USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Treknologia / Największy Trekowy nonsens naukowy
 Strona:  1  2  »» 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#1 - Wysłana: 1 Cze 2012 05:39:13 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Star Trek dumny jest z bycia serialem science fiction, jednym z najlepszych zresztą, jednak od samego początku obfituje - wśród swoich licznych buraków - także w błędy (ba, nonsensy) naukowe. (Przykłady pierwsze z rzędu: kosmiczna komórka z chromosomami większymi niż Enterprise oraz "jedenastkowa" myśl, że zamienienie potencjalnej supernowej w czarną dziurę uratuje jej uklad planetarny.)

Poznęcajcie się nad swoimi ulubionymi.

ps. Mnie rozłożyla scena w "The Naked Time" gdy facet drapie się po nosie na planecie, która choć panują na niej temperatury bliskie zera bezwzględnego ma atmosferę (!). W czasie pierwszego kontaktu z TNG mierziła mnie też strasznie wszechobecność humanoidów (musiałem przekonywać sam siebie, że to tylko teatralne reprezentacje "prawdziwych Obcych"), ale z czasem przywykłem.
Seybr
Użytkownik
#2 - Wysłana: 1 Cze 2012 06:32:49 - Edytowany przez: Seybr
Odpowiedz 
Q__

Puki co moim numerem jeden jest przesył. Teoretycznie możliwy w praktyce nigdy nie będzie stosowany ;]. W wolnej chwili czepie się dalej.
IDIC
Użytkownik
#3 - Wysłana: 1 Cze 2012 08:06:54
Odpowiedz 
Q__:
Mnie rozłożyla scena w "The Naked Time" gdy facet drapie się po nosie na planecie, która choć panują na niej temperatury bliskie zera bezwzględnego ma atmosferę (!).

Q__
trochę nie bardzo rozumiem, na czym polega burak, który Cię rozłożył (zastrzegam: fizykiem nie jestem )
musiałabym przypomnieć sobie ten epizod, aktualnie nie kojarzę, aby była tam mowa o temperaturze bliskiej zera bezwzględnego (TOSa oglądałam jednak dość dawno, więc moge się mylić)
żeby powierzchnia planety była "frozen" spokojnie wystarczy 240 K
jest mnóstwo planet, które przy takiej właśnie temperaturze atmosferę mają?
mają ją nawet planety, na powierzchni których panuje temperatura rzędu klikudziesięciu K
no chyba, że we wskazanym przez Ciebie epizodzie burakiem jest "drapanie się po nosie", ale jego osobiście nie określiłabym mianem "nonsensu naukowego"
Q__
Moderator
#4 - Wysłana: 1 Cze 2012 10:34:29
Odpowiedz 
IDIC

IDIC:
aby była tam mowa o temperaturze bliskiej zera bezwzględnego

Odwołam się (po raz drugi bodaj) do dyskusji, którą wiodłem na ten temat:
http://www.fahrenheit.net.pl/forum/viewtopic.php?p =197906#p197906


Jaka inna temperatura miała panować na planecie, która:
1. nie miała Słońca,
2. była prawdopodobnie wygasła do cna.
IDIC
Użytkownik
#5 - Wysłana: 1 Cze 2012 11:04:30
Odpowiedz 
Q__:
Odwołam się (po raz drugi bodaj) do dyskusji, którą wiodłem na ten temat:
http://www.fahrenheit.net.pl/forum/viewtopic.php?p =197906#p197906

Q__
hmm ... wolałabym zostać odesłana "do źródła", a nie do wyrażonego na innym forum przekonania, co do "umocowania" którego mam wątpliwości

Q__:
Jaka inna temperatura miała panować na planecie, która:
1. nie miała Słońca,
2. była prawdopodobnie wygasła do cna

tak jak napisałam fizykiem nie jestem
może 24 K, a może 38 K, czyli +/- tyle ile wynosi temperatura na powierzchni Trytona, który atmosferę ma
Q__
Moderator
#6 - Wysłana: 1 Cze 2012 11:11:15
Odpowiedz 
IDIC

IDIC:
może 24 K, a może 38 K, czyli +/- tyle ile wynosi temperatura na powierzchni Trytona, który atmosferę ma

A da się w tej atmosferze oddychać i drapać po nosie (człowiekiem będac, oczywiście)?
MarcinK
Użytkownik
#7 - Wysłana: 1 Cze 2012 15:05:02
Odpowiedz 
Pomyślmy, Humanoidalni obcy na każdej planecie
Ogólnie największym nonsensem jest to że flora planet jest identyczna, na praktycznie każdej planecie mamy trawę i drzewa identyczne jak na ziemi.
Kain
Użytkownik
#8 - Wysłana: 1 Cze 2012 16:28:30
Odpowiedz 
MarcinK:
Pomyślmy, Humanoidalni obcy na każdej planecie
Ogólnie największym nonsensem jest to że flora planet jest identyczna, na praktycznie każdej planecie mamy trawę i drzewa identyczne jak na ziemi.

To akurat ewidentny efekt braków budżetowych/technicznych, sądzę że należało by raczej rozpatrywać tutaj kwestie zaprezentowanych idei które swoją bezsensowność zachowują nawet po wzięciu poprawki na kwestie finansowe.

Z kwestii jednostkowych które obecnie sobie przypominam (coś pewnie dodam jeszcze w przyszłości...) to mocno mnie zraził odcinek DS9 gdzie runabout wraz z załogą został pomniejszony do rozmiarów zabawki i prowadził walkę z Jem'Hadar którzy opanowali Defianta. Jak wiadomo i miniaturyzacja ma swoje kwantowe granica.

W Dalszej kolejności raziła mnie zawsze ogólna niekonsekwencja (wymuszona scenariuszem wiec nie jest to wielki grzech IMO) w poziomie i zastosowaniu technologii - np. logicznie rzecz biorąc właściwie każdą przypadłość czy uszczerbek zdrowia można było naprawić replikatorem, transporterem itd. z czym tak naprawdę w wielu odcinkach jakby celowo zapominano o takiej opcji.

Podobnym i często wspominanym absurdem jest też działanie osłon - nie ma właściwie spójnej zasady "naukowej" za ich funkcjonowaniem, podobnie ma się sprawa z tłumikami inercyjnymi.

