USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / ST, SW, LOTR, "Dune", "Matrix", "Conan" - adaptacje i sequele
 Strona:  1  2  3  4  5  6  7  8  9  »» 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#1 - Wysłana: 16 Sty 2008 14:09:57 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
W TYM OTO wątku
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=2&topic=1621&page=19#24
za sprawą Borloga powstał ciekawy OT na temat kontynuacji i adaptacji klasycznych dzieł światowej fantastyki

OT ten został zakończony w tym miejscu na wniosek waterhouse'a
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=2&topic=1621&page=20#2

Lecz niniejszy wątek może posłużyć jego kontynuacji.
Q__
Moderator
#2 - Wysłana: 16 Sty 2008 14:11:01
Odpowiedz 
Teraz moja odpowiedź:

Picard

Ale obraz Jacksona jest absolutnie fantastyczny tak pod wzgledem wizualnym jak i tresciowym- nic dziwnego skoro przedstawia on prawie w kazdej scenie to co najlepsze z klasyka literatury fantasy!

Nie wiem czy jest aż taki super-hiper, ale niewątpliwie jest najlepszym z dotąd nakręconych filmów fantasy.

Nie przypominam sobie jak ta kwestia została przedtswiona w ksiazce ale to jeszcze nie takie wielkie odstepstwo, ktore jest zgodne z chrakterem postacii.

Zgodne z charakterem, że szlachetny król bezbronnych zabija?

A co w nim złego? Troche groźny, trochę śmieszny- podobny nieco w zachowaniu i chrakterze do Worfa.

No właśni zgodzę się z Borlogiem, że jednak nieco zbyt śmieszny, a za mało grożny...

Tu juz musze wyraźić stanowczy sprzeciw! Władca... był ostatnim wielkim filmem za oceanu, ktory łaczył klase i kasę.

Jedno nie wyklucza drugiego. Ostatni z wielkich może też być protoplastą "karzełków".

Ale tego ostatecznie nie było nie wiem czemu wiec sie uskarżasz na cos co sie w filmie nie pojawiło?



Doctor_Who

Jeśli mówisz o powieściach Andersona - zgadzam się.

Co to tych gniotów absolutna zgoda (choć iminiserialom trochę do zadowalającego poziomu brakowło.)

Natomiast film Lyncha (akurat powstał jeszcze przed śmiercią Herberta) uważam za arcydzieło. Może i zawiera pewne przekłamania w stosunku do oryginału, ale za to ma pewien KLIMAT, którego nie udało się imho uchwycić w wersji z 2000 roku

Co do tego też zgoda - flim Lyncha, acz nie do końca udany, jest jednak jednym z najlepszych przykładów kinowej SF, nowsza wersja się do niego nie umywa.

Książki Pierumowa starają się trzymać realiów świata Tolkiena, oddawać jego ducha, wszelako jednak wszędzie tam, gdzie Tolkien pozostawił puste pola, czyli na przykład właśnie mowa o terenach wschodnich i południowych

Wschodnich i południowych jak na Rosjanina przystało.

Przede wszystkim syn Tolkiena raz się już przejechał na animowanej adaptacji Ralpha Bakshiego.

Mówiłem raczej o powierzeniu "Silmarilionu" Kay'owi do opracowania, i o właściwej polityce odnośnie wydawania niepublikowanych tekstów Tolkiena-ojca.

Wytwórnia nic tu nie pomoże, adaptacja rysunkowa WP i ta Jacksona miały wciąż tego samego producenta, bo on miał kupione prawa autorskie

Tyle, że WB wyciągnęło wnioski z porażki. (A film Bakshiego - choć nieudany - pewną wartość artystyczną też miał.)
Doctor_Who
Użytkownik
#3 - Wysłana: 16 Sty 2008 16:51:58 - Edytowany przez: Doctor_Who
Odpowiedz 
Q__


Co to tych gniotów absolutna zgoda


Jeśli za kryterium brać porównanie dzieła z oryginałem, to K.J. Anderson pisał świetne "The X - files", przyzwoite "Star Wars" i niestety kiepskie "Diuny"...


Wschodnich i południowych jak na Rosjanina przystało.


Nie jesteś odosobniony w tej interpretacji - zresztą u Yeskova ta sympatia jest jeszcze większa, ale to zrozumiałe - bo zabieg Yeskova polegał na przemyślnym odwróceniu ról - u niego to Zachód jest agresorem urządzającym czystki etniczne w Mordorze.
Nie chcę zestawiać tu w jednym rzędzie wizji Pierumowa i Yeskova, bo założenia ich książek są całkiem inne... Niemniej istnieje jedna rzecz, która tych autorów łączy:
Miłość rosyjskich autorów do wschodnich i południowych ziem i ich mieszkańców nie wynika moim zdaniem tylko z tego, że Zachód został przez Tolkiena dokładnie opisany, a Wschód to terra incognita i świetne pole do popisu dla wyobraźni artysty pisarza.
Oni w tym Mordorze widzieli alegorię do losów własnej ojczyzny, targanej wojnami, przez lata demonizowanej przez propagandę Zachodu i izolowanej politycznie i gospodarczo przez resztę świata (choć niezbyt to było trafne, gdyż Tolkien wielokrotnie podkreślał, iż WP nie jest alegorią II WŚ, czy zimnej wojny).
Niezależnie od tego, Wschód żyje, jest barwny i broń Boże (lub Eru) nie monolityczny (jak nie jest monolityczna wielonarodowa Rosja), tylko pełen narodów i plemion, które mają własne tradycje kulturę, sztukę. Nie są jak ich przedstawia Zachód jakimiś potworami, ale istotami, które tak jak wszyscy potrafią kochać, śmiać, płakać, nienawidzić i wreszcie pragną żyć.
Moim zdaniem Pierumow, mimo całego swojego talentu i zdolności do uzupełniania Śródziemia o niezwykłe rzeczy, dopiero w „Kronikach Hjörwardu” pokazał na co go stać. W „ierścieniu...” jednak trochę się dusił w narzuconych granicach tolkienowskiego świata (a że sprawnie je potrafił omijać to inna sprawa) i trzeci tom był mu potrzebny do sklecenia jakiegoś przejścia łączącego starą sagę z nowym cyklem.
Niestety, po świetnym imho tomie pierwszym "Kronik..." Nik zaserwował nam zdecydowanie słabszy tom drugi.
Śmierć Bogów to majestatyczne, epickie bitwy, wyśmienite pojedynki magów.
Hagen powoli stawiał wytrwale kolejne kroki na drodze ku celu. Przechodził kolejne stopnie inicjacji. Wojownik Wielkiej Ciemności to zaś w przeważającej większości szybka akcja, siekanina. Takie sobie Diablo.
Pojedynki magiczne w Wojowniku... wypadają blado przy tych ze Śmierci Bogów. Nie jest to powieść zła, ale pisząc Śmierć Bogów Nik postawił sobie wysoko poprzeczkę, której tym razem nie udało mu się osiągnąć. O ile wątek Trogwara, podobał mi się, to historia Arjaty poprowadzona była dość chaotycznie i z przerwami, a finał został potraktowany po macoszemu, nie wspominając o chwytach typu deus ex machina.
Sprawa podejścia do dobra i zła jest tym, co broni Wojownika Wielkiej Ciemności (bo jak wykazałem, jest to książka średnia). W świecie Pierumowa linia podziału dobro/zło nie przebiega tak prosto. Najbardziej chyba oddadzą ten stan rzeczy słowa głównego bohatera: "Zbyt wiele mam przykładów na to, że często Światło czyni zło zasłaniając się imieniem ciemności."
Nie ma racji IMHO Sebastian Chosiński z magazynu Esensja interpretując Białego Czarodzieja Dona Wejtarna jako dobrego Gandalfa, a Rakota jako potwornego Saurona. O nie, nie ma tak lekko. Pierumow nieźle sobie igra stereotypowymi sylwetkami fantasy (co pokazał już w Pierścieniu Mroku na przykładzie Olmera).
Rakot wygląda na standardowego Władcę Ciemności – kusi, mami śmiertelników obietnicami nieśmiertelności, babra się jakimiś plugastwami, zadaje ze smokami, nawet wyhodował rasę orków (była o tym mowa w pierwszym tomie) –no po prostu full serwis. Ale wystarczy bliższe zaznajomienie się z tekstem, żeby przekonać się jak to wszystko wygląda naprawdę. Rakot jest uczciwy – wiele wymaga, ale zawsze spełnia swoje obietnice. Zawsze staje po stronie śmiertelników, których inni Magowie i Bogowie traktują jako marionetki. Po prostu aby przeciwstawić się Młodym Bogom i Magom musiał sięgnąć po tę dziedzinę magii, która stała w opozycji do ich działalności, musiał w tej sferze, którą oni odrzucili szukać jakiejś broni. Siły z jakimi się sprzymierzył są okrutne i wymagają poświęcenia. Trogwar po objęciu rządów na Czerwonym Zamku nie staje się jakimś liszem, żądnym krwi dziewic, ale wręcz przeciwnie – pomaga ludziom i staje w ich obronie.
Tom trzeci leży u mnie na półce i nie mam czasu zań się zabrać. Po słabszej części drugiej trochę mi osłabł entuzjazm. Ale się wezmę kiedyś, bo kolejka książek do przeczytania rośnie (może powinienem rzadziej na forum przebywać ?).


