USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / ST, SW, LOTR, "Dune", "Matrix", "Conan" - adaptacje i sequele
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10 
Autor Wiadomość
mozg_kl2
Użytkownik
#271 - Wysłana: 23 Mar 2018 12:05:12
Odpowiedz 
Q__

A to też sztuka. Tak mówić żeby gadać A nic nie powiedzieć
Q__
Moderator
#272 - Wysłana: 23 Mar 2018 16:29:37
Odpowiedz 
mozg_kl2

Sztuka... Asimovowski lord Dorwin o tym wiedział:

"Odezwał się Yate Fulham:
— A w jaki to sposób doszedł pan do tego nadzwyczajnego wniosku?
— W sposób raczej prosty. Trzeba było tylko zrobić użytek z tego powszechnie lekceważonego daru, jakim jest zdrowy rozsądek. Widzicie, panowie, jest taka gałąź wiedzy, znana pod nazwą logiki symbolicznej, której można użyć dla uwolnienia języka od tego całego zbędnego balastu nic nie znaczących określeń i próżnych frazesów, który go obciąża i krępuje.
— No i co dalej?
— Zrobiłem z niej użytek. Między innymi analizując ten oto dokument. Szczerze mówiąc nie było mi to potrzebne, ponieważ i bez tego dobrze wiedziałem, o co w nim chodzi, ale sądzę, że pięciu fizyków zrozumie to lepiej, jeśli wyrazi się to symbolami.
Hardin wyjął kilka kartek z bloku, który trzymał pod pachą, i rozpostarł na stole.
— Nawiasem mówiąc, nie ja to zrobiłem — powiedział. — Jak widzicie, pod tymi analizami podpisał się Muller Holk z Wydziału Logiki.
Pirenne uniósł się nieco z miejsca i przechylił przez stół, aby lepiej widzieć. Hardin mówił dalej:
— Naturalnie, pismo z Anakreona to prosta sprawa, bowiem jego autorzy są ludźmi czynu, nie pióra. Jego treść sprowadza się do kategorycznego żądania, które symbolicznie można przedstawić tak, jak to tu widzicie. Mówiąc krótko — znaczy to: Albo w ciągu tygodnia dacie nam to, czego chcemy, albo tak wam dołożymy, że się nie pozbieracie i weźmiemy to sami.
Hardin umilkł, a pięciu członków Zarządu studiowało w milczeniu rzędy symboli. W końcu Pirenne usiadł i chrząknął z zakłopotaniem.
— No i co, doktorze, jest tam jakieś wyjście? — zapytał Hardin.
— Wydaje się, że nie.
— W porządku — Hardin wyjął inną kartkę. — Macie teraz przed sobą kopię traktatu, który Imperium zawarło z Anakreonem — nawiasem mówiąc, traktat podpisany jest w imieniu imperatora przez tego samego lorda Dorwina, który był tu w ubiegłym tygodniu — a tu jest jego symboliczna analiza. Tekst traktatu zajmował bite pięć stron druku, natomiast na nabazgranie jego analizy wystarczyło Holkowi mniej niż pół strony. — Jak widzicie, panowie, gdzieś około dziewięćdziesięciu procent tekstu zostało w wyniku analizy odrzucone jako pozbawione znaczenia, a to, co pozostało, można opisać w taki oto interesujący sposób: Zobowiązania Anakreona względem Imperium — żadne! Władza Imperium nad Anakreonem — żadna!
I znów pięć głów pochyliło się nad kartką, sprawdzając poprawność wywodu i jego zgodność z tekstem traktatu, a kiedy wreszcie dobiegło do końca, Pirenne rzekł zafrasowanym głosem:
— Wydaje się, że analiza jest poprawna.
— Przyznajecie zatem, że ten traktat to nic innego jak tylko deklaracja całkowitej niezależności Anakreona i uznanie tego faktu przez Imperium?
— Wydaje się, że jest tak w istocie.
— I myślicie, że Anakreon nie wie o tym i nie pragnie potwierdzić swej niezależnej pozycji? I to w taki sposób, żeby było jasne dla wszystkich, że drwi sobie z gróźb Imperium? Szczególnie w sytuacji, kiedy jest sprawą oczywistą, że Imperium jest zbyt słabe, by zrealizować jakąkolwiek z tych gróźb. Bo przecież w przeciwnym razie nigdy by się nie zgodziło na niepodległość Anakreona.
— Jak zatem — wtrącił się Sutt — może burmistrz Hardin wyjaśnić zapewnienia lorda Dorwina o poparciu Imperium dla nas? Wydają się one… — wzruszył ramionami — no więc, wydają się one zadowalające.
Hardin opadł na krzesło.
— Wiecie, że to najciekawsze w tej sprawie. Przyznam się, że kiedy po raz pierwszy spotkałem szanownego miałem go za skończonego durnia… ale okazało się, że jest naprawdę doskonałym dyplomatą i niezwykle sprytnym facetem. Pozwoliłem sobie nagrać wszystkiego jego wypowiedzi.
W tym momencie wśród zebranych zapanowało poruszenie, a Pirenne skrzywił się z niesmakiem.
— No, i co się stało? — spytał Hardin. — Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że było to karygodnym pogwałceniem praw gościnności i że nie zrobiłby tego żaden tak zwany gentleman. Zdaję sobie też sprawę z tego, że gdyby jego lordowska mość zorientował się w tym, mogłoby to mieć nieprzyjemne konsekwencje… Ale się nie zorientował, a ja mam nagrania i nie ma o czym mówić. Kazałem spisać ich treść i również wysłałem Holkowi do analizy.
— A gdzie ta analiza? — spytał Lundin Crast.
— To jest właśnie najciekawsze — odparł Hardin. — Była to pod każdym względem najtrudniejsza ze wszystkich trzech analiz. Kiedy po dwóch dniach wytężonej pracy udało się Holkowi wyeliminować wszystkie nic nie znaczące frazesy, zbyteczne zastrzeżenia i ogólnikowe sformułowania, okazało się, że nic nie zostało. Wszystko było wykreślone. Lord Dorwin, panowie, w czasie pięciu dni rozmów nie powiedział dosłownie nic, co miałoby jakieś znaczenie, a zrobił to tak umiejętnie, że nikt się w ogóle nie zorientował. Oto są te gwarancje, które dało wam wasze nieocenione Imperium."