Tak czy tak uważam że Star Trek jest i tak pod tym względem i tak na wysokim poziomie - porównując do np. Star Wars (od razu chcę zastrzec że nie jestem antyfanem SW, większość sagi lubię i cenię)
Q__
Moderator
#9 - Wysłana: 1 Cze 2012 17:22:18 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Kain

Kain:
Tak czy tak uważam że Star Trek jest i tak pod tym względem i tak na wysokim poziomie

Znaczy: bardziej dba o zachowanie pozorów?

(Ale serio: trekowy technobełkot nie zawsze jest takim znów bełkotem, np. z "Doomsday Machine" dowiedziałem się o istnieniu neutronium, dzięki czemu sprawdziłem co to jest.)

ps. kolejna rzecz jakiej nie lubię, acz nie jest to błąd sensu stricte - wmieszanie do ekranowej teorii Warp podprzestrzeni, jak by zwykła, zakrzywiona czasoprzestrzeń nie wystarczała (choć da się tego bronić tłumacząc, że podprzestrzeń to slangowe określenie zakrzywionej czasoprzestrzeni właśnie)...
Kain
Użytkownik
#10 - Wysłana: 1 Cze 2012 17:38:42
Odpowiedz 
Q__:
Znaczy: bardziej dba o zachowanie pozorów?

Po lekturze cyklu Michio Kaku oraz "Fizyki podróży międzygwiezdnych" L. Kraussa mam wrażenie że nawet więcej - widać że w wielu miejscach twórcy zaczerpnęli pomocy konsultantów, co najwyżej nieco ubarwiając i dostosowując do potrzeb scenariusza naukowe kwestie.
Q__
Moderator
#11 - Wysłana: 1 Cze 2012 17:48:46 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Kain

Kain:
wielu miejscach twórcy zaczerpnęli pomocy konsultantów, co najwyżej nieco ubarwiając i dostosowując do potrzeb scenariusza naukowe kwestie.

W sumie nie ma się co dziwić. Roddenberry tworząc podwaliny TOS przesiadywał, jak wieść głosi, w RAND Institution zanudzając futurologów pytaniami o potencjalny kształt (także technologiczny) przyszłego społeczeństwa, Trek był pierwszą produkcją SF mającą regularnego konsultanta naukowego, wreszcie Joe Menosky, główny specjalista od tzw. Big Concepts w TNG i późniejszych produkcjach miał zawodowe związki z M.I.T.
(Ale zapewne o tym wiedziałeś?)

Niemniej jednak jest niestety i sporo momentów, gdy widać, że technobełkot (brzmiący jak ginekologia międzyplanetarna zajmująca się zmarszczkami czasoprzestrzeni z przykładu A.K. Wróblewskiego, któremu jednak nie o Treka chodziło, a o produkcje pseudonaukowców) służy za listek figowy przykrywający intelektualną pustkę ekranowego rozwiązania.

ps. błąd kolejny: może nie tyle sam wskazany przez Seybra Transporter, ile brak spójnej - choćby opartych na b. daleko idących spekulacjach - teorii działania tegoż (co wyłazi np. przy okazji malowniczej rozpiętości transporter accidentów)...
IDIC
Użytkownik
#12 - Wysłana: 1 Cze 2012 18:38:43
Odpowiedz 
Q__:
A da się w tej atmosferze oddychać i drapać po nosie (człowiekiem będac, oczywiście)?

Q__

jeśli:
a) nie ma tam atmosfery, w skład której wchodzi odpowiednia ilość tlenu, nie wchodzą natomiast gazy toksyczne dla człowieka
b)temperatura jest faktycznie bliska zeru bezwzględnemu
to faktycznie ściągnięcie rękawicy ochronnej w celu podrapania się po nosie nie jest najlepszym pomysłem
faktu umieszczenia sceny drapania się po nosie w opisanych powyżej okolicznościach nie nazwałabym jednak szumnie "naukowym burakiem", a jedynie jednym z licznie pojawiających się w TOS-ie przykladów "kompletnego absurdu"
"naukowy burak" to w moim odczuciu coś, co na pierwszy (a może i nawet na drugi) rzut oka laika nosi znamiona prawdopodobieństwa
aby wykazać "buraczaność" prawdziwego "naukowego buraka" trzeba dysponować całkiem sporą wiedzą z dziedziny, której "burak" dotyczy
myślałam, że o wskazanie takich właśnie "buraków" chodziło Ci przy inicjowaniu wątku
Q__
Moderator
#13 - Wysłana: 1 Cze 2012 19:02:30
Odpowiedz 
IDIC

IDIC:
faktu umieszczenia sceny drapania się po nosie w opisanych powyżej okolicznościach nie nazwałabym jednak szumnie "naukowym burakiem", a jedynie jednym z licznie pojawiających się w TOS-ie przykladów "kompletnego absurdu"
"naukowy burak" to w moim odczuciu coś, co na pierwszy (a może i nawet na drugi) rzut oka laika nosi znamiona prawdopodobieństwa

"Buraki" drugiej kategorii oczywiście także mile widziane (właśnie dlatego, że ich zdemaskowanie wymaga wiedzy), ale absurdy bijące po oczach też warto, IMVVHO, skatalogować, zwłaszcza, że było ich w Treku całkiem sporo od samego początku, aż po film Abramsa.
gaius
Użytkownik
#14 - Wysłana: 1 Cze 2012 19:21:31
Odpowiedz 
Co ciekawsze buraki:

1. Wszystkie mijające się statki ustawiają się względem siebie w jednej linii, chociaż w kosmosie nie powinno być to reguła, bo nie ma wspólnych punktów odniesienia. No chyba że jest jakaś umowa że lata się ustawionym kadłubem równolegle do osi galaktyki ;)

2. Praktycznie nie występuje elektronika/gadżety ułatwiające życie i wykonywanie zadań. Każdy powinien mieć jakiś sprzęt "enhanced reality" albo chociażby trikodery powinni nosić przyczepione na rzepy do nadgarstka żeby im rąk nie zajmowały na misjach...
Q__
Moderator
#15 - Wysłana: 1 Cze 2012 19:38:36 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
gaius

gaius:
Wszystkie mijające się statki ustawiają się względem siebie w jednej linii, chociaż w kosmosie nie powinno być to reguła, bo nie ma wspólnych punktów odniesienia.

Widać nie tylko Khan nie umiał myśleć trójwymiarowo.



