USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / ST vs. GW
 Strona:  ««  1  2  ...  43  44  45  46  47  ...  52  53  »» 
Autor Wiadomość
Poklok
Użytkownik
#1321 - Wysłana: 2 Cze 2010 20:23:03
Odpowiedz 
Q__

Niektórzy twierdzą, że życie to opowieść idioty. Jest sporo prawdy w tym, co mówisz. Choć od Imperium kontrolującego multum systemów gwiezdnych można jednak oczekiwać troszkę lepszej organizacji niż od Polski, która, ujmując rzecz dyplomatycznie, zawsze najlepiej czuła się w radosnej improwizacji.
Q__
Moderator
#1322 - Wysłana: 2 Cze 2010 20:47:18 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Poklok

Poklok:
Choć od Imperium kontrolującego multum systemów gwiezdnych można jednak oczekiwać troszkę lepszej organizacji niż od Polski, która, ujmując rzecz dyplomatycznie, zawsze najlepiej czuła się w radosnej improwizacji.

I tak, i nie. W końcu Imperium z SW było często porównywane z śp. ZSRR, a to co tam się działo - mimo pozorów totalitarnego monolitu - bywało jeszcze "radośniejsze" (choćby ta słynna historia o łataniu skafandra kosmicznego - szczęśliwie tylko na czas testów w basenie, dzięki temu testującego, skądninąd bohaterskiego kosmonautę noszącego generalski stopień, jakoś uratowano - zwykłym plastrem).
Poklok
Użytkownik
#1323 - Wysłana: 2 Cze 2010 22:47:34
Odpowiedz 
Q__:
I tak, i nie. W końcu Imperium z SW było często porównywane z śp. ZSRR

Jak dla mnie to są dwa Imperia, jedno sprawne i wydajne, z Ep V, i drugie komicznie nieudolne, z Ep IV i VI W każdym razie przeżarty biurokracją, nieruchawy twór zarządzany przez tłum anonimowych kretynów jest przerażającą wizją, ale kiepsko nadaje się na egzemplifikację zła i potęgi, a oto przecież chodziło Lucasowi
Q__
Moderator
#1324 - Wysłana: 2 Cze 2010 22:59:29 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Poklok

Poklok:
Jak dla mnie to są dwa Imperia, jedno sprawne i wydajne, z Ep V, i drugie komicznie nieudolne, z Ep IV i VI

A może jedno Imperium miało oba te oblicza? Zwł, że perfekcja w naturze nie występuje.

(Nawiasem mówiąc: miło, że doceniasz EP V, ale jego chyba po prostu nie da się nie doceniać, nawet jeśli się nie lubi SW.)
Poklok
Użytkownik
#1325 - Wysłana: 2 Cze 2010 23:08:53 - Edytowany przez: Poklok
Odpowiedz 
Q__:
A może jedno Imperium miało oba te oblicza?

Ale to głęboko zabrzmiało. Może i miało, jest to możliwe, chociaż w takim razie analogia z ZSRR upada, bo Związek bywał sprawny (tzn. skuteczny), ale wydajny niekoniecznie. Ale przyznasz, że jest w oryginalnej trylogii pewna rozbieżność, zwłaszcza między Ep IV a V. Widać to choćby po pozycji Vadera, która raczej nie mogła zmienić się tak szybko. Chociaż pewnie zaraz przytoczysz mi wnioski z dwudziestu dyskusji fanów GW na forach, o których nawet w życiu nie słyszałem

Q__:
(Nawiasem mówiąc: miło, że doceniasz EP V, ale jego chyba po prostu nie da się nie doceniać, nawet jeśli się nie lubi SW.)

