USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Treknologia / star trek vs babylon5
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  6  7  »» 
Autor Wiadomość
4_z_Szesciopaka
Użytkownik
#121 - Wysłana: 5 Sier 2007 01:55:01
Odpowiedz 
Q__


BTW: czy sugerujesz w ten sposób, że Trek też dawno powinien zostać ostatecznie zakończony?

Czy ja wiem? Jeśli przeciętnie z każdego seralu obciąc 30-40 % i zostawićy samo gęste mogłoby być smaczniejsze, a przynajmniej bardziej wykwintne.

Ja tez nie lubię jak coś dobrego sie kończy, ale wolę to niż patrzeć jak coś dziadzieje, schodzi na psy, żebry, karłowacieje usycha, gnije, zdycha.
Q__
Moderator
#122 - Wysłana: 5 Sier 2007 02:03:10 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
4_z_Szesciopaka

Czy ja wiem? Jeśli przeciętnie z każdego seralu obciąc 30-40 % i zostawićy samo gęste mogłoby być smaczniejsze, a przynajmniej bardziej wykwintne.

Tyle to można by wyciąć z trzech pierwszych seriali... Z dwóch ostatnich może by się udało tyle zostawić (choć jest to chyba i tak zbyt optymistyczne założenie)...

Ja tez nie lubię jak coś dobrego sie kończy, ale wolę to niż patrzeć jak coś dziadzieje, schodzi na psy, żebry, karłowacieje usycha, gnije, zdycha.

A to po DS9 spotakło Treka... A jednak siedzi we mnie jakiś cień nadziei na poprawę poziomu w ST XI...
4_z_Szesciopaka
Użytkownik
#123 - Wysłana: 5 Sier 2007 17:04:42 - Edytowany przez: 4_z_Szesciopaka
Odpowiedz 
no po I sezonie B5 mogę powiedzieć jedno: lepignaty są w najwyższym stopniu wq.... gdzież im tam, do kraszerwoej, baszira, AHM, że o Bonesie zmilczę.

Trzymam kciuki może potknie się i upadając dźgnie się kilkanście razy skalpelem w plecy, w dodatku ta telepatka śmieje się jak zażynana świnia fe!

Aha no i kapitanowie okretów wojennych sojuszu! Nie wiem wydawało mi się, że kapitan oketu to zbyt odpowiedizalna funkcja by powierzać go nadpopudliwymi psychopatami , myślącymi że sa jakimis niepokonanymi młodymi bogami z wybałuszonymi oczami jakby od dwóch lat nie kogli się normalnie wysrać- vide przykłąd Hyperiona.

Jedynie kapitan statku badawczego co to odwiedził babilon i zagubił się później w nadprzestrzeni wydawał się człowiekiem nieagresywnym i jakimś takim sam nie wiem ? trekowym?
Q__
Moderator
#124 - Wysłana: 5 Sier 2007 18:07:28
Odpowiedz 
4_z_Szesciopaka

lepignaty są w najwyższym stopniu wq.... gdzież im tam, do kraszerwoej, baszira, AHM, że o Bonesie zmilczę.

Hmm... IMHO są po prostu mniej wyraziści... Nawet od (oskarżanej o nijakość) Beverly... Podczas gdy inne postacie w B5 są zwykle wyraziste...
4_z_Szesciopaka
Użytkownik
#125 - Wysłana: 5 Sier 2007 18:13:35
Odpowiedz 
Q__
IMHO są po prostu mniej wyraziści.

Chcesz powiedzieć, że ze względu na kolor skóry zlewają się z tłem?

Nie wiem odbieram ich jako przepełnionych jakmiś drażniącym mistycyzmem kij w oko jakby grali dalaj lamę ale to są cholera lekarze!
Q__
Moderator
#126 - Wysłana: 5 Sier 2007 18:54:13
Odpowiedz 
4_z_Szesciopaka

Chcesz powiedzieć, że ze względu na kolor skóry zlewają się z tłem

Nie rób ze mnie rasisty

Nie wiem odbieram ich jako przepełnionych jakmiś drażniącym mistycyzmem kij w oko jakby grali dalaj lamę ale to są cholera lekarze!

W B5 wszyscy są przepełnieni mistycyzmem mniej lub bardziej... Choć zgoda, przepełnienie to jest sprzeczne nieco ze stereotypme lekarza-materialisty do szpiku kości... BTW: można to tylko odnieść do dr. Franklina. Doktor Benjamin Kyle (występujacy tylko w pilocie) nie miał okazji mistycyzmem zabłysnąć...

A skoro o pilocie mowa: lubie Ivanovą, ale zniknięcia Takashimy też trochę mi szkoda...
4_z_Szesciopaka
Użytkownik
#127 - Wysłana: 5 Sier 2007 23:07:58
Odpowiedz 
Q__
Doktor Benjamin Kyle (występujacy tylko w pilocie) nie miał okazji mistycyzmem zabłysnąć...