Mówiłem raczej o powierzeniu "Silmarilionu" Kay'owi do opracowania, i o właściwej polityce odnośnie wydawania niepublikowanych tekstów Tolkiena-ojca.


Mam tylko nadzieję, że Historia Śródziemia w Polsce zostanie w końcu wydana w całości.


Tyle, że WB wyciągnęło wnioski z porażki.


Raczej się sparzyło i dłuuugo... dawało się namawiać Jacksonowi. I nie wiem czy tak do końca wyciągnęło wnioski, bo z początku nie chciało słyszeć o trzech filmach i proponowano Jacksonowi... jeden, ewentualnie dwa (czyli powtórzenie błędu Bakshiego!). Dopiero nieprzejednana postawa pana od Martwicy mózgu sprawiła, że mieliśmy jednak trylogię (ale i tak bez Bombadila ).


A film Bakshiego - choć nieudany - pewną wartość artystyczną też miał


I o nich też pisałem, chwaląc stronę wizualną (jeśli przymkniemy oczy na błędy w ukazaniu samych postaci) i ciekawe chwyty animacji wzorowanej na ruchach żywych ludzi; w sumie nie wiem co byłoby gorsze - Bakshi, czy Tolkien á la Disney. Chyba jednak ten drugi wariant.
Q__
Moderator
#4 - Wysłana: 16 Sty 2008 17:25:22
Odpowiedz 
Doctor_Who

to K.J. Anderson pisał świetne "The X - files", przyzwoite "Star Wars" i niestety kiepskie "Diuny"...

Owszem, powieści Andersona z cyklu "X-Files" i kilka jego powieści hard SF pisanych do spółki z Beasonem robi dobre wrażenie, ale już jego powieści ze świata SW przyzwoitymi bym nie nazwał. Zbyt często popadają w banał i infantylizm...

Niezależnie od tego, Wschód żyje, jest barwny i broń Boże (lub Eru) nie monolityczny (jak nie jest monolityczna wielonarodowa Rosja), tylko pełen narodów i plemion, które mają własne tradycje kulturę, sztukę. Nie są jak ich przedstawia Zachód jakimiś potworami, ale istotami, które tak jak wszyscy potrafią kochać, śmiać, płakać, nienawidzić i wreszcie pragną żyć.

Czyli kończy z prostym tolkienowskim podziałem na Dobro i Zło, wprowadzając batwy pośrednie. Trend ten do klasycznej fantasy wprowadził Tad Williams w swym cyklu "Pamięć, Smutek i Cierń", będącym tyleż hołdem złożonym Tolkienowi, co polemiką z nim.

Rakot wygląda na standardowego Władcę Ciemności

Imię zresztą zapożyczone z fionavarskiego cyklu Kay'a.

Mam tylko nadzieję, że Historia Śródziemia w Polsce zostanie w końcu wydana w całości.

Ja też.

dłuuugo... dawało się namawiać Jacksonowi.

Zauważ jednak, że Jackson w końcu przekonał WB. Ani Straczynski, ani Moore nie mieli tyle szczęścia do Paramountu.

w sumie nie wiem co byłoby gorsze - Bakshi, czy Tolkien á la Disney. Chyba jednak ten drugi wariant.

Hmm... Tolkien ze swoją swoistą niewinnością i prostym czarno-białym wizerunkiem świata IMHO do disney'owskiej adaptacji nadawałby się jak mało co. (Byle tylko 100% happy endu wątku Froda na siłę nie dolepili.)
Doctor_Who
Użytkownik
#5 - Wysłana: 16 Sty 2008 18:10:51 - Edytowany przez: Doctor_Who
Odpowiedz 
Q__

jego powieści ze świata SW przyzwoitymi bym nie nazwał

Może i do Zahna dużo mu brakuje, ale na tle takich autorów jak Vonda McIntyre wypada Anderson naprawdę nieźle, imho.

Imię zresztą zapożyczone z fionavarskiego cyklu Kay'a.

Wiele tychże zapożyczeń imion z innych dzieł u Pierumowa... Hagen, Merlin...

Tolkien ze swoją swoistą niewinnością i prostym czarno-białym wizerunkiem świata IMHO do disney'owskiej adaptacji nadawałby się jak mało co.

Z tym jasnym czarno-białym podziałem świata u Tolkiena bym nie przesadzał.

Choćby takie tolkienowskie elfy - czy były one naprawdę takie kryształowe? No dobra, we "Władcy Pierścieni" tego raczej nie widać, ale już w "Silmarillionie" elfy potrafią być okrutne, mściwe, zazdrosne, butne, zdradliwe...

A bunt Feanora? A rzeź dokonana na Telerich w Alqualonde? A zdrada Luthien przez Daerona? A bratobójcze bitwy? A zamordowanie Diora przez synów Feanora? A porzucenie na śmierć synów Nimloth? A kradzież Silmarila przez Maedhrosa i Maglora? A skazanie na śmierć Eola? A przywłaszczenie Nauglamira?

Kto to wszystko zrobił? Krasnoludki? (bez obrazy dla krasnoludów...). Jeśli za jedyne kryterium dobra przyjąć, że żaden elf nie stanął nigdy (w przeciwieństwie do ludzi) po stronie Morgotha i Saurona, to ja takie "dobro" mam gdzieś...

Dlatego postaciom Pierumowa imho bliżej do tragicznych jednostek z "Sillmarilionu" pokroju Turambara, niż bohaterów z WP.
Q__
Moderator
#6 - Wysłana: 16 Sty 2008 18:32:21
Odpowiedz 
Doctor_Who

Może i do Zahna dużo mu brakuje, ale na tle takich autorów jak Vonda McIntyre wypada Anderson naprawdę nieźle, imho.

Pośród ślepych jednooki królem? (A sama Vonda, gdy tylko nie pisze do świata SW okazuje się - o dziwo - niezłą pisarką.)

