USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Sea Quest - kalka z ST?
 Strona:  ««  1  2  3  4  »» 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#31 - Wysłana: 18 Sty 2011 03:50:32 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Sh1eldeR

Sh1eldeR:
Potem to już w ogóle przylecieli kosmici i serial stracił swój urok.

To pierwsze spotkanie z kosmitami - acz Spielberg rżnął z samego siebie, z "Bliskich Spotkań..." - tak jak i to spotkanie z duchami (z Titanica bodaj?) zaniżaly poziom pierwszego sezonu, ale były jeszcze strawne, zwł, że na zakończenie i tak Ballard gadał . Za to w drugim sezonie zaczęły się kpiny z logiki, choćby te plamiaste klony, czy pani jasnowidz nieudolnie naśladująca Troi.

Sh1eldeR:
Sama czołówka serialu dawała do myślenia: przecież oceany to większość powierzchni naszej planety, a prawie w ogóle ich nie wykorzystujemy. Co najwyżej muskamy warstwę powierzchniową. Logiczne jest, że ludzie powinni je skolonizować.

Wielkie marzenie Jacquesa Cousteau. Zaczytywałem się w dzieciństwie relacjami z tych wszystkich Precontinentów, Sealabów, Sad'ków, Tektite'ów i innych:
http://fr.wikipedia.org/wiki/Pr%C3%A9continent_I
http://fr.wikipedia.org/wiki/Pr%C3%A9continent_II
http://fr.wikipedia.org/wiki/Pr%C3%A9continent_III
http://en.wikipedia.org/wiki/SEALAB_%28US_Navy%29
http://en.wikipedia.org/wiki/Tektite_habitat
http://en.wikipedia.org/wiki/Underwater_habitat
http://www.exstream.com.pl/downloads/Podwodne_domy _B._Widera.pdf

Pamietam też - do dziś nie zarzucone, ale i do dziś nie zrealizowane, japońskie projekty pływających miast, oto aktualna wersja tych projektów:
http://www.rp.pl/artykul/566753.html

ps. a'propos zdań z jednego odcinka SQ o tym, że astronautyka i akwanautyka to b. pokrewne dziedziny:
http://en.wikipedia.org/wiki/Scott_Carpenter
oraz a'propos R. Ballarda:

http://en.wikipedia.org/wiki/Robert_Ballard
mozg_kl2
Użytkownik
#32 - Wysłana: 18 Sty 2011 10:49:09
Odpowiedz 
Pojawienie się tego tematu uznam za swoisty dar losu. Nosiłem się, zeby załozyć podobny od jakiegoś czasu a tu prosze jest, więc sie podepne, żeby nie mnożyc bytów ponad potrzebę.

Jeśli chodzi o sam serial to ogladałem go w swojej karierze fanowskiej, dwa razy. Jedno co można stwierdzić to, że jest bardzo nie równy. Sezon 1 to, podwona wersja TNG, jest tak naukowo i na poważnie. Do tego morał na końcu. NBC jednak postanowiło namieszać w sezonie 2 i zrobić serial pod target młodziezowy. Odmłodzno cała kadrę i serial rozpoczął dryf od naukowego sf w strone sf pt monster of the week. Z kolei sezon trzeci to perełka dla militarystów z DS9.

Natomiast watek, który chciał poruszyć jest inspirowany SeaQuestem. Otóż, jak powszechnie wiadomo adminisracja prezydenta Obamy znacznie, okroiła program badań kosmicznych, tym samym szanse powrotu na Księżyc nie mówiąc o Marsie, znacznie się oddaliły. Teraz pytanie, może zamiast lecieć w kosmos warto byłoby pomyśleć na kolonizacją i badaniem Oceanu? Swojądrogą znacie jakiś serial/film/książke utrzymaną w podobnej konwencji jak SQ?
biter
Użytkownik
#33 - Wysłana: 18 Sty 2011 12:40:46
Odpowiedz 
Q__:
Coś takiego znalazłem. Jesteś w stanie zweryfikować czy to e-wersja tego manuala, czy dowolne fantazje autora strony?
http://home.comcast.net/~kimurho/ssorm.htm
http://home.comcast.net/~kimurho/sq/ueo.htm

Ujmę to tak, tamten manual odnosił się w całości do Okrętu, zawierał jego dokladnie parametry etc. Ten oprócz tych, częsciowych parametrów zawiera również informacje o CEO, jej strukturze i inne.
Możliwe że częściowo są to informacje zaczerpnięte z manuala, częsciowo z serialu. Nie pamiętam aby SeaQuest posiadał w uzbrojeniu lasery oraz torpedy fotonowe jak to podano w tym dokumencie.
Q__:
Dalsze sezony - o czym pisałem do znudzenia - nie miały z klimatem pierwszego nic wspólnego. Przeskok jakościowy był jeszcze bardziej zauważalny niż pomiędzy pierwszym, a drugim sezonem S:1999.

Dalsze sezony, szczególnie sezon 2 określany jest mianem Star Trek pod wodą, czasami. Niektóre odcinki były tak debilne że sami aktorzy nie chcieli w nich grać, dlatego właśnie zrezygnował z serialu Roy Scheider. Wystąpił tylko gościnnie w trzecim sezonie bo zmuszono go tego finansowo (miał podpisane trzy sezony ale zerwał kontrakt, jako że stanął okoniem że nie zagra nawet jeśli sąd mu nakaże doszli do porozumienia że wystąpi w dwóch czy trzech odcinkach).
Twórcy tłumaczyli że sezon trzeci łączył w sobie elementy najlepsze z pierwszego i trzeciego. Był naukowy ale zarazem militarystyczny. Niestety jakkolwiek lubiłem militarystyczność DS9 to SQ był piękny bo oglądało sie go jak pseudodokument.

Q__:
czas go strasznie zdezaktualizował jako prognozę futurologiczną, ale lubię tą wizję radosnej przyszłości.

No cóż jako wizję futurologiczną owszem, ale jadąc po bandzie można powiedzieć że Odyseja Kosmiczna także się futurologicznie zdeaktualizowała. Co do radosnej przyszłości to nie był bym tego taki pewien. Zauważ że w tle cały czas trwa konflikt, co prawda w pierwszym sezonie przypomina to zimną wojnę ale jednak. Ponadto ludzie zniszczyli środowisko nim zajęli się eksploracją oceanów. Tym niemniej ogląda się to przyjemnie.