"Fundacja"
mozg_kl2
Użytkownik
#273 - Wysłana: 12 Kwi 2018 10:35:22
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#274 - Wysłana: 12 Kwi 2018 12:49:12 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
upadek-gondolinu- przeczytamy-jeszcze-jedna-ksiazke-j-r-r-tolkiena

Strasznie przepaściste te tolkienowskie szuflady, coraz łatwiej snuć spiskowe teorie, że Christopher dopisuje, ale... chyba sięgnę po ten "Upadek...", zawsze byłem ciekaw tej historii, którą dotąd znałem tylko w lakonicznym streszczeniu z "Silmarillionu":

"Mówiliśmy już, że brat Hurina, Huor, poległ w Bitwie Nieprzeliczonych Łez; zimą tego samego roku jego żona Riana powiła w puszczy Mithrimu syna imieniem Tuor, którego wziął na wychowanie Annael, jeden z Elfów Szarych zamieszkujących jeszcze góry w tej krainie. Kiedy Tuor miał lat szesnaście, elfowie postanowili opuścić swoje dotychczasowe siedziby w jaskiniach Androth i przenieść się ukradkiem na odległe południe do Przystani Sirionu, lecz nie uszli daleko, gdy ich napadli orkowie i Easterlingowie. Tuor wzięty do niewoli stał się jeńcem Lorgana, wodza Easterlingów w Hithlumie.
Po trzech latach zbiegł z niewoli, wrócił do jaskiń Androth i żyjąc tam samotnie potrafił wyrządzić tyle szkód Easterlingom, że Lorgan naznaczył cenę na jego głowę.
Przez cztery lata pędził tam życie pustelnicze i zbójnickie, potem jednak Ulmo postanowił wyprowadzić go z ziemi jego ojców, ponieważ upatrzył sobie Tuora na narzędzie własnych zamysłów; Tuor opuścił więc znowu jaskinie Androth i ruszył tym razem na zachód przez Dor-lomin i trafił do Annon-in-Gelydh, Bramy Noldorów, którą lud Turgona zbudował przed wiekami, gdy jeszcze przebywał w Newaście. Ciemny tunel prowadził pod górami do Kirith Ninniach, Żlebu Tęczy, którym rwący potok spływał do zachodniego morza. Dzięki temu nikt nie zauważył ucieczki Tuora, ludzie ani orkowie, i wieść o tym nie dotarła do uszu Morgotha.
Gdy Tuor przybył do Nevrastu, zobaczył Belegaer, Wielkie Morze, a jego głos i tęsknota do niego pozostała Tuorowi na zawsze w uszach i sercu; odtąd nigdy nie opuścił Tuora niepokój, który w końcu zaprowadził go w głębiny królestwa Ulma. Przebywał w Newaście samotnie, a tymczasem lato przemijało i zbliżała się zagłada Nargothrondu; dopiero jesienią ujrzał siedem wielkich łabędzi lecących na południe i zrozumiał, że to jest znak, na który od dawna wyczekiwał, poszedł więc brzegiem morza śladem ich lotu. W ten sposób zawędrował wreszcie do opuszczonego dworu Vinyamar pod górą Taras i tam znalazł tarczę, kolczugę, miecz i hełm, zostawione przez Turgona na rozkaz Ulma przed wiekami.
Ubrał się w ten rynsztunek i zszedł na brzeg morza. Potężna burza nadciągała właśnie od zachodu, a wśród burzy ukazał się Ulmo, Władca Mórz, w całym majestacie i przemówił do Tuora stojącego na brzegu. Kazał mu odejść z tego kraju i szukać ukrytego królestwa Gondolinu; dał mu też wielki płaszcz, by okrywał go cieniem przed oczyma nieprzyjaciół.
Lecz rankiem po burzy Tuor spotkał pod murami Vinyamaru pewnego elfa. Był to Voronwe, syn Aranwego z Gondolinu; należał on do załogi ostatniego statku wysłanego przez Turgona na Zachód.
