USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Treknologia / Bitwy z Discovery - analiza taktyczna
 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#1 - Wysłana: 22 Lut 2018 19:03:10 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
No właśnie... Widzieliśmy ich kilka... Bitwę w Układzie Podwójnym, bitwę o Corvan II (tę kolonię górniczą), zagładę Gagarina, bitwę pod Pahvo (gdzie zniszczony został Sarkofag), walkę Discovery z Charonem.

I teraz... właśnie... zastanówmy się (na ile prawda ekranu pozwala), na ile te walki miały sens (same w sobie - gdy analizować je od strony fizyki, taktyki i zwykłej logiki w końcu; i w świetle tego co wiemy o świecie Treka - z wcześniejszych serii, z Manuali, z samego DSC; a także w kontekście tego co powiedziano nam o całej ówczesnej wojnie).

Liczę tu szczególnie na Was mozgu_kl2 i KAEMie, którzy tak głośno Discovery broniliście, ale i na Ciebie Toudi, który twierdziłeś, że batalistyka w DSC jest jeszcze bardziej bez sensu niż wynosi Trekowa norma.

Zapraszam do dyskusji.
Toudi
Użytkownik
#2 - Wysłana: 23 Lut 2018 00:03:25 - Edytowany przez: Toudi
Odpowiedz 
Q__:
Toudi, który twierdziłeś, że batalistyka w DSC jest jeszcze bardziej bez sensu niż wynosi Trekowa norma.

Bo była. Wymaga to odświeżenia serialu. Co jest, nie powiem, trudne. Może jeszcze kiedyś się na to odważę. ;)

Serial dysponował mapami uniwersum. Dość dokładnymi. (naniosłem je na mapy zrobione do podręczników ST i się zgadzały). Więc można by zakładać, że twórcy mieli dobrze opisane odległości i czasy przelotów. (A na pewno mieli je ludzie od CGI, bo sądząc po absurdach pokazanych, scenarzyści na pewno z nich nie korzystali.)

Największym absurdem jaki pamiętam, to jest zdobycie bazy (nr 1?) jakieś 100AU od Ziemi i to w sposób nieuwarzony przez Gwiezdną Flotę aż do wizualnej obserwacji stacji z odległości kilku tysięcy km.

Pojedynczy Discovery na początku wojny potrafił wykryć zamaskowany statek Klingonów wychodzący z WARP z odległości 3000 AU. Ziemia na pewno posiada o wiele czujniki o wiele większej mocy. To w końcu centralny ufortyfikowany system. Taka baza należąca w najgorszym razie do zewnętrznej linii obrony Układu Słonecznego (a na pewno nie dalej) w trakcie wojny nie powinna być tak łatwo oddana.
Znajduje się dobę lotu w impulsowej od Ziemi, więc jest idealną bazą do wyprowadzana ataków.

Ale to działa też w drugą stronę. Statki bez WARP powinny z SOL w ciągu doby ją odbić. Ciężkie, opancerzone, gdzie cała moc idzie w osłony i broń. Również okręty nie w pełni gotowe ze stoczni układu, też powinny być wstanie walczyć. W końcu nie potrzebują do tego WARP.

Do tego w nie widać było żadnych szczątków w około.

No to byłoby o największym absurdzie.

A teraz wracając do wojny, którą Federacja przegrała (a nie przepraszam straciła ledwo 20% przestrzeni i 33% floty).

Ile wynosi budowa okrętu? Myślę, że spokojnie można przyjąć, że pokojowa budowa wynosi od 2 do 5 lat. Zależy czy prototyp czy seryjny no i jak wielki. W czasie wojny? powinno to zejść do 6 góra 9 miesięcy.

O ile na początku wojny (czyli do przeskoku do MU) Federacja nie powinna wypuścić wielu nowych okrętów. Tak po ich powrocie stocznie powinny wypuszczać już całe floty. Nie wiem ile stoczni ma Federacja, ale myślę, że każda z dużych ras powinna mieć swój układ ich pełny. Czyli przynajmniej Ziemianie, Wolkanie, Andorianie, Tellarianie, Xindi. Ich domowe układy spokojnie powinny być wstanie przestawić się na wojenną produkcję.

Biorąc pod uwagę jaką wojnę nam pokazali, powinniśmy po powrocie z MU zobaczyć sporo mocnych jednostek mających niewielkie załogi i względnie mały zasięg.

Nawet jeśli Federacja straciła w portach 1/3 swojej floty (czego zrozumieć nie umiem) to na dniach powinna być wstanie to uzupełnić. .

