USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Treknologia / Najciekawszy ''transporter accident'' w Treku i poza nim
 Strona:  ««  1  2  3 
Autor Wiadomość
Madame Picard
Moderator
#61 - Wysłana: 27 Lip 2011 17:55:11
Doctor_Who:
''świadomość'' to ''efekt'' reakcji w mózgu, więc nie wiem dlaczego dwa mózgi miałby wyprodukować jedną świadomość

Hm, istotnie brzmi to dość przekonująco...
Eviva
Użytkownik
#62 - Wysłana: 27 Lip 2011 18:18:49
Madame Picard:
Doctor_Who:
''świadomość'' to ''efekt'' reakcji w mózgu, więc nie wiem dlaczego dwa mózgi miałby wyprodukować jedną świadomość

Hm, istotnie brzmi to dość przekonująco...

A czemu jeden mózg może "produkować" dwie świadomości, gdy tylko dojdzie do przecięcia wielkiego spoidła? Bo zostaje przerwana komunikacja między półkulami. Gdyby więc udało się połączyć dwa mózgi w sposób, w jaki łączą się półkule jednego mózgu, prawdopodobnie dwie świadomości zlałyby się w jedną.
Doctor_Who
Użytkownik
#63 - Wysłana: 27 Lip 2011 18:28:52
Eviva

Mogłoby to być ciekawe doświadczenie - ciekawe co w wyniku takiego eksperymentu powstałoby? Problem w tym jak go przeprowadzić i jak takie łącze miałoby wyglądać.

W omawianym przypadku nie było natomiast żadnego połączenia między Rikerami, gdyż inaczej jeden wiedziałby o drugim, co więcej musiałby czuć i wiedzieć co się dzieje z jego kopią lata świetlne stąd (mózgi złączone podprzestrzennie ?).

Co prawda są teorie które próbują udowodnić że takie łącze rzeczywiście istnieje w naszym świecie. Np. badania nad bliźniętami, które rzekomo odczuwają co dzieje się z ich ''drugim ja'' oddalonym o kilkaset kilometrów. Albo wszelakie hipotezy zakładające istnienie jakiegoś wspólnego dla wszystkich jaźni pola morfogenetycznego. A w ''Kątem oka'' Koontz sugeruje oddziaływanie na odległość między dwiema zupełnie różnymi ludźmi na zasadach podobnych do tych którymi rządzą się w mechanice kwantowej cząstki elementarne.
Eviva
Użytkownik
#64 - Wysłana: 27 Lip 2011 18:57:17
Doctor_Who

Co innego połączenie - co innego oryginał i kopia. Oni byli jednym, ale po rozdzieleniu przestali być identyczni osobościowowo. Kopia zaczęła myśleć i działac samodzielnie, wyciągać własne wnioski. Thomas nie był Williamem i na odwrót już kilka sekund po powstaniu kopii.
kordian
Użytkownik
#65 - Wysłana: 12 Sier 2011 14:40:30
według mnie, najciekawszą sceną z transporterem była scena:


"oh my god, why no one told me that I had such a big ass" Czy jakoś tak

Kosmiczne jaja
Q__
Moderator
#66 - Wysłana: 12 Sier 2011 16:41:30 - Edytowany przez: Q__
kordian

Był o nim mowa w poście założycielskim...

ps. a pamieta ktos transporter accidenty z "Wyprawy profesora Tarantogi"? Przed Trekiem to było pisane.

"Laboratorium. Może być parę dziwnych urządzeń, ale raczej pusto. Po dwu stronach sceny stoją dwie spore szafki. Przy pewnej dobrej woli można je wziąć za windy. Każda ma drzwi, frontem do widowni, obok nich - duży guzik, jak przy windzie. Kiedy się ten guzik naciska, słychać dziwny dźwięk, a na wierzchu szafki zapala się coś w rodzaju "elektrycznego słońca", antena, skierowana ku takiej samej antenie szafki przeciwnej. Poza tym szafka musi mieć tylną ścianę do otwierania, żeby aktorzy mogli tamtędy wychodzić. Tło dowolne, może być nim np. czarna kotara. Przy każdej szafce stoi uczony. Jest ich zatem dwóch. Nieludzcy, w chałatach, dziwne gęby.

UCZONY I: To jak? Zaczynamy jeszcze raz?
UCZONY II: Zaraz. Najpierw trzeba zrobić porządek z Pankracym.

Otwiera szafkę, w niej - szkielet.

UCZONY II: Pomóż mi.

Obaj wynoszą szkielet i kładą gdzieś z boku.

UCZONY I: Przykra historia z tym Pankracym, nie?
UCZONY II: Trudno. Nauka wymaga ofiar. Gdzie następna?
UCZONY I: Już czeka. Woła w stronę kulis: Halo! Można!

Wchodzi kobieta. Uczony I prowadzi ją do szafki I, zamyka za nią drzwi, naciska guzik.

UCZONY II: No?
UCZONY I otwiera drzwi, szafka pusta: Już się rozeszła. Możesz włączyć.

Uczony II naciska guzik swojej szafki, otwiera drzwi, wychodzi kobieta tak samo ubrana, ale niższa.