Wiele tychże zapożyczeń imion z innych dzieł u Pierumowa...

Bo i Tolkien zapożyczał imiona, tyle, że z Eddy.

Z tym jasnym czarno-białym podziałem świata u Tolkiena bym nie przesadzał.

Niezależnie od zachowań niektórych postaci świat Tolkiena oparty jest na chrześcijańskim dualizmie Dobra i Zła... podobnie zresztą jak świat dzieł Dostojewskiego (u którego jednoznacznych postaci - może poza Myszkinem - przecież nie uświadczymy).

Choćby takie tolkienowskie elfy - czy były one naprawdę takie kryształowe? No dobra, we "Władcy Pierścieni" tego raczej nie widać, ale już w "Silmarillionie" elfy potrafią być okrutne, mściwe, zazdrosne, butne, zdradliwe...

Zgoda, "Silmarilion", choć często pozostaje w cieniu "Władcy..." jest w sumie dziełem ważniejszym, bardziej podstawowym i... dojrzalszym. M.in. dlatego tak go lubię.

Dlatego postaciom Pierumowa imho bliżej do tragicznych jednostek z "Sillmarilionu" pokroju Turambara, niż bohaterów z WP.

Bliżej, Pierumow jednak idzie krok dalej od Tolkiena, u którego nikt stojący po stronie metafizycznego Zła nie był nawet odrobinę dobry...

ps. skoro lubisz niejednoznaczne postacie co sądzisz o popularnych sagach Martina i Eriksona?
Picard
Użytkownik
#7 - Wysłana: 16 Sty 2008 18:51:02
Odpowiedz 
Q__

Nie wiem czy jest aż taki super-hiper, ale niewątpliwie jest najlepszym z dotąd nakręconych filmów fantasy

Powiem wiecej- jedyny film fantasy, ktory dalo sie ogladac! Oczywiscie poza Excaliburem John'a Boorman' a , ktory to tez jest pelen klimatu legend arturianskich oraz piekny pod wzgledem walorow arytstycznych. Jesli jestescie w stanie polecic mi jeszcze inne filmowe dzielo fantasy tak pieczolowicie i pieknie zrealizowane to chetnie je obejrze- niesety ten gatunke kojarzy mi sie bardziej z głupawym Conanem Xenną partnerujacej Herkulesowi z niedbale realizowanym Wiedźminem i infantylnymi produkcjami w rodzaju wspomnaienj Narnii, na ktorej nawet nie chce mi sie oka zawieszac.
Q__
Moderator
#8 - Wysłana: 16 Sty 2008 19:09:49
Odpowiedz 
Picard

Powiem wiecej- jedyny film fantasy, ktory dalo sie ogladac! Oczywiscie poza Excaliburem John'a Boorman' a , ktory to tez jest pelen klimatu legend arturianskich oraz piekny pod wzgledem walorow arytstycznych.

A co sądzisz o takich klasykach jak "Ladyhawk" (IMHO doskonały), "Conan Barbarzyńca" Milliusa (świetny, lepszy od książek Howarda i - oczywiscie - od fatalnych kontynuacji), "Willow" (na tle "Władcy..." kameralny, nieco dziecinny, ale wciaż dobry) czy serial "Robin of Sherwood" z M. Preadem?
Picard
Użytkownik
#9 - Wysłana: 16 Sty 2008 19:29:05
Odpowiedz 
Q__

Willow

Zbyt Gwiezdno wojenny- czy czasami Lucas nie przy nim nie grzebal?

Ladyhawk

Rezcywisicie dobry film,o ktorym w jakis sposob zdarzylem zapomniec - urocza basn z piekna aktorka w roli glownej, ale nie doruwnuje tresciowo i realizacyjnie LOTR.

Conan Barbarzyńca

No, wlanie filmy zbyt dobrze mi sie nie kojarza - a ksiazek z tego cyklu nie znam. Ale Arnold wogole kocha takie filmy, w ktorych tylko muskula moze prezyc - a ja jakze ,,kocham" za to Arnolda.

Robin of Sherwood

Serial, ktory z zapartym tchem ogldalem jako dzieciak - i chetnie obejrze ponownie, gdyz nie wiele pamietam z tych dawnych seansow.
No, dobrze odrobina dobrych filmow fantasy jest ale jest ich tylko pare - porownaj z dorobkiem kina SF - i zaden jednak nie dorownuje LOTR.
Q__
Moderator
#10 - Wysłana: 16 Sty 2008 19:45:02
Odpowiedz 
Picard

czy czasami Lucas nie przy nim nie grzebal?

Cały czas grzebał.

No, wlanie filmy zbyt dobrze mi sie nie kojarza

"Conan Niszczyciel", "Red Sonja" i seriale to dno, ale pierwszy film jest ewidentnie wybitny (choc nie wszystkim isę musi podobać).

le Arnold wogole kocha takie filmy, w ktorych tylko muskula moze prezyc

Własnie w finale pierwszego Conana okazuje inne oblicze swojego bohatera. W tej scenie, w któej Conan nie wydaje się wcale szczęśliwy mimo dokonanej zemsty i (sic!) wyraźnie dopada go melancholia.

No, dobrze odrobina dobrych filmow fantasy jest ale jest ich tylko pare - porownaj z dorobkiem kina SF

Co do ilości oczywiscie zgoda. Fantasy pod tym wzgledem daje się wyprzedzić innym gatunkom kinowej fantastyki...
Darklighter
Użytkownik
#11 - Wysłana: 16 Sty 2008 19:46:20
Odpowiedz 
Zbyt Gwiezdno wojenny

Zdefinuj co to znaczy
Q__
Moderator
#12 - Wysłana: 16 Sty 2008 20:05:25
Odpowiedz 
Darklighter

Zdefinuj co to znaczy

Przypuszczalnie: "wyprodukowany-przez-Lucasa"
Pah Wraith
Użytkownik
#13 - Wysłana: 16 Sty 2008 20:56:58
Odpowiedz 
Picard
No, wlanie filmy zbyt dobrze mi sie nie kojarza - a ksiazek z tego cyklu nie znam.

Żałuj - przeczytałem wszystkie oryginały Howarda - dla spragnionych krwi, przemocy i barbarzyńskiego seksu to lektura obowiązkowa!
Q__
Moderator
#14 - Wysłana: 16 Sty 2008 20:58:51 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pah Wraith

dla spragnionych krwi, przemocy i barbarzyńskiego seksu to lektura obowiązkowa!

Eee tam, z tym seksem to przesadziłeś... Gdzie on niby był?

(A swoja drogA Howard czasem umie przemycić jakieś trafne, wręcz filozoficzne, wnioski.)
Pah Wraith
Użytkownik
#15 - Wysłana: 16 Sty 2008 23:01:04
Odpowiedz 
Eee tam, z tym seksem to przesadziłeś... Gdzie on niby był?

No opisy kobiecych ciał były bardzo zajmujące i nieraz detaliczne
Q__
Moderator
#16 - Wysłana: 16 Sty 2008 23:26:22
Odpowiedz 
Pah Wraith

No opisy kobiecych ciał były bardzo zajmujące i nieraz detaliczne

Ale nie były to opisy ciał, że tak powiem "w akcji".
Doctor_Who
Użytkownik
#17 - Wysłana: 17 Sty 2008 16:49:19 - Edytowany przez: Doctor_Who
Odpowiedz 
Q__

Pośród ślepych jednooki królem?