No i tak doszliśmy do tego jak Fedki traciły swoje okręty. Nie w walce ale w bazach. jest to całkowicie niezrozumiałe. Dlaczego w ogóle takie słowa padły z ekranu? Nawet amator wie, że okręt nie może stać w porcie dłużej niż wymaga tego naprawa i uzupełnienie zapasów. W porcie:
nie można manewrować,
uciekać,
ani związać wroga w walce.
Do tego jest się nieruchomym celem.

Uwierzyłbym, że Fedki traciły okręty w beznadziejnych obronach, ale nie tego nam nie przedstawiono.

Do tego, gdy Discovery pojawia się na tyłach wroga (w sumie to nie jest pewne, ale biorąc pod uwagę, że założyli przegraną UFP, to musieli trafić na tereny podbite przez Klingonów, gdzie sieć przekaźnikowa UFP została zniszczona). Niemal od razu pojawia się nieznany okręt floty z admirałem na pokładzie. ?!? Jak awruk. Skoro oni ich wykryli, to czy nie powinno się tam zaroić od Klingonów? A jeśli nie, to dlaczego nie sabotowali wroga, tylko wrócili na teren będący wciąż w panowaniu UFP?
Q__
Moderator
#3 - Wysłana: 23 Lut 2018 00:11:11 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Toudi

Toudi:
Ile wynosi budowa okrętu? Myślę, że spokojnie można przyjąć, że pokojowa budowa wynosi od 2 do 5 lat. Zależy czy prototyp czy seryjny no i jak wielki. W czasie wojny? powinno to zejść do 6 góra 9 miesięcy.

Hmm... Na jakiej podstawie szacujesz?

(Bo - IMHO - jedyne - dość kruche - podstawy jakie mamy to opisane stardatami tempo przybywania jednostek poszczegółnych klas w TOSowym Manualu Franza Josepha i chronologia powstawania prototypu klasy Galaxy -ponad dekadę to zajęło - według Manuala TNG.)
Toudi
Użytkownik
#4 - Wysłana: 23 Lut 2018 01:08:35
Odpowiedz 
Q__:
Hmm... Na jakiej podstawie szacujesz?

Na podstawie danych historycznych i innych SF.

NX-02 od deski do startu to około 3 lat.

USS Gerald R. Ford (CVN-78) - najnowszy lotniskowiec USA, myślę, że można brać za wzór. Budowa 4 lata, 3 lata testy oddawcze. Mamy czas pokoju i jest to pierwszy z nowej linii.
Ostatni klasy Nimitz budowano 3 lata, po 2 oddali do służby.

Ostatni Pancernik w czasie WWII USA budowała niecałe 3 lata, a od wodowania do wejścia do służby nie minęło pół roku.

I to oczywiście okręty liniowe.
Mniejsze okręty maja znacznie lepsze czasy:
Niszczyciel Akizuki rok budowy, rok testów.
Niszczyciel USS Aaron Ward rok budowy, pół roku testów (start wakacje 1940, a więc produkcja pokojowa).
Niszczyciel Allen M. Sumner start lipiec 43, wodowanie październik 43, wejście do służby styczeń 44. Cała klasa typowo wojenna produkcja, czasy kolejnych jednostek podobne.

Niemcy budowali okręty podwodne poniżej roku, testy odbiorcze około 1 miesiąca.

Stany budowały krążowniki w mniej więcej 1,5 roku. ITD. Gdyby nie koniec wojny, myślę, że USA jeszcze znacznie by te czasy wyśrubowała.

Liberty Ships budowano 24 dni. z początkowych bodaj 3 miesięcy. Nie są to co prawda okręty wojenne, ale pokazuje jak bardzo można ściąć czasy produkcji.

Do tego jak pisał sam Hemry w Zaginionej Flocie. Na wojennej produkcji idzie się na wiele skrótów. W wykończeniu powierzchni. Rekursie sprzętu. itd.
Często nawet warto odłożyć projekty rozpoczęte w czasie pokoju.

Ale czasy, które podaję, to czasy gdy przestawi się produkcję na wojenna. Czy UFP to zrobiła? Bardzo wątpliwe. W końcu nie przestawili nawet zachowania kapitanów.
resetta
Użytkownik
#5 - Wysłana: 7 Cze 2018 07:52:46 - Edytowany przez: resetta
Odpowiedz 
No, ale nadal nikt tu nie wypowiedzial sie na temat taktyki w BITWACH.

O taranowaniu sie w kosmosie to juz wiadomo, ze malo mozliwe.

Ale wlasnie same te dwie bitwy? A wlasciwie jedna i dwie mniejsze potyczki...