Oj nie powidziałbym po tym jak w koncówce ktos go zapytał o to jak vorlon wygląda palnął taką mowę że myślałem, że doda kleknijmy i módlmy się.

A skoro o pilocie mowa: lubie Ivanovą, ale zniknięcia Takashimy też trochę mi szkoda...

Doskonale Cię rozumiemiem !

ps Garinbaldi o Lennierze:

"If I kill him I've gonna start a war" =) zacne (i strrrrrasznie nie trekowe )
Q__
Moderator
#128 - Wysłana: 6 Sier 2007 00:04:13 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
4_z_Szesciopaka

ktos go zapytał o to jak vorlon wygląda palnął taką mowę że myślałem, że doda kleknijmy i módlmy się.

Jedna mowa i od razu dyskwalifikacja biednego doktorka?? (BTW: mistycyzm w B5 bywa owszem "ciężkostrawny"...)

Doskonale Cię rozumiemiem !

W sumie mogły być obie, nieprawdaż?

strrrrrasznie nie trekowe

Bo tez to wcześniejszy etap ewolucji ludzkosci z tamtejszej linii czasu....
Q__
Moderator
#129 - Wysłana: 9 Sier 2007 20:23:52 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Jeszcze a'propos dyskusji o tym jaki powinien być Trek, jaką tu toczylimy pozwolę sobie zacytować artykuł z "Esensji":

fantastyka kosmiczna zaniknęła całkowicie. Bo przecież nawet powstające space-opery nie opowiadają o wyprawach do gwiazd tylko o kosmicznych wojnach w skolonizowanym Wszechświecie. Zniknęło gdzieś bohaterstwo i ryzyko, nie ma odkrywania tajemnic. Nikt nie jest już w stanie dostarczyć tego dreszczu stawiania pierwszego kroku w obcym świecie, ukoronowaniu długiego i niebezpiecznego lotu przez przestrzeń kosmiczną. Niekoniecznie musiała to być to literatura najwyższych lotów (choć na pewno najdalszych), ale zawsze w jakiś sposób pobudzała wyobraźnię, a przede wszystkim pozwalała marzyć.

I właśnie dlatego chciałbym by Trek pozostał taką klasyczną fantastyką eksploracyjną. Będąc wierny starym wzorcom SF byłby w obecnej dobie niepowtarzalny i bezkonkurencyjny. Niestety duet B&B wolał powielać wzorce rodem z literatury nienajwyższych lotów...

ps. powyższy cytat nie jest na szczęście w 100% prawdziwy - vide wydawane i u nas powieści Baxtera, Reynoldsa, Bovy... Ba nawet niektóre dzieła Egana i Morgana...
Q__
Moderator
#130 - Wysłana: 25 Lis 2011 14:59:54 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#131 - Wysłana: 17 Sty 2012 21:14:44
Odpowiedz 
Eviva
Użytkownik
#132 - Wysłana: 17 Sty 2012 21:19:46
Odpowiedz 
Q__

B5 jest zdecydowanie lepsze niż DS9, ale czy lepsze niż cały Trek? Śmiem watpić. Może tylko Ivanova...?
Toudi
Użytkownik
#133 - Wysłana: 17 Sty 2012 23:02:37
Odpowiedz 
Eviva i Garibaldi...
krzychu
Użytkownik
#134 - Wysłana: 18 Sty 2012 00:18:15
Odpowiedz 
Delenn jest fajna
Q__
Moderator
#135 - Wysłana: 21 Paź 2012 00:58:13
Odpowiedz 
Tytułowe starcie:
http://www.youtube.com/watch?v=9D3jVOs4D_c
Robi wrażenie...
Toudi
Użytkownik
#136 - Wysłana: 21 Paź 2012 08:22:36
Odpowiedz 
Q, do chyba już kolejny link do Star Wrecka...
Kapitan James Tyberiusz Kirk
Użytkownik
#137 - Wysłana: 21 Paź 2012 12:26:16
Odpowiedz 
Bezkompromisowo ST jest lepsze. W B5 są silne rasy jak Vorloni czy Cienie ale i tak Enteprise z ST pokonałby taki statek Vorlona.. w ST mają bez wątpienia lepsze technologie, fabuła jest ciekawa a w B5 ciut przynudz (wojna Centaurii vs Narnowie była najciekawsza). w ST moją ulubioną rasą są Klingoni bo są wojowniczy i honorowi zaś w B5 Narnowie bo też są wojowniczy, honorowi i bardzo porządni aczkolwiek nie tak prymitywni pod wzlędememocjonalnym jak Klingonii. Vorloni są fajną rasą.. bardzo mądrą porównywalną do Bogów.. niemal jak Prorocy w DS9 (nie bez powodu mówi sie ze to podróba B5 chodź to bzdura..). Minbari w B5 są fajną rasą i dosyć silną.. bardzo przypominają Wolkan aczkolwiek mają emocje.. Jednak jest ST jest lepszy chodź w B5 popłakałem sie na ostatnim odcinku tak jak w ST (na każdym serialu). Ogólnie oba seriale są fajne.. bez wątpienia jedne z najlepszych seriali Sci fi.
Eviva
Użytkownik
#138 - Wysłana: 21 Paź 2012 12:32:00
Odpowiedz 
Kapitan James Tyberiusz Kirk