EDIT: tymczasem jednak pozwolę sobie zacytować listę naukowych błędów Treka, wg - ledwo co wspomnianego przez Kaina - L. Kraussa:

"Oto lista moich ulubionych pomyłek, zebranych w trakcie dyskusji z fizykami oraz przesłanych do mnie pocztą elektroniczną przez licznych trekkerów. Starałem się skupić głównie (ale nie wyłącznie) na gafach dotyczących „ziemskiej fizyki”. Nie zajmuję się więc tutaj takimi częstymi zarzutami, jak ten, że światło gwiazd się rozmazuje, gdy mamy do czynienia z prędkościami czasoprzestrzennymi. Nie walczę też z technicznym pseudożargonem - nieodpowiedzialnym użyciem terminologii naukowej i pseudonaukowej, jaką posługują się w każdym odcinku scenarzyści, aby stworzyć wrażenie technologii przyszłości. Poza tym starałem się wybrać przykłady, o których nie było wcześniej mowy.

„W PRZESTRZENI KOSMICZNEJ NIKT NIE USŁYSZY TWOJEGO KRZYKU”. Zwiastun Obcego ujął to trafnie, ale w serialu Star Trek zwykle popełnia się w tej kwestii błędy. Fale dźwiękowe nie rozchodzą się w pustej przestrzeni! Gdy jednak wybucha stacja kosmiczna krążąca wokół planety Tanuga IV, z dogodnego punktu obserwacyjnego na pokładzie Enterprise słyszymy to wydarzenie tak samo dobrze, jak widzimy. Co gorsza, słyszymy je w tej samej chwili, w której je widzimy. Nawet gdyby fale dźwiękowe mogły rozchodzić się w pustej przestrzeni, co jest niemożliwe, prędkość fali ciśnienia, takiej jak dźwięk, jest na ogół o kilka rzędów wielkości mniejsza od prędkości światła. Wystarczy wybrać się na mecz piłki nożnej, aby się przekonać, że widzimy zdarzenia, zanim możemy je usłyszeć.
Poglądowy eksperyment, który przeprowadza się na szkolnych lekcjach fizyki, polega na umieszczeniu elektrycznego dzwonka pod szklanym kloszem i wypompowaniu spod niego powietrza. Gdy powietrze zostanie usunięte, dzwonienie zanika. Już w XVII wieku uświadomiono sobie, że dźwięk potrzebuje jakiegoś ośrodka, aby się rozchodzić. W próżni, takiej jaka panuje wewnątrz klosza, nie ma nic, co mogłoby przenosić fale dźwiękowe, więc nie słyszymy znajdującego się w środku dzwonka. Mówiąc dokładniej, dźwięk jest falą ciśnienia, czyli zaburzeniem, które przemieszcza się w miarę jak obszary ciśnienia wyższego lub niższego niż średnie rozchodzą się w ośrodku. Gdy wyeliminujemy ośrodek, nie będzie ciśnienia, które można by zaburzać. Nawiasem mówiąc, przykład z kloszem leżał u podstaw tajemnicy, o której wcześniej wspomniałem, a która miała duże znaczenie w historii fizyki. Chociaż nie słyszymy dzwonka, wciąż go widzimy! Jeśli więc światło ma być rodzajem fali, w jakim to ośrodku, którego nie można usunąć wraz z powietrzem, się ono porusza? Był to jeden z głównych argumentów przemawiających za istnieniem eteru.
Oglądając serial, nigdy nie zwracałem większej uwagi na obecność bądź nieobecność dźwięku w przestrzeni kosmicznej. Po tym jednak, jak Steven Weinberg i kilka innych osób wspomniało, że pamiętają dźwięk towarzyszący wybuchom w Star Trek, zwróciłem na to uwagę przy okazji oglądanego właśnie odcinka pod tytułem Kwestia perspektywy, w którym wybucha stacja kosmiczna krążąca wokół planety Tanuga IV. I oczywiście: bum! To samo zdarzyło się w następnym odcinku - statek przewożący skradzione z Enterprise kryształy trójlitu z wielkim hukiem eksplodował w pobliżu planety Arkaria. Potem obejrzałem ostatni pełnometrażowy film Star Trek: Pokolenia, w którym nawet butelka szampana wydaje odgłos, gdy eksploduje w przestrzeni kosmicznej.
Mark Srednicki, mój kolega fizyk z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara, zwrócił uwagę na o wiele poważniejszą pomyłkę w pewnym odcinku, w którym fale dźwiękowe wykorzystuje się jako broń przeciwko statkowi znajdującemu się na orbicie. Jakby tego było mało, słyszymy, że fale te osiągają liczbę decybeli równą „18 do potęgi dwunastej”. Fizykowi wielkość ta wydaje się szczególnie duża, ponieważ skala, w której natężenie mierzy się w decybelach, jest logarytmiczna, podobnie jak skala Richtera. Oznacza to, że liczba decybeli to już potęga 10, a wartości znormalizowane są w ten sposób, że 20 decybeli jest 10 razy głośniejsze od 10 decybeli, a 30 decybeli jeszcze 10 razy głośniejsze. Zatem 18 do potęgi dwunastej decybeli to 101812, czyli l z 11 568 313 814 300 zerami razy głośniej niż samolot odrzutowy!

