USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek w Polsce / Kiedy w koncu bedzie ten HORIZON i dlaczego .....
 Strona:  ««  1  2  3  4 
Autor Wiadomość
Mav
Użytkownik
#91 - Wysłana: 29 Maj 2014 23:44:30 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Pytanie czy taki uniwersalny pomocnik ma sens? Czy nie lepsza jednak specjalizacja? Choć jak kogo dowartościuje posiadanie "służby"... sam pisałem o majordomusie...

Nie chodzi o dowartościowanie się służącym. Bardziej celuje w klimaty robota przyjaciela. Wiesz, taki sympatyczny robot, z którym mogły by sobie pogadać dzieciaki, to chyba nie najgorszy pomysł, co? Taki robot mógłby do upadłego odpowiadać na pytania edukując przy tym dzieciaki. Sam byś mógł z nim pogadać, zapytać się o coś Taki żywy element domowego interfejsu komputerowego, który może także pomagać w fizycznych pracach.

Oczywiście przez filmy roboty mają złą reputacje i od razu przychodzą do głowy scenariusze, w których taki domowy robot zaczyna wariować, bić dzieci, czy planować zamach na właściciela Ale to już temat na inną dyskusję

Q__:
Wiesz co? Będziesz chyba musiał sobie powtórzyć ten odcinek..

Możliwe że coś nie do końca go dobrze pamiętam. Aczkolwiek wydaję mi się, że jest tam naiwnie naciągnięty scenariusz. Otóż tak naprawdę Riker by zginął albo doznał mocnych obrażeń w jakiejś bijatyce z pierwszy lepszym Klingonem. A na końcu musiałby zabić klingońskiego kapitana, a nie tylko obezwładnić (bardzo głupiego i narwanego kapitana dodajmy). Także odcinek jest trochę niekonsekwentny, nawinie ułożony tak, aby przekazać właśnie tą historie w taki sposób, o jakim piszesz. Gdyby Riker miał tam krwawe potyczki, doszłoby do rozlewu krwi w imię kingstońskiej kultury, to już nie byłoby fajnej historyjki o fajnej, ale trochę specyficznej obcej kulturze.

Q__:
No i jest jeszcze "Darmok" - piękne spotkanie dwu równych sobie kultur (i kapitanów).

Niby tak, ale trochę komiczne wygląda ten nagły problem z dogadaniem się z JEDNĄ obcą rasą na całe tysiące, gdzie nawet pierwsze spotkanie nigdy nie stanowi problemu komunikacyjnego.
Q__
Moderator
#92 - Wysłana: 30 Maj 2014 02:02:48 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Bardziej celuje w klimaty robota przyjaciela. Wiesz, taki sympatyczny robot, z którym mogły by sobie pogadać dzieciaki, to chyba nie najgorszy pomysł, co? Taki robot mógłby do upadłego odpowiadać na pytania edukując przy tym dzieciaki. Sam byś mógł z nim pogadać, zapytać się o coś Taki żywy element domowego interfejsu komputerowego, który może także pomagać w fizycznych pracach.

No to się zgadzamy . Taka opcja jest realna. Acz nie musi to być wyłącznie humanoid. Pamiętasz gadające domy Simaka?