UCZONY II: Znowu jest różnica!
UCZONY I: Minimalna.
UCZONY II: No wiesz! Będą reklamacje! Przyjrzyj się twarzy. Poza tym zrobiła się niższa.
UCZONY I: To skrócenie elektromagnetyczne. Efekt Dopplera.
UCZONY II: Tak nie może być. Sprawdziłeś obwody?
UCZONY I: Sprawdziłem. Spróbujemy teraz na powrót, dobrze?
UCZONY II: Dobrze.

Z powrotem wprowadza kobietę do szafki, naciska. Dźwięk, światło, jak przy każdym naciśnięciu. Z szafki Uczonego I wychodzi kobieta trzecia, jeszcze niższa od tamtych dwóch.

UCZONY I: Jeszcze bardziej się skróciła! Co robić?
UCZONY II: Trzeba zastosować wzmacniacz. Chodź, pomożesz mi przynieść.

Obaj wychodzą. Wchodzą Chybek i Tarantoga.

CHYBEK: Halo! Proszę pani!

Kobieta odchodzi. Chybek biegnie za nią, wraca sam.

CHYBEK: Gdzieś znikła. Dziwne porządki. Halo! Nikogo nie ma...
TARANTOGA: Zdaje się, żeśmy zabłądzili.
CHYBEK: A to co? Otwiera szafkę. Aha! Profesorze! Winda!
TARANTOGA: Tak pan myśli?
CHYBEK: Jasne. To na pewno winda. Bada wnętrze. Ale w środku nie ma przycisku. Znajduje go obok drzwi. O, tutaj jest. Ja wsiądę, a pan niech naciśnie. W ten sposób pojadę pierwszy na górę, pan pojedzie za mną.
TARANTOGA: A kto dla mnie naciśnie?
CHYBEK: Mogę zejść na dół z powrotem po schodach.
TARANTOGA: Chyba że tak.
CHYBEK: Profesorze, szkoda czasu! Wchodzi do środka, zamyka drzwi.
TARANTOGA naciska guzik. Dźwięk, światło: A to co? Zdaje się. że zrobiłem głupstwo... Chybek! Otwiera drzwi. Pusto. Dziwne. Winda stoi. a Chybka nie ma. Chybek! Panie magistrze!

Naciska guzik po raz drugi.

Wchodzą obaj Uczeni, niosąc Wzmacniacz. Na widok Tarantogi stawiają go na podłodze.

TARANTOGA: Panowie! Dobrze, żeście przyszli! Zdaje się, że się winda popsuła.
UCZONY I: Jaka winda?
UCZONY II: Skąd się pan tu wziął?
TARANTOGA: Przyszliśmy z magistrem Chybkiem tamtędy... On pierwszy pojechał na górę tą windą...
UCZONY I: To nie jest winda.
TARANTOGA: Nie? A co?
UCZONY I: Teleporter.
TARANTOGA: Nie rozumiem. Więc gdzie jest Chybek?
UCZONY I: Nacisnął pan guzik?
TARANTOGA: Owszem.
UCZONY I: Wobec tego pańskiego towarzysza już nie ma.
TARANTOGA: Nie ma? Pan żartuje!
UCZONY I: Nie.
UCZONY II: To przykre, ale na drzwiach jest tabliczka, żeby nie wchodzić.
TARANTOGA: Taka młoda osoba powiedziała, żebyśmy tu weszli... Ale co z Chybkiem, na miłość boską?
UCZONY II: Dokonujemy doświadczeń nad przetelegrafowaniem żywych osób z miejsca na miejsce. To jest nadajnik...
UCZONY I: A to - odbiornik...
UCZONY II: Jeżeli istotnie nacisnął pan guzik, pana towarzysz został rozbity na atomy...
UCZONY I: Tak, ale proszę się nie przejmować...
TARANTOGA: Boże! Rozbiłem Chybka na atomy i mam się nie przejmować?!
UCZONY I: Oczywiście. Pański kolega zaraz pojawi się w odbiorniku. Orybazy, bądź łaskaw...
UCZONY II: Z wzmacniaczem czy bez?
UCZONY I: Bo ja wiem? Niech będzie bez.

Uczony II włączył. Z szafki II wychodzi po kolei dwóch Chybków.

CHYBEK I: Dziwna historia. To nie jest, zdaje się, winda.
CHYBEK II: Zakręciło mi się w głowie, a potem jakbym zasnął.
CHYBEK I i II chórem: Profesorze!

Patrzą na siebie.

CHYBEK I: Kto pan jest?
CHYBEK II: Chybek.
CHYBEK I: Chybek.

Powiedzieli to automatycznie. Teraz się zdziwili.

