USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Treknologia / Holodek
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  6  »» 
Autor Wiadomość
Eviva
Użytkownik
#91 - Wysłana: 21 Cze 2012 18:31:57
Odpowiedz 
Q__:
Żywię złudzenia, że są ciekawsze w lekturze niż odbiegajace od merytoryki dyskusji onelinery.

Są ZA DŁUGIE. I niechby były nie wiem jak merytoryczne, wślepianie się w nie na ekranie komputera to w najlepszym razie średnia rozrywka.
Q__
Moderator
#92 - Wysłana: 21 Cze 2012 18:34:09 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Eviva

Dziwne słowa, gdy padają ze strony Autorki przekładów i fanfików dłuższych objętościowo niż moje cytaty...
Eviva
Użytkownik
#93 - Wysłana: 21 Cze 2012 19:09:37
Odpowiedz 
Q__

"Tum go czekał", jakby powiedział nieoceniony pan Zagłoba.
Mnie samą dziwi bardzo, że komuś chce sie czytać to, co ja piszę. to miłe, nie powiem, ale jak to możliwe?
Elaan
Użytkownik
#94 - Wysłana: 21 Cze 2012 19:15:27
Odpowiedz 
Eviva:
jak to możliwe?

Bardzo łatwo, Kochana.
Ty po prostu BARDZO DOBRZE PISZESZ - ot i cała tajemnica.
Q__
Moderator
#95 - Wysłana: 21 Cze 2012 19:38:12
Odpowiedz 
Jeszcze chwilka, a kolejna merytoryczna dyskusja zdechnie pod ciężarem czatyzacji...
Eviva
Użytkownik
#96 - Wysłana: 21 Cze 2012 19:57:54
Odpowiedz 
No dobra, to wracajmy do dyskusji o holodeku <ciężkie westchnienie>

Nieco bardziej zaawansowaną formę holodeku proponował Lem w "Kongresie futurologicznym" - odpowiednio zaprogramowane urojenia w pastylkach. Nie mówiąc już o tym, ze opisał coś na kształt normalnego holodeku w "Obłoku Magellana". Wspomina tam o wideoplastyce - na mój gust to po prostu to samo, co holodek, z tym, ze mniej ograniczone, bo może być wszędzie - na promenadzie w gigantycznym statku, czy też w prywatnej kwaterze, jako widok za oknem.
Elaan
Użytkownik
#97 - Wysłana: 21 Cze 2012 20:10:05 - Edytowany przez: Elaan
Odpowiedz 
Q__:
kolejna merytoryczna dyskusja zdechnie pod ciężarem czatyzacji...

W takim razie coś na temat - nie najnowsze, ale może jeszcze nie linkowane?

http://gadzetomania.pl/2011/12/02/sony-prezentuje- swoja-wersje-holodeku-wideo

I jeszcze coś w temacie, choć też nie nowość.

Holodek" może zrewolucjonizować kino

Naukowcy ze Stony Brook University budują pomieszczenie, któremu najbliżej do znanego ze Star Treka holodeku.

Stony Brook University

Reality Deck, bo tak brzmi jego oficjalna nazwa, będzie giga-pikselowym wyświetlaczem w pokoju o wymiarach 12 x 9 x 3,3 metra. Łączna liczba ekranów LCD pokrywających wszystkie powierzchnie pomieszczenia to 308, a sterowane są one przez 85-węzłowy graficzny klaster komputerowy o osiągach bardzo zbliżonych do tych superkomputera.

Dr. Arie E Kaufman, dyrektor projektu, mówi, że ludzie wprost zanurzą się w świat 1,25 miliarda pikseli. Jest to unikalny na skalę światową projekt, złożony z ekranów LCD, klastrów graficznych, czujników, elementów łączności, wizji komputerowej oraz technologii umożliwiających interakcję ludzi z komputerami. Całość tworzy kompletny system o wartościach zarówno społecznych, badawczych i rozwojowych.

Dr. Kaufman uważa, że ich "wyświetlacz" ma szansę zrewolucjonizować Hollywood. Zamiast wybierać się do IMAX, możemy się w pełni zanurzyć w świecie w giga-rozdzielczości.

Póki co Reality Deck będzie wykorzystywany na uczelni m.in. do niesamowicie szczegółowego przeglądania skanów z nowego tomografu komputerowego. Inne proponowane projekty to: zdjęcia satelitarne, nanoelektronika, modelowanie klimatu, mikrotomografia, wykrywanie podejrzanych osób w tłumie. Właściwie nadaje się on do jakiegokolwiek zastosowania wymagającego analizy ogromnej ilości danych.


za Stacja Kultura pl.
Q__
Moderator
#98 - Wysłana: 21 Cze 2012 20:25:55 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Eviva

Eviva:
Nie mówiąc już o tym, ze opisał coś na kształt normalnego holodeku w "Obłoku Magellana".

Jak już Lemowi wyciągamy holodecki, to wypadnie jeszcze "Fiasko" wspomnieć:

"Doktor Gerbert siedział przy rozwartym na oścież oknie i wyciągnięty wygodnie, z nogami owiniętymi puszystym kocem, przeglądał oprawny w folię plik histogramów. W pokoju mimo białego dnia panował półmrok. Potęgował go strop czarny, jak uwędzony, krzyżowały się w nim grube, nasiąkłe żywicą dźwigary. Płasko wiązane płyty drzewa tworzyły posadzkę, ściany były utworzone z grubych bali. Przez okna widać było lesiste stoki Łowcy Chmur, dalej masyw Cracatalqa i pionowy obryw najwyższego ze wszystkich szczytu, podobnego do bawołu z ułamanym rogiem, który Indianie nazwali przed wiekami Wniebowziętym Kamieniem. Nad szarą od głazów doliną wznosiły się rozległe zbocza, w cieniu połyskujące lodem. Poprzez północną przełęcz ział błękit równin. W niesłychanej odległości wzbijała się tam w niebo wąska smużka dymu — ślad czynnego wulkanu. Doktor Gerbert porównywał ze sobą poszczególne zdjęcia, robiąc na niektórych znaki długopisem. Nie dochodził go najlżejszy szmer. Płomyki świec stały nieruchomo w chłodnym powietrzu. Ich blask wydłużał groteskowo kontur mebli ciosanych według staroindiańskich wzorów. Wielki fotel w kształcie ludzkiej szczęki rzucał na sufit makabryczne cienie zębatych poręczy, kończących się wywiniętymi kłami. Nad kominkiem uśmiechały się wycięte w drewnie bezokie maszkary, a stolik obok Gerberta opierał się na zwiniętym wężu, którego głowa spoczywała na dywanie połyskując oczodołami. Czerwonawo szkliły się w nich półszlachetne kamienie.
Rozległ się daleki dźwięk dzwonka. Gerbert odłożył studiowane błony filmowe i wstał. Pokój przeistoczył się w mgnieniu oka. Stał się obszerną jadalnią. Stół pośrodku nie był nakryty obrusem. Na czarnych deskach świeciły srebra i jaspisowa zieleń zastawy. Przez rozwarte drzwi wjechał wózek, jakiego używają paralitycy. Spoczywał w nim mężczyzna tęgi, o twarzy mięsistej, z małym noskiem zagubionym niemal między policzkami. Miał na sobie skórzaną bluzę. Ukłonił się uprzejmie Gerbertowi, który usiadł przy stole. Równocześnie weszła chuda jak kij dama o czarnych włosach, przeciętych pośrodku pasmem siwizny. Naprzeciw Gerberta zjawił się gruby, niski jegomość z apoplektyczną twarzą. Gdy służący w wiśniowej liberii obniósł pierwsze danie, wszedł jak ktoś spóźniony siwy mężczyzna z rozdwojonym podbródkiem. Zatrzymawszy się przy masywnym kominku z głazów między kredensami, grzał rozpostarte ręce nad ogniem, nim usiadł na miejscu wskazanym przez sparaliżowanego gospodarza.
/.../
Doktor Gerbert siedział wciąż zapatrzony w ruchliwy płomień świecy. Z otwartego okna ciągnął lodowaty powiew. Wzdrygnął się od przejmującego chłodu, zwrócił oczy ku służącemu, który wniósł i złożył przed kratą kominka, wytrawioną ogniem na błękitny kolor, ciężkie naręcze polan. Umiejętnie rozrzucił żar i budował nad nim kunsztowny dach z bierwion, gdy ktoś otwarł drugie drzwi i dotknął framugi. Całe wnętrze znów się przeistoczyło w okamgnieniu. Kominek z chropawych głazów, służący u paleniska, krzesła o rzeźbionych oparciach, lichtarze, świece, okna i górska noc za nimi znikły w równym matowym świetle; zniknął też rozległy stół z zastawą i w białej, niewielkiej sali pod obło wklęsłym, gładkim stropem został tylko Gerbert na jedynym krześle, przed kwadratową płytą z jego talerzem i nie dojedzoną pieczenia: tylko ta część stołu ocalała.
— Bawisz się? Teraz? W stare bajędy? — pytał przybyły, który zgasiwszy widowisko, nie bez trudu pozbywał się rozdętej, przejrzystej folii, okrywającej jego mszysty kombinezon, zapięty aż po szyję. Rozdarł wreszcie folię, nie mogąc z niej wyswobodzić nóg w lśniących jak metal butach, odrzucił zmiętą i przesunął kciukiem po piersi, od czego kombinezon rozwarł się szeroko. Był młodszy od Gerberta, niższy, o nagiej muskularnej szyi nad koszulką bez kołnierza.
— Jest dopiero pierwsza. Umówiliśmy się na drugą — a histogramy i tak znam na pamięć.
Gerbert podniósł ich plik, jakby odrobinę zmieszany. Tamten rozpiął grube cholewki butów, poczłapał ku metalowej listwie biegnącej wzdłuż ścian i tak szybko, jakby puszczał pod palcami talię kart, wywoływał kolejno holograficzne widma biesiady, mknącej wstecz, równiny z grupą stromych wapiennych iglic, białych w świetle księżyca jak upiorny szkielet nietoperza, osłonecznionej dżungli z barwnym trzepotem motyli wśród lian, wreszcie piaszczystej pustyni z wysokimi kopcami termitów. Zjawiały się zawsze naraz, otaczały ich i ginęły przepływając w następne. Gerbert czekał cierpliwie, aż jego koledze znudzi się ów przegląd. W migotliwej zmianie blasków i barw, z teczką histogramów w ręku, był już myślami daleko od widowiska, którym chciał może stłumić wewnętrzny niepokój."