"- Dobry wieczór panu - powiedział Dom i dodał tonem wymówki: - Wygląda na to, że pan się spóźnił.
- Coś się ze mną stało - odpowiedział Blake. - Może masz jakiś pomysł, co to mogło być?
- Opuścił pan werandę. - Dom był wyraźnie niezadowolony, że wymaga się od niego więcej informacji, niż może ich udzielić. - Wie pan oczywiście, że nasze możliwości nie sięgają poza obszar domu.
- Tak. - Blake mówił cicho i niewyraźnie, jakby do siebie. -Wiem o tym.
- Przed wyjściem powinien pan zostawić wiadomość - ciągnął Dom surowym tonem. - Żebyśmy wiedzieli chociaż, jak się z panem skontaktować. Moglibyśmy dostarczyć odpowiednie ubrania, bo jak widzę, ma pan na sobie inne rzeczy niż przed wyjściem.
- To jest pożyczone od przyjaciela.
- W czasie pańskiej nieobecności przyszła wiadomość. Jest na P.G.
Blake podszedł do pocztografu i wyjął z drukarki kartkę papieru. Precyzyjna i utrzymana w formalnym tonie wiadomość napisana była dużym, wyraźnym pismem: “Jeśli pan Andrew Blake uzna za stosowne skontaktować się z panem Ryanem Wilsonem z Willow Grove, uzyska kilka cennych dla siebie informacji”.
Blake ostrożnie trzymał niecodzienny list. Wyczuwał w krótkich, oszczędnych słowach atmosferę melodramatu.
- Willow Grove? - zapytał.
- Poszukamy tego miejsca - bezbłędnie zareagował Dom.
- Gdybyś był tak miły.
- Oczywiście. Kąpiel będzie gotowa za moment, jeśli pan sobie życzy.
- Za moment będzie posiłek - zawołała Kuchnia. - Czego pan sobie życzy?
- Myślę, że na początek coś zjem. Najlepiej szynkę, jajka i dwie grzanki.
- Mogę zrobić coś bardziej wyszukanego - proponowała Kuchnia. - Grzanki z serem po walijsku, homara?
- Szynka i jajka - powtórzył Blake.
- A co pan powie na wystrój domu? - zapytał Dom. - Nie był zmieniany już niewiarygodnie długo.
- Nie. - Blake już był znużony ciągłymi pytaniami. - Zostaw to tak jak teraz. Nic nie zmieniaj. To doprawdy nie ma znaczenia.
- Oczywiście, że ma. - Blake'owi wydawało się, że słyszy zgryźliwość w głosie Domu. - Istnieją takie rzeczy, jak...
- Nic nie zmieniaj - przerwał zniecierpliwiony Blake.
- Jak pan sobie życzy. - Dom dał za wygraną.
- Najpierw zjem, potem kąpiel i do łóżka. To był ciężki dzień.
- A wiadomość? - przypomniał Dom.
- Zapomnijmy o tym. Jutro się zastanowię.
- Miasto Willow Grove jest pięćdziesiąt siedem mil stąd na północny zachód. Właśnie sprawdziliśmy.
Blake nie odpowiedział, poszedł do jadalni i usiadł przy stole.
- Musisz sam przyjść po jedzenie - dobiegło go zawodzenie Kuchni. - Ja ci nie mogę przynieść.
- Wiem o tym. Powiedz mi, kiedy będzie gotowe.
- Ale już siedzisz przy stole.
- Człowiek ma prawo siadać, gdziekolwiek zechce - zagrzmiał Dom.
- Tak, proszę pana - zawstydziła się Kuchnia.
Kiedy wreszcie się uciszyli, Blake poczuł, jak jest śmiertelnie zmęczony.
Fototapeta w pokoju była ożywiona. Właściwie po głębszym zastanowieniu nie można było nazwać tego fototapetą. Już pierwszego dnia Dom zwrócił mu na to uwagę. Ciągle czuł się zmieszany i zaskakiwany nowinkami technicznymi. Ruchomy obraz przedstawiał gęsty las z prześwitami polan i błękitną kreską wijącego się między drzewami strumienia. Wzdłuż brzegu kicał zając; zatrzymał się przy kępie koniczyny, przysiadł i zaczął czyścić łapkami futerko. Strzygł na boki uszami i śmiesznie kiwał głową w rytm delikatnych ruchów. Słońce odbijało się w wodzie, która niespiesznym nurtem unosiła na powierzchni kawałki kory, opadłe liście. W obrębie obrazu pojawił się ptak, przeleciał nad strumieniem i usiadł na drzewie. Podniósł główkę i zaczął bezgłośny śpiew.