CHYBEK I: Przepraszam, jak pan powiedział?
CHYBEK II: Powiedziałem: Chybek. A co?
CHYBEK I: Nic, tylko to ja jestem Chybek. Magister Chybek.
CHYBEK II: Ale nie Janusz. Janusz - to ja.
CHYBEK I: Nic podobnego, to ja.
CHYBEK II: Też coś! Skąd się pan tu wziął?
CHYBEK I: Przyszedłem z profesorem.
CHYBEK II: Nieprawda, to ja. Profesorze!
CHYBEK I: Profesorze!
TARANTOGA: Mam wrażenie, że zwariowałem.
UCZONY I: Ile razy nacisnął pan guzik?
TARANTOGA: Raz. Aha, i potem jeszcze raz. Czy to ma jakieś znaczenie?
UCZONY I: Owszem. Nadał pan swego kolegę dwa razy. Podwójnie, rozumie pan? To wszystko.
TARANTOGA: Podwójnie? Co to znaczy podwójnie? Wiec który z nich jest Chybek?
UCZONY I: Obaj. To jest pana towarzysz dwa razy.
CHYBEK I: Co on mówi?
CHYBEK II: To niemożliwe! Mam dowód osobisty!
CHYBEK I: Ja też!
CHYBEK II: Jest tylko jeden magister Chybek. Ja!
CHYBEK I: Nic podobnego. Chybek - to ja!

Patrzą na siebie wrogo.

TARANTOGA: Panowie! Nie stójcie tak, zróbcie coś! Jak to się mogło stać?
UCZONY II: To całkiem proste. Wysłał pan ten sam rysopis atomowy dwa razy. Zrobił pan dublet.
CHYBEK I: Dość tego! Profesorze, idziemy do dyrektora!

Zaczynają się przepychać. Głosy:

CHYBEK II: Idziemy, ale ja z profesorem, nie pan!
Odczep się pan!
Tylko bez rąk!
Pożałuje pan tego!
Bezczelny!
Cham!

UCZONY I: Panowie! Spokój! Spokój!! Zaraz to załatwimy.

Zaczyna wpychać ich do szafki.

CHYBEK I: Co, jeszcze raz? Dziękuję!
CHYBEK II: Dlaczego ja? Niech on wejdzie!
UCZONY I: Obaj musicie wejść! Obaj! Orybazy, pomóż mi!

Obaj uczeni wpychają Chybków do szafki. W zamieszaniu Uczony II, czyli Orybazy, zostaje wepchnięty razem z oboma Chybkami do środka, słychać głosy:

Nie pchaj się pan!
Au! Noga!
No, co to jest?
Ja się nie zgadzam!

Nareszcie Uczony I zatrzaskuje drzwi i naciska guzik.

UCZONY I: Uff! Nareszcie.
TARANTOGA: I co teraz będzie?
UCZONY I: Będzie porządek. Mój kolega włączy teleporter. Zaraz. Orybazy! Gdzie on się podział?
TARANTOGA wskazując na szafkę: Tam. Sam go pan wepchnął.
UCZONY I: Nie może być! Na pewno?! Otwiera. Szafka jest pusta. Hm. No, to nic takiego w końcu... tylko trzeba dokładnie nastawić. A, prawda. Czy pana kolega ma może sztuczną szczękę albo mostek?
TARANTOGA: Nie wiem. Czy to ma jakieś znaczenie?
UCZONY I: Owszem. Mostek wywołuje zakłócenia. Niech się pan na wszelki wypadek trochę cofnie.
TARANTOGA: A co, może być wybuch?
UCZONY I: Nie, tylko Orybazy nie lubi teleportacji i może się trochę unieść. Po nadaniu jest przez jakiś czas bardzo porywczy. Uwaga!

Naciska. Z szafki II wypadają Chybek i Uczony II. Są ze sobą zrośnięci za pomocą odpowiednio spreparowanej marynarki.

UCZONY II: Eutanazy! Ty draniu! Zwariowałeś, czy co! Dlaczegoś mnie wysłał? Patrz, co się stało!

Rwie się ku niemu.

CHYBEK: Co to jest? Przestań mnie pan ciągnąć!
UCZONY II: Ja ci dam telegrafować kolegę!
CHYBEK: Odsuń się pan!!
UCZONY II: Nie mogę. Nie widzi pan? Jesteśmy zrośnięci!
CHYBEK: Protestuję!
UCZONY I: Nie denerwujcie się, panowie! Wszystko się naprawi. Przepuszczę was przez filtr selekcyjny.
UCZONY II: Naprawi się, właśnie! Ten filtr jest do bani!
CHYBEK: Niech się pan tak nie rzuca, bo mi głowa lata.
UCZONY I: Tylko wejdźcie. No, wejdźcie z powrotem! Zaraz to naprawimy.
UCZONY II: Nie chcę!
UCZONY I: Ależ, mój Orybazy...
UCZONY II: A jak się nie uda?
UCZONY I: Uda się, uda się...
UCZONY II do Chybka: Nie pchaj się pan!
CHYBEK: To pan się pcha! Au! Ostrożnie!

Wchodzą.

UCZONY I: Panowie!
UCZONY II: Policzymy się potem!

Uczony I naciska guzik.

TARANTOGA: I długo to tak jeszcze będzie?
UCZONY I: Mój panie, to jest technika w powijakach. Błędy są nieuchronne. Ale ma wielką przyszłość! Sam pan przyzna - co za wygoda podróżowania!
TARANTOGA: Czy ich naprawdę nigdzie teraz nie ma?
UCZONY I: Może się pan sam przekonać. Proszę!

Otwiera drzwi, szafka jest pusta.