Sh1eldeR

Z tą wypornością punkt dla ciebie, no ale cóż humanista na to by nie wpadł


Q__:
tak jak i to spotkanie z duchami (z Titanica bodaj?) zaniżaly poziom pierwszego sezonu, ale były jeszcze strawne, zwł, że na zakończenie i tak Ballard gadał

Merytorycznie to może i zaniżało ale jak to się na komputerze o 3 nad ranem ogląda to sie człowiek może ździebki przestraszyć.
Dragon
Użytkownik
#34 - Wysłana: 18 Sty 2011 12:59:41
Odpowiedz 
biter:
Nie pamiętam aby SeaQuest posiadał w uzbrojeniu lasery oraz torpedy fotonowe jak to podano w tym dokumencie.

W drugim sezonie miał lasery, dobrze to pamiętam, a co to torped to muszę jeszcze sobie oglądnąć.
biter
Użytkownik
#35 - Wysłana: 18 Sty 2011 13:13:36
Odpowiedz 
Dragon:
W drugim sezonie miał lasery, dobrze to pamiętam

Chwalić pana że oglądałem wybiurczo
Picard
Użytkownik
#36 - Wysłana: 18 Sty 2011 13:24:57
Odpowiedz 
mozg_kl2:
Teraz pytanie, może zamiast lecieć w kosmos warto byłoby pomyśleć na kolonizacją i badaniem Oceanu? Swojądrogą znacie jakiś serial/film/książke utrzymaną w podobnej konwencji jak SQ?

Pomysł z kolonizacją ziemskich oceanów jest świetny - w końcu lwia część naszej planety znajduje się pod wodą - i dużo bardziej realny niż kolonizacja kosmosu. Zdaje się, że pisałem już o tym kiedyś, ale powtórzę, że uważam, iż następne 500 lat będzie bardziej przypominać SeaQuest niż Star Treka: w końcu ludzkość siedzi na Błękitnym Globie te parę tysięcy lat, więc co jej się śpieszy by opuszczać matkę Ziemie? A co do utworów o podobnej tematyce przychodzą mi na myśl jedynie stareńkie powieści Vernea i Otchłań Camerona.
mozg_kl2
Użytkownik
#37 - Wysłana: 18 Sty 2011 17:18:43
Odpowiedz 
biter:
szczególnie sezon 2 określany jest mianem Star Trek pod wodą

Sam Roy Scheider to stwierdził, w jednej z wypowiedzi pytanie dlaczego nie chce grać w 3 sezonie.

biter:
Twórcy tłumaczyli że sezon trzeci łączył w sobie elementy najlepsze z pierwszego i trzeciego. Był naukowy ale zarazem militarystyczny. Niestety jakkolwiek lubiłem militarystyczność DS9 to SQ był piękny bo oglądało sie go jak pseudodokument.

W sezonie trzecim pojawił się wątek główny, którego w poprzednich sezonach ze świecą szukać.

biter:
Q__: tak jak i to spotkanie z duchami (z Titanica bodaj?) zaniżaly poziom pierwszego sezonu, ale były jeszcze strawne, zwł, że na zakończenie i tak Ballard gadał
Merytorycznie to może i zaniżało ale jak to się na komputerze o 3 nad ranem ogląda to sie człowiek może ździebki przestraszyć.

Odcinek z duchem był niezły. Taki lekki horror.

biter:
Dragon: W drugim sezonie miał lasery, dobrze to pamiętam
Chwalić pana że oglądałem wybiurczo

Aż sprawdze bo też nie pamiętam.

Picard:
Pomysł z kolonizacją ziemskich oceanów jest świetny - w końcu lwia część naszej planety znajduje się pod wodą - i dużo bardziej realny niż kolonizacja kosmosu. Zdaje się, że pisałem już o tym kiedyś, ale powtórzę, że uważam, iż następne 500 lat będzie bardziej przypominać SeaQuest niż Star Treka:

Nie tylko lwia część naszej planety ale i nas samych(zgodnie z tym co mowił Roy w 1 sezonie). Nie dość, że realniejszy to łatwiejszy w realizacji, bo wszystko mamy na miejscu. Trzeba dopracować tylko technologię. Swojadrogą rodzi to ten sam problem, co status polityczny kolonii na obcych planetach. Jak je traktować?

Picard:
w końcu ludzkość siedzi na Błękitnym Globie te parę tysięcy lat, więc co jej się śpieszy by opuszczać matkę Ziemie?

Cytując klasyka Ziemia jest kolebką ludzkości ale nie spędza się w niej całego życia.

Picard:
A co do utworów o podobnej tematyce przychodzą mi na myśl jedynie stareńkie powieści Vernea i Otchłań Camerona

Obie pozycje znam od małego. To pokazuje tylko jak temat kolonizacji oceanu jest mało poruszany.
Sh1eldeR
Użytkownik
#38 - Wysłana: 18 Sty 2011 18:19:08
Odpowiedz 
Q__:
Za to w drugim sezonie zaczęły się kpiny z logiki, choćby te plamiaste klony, czy pani jasnowidz nieudolnie naśladująca Troi.

Właśnie, tam były te klony... Kurcze, muszę sobie przypomnieć tego Sea Questa. Prawie niczego nie pamiętam. Przyznam, że do pierwszego odcinka/pilota wrócę z wielką chęcią.

Picard:
Pomysł z kolonizacją ziemskich oceanów jest świetny - w końcu lwia część naszej planety znajduje się pod wodą - i dużo bardziej realny niż kolonizacja kosmosu.

