USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Szalone światy P.K. Dicka
 Strona:  1  2  3  4  5  »» 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#1 - Wysłana: 3 Mar 2007 00:34:17 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Jak wiadomo jestem zaprysięgłym miłośnikiem hard SF, istnieje jednak autor, który (choć nigdy nie dbał o naukową wiarygodność, a często wręcz się z nią rozmijał) nie tylko należy do najwybitniejszych twórców SF lecz także (co ciekawe) przewidział trochę różnych rzeczy. Jest nim Philip K. Dick.

http://en.wikipedia.org/wiki/Philip_K._Dick
http://www.literatura.gildia.pl/tworcy/philip_kind red_dick
http://www.philipkdick.com/ - strona oficjalna
http://en.wikipedia.org/wiki/Category:Novels_by_Ph ilip_K._Dick
http://en.wikipedia.org/wiki/Category:Short_storie s_by_Philip_K._Dick
http://en.wikipedia.org/wiki/Exegesis_%28book%29
http://www.esensja.pl/ksiazka/ksiazki/obiekt.html? rodzaj_obiektu=11&idobiektu=531

Jeśli jednak nawet ktoś z Was utworów Dicka nie czytał, musi znać takie filmy jak:
"Blade Runner"

http://en.wikipedia.org/wiki/Blade_Runner
http://allmovie.com/cg/avg.dll?p=avg&sql=1:5994
http://www.imdb.com/title/tt0083658/
"Total Recall"
http://en.wikipedia.org/wiki/Total_recall
http://allmovie.com/cg/avg.dll?p=avg&sql=1:50523
http://www.imdb.com/title/tt0100802/
czy "Raport mniejszości"
http://en.wikipedia.org/wiki/Minority_Report_%28fi lm%29
http://allmovie.com/cg/avg.dll?p=avg&sql=1:262610
http://www.imdb.com/title/tt0181689/
które oparte są właśnie na jego utworach.

Jest to twórca SF na tyle ważny, że należy mu się chyba osobny topic.

ps. według twórczości Dicka powstało jeszcze więcej filmów:
http://en.wikipedia.org/wiki/Category:Films_based_ on_the_works_of_Philip_K._Dick
Q__
Moderator
#2 - Wysłana: 3 Mar 2007 13:34:27 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
No nie mówcie, że nikt z Was nie przeczytał ani jednej książki Dicka, w końcu wydano ich całkiem sporo:
http://www.biblionetka.pl/ka.asp?id=3

Nie wmówicie mi też, że nie oglądaliście w/w filmów. Lub chociaż zainspirowanego m.i.n. Dickiem "Matrixa".

ps. jeszcze jedna ciekawostka o Dicku:
http://www.niniwa2.cba.pl/jeczmyk_czy_pan_istnieje _mister_lem.htm
waterhouse
Moderator
#3 - Wysłana: 3 Mar 2007 13:44:07
Odpowiedz 
ok, ale jaki ma być temat dyskusji w tym temacie ?
Pah Wraith
Użytkownik
#4 - Wysłana: 3 Mar 2007 13:45:54
Odpowiedz 
Chyba trzeba się wpisywać jak się czytało
Q__
Moderator
#5 - Wysłana: 3 Mar 2007 13:54:10 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
waterhouse
Pah Wraith

ale jaki ma być temat dyskusji w tym temacie

Bardzo szeroki. Można sobie podyskutować i o samym Dicku, i o dowolnej z ksiązek i o dowolnym z w/w filmów. Celowo wymyśliłem tak pojemny topic zamiast zakładać jeden o "Blade Runnerze", drugi o "Total Recall", trzeci o "Raporcie mniejszości", czwarty o książkach Dicka...

Np. wczoraj emitowano "Raport..."... Macie ochotę podzielić się przemyśleniami o tym filmie, to zapraszam.
The_D
Użytkownik
#6 - Wysłana: 3 Mar 2007 15:46:25 - Edytowany przez: The_D
Odpowiedz 
Niestety wczoraj nie udało mi się obejrzeć Raportu..., ale widziałem ten film w kinie. IMHO jeden z lepszych filmów SF jakie nakręcono w ciągu kilku ostatnich lat. Zaznaczam jednak, że nie znam litrackiego pierwowzoru i oceniam film jako samodzielną całość.