ST to nie jeden serial, a każdy ma trochę inną atmosferę, że nie wspomnę o wadach i zaletach. Chyba że mowa o DS9. Cóż, te dwa seriale łączy wojna, ale jak dla mnie B% jest lepiej opowiedziane niż DS9 Ma też o wiele ciekawszą załogę stacji, pogłębioną warstwę psychologiczna i społeczną... Według mnie ten serial można podpiąć do Treka bez ujmy dla jednego i drugiego.
Kapitan James Tyberiusz Kirk
Użytkownik
#139 - Wysłana: 21 Paź 2012 13:48:31
Odpowiedz 
Eviva:
ST to nie jeden serial, a każdy ma trochę inną atmosferę, że nie wspomnę o wadach i zaletach. Chyba że mowa o DS9. Cóż, te dwa seriale łączy wojna, ale jak dla mnie B% jest lepiej opowiedziane niż DS9 Ma też o wiele ciekawszą załogę stacji, pogłębioną warstwę psychologiczna i społeczną... Według mnie ten serial można podpiąć do Treka bez ujmy dla jednego i drugiego.

Ogólnie to każdy ST oprócz ENT jest lepszy niż B5 ake B5 i ENT traktuje w miare na równi..
Q__
Moderator
#140 - Wysłana: 21 Paź 2012 14:22:17 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Toudi

Niii, oryginalna animacja. B. klimatyczna.

Kapitan James Tyberiusz Kirk

Kapitan James Tyberiusz Kirk:
ake B5 i ENT traktuje w miare na równi..

Młodości wybaczymy takie rzeczy. Nawiasem mowiąc: nie wiem, czy wiesz, ale Straczynski planował B5 jako prequel do ST (konkretnie do TOS), ale Berman się na to nie zgodził i wymyślił własny prequel - ENT. (Za to część pomysłów JMS "pożyczył sobie" do DS9, które początkowo - jak sobie przed śmiercią życzył Roddenberry - miało opowiadać, o planetary outpost, nie o stacji kosmicznej.)
Kapitan James Tyberiusz Kirk
Użytkownik
#141 - Wysłana: 21 Paź 2012 14:47:56
Odpowiedz 
Q__:
Młodości wybaczymy takie rzeczy

No B5 jest lepsze bo więcej sezonów, lepsza fabuła itp ale ENT niewiele gorsze.


Q__:
czy wiesz, ale Straczynski planował B5 jako prequel do ST (konkretnie do TOS)

Wiem bo mi mój kolega (fanatyk B5) mówił.
reyden
Użytkownik
#142 - Wysłana: 14 Lis 2012 17:58:40
Odpowiedz 
BB sporo pomysłów z B5 przemycił do DS9 .

Choćby sama stacja czy Def - trekowe odpowiedniki B5 i WS .

Wojna z Dominium - wypisz wymaluj wojna z Cieniami .

Sporo postaci jest wzorowanych na tych z B5 - np. Kira - ma sporo cech G'Kara czy Quark - dość podobny do Londo .

Bashir - Doktorek z B5 , to samo Odo dość podobny do Galibardiego .

Nasz czołowy Vorta z DS9 dość podobny do Neerona z DS9 .
Q__
Moderator
#143 - Wysłana: 15 Lis 2012 16:48:59 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Gdyby ktoś zapytał mnie o odcinek najbardziej reprezentatywny dla B5, taki Babylon 5 w pigułce, wymienił bym bez wahania "The Coming of Shadows". Historia ta, podobna antycznym tragediom, lecz tym od nich różna, że do tragedii dochodzi, nie z woli bezlitosnego Przeznaczenia, a z wyboru jednego z głównych bohaterów (i sprzymierzonych z nim drugoplanowych szuj), bohatera, który zresztą doskonale wie w co wdeptuje, ciągnąc za sobą całą Galaktykę, da się opisać jako starcie Światła i Ciemności, ale też ideałów Trekowych i anty-Trekowych...