SZYBCIEJ NIŻ FAZER. Do podróży z prędkościami ponad-świetlnymi musimy się w Star Trek przyzwyczaić; ta możliwość, jak już mówiłem, wiąże się z subtelnościami ogólnej teorii względności i istnieniem egzotycznych, nowych form materii. Dla zwyczajnych obiektów w zwyczajnych sytuacjach prędkość światła jest i zawsze będzie nieprzekraczalną barierą. Czasami zapomina się o tym prostym fakcie. W zwariowanym odcinku pod tytułem Mgnienie oka Skalozjanie podstępnie skłaniają Kirka do wypicia napoju, który przyspiesza wielokrotnie jego ruchy. Dzięki temu osiąga on szybkość ruchów Ska-lozjan i może stać się partnerem ich królowej Deeli. Skalozjanie wiodą superszybkie życie, w związku z czym załoga Enterprise nie potrafi ich dostrzec. Zanim jednak Kirk znajdzie się w łożu królowej, próbuje zastrzelić ją z fazera. Ponieważ królowa potrafi przemieszczać się w mgnieniu oka, przynajmniej z punktu widzenia ludzi, uchyla się z drogi promienia, zanim ten w nią trafi. Co mija się z prawdą w tej historii? Odpowiedź brzmi: wszystko!
Kilku trekkerów zauważyło, że jeśli Deela może się poruszyć w czasie, który wystarcza, by promień fazera przebiegł pokój z prędkością światła, cała reszta tego odcinka jest niemożliwa. Prędkość światła wynosi 300 milionów metrów na sekundę. Deela znajduje się w odległości około metra od strzelającego Kirka, z czego wynika, że światło będzie podróżowało przez około 1/300 milionowej sekundy. Aby ten czas wydał się Deeli sekundą, zegar Skalozjan musi odmierzać czas 300 milionów razy szybciej. Jeśli tak jest, trzysta milionów sekund dla Skalozjan trwa około jednej sekundy zwykłego czasu Enterprise. Niestety, trzysta milionów sekund to około 10 lat.
Wybaczmy twórcom Star Trek ten lapsus. Pojawia się jednak o wiele poważniejszy problem, którego nie można rozwiązać i na który natknęło się kilku znanych fizyków. Z serialu dowiadujemy się, że fazery są bronią mogącą wysyłać ukierunkowaną energię; wiązka fazera zatem przemieszcza się z prędkością światła. Niestety, w tym miejscu tkwi pułapka. Jeśli promień fazera składa się z czystej energii, a nie z cząstek, jak twierdzi Instrukcja techniczna Star Trek, musi biec z prędkością światła. Niezależnie od tego, jak szybko może się ktoś poruszać, nawet jeśli robi to 300 milionów razy szybciej niż zwykły człowiek, nigdy nie zdąży się usunąć z drogi promienia fazera. Dlaczego? Ponieważ aby się dowiedzieć, że zbliża się do niego wiązka, musiałby najpierw zobaczyć wystrzał fazera. Potrzebne do tego światło porusza się jednak z tą samą prędkością, co wiązka. Innymi słowy, nie możesz się dowiedzieć, że wiązka zmierza w Twoim kierunku, dopóki w Ciebie nie trafi! Dopóki wiązka fazera jest wiązką energii, nie ma przed nią ucieczki. Podobny problem związany z próbą uniknięcia promienia fazera pojawia się w odcinku Bakteriofagi z serii Voyager.
Czasami to jednak krytycy Star Trek popełniają błędy. Powiedziano mi kiedyś, że powinienem zwrócić uwagę na scenę w filmie Pokolenia, kiedy gwiazda oświetlająca planetę znika i w tym samym momencie planeta ciemnieje. Jest to oczywiście niemożliwe, ponieważ światło potrzebuje pewnego skończonego czasu, aby przebyć drogę od gwiazdy do planety. Jeśli zatem wyłączymy światło gwiazdy, obserwatorzy na planecie przez pewien czas nie będą o tym wiedzieli. W filmie Pokolenia jednak cały ten proces obserwuje się z powierzchni planety. Z tego punktu widzenia powierzchnia planety powinna pociemnieć w tej samej chwili, w której gwiazda się zapada. Wynika to stąd, że zarówno informacja o tym, że gwiazda się zapadła, jak i informacja o braku światła dotrą do planety w tym samym czasie: spóźnione, ale równoczesne! Chociaż ten aspekt zagadnienia został ukazany poprawnie, scenarzyści popełnili błąd, skracając bardzo czas opóźnienia. Dowiadujemy się, że sonda mająca zniszczyć gwiazdę dotrze do niej w ciągu 11 sekund od wystrzelenia z powierzchni planety. Sonda porusza się z prędkością podświetlną; możemy być tego pewni, ponieważ do czasu, gdy mieszkańcy planety ujrzą zapadającą się gwiazdę, upływa znacznie mniej niż 2 razy po 11 sekund, co oznacza, że podróż powrotna światła musiała trwać o wiele krócej niż 11 sekund. Dla porównania, Ziemia znajduje się w odległości 8 minut świetlnych do Słońca. Gdyby Słońce eksplodowało w tej chwili, dowiedzielibyśmy się o tym dopiero za 8 minut. Trudno uwierzyć, żeby planeta klasy M mogła istnieć w odległości 10 sekund świetlnych od spalającej wodór gwiazdy, takiej jak Słońce. Jest to odległość tylko pięciokrotnie większa od rozmiarów Słońca - o wiele za blisko, by można było tam wygodnie żyć."
Q__
Moderator
#16 - Wysłana: 1 Cze 2012 22:42:22 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
cd.

"TO SCENARIUSZ TRZESZCZY, A NIE HORYZONT ZDARZEŃ. Chociaż obiecałem, że nie będę się zajmował technicznym pseudożargonem, nie mogę nie wspomnieć, że seria Voyager jest pod tym względem bezkonkurencyjna. Gdy Voyager próbuje dotrzeć do domu, podróżując w czasie z regularnością metra w godzinach szczytu, można usłyszeć każde żargonowe wyrażenie znane współczesnej fizyce. Terminy fizyczne zwykle jednak coś znaczą, więc gdy używa się ich tylko po to, by pchnąć akcję do przodu, błędy są nieuniknione. W rozdziale trzecim wspomniałem, że odgłos towarzyszący wyrwaniu się z horyzontu zdarzeń - ratuje to Voyagera w nieudanym odcinku Bakteriofagi - brzmi dla fizyków szczególnie niedorzecznie. „Trzask” horyzontu zdarzeń jest mniej więcej tak samo prawdopodobny, jak odcięcie jednego końca koła lub bycie trochę w ciąży. Horyzont zdarzeń wokół czarnej dziury nie jest obiektem fizycznym, lecz miejscem określającym obszar, w którym wszystkie tory obiektów pozostają wewnątrz czarnej dziury. To, że trajektoria jakiejkolwiek cząstki, ze światłem włącznie, ulega zakrzywieniu w kierunku czarnej dziury, gdy znajdzie się wewnątrz obszaru o pewnym promieniu, jest własnością zakrzywionej przestrzeni. Albo horyzont zdarzeń istnieje - a wtedy istnieje także czarna dziura - albo nie. Nie istnieje obszar pośredni, przez który mogłaby się prześlizgnąć igła, nie mówiąc o Voyagerze.

