USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / Najlepszy film i odcinek
 Strona:  ««  1  2  ...  19  20  21  22  23  ...  32  33  »» 
Autor Wiadomość
Qubiczny
Użytkownik
#601 - Wysłana: 26 Lut 2010 22:07:31 - Edytowany przez: Qubiczny
Odpowiedz 
Q__:
Teoretycznie przejawia, i "Explorers" pokazują to bardzo ładnie, tylko scenarzysci woleli wprowadzać wojnę niż zadbać o to by bohater nabrał głębi i bardziej jednoznacznej osobowości jak - nie przymierzajac - Picard.

Teoretycznie. Podsuwa nam się coś w co mamy uwierzyć, ale w co uwierzyć nie sposób. "Explorers" było ciekawym epizodem, ale ani przez moment nie przekonało mnie, że Sisko posiada znaczącą głębię (poznawczą). Przypominało mi to raczej scenę z filmu animowanego pt. Auta. Kiedy samochodzik co jeździł na biopaliwach spojrzał na sygnalizację świetlną i powiedział coś mniej więcej takiego: "ech, chciałbym tak sobie wisieć i mrugać, wisieć i mrugać"

Takie chwile melancholii zdarzają się każdemu, szczególnie właśnie po biopaliwach Nie oznaczają specjalnie "wizjonerskich" charakterów. Już bardziej "wizjonerski" jest pragmatyk, który jednak ma szerokie i głębokie widzenie problemów, niż niedzielny poeta. Być może gdyby to kontynuowano i rozwijano. Tak jak to jednak wygląda, sprawia raczej wrażenie melancholijnej czkawki, chwili słabości, gadania po próżnicy, niż czegoś poważnego. Brak w tym jakiejś konkluzji, mocy sprawczej, woli działania, poczucia, że myśli integrują charakter "ku czemuś", a chyba to odróżnia marzycieli od wizjonerów. I chyba w ogóle ludzi z kręgosłupem, od tego kręgosłupa mniej czy bardziej pozbawionych.

Nie przekonał mnie Sisko filozofujący o dziejach. Bardziej mi to wyglądało na próbę ustanowienia "rekordu" - i w tym kierunku idące wysiłki; bardziej przypominało pomysł na "dobry uczynek", bardziej chęć wykazania czegoś, niż prawdziwy namysł nad przewrotnością losu, filozoficznym znaczeniem "dowodu" w kontekście relacji Kardasjańsko-Bajorańskich itd. Zachowanie Sisko sugerowało - według mnie - że myśli integrują go ku działaniu polegającemu na sprawdzeniu siebie i emocjonalnym dotknięciu historii, a fakt, czy i jak może to coś zmienić w relacjach kardasjańsko-bajorańskich, oraz uniwersalne znaczenie tego dokonania, były jakby bonusem o którym warto było napomknąć przy synu i który mógł cieszyć, ale nie był głęboko pojmowany.

Przekonywało jedynie "modelarskie" zacięcie Sisko, ale to - wciąż - ledwie hobby. Jak dłubanie w garażu. Czegoś więcej spodziewałbym się po oficerze GF, którego na co dzień otacza morze pytań dotykających sensu istnienia. Być może po prostu intelektualnej przenikliwości, miast instynktu, którego właściciel sam nie jest pewny i nie potrafi ugruntować.

Q__:
W efekcie postać Sisko musiała przypominać rydwan ciągnięty przez konie bez woźnicy, z których każdy uparł się podążać inną ścieżką.

Dokładnie tak to wygląda. Przy czym ja już w początkowych sezonach dostrzegałem w działaniach Sisko taką cechę, że on nie tyle podejmował decyzję z mocy własnych przemyśleń (rozważenia alternatyw), ile z wyuczonych, a przede wszystkim bardziej odczuwanych, niż przemyślanych zasad. Od początku nie należał do tego typu osobowości (należał do niego Picard), która z intelektualnym zdecydowaniem zastanawiałaby się nad filozoficznymi przesłankami stojącymi za pierwszą dyrektywą roztrząsając twarde za i przeciw. Nie odczuwa się w nim pewności wynikającej z uporządkowanego namysłu, zdolności do stanowczego przyjęcia przesłanek i podjęcia na tej podstawie kroków; trochę jak u osoby niedojrzałej, u nastolatka. Jak dziecko we mgle - zdarza mu się podjąć dobrą decyzję co do kierunku drogi, ale to bardziej z przypadku, instynktu, czy wpojonej zasady, ażeby kierować się gwiazdą północną, niż ze zrozumienia: dlaczego i że jeśli to, a to to na pewno tamto. Można powiedzieć, że Sisko brakuje czegoś z nietzscheańskiego pojęcia "woli mocy". Co zapewne dałoby się powiedzieć o ogólnej kondycji nam współczesnych (siebie stąd nie wyłączam).

Denerwująca jest też Winn Adami. Nie przeczę, że ludzie tak zwichnięci się trafiają, jednak taka jędzowatość sprawia, że postać ta tylko irytuje i - w gruncie rzeczy - niewiele z niej można wyczytać. Jest jak mafijnie spaczona babka Adamy z Caprici.
Adek
Użytkownik
#602 - Wysłana: 26 Lut 2010 22:21:26 - Edytowany przez: Adek
Odpowiedz 
Q__:
Czepiać się można tylko tego jak poprowadzono te postacie, nie samego faktu ich wystąpienia.

Nooo, to już właściwie rzecz gustu kto jaką postać lubi i dlaczego. Dla mnie ważniejsze w serialu jest akcja, ciekawe wątki, nietypowe rozwiązania, trochę efekty. I to tyle. Myślicie, że pierwsze razy przywiązywałem wagę do takich szczegułów? Skupiałem się na ogólnym wrażeniu, jakie na mnie serial robił. Dopiero tutaj napotkałem z jaką skrupulatnością wszystko jest rozkładane na czynniki pierwsze: bohaterowie i ich motywacje, odcinki, rozwiązania techniczne, systemy walk, itp, itd, etc. Ale akurat to nie dziwota bo i od tego m.in. jest forum o treku. Ale przyznam, że gdybym tu nie trafił to nie łamałbym sobie głowy nad tymi wszystkimi kwestiami. Ot zobaczyłem, te odcinki fajne, tamte nie, ten serial OK, inny nie bardzo. I to tyle.