Zaczyna się gdy starzejący się imperator Centauri (przedstawiony w manierze - dajmy na to - któregoś z francuskich Ludwików), postanawia odbyć przedśmiertną podróż, czy wręcz pielgrzymkę na Babylon 5 (jej quasimistyczny status podkreśla symboliczne odrzucenie przez umierającego władcę peruki, by stanąć tam takim, jakim jest naprawdę).
G'Kar nie zna celu wizyty, ale już ją oprotestowuje, widząc w centauryjskim władcy nikogo więcej niż zbrodniarza wojennego "z urzędu" (choć ma do czynienia z kimś, kto w sumie oddał jego ludowi wolność), Sheridan przekonuje go by wykorzystał wizytę do odbycia szczerej rozmowy z imperatorem, ambasador jednak znajduje w tym tylko świetną sposobność do podjęcia próby zamachu. Tymczasem na stację przybywa też lord Refa, centauryjski dworak stanowczo niechętny polityce swojego władcy i przekonuje Londo do zagrania a'la Nikodem Dyzma, czyli celowego, demonstracyjnego zaatakowania imperatora w swym powitalnym przemówieniu, by tym zbudować sobie popularność przydatną potem do przejmowania władzy gdy imperator umrze i wybuchną (umiejętnie sprowokowane przez Refę i jego obóz) rozruchy. Mollari ewidentnie brzydzi się swym gościem i jego metodami, niemniej jednak rozważa - ku zgrozie Vira - coś jeszcze gorszego.
Centauryjski władca przybywa. Chwali Sheridana i wysiłki załogi B5 nakierowane na zaprowadzenie w Galaktyce pokoju i współpracy. Jednak w drodze na bankiet (na który G'Kar - pogodzony duchowo ze sobą i z losem, spokojny, że zna swoją przyszłość: śmierć lub więzienie - udał się z ukrytym sztyletem) doznaje ataku serca i trafia do stacyjnego Medlabu. Tam prosi doktora Franklina o drugą rzecz (pierwszą, wyartykułowaną po przybyciu na stację, była ta o umożliwienie spotkania z Koshem - zawsze chciał zobaczyć Vorlona) tzn. o przekazanie ambasadorowi Narnu przeprosin za to co zrobili jego rodacy. Zostaje też tam odwiedzony przez Kosha, który na pytanie umierającego imperatora: "Jak to się skończy?" ma tylko niepokojącą odpowiedź: "W ogniu.".
Faktycznie, świadomość, tego co się stało przypiesza wysiłki centauryjskich spiskowców - Londo porozumewa się z Cieniami w sprawie ataku na jeden z dawniej centauryjskich, dziś narneńskich światów (Vir ostro temu się sprzeciwia, ale... zgadza się robić za posłańca z ofertą Mollariego dla Mordena, zastanawia czemu godzi się na symboliczny udział w tej zbrodni?), zaś lord Refa nakazuje zabójstwo premiera Imperium (starego zresztą przyjaciela swojego władcy i kolejnego wielkiego zwolennika pokoju, jak można domniemywać).
Kulminacja fabularna niesie ze sobą moment tragicznej ironii - G'Kar ucieszony pokojowym przesłaniem imperatora usiłuje zmusić Londo (który doskonale wie co zrobił i zdaje się być dręczony wyrzutami sumienia z tego powodu) do wspólnego wznoszenia toastów za pokój i nadzieję, gdy tymczasem statki Cieni dziesiątkują jego - bezbronnych wobec ich potęgi - rodaków.
Niedługo potem pęczniejący z dumy Refa i przrażony Mollari przynoszą wiadomość o swym "sukcesie" leżącemu w agonii władcy. Ten odpycha lorda, zaś swe ostatnie słowa wyszeptuje do ucha Londa. Wbrew temu co głosi ambasador (jakoby były one poparciem dla wiadomego ataku) brzmią one "Jesteście obaj przeklęci!", czy to, że powiedziano je jednak Mollariemu ma swiadczyć o tym, że jest przeklęty trochę mniej, że jest dlań jeszcze szansa? W każdym razie Londo męczą koszmarne - i prorocze - sny o wojnie, wreszcie o tym jak zostanie sam imperatorem, wreszcie o wzajmnej nienawiści, która połączy go z G'Karem do tego stopnia, że pozabijają się nawzajem, a przynajmniej będą bliscy tego. W efekcie postanawia pozostać na Babylon 5 jako ambasador, wybierając życie raczej szarej eminencji niż pretendenta do tronu...
Narneński ambasador natomiast awanturuje się i demoluje sektor dyplomatyczny stacji, chcąc dotrzeć do swego centauryjskiego "kolegi po fachu" i zabić go za to co zrobił. Ochrona ma kłopot z zatrzymaniem go, jednak Sheridan potrafi uspokoić, przekonując go, że od zemsty ważniejszy jest obowiązek, w tym wypadku obowiązek zadbania o los wziętych do niewoli Narnów, którym - znając centauryjskie porządki - grozi śmierć lub niewolnicza praca do końca życia. (Cierpienie G'Kara ma w sobie właśnie coś z patosu na miarę "Iliady" i rozpaczy Achillesa czy - potem - króla Priama. W jego gniewie jest też coś... b. klingońskiego, a więc i szekspirowskiego...)
W finale - dzięki wiadomościom, które Sheridan otrzymał, via Garibaldi (tu zahaczamy o B-plot), od Sinclaira - udaje się bluff z groźbą ujawnienia, rzekomo znanej Ziemianom, tożsamości sojuszników Mollariego i Londo deklaruje "w geście dobrej woli" zwolnienie narneńskich jeńców. Jest jednak za późno, G'Kar (traktujący go ostentacyjnie jak powietrze) wypowiada oficjalnie wojnę Centauri w imieniu Reżimu Narnów.
B-plot natomiast to perypetie Garibaldiego, którego uwagę przyciąga tajemniczy - ubrany nieco w stylu fantasy - nieznajomy niedawno przybyły na stację i ewidentnie go śledzący. Michael sprytnie zastawia nań pułapkę, zatrzymuje go, potem jednak nie ma czasu (wiadomo sytuacja wymaga specjalnych środków bezpieczeństwa), ani wielkiej ochoty go wysłuchać. Gdy wreszcie znajduje czas na rozmowę z więźniem (przerwaną pizodem z G'Karem) dowiaduje się, że ten ma dlań wiadomości od Sinclaira. Część tych wiadomości ujawnił, jak wiemy, Sheridanowi (i Ivanowej) umiejętnie wykręcając się przed podaniem ich źródeł, reszta dotyczy działań ambasadora na Minbarze w kierunku zbliżenia ludzko-minbaryjskiego, mającego m.in. na celu przygotowanie do nadciągającej wojny, oraz powstania mieszanej gatunkowo, podległej Sinclairowi organizacji Rangerów, do której należy i sam ów emisariusz. Garibaldi dowiaduje się też, że w owe plany wtajemniczony jest też kto inny. Nie wie jednak - w przeciwiństwie do widza - że tym kimś jest Delenn.
(A'propos Delenn, ciekawe jest to, że w scenie bankietowej ewidentnie dostrzegła, czy też przewidziała, zabójcze zamiary G'Kara.
Inną ciekawostką jest permanentnie dzielący ze sobą umysły kwartet centauryjskich telepatek, z których dwie zawsze mają towarzyszyć imperatorowi, a dwie zawsze być w pałacu, by władca nigdy nie tracił kontroli nad tym co się tam dzieje.)

