USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Komiksy
 Strona:  ««  1  2  ...  8  9  10  11  12  ...  23  24  »» 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#271 - Wysłana: 20 Gru 2012 19:20:50 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Picard

Picard:
mam nadzieje, że komiksowi Avengers są lepsi niż ten film - fajnie, że wreszcie ktoś zgodził się ze mną co do tego ,,dzieła"

Nie tylko Confused Matthew :
http://www.youtube.com/watch?v=gYVZjKgoKdg
Q__
Moderator
#272 - Wysłana: 21 Lut 2013 22:27:08 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Cóż... Wytrwałem i niedawno obejrzałem film, nad którym pastwiliśmy się tu z Picardem, od początku do końca. (Przedtem zawsze przerywałem w którymś momencie.) Jak głupi był, tak głupi pozostał. Ogólnie rzecz adresowana do nastolatków z tych Avengers i nastolatków pewnie zadowoli. Jak byłem młodszy i zaczytywałem się w Mega Marvelach typu Fantastic Four: "The Infinity War" czy - ciut lepszy, bo autoironiczny, acz mniej efekciarski - Hulk: "War & Pieces" byłbym zachwycony. W wieku mocno dorosłym z trudem hamowałem ziewanie. Film ewidentnie ery post-Transformerowej i nie kryjący tego (do tego miejscami strasznie kiczowaty - introdukcja Lokiego zionie beznadziejną tandetą a'la pewne scenki z Kaczora Howarda). Zabrakło przede wszystkim - jak już pisaliśmy - popkulturowo przerysowanej, a jednak subtelnej psychologii, która w Firefly tak skutecznie osładzała wszelkie paralogizmy scenariusza. Zabrakło też klimatu, ale to akurat typowe dla historyjek tego typu (acz boleśnie nietypowe dla Whedona). No i tam gdzie JJ potrafił ratować się braniem tematu w nawias (acz jego "jedenastce" sporo zabrakło i tak do genialnego meta-Treka jakim jest Galaxy Quest), tam Joss postawił - niestety - na wyrobniczą sieriozność. W najlepszym wypadku trzy gwiazdki na pięć i to tylko dlatego, że stanowi realizację marzeń fanów, odwołuje się do naszego wewnętrznego nastolatka itp. I to go ciut ratuje.

ps. Zabawny jest kontrast między "zgredem" Tonym, a resztą młodo wyglądającej ekipy (zwłaszcza Captainem), zwł. w kontekście tego, że Stark pcha się ciągle - mimo cynicznych deklaracji - do najcięższej roboty...
MarcinK
Użytkownik
#273 - Wysłana: 22 Lut 2013 08:20:35 - Edytowany przez: MarcinK
Odpowiedz 
Q__
Chcesz naprawdę dobry film superbohaterski? Obejrzyj sobie Batmany Burtona (ale raczej je widziałeś) lub Kamen Ridery Kuuga lub Agito.
Jak wyglądały pierwsze Kamen Ridery? Ot prosta opowiastka o gościu walczącym ze złem, często była fabuła dla walki. W latach 80-tych poszli po rozum do głowy i tak powstał Kamen Rider Shin- adresowany do tych którzy oglądali KR w dzieciństwie i teraz są dorośli, Shin to jednak nie był typowy KR bardziej przypominał jakiś amerykański horrorek pokroju Muchy.
Prawdziwa rewolucja nadeszła dopiero z Kamen Riderem Kuuga.
Kuuga wprowadził zawiłą fabułę, która od tej pory stanęła na pierwszym miejscu, a walki zeszły na dalszy plan (były nawet odcinki, w których Yosuke się nie przemieniał w KR w ogóle). Plus oczywiście mrok jak na taką produkcję niesamowity. Poczucie zagrożenia, przez praktycznie całą serię nikt nie wiedział z jakiego powodu Grongi atakują ludzi i kto będzie następną ofiarą.
A co do samej choreografii walk? Dużo krwi, mało iskier.

A Agito? Nie jest już tak krwawy jak Kuuga i nie ma już części minusów poprzedniej serii. W Kuuga Yosuke był człowiekiem idealnym, bez wad normalnie święty i właśnie Agito to naprawdę pierwszy ludzki Kamen Rider.
W Agito pojawia się masa interesujących postaci (w tym kilku riderów), fabuła jest bardzo ciekawa i wciągająca, mimo iż akcja dzieje się wokół jednego głównego rdzenia fabularnego nie zabrakło ciekawych wątków pobocznych (w Kuuga zresztą podobnie). Dużym Plusem jest też świetna geneza ludzkości.

Amerykańskie filmy są strasznie łagodne w kwestii pokazywania przemocy i w ogóle zła, czy w jakiejś amerykańskiej produkcji przeszło by coś takiego jak Kamen Rider Oujia zabijający z nudów jakąś dziewczynę, lub KR Scissor zabijający swojego szefa?
Dalej fabuła, w amerykańskich produkcjach jest często przewidywalna do bólu, a Japończycy potrafią stworzyć wrażenie że wiemy jak skończy się dany wątek a potem odwracają wszytko o 180 stopi (oczywiście z sensem) i okazuje się że nasze przypuszczenia były błędne.