- Czy życzy pan sobie, żeby włączyć dźwięk? - zapytała Jadalnia.
- Nie, dziękuję. Dzisiaj tego nie potrzebuję. Chcę tylko wypocząć. Może innym razem. /.../
Niespokojnie poruszył się w fotelu.
- Która godzina? Jak długo mnie nie było w domu? - spytał.
- Jest druga po północy - odpowiedział Dom. - Wyszedł pan o ósmej, może parę minut po. /.../
Zajączek skończył skubanie koniczyny i pokicał w las. Ptak na gałęzi przestał śpiewać. Jako nowa atrakcja pojawiła się wiewiórka, zbiegła po pniu głową w dół, zatrzymała się parę centymetrów nad ziemią, zakręciła się w mgnieniu oka i pomknęła do góry. Dotarła do konaru, odzyskała zachwianą równowagę i w podnieceniu pomachała rudą kitą.
Blake kojarzył to nieodmiennie z wyglądaniem przez okno i patrzeniem na krajobraz leśny. To nie był tradycyjny, płaski obraz - miał głębię, doskonałą perspektywę i doskonałe barwy, wzięte dokładnie z natury, a nie malowane pędzlem mistrza.
Dom ciągle go zaskakiwał swoimi możliwościami, czasami wręcz przeszkadzał i denerwował nadskakiwaniem. W swoim skarbcu niezbędnej wiedzy nie miał nic, co przygotowałoby go do podobnych wynalazków. Przypominał sobie jedynie, że przed nie wyjaśnionym czasem niepamięci ten ktoś (którego nazwiska nie mógł sobie przypomnieć) pokonał prawo grawitacji; w tym też czasie energia słoneczna była powszechnie używana.
Czerpanie energii z własnej elektrowni słonecznej czy zdolność latania dzięki użyciu antygrawitacyjnych urządzeń to jednak nie jedyne zalety współczesnych, nowoczesnych domów. One były robotami, automatycznymi kompleksami do wykonywania poleceń, a czasami nawet nabierały cech matczynych. Domy opiekowały się swoimi mieszkańcami. Zasada dbania o dobro i powodzenie rodzin była zakodowana w ich elektronicznych mózgach. Służyły i rozmawiały, przypominały i upominały, zrzędziły i rozpieszczały. Był to jednocześnie dom, służący i towarzysz “w jednej osobie”, a raczej w jednej rzeczy. Blake uważał, że z czasem człowiek zacznie odnosić się do swego Domu jak do lojalnego i kochającego przyjaciela.
Dom robił dla ciebie wszystko. Karmił, prał twoje rzeczy, układał cię do snu, gdyby mu pozwolić - wycierałby twój nos. Strzegł ciebie i wyprzedzał wszystkie twe pragnienia, przekraczał ciebie i twoją własną wytrzymałość. Uważał, że potrzebujesz niezwykłości, i potrafił je wyczarować - jak ożywione fototapety (a więc nie fototapety!) z zajączkami i śpiewającymi ptakami.
Blake wiedział, że potrzebuje czasu, aby się przyzwyczaić. Tym, którzy wzrastali wraz z tak burzliwym rozwojem techniki, musiało to przychodzić o wiele łatwiej. Dla człowieka nie wiadomo skąd pochodzącego, porzuconego wśród gwiazd Bóg wie kiedy, stwarzało to niemały problem.
- Proszę przyjść po jedzenie! - głos Kuchni przerwał rozważania. - Szynka i jajka przygotowane!"