Poniżej link do fragmentu odcinka Voyagera. Ogólnie to jest to co w TREKU polubiłem kiedyś na początku.

http://www.4shared.com/file/230554004/64bec2f8/Sta r_Trek_Voyager_-_214_-_Alli.html
Q__
Moderator
#603 - Wysłana: 27 Lut 2010 02:06:59 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Qubiczny

Qubiczny:
Podsuwa nam się coś w co mamy uwierzyć, ale w co uwierzyć nie sposób. "Explorers" było ciekawym epizodem, ale ani przez moment nie przekonało mnie, że Sisko posiada znaczącą głębię (poznawczą).

To zależy jak definiowac tą głebię. Z pewnością trudno Sisko posądzać o filzoficzną refleksję w stylu Picarda, McCoy'a czy Spocka (przy czym paradoksalnie Spock jest typem najmniej filzofującym, bo światopogląd organizuje mu doktryna Suraka, zostawiając mało miejsca na wątpliwości, przynajmniej do czasu spotkania z V'Gerem). Sisko na tle przeciętnego osobnika nam współczesnego jest zapewne człowiekiem Renesansu, jak na standardy UFP przeciętniakiem, tak zresztą chyba miało być, zważywszy na to, że DS9 miało przedstawiać (i początkowo przedstawiało) coś zupełnie przeciwnego do służby na flagowcu - życie na peryferyjnej placówce GF.

Qubiczny:
Przekonywało jedynie "modelarskie" zacięcie Sisko, ale to - wciąż - ledwie hobby. Jak dłubanie w garażu.

Tylko, że pamiętajmy, że efektem tej "dłubaniny" był też Defiant. Sisko nie jest może uniwersalnym mędrcem, ale i Scotty - inny z trekowych świetnych inżynierów - filozofem nie był. (Zresztą warto zauważyć, że trekowi inżynierowie to hylicy przeciwstawieni pneumatykom pokroju Picarda, czy wspomnianego duetu z TOS, i budowniczy okrętów Sisko się w to dobrze wpisuje.)

Qubiczny:
Dokładnie tak to wygląda. Przy czym ja już w początkowych sezonach dostrzegałem w działaniach Sisko taką cechę, że on nie tyle podejmował decyzję z mocy własnych przemyśleń (rozważenia alternatyw), ile z wyuczonych, a przede wszystkim bardziej odczuwanych, niż przemyślanych zasad. Od początku nie należał do tego typu osobowości (należał do niego Picard), która z intelektualnym zdecydowaniem zastanawiałaby się nad filozoficznymi przesłankami stojącymi za pierwszą dyrektywą roztrząsając twarde za i przeciw.

Weż jednak pod uwagę, że jest to logiczne. Nie mamy tu dumnego odkrywcy, a człowieka złamanego (nadal zauważalna, ciężka depresja po śmierci żony), poświęcającego czas samotnej opiece nad dzieckiem (co zostawia jakby mniej czasu na refleksje), w dodatku znacznie bardziej przeciętnego niż wybierani do służby na mostkach kolejnych Enterprise'ów najlepsi z najlepszych. To nie jest odkrywca, to jest biurokrata, który ma doprowadzić do szczęśliwego końca zapoczątkowane przez kogo innego procesy integracyjne.

Roddenberry - na ile możemy zaufać, że epigoni trafnie odczytali jego zamiary, i w początkach DS9 faktycznie bazowali na jego pomysłach - chciał tym razem pokazać nie wielkie czyny najwybitniejszych przedstawicieli UFP, a - na swój sposób nie mniej heroiczną - codzienność służby jednostek... mniej wybitnych. Sisko miał z założenia być postacią mniej lotną od Picarda, i dokładnie w zgodzie z tym wyobrażeniem wypadł. (Do momentu gdy w spaceoperowo-komiksowo-"mydlanym" zapale scenarzyści nie zrobili z niego "półboga", rzecz jasna).

Tym niemniej nie uważam, by "wczesny Sisko" nie zasługiwał na szacunek. GF nie składa się z samych Picardów, i skladać nie może. Poza śmiałymi, prącymi do przodu wizjonerami potrzebni są też ci, którzy dokończą rozpoczęte przez nich dzieła, gdy okręt flagowy poleci dalej. (Choć prawdą jest, że Kira, Dax i nawet Bashir są ciekawszymi postaciami. Kira, bo możemy śledzić jej dojrzewanie ku ideałom UFP; Dax bo ma okazję postrzegać świat z dość nietypowej perspektywy; zaś Bashir, bo raz za razem doświadcza zderzenia teorii i marzeń z praktyką.)

Jest przy tym Sisko postacią trafnie dopasowaną to tematyki serialu. TNG operował na płaszczyźnie górnych idei i filozoficznej refleksji, więc dostaliśmy stosownego do okoliczności kapitana-mędrca. DS9 schodzi na płaszczyznę społeczno-psychologiczną, więc bohater musi być do tego dostosowany, mniej górnolotny. (Podobnie zresztą w TOS - tamten serial był w nawiększej mierze polityczny, więc dostaiśmy Kirka, pragmatycznego człowieka czynu, który - jak każdy polityk - nie waha się, w myśl dewizy o celu uświecającym środki, naginać reguł oraz korzystać z drobnych uroków posiadanego stanowiska.)

Qubiczny:
Można powiedzieć, że Sisko brakuje czegoś z nietzscheańskiego pojęcia "woli mocy".

Cóż, nawiasem mówiąc najbliższy ideałom nietzcheanizmu jest z pewnością (obok swego arcywroga, Khana) Kirk. Picard bliższy jest raczej idei platońskiego króla-filozofa lub... nowego człowieka komunizmu.

Qubiczny:
Denerwująca jest też Winn Adami. Nie przeczę, że ludzie tak zwichnięci się trafiają, jednak taka jędzowatość sprawia, że postać ta tylko irytuje i - w gruncie rzeczy - niewiele z niej można wyczytać.

Cóż. W czasach DS9 Trek - zrazu nieśmialo - zaczął zbaczać w kierunku komiksu (kolejne serie i filmy poszły dalej tą drogą), a komiks bazuje na prostych postaciach z obligatoryjnie przyznanymi 'barwami klubowymi". Jaka więc konwencja, takie postacie.

Adek

Adek:
Ale przyznam, że gdybym tu nie trafił to nie łamałbym sobie głowy nad tymi wszystkimi kwestiami. Ot zobaczyłem, te odcinki fajne, tamte nie, ten serial OK, inny nie bardzo. I to tyle.