Najlepiej jest porównać Toku i ich Amerykańskie adaptacje.
Co robi Zedd w Power Rangers? Łazi i wrzeszczy "Aaa Świat Będzie Mój", a jego odpowiednik z Kakurager? Tłucze swoich poddanych a nawet zabija jakiegoś dzieciaka.
Albo pierwsze sentai przerobione na PR, Zyuranger, które było nawet mroczne jak na film dla dzieci, amerykanie zrobili kretyński serialik, w którym sprawą życia i śmierci było to, ze Afroamerykanin był smutny, bo wydawało mu się że wszyscy zapomnieli o jego urodzinach. Starczyło by Zedd wygnał Ritę a rodzice już pisali listy z zażaleniami "co za okrucieństwo pokazują w telewizji"
Q__
Moderator
#274 - Wysłana: 22 Lut 2013 16:39:54
Odpowiedz 
MarcinK

MarcinK:
czy w jakiejś amerykańskiej produkcji przeszło by coś takiego jak Kamen Rider Oujia zabijający z nudów jakąś dziewczynę, lub KR Scissor zabijający swojego szefa?

Tu jeszcze pytanie na ile takie zachowania mieszczą się w kategoriach superheroizmu, a na ile oznaczają już przejście na drugą stronę Mocy? Ładnie konfrontuje zderzenie tego typu "herosów" z klasycznymi - nieco przereklamowane, ale godne uwagi - "Kingdom Come".
Inna rzecz, że filmy - filmami, a w amerykańskich komiksach nie takie rzeczy znajdziemy. Wystarczy zobaczyć co Ennis zrobił z Fury'ego, albo w jakim świetle postawił wojenną przeszłość Punishera w "Born" (nadmiar przemocy w wykonaniu obu panów staje się tam wręcz niesmaczny jako sztuka dla sztuki i niekoniecznie winnych dotyka, irytujących też). O postaci Lobo - i czynach jego - już nie wspomnę. Albo jeden z versusów Batmana z Punisherem (ten najlepszy z nich Dixona, Romity juniora i Jansona) toż tam w finalnej scenie prawie automatycznie czytelnik przyznaje rację Frankiemu Armacie, że Jokera należało zabić, a Batmana zaczyna widzieć donkiszotem,choć wcześniej raczej z nim sympatyzował widząc w Castle'u rzeźnika. Czyli zobacz: narracja jest tam tak poprowadzona, że nikt nie jest "dobry", są tylko rzeźnicy, wariaci, bandyci i ofiary.
MarcinK
Użytkownik
#275 - Wysłana: 22 Lut 2013 17:36:16 - Edytowany przez: MarcinK
Odpowiedz 
Q__:
Tu jeszcze pytanie na ile takie zachowania mieszczą się w kategoriach superheroizmu, a na ile oznaczają już przejście na drugą stronę Mocy? Ładnie

Trzeba najpierw ogarnąć realia serii. W Kamen Rider Ryuki, riderzy dostają moc od kreatora świata luster i tak gdy dostaną moc automatycznie zaczynają brać udział w grze, grze nie byle jakiej otóż w skrócie: jest 13 riderów i muszą się nawzajem pozabijać, ten który przetrwa będzie miał prawo do jednego życzenia.
Tylko właśnie sobie przypomniałem że KR Oujia był psychiczny zanim jeszcze stał się kamen riderem (w wieku 13 lat zamordował swoją rodzinę), ale chodziło mi głównie o przedstawienie przemocy, śmierci i ogólnie zła, w komiksach nie wiem za bardzo jak jest, ale w amerykańskich super-hero produkcjach strasznie łagodnie do tego podchodzą (wyjątkiem są batmany).

Ostatnio oglądałem w TV kolejną ekranizację Hulka, otóż motyw niekontrolowanej mocy był właśnie strasznie łagodnie pokazany (przynajmniej jak to tak odczułem), podobny motyw pojawił się w Agito, chodzi o Ryo Ashihara którego przemiany były strasznie gwałtowne i nie potrafił kontrolować dzikości Gillsa, z czasem się tego nauczył ale nie stał się szlachetnym herosem broniącym uciśnionych, z potworami walczył jeśli te weszły mu w drogę lub zagrażały osobom ważnym dla niego (później zmienił podejście, pod wpływem gwałtownego przeżycia).

Przy okazji, po trzęsieniu Ziemi i tsunami w 2011 w Ishinomaki, rodzimym mieście pierwszego kamen ridera postawiono jego pomnik:
Q__
Moderator
#276 - Wysłana: 22 Lut 2013 18:31:12
Odpowiedz 
MarcinK

MarcinK:
gdy dostaną moc automatycznie zaczynają brać udział w grze, grze nie byle jakiej otóż w skrócie: jest 13 riderów i muszą się nawzajem pozabijać, ten który przetrwa będzie miał prawo do jednego życzenia.

Jeden z nich nie nazywał się aby Connor MacLeod z klanu MacLeod?

MarcinK:
ale w amerykańskich super-hero produkcjach strasznie łagodnie do tego podchodzą

Z drugiej strony te obecne, od Burtona wzwyż i tak nie są najgorsze... na tle tego co było wcześniej:
http://www.popcrunch.com/20-shabbiest-superheroes- on-screen/
MarcinK
Użytkownik
#277 - Wysłana: 22 Lut 2013 18:46:49 - Edytowany przez: MarcinK
Odpowiedz 
Q__:
Jeden z nich nie nazywał się aby Connor MacLeod z klanu MacLeod?

Ciekawe ale gdy pierwszy raz natkałem się na opis Ryukiego miałem to samo skojarzenie.