"Zasada wilkołaka"

Mav:
Aczkolwiek wydaję mi się, że jest tam naiwnie naciągnięty scenariusz.

Zgoda, ale to Trek właśnie, taki urok jego. No i sam przyznałeś, że:
Mav:
ułożony tak, aby przekazać właśnie tą historie w taki sposób, o jakim piszesz.



Mav:
Niby tak, ale trochę komiczne wygląda ten nagły problem z dogadaniem się z JEDNĄ obcą rasą na całe tysiące, gdzie nawet pierwsze spotkanie nigdy nie stanowi problemu komunikacyjnego.

Dlatego - za Fontaną - jestem przeciw kanonowi...
Mav
Użytkownik
#93 - Wysłana: 30 Maj 2014 13:03:05 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Pamiętasz gadające domy Simaka?

Chyba w tej chwili najbardzioej bym chciał te realistyczne fototapety, ponieważ ja za oknem mam miejski rumor... Oj, chciałbym wgrać sobie teraz widok na ocean albo piękny las

Q__:
Zgoda, ale to Trek właśnie, taki urok jego. No i sam przyznałeś, że:
Mav:
ułożony tak, aby przekazać właśnie tą historie w taki sposób, o jakim piszesz.

Tylko zastanów się, czy aby przesłanie, które wychodzi z tego odcinka, jest w ogóle wartościowe, skoro aby powstało w takiej formie to cała historia musi być naiwnie naciągana? Chyba się ze mną zgodzisz, że gdyby podejść do tego odcinka realistycznie, życiowo, to jest wysoce prawdopodobne, wręcz pewne, że ta "przygoda" Rikera z poznawaniem klingońskiej kultury skończyła by się jego powrotem na Enteprise w trumnie albo z krwią na rękach. A tymczasem Riker stacza bójkę rodem z korytarza szkoły podstawowej, robi w jajo wrzeszczącego, trochę komicznego klingońskiego kapitana i zyskuję kilku kingstońskich przyjaciół z którymi może kiedyś skoczy na piwo... Czy to nie jest bzdura? Wciskanie nam nieżyciowej bajeczki?

Dlatego tak cenie nBSG, bo tam nie ma takich naiwnych historyjek i można wyciągnąć jakieś wartościowe rzeczy. I dlatego wolę TNG, które zajmuję się jakimiś niezwykłymi anomaliami, eksploracją, spotkaniami z ciekawymi obcymi bytami, a nie TNG, które próbuje poruszyć wątki psychologiczno-obyczajowe, bo niestety nie są one za dużo wartę z tą infantylnością, naiwnością, siłowym naciąganiem scenariusza, żeby przedstawić najmniej prawdopodobne, wręcz nielogiczne rozwiązania przedstawianych historii.
Q__
Moderator
#94 - Wysłana: 30 Maj 2014 17:41:33 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Tylko zastanów się, czy aby przesłanie, które wychodzi z tego odcinka, jest w ogóle wartościowe, skoro aby powstało w takiej formie to cała historia musi być naiwnie naciągana?

Zdaje mi się, że to przesłanie jest nawet bardzo wartościowe, mam jednak obawy, że inaczej się go nie dało wpasować w niespełna godzinny odcinek, zwł. jak wcześniej strzeliło się sobie w stopy przedstawiając Klingonów tak, a nie inaczej*.

* czyli - przynajmniej na pierwszy rzut oka - bardziej (en masse) jako gorszych niż jako po prostu innych

Inna sprawa, że Klingoni Roddenberry'ego to nie byli jednak - wbrew pozorom - bandyci z nożem w zębach, by się zaraz musiało kończyć tak krwawo jak piszesz. Tam jest dużo rytuałów i przemocy symbolicznej, dla uniknięcia realnej, wbrew pozorom. Popatrz na subtelne polityczne rozgrywki w "Sins of the Father"...

Mav:
Dlatego tak cenie nBSG, bo tam nie ma takich naiwnych historyjek i można wyciągnąć jakieś wartościowe rzeczy.

Gdybym chciał Ci robić personalne podjazdy to bym spytał, czy o torturowanie terrorystów Ci chodzi.
Mav
Użytkownik
#95 - Wysłana: 30 Maj 2014 19:55:37
Odpowiedz 
Q__:
Gdybym chciał Ci robić personalne podjazdy to bym spytał, czy o torturowanie terrorystów Ci chodzi.

Że niby lubię przemoc?
Q__
Moderator
#96 - Wysłana: 30 Maj 2014 20:18:52
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Że niby lubię przemoc?

Powiedzmy...
Mav
Użytkownik
#97 - Wysłana: 30 Maj 2014 20:38:21
Odpowiedz 
Q__:
Powiedzmy...

A skąd ten wniosek? Nie przez przemoc lubię nBSG.
Q__
Moderator
#98 - Wysłana: 30 Maj 2014 20:47:15 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
A skąd ten wniosek?

Nie załapałeś aluzji, a ja nie chciałem być za dosłowny, by nie wracać do wiadomych spraw...

Motywowani religijnie terroryści, których za śluzę - zdaniem bohaterów - trzeba. Konflikty, które nie mają szansy na bezkrwawy finał... Ot - starając się nadal nie przekraczać granicy konkretyzacji - miałem wrażenie, że bardziej to odpowiada Twojemu postrzeganiu świata.