Pewnie, że się da. Wypraszam sobie takie deprecjonowanie mojej dobrej woli, którą staram się wykazywać nawet wobec Lucasa
Q__
Moderator
#1326 - Wysłana: 3 Cze 2010 12:11:48 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Poklok

Poklok:
Ale przyznasz, że jest w oryginalnej trylogii pewna rozbieżność, zwłaszcza między Ep IV a V. Widać to choćby po pozycji Vadera, która raczej nie mogła zmienić się tak szybko.

Najlepsze to jest co innego. Jak rzucisz okiem do nowelizacji EP IV (pióra, mogącego się nam b. dobrze kojarzyć, Fostera, podpisanej jednak przez Lucasa) zobaczysz jak słabą pozycję ma w EP IV... Palpi. Sugeruje się tam, że panowie zebrani na Gwieździe Śmierci de facto rządzą Imperium, nominalnego władcę mając głęboko w... tyle. I, że Vader mówiąc np. o życzeniu Imperatora, ktoremu stanie się zadość kpi sobie w żywe oczy. Ba, o ile czegoś nie pomieszałem, grup i jednostek wyrywających sobie z rąk do rąk imperialny postaw sukna ma tam być znacznie więcej niż tylko - najsilniejsza po wybudowaniu wiadomej Gwiazdy - grupa Vadera/Tarkina.

W EP V natomiast Imperator (grany przez kogo innego, potem to przeedytowano) steruje sprawami ręcznie, a Vader zdaje się być drugą po nim personą. Zmieniają się też obyczaje - w EP IV Vader nikogo nie stracił za niekompetencję, choć paru kandydatów do tego zaszczytu by się znalazło.

Poklok:
Pewnie, że się da.

Chyba tylko z czystej złośliwości .
Picard
Użytkownik
#1327 - Wysłana: 3 Cze 2010 13:13:39 - Edytowany przez: Picard
Odpowiedz 
Poklok
Q__
kanna

Co do Nowej nadziej : dziś to przeciętny film przygodowy, skakanie z jednej egzotycznej lokacji do drugiej, walki, pościgi i jednowymiarowi bohaterowie - no, może poza Hanem Solo- , którzy radośnie poczynają sobie z wielkim złym Imperium. Zabawna jest historia powstania tego filmu i jego dystrybucji: nikt nie wiązał z nim większych nadziej i właściwie - początkowo - kina musiał być niemal zmuszane by zgodziły się go wyświetlać. Zgadzam się z ówczesnymi producentami i właścicielami kin, bo rzeczywiście nie wiem co jest w tym filmie tak szczególnego? Zgadzam się i z nimi i tak jak oni, strzelił by sobie w stopę nie wspierając tego projektu bo miszmasz mitów i legend oraz całkiem nowy świat polany sosem z najnowszych - wówczas - efektów specjalnych, spodobał się widzą. Poza tym wspominaliście scenę z gwiazdą śmierci. Prawda, przydługa, dość monotonna i właściwie pozbawiona napięcia. To wogóle problem z reżyserią w wykonaniu Lucasa: ma tendencje do wpakowywania do swoich filmów przydługich, nudnawych i nie służących opowiedzeniu żadnej historii, scen akcji. Po obejrzeniu takiej sceny czuje się jak po bloku reklamowym, po którym wraca się do właściwego filmu. Da się to zauważyć nawet w niektórych jego filmach, które lubię jak np. Poszukiwaczach zaginionej arki, gdzie jest równie masakrycznie długi pościg za ciężarówką wiozącą arkę. Chodź i ta scena była bardziej urozmaicona niż atak na gwiazdę śmieci. Imperium kontratakuje to już inna historia: bohaterowie mają jakąś głębie, relacje między nimi są już bardziej złożone, dojrzewają i zmieniają się na naszych oczach. A Imperium depcze im po piętach - po prawdzie to jest to jedyny film z serii oglądając, który można poczuć się jak prawdziwy partyzant, biedny zaszczuty bojownik, którego głowę każdy chce dostać, i który nawet przyjaciołom ufać nie może. W gruncie rzeczy Imperium... to świetny film, z jedną durną sceną - robak na asteroidzie!- , scena wyśmianą nawet w powieści Odyseja kosmiczna 2010, jeśli mnie pamięć nie myli? Z kolei Powrót Jedi to durny filmy z kilkoma dobrymi scenami - z wyłączeniem sytuacji z udziałem trójkąta Imperator, Vader, Luke cały film można sobie właściwie darować. I to nie tylko dlatego:
http://farm4.static.flickr.com/3337/3484069857_df7b01a290.jpg