Q__:
http://www.popcrunch.com/20-shabbiest-superheroes- on-screen/

Akurat w jednym z wywiadów Stan Lee (dołączonym do wydania DVD owego serialu) chwalił Japońskiego Spider-Mana, za styl i stwierdził że podobał mu się pomysł z statkiem Leopardon . Seria ta ma też dość dobre dziedzictwo, otóż jest to pierwsze live-action Mecha produkcji Toei i jest swoistym protoplastą tego cuda.
Co prawda cudów nie było, zresztą podobnie jak w innych toku z tego okresu, ot opowiastka o gościu który łoi złych typów.
Serial można legalnie obejrzeć z napisami na stronie Marvela.
Q__
Moderator
#278 - Wysłana: 22 Lut 2013 18:50:40
Odpowiedz 
MarcinK

MarcinK:
Akurat w jednym z wywiadów Stan Lee (dołączonym do wydania DVD owego serialu) chwalił Japońskiego Spider-Mana, za styl

No, Punisher z Lundgrenem też był b. przyzwoitym filmem, ale o ogólną zasadę chodzi.
MarcinK
Użytkownik
#279 - Wysłana: 22 Lut 2013 19:19:10 - Edytowany przez: MarcinK
Odpowiedz 
Q__
Niby tak ale teraz też mamy tendencję spadkową i to nie tylko na zachodzie.
Kamen Ridery w ciągu 10 lat od świetnych serii jak Kuuga, Agito, przez dobre jak Ryuki, Blade, Faiz,Hibiki, Kabuto, komediowym, wręcz podchodzącym pod parodię (ale nadal dobrej) Den-O, średnich jak Kiva, Decade, Double czy OOO (tutaj świetne zakończenie) aż doszło do dna w postaci Fourze (jedynie postać KR Meteor była naprawdę dobra ale z czasem zeszła na dalszy plan) i Wizard (skończyłem po trzech odcinkach), pierwszy raz od ponad 20-lat zdarzyło się ze Sentai było lepsze i poważniejsze niż KR z tego samego roku. Chociaż fani krytykują Go-Busters gdyż nie jest to typowe sentai.
Q__
Moderator
#280 - Wysłana: 23 Lut 2013 00:27:40 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
MarcinK

Tak nawiasem mówiąc zainspirowałeś mnie trochę... Po obejrzeniu Avengers sięgnąłem po stare komiksy (Mega Marvele) o członkach tegoż zespołu: Captain America: "Operation: Rebirth" Waida i Garney'a i Thor "WorldEngine" Ellisa i Deodato. Lata temu wydawały mi się średniawe, dziś nadal wydają, ale z trochę innych powodów (tzn. doceniłem scenarzystom sięganie do korzeni postaci*), sięgnąłem jednak do anglojęzycznych recenzji by zrozumieć czemu na Zachodzie uznawane były za hity**. Wynik tych lektur nałożył mi się z przypomnianym przez Ciebie Batmanem-w-wydaniu-ambitnym i uświadomiłem sobie w jakim kierunku powinny iść historie z Captainem Americą, by być strawne. Otóż zdaje mi się, że w tym, w którym poszli Moore, a także Burton i potem Nolan, ukazując pojedynek Batmana z Jokerem. Tak bowiem jak Gacek i zbrodniczy klown symbolizują Porządek i Chaos, Cywilizację z jej arbitralizmem i amoralność Wszechświata. etc., tak strojny w błękit superżołnierz i jego przeciwnicy są nośnikami pewnych etosów politycznych - sądzą więc, że ich starcia powinny mieć podobnie symboliczno-polityczny wymiar i w tym kierunku należy pogłębić samego kapitanka i jego antagonistów: niech naziści staną nazizmem wcielonym, komuniści nośnikiem całej ambiwalencji komunizmu (od utopijnych marzeń po stalinowską praktykę), anarchiści niech niosą anarchię, terroryści niech mają w sobie coś z bin Ladena etc., a Captain niech będzie pełen rozterek jak społeczeństwo amerykańskie, ich walki zaś niech będą starciem idei (jak stare dobre odcinki TOS).
Pewnie zresztą gdyby C.A. trafił, jak większość jego rówieśników, do DC dawno by już został oddany w ręce Moore'a i tak właśnie ukazany; że jednak trafił do znacznie bardziej mainstramowego (i skupionego na psychologii bohaterów i przygodzie, nie na symbolice jaką postacie ze sobą niosą) Marvela, tkwi jako papierowy symbol (z lat '40 rodem) między kolegami z zespołu, którzy (jako dzieci lat '60) przewyższają go wyrazistością i marnuje się.

(Inna rzecz, że Iron Man, Hulk czy Thor też niosą spory potencjał symboliczny, pierwszy przez swoje bogactwo i polityczne powiązania - ambiwalencja moralna płynąca z władzy i pieniędzy, drugi przez dwoistość, trzeci przez mitologiczną boskość.)