Gdy statek zawróciwszy w końcu z pełnego morza znalazł się już tak blisko Śródziemia, że widać było jego wybrzeże, rozszalała się straszliwa burza i wszyscy żeglarze utonęli z wyjątkiem Voronwego, którego Ulmo ocalił i wyrzucił z fal na ląd w pobliżu Vinyamaru. Voronwe dowiadując się ze zdumieniem, jaki rozkaz otrzymał Tuor od Władcy Wód, zgodził się być jego przewodnikiem do tajemnych bram Gondolinu. Ruszyli więc razem w drogę, a że Sroga Zima tego roku nadciągnęła właśnie od północy, z wielkim trudem wędrowali na wschód wzdłuż podnóży Gór Cienia.
Doszli wreszcie nad rozlewiska Ivrin i z bólem ujrzeli spustoszenie, jakiego dokonał przelatując tędy smok Glaurung; a gdy tak na to miejsce patrzyli, zauważyli spieszącego na północ wysokiego człowieka w czerni, z czarnym mieczem u pasa. Nie wiedzieli jednak, kto to być może, nie mieli też pojęcia o tym, co się wydarzyło na południu; nieznajomy minął ich bez słowa i oni też go nie zagadnęli.
Dzięki sile, której im udzielił Ulmo, dotarli do ukrytych drzwi Gondolinu i przez tunel doszli do wewnętrznej bramy, gdzie ich zatrzymały straże. Zaprowadzono ich potężnym jarem Orfalch Echor zamkniętym siedmiu bramami i postawiono przed obliczem Ektheliona znad Źródeł, strażnika Głównej Bramy znajdującej się u górnego końca stromej drogi; wtedy dopiero Tuor zrzucił płaszcz, aby po zbroi, którą znalazł w Vinyamarze, poznano, że naprawdę przysłał go do Gondolinu sam Ulmo. Wtedy też Tuor ujrzał przepiękną doliną niby zielony klejnot w oprawie otaczających ją gór, a w dali na skalistym cokole Amon Gwarem, wspaniały ogród o siedmiu imionach, Gondolin, który sławą rozgłaszaną w pieśniach góruje nad wszystkimi miastami elfów po tej stronie Wielkiego Morza. Na rozkaz Ektheliona z wież broniących Głównej Bramy zagrzmiały trąby, a echo rozniosło ich granie wśród gór. Odpowiedział im daleki, lecz wyraźny głos trąb z białych murów grodu, zabarwionych różowym brzaskiem wstającym właśnie nad równiną.
Tak więc syn Huora przebył konno dolinę Tumladen, przekroczył bramę Gondolinu, po szerokich schodach zaprowadzony został wreszcie do Królewskiej Wieży, zobaczył wizerunki Dwóch Drzew Valinoru i stanął przed Turgonem, synem Fingolfina, Najwyższym Królem Noldorów, przy którym z prawej strony stał jego siostrzan, Maeglin, a z lewej siedziała córka, Idril Kelebrindal. Wszyscy obecni zdumieli się, gdy Tuor przemówił, nie mogąc uwierzyć, że to jest głos jednego ze śmiertelnych ludzi, gdyż syn Huora wypowiedział słowa, które Władca Wód włożył mu w usta w tej godzinie. Ostrzegł Turgona, że wkrótce już spełni się Wyrok Mandosa, kiedy to wszystkie dzieła Noldorów zostaną zniszczone. Prosił, żeby król opuścił swój piękny i potężny gród, który zbudował, i aby pospieszył z biegiem Sirionu ku morzu.