Co jest w tym odcinku piękne? Oprócz politycznej łamigłówki i epickiej bitwy (w owym czasie muszącej robić wrazenie), oczywiście wyżej wspomniane starcie idałów pokojowego współistnienia z partykularyzmami i paskudnymi instynktami zarówno w wymiarze zbiorowym, jak i w indywidualnym - w umyśle G'Kara czy Londo. Straczynski ukazuje nam przy tym jak krucha jest pokojowa koegzystencja, jak wiele jednostek kusi jej zburzenie i, że do tragedii wystarczy czasem, by jedna z nich tej pokusie uległa.
Istotne jest też, ewidentnie pochodzące jeszcze z czasów, gdy seria rodziła się jako prequel do TOS, pokazanie jak siłą rzeczy centrum władzy przenosi się z planet z przestrzeń kosmiczną. Jak oficerowie, jeszcze nie GF, a załogi B5 pozytywnie wpływają na politykę ambasadorów, wreszcie, jak owi ambasadorowie stają się pomału istotniejsi od swych teoretycznych mocodawców. (Co daje piękne podwaliny pod znany z ST stan w którym Flota de facto trzęsie Federacją, zaś najistotniejsi cywilni oficjele zwą się ambasadorami.) Także w kroju galowych mundurów, w których załoga wita imperatora jest coś nieuchwytnego powodującego, że zdają się udoskonaloną wersją tych galowych z TOSu...
Tak, czy owak (znaczy: Trek, czy nie) epizod-perełka.

ps. M. N. Hayes-Gehrke o odcinku:
http://www.astro.umd.edu/~avondale/Reviews/B5/s2-t hecomingofshadows.html
Q__
Moderator
#144 - Wysłana: 15 Lis 2012 23:17:51 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
(W osobnym poście, z przyczyn objętościowych...)

Jeśli natomiast miałbym wymienić epizod w którym DS9 (stanowiący kanoniczną konkurencję dla B5) w sposób ostateczny i nieodwołalny dżampnął sharka wymieniłbym, po chwili wahania, co prawda, "Rapture" z piątego sezonu.