* I nie tylko: obie historie, choć pod względem wykonania stanowią typową amerykańską średniznę z tendencją do popadania w mętniactwo fabularne, a polskie wydanie było dodatkowo niechlujnie wydrukowane, bronią się od strony konceptualnej - Captain A. dostaje w końcu szansę zmierzenia się ze swoim arcywrogiem - Hitlerem (który oczywiście przeżył wojnę... poniekąd) i używając (znanego z filmu) Cosmic Cube'a (który najwyraźniej działa m.in. na zasadzie przewodasowego inteligibilizatora vel Półmiska) chce ukształtować świat na modłę swoich wyobrażeń, Thor natomiast przeżywa romans z Czarodziejką Amorą (wygnaną z Asgradu boginią, amoralną jak to mityczne bóstwa) i z jej pomocą stawia czoła szalonemu naukowcowi, który manipulując jesionem Yggdrasil chce wywołać Ragnarök po to by zobaczyć ludzi przyszłości, a samej przyszłości pomóc jak najszybciej nastać (spodziewa się bowiem, że ta będzie idylliczna). (Lubię tak zakręcone scenariusze, zwł., ze przypominają koncepcje rodem z dobrej literackiej SF... i z niektórych odcinków Treka.)

** A'propos:
http://ifanboy.com/botm/book-of-the-month-captain- america-operation-rebirth/
http://www.complex.com/pop-culture/2011/07/the-10- best-captain-america-stories-of-all-time/
http://ifanboy.com/articles/the-top-10-thor-storie s/
http://www.mania.com/top-15-thor-stories_article_1 29798.html
http://www.squidoo.com/top-ten-thor-graphic-novels
Picard
Użytkownik
#281 - Wysłana: 23 Lut 2013 01:35:03
Odpowiedz 
Q__:
No i tam gdzie JJ potrafił ratować się braniem tematu w nawias (acz jego "jedenastce" sporo zabrakło i tak do genialnego meta-Treka jakim jest Galaxy Quest), tam Joss postawił - niestety - na wyrobniczą sierioznoćś.

Wybacz ale film Wheadona jest - mimo wszystkich swych mankamentów - lepszy. Nie ma w nim prawie idiotycznego, prostackiego humoru - był chyba tylko jeden dwuznaczny żart o męskiej impotencji? - brak w nim tanich chwytów w stylu babki w bieliźnie, scenariusz chodź mdły raczej trzyma się kupy i nie ma w nim aż tak licznych i tak wielkich błędów logicznych jak u Abramsa - jedynym była chyba niczym nie uzasadniona transformacja Hulka z tego złego w sprzymierzeńca grupy -, brak jest trzęsącej się kamery i nie ma promowania nie moralnych postaw życiowych.

To powiedziawszy, nie mogę zaliczyć Avangers do grona udanych filmów. Beztreściowy, rozwlekły, schematyczny... Całość w zasadzie oglądało się jak przydługi, niezwykle wysoko budżetowy pilot serialu TV - czuć tu niestety telewizyjne korzenie Joss'a. To co zupełnie mnie zawiodło to fakt barku wyrazistych postaci, który zawsze był wyznacznikiem produkcji spod znaku twórcy Firefly. Brak też możliwości zbudowania jakiegokolwiek napięcia skoro bohaterowie są praktycznie niezniszczalni, głowy zbir opowieści jest żałosny - w swoim solowym filmie Thor w pojedynkę złajał mu tyłek - a o armii obcych nie wiemy praktycznie nic. Pojedynki pomiędzy postaciami zaś były idiotyczne gdyż nie służyły rozwinięciu fabuły i wszystkie kończyły się remisem, tak by któregoś w fabojów nie urazić. Dialogi - co nietypowe dla Whedon'a były napuszone i słabe, szczególnie gadka kapitana Steryda o Hitlerze. Czyli krótko rzecz mówią, jak do tej pory najsłabszy film Whedon'a, nawet Alien: Resurrection było lepsze.
Q__
Moderator
#282 - Wysłana: 23 Lut 2013 14:38:35 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Picard

Picard:
scenariusz chodź mdły raczej trzyma się kupy i nie ma w nim aż tak licznych i tak wielkich błędów logicznych jak u Abramsa

Widzisz... Dla mnie nawet wady "jedenastki" są lepsze niż napuszona nijakość Avengers, przynajmniej irytację pozwalają poczuć, oni czynią widza idealnie obojętnym (poza sceną, w której Black Widow oddziałuje chociaż naturalnymi walorami), gdyby nie poczucie humoru Tony'ego byłby to poziom nudy idealnie niestrawnej.

ps. Tymczasem ciekawostka: pani która debiutowała w Marvelu (w Avengers skądinąd), by przejść przez DC (gdzie spotkała JLA), Eclipse i Image... i znów wrócić do Marvela, wędrując ze swym twórcą:
http://en.wikipedia.org/wiki/Mantis_(Marvel_Comics )
http://z14.invisionfree.com/Forbidden_Love/ar/t448 .htm
http://marvelcomics.pl/publicism/index/id/615
http://goodcomics.comicbookresources.com/2005/09/1 5/comic-book-urban-legends-revealed-16/
Picard
Użytkownik
#283 - Wysłana: 23 Lut 2013 14:59:43 - Edytowany przez: Picard
Odpowiedz 
Q__:
Widzisz... Dla mnie nawet wady "jedenastki" są lepsze niż napuszona nijakość Avengers, przynajmniej irytację pozwalają poczuć, oni czynią widza idealnie obojętnym (poza sceną, w której Black Widow oddziałuje chociaż naturalnymi walorami), gdyby nie poczucie humoru Tony'ego byłby to poziom nudy idealnie niestrawnej.