I jeszcze jedno pytanie do fanów SW, może mi ktoś wytłumaczyć kult Boby Fetta, bo za nic nie pojmuje jak statysta w zielonej zbroi mógł zyskać grono fanów?
Q__
Moderator
#1328 - Wysłana: 3 Cze 2010 17:07:26 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Wiecie co? Obejrzałem sobie niedawno pierwsze odsłony obu cykli kinowych, czyli SW EP IV i ST TMP, i powiem dwie rzeczy.

Po pierwsze: te dwie stylistyki są jednak nieuzgadnialne - z ST nie da zrobić się barwnej przygodowej baśni bez pozbawienia go "trekowości", natomiast wątek eksploracji wepchnięty do SW będzie jednak "ciałem obcym". (Co jednak nie znaczy, że istnienie jednej z tych konwencji dyskwalifikuje drugą. Przeciwnie, a miejsca starczy jeszcze i dla "dyplomatycznej" konwencji B5, i militarnej "Aliens"/SAAB/nBSG i "osadniczej" E2, i maksymalnie realistycznej "2001...", i jeszcze paru innych - vide "Solaris", "Blade Runner", "Avatar", "Diuna" do wyboru, do koloru.)

Po drugie uderzył mnie realizm szczegółów. Nic to, że SW to baśń, fantasy, a ST technologicznie jest dość podejrzany. Gdy widzimy sceny zbiorowe (te tłumy statystów), korytarze, świecące lampki urządzeń, przyciski, pokrętła, ekrany jesteśmy skłonni uwierzyć w prawdziwość tego wszystkiego. Takimi scenkami Lucas i Wise przemyślnie tworzą iluzję rzeczywistosci ekranowej rzeczywistosci (sic!). Szkoda, że dziś mało komu chce się marnować czas ekranowy i budżet na celebrowanie takich scenek, a jeśli już ktoś się za to zabiera, to zamiast momentów, w których widz ma okazję nacieszyć oko szczegółami wrzuca robione na komputerze, oślepiająco błyskające obrazki, albo panoramy tak szerokie, że oko zaczyna się gubić. (Choć przynać trzeba, że np. w "Avatarze" tak pojęty realizm tła się pojawił, w przedczołówkowej części "jedenastki" też.)

BTW. Skoro już padło nazwisko Wise:
http://www.film.org.pl/memoriam/wise.html

Picard

Picard:
W gruncie rzeczy Imperium... to świetny film, z jedną durną sceną - robak na asteroidzie!

A tak, to bolało.
Eviva
Użytkownik
#1329 - Wysłana: 3 Cze 2010 17:35:32 - Edytowany przez: Eviva
Odpowiedz 
Q__:
Picard:
W gruncie rzeczy Imperium... to świetny film, z jedną durną sceną - robak na asteroidzie!

A tak, to bolało.