Turgon długo rozmyślał o tych radach Ulma i przypomniał sobie, co mu powiedział Król Morza w Vinyamarze: „Nie rozmiłuj się nad miarę w dziełach własnych rąk ani w pragnieniach swojego serca. Pamiętaj, że prawdziwa nadzieja Noldorów leży na Zachodzie i przychodzi zza Morza". Lecz Turgon urósł w dumę, a Gondolin zdawał się piękny jak wspomnienie Tirionu, miasta elfów w Valinorze; król wciąż jeszcze ufał w tajemnicę i siłę swej niezdobytej twierdzy i nawet Valar nie mógł w nim zachwiać tej wiary. Przy tym po bitwie Nirnaeth Amoediad lud Gondolinu pragnął nie mieszać się nigdy więcej do spraw elfów i ludzi spoza swojego królestwa i nie chciał myśleć o trudach oraz niebezpieczeństwach powrotu na Zachód. Zamknięci w murach niedostępnych i zaczarowanych gór nie dozwalali, by ktoś obcy wszedł do ich królestwa, nawet gdyby to był zbieg z więzień Morgotha, ścigany jego nienawiścią. Wieści z krajów położonych poza kręgiem ich gór dochodziły do nich wyblakłe i ściszone przez oddalenie i mieszkańcy Gondolinu niezbyt się nimi przejmowali.
Szpiedzy Angbandu daremnie szukali ich tajemnego królestwa, było ono jak gdyby legendą i tajemnicą, której nikt nie mógł przeniknąć.
Na radzie królewskiej Maeglin występował przeciwko Tuorowi, a jego słowa miały tym większą wagę, że zgadzały się z najgłębszymi pragnieniami Turgona; tak więc król ostatecznie odrzucił wezwanie Ulma i nie przyjął jego rad. Lecz w przestrodze Valara usłyszał echo słów wypowiedzianych przed wiekami, zanim Noldorowie opuścili wybrzeże Aramanu, i lęk przed zdradą obudził się w jego sercu.
Dlatego w tym czasie kazał zawalić głazami wejście do tajemnych drzwi w Górach Okrężnych i odtąd aż do końca istnienia grodu nikt tamtędy nie wyszedł ani nie wszedł, czy to w pokojowych, czy wojennych zamiarach. Thorondor, Władca Orłów, przyniósł wiadomość o upadku Nargothrondu, potem zaś o śmierci Thingola i jego spadkobiercy, Diora, i o zniszczeniu Doriathu, lecz Turgon zamykał uszy na skargi dobiegające z zewnętrznego świata i poprzysiągł, że nigdy więcej nie ruszy na wojnę u boku któregokolwiek z synów Feanora; swojemu ludowi zabraniał też wychodzić poza pierścień gór.
Tuor pozostał w Gondolinie, urzeczony szczęściem i pięknem grodu oraz mądrością jego mieszkańców; skrzepił się tutaj na ciele i umyśle i do głębi poznał dzieje elfów żyjących na wygnaniu. Pozyskał serce królewny i nawzajem ją pokochał, nieświadomy nienawiści wrzącej w duszy Maeglina, który nad wszystko w świecie pragnął zdobyć dla siebie Idril, jedyną dziedziczkę króla Gondolinu. Lecz Tuor był w tak wielkich łaskach u króla, że gdy po siedmiu latach pobytu w Gondolinie poprosił o rękę królewny, Turgon nie odmówił mu tego zaszczytu, bo chociaż nie chciał usłuchać rady Ulma, zrozumiał, że los Noldorów jest spleciony z wysłannikiem Władcy Wód; nie zapomniał też słów, które Huor wypowiedział, zanim wojska Gondolinu wycofały się po Bitwie Nieprzeliczonych Łez.
Wyprawiono wspaniałe i radosne gody, bo Tuor zdobył miłość całego ludu z wyjątkiem Maeglina i jego skrytych popleczników; tak oto po raz drugi więź małżeństwa połączyła plemię elfów z rodzajem ludzkim.
Wiosną następnego roku urodził się w Gondolinie Earendil Półelf, syn Tuora i Idril Kelebrindal; stało się to w pięćset trzy lata po przybyciu Noldorów do Śródziemia. Earendil był niezrównanie piękny, gdyż twarz jego jaśniała światłem niebiańskim; miał urodę i mądrość Eldarów, a zarazem siłę i hart dawnych ludzi; Morze przemawiało zawsze do jego uszu i serca, tak samo jak do uszu i serca jego ojca, Tuora.
Q__
Moderator
#275 - Wysłana: 12 Kwi 2018 13:09:32
Odpowiedz 