(Którym to postrzeganiem ostatnio ciągle nas raczysz, nawiasem mówiąc. Aż niektórym nerwy puszczają, dodać trzeba. Więc może niech Twój światopogląd przebija z Twoich postów - każdy z nas ma jakiś w końcu i jakoś to przebija - ale może niech nie będzie sednem większości Twoich wypowiedzi?)
Mav
Użytkownik
#99 - Wysłana: 30 Maj 2014 21:02:21 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Nie załapałeś aluzji

Mam dzisiaj słaby dzień

Q__:
Motywowani religijnie terroryści, których za śluzę - zdaniem bohaterów - trzeba. Konflikty, które nie mają szansy na bezkrwawy finał... Ot - starając się nadal nie przekraczać granicy konkretyzacji - miałem wrażenie, że bardziej to odpowiada Twojemu postrzeganiu świata.

Nieeee... ja po prostu nie lubię naciąganych bajeczek. Często scenarzyści tak robią, bo inaczej nie potrafią się zmierzyć z podejmowanym tematem.

Przykład: Młody Meksykanin przeprowadza się do najgorszej murzyńskiej dzielnicy Los Angeles. Wg scenariusza w stylu ST, stoczyłby parę niewinnych bijatyk, parę dziecinnych konfliktów, a potem zyskał nowych, czarnych przyjaciół, zakochał się w czarnoskórej dziewczynie i byłoby pięknie. I mamy piękny morał, piękne przesłanie - murzyni, nawet ze slumsów i gangów, są wporzo i przy odrobinie dobrej woli mogą zniknąć podziały rasowe.

Wszystko fajnie, tylko ile taka historyjka byłaby warta? Nic, to totalna bzdura. W rzeczywistości Meksykanin dostałby kose pod żebra, powybijaliby mu szyby w mieszkaniu, a za zalecanie się do czarnoskórej dziewczyny dostał by taki oklep, że by w szpitalu skończył. I oczywiście, jakichś przyjaciół nowych by poznał, pewna grupa by go zaakceptowała, ale miło by na takiej dzielnicy na pewno nie miał.

Ja wolałbym historię opowiadającą o uprzedzeniach, podziałach rasowych, która mierzy się z rzeczywistością, nie ucieka w naiwność, bo tak wygodniej i łatwiej. Z takiej historii wyciągnie się więcej, niż z naiwnej bajki.
Q__
Moderator
#100 - Wysłana: 30 Maj 2014 23:46:49
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Przykład

Straszny stereotyp z modnych obecnie w pewnych kręgach. Coś z gatunku Murzyn w USA lat '50 a'rebours.

Problem w tym, że pokazując zjawiska najprawdziwsze nawet lokalnie czasowo czy przestrzennie, a wyrywając je z kontekstu ekonomicznego, kulturowego itp. epatujemy prawdziwymi, czy wymyślonymi historiami, nieszczęściami jednostek, co dobre jest jako ciekawa biografia z moralizatorskim podtekstem, materiał do filmu sensacyjnego lub tania publicystyka społeczna, ale niekoniecznie sprawdza się jako kompleksowy ogląd całości zagadnienia.
Ba, śmiem powiedzieć, że idący na tragiczne uproszczenia, ale starający się ukazać Klingonów z różnych perspektyw TNG "A Matter of Honor" bliższy jest w efekcie ukazania przekrojowo prawdy o problemach tego typu niż epatowanie nawet najciekawszą, najbardziej godną poznania, i - na inny sposób również mówiącą nam rzeczy b. istotne - historią jednostkowego Meksykanina na Harlemie lat '80*, Murzyna na amerykańskim Południu lat '50 czy nawet polskiego Żyda w warszawskim Gettcie lat '40, gdy do jej ekranizowania dorwie się ktoś chcący nas koniecznie o czymś pouczyć (zamiast pozwolić przemawiać faktom).

* bo obecnie:
http://www.theguardian.com/world/2010/mar/28/harle m-african-american-barack-obama
http://wiadomosci.onet.pl/prasa/coraz-mniej-czarny -harlem/j3hjv
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1528 877,1,nowy-jork-harlem-rozkwita.read

Mówić przekrojowo o problemie nie znaczy skupiać się na jego skrajnościach. (Co nie znaczy, ze groźne, skrajne, zjawiska należy pomijać milczeniem, czy pozwalać im nadawać z czasem ton głównemu nurtowi.)

Mav:
Ja wolałbym historię opowiadającą o uprzedzeniach, podziałach rasowych, która mierzy się z rzeczywistością, nie ucieka w naiwność, bo tak wygodniej i łatwiej. Z takiej historii wyciągnie się więcej, niż z naiwnej bajki.