Zwłaszcza robaczka, którego Han Solo sparzył laserem w język
Weaver
Użytkownik
#1330 - Wysłana: 3 Cze 2010 17:41:55
Odpowiedz 
Picard:
może mi ktoś wytłumaczyć kult Boby Fetta

Boba to jedna z moich ulubionych postaci SW, troszkę zdewaluowana faktem, ze to 'tylko klon' (i ogólnie tym dzieciakiem z nowej trylogii i 'Clone Wars')... Wypowiada może 3 słowa we wszystkich filmach a i tak budzi grozę. To taki archetypowy łowca nagród - niewiele mówi, rozsiewa aurę skuteczności i zagrożenia. Profesjonalista a jednak bandyta, honorowy a jednak morderca..Jest tym, czym byłby Han Solo bez poczucia humoru, a do tego jest jego głównym antagonistą. Do tego jeszcze przetrwanie soków trawiennych Sarlacca i cała historia z Mandalorianami, ale to już nie w filmach.
Picard
Użytkownik
#1331 - Wysłana: 4 Cze 2010 11:20:50
Odpowiedz 
Weaver

dzięki za naświetlenie tej kwestii, chodź przyznam się szczeże, że wydaje mie się dziwy kult postaci, która miała do powiedzenia trzy zdania w oryginalnych filmach.
Eviva
Użytkownik
#1332 - Wysłana: 4 Cze 2010 11:26:28
Odpowiedz 
Picard

Dziwny jest przede wszystkim kult postaci tak odstręczającej, ale ludzie maja przeróżne zboczenia. Niektórzy nawet lubią ST 09!
Q__
Moderator
#1333 - Wysłana: 4 Cze 2010 11:55:15 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Picard

Picard:
chodź przyznam się szczeże, że wydaje mie się dziwy kult postaci, która miała do powiedzenia trzy zdania w oryginalnych filmach

Może włąśnie o to chodzi. Może otaczaja go kultem ci, którzy nie lubią gadulstwa .

Poklok

Wspominałem o "Nowej nadziei" jako klasyce, wspominałem też o jej aspekcie "realistycznym". Sądzę, że John Kenneth Muir ma na temat pierwszej (chronologicznie) odsłony SW znacznie ciekawsze rzeczy do powiedzenia niż ja:
http://reflectionsonfilmandtelevision.blogspot.com /2008/06/star-wars-blogging-episode-iv-new-hope.ht ml
Przeczytaj.
Jurgen
Moderator
#1334 - Wysłana: 4 Cze 2010 14:53:55
Odpowiedz 
Picard:
dzięki za naświetlenie tej kwestii, chodź przyznam się szczeże, że wydaje mie się dziwy kult postaci, która miała do powiedzenia trzy zdania w oryginalnych filmach.

A Mourn to ile razy się odezwał?
Picard
Użytkownik
#1335 - Wysłana: 4 Cze 2010 18:56:51
Odpowiedz 
Jurgen:
A Mourn to ile razy się odezwał

A to Mourn jest postacią kultową?

Q__:
Może włąśnie o to chodzi. Może otaczaja go kultem ci, którzy nie lubią gadulstwa

Może! Chociaż nie o to mi chodzi, rzecz w tym, że o tej postaci nie wiele w zasadzie można powiedzieć - przynajmniej na podstawie oryginalnych filmów. To właściwie taki gloryfikowany statysta, więc w związku z tym dziwię się, że wspomniany Mourn nie doczekał się swojego wianuszka wielbicieli.

Eviva:
Dziwny jest przede wszystkim kult postaci tak odstręczającej, ale ludzie maja przeróżne zboczenia. Niektórzy nawet lubią ST 09!