Zresztą z tym "Fiaskiem" to dziwna sprawa... Powstało w tym samym czasie co TNG i - na co zwracał uwagę autor lemologicznej strony Vitrifax - zawiera w większości te same pomysły technologiczne co TNG (a nie ma przy tym szans, by któryś z Mistrzów widział nad czym pracuje drugi)... Widać pewne pomysły wisiały wówczas w powietrzu...
Q__
Moderator
#99 - Wysłana: 24 Cze 2012 14:56:29 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Obejrzałem sobie - w ramach testowania ekranowych możliwości holodekcku - TNG "Ship in A Bottle", zwieńczenie ekranowych losów Moriarty'ego.
Fabuła prosta w streszczeniu acz ma w niej miejsce dickoidalne przedzieranie się przez warstwy rzeczywistości. Jak kto nie czytał lemowskiej historii o Skrzyniach Corcorana może ją uznać za objawienie.
Zaczyna się w ten sposób, że Data bawiąc się w holodecku w Sherlocka Holmesa (z Geordim w roli Watsona) napotyka na błąd programu. Obaj komandorowie porucznicy opuszczają więc holodeck, przysyłając Barclay'a, by dokonał diagnostyki. Gdy Reginald bierze się do roboty uruchamia m.in. program-Moriarty'ego, który to Moriarty skarży się na to, że przebywał w pamięci komputera przez tyle czasu (okazuje się, że nie był w 100% "uśpiony", lecz miewał bolesne przebłyski świadomości). Oskarżając kapitana Picarda o niedotrzymanie słowa (obiecał mu możliwość życia w realnym świecie) domaga się widzenia z nim. Barclay idzie zawiadomić dowódcę, potczas gdy Moriarty... samorzutnie materializuje się w holokabinie.
Dochodzi do spotkania. Kapitan Picard tłumaczy holograficznemu profesorowi, że nie dotrzymał słowa nie ze złej woli, po prostu najlepsi naukowcy zmagają się z problemem, a jednak nie ustalili ani jakim cudem Moriarty uzyskał świadomość, ani jak mu pomóc. Profesor jednak postanawia pomóc sobie sam - na oczach zdumionych oficerów wychodzi z holodecku i... nie rozpływa się jak spotkało to Redblocka.
Zaczyna zwiedzać Enterprise i wysłuchiwać opowieści o prawdziwym Wszechświecie, jednak pewna rzecz nbie daje mu spokoju. Nie chcąc być samotnym obdarzył świadomością także swoją holograficzną ukochaną i teraz chciałby by dołączyła do niego. Sam zachował swą spójność poza holodekiem siłą woli, w sposób całkowicie niemożliwy z naukowego punktu widzenia, nie wiadomo jednak jak długo zdoła przetrwać, jej nie odwarzy się na to narazić, domaga się więc od załogi sposobu pewnej, naukowej, metody zapewnienia jej realnego bytu. W ostateczności posuwa się do szantażu. Przejmując - znów nieznanym sposobem - kontrolę nad statkiem. Zaczynaja się badania i eksperymenty (wydaje się, że pomocny może tu być Transporter). Przy ich okazji trójka oficerów odkrywa, że... wcale nie wyszła z holodecku. Picard, Data i Barclay są więźniami Moriarty'ego, zaś okrętowe wnętrza dookola nich - iluzją. Gorzej jednak, że Łysy wpisujac swoje kody usiłując przejąć kontrolę nad - o czym nie wiedział - wirtualnym statkiem, oddał kontrolę i nad realnym holograficznemu profesorowi.
Moriarty przejmując kontrolę nad Enterprise'm zatrzymuje go na orbicie, po której krążył oberwując rzadkie zjawisko narodzin gwiazdy z kolizji dwu planet, co oznacza, że gdy gwiazda powstanie, nasz ulubiony Galaxy spłonie w jej nuklearnym ogniu.
Domaga się materializacji dla siebie i ukochanej, której - jako, że też pojawiła się w holodecku na etapie materializacyjnych eksperymentów - Łysy zdradził uprzednio co robić, by materializacja była możliwa, oraz promu.
Jego postulaty zostają spełnione. Szczęśliwy profesor przeprasza za negocjowanie z pozycji siły i oddając kontrolę nad statkiem podaje też kody konieczne do uwolnienia Picarda & co.
Tu jednak okazuje się, że Jean-Luc nie będąc technicznie w stanie spełnić obietnicy równirz stworzył holodeck w holodecku (kolejną warstwę). "Prawdziwy" Ent-D, prom i wymarzona wolność to niestety tylko symulacja. Faktycznie Moriarty i contessa trafili do kości pamięci, która zostanie umieszczona w urządzeniu tworzącym dla jej "mieszkańców" sztuczny Wszechświat wzorowany na realnym i w praktyce odeń nieodróżnialny. Łysy dodaje tu, że w jakimś sensie dotrzymał słowa, i my nie mamy bowiem żadnej pewności, że nie jesteśmy symulacjami "żyjacymi" w komputerze na czyimś biurku.
Znerwicowany przejściami Barclay, gdy zostaje sam - chcąc upewnić się w realności świata - rzuca ku niebu (czy raczej sufitowi): "computer, end program" i... odcinek się kończy.

Podstawowym pytaniem epizodu jest oczywiście to o rzeczywistość rzeczywistosci wałkowane potem w "Matrixie" i "Incepcji" m.in.
Mozna też zastanawiać się na ile finalne rozwiąznanie zastosowane przez Picarda było formą pragmatycznego cynizmu, na ile zaś gorzkiego miłosierdzia (podobne wątpliwosci budzi, acz inaczej rozkłada akcenty, finał innego znanego utworu, przywoływanego już, Lema - opowiadania "Terminus").
Na potrzeby tego topicu jednak wypadnie zwrócić uwagę bardziej na zagadnienia techniczne: zwróćmy uwagę czego nowego się dowiadujemy:
1. o gigantycznych możliwościach komputerów UFP (biurkowe pudełko zawierające dwie świadome istoty + wirtualny wszechświat),
2. o świadomości holoprogramów - podobno przypadek Moriarty'ego jest totalnym ewenementem, czyli programy takie z natury są nieświadome, z drugiej jednak strony mamy scenkę konsternacji holo-Geordiego na wiadomość, że nie jest prawdziwy; świadomą czy tylko dyktowaną przez algorytm?
Im bardziej wgłębiać się w technologię ST tym bardziej zdradza swój mityczno-metaforyczny charakter...