TARANTOGA: Więc gdzie oni są?
UCZONY I: Są pękiem fal radiowych, płynących z tej anteny do tamtej. Patrzy na zegarek. O, jak się późno zrobiło! Jestem umówiony na obiad. Proszę się cofnąć - włączam!

Uczony I naciska guzik. Dźwięk, światło. Z szafki wychodzi powoli Chybek, sam. Mina pewnego siebie idioty.

UCZONY I: Doskonale. Ale gdzie Orybazy? Orybazy! Zagląda do szafki.
TARANTOGA: Chybek, jak się pan czuje?
UCZONY I: Nie ma go! Coś takiego! Ani śladu... A! Proszę!

Wyjmuje coś z szajki, co leżało na podłodze.

UCZONY I: Widzicie? Sprzączki od szelek! Z Orybazego przeszły tylko sprzączki. Reszta się nie przetransmitowała. Zanik.
TARANTOGA: Jaki zanik?
UCZONY I: Normalny fading, zanik fal radiowych. Nic słyszał pan o fadingu?
TARANTOGA: Okropność! I co pan teraz zrobi?
UCZONY I zdejmując chałat: Ja? Idę na obiad. W naszej stołówce są całkiem niezłe...
TARANTOGA: Jak to, a pana kolega?
UCZONY I: Hamował tylko postęp badań.

Chybek, który od wyjścia z szajki ma miną zadowolonego z siebie człowieka i robił sobie manicure scyzorykiem, teraz szybko napluł w ręce, przygładził włosy i nadepnął na nogę Uczonemu.

UCZONY I: Przepraszam.
CHYBEK spokojnie, rzeczowo: Pan z Bochni?
UCZONY I: Jak proszę? Nie rozumiem.
CHYBEK konfidencjonalnie, z uczuciem: A kopa chcesz?
TARANTOGA: Ależ, panie magistrze!
UCZONY I: Zaraz... Zdaje się, że nastąpiło zakłócenie.
CHYBEK: Taka mowa?
TARANTOGA: Kolego Chybek, co panu...
CHYBEK: Kierdole.
Q__
Moderator
#67 - Wysłana: 12 Sier 2011 16:44:47
cd.

Uczony biegiem przynosi skądś Protezę Psychiczną i nakłada ją Chybkowi na głowę. Jest to rodzaj hełmu z cewką, lampkami i kablem, który Uczony włącza do ściennego kontaktu, a teraz manipuluje przy Protezie.

TARANTOGA: Co to jest?
UCZONY I: Props. Zaraz dostroimy! Kręci.
CHYBEK: Zna pan Krupę?
UCZONY I: Nie, to jeszcze nie to...
CHYBEK: Szkoda. Bobym panu powiedział wica...
TARANTOGA: Co mu jest?!
UCZONY I: Zakłócenie. Zanik. Tu... pokazuje głowę Chybka. No, a teraz jak?
CHYBEK: Marynia...
UCZONY I: Co za Marynia?
CHYBEK: Taka jedna. Niezła.
UCZONY I: Jeszcze nie tak. A teraz?
CHYBEK: Pożycz pan stówę. Oddam.
UCZONY I: Jakby trochę lepiej... Kręci.
TARANTOGA: Co pan właściwie robi?
UCZONY I: Nastąpił zanik inteligencji, więc dopasowuję mu Protezę Psychiczną. W skrócie - Props."


No i jest jeszcze słynna "Mucha", pierwsza wersja przed ST powstała, ale druga znacznie lepsza.
Elaan
Użytkownik
#68 - Wysłana: 6 Wrz 2011 22:54:34
Takie krótkie podsumowanie - czy też ranking - trekowych incydentów w transporterze .

http://www.youtube.com/watch?v=Z7OFNZ6EM3A&feature =related

Tylko IMVHO pobyt w Mirror-Universe powinien być na 1 miejscu .
Q__
Moderator
#69 - Wysłana: 2 Sty 2012 10:48:06 - Edytowany przez: Q__
Esej (z "Boarding the Enterprise" pod redakcją Sawyera z Gerroldem, oczywiście) o Transporterze i szarej emiencji Scotty'm:
http://spatula-city.org/~im14u2c/exaggerate_with_e xtreme_prejudice.pdf
(BTW. skoro Geordi pełnił potem tą samą funkcję, to nie był tak bezbarwny, jak chcą niektóre , po prostu dobrze się maskował.)

A bardziej serio: Robert A. Metzger - inżynier elektrotechik i ambitny autor hard SF
http://en.wikipedia.org/wiki/Robert_A._Metzger
w żartobliwo-błyskotliwym eseju wyciąga z istnienia technologii Transportera wszystkie wnioski, których nie odważyli się wysnuć scenarzyści ST. Owszem, stawia tym pod znakiem zapytania utopizm Treka (załoganci w jego wizji okazują się być dowolnie kopiowanym i przerabianym mięsem armatnim), ale nie sposób odmówić jego wywodom logiki, konsekwencji i dobrego podparcia zarówno kanonem (w tym licznie przywoływanymi transporter accidentami) jak i real science.

ps. skoro o "Boarding..." mowa:
http://www.sfwriter.com/boarding.htm
http://www.docstoc.com/docs/130407/BoardingtheEnte rprise
Q__
Moderator
#70 - Wysłana: 3 Kwi 2012 18:36:02 - Edytowany przez: Q__
I jeszcze dwa Transporter accidenty...