CZY MOŻNA DOTKNĄĆ DOKTORA? Muszę przyznać, że moim ulubionym technicznym błędem w serii Voyager jest holograficzny doktor. W trakcie pewnej wspaniałej sceny pacjent pyta doktora, w jaki sposób może on go dotykać, skoro jest tylko hologramem. Dobre pytanie. W odpowiedzi doktor wyłącza „wiązkę magnetycznie wiążącą”, aby pokazać, że bez niej jest równie bezcielesny jak fatamorgana. Później rozkazuje, aby ponownie włączono wiązkę, gdyż musi dokończyć badanie pacjenta. Jest to wspaniały epizod, ale, niestety, nieprawdopodobny. Jak pisałem w rozdziale szóstym, magnetyczne wiązanie czyni cuda w przypadku naładowanych cząstek, na które w stałym polu magnetycznym działa siła zmuszająca je do ruchu po orbitach kołowych. Światło nie ma jednak ładunku elektrycznego. W polu magnetycznym nie działa na nie żadna siła. Hologram, a zatem i doktor, jest jedynie obrazem świetlnym.

CO JEST BARDZIEJ WRAŻLIWE: TWOJE RĘCE CZY TYŁEK? ALBO: ZMIENIAĆ CZY NIE ZMIENIAĆ FAZY? Twórcom Star Trek udało się popełnić kiedyś coś, co nazywam haniebnym błędem ducha. Mam na myśli nakręcony niedawno film pod tytułem Uwierz w ducha, w którym główny bohater, duch, przechodzi przez ściany i nie potrafi podnosić przedmiotów, ponieważ jego ręce przenikają przez nie. Kiedy jednak siada na krześle lub kanapie, w cudowny sposób jego pośladki znajdują wygodne oparcie. Podobnie ziemia pod jego stopami pozostaje całkiem twarda. W poprzednim rozdziale wspominałem, że w jednym z odcinków Geordi LaForge i Ro Laren byli „niezgodni w fazie” ze zwykłą materią dzięki romulanskiemu „generatorowi interfazy”. Ku swojemu zaskoczeniu odkrywają, że są niewidzialni i mogą przechodzić przez ludzi i ściany. Ro zaczyna wierzyć, że umarła (może w młodości widziała w jakimś starym kinie powtórkę Uwierz w ducha). Geordi i Ro mogą jednak bezkarnie stać na podłodze i siedzieć na krzesłach. Materia jest materią, a krzesła i podłogi niczym się nie różnią od ścian i, o ile wiem, stopy i pośladki nie są bardziej ani mniej cielesne niż ręce.
Nawiasem mówiąc, w tym samym odcinku był jeszcze jeden słaby punkt, który łamie spójność wielu innych wydarzeń w serialu. W fizyce dwa przedmioty, które oddziałują z czymś trzecim, zawsze mogą oddziaływać ze sobą. Prowadzi nas to z powrotem do pierwszego prawa Newtona. Jeśli wywieram na Ciebie siłę, Ty działasz na mnie z siłą równą co do wartości i przeciwnie skierowaną. Jeśli zatem Geordi i Ro mogli obserwować Enterprise ze swojej nowej „fazy”, musieli oddziaływać ze światłem falą elektromagnetyczną. Wystarczy posłużyć się prawem Newtona, aby stwierdzić, że oni również powinni być widoczni. Szkło pozostaje niewidoczne, ponieważ nie pochłania widzialnego światła. Aby widzieć - to znaczy odczuwać światło -musisz je pochłaniać. Pochłaniając je, wywierasz na nie wpływ. A skoro tak, musisz być widoczny dla kogoś innego. Tak samo dzieje się w przypadku niewidzialnych owadów z innej fazy, które zaatakowały Enterprise, przyczepiając się do ciał załogi w odcinku Urojenia serii Następne pokolenie. Siła, która pozwala im spoczywać na zwyczajnej materii, nie przechodząc przez nią, to właśnie elektromagnetyzm - elektrostatyczne odpychanie między naładowanymi cząstkami wchodzącymi w skład atomów jednego i drugiego ciała. Jeśli oddziałujesz elektromagnetycznie, jesteś częścią naszego świata. Coś za coś.

WYLEWANIE DZIECKA Z KĄPIELĄ. W odcinku Kopalnia serii Następne pokolenie statek Enterprise dokuje w Ciągu Remmleranskim, aby poddać się „usuwaniu barionów”. Wygląda na to, że te cząstki osadzają się na konstrukcjach statku w wyniku długotrwałej podróży z prędkościami czasoprzestrzennymi i muszą zostać usunięte. Podczas tego „odkurzania” załoga musi się ewakuować, ponieważ wiązka oczyszczająca jest zabójcza dla żywej tkanki. Nie da się jednak ukryć, że jedynymi stabilnymi barionami są protony i neutrony, tworzące jądra atomowe. Ponieważ wszystko, co widzimy, składa się z tych cząstek, po usunięciu ich z Enterprise nie zostałoby ze statku zbyt wiele na następne odcinki.

JAK ZIMNE MOŻE BYĆ ZIMNO? Ulubiona gafa mojego kolegi i wielbiciela Star Trek, Chucka Rosenblatta, to ochładzanie przedmiotów do temperatury -295°C. Jest to bardzo ekscytujące odkrycie, ponieważ w skali Celsjusza absolutnemu zeru odpowiada -273°. Jak wynika z samej nazwy, zero absolutne to najniższa temperatura, jaką może osiągnąć ciało, gdyż w tej temperaturze ustają wszelkie ruchy cząsteczkowe i atomowe, drgania i obroty. Chociaż osiągnięcie tej teoretycznej granicy jest niemożliwe, układy atomowe udało się schłodzić do temperatury nie większej niż jedna milionowa stopnia powyżej zera absolutnego (ostatnio osiągnięto nawet temperaturę dwóch miliardowych stopnia). Temperatura związana jest z ruchami cząsteczek i atomów, a nigdy nie można mieć mniej niż zero ruchu. A zatem nawet za 400 lat absolutne zero ciągle będzie absolutne.

WIDZIAŁEM ŚWIATŁO! Czuję się nieco zakłopotany, gdyż muszę przyznać, że na ten oczywisty błąd, który sam powinienem był zauważyć, zwrócił mi uwagę student pierwszego roku fizyki, Ryan Smith, gdy podczas wykładu wspomniałem, iż piszę tę książkę. Za każdym razem, gdy Enterprise wysyła promień fazera, widzimy go. Oczywiście jest to niemożliwe, jeśli fazer nie emituje światła we wszystkich kierunkach. Światło widoczne jest dopiero wtedy, gdy się od czegoś odbije. Każdy, kto kiedykolwiek uczestniczył w pokazie, na którym prelegent posługiwał się wskaźnikiem laserowym - zazwyczaj są to czerwone lasery helowo-neonowe - pamięta zapewne, że widoczna jest tylko plamka w miejscu, gdzie promień pada na ekran, nie widać natomiast nic pomiędzy wskaźnikiem a ekranem. Cały promień można dostrzec tylko wówczas, gdy w pomieszczeniu rozpyli się kurz, na przykład uderzając o siebie dwie suche gąbki do wycierania tablicy. (Warto tego spróbować - widok jest rzeczywiście niezwykły). Podczas widowisk laserowych światło przepuszcza się przez dym lub wodę. Jeśli zatem pusta przestrzeń nie jest szczególnie zapylona, nie powinniśmy zobaczyć promienia fazera aż do momentu, gdy dotrze on do celu.