Tyle, że to co piszesz jest czysto subiektywną opinią - serio, argument w stylu: ,, to jest nudne!" jest tak wielce subiektywny, że nigdy nie powinien być używany. Jeśli chodzi o Black Widow to nigdy nie pokazano jej w bieliźnie, a że strój ma jaki ma... no, cóż taki też miała w komiksie. Zresztą z jej udziałem też rozegrała się jedyna dobra scena filmu - dobra bo nawiązująca do Milczenia owiec - gdzie Wdowa przesłuchuje Lokiego w celi. Cała reszta jest jednak bardzo sztampowa i absolutnie nie rozumie zachwytów nad tym filmem. Inaczej niż Ty natomiast za Tonym nie przepadam - wieczny Piotruś Pan z problemem alkoholowym i upodobaniem do gonienia za damskimi spódniczkami - ale w tym filmie był chyba jedyną postacią, która miała tzw. character arc Jak dla mnie przynajmniej ten facet nigdy nie zasługiwał na miano bohatera, wszystko robił dla aplauzu i to też wytknął mu kapitan Steryd , a tu w finale filmu zrobił coś autentycznie altruistycznego i heroicznego, czyli jakaś tam zmiana w tej postaci jest - może będą z niego jeszcze ludzie?

Aha, i proszę nie obrażaj Galaxy Quest przyrównując go do ,,dzieła" Abramsa - GQ na tym tle jest filmem niemal, że inteligentnym, a już z pewnością mającym lepsze poczucie humoru i większy szacunek dla Star Treka.
Q__
Moderator
#284 - Wysłana: 24 Lut 2013 19:45:52 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Picard

Picard:
Tyle, że to co piszesz jest czysto subiektywną opinią - serio, argument w stylu: ,, to jest nudne!" jest tak wielce subiektywny, że nigdy nie powinien być używany.

To niekoniecznie jest subiektywny argument. Mówisz - do granic obsesji - o obiektywnych ocenach, tyle, że te oceny to nie tylko rozkładanie scenariusza na czynniki pierwsze, a także kwestia estetyki... Jeśli zaś w ogóle mamy mówić o estetyce obiektywnej (cokolwiek to znaczy) czy przynajmniej intersubiektywnej, to musimy zacząć z tej strony:
http://www.algorithmic-worlds.net/blog/20090819-Un ivAestFrac.pdf
http://www2.psych.ubc.ca/~schaller/Psyc591Readings /Rhodes2006.pdf
W pierwszym z przytoczonych tekstów znajdziesz zdanie:

"In contrast to the smoothness of many human-made objects, the boundaries of natural forms are often best characterised by irregularity and roughness."

I zdaje się, że owa irregularity and roughness fabuły "jedenastki" jest jej znaczącą estetyczną przewagą nad nijaką nudą* Avengers.

* oczywiście, nuda nudzie nie równa... filmy Tarkowskiego, Kubricka czy nawet nasz TMP też mogą wydawać się nudne, ale jeśli ich nie rozumiesz lub nie chcesz podążyć za nimi na ich zasadach... znaczy: pozorna monotonia kryje głębię (jak w wypadku Czarnego kwadratu Malewicza nie przymierzając), Avengers natomiast nudzą na każdych zasadach, pod tą monotonią nic się nie kryje...

Picard:
Inaczej niż Ty natomiast za Tonym nie przepadam - wieczny Piotruś Pan z problemem alkoholowym i upodobaniem do gonienia za damskimi spódniczkami -

I to właśnie jest w nim piękne.

Picard:
GQ na tym tle jest filmem niemal, że inteligentnym, a już z pewnością mającym lepsze poczucie humoru i większy szacunek dla Star Treka.

Pójdę dalej. Jest filmem b. inteligentnym i ma b. duży szacunek dla ST, wbrew pozorom.

ps. Jeszcze a'propos "Batmana" Burtona; przeżyjmy to jeszcze raz:
http://www.youtube.com/watch?v=33JK0zOtJOk
http://www.youtube.com/watch?v=QiAonyJIV_A
http://www.youtube.com/watch?v=X-1GHMNH24w
http://www.youtube.com/watch?v=9tgxIWgJ_DE
http://www.youtube.com/watch?v=KE50BPPvzEs
Oglądając trzecią z tych scen uświadomiłem sobie co tak naprawdę mam do nolanowskiego Jokera - a zatem do TDK i samego Nolana - tak naprawdę nie chodzi o zerwanie z kanonicznym wizerunkiem Jokera, to w sumie drobiazg... Chodzi o to, że po postaci nieboszczyka Ledgera w ogóle się nie czuje, że traktuje (Wszech)świat jako cyrk. On to niby deklaruje, ale nie widać tego. Joker Nicholsona mówił to każdym gestem...

Joker z TDK przeraża:
http://www.youtube.com/watch?v=wQHfoz9Be7U
http://www.youtube.com/watch?v=5K3E5tLoado
http://www.youtube.com/watch?v=xnOLhXmhkyA
http://www.youtube.com/watch?v=79HJj9PewU8
http://www.youtube.com/watch?v=pfmkRi_tr9c
Ten z '89 zarażał swoim szaleństwem.