Oto w "Podróż dwudziestej trzeciej" (wchodzącej w skład "Dzienników gwiazdowych") Lema, technologia pokrewna trekowemu Transporterowi (ale i słynnym Poké Ballom z wiadomej kreskówki), okazuje się być sposobem mieszkańców pewnej planety - Bżutów, na przelu... znaczy... przebżucenie:

"Oto w odpowiednim urzędzie z każdego mieszkańca planety zdejmuje się za pomocą precyzyjnego aparatu rentgenowskiego tak zwany rysopis atomowy, to jest dokładny plan ukazujący wszystkie co do jednej materialne molekuły, cząsteczki białka i związki chemiczne, z jakich zbudowane jest jego ciało. Gdy nadchodzi pora spoczynku, Bżut wsuwa się przez malutkie drzwiczki do specjalnego aparatu i w środku zostaje rozpylony na drobne atomy. Zajmując w takiej postaci bardzo mało miejsca spędza noc, rano zaś o wyznaczonej porze budzik uruchamia aparat, który na podstawie rysopisu atomowego zespala na powrót wszystkie cząsteczki we właściwym porządku i kolejności, drzwiczki się otwierają i Bżut, tak przywrócony do życia, udaje się, parę razy ziewnąwszy, do pracy.
Bżutowie zachwalali mi korzystne strony tego obyczaju podkreślając, że nie ma przy nim mowy o bezsenności, majakach nocnych, zmorach czy koszmarach sennych, albowiem aparat rozpyla ciało na atomy odbierając mu życie i przytomność. Podobnego sposobu używają oni także w rozlicznych innych okolicznościach, jak na przykład: w poczekalniach lekarzy czy w urzędach, gdzie zamiast krzeseł stoją małe, na różowo i niebiesko pomalowane skrzynki aparatów, na niektórych posiedzeniach i zebraniach, jednym słowem, wszędzie tam, gdzie człowiek skazany jest na nudę i bezczynność i nic zgoła nie robiąc pożytecznego, faktem swego istnienia zajmuje tylko miejsce. W ten sam pomysłowy sposób zwykli Bżutowie podróżować: kto chce udać się gdziekolwiek, pisze na kartce adres, nakleja go na małej kasetce, którą podstawia pod aparatem, wchodzi do środka i rozpylony na atomy przedostaje się do kasetki. Istnieje umyślna instytucja, coś w rodzaju naszej poczty, która ekspediuje takie przesyłki według adresu. Jeżeli ktoś śpieszy się szczególnie, przesyła się telegrafem jego rysopis atomowy do miejsca przeznaczenia, a tam odtwarza się go w aparacie. Oryginalnego Bżuta rozproszkowuje się tymczasem i oddaje do archiwum. Taki sposób telegraficznego podróżowania, jako nadzwyczaj szybki i prosty, ma w sobie wiele kuszącego, kryje jednak i pewne niebezpieczeństwa. Akurat kiedy przyjechałem, prasa donosiła o niesłychanym wypadku, jaki właśnie się wydarzył. Oto pewien młody Bżut imieniem Termofeles miał się udać do miejscowości położonej na drugiej półkuli planety, aby wziąć tam ślub. Pragnąc, z niecierpliwością zrozumiałą u zakochanego, jak najszybciej stanąć przed wybraną, udał się na pocztę i został przetelegrafowany; ledwo się to stało, urzędnika telegrafu odwołują w jakiejś nie cierpiącej zwłoki sprawie, a jego zastępca nie wiedząc nic o tym, że Termofeles został już wysłany, depeszuje jego rysopis po raz drugi i oto przed stęsknioną narzeczoną staje dwu Termofelesów, podobnych do siebie jak dwie krople wody. Trudno opisać przeraźliwe pomieszanie i bezradność nieszczęsnej i całego orszaku weselnego. Usiłowano namówić jednego z Termofelesów, żeby zechciał poddać się rozproszeniu na atomy i tym samym zakończył przykry incydent, lecz spełzło to na niczym, albowiem każdy z nich twierdził uparcie, że on jest właśnie tym prawdziwym, jedynym Termofelesem. Sprawa poszła do sądu i toczyła się przez różne instancje. Już po moim odlocie zapadł wyrok sądu najwyższego, nie potrafię więc powiedzieć, jak się sprawa skończyła."


Tichy zetknąwszy się z tym zwyczajem cierpi - można rzec, na klasyczną Transporter phobię:

"Bżutowie namawiali mnie serdecznie, abym zakosztował ich sposobu wypoczywania i podróży, zapewniając, że omyłki podobne do opisanej są największą rzadkością i że sam proces nie ma w sobie nic zagadkowego czy nadprzyrodzonego, albowiem, jak dobrze wiadomo, żywe organizmy są zbudowane z tej samej materii, co wszystkie otaczające nas przedmioty, planety jak i gwiazdy; cała różnica leży jedynie we wzajemnym połączeniu i układzie cząstek. Rozumiałem te argumenty doskonale, mimo to jednak głuchy byłem na namowy."