Cóż. Treka można postrzegać na bardzo różnych poziomach i wcale nie twierdzę, że jedne są lepsze, a inne gorsze . Walor rozrywkowy też się liczy.

(Skądinąd dzięki temu, że patrzymy na różnych płaszczyznach i róznimy się w ocenach nasze spojrzenia na Treka dopełniają się .)
Adek
Użytkownik
#604 - Wysłana: 5 Mar 2010 15:56:38
Odpowiedz 
Wczoraj obejrzałem myślę chyba jeden z najfajniejszych odcinków z pośród 3 ostatnich sezonów. Był on właściwie zwieńczeniem wątku szpiegowskiego, który przewijał się przez ostatnich parę odcinków. http://www.startrek.pl/episodes.php?op=Opis&epid=4 91
Właściwie to zastanawiałem się przez poprzednie odcinki jak ochrona Voyagera może być taka ślepa i nie monitować tajnych transmisji tego kazońskiego szpiega (jednego z członków załogi). Wyjaśniło się też wreszcie dziwne zachowanie Toma Parisa przez ostatnie kilka odcinków. Chociaż moim zdaniem szpiegiem mogli zrobić kogoś zupełnie mało podejrzanego, kto nie rzuca się w oczy swoją dezaprobatą wobec polityki wyższych oficerów Voyagera. Myślę, że cały ten wątek miałby więcej smaczku gdyby np podczas tych tajnych transmisji szpiega z Voyagera nie pokazywano twarzy zdrajcy. Powinno się to okazać na samym końcu. Tak trochę reżyserzy zepsuli całą wyrafinowaną fabułę.
Poza tym jak wspomniałem bardziej w roli szpiega widziałbym kogoś zupełnie nie zwracającego uwagi widza, który też nie był zadowolony z poczynań kapitan i jej oficerów aaale po cichy coś tam kombinował z Kazonami. No nie wiem, jakaś sprzątaczka na Voyu na przykład? (równie dobrze bym się zszokował gdyby to sie okazał Neelix bo np zmusili go Kazoni jakoś, ze powiedzmy przetrzymują kilku Talaxian i w zamian za ich uwolnienie oczekują owocnej współpracy Neelixa)) Zazwyczaj pokazuje się nam szpiega jako kogoś błyskotliwego, dobrze walczącego a ja bym właśnie w tej roli widział kogoś zwyczajnego (choć bywają takie postaci w filmach jako szpiedzy ).
Adek
Użytkownik
#605 - Wysłana: 8 Mar 2010 01:36:22
Odpowiedz 
Dobra, to kontynuuję dalej mój BLOG o najlepszych odcinkach
Jestem po projekcji odcinka Voyagera 2x21, którego szczególnie polecam http://www.startrek.pl/episodes.php?op=Opis&epid=4 92
Świetnie opowiedziana historia. Voygaer ma "kłopoty techniczne", giną członkowie załogi (w tym małe dziecko ). Do tego całego zamieszania jeszcze dołączają łowcy organów wewnętrznych czyli Vidijanie. Jakby bez tego ekipy Voyagerów nie miały dość problemów, to jeszcze oprócz anomalii musiała stawić czoło śmiertelnym wrogom. Świetny odcinek, dramatyczne zdarzenia (straty członków załogi) i trudne wybory.
Uwaga SPOJLER (ostrzeżenie dla tych co nie widzieli) Ale jeszcze nasunęły mi się takie wątpliwości techniczne. Kapitan mówiła, że w wyniku anomalii nie dało się podzielić antymaterii co było przyczyną niemożności rozdzielenia obu okrętów, nawet bombardowanie protonami było przyczyną destabilizacji rdzenia i trzeba jej było zaprzestać przed drugi okręt żeby uniknąć wybuchu. Ale jakim cudem przesunięcie w fazie uchroniło drugi statek przed eksplozją autodestrukcji skoro oba statki dzieliły niepodzielną część antymaterii a przesunięcie fazy nie miało ponoć w tym wypadku znaczenia bo oba Voyagery korzystały z jednego źródła zasilania. Tutaj tego trochę nie rozumiem? No ale powiedzmy, że to TREK i wszystko jest możliwe.
Eviva
Użytkownik
#606 - Wysłana: 8 Mar 2010 07:55:11
Odpowiedz 
Adek