Zaczyna się pięknie od archeologicznych, tym razem, pasji Sisko i związanej z nim łamigłówki, której rozwiązanie za pomocą symulacji przywodzi na myśl późniejsze podobne wątki powieści Reynoldsa.
Zanim jednak powiem jak się kończy, wspomnę jak ja bym to poprowadził. Otóż wywaliłbym w ogóle to porażenie Sisko plazmą każąc mu doznawać wizji po samym obejrzeniu holo-obelisku (że niby te glify oddziałały nań na zasadzie jakiegoś wirusa umysłu (ukłony, Paradoks, jeśli chce Ci się jeszcze tu zaglądać) stopniowo przestawiając jego ludzką percepcję na sposób postrzegania czasu/czasoprzestrzeni w stylu Wormhole Aliens. Po drugie darowałbym sobie wątek religijngo nawrócenia Kiry, każąc jej, ironicznie trzymać się federacyjnego, naukowego światopoglądu, dla lepszego kontrastu z przemianą Kai Winn (i dla technobełkotliwego wyjaśnienia widzowi sytuacji). Po trzecie albo bym sobie darował wątek z przekładaniem wstąpienia do UFP, albo też dał okazję Sisko jakoś racjonalnie uzasadnić ową - teoretycznie niezrozumiałą - decyzję (ot, Benjamin powołał by się na to, że skoro wiedział o admiralskim synu, to i tu wie). Przy czym uważam samo "nawrócenie" Bena za nonsens (lepsza by była dwoistość - rozumowe trzymanie się światopoglądu naukowego walczące w nim z intuicyjno-emocjonalnym uleganiem mistycyzmowi). Wreszcie pozostałbym wierny - zarysowanej w "The Emissary" - tradycji dwoistych wyjaśnień, tak by i Fedki (wraz z widzami) dostali wyjaśnienie godne SF, i Bajoranie mogli pozpostać uparcie wierni swoim wierzeniom.
Teraz powiem co bym zachował. Sam wątek archeologiczno-łamigłówkowy. Wątek wyniszczającego wpływu przestrojnia aktywności mózgu na Sisko (w oklepanej dziś tradycji wcześniejszych "Odmiennych stanów świadomości" i późniejszego "PI", ale chyba inaczej się nie da). Wreszcie doskonały wątek Kai Winn, także ten kawałek dialogu pokazujący pozytywne cechy i swoisty heroizm tej fanatyczki, intrygantki i zbrodniarki (bardzo w trekowej tradycji doszukiwania się dobra w - prawie - każdym).
Jak stąd wynika dostrzegam potencjał tego odcinka, ale drażni mnie przesunięcie ciężaru z trekowego, federacyjnego, racjonalizmu na - dość absurdalny w świetle znanych nam od pierwszego odcinka faktów - mistycyzm.
Jak zatem przebiega prawdziwa fabuła? Otóż Sisko i Kira zachwycają się zwróconym przez Cardassian obrazem przedstawiającym zaginione, i uchodzące za święte, bajorańskie miasto B'hala, które to zachwyty dziwią cokolwiek Dax. Gdy Kira cytuje przepowiednię wskazującą, że to "Wysłannik" znajddzie owo miasto Ben zapala się do tego pomysłu, traktując go po trosze jak wyzwanie (co akurat Dax się podoba). No i w istocie, święta ikona okazuje się dość prostą łamigłówką na podstawie której daje się odtworzyć przedstawiony na niej obelisk zawierający zakodowane współrządne świętego miasta. Niestety scenarzyści zamiast pochwalić prowadzące do odkrycia federacyjne know how, pokazują nam, jak to Sisko chcąc zapisać program z obeliskiem do dalszych analiz doznaje porażenia plazmą z konsoli quarkowej holokabiny (zabawna jest potem - przeszarżowana cokolwiek - scenka, gdy Odo chce koniecznie obarczyć Quarka winą za to, ten zaś obwinia O'Briena, który odciągnął mu brata od obowiązków barowego mechanika). W efekcie tego porażenia, jak się zdaje, Sisko doznaje potem wizji, coraz więcej też czasu spędza medytując przed kopią obelisku (zaniedbując w ten sposób zarówno troskę o swoje zdrowie (i prywatne sprawy - nie szykuje się, ku pewnemu zdziwieniu Jake'a na rychły powrót Kasidy Yates z więzienia) jak i służbowe obowiązki, których mu przybywa, bo - również czarnoskóry - admirał Whatley informuje o zakończeniu procesu akcesyjnego Bajor do UFP, a następnie przybywa z pomniejszymi federacyjnymi oficjelami na stację (ze strony bajorańskiej przybywa delegacja pod przewodnictwem Kai Winn).
Quark mający nadzieję na dobre zarobki po akcesji urządza w swoim barze przyjęcie, w czasie którego jego pracownice wywieszają omyłkowo zamiast federacyjnej flagę hołdowniczo witającą Klingonów (kolejna zabawna scenka, tym razem doskonale współgrająca z charakterem i cyniczną zapobiegliwością owego przedstawiciela cywilnych władz stacji).
Kira, która martwi się o swojego dowódcę (ale też coraz bardziej widzi w nim "Wysłannika") przerwawszy jedną z jego powypadkowo-obeliskowych wizji interpretuje ją jednoznacznie jako świętą wizję znaną z bajorańskiej religijnej tradycji (wizja ta, dodajmy, mówi nie tylkoo przeszłości, ale i o nieuniknionej wojnie z Dominium). Potem zaś zostaje delegowana do witania Kai Winn, gdy tymczasem Benjamin czule powitawszy Kasidy postanawia... wykorzystać ją jako pilota i - nie bacząc na nic - ruszyć odnależć B'halę, której lokalizację już zna. Owszem, Sisko doznaje kolejnego, połączonego z bólem głowy, ataku wizji, ale mimo wątpliwości ukochanej znajduje starożytne miasto bzbłędnie.
To przypieczętowuje religijną przemianę Kiry (jako jedyny z załogi rozumie ją w tym Worf, który nie wierzy w "Proroków", lecz wierzy w wiarę), ale i powoduje, że Winn uznaje w nim prawdziwego "Wysłannika", co wpędza ją w niezgorszą konfuzję i zmusza do wyrażnia bezwarunkowej zgody na akccesję Bajor do UFP.
Whatley odwiedza Sisko na terenie wykopalisk, pytając go o to jakim sprytnym chwytem odnalazł B'halę, Ben jednak upiera się, że zawdzięcza to wizjom. Admirał nakazuje mu stawić się następnego dnia na badania lekarskie.
Sisko następnego dnia na badania - zgodnie z rozkazem - przybywa, mocno jednak spóźniony, bo po drodze niesie mieszkańcom i bajorańskiej załodze stacji duchową pociechę, głosząc im przepowiednie (te co widzimy są krzepiące) ich dalszych losów, na koniec informuje też admirała, że syn mu wybaczył i - nękany coraz potworniejszym bólem głowy - poddaje się badaniom... z których wynika, że dziwna nadaktywność jego mózgu się nasila, zagrażając coraz bardziej jego życiu.
Ben nie godzi się jednak na operację, zamiast tego postanawia wspomóc swoje wizje jednym z bajorańskich Orbów, by do końca zrozumieć Wszechświat, po pomoc zaś w tym (ku potwornemu zdziwieniu syna i Kasidy) udaje się do Kai Winn. (Z całej załogi jego decyzję popiera tylko Kira i Worf.)
Sisko doznaje wizji, pod jej wpływem przybywa półprzytomny na podpisanie dokumentów akcesyjnych. Domaga się od Bajoran, by przełożyli swoje wstąpienie do UFP i pada zemdlony.
Admirał domaga się od Bashira operowania nieprzytomnego kapitana, ten jednak nie chce nic robić bez zgody rodziny swego dowódcy. Jake, choć czuje się winny wobec ojca (w efekcie prawdopodobnie wizje ustąpią) wyraża zgodę na operację.
Winn obwinia Federację o przerwanie wizji "Wysłannika", Kira jednak uspokaja ją mówiąc, że może "Prorocy" zdążyli pokazać mu już tyle, ile chcieli.
Whatley naciska zaś na Benjmina, by przekonał bajorańskich ministrów zmiany zdania i podpisania czego trzeba, ten jednak upiera się, że podjął słuszną decyzję, zapewnia też, że Bajor trafi do Federacji, tylko jeszcze nie teraz. Admirał, by nie zaogniać stosunków z tubylcami zostawia go na stanowisku dowódcy stacji.
W ostatniej scenie Sisko, wciąż jeszcze zmienionego i rozkojarzonego doznanymi przeżyciami, witają w prywatnych pomieszczeniach Jake i Kasidy, chcąc go cokolwiek "ściągnąć na ziemię" i pokazać mu, że od utraconych wizji ważniejsza jst szansa na normalne życie domowe. Ben tuli ich oboje.