To ostatnie jest przerażającym zboczeniem i zbrodnią przeciw ludzkości! Ale co do meritum, dobry złoczyńca nie jest zły: mnie np. fascynował zawsze Hannibal Lecter - imponowała mi jego inteligencja, opanowanie, wyszukany gust i przenikliwość. Z drugiej strony postać ta była kwintesencją zła: przynajmniej pierwotnie - człowiekiem, który odrażające zbrodnie popełniał z wyboru, chyba tylko po to by samemu sobie udowodnić, że jest wolny od ludzkiej moralności. Rozumie też zafascynowanie Draculą, Jokerem, przeciwnikami Bonda, pojmuje też fascynacje Darthem Vaderem - czasami to złoczyńcy definiują, bohatera sprawiają, że wspina się on na szczyt heroizmu. Sama też postać przestępcy pozwala daje wgląd w naturę zła, czasami pozwala jej lepiej zrozumieć motywy kierujące zbrodniarzami, a czasami ich historia jest ostrzeżeniem przed tym jak to przemoc rodzi przemoc. Ale o Bobie nie wiadomi prawie nic więc dziwie się jego kultowi. A każdemu zainteresowanemu tematyką złoczyńcy z prawdziwego zdarzenia polecam lekturę poniższej książki - warto:
http://merlin.pl/Wlad-Palownik-Prawdziwa-historia-Drakuli_C-C-Humphreys,images_big,25,978-83-2457-791-0.jpg
Poklok
Użytkownik
#1336 - Wysłana: 4 Cze 2010 20:14:45 - Edytowany przez: Poklok
Odpowiedz 
Q__

Ciekawy tekst. Ale widać, że pisany z perspektywy fanboja, i to takiego, który SW zobaczył po raz pierwszy jako młody człowiek, oj widać. Wiele rzeczy, które w chwili premiery przełomowe, ja przyjąłem jako coś naturalnego. Cóż, kwestia perspektywy, tego się nie przeskoczy. Spójrzmy na ten cytat: But the point of Star Wars, very explicitly, is: pick a side; choose to be a hero. I to jest prawda. Gdybym oglądał SW mając parę ładnych lat mniej, pewnie też bym się jarał...
Eviva
Użytkownik
#1337 - Wysłana: 4 Cze 2010 20:19:06
Odpowiedz 
Picard:
Ale co do meritum, dobry złoczyńca nie jest zły:

Dla mnie jest to dowód przerażającej aberracji rodzaju ludzkiego. Kiedyś nawet ci źli udawali, ze są dobrzy, lub że działają dla dobra innych. Inaczej nie było można, bo świat, lepiej lub gorzej, usiłował praktykować dobro, wierzył w jego potęgę (co z tego wynikało, to inna sprawa). Obecnie idolami stają się potwory w ludzkiej skórze i wielu ludzi myśli, że można być złym, to jest cool i że to świetny ubaw. Efekty widać na co dzień.
Poklok
Użytkownik
#1338 - Wysłana: 4 Cze 2010 20:21:32
Odpowiedz 
Eviva:
Kiedyś nawet ci źli udawali, ze są dobrzy, lub że działają dla dobra innych.

Jednak co innego postać fikcyjna (bo tutaj faktycznie, dobry villain nie jest zły), a co innego realni ludzie, i innym miarkami się ich mierzy.
Weaver
Użytkownik
#1339 - Wysłana: 4 Cze 2010 21:25:22
Odpowiedz 
Eviva:
Kiedyś nawet ci źli udawali, ze są dobrzy

Nie dość, że źli byli, to jeszcze zakłamani :P
Q__
Moderator
#1340 - Wysłana: 4 Cze 2010 23:36:22 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Poklok

Poklok:
Ciekawy tekst. Ale widać, że pisany z perspektywy fanboja

Kiedy Muir to b. ceniony krytyk, który tak ogólnie jest fanem... ST i - jeszcze bardziej - S:1999.

Poklok:
Wiele rzeczy, które w chwili premiery przełomowe, ja przyjąłem jako coś naturalnego. Cóż, kwestia perspektywy, tego się nie przeskoczy.

Przeskoczy. Wystarczy uświadomić sobie właśnie nieoczywistosć pewnych spraw i prekursorstwo pewnych rozwiązań. Wystarczy zauważyć kontakst czasowy. I się da, stanowczo się da.
Eviva
Użytkownik
#1341 - Wysłana: 5 Cze 2010 06:09:07
Odpowiedz 
Weaver:
Nie dość, że źli byli, to jeszcze zakłamani :P

Ale dlaczego byli zakłamani? Dlatego, bo wiedzieli, że są źli, a co więcej, że być złym jest ŹLE! A teraz? szkoda gadać.
Poklok
Użytkownik
#1342 - Wysłana: 5 Cze 2010 06:43:42
Odpowiedz 
Q__:
Kiedy Muir to b. ceniony krytyk, który tak ogólnie jest fanem... ST i - jeszcze bardziej - S:1999.