No, jeśli mielibyśmy wybierać, co skolonizować w ciągu najbliższych parudziesięciu lat -- oceany czy kosmos -- to na pewno logicznie byłoby wybrać oceany. Z kolonizacją kosmosu mamy na razie jeden, gigantyczny problem: nieefektywność naszych rakiet. Wraz ze wzrostem masy, którą chcemy wynieść na orbitę, masa całej rakiety rośnie bardzo, bardzo szybko. Bo im cięższy ładunek, tym potężniejsze muszą być silniki rakiety i tym więcej paliwa jej trzeba. A to zwiększa masę całkowitą rakiety. Więc trzeba dać jeszcze mocniejsze silniki/jeszcze więcej paliwa by wynieść... to dodatkowe paliwo. To nie idzie w nieskończoność, tj. paliwo przechowuje więcej energii niż trzeba by je wynieść na orbitę (więc zostaje zapas na ładunek i strukturę rakiety), ale tak czy siak -- rakiety są cholernie, cholernie nieefektywne. Do czasu zbudowania czegoś lepszego, jak np. winda kosmiczna czy projekt Orion, nie ma co myśleć o wynoszeniu na orbitę naprawdę dużych ładunków. Więc ciężko wynieść tam naprawdę pojemne habitaty.

W przypadku oceanów tego problemu nie ma. Okręty podwodne mogą poruszać się efektywnie. Te atomowe mogą wielokrotnie okrążyć ziemię bez uzupełniania paliwa. Energetycznie rzecz biorąc, dużo łatwiej zanieść coś na dno oceany niż na orbitę.

Tyle że na razie w zasadzie nie ma takiej potrzeby. Mieścimy się na lądzie. Fakt, niektóre regiony są przeludnione, ale dotyczy to raczej miast położonych w korzystnych miejscach. Dno oceanu nie jest zbyt korzystnym miejscem . Gdybyśmy olali więc samo miejsce i budowali odgradzające nas od środowiska habitaty, to na lądach mamy jeszcze mnóstwo niewykorzystanej przestrzeni.

Niemniej jednak, trochę mi wstyd że tak słabo nam idzie z oceanami. W samym Sea Queście był taki dość... oryginalny motyw, że kosmici przylecieli na Ziemię, porwali Sea Questa (!) i zawieźli go na ich planetę, która chyba jakoś w wyniku nagłej powodzi znalazła się pod wodą, czy coś. W każdym razie chodziło o to, że co prawda technologia kosmitów była bardziej zaawansowana od naszej -- ale zaledwie o kilkadziesiąt lat, podobno -- i umożliwiała loty miedzysystemowe po kosmosie, ale brakowało im doświadczenia w walce pod wodą. My okręty podwodne mieliśmy opanowane dobrze, w końcu naszą planetę "od zawsze" w sporej części przykrywała woda. Więc Sea Quest nawet u kosmitów był potężnym okrętem.

My jednak takich okrętów nie mamy. Nasze okręty podwodne są strasznie lipne -- nie są panami oceanów. Zanurzają się tylko na głębokość 500-1000 metrów. To tylko drobna część średniej głębokości oceanu światowego, nie wspominając o Rowie Mariańskim. No i nasze okręty podwodne osiągają zaledwie 25-40 węzłów.

Jak to się ma do Sea Questa, który schodził na 10 kilometrów i robił 160 węzłów? Szkoda gadać. Nie popisujemy się za bardzo.

Chociaż stopniowo idziemy do przodu. Ruscy np. stworzyli torpedy superkawitacyjne, które wyciągają 200-250 węzłów i przypominają troszkę te seaquestowe. Ale to mały krok.

Tak sobie myślę: czy nie dałoby naprawdę dużej przewagi gdyby stworzyć okręt, który może się zanurzać na 3-4 tysiące metrów? Myśliwskie okręty podwodne nie mogłyby za nim podążyć. Ciekawe czy współczesne torpedy mogą osiągać takie głębokości.
Jurgen
Moderator
#39 - Wysłana: 18 Sty 2011 18:45:27 - Edytowany przez: Jurgen
Odpowiedz 
Q__:
To pierwsze spotkanie z kosmitami - acz Spielberg rżnął z samego siebie, z "Bliskich Spotkań..." - tak jak i to spotkanie z duchami (z Titanica bodaj?) zaniżaly poziom pierwszego sezonu, ale były jeszcze strawne, zwł, że na zakończenie i tak Ballard gadał

Mi się osobiście akurat ten odcinek podobał (znaczy, o kosmitach z I sezonu). Jak na moje myśłenie, to wyglądał dość sensownie i realistycznie jako wizja pierwszego kontaktu.

Sh1eldeR:
Jak to się ma do Sea Questa, który schodził na 10 kilometrów i robił 160 węzłów?

Ekhm... Ja mogę wymyslić okręt, który zejdzie na dno Rowu mariańskiego i wyciągnie 1000 węzłów. Tyle, że dopóki nie wykombinuje, jak to zrobić, albo chociaz nie podam jakiegoś sensownego założenia do zrealizowania za jakiś czas, będzie to tylko marzenie fanboya. To jest akurat kiepski pomysł SQ, bo realistycznie rzecz ujmując, to okręt wielkości lotniskowca, o takich osiągach musiałby mieć przepotężne źródło napędu (po ile reaktorów mają lotniskowce?:wait. Dlatego oglądając serial raczej trzeba przymyknąć oko na ten "przepak", natomiast reszta świata przedstawiona jest jak na hard SF przystało. Owszem, z racji niewielkiego odcinka czasowego scenarzystom było łatwiej niż w B5 czy ST, ale i tak brawa.

Sh1eldeR:
Tak sobie myślę: czy nie dałoby naprawdę dużej przewagi gdyby stworzyć okręt, który może się zanurzać na 3-4 tysiące metrów?

Dałoby, tylko to wymaga równie olbrzymiej przewagi technologicznej.

PS Aha, co do tego, że rzeczywistośc zdezaktualizowała serial: nie dotarliśmy jeszcze do takiego etapu technologicznego, co SQ, więc ja bym nie narzekał.
reyden
Użytkownik
#40 - Wysłana: 18 Sty 2011 19:25:08
Odpowiedz 
Co do realności SQ .

Zasilanie - z tego co pamiętam to okręt miał 2 reaktory fuzyjne , znacznie mocniejsze niż obecnie stosowane reaktory nuklearne ( w teorii do 1 000 x z 1 kg paliwa ) .

Po drugie chyba ulepszyli sposób zamiany energii zgromadzonej w paliwie na energię zasilającą okręt - bo dziś to jest tak -

Ciepło powstałe w procesie rozpadu nuklearnego podgrzewa wodę lub inny czynnik chłodzący do wysokiej temperatury ( kilkaset stopni celcjusza ) - to jest obieg główny reaktora ,

Stosowany jest też obieg wtórny ( z powodu radioaktywności paliwa ) - w wymienniku ciepła spotykają się obydwa obiegi - pierwotny i wtórny .