Nie wszystkie odcinki Treka są spójne logicznie. Na przykład w TOS - przypomnij sobie odcinki "The Enemy Within" i "The Apple". Oba łączy jedno pytanie, które powinien zadać każdy, nawet mało inteligentny widz - czemu nie użyto promów, skoro padły transportery?
W odcinki "The Menagerie" jest tych pytań tez sporo, jak choćby - czemu kara śmierci? Kto i jak miałby ją wykonać? Jak to możliwe, by nikt oprócz Spocka na statku tej klasy nie był na tyle dobrym magikiem od komputerów, by pr4zeprogramować główny komputer Enterprise i skasować podprogram, wprowadzony przez Spocka? Czemu cała sprawa uszła Spockowi na sucho, skoro jego wina była ewidentna, a przecież prawo nie działa wstecz?
"Balance of terror" - skąd tynk i cegły na statku gwiezdnym?
"Arena" - to, co skonstruował Kirk, rozerwałoby, ale jego. W żadnym wypadku nie mogłoby działać
"Court Martial" - rozumiem, że można przeprogramować komputer, ale jak złośliwy załogant uzyskał fałszywy zapis wizualny?
"Errand of Mercy" - czemu Kor postanowił zwlekać 12 godzin z przesłuchaniem Kirka? Jako wojskowy powinien wiedzieć, ze podczas wojny liczy się każda godzina.
"Operation: Annihiolate" - odmowa użycia gogli przez Spocka jest idiotyczna i niekonsekwentna. poza tym wydaje się mało prawdopodobne, by mógł zapomnieć o swej wewnętrznej powiece. "Ignorujemy ją, jak ludzie wyrostek robaczkowy", no dobrze, ale nie zapominamy raczej, że go mamy.
I tak dalej,...
Adek
Użytkownik
#607 - Wysłana: 18 Mar 2010 15:03:43
Odpowiedz 
No, to bloga odcinkowego ciąg dalszy Bardzo mi się podobał ostatnio odcinek 3x01 Voyagera. Kazoni szybką wojenką podjazdową uszkodzili Voyagerowi "wyższe funkcje dowodzenia"? czy jakoś tak w wyniku czego potem kapitan nie mogła włączyć procedury autodestrukcji co i tak byłoby głupim rozwiązaniem. Dobrze że jednak Kazoni uniemożliwili to Janeway. Niby jak ona sobie wyobrażał przez resztę życia przetrwać na tak nieprzyjaznej planecie? Tym bardziej, że wiedziała że Thom paris poleciał po pomoc do Talaxian. Co prawda nie mogła być tego pewna czy dotarł ale ja bym zaryzykował i nie włączałbym procedury autodestrukcji. Co prawda protokoły GF nakazywały taką procedurę w takich wypadkach ale chyba nie była konstruowana dla okrętów oddalonych o kilkadziesiąt tysięcy lat świetlnych.
Podobała mi się też druga część tej historii, w której Doktorek wraz z szurniętym Suderem musieli stawić czoła Kazonom. W gruncie rzeczy Suder nie okazał się taki zły, w sumie to dzięki niemu potem Paris z Talaxianami mógł uratować Voyagera. Nawet dziwię się, ze za taki wyczyn Janeway nie odznaczyła albo nawet nie awansowała Parisa do stopnia komandora - porucznika. Gdyby nie on złaoga Voyagera siedziałaby soebi z tymi dzikusami na tej planetce. A wręcz jeszcze Parisa ukarała paredziesiąt odc później. Chciałbym w ogóle kapitan Janeway przypomnieć, ze w jednym z odc seoznu 2 załoga miała możliwość zostać na jednej z planet ale nie została. Tym bardziej Janeway nie powinna stosować tak surowych kar w późniejszych odc, bo siedziałaby sobie na jakiejś planetce w kwadrancie DELTA do końca życia a nie podążała do kwadrantu ALFA. Mało tego załoga Voyagera drugi uratowała jej życie i komandorowi jak załoga ryzykowała życiem w walce z Vidijanami (grabieżcy organów wewnętrznych) żeby dostać od "kochanki" Doktora serum na ukąszenie owada. I też by tam sobie siedzieli w lasku na tej planecie do końca życia. 2 razy załoga nie zostawiła kapitan a ona była trochę zbyt surowa potem. Chcoiaż trzeba przyznać że i miała głowę na karku. Podejmowała często ryzykowne decyzje (np sojusz z BORG) ale w gruncie rzeczy nawet Chakotey powiedział, że postawiłby statek o zakład, że razem z Janeway dadzą sobie radę. Ale nie tylko janeway w sumie. PArę razy przecież potem załodze życie uratowała SEVEN OF NINE. Gdyby i nie ona to już kilka razy BORG by dopadł Voyagera. Myślę, ze gdyby jednak okrętem dowodził Chakotey to Voyager szybciej by wrócił do domu. Tuvok raczej nie bardzo by się nadawał bo był zbyt zimny jako dowódca. A dowódca czasem powinien się liczyć ze zdaniem podwładnych. No to połączyłem trochę wątków.
Maveral
Użytkownik
#608 - Wysłana: 20 Mar 2010 18:49:06
Odpowiedz 
Witam. Nie chciałbym zakładać nowego wątku, więc zapytam tutaj. Szukam pewnego odcinka Star Treka. Nie pamiętam niestety który to był, gdyż oglądałem to dość dawno temu. Wiem tylko, że w tym odcinku (a może to był film?) znalazł się człowiek, który potrafił majstrować coś przy napędzie, tak że statek osiągnął niewyobrażalną prędkość, w efekcie czego załoga wraz ze statkiem, wyleciała... hmmm... chyba poza granice kosmosu (albo poza granice znanego kosmosu, nie pamiętam dokładnie). O ile się nie mylę, był to ST: The Next Generation (z tym łysym kapitanem). Czy ktoś pamięta może, który był to konkretnie odcinek?
kanna
Użytkownik
#609 - Wysłana: 20 Mar 2010 18:57:19
Odpowiedz 
Maveral

ST: The next generation, sezozn 1, odcinek 6: Where No One Has Gone Before
Maveral
Użytkownik
#610 - Wysłana: 20 Mar 2010 19:04:41
Odpowiedz 
Dzięki wielkie za szybką odpowiedź ;)
The_D
Użytkownik
#611 - Wysłana: 21 Mar 2010 12:25:56
Odpowiedz 
Adek:
Co prawda protokoły GF nakazywały taką procedurę w takich wypadkach ale chyba nie była konstruowana dla okrętów oddalonych o kilkadziesiąt tysięcy lat świetlnych.

Może była konstruowana bardziej niż w bezpiecznym kwadrancie Alfa. Gdyby Kazoni dopakowali całą swoją flotę technologiami z Voyagera z rasy zignorowanej przez Borg zapewne awansowaliby na główną potęgę okolicznych sektorów.

Adek:
Tym bardziej Janeway nie powinna stosować tak surowych kar w późniejszych odc, bo siedziałaby sobie na jakiejś planetce w kwadrancie DELTA do końca życia a nie podążała do kwadrantu ALFA.

Voyager w Delcie znalazł się w krytycznej sytuacji i zapewne liczba osób dzięki którym załoga przetrwała przez różne trudne sytuacje liczyła się w dziesiątkach. Mimo to nie można pozwolić, żeby połowa załogi zachowywała się przez to jak święte krowy. Dyscyplina na statku jest niezbędna. A szanse Parisa na powodzenie były minimalne. Gdyby nie to, że dzięki obecności postaci z czołówki prom dostaje +10 do fazerów i +20 do osłon to Kazoni zmietliby go pierwszą salwą.
Adek
Użytkownik
#612 - Wysłana: 28 Mar 2010 20:21:21
Odpowiedz 
Obejrzałem ostatnio fajny podwójny odcinek Voyagera "Scorpion", w którym Voyager napotyka kolektyw BORG na swojej drodze. Naprawdę wspaniałe odcinki obfitujące w dynamiczną akcję.
http://www.startrek.pl/episodes.php?op=Opis&epid=5 24
Fajne też były odcinki sezonu IV o psychicznie chorym hologramie, którego Doctor razem z Bellaną znaleźli na jednym opuszczonym statku.
http://www.startrek.pl/episodes.php?op=Opis&epid=5 28
Niezły był też odcinek o potajemnych eksperymentach przeprowadzanych na załodze przez pewną rasę badaczy.
http://www.startrek.pl/episodes.php?op=Opis&epid=5 30
Ach i zapomniałem jeszcze o odcinku, wktórym 7 z 9 odbierając sygnał podprzestrzenny postanawia wrócić do kolektywu Borga...
http://www.startrek.pl/episodes.php?op=Opis&epid=5 29
Naprawdę niesamowicie zrobiło sie od sezonu 4, w którym co odcinek to ciekawa i emocjonująca historia.
Eviva
Użytkownik
#613 - Wysłana: 28 Mar 2010 20:30:14
Odpowiedz 
Adek

Tyle jeszcze przede mną...
Adek
Użytkownik
#614 - Wysłana: 28 Mar 2010 20:59:12
Odpowiedz 
Eviva:
Tyle jeszcze przede mną...