I jeszcze taki montażyk:
http://www.youtube.com/watch?v=Zox_x636TqE
Q__
Moderator
#285 - Wysłana: 27 Mar 2013 18:26:51 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Parę - względnych - nowości:
- seria "Jednorożec" o renesansowym medyku:
http://esensja.pl/komiks/recenzje/tekst.html?id=14 727
- spaceoprowy e-komiks "The Lydian Option":
http://www.meetmyminion.com/?p=363
http://esensja.pl/komiks/recenzje/tekst.html?id=16 103
- oraz wielki powrót kapitana... wróć... pułkownika Żbika (z wnukiem):
http://esensja.pl/komiks/recenzje/tekst.html?id=16 022
- no i... tego... nastoletni Thorgal:
http://esensja.pl/komiks/recenzje/tekst.html?id=15 977
ortkaj
Użytkownik
#286 - Wysłana: 27 Mar 2013 18:37:03
Odpowiedz 
Q__
Q__:
oraz wielki powrót kapitana... wróć... pułkownika Żbika (z wnukiem):

No nie.... stary Żbik jest na okładce zupełnie do siebie niepodobny. Raczej jest to Funky K. z dodaną nieamerykańską szczęką....Żal....
Q__
Moderator
#287 - Wysłana: 4 Kwi 2013 18:39:32
Odpowiedz 
Kolejna ciekawa seria. Teorie spiskowe, okultyzm i frankofońska odpowieź na Ligę Niezwykłych Gentlemanów/B.P.R.D. w jednym, czyli W.E.S.T.:
http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/west/1
http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/west/2
http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/west/3
Picard
Użytkownik
#288 - Wysłana: 6 Kwi 2013 00:39:22
Odpowiedz 
Q__:
To niekoniecznie jest subiektywny argument. Mówisz - do granic obsesji - o obiektywnych ocenach, tyle, że te oceny to nie tylko rozkładanie scenariusza na czynniki pierwsze, a także kwestia estetyki... Jeśli zaś w ogóle mamy mówić o estetyce obiektywnej (cokolwiek to znaczy) czy przynajmniej intersubiektywnej, to musimy zacząć z tej strony:

Wybacz ale w przypadku filmów estetyka służy opowiedzeniu historii, to obraz spełnia tu funkcje podrzędną względem fabuły i służy przekazaniu pewnych treści, a nie na odwrót - tj. ogon nie może merdać psem. Jeśli więc opowiadasz jakąś historię w swoim filmie, a tak historia jest - kolokwialnie rzecz ujmując - do bani, to wybacz ale wówczas cały twój film jest do bani. Inaczej np. takie Bayformery musiał byś uznać za arcydzieło, którym obiektywnie rzecz biorąc nie są.

Q__:
I zdaje się, że owa irregularity and roughness fabuły "jedenastki" jest jej znaczącą estetyczną przewagą nad nijaką nudą* Avengers.

Ponownie, kwestia nudy bądź zainteresowania jest wyłącznie subiektywna, więc ten argument nie powinien się tu pojawiać. To, że coś znudziło Ciebie nie oznacza, że musiało znudzić wszystkich. Wypowiadasz się tu o estetyce fabuły - jeśli coś takiego wogóle istnieje... Konwencja obu filmów jest dość zbliżona - popcornowy film o grupie ludzi ratujących świat przed wielkimi złymi obcymi - tyle, że Whedon opowiedział tą historie sensowniej, tj. mniej tam dziur scenariuszowych, a sam scenariusz jest dużo spójniejszy. Tak więc jeśli pod tajemniczym pojęciem irregularity and roughness kryją się róznego rodzaju dziury scenariuszowe i ogólny chaos, to wybacz ale nigdy się nie zgodzimy - bo to akurat jest obiektywna wada filmu.

Wprawdzie obie opowieści były do bólu oklepane, ale ta opowiedziana przez Whedon'a. Sorry, ale tak zwyczajnie jest.

Q__:
* oczywiście, nuda nudzie nie równa... filmy Tarkowskiego, Kubricka czy nawet nasz TMP też mogą wydawać się nudne, ale jeśli ich nie rozumiesz lub nie chcesz podążyć za nimi na ich zasadach... znaczy: pozorna monotonia kryje głębię (jak w wypadku Czarnego kwadratu Malewicza nie przymierzając), Avengers natomiast nudzą na każdych zasadach, pod tą monotonią nic się nie kryje...

Ehem, po pierwsze mógł bym się złośliwie zapytać jaka to wielka głębia kryje się np. w scenie gdzie jeden z astronautów z Discovery leci wymienić jakiś komponent w antenie satelitarnej, albo w scenie psychodelii po kontakcie Bowmana z monolitem? Po wtóre: wracając do twoich rozważań na temat estetyki fabuły - Kubric poniósł w takim razie klęskę tam gdzie Arthur C. Clarke odniósł sukces: powieść jest zarówno mądra jak i fascynująca, słowo pisane nie pozwala Ci się nudzić, cały czas zaprząta twoją uwagę, nie pozostawiając Cię z obrazem, który - pozbawiony stosownego komentarza - zmuszony jesteś sam interpretować, i który bynajmniej nie posuwa akcji do przodu. Ale to oczywiście tylko przy założeniu, że twój argument o subiektywnej nudzie ma jakąkolwiek wartość.

I jeszcze raz: nuda, monotonia są pojęciami czysto subiektywnymi, więc nie powinniśmy ich używać. Mnie np. akcja zarówno w Avengers jak i w $tar Trek 2009 tak samo znudziła - w pierwszym filmie kapitan Steryd okłada się po twarzy z Lokim, w drugim kapitan Jerk okłada się po twarzy z zlymi romulańcami - i w obu przypadkach sceny te pozbawione są jakichkolwiek konsekwencji bo z góry wiemy, że głównym postacią nic złego się nie przytrafi. Więc na czym polega różnica? Na tym, że u Abramsa panuje większy chaos i Tobie akurat się to podoba?