Mnie w Federacji zawsze zastanwia jedno, kiedy na ekranie wyciaga sie wielki konflikt... Co do diabla robia inne nacje wchodzace w jej skklad? Dlaczego to zawsze Ziemia wlasciwie wystawia jednostki i zawsze jest problem, ze nie moga byc wszedzie, bo cos bedzie niechronione, albo ze wszedzie puchy i tylko ten jedne entek moze sie paletac...
Ja wiem, ze odleglos i sa duze, ale jezeli juz sie zdobywa nad czyms panowanie, to tworzy sie flote zdolna patrolowac zawsze i wszedzie jak bylo to za czasow potegi brytyjskiej, hiszpanskiej, a pozniej niemieckiej i amerykanskiej, a ostatnio chinskiej i rosyjskiej...

Maja energii w brod, maja te techniki replikacyjne, maja stocznie nie tylko ziemskie, ale i sojusznicze i ciagle od dziesiatek lat braki w okretach...

Co jak co, ale ja bym sie na miejscu Klingonow bala atakowa Federacje gdyby bylo tak jak faktycznie byc powinno, czyli floty Ziemian, Andorian, Wolkan i tych tam jeszcze zwierzakow... To jest jakas masakryczna sila i ilosc. Jezeli w alternatywnej rzeczywistosci bez problemu udalo sie Ziemianom zapawnowac nad kwadrantem i innych spacyfikowac, to czemu przy polaczonych silach oni sa tacy biedni z tym wszystkim?

I rozumiem, ze przerobienie statku cywilnego kosmicznego na wojenny jest latwiej niz przerobienie takiej jednostki wodnej na Ziemi.
Raczej nie ma znaczenia sam pancerz, jego przebijalnosc, czy lekkosc w zalesnoc od przeznaczenia jednostki, bo wszystko zalezy od oslon i rodzaju energetycznych pociskow oraz samej energii, a ta pewnie jest porownywalna na kazdej jednostce. Roznica moze byc przeznaczenie pojemnosci okretu na amunicje...

Flota powinna masowo produkowac jednostki cywilne, nieograniczona surowcami ani energia i przerabiac je na jednostki wojskowe w przypadku wojny. Na otrzasniecie sie mieli czas, zreszta wten szok i pokojowa nature nie wierze. Tak, mamy w Europie prawie 100 lat pokoju, ale po prawdzie caly czas gdzies sa walki, wojny i wysylani sa ludzie daleko od domu, ktorzy pod wlasnymi oknami czolgow nie widza.
Caly czas ludzie sa szkoleni, caly czas sami zglaszaja sie na ochotnikow do wojen. W tym ST kosmosie tak samo, na Ziemi pokoj itp., ale w kosmosie mozliwosc potyczki jest, zalogi wojskowo sa szkolone, wiec do mnie nie przemawia to zdziwienie i zaszokowanie na Zhenzhou samym faktem walki. Smierc i zniszczenia tak, ale nie takie niedowierzanie, ze spotkana nacja przy tym klingonska, o ktorej ludzie juz cos wiedzieli, moze ich nie zaatakowac...
No i jednak paskudna smierc w kosmosie z powodu roznych rzeczy nadal moze sie przytrafic, wszystko jedno jak bezpieczna jest technologia trekowych podrozy... Chociazby te ciagle awarie teleportow g.

Mnie zastanawia jeszcze jedno. Czy slusznie mi sie wydaje, ze tworcy zawsze uzywaja w ST ukladow walk jak na morzu, a nie jak w powietrzu? Ze zapomiaja, ze w kosmosie odleglosci sa inne w sensie co jest duze, a co male, ze nie ma gory, dolu, kierunkow swiata, tarcia, grawitacji...
Zawsze sa jakies szyki obok siebie i w kupie, ktore sa niepraktyczne wgledem broni, ktora sie uzywa (bardzo duza sila i pole razenia, bardzo duza celnosc). Wydaje mi sie, ze raczej powinna byc stsowana walka ala mysliwce z jednoczesnym zwiekszaniem odleglosci miedzy jednostkami i probami zestrzeliwan juz wystrzelonych torped. Manewry opierajace sie na trojkach lub czworkach, kiedy dwie jednostki walcza-oslaniaja, dwie sie regenruja i wymiana.
Nie ma potrzeby ochrony wielkich jednostek w tym sensie, ze nie sa one ociezale czy mniej zwrotne, jedynie wieksze, a wiec latwiejsze do trafienia czy tez narazone na zmasowany atak malymi jednostkami i szybszego wytracenia oslon.
Jezeli nie ma gory dolu itp., to tym latwiej est zaskoczyc przeciwnika znikajac mu z pola widzenia, podchodzac go teoretycznie z gory, czy dolu. Nie mozna co prawda wykorzystywac nieba, ziemi, slonca, chmur, ale chyba realnijesze juz sa w tym momencie potyczki ze SW.
Jak rozumiem te oslawione czukniki, to nie aparatura taka jak dzis, ze na samym statku sa urzadzenia wysylajce impulsy i je odbierajace, ale mini sondy wysylane daleko naokolo okretu... Swoja droga jak w praktyce moze funkcjonowac kiedy statek porusza sie bardzo szybko, staje w miejscu i zaraz ma dane?