Zachęcam bo naprawdę warto. Znaczy ja na wieczór planuję powtórkę horrorku "Unborn" Obok treka najbardziej lubię horrorki bo lubię sobie trochę podnieść adrenalinę no i przede wszystkim wiem, że na większości horrorków nie da się nudzić w przeciwieństwie do filmów sensacyjnych, z którymi różnie bywa.
Zdarza mi się ostatnio od czasu do czasu obejrzeć jakiś odcinek TOSa na AXN-Sci-fi i wiecie co jakoś ten serial dla mnie jest troszkę za mdły i stateczny. Choć faktem jest, ze podoba mi się klimacik w tym serialu. Słynna wstawka: "dziennik kapitański....ple, ple" W późniejszych serialach nawet te dzienniki zaczęli pisać komandorowie a nawet porucznikowie, lekarze, chorąży. A i te zgrabne panie , które czasem coś podrzucą na przekąskę na mostek albo kawcię, herbatkę. Na pewno postaci są bardzo wyraziste, widać w tym pewne przesłanie ale jednak brak temu takiego technicznego i wizualnego "jaja" coś co jest obecne w TNG no i w Voyku tym bardziej.
Zajefajna jest reklama na AXN-sci-fi tego TOSa i fragment jak Uhura mówi do Spocka: "może powiesz mi że jestem piękną i atrakcyjną kobietą" a on Więc tego typu klimacik z przymruzeniem oka czasem jest nawet fajny ale jednak nie ma tego czegoś co Voyager i TNG z Picardem.
Eviva
Użytkownik
#615 - Wysłana: 28 Mar 2010 21:02:46
Odpowiedz 
Adek

TOS był kręcony dla widowni lat 60-tych, brachu. Był taki, jak inne seriale tych lat, tylko rozgrywał się w przestrzeni kosmicznej. I miał jeszcze to coś... totalny trekizm...
Adek
Użytkownik
#616 - Wysłana: 28 Mar 2010 21:41:11
Odpowiedz 
Eviva:
Był taki, jak inne seriale tych lat, tylko rozgrywał się w przestrzeni kosmicznej. I miał jeszcze to coś... totalny trekizm...

Może pod tym względem rzeczywiście był protoplastą kultowego już serialu, jednakże myślę, że aby przyciągnąć nowych fanów TREK musi się troszkę rowijać od strony wizualnej jak i mentalnej zachowania bohaterów. Już dziś tak jak ci bohaterowie z lat 60-tych aktorzy nie grają i nie zachowują się. Czasem jest to zaletą, czasem wadą. Osobiście dla mnie najnowszy kinowy "Star Trek" z zeszłego roku jest trochę zbyt filmem sensacyjnym. Co prawda ma nawiązanie do postaci, do TREKA. Wiele rzeczy w nim jednak jest nazbyt daleko idących. Brakuje mi tam jednak tego klimatu z filmów z Enterprisem. No ale może tak musi być jak napisałem powyżej. Po prostu młode i następne pokolenia mogą już nie kupić starych klimatów. Nam starszym to się podoba (powiedzmy tak pokoleniu 30-latków) ale popytajcie młodych ilu z nich lubi te stare produkcj. Na pewno znajdą się tacy ale z moich obserwacji z Filmwebu widać, że jednak TREK powinien przechodzić ewolucję. Tak samo można się lubić w muzyce z tamtych lat 60, 70-tych, 80-tych (tutaj moja domena ) ale niestety tak muzyka jak i świat filmu ulega pewnym ewolucjom. Co prawda wraca moda na retro (ku mojej uciesze na lata 80-te) ale jednak głównym motywem producentów czy to filmowych czy to muzycznych jest dochodowość. Osobiście nie chciałbym aby TREk pozostał domeną kina niszowego a jednak trochę z tej niszy przedostał się do głównego nurtu. Żeby jednak tak się stało to tak jak napisałem powyżej. Najnowszy "Star Trek" może nie podobać sie starym fanom jak i przykładowo najnowsze Bondy ale jednak te produkcje idą w kierunku, w którym odnajdą nową publiczność. (lepsze efekty, dynamiczniejsze ujęcia, inne aktorstwo). No więc ja tak to widzę. napisałem się.
Eviva
Użytkownik
#617 - Wysłana: 28 Mar 2010 21:54:55
Odpowiedz 
Adek

Kocham TOS. Razem z jego niedoróbkami. Ale gdyby powstał dziś, nikt by go nie zaakceptował, nawet ja. Dzisiaj potrzeba ludziom innego podejścia, i marzy mi się nowy trekowy serial, zachowujący stare klimaty, a mimo to nowoczesny. I żeby go broń Borg nie nakręcił Berman ani Braga!
Q__
Moderator
#618 - Wysłana: 30 Mar 2010 03:10:00 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Adek
Użytkownik
#619 - Wysłana: 2 Kwi 2010 16:36:24 - Edytowany przez: Adek
Odpowiedz 
Jestem właśnie w trakcie oglądania w ramach poobiedniej krótkiej siesty jako przerwy w trkacie dalszych obowiązków (tym razem domowych) odcinka 4x13 Voyagera "Waking moments". Bardzo fajny odcinek, w którym prawie do końca niewiadomo co jest jawą a co snem. Polecam fanom Voyagera i nie tylko.
A przy okazji czy widzieliście już alternatywną czołówkę Voyka, którą ktoś zrobił w necie? Wg mnie znaczniwe lepsza i nie raz puszczam ją sobie przed obejrzeniem odcinka. http://www.4shared.com/file/255301089/6fe68e32/Sta r_Trek_Voyager__Opening.html
Logan
Użytkownik
#620 - Wysłana: 2 Kwi 2010 22:19:09
Odpowiedz 
Oh my. 3 minutowy opener. Na raz fajnie sobie obejrzeć ale przed każdym odcinkiem bym nie wyrobił zwłaszcza, że z reguły oglądam seriale po nocy.
Q__
Moderator
#621 - Wysłana: 7 Kwi 2010 17:39:20 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Odświeżałem sobie z okazji nominacji dla "jedenastki" do Hugo i Nebuli odcinek NV "World Enough and Time"(bo też skosił obie ten nominacje, jako pierwszy Trek w historii zresztą):
http://digitalnewage.com/dnapartners/stp2/default. asp?epi=WEaT

