwijać w bondowsko-forsythowsko-ludlumowskich kierunkach...

Zdecydowanie się zgadzam. Ta postać ma potencjał, zwłaszcza jeśli brać pod uwagę, jak niewiele wiemy o jej przeszłości, co czyni niezłe pole do popisu dla scenarzystów (Budapeszt, anyone?)

Q__:
Nawet mocno się ocierają, ale ma to duży psychologiczny sens - dorastanie w izolacji od świata, pod okiem dominującego ojca (Magneto), wspólny opór wobec którego popychał dzieciaki jeszcze bardziej ku sobie...

Yyy, Magneto był w komiksach ich ojcem? O.o
No, no, Plejadka właśnie się czegoś nowego dowiedziała.

Q__:
Szczerze? Najbardziej lubię rude (na drugim miejscu brunetki),

Ja też lubię rude

Q__:
(choć kolor włosów to dziś wszak rzecz zmienna i kwestia wyboru)

Racja, chociaż niektórym wyjątkowo nie do twarzy jest w jakimś zupełnie odmiennym kolorze włosów, jak właśnie np. Natashy w blond.
Niektóre natomiast farbowania bardzo fajnie wyglądają. Przykładowo badzo podobają mi się włosy Gamory w IW.

Q__:
Pleiades:
Wydaje mi się, że w serialu Thora chyba w ogóle nie będzie

Prawdopodobnie, ale przecież w MCU wciąż jest, serial to tylko pomost.

To może go chociaż wspomną. Fajnie by było.
A ja nadal liczę na Friggę... Ech, marzenia...

Q__:
Pleiades:
Naprawdę?

Tak, nie jestem fanem rozrywki dla samej rozrywki, akcji dla samej akcji, ani humoru przed sensem...

Ale Ragnarok, pomimo tego całego humoru miał w sobie wiele głębi, nie był płytką rozrywką. Wiele wydarzeń tam miało wielki sens, akcja nie była dla samej akcji, wydarzenia miały związek przyczynowo-skutkowy. Wiesz, przyzwyczaj się, że będę bronić tego filmu rękoma i nogami, bo to mój ukochany ze wszystkich produkcji MCU.


Q__:
Cóż, nie da się ukryć, że Steve jest (a minimum bywa) lubiącym patos, nadętym, patriotycznym dupkiem, ale kiedy widzi się ile kosztowało go bycie nim zanim zyskał nadludzkie moce

No właśnie, wydaje mi się, że najbardziej ten pompatyczny patriotyzm i nadętość wychodziły ze Steve'a, nim jeszcze zyskał owe nadludzkie moce, gdy jeszcze był tym słabym, małym szczylem. To właśnie poczucie obowiązku wobec Ojczyzny pchało go do wojska, i to z taką determinacją, że jak go wyrzucili drzwiami, to pchał się z powrotem oknem.
Przy okazji przypomina mi się scenka z TDW, gdzie nawet Loki się naśmiewa z tego patriotyzmu i praworządności CA ;)

Q__:
widzi się w nim tego, kim zawsze był - bohatera.

O tak, zdecydowanie jest bohaterem. Więcej pewnie o nim napiszę, jak już będę recenzować trylogię CA, ale nawet w drugich Avengersach widać było jego bohaterstwo, o czym za chwilę.

Q__:
A ledwo co pisałem resetcie o wpisanych w SW głębiach, które zgłębiali twórcy EU, fani, krytycy i naukowcy...

Ale ja nie mówię o całym SW, który jednak jakąś głębię ma. Pisałam o konkretnym przypadku nawalanek na miecze świetlne, a w szczególności o tym, o czym dyskutujemy od kilku postów - o walce Kylo i Rey z First Order w Epizodzie VIII. Choreografia i cała ta scena miała być przede wszystkim widowiskowa.

Q__:
Wiem. Napisałem to żartem. Chodzi mi po prostu o to, że istota o takiej wiedzy, władzy i idącym w tysiące lat doświadczeniu sposób znajdzie.

Taki sposób, jak zamalowywanie fresków na suficie w sali tronowej? :D :D
Swoją drogą nieźle musiał brygadzie remontowej zapłacić, żeby milczeli, co też pod malunkami idealnej rodzinki się skrywa ;)

Walkirie z kart historii chyba też usunął, bo jakoś nikomu nie wpadło na myśl zapytać: "hej, a co się stało z najpotężniejszymi wojowniczkami Asgardu?" (Enherjar to się przy nich mogą schować)

Q__:
Ja też, ale... nie zapominajmy, że Jane jeszcze się przyda. W komiksach był z niej niezły female Thor, tu pewnie też ją poprowadzą w tym kierunku.