Z tym brakiem ochrony Ziemi, to teoretycznie moge wytlumaczyc ich tak, ze to bazy czy tam baza mialy pelnic role czujki, wiezyczki, wiec nie stosowali szeregu czujnikow... Ale w okol Ziemi zawsze powinny krazyc setki okretow... Jak wokol lotniska. Przeciez kosmos w czasie pokoju to szlak transportowy... Lataja cywilne rzeczy, duzo gorsze niz okrety federacji, chociazby na kolonie, na tego Marsa, Ksiezyc i dalej... To jest wystarczajaca siec do przekazania blyskawicznie informacji o ataku.


To, ze w ST planety nie maja zadnej ze tak powiem obrony przeciwlotniczej, to znany absurd... Nawet jakas planetoida czy meteor... moze byc za pozno na wolanie o pomoc jakiegos statku...

W dodatku Ziemia od czasow Archera chyba powinna wyciagnac nauke z Xindi oraz miec dane na temat Klingonow wystarczajace by w konfrontacji z nimi nawet 100 lat od ostatniej umieli odpowiednia strategie stosowac i nie byli jak kaczki, ktore nie wiedza co i jak...

I jeszcze wezmy Klingonow... Przygotowania do wojny, to przede wszystkim czas oprocz surowcow. Jezeli jakies panstwo na to sie szykuje, to ma swiadomosc albo powinno miec, ze doprowadzi sie do ruiny gospodarczej, zadluzy z powodu produkcji zbrojeniowej. I zanim to nastapi trzeba rzucic te sily do walki i jak najszybciej wygrac wojne, zeby po pierwsze miec dostep do surowcow podbitych, a po drugie unikanc pokojowych zobowiazan platniczych.
Jezeli wojna trwa za dlugo, nawet ten ktory ja zwycieza i jest silniejszy, koniec koncow sam sie zagryzie, wyekspleatuje.
A tutaj my mamy Klingonow, ktorzy sa podzieleni, wrecz prymitywni jak afrykanscy kacykowie.
Zapomnieli technologii maskowania, nie maja wielkiego, czynnego imperium jednomysle lozacego na zbrojenia i produkujacego je... Sa jak Japonia w XIII-XVII wieku, a nie jak Japonia w czasie IIWS.
Oni nawet nie sa podobni do Rzeczypospolitej z XVII wieku, ktora tez rodami stala, ale jednak mogla wystawic jakies tam dosc porzadne sily zbrojne w przypadku napasci...
Moze moga wystawic swietne sily w ramach rodu, ale wiaodmo ze to jest dobre na wojenke domowa z innymi klanami, a nie na molocha typu Federacja. Jak dla mnie to Klingoni nie przygotowywali sie nijak do tej wojny. Nie produkowali floty, nie nastawiali sie latami na taki wysilek zbrojeniowy i nie maja nawet zaplecza ku temu.
Imperium, ktore nie jest imperiu, a wiec nie ma zaplecza, ktore by dbalo o surowce, ludzi, wsparcie, nowe jednostki...

Ich jednostki sprawiaja na mnie wrazenie pirackich band z XVII wieku, moze wczesniej, Owszem upierdliwe, zadajace mocne straty cywilnym konwojom, ale nie majace szans w przypadku zmasowanego ataku, obrony imperium, ktore w dodatku mialoby ku temu srodki i duzo jednostek...
I nagle nam wmawiaja, ze po pol roku nie robienia nadal nic, ruszaja na wojne z Federacja i maja nagle swietne zaplecze... A przy tym jeszcze wygrywaja stosujac zasade walki, ze nie dzialamy razem, tylko kto pierwszy ten lepszy...
Jak taka strategia mozna wygrac z Federacja PLANET, UKLADOW gwiezdnych ze wszystkim co maja?
Wierze, ze jako dumni i rwacy sie do walki wojownicy, moglby uprzykrzac zycie Federacji wojna podjazdowa. Nekac na szlakach, byc wlasnie jak ci piraci, partyzanci, powoli wykrwawiac latami, zmuszac do zycia w ciaglym zagrozeniu na peryferiach, byc jak Afgani czy my, czyli bardziej jakcwalczacy z okupantem, a nie odwrotnie i zrobic blitzkrieg.
Swoja droga czemu Volkanie nie ukradli albo nie odkryli do tej pory maskowania? Ich krewni zdolali... A ci obserwujac od setek lat rozne cywilizacje i gromadzac wiedze, nie?

