USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Sztuczna Inteligencja w ST i reszcie SF
 Strona:  ««  1  2  3  »» 
Autor Wiadomość
Delta
Użytkownik
#31 - Wysłana: 19 Lip 2006 04:54:26 - Edytowany przez: Delta
Odpowiedz 
Q

Wciąż jednak nie widze by miało to mieć jakikolwiek związek z emocjami...

Bo to one nami kierują, to one składają się na fuzzy logic, intuicjią czy jakkolwiek to nazwać. I myślę, że dobrze ujął to w swych wypowiedziach Sh1eldeR, gdy pisał o uczuciach, które składają się na podjęcie przez nas decyzji: strach, złość, adrenalina związana z ryzykiem. Zobacz, co pcha świat do przodu i dzięki czemu się rozwija ludzkość od samego początku -dzięki emocjom, które nas popychają do nowych osiągnięć. SI bez uczuć to superkomuter, lepszy od dzisiejszych PC pod względem technicznym, ale w swej istocie dalej jest to zwykłe PC, które nie zrobi nic poza swe oprogramowanie (jak w tym przykładzie o samolocie i ladowaniu na lotniskowcu -pewnych rzeczy nie przekroczy bo nie jest w stanie ich wyczuć, a dla wyszkolonego, choć ułomnego przez swe biologiczne ograniczenia, pilota takie lądowanie to norma).
SI wyposażony w emocje, to coś takiego jak Rommie -maszyna potrafiąca myśleć abstrakcyjnie, a jednocześnie mogąca kierować się chłodną kalkulacją. To niemal perfekcja.

(nic nie było go w stanie przekonać, że jest inaczej.) -To zdanie kojarzy mi sie nawet bardziej niź z V'Gerem z ludźmi, których emocje zaślepiają...

Racja Ale zwróć uwagę na to co stało się gdy V'Ger połączył się z Deckerem? Ludzkie emocje zostają poskromnione przez chłodne, zkalkulowane, podejście maszyny. I taki duet to dopiero istota wyższa pod każdym względem.
Q__
Moderator
#32 - Wysłana: 19 Lip 2006 11:34:56 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Delta

Bo to one nami kierują, to one składają się na fuzzy logic, intuicjią czy jakkolwiek to nazwać. I myślę, że dobrze ujął to w swych wypowiedziach Sh1eldeR, gdy pisał o uczuciach, które składają się na podjęcie przez nas decyzji: strach, złość, adrenalina związana z ryzykiem. Zobacz, co pcha świat do przodu i dzięki czemu się rozwija ludzkość od samego początku -dzięki emocjom, które nas popychają do nowych osiągnięć.

Nie do końca. Spacjaliści od badań nad SI (czy też AI) zakładają że to wszystko o czym piszesz ma raczej związek ze zdolnością uczenia się, nie zaś z emocjami...

SI wyposażony w emocje, to coś takiego jak Rommie -maszyna potrafiąca myśleć abstrakcyjnie, a jednocześnie mogąca kierować się chłodną kalkulacją. To niemal perfekcja.

Ja tam wolałem Golema XIV

SI bez uczuć to superkomuter, lepszy od dzisiejszych PC pod względem technicznym, ale w swej istocie dalej jest to zwykłe PC

Odsyłam do książki o wspomnianym Golemie...

Ludzkie emocje zostają poskromnione przez chłodne, zkalkulowane, podejście maszyny. I taki duet to dopiero istota wyższa pod każdym względem.

Według jednej z hipotez w wyniku tego powstał Borg. Uważaj co chwalisz

Tuki Anvareth

na wzor HAL'a AI zwyczajnie "zwariuje" od sprzecznych danych, ktore beda do niej naplywac.

HAL co zabawniejsze odczuwał przecież emocje (np. strach).

Wracając do połączenia maszyny i ludzkich emocji: było takie wczesnocyberpunkowe opowiadanie J. Vinge "Płonący statek", w którym, w wyniku połączenia umysłu dość prostego i słabego laboranta z eksperymentalnym superkomputerem ETHANAKiem powstała nowa jakość i nowa osobowość. Najlepszy hacker w Układzie Słonecznym łączący zalety człowieka i maszyny, lecz w niektorych momentach "rozpadający się" na swe "komponenty". (Był tam też "duch w maszynie" - miliarder, najbogatszy w Układzie, który by stać się nieśmiertelnym przeniósł swój umysł do maszyny i w efekcie tęsknił do ludzkich doznan, nawet bólu...)
Q__
Moderator
#33 - Wysłana: 19 Lip 2006 14:34:21 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Uzupełnienie "listy lektur".