W końcu dał się jednak namówić:

"Oto bowiem pewnego razu aparat, w którym przebywałem, odrobinę się zaciął i kiedy rano budzik włączył kontakty, odbudował mnie błyskawicznie nie w postaci zwykłej, lecz Napoleona Bonapartego w mundurze cesarskim przepasanym trójkolorową szarfą Legii Honorowej, ze szpadą u boku, z kapiącym od złota pierogiem na głowie oraz berłem i jabłkiem w rękach - i tak ukazałem się moim zdumionym Bżutom. Zaraz mi poradzili, żebym się poddał przeróbce w najbliższym aparacie nie popsutym, co nie przedstawi najmniejszej trudności, albowiem stoi do dyspozycji mój wierny rysopis atomowy, aliści tak zraziłem się do samej idei, że zadowoliłem się jedynie przemianą pieroga w czapkę z nausznikami, szpady w komplet nakryć stołowych, a berła i jabłka w parasol."

A po drodze przekonał się, że jednak nie tak łatwo spowodować Transporter accident:

"Przyszedłem do znajomego Bżuta zapomniawszy uprzednio powiadomić go telefonicznie o wizycie. W pokoju, do którego wszedłem, nie było nikogo. Szukając gospodarza otwierałem po kolei rozmaite drzwi (w niesłychanej, ale normalnej w mieszkaniach Bżutów ciasnocie), na koniec uchyliwszy drzwiczki mniejsze od innych ujrzałem jak gdyby wnętrze niewielkiej lodówki, puste całkiem z wyjątkiem półki, na której stała nieduża kasetka wypełniona szarawym proszkiem. Raczej bezmyślnie wziąłem do ręki garść tego proszku, wtem na odgłos otwieranych drzwi drgnąłem i wysypałem go na podłogę.
- Co robisz, szanowny cudzoziemcze! - zawołał syn owego Bżuta, bo to on wszedł właśnie. - Uważaj, rozsypujesz mi tatusia!
Usłyszawszy te słowa przeląkłem się i zmartwiłem niezmiernie, lecz malec zawołał:
- To nic, to nic, nie przejmuj się! - Wybiegł na dwór i po kilku minutach wrócił przynosząc sporą bryłę węgla, torebkę cukru, szczyptę siarki, mały gwoździk i przy garść zwykłego piasku; wrzucił wszystko do kasetki, zamknął drzwiczki i nacisnął wyłącznik. Usłyszałem coś w rodzaju głuchego westchnienia czy mlaśnięcia, drzwiczki otwarły się i oto mój znajomy Bżut ukazał się w nich śmiejąc się z mego pomieszania, zdrowy i nienaruszony. Spytałem go później w czasie rozmowy, czy nie uczyniłem mu szkody rozsypując część materii jego ciała i w jaki sposób syn jego tak łatwo mógł naprawić mój niezręczny postępek.
- Ach to głupstwo - powiedział - nie zaszkodziłeś mi w najmniejszej mierze, cóż znowu! Znasz chyba, miły cudzoziemcze, wyniki badań fizjologicznych; powiadają one, że wszystkie atomy naszego ciała nieustannie wymieniają się na nowe; jedne związki rozpadają się, inne powstają; ubytek zastąpiony zostaje dzięki pobieraniu pokarmów i napojów, a także dzięki procesom oddechowym: wszystko to razem zwie się przemianą materii. Tak więc atomy, jakie składały się na twoje ciało jeszcze przed rokiem, dawno już je opuściły i bujają w najdalszych okolicach; nie zmieniona pozostaje jedynie ogólna struktura organizmu, wzajemny układ materialnych cząsteczek. W sposobie, jakim syn mój uzupełnił zasób materii niezbędny dla mego odtworzenia, nie ma nic niezwykłego, ciała nasze składają się przecież z węgla, siarki, wodoru, tlenu, azotu i szczypty żelaza, a substancje, które przyniósł, zawierają te właśnie pierwiastki. Proszę cię, pozwól do wnętrza aparatu, a sam przekonasz się, jaki to niewinny zabieg..."


(Widać tu zresztą pewne róznice w szczególach pomiędzy opisaną technologią, a tą z ST.)

ps. o Poké Ballach:
http://bulbapedia.bulbagarden.net/wiki/Pok%C3%A9_B all
(nie wiem, czy miewaly accidenty...)
Q__
Moderator
#71 - Wysłana: 8 Lis 2012 20:50:04
Lawrence Krauss o Transporterach:
http://www.youtube.com/watch?v=mD7X9vGMX0k
Q__
Moderator
#72 - Wysłana: 20 Kwi 2013 18:07:16
Doctor_Who:
Niepoprawna materializacja i w rezultacie śmierć obiektu przesyłanego

http://www.youtube.com/watch?v=ibBTZyQpVAA

I "Mucha"... wróć... "Królik":
http://www.youtube.com/watch?v=zgc1A-WC-Ao

Choć i z "Muchy" się coś znajdzie:
http://www.youtube.com/watch?v=QizX5msl-G0
(Co prawda nie jest to, sensu stricte, on topic, ale możecie nie znać. Uprzedzam, scena b. obrzydliwa.)
Dathon
Użytkownik
#73 - Wysłana: 3 Maj 2014 05:19:45 - Edytowany przez: Dathon
W temacie.

