USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Andromeda vs. Star Trek
 Strona:  ««  1  2  3  4 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#91 - Wysłana: 14 Sty 2012 18:29:19 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Eviva

Mówiłaś Zatem i ja powtórzę: b. dziwne to dla mnie zważywszy na to jak bardzo AND idzie tu w ślady TOS.

BTW. skoro mówiłem o podziałach wewnątrz Treka, obok TOS i TNG, wymienić wypadałoby jako punkt odniesienia także "wielkiego nieobecnego kanonu" czyli B5 (którego wpływ widać najsilniej w DS9, ale - po prawdzie - i w większym zwróceniu uwagi na wizualia oraz bardziej bezwstydnej humanoidalności psychicznej Obcych w VOY i ENT; via DS9 oddziaływało też B5 na nBSG). Z tym, że samo B5 wliczyć znów można do produkcji post-TOSowych i opozycyjnych wobec TNG.
AND miało dość potencjału zresztą, by stanowić czwarty etap tej sztafety, ale wykonanie wszystko rozłożyło...


EDIT: skoro o trekowości AND mowa... Pamiętacie odcinek "The Banks of the Lethe"? Nie dość, że Harper buduje tam Transporter (którego działanie wyjaśnione jest jednak znacznie lepiej niż w Treku kanonicznym - ukłony droga IDIC - z żartobliwym ukłonem w kierunku kanonu ST przy tym - żart o Heisenbergu), to zasadniczo jest to nostalgiczna, kameralna, opowieść w stylu TNG, pozbawiona praktycznie typowego dla AND przepakowania akcją i kiczu. Opowieść o miłości jednocześnie pokonującej czas i wszelkie przeszkody (acz, by jej się to udało potrzebne są aż Osobliwość kwantowa i transporterowa chronomocja), i przegrywającej z nimi. O nierealizowalnym marzeniu wielu - szansie na cofnięcie czasu i pożegnanie ukochanej osoby. O tym, że czasem zamiast pogrążyć się w bólu i desperackiej nadziei (co jest zresztą b. typowe dla rodzin osób zaginionych) lepiej jest zacząć normalne życie. Wreszcie o tym, że miłość jest ważna, ale Federacja ważniejsza.
Historia, której smaczku* dodaje fakt, że rozdzielonych czasem kochanków grało tam autentyczne małżeństwo.

* skoro o smaczkach mowa, zabawne było tam - wyglądające na typową aluzję z puszczeniem oka - zwycięstwo temporalistyki trekowej nad autentyczną (wywiedzioną z aktualnych teorii) przywołaną w w/w odcinku przez Sarę (zwycięską za to w filmie Abramsa)

A Jammerowi się nie podobało:
http://www.jammersreviews.com/andr/s1/lethe.php

ps. dostajemy tam też wstęp do podejrzanej wolfe'owskiej (bo Roddenberry'ego jakoś o to nie posądzam) kosmologii, w której wygląda, że jeśli polączymy cztery podstawowe oddziaływania, zgodnie z założeniami GUT, wyjdzie nam... pure love... romantyczne, ale IMO nieintencjonalnie komiczne ponad miarę, niezależnie od wszelkich religijnych podtekstów dających się przypisać do tej tezy...
Q__
Moderator
#92 - Wysłana: 10 Cze 2012 04:36:49
Odpowiedz 
Sh1eldeR
Picard

Sh1eldeR:
Kolejnym plusem jest pomysl na Slipstream

Picard:
w ,,Adromedzie" maja taki fikuśny rodzaj napędu , który prowadzi statek przez strumienie czasu i przestrzeni - przypomina mi to napęd strumieniowy z ,,Voyagera" , ale może obie technologie jednak nie mają ze sobą nic wspólnego ?