Chcesz mi powiedzieć, że nie lubi SW?

Q__:
Przeskoczy. Wystarczy uświadomić sobie właśnie nieoczywistosć pewnych spraw i prekursorstwo pewnych rozwiązań. Wystarczy zauważyć kontakst czasowy. I się da, stanowczo się da.

Tzn. na poziomie umysłowym oczywiście. Jak najbardziej mogę docenić NH za wiele rzeczy, choćby za sprawność w mieszaniu różnych, zapożyczonych wątków czy za spójność wizji świata. Zgadzam się, że należy do tzw. klasyki. Ale nie jestem w stanie oglądać go z przyjemnością, bo mnie nudzi, bo imho broni się obecnie dużo gorzej, niż np. pierwszy film z Indiana Jonesem.
Q__
Moderator
#1343 - Wysłana: 5 Cze 2010 12:10:32
Odpowiedz 
Poklok

Poklok:
Chcesz mi powiedzieć, że nie lubi SW?

Jasne, że lubi, acz są rzeczy, które lubi bardziej.

Poklok:
Tzn. na poziomie umysłowym oczywiście. Jak najbardziej mogę docenić NH za wiele rzeczy, choćby za sprawność w mieszaniu różnych, zapożyczonych wątków czy za spójność wizji świata. Zgadzam się, że należy do tzw. klasyki. Ale nie jestem w stanie oglądać go z przyjemnością, bo mnie nudzi, bo imho broni się obecnie dużo gorzej, niż np. pierwszy film z Indiana Jonesem.

I właśnie o to mi chodziło. O docenienie na poziomie umysłowym. Subiektywne gusty, to subiektywne gusty.
Weaver
Użytkownik
#1344 - Wysłana: 5 Cze 2010 16:09:04 - Edytowany przez: Weaver
Odpowiedz 
Eviva:
Dlatego, bo wiedzieli, że są źli, a co więcej, że być złym jest ŹLE!