Q__:
I to właśnie jest w nim piękne

Mógł byś rozwinąć tą wypowiedź? Bo szczerze nie łapie fenomenu tego bohatera. OK, facet ma śmieszne teksty, ale to nie czyni z niego dobrej i ciekawej postaci.

Q__:
Pójdę dalej. Jest filmem b. inteligentnym i ma b. duży szacunek dla ST, wbrew pozorom.

Owszem, bo patrzy kompleksowo na fenomen Star Treka, parodiuje serial i jego fabułę, ale zagląda też za kulisy - patrzy na relacje pomiędzy aktorami itp. - jak i krytycznie acz z sympatią spogląda na fanów serii - zarówno nerdów gromadzących się na konwentach, jak i tych naiwnych kosmitów wierzących, że serial to jakiś dokument. Po części każdy z nas pewnie w tych kosmicznych naiwniakach może dostrzec siebie - bo kto z nas nie chciał by by serial okazał się prawdą?

Q__:
Oglądając trzecią z tych scen uświadomiłem sobie co tak naprawdę mam do nolanowskiego Jokera - a zatem do TDK i samego Nolana - tak naprawdę nie chodzi o zerwanie z kanonicznym wizerunkiem Jokera, to w sumie drobiazg... Chodzi o to, że po postaci nieboszczyka Ledgera w ogóle się nie czuje, że traktuje (Wszech)świat jako cyrk. On to niby deklaruje, ale nie widać tego. Joker Nicholsona mówił to każdym gestem...

Po pierwsze... czy istnieje coś takiego jak kanoniczny wizerunek Jokera? Postać ta bardzo wszak zmieniała się na przestrzeni - bagatela - 80 lat historii Batmana. Weź np. pod uwagę jak postać tą odmalował Frank Miller w The Dark Knight Return - tam jest to klasyczny socjopata, w porównaniu z którym nawet Joker Ledger'a wydaje się być łagodny. Po drugie: jeśli uważasz, że Joker koniecznie musi zachowywać się zawsze jak na clowna przystało to w takim razie twoim ulubionym wcieleniem tej postaci musi być Cesar Romero, który błaznował cały czas. Po trzecie: lubię Nicholsona - lubiłem go w Shining, The Wolf, As good as it gets czy A few good men - ale facet zawsze gra siebie: te same miny, te same gesty, ten sam wyraz oczu i ta sama intonacja głosu... Sorry, ale jest zbyt charakterystyczny i zbyt rozpoznawalny by grać tak kultową postać jaką jest Joker. U Burtona nie widzę Jokera - widzę Nicholsona udającego tą postać. Ponadto, jego Joker - to już wina scenariusza, a nie aktora - został strasznie spłycony. Poza tym błaznowaniem, jest z niego typowy schwarzcharakter, który chce odbić dziewczynę głównego bohatera, a jego główną motywacją jest zaspokojenie jego rozdętego ego - usilnie chce by ludzie bali się go bardziej niż Batmana itp. Sorry, ale cokolwiek chcesz powiedzieć o roli Heath'a L. to jego postać miała w sobie więcej głębi.
Q__
Moderator
#289 - Wysłana: 4 Maj 2013 20:20:10
Odpowiedz 
Rynek komiksowy globalizuje się coraz bardziej. Nie tylko Amerykanin podkłada kolory w naszym Białym Orle, ale też powstał już komiks amerykański rysowany przez gwiazdę frankofońskiego komiksu i europejski z ducha (oczywiście: "Silver Surfer: Parable" z rysunkami Moebiusa lecz scenariuszem Stana Lee), japońska manga z amerykańskim scenariuszem (znów pisał go Stan Lee), amerykański komiks o amerykańskim herosie narysowany przez mangakę ("Batman: Trzecia maska" Katzushiro Otomo), a czy słyszeliście o japońskiej mandze ze scenariuszem Europejczyka? Oto "Icaro" (scenariusz w/w Moebius, pozazdroscił współautorowi "Parable"?):
http://www.esensja.pl/komiks/recenzje/tekst.html?i d=2672
Q__
Moderator
#290 - Wysłana: 6 Wrz 2013 13:47:15
Odpowiedz 
No i nie będzie homo-małżeństwa nowej Batwoman...
http://io9.com/dc-wont-allow-batwomans-gay-marriag e-to-be-depicted-1257106266
Q__
Moderator
#291 - Wysłana: 12 Paź 2013 15:52:26
Odpowiedz 
O "Ex Post Facto", jedynym wydanym w Polsce - jako Mega Marvel - komiksie o Avengers:
http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/mega_marvel/12 /rec1
Poziom podobny do wiadomego filmu, acz skład grupy "nieco" inny (z tamtych został tylko Thor i - w jednej scence - alternatywny Captain America).
Q__
Moderator
#292 - Wysłana: 2 Lis 2013 21:05:00 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Komiksowa kariera tzw. wujka Fedka :
http://marvel.wikia.com/Adolf_Hitler_(Earth-616)
http://dc.wikia.com/wiki/Adolf_Hitler_(New_Earth)
http://marvel.wikia.com/Adolf_Hitler_(Clone)_(Eart h-616)
http://dc.wikia.com/wiki/Adolf_Hitler_(Wildstorm_U niverse)

Co znamienne drugi z wujków zrobił mniejszą karierę:
http://marvel.wikia.com/Joseph_Stalin_(Earth-616)
http://dc.wikia.com/wiki/Josef_Stalin_(Earth-30)

ps. Ciekawe swoją drogą jak pogodzili dwie wersje adolfowego końca w świecie mojej ulubionej Crossover Earth (gdzie, jak wiadomo, żyje komplet herosów Marvela i DC do kupy):
http://marvel.wikia.com/Earth-7642
http://www.marvunapp.com/Appendix3/earthcrossovera ll.htm
Android Human Torch zabił - udającego Hitlera - Unknown Solidera na oczach Midnightera, czy jak?