To nie sa Klingoni z czasow Sisco, to nie sa nawet Klingoni z czasow Archera, kiedy byli znormalizowani, silni... Nie wierze, ze Volkanskie pozdrowienie robiloby na nich wrazenie na wiekszych statkach i ze byloby w ogole potrzebne. Nieaatakowanie Volkan mogloby jedynie wynikac z porozumienia sil, ze nie wchodzimy sobie w droge, ale jak juz wejdziemy to bedziemy strzelac. Pokaz sily, pokazem sily, ale od kiedy to Klingoni by nie chcieli zginac w walce nawet z silniejszym przeciwnikiem zamiast go obczaic i jak za silny, to zwiac? Tak robia partyzanci, piraci, nie Klingoni.

Tak wiec jak w ogole nie widze zagrozenia ze strony discoverowych Klingonow nawet jakby tam zginelo tyle tych statkow w ukladzie pdowojnym czy tez nie mieli napedu grzybkowego.
Dlugo trwalo zanim Kol przejal sarkofag, do tego czasu Federacja powinna rozprawic sie z najazdami i zagrozic Kronosowi konwencjonalnie.

Zreszta sama powinna tam wrocic chociazby silami typowo wojskowymi i tajnymi, zalatwic te sierotki na sarkofagu i zgarnac technologie.

I tutaj bede niemila i niepoprawna politycznie, bo powiem, ze baby i geje raczej nie nadaja sie do zajmowania sie strategia wojenna, intrygami, nawet w SF... A przynajmniej te wspolczesne baby, bo te dawne to musialy jednak miec leb do strategii i zarzadzniem ludzmi, majatkami, nawet jak na wojowaniu sie nie znaly, wiec co jak co, ale np. obrone czy lata oblezenia na poziomie strategicznym mogly zupelnie niezle ustawiac... A dzis, to to nawet nie poczytaja jak to powinno wygladac...
Q__
Moderator
#6 - Wysłana: 8 Cze 2018 16:44:22 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
resetta

resetta:
Mnie w Federacji zawsze zastanwia jedno, kiedy na ekranie wyciaga sie wielki konflikt... Co do diabla robia inne nacje wchodzace w jej skklad? Dlaczego to zawsze Ziemia wlasciwie wystawia jednostki

Zasadniczo da się to liczyć za buraka - co któryś ekranowy kapitan GF powinien mieć andoriańskie czułki, tellarycki ryj, czy być - jeszcze nie na etapie DSC, ale później - owszem - Hortą. Aczkolwiek od czasów ENT można to (częściowo) tłumaczyć tym, że to ziemskiej ludzkości najbardziej budować Federację/GF się chciało, dlatego taką nadreprezentację jej przedstawicieli widać w tych strukturach.

Oczywiście dałoby się ów buraczany trend b. prosto odwrócić za cenę drobnych wydatków na charakteryzację, i paru ekranowych dotłumaczeń idących +/- w tym kierunku, co te z "Prelude to Axanar":

Garth: At the time, Starfleet crews preferred to fight among their own kind.
Alexander: Crews might be Andorian or Tellarite, or Vulcan, or Human. Each of which had their own strategy and tactics.
Kharn: One never knew who, you are fighting. And knowing one's enemies, is the first rule of war.


Natomiast jeśli masz na myśli to, że statki GF późniejszych epok wyglądają b. podobnie do ziemskich konstrukcji ery Archera, to tu już B&B strzelili sobie (i całemu Trekowi) w stopy. Ale na kształcie sprawa się przecież nie kończy. To, co pod maską może - a nawet musi, na rozum biorąc - być efektem mieszania technologii różnych gatunków UFP (+ technologii zdobycznych). I tu "PtA" ponownie zdaje się iść w rozsądnym kierunku:

Soval: As for Vulcans..., though we had limited our contribution to propulsion, environmental and defensive technologies, there were many who wanted us to end our participation in the war, altogether.
Travis: The Vulcan's going to do, what a Vulcan's going to do. But the Andorians, they were happy to supply us the phasers.


resetta:
I nagle nam wmawiaja, ze po pol roku nie robienia nadal nic, ruszaja na wojne z Federacja i maja nagle swietne zaplecze... A przy tym jeszcze wygrywaja stosujac zasade walki, ze nie dzialamy razem, tylko kto pierwszy ten lepszy...