Anderson wprowadził do EU jedną z moich ulubionych nie-filmowych postaci (przynajmniej w okresie ABY) - Kypa Durrona (zgadnij, dlaczego ) - i za to cenię go sobie. Choć zdecydowanie jest wielu zdolniejszych pisarzy.

sama Vonda, gdy tylko nie pisze do świata SW okazuje się - o dziwo - niezłą pisarką

Wniosek z tego taki, że każdy powinien robić to, co mu wychodzi najlepiej. Hm, a co powiesz o takich kuriozach jak "Lando Calrissian i Myśloharfa Sharów" Neila Smitha - może i to nawet ciekawe czytadło, ale poza głównym bohaterem i jego statkiem ma imho tyle wspólnego z realiami SW jak "Opowieści o pilocie Pirxie"...

świat Tolkiena oparty jest na chrześcijańskim dualizmie Dobra i Zła

Owszem, przy czym chciałbym zwrócić Twoją uwagę na rolę w postaci Golluma. Miłosierdzie okazane w swoim czasie przez Bilba, a także Froda tej zniewolonej przez zła istocie, okazało się mieć kluczową rolę dla ocalenia Śródziemna, gdyż bez Golluma nie zniszczono by Pierścienia.

Z kolei u Pierumowa daje się zaobserwować inspiracje filozofiami Wschodu, zwłaszcza w postaci Złotego Smoka Wiedzy, trzeciej sile powstałej na styku światła i ciemności – jest to postać, która łączy obydwa cykle.

skoro lubisz niejednoznaczne postacie co sądzisz o popularnych sagach Martina i Eriksona?


Dopiero się przymierzam do rozpoczęcia kolekcjonowania ich (a w kolejce na półce do przeczytania leży jeszcze "Ziemia bez radości", Merrit, Trylogia Husycka, John Twelve Hawks, "Pielgrzymka na Ziemię" Sheckleya i Mike Resnick; aktualnie kończę "Dark Tower" Kinga...) – to Ty mi raczej powiedz, czy warto ?

Picard

Xenną

To te tabletki ziołowe na przeczyszczenie ?

Q__

"Silmarilion", choć często pozostaje w cieniu "Władcy..." jest w sumie dziełem ważniejszym, bardziej podstawowym i... dojrzalszym.

Agree. Ciekawe jednak jak by wyglądały te historie, gdyby Tolkien pożył dłużej i je doszlifował...

"Ladyhawk" (IMHO doskonały), "Conan Barbarzyńca" Milliusa (świetny, lepszy od książek Howarda i - oczywiscie - od fatalnych kontynuacji), "Willow"

Hm... a co z niezapomnianym Ostatnim Smokiem? Brakuje mi go na tej liście (choć sequel był zdecydowanie mniej udany i jakby dla młodszego widza przeznaczony).

Robin of Sherwood

Za muzykę do tego serialu Clannad był odpowiedzialny.
Za to amerykańska wersja kręcona w stylu "Herkulesa" chyba nawet od samego "Herkulesa" była gorsza.

"Willow" na tle "Władcy..." kameralny

...ale też i historią opisaną przez Tolkiena bez wątpliwości inspirowany (karzełek, który ma uratować świat).

Pah Wraith

przeczytałem wszystkie oryginały Howarda

Ja owszem, plus nieco historii kontynuatorów, z których imho wyróżniają się pozytywnie te autorstwa R. Jordana. Większość pozostałych tomów o Conanie generalnie to dno typu "Conanowi ucinają głowę, ale czarodziejka mu ją przyprawia z powrotem". Łatwo źle trafić i się zrazić .

"Conan Niszczyciel", "Red Sonja" i seriale to dno

"Niszczyciel" nawet mi się podobał, bo była tam taka erpegowa drużyna fantasy z wojownikiem, złodziejem, magiem i resztą tałatajstwa...
Q__
Moderator
#18 - Wysłana: 17 Sty 2008 17:12:48
Odpowiedz 
Doctor_Who

jedną z moich ulubionych nie-filmowych postaci (przynajmniej w okresie ABY) - Kypa Durrona

http://starwars.wikia.com/wiki/Kyp_Durron

zgadnij, dlaczego

Bo lubisz facetów ze świetlówkami?

Wniosek z tego taki, że każdy powinien robić to, co mu wychodzi najlepiej.

Owszem. Choćby Greg Bear - w USA zaliczany do czołówki żyjących pisarzy SF, gdy usiłował napisać coś do SW wyszło mu kuriozum...

Owszem, przy czym chciałbym zwrócić Twoją uwagę na rolę w postaci Golluma. Miłosierdzie okazane w swoim czasie przez Bilba, a także Froda tej zniewolonej przez zła istocie, okazało się mieć kluczową rolę dla ocalenia Śródziemna, gdyż bez Golluma nie zniszczono by Pierścienia.

Ależ zwracać mi na to uwagi nie trza.

to Ty mi raczej powiedz, czy warto

IMHO tak.

To te tabletki ziołowe na przeczyszczenie

No niestety, tak się ten serial kojarzy (choć i tak lepszy był od "Herculesa").

Ciekawe jednak jak by wyglądały te historie, gdyby Tolkien pożył dłużej i je doszlifował..

Tego się nie dowiemy...

Hm... a co z niezapomnianym Ostatnim Smokiem? Brakuje mi go na tej liście

Owszem, niezły film, choć jakoś mniej mi podpasował niż tmte... Ale na dołączenie do listy zasłużył...

Za muzykę do tego serialu Clannad był odpowiedzialny.

Owszem, to jegokolejny atut.

Za to amerykańska wersja kręcona w stylu "Herkulesa" chyba nawet od samego "Herkulesa" była gorsza.

Był jeszcze równie "udany" Sindbad...

...ale też i historią opisaną przez Tolkiena bez wątpliwości inspirowany (karzełek, który ma uratować świat).

Bo i byłprzymiarką do nakręcenia "Władcy...".

Ja owszem, plus nieco historii kontynuatorów

Kontynuatorów sobie darowałem. Wolałem już samodzielne cykle Wagnera ("Kane") i Moorocka ("Elric").

Łatwo źle trafić i się zrazić

I tak oto epigoni wykończyli w powszechnej świadomości oryginał. ("Conany" są u nas symbolem złego gustu, a precież Howard nie był taki zły, przeciwnie nawet...) Nie życzę tego losu ST...

"Niszczyciel" nawet mi się podobał, bo była tam taka erpegowa drużyna fantasy z wojownikiem, złodziejem, magiem i resztą tałatajstwa...

Jednak na tle "Barbarzyńcy" stoi jak osioł obok rumaka...
Borlog
Użytkownik
#19 - Wysłana: 18 Sty 2008 19:14:49 - Edytowany przez: Borlog
Odpowiedz 
Picard

A ja z kolej nie zgodze sie z Toba! Owszem ksiązka od filmu lepsza- co zresztą jest raczej regółą niż od niej odstępstwem, bo zadko ekranizacja doruwnuje pierwowzorowi. Ale obraz Jacksona jest absolutnie fantastyczny tak pod wzgledem wizualnym jak i tresciowym- nic dziwnego skoro przedstawia on prawie w kazdej scenie to co najlepsze z klasyka literatury fantasy!

Ale Tolkienowi nie chodziło o napisanie rąbanki tylko traktatu nawiązującego do Chrześcijaństwa. Efekty specjalne nie zastapia przesłania bo tu nie chodzi by pokazac krasnoludów żłopiących piwo, elfów i kolesi z mieczami gromiących bandę maszkar, balrogów i "fajowe bitwy". Tolkien miał (tu moce Morgotha wycięły pewne nieudane zdanie) pewne przesłanie , podczas gdy Jackson poszedł w kierunku kolejnego filmu fantasy gdzie bijemy orków, bestie i demony a reszta to tylko jakiś niepotrzebny balast ,któy się wytnie.
A zachwyty nad grafika przeminą gdy pojawią się filmy z jeszcze "wypaśniejszą" grafą, wówczas ludzie zapomną o LOTR a będą się podniecać kolenym Barrym Trotterem czy Eragonem.