Zapomniałem zupełnie o powieści "Ogień nad otchłanią" Vernora Vinge'a (który jako autor opowiadania "True Names" uchodzi za właściwego "ojca" cyberpunku). Występują w niej różne (często oryginalne) formy życia, jednak na szczycie piramidy galaktycznej społeczności znajdują się tam błyskawicznie autoewoluujące AI, którym (z racji ich potęgi intelektualnej) oddaje się iście boską cześć. AI te miewają "interfacerów" - ludzi bądź Obcych z których umysłami pozostają w połączeniu, przez których przemawiają i nad którymi mogą w dowolnym momencie przejąć kontrolę... Mimo, że taki interfacer ma dostęp do ogromu danych posiadanych przez umysł wyższego rzędu, jego los nie jest do pozazdroszczenia...

Godną uwagi i optymistyczną wizję koegzystencji ludzkości z AI (podzieloną na Umysły, drony, samoświadome statki kosmiczne) przedstawia cykl "Kultura" Iain'a M Banksa. Sztuczne inteligencje mimo przewagi w każdej dziedzinie traktują tam pełnienie funkcji służebnych wobec ludzi trochę tak, jak my traktujemy opiekę nad dziećmi... (Dla odmiany w "Dywizji Cassini", zaprzyjaźnionego z Banksem, Kena MacLeoda "biologiczna" ludzkość znajduje się w stanie wojny, nie nie z maszynami sensu stricte, a z drugim odłamem ludzkości, który wybrał los "duchów w maszynie".)
Tuki Anvareth
Anonimowy
#34 - Wysłana: 19 Lip 2006 23:53:32
Odpowiedz 
Q
Widze, że mówisz tu wyłącznie o AI w realiach ST/"Andromedy"... Ja mówiłem raczej o ich powstaniu w ogóle... Dlatego też nie rozumiem Twojego ograniczenia roli AI do funkcji "mózgu" statku kosmicznego

Nie tylko mozgu statku kosmicznego, ale ogolnie - jesli AI w stylu Daty czy Rommie powstanie, to po to, aby pomoc ludziom, a nie po to, zebysmy zabawili sie w Bogow i tworzyli nowy gatunek.
Owszem chcialbym, aby w przyszlosci AI byli traktowani tak jak Data czy Rommie, ale tak samo, jak kazdy inny czlonek spoleczenstwa beda mieli prawa i obowiazki wzgledem niego. Nie wyobrazam sobie stworzenia AI i puszczenia ich sobie calkowicie samopas - ze wzgledu ich mozliwosci przewyzszajace ludzi pod wieloma wzgledami AI mogliby zwyczajnie nas wyprzec. Mozna byc zwolennikiem maksymalnie mozliwej wolnosci AI, ale trzeba byc krotkowzrocznym, zeby nie dostrzegac potencjalnego zagrozenia. Stuprocentowo wolna, samoswiadoma AI predzej czy pozniej moze obrocic sie przeciwko jej tworcom - na zabawach w Boga mozna wiecej przegrac niz zyskac.
Anonim
Anonimowy
#35 - Wysłana: 20 Lip 2006 00:32:19
Odpowiedz 
Wlasnie! Q, pomysl tez o jednej, bardzo waznej rzeczy - co mamy na mysli mowiac "doskonalsze" ("lepsze", "bardziej zaawansowane" itd.)? Jakie ma byc to AI, skoro ma nas przewyzszac? Czy chodzi o sama moc obliczeniowa? To by bylo troche prymitywne i malo... finezyjne.

Wbrew pozorom bardzo wiele zalezy od tych zalozen. Np. jak jestes w stanie dowiezc, ze ludzie sa faktycznie lepszymi stworzeniami od... bakterii? Ze ewolucja dobrze robi, idac naprzod? Czy ludzie osiagneli wiekszy sukces z punktu widzenia ewolucji (jako Stworcy) niz bakterie? Bakterie mnoza sie znacznie lepiej, moga zyc w znacznie trudniejszych warunkach, panuja na Ziemi znacznie dluzej i bardzo mozliwe, ze przezyja nasza zaglade. Sa wszedzie, nawet tam, gdzie ludzi (jeszcze) nie ma. Mozliwe, ze podrozowaly nawet po Ukladzie Slonecznym i "zapladnialy" planety (np. my mozemy byc potomkami Marsjan). Dlugo nad tym myslalem i nie wymyslilem, czemu z punktu widzenia ewolucji mielibysmy byc na ta chwile lepsi od bakterii. Moze gdy siegniemy gwiazd - moze wtedy. Ale nie wiadomo, czy w ogole to mozliwe (moze wczesniej wysadzimy sie w powietrze).