Jak dla mnie to jest b. piękny łącznik między seriami. Co prawda w AND wytłumaczony jest inaczej (sensowniej) i dokładniej niż w VOY, ale stanowi logiczną całość. W XXIV wieku prowadzono nad nim pierwsze badania, w Divine know when (czyli w czasie, w którym miała się pierwotnie rozpoczynać ST:AND, znając tendencje Roddenberry'ego do stuletnich przeskoków obstawiam XXV wiek) stanowi normę.

Tak zaś wygląda jego działanie od strony teorii:
http://en.wikipedia.org/wiki/Slipstream_%28science _fiction%29
http://www.trekbbs.com/showpost.php?s=e9fa94ae18d8 4498b26b0af362068dd9&p=6340621&postcount=4
http://en.memory-alpha.org/wiki/Quantum_slipstream _drive
http://andromeda.wikia.com/wiki/Slipstream
http://scifi.stackexchange.com/questions/4735/how- does-slip-stream-travel-relate-to-warp
Q__
Moderator
#93 - Wysłana: 16 Cze 2012 04:26:23 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#94 - Wysłana: 28 Lis 2012 19:31:24 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Fanfiction łącząca ST i AND:
http://trekdrom.blogspot.com/
Typowo fanowski groch-z-kapustą.
Q__
Moderator
#95 - Wysłana: 23 Lut 2013 15:41:25 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Lubię odcinki AND, które dopowiadają coś do kanonu ST. Należy do nich wymieniony w poście założycielskim niniejszego topicu, należy "Double Helix", należą też "Harper 2.0" i "The Lone and Level Sands" (o dziwo świetny epizod, a z sezonu trzeciego).