Jammer:
http://www.jammersreviews.com/st-tng/s6/bottle.php
Kapitan James Tyberiusz Kirk
Użytkownik
#100 - Wysłana: 19 Paź 2012 20:09:29 - Edytowany przez: Kapitan James Tyberiusz Kirk
Odpowiedz 
1. Czy jedzenie w holodeku smakuje "normalnie"
2. Czy jak jestesmy strasznie głodni a w holodeku napakujemy sie żarciem to jak wyjdziemy to będziemy najedzenie, głodni czy co?
3. Czy jak np. jest kobieta w holodeku i sie ją zapłodni (w normalny sposób) to czy dziecko będzie hologramem? i czy można zrobić to samo ale w odwrotny sposób (hologram zapłodni kobiete)
4. Skoro holokabina ma np 500 metrów to jakby iść przed siebie to w końcu walnie sie w ściane? Czy to nie działa na tej zasadzie że podłoga sie jakby "przesuwa" i człowiek praktycznie stoi w miejscu?
5. Czy w holodeku czuje sie zapach?
6. Czy jak "przejście" jest otwartre a w środku eksploduje atomówka to może zabić kagoś na koryatrzu? Albo jak jest strzelanina.. w końcu jak przestepcy raz wyśli z holokabiny w TNG to istnieli z 10 sekund zanim wyparowali a tyle spokojnie wystarczy?
7. Czy jak kogoś postrzelimy w holokabinie to kula też "wyparuje" gdy wyjdziemy?
Q__
Moderator
#101 - Wysłana: 19 Paź 2012 23:58:01 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Kapitan James Tyberiusz Kirk

Trudne pytania... Po pierwsze należało by się zastanowić nad tym, czy chcemy na nie odpowiadać z perspektywy in universe (czyli z punktu widzenia świata serialu), czy też próbować się odwołać do realnej wiedzy naukowej?
Jeśli to pierwsze możemy za punkt wyjścia wziąć, albo starające się uściślić założenia technologiczne ST tzw. Manuale, albo też nagą prawdę ekranu, która - powiedzmy wprost - bywa sprzeczna nie tylko z wiedzą płynącą z empirii, czy ze zdrowym rozsądkiem, ale również potrafi zaprzeczać sama sobie (tu ukłon w kierunku Kora i tego, co mówił o mitach); od biedy możemy też sięgnąć do TNGowskiego komiksu "Forgiveness" Brina. Jeśli to drugie odsyłam do cytatu z pracy Kraussa, który zamieściłem stronę temu.
Obawiam się jednak, że na niektóre z Twoich pytań nie da się jednoznacznie odpowiedzieć tak, czy siak (choć gdyby - jak za dawnych lat - znaleźli się chętni do szukania odpowiedzi, było by z tego trochę fajnej, intelektualnej zabawy).
Kor
Użytkownik
#102 - Wysłana: 20 Paź 2012 01:16:19
Odpowiedz 
Q__:
tu ukłon w kierunku Kora i tego, co mówił o mitach

Przeczenie samemu sobie ma akurat tyle wspólnego z istotą mitu, co kura nioska z orbitą geostacjonarną.
Eviva
Użytkownik
#103 - Wysłana: 20 Paź 2012 10:00:37
Odpowiedz 
Kapitan James Tyberiusz Kirk:
1. Czy jedzenie w holodeku smakuje "normalnie"

Zależy, czy je przyniesiesz ze sobą, czy "stworzysz". jeśli stworzysz, to smakuje normalnie, ale nic oprócz smaku nie zawiera. ciekawe, o czymś bardzo podobnym pisał Jan Brzechwa w "Podróżach pana Kleksa" (nie mylić z filmem)

Kapitan James Tyberiusz Kirk:
2. Czy jak jestesmy strasznie głodni a w holodeku napakujemy sie żarciem to jak wyjdziemy to będziemy najedzenie, głodni czy co?

Patrz wyżej.

Kapitan James Tyberiusz Kirk:
3. Czy jak np. jest kobieta w holodeku i sie ją zapłodni (w normalny sposób) to czy dziecko będzie hologramem? i czy można zrobić to samo ale w odwrotny sposób (hologram zapłodni kobiete)

Jeśli dojdzie do zapłodnienia, to dziecko jest normalnym dzieckiem. Pytasz chyba o to, czy hologram może zapłodnić kobietę. Otóż nie ma kanonicznych informacji o hologramowych plemnikach

Kapitan James Tyberiusz Kirk:
4. Skoro holokabina ma np 500 metrów to jakby iść przed siebie to w końcu walnie sie w ściane? Czy to nie działa na tej zasadzie że podłoga sie jakby "przesuwa" i człowiek praktycznie stoi w miejscu?

Tutaj mamy albo trekowy burak, albo sugestie, ze część holodekowych przygód odbywa się li tylko w umyśle użytkownika.

Kapitan James Tyberiusz Kirk:
5. Czy w holodeku czuje sie zapach?

Działanie na nerw węchowy nie różni się chyba technicznym poziomem trudności od działania na inne nerwy.

Kapitan James Tyberiusz Kirk:
6. Czy jak "przejście" jest otwartre a w środku eksploduje atomówka to może zabić kagoś na koryatrzu? Albo jak jest strzelanina.. w końcu jak przestepcy raz wyśli z holokabiny w TNG to istnieli z 10 sekund

Nie może, bo technicznie rzecz biorąc jej nie ma. Te dziesięć sekund "istnienia" to efekt inercyjny.

Kapitan James Tyberiusz Kirk:
7. Czy jak kogoś postrzelimy w holokabinie to kula też "wyparuje" gdy wyjdziemy?

Nie "wyparuje", bo jej nie ma. Postrzelony odczuwa wszystko jak prawdziwe zdarzenie, ale dzieje się to tylko w jego umyśle. Nie znaczy to, że nie można od tego umrzeć - znany jest wypadek, gdy pewien król wściekł się na swego dworzanina i kazał go ściąć. W ostatniej chwili jednak się rozmyślił i polecił katu jedynie uderzyć skazańca w kark. Ten jednak umarł - bo by przekonany, że umrze.
Kapitan James Tyberiusz Kirk
Użytkownik
#104 - Wysłana: 20 Paź 2012 11:38:09
Odpowiedz 
Eviva:
Zależy, czy je przyniesiesz ze sobą, czy "stworzysz". jeśli stworzysz, to smakuje normalnie, ale nic oprócz smaku nie zawiera. ciekawe, o czymś bardzo podobnym pisał Jan Brzechwa w "Podróżach pana Kleksa" (nie mylić z filmem

Chyba logiczne że chodzilo mi o odtworzenie np. kebaba w Holodeku.