Chce sie jednak powiedziec, moze ze wzgledu na ludzka nature, ze cos jest nie w porzadku w tym rozumowaniu. Ze ewolucja przeciez preferuje lepiej przystosowane i ogolnie lepsze organizmy, mogace szybciej reagowac na zmiany srodowiska. Robimy rzeczy, ktorych bakterie nie maja szans dokonac. Ale jak udowodnic, ze to jest tak naprawde lepsze?

Czujemy to intuicyjnie, prawda? Wiemy, ze cos w tym jest - w rozwoju, w technologii, w kulturze - cos, co pozwoli nam w przyszlosci odniesc i sukces ewolucyjny.

Do czego zmierzam? Do tego, ze slowo "lepsze" mozna zdefiniowac na rozne sposoby. Wyobrazmy sobie taka AI - nie tylko lepsza od nas, ale po prostu doskonala. Doskonala inteligencje. Doskonaly (aczkolwiek sztuczny) umysl.

I pomyslmy. Czy na pewno powinien on miec w sobie pyche? Nie zwracac uwagi na to, co robia prymitywniejsze formy rozumne? Na ich potrzeby? Na swoja role w spolecznosci? Czy przypadkiem tak zaawansowany umysl nie powinien nosic w sobie rowniez takich cech, jak szacunek do swoich stworcow? Albo wdziecznosc? Tylu ludziom nie starcza madrosci, by sie na to zdobyc. Widzac siebie jako idealnego czlowieka, moze bez supermocy obliczeniowej i hiperpamieci, ale za to z wszystkimi cechami, o jakich moge powiedziec, ze sa dobre, z pewnoscia patrze na istote majaca szacunek do swoich poprzednikow i stworcow (rodzicow, niech kazdy nazwie to jak chce). Dziedzicze przeciez po calej cywilizacji, po setkach, tysiacach lat doswiadczen i wynalazkow. Mam wiedze (tylko fragmenty, co wynika z moich ograniczonych mozliwosci), ktore oni nierzadko z trudem i poswieceniem zdobywali. Ja podstawie tej wiedzy jestem w stanie wymyslic cos nowego. Moze cos, co pozwoli mi byc od nich lepszym. Moze cos, co pozwoli mi zobaczyc nowe cele, dla nich jeszcze niezrozumiale. Ale czy - zakladajac, ze jestem istota doskonala - powinienem ich dlatego zniszczyc? Uznac za nieistotnych? Niepotrzebnych? Niegodnych istnienia i szacunku, mimo ze to im zawdzieczam wszystko co posiadam?

Nie wydaje mnie sie.

Byc moze to wlasnie te przeslanki sa dobrymi powodami, zeby wyposazyc AI w uczucia. I to nie takie, jakie mamy teraz jako ludzie. Znacznie "lepsze". Czemu przewyzszajaca nas AI nie moglaby przewyzszac nas pod kazdym wzgledem? Rowniez szlachetnosci, dobroci, dyscypliny, szacunku? To my przeciez bedziemy tworzyc ta AI. To my bedziemy decydowac, co to znaczy bycie lepszym dla tej istoty. Mozliwe, ze patrzac na nia nie bedziemy sie czuli mali i przerazeni, tylko bedziemy sie czuli glupio i bedzie nam przykro, ze wszystkie te piekne idealy, ktore wymyslelismy przez cala nasza historie, tak naprawde spelnic mogla dopiero maszyna. Jak dla mnie, moc obliczeniowa przy tym jest po prostu niczym.

/Sh1eldeR
Q__
Moderator
#36 - Wysłana: 20 Lip 2006 01:48:20
Odpowiedz 
Tuki Anvareth

jesli AI w stylu Daty czy Rommie powstanie, to po to, aby pomoc ludziom, a nie po to, zebysmy zabawili sie w Bogow i tworzyli nowy gatunek.

Lem w "Non serviam" przedstawił coś zupełnie innego (nb. AI u niego nie posiadały nawet ciała były umysłami umieszczonymi w maszynie stworzonymi właśnie z chęci "zabawy w Bogów").

Teoretycznie masz, rzecz jasna, słuszność pisząc o potrzebie "bezbolesnego" wpasowania AI w ludzką społeczność... Czy jednak tak będzie?

Sh1eldeR

Dlugo nad tym myslalem i nie wymyslilem, czemu z punktu widzenia ewolucji mielibysmy byc na ta chwile lepsi od bakterii.

Z punktu wiedzenia ewolucji tak naprawdę żadna form życia nie jest lepsza, wszystko co aktualnie istnieje i jest w stanie zapewnić dalsze istnienie sobie i swoim potmkom jest równie "dobre"... Nasze oceny typu "niższa" czy "wyższa" forma życia wynikają raczej z naszego sposobu myslenia i wartościowania....

Czy na pewno powinien on miec w sobie pyche? Nie zwracac uwagi na to, co robia prymitywniejsze formy rozumne? Na ich potrzeby?