Mówcie co chcecie, jest to dobry (nawet bardzo dobry) trekowy odcinek. Godny polecenia, zwłaszcza tym, dla których Trek to historie o ludziach. Owszem, fani grają, tak jak grają, ale historia jest na tyle dobra, ż po chwili nie widzi się niedoskonałości doklejanych uszu i mankamentów fanowskiej gry, zaś widzi interesującą, trekową fabułę, w której dostajemy wszystko co trzeba - potyczkę z Romulanami, anomalię czasoprzestrzenną, zakochanego Kirka, naukową zagadkę do rozwiązania (technobełkot brzmi nawet relatywnie mało bełkotliwie), trudny wybór moralny, i G. Takei (i nie tylko, zobaczymy jeszcze dwie znajome twarze) w roli guest star.

Ale show kradnie tak naprawdę Christina Moses (aktorka profesjonalna, acz grywająca raczej małe rólki w horrorach) obsadzona w roli Alany, pochodzącej z alternatywnej rzeczywistości córki Sulu. Gra w stylu TOSowym (ten radosny pląs po korytarzu), a mimo to jej postać nie wydaje się anachroniczna, jak niektóre TOSowe bohaterki (tak subtelnie jest tam połączona TOSowość ze współczesnością). W sumie to jej pełna życia kreacja powoduje, że odcinek zapada aż tak w pamięć.

(Doskonała postać, a i aktorka - IMO - zasługuje na większe role. Nie tylko ja tak zresztą twierdzę: http://forums.startreknewvoyages.com/index.php?top ic=6155.0)

(Owszem, historia nie jest az tak nowa, można doszukać się pewnego podobieństwa do "Yesterday's Enterprise", czy - lżejszego - do "The Inner Light", ale i tak jest to jeden z lepszych odcinków ST ever. Owszem, nie-bezblędny, ale lepszy od sporej ilości "oficjalnych" epizodów.)

ps. Madame Picard, twierdzisz, że nie masz czasu na oglądanie podróbek: w tym wypadku powiem jedno - nie wiesz co tracisz .

(BTW. w końcu zrozumiałem Twoje... uczucia do Quinto, mam teraz to samo z C. Moses .)
Eviva
Użytkownik
#622 - Wysłana: 7 Kwi 2010 18:25:07
Odpowiedz 
Q__

Może za wiele wymagam od ludzi (jak zwykle zresztą, może zauważyłeś?) ale chciałabym, żeby NV puścili normalnie w telewizji, z lektorem i reklamami podpasek. Nie znoszę oglądania filmów na ekranie komputera, a to cholerstwo jest naprawdę ciekawe..
Q__
Moderator
#623 - Wysłana: 7 Kwi 2010 18:47:41 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Eviva

Obawiam się, że to niewykonalne. Jedno słowo: Paramount. (Zresztą: tej ilości odcinków nie starczyłoby na długie cieszenie się, niestety.)

(Choć prawdą jest, że te nominacje ostatecznie upoważniają NV do nazywania się Trekiem, "abramszczyznę" zresztą też .)
Eviva
Użytkownik
#624 - Wysłana: 7 Kwi 2010 19:16:57
Odpowiedz 
Q__:
Jedno słowo: Paramount.

Prawdziwie magiczne słowo. I pomyśleć, że nie ruszając palcem Paramount mógłby na tym zarobić, gdyby dal zezwolenie i zażądał podziału zysków fifty-fifty
Q__
Moderator
#625 - Wysłana: 7 Kwi 2010 20:13:46 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Tymczasem, idąc za ciosem, przypomniałem sobie "Blood and Fire". Róznica poziomów kolosalna (zabrakło dobrego aktorstwa) i nawet dobry scenariusz, ani techniczne smaczki (a to symulacja na ekranie, a to Copernicus z trzema gondolami) nie powodują by odcinek wyglądał profesjonalnie.


Bardzo dobrze poprowadzony jest natomiast wątek gejowski - naturalnie (tak jak naturalna była obecność Murzynki, Azjaty i Rosjanina w TOSowej załodze), tak ten wątek powinien być ukazany, zgodnie z przesłaniem Roddenberry'ego, właśnie jako rzecz naturalna i nie budząca w XXIV wieku kontrowersji.

Zabawny jest z kolei mini-wątek Kirka starszego, usiłujacego oszczędzić Peterowi losu redshirta. Widać, że scenarzyści w końcu zwrocili uwagę na smętny los członków away teamów. Lubię takie żarciki. (Tak samo P. Kirk sugerujący, że podkochuje się z lekka w Sulu to zabawna scenka i jasna aluzja.) Doceniam też takie "smaczki" jak "pierwszy" występ Sekcji 31 czy przekazywanie dowództwa/mostka Uhurze (w końcu się dziewczyna doczekała sprawiedliwości ).

Tylko Alexa szkoda, sympatyczny był chłopak, mógł chwilę poczekać, choć rozumiem, że takie fatum rodu Kirków - nie im cieszyć się małżeńskim stanem.

Podsumowując: odcinek ważny i zacny, stanowiacy poniekąd realizację testamentu Roddenberry'ego, ale "fanowskość" ("fanowstwo"?) produkcji bije po oczach, trochę szkoda, zważywszy na to jak długo scenariusz Gerrolda czekał na sfilmowanie. Całosć ciągnie w dół, jak już wspomniałem, brak - tak dostrzegalnego w poprzednim epizodzie - solidnego aktorstwa. (Tzn. trekowe gwiazdy się pojawiają, ale dość późno, i to nie na ich barkach spoczywa ciężar fabuły.) Widzimy wydarzenia, trudno nam uwierzyć w to, że bohaterowie je przeżywają. (Przy czym, nadal: to jest Trek, tylko kiepsko zagrany.)