Eviva:
Patrz wyżej.

Czyli nawet w holodeku jak zjemy np pizze to jestesmy dalej głodni?

Eviva:
Jeśli dojdzie do zapłodnienia, to dziecko jest normalnym dzieckiem. Pytasz chyba o to, czy hologram może zapłodnić kobietę. Otóż nie ma kanonicznych informacji o hologramowych plemnikach

I odwrotnie... przecież np jak odtworze sobie jaką kobiete i jązapłodnie i urodzi dziecko to czy po wyjściu z holodeku będzie istnieć...

Eviva:
Tutaj mamy albo trekowy burak, albo sugestie, ze część holodekowych przygód odbywa się li tylko w umyśle użytkownika.

W TNG w pierwszym odcinku pierwszego sezonu Data mówi Raykerowi by sie zatrzymał bo przed nim jest ściana więc...

Eviva:
Nie "wyparuje", bo jej nie ma. Postrzelony odczuwa wszystko jak prawdziwe zdarzenie, ale dzieje się to tylko w jego umyśle. Nie znaczy to, że nie można od tego umrzeć - znany jest wypadek, gdy pewien król wściekł się na swego dworzanina i kazał go ściąć. W ostatniej chwili jednak się rozmyślił i polecił katu jedynie uderzyć skazańca w kark. Ten jednak umarł - bo by przekonany, że umrze.

W holodekach są jednak blokady "śmiertelności" więc chyba jak kogoś ugodzi ktoś nożem to rana będzie a jak będzie to umrze...
Q__
Moderator
#105 - Wysłana: 20 Paź 2012 15:31:30 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Kor

Kor:
Przeczenie samemu sobie ma akurat tyle wspólnego z istotą mitu, co kura nioska z orbitą geostacjonarną.

Umowność działania technologii jednak podkreślała by, że nie o technologię, a o mit wszechmocy technologicznej chodzi...

Eviva

Eviva:
Tutaj mamy albo trekowy burak, albo sugestie, ze część holodekowych przygód odbywa się li tylko w umyśle użytkownika.

Niekoniecznie. Pojawiają się manualowe sugestie, że każdy z korzystających z holoprogramu znajduje się - zależnie od sytuacji - albo z osobnym "bąblu" holomaterii, albo też wewnątrz wspolnego. Dół takiego "bąbla" miałby stanowić w pewnych sytuacjach rodzaj ruchomej bieżni...

Eviva:
Nie może, bo technicznie rzecz biorąc jej nie ma.

Nie jest to pewne. Kanon ST bredzi o nietrwałej materii budowanej z fotonów (na zasadzie podobnej do tego jak Ocean Solaris pętał neutrina, można sądzić). Ba, w efekcie w w/w "Forgiveness" (dlatego przywołałem ów komiks) w Holodecku powstaje działający Transporter, który przenosi na zewnatrz laskę używaną przez jednego z bohaterów. (Natomiast w odcinku z Moriartym podejmowane są nieskuteczne próby przetransportowania holo-postaci na zewnątrz, tak by przerobić ją na normalną materię, ale to mowiąc nawiasem.) Jeśli zaś Transporter działający, to czemu nie atomica?

Eviva:
Nie "wyparuje", bo jej nie ma.

Temu znów przeczą wszystkie sceny gdy mowa jest o tym, że Holodeckowi padły - lub zostały wyłączone - ograniczniki. Nie wygląda, by sam efekt psychologiczny zabijał, raczej owa nietrwała materia. (Więc tu punkt dla KJTK, który najwidoczniej czasem potrafi powiedzieć coś z sensem...)
Kapitan James Tyberiusz Kirk
Użytkownik
#106 - Wysłana: 20 Paź 2012 16:27:20
Odpowiedz 
Q__:
rodzaj ruchomej bieżni...

Aż strach gdyby sie wyłączyłą gdy jedziemy z ogromną prędkością na czymś..
Q__
Moderator
#107 - Wysłana: 20 Paź 2012 16:36:53 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Kapitan James Tyberiusz Kirk

Kapitan James Tyberiusz Kirk:
Aż strach gdyby sie wyłączyłą gdy jedziemy z ogromną prędkością na czymś..

Tu dochodzimy do jednej ze świętych tajemnic Treka (TM), otóż Holodeck psuje się tam raczej w sposób stanowiący pretest do barwnych fabuł, niż na zasadzie zwykłych usterek technicznych (nie wiemy jednak do końca jak ginęło się redshirtom, będącym ofiarami różnych awarii, powstałch np. w wyniku niespodziewanego wrogiego ostrzału, może któregoś wykończyło właśnie coś takiego?).
Inna rzecz, że w SF ogólnie systemy statków są b. rozumne - wiedzą, które mogą się psuć, a które nie, bez szkody dla budżetu i fabuły. Sztuczna grawitacja np. zawodzi niespotykanie rzadko. (Acz np. żałosną scenę z SW EP III gdzie uszkodzony statek Grieviousa spada ku planecie zupełnie tak, jak by leciał w atmosferze, nie w próżni, a jego pasażerowie zsuwają się wewnątrz w adekwatnym kierunku, powieść Stovera tłumaczy awarią systemów sztucznej grawitacji właśnie.)
Kapitan James Tyberiusz Kirk
Użytkownik
#108 - Wysłana: 20 Paź 2012 16:58:22
Odpowiedz 
Q__:
Tu dochodzimy do jednej ze świętych tajemnic Treka (TM), otóż Holodeck psuje się tam raczej w sposób stanowiący pretest do barwnych fabuł, niż na zasadzie zwykłych usterek technicznych (nie wiemy jednak do końca jak ginęło się redshirtom, będącym ofiarami różnych awarii, powstałch np. w wyniku niespodziewanego wrogiego ostrzału, może któregoś wykończyło właśnie coś takiego?).Inna rzecz, że w SF ogólnie systemy statków są b. rozumne - wiedzą, które mogą się psuć, a które nie, bez szkody dla budżetu i fabuły.