No nie mówcie, że nikt z Was nie przeczytał ani jednej książki Dicka, w końcu wydano ich całkiem sporo:

No więc co nieco się pochwalę. Pierwszy utwór jakii było mi dane przeczytać to genialny Ubik, natępny był: Czy androidy śnią o elektrycznych owcach. Potem kolejności już nie pamiętam, ale były to: Trzy stygmaty Palmera Eldrichta, Marsjański poślizg w czasie, Słoneczna Ruletka, Pan z wysokiego zamku, Valis oraz zbiory opowiadań: Najwyższy pan i władca i Krótki szczęśliwy żywot brązowego oxforda.

Może żeby skonkretyzować co nieco temat urządzimy ranking na najlepsze opowiadania Dicka? Moi faworyci to: Złoty człowiek, Najwyższy pan i władca i Król elfów. W pamięć zapadło mi też jedno zabawne opowiadanie, którego tytułu nie moę sobie przypomnieć, a w którym mali kosmici próbowali dokonać inwazji na ziemię pod różnymi postaciami, m.in. agentów ubezpieczeniowych, czy też arcymistrzów szachowych

Po przeczytaniu materiałów na wikipedii doszedłem do ciekawego spostrzeżenia. Pewnie wielu z Was znany jest fakt (za wikipedią)

W pewnym czasie wierzył, że Stanisław Lem nie jest pisarzem, ale prowokacją KGB, gdyż jeden człowiek nie może pisać tak zróżnicowanych dzieł.

Tymczasem biorąc bod uwagę tak nieiwelki wycinek twórczości jaki znam mogę stwierdzić, że Dick był nie mniej uniwersalny. Może nie ma w repertuarze tak "twardej" literatury jak nasz rodzimy mistrz, ale zdarzało mu się pisać rzeczy poważne i zabawne, a nawet delikatne fantasy jakim jest niewątpliwie Król elfów.
Q__
Moderator
#7 - Wysłana: 3 Mar 2007 16:09:33
Odpowiedz 
The_D

IMHO jeden z lepszych filmów SF jakie nakręcono w ciągu kilku ostatnich lat. Zaznaczam jednak, że nie znam litrackiego pierwowzoru i oceniam film jako samodzielną całość.

Film jest oparty na opowiadaniu Dicka dość lużno, ale to co najważniejsze: klimat i "ducha" oddał należycie. (I faktycznie jest bardzo dobry)

Pierwszy utwór jakii było mi dane przeczytać to genialny Ubik, natępny był: Czy androidy śnią o elektrycznych owcach. Potem kolejności już nie pamiętam, ale były to: Trzy stygmaty Palmera Eldrichta, Marsjański poślizg w czasie, Słoneczna Ruletka, Pan z wysokiego zamku, Valis oraz zbiory opowiadań: Najwyższy pan i władca i Krótki szczęśliwy żywot brązowego oxforda.

Ja zaczynałem od "Trzech stygmatów Palmera Eldritha", potem "Klany księżyca Alfy", po nich zaś nadeszły "Inna Ziemia", "Doktor Futurity", "Ubik", "Człowiek z Wysokiego Zamku", "A teraz zaczekaj na zeszły rok...", "Valis", "Czy androidy śnią o elektrycznych owcach", "Nasi przyjaciele z Frolixa 8", "Oko na niebie", zbiory opowiadań (zresztą nakupiłem Dicka tyle, ze nie zdążyłem jeszcze przeczytać).

Może żeby skonkretyzować co nieco temat urządzimy ranking na najlepsze opowiadania Dicka?

Jak dla mnie są to:
- "Złoty człowiek"
- "Majstersztyk"
- "Podróż"

Dick był nie mniej uniwersalny. Może nie ma w repertuarze tak "twardej" literatury jak nasz rodzimy mistrz, ale zdarzało mu się pisać rzeczy poważne i zabawne, a nawet delikatne fantasy jakim jest niewątpliwie Król elfów.

Owszem, nie ma uniwersalności Lema, ani technicznej pracyzji Clarke'a ale też nalezy do arcymistrzów SF. Zresztą w jednym jest genialny - tworzy przekonujące (i dziwaczne) wizje życia codziennego w przyszłości.
The_D
Użytkownik
#8 - Wysłana: 3 Mar 2007 19:10:28
Odpowiedz 
- "Majstersztyk"
- "Podróż"


Mógłbyś o nich c nieco napisać, bo zdaje mi sie, że kojarzę tytuły, zwłaszcza pierwszy ale za nic nie mogę powiązać ich z treścią.
Q__
Moderator
#9 - Wysłana: 3 Mar 2007 20:10:38 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
The_D

Mógłbyś o nich c nieco napisać

-"Majstersztyk" - inżynier Ziemianin, po wojnie atomowej pracuje przy przywracaniu warunków zdatnych do życia. Powoli odkrywa jednak, że wojny nie wygrali ludzie, a wiele rzeczy które go otacza jest mistyfikacją. Puenta jest zaskakująca.