Dni płynęły wciąż jeszcze w radości i pokoju; nikt nie wiedział, że Morgoth nareszcie odkrył, w jakiej części Beleriandu leży Ukryte Królestwo, a wyjawił mu ten sekret mimo woli Hurin, gdy zatrzymał się przed Górami Okrężnymi i nie mogąc znaleźć wejścia do tunelu, krzykiem rozpaczy wzywał Turgona. Od tego dnia myśli Morgotha nieustannie były skierowane na górzystą krainę pomiędzy przełęczą Anach a górnym biegiem Sirionu, gdzie jego słudzy nigdy nie przeniknęli. Lecz w dalszym ciągu żaden jego szpieg ani stwór z Angbandu nie zdołał się tam przedostać dzięki czujności orłów, a Morgoth nie mógł urzeczywistnić swoich zamiarów. Lecz serce mądrej, dalekowzrocznej Idril Kelebrindal nękały niespokojne myśli, a złe przeczucia osnuwały niby chmura jej duszę. Toteż królewna w tym czasie zarządziła budowę tajemnej drogi prowadzącej z grodu w dół, a potem pod powierzchnią równiny daleko za mury, na północ od Amon Gwareth. Dopilnowała, aby o tej nowej drodze nikt nie wiedział prócz garstki najbardziej zaufanych i żeby wiadomość o niej nie doszła do uszu Maeglina.
Ale pewnego dnia, gdy Earendil był jeszcze małym chłopcem, Maeglin zaginął. Maeglin, jak już mówiliśmy, zajmował się ze szczególnym zamiłowaniem górnictwem i poszukiwaniem kruszców; był mistrzem i zwierzchnikiem elfów wydobywających w odległych od grodu górach materiały do różnych wyrobów służących czy to pokojowym, czy wojennym potrzebom. Często z najbliższymi towarzyszami zapuszczał się poza krąg gór, lecz król Turgon nic nie wiedział o tym łamaniu jego zakazu. Tak się więc stało, że z wyroku losu Maeglin wpadł kiedyś w ręce orków, którzy go zawlekli do Angbandu. Maeglin nie był słabeuszem ani tchórzem, ale grożono mu tak okrutnymi torturami, że załamał się i, aby kupić sobie życie i wolność, wyjawił Morgothowi, gdzie się znajduje Gondolin i jakimi drogami można tam trafić, by zaatakować Ukryte Królestwo.
Morgoth, niezmiernie uradowany, przyrzekł Maeglinowi, że po zdobyciu Gondolinu osadzi go tam jako swojego wasala i da mu Idril Kelebrindal za żonę. Albowiem miłość do Idril i nienawiść do Tuora przyczyniły się także do zdrady popełnionej przez Maeglina, najhaniebniejszej w historii Dawnych Dni. Morgoth odesłał go z powrotem do Gondolinu, aby jego zniknięcie nie obudziło żadnych podejrzeń i aby Maeglin znajdując się wewnątrz królestwa mógł tym skuteczniej przyczynić się do jego podboju, gdy wybije godzina napaści. Znowu więc Maeglin przebywał na dworze króla Turgona z uśmiechem na twarzy i nienawiścią w sercu, a chmura troski gęstniała w duszy Idril.
Earendil miał siedem lat, gdy Morgoth ukończył przygotowania do wojny i nasłał na Gondolin swoich Balrogów oraz bandy orków i wilkołaków, a wraz z nimi smoki, pomiot Glaurunga, liczne teraz i straszliwe. Napastnicy wtargnęli od północy, gdzie góry były najwyższe, a straże mniej czujne, a przyszli nocą, w wigilię wielkich uroczystości, gdy cały lud Gondolinu wyległ na mury oczekując wschodu słońca, aby odśpiewać pieśni na jego powitanie; przypadło bowiem tego dnia święto zwane Bramami Lata. Lecz czerwona łuna zamiast od wschodu ukazała się na północy i nieprzyjaciel nie napotykając żadnej przeszkody dotarł pod same mury Gondolinu, obiegł gród, nie pozostawiając nadziei jego mieszkańcom.
„Pieśń o upadku Gondolinu" wiele opowiada o czynach desperackiej odwagi, jakich dokonywali wodzowie, przedstawiciele najznakomitszych rodów, i podwładni im wojownicy, między innymi Tuor; mówi też o bitwie Ektheliona znad Źródeł z wodzem Balrogów Gothmogiem, stoczonej na królewskim dziedzińcu; o pojedynku, w którym przeciwnicy nawzajem zadali sobie śmierć, o tym, jak lud i dworzanie królewscy bronili wieży Turgona, dopóki nie runęła, grzebiąc króla pod gruzami potężnych murów.
Tuor chciał wyprowadzić Idril z miasta, zanim do niego wtargną bandy łupieżców, lecz okazało się, że Idril i Earendilem już zawładnął Maeglin, i Tuor musiał z nim walczyć na murach grodu; zepchnął go w końcu z takim rozmachem, że ciało Maeglina trzykroć odbiło się od skalistego zbocza Amon Gwareth, zanim spadło w płomienie szalejące w dole. Wtedy Tuor i Idril zgromadzili tylu niedobitków, ilu mogli zwołać wśród zamętu i ognia, i wyprowadzili ich tajemną drogą, którą Idril zawczasu przygotowała; dowódcy nieprzyjacielskich wojsk nic o tej drodze nie wiedzieli i nie przypuszczali, by ktokolwiek próbował uciekać z grodu w stronę północy, gdzie piętrzyły się góry najwyższe i skąd było najbliżej do Angbandu. Dymy pożarów i para z pięknych źródeł, wysychających w płomieniach szerzonych przez smoki z północy, osnuwały dolinę Tumladen żałobną chmurą, co ułatwiło ucieczkę Tuorowi i jego towarzyszom, gdy po wyjściu z tunelu musieli przebiec spory kawał otwartego terenu aż do podnóży gór.