Nie widzialem wersjio rozszeżonej- domyslam sie jednak, ze chodźiło zapewne o zabicie posła Saurona pod Czarną Bramą - czy jak ją zwą? Nie przypominam sobie jak ta kwestia została przedtswiona w ksiazce ale to jeszcze nie takie wielkie odstepstwo, ktore jest zgodne z chrakterem postacii. Jedyne odstepstwa jakie mnie draznily to rozbudowanie watku romansowego Aragorna i Arweny oraz ci nieszczesni Elfowie w Helmowym Jarze...


Nie tak wielkie?
Z jednej strony byle zbój z gór co to dostał szkiełko i szmatę od Arveny, zabija posła a z drugiej strony dostojny potomek rodu królewskiegio z Numenoru co "pojedynkiem na spojrzenia" pokonuje gagatka zwiazanego z Sauronem.
Ksiązkowy Aragorn nie potrzebował uciekać do przemocy by pokonać przeciwnika, w filmie zrobiono z niego bandziora pasującego do propagandy Saurona.
Tolkienowski Aragorn gotów był nawet wykazać łaskawość hordom Sarumana (pod warunkiem że odejdą) podczas gdy PJ'owski to jakiś łzawy zabijaka któremu Arven myli się z jakąś kobyłą. Do tego z Denethora zrobiona jakiegos szalonego klauna a i inne postacie wyszły dość głupawo w wersji Jacksona : Enty z książki nie były slepymi durniami co nie wiedzą że ich drzewa są wycinane, a i smieszni są ci umarli z szlaku co tyle lat czekają na dziedzica Isildura by grymaśić gdy ten się zjawi.
Rozumiem że w filmie trzeba pewne sprawy uprościć tylko czy trzeba zrobić z tego jakoś papę z mętnym przesłaniem i wykoslawianiem ideii mistrza?

A co w nim złego? Troche groźny, trochę śmieszny- podobny nieco w zachowaniu i chrakterze do Worfa. W powieści tez był dość zabwną postacią nie wiem wiec na co sie tu mozna gniewac na Jeckscona, ze przedstawił go ta a nie inaczej?

Filmowy Gimmli przypomina wzór krasnoludów z gier RPG, gdzie normą jest jakiś samochwała pijący piwo beczkami. To smutne że charakter dumnego wojownika z samotnej góry został ukształtowany przez jakieś erpegi koslawo imitujace Tolkiena.

Ale tego ostatecznie nie było nie wiem czemu wiec sie uskarżasz na cos co sie w filmie nie pojawiło?

Tylko dlatego że w postprodukcji Jackson zmienił zdanie, przedtem on jak i tzw znawcy od Tolkiena w jego ekipie godzili się na pojedynek Aragorna z Sauronem bo to byłoby bardzo filmowe...
Chwała Eru że ten pomysł wyleciał choć gdyby PJ go zrealizował to wiekszoć publiki i tak by sie cieszyła z fajowego pojedynku a oburzali by się tylko jacy Tolkienowscy nerdzi....


Doctor_Who


Pierumowa czytałem i byłem mile zaskoczony

Pierumow i Yeskow to tylko piraci łamiący prawa autorskie. Choć ich dzieła są ciekawe to pozostają tylko fanficami które nigdy nie zostana wpisane do kanonu Tolkiena.
Co innego gdyby uzyskali licencje i napisali "ciąg dalszy" ale w obydwu przypadkach stworzone zostały dzieła chcące zarobić na świecie wykreowanym przez Tolkiena.
Ponadto obydwaj autorzy nie do końca pojeli myśl makera stąd pewne nieścisłości z orginałem - no ale "oficjalna" kontynuacja Dune Briana i Kevina równierz nie może się pochwalić zgodnością z książkami Maestro Franka.

Najbardziej zawiodłem sie dziełem Yeskowa - chciałem prawdziwego spojrzenia od drugiej strony czyli perspektywy Saurona a nie jakiegoś kolejnego traktatu gdzie widzimy alegoryczne nawiąznie do nieszczęśc ruskich ludów po upadku USSR.



Anderson wprowadził do EU jedną z moich ulubionych nie-filmowych postaci (przynajmniej w okresie ABY) - Kypa Durrona (zgadnij, dlaczego ) - i za to cenię go sobie. Choć zdecydowanie jest wielu zdolniejszych pisarzy.


Jak dla mnie Kyp to totalne przegięcie dla świata SW stąd po Kevine zaprzestałem czytywac książki i komiksy z logiem GW.
Inna sprawa że sam wielki maker zniszczył swój światek Jar Jarami i płaczliwymi młodziankami co Anakinami się zwią.

Pozostaje zatem pytanie czy można tworzyć kontynuacje dzieł danego kreatora swiata przez jakiś kontynuatorów?
Jak widać po pewnch przykładach nawet potomkowie mistrzów nie pojeli istoty światów wykreowanych przez makerów , a osoby trzecie tym bardziej nie są w stanie kontyuować mysli stwórców bo skąd mają znać myśli danego kreatora?
Można wydać co prawda jakies "oficjalne" kontynuacje czy prikłele ale to nigdy nie bedzie to samo co dzieło samego twórcy danego universum. Powstają tylko jakieś głupawe parodie dzieł (Conany, i rody z dune) które tylko przyczyniają się do usmiercenia danego świata. Już lepiej pisać własne fanfics niz nabijac kasy jakiemus cwaniaczkowi co che zarobić na twórczości danego mistrza.
Q__
Moderator
#20 - Wysłana: 18 Sty 2008 19:30:43
Odpowiedz 
Borlog

Efekty specjalne nie zastapia przesłania bo tu nie chodzi by pokazac krasnoludów żłopiących piwo, elfów i kolesi z mieczami gromiących bandę maszkar, balrogów i "fajowe bitwy". Tolkien chciał coś czytelnik dać pewne przesłanie , podczas gdy Jackson poszedł w kierunku kolejnego filmu fantasy gdzie bijemy orków, bestie i demony a reszta to tylko jakiś niepotrzebny balast ,któy się wytnie.
A zachwyty nad grafika przeminą gdy pojawią się filmy z jeszcze "wypaśniejszą" grafą, wówczas ludzie zapomną o LOTR a będą się podniecać kolenym Barrym Trotterem czy Eragonem.


Z drugiej strony jednak Tolkien wykreował też niepowtarzalny ŚWIAT, a Jackson ten świat świietnie ożywił (owszem, grając momentami "pod publiczkę").

Z jednej strony byle zbój z gór co to dostał szkiełko i szmatę od Arveny, zabija posła a z drugiej strony dostojny potomek rodu królewskiegio z Numenoru co "pojedynkiem na spojrzenia" pokonuje gagatka zwiazanego z Sauronem.

Tak, tu Jackson znacząco zepsuł postać...

Filmowy Gimmli przypomina wzór krasnoludów z gier RPG, gdzie normą jest jakiś samochwała pijący piwo beczkami. To smutne że charakter dumnego wojownika z samotnej góry został ukształtowany przez jakieś erpegi koslawo imitujace Tolkiena.

To bym jeszcze wybaczyl. Gorsze, że filmowy Gimli nie jest ani trochę heroiczny w sumie... (I mówi to człowiek, który nigdy za Krasnoludami nie przepadał, czyli i dla mnie jest to przegięcie).