Drążąc temat (bardzo wiele z postaci, które pozostają w kręgu moich zainteresowań uważane jest za "złe")... Hmm, moim zdaniem wielu z nich owszem, wiedziało, że ktoś może uważać ich działania za złe, oni sami częstokroć przekonani byli o słuszności swoich racji. Wystarczy wspomnieć o totalitaryzmach jako "sposobach ratowania społeczeństwa przed komunizmem, kryzysem, wstaw dowolne inne nieszczęście na skalę masową", sięgnąć po przykłady przywódców religijnych itp itp. Jednostki również nie pozostają wolne, że przytoczę postać Jacka Ruby'ego, który strzelając do L. H. Oswalda, według pierwszych zeznań chciał "oczyścić wizerunek Dallas w oczach publicznych oraz oszczędzić Jackie Kennedy cierpienia..." Zdarzali się seryjni mordercy, których czyny powszechnie należy uznać za zbrodnicze, a którzy wg własnego obrazu sytuacji spełniali boską misję itp.
Jak pisał P. E. I. Bonewits "Biała magia to to, co robi nasza paczka, czarna magia to to, co robi tamta druga paczka." - to Oni są ci źli...
Do tego, w złych postaciach, jak mi się wydaje, nie samo zło jest pociągające (ono jest zazwyczaj albo odstręczające albo banalne, a nawet, jak w przypadku wielu seryjnych morderców, zabijających np."bo tak kazał im głos z dziury w ścianie lub demoniczny pies sąsiada" (D. Berkowitz) zupełnie absurdalne i wręcz bzdurne) lecz związane z nim poczucie bezkarności, bycia ponad moralnością i zakazami oraz wynikające z tego złudzenie władzy i mocy i wreszcie otaczający to wszystko nimb tajemnicy (tu jest właśnie małomówność i brak tła Boby Fetta).
Dlatego też (IMHO) więcej młodych (tu brzydkie słowo na g) woli nosić koszulki z logiem HWDP czy też JP i pokazać, jacy to oni nie są, nawet Policji się postawią (do czasu) niż z logiem rzeczonej instytucji, ograniczanej przepisami prawa i będącej niejako służebną (a nie nadrzędną) wobec reszty społeczeństwa...
Jak mi się wydaje, pozycja zła nie 'podskoczyła' ostatnimi czasy, co najwyżej ci tzw. 'dobrzy' skompromitowali się o jeden raz za dużo, o jedną rzecz za dużo uznali za 'złą, niemoralną itd.' i więcej ludzi zaczęło mówić "Dość...choćbym miał na złość mamie uszy..."
Ufff...
Przypomniało mi się. Czasami jest też tak, że 'dobro' to to, co jest dobre dla ogółu, co wymaga samopoświęcenia, pokory itp., a 'zło' to to, co robimy sami dla siebie, bez zwracania uwagi na innych, co służy głownie nam. Jak Jedi i Sith. Jak ścieżka prawej i lewej ręki. Nie wszyscy mogą się z takim przypisaniem kategorii godzić, bo są np. skrajnymi indywidualistami (czy też samolubami jak wolałby ogół).
W każdym bądź razie, czasami fajnie jest pobyć takim samolubnym 'złym'. Z umiarem, oczywiście.
Q__
Moderator
#1345 - Wysłana: 8 Cze 2010 17:33:10
Odpowiedz 
Zgadnijcie kto to pisze?

"Szanowna Redakcjo!

Na początek nieco naświetlę sytuację, o której będę pisał. Moja mama umarła podczas porodu (z tego co wiem to była bardzo piękna, no ale nie o to chodzi). Dorastałem z rodziną mojego ojca, bo ojciec miał jakieś problemy emocjonalne i zmył się od razu po moich narodzinach. Jak widzicie moje dzieciństwo było lekko popieprzone. Dorastając bardzo odczuwałem dystans, jaki dzielił mnie z moją siostrą. Gdy miałem 17 czy 18 lat, pierwszy raz zauważyłem, że moja siostra jest niezłą laską.

Nie chcę za bardzo wnikać w szczegóły, ale skracając historię - znalazłem pewną kasetę z filmem, który nakręciła moja siostra. Wiedziałem, że nie został on nakręcony dla mnie, ale jako że moja siostra była tak zajebiście seksowna, obejrzałem go dwa razy.

Obejrzałbym pewnie jeszcze kilka razy, ale mniej więcej w tym samym czasie co znalazłem film, dużo rzeczy popieprzyło się w moim życiu i musiałem opuścić dom. (Rodzina ojca, u której mieszkałem popadła w jakiś konflikt z prawem. Nigdy o tym nie rozmawiam.)

Więc... byłem strasznie podjarany moją siostrą w tym czasie. Ona również miała jakieś kłopoty z prawem. W zasadzie to nawet była w areszcie. Pojechałem z kumplem, żeby ją odebrać. Gdy zobaczyłem ją tego dnia, po obejrzeniu filmu, będę szczery, chciałem ją ostro zerżnąć. Z perspektywy czasu to muszę przyznać, że to było chore, ale ona chyba też coś do mnie czuła. Właściwie to pocałowała mnie, jak tylko po nią przybyliśmy... i to nie był taki siostrzany całus, rozumiecie? To znaczy, nie było to jakieś bardzo wyuzdane, ale na pewno nie było to cmoknięcie jakie dostaje się od rodzeństwa.