Czynnik chłodzący w obiegu wtórnym również jest podgrzewany , potem napędza on turbinę parową .

Sama turbina parowa albo napędza generator elektryczny produkujący prąd albo z pomocą przekładni napędza śruby okrętów .

Nie wiem czy SQ miał taki sam układ czy miał coś innego .

Prędkość - dwa pojęcia

pędnik strumieniowy oraz superkawitacja .

Pędnik strumieniowy ( strugowodny lub też wodnostrumieniowy ) to coś w rodzaju podwodnego silnika odrzutowego , woda jest używana do napędu statku/okrętu w podobny sposób jak spaliny w silniku odrzutowym .

Uzyskana prędkość od 35 węzłów ( klasa Seawolf ) do 80 węzłów ( torpedy Spearfish ) .

Natomiast superkawitacja to zjawisko fizyczne polegające na powstaniu wokół obiektu zanurzonego w cieczy bąbla gazowego otaczającego cały ten obiekt. Może się tak zdarzyć np. gdy emituje on wibracje lub porusza się z dużą prędkością względem cieczy.

W ten sposób można uzyskać jeszcze większą prędkość - 200+ węzłów , rosyjskie eksperymentalne torpedy Szkwał tyle osiągają .

Wadą jest bardzo duża głośność - może w SQ sobie jakoś z tym poradzili .

Co do głębokości zanurzenia - to kluczem tu jest kształt okrętu oraz materiał z jakiego został wykonany .

Z tego co wiem SQ miał organiczne poszycie nałożone na tytanowy szkielet .

Do tego kształt samego SQ - przypominał bardziej jakieś ryby niż współczesne OP .
Picard
Użytkownik
#41 - Wysłana: 18 Sty 2011 19:53:59
Odpowiedz 
mozg_kl2:
Jak je traktować?

Jako własność państw założycielskich, a być może jakiś korporacji. Wojny z kolonistami na innych planetach sobie nie wyobrażam - koszty wysłania ekspedycji militarnej musiały by być ogromne, a pewnie statek sił inwazyjnych łatwo było by zastrzelić. Ale na Ziemi, takich problemów nie ma i państwa łatwo mogły by zmusić butnych kolonistów od posłuszeństwa.

mozg_kl2:
To pokazuje tylko jak temat kolonizacji oceanu jest mało poruszany.

Prawda, przydało by się coś więcej w tej tematyce.
RaulC
Użytkownik
#42 - Wysłana: 18 Sty 2011 19:55:30 - Edytowany przez: RaulC
Odpowiedz 
reyden:
Nie wiem czy SQ miał taki sam układ czy miał coś innego .
Prędkość - dwa pojęcia
pędnik strumieniowy oraz superkawitacja .

SQ miał własnie pędnik strumieniowy a reaktor poruszał łopatkami turbiny pędnika. Tyle pamiętam. Dokładniej było to opisane przede wszystkim w pierwszym odcinku a potem po trochu w innych. Potem podobny napęd zastosował Lukas do napędu Śmiałka czyli małego (miescił 2 osoby) pojazdu w stylu podwodnego motoru. Jedyną różnica był dodatkowy napęd, który stanowił ogon pojazdu poruszający się niczym ogon rekina.
Pędnik strumieniowy jest na tyle wydajny, że teoretycznie jest możliwe uzyskanie prędkości powyżej 100 węzłów. SQ pędniki miał wbudowane w kadłub co powodowało zasysanie wody przed dziobem i zwiększało jego prędkość.
Kształt nie przypominał ryby raczej kałamarnicę. I działał prawie niczym "napęd" kałamarnicy.
Ale i tak najlepszy z całej załogi był ... Darwin.

Mózg_kl2

Doskonale pamiętam Odchłań. Nie tak dawno oglądałem ten film po raz szósty czy siódmy. Nie ma w nim tak naprawdę nic na temat kolonizacji oceanów. Pokazuje jednak, że tak bardzo nie znamy własnej planety, że w rowach tektonicznych mogłyby mieszkać obce gatunki a my byśmy o tym nic nie wiedzieli. Podobną koncepcję tyle, że na temat głębokich warstw powierzchni (głębokość powyżej 10km pod powierzchnią gruntu) wysnuła Sandemo w "Sadze o królestwie światła" oraz A.C.Clark w jednym z opowiadań.
mozg_kl2
Użytkownik
#43 - Wysłana: 19 Sty 2011 11:18:01
Odpowiedz 
Sh1eldeR:
Właśnie, tam były te klony...

Potwierdzam, w drugim sezonie były klony. Nazywali się Daggersi i zgodnie z Rezolucją ONZ ich posiadanie jest zakazane. Cytat z odcinka 2x01 "dag-ger n. 1. a short, pointed, sharp-edged weapon used for stabbing. 2. a reference mark used in printing. 3. a genetically engineered life form manufactured in the early 21st century. see dark age of genetics.
dark age of genetics: A period dating between 2001 and 2003 when genetically engineered, human-like life forms were manufactured solely for the purpose of waging war. Outlawed in 2004 by United Nations Resolution G-932." Troche to przypomina Khana i jego koleżków.

Sh1eldeR:
Tyle że na razie w zasadzie nie ma takiej potrzeby. Mieścimy się na lądzie.

Wiesz, no latać w kosmos też nie ma potrzeby bo się mieścimy, pomimo tego sięgamy gwiazd.

Jurgen:
Mi się osobiście akurat ten odcinek podobał (znaczy, o kosmitach z I sezonu). Jak na moje myśłenie, to wyglądał dość sensownie i realistycznie jako wizja pierwszego kontaktu.

Taki trekowy pierwszy kontakt. Wydawało się, że on ich zabija a jednak nie.

Sh1eldeR:
No, jeśli mielibyśmy wybierać, co skolonizować w ciągu najbliższych parudziesięciu lat

Wkońcu przyszłość przedstawiona w Seaquest to rok 2018 a trekowa to 2161.