Owszem, i na mnie czyni to wrażenie skończonego absurdu. (A przy tym b. gładko umacnia tezy tych, którzy - jak KAEM - b. chcą twierdzić, że Federacja dupowata jest.)

Pewnie dlatego zresztą temat tak słabo nam rozkwitł - analizować niezbyt jest co, a kopać leżącego niekoniecznie ma się ochotę. Choć tak durnie pomyślana/pokazana wojna składa się przecież z poszczególnych starć, może je lepiej byłoby wziąć pod lupę (starając się "zapomnieć" o szerszym obrazie)?*

* Choć, prawdę mówiąc, nie widzę np. żadnego taktycznego sensu w ustawieniu okrętów naprzeciw siebie w linii i frontalnym nawalaniu z fazerów i torped jakie nam w scenie bitwy w układzie podwójnym (najbardziej, teoretycznie, epickim z tych DISCO-starć) fundnięto:
http://www.youtube.com/watch?v=5KRVIJLVkLo
http://www.youtube.com/watch?v=CjYVVzAo-qA
Bitwa o Pahvo to już wdzięczniejszy temat do analiz, jak się zdaje:
http://www.youtube.com/watch?v=ZOSn0d56Eqw
To samo - próba ratowania Gagarina:
http://www.youtube.com/watch?v=drfcBODqY7Q
Przy czym pamiętać warto, że walki w Treku to nie tylko bitwy kosmiczne:
http://www.youtube.com/watch?v=cFJ19TSwGIM

resetta:
I tutaj bede niemila i niepoprawna politycznie, bo powiem, ze baby i geje raczej nie nadaja sie do zajmowania sie strategia wojenna, intrygami, nawet w SF... A przynajmniej te wspolczesne baby, bo te dawne to musialy jednak miec leb do strategii i zarzadzniem ludzmi, majatkami, nawet jak na wojowaniu sie nie znaly

I współcześni geje (bo Aleksander Wielki, Cezar - ten raczej bi, Mehmed II czy Eugeniusz Sabaudzki na wojowaniu znali się doskonale). Z drugiej strony - Trek nie ma być przecież o współczesnych kobietach i współczesnych gejach, a o kobietach i gejach przyszłości, i to przyszłości, w której każdy spełnia się w wielu dziedzinach, tym samym i swój potencjał (w pełni?) realizując . Pytanie tylko czy scenarzyści o tym pamiętają?

(Inna sprawa, że nie wiem czy nie jesteście - i Ty i - mimo woli - scenarzyści DSC - dla współczesnych kobiet zbyt surowi. Znam dużo twardych babek robiących rozmaite interesy. Michaśka - rzekomo najlepsza XO swojej ery, póki się nie zbuntowała, z ekranu to padło - wypada na ich tle jak skończona amatorka.)
resetta
Użytkownik
#7 - Wysłana: 12 Cze 2018 04:22:36 - Edytowany przez: resetta
Odpowiedz 
Ja mowilam o scenarzystach i producentach. To babki, a jak faceci to spora czesc to geje i ten Aron tez. A to oni sa odpowiedzialni za historie i uwazanie, ze tak jest dobrze i logicznie.
Tak wiec nie czytaja, nie douczaja sie, wymyslaja cos z glowy i jak im sie wydaje bez sprawdzania.
To sa fanfikowcy, a nie zawodowi pisarze, ktorzy sprawdzaja w swoich scenariuszach swoje pomysly.
Geje w starozytnosci to rzecz wzgledna, najczesciej nie geje w takim rozumieniu jak dzis ani nawet bez genetycznej preferencji. To kwestia innej moralnosci, zwyczajow, korzeni kulturalnych. Czesciej to wlasnie byl zwyczaj, tradycja niz zboczenie i problemy psychiczne, jak dzis pedofilia czy kazirodztwo.
Bi podobno jestesmy wszyscy.
Aleksander te pewnie byl bi, ale bardziej go ciagnelo do facetow, bo z kobietami mial problemy na tle psychologicznym, no i malo wsrod nich przebywal oraz byl to zwyczaj kutlurowy, powszechny i akceptowany zarowno na zachodzie jak i na wschodzie.
Cos jak dzisiejsze przekonanie o niejedzeniu glutenu czy inne takie.
Dodatkowo sypianie z mezczyznami tez mialo swoje ograniczenia, ktorych nie nalezalo przekraczac, np. sypianie z bardzo doroslymi bylo dziwaczne i niemoralne, wiec to nie bylo tak, ze z kazdym zawsze i wszedzie.
Byla tez kwestia konsekwencji, zarowno fizycznych jak i zwyczajowych. W tamtych czasach seks z facetem byl o wiele bezpieczniejszy na wielu polach i korzystniejszy, bo to faceci mieli majatki.