Z informacji, które twórcy podali, albo które wyciekły wynika, że właśnie o to chodzi.
Co mnie zresztą nieco martwi. Wynika z tego, że female Thor przejmie pałeczkę (i młot?) po Thorze. Jesli tak, to co się stanie z bogiem piorunów? Czyżby, po stracie tak wielu rzeczy - domu, rodziny, przyjaciół - przyszła pora, że i straci swe moce?

Q__:
Spiratowanie "BP" nie jest wielkim wysiłkiem.

Dzięki za namiary, tak BTW ;)

Q__:
Tak, ale na zupełnie innym etapie swojego życia/rozwoju. Wtedy był znacznie bardziej egoistyczny.

I zmanipulowany, dodajmy. Poza tym w nienajlepszej kondycji psychicznej. Tak, tak, wiem, że się powtarzam, ale ja go zawsze będę bronić. To nie jego wina, że był w "Avengers" tym, kim był...

Q__:
Powiedzmy tak: stanowczo nie wykluczam. Zresztą czy sądzisz, że w czasie wypraw wojennych, o których mówiliśmy, braciszkowie się nie nagwałcili (poza kadrem ofkors)*?

Jakoś trudno mi w to uwierzyć... Po pierwsze - są książętami, a takowym gwałty co najmniej nie przystoją... Po drugie - gdyby Thor dopuścił się czegoś takiego, pewnie by nie mógł udźwignąć Mjolnira, bo by nie był już godny... Po trzecie - Odin jak Odin, ale Frigga na pewno na takich barbarzyńców synów nie wychowała.

Q__:
Zwł., że mieli takie wzorce**:
https://en.wikipedia.org/wiki/Rindr

O kurczę O.o Przeczytałam i jestem w szoku.
Ale jednak filmy Marvela dość luźno opierają się na mitologii, więc wierzę, że świat MCU jest nieco łagodniejszy i Odin takich rzeczy się w nim nie dopuszczał.

Q__:
* Przed zabijaniem, jak wiemy, nie czuli oporów...

Owszem, zabijali. Wrogów. To się właśnie na wojnie robi.
Ale się nie gwałci.

Poza tym obaj urodzili się już po tych krwawych asgardzkich podbojach, kiedy Odin preferował pokojowe rozwiązania i starał się nie rozlewać krwi wrogów (stąd m.in. jego dezaprobata czynów Thora i spółki w Jotunheim). Sądzę że tym bardziej ten złagodniały staruszek nie akceptowałby, gdyby jego synowie kogokolwiek krzywdzili w ten sposób...


Q__:
Dość życiowa, co wcale nie jest normą w wypadku motywacji supervillainów.

Ale, jak by porównać motywacje villainów z MCU, to taki Malekith na tle, dajmy na to, Thanosa, a nawet, ba, Red Skulla, wypada naprawdę dość blado...

A przy okazji... Po TDW Mroczne Elfy stały się gatunkiem na wymarciu. Czyli praktycznie cała rasa została unicestwiona. Ciekawe, że nikt nie pomyślał, że temu gatunkowi należy się jakaś ochrona?

Q__:
Liczę na to.

Proszę bardzo, ale w następnym poście, bo znowu mi się nie zmieści...
Pleiades
Użytkownik
#2307 - Wysłana: 8 Wrz 2019 22:47:54
Odpowiedz 
To lecimy...

Niedawno usłyszałam opinię, że drudzy "Avengersi" to taki nic nie wnoszący film, w którym może dużo się dzieje (nawalanka zwłaszcza), ale tak naprawdę film ten jakby przeszedł bez echa w MCU. Tak przynajmniej twierdził Łukasz Stelmach w swoim - skąd inąd ładnym i rozbudowanym - materiale o rankingu wszystkich produkcji w tzw. "Infinity Saga".
Cóż, ja się z tą opinią akurat nie zgadzam, ponieważ w "Avengers 2" naprawdę mieliśmy do czynienia z wieloma kluczowymi wydarzeniami.