Nie za dużo oczekujesz od Hollywoodu?
Mav
Użytkownik
#101 - Wysłana: 31 Maj 2014 00:29:05 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Straszny stereotyp z modnych obecnie w pewnych kręgach. Coś z gatunku Murzyn w USA lat '50 a'rebours.

Za bardzo szczegółowo się uczepiłeś tego przykładu z Meksykaninem Chodziło o ogólny zamysł, czyli nieuciekanie przed trudnymi aspektami danej historii. Wiesz, chodzi o brak pewnej konsekwencji. Klingoni są niby tacy silni, tacy mocni, a Riker tłucze jednego z nich bez większych problemów. Nie powinien mieć większych szans w starciu z Klingonem i tym samym dotkliwie oberwać albo nawet zginąć. Nie jest to wygodne dla scenarzystów, więc sprowadzili te bójki Rikera do poziomu szarpaniny w barze. Po prostu ten odcinek jest maksymalnie nielogicznie złagodzony, tak jak ten przykład z Meksykaninem w murzyńskich slumsach w wersji TNG.

Może lepiej będzie jak podam przykład filmu, np. "Miasto Boga". Bardzo dobry film, ale gdyby był w stylu TNG, to wyszłoby beznadziejnie, i o to mi chodziło w tym przykładzie z Meksykaninem. Jak już się rzucasz na historie, która jest niejako skazana na obcowanie z przemocą, z nieszczęściem, z problemami (a służba Rikera na niebezpiecznym dla niego okręcie Klingonów się w to wpisuje) to się z tym zmierz, a nie uciekaj naiwnymi naciągnięciami w scenariuszu. Gdyby Riker się tam nie bił, nie strugał bohatera itd., to bym się tak nie czepiał, ale skoro chodzi z wyciągniętą klatą i robi zamieszanie, to co innego. W Treku chcą zjeść ciastko i mieć ciastko

Q__:
* bo obecnie:

W Los Angeles jest natomiast najazd Latynosów, którzy przejmują tereny czarnoskórej społeczności. Ale ten mój przykład był tylko taki na luzie, nie ma co wchodzić w szczegóły, w sens samej historii.

Q__:
Nie za dużo oczekujesz od Hollywoodu?

Oj, nie bądź taki surowy, potrafią zrobić kawał dobrego filmu.
Q__
Moderator
#102 - Wysłana: 31 Maj 2014 02:16:33 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Za bardzo szczegółowo się uczepiłeś tego przykładu z Meksykaninem

Mav:
Ale ten mój przykład był tylko taki na luzie, nie ma co wchodzić w szczegóły, w sens samej historii.

Dobra dobra, tylko uprzedź jak daleko ta licentia poetica sięga, bo jak za daleko, nie będzie wiadomo z czym/o czym dyskutować. Konkret się zgubi.

Mav:
tak jak ten przykład z Meksykaninem w murzyńskich slumsach

Z drugiej strony życie potrafi pisać tak dziwne jednostkowe scenariusze, że i taka historia by mnie do końca nie zdziwiła.

No i panta rhei, dziś Meksykanin raczej by pojechał do takiej dzielnicy robić za szofera czarnoskórego radnego (może nawet i z przeszłością, ale dziś praworządnego obywatela), który by patrzył nań nie jak Czarny Brat na bezczelnego Prawie-Białasa, co włazi na teren jego gangu (mam nadzieję, że wszyscy rozumieją stylizację i brak chęci obrażania kogokolwiek), a jak porządny Amerykanin na jakiegoś imigranta-parweniusza. Ba, może nawet ten radny, by szykował jakieś petycje do Kongresu, że nie należy tak wpuszczać tej latynoskiej hołoty (stylizacja jw.), co by mu nie przeszkadzało zatrudniać jej przedstawicieli jako taniej służby.

Mav:
W Treku chcą zjeść ciastko i mieć ciastko

Tak. Jest to znana wada ST. Ale... jakoś się broni mimo to. Może więc również nie ma co wchodzić w szczegóły, skoro już domagasz się takiej taryfy dla siebie?

Mav:
Oj, nie bądź taki surowy, potrafią zrobić kawał dobrego filmu.