Ale wyobraź sobie ży jedziesz np w samochodzie z prędkością.. no np dźwieku i blokada sie wyłacza i podługa sie nie przesuwa i walisz w ściane.. przeżycie jest niemożliwe... no chyba że ten samochód rzeczywiscie stał w miejscu tylko otoczenie sprawiało wrażenie przesuwania sie.. to co innego bo wątpięby podłoga przesuwała sie tak szybko...

Ciekawi mnie np. czy jak w holodeku są replikatory (robią normalne żarcie) a ktoś ustawia program w którym odtwarza zmarłą rodzine, przyjaciół (no bo np zginel iw wypadku a on ma 30 lat i nie może zapomnieć) i holodek sie psuje i nikt o tym nie wie a on jest w meijscu odciętym od świata ale ze stałym dopływem energii.. nie może zmieniać programu ani z niego wyjść tylko żyćdalej... żyłby te 70 lat w holokabinie a później? No wiem czy by zapomniał (co jest możliwe) ale jak zginie to jego holo dzieci go pochowaja, będą sie rozmnażać, ich dzieci będą sie rozmnażac i holoświat będzie sie wiecznie rozwijał... ciekawe czy mogło by do czegoś takiego dojjśc?
Q__
Moderator
#109 - Wysłana: 20 Paź 2012 17:10:48
Odpowiedz 
Kapitan James Tyberiusz Kirk

Kapitan James Tyberiusz Kirk:
ciekawe czy mogło by do czegoś takiego dojjśc?

W odcinku TNG, o którym mowa powyżej dowiadujemy się, że w biurkowym komputerze dało się zamknąć cały wirtualny wszechświat, zaś w jednym z odcinków VOY mamy całą wioskę holoprogramów, nieświadomych, że są holoprogramami. Owszem, można to uznać za bermanizmy, w drugim wypadku nawet za voyageryzm, czyli taki kanon mało kanoniczny, naciągany, ale zdaje się, że coś takiego mogło by w Treku zaistnieć, choćby dlatego, że jest nośne fabularnie, sądzę jednak, że gdzieś by doszło do zderzenia holo-świata z realnym.

ps. Nie zapominajmy jednak, że Holodeck ma określoną objętość, taki wszechświat nie mógł by więc być zbyt gęsto zamieszkany, znacząco więcej bytów niż ten z lemowskiego "Non serviam" raczej by nie pomieścił. Wioska is the limit , zapewne.
Kapitan James Tyberiusz Kirk
Użytkownik
#110 - Wysłana: 20 Paź 2012 17:22:07
Odpowiedz 
Q__:
zaś w jednym z odcinków VOY mamy całą wioskę holoprogramów, nieświadomych, że są holoprogramami.

To było w DS9.. odtwarzał je jakiś starzec któremu wybili bliskich...

Jeszcze ciekawi mnie też "świadomy" program. W całej historii ST były tylko 4 takie.

1. Moriarthy z Holmesa którego odtworzył Data
2. Kobieta którą stworzył pierwszy oficer Enterprise (czyli Rayker).
3. Wioska z DS9
4. I mój ulubiony "Vic" któy był piosenkarzem w klubie w holokabinie.. ten program stworzył dr. Julian.. ogólnie najfajniejszy gosciu.. w odróżnieniu do Moriarthy'ego nie przejmował kontroli nad stacją..

Teoretycznie dla takiego Q nasz wszechświat to tylko holokabina ze świadomymi istotami :D
Q__
Moderator
#111 - Wysłana: 20 Paź 2012 17:36:00
Odpowiedz 
Kapitan James Tyberiusz Kirk

Kapitan James Tyberiusz Kirk:
To było w DS9.. odtwarzał je jakiś starzec któremu wybili bliskich...

W VOY była wioska, której mieszkańcy postrzegali bohaterów głównych wpadających z okazjonalnymi wizytami jako duchy czy inne elfy....

Kapitan James Tyberiusz Kirk:
W całej historii ST były tylko 4 takie.

5. EMH (vel Doctor).

Kapitan James Tyberiusz Kirk:
Teoretycznie dla takiego Q nasz wszechświat to tylko holokabina ze świadomymi istotami :D

Po takiej uwadze gotowym uznać, że jeszcze zrobimy z Ciebie przyzwoitego Trekera.

(Nawiasem mówiąc przypominają się jeszcze Amberyci z wiadomego Zelazny'ego i Korgardowie z utworów Kołodziejczaka. Twórczość tego ostatniego jest Ci zresztą chyba bliższa ideowo niż ST.)
Kapitan James Tyberiusz Kirk
Użytkownik
#112 - Wysłana: 20 Paź 2012 17:52:42
Odpowiedz 
Q__:
Po takiej uwadze gotowym uznać, że jeszcze zrobimy z Ciebie przyzwoitego Trekera.

Na to chyba wpadł każdy fan ST... w simie to w Holokabinie jesteśmy jak Q... bohater ma tam władze (moze tworzyć świadome istoty ale pwcześnie jzabezpeiczy tak by nie mogły zawładnąć holodekiem)... można też np. odebrać władze innemu użytkownikowi i nei będzie mógł wyjść z holokabiny jak Q w którym tam odcinku TNG.

Wracając do Holodeków w rzeczywistości..

Są możliwe aczkolwiek łatwo sie domyśleć że w necie pojawiły by sie tysiące programów pornograficznych/erotycznych itp. które ludzie robili z by z wiadomych powodów.. aż strach wrzucic swoje zdjecie do neta.. pobiorą do holodeka i później znajdzie sie nas w jakimś "programie"...