ASTRONOMOWIE SĄ WYBREDNI. Nie powinno nas dziwić, że wielu ludzi znajduje w serialu błędy fizyczne związane z ich własnym obszarem zainteresowań. Gdy pytałem różne osoby o przykłady, po odpowiedziach można było odgadnąć, czym się zajmują. Za pomocą poczty elektronicznej otrzymałem kilka sugestii od astronomów-trekkerów, którzy zauważyli niektóre subtelne błędy w Star Trek. Pewien student astronomii wykazał, że mimo dużego wysiłku scenarzystów, by wykorzystać nieco prawdziwej astronomii, rezultat rozminął się z prawdą. Żywiąca się energią forma życia w odcinku Dziecko galaktyki okazuje się młodą istotą, która bierze Enterprise za swoją matkę i zaczyna wysysać jego energię. LaForge w samą porę wpada na pomysł, w jaki sposób pozbyć się „dziecka”. Reaguje ono na promieniowanie o długości fali 21 centymetrów, emitowane przez Enterprise. Zmieniając częstość emisji, załoga psuje „mleko” i „dziecko” daje za wygraną. Odcinek ten jest interesujący, choć zawiera błąd. Scenarzyści chcieli wykorzystać to, że promieniowanie o długości 21 centymetrów jest najpowszechniejszym promieniowaniem emitowanym przez wodór; astronomowie posługują się nim do stworzenia map występowania gazu międzygwiazdowego (wspomniałem o tym w rozdziale ósmym). Scenarzyści przyjęli jednak, że wszystko, łącznie z Enterprise, emituje takie promieniowanie. Tymczasem przejście atomowe w wodorze, odpowiedzialne za to promieniowanie, jest niezwykle rzadkie: konkretny atom w przestrzeni międzygwiazdowej może wysłać falę o takiej długości średnio tylko raz na 400 lat. Ponieważ jednak Wszechświat jest wypełniony wodorem, promieniowanie to jest wystarczająco silne, aby można je było wykryć na Ziemi. W tym przypadku oceniłbym więc wysiłki scenarzystów na 6 i obniżył tę ocenę na 5+ za złą interpretację; uchodzę jednak za pobłażliwego egzaminatora.
Pewien pracownik NASA zwrócił mi uwagę na błąd, którego sam nie zauważyłem, a który ktoś pracujący dla NASA powinien wychwycić. Standardowym sposobem poruszania się statków kosmicznych jest okrążanie planet po orbitach geostacjonarnych - okres orbitalny statku jest wtedy taki sam jak okres obrotu planety wokół osi. Statek powinien się więc znajdować cały czas nad tym samym miejscem na powierzchni planety, jak w przypadku satelitów meteorologicznych, krążących wokół Ziemi. Gdy jednak Enterprise obiega planetę, zazwyczaj pokazane jest, że porusza się na tle jej powierzchni. A jeśli nie znajduje się on na orbicie geostacjonarnej, pojawiają się poważne problemy z przesyłaniem za pomocą transportera."
Q__
Moderator
#17 - Wysłana: 1 Cze 2012 22:43:25 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
kolejny cd.

"TE PRZEKLĘTE NEUTRINA. Muszę chyba jeszcze raz powrócić do neutrin. Ponieważ niewiele dotąd pisałem o serii Stacja kosmiczna, wspomnę przynajmniej o błędzie, o którym powiedział mi David Brahm, jeszcze jeden fizyk-trekker. W jednym z odcinków Quark dysponuje urządzeniem, które w swoim otoczeniu zmienia prawa prawdopodobieństwa. Można sobie wyobrazić, jak użyteczne byłoby ono przy jego stołach do gry, dając mu przewagę; tej pokusie jako Fereng nie mógłby się oprzeć. Podstęp odkrywa jednak Dax, która przypadkowo analizuje strumień neutrin przepływający przez stację. Ku swojemu zaskoczeniu zauważa ona, że wszystkie neutrina są lewo-skrętne - to znaczy wszystkie obracają się w jednym kierunku względem swojego ruchu. Coś musi być nie w porządku! Wygląda na to, że brakuje neutrin obracających się w przeciwnym kierunku!
Niestety, ze wszystkich zjawisk, jakimi mogli posłużyć się scenarzyści Star Trek, aby zdemaskować oszustwa Quarka, wybrali wariant, który jest zawsze prawdziwy. O ile nam wiadomo, neutrina są tylko lewoskrętne! To jedyne znane nam cząstki w przyrodzie, które mogą istnieć tylko w jednym stanie spinu. A zatem na podstawie wyników swej analizy Dax miałaby wszelkie powody, aby wierzyć, że wszystko jest w porządku.
Przykład ten jest bardzo przewrotny, przynajmniej dla mnie, z tego samego powodu, dla którego fizyka świata Star Trek jest tak ciekawa: czasem prawda jest dziwniejsza od fikcji."


"The Physics of Star Trek", oczywiście...
Mariusz
Użytkownik
#18 - Wysłana: 2 Cze 2012 11:36:52
Odpowiedz 
PODRÓŻE W CZASIE.
Także podróże pomiędzy alternatywnymi liniami czasowymi. To wszystko nie wydaje się być nawet szczególnie trudne technicznie, przez co musi pojawić się pytanie: po co oni w ogóle zadają sobie tyle trudu walcząc z bieżącymi wrogami skoro wystarczyłoby cofnąć się w czasie i sprawić żeby wroga nigdy nie było?

A poza tym to wspomniana już dwuwymiarowość - jeszcze w DS9 mapy kosmosu są 2D.
O tym że przestrzeń kosmiczna jest trójwymiarowa dowiedzieli się dopiero w Voyagerze, kiedy to zasymilowali pewną Borżycę a ta zbudowała im laboratorium astrometryczne.
No cóż, lepiej późno niż wcale
Q__
Moderator
#19 - Wysłana: 2 Cze 2012 11:58:41 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mariusz

Mariusz:
po co oni w ogóle zadają sobie tyle trudu walcząc z bieżącymi wrogami skoro wystarczyłoby cofnąć się w czasie i sprawić żeby wroga nigdy nie było?