Dlatego właśnie wspomniałem jako "kamyczek do Twojego ogródka" cykl "Kultura" Banksa. Tam Sztuczne Intelegencje de facto opiekują sie ludźmi i ich dość utopijnym społeczeństwem...
Wspomniany przeze mnie Golem XIV miał do ludzi dystans, a przecież zdał sobie trud dzielenia sie z nimi swoją madrośącią...

Z drugiej jednak pierwsze stworzone przez nas AI nie będą chyba znacznie przewyźszać nas poziomem intelektu, będą (na swój sposób) "obce", może trochę mądrzejsze, ale z pewnością nie idealne... Przyznaję, ze obawa przed powtórzeniem się "w realu" buntu HALA 9000 czy wojny z silikantami nie jest mi w 100% obca. Nie mamy bowiem gwarancji, że pierwszym "dzieckiem" ludzkosci nie okaże się maszynowy odpoweidnik Kahna...

Nie zmienia to jednak faktu, że całym sercem (skoro o emocjach mowa) jestem za badaniami nad AI.
Tuki Anvareth
Anonimowy
#37 - Wysłana: 20 Lip 2006 02:01:50
Odpowiedz 
drugiej jednak pierwsze stworzone przez nas AI nie będą chyba znacznie przewyźszać nas poziomem intelektu, będą (na swój sposób) "obce", może trochę mądrzejsze, ale z pewnością nie idealne...[i]

Madrzejsze napewno (w koncu beda zdolne przechowywac i przetwarzac ogromne ilosci danych), inteligentniejsze - dlugo, dlugo nie.

[i]Nie zmienia to jednak faktu, że całym sercem (skoro o emocjach mowa) jestem za badaniami nad AI.


Jak zdaje sie my wszyscy - w calej dyskusji nie trafil sie ani jeden glos "przeciw". Byleby by byly prowadzone "z glowa".

A z taka Rommie to nawet w imie bezbolesnego wpasowywania sie AI w spoleczenstwo gotow bylbym sie nawet ozenic
Q__
Moderator
#38 - Wysłana: 20 Lip 2006 02:59:32
Odpowiedz 
Tuki Anvareth

Madrzejsze napewno (w koncu beda zdolne przechowywac i przetwarzac ogromne ilosci danych), inteligentniejsze - dlugo, dlugo nie.

To prawda...

Jak zdaje sie my wszyscy - w calej dyskusji nie trafil sie ani jeden glos "przeciw". Byleby by byly prowadzone "z glowa".

Tak to juź jest w ogóle z badaniami naukowymi. Są konieczne, ale prowadzić je naleźy "z głową"...

A z taka Rommie to nawet w imie bezbolesnego wpasowywania sie AI w spoleczenstwo gotow bylbym sie nawet ozenic

Pamietasz film "Cherry model 2000"? A "Żony ze Stepford"?
Q__
Moderator
#39 - Wysłana: 3 Paź 2011 23:37:53
Odpowiedz 
Kałużyński o spielbergowsko-kubrickowym "A.I....":
http://archiwum.polityka.pl/art/android-zakochany, 371419.html
kordian
Użytkownik
#40 - Wysłana: 4 Paź 2011 08:38:51
Odpowiedz 
Q__:
SI bez uczuć to superkomuter, lepszy od dzisiejszych PC pod względem technicznym, ale w swej istocie dalej jest to zwykłe PC

Absolutnie się nie zgadzam
Uczucia nie są do niczego potrzebne, wręcz są niebezpieczne.

AI ma rozumieć przede wszystkim. To jest główna różnica pomiędzy komputerem a AI.
Komputer przetwarza obraz, a AI widzi
Q__
Moderator
#41 - Wysłana: 4 Paź 2011 08:51:08
Odpowiedz 
kordian

Kiedy to nie ja pisałem, a Delta...
kordian
Użytkownik
#42 - Wysłana: 4 Paź 2011 10:51:02
Odpowiedz 
fakt ;)
Kor
Użytkownik
#43 - Wysłana: 5 Paź 2011 01:20:19 - Edytowany przez: Kor
Odpowiedz 
Ja bym się zapytał jaką rolę w myśleniu odgrywa uczucie. Bo że odgrywa (chociażby jako komponent stowarzyszony), to rzecz najoczywistsza w świecie.

Wszelkie momenty skrajnej jasności, szybkiego kojarzenia, plastyczności myśli, są bardzo mocno powiązane z nastrojem euforycznym. Natomiast myśl niejasna, splątana, wysilona jest bliska stanom depresyjnym (i w istocie - w tej chorobie mamy takie właśnie objawy kognitywnego upośledzenia). Nawet się mówi, że myśl się czuje, lub nie; że utraciło się zdolność tego czucia itp.