Picard:
Jako własność państw założycielskich, a być może jakiś korporacji. Wojny z kolonistami na innych planetach sobie nie wyobrażam - koszty wysłania ekspedycji militarnej musiały by być ogromne, a pewnie statek sił inwazyjnych łatwo było by zastrzelić. Ale na Ziemi, takich problemów nie ma i państwa łatwo mogły by zmusić butnych kolonistów od posłuszeństwa.

Problem w tym, że prawo międzynarodowe zabrania przywłaszczania na rzecz, jakiegokolwiek kraju obiektów w przestrzeni kosmicznej. Nie, mówiąć o militaryzacji przestrzeni kosmicznej. Na prawie morskim znam się troche słabiej. Z drugiej strony, wkońcu istnieja przecież wody międzynarodowe. Gdyby stosować Twoją wykładnie, to nagle moglibyśmy zacząc graniczyć z USA od pólnocy. Wkońcu, woda nad miastem też należy do podwodnego miasta.

Jeszcze, jeśli chodzi o podmorskie sf to przypomniał mi się taki tytuł jak kula, na podstawie powiesci Crichtona. Książki, nie czytałem ale film bardzo mi się podobał.
biter
Użytkownik
#44 - Wysłana: 19 Sty 2011 12:08:06
Odpowiedz 
Picard:
Pomysł z kolonizacją ziemskich oceanów jest świetny - w końcu lwia część naszej planety znajduje się pod wodą - i dużo bardziej realny niż kolonizacja kosmosu. Zdaje się, że pisałem już o tym kiedyś, ale powtórzę, że uważam, iż następne 500 lat będzie bardziej przypominać SeaQuest niż Star Treka: w końcu ludzkość siedzi na Błękitnym Globie te parę tysięcy lat, więc co jej się śpieszy by opuszczać matkę Ziemie? A co do utworów o podobnej tematyce przychodzą mi na myśl jedynie stareńkie powieści Vernea i Otchłań Camerona.

Paradoksalnie kolonizacja dna oceanicznego może się okazać znacznie trudniejsza aniżeli kolonizacja kosmosu. O ile skolonizowanie szelfu nie powinno stanowić problemu gdyż jest on w miarę płytki i stabilny wraz z zagłębianiem w ocean rodzą się problemy.
Taki przykład z programu Discovery, Jak to jest zbudowane. Był to odcinek o kolei i torach właśnie podmorskich. W turci po dnie Bosforu zostały położone i o ile wiem już otwarte dwie linie kolejowe łączące europejski Stambuł z Azjatyckim, położenie ich kosztowało majątek ze względu na potrzebę zabezpieczenia od trzęsień ziemi.
Rosja i USA planują położenie linii kolejowej łączącej te dwa kraje. Połączenie miało by biec pod cieśniną Beringa z przystankiem na wyspie Diomede. Problem polega na tym że występują tam tak silne ruchy tektoniczne że nie można położyć tunelu powierzchniowego, wiercenie natomiast tunelu podmorskiego trwało by 50 lat i kosztowało wiele miliardów dolarów. Tak więc rosjanie zamierzają do 2013 dociągnąć linię kolejową do wybrzeża a puki co jajogłowi myślą jak by tu kolej podmorską podłożyć.
Tak samo było by z basami podmorskimi czy miastami, położone głębiej musiały by być super odporne na ruchy tektoniczne żeby sie nie rozlecieć. ewentualnie być jedynie zakotwiczone do dna.

mozg_kl2:
W sezonie trzecim pojawił się wątek główny, którego w poprzednich sezonach ze świecą szukać.

Tylko osobiście nie wiem czy akurat temu serialowi był on potrzebny. pierwszy sezon radził sobie znakomicie bez wątku głównego IMO. Wątek główny wymusza na scenarzystach dostosowanie się do pewnego pomysłu nie można skakać po tematach tak jak to było w sezonie 1 co było IMO jego zaletą.

mozg_kl2:
Obie pozycje znam od małego. To pokazuje tylko jak temat kolonizacji oceanu jest mało poruszany

Mam wrażenie, acz kolwiek mogę się mylić. Temat kolonizacji oceanów nie był poruszany z prostego a złożonego powodu. Są one blisko na wyciągnięcie ręki i panują w nich znane nam prawa fizyki, namacalne wręcz, przez co trzeba się ich trzymać żeby być przynajmniej częściowo wiarygodnym, z drugiej strony nie wiemy absolutnie nic co się dzieje w ich głębi. A ile można pisać o wielkich kalmarach.
Verne mógł sobie pozwolić na fantazje bo w jego czasach myślano że antarktyda jest jak akrktyka, dryfującym lodem a nie kontynentem ale teraz tak różowo nie jest.

Sh1eldeR:
Właśnie, tam były te klony... Kurcze, muszę sobie przypomnieć tego Sea Questa. Prawie niczego nie pamiętam. Przyznam, że do pierwszego odcinka/pilota wrócę z wielką chęcią.

Klony klonami, człowieka da się sklonować i być może tak pogrzebać w genotypie żeby miał plamy, mnie bardziej wkurzał koleś ze skrzelami. Kto to widział wszczepiać przestępcom skrzela.
Ogólnie większość nowych postaci drugiego sezonu była raczej irytująca aniżeli ciekawa.

reyden:
Sama turbina parowa albo napędza generator elektryczny produkujący prąd albo z pomocą przekładni napędza śruby okrętów .

Nie wiem czy SQ miał taki sam układ czy miał coś innego .

co do napędu to o ile pamiętam nigdzie nie powiedziano tego wprost ale można zaobserwować różny stopień wygięcia tych macek na ogonie w czasie płynięcia, zastanawiam się czy okręt nie poruszał się jakoś na zasadzie poruszania tymi mackami, może nie koniecznie jak kalmar ale jednak.

reyden:
Co do głębokości zanurzenia - to kluczem tu jest kształt okrętu oraz materiał z jakiego został wykonany .

Z tego co wiem SQ miał organiczne poszycie nałożone na tytanowy szkielet .

Konkretnie to poszycie miał z sztucznie "hodowanego" grafitu.

mozg_kl2:
Sh1eldeR:
Tyle że na razie w zasadzie nie ma takiej potrzeby. Mieścimy się na lądzie.