Można mieć wrażenie, że nad - przynajmniej częścią - zabaw temporalnych w Treku (podobnie jak w dwu lemowskich "Podróżach..." Tichego) unosi się duch zasady jak się polepszy, to się po***.

Zauważ: w DS9 "The Visitor" Jake wtrącając się w bieg wydarzeń uratowal ojca, ale doprowadził w ten sposób do wybuchu wojny z Dominium. W VOY "Year of Hell" Annorax chcąc wzmocnić swoje ojczyste imperium - zniszczył je. Przypomnijmy też sobie jak skończyły się temporalne podchody - i to dla obu stron - w FC: Borg stracił królową, Federacja została pchnięta w linię czasu znaną z ENT (i teraz kontynuowaną w filmach Abramsa). W sumie tylko Kirkowi igranie z czasem się upiekło (może w nagrodę za to, że złożył w ofierze temporalnej poprawności ukochaną Edith? ).

To by tłumaczyło ostrożność Fedków w igraniu z czasem.

(Choć oczywiście masz rację, że wprowadzenie pewnej technologii - traktowanej zresztą w wyjątkowo niespójny sposób - a potem pisanie scenariuszy tak jak by jej nie było godne pochwaly nie jest. I tu w istocie zarówno R.H. Wolfe z AND "Angel Dark, Demon Bright" jak i Abrams z "jedenastką" stoją zdecydowanie wyżej, acz ich konsekwentne wizje podróży w czasie są względem siebie dokładnie przeciwstawne: u Abramsa interwencja temporalna nie jest możliwa, bo nie zmienia się starej rzeczywistości, a tworzy - "odgałęzia" - nową; w AND zmiany dokonane przez podróż w czasie zostały wcześniej, przedustawnie, wpisane w porządek rzeczy, rolą chrononauty jest tylko wypełnić przeznaczenie.)
Mariusz
Użytkownik
#20 - Wysłana: 2 Cze 2012 19:53:08
Odpowiedz 
OK, logika nakazywałaby ostrożność w igraniu z czasem, ale w rzeczywistości mało kto przejmuje się logiką - nawet Wulkanie potrafią ją naginać.

W sumie to całe szczęście że ta technologia jest traktowana w niespójny sposób - dodanie w tym miejscu konsekwencji musiałoby oznaczać że co chwila ktoś podróżuje w czasie i zamiast względnie jednak spójnego serialu o życiu w przyszłości mielibyśmy jeden wielki chaos w którym słowo "przyszłość" jest bez znaczenia.
Q__
Moderator
#21 - Wysłana: 2 Cze 2012 21:00:49 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mariusz

Mariusz:
W sumie to całe szczęście że ta technologia jest traktowana w niespójny sposób

Jednym słowem: Trek nie ma co udawać, że ma kanon, bo wewnętrza sprzeczność - bywa - wychodzi mu na zdrowie?

Mariusz:
mielibyśmy jeden wielki chaos w którym słowo "przyszłość" jest bez znaczenia.

W sumie wprowadzenie konsekwentnie stosowanej technologii temporalnej w klasycznym dla większości SF (a więc i dla znacznej części Treka) ujęciu, musiało by doprowadzić do stanu totalnego chaosu, "Powtórka" Lema dowodem.

Zabawniejsze jednak, że w sumie nie wiemy jak jest naprawdę. Przyczynowość bywa kwestionowana przez fizyków kwantowych (z racji hipotetycznej możliwości przemieszczania się cząstek wstecz w czasie). Pamietasz zapewne słynne - pochodzące wszak z kręgów naukowych - domniemania, że eksperymenty przeprowadzane w przyszłym LHC, mogły utrudnić jego rozruch w teraźniejszości? (Gadaliśmy o tym na Lem.pl, gdzie takze bywasz...)

Mało tego: pamiętajmy też, że warpowanie czasoprzestrzeni jest w jakimś sensie także podróżowaniem w czasie (a raczej powodowaniem, że czas przemieszcza się wokół nas do spółki z przestrzenią), możliwość wykorzystania tej technologii również w celach bardziej chrono- niż kosmonautycznych to jedna z logicznych konsekwencji podstaw jej działania.
Mariusz
Użytkownik
#22 - Wysłana: 2 Cze 2012 22:25:50
Odpowiedz 
Q__:
Jednym słowem: Trek nie ma co udawać, że ma kanon, bo wewnętrza sprzeczność - bywa - wychodzi mu na zdrowie?

Coś w tym jest. Z jednej strony takie sztuczki jak ingerencje w przeszłość nieco drażnią, ale z drugiej - wśród moich ulubionych odcinków/filmów jest sporo tych z podróżą w czasie. Dziury w logice wydają się świetnie wzbogacać fabułę.

Przy okazji, jeszcze jedna sprawa, o którą w zasadzie miałem ochotę spytać dopiero za jakiś czas - większości ENT'a jeszcze nie oglądałem, a zdaje się że temat latania w niskich warp poruszany jest głównie tam, no ale trudno, odrobinę spoilerów mogę zaryzykować.
A więc czy latanie z prędkościami rzędu kilka c ma w ogóle jakiś sens? Wszystko wskazuje na to że warp omija nie tylko prędkość światła, ale także zjawiska relatywistyczne - dla tych między Pierwszym Kontaktem a ENT dalsze loty trwały całymi latami. Nie lepiej więc latać z 0.999c ale z relatywistycznym skróceniem czasu? No chyba że:
- napęd impulsowy nie pozwala na takie zbliżenie się do c żeby to miało sens
- napęd impulsowy (który wydaje się być jednak blisko związany z warpowym) też omija zjawiska relatywistyczne
- tłumiki inercyjne tłumią też w/w zjawiska, w sumie całkiem logiczne: jak nie czuć przyspieszenia to nie ma też skrócenia czasu
reyden
Użytkownik
#23 - Wysłana: 3 Cze 2012 00:14:09
Odpowiedz 
@Mariusz

Akurat latanie z tak wysoką prędkością przyświetlną to ogromny kłopot z punktu widzenia efektów relatywistycznych .