Pierumow i Yeskow to tylko piraci łamiący prawa autorskie. Choć ich dzieła są ciekawe to pozostają tylko fanficami które nigdy nie zostana wpisane do kanonu Tolkiena.
Co innego gdyby uzyskali licencje i napisali "ciąg dalszy"


Co w sumie tylko i lepiej, bo "autoryzowane kontynuacje" to w przeważajacej wiekszości wypadków dno (a nawet jeśłi nie, zwykle nie mają nic wspólnego z klimatem oryginału).

Najbardziej zawiodłem sie dziełem Yeskowa

A mnie się tam podobało.

Inna sprawa że sam wielki maker zniszczył swój światek Jar Jarami i płaczliwymi młodziankami co Anakinami się zwią.

Niestety. PT nie dorasta OT (poza ROTJ) do pięt.

Pozostaje zatem pytanie czy można tworzyć kontynuacje dzieł danego kreatora swiata przez jakiś kontynuatorów?
Jak widać po pewnch przykładach nawet potomkowie mistrzów nie pojeli istoty światów wykreowanych przez makerów , a osoby trzecie tym bardziej nie są w stanie kontyuować mysli stwórców bo skąd mają znać myśli danego kreatora?
Można wydać co prawda jakies "oficjalne" kontynuacje czy prikłele ale to nigdy nie bedzie to samo co dzieło samego twórcy danego universum. Powstają tylko jakieś głupawe parodie dzieł (Conany, i rody z dune) które tylko przyczyniają się do usmiercenia danego świata.


Zgadzam isę z tym. M.in. dlatego tak nbieubłąganie trzymam sie RC mimo jego wszelkich wad.
karaktak
Użytkownik
#21 - Wysłana: 18 Sty 2008 20:16:32
Odpowiedz 
Q__
Jeżeli ktoś generuje efekty specjalne w IL&M to wiadomo, że film będzie miał coś z Lucasa
karaktak
Użytkownik
#22 - Wysłana: 18 Sty 2008 20:22:01
Odpowiedz 
Q__
dodatkowo: jeżeli muzykę pisał J. Wiliams to czasem mam wątpliwości co właściwie oglądam: Harry Potter, Star Wars, Indiana Jones, pare ostatnich najgłośniejszych. A po za tym kolejni kompozytorzy zwalają fragmentarycznie motywy. Mam genialny słuch i jestem fanką muzyki filmowej. Czasem oglądam gnioty tylko dla ścieżki dźwiękowej.
Borlog
Użytkownik
#23 - Wysłana: 18 Sty 2008 20:53:35 - Edytowany przez: Borlog
Odpowiedz 
Q__
Z drugiej strony jednak Tolkien wykreował też niepowtarzalny ŚWIAT, a Jackson ten świat świietnie ożywił (owszem, grając momentami "pod publiczkę").

Nie sprzeciwiałbym się owemu graniu pod publiczkę gdyby nie niszczy ono dzieła Tolkiena. Jackson za bardzo sobie jednak pozwolił na odejście od kanonu i wyszło kolejne holyłudzka papka.

Co w sumie tylko i lepiej, bo "autoryzowane kontynuacje" to w przeważajacej wiekszości wypadków dno (a nawet jeśłi nie, zwykle nie mają nic wspólnego z klimatem oryginału).

Stąd i chwała Eru ( a może Melkorowi ) że to tylko wydane w księgarniach fanfiction bo to tylko czyjaś interpretacja, niewiążaca fanów "kanonicznymi" faktami pozostawiając im swobodę co do dalszego wyobrażania świata.

A mnie się tam podobało.

A ja tak chciałem zobaczyć punkt widzenia upadłego Majara i jego złych sługusów a nie jakąś alegorię do losów ZSRR.
Ponadto Yeskow swobodnie potraktował kanon Tolkien odnośnie niektóych istot - wszak Istari to Majarowie a nie ludzie....

Niestety. PT nie dorasta OT (poza ROTJ) do pięt.

ROTJ ma dużo zalet choć i tam jest za dużo Lucasowskich potknięć by uznać ten film za udany ( i znów Anakin się kłania ale i Padme nie lepsza). Lucas mógł powierzyć kręcenie nowej trylogi reżyserowi niezależnemu jak Irvin Kershner, który nie bałby się zmienić głupawego scenariusza makera. Niestety przeważyło zadufanie we własne siły podsycane przez pochlebców stąd nowa trylogia o niezbyt udane dzieło....

Zgadzam isę z tym. M.in. dlatego tak nbieubłąganie trzymam sie RC mimo jego wszelkich wad.

Kiedyś zastanawiałem się czy dobrym rozwiazanie nie byłoby jakies wpisywanie do kanonu fanficów prawdziwych fanów (oczywiście ocenianych przez jakiś purystów co kanon znaja na pamięć) niż jakieś dzieła tworzone przez autorów piszących dla różnych swiatków SF co to nie rozumieja owego universum ale mają "licencję". Oczywiście problemem byłoby zrobienie jakies sensownej procedury czyniącej dany fanfic za kanon ale wydaje mi się że fani tworzą lepsze dzieła niż owi zawodowi rzemieślnicy dla których to kolejny światek w którym mają napisac jakoąś historyjkę...
Jurgen
Moderator
#24 - Wysłana: 18 Sty 2008 21:35:29
Odpowiedz 
Borlog

Z drugiej strony jednak Tolkien wykreował też niepowtarzalny ŚWIAT, a Jackson ten świat świietnie ożywił (owszem, grając momentami "pod publiczkę").

ja się tu z Q zgadzam. Pod względem plastycznym Jakson doskonale oddał klimat książki. Obawiam się wręcz, że - pod tym względem może tylko Harry Potter będzie podobny - teraz mało kto będzie sobie wyobrażał postacie czy miejsca z Trylogii Tolkiena inaczej niż przedstawił je Jackson. Po prostu doskonale trafił w to, co wyobrażali sobie fani i czytelnicy. Kwestie skrótów pomijam...

PS Czemu czepiacie się tych, którzy są umarli? Działali niemal jak Domestos - świecili na zielono i dosłownie "wymywali" czyszczone powierzchnie.
Borlog
Użytkownik
#25 - Wysłana: 18 Sty 2008 22:11:20
Odpowiedz 
Jurgen

się tu z Q zgadzam. Pod względem plastycznym Jakson doskonale oddał klimat książki. Obawiam się wręcz, że - pod tym względem może tylko Harry Potter będzie podobny - teraz mało kto będzie sobie wyobrażał postacie czy miejsca z Trylogii Tolkiena inaczej niż przedstawił je Jackson. Po prostu doskonale trafił w to, co wyobrażali sobie fani i czytelnicy. Kwestie skrótów pomijam...

Poza zagorzałymi fanami dzieł Tolkiena rzeczywiście mało kto będzie w stanie wyjść poza wizję Jacksona.
Dlatego czasem przydałby się jakiś reset i wypchnięcie z głowy pewnych obrazów i informacji by nie przeszkadzało to w zgłebianiu się w dany świat. Stąd tak ważne jest by wciąż powstawały różne plastyczne wizje danego swiata i bohaterów byśmy mogli sobie wyrobic w głowie jakiś pluralizm obrazów, który nie będzie się trzymał filmowej "jedynej słusznej wizji".

Czemu czepiacie się tych, którzy są umarli? Działali niemal jak Domestos - świecili na zielono i dosłownie "wymywali" czyszczone powierzchnie.