Film zaczyna się mocną akcją, czyli bitwą pomiędzy Avengersami i oddziałami Hydry. Oglądając ten film pierwszy raz jeszcze niewiele wiedziałam o istnieniu Hydry, dopiero niedawno oczy mi otwarły chociażby takie filmy jak dwa piersze CA. Poza tym dopiero w "Endgame" mieliśmy dokładnie powiedziane jakim cudem Hydra weszła w posiadanie berła Lokiego. No ale nieistotne. Najważniejsze, że nasi bohaterowie są na misji odzyskania tego berła i ogląda się to znakomicie. Jest dużo akcji, każdy pokazuje swoje umiejętności, są cięte dialogi (zwłaszcza pomiędzy Starkiem i CA), drużyna ze sobą współpracuje, no, po prostu miodzio. I mamy pierwszy pokaz mocy Wandy i Pietro, którzy trochę tyłki naszym superbohaterom skopują.
Bardzo ważnym wydarzeniem była też wizja, jakiej doświadczył Tony w bazie Hydry - Lewiatany i poległa załoga Avengersów - mamy tu typowy "foreshadowing", do którego wrócą twórcy dopiero chyba w "Endgame", ale warto tę scenę zapamiętać.
Ale przechodzimy do głównego wątku filmu, czyli tworzenie sztucznej inteligencji. Muszę przyznać, że jest to coś, co mnie w tym filmie zaintrygowało. Nie mogę przejśc obok tematu obojętnie, zwłaszcza że jest on mi bardzo bliski, zwłaszcza po "Star Trekach", a tym bardziej po tym, jak w TNG przedstawiono wątki androidów, exocompów i innych AI.
Stark i Banner robią w tym filmie trochę za takich typowych szalonych naukowców (zresztą sami się takowymi nazywają ;)) i tak naprawdę to oni są kołem napędowym i to ich eksperyment wymknął się spod kontroli. Myślę, że założenie było słuszne - stworzyć program, który będzie chronił pokoju na Ziemi, tylko, że nasi bohaterowie zabrali się za to od d... strony. Na tym etapie nie wiedzieli nawet, czym to nieszczęsne berło jest, jakie algorytmy kryje i - przede wszystkim - nie mieli pojęcia o Kamieniu Umysłu. No i przeliczyli się, stwarzając samodzielnie myślącą, super-inteligentną jednostkę, Osobowość, jaką jest Ultron.
Jako główny villain odcinka Ultron sprawdza się nawet całkiem dobrze. Ma motywację. Najpierw jest to walka z Avengersami, których uważa za zagrożenie dla Ziemi i pragnie ich unicestwić. Później jego opinie chyba ewoluują do etapu, w którym uważa każdą inteligentną organiczną istotę za zagrożenie dla planety. Jego plan unicestwienia ludzi urasta do poważnych rozmiarów. Nie jest to pierwszy film o tym, jak AI budntuje się przeciwko swojemu stwórcy, ani nie ostatni, ale rozegrali to w MCU całkiem nieźle.
Stark i Banner popełnili faktycznie błąd i, co najgorsze, zrobili to zza plecami reszty przyjaciół. Nic dziwnego, że drużyna znów zostaje skłócona. Dochodzi nawet do tego, że Thor chwyta Tony'ego za gardło i unosi go w powietrze, geez!
Właściwie niemal w każdym filmie są między Avengersami jakieś sprzeczki i następuje wewnętrzny rozpad, od takich kłótni jak w pierwszych Avengersach (gdzie byli pod kontrolą berła), aż po krwawą jatkę, jak to miało miejsce w Civil War. Tak czy owak nigdy mi się miło nie patrzy, jak pomiędzy przyjaciółmi są różnice zdań i przestają oni sobie wzajemnie ufać.
Za to najfajniejsza scena, w pierwszej połowie filmu, to był ich wspólny "bonding" przy drinkach, kiedy po kolei próbowali podnieść młot Thora. To była tak miła dla oka scena, w dodatku prześmieszna, że aż gęba sama się rozwierała w uśmiechu. I znowu mieliśmy malutki "foreshadowing" w postaci CA i Mjolnira - kolejna rzecz rozwinięta w "Endgame". Fajnie wiedzieć, że twórcy powracają po latach do zapoczątkowanych w pierwszej i drugiej fazie MCU tematów.
Bardzo dobrze też, że rozwinięto nieco postać Hawkeye'a. Nareszcie dowiedzieliśmy się o nim więcej, poznaliśmy jego rodzinę. I znowu w "Endgame" kontynuowano ten temat.