Udało im się to niemal beznadziejne przedsięwzięcie i wspinali się dalej w trudzie i męce, bo na takich wysokościach góry ziały chłodem i grozą, a wśród uciekinierów było wielu rannych oraz kobiety i dzieci.
Musieli przejść straszliwą przełęcz Kirith Thoronath, zwaną Żlebem Orłów, gdzie wąska ścieżka wiła się w cieniu najwyższych szczytów; po prawej stronie piętrzyła się nad nią ogromna ściana skalna, po lewej otwierała się niezgłębiona przepaść. I tu właśnie gromadka rozciągnięta w długą pojedynczą kolumnę wpadła w zastawioną przez orków zasadzkę, Morgoth bowiem rozstawił straże wszędzie w Górach Okrężnych; orkowie mieli też z sobą Balroga. Zbiegowie znaleźli się w straszliwym położeniu, i nie ocaliłoby ich nawet męstwo złotowłosego Glorfindela, wodza rodu Złotego Kwiatu z Gondolinu, gdyby w ostatniej chwili nie przyleciał na ratunek Thorondor.
Wiele pieśni opiewa pojedynek, który Glorfindel stoczył z Balrogiem na skale pośrodku tej górskiej ścieżki. Obaj runęli w przepaść, lecz w tym momencie orły spadły z nieba na orków, którzy z wrzaskiem przerażenia zaczęli się cofać i albo zginęli na ścieżce, albo zabili się spadając w kamienną otchłań, tak że ani jeden nie uszedł z życiem i wieść o ucieczce garstki ocalonych z Gondolinu nieprędko doszła do uszu Morgotha. Thorondor podniósł z dna przepaści ciało Glorfindela i pogrzebano je pod kamiennym kurhanem przy ścieżce; kurhan porósł z czasem zieloną murawą i żółte kwiaty jaśniały na nim pośród nagich głazów aż do czasu, gdy świat się cały odmienił.
Tak pod przewodem Tuora, syna Huora, garstka ocalonych mieszkańców przeprawiła się przez góry i zeszła w Dolinę Sirionu, a potem, w trudzie i wśród niebezpieczeństw uciekając na południe, dotarła wreszcie do Nan-tathren, Krainy Wierzb, dzięki mocy Ulma, który jeszcze panował nad Sirionem i otaczał ich opieką. Tam odpoczywali czas jakiś, gojąc rany i otrząsając się ze znużenia, lecz nie było leków na ich boleść. Uczcili uroczystością żałobną pamięć Gondolinu i elfów tam zabitych: dziewcząt, kobiet i wojowników królewskich. Ułożyli też wiele pieśni ku czci umiłowanego Glorfindela i śpiewali je pod wierzbami u schyłku owego roku. Tuor ułożył też dla swego syna Earendila pieśń o swoim spotkaniu z Ulmem, Władcą Wód, na wybrzeżu Nevrastu, a tęsknota do morza przebudziła się zarówno w sercu ojca, jak i syna. Toteż wkrótce potem Idril i Tuor opuścili Nan-tathren i ruszyli z biegiem rzeki na południe, ku morzu, i osiedlili się przy ujściu Sirionu, a towarzyszący im lud połączył się z gromadką otaczającą Elwingę, córkę Diora, która nieco wcześniej tam się schroniła, uciekając z Doriathu. Gdy nad zatokę Balar doszła wieść o upadku Gondolinu i śmierci Turgona, obwołano Ereiniona Gil-galada, syna Fingona, Najwyższym Królem Noldorów w Śródziemiu.
Morgoth wszakże mniemał, że osiągnął pełny tryumf, lekce sobie ważąc synów Feanora oraz ich przysięgę, która, jak dotąd, zamiast mu szkodzić, obracała się zawsze na pożytek jego planów. Śmiał się więc w głębi swego czarnego serca i nie żałował straty jednego Silmarila, licząc, że za sprawą tego klejnotu resztki Eldarów znikną ze Śródziemia i przestaną go niepokoić. Jeśli wiedział o garstce niedobitków osiedlonych w ujściu Sirionu, nie zdradzał tego niczym, czekając na sposobną godzinę i ufając, że z czasem przysięga i kłamstwa dokonają niszczycielskiego dzieła. Ale nad Sirionem i na wybrzeżu rozrastał się lud elfów, ocalonych z Gondolinu i Doriathu; przyłączyli się do nich żyjący nad Balarem żeglarze Kirdana i nauczyli pływać po morzu oraz budować okręty; skupiali się jak najbliżej wybrzeża Arvernien, chronionego przez cień ręki Ulma.
Podobno w tym czasie Ulmo wybrał się z głębin morskich do Valinoru, by opowiedzieć Valarom o niedoli elfów; próbował dla nich wyjednać przebaczenie i ratunek, aby się mogli uwolnić od przemocy Morgotha i odzyskać Silmarile, z których teraz jeden tylko promieniował światłem Szczęśliwych Dni z czasów, gdy Dwa Drzewa jeszcze świeciły w Valinorze. Lecz Manwe pozostał niewzruszony i nie ma pieśni, która by odsłaniała jego tajne zamysły.
Mędrcy powiadali, że czas jeszcze nie dojrzał i że tylko ktoś, kto by we własnej osobie przyszedł bronić sprawy zarówno elfów, jak ludzi i błagał o odpuszczenie im win i ulitowanie się nad ich nieszczęściem, mógłby odmienić wyroki Możnych; przysięgi Feanora może nawet sam Manwe nie mógł rozwiązać, dopóki nie została spełniona i dopóki synowie Feanora nie wyrzekliby się Silmarilów, do których posiadania dążyli tak bezwzględnie. Światło Silmarilów było bowiem dziełem Valarów.