-"Podróż" - człowiek podróżujący do kosmicznej kolonii w stanie hibernacji nie został dokładnie uśpiony w związku z tym komputer pokładowy musi stworzyć mu rzeczywistość wirtualną... na 10 lat podróży. Musi się to odbić na psychice owego podróżnika.

ps. a oto strona z eBookami, nie tylko Dicka:
http://ksiazki.freehost.pl/menu/dick.html
The_D
Użytkownik
#10 - Wysłana: 3 Mar 2007 23:06:06
Odpowiedz 
Rzeczywiście "Majstersztyk" kiedyś czytałem jednak wyleciał już z pamięci. Natomiast przypomniało mi się kolejne dobre opowiadanie: Sonda przyszłości
Q__
Moderator
#11 - Wysłana: 3 Mar 2007 23:16:22 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
The_D

Natomiast przypomniało mi się kolejne dobre opowiadanie: Sonda przyszłości

Właśnie je sobie ściągnąłem z w/w strony... (Choć mam je w zbiorku który posiadam.)
Q__
Moderator
#12 - Wysłana: 19 Cze 2007 00:59:09
Odpowiedz 
Bashir
Moderator
#13 - Wysłana: 19 Cze 2007 01:11:08
Odpowiedz 
Uwaga! Mogą Was zdziwić nazwy archiwów, ponieważ nie są one "klasyczne". Zamiast formy 'Dick Philip K. - [tytuł książki].exe' w tym wypadku jest 'Philip Kindred D. - [tytuł książki].exe', ponieważ 4shared rozpoznaje wyraz Dick jako wulgarny i blokuje plik.



a swoją drogą idea e-book-ów jakoś mnie nie ciągnie, wręcz odpycha
Q__
Moderator
#14 - Wysłana: 19 Cze 2007 01:53:16
Odpowiedz 
Bashir

4shared rozpoznaje wyraz Dick jako wulgarny i blokuje plik.

Widziałem i śmiałem się...

a swoją drogą idea e-book-ów jakoś mnie nie ciągnie, wręcz odpycha

Ale za to na jakie oszczędności pozwala...
The_D
Użytkownik
#15 - Wysłana: 19 Cze 2007 02:44:13
Odpowiedz 
a swoją drogą idea e-book-ów jakoś mnie nie ciągnie, wręcz odpycha

Ja tez zawsze wolę papierowy odpowiednik, jeżeli mam wybór. Jednak zdarzyło mi się przeczytac w wersji elektronicznej kilka pozycji których nie mogłem nigdzie dostać(a raczej ej dostałby, gdybym odpowiednio poszukał i sporo wyłozył). Odpowiednio duża czcionka + odpowiednie ustawienie monitora sporo pomaga. No i nie siedziec za długo za jednym podejsciem.
Z bardziej ekstremalnych - jedną książkę przeczytałem nawet z komórki - tu bardzo pomógł duży jak na telefon wyświetlacz, całe 200x320 pikseli.
Q__
Moderator
#16 - Wysłana: 19 Cze 2007 02:46:06
Odpowiedz 
The_D

Ja tez zawsze wolę papierowy odpowiednik, jeżeli mam wybór. Jednak zdarzyło mi się przeczytac w wersji elektronicznej kilka pozycji których nie mogłem nigdzie dostać

Just like me...
Q__
Moderator
#17 - Wysłana: 24 Cze 2007 04:04:36
Odpowiedz 
Kolejny tekst z nieistniejącego już "Inkluza", tym razem o P.K Dick'u:
http://www.inkluz.pl/archiwum/inkluz51/main/cum9.h tml
Q__
Moderator
#18 - Wysłana: 9 Sier 2007 20:43:48
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#19 - Wysłana: 14 Sier 2007 19:37:27 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
I recenzje (znów z "Inkluza") dwóch ksiazek Dicka:
powieści "Płyńcie łzy moje rzekł policjant..."
http://www.inkluz.pl/archiwum/inkluz51/main/cum3.h tml
i zbioru opowiadań pod optymistyczno-kosmicznym tytułem "My, zdobywcy":
http://www.inkluz.pl/archiwum/inkluz45/main/cum3.h tml
i "Blade Runnera" - najsłynniejszego filmu według powiesci tego Mistrza SF:
http://www.inkluz.pl/archiwum/inkluz53/main/multim edia3.html
4_z_Szesciopaka
Użytkownik
#20 - Wysłana: 14 Sier 2007 20:42:06
Odpowiedz 
Czytałem Ubika.