Natomiast trochę szkoda, że to jedyny film, w którym widzimy tak dobrze rozwijającą się relację pomiędzy Natashą i Bruce'm. Podobały mi się ich wzajemne relacje. Począwszy od walki, kiedy to Black Widow jako jedyna potrafi ululać Hulka, aż po ich bardzo znaczącą rozmowę na farmie Bartona. W pierwszych Avengersach myślałam, że to Clint i Natasha mają się ku sobie, ale tak naprawdę oni są tylko przyjaciółmi (bliskimi, ale bez podtekstów romantycznych, Clint ma przecież kochającą rodzinę). Tymczasem okazuje się, że ona i Bruce mają się ku sobie, a ich uczucie rozwija się wraz z trwaniem filmu. Bardzo żałuję, że związek ten nie przetrwał próby czasu i, jak już Bruce wraca na Ziemię w IW po dwóch latach nieobecności, witają się zaledwie jak kumple z pracy. Ech, szkoda, naprawdę. Pasuje mi ta dwójka do siebie. Oboje skrzywdzeni przez los i, ba, nawet oboje uznający, że skrywają w sobie potwory... Coś by z tego fajnego mogło wyniknąć.
Z bardzo istotnych jeszcze scen mieliśmy kąpiel Thora w źródełku wiedzy (o, znowu ta piękna goła klata, którą tak kocham <3!) i nareszcie co nieco można się dowiedzieć o Kamieniach Nieskończoności. A że Thor głupi nie jest, od razu wysnuł wniosek, że skoro trzy pojawiły się w tak krótkim czasie, to ktoś tu rozgrywa pionki. Ech, Thor, szkoda że bardziej nie zgłębiałeś tematu w "Avengersach". Nasz bóg piorunów miał jakieś przeczucie, że coś jest na rzeczy, nie zdążył jednak odpowiednio zmaglować brata, aby wycisnąć z niego jakiekolwiek odpowiedzi.
No i przechodzimy do Visiona i jego genezy. Ponieważ ja mam jakąś słabość do androidów, to tym bardziej jego pojawienie się w MCU jest dla mnie istotne. Powstały z AI stworzonego przez Starka - Jarvisa, ciała stworzonego przez Ultrona oraz z Kamienia Umysłu - Vision wydaje się mieć naprawdę potężne moce. Na tym etapie mógłby być jednym z potężniejszych Avengersów - obok Wandy i Thora.
Bardzo mi się jednak nieprzyjemnie zrobiło na sercu w momencie, jak Vision bez oporu podniósł młot Thora. Nie tylko podniósł, ale i nim wojował. Nie wiem, co twórcy chcieli przez to powiedzieć, ale obawiam się, że wcale nie to, że Vision jest godny. Raczej to, że android nie jest osobą, a przedmiotem. Jak wiemy, Mjolnir bez problemu daje się postawić na stole, a nawet powiesić na wieszaku w przedpokoju (prześmieszna scenka z TDW), tak więc tylko osobom (poza Thorem) stawia opór, gdy ci chcą go unieść i dzierżyć w dłoni. Ech, gdyby Philippa z odcinka TNG "tMoaM" widziała drugich Avengersów, jej werdykt co do Daty mógłby być inny ;)
Tak czy owak Visiona bardzo polubiłam, od samego początku, aż do jego (przedwczesnego) końca w IW ()
Walka w Sokovii też ma swoją ważną kontynuację w kolejnych filmach MCU, więc jest to wydarzenie, które nie przeszło bez echa.
Żałuję, że tak mało mieliśmy bliźniaków. No, troszkę sobie poszaleli, zmieniając przy okazji front, ale tak naprawdę niewiele o nich się dowiedzieliśmy. Szczerze mówiąc wolałabym zobaczyć ich razem więcej, chciałabym też, żeby było więcej o ich wspólnych relacjach - no, może nie w skali komiksowej (o czym dopiero co rozmawialiśmy), ale żeby chociaż pozostali razem na kolejne filmy. A tymczasem w tak głupi i szybki sposób wykończono Pietro, że nawet nie zdążyłam przywiązać się do tej postaci... (
No i na samym końcu opuszcza nas jeszcze Banner, jego los nie do końca pozostaje znany - i mamy cliffhanger aż do "Ragnaroka" ;)
Zwracałam też szczególną uwagę na Kapitana Amerykę w tym filmie. Podobał mi się, wydawał się jednym z najspokojniejszych ludzi w drużynie. I prawdziwym głosem rozsądku. Co więcej, znów był bohaterem - zwłaszcza w Sokovii, kiedy wszyscy byli pewni, że nie ocalą z miasta cywilów i postanowił zostać wraz z nimi aż do końca (a Natasha się z nim zgodziła).
Podobał mi się też występ Nicka Fury'ego, jak przybył na farmę pogadać ze Starkiem, no i później kiedy ocalił dzień (i wielu ludzi) dzięki Helicarrierowi i szalupom ratunkowym. Jak widać, szef Shield potrafi dbać o zwykłych, szarych ludków.
Podsumowując... Może to i racja, że w cyklu "Avengers" to najsłabszy film, ale działo się jednak w nim dużo istotnych rzeczy, w kolejnych produkcjach często do wydarzeń tutaj nawiązywano. Była to produkcja chyba z mniejszymi "plot holes" niż TDW i nieco lepsza od TDW. Jak dla mnie solidne 7/10