Z jednej strony, mimo podniesionych uprzednio wątpliwości wypadnie pochwalić wykonanie, zwłaszcza grę aktorską i wszelkie drobiazgi typu wątków tła. Z drugiej do wymienionych już zarzutów można dopisać sprzeczne z trekową tradycją napchanie tak wielu wątków do jednego odcinka. No i fabuła niekoniecznie trzyma się kupy na poziomie najbardziej podstawowym - po co wyniszczające wizje i Orby komuś, kto może wsiąść w prom i zwyczajnie zapytać o przyszłość mieszkańców Wormhole'a (jeśli nawet nasz kapitan o tej opcji zapomniał, bo mózg mu szwankował, ktoś z załogi powinien pamiętać). Znaczy, taki pre-ENTek (gdzie też mamy dobrze nakręcone, lecz rozłażące się w szwach historie) i pre-ANDzia (która w pewnym momencie też przeszła w mistyczny nonsens), tyle, że w lepszej oprawie.
(Aha, prywatnie za kolejny obaw dżampania uważam pojawienie się w w/w epizodzie mundurów wymyślonych na potrzby FC.)

ps. Jammer o tymże odc.:
http://www.jammersreviews.com/st-ds9/s5/rapture.ph p
Q__
Moderator
#145 - Wysłana: 20 Wrz 2014 14:17:59 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
reyden

reyden:
zniszczenie bazy Narnu na Gorash VII

Przeżyjmy to jeszcze raz:
http://www.youtube.com/watch?v=f-uhi_qIgSU

ps. W temacie:
http://www.trekbbs.com/showthread.php?t=65877
Idea Babel 5 wiecznie żywa.