EDIT: przy czym do jednego - spoiler - się panu Gerroldowi przyczepię (chyba, że to nie on zawinił, w współscenarzysta z ekipy NV), wiem, że danie doktor Yar szansy na odkupienie win przez epicką śmierć, było do bólu Trekowe, ale:
-primo, znacznie naturalniejsze (acz nie trekowe) było wysłanie w roli tzw. przymusowego ochotnika "sympatycznego" pana komandora z Sekcji (pierwszy raz zatęskniłem za wojennymi sezonami DS9, Sisko by pewnie tak zrobił);
-secundo: fakt, że gdy człowiek umiera, nawet gdy umiera pięknie (od strony zarówno znaczenia tej śmierci, jak i estetyki), załoga stoi sobie i - jak gdyby nigdy nic - widoczek podziwia, to jakieś nieporozumienie .
Z tym, że nadal jest to poziom wyższy niż sporej części odcinków 3 sezonu TOS.

ps. Inna, również pełna mieszanych uczuć, recenzja w/w odcinka:
http://www.newnownext.com/star-trek-phase-ii-episo de-5-blood-and-fire-part-2-is-something-but-its-no t-star-trek/12/2009/
Q__
Moderator
#626 - Wysłana: 9 Kwi 2010 00:03:22 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Poszedłem za ciosem. Teraz przyszła kolej na "To Serve All My Days" - następny dobry odcinek. Dobry, bo zbudowany na aktorstwie TOSowych aktorów, w tym Waltera Koeniga.

Co prawda wątek zagadki związanej z tajemniczymi "klingońskimi" napastnikami (jak się okaże - wewnątrzfederacyjnymi podżegaczami wojennymi; widać tu wyraźny wpływ DS9) "odkleja się" od wątku starzejącego się w przyspieszonym tempie Chekova, ale - właśnie dzieki temu drugiemu wątkowi, dzięki przejmującej grze Koeniga, który przekonująco pokazuje starzenie się i śmierć swojego bohatera, dzięki lekko mistycznemu zakończeniu, odcinek robi spore wrażenie i zapada w pamięć.

Nie sposób jednak, nie zwrócić uwagi na potężne (i raczej celowe) naruszenie continuity przez panią D.C. Fontanę, które najtrafniej streścił jeden z dyskutantów na forum NV:

Pavel Chekov died in TSAMD.

Then he got better.


Czyli: Chekov umarł, choć potem (z perspektywy in-universe) widzimy go wiele razy - w TAS, w 7 filmach, w OGaM, ba... nawet w następnym odcinku NV. Oczywiście, jeśli nie oczekujemy od Treka sztywnego kanonu (vide ginący i "zmartwychwstający" Leslie, vide zmiana zjednoczonej Ziemi w UFP, vide zmiana drugiego imienia Kirka) wszystko jest ok. Gorzej jeśli kanon stawiamy ponad wszystko, nawet w produkcji fanowskiej, wtedy wypadnie nam uznać, że finał nie oznaczał śmierci Chekova, a był tylko halucynacją, wracajacego jednak (jakimś cudem) do zdrowia bohatera (co odrze finał z tragizmu, równie skutecznie co "trójka" zakończenie "dwójki"), albo, że śledziliśmy historię owszem poruszającą, ale z alternatywnej linii czasu (co jest w sumie nienajgorszym wyjaśnieniem).

W sumie: drugi już odcinek NV godny rekomendacji. (Wniosek na przyszłość: póki zawodowi aktorzy spychają w cień stałą obsadę NV, odcinki są dobre, kiedy tego zabraknie... cóż, jest znacznie gorzej. Gdybym był złośliwy powiedziałbym, że z całej załogi NV należy zachować tylko Cawley'a i dać mu do dyspozycji obsadę "jedenastki" pomniejszoną o - niewiele lepszego od amatorów z NV - Pine'a. Wtedy dostalibyśmy załogę dajacą się oglądać.) Docenić też trzeba Cawleyowi (i jego TOSowym scenarzystom), że konsekwentnie pamiętają o tym, co czasem umykało Bermanowi - o symbolicznej warstwie Treka.

-------------------------------------------------- ------------------------------------------

I na koniec "In Harm's Way". Widać, że scenariusz pisał fan, za dużo wydarzeń i aluzji chciał za jednym zamachem wepchnąć do jednego odcinka. Tm niemniej historia broni się. BarBara Luna na świetną scenkę, William Windom wystarcza, że jest (niby recytuje swój tekst od niechcenia, ale z drugiej strony, fakt, że wspomina przy tym swoją sławną rolę dodaje temu epizodowi potrzebnego autentyzmu, naprawdę brzmi jak wspominający weteran). Znakomita jest też komiczna scena z promem w garażu... Niby rzecz godna "ALFa", ale dobre komiczne interludium.

Dodatkowe brawa za pokazanie kompleksu, którym - dla bezpieczeństwa - obudowano Strażnika Wieczności (lubię taki "realizm"), jeszcze większe za uczynienie jedną z osi fabuły losów kapitana Pike'a - ten wątek nie musi być nawet dobrze zagrany, by być dramatyczny (w końcu wiemy też jak trafił na ten fotel).

Całość nie ma może za wiele charakterystycznego TOSowego klimatu (trudno go uchwycić, wbrew pozorom), Doomsday Machine nie robi wrażenia, jakie powinna robić (to akurat poważny grzech, zmarnowanie jednego z najciekawszych trekowych pomysłów) i za dużo jest tego temporalnego łubudu ("jak wtorkowy ze środowym..", że nawiąźę do losów Ijona Tichego) godnego co gorszych rozwiązań z ENT, ale ogląda się to! Może dlatego, że czuć z ekranu tą fanowską nostalgię i ogrom włożonego wysiłku? Może dlatego, że scenariusz zawiera wiele świetnych elementów, nawet gdy jest ich za wiele, by skladały się w elegancką, klasyczną fabułę?

I ponownie: kanoniczny Trek miewał znacznie gorsze odcinki.

-------------------------------------------------- ------------------------------------------

ps. przy czym obejrzenie "World Enough and Time" uważam za fanowski obowiązek (z pewnością większy niż obejrzenie niektórych odcinków VOY czy ENT ), natomiast reszta NV to typowa "lektura nadobowiązkowa" - prawdziwy fanatyk z pewnością obejrzy, ale bez zapoznania się z tym można przeżyć...
Eviva
Użytkownik
#627 - Wysłana: 9 Kwi 2010 17:13:20
Odpowiedz 
Q__:
ps. przy czym obejrzenie "World Enough and Time" uważam za fanowski obowiązek (z pewnością większy niż obejrzenie niektórych odcinków VOY czy ENT ), natomiast reszta NV to typowa "lektura nadobowiązkowa" - prawdziwy fanatyk z pewnością obejrzy, ale bez zapoznania się z tym można przeżyć...