Książka raczej banalna. Jedynie co ją ratuje to ostatni akapit. Ten ostatni akapit, ostatnie 2-3 zdania zrobiły z tej książki lśniące arcydziełko.

To jest genialne : napisać bardzo przecietną książkę a zakończenie przekręcić o 30 tys. stopni.
Q__
Moderator
#21 - Wysłana: 14 Sier 2007 21:03:16 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
4_z_Szesciopaka

Książka raczej banalna.

Zważywszy na czasy, w kórych powstała była jednak pionierska. Wtedy o VR itp. nikt nie słyszał. (Inna rzecz to w sumie b. komiczna scenografia, stroje...) Faktem jest jednak, że w sumie lubiac i ceniąc twórczość Dicka, słynnego "Ubika" nie stawiam jednak na pierwszym miejscu...

To jest genialne : napisać bardzo przecietną książkę a zakończenie przekręcić o 30 tys. stopni.

Teraz to się nazywa "twist" i stało się popularne do granic absurdu... (Doceńmy jednak Dicka - był pierwszy.)

BTW: dla mnie siłą utworów Dicka nie był ani wątek powracający wątek "nieprawdziwej rzeczywistości" zatrącający tyleż o kwestie filozoficzno-metafizyczne, co o tematykę VR, ani pytanie o granice normy psychicznej, ani kwestia cienikch granic miedzy człowiekiem a maszyną, ani zakręcone w (często genialne) twisty fabuły. Siłą Dicka było dla mnie to, że usiłował pokazać przyszłość z jej zmieniającymi sie modami, codziennymi problemami - słowem, że w przeciwienstwie do innych pisarzy SF usiłował pokjazać nie genialne wynalezki czy odkrywcze wyprawy, a życie zwykłych ludzi w świecie innym od naszego. Szczegóły futurystycznych światów wychodziły mu co prawda az gorzej, raz lepiej, ale zwykle były b. interesujące (choć wielu tych "futurystycznych szczegółów" nie sposób traktować jako prognozy serio). Kolejna kwestia byli miotajacy się na tle tak interesujących scenografii ludzie. Ludzie słabi, zwyczajni (choć bardzo często zmuszeni do zmierzenia się z gigantycznymi problemami), posiadający swoje wady, odchylenia psychiczne, problemy, kompleksy, pogmatwane życie osobiste i zawodowe... Zwykle budzący naszą sympatię, czasem jednak wręcz odrażajcy w swych wadach... Ludzie z krwi i kości jakże rózni od herosów opiewanych przez Clarke'a, Lema, Roddenberry'ego czy Heinleina... Lubie SF o herosach... ideałach... ale to była odświeżająca odmiana. (Zwłaszcza, że u Dicka "żywe" są zwykle nawet postacie z najdalszego tła.)

Nazywa się Dicka "Dostojewskim SF'. Moim zdaniem miał też w sobie coś z Flauberta...

ps. o filmie "Total Recall" - też opartego na motywach utworu Dicka:
http://www.kmf.org.pl/fx/totalmenu.html
4_z_Szesciopaka
Użytkownik
#22 - Wysłana: 19 Sier 2007 12:41:50
Odpowiedz 
Wyczyścić Dicka
Łukasz Orbitowski

Kochamy wariatów, nie? Wariaci są świetni, szczególnie po śmierci.

Philip K. Dick to pisarz, któremu nieśmiertelność zapewniły nie tylko książki, ale również kinowe ekranizacje. Kolejna z nich, "Next" z Nicolasem Cage'em, właśnie doczekała się polskiej premiery. Pytanie tylko, ile Dicka zostało jeszcze w tym filmowym Dicku?

Philip K. Dick miał takiego szmergla, że nie wierzył w istnienie Lema – jego zdaniem polski pisarz był postacią wirtualną, za którą krył się kolektyw autorów, piszących za sowieckie pieniądze z intencją zakażenia amerykańskiej fantastyki wirusem komunizmu. Sam Dick próbował żyć normalnie, co nie do końca mu jednak wychodziło...