Ciekawa tez jest opcja że np holokabiny są połączone z internetem i mozna do nich włazići robić wspólne programy. Np włazimy z kolegą do holokabiny.. on jest np w Anglii a my w Polsce ale sie widzimy... tzn. w jego holodeku jestesmy jedynie hologramem ale połączonym z nami w naszym holodeku dzieki czemu. .można to uznać za no coś na wzór supernowoczesnego skype.
Q__
Moderator
#113 - Wysłana: 20 Paź 2012 17:57:38
Odpowiedz 
Kapitan James Tyberiusz Kirk

Kapitan James Tyberiusz Kirk:
Są możliwe

A to umiemy robić z fotonów niby-trwałą materię?

Kapitan James Tyberiusz Kirk:
łatwo sie domyśleć że w necie pojawiły by sie tysiące programów pornograficznych/erotycznych itp.

Taką funkcję holodecków TNG sugeruje od początku. Niby w jakim celu Riker chciał napisać sobie Minuet?

Kapitan James Tyberiusz Kirk:
tzn. w jego holodeku jestesmy jedynie hologramem ale połączonym z nami w naszym holodeku dzieki czemu. .można to uznać za no coś na wzór supernowoczesnego skype.

Pewne wątki VOY, w połączeniu z pewnymi rozwiązaniami z późnego DS9 wyraźnie otwierzają drzwi do takich możliwości...
Kapitan James Tyberiusz Kirk
Użytkownik
#114 - Wysłana: 20 Paź 2012 18:12:46
Odpowiedz 
Q__:
A to umiemy robić z fotonów niby-trwałą materię?

JESZCZE nie

Q__:
Taką funkcję holodecków TNG sugeruje od początku. Niby w jakim celu Riker chciał napisać sobie Minuet?

Pewnie w celu randki a na końcu chciał sie z nią przespać aczkolwiek okazało sie że jest rozumna więc nie wypada Na początku dziwiło mnie że każdy ma dostep do holodeku a nikt nie "bierze".. dopiero później zrozumiałem że większość bierze ale nie pokazują.... Quark miał holoprogramy z seksem.. w odcinku z nagusem nie pokazali ale dawał nagusowi. .tzn. w pierwszym odc. z nagusem. Odcinek jak chciał pobrać wizerunek Kiry do tego "programu" był fajny.. kira z głową Quarka była śmieszna


Ciekawe czemu mogą sie zabawiać w holokabinach a mimo to próbują podrywać...

Q__:
Pewne wątki VOY, w połączeniu z pewnymi rozwiązaniami z późnego DS9 wyraźnie otwierzają drzwi do takich możliwości...

Takie możliwości były by naprawdę fajne.. np. ma sie żone setki lat świetlnych od siebie i dalej można sie z nią spotylac ma żywo... ale nie chce mi sie wierzyć że ludzie w jak w ST zrezygnowali by z internetu, telewizji itp.
Q__
Moderator
#115 - Wysłana: 20 Paź 2012 18:54:25 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Kapitan James Tyberiusz Kirk

Kapitan James Tyberiusz Kirk:
JESZCZE nie

Podoba mi się ta postawa.

Kapitan James Tyberiusz Kirk:
Pewnie w celu randki a na końcu chciał sie z nią przespać aczkolwiek okazało sie że jest rozumna więc nie wypada

Niezupełnie. Picard przeszkodził (można sądzić, że gdyby wszedł minutę później zastał by swojego XO ze spodniami na wysokości kostek, za przeproszeniem. Ale nie będę kontunuował tego tematu w rozmowie z nieletnim...

Kapitan James Tyberiusz Kirk:
ale nie chce mi sie wierzyć że ludzie w jak w ST zrezygnowali by z internetu, telewizji itp

Telewizję być może wyparły w sporym stopniu nowsze technologie, holodeckowe właśnie (acz instytucja reporterów np. żyje i ma się dobrze). Internet? Komputer pokładowy Ent-D sam jest jednym wielkim internetem, jego obwody oplatają cały statek, a jego pamięć jest w stanie pomieśćić pełne zasoby informacyjne całej planety (i to wyżej rozwiniętej technicznie niż nasza), a więc całej planetarnej sieci, czy też używając TNGowskiej terminologii, z jej skłonnością do centralizacji - planetarnego komputera.
Że zaś bohaterowie przedkładają kontakt realny nad zdalny? Primo: herosom Kosmosu nie przystoi inna postawa (vide "Jeździec na pochodni", dobrze znanego Trekerom, Normana Spinrada). Secundo: mają do siebie znacznie bliżej, w końcu statek jest znacząco mniejszy od planety.
(Nawiasem mówiąc: w post-Trekowej AND mamy całkiem ładne wątki postcyberpunkowe.)
Kapitan James Tyberiusz Kirk
Użytkownik
#116 - Wysłana: 20 Paź 2012 19:11:22
Odpowiedz 
Q__:
Podoba mi się ta postawa

Może nie stworzymy miedzygalaktycznego sojuszu (który by mi raczej nie pasował...) ale takiego holodeka można mieć

Q__:
Niezupełnie. Picard przeszkodził (można sądzić, że gdyby wszedł minutę później zastał by swojego XO ze spodniami na wysokości kostek, za przeproszeniem. Ale nie będę kontunuował tego tematu w rozmowie z nieletnim...

Skoro nie można zablokować holokabiny tak by nikt nie mógł wejśc to nie dziwie sie że nikt nie "bierze"...


ogólnie to 14latek o tych sprywach wie w dzisiejszych czasach dużo... głuporą jest to że można współzyć od 15 ale np oglądać "filmiki" od 18... ale to już inny temat.