Pierwszy z nich to poniekąd - w jednym ze swych wątków - DS9 "Rapture" done right, ale i trochę więcej, jest jednak całościowo b. średnim odcinkiem.
Fabuła jest taka: gdy (zakochany w jakiejś pannie) Harper i Beka lecą Maru na kolejną misję wpada im do śluzy kapsuła ratunkowa (podobna zresztą do wymyślonych na potrzeby programu Space Shuttle, ale zdaje się nigdy nie użytych w praktyce). Kapsuła zawiera Perseida, który - choć jego gatunek uchodzi za pokojowy i niegroźny - rzuca się do szyi udzielającego mu pomocy Seamusa w iście wampirycznym stylu, razi go prądem uderzającym w dataport i... umiera.
Póki co zdaje się, że na ataku ucierpiało tylko ego inżyniera, tymczasem w kierunku And - na którą bohaterowie zdążyli wrócić - leci marshal (w westernach tłumaczą to zwykle na "szeryfa") Jeger, twierdząc, że Perseid był ściganym przez niego przestępcą. Dylan gotów jest dać przykład praworządności współpracując z przedstawicielem lokalnego prawa, kapitan Valentine wyraża jednak wątpliwości, twierdząc, że Jeger i jego koledzy po fachu są raczej czymś na kształt łowców nagród. Hunt nie ufa ślepo jej uprzedzeniom. postanawia nie ufać też jednak Jegerowi (zwł., że Perseid - sądząc po tatuażu - był... bibliotekarzem).
Harper tymczasem zaczyna się dziwnie zachowywać: mówi w nieznanych sobie dotąd językach, buduje coś w zapamiętaniu (jak bohater "Bliskich Spotkań..." lepiący z kartoflanego puree model góry, nie przymierzając), ma koszmarne sny przedstawiające historyczne rzezie (w wyniku czego zaczyna reagować strachem i agresją na Bema, rodaka sprawców masakr*). Można sądzić, że umierający Obcy uploadował mu do głowy jakąś potężną bazę danych. Woolvett jest znacząco gorszym aktorem od Brooksa, ale wypada to wszystko, ta ambiwalencja poczucia "boskości" płynącego z względnej wszechwiedzy i związanego z nią cierpienia, jakoś sensowniej niż w DS9.
Dylan idzie na ostentacyjną współpracę z marshalem, wydaje mu zwłoki Perseida, ale stara się wydobyć z niego jakieś informacje rozmową (przy okazji sam coś bąka o stanie Seamusa). Jeger pakuje trupa do worka, na swoim statku stwierdza jednak, że nie znalazł tego, czego szukał i wraca na Andromedę zdecydowany porwać Harpera. Zostaje jednak pokonany przez Hunta i Anasaziego, ucieka (przez ścianę, jak widać można dać bohaterom do ręki technologie jeszcze dziwniejsze niż w trekowym kanonie) i odlatuje.
Inżynier coraz bardziej zaczyna widzieć wady swojego stanu, zgadza się skorzystać z pomocy towarzyszy chcących wydobyć dane z jego mózgu (Trance wykazuje się tu zaawansowaną wiedzą naukową, o którą można by je nie posądzać na pierwszy rzut oka), ale i ustalić co jest w nich cennego dla łowcy nagród, przyjmuje też wsparcie duchowe od rev.'a, wyciszając umysł wayistyczną modlitwą/medytacją.
Tymczasem marshal przypuszcza atak na Andromedę, ponieważ dysponuje futurystyczną technologią, Harper - nie chcąc narażać współtowarzyszy - porywa Maru i leci oddać się w jego ręce, ale i odciągnąć go od And.
Trwa walka/pościg, w trakcie Trance ustala, że kluczową częścią danych wydobytych z głowy Seamusa są powszechnie dostępne obrazy masakry pod Brandenburg Tor, ale... wśród nich jest nieznana dotąd scena ukazująca jak Magogowie dokończywszy mordowania składają hołd tajemniczej humanoidalnej sylwetce (bohaterowie jeszcze nie wiedzą, że jest to The Future Guy... wróć... The Abyss), która wyraźnie wydaje im rozkazy.
Pościg się kończy sukcesem (Jeger schwytał nieszczęsnego inżyniera, ale strasznie długo usiłował dobrać się do mózgu, dylatacja czasu jak nic): Harper zostaje odbity, łowca nagród zmuszony do ucieczki z Maru na swój statek, a chwile potem - jak się zdaje - zniszczony wraz z tym statkiem.
Trance usuwa z mózgu Seamusa resztę danych, Dylan postanawia je skopiować i zachować w bezpiecznym miejscu.
Tymczasem jednak okazuje się, że Jeger jakimś cudem przetrwał, melduje jednak z przerażeniem niepowodzenie swojemu mocodawcy, którym okazuje się sam Abyss. Prosi o drugą szansę, ten jednak go bezlitośnie zabija/pochłania.
Na Andromedzie natomiast wyleczony już inżynier uświadamia sobie, że to co maniakalnie budował to replika znanego z ziemskiej historii rakietoplanu X-1.

* Wątek ów pozwala nam wniknąć w głąb psychiki Bema, który o mało nie daje się sprowokować Harperowi i jest prawie gotów go zabić, po chwili jednak, powstrzymany przez Dylana, ucieka przerażony sam sobą. Widzimy jak walczą w nim wrodzona dzikość z nabytą dobrocią i mądrością, jakim wstydem i cierpieniem napełnia go też świadomość zarówno zbrodni rodaków jak i własnych krwawych instynktów. (Psychologia postaci tradycyjnie jest mocną stroną pierwszych sezonów AND.)

Fabularnie jest to trochę groch z kapustą, bo i - jak wspomniałem - lepsza/głębsza powtórka wątku z "Rapture", i ujawnienie pewnego b. istotnego fabularnie kawałka łamigłówki, i walka ze szwarccharakterem wyglądającym jak zbieg z planu Cleopatry 2525, przez co żaden z wątków nie doczekuje się godnego rozwinięcia, niemniej warto ów epizod obejrzeć i trochę nad nim podumać. Z racji plusów 3 na 4 w skali Jammera (choć za samo wykonanie powinno być 2).