Z punktu widzenia obserwatora na statku każda godzina wewnątrz statku będzie odpowiadać mniej więcej 24 h na zewnątrz statku ( z punktu widzenia obserwatora znajdującego się np. na Ziemi ) .

Rozważmy lot takim statkiem z Ziemi do Alfy Centauri oddalonej o 4,39 ly .

Statek potrzebuje na przelot ~ 4,5 roku , w tym czasie na Ziemi , Alfa Centauri i w każdym innym miejscu minie ~ 105 lat .

I to obliczenia bez uwzględniania rozpędzania statku do tej prędkości i hamowania potem w układzie Alfa Centauri .

Z napędem impulsowym i jego max. prędkością jest różnie - 0,5 Warp ( teoretycznie powinno być to 0,5 C ) w TMP to coś koło 1/3 C , w innych seriach wartości są różne od mniej - od 2/3 C do nawet 80% C .
Q__
Moderator
#24 - Wysłana: 3 Cze 2012 00:28:08 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mariusz

Mariusz:
Wszystko wskazuje na to że warp omija nie tylko prędkość światła, ale także zjawiska relatywistyczne

Owszem, bo to nie statek się porusza, a czasoprzestrzeń wokół niego. Warp nie łamie teorii względności, a ją obchodzi. Znasz prace Alcubierre'a?

Mariusz:
Nie lepiej więc latać z 0.999c ale z relatywistycznym skróceniem czasu?

Dla subiektywnego czasu podróży? Być może... Tym samym jednak powodujesz, że załoga nie ma do czego wracać. Pamiętaj o tym jak rośnie współczynnik dylatacji im bliżej c:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dylatacja_czasu
(Przypomnij sobie choćby opowiadanko pt. - nomen omen - "Efekty relatywistyczne" Benforda. )

Mariusz:
- napęd impulsowy (który wydaje się być jednak blisko związany z warpowym) też omija zjawiska relatywistyczne

To dobre pytanie. Nie wiadomo w sumie nic pewnego o tym napędzie.

reyden

reyden:
0,5 Warp ( teoretycznie powinno być to 0,5 C )

A nie, nie, nie... Warp-z-cyferką to współczynnik ugięcia czasoprzestrzeni (czasem w komendzie pada warp factor), a nie wielokrotność c (c piszemy z małej jeśli ma oznaczać PŚ). Przypomnij sobie, że przy warp factor 1 statek ugina czasoprzestrzeń wokół siebie w sposób taki, że ta przemieszcza się wokół niego tak jak by podróżował z jednym c (bez wiadomych efektów jednak), podczas gdy warp factor 10 (przynajmniej w wersji z VOY) to jest ugięcie czasoprzestrzeni tak silne, że "statek zajmuje cały Wszechświat na raz".

ps. całkiem offtopiczny: ciekawe - nieco pokrewne trekowym, bo tam też mamy do czynienia z przemieszczeniem w-czasie-i-przestrzeni-na-raz - pomysły na FTL miał Stephen Baxter w swoim cyklu o Xeelee...
Mariusz
Użytkownik
#25 - Wysłana: 3 Cze 2012 21:16:28
Odpowiedz 
Q__:
Dla subiektywnego czasu podróży? Być może... Tym samym jednak powodujesz, że załoga nie ma do czego wracać.

Myślę że powrót do zupełnie innego świata byłby mniej dokuczliwy niż całe lata nudy w podróży.
Ale skoro w ST brak technologii pozwalającej latać bez warpowania szybciej niż 0.8c to OK, niskie warp są jednak przydatne, w tym miejscu nonsensu nie ma.
Q__
Moderator
#26 - Wysłana: 4 Cze 2012 10:23:20 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mariusz
reyden

Skoro jesteśmy przy FTL, to mój drugi ulubiony - acz rażący mnie znacznie mniej niż pierwszy - naukowy "burak" (a raczej cały kilogram buraków ) mamy w (b. przeze mnie, zresztą, lubianym) DS9 "Explorers", gdzie tachiony rozpędzają jach słoneczny do prędkości FTL (po drodze oczywiście do c) i to w tak cudowny sposób, że przy okazji, po przekroczeniu c, wchodzi on w Warp.
Pomijając absurdalność samego zjawiska takiego rozpędzania, Warp musiał jakoś skompensować wcześniejszą dylatację (i to nieskończoną w momencie osiągnięcia c), bo panowie Siskowie dotarli do celu bez rozminięcia się ze swoją epoką.
No, ale odcinkowi pięknie reklamującemu jach słoneczny (i pokazujacemu Sisko w sposób znośny, ba - arcysympatyczny*) sporo wybaczę.

* jedna z tych nielicznych okazji gdzie potrafię podziwać go tak jak Picarda...
Queerbot
Użytkownik
#27 - Wysłana: 9 Cze 2012 14:10:07
Odpowiedz 
Za największego buraka naukowego w Star Treku i w nauce ogólnie uznaję ex aequo podróże w czasie i równoległe rzeczywistości. W takim Fringe, który jest serialem alchemicznym bardzo to lubię, natomiast tak ogólnie to mnie to wyłącznie śmieszy.
Q__
Moderator
#28 - Wysłana: 9 Cze 2012 14:11:47
Odpowiedz 
Queerbot

Queerbot:
i równoległe rzeczywistości.

Everett się w grobie przewraca (choć wierzył w nieśmiertelność kwantową).
Queerbot
Użytkownik
#29 - Wysłana: 10 Cze 2012 01:38:11
Odpowiedz 
Q__:
Everett się w grobie przewraca (choć wierzył w nieśmiertelność kwantową).

No ja wiem, są np logicy, którzy na zupełnie poważnie dowodzą za sprawą swoich wyliczeń logiczną konieczność istnienia Boga. Problem polega chyba na tym, że nawet umysł noblisty nie jest pozbawiony ludzkich przywar, a jedną z największych spośród wszystkich jest dziwna skłonność naszych umysłów do odnajdowania logicznych konsekwencji. Nie zapominajmy jednak, że logika to po prostu pewien system pojęciowy, a pojęcia to nie rzeczywistość, a rzeczywistość przerobiona przez nasze głowy. Zmierzam do tego, że czas i przestrzeń to kategorie rozumu ludzkiego, co już dawno powiedział mądry Immanuel Kant ;)
Q__
Moderator
#30 - Wysłana: 10 Cze 2012 02:19:36 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
 Strona:  1  2  »» 
USS Phoenix forum / Treknologia / Największy Trekowy nonsens naukowy

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!