Mnie się skojarzyli raczej z jakąś pastą do zębów, szybko podziałali a wszystko znów się stało białe.
Do tego jacyś dziwni tyle lat czekają na tę chwilę a tutaj się stawiają dziedzicowi Isildura gdy ten w końcu się zjawia by uwolnić ich od klątwy...
Doctor_Who
Użytkownik
#26 - Wysłana: 18 Sty 2008 23:20:13
Odpowiedz 
Borlog

Pierumow i Yeskow to tylko piraci łamiący prawa autorskie.

O ile Pierumowa można uznać za pirata i plagiatora, to Yeskov się jeszcze broni koncepcją swojej książki jako świadomej i jawnej trawestacji cudzego dzieła. Yeskov przerobił Tolkiena jak np. Sapkowski bajkę o królewnie Śnieżce (z tą tylko różnicą, że do Snieżki nikt sobie praw autorskich nie rości).

A ja tak chciałem zobaczyć punkt widzenia upadłego Majara i jego złych sługusów a nie jakąś alegorię do losów ZSRR.
Ponadto Yeskow swobodnie potraktował kanon Tolkien odnośnie niektóych istot - wszak Istari to Majarowie a nie ludzie....


Jako że książka Yeskova jest co podkreśliłem jest świadomą trawestacją i dowcipną polemiką (posłowie miażdży!), a nie poważną kontynuacją, stąd Yeskov nie musi się trzymać kanonu Tolkiena i dowolnie naginać fakty = wszak u niego nawet Pierścień nie istniał tak naprawdę (a raczej był prowokacją zorganizowaną przez siatkę mordorowską).

BTW: Ten Twój "maker" na każdym kroku trąci dla mnie niepotrzebnym zachwaszczaniem anglicyzmami, czy nie lepiej po prostu "twórca" .

z Denethora zrobiona jakiegos szalonego klauna

Ja bym raczej powiedział, że klaunów zrobiono z Merrego i Pippina (a w książce byli oni szanowanymi hobbitami ze znakomitych rodów)...

Jak dla mnie Kyp to totalne przegięcie dla świata SW

Quod capita, tot sententiae...
Ale co Ci się w nim tak nie podobało ?

Kiedyś zastanawiałem się czy dobrym rozwiazanie nie byłoby jakies wpisywanie do kanonu fanficów prawdziwych fanów

Skończyłoby się wtedy fanowstwo, a zaczęła walka o kasę (no bo chyba za darmo by ich nie publikowali) .

ROTJ ma dużo zalet choć i tam jest za dużo Lucasowskich potknięć by uznać ten film za udany ( i znów Anakin się kłania ale i Padme nie lepsza).

To w ROTJ byli Anakin i Padme??

Jurgen

teraz mało kto będzie sobie wyobrażał postacie czy miejsca z Trylogii Tolkiena inaczej niż przedstawił je Jackson. Po prostu doskonale trafił w to, co wyobrażali sobie fani i czytelnicy

Gorzej, gdy za tym przyjęciem wizerunków przychodzi też przyjęcie za fakt jacksonowskich skrótów (a potem czasem ktoś wyrwie się ze znajomością Tolkiena i opowiada jak to nieumarli walczyli na polach Pelenoru i jest wesoło ).
Borlog
Użytkownik
#27 - Wysłana: 19 Sty 2008 00:05:08
Odpowiedz 
Doctor_Who
O ile Pierumowa można uznać za pirata i plagiatora, to Yeskov się jeszcze broni koncepcją swojej książki jako świadomej i jawnej trawestacji cudzego dzieła. Yeskov przerobił Tolkiena jak np. Sapkowski bajkę o królewnie Śnieżce (z tą tylko różnicą, że do Snieżki nikt sobie praw autorskich nie rości).

Co nie zmienia faktu że wciąż pozostaje plagiatorem korzystającym z dorobku Tolokiena - i choc jego wizja jest ciekawa to nie zmienia to faktu ze postanowił sobie zarobic na dorobku mistrza. Jego ksiązka nie będzie wpisana w kanon tak jak to się dzieje w niektórych światkach gdzie to jacyś kontynuatorzy mają oficjalne błogosławieństwo i tworzą nowe przygody.

Jako że książka Yeskova jest co podkreśliłem jest świadomą trawestacją i dowcipną polemiką (posłowie miażdży!), a nie poważną kontynuacją, stąd Yeskov nie musi się trzymać kanonu Tolkiena i dowolnie naginać fakty = wszak u niego nawet Pierścień nie istniał tak naprawdę (a raczej był prowokacją zorganizowaną przez siatkę mordorowską).

I dlatego mnie zawiódł, bo czytywałem juz zabawniejsze fanfictions, które pisane przez fanów trzymały sie tolkiennowskiego kanonu. Jak pisałem jego wizja była ciekawa choć wolałbym prawdziwą polemikę z historią zwycieżców niż jakąś błazenadę.

Ja bym raczej powiedział, że klaunów zrobiono z Merrego i Pippina (a w książce byli oni szanowanymi hobbitami ze znakomitych rodów)...

Widac potrzebnni byli w drużynie hobbici odpowiadający erpegowym stereotypom hultajów, złodziei i wesołków....

Ale co Ci się w nim tak nie podobało ?

A to że chłopaczek mścił się na Imperium fajną zabaweczką niszczącą słońca, pozabijał setki tysięcy osób by potem zjawić się przed obliczem mistrzunia Skywalkera i pokajać się że już więcej nie narozrabia. Jak dla mnie troszkę to wszystko naciągane.....

Skończyłoby się wtedy fanowstwo, a zaczęła walka o kasę (no bo chyba za darmo by ich nie publikowali)

Jeśli dzisiaj wydają na DVD fanfilmy (w które często wkładają mnóstwo kasy) których cena ma pokryć tylko koszty dystrybucji (a w necie udostępniają za darmo wersję do ściągnięcia) to czemu i książki nie miałyby być tak wydawane.
Widziałbym to tak wydawnictwo które ma prawa autorskie udziela licencji na darmowe rozdawanie książek, filmów fanowskich ewnetualnie za opłata pokrywającą koszty dystrybucji.
No ale widać lepiej przeniść się do Rosji i tam zarobic na piuracie

To w ROTJ byli Anakin i Padme??

Mój błąd nie ROTJ tylko ROTS, choć w powrocie dżedajów make... twróca wstawił uśmiechniętego młodziana na koniec a pewnie w wersji super reoloaded z 2010 obok Anakina pojawi się Padme....
Doctor_Who
Użytkownik
#28 - Wysłana: 19 Sty 2008 00:23:04 - Edytowany przez: Doctor_Who
Odpowiedz 
Borlog

Jego ksiązka nie będzie wpisana w kanon

Bo Yeskov nie miał takich aspiracji nawet.

nie zmienia faktu że wciąż pozostaje plagiatorem korzystającym z dorobku Tolokiena

Ale wpisującym się w nurt postmodernistycznych zapożyczeń.

A swoją drogą, czytałeś jego "Ewangelię wg Afraniasza"?

Jeśli dzisiaj wydają na DVD fanfilmy (w które często wkładają mnóstwo kasy) których cena ma pokryć tylko koszty dystrybucji (a w necie udostępniają za darmo wersję do ściągnięcia) to czemu i książki nie miałyby być tak wydawane.

Ale nie są wciągnięte do kanonu - jak choćby Star Wars Revelations. Pochwalone przez Lucasa, ale kanonem nie objęte.

Jak dla mnie to doprowadziłoby do poróżnienia się w środowisku fanów - ot, czyjś pomysł uznali za kanon a drugiego nie. Bo przecież nie przyjmowaliby wszystkiego jak leci - co wtedy gdyby pojawiły się dwie różne sprzeczne wizje tego samego wydarzenia? Alternatywne linie czasowe?

