Ja również wróciłam z TrekSfery – już trzeciej w mojej karierze

Nie uczestniczyłam tak intensywnie jak np.
Dzikowy, który spotkany około 12 w niedzielę zapytał nieco nieprzytomnym głosem „Rozwozisz Treksferę? Dobrze, ja rozwiozę Park naukowy… teraz, bo potem nie dam rady. Położyłem się o 6 a wstałem o 8…”
Ja uczestniczyłam głównie za dnia

, bardziej niż z prelekcji ciesząc się ze spotkania starych, nowych, na wpół nowych i na wpół starych znajomy

Na czele z
Deltą, również TSFowym weteranem

Tym milej było Go spotkać, że jak pamiętacie opuścił Phenixa - ale nadal w świecie startrekowym funkcjonuje, ma się dobrze, zapamiętał imię mojej córki i nie stracił nic z poczucia humory ani z wiedzy (hmm… tak teraz myślę, niby treksferowy 1/10 wygrał, ale chyba w sumie nie odpowiedział na jedno pytanie. Co w naszym Phenixowym konkursie mu się nie zdarzało – czytaj: odpowiadał poprawnie na wszelkie pytania . Choć z drugiej strony, pytania zapodane przez
Vanję, przy wsparciu merytorycznym
Scimitara i
Drixa sformułowane zostały wybitnie tendencyjnie, obejmując głównie różne nr fabryczne i inne numery podwozia – z czym zresztą
Delta sobie radził – oraz TAS ).
Z innych weteranów zjawił się nieoceniony
Q_ - podobno z nową sympatia, o czym miał świadczyć
Cinus – ale ja tam nikogo nie widziałam, więc nie mogę żadnych szczegółów zapodać

Był również
Waterhouse, który zdradził ideały Star Treka na rzecz StarWars i zamiast opowiadać o Horizonie tłumaczył spotkanie z aktorem z Gwiezdnych Wojen. Choć potem – na zmianę z
Q_ - dzielnie reprezentował stronę Trekową w debacie ze starwarsowcami, dowodzonymi przez
VooYu (który, nie wiedział czemu zapomniał tym razem o swoim czarnym stroju z poprzedniej TSF i mieczu, czym niezmiernie rozczarował mojego syna

) Debata zakończyła się remisem, ze wskazaniem (ofkors) na nas.

Moja sympatia – połączona ze szczerym uznaniem – do
Krystiana Aparta powiększyła się, jego tegoroczne prelekcje również trzymały poziom. Nawiązania trekowe rozbawiły salę do łez. Choć zeszłorocznej „vat iz zis? Angielskie akcenty w Star Treku" nie przebiły

Z prelekcji podobały mi się tez Metamorfozy
Jarosława Nowosada, o przekształceniach rożnych bohaterów, z nawiązaniem do Tajemnicy Szyfru Marabuta, jednego z moich ulubionych filmów z dzieciństwa. Wniosek – postać przyjmująca różne kształty jest jak lustro, odbija tylko rzeczywistość, ale nie ma mocy tworzenia – jest dla mnie, osoby zajmującej się kreatywnością w myleniu i działaniu, bardzo bliski. Sam Jarek okazał się też zajmującym rozmówcą w czasie poza prelekcyjnym.
I w końcu to, na co najbardziej czekałam

LARP mojego ulubionego (sorry
Jurgen,
Q_ i kto tam jeszcze ;)
MG Czarka (oraz
Nyantary i
Kociołka) Star Trek: Stacja Korr’Lank Sill. Obawy
Czarka ( za późno wywiesili listę, to nie larpowa sala, za mało osób, nikt nie szuka larpów tutaj, potrzebuje dwie sale, nie ma drugiej? Jak nie można drugiej zaadaptować??) okazały się – na szczęście, sama miałam stracha – nieuzasadnione i LARP ruszył. Kto chciał i miał uszy (
Raider) został Wolakninem, kto chciał (oraz miał odpowiedni strój) – Klingonem , a kto chciał Fernagi (nie pamiętam nicka tego chłopaka, ale kolejny raz grał Ferengi i powoli zaczyna osiągać mistrzostwo). Reszta obsadziła inne roli i ruszyło. LARP nieco mnie rozczarował, formuła sądowa zmniejszała możliwość wpływu postaci na przebieg sesji. Mimo wszystko było ciekawie, choć masowe z znikania postaci z odciętego od świata pomieszczenia – po początkowym zainteresowaniu – w końcu przestały kogokolwiek ruszać…

MG
Kociołek jako „Qpodobny” sędzia sprawdził się doskonale, choć nie mogę pozbyć się wrażenia, że bawił się najlepiej z nas.. hmm… całkowita władza (czytam Twoje zwoje mózgowe??!) z lekka okraszona psychopatią.. ja tez poproszę taka rolę! Poza tym, chciałam kolejny raz zauważyć że nieskończoność w odosobnieniu jako kara dla mojej postaci za kreatywną księgowość to duża przesada

Zostałam też z niedosytem – jako ze moja postać został skazana dość szybko, to wyleciała(m) z gry na długo przed końcem (nie wspominając o tym, ze ani obrońcą, ani oskarżonym, ani ławnikiem nie maiłam szansy zostać).
Poza tym – przemiła para z Lublina
Jarrod z Żoną (sorry, zapomniałam Twój nick),
The_D z Borgiem, przypinkami i łbem Gorna (w końcu nauczyłam się obsługiwać Bluetooh w telefonie, Ty chyba tez, co
The_D? ),
Dzikowy kolonizujące obcy światy i uprowadzeni (najprawdopodobniej) przez ufo prelegenci od Emilcin 32 lata później . Dwaj szturmowcy pętający się po korytarzach i Komandor
Scully w pełnym mundurze tng (kto to widział współpracować z Romulanami! Powinni Cię skazac ;) ) pełen eklektyzm.
I, jak dobry duch, można nawet powiedzieć – Kapitan (Picard?) – czuwający nad wszystkim
Fluor. Chodził, pilnował, domykał, wywieszał plakaty, nosił ławki, odpowiadał na pytania, przedstawiał i klaskał, nadzorował, zachęcał, a w wolnych chwilach sprzedawał koszulki. Praktycznie jedyny – poza przypinkami – TSF gadżet. I pomyśleć, że
Fluor zarzeka się, że to jego ostatnia TSF… I have a bad feeling about this

miejmy nadzieje, ze to tylko niesprawdzone plotki spowodowane przemęczeniem i brakiem snu…
PS. I na koniec prywata – jestem matką championa

Młody w interaktywnym boksie na konsoli załatwił wszystkich przeciwników. Na koniec nikt nie chciał z nim grać…