Inni o odcinku:
http://www.jammersreviews.com/andr/s1/harper2.php
http://www.cynicscorner.org/andro_1/andro_114.html
Q__
Moderator
#96 - Wysłana: 23 Lut 2013 17:03:20 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Drugi - "The Lone and Level Sands", który można nazwać żartem Zemstą Roddenberrych stanowi natomiast rzadką perełkę wśród dalszych sezonów Andromedy (klejnot niespotykanej oglądalności jak na ten serial), wyróżniając się jakością wykonania oraz stanowiąc b. inteligentny komentarz do Treka, ale i do samej AND.

Zaczyna się od tego, że Dylan, Rommie, Tyr* i Harper wracają z jakichś kolejnych negocjacji pokojowych gdy nagle prawie jednocześnie odbierają jakieś - niekoniecznie dla nich jasne - wezwanie pomocy i zostają zaatakowani przez piratów. Pomocy udziela im gigantyczny, jak się zdaje, podświetlny, statek, który wciąga Maru do swojego wnętrza, którego pierwszym oficerem (i dowódcą "komitetu powitalnego") okazuje się być... autorka wspomnianego wezwania, która prowadzi naszych bohaterów przed oblicze swojego kapitana. Dowódca ów Fehdman Metis (znakomity jak zwykle Tony Todd)

wysłuchuje - mimo, że piraci szturmują statek - autoprezentacji naszych bohaterów, odrzuca jednak ich pomoc w walce... do momentu gdy zostają bezpośrednio zaatakowani przez dokonujących abordażu przeciwników, a Dylan i jego towarzysze pokazują co potrafią. Kapitan Metis jest zwłaszcza zachwycony umiejętnościami - ale i wyglądem - Rommie.
Tu trzeba jeszcze wspomnieć o mundurach załogi w/w giganta, który zostaje zidentyfikowany przez Dylana jako wystrzelony z Ziemi przed wiekami Bellerophon. Wyglądają one TAK:

I bazują na kodzie kolorystycznym red-gold-blue, który jest dziwnie znajomy. Podobnie znajomo brzmi zdanie o jego misji ("Her mission was to gather knowledge of life and civilization to go farther and deeper into space than anyone had ever gone before").
Fedhman i Hunt dostrzegają w sobie pokrewne umysły i równie silne osobowości, wygląda też, że obaj szykują się na możliwość konfrontacji (ich wzajemna fascynacja mocno przypomina relacje Kirk-Khan ze "Space Seed"). Kapitan Bellerophona zgadza się przydzielić swojego inżyniera, Kempa, do naprawy Maru, wygląda jednak, że Dylan-i-reszta będą po prostu technicznie zmuszeni do pozostania na jego statku, bo Andromeda ich nie odnajdzie. Póki co Trance i Beka mają jednak czas ich szukać, bo statek Metisa musi przejść niezbędne naprawy i pobrać paliwo z korony pobliskiej gwiazdy.
Bohaterowie spędzają czas na rozmowach (które mają posmak badania gruntu przed konfrontacją). Nadia (pierwszy oficer) ujawnia Huntowi, że jej kapitan dobrze wie, że jego misja straciła poniekąd sens (gdy Bellerophon wciąż leciał przed siebie z podświetlną, dookoła w nadświetlnym tempie rozszerzała się, a potem upadała cywilizacja, dysponuje nawet ukrywanymi przed załogą nowocześniejszymi technologiami, których użycie może ułatwić Dylanowi i jego towarzyszom powrót na Andromedę), Dylan jednak, choć nie podoba mu się okłamywanie podwładnych nie umie powstrzymać się od podziwu wobec człowieka o woli równie silnej co jego, człowieka skłonnego wbrew wszystkiemu kontynuować swoją misję, tak jak on wbrew wszystkiemu postanowił odbudować Federację. Sam Fedhman tymczasem usiłuje uwieść Rommie, twierdzi (poznawszy jej historię lepiej), że na jego statku będzie jedyna (zamiast stanowić jedno z wcieleń Andromedy Ascendant). Ona jest także pod jego urokiem, ale odmawia, pozostanie wierna swojemu kapitanowi. Kemp znów zdaje się przy wspólnej pracy zaprzyjaźniać z Seamusem, z ciekawością wysłuchując jego opowieści o Ziemi, o tym jak potoczyła się jej historia, jak zmieniły się znane im obu miejsca.
Wreszcie faktycznie dochodzi do buntu. Nadia prowadzi wiernych sobie przeciwko kapitanowi, a Kemp - jej stronnik - zmuszony jest wziąć Harpera za zakładnika. W trakcie konfrontacji Hunt nie staje ku zaskoczeniu wszystkich, przeciw Metisowi, ba poniekąd umożliwia mu zwycięstwo, ale przekonuje go do darowania życia zrewoltowanej pierwszej oficer, ba, nakłania go nawet (co jest tym łatwiejsze, że Andromeda jednak ich znalazła) do dania załogantom wyboru: kto chce lecieć dalej, kto zaś woli wracać na Ziemię czy w inny sposób odnaleźć się w przyszłościowym społeczeństwie. Nadia i Kemp (a może i ich towarzysze) przenoszą się więc na Maru, co stanowi ich pierwszy przystanek w drodze na ojczystą planetę, a Fedhman z wiernymi sobie i programowi misji rusza w dalszą drogę pożegnawszy uprzednio Rommie, która - co znaczy tysiąc lat dla androida - obiecuje nań czekać na Ziemi, bo odwzajemniła jego uczucia.
Niedawni buntownicy nie bez niepokoju szykują się na to co ma im do zaoferowania świat potomnych, Dylan tymczasem rozmyśla nad Bellerophonem, jego misją, zgromadzonym w czasie tej misji ogromem wiedzy, nad jego dowódcą, w którym widzi bratnią - i tak samo wyrwaną ze swego czasu - duszę. Dochodzi też do wniosku, że zazdrości mu, sam bowiem jest przedstawicielem epoki w której jako oficer GF zmuszony był być na przemian żołnierzem i dyplomatą, natomiast Metis ma to szczęście, że może pozostać odkrywcą, może poświęcać się eksploracji, nawet jeśli będzie to coraz bardziej eksploracja kosmosu skolonizowanego już przez potomnych. Zazdrości mu cudów, które Fedhman już zobaczył i tych, które dopiero zobaczy.

* Tyr jest źródłem jedynej, bolesnej wady "The Lone...": ten jego wąsik... koszmar...

Co jest znamienne? Jak wspomniałem... Po pierwsze jakość: wspomniany epizod choć pochodzi z późnych, zazwyczaj beznadziejnych, sezonów AND cechuje się solidnością koncepcyjną i realizacyjną, której w Treku/post-Treku nie widzieliśmy zasadniczo od TNG i DS9, którą zaś przyniesie na nowo dopiero nBSG. (Nawet wizualnie nie jest tak fatalnie jak zwykle.) Po drugie: stanowi on znakomity przytyk pod adresem Bermana (i ewolucji Treka) przypominając, że sednem wizji Roddenberry'ego jest eksploracja, oraz ukazując - zlekceważony w FC i ENT - podświetlny okres tejże eksploracji. Mam silne wrażenie, że Majel była b. silnie zaangażowana w jego produkcję

Zasłużone 4/4 w skali Jammera.