EDIT:
Kolejni
Q__:
arabscy superbohaterowie z bliskowschodniego wydawnictwa

Czyli... The 99:
http://en.wikipedia.org/wiki/The_99
http://www.the99.org/
Spotkali się nawet z JLA:
http://en.wikipedia.org/wiki/JLA/The_99
http://chomikuj.pl/polner/komiksy+eng/Dc+comics/Ju stice+League/Justice+League+of+America-The+99+(20* 6010-2011)
Q__
Moderator
#293 - Wysłana: 20 Gru 2013 15:43:14 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Igor Baranko bierze się w swojej kolejnej serii za starożytny Egipt, a Christian Jacq rekomenduje - poznajcie "Egipskie księżniczki" ("Les Princesses Egyptiennes"):
http://esensja.pl/komiks/recenzje/tekst.html?id=17 605

(Tak gwoli przypomnienia, że Bliski Wschód/Afryka to nie tylko dzikie ludzie, a komiks to nie tylko Ameryka i superbohaterowie.)


EDIT: z zupełnie innych, ale nadal europejskich, klimatów dorzucam piąty tom serii "Blacksad":
http://esensja.pl/komiks/recenzje/tekst.html?id=17 624
mozg_kl2
Użytkownik
#294 - Wysłana: 20 Gru 2013 17:33:08
Odpowiedz 
Chyba nie było. Ja polecam komiks Aronofsky-ego. Ciekawy sposób na przedstawienie klasycznego mitu o potopie.
http://www.sklep.gildia.pl/komiksy/211499-noe-1-za -niegodziwosc-ludzi
Q__
Moderator
#295 - Wysłana: 20 Gru 2013 17:34:28
Odpowiedz 
mozg_kl2
Użytkownik
#296 - Wysłana: 20 Gru 2013 17:38:12
Odpowiedz 
Q__

Nie zaglądałem do tamtego temu, a zależało mi też na wyciągnięciu wątku komiksu bez zestawiania go z filmem.
Q__
Moderator
#297 - Wysłana: 20 Gru 2013 17:57:07
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
bez zestawiania go z filmem.

Kiedy ich związek dość ścisły...
Q__
Moderator
#298 - Wysłana: 25 Gru 2013 16:51:53 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Kolejna recenzja ostatniego tomu "Binio Billa", rzucająca sporo światła na okoliczności jego powstania i wydania-po-tak-wielu-latach:
http://esensja.pl/komiks/recenzje/tekst.html?id=17 653

Oraz moja osobista polecanka - "Hulk - Niemy krzyk" P. Davida z D. Keownem:
http://esensja.pl/komiks/recenzje/tekst.html?id=17 618
Nie dość, że za komiks odpowiada duet od znanego i lubianego MM'a "War & Pieces" (obie historie są zresztą powiązane - "Silent Screams" opowiada jak powstał Professor Hulk), to jeszcze połowę tegoż duetu stanowi wysoko ceniony autor powieści ST (niniejszym po raz drugi obecny na polskim rynku). Kupować!


EDIT: przedsmak dla niecierpliwych, po angielsku:
http://chomikuj.pl/filipcn/Malver/komiksy+z+Wielki ej+Kolekcji+Komiks*c3*b3w+Marvela+po+angielsku/08+ -+The+Incredible+Hulk+-+Silent+Screams,3195240566. cbr
MarcinK
Użytkownik
#299 - Wysłana: 25 Gru 2013 18:31:12
Odpowiedz 
Q__:
Nie dość, że za komiks odpowiada duet od znanego i lubianego MM'a "War & Pieces" (obie historie są zresztą powiązane - "Silent Screams" opowiada jak powstał Professor Hulk), to jeszcze połowę tegoż duetu stanowi wysoko ceniony autor powieści ST (niniejszym po raz drugi obecny na polskim rynku). Kupować!

Mnie przekonał Hulk w tytule

Może kupię- uwielbiam historię o tego typu bohaterach, wyobcowanych, samotnych, niesłusznie uważanych z potwory...


Na stronie filmu I Frankenstein można przeczytać komiks będący prequelem tegoż filmu
http://www.ifrankensteinfilm.com/comic/
Q__
Moderator
#300 - Wysłana: 25 Gru 2013 20:56:21 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
MarcinK

MarcinK:
Może kupię- uwielbiam historię o tego typu bohaterach, wyobcowanych, samotnych, niesłusznie uważanych z potwory...

Ok, jest tam niejaka głębia (w końcu z jakichś powodów polecam), ale też nie nastawiaj się na cuda, bo jest to głębia... typowo marvelowska*.

* Czyt. dostajemy sprawnie napisany, niegłupi, komiks środka... To nie jest jednak Miller, Moore czy nawet Claremont-w-najwyższej-formie... Nawet odcinki BTAS bywały mroczniejsze (tam dopiero masz kolekcję wyobcowanych, samotnych, słusznie uważanych z potwory... )
 Strona:  ««  1  2  ...  8  9  10  11  12  ...  23  24  »» 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Komiksy

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!