Pisarz załapał się bowiem na hippisowskie lata 60., LSD jadł łyżkami i można uwierzyć, że momentami widział to, co opisywał. Był też, jak większość z wielkich, ofiarą przypadku – plotka głosi, że planował pisywać mainstreamowe powieści społeczne, ciężkie jak grzechy tego świata, ale żeby wystartować, chwycił się komercyjnej fantastyki. Zmarł niedoceniony i aż strach myśleć, co by się stało, gdyby za życia odniósł sukces - Dick jako pisarz społeczny byłby nie do zniesienia.

Z Dickiem stało się to samo, co teraz z duchami Lovecrafta – trafiła mu się pośmiertna popularność. Z autorem "Zewu Cthulthu" łączyły go zarówno problemy psychiczne, jak i obsesyjne drążenie stałych tematów, a zwłaszcza przekonanie o przekleństwie wiszącym nad człowiekiem. Na przekór półprawdom popkultury oraz ideologii zabawy, Dick konstruował postaci wewnętrznie rozłamane, wyrzucone poza nawias świata z samej swej natury, do tego bez szans na wyzwolenie – tak ze strony Boga, bo ten jest martwy lub ułomny, jak poprzez narkotyki (chociaż w ten sposób już prędzej). Wszelkie bajery, roboty, implanty, kosmiczne podróże i elektroniczne cycki czy też inne motywy, od których roi się w poszczególnych tekstach Dicka, pozostają drugorzędne wobec tej totalnej klątwy.

Wielkie wygładzanie

Pierwszy film nakręcony w oparciu o prozę Dicka, czyli "Łowca androidów", dziś uważany jest za arcydzieło. Szkoda jedynie, że gdy Ridley Scott dopinał projekt, Dick zapoznawał się z czarną stroną narkomanii, umierając na serce w kalifornijskim szpitalu i swojej pierwszej ekranizacji nie zdążył obejrzeć – choć legendy mówią o przedpremierowym, specjalnym pokazie zorganizowanym z myślą o konającym autorze. "Łowca..." wydaje się dość odległy od literackiego pierwowzoru, króciutkiej i wcale nie takiej udanej książeczki "Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?", lecz Scott wycisnął z niej to, co w prozie Dicka najlepsze. Sama panorama miasta przyszłości utrzymana jest w poetyce rysunków schizofrenika (panuje powszechna opinia, że Dick cierpiał na tę chorobę), a motyw wiodący jest po prostu morderczy – oto ludzie wiedzą dokładnie, kiedy umrą, gdyż żyją cztery lata i ani minuty dłużej. Oczywiście formalnie są tylko robotami, więc po prostu się wyłączają, kłopot w tym, że pod koniec filmu Rutger Hauer "wyłącza się" tak przejmująco, że trzeba zbierać szczękę z podłogi.

Tak się złożyło, że większość ekranizacji Dicka nawiązuje raczej do wybranych motywów, umieszczonych w nowym kontekście. Nie inaczej jest w wypadku "Łowcy...", w którym Scott podaje na tacy syntetycznego Dicka – serwuje organiczną potworność świata, wyobcowanie jednostki, gdzie jedynym wymiarem tragizmu jest otępienie, a cała sceneria sprawia wrażenie jakiegoś napuchniętego paskudztwa – wystarczy przekłuć i oczy zaleje nam ropa. Jest w tym też pewien przewrotny optymizm: to, co ludzkie, istnieje tylko w perspektywie śmierci. Scott dał świadectwo, że kino popularne służy do opowiadania świetnych historii, a umieszczenie w fabule poważnych problemów wcale nóg nie pęta.

Znamienne, że rozgrywający podobną tematykę "Impostor" Gary’ego Fledera (2002 rok) unika już pytań, które zadał Scott, zasłaniając amputowane wątki efektownymi protezami strzelanin i pościgów. Tu dickowska pozostaje tylko sceneria, grobowa metropolia przyszłości schowana pod ochronną kopułą, mającą osłonić przed atakiem z kosmosu. Z "Łowcy androidów" jasno wynika fatalizm życia, tymczasem w "Impostorze" wystarczyłoby, żeby kosmici pozdychali, do gett dowieziono forsę i mamy raj na Ziemi.

Jeszcze w "Pamięci absolutnej" Paul Verhoeven postawił na efektowną brutalność, a rola Schwarzeneggera dodała szczyptę humoru, charakterystyczną dla tego aktora, jeszcze w "Raporcie mniejszości" Spielberg oszałamiał wizją przyszłości, ale stężenie Dicka malało, by osiągnąć niskie promile w "Zapłacie" i zejść do zera w "Next". Znamienne – im więcej Dicka się kręci, tym mniej jest w filmach jego ducha. Próbą reanimacji, przywrócenia kinu esencji jego prozy był dziwaczny film "Przez ciemne zwierciadło" z Keanu Reevesem, reklamowanym jako najwierniejsza adaptacja Dicka. Rzeczywiście, seans przypomina rozmowę z wariatem, gdzie widz doświadcza na przemian zmęczenia i irytacji dziwaczną kolorystyką, a rozumie tyle, co z gadki obłąkanego.