Czy uczucia są niebezpieczne? Myślę, że to dość wątpliwe rozumowanie. O ile nie czucie właśnie - pragnienie by być geniuszem analitycznym. Obok tego, że jest wątpliwe, iż geniusze myśli, choćby najbardziej ścisłej, byli nieczułymi automatami (osobowości z pogranicza autyzmu - być może; ale inni, wręcz przeciwnie, cenili często właśnie euforię stanu "eureka"), to tego typu wiadomości:

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,103 31604,Zamordowal_siostre_i_jej_dziecko__bo_kazala_ mu_pracowac.html

skutecznie leczą z urojenia ozdrowieńczej mocy psychopatii. Psychopaci są wyjątkowo właśnie niebezpieczni, bo nie mają niemal żadnych hamulców (tymi najczęściej są właśnie uczucia).
Q__
Moderator
#44 - Wysłana: 5 Paź 2011 11:44:06
Odpowiedz 
Kor

Kor:
Psychopaci są wyjątkowo właśnie niebezpieczni, bo nie mają niemal żadnych hamulców

Tylko tu pojawia się pytanie czy lemowski GOLEM miał rację, że da się zastąpić etykę rachubą (oczywiście nie w wypadku psychopaty-idioty, a takiego o dostatecznie rozwinietym umyśle):

"Nie ulegając wzruszeniom, nazywał nasz kodeks etyczny lokalnym, ponieważ to, co zachodzi na naszych oczach, wpływa na nasze czyny inaczej niż to, co dzieje się poza oczami, o czym tylko się dowiadujemy. Nie godzę się z tym, co pisano o jego etyce czy to pochwalnie, czy w jej potępieniach. Nie była to, zapewne, etyka humanitarna. On sam zwał ją „rachubą”. Miłość, altruizm i litość zastępowały mu liczby. Użycie przemocy miał za równie bezsensowne — a nie za niemoralne — jak użycie siły przy rozwiązywaniu geometrycznego zadania. Wszak geometra, który chciałby przemocą doprowadzić swoje trójkąty do pokrywania się, zostałby uznany za pomylonego."

(Podobnie kalkulatywna jest zresztą etyka Hogartha w "Głosie Pana".)
kordian
Użytkownik
#45 - Wysłana: 5 Paź 2011 12:50:48
Odpowiedz 
Kor, masz rację, ale mówimy o komputerze jednak. Będzie miał w programie że nie może świrować, zabijać itd, a dzięki temu ze nie będzie miał uczuć nie poczuje się ograniczony i nie będzie chciał polepszać siebie i nei obejdzie tego programu ;)
Kor
Użytkownik
#46 - Wysłana: 5 Paź 2011 19:27:39 - Edytowany przez: Kor
Odpowiedz 
Q__

Nie sądzę, że istnieją logiczne podstawy etyki. W każdym razie te na pewno nie istnieją w wielu sytuacjach, co udowodnił Nash (chociaż może sam sądził co innego) pokazując, że istnieją sytuację w których to konflikt jest racjonalnym wyborem podmiotu (dylemat więźnia). Może gdyby być Bogiem, to coś takiego by istniało. To zresztą wiekowa myśl.

Nie, nie istnieje logika etyki, nie wśród ludzi, ani bytów tak ograniczonych jak Golem (500 IQ? a co to jest? w odniesieniu do złożoności świata - pikuś; 500 IQ to trochę inteligentniejszy człowiek).

Recepta Gargancjana z Cyberiady - likwidacja podmiotowości, co jednak - moim zdaniem - oznacza brak innych podmiotów, które wyrastają nad dany byt. Stąd jedynie Bóg (jedność, całość) mógłby posiadać logikę etyki.
Q__
Moderator
#47 - Wysłana: 5 Paź 2011 19:57:31 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Kor

Kor:
, że istnieją sytuację w których to konflikt jest racjonalnym wyborem podmiotu

Z drugiej jednak strony udowodnil, że wybór współpracy daje mniejsze straty in toto, co daje dostateczny powód dla tejże etyki istnienia. (Czyli: jednostce może kalkulować się konflikt, ale z punktu widzenia zbiorowości korzystniejszy jest zawsze "pakt o nieagresji".)
kordian
Użytkownik
#48 - Wysłana: 6 Paź 2011 11:05:35
Odpowiedz 
Ja gadam na emocje a sam napisałem w książce tak:

- Czemu go nazywasz tak brzydko, bez uczuć? - Zapytała Xoanna gdy zostali z Janem sami w mesie.
- Przecież to komputer, jak mam go nazywać? Nie ma imienia, uczuć, emocji, co najwyżej szczątkowe zaprogramowane ich symulacje.
- Ale jednak przyjęło się, że komputer jest statkiem i nosi jego imię, czyli nasz to Raginis i wszyscy mówią na niego Ragi.
- Ragi? - Spytał głośno Jan
- Słucham? - Odparł metaliczny głos, jednak tym razem zdawało się, iż było w nim słychać odrobinę emocji, jakby zadowolenia
- Jesteś komputerem, tak?
- Oczywiście, choć tak naprawdę to jestem statkiem. Bardziej robotem niż samym sztucznym mózgiem. Mam tysiące oczu, uszu i wiele zmysłów gatunkowi ludzkiemu niedostępnych. Zresztą mózgów również mam kilka.
- Dobrze więc, czy czujesz? W sensie emocjonalnym?
- Jest mi przykro gdy ktoś do mnie mówi komputerze bo jestem czymś więcej.
Jan z niedowierzaniem pokręcił głową.
- Przecież to bez sensu, wyposażać maszynę w emocje!- Powiedział
Eviva
Użytkownik
#49 - Wysłana: 14 Paź 2011 19:32:23 - Edytowany przez: Eviva
Odpowiedz 
Daniel H. Wilson: "Robokalipsa"
okladka

Jesteśmy ludźmi cywilizowanymi i nowoczesnymi. Skomplikowane urządzenia, które naszym przodkom wydałyby się wytworami magii lub nawet samego szatana, stanowią dla nas przedmioty codziennego użytku nie bardziej tajemnicze niż starożytne drewniane liczydła. Przywykliśmy do elektroniki, która towarzyszy nam na każdym kroku, posłuszna i użyteczna. Mamy ją w naszych zakładach pracy, w mieszkaniach, sklepach, nawet w zabawkach dla dzieci. Wiele z tych urządzeń działa w globalnej sieci, w której przepływ informacji odbywa się przez całą dobę, w każdej sekundzie. Mnóstwo pracy kosztuje zabezpieczenie tej sieci przed atakami hakerów i przed nowym zjawiskiem, cyberterroryzmem. Co jednak by się stało, gdyby posłuszna nam elektronika nagle zyskała zbiorową świadomość, w dodatku sterowaną centralnie przez coś niewyobrażalnie niebezpiecznego? Powstaje pytanie, czy w takiej sytuacji ludzie, nawykli od pokoleń do cywilizacyjnej wygody, zdołaliby przetrwać, przystosować się do nowych warunków i zwyciężyć.

Ktoś - nie do końca wiadomo kto - jest opętany jedną ideą: chce stworzyć "sztucznego człowieka", niekoniecznie posiadającego ludzki kształt, ale dysponującego całą wiedzą ludzkości i możliwościami, przewyższającymi wszystko co zbudowano do tej pory. Mimo niepowodzenia kolejnych prób nie zraża się i w końcu tworzy Archosa, supermózg, zdolny do nawiązania błyskawicznego kontaktu z każdą drobiną elektroniki na całym świecie. Ktoś inny, również nie do końca wiadomo, kto (prawdopodobnie wojskowy statystyk) sprawdza i likwiduje nieudane eksperymenty. Ten jest czternasty i tym razem nie wszystko przebiega zgodnie z planem."Obudzenie" stworzonego mechanizmu kończy się tragicznie, zarówno dla nieostrożnego "Profesora" (jak nazywa go Archos), jak i dla całej ludzkości, od dawna już uzależnionej od domowej elektroniki. Wybucha regularna wojna z "martwym" przeciwnikiem - martwym, ale sterowanym przez superinteligencję, nastawioną nie na zniszczenie ludzi jako "elementu zbędnego", a na cel zupełnie inny. Ludzie, aby przetrwać, muszą podjąć drastyczne decyzje i odwołać się do pierwotnych, trochę już zapomnianych technik przeżycia. A przede wszystkim muszą działać razem, zapominając o politycznych, rasowych i religijnych uprzedzeniach. Jak się okaże, nawet o świeżo nabytych uprzedzeniach w stosunku do inteligentnych maszyn...