Od starozytnosci jest tez przekonanie, ze kobieta wysysa sily zyciowe i przewija sie to w wielu kulturach.
Nie mozna wiec stawiac znaku roznowsci miedzy dzisiejszymi gejami z wieku XX a mezczyznami idacymi z innym mezczyzna do lozka dwa tysiace lat temu, bo okaze sie, ze takich dzisiejszych to wtedy bylo ogolnie malo.
Dopiero ekspansja rzymskokatolicka i prawoslawna zaczela to zmieniac.
Zawsze bylo wazne jak kobieta sie prowadzi, bo oczerniala rod, kwestie wlasnosci oraz pierwszenstwa ojcostwa, ale w przypadku facetow, to juz mogli sypiac z kim chcieli byleby tylko zapewnili ciaglosc rodu.

Nie, nie o ksztalt statkow, chociaz tutaj tez wychodzi, ze wszystko miala robic Federacja...
Watpie, ze Federacja robi za despote, ktory chce po swojemu i wszystko narzuca. Raczej jest wycyckiwana przez inne nacje. Lubicie sie bic, jestescie od nas glupsi, to macie, wykrwiwaijcie sie na wojenkach, a my siedzimy w domu przy kominku jak Szwajcaria. Federacja robi za glupich Polakow, ktorzy w imie ideologii walczyli w cudzych wojnach, za cudze powody.
A jezeli jednak bylo tak, ze ludzie narzucaja swoj egocentryczne spojrzenie na wszystko, to wyjdzie, ze sa gatunkotami :P speciestami?
Czylo ze mirror tkwi w nich mocno i rzeczywiscie dzieli ich cienka czerwoan linia od innych sposobow podporzadkowywania sobie planet, ras i kwadrantu niz przybywamy w pokoju i pokojowo was przerobimy na swoje podobienstwo...
Ale jakos nie grozi to Wolkanom i Andorianom...

Babki, ktore w realnym zyciu zajmija sie interesami, intrygami itp. nie zawracaja sobie glowy i tylka takimi bzdurami jak seriale i filmy. A babki, ktore tworza cokolwiek innego, takiego mniej powaznego, bardziej teoretycznego, niestety udawadniaja, ze nie potrafia sie przygotowac, skupic, doksztalcic nad materialem i niestety to one to pokazuja ogolowi i na zewnatrz. Inne robia co potrzeba i nie oglaszaja swiatu tego czy kulisow robienia tego.
Wybacz, ale nie moge powiedziec nic dobrego o wspolczesnej kobiecie, ktora bierze sie pisanie opowiesci, ksiazki, scenariusza, ktora no nie usiadzie i nie poczyta roznych rzeczy, zrodel, tylko wymysla to tak jak dziewczynka z podstawowki, ktorej zapragnelo sie napisac fanfika o Harrym czy ulubionym piosenkarzu...
Do walk biora choregrafow, no to nie mozna wziac konsultanta od paru bitew? Poczytac? Pewnie nie, bo to nudne, skomplikowane i lepiej tak zrobic na oko bitwe.
Q__
Moderator
#8 - Wysłana: 12 Cze 2018 12:36:35 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
resetta

resetta:
Ja mowilam o scenarzystach i producentach. To babki, a jak faceci to spora czesc to geje i ten Aron tez. A to oni sa odpowiedzialni za historie i uwazanie, ze tak jest dobrze i logicznie.
Tak wiec nie czytaja, nie douczaja sie, wymyslaja cos z glowy i jak im sie wydaje bez sprawdzania.

resetta:
Babki, ktore w realnym zyciu zajmija sie interesami, intrygami itp. nie zawracaja sobie glowy i tylka takimi bzdurami jak seriale i filmy. A babki, ktore tworza cokolwiek innego, takiego mniej powaznego, bardziej teoretycznego, niestety udawadniaja, ze nie potrafia sie przygotowac, skupic, doksztalcic nad materialem i niestety to one to pokazuja ogolowi i na zewnatrz. Inne robia co potrzeba i nie oglaszaja swiatu tego czy kulisow robienia tego.