Smutny spaniel w akcji

Wchodzący właśnie do polskich kin "Next" nominalnie jest adaptacją opowiadania "Złotoskóry" ("The Goldenman", przetłumaczony również jako "Złoty człowiek"), faktycznie zaś nie ma z nim nic wspólnego. Scenarzyści wykorzystali ułamek wyjściowego pomysłu, czyli faceta, który umie wybiegać w przyszłość o dwie minuty. Grany przez Nicholasa Cage’a Cris Johnson jest zawodowym iluzjonistą, dorabiającym sobie w kasynach, gdzie wygrywa małe sumy, korzystając ze swojego niezwykłego daru. Spokojne życie wali się w gruzy, gdy FBI dostrzega w nim sojusznika w akcji przeciw terrorystom. Do tego Cris Johnson właśnie się zakochał i tu rozumiemy go świetnie – Liz (Jessica Biel) jest śliczna, że mowę odbiera.

Hollywood ma stałą tendencję do wygładzania ostrych krawędzi, co dotyczy również "Next". Filmowy Cris Johnson jest, a przynajmniej próbuje być, normalnym facetem. Za to pierwowzór z opowiadania to mutant, niemowa, wiodąca niemal zwierzęce życie. Dick ustami swoich bohaterów pyta: człowiek to, czy nie? Te wątki z filmu wymieciono, podobnie jak – najważniejsze przecież – egzystencjalne cierpienie. Sęk w tym, że kastrowanie Dicka z jego dickowatości przez kino dokonuje się systematycznie i z morderczą konsekwencją.

"Next" za sprawą roli głównej zyskuje jednak nową możliwość odczytania. Nie chodzi nawet o to, że Cage w beżowej marynarce wygląda jak matematyk z ubogiego college’u, ani że półdługie włosy podkreślają jeszcze tę obnoszoną od dawna minę smutnego spaniela. Jego środki aktorskie – chwytanie się za czoło, gdy trzeba zrobić coś trudnego, przekrzywianie główki przy miłosnym spojrzeniu – oferują widzowi szansę zabawy w Crisa Johnsona, czyli przewidywanie kolejnych min i gestów, nim one nastąpią. Ten radosny rodzaj dekonstrukcji dzieła filmowego odbywa się najczęściej w godzinach wieczornych, przy trzasku zapalniczek i otwieranych puszek piwa.

Mimo namiastkowości "Zapłaty" czy "Raportu mniejszości", "Next" jest pierwszą ekranizacją, która odrzuca Dicka w całości – oferując łubudubu z traumą po 11 września w tle i ckliwy wątek miłosny. Do diabła z tym, przecież brak wierności względem literackiego pierwowzoru nie przekłada się na jakość i Next mógłby być świetnym filmem. Czy jest? Cóż, oceńcie to sami.

Dick w odcinkach

Być może ekranizacje prozy Dicka są jak sama jego proza – niektóre dobre, inne fatalne lub przypadkowe. Całe zjawisko świadczy jednak o pewnej prawidłowości: fascynacja czyjąś twórczością nie musi przekładać się na próby oddania jej charakteru. Więcej, popkultura świadomie kastruje wątki sobie obce, wykorzystując wyłącznie magiczną moc nazwiska – Dick. Na poziomie Hollywood tego się nie odkręci, więc cała nadzieja w serialach, dających przecież więcej przestrzeni, tak dla tematyki, jak i rozwoju fabuły. Naciski producentów są mniejsze, można – ze względu na tryb cenzurowania w Stanach – uniknąć politycznej poprawności. Ludzie zresztą szaleją na ich punkcie, więc czekam na sezon godzinnych odcinków opartych na prozie Dicka i wieszczę, że coś takiego nastąpi. Jest szansa, że buty nam pospadają.