A to że chłopaczek mścił się na Imperium fajną zabaweczką niszczącą słońca, pozabijał setki tysięcy osób by potem zjawić się przed obliczem mistrzunia Skywalkera i pokajać się że już więcej nie narozrabia. Jak dla mnie troszkę to wszystko naciągane.....

Po pierwsze uważam, że Luke mając na uwadze losy swojego Ojca nie mógł postąpić inaczej.

Po drugie decyzja Mistrza Skywalkera wywołała różne reakcje i sprzeciwy i podzieliła obywateli Nowej Republiki jeśli spojrzeć na to z perspektywy in-universe. Jeśli czytałeś "Ja, Jedi" Stackpole'a, które rozgrywało się mniej więcej w tym samym okresie co trylogia Kevina, to tam właśnie była o tym mowa.

pewnie w wersji super reoloaded z 2010 obok Anakina pojawi się Padme...

Tyle, że Padme dżedajką nie była...
Q__
Moderator
#29 - Wysłana: 19 Sty 2008 01:33:15 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
karaktak

Jeżeli ktoś generuje efekty specjalne w IL&M to wiadomo, że film będzie miał coś z Lucasa

Co wyjaśnia casus ST II.

dodatkowo: jeżeli muzykę pisał J. Wiliams to czasem mam wątpliwości co właściwie oglądam: Harry Potter, Star Wars, Indiana Jones, pare ostatnich najgłośniejszych.



Czasem oglądam gnioty tylko dla ścieżki dźwiękowej.

Z wyłączoną wizją?

Borlog

Jackson za bardzo sobie jednak pozwolił na odejście od kanonu i wyszło kolejne holyłudzka papka.

IMHO LOTR w jego wydaniu niebezpiecznie zbliżył się miejscami do poziomu papki, ale go en masse nie osiągnął.

bo to tylko czyjaś interpretacja, niewiążaca fanów "kanonicznymi" faktami pozostawiając im swobodę co do dalszego wyobrażania świata.

Gdybyż tak można było traktować Bermanowskiego Treka...

Ponadto Yeskow swobodnie potraktował kanon Tolkien odnośnie niektóych istot - wszak Istari to Majarowie a nie ludzie....

Może twierdzenie, że to Majarowie to elficka propaganda?

ROTJ ma dużo zalet choć i tam jest za dużo Lucasowskich potknięć by uznać ten film za udany

Jak dla mnie znacząco nie różni się od PT...

Kiedyś zastanawiałem się czy dobrym rozwiazanie nie byłoby jakies wpisywanie do kanonu fanficów prawdziwych fanów

Lepiej też nie, zbyt są (zwykle) wtórne... (Choć często czytam/oglądam je z przyjemnością.)

Jurgen

Pod względem plastycznym Jakson doskonale oddał klimat książki. Obawiam się wręcz, że - pod tym względem może tylko Harry Potter będzie podobny - teraz mało kto będzie sobie wyobrażał postacie czy miejsca z Trylogii Tolkiena inaczej niż przedstawił je Jackson. Po prostu doskonale trafił w to, co wyobrażali sobie fani i czytelnicy.

Bo też opierał się i na najsłynniejszych ilustracjach... (Tyle, że szkoda, iż film jest bardziej "ilustracją do książki", niż samodzielnym dziełem sztuki.)

Czemu czepiacie się tych, którzy są umarli? Działali niemal jak Domestos - świecili na zielono i dosłownie "wymywali" czyszczone powierzchnie



Borlog

Poza zagorzałymi fanami dzieł Tolkiena rzeczywiście mało kto będzie w stanie wyjść poza wizję Jacksona.

Bo w dużym stopniu wyrasta ona z tej fanowskiej... (Choć miejscami jest płytsza.)

Doctor_Who

Yeskov się jeszcze broni koncepcją swojej książki jako świadomej i jawnej trawestacji cudzego dzieła.

Owszem.

Jako że książka Yeskova jest co podkreśliłem jest świadomą trawestacją i dowcipną polemiką (posłowie miażdży!), a nie poważną kontynuacją, stąd Yeskov nie musi się trzymać kanonu Tolkiena i dowolnie naginać fakty = wszak u niego nawet Pierścień nie istniał tak naprawdę (a raczej był prowokacją zorganizowaną przez siatkę mordorowską).

Owszem.

Ja bym raczej powiedział, że klaunów zrobiono z Merrego i Pippina (a w książce byli oni szanowanymi hobbitami ze znakomitych rodów)...

Owszzem. W filmie nie są ani trochę "arystokratyczni".

Gorzej, gdy za tym przyjęciem wizerunków przychodzi też przyjęcie za fakt jacksonowskich skrótów (a potem czasem ktoś wyrwie się ze znajomością Tolkiena i opowiada jak to nieumarli walczyli na polach Pelenoru i jest wesoło

Tak, wtedy naprawdę zaczynają się "schody". Dlatego zawsze trzeba znać oryginał.

Borlog

I dlatego mnie zawiódł, bo czytywałem juz zabawniejsze fanfictions, które pisane przez fanów trzymały sie tolkiennowskiego kanonu.

1. Była to trawestacja.
2. Yeskov wyraźnie napisał, że w jego wersji historii Śródziemia opowieść Tolkiena była pełna przekłamań.

Widac potrzebnni byli w drużynie hobbici odpowiadający erpegowym stereotypom hultajów, złodziei i wesołków...

Co było niepotrzebne...

A to że chłopaczek mścił się na Imperium fajną zabaweczką niszczącą słońca, pozabijał setki tysięcy osób by potem zjawić się przed obliczem mistrzunia Skywalkera i pokajać się że już więcej nie narozrabia.

Niestety na podobnym schemacie oparte jest nawrócenie postaci Vadera, czy przejście samego Luke'a na Ciemną Stronę w DE i powrót...

Doctor_Who

Bo Yeskov nie miał takich aspiracji nawet.

Szkoda, że niektórzy naśladowcy mają...

Ale wpisującym się w nurt postmodernistycznych zapożyczeń.

Obaj macie rację...

A swoją drogą, czytałeś jego "Ewangelię wg Afraniasza"?

Oparte na podobnym schemacie w sumie...

Jak dla mnie to doprowadziłoby do poróżnienia się w środowisku fanów - ot, czyjś pomysł uznali za kanon a drugiego nie.

Jeśli już sądzę, ze ostateczna wyroocznią byłby tu Lucas. (BTW: zdarzało się, ze fani awansowali potem na autorów autoryzowanyh pozycji.)

Po pierwsze uważam, że Luke mając na uwadze losy swojego Ojca nie mógł postąpić inaczej.

Czyli nonsens, ale osadzony w tradycji SW.

Po drugie decyzja Mistrza Skywalkera wywołała różne reakcje i sprzeciwy i podzieliła obywateli Nowej Republiki

Co jest logiczne...
Jurgen
Moderator
#30 - Wysłana: 19 Sty 2008 10:57:28
Odpowiedz 
Stąd tak ważne jest by wciąż powstawały różne plastyczne wizje danego swiata i bohaterów byśmy mogli sobie wyrobic w głowie jakiś pluralizm obrazów, który nie będzie się trzymał filmowej "jedynej słusznej wizji".

W nagrodę więc dostaniesz nową wizję w postaci Hobbita... zdaje się, że po małych przepychankach będzie go reżyserował Jackson.
 Strona:  1  2  3  4  5  6  7  8  9  »» 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / ST, SW, LOTR, "Dune", "Matrix", "Conan" - adaptacje i sequele

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!