EDIT: i jeszcze tradycyjne rozważania o wyższości:
http://getinjohnshead.wordpress.com/2014/08/25/11- reasons-babylon-5-is-better-than-star-trek-the-ori ginal-series/
Q__
Moderator
#146 - Wysłana: 29 Sty 2015 02:08:05
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#147 - Wysłana: 5 Kwi 2015 14:49:33 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Star Trek, Star Wars, Babylon 5 - analiza porównawcza światów:
http://www.johansens.us/sane/media/sfview.htm

I jeszcze jedna ciekawostka - Peter David, autor słynnych Trekowych powieści z cyklu NF, był też scenarzystą dwu epizodów B5 i jednego CRU:
http://babylon5.wikia.com/wiki/Soul_Mates
http://babylon5.wikia.com/wiki/There_All_the_Honor _Lies
http://babylon5.wikia.com/wiki/Ruling_from_the_Tom b
Jest więc też autorem tej słynnej wypowiedzi Ivanovej, uwiecznionej w crossoverze Sev Trek i Sevylon 5:


EDIT:
Przypomnijmy sobie tę salwę wymierzona przez B5 w DS9:
http://www.youtube.com/watch?v=P011OQbOYd8

Na piśmie wygląda to tak:

Ivanova: Merchandising? We're being merchandised? You can't be serious, sir.
Sheridan: I heard this was in the works a few weeks ago. I fought against it and lost. The B5 Senate Oversight Committee was asked to study ways to help us become more self-sufficient. Their studies indicate that the sale of merchandise relating to Babylon 5 system-wide, could generate a projected 2 million credits over the next year, earmarked for our operating budget.
Ivanova: Why don't they open up a gift shop?
Sheridan: That's what they're doing in the Zocalo right now. It will sell to residents, tourists, visiting VIPs anyone who wants a gift for themselves or for the folks back home. You know, dolls, jackets, toys.
Ivanova: Welcome to Babylon 5, the last, best hope for a quick buck.
Sheridan: Commander!
Ivanova: This is demeaning. I mean, we're not some deep-space franchise. This station is about something!


"There All the Honor Lies"

I to jak się ów sklep prezentował:
http://www.youtube.com/watch?v=8S6Ka7dM0Qs
Q__
Moderator
#148 - Wysłana: 2 Sty 2016 10:24:54
Odpowiedz 
Jak widać z dyskusji o trailerze Beyond na stronie Jammera* coraz bardziej umowna wizja świata i ogólna dezynwoltura twórców nowych Treków powoduje, że fani - przynajmniej ci w owej dyskusji udział biorący - zaczynają przerzucać swoje sympatie w kierunku B5. Uznając tąż serię za godniejszego następcę klasycznego ST niż produkcje Paramountu (nawet DS9 już się dostało). Podnoszony jest tam też taki czynnik jak dobroczynny wpływ na jakość serii czuwającego nad całością Faceta-Z-Wizją (TM), czy nazywa się G.R. czy JMS...

* linkowałem swego czasu:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=11&topic=3520&page=15#msg298538
mozg_kl2
Użytkownik
#149 - Wysłana: 2 Sty 2016 18:09:13
Odpowiedz 
Q__:
zaczynają przerzucać swoje sympatie w kierunku B5

http://www.troll.me/images/grinning-emperor-palpatine/good-goood.jpg

Cholernie niedoceniona seria i szkoda, że już zapomniana. Żałuje, że JMS nie pociagnął tego za pomocą książek czy komiksów. The Expanse jest utrzymany w duchu b5 najbardziej, i to chyba dlatego tak bardzo dobrze ogląda mi się ten serial. Mają cos w tym roku ruszyć z zapowiadanym rebootem, trzeba będzie mieć rękę na pulsie.
Q__
Moderator
#150 - Wysłana: 4 Sty 2016 14:57:14
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
Cholernie niedoceniona seria i szkoda, że już zapomniana.

Przypuszczam, że jest to efekt silnej Trekowości przy braku ST w nazwie. Dla jednych produkt-zbyt-trekopodobny. Dla innych jednak-nie-Trek. (I nie może się posiłkować ST w nazwie, czym ratowały się VOY, ENT, GEN-NEM, filmy z Abramsverse, czy fanprodukcje...)

mozg_kl2:
The Expanse jest utrzymany w duchu b5 najbardziej

Albo też pokazują po prostu bliższą nam (mentalnie, technologicznie) erę niż Trek, choć wszystkie trzy produkcje obrały sobie za czas akcji - traktowany dość umownie - XXIII wiek*.

* Gdyby chcieć z tego zrobić jakieś wizje przyszłego świata, kolejność by wyglądała jakoś tak: nasze czasy -> The Expanse -> B5 -> ST: TOS -> ST: TNG

mozg_kl2:
Mają cos w tym roku ruszyć z zapowiadanym rebootem, trzeba będzie mieć rękę na pulsie.

Z tego co widzę fani woleliby remastering starej serii, po prostu, niż nową wersję...
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  6  7  »» 
USS Phoenix forum / Treknologia / star trek vs babylon5

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!