Q__:
Komputer pokładowy Ent-D sam jest jednym wielkim internetem,

Ale nie można sie łączyćz userami z całej federacji
Kapitan James Tyberiusz Kirk
Użytkownik
#117 - Wysłana: 20 Paź 2012 20:19:10 - Edytowany przez: Kapitan James Tyberiusz Kirk
Odpowiedz 
Ciekawi mnie jeszcze kwestia tego czy można w coś walnąć. Np staniemy 15 cm przed ściana i uruchomimy program o lsie... ale nie będziemy szli tylko wciegniemy noge i kopniemy przed siebie.. czy uderzymy w ściane? Biorąc pod uwage fakt że podloga sie przesuwa jak idziemy ale my automatycznie kopniemy.. chyba że komputer zauważany nasze zamiary i szybko nas przesunie do tyłu (nawet sie nie sprzestrzeżemy).. ale jak np skoczymy na ściane? Komputer chyba nie może rpzesunąć człowieka w holokabinie.. więc walnelibyśmy w ściane.. rozumiem że np samochó czy samolot stoi w miejscu a tylko podłoga i obraz wyświetlnany na ścianach oraz hologramy sie przesuwają it[. .aczkolwiek myśle że twóca holokabiny dopracował wszystko tak żeby nie walnąć w ściane itp...

ale ciekawi mnie jeszcze czy gdybyśmy strzelili przed siebie z fazera (nie stworzonego w holokabinie) to czy walneło i uszkodziło by ściane? Rozumiem że jak np walnie w człowieka odtworzonego w holokabinei czy inna rzecz to ją zniszczy jak w realu ale jesli walnie w ściane na której odtworzony jest obraz?

Ciekawi mnie też kwestia tego czemu Obrayan i Julian zamawiają przebrania u Garaka skoro mogą odtworzyć je w holokabinie od razu?

I ciekawe czy jak odtworzą np. ogromny wierzowiec i skączą zniego to bedą mieć uczucie spadania czy będą lezeć na podłodzie któa będzie tylko odtwarzać zbliżanie sie do Ziemi (spadanie). Pewnie będą czuć ale czy holokabina może "unosić" ludzi? Tzn. mogą latać?
Kapitan James Tyberiusz Kirk
Użytkownik
#118 - Wysłana: 21 Paź 2012 21:37:34
Odpowiedz 
Czy w holokabinie osoba spoza niej może lewitować, latać itp? Tzn. Czy jest w niej jakby antygrawitacja?

I czy postać z holokabiny można przenieśc na przenośny komputer który będziej ą odtwarzał na ok 500 m od niej? I czy ten przenośny komputer można założyć na plecy hologramu jak plecak? (wtedy taki hologra mjak Vic będzie mógł se łazić gdzie chce)
Q__
Moderator
#119 - Wysłana: 21 Paź 2012 21:46:16 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Kapitan James Tyberiusz Kirk

Chłopie, za trzy posty pod rząd (takowe wolno sadzić tylko gdy zawartość nie mieści się w jednym, albo po upływie 24h, bo wtedy nasz engine nie dopuszcza już edytowania, mógłbym Ci - gdybym był złośliwy - wlepić tym razem bana miesięcznego. Nie będę tak wredny i uznam, że do tak długiego bana potrzeba jednak kumulacji przewin, ale zważaj trochę na netykietę.
7z9
Użytkownik
#120 - Wysłana: 22 Paź 2012 22:58:19
Odpowiedz 
Ehh, ostatnie posty czytałem z niedowierzaniem. Już nawet nie chodzi o to jakie pytania zadaje "Tyberiusz" ale jak mu odpowiadacie. Zdawałoby się znawcy "ST"...
Krótko:
- W holodeku to co spożywamy odczuwamy jedynie jakie bodźce - konsystencja oraz smak. Inaczej obrazując mamy "smakowy" zarys tego co degustujemy, jednak nie trafia to dalej do przełyku bo po prostu tego niema.
ps. Można by pokusić się o tezę, że szeroko pojęta żywność tworzona jest na zasadzie "replikatora". Jednak po głębszej analizie zagadnienia ten postulat upada (...)
- jeśli dajmy na to trafi nas "kula" a systemy zabezpieczające są wyłączone to poczyni nam takie same rany jak prawdziwa kula. O ile będąc w samym holodeku ją zobaczymy i możemy wyciągnąć to o tyle po wyjściu z holodeka kula zniknie ale obrażenia zostaną. Przypominam że chodzi tu o przypadek "wyłączenia zabezpieczeń" do których jest specjalna procedura, wszak sam komputer wyraźnie informuje o następstwach wyłączenia.
- jeśli dajmy na to kobieta ma stosunek z holograficznym facetem i dojdzie do wytrysku to jest to wytrysk jedynie holograficzny. W żadnym wypadku nie może ona zajść w ciążę, chyba że sperma byłaby specjalnie zaprogramowana i "zreplikowana" ale nic takiego nie miało miejsca w świecie "ST".
-ktoś tam pisał że za bardzo nie wyobraża sobie aby w tych czasach ludzie pozbyli sie TV. Ehhh, żal nawet to czytać. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wielcy myśliciele twierdzili że ludzkość nigdy nie zastąpi "zwierząt pociągowych",albo że wystaczy na świecie 5 komputerów (o zdolnościach obliczeniowych mniejszych niż obecne żelazko a jakże się mylili...
Wszystko do tego zmierza że w przyszłości będziemy interaktywnie uczestniczyć w "oglądanych" wydarzeniach i "filmy przejdą do lamusa. Owszem będą ale jako ekscentryczne doznania.
- jeśli w holodeku np biegniemy, to my jesteśmy w miejscu (pomimo ruchu) jednak otoczenie się zmienia. Można by przyrównać sytuację do dwóch pociągów- gdzie nasz stoi a drugi znajdujący sie obok jedzie. Przy odpowiedniej interpretacji mamy wrażenie że to my sie poruszamy a on stoi. Oczywiście technika holodeka jest bardziej zaawansowana i tak jak już ktoś napisał w rzeczywistości stoimy (wykonując odruchy) a zmienia się rzeczywistość).
Na koniec taka mała uwaga, przywoływanie jako wzorzec interpretacji zagadnienia holodeka w... "TNG" czy "TOS" to porażka po całości...
Wystarczy oglądnąć ze zrozumieniem VOY aby mieć całościowy obraz o holodeku
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  6  »» 
USS Phoenix forum / Treknologia / Holodek

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!