Tuor już wtedy czuł brzemię starości, a serce coraz silniej go ciągnęło ku głębinom morza. Zbudował więc duży statek i nazwał go „Earrame", co znaczy Skrzydło Morza, po czym wraz z Idril pożeglował w stronę zachodzącego słońca i Amanu i już nie pojawił się więcej w opowieści ani w pieśni. Ale po latach zaczęto śpiewać o nim, że jako jedyny spośród śmiertelników zaliczony został do Pierworodnych i włączony między Noldorów, których kochał, i że przypadł mu los odmienny niż reszcie rodzaju ludzkiego."


Tym bardziej, że J.R.R.T. zawsze podkreślał jaki naj-naj-naj był ów Gondolin. I jeszcze to znaczenie jego nazwy - Skała Muzyki Wód, to musiało być b. poetyckie miejsce.
mozg_kl2
Użytkownik
#276 - Wysłana: 12 Kwi 2018 13:48:17
Odpowiedz 
Q__:
Strasznie przepaściste te tolkienowskie szuflady, coraz łatwiej snuć spiskowe

No jak na trupa Tolkien jest dość plodny. Ściga się z Herbertem. Acz znajomy fan tolkiena mówi że materiału jest jeszcze na 20 książek. Nawet jeśli coś dopisuje to szkoda aby leżało to w szafie.
mozg_kl2
Użytkownik
#277 - Wysłana: 24 Maj 2018 07:40:04
Odpowiedz 
Dreamweb
Użytkownik
#278 - Wysłana: 24 Maj 2018 09:19:39
Odpowiedz 
mozg_kl2
Ja pamiętam Barbariana, który oficjalnie Conanem nie był, ale się nim inspirował.

https://en.wikipedia.org/wiki/Barbarian:_The_Ultim ate_Warrior

Była to bodaj pierwsza bijatyka, w której można było obciąć przeciwnikowi głowę. W tym sensie to taki protoplasta Mortal Kombat.
mozg_kl2
Użytkownik
#279 - Wysłana: 6 Lip 2018 07:45:17
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#280 - Wysłana: 6 Lip 2018 09:32:12 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
dostaniemy-nowa-gre-z-conanem-prawdopodobnie-bed zie-to-rts

Co prawda materiał wyjściowy jest (w końcu Conan tron sobie zdobywał, a potem go utrzymał), ale pomysł by grę o muskularnym Cymmerianinie osadzić akurat w tej konwencji wydaje się karkołomny...
mozg_kl2
Użytkownik
#281 - Wysłana: 17 Lip 2018 12:44:39
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#282 - Wysłana: 17 Lip 2018 13:41:23 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
kogo-zagra-nominowany-do-oscara-tim othee-chalamet

Jakiś taki chłopaczkowaty, ale na niektórych zdjęciach podobny do MacLachlana z czasów, gdy tenże grał u Lyncha, pewno to zdecydowało. Przy czym nie jestem jakoś mocno na nie (ani na tak), bo prawdę mówiąc nie kojarzę go z żadnej roli (czytam, że wystąpił w "Interstellarze", ale nie rzucił mi się tam w oczy; słyszałem, że niedawno grał w głośnym filmie*, ale tego filmu jeszcze nie widziałem). Znaczy: ocenię na ile nadawał się do roli po tym jak zagra (o ile faktycznie go obsadzą).