Po tym całym zajściu zacząłem trzymać się ze znajomymi mojej siostry. Na jednym wyjeździe mój kumpel powiedział, że chyba coś ma do mojej siostry. Byłem zazdrosny. Jest nawet przystojny - i mimo że chodzi o moją siostrę - traktowałem go jak konkurencję. Przez pewien czas nic między nami nie zachodziło, no może oprócz jakichś macanek.

Właściwie to każdy kogo w tym czasie znałem miał jakieś problemy z organami ścigania, więc przeprowadziliśmy się po raz kolejny. Nie mówię, że jestem z tego dumny, ale bardzo miło wspominam ten czas w moim życiu. Mój kumpel chyba nigdy nie próbował nic zrobić z moją siostrą, ale wyczuwałem między nimi jakieś seksualne napięcie. To było w czasie jak miałem naprawdę straszny wypadek. Mogłem nawet zginąć. Jak dochodziłem do siebie po wypadku, moja siostra pewnego dnia przyszła i nie wiem dlaczego zaczęła mnie powoli i namiętnie całować w usta.

Niestety (chociaż w sumie to dobrze) nic z tego nie wynikło. Spędziliśmy trochę czasu oddzielnie... i stałem się bardzo religijny, przez co starałem się nie myśleć o siostrze tak jak wcześniej. W zasadzie to wszystko zaczynało się układać, tak jakbym zupełnie o niej zapomniał. Po jakimś roku znowu wybraliśmy się razem na statki (nie jakaś randka czy coś romantycznego) i ona miała na sobie najbardziej seksowne bikini, jakie w życiu widziałem. To obudziło we mnie dawne uczucia.

Jakiś czas po tym zdarzeniu ona zaczęła spotykać się z moim kumplem. Nie powiem, że byłem w szoku. Mimo że byli ze sobą blisko, to raz na imprezie zdarzyło się coś. Wyszliśmy z siostrą z imprezy. To był naprawdę intymny moment. Może nawet coś mogłoby się zdarzyć, ale zniszczyłem nastrój, gdy powiedziałem jej, że Darth Vader jest naszym ojcem i że muszę stawić mu czoła."

(Tekst pochodzi zdaje sie z JoeMonster.org)

ps. i jeszcze Galactic Empire State of Mind:
http://www.collegehumor.com/video:1931187
Picard
Użytkownik
#1346 - Wysłana: 21 Cze 2010 19:21:34
Odpowiedz 
W następnym filmie Abaramsa, na pokładzie USS Enterprise zagości pewien upierdliwy przybysz z odległej galaktyki:
http://browse.deviantart.com/?qh=&section=&global= 1&q=star+trek+vs.+star+wars#/d20kwg6
reyden
Użytkownik
#1347 - Wysłana: 22 Cze 2010 09:07:25
Odpowiedz 
Niezłe - do tego jeszcze szczypta BSG
Christof
Użytkownik
#1348 - Wysłana: 22 Cze 2010 10:53:20 - Edytowany przez: Christof
Odpowiedz 
Picard:
W następnym filmie Abaramsa, na pokładzie USS Enterprise zagości pewien upierdliwy przybysz z odległej galaktyki:

Na szczęście jest redshirtem, więc nie pociągnie za długo (jedynym wyjątkiem od reguły jest Scotty).
Q__
Moderator
#1349 - Wysłana: 22 Cze 2010 13:58:11
Odpowiedz 
Picard
Użytkownik
#1350 - Wysłana: 14 Lip 2010 11:30:50
Odpowiedz 
Widać nie muszę już przepłacać za ta książkę, Szturmowcy śmierci - pierwszy horror w realiach Gwiezdnych wojen - w wersji audiobook:
http://www.youtube.com/watch?v=qGhab1f5l9o&feature =related
 Strona:  ««  1  2  ...  43  44  45  46  47  ...  52  53  »» 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / ST vs. GW

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!