Uff, znowu się rozpisałam...
Q__
Moderator
#2308 - Wysłana: 9 Wrz 2019 16:45:20 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
No, też masz oczekiwania co do tego filmu i swoje marzenia

Po prostu czytałem komiksy Brubakera, wiem co się da z Natashy wycisnąć...

Pleiades:
Ja bym chciała jakiś fajny wątek miłosny z nią. Podobał mi się jej pairing z Bannerem

Gdybyś jeszcze widziała jej miłosną dynamikę z Bucky'm w w/w komiksach...

Pleiades:
No i Kapitan Marvel przetarła już trochę szlaki jeśli chodzi o filmy o superbohaterkach

Eee, pierwsza była grana przez Pfeiffer burtonowska Catwoman. Wcielona girl power. Carol - mimo swoich mocy - może jej buty czyścić.

Pleiades:
Yyy, Magneto był w komiksach ich ojcem? O.o
No, no, Plejadka właśnie się czegoś nowego dowiedziała.

Polecam Ci zatem komiksy "The House of M". Tam wewnętrzne relacje tej rodzinki zgłębiane są b. dobrze (choć niby we wszechświecie alternatywnym).

Pleiades:
To może go chociaż wspomną. Fajnie by było.

Jestem tego pewien. W końcu stanowił dla Lokiego istotny punkt odniesienia. Miłość do brata i rywalizacja z nim były jednym z ważniejszych czynników kształtujących osobowość Lokiego. Jest niepomijalny.

Pleiades:
Ale Ragnarok, pomimo tego całego humoru miał w sobie wiele głębi, nie był płytką rozrywką. Wiele wydarzeń tam miało wielki sens, akcja nie była dla samej akcji, wydarzenia miały związek przyczynowo-skutkowy. Wiesz, przyzwyczaj się, że będę bronić tego filmu rękoma i nogami, bo to mój ukochany ze wszystkich produkcji MCU.

To czekam na Twoją obronę w/w filmu. Może mnie przekonasz. A nawet jeśli nie, fajnie będzie poznać odmienny punkt widzenia nań.

Pleiades:
Dzięki za namiary, tak BTW ;)

Nie ma za co .

Pleiades:
są książętami, a takowym gwałty co najmniej nie przystoją...

Nie chcesz wiedzieć czym zasłynął za młodu Kazimierz Wielki...

Pleiades:
gdyby Thor dopuścił się czegoś takiego, pewnie by nie mógł udźwignąć Mjolnira, bo by nie był już godny...

Fakt, to jest argument*.

* Acz od biedy można to kontrować sugestią, że może twórcy Mjolnira kierowali się inną etyką niż my. (Co znów można podważać sugestiami, że zabezpieczenia w/w młota mogą być podpięte do jakiejś obiektywnej kosmicznej moralności.)

Pleiades:
Przeczytałam i jestem w szoku.
Ale jednak filmy Marvela dość luźno opierają się na mitologii, więc wierzę, że świat MCU jest nieco łagodniejszy i Odin takich rzeczy się w nim nie dopuszczał.

Cóż, ja chyba wolę postrzegać go jako tożsamego z mitycznym oryginałem, bo to silniej zakorzenia MCU w naszym świecie i jego kulturowej tradycji.

Zresztą w klasycznym MU też zdarzały się gwałty. Np. Carol Danvers to spotkało.