źródło:

http://film.onet.pl/0,0,1430620,1,600,artykul.html

trochę o dicku i filmach o Niego opartych (bo chyba nie ekranizacjach)
Q__
Moderator
#23 - Wysłana: 19 Sier 2007 13:47:49
Odpowiedz 
4_z_Szesciopaka

Philip K. Dick miał takiego szmergla, że nie wierzył w istnienie Lema – jego zdaniem polski pisarz był postacią wirtualną, za którą krył się kolektyw autorów, piszących za sowieckie pieniądze z intencją zakażenia amerykańskiej fantastyki wirusem komunizmu.

Owszem, owszem, nawet linkowałem tekst o tym...

plotka głosi, że planował pisywać mainstreamowe powieści

Dwie napisał... "Wyznania łgarza" i "Na terenie Miltona Lumky'ego"...

Z Dickiem stało się to samo, co teraz z duchami Lovecrafta – trafiła mu się pośmiertna popularność. Z autorem "Zewu Cthulthu" łączyły go zarówno problemy psychiczne, jak i obsesyjne drążenie stałych tematów, a zwłaszcza przekonanie o przekleństwie wiszącym nad człowiekiem.

Owszem, obaj ci autorzy mają też obsesję na punkcie "prawdziwej prawdy" o świecie... Wizje obu są silnie paranoidalne... (I obaj, jak głośi wieść, wierzyli w prawdziwość tego o czym piszą.)

Scott dał świadectwo, że kino popularne służy do opowiadania świetnych historii, a umieszczenie w fabule poważnych problemów wcale nóg nie pęta.

Na szczęście nie on jeden w SF.... Także Kubrick, Roddenberry... Chwilami Spielberg i Cameron...

Wchodzący właśnie do polskich kin "Next" nominalnie jest adaptacją opowiadania "Złotoskóry" ("The Goldenman", przetłumaczony również jako "Złoty człowiek"), faktycznie zaś nie ma z nim nic wspólnego.

A szkoda, bo opowiadanie genialne.... Tyle, że tam tytułowy mutant był raczej czymś na kształt "perfekcyjnego zwierzęcia", nie istoty rozumnej...
Q__
Moderator
#24 - Wysłana: 5 Gru 2007 17:18:27 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Ladies and gentlemen, mamy 25 urodziny "Blade Runnera":
http://esensja.pl/film/publicystyka/tekst.html?id= 4740

ps. zbiór genialnych cytatów z Dicka:
http://esensja.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=1 547
Q__
Moderator
#25 - Wysłana: 7 Lut 2008 12:37:21
Odpowiedz 
Jerzy Sosnowski o P.K. Dicku:
http://www.jsosnowski.nazwa.pl/?page_id=55
(IMHO b. ciekawe.)
Q__
Moderator
#26 - Wysłana: 5 Mar 2008 02:10:17
Odpowiedz 
Doctor_Who
Użytkownik
#27 - Wysłana: 24 Mar 2008 00:59:30
Odpowiedz 
The_D
Q__

W pewnym czasie wierzył, że Stanisław Lem nie jest pisarzem, ale prowokacją KGB, gdyż jeden człowiek nie może pisać tak zróżnicowanych dzieł.


Dick był bardzo płodnym pisarzem, potrafił machnąć jedną książkę w tydzień, złośliwi mówią, że to przez amfetaminę i LSD, które zażywał. Co ciekawe, jednym z efektów ubocznych uzależnienia Dicka były stany paranoiczne; po pierwszym wydaniu go w Polsce w serii "Stanisław Lem poleca" uroił sobie, że komuniści chcą go załatwić, a sam LEM to tak naprawdę nie człowiek, tylko skrót od jakiejś agencji jak KGB. Jak napisano w którymś z wydań "NF": "Lem wierzył w istnienie Philipa K. Dicka"

Kontakty pisarza z narkotykami nie kończyły się na wypaleniu od czasu do czasu skręta lub fajki z haszem. Eksperymentował z wąchaniem i halucynogenami. Zdobył wielką wprawę w zdobywaniu recept na narkotyki u lekarzy - recytował śpiewająco wymaganie objawy. Domowa apteczka Phila była dużo lepiej zaopatrzona od pustej zazwyczaj lodówki. :

Przez pewien czas jego miejsce zamieszkania było czymś na kształt hippisowskiej komuny, gdzie każdy bez trudu mógł dostać narkotyk. Podobno nawet narkotykowy guru, harvardzki psycholog Timothy Leary dzwonił do Dicka z wyrazami najwyższego podziwu. Pisarz nie bez powodu uważany był za znawcę tematu; zestawiał i mieszał pigułki uzyskując zaskakujące kombinacje, w których środki uspokajające figurowały obok pobudzających, a leki zdobyte na receptę obok kupionych na ulicy. Pod wrażeniem przeżyć z narkotykowych seansów doszedł do wniosku, że tamte wizje są po prostu aspektami realnego świata. W eseju Narkotyki, halucynacje i poszukiwanie rzeczywistości pisał:

Halucynacje czy to wywołane psychozą, hipnozą, narkotykami, truciznami czy czymś innym mogą się różnić od tego, co widzimy normalnie tylko ilościowo, nie jakościowo.