Toteż mówię - obejrzałabym, gdybym miała to na dyskach. Słowo. Z komputera ogląda mi się zbyt fatalnie.
Adek
Użytkownik
#628 - Wysłana: 5 Maj 2010 11:12:04 - Edytowany przez: Adek
Odpowiedz 
Oglądałem wczoraj bardzo ciekawy odcinek Voyagera 5x08 "Nothing human".
Opis

Do uratowania życia ciężko rannej Torres Doktor musi skorzystać z rady holograficznego kardasjańskiego biologa. Jak przyjmie to B'Elanna, nienawidząca Kardasjan?

Trzeba dodać, że ów kardasiański Doktor to prawdopodobny zbrodniarz wojenny na wzór nazistowskich lekarzy z obozów koncentracyjnych, którzy przeprowadzali na swoich więźniach eksperymenty w celu np działania właściwości nowych leków i substancji.
Dziś niby nie ma już w większości na świecie przymusowych badań na ludziach bo często robi się je na ochotnikach za sowitym wynagrodzeniem pieniężnym, np na chorych na AIDS.
Ja się tak zastanawiałem czy gdyby los śmiertelnie chorego członka mojej rodziny zależał od użycia rewolucyjnego leku, który by uzdrowił, to czy byłbym w stanie podjąć taką decyzję nawet wbrew woli członka rodziny. Kurcze, dylemat jest ogromny. Wiem, że skorzystanie z leku wiązałoby się z moralnym współsprawstwem okrutnych czynów dokonanych na ofiarach eksperymentów. Z drugiej strony to już nie zwróci życia ofiarom tych eksperymentów a mamy dziś jakiś rewolucyjny lek. Sorry ale chyba bym się zachował w takiej sytuacji amoralnie i za wszelką cenę starałbym się uratować życie bardzo kochanej dla mnie osoby. Na pewno miałbym potem kaca moralnego ale nie bądźmy moralnymi hipokrytami. Chyba większość z nas chciałaby aby nasz ukochany bliski nie umarł. Zastosowałbym ten lek nawet wbrew woli członka rodziny, nawet gdyby miałby mnie potem za to znienawidzieć.
Ogólnie sezon 5 Voyagera jest bardzo przełomowym sezonem i wartkiej akcji.
7z9
Użytkownik
#629 - Wysłana: 14 Maj 2010 17:00:59
Odpowiedz 
Na przełomie wieku zaczałem oglądac Voyagera. Na początku z ciekawości, później już mnie całkowicie pochłonał i wiele lat czekałem na ta chwile gdy znów bede mógł go oglądnąć (wszytskie odcinki). Bo wtedy w TV nie wszystkie dane mi były oglądnąć.
Rok temu ściągnałem sobie wszystkie (odcinki) Voyagera. Po ich oglądnieciu stwirdziłem że niema nic mądrzejszego od nich wśród wszystkiego co nakręcono (chodzi mi ogólnie o seriale). Jak dla mnie jest on niemal biblią
Treaz jestem w trakcie ogladania DS9 (mam wszystkie odcinki). Zaczłąem go oglądac jedynie z "szacunku" do Voyagera choć początkowe odcinki nie były nawet namiastką tego co było w Voy. Później już były nieco lepsze odcinki jednak dalej nie mogę pojąc jak ktoś może w ogóle równać DS9 do Voy nie mówiąc o tym aby go stawiać przed nim.
Co do TNG to już zupełna porażka (zerknałem na niektóre odcinki lecące w TV). Nawet nie zamierzam tego ściągac i oglądać.
Jesli chodzi o ENT mam ściągniete ale jeszcze nie oglądałem (zrobie to po oglądneiciu całego DS9.

ps. Po oglądnieciu Voy próbowałem napisać recenzje (ogarnąc myślami). Moze tekst nie jest jeszcze tak trafny jakbym chciał. Jednak myśle że opisuje Voy w dość należyty i sposób:

"Istota i sens trwania (istnienia) wszelakiego (życia) we wszechświecie. Zawarta w dość przystępny i zarazem zrozumiały sposób (dla średnio inteligentnych ludzi) mających szersze horyzonty myślowe podparte wiedzą (nauką) lub przynajmniej chęcią jej zdobycia i przyswojenia.
Opowiada o wszystkim co jest tak bardzo „ludzkie”- w perspektywie wręcz nieograniczonej (nieokiełznanej) ilości istot pozaziemskich (wszechświat). Nie tylko z pozycji (percepcja) „my jako odniesienie” ale w odniesieniu „oni a my”. Co stawia przed widzem konieczność postrzegania tego co „ludzkie” w wprost odwrotnej lub mającej zupełnie inne wyznaczniki i priorytety „istocie pojmowania rzeczy”. Do tego dochodzą zdarzenia „niepojęte” nawet dla ówczesnego żyjącego w 24 wieku człowieka! Szczyt rozwoju cywilizacyjnego (a nawet wszechmocy) i „punkty odniesienia” których nie potrafilibyśmy sobie wyobrazić (…). Nakłania on do ciągłego (wysiłku) myślenia i pojmowania toczących się zdarzeń, tak by całość stała się prawdziwą ucztą dla umysłu. Do tego dochodzi umiejętne dobranie aktorów a także dialogi wprost ociekające nauką nie tylko obecną. Co wizjonerczą popartą przesłankami na obecnym (21 wieku) etapie rozwoju cywilizacji.

To wszystko sprawia że pojmowanie (wydarzeń w filmie) wywraca naszą istotą widzenia i rozumienia nie tyle co realnego świata, co tego, do czego w gruncie rzeczy dąży wszechstronne „życie” w niemal niekończącym (nieokiełznanym) wszechświecie.

Wszystko to zawarte jest w geniuszu pomysłodawców serialu który wyprzedza swoją epokę i nie może być równany z niczym innym co do tej pory wymyślono i nakręcono (czytaj: cykl Star Trek)."
Eviva
Użytkownik
#630 - Wysłana: 14 Maj 2010 17:14:19
Odpowiedz 
7z9
 Strona:  ««  1  2  ...  19  20  21  22  23  ...  32  33  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / Najlepszy film i odcinek

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!