* http://pl.wikipedia.org/wiki/Tamte_dni,_tamte_noce
Doctor_Who
Użytkownik
#283 - Wysłana: 3 Paź 2018 09:43:22 - Edytowany przez: Doctor_Who
Odpowiedz 
https://www.theverge.com/2018/10/2/17928400/amazon -video-robert-jordan-wheel-of-time-neil-gaiman

Koło Czasu i Władca Pierścieni? Czy Amazon udźwignie dwie wielkie serie fantasy?
Q__
Moderator
#284 - Wysłana: 3 Paź 2018 12:33:51
Odpowiedz 
Doctor_Who

Doctor_Who:
Koło Czasu i Władca Pierścieni

Powątpiewam czy im to wyjdzie... Nowy LotR będzie ciągnąć w dól wtórność (w końcu czy da się wiele wycisnąć z tej historii tego, czego Jackson nie zdołał?), Koło... znów słynne jest z popadania na pewnym etapie w nudę i rozwlekłość (co z drugiej strony gwarantuje,m że potencjalnego materiału na dłuugo starczy). Poza tym pamiętamy jak skończyły Kroniki Shannary...
Doctor_Who
Użytkownik
#285 - Wysłana: 3 Paź 2018 14:14:26
Odpowiedz 
Q__

Q__:
Nowy LotR będzie ciągnąć w dól wtórność (w końcu czy da się wiele wycisnąć z tej historii tego, czego Jackson nie zdołał?)

Chyba jednak nowy LotR będzie prequelem rozbudowującym świat, nie powtórką z Jacksona:

https://arstechnica.com/gaming/2017/11/amazon-will -run-a-multi-season-lord-of-the-rings-prequel-tv-s eries/

Natomiast co do zmiany dotychczas b. rygorystycznego podejścia spadkobierców JRRT - Dopóki te seriale, prequele, spin-offy będą należeć do szuflady "adaptacja/dzieło oparte na motywach" to moim zdaniem problemu nie ma, zawsze je można będzie zignorować, natomiast jeśliby zaś miałoby to przybrać formę oficjalnego, przez Tolkien Estate uznanego Expanded Universe, wtedy rzeczywiście zapaliłaby mi się czerwona lampka. Ale mam nadzieję, że do tego nie dojdzie.
Q__
Moderator
#286 - Wysłana: 3 Paź 2018 14:54:59 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Doctor_Who

Doctor_Who:
Chyba jednak nowy LotR będzie prequelem rozbudowującym świat, nie powtórką z Jacksona

Pamiętam, była o tym mowa... Tylko co to właściwie znaczy? Zekranizują wątki "Silmarillionu", albo którychś z "Opowieści"? Będą dowolnie fantazjować, dokładając swoje do oryginału (co w "Hobbicie" się nie sprawdziło)?
I jaki w ogóle - poza marketingowym - sens ma dawanie LotR do tytułu w takim razie? Bo jeśli wskazuje na to, co myślę - czyli direct prequel ekranowej trylogii, bazujący na wydumkach scenarzystów (kręcących się wokół zdobycia tronu Angmaru przez głównego Nazgula i wędrówek Aragorna np.), to czarno to widzę...
MarcinK
Użytkownik
#287 - Wysłana: 12 Paź 2018 09:21:44
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#288 - Wysłana: 12 Paź 2018 12:51:46
Odpowiedz 
MarcinK

MarcinK:
Netflix-stwo rzy-prequel-Ciemnego-Krysztalu-przy-uzyciu-tradycy jnych-kukielek

Powiem tak... Potencjalnie: "Yay!", ale wszystko zależy od tego kto kukiełki zrobi i scenariusz napisze...
MarcinK
Użytkownik
#289 - Wysłana: 21 Paź 2018 19:36:20
Odpowiedz 
mozg_kl2
Użytkownik
#290 - Wysłana: 12 Gru 2018 08:02:56
Odpowiedz 
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / ST, SW, LOTR, "Dune", "Matrix", "Conan" - adaptacje i sequele

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!