Co do Dicka, zawsze urzekają mnie w jego twórczości dwie rzeczy:

Oprócz głównego wątku powieści, dość często wprowadza wątki poboczne, których bohaterami są zwykli ludzie, żyjący w wykreowanym przez pisarza świecie; razem ze swoimi problemami nadają mu autentyczności. Bohaterowie tych miniatur zazwyczaj nie mają nic wspólnego z wydarzeniami i postaciami głównego wątku, albo ich ścieżki zbiegają się w jednym momencie, by na zawsze zmienić ich losy. Czyny jednych postaci mają znaczący wpływ na koleje losu innych, choć oni nigdy sobie tego nie uświadomią. Tak właśnie było w "Trzech stygmatach Palmera Eldricha" i w "Człowieku z Wysokiego Zamku"

W powieściach Dicka znika gra między autorem a czytelnikiem, który tak samo jak bohaterowie powieści nigdy nie wie, czy dane zdarzenie zachodzi „naprawdę”, czy jest tylko tworem umysłu, wynikiem halucynacji. Pamiętam fragment ze "Stygmatów..." gdzie wszystko było fajnie - pięknie do momentu, gdy bohater w swej wizji zmaterializował drzwi prowadzące do swojego biura i przeszedł przez nie. Podobnie granica ta rozmywa się w "Ubiku" i zwłaszcza w "Oku na niebie".

Ja zaczynałem od "Trzech stygmatów Palmera Eldritha"

Pierwsze wydanie w Polsce miało chyba ocenzurowaną końcówkę...

Oto ten fragment: "Chodzi o to, że jednak musicie wziąć pod uwagę, iż powstaliśmy z prochu. Przyznajmy, że to nieszczególny początek i nie powinniśmy o tym zapominać. A jednak, uwzględniając ten kiepski początek, nie wypadamy tak najgorzej. Ja osobiście wierzę więc, że nawet w tej parszywej sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, damy sobie jakoś radę. Rozumiemy się?"
Q__
Moderator
#28 - Wysłana: 24 Mar 2008 02:56:27 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Doctor_Who

Dick był bardzo płodnym pisarzem, potrafił machnąć jedną książkę w tydzień, złośliwi mówią, że to przez amfetaminę i LSD, które zażywał. Co ciekawe, jednym z efektów ubocznych uzależnienia Dicka były stany paranoiczne; po pierwszym wydaniu go w Polsce w serii "Stanisław Lem poleca" uroił sobie, że komuniści chcą go załatwić, a sam LEM to tak naprawdę nie człowiek, tylko skrót od jakiejś agencji jak KGB.

Owszem. Pisano o tym iwele razy. Mało tego, napisał w tej sprawie donos do FBI...

Domowa apteczka Phila była dużo lepiej zaopatrzona od pustej zazwyczaj lodówki.

Czyzby stanowił jeszcze jeden pierwowzór dla grzędowiczowskiego Charona i przewodasowego Alefa?

Chodzi o to, że jednak musicie wziąć pod uwagę, iż powstaliśmy z prochu

Te dzieła powstały raczej z prochów .

najgorzej. Ja osobiście wierzę więc, że nawet w tej parszywej sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, damy sobie jakoś radę. Rozumiemy się?"

Finał po heinleinowsku wręcz optymistyczny.
Halbard
Użytkownik
#29 - Wysłana: 24 Mar 2008 11:32:52
Odpowiedz 
Nie wmówicie mi też, że nie oglądaliście w/w filmów. Lub chociaż zainspirowanego m.i.n. Dickiem "Matrixa".

Z tego co wiem "Matrix" wzorowany był głównie na japońskim anime "Ghost in the shell"
Q__
Moderator
#30 - Wysłana: 24 Mar 2008 12:43:05
Odpowiedz 
Halbard

Z tego co wiem "Matrix" wzorowany był głównie na japońskim anime "Ghost in the shell"

Jednym i drugim (a do tego jeszcze kinem made in Hong Kong.)
 Strona:  1  2  3  4  5  »» 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Szalone światy P.K. Dicka

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!