Więcej o trekowych odniesieniach w odcinku:
http://www.streamerarchives.org/Episodes/2002_11/0 18.htm

ps. Odważyłem się skrobnąć do wspomnianego Jammera z prośbą by do swoich recenzji AND dorzucił jeszcze analizę tego jednego epizodu, bo jest tego wart.
Q__
Moderator
#97 - Wysłana: 14 Wrz 2013 03:24:51 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#98 - Wysłana: 14 Paź 2013 15:13:57
Odpowiedz 
Recenzja pierwszego sezonu AND na blu-ray'u (porównujaca ją do DS9, Blake's 7, B5 itd.):
http://www.cult.tv/index.php/reviews/blu-ray-revie ws-v15-78/item/977-andomeda-season-1-one-blu-ray-r eview
Q__
Moderator
#99 - Wysłana: 9 Sier 2015 14:29:19
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#100 - Wysłana: 29 Sier 2017 22:45:43 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Wiecie co? Przeczytałem sobie raz czy drugi recenzję VOY "Year of Hell" na EAS i tknęło mnie jak bardzo wspólny z nim schemat ma omawiany tu przeze mnie ostatni dobry odcinek AND - "The Lone And Level Sands".
Popatrzmy - w obu wypadkach załoga napotyka na statek funkcjonujący poza czasem (machina Annoraxa trafiła poza czas dosłownie, dzięki temporalnym osłonom, Bellerophon - de facto, ze względu na paradoksy einsteinowskie), w obu wypadkach statek ów ma charyzmatycznego kapitana zdolnego, mimo tej izolacji, narzucić - do czasu - dyscyplinę załodze i realizować, bez oglądania się na koszty, dość donkiszotowski, acz na swój sposób szlachetny, cel (jasne, różnica jest taka, że Annorax jest przy tym zbrodniarzem o demiurgicznych możliwościach, Metis - "tylko" nieco nawiedzonym kosmonautą), w obu wypadkach również część bohaterów głównych trafia na pokład jednostki antagonisty i zaczyna się między sobą różnić w ocenach sytuacji i wyborze preferowanych metod działania. Wreszcie... w obu wypadkach kluczowe dla rozwiązania sytuacji znaczenie zyskuje spadek poziomu lojalności podwładnych szalonego kapitana, przy czym każdorazowo w/w rozwiązanie jest szczęśliwe dla wszystkich, także dla villaina/"villaina"*.
No i oba odcinki przynoszą zauważalną dawkę, wartych pamiętania i przywoływania, skrzydlatych słów i pamiętnych scen**.

Równocześnie, mimo zastosowania identycznego schematu, są to dwie b. różne historie, dwa odmienne kawałki solidnej SF/b. dobrego Treka***. Zachowujące zdrową równowagę pomiędzy wiernością Trekowym tradycjom, a oryginalnością (oryginalnością zakorzenioną jednak w najlepszych toposach SF - w pierwszym wypadku z asimovowskiego "Końca Wieczności" rodem, w drugim - z b. starej tradycji podświetlnych latających Holendrów, której zwieńczenie stanowi benfordowe opowiadanie "Efekty relatywistyczne"). Mam nadzieję, że twórcy DSC, ORV, (solidnie przetrzebionych) fanprodukcji i oficjalnych wydawnictw ST zdołają nam jeszcze fundnąć coś na podobną miarę...

* Oczywiście, odnotować trzeba, że w dużej mierze epizody te nawiązują do "Space Seed", gdzie również mamy wyrwanego poza swój czas charyzmatycznego przeciwnika, z którym - zanim przyjdzie stawić mu czoła - można interesująco pokonwersować przy obiadku, i zakończenie (przynajmniej w danym momencie, bo TWoK potem wprowadził co wprowadził) dobre dla wszystkich.

** Wśród których istotne są te, opowiadające o tym co badguy zdążył obejrzeć po drodze (alternatywne przeszłości widziane przez Annoraxa, rzeczy jakie zbadał Metis w trakcie swej podróży).

*** Gdzie odmienność ta wynika, rzecz jasna, z odmienności postawionych w centrum fabuł naukowych konceptów, i - będącej ich pochodną - skali zajść - za pierwszym razem iście apokaliptycznej (acz jest to bardziej sugerowane, niż pokazane), za drugim - b. kameralnej.
 Strona:  ««  1  2  3  4 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Andromeda vs. Star Trek

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!