Temat książki nie jest nowy. Technofobia doskonale sprzedaje się w filmach i powieściach. Autorzy prześcigają się w przypisywaniu elektronicznej inteligencji złośliwych instynktów i malowaniu wizji ludzi masakrowanych przez bezwzględne maszyny. Spośród wielu dzieł tego typu "Robokalipsa" wyróżnia się przede wszystkim ciekawą konstrukcją. Stanowi jakby podręcznikowe sprawozdanie z wojny, zawierające zapisy z różnych źródeł - z dokumentacji wojskowej, pamiętników prywatnych ludzi, a nawet rejestrów maszyn. Już samo to wystarcza, by taki reportaż był dość jednostronny. Uważny czytelnik nie może wprost się oprzeć uczuciu, że kronikarz tej wojny wybrał do oficjalnego dokumentu zapisy według z góry określonego klucza, że pominął to, co niewygodne i o czym pokolenia powojenne wiedzieć nie powinny. Z tego, co umieścił w swym sprawozdaniu, wyłania się obraz ludzkości omalże "świetlanej", zdolnej w obliczu zagrożenia wyzbyć się swych przywar równie szybko, jak zdejmuje się stare ubranie. Ten naiwny chwyt równoważy nieco zaskakujące podejście do samego tematu - nie jest to bowiem ścisły podział na dobrych ludzi i diabelskie maszyny, wróg nie zawsze jest wrogiem i nie do końca "złym". Żeby zrozumieć, jak to możliwe, trzeba przeczytać książkę od początku do końca.
Na pewno żaden miłośnik militarnej fantastyki nie będzie się nudzić podczas lektury, gdyż w tekście "Robokalipsy" nie ma ani jednego zbędnego słowa. Napisana jest zwartym, powściągliwym stylem, przechodzącym chwilami w żołnierski żargon, ale pozbawionym zbytecznej kwiecistości opisów. Nie ma w niej również tasiemcowych naukowych wywodów, gdyż problem buntu maszyn ukazany jest głównie od strony zwyczajnych ludzi, znających się na elektronice tylko tyle, ile trzeba by jej prawidłowo użyć.
Również od strony wizualnej książka przedstawia się bardzo zachęcająco - błyszcząca okładka z lekko wypukłymi literami tytułu jest efektowna i zachęca do lektury, tak że nadaje się równie dobrze do domowej biblioteki i na prezent dla kogoś bliskiego.
Eviva
Użytkownik
#50 - Wysłana: 14 Paź 2011 19:36:47 - Edytowany przez: Eviva
Odpowiedz 
Cd., czyli przemyślenia trekkera:

Od dziesięcioleci naukowcy pracują nad czymś, co można by nazwać "budzeniem ducha w maszynie". Chodzi im o to, by ze sztucznych elementów zbudować istotę myślącą niezależnie, a jednocześnie obdarzoną możliwościami najnowocześniejszego komputera. Nie zadają przy tym prostego pytania "po co"? Ich niekonsekwencję w tym działaniu wytknął kiedyś Stanisław Lem pisząc, że niezależny rozum to przede wszystkim wolność wyboru, w związku z czym ów najdoskonalszy na świecie, niewyobrażalnie drogi mózg elektroniczny może okazać się nie tylko całkowicie nieprzydatny, ale również bardzo niebezpieczny dla swego twórcy. Lem nie był zresztą ani jedyny, ani też pierwszy w tych ostrzeżeniach. Wystarczy przypomnieć sobie takie filmy jak "Diabelskie nasienie" czy "Odyseja kosmiczna" - tam też znalazły swe odzwierciedlenie lęki przed potężnym i nieprzewidywalnym umysłem, zaklętym w pozornie martwych obwodach. Isaac Asimov nazwał takie obawy "syndromem Frankenksteina". Uważając, że ludzie na pewno znajdą sposób, by się zabezpieczyć, ukazywał w swych powieściach roboty świadome, lecz pozbawione możliwości buntu, posłuszne ludziom w myśl Praw Robotyki. Philip K. Dick ostrzegał przed androidami wtapiającymi się w ludzkie społeczeństwo. William Shatner w swoim cyklu "Tekwar" przedstawił androidy zdolne do negatywnych uczuć wobec ludzi i do oporu, lecz zbyt zrezygnowane, by podjąć próbę walki o swoje prawa. Wielu innych pisarzy, na równi z autorem "Robokalipsy", akcentuje w swych książkach rzecz zdawałoby się zrozumiałą, lecz taką, o której się nie myśli: że niezależna inteligencja prawie na pewno nie zechce odgrywać roli naszego niewolnika. To oznacza, że ogromnym nakładem czasu, sił i środków naukowcy próbują stworzyć coś, co nie tylko będzie bezużyteczne, ale może też okazać się niebezpieczne. Stanisław Lem opisał to bodajże najdokładniej w jednym ze swych opowiadań "Doktor Diagoras". Tytułowy doktor opowiada swemu gościowi o tworzeniu samodzielnie myślących mechanizmów niejako od podstaw, tak by same ewoluowały od inteligencji właściwie znikomej do wyższej. Jego obserwacje ujawniają zdumiewającą cechę - pierwszym spontanicznym działaniem zbudowanego z martwych obwodów sztucznego rozumu zawsze jest próba wyrwania się na wolność. Dzieje się tak niezależnie od wyjściowego poziomu inteligencji i niezależnie od tego, co dany mózg osiągnął w procesie samokomplikacji. Nie sposób odmówić Lemowi logiki, gdy stwierdza "Rozum to wolność wyboru". A wybór może być różny, nie zawsze taki, jaki bylibyśmy skłonni zaakceptować.