Wiedźmin westchnął. Zdarzyło mu się nie raz i nie dwa obejrzeć efekty działania bezpiecznych teleportów, uczestniczył też w segregowaniu resztek ludzi, którzy z teleportów korzystali. Stąd wiedział, że deklaracje o bezpieczeństwie portali teleportacyjnych, można było umieścić w tej samej przegródce, co twierdzenia: mój piesek nie gryzie, mój synek to dobry chłopiec, ten bigos jest świeży, pieniądze oddam najdalej pojutrze, noc spędziłam u przyjaciółki, na sercu leży mi wyłącznie dobro ojczyzny oraz odpowiesz tylko na kilka pytań i zaraz cię zwolnimy.

Sapek. "Sezon burz".
MarcinK
Użytkownik
#74 - Wysłana: 26 Cze 2015 12:53:59
Zastanawia mnie ruch cząstek w transporterze. Mianowicie w jedenastce Kirk zostaje przetransportowany podczas spadania. Jeżeli przyjmiemy że Wolkan ma zbliżone ciążenie do Ziemskiego to Kirk spadał z prędkością 90 m/s. Teoretycznie po przetransportowaniu jego cząstki powinny zachować tą prędkość, więc jakim cudem nie rozbryznął się on na podłodze transportera?
Q__
Moderator
#75 - Wysłana: 26 Cze 2015 13:39:05 - Edytowany przez: Q__
MarcinK

MarcinK:
Jeżeli przyjmiemy że Wolkan ma zbliżone ciążenie do Ziemskiego to Kirk spadał z prędkością 90 m/s. Teoretycznie po przetransportowaniu jego cząstki powinny zachować tą prędkość, więc jakim cudem nie rozbryznął się on na podłodze transportera?

Przypuszczam, że komputer Enterprise'a dokonuje w takich razach jakowejś automatycznej korekty na wzorcu przesyłanego, albo też nakazuje mu dokonanie takowej operator.

Jak to działa od strony technicznej? Very well, thank you, jak by rzekł Okuda.

(Bardzo mi się jednak podoba Twoja techniczna dociekliwość.)
pitrock
Użytkownik
#76 - Wysłana: 29 Cze 2015 10:34:13
MarcinK:
Zastanawia mnie ruch cząstek w transporterze. Mianowicie w jedenastce Kirk zostaje przetransportowany podczas spadania. Jeżeli przyjmiemy że Wolkan ma zbliżone ciążenie do Ziemskiego to Kirk spadał z prędkością 90 m/s. Teoretycznie po przetransportowaniu jego cząstki powinny zachować tą prędkość, więc jakim cudem nie rozbryznął się on na podłodze transportera?

Pozwólcie, że się wtrącę...
W mojej opinii transporter kopiuje tylko wzorzec ciała, nie bierze pod uwagę ruchu i dynamiki w jakiej się obiekt znajduje. Może nie jest to najlepszy przykład, bo w jednym z odcinków, za przeproszeniem, ENT była scena, w której razem z człowiekiem skopiowany został wzorzec broni energetycznej i po zakończeniu transportu człowiek został śmiertelnie ranny.
W jednym z odcinków DS9 Jem'Hadar zostali przetransportowani bez broni na pokład Defianta. Jak widać na przestrzeni lat udoskonalano procedury teleportacji, tak, żeby transporter bezpieczniej wykonywał swoją rolę.
Należy zatem przyjąć, że komputer obliczył, iż warunki w jakich znajdował się Kirk były potencjalnie niebezpieczne i usunął z wzorca przyspieszenie ciała tak, żeby nie doszło do opisanego przez Ciebie incydentu.
Q__
Moderator
#77 - Wysłana: 5 Paź 2015 08:15:03 - Edytowany przez: Q__
Raz jeszcze
Dathon:
Sapek

I
Dathon:
"Sezon burz"

"Przesył materii to rzecz kunsztowna, finezyjna i subtelna, toteż przed przystąpieniem do teleportacji bezwzględnie zaleca się wypróżnić i opróżnić pęcherz.

Geoffrey Monck 'Teoria i praktyka użycia portali teleportacyjnych'"


Ciekawe czy w Treku też tak należy, a jeśli tak, to czy niedopełnienie tej procedury grozi mało szkodliwymi może, ale i mało przyjemnymi transporter accidentami?
Dreamweb
Użytkownik
#78 - Wysłana: 5 Paź 2015 10:49:00
Widziałem obie części "Muchy" i mimo obrzydliwości (w końcu bądź co bądź zamierzonej), podobały mi się. Jeden z ciekawszych transporter accidentów spoza świata ST.

Swój wypadek mieli też (jak mogłoby go zabraknąć ) w Galaxy Quest:

https://www.youtube.com/watch?v=nW-NiGp1gys
Q__
Moderator
#79 - Wysłana: 5 Paź 2015 17:07:28 - Edytowany przez: Q__
Dreamweb

Dreamweb:
Jeden z ciekawszych transporter accidentów spoza świata ST.