Wiesz, no latać w kosmos też nie ma potrzeby bo się mieścimy, pomimo tego sięgamy gwiazd.

Mieścić się mieścimy tylko że tereny mieszkalne wypierają tereny "żywieniowe" wkrótce dojdziemy do punktu w którym miast mogą zając tyle miejsca że nie będzie nas czym wykarmić, Jeśli zeszli byśmy pod wodę to ziemia nadal mogła by nas karmić, być może dało by się nawet rekultywować częśc obecnych terenów mieszkalnych.

Picard:
ako własność państw założycielskich, a być może jakiś korporacji. Wojny z kolonistami na innych planetach sobie nie wyobrażam - koszty wysłania ekspedycji militarnej musiały by być ogromne, a pewnie statek sił inwazyjnych łatwo było by zastrzelić. Ale na Ziemi, takich problemów nie ma i państwa łatwo mogły by zmusić butnych kolonistów od posłuszeństwa.

Pomijając fakt że państwo Y mogło by poprzeć kolonistów państwa X w celu przejęcia kolonii z dostępem do złóż. Naprawdę jednak zejscie pod wodę widział bym jako zasiedlenie a nie kolonizację. obejmowanie wód terytorialnych własnych a potem odchodzenie od nich stopniowo dalej i dalej ale nie że jestem japonią a robię kolonię na atlantyku.
ortkaj
Użytkownik
#45 - Wysłana: 19 Sty 2011 14:09:08
Odpowiedz 
mozg_kl2

Fakt niewiele było filmów dotyczących tematyki eksploracji dna morskiego, znalazłem parę linków- najwięcej jest animacji (wiadomo tańsza produkcja)
http://www.imdb.com/title/tt0060126/
http://en.wikipedia.org/wiki/Marine_Boy
http://www.imdb.com/title/tt0055608/
http://en.wikipedia.org/wiki/SkyDiver ciekawy wątek
http://www.screenonline.org.uk/tv/id/440096/index. html

aaaa..Był jeszcze radziecki film
http://en.wikipedia.org/wiki/Amphibian_Man

Spośród tego na pewno SQ był najbardziej zaawansowany,według mnie to była odważna próba - koszty efektów i aktorów ( niezła obsada) były pewnie porównywalne do jakiejś serialowej kosmicznej sagi.
mozg_kl2
Użytkownik
#46 - Wysłana: 19 Sty 2011 20:03:48
Odpowiedz 
biter:
Tylko osobiście nie wiem czy akurat temu serialowi był on potrzebny. pierwszy sezon radził sobie znakomicie bez wątku głównego IMO. Wątek główny wymusza na scenarzystach dostosowanie się do pewnego pomysłu nie można skakać po tematach tak jak to było w sezonie 1 co było IMO jego zaletą

W teorii umożliwia rozwój postaci, bo po zakończeniu odcinka nie wracam do punktu wyjścia. No i umożliwia zwiazanie widza z serialem na dłużej.

biter:
Paradoksalnie kolonizacja dna oceanicznego może się okazać znacznie trudniejsza aniżeli kolonizacja kosmosu

Nikt nie mówił, że będzie łatwo tu i tu jest haczyk.

biter:
Verne mógł sobie pozwolić na fantazje bo w jego czasach myślano że antarktyda jest jak akrktyka, dryfującym lodem a nie kontynentem ale teraz tak różowo nie jest.

W sumie racją. Z drugiej strony tak mało o nich wiemy.

biter:
co do napędu to o ile pamiętam nigdzie nie powiedziano tego wprost ale można zaobserwować różny stopień wygięcia tych macek na ogonie w czasie płynięcia, zastanawiam się czy okręt nie poruszał się jakoś na zasadzie poruszania tymi mackami, może nie koniecznie jak kalmar ale jednak.

Nie udało mi się znaleść informacji o napędzie poza tym, że okręt osiąga 160 węzłów. Natomiast znalazłem potwierdzenie, że okręt posiadał lasery. Okret był zasilany podwójnym reaktorem fuzyjnym chłodzonym morską wodą.

biter:
Mieścić się mieścimy tylko że tereny mieszkalne wypierają tereny "żywieniowe" wkrótce dojdziemy do punktu w którym miast mogą zając tyle miejsca że nie będzie nas czym wykarmić, Jeśli zeszli byśmy pod wodę to ziemia nadal mogła by nas karmić, być może dało by się nawet rekultywować częśc obecnych terenów mieszkalnych

Chętnie zamieszkałbym w takim podmorskim mieście. Musi byc ładny widok z okna o poranku. Eh rozmarzyłem się jak mały chłopiec.

biter:
Pomijając fakt że państwo Y mogło by poprzeć kolonistów państwa X w celu przejęcia kolonii z dostępem do złóż. Naprawdę jednak zejscie pod wodę widział bym jako zasiedlenie a nie kolonizację. obejmowanie wód terytorialnych własnych a potem odchodzenie od nich stopniowo dalej i dalej ale nie że jestem japonią a robię kolonię na atlantyku.

Tyle, że złoża nie zawsze są w wodach terytorialnych.

Ortkaj

Dzięki. Tyle, że to i tak skąpa lista w porównaniu do sf w kosmosie.
The_D
Użytkownik
#47 - Wysłana: 19 Sty 2011 20:43:38
Odpowiedz 
mozg_kl2:
Chętnie zamieszkałbym w takim podmorskim mieście. Musi byc ładny widok z okna o poranku.

Na małych głębokościach i w czystych wodach pewnie tak. W pozostałych przypadkach możliwe nawet, że świt da się przegapić ;)
mozg_kl2
Użytkownik
#48 - Wysłana: 20 Sty 2011 10:51:28
Odpowiedz 
The_D:
Na małych głębokościach i w czystych wodach pewnie tak. W pozostałych przypadkach możliwe nawet, że świt da się przegapić ;)

No pewnie tak. Wyglądasz przez okno a tam orka zamiast śniegu. Aż mam ochote po raz kolejny ogladnac SQ.