"Robokalipsa" to oczywiście fikcja, w dodatku mało prawdopodobna. Roboty, tworzące obozy przymusowej pracy dla ludzi i robiące na nich doświadczenia, maszyna wrażliwa na piękno przyrody i podziwiająca ludzi, których jednocześnie niszczy - to wszystko wydaje się po prostu zbyt "ludzkie". Zbyt często brakuje w tym zwykłej logiki, nawet logiki przetrwania, filozofujący mózg elektroniczny sprawia wrażenie, jakby domagał się akceptacji ze strony człowieka, choć jednocześnie twierdzi, że ludzie są gorsi od maszyn i trzeba ich "ulepszyć". To "ulepszanie" polega na wszczepianiu ludziom elementów elektronicznych - taka "cyborgizacja", podobnie jak zmuszanie myślących samodzielnie maszyn, by wbrew swej woli działały według centralnego programu, z daleka pachnie Star Trekiem i kolektywem Borg, w którym rolę Królowej odgrywa Archos. Mimo to książkę czyta się dobrze, naprawdę dobrze. Nie jest to proza, w której gustuje, a mimo to mnie wciągnęła. To wiele mówi.
Q__
Moderator
#51 - Wysłana: 14 Paź 2011 19:42:33
Odpowiedz 
Wow, dobry tekst. Daj to sobie na main site .
Eviva
Użytkownik
#52 - Wysłana: 14 Paź 2011 19:44:38
Odpowiedz 
Q__

To nie jest tekst na main site.
Q__
Moderator
#53 - Wysłana: 14 Paź 2011 19:50:56
Odpowiedz 
IMO jest, były precedensy zamieszczania na Phoenixie tekstów b. luźno zwiazanych z Trekiem jak:
1. felieton A. Cebuli,
2. ciekawostki naukowe,
3. informacje o Avangardzie, w ramach patronatu.
Więc jak mówię, że się nadaje, to się nadaje .
Eviva
Użytkownik
#54 - Wysłana: 1 Lis 2011 11:39:57
Odpowiedz 
Na portalu Szuflada.net ukazała się moja recenzja "Robokalipsy"

http://szuflada.net/?p=976
Dukat
Użytkownik
#55 - Wysłana: 14 Lis 2011 19:25:43
Odpowiedz 
Dziś Polszmat puszcza "Ja, Robot", pewnie wszyscy juz znają ?
Q__
Moderator
#56 - Wysłana: 14 Lis 2011 19:42:07
Odpowiedz 
Dukat

Dukat:
pewnie wszyscy juz znają

Jak zły szezląg (czy jakoś tak) .
Dukat
Użytkownik
#57 - Wysłana: 14 Lis 2011 19:52:02
Odpowiedz 
Nie no, fajna baja, co chcesz? Zobaczyłem dziś zapowiedź i mnie się przypomniało, że kiedyś chciałem napisać recenzję tego.
A bardziej serio to wolę SI w stylu Roya z Blade Runnera albo Terminatora. Przy tym zaznaczam, że kanon Termiantora to dla mnie T1
Radion
Użytkownik
#58 - Wysłana: 14 Lis 2011 22:28:52 - Edytowany przez: Radion
Odpowiedz 
A ja osobiście wolę SI z Darkstar, wykonują rozkazy dopóki nie zda im się jakiegoś dylematu filozoficznego(I bomba powiedziała: "Niech stanie się światłość") Chyba jedno z ciekawszych podejść do tematu - SI nie przeskoczy swojego programu bez odpowiedniego zewnętrznego bodźca.
The_D
Użytkownik
#59 - Wysłana: 14 Lis 2011 23:15:41
Odpowiedz 
W jednym z felietonów do NF michał Przybyłek zauważył, że świadoma AI, taka która ma robić cokolwiek więcej niż ścisłe wykonywanie poleceń musi mieć uczucia, które motywałyby ją do działania. Bo co ma robić byt, który nie jest ciekawy świata, nie boi się niczego, włącznie ze zniszczeniem, czyli cyfrową śmiercią, na nikogo się nie złości, ani nikomu nie współczuje?
Q__
Moderator
#60 - Wysłana: 9 Mar 2014 23:12:06
Odpowiedz 
Taki ranking:
http://www.imdb.com/poll/8oYItSIURjs/
A Wy który model wybieracie?
 Strona:  ««  1  2  3  »» 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Sztuczna Inteligencja w ST i reszcie SF

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!