Pleiades:
Po TDW Mroczne Elfy stały się gatunkiem na wymarciu. Czyli praktycznie cała rasa została unicestwiona. Ciekawe, że nikt nie pomyślał, że temu gatunkowi należy się jakaś ochrona?

Może bohaterowie dojdą z czasem do tej refleksji, przecież MCU wciąż żyje.

Pleiades:
są cięte dialogi (zwłaszcza pomiędzy Starkiem i CA

Jak nie gustuję w kinowych avengerskich zbiorówkach, tak przyznać muszę, że rozmówki bohaterów wypadają tam zwykle efektownie, podnosząc przyjemność oglądania (powodują m.in., że widzi się inteligencję bohaterów, czyli nerdowi łatwiej się w nich wczuć).

Pleiades:
Stark i Banner robią w tym filmie trochę za takich typowych szalonych naukowców (zresztą sami się takowymi nazywają ;))

Taak, wzięcie sztampy w nawias przez pokazanie, że bohaterowie i twórcy są jej świadomi tak samo jak my, jest może dość prostym chwytem, ale zawsze działa.

Pleiades:
Później jego opinie chyba ewoluują do etapu, w którym uważa każdą inteligentną organiczną istotę za zagrożenie dla planety

Dość ograne ("Virus" np.), ale w sumie jest w tym powtarzającym się motywie pewna (pokrewna nawet myśli Lema) głębia.

Pleiades:
Dochodzi nawet do tego, że Thor chwyta Tony'ego za gardło i unosi go w powietrze, geez!
Właściwie niemal w każdym filmie są między Avengersami jakieś sprzeczki

Superbohaterska specyfika. X-Men (pamiętam jeszcze z czasów TM-Semic) często się między sobą tłukli. Spider-man też czasem najpierw bił, potem zadawał pytania. Out-of-universe chodzi o malowniczość. In universe pewnie trzeba to tłumaczyć rozpierającym ich nadmiarem adrenaliny, i życiem w stresie.

Pleiades:
Żałuję, że tak mało mieliśmy bliźniaków. No, troszkę sobie poszaleli, zmieniając przy okazji front, ale tak naprawdę niewiele o nich się dowiedzieliśmy.

Są zasadniczo częścią rodziny X-Men, do której miał prawo Fox. To dlatego.

Pleiades:
Co więcej, znów był bohaterem - zwłaszcza w Sokovii, kiedy wszyscy byli pewni, że nie ocalą z miasta cywilów i postanowił zostać wraz z nimi aż do końca (a Natasha się z nim zgodziła)

Oboje są/byli żołnierzami. Poświęcenie mają w naturze. Zresztą BW to trochę taki rosyjski CA.
Dreamweb
Użytkownik
#2309 - Wysłana: 9 Wrz 2019 19:41:33
Odpowiedz 
Q__:
Superbohaterska specyfika. X-Men (pamiętam jeszcze z czasów TM-Semic) często się między sobą tłukli.

Ano tłukli, czasem dlatego że ktoś częścią z nich telepatycznie sterował, czasem z innych pobudek. W sumie Cyclopsa w X2 walczącego po złej stronie można uznać za taki hołd dla tejże tradycji (Jean w trójce to już była inna sprawa).
Ktoś złośliwie kiedyś napisał, ze Wielkie Komiksowe Eventy u DC wyglądają tak, że herosi hurtowo biją się ze złymi, a u Maevela tak, że herosi na wielką skalę walczą między sobą. W sumie coś w tym jest - Civil War, Avengers vs X-Men, i to tylko z takich w miarę świeżych przykładów...
Q__
Moderator
#2310 - Wysłana: 9 Wrz 2019 20:09:59 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
Ano tłukli, czasem dlatego że ktoś częścią z nich telepatycznie sterował, czasem z innych pobudek

Mam na myśli głównie te sytuacje (gadaliśmy o nich chyba?), gdy koleżeński meczyk czy rodzinny piknik przechodziły w bójkę z użyciem supermocy*. Pamiętam to zwł. z ery Jima Lee...

M.in.:


Dreamweb:
Ktoś złośliwie kiedyś napisał, ze Wielkie Komiksowe Eventy u DC wyglądają tak, że herosi hurtowo biją się ze złymi, a u Maevela tak, że herosi na wielką skalę walczą między sobą.

Ale "Kingdom Come" to przecież DC. Watchmen też.
 Strona:  ««  1  2  3  ...  72  73  74  75  76  77  78  »» 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Superheromovie's

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!