Z drugiej strony tak myślałem. Kosmonauci ćwiczą przed lotem w basenach pod wodą. Może droga na Księżyc i Marsa wiedzie przez ocean. Wkońcu jakby zamknąc ludzi w takim mieście na dnie oceanu to warunki mieliby zbliżone jak do tych na Księżycu. Odcięci od świata, ratunek może przybyć dopiero za jakiś czas, otoczeni przez ocean, tak jak przez kosmiczna pustke.
biter
Użytkownik
#49 - Wysłana: 20 Sty 2011 11:27:04
Odpowiedz 
mozg_kl2:
W teorii umożliwia rozwój postaci, bo po zakończeniu odcinka nie wracam do punktu wyjścia. No i umożliwia zwiazanie widza z serialem na dłużej.

rozwój postaci można prowadzić i bez wątku głównego. TNG czy TOS jako wątek główny miało "lecimy prosto jak w mordę strzelił", przynajmniej przez większość sezonów. Tak samo mógł działać SQ płyniemy, poznajemy ocean rozbudowujemy relacje między ludzkie w załodze i wcale nie trzeba jakiegoś wątku głównego, typu konflikt polityczny, zbrojny, najazd kosmitów etc.

mozg_kl2:
W sumie racją. Z drugiej strony tak mało o nich wiemy.

Nie przeczę że mało wiemy o tym co się kryje w głębinach oceanicznych. O ile dobrze kojarzę poznaliśmy zaledwie 15% oceanów. Chodzi mi o to, że przeciętny człowiek wie że pod wodą jest grawitacja, jak zjedziesz za nisko to zgniecie ciebie/statek wysokie ciśnienie. W wodzie można nawigować przy pomocy sonaru. jak za szybko się wynurzysz to rozsadzi ci płuca. Woda morska może mieć minusową temperaturę i nie zamarznie i takie tam.

A co przeciętny kowalski wie o kosmosie: Jest wieeeelki, jest próżnią, jest zimny i to tyle w zasadzie.
Ale juz na przykład o tym jak ciało ludzkie reaguje na próżnię to będzie się dowiadywał z telewizji i pomysli że albo człowiek w sekundzie zamarza (misja na marsa) albo eksploduje (pamięć absolutna). Taki kowalski będzie się zastanawiał; skoro w próżni nie ma tarcia to po co statkom napęd, dlaczego nie można ich wystrzelić z procy przecież nie powinny zwalniać, czy w próżni dochodzi do implozji czy eksplozji statku. Jak wygląda eksplozja, czy jest to oderwanie się fragmentów czy może jest jakiś ogień. Takie pytania można mnożyć dla kosmosu, dla oceanu już nie bardzo. Dlatego lepiej w serialach jak SQ nie robić z ludzi idiotów.

mozg_kl2:
Chętnie zamieszkałbym w takim podmorskim mieście. Musi byc ładny widok z okna o poranku. Eh rozmarzyłem się jak mały chłopiec.

Jak masz pare tysiaków to możesz zawsze spędzić noc w hotelu na dnie zatoki Perskiej w Abu Zabi. Ale fakt, zamieszkać to bym chętnie zamieszkał. Będąc w Egipcie miałem przyjemność przepłynąc się nad rafą statkiem ze szklanym (przeźroczystym) dnem, coś niesamowitego.
mozg_kl2:
Z drugiej strony tak myślałem. Kosmonauci ćwiczą przed lotem w basenach pod wodą. Może droga na Księżyc i Marsa wiedzie przez ocean. Wkońcu jakby zamknąc ludzi w takim mieście na dnie oceanu to warunki mieliby zbliżone jak do tych na Księżycu. Odcięci od świata, ratunek może przybyć dopiero za jakiś czas, otoczeni przez ocean, tak jak przez kosmiczna pustke.

Coś w tym jest, Rosjanie zrobili teraz eksperyment, wsadzili/wsadzą grupę ludzi na rok do pomieszczenia przypominającego wielkością potencjalny statek na marsa i sprawdzą jak będą się zachowywać,
Jakby tak wsadzili ich do takiego pomieszczenia ale na głębokości hmm 20 - 50 metrów zależnie od przejrzystości wody to by jeszcze dodatkowo doszła sytuacja stresowa, jak się kadłub rozwali to jesteśmy "ugotowani".
The_D
Użytkownik
#50 - Wysłana: 20 Sty 2011 14:20:57
Odpowiedz 
biter:
A co przeciętny kowalski wie o kosmosie: Jest wieeeelki, jest próżnią, jest zimny i to tyle w zasadzie.
(...)
Taki kowalski będzie się zastanawiał; skoro w próżni nie ma tarcia to po co statkom napęd

Naprawdę myślisz, ze przeciętni ludzie zaprzątają sobie głowy dynamiką?
biter
Użytkownik
#51 - Wysłana: 20 Sty 2011 14:25:43
Odpowiedz 
The_D:
Naprawdę myślisz, ze przeciętni ludzie zaprzątają sobie głowy dynamiką?

Ja na pewno. Ale może nie jestem przeciętnym człowiekiem
Jurgen
Moderator
#52 - Wysłana: 20 Sty 2011 15:38:04
Odpowiedz 
mozg_kl2:
Wkońcu jakby zamknąc ludzi w takim mieście na dnie oceanu to warunki mieliby zbliżone jak do tych na Księżycu. Odcięci od świata, ratunek może przybyć dopiero za jakiś czas, otoczeni przez ocean, tak jak przez kosmiczna pustke.

W środku pewnie tak, Jednak z bardziej ogólnego punktu widzenia, kilka problemów rozwiązalibyśmy znacznie łatwiej niż w kosmosie. Np. wody i tlenu mielibysmy pod dostatkiem, to tylko kwestia uzytej energii. No i nawiać z takiej stacji z odpowiednim skafandrem się w razie czego da (też przy dużych głębokościach), pomoc może dotrzeć w dowolne miejsce w ciągu 24 godzin. W kosmosie nie ma tak łatwo...
biter
Użytkownik
#53 - Wysłana: 20 Sty 2011 16:20:13
Odpowiedz 
Jurgen:
pomoc może dotrzeć w dowolne miejsce w ciągu 24 godzin. W kosmosie nie ma tak łatwo...