Mój, chyba, w ogóle ulubiony, przez ten naturalistyczny realizm. Choć w ST pewnie rzecz by w 5 min. naprawili...

Dreamweb:
Swój wypadek mieli też (jak mogłoby go zabraknąć ) w Galaxy Quest

BTW. co sądzisz o perspektywie powstania serialu GQ (wyjdzie coś z tego w ogóle? a jeśli tak, jakiej jakości?)?

ps. Poniekąd w temacie (i też na wesoło):
http://www.youtube.com/watch?v=jgB_xOK9V9Y
Q__
Moderator
#80 - Wysłana: 27 Gru 2015 08:31:31
Nagradzany, niezależny krótki filmik SF "The Un-Gone" bazujący na jednym z bardziej znanych scenariuszy takiego accidentu (opisywanym m.in, i przez Lema, i w opowiadaniu - też nagradzanym - "Myśleć jak dinozaury"):
https://vimeo.com/6312563

Recenzja, czy też analiza:
https://www.shortoftheweek.com/2010/06/14/the-un-g one/
Doctor_Who
Użytkownik
#81 - Wysłana: 1 Paź 2018 20:03:38 - Edytowany przez: Doctor_Who
Q__
Dreamweb

Tak wracając do starych dyskusji i naturalistycznego realizmu "Muchy"... zadać można pytanie skoro transporter wykrył tam dwa różne wzorce genetyczne - człowieka i muchy, to co się dzieje w takim razie z tymi miliardami (ok. kilkuset gatunków) drobnoustrojów zamieszkujących ludzki organizm (w muszym też się coś znajdzie). Czy ich także nie powinno wykryć?
Q__
Moderator
#82 - Wysłana: 1 Paź 2018 20:17:17
Doctor_Who

Pozostaje założyć, że wynalezek Brundle'a miał jakiś filtr mikroorganizmowy (albo coś w ten deseń), no i że nie mylił jakimś cudem cząstek przenoszonego obiektu z otaczającymi go molekułami gazów wchodzących w skład powietrza*...

* Taak, jest jeszcze problem powietrza w płucach..
Dreamweb
Użytkownik
#83 - Wysłana: 3 Paź 2018 12:27:24
Doctor_Who:
skoro transporter wykrył tam dwa różne wzorce genetyczne - człowieka i muchy, to co się dzieje w takim razie z tymi miliardami (ok. kilkuset gatunków) drobnoustrojów zamieszkujących ludzki organizm (w muszym też się coś znajdzie)

A treść pokarmowa? Załóżmy, że niedawno zjadł kurczaka, i ma jeszcze jego materiał genetyczny w żołądku. Do tego jeszcze sałatka warzywna itd.
Q__
Moderator
#84 - Wysłana: 3 Paź 2018 13:00:15
Dreamweb

Dreamweb:
A treść pokarmowa?

Logiczne byłoby założenie, że przesyłał się z pustym żołądkiem, by uniknąć komplikacji (np. poteleportacyjnych mdłości, czy czegoś takiego).
Dreamweb
Użytkownik
#85 - Wysłana: 3 Paź 2018 13:03:29
To i lewatywkę musiał sobie za każdym razem strzelać - w odchodach też można znaleźć DNA pokarmu.
Q__
Moderator
#86 - Wysłana: 3 Paź 2018 13:09:57
Dreamweb

Zakładałem nawet wersję z długim postem i kompletnym płukaniem żołądka.
Dreamweb
Użytkownik
#87 - Wysłana: 3 Paź 2018 13:24:49
Nawiasem, "Mucha" została sparodiowana w odcinku "Chip 'n Dale Rescue Rangers", gdzie również doszło do serii "transporter accidentów", przy czym sam transport szedł po kablach telefonicznych:

1

2

A z innych accidentów, kojarzy mi się opowiadanie Stephena Kinga "The Jaunt", gdzie transporter działa podobnie jak w ST, tylko trzeba w jego trakcie spać - inaczej, cóż, nie jest wesoło - dla chętnych streszczenie fabuły:

https://en.wikipedia.org/wiki/The_Jaunt
Doctor_Who
Użytkownik
#88 - Wysłana: 3 Paź 2018 13:51:05 - Edytowany przez: Doctor_Who
Dreamweb

Dreamweb:
Nawiasem, "Mucha" została sparodiowana w odcinku "Chip 'n Dale Rescue Rangers"

Tylko to raczej było nawiązanie do klasycznej, a nie Cronenbergergerowkiej "Muchy", czyli tej gdzie naukowiec i mucha zamieniają się częściami ciał i powstają dwie nowe sfuzjowane istoty, nie jedna.

Podobny żart był w odcinku "Garbage Pail Kids" (pamiętam z czasów satelitarnych obcojęzycznych kanałów) zatytułowanym "The Fry A Fishy Story", gdzie bohater zamienia się na łby z... frytką.

https://www.youtube.com/watch?v=Sxk84cIGFXc

(acz mucha też się tam na koniec pojawia )
 Strona:  ««  1  2  3 
USS Phoenix forum / Treknologia / Najciekawszy ''transporter accident'' w Treku i poza nim

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!