Tylko, że nie ma co generalizować. Swego czasu na rynku militarnych (fantastycznych) czytadeł w Polsce dominowała Magda Kozak, kobieta jak najbardziej, której powieściom co można zarzucić, to można, ale nie rozjeżdżanie się logiki przedstawionych operacji, czy brak realizmu w pokazywaniu wojskowego sprzętu.
Z drugiej strony rozłożenie warstwy technologiczno-militarystycznej obu czołowych franczyz SF (wiadomo których) kojarzy się jednoznacznie z rządami J.J. Abramsa, jak najbardziej mężczyzny, i to - jak wszystko wskazuje - heteroseksualnego. Więc nie wiem czy w płci/orientacji rzecz, czy w (zgubnym) przekonaniu, że scenariusz jest najmniej istotną częścią serialu/filmu, a realizm naukowy nikogo nie obchodzi, któremu część Hollywoodu ostatnio hołduje.

resetta:
Geje w starozytnosci to rzecz wzgledna, najczesciej nie geje w takim rozumieniu jak dzis ani nawet bez genetycznej preferencji. To kwestia innej moralnosci, zwyczajow, korzeni kulturalnych. Czesciej to wlasnie byl zwyczaj, tradycja niz zboczenie i problemy psychiczne, jak dzis pedofilia czy kazirodztwo.
Bi podobno jestesmy wszyscy.
Aleksander te pewnie byl bi, ale bardziej go ciagnelo do facetow, bo z kobietami mial problemy na tle psychologicznym, no i malo wsrod nich przebywal oraz byl to zwyczaj kutlurowy, powszechny i akceptowany zarowno na zachodzie jak i na wschodzie.
Cos jak dzisiejsze przekonanie o niejedzeniu glutenu czy inne takie.
Dodatkowo sypianie z mezczyznami tez mialo swoje ograniczenia, ktorych nie nalezalo przekraczac, np. sypianie z bardzo doroslymi bylo dziwaczne i niemoralne, wiec to nie bylo tak, ze z kazdym zawsze i wszedzie.
Byla tez kwestia konsekwencji, zarowno fizycznych jak i zwyczajowych. W tamtych czasach seks z facetem byl o wiele bezpieczniejszy na wielu polach i korzystniejszy, bo to faceci mieli majatki.
Od starozytnosci jest tez przekonanie, ze kobieta wysysa sily zyciowe i przewija sie to w wielu kulturach.
Nie mozna wiec stawiac znaku roznowsci miedzy dzisiejszymi gejami z wieku XX a mezczyznami idacymi z innym mezczyzna do lozka dwa tysiace lat temu, bo okaze sie, ze takich dzisiejszych to wtedy bylo ogolnie malo.
Dopiero ekspansja rzymskokatolicka i prawoslawna zaczela to zmieniac.

Jasne, ale z drugiej strony tym bardziej to pokazuje jak umowno-dowolne i względne w czasie są oceny, wartościowania, wzorce i definicje normy. Także te popularne dziś.

resetta:
Watpie, ze Federacja robi za despote, ktory chce po swojemu i wszystko narzuca. Raczej jest wycyckiwana przez inne nacje. Lubicie sie bic, jestescie od nas glupsi, to macie, wykrwiwaijcie sie na wojenkach, a my siedzimy w domu przy kominku jak Szwajcaria. Federacja robi za glupich Polakow, ktorzy w imie ideologii walczyli w cudzych wojnach, za cudze powody.

Czy ja wiem? Pamiętaj, kto wrobił Romulan w wojnę z Dominium (wiem, nie lubisz DS9), i za kogo - z woli Roddenberry'ego - potrafił się chować Picard we wczesnych sezonach TNG.

ps. Wracając jeszcze do kształtu tytułowej wojny - to co dzieje się pomiędzy bitwą w układzie podwójnym a bitwą o Pahvo na planie ogólnym nie ma sensu, zgodziliśmy się w tym. Ale już tego, że doszło do klęski Federacji w czasie, w którym załoga Discovery bawiła w MU, na b. upartego można bronić. W końcu załoga NCC-1031 wiedzę o tym jak wykrywać zamaskowane klingońskie jednostki zabrała ze sobą do innego wszechświata (z ekranu wprost pada: "The Klingon cloak-breaking algorithm we'd been refining there's no way we can send that back to Starfleet now."), podczas gdy Kol przypuszczalnie podzielił się technologią maskowania z głowami innych rodów tuż po schwytaniu Cornwell, pomiędzy odcinkami "Lethe" a "Magic to Make the Sanest Man Go Mad". Da się więc postawić tezę, że dało to rozdrobnionym frakcjom wchodzącym w skład IK przewagę zaskoczenia na tyle dużą, że nawet ich pirackie, nieskoordynowane, ale i niewykrywalne-póki-nie-jest-za-późno, ataki rzuciły Federację (i już wcześniej zdziesiątkowaną GF) na kolana.
 
USS Phoenix forum / Treknologia / Bitwy z Discovery - analiza taktyczna

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!