Czasem i im się trafi.
Mav
Użytkownik
#103 - Wysłana: 31 Maj 2014 02:57:57 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
No i panta rhei, dziś Meksykanin raczej by pojechał do takiej dzielnicy robić za szofera czarnoskórego radnego

W LA nadal trwa wojna między latynoskimi i murzyńskimi gangami. MS-13 rośnie w siłe jakby nie było. Ale znam historie na faktach, która Ci się spodoba Jakiś murzyn się naraził złym ludziom, ci go dopadli, pobili i wywalili z samochodu na terenie Latynosów z nadzieją, że tamci go dopadną. No i pojawili sie latynosi, ale mu pomogli, zawiezli do szpitala

Q__:
Może więc również nie ma co wchodzić w szczegóły, skoro już domagasz się takiej taryfy dla siebie?

Ja nie napisałem scenariusza do odcinka, tylko dałem na szybko lużny przykład na potrzeby dyskusji, więc moge sobie na taką taryfe pozwolić
Q__
Moderator
#104 - Wysłana: 31 Maj 2014 14:17:33
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Ale znam historie na faktach, która Ci się spodoba

Jeśli na faktach, to mi się podoba. I nawet trochę przywraca mi wiarę w ludzi (w tym w Ciebie).
Mav
Użytkownik
#105 - Wysłana: 31 Maj 2014 15:26:50 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
(w tym w Ciebie)

Nie wiem dlaczego w ogóle straciłeś wiarę we mnie? Nie martw, nie chodzę w nocy z kijem baseballowym szukając Murzynów, gejów itd. Ja po prostu nie czaruje rzeczywistości, jak to niektórzy robią. Nie robię żadnej taryfy ulgowej dlatego, że ktoś jest gejem, czy ma inny kolor skóry, jak mi się coś nie podoba, to krytykuję, i tyle. Nie moja wina, że nazywanie ludzi rasistami czy homofobami jest dziś takie modne i tak nadużywane.
Q__
Moderator
#106 - Wysłana: 31 Maj 2014 15:34:34
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Nie martw, nie chodzę w nocy z kijem baseballowym szukając Murzynów, gejów itd.

Spokojnie... Do tego stopnia w Ciebie nie zwątpiłem...
Q__
Moderator
#107 - Wysłana: 28 Cze 2014 01:22:36
Odpowiedz 
Dobra... To robimy reklamę temu "nowemu" Horizonowi:
http://www.startrek.pl/article.php?sid=1321

Ciekawe jak będzie się miał do - starszych i mających już sporą renomę, ale zdecydowanie biedniej wyglądających - The Romulan Wars kręconych przez Lee Gartrella? Będzie crossover, neutralna koegzystencja czy sprzeczne obrazy tej samej epoki?
Q__
Moderator
#108 - Wysłana: 25 Sty 2016 00:56:07 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Horizon - ten Tommy'ego Krafta - będzie 28 lutego br. To zaś jego kolejny ujawniony - w roli zapowiedzi - fragment:
http://www.youtube.com/watch?v=PG-bIGeMvew

Na stronie głównej też o tym informujemy:
http://www.startrek.pl/article.php?sid=1561

A tu jeszcze obszerny wywiad z jego twórcami:
http://www.youtube.com/watch?v=_WOTY_JNX50
Q__
Moderator
#109 - Wysłana: 7 Wrz 2016 23:58:30 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Nonono.... Horizon (Tommy'ego Krafta) ma już 2 969 112 wyświetleń (choć tylko 19 tys. lajków) i tym samym zdetronizował "Prelude to Axanar" (z jego 2 597 420 wyświetleń i 32 tys. polubień) w roli najczęściej oglądanego fanfilmu ST.

Fani ENT, cieszycie się?
Q__
Moderator
#110 - Wysłana: 21 Paź 2017 01:52:07
Odpowiedz 
HORizonowi (kraftowemu) wciąż oglądalność rośnie, przekroczyła 7 mln.:
https://treksphere.com/fan-productions/star-trek-h orizon-keeps-smashing-records/
 Strona:  ««  1  2  3  4 
USS Phoenix forum / Star Trek w Polsce / Kiedy w koncu bedzie ten HORIZON i dlaczego .....

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!