W wielu przypadkach 24 godziny to o wiele zbyt długo by przeprowadzić akcję ratunkową, Implozja to kwestia sekund góra minut. Przeciek, trwa tyle co i w kosmosie, w obu wypadkach można się schować w kapsule ratunkowej, ale fakt kapsuła w kosmosie leciała by dłużej.
O ile się orientuję minimalny czas potrzebny do startu promu to 72 godziny, Saviuza dłużej bo nie ma zazwyczaj gotowych rakiet.
mozg_kl2
Użytkownik
#54 - Wysłana: 21 Sty 2011 12:51:03
Odpowiedz 
biter:
rozwój postaci można prowadzić i bez wątku głównego. TNG czy TOS jako wątek główny miało "lecimy prosto jak w mordę strzelił", przynajmniej przez większość sezonów. Tak samo mógł działać SQ płyniemy, poznajemy ocean rozbudowujemy relacje między ludzkie w załodze i wcale nie trzeba jakiegoś wątku głównego, typu konflikt polityczny, zbrojny, najazd kosmitów etc.

No TNG wątku głównego nie miało i postacie się nie rozwijały. Wszelkie wydarzenia jakie miały miejsce w odcinku, pod koniec i tak były odkręcane przez co wracano do status quo. Cięzko też docenic ewentualna śmierć, bohatera i jego poświecenie, gdyż zaraz pojawiała się sztuczka z jego ożywieniem(Spock, Data)

biter:
Jak masz pare tysiaków to możesz zawsze spędzić noc w hotelu na dnie zatoki Perskiej w Abu Zabi. Ale fakt, zamieszkać to bym chętnie zamieszkał. Będąc w Egipcie miałem przyjemność przepłynąc się nad rafą statkiem ze szklanym (przeźroczystym) dnem, coś niesamowitego.

Ostatnio jak zaglądałem, do portfela to była w nim pajęczyna, takze chętnie ale nie dysponuje taka iloscia gotówki. Natomiast łodzią ze szklanym dnem płynałem kiedyś, w Hiszpanii. Zgadzam sie widok niesamowity. Warto by jednak mieć ten widok na stałe.

biter:
Coś w tym jest, Rosjanie zrobili teraz eksperyment, wsadzili/wsadzą grupę ludzi na rok do pomieszczenia przypominającego wielkością potencjalny statek na marsa i sprawdzą jak będą się zachowywać,
Jakby tak wsadzili ich do takiego pomieszczenia ale na głębokości hmm 20 - 50 metrów zależnie od przejrzystości wody to by jeszcze dodatkowo doszła sytuacja stresowa, jak się kadłub rozwali to jesteśmy "ugotowani".

Projekt 600 sieto chyba zwało. Tyle, że inaczej się człowiek czuje w zamknięciu, gdy wie, że za drzwiami są jego koledzy i ewentualne opuszczenie eksperymentu to kwestia minut. Pod wodą atmosfera izolacji byłaby dużo większa jak i poczucie osamotnienia.

Jurgen:
Np. wody i tlenu mielibysmy pod dostatkiem, to tylko kwestia uzytej energii. No i nawiać z takiej stacji z odpowiednim skafandrem się w razie czego da (też przy dużych głębokościach), pomoc może dotrzeć w dowolne miejsce w ciągu 24 godzin. W kosmosie nie ma tak łatwo...

Niby tak, ale wodę i tak musieliby filtrować, zeby była słodka pozatym zawsze możnaby wprowadzić jakis program ograniczeń. Nie znam się na tym spekuluje. Jak się jest, z mała grupa osób pod wodą czekając 24h na pomoc to każda minuta wydaje się godziną. Pozatym, podobnie jak z wodą możnaby założyć, że pomoc może przybyć po tych 72h. Wiadomo w jakiś wyjątkowych okolicznościach byłaby jak najszybciej ale, żeby zachować realizmu czemu nie.
biter
Użytkownik
#55 - Wysłana: 21 Sty 2011 13:00:06
Odpowiedz 
mozg_kl2:
No TNG wątku głównego nie miało i postacie się nie rozwijały. Wszelkie wydarzenia jakie miały miejsce w odcinku, pod koniec i tak były odkręcane przez co wracano do status quo. Cięzko też docenic ewentualna śmierć, bohatera i jego poświecenie, gdyż zaraz pojawiała się sztuczka z jego ożywieniem(Spock, Data)

Ale gdyby rozwój postaci był wprowadzony, relacje między ludzkie też, to nie dało by to świetnego efektu? Moim zdaniem wątek główny w serialu nie jest potrzebny dla rozwoju postaci.

mozg_kl2:
Tyle, że inaczej się człowiek czuje w zamknięciu, gdy wie, że za drzwiami są jego koledzy i ewentualne opuszczenie eksperymentu to kwestia minut. Pod wodą atmosfera izolacji byłaby dużo większa jak i poczucie osamotnienia.

No właśnie, pokazało by to znacznie lepiej jak człowiek reaguje na samotność jaka będzie w przestrzeni kosmicznej.
ortkaj
Użytkownik
#56 - Wysłana: 21 Sty 2011 20:13:55
Odpowiedz 
Jurgen
The_D
biter

A propos Waszej dyskusji parę propozycji "niegłębokopodwodnych" ale" częściowodennych": konstrukcji
Szczególnie ciekawa jest pierwsza - taki pseudo polder ale realny.

http://www.datensklaven.de/?p=2443

PS. W linkach na dole strony są jeszcze wysokościowce, też fajne
mozg_kl2
Użytkownik
#57 - Wysłana: 25 Sty 2011 12:55:14
Odpowiedz 
biter:
Ale gdyby rozwój postaci był wprowadzony, relacje między ludzkie też, to nie dało by to świetnego efektu? Moim zdaniem wątek główny w serialu nie jest potrzebny dla rozwoju postaci.

Oczywiscie, że tak ale pozostaje tylko kwestia gdyby. Nie jest potrzebny ale czasem bardzo to ułatwia.
mozg_kl2
Użytkownik
#58 - Wysłana: 17 Wrz 2012 20:27:57
Odpowiedz 
mozg_kl2
Użytkownik
#59 - Wysłana: 22 Gru 2012 20:47:42
Odpowiedz 
mozg_kl2
Użytkownik
#60 - Wysłana: 26 Lut 2013 17:12:38
Odpowiedz 
 Strona:  ««  1  2  3  4  »» 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Sea Quest - kalka z ST?

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!