USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / Najlepszy film i odcinek
 Strona:  ««  1  2  ...  17  18  19  20  21  ...  32  33  »» 
Autor Wiadomość
kanna
Użytkownik
#541 - Wysłana: 24 Lut 2010 15:03:10 - Edytowany przez: kanna
Odpowiedz 
Adek:
lubię tego Voyagera.

A ja też lubię Obejrzałam juz chyba z 5 odcinków i planuje - w najblizszej przyszłości ;) - nastpne.
Ostatnio zniesmaczyło mnie, że Obcy zregenerowali Nellixowi płuca (a mógł zostac sobie w sick bayu i by się tylko przewijało te kawałki...), no ale jak sie pogodze ze stratą (w sensie: miałam nadzieje ze tego Nelixa wywalą a tu nici ) to pewnie poogladam dalej

btw - załozyłam nawet watek o tym, że Voy jest fajny
Qubiczny
Użytkownik
#542 - Wysłana: 24 Lut 2010 15:16:34 - Edytowany przez: Qubiczny
Odpowiedz 
Q__

Mnie ten odcinek - "11001001" - jakoś nie zachwyca Dobry, ale niewiele więcej. Naprawdę lepsze widziałem w pierwszym sezonie. Tak jak przeglądam stronę owego recenzenta to widzę, że zbyt jednokierunkowo - jak dla mnie - ocenia, ma ograniczone kryteria

Żeby się trzymać ostatnio poruszonych tematów: jego zarzuty odnośnie epizodu "We'll Always Have Paris" bazują na dwóch sprawach. Awersji do Troi i zbyt łatwym rozwiązaniu problemu zaburzeń czasu.

Pierwszego nie ma co nawet komentować, natomiast zarzut drugi oznacza ni mniej, ni więcej, że nie bardzo recenzent zrozumiał, gdzie leży główny ciężar epizodu.

Oczywiście, że można było rozwiązanie sprawy zaburzeń czasowych skonstruować znacznie lepiej; tylko, że ten epizod zaburzenia czasu od początku traktuje jako "wymówkę" do zbudowania klimatycznej, wystylizowanej opowieści o przemijaniu, czasie straconym, nieodwracalności wyborów. Buduje też - rozwijany później wątek - emocjonalnego życia Picarda.

Praca kamery, skrzywiona perspektywa, muzyka, krótkie, zwięzłe, niemal szeptane dialogi itp. o tym nie ma ni słowa w recenzji tego epizodu, a jest to kwestia najwyższej wagi. Udało się twórcom znakomicie powiązać wątek romansowy z niepokojącym klimatem pierwszych dekad XX wieku, ująć to w klamry problemu czasowości i świetnie skręcić.

No, ale ta Troi.
Adek
Użytkownik
#543 - Wysłana: 24 Lut 2010 15:31:52 - Edytowany przez: Adek
Odpowiedz 
kanna:
Adek:
lubię tego Voyagera.

Fajnie, że chociaż ty. . Miło wiedzieć, że chociaż jedna osoba (a nie jeszcze Eviva lubi Voyka i kto wie czy Evelin nie polubi i chyba jeszcze Madame go kiedyś lubiła). Zarzucają mi tu różne osoby, że się oburzam, że oni nie lubią Voyka. Na dodatek oczekują ode mnie argumentów, którymi poprę moja sympatię do tego serialu. Ja te argumenty mogę przedstawiać ale komuś kto podziela moje zainteresowania oraz nieuprzedzonym do tematu nowicjuszom w tej dziedzinie, którzy nie oglądali i mają jeszcze neutralne zdanie. No co z tego, że ja im będę zachwalał serial jak w czyimś mniemaniu ten serial i tak jest do bani. To tak jakby na forum fanów jakiejś muzyki przyszedł ktoś kto tej muzyki nie cierpi. Ja się pytam jaka może wtedy nastąpić nić porozumienia między obiema stronami? Prawie żadna wg mnie.
kanna:
btw - załozyłam nawet watek o tym, że Voy jest fajny

A masz może linka do tego wątku?
Evelin Siv
Użytkownik
#544 - Wysłana: 24 Lut 2010 15:44:00
Odpowiedz 
Adek
Ja lubię VOY, mam do niego sentyment, bo jest pierwszym trekiem jakiego zobaczyłam i oglądałam go kiedyś z moim bratem tylko ze to było dawno i mało pamiętam, ale niedługo postaram się go pooglądać a czołówka VOY przez długi czas chodziła mi po głowie aż jak sobie przypomniałam to znalazłam w necie i słuchałam więc jeżeli chodzi o VOY to ja na tak
Mav
Użytkownik
#545 - Wysłana: 24 Lut 2010 17:27:37 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Evelin Siv:
Ja lubię VOY, mam do niego sentyment, bo jest pierwszym trekiem jakiego zobaczyłam i oglądałam go kiedyś z moim bratem tylko ze to było dawno i mało pamiętam, ale niedługo postaram się go pooglądać

Jak ja wróciłem po paru latach do Treka to niektóre filmy i seriale nie przetrwały próby czasu Wiesz świeże spojrzenie, większe wymagania itd. i tak DS9 które nawet mi się kiedyś w miare podobało teraz poległo nawet sentyment nie pomógł VOY już wtedy nie za bardzo mi potchodził ale po przypomnieniu totalnie zawalił. TNG, TOS i filmy ze starą złogą przeszły ponowny sprawdzian wzorcowo TNG obejrzałem ponownie w ok 80%
Q__
Moderator
#546 - Wysłana: 24 Lut 2010 17:44:58 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
kanna

kanna:
w sensie: miałam nadzieje ze tego Nelixa wywalą a tu nici

Pocieszę Cię: jeden czy dwa ostatnie odcinki są już bez niego. Wysadzili go po drodze (niestety humanitarniej niż Cylonów w nBSG).

Qubiczny

Qubiczny:
Mnie ten odcinek - "11001001" - jakoś nie zachwyca Dobry, ale niewiele więcej. Naprawdę lepsze widziałem w pierwszym sezonie.

Hmm, nie dyskutując o gustach powiem co mnie w nim urzekło. Po pierwsze: reprezentatywność - są w nim wszystkie te elementy, którymi zaslynął TNG, a więc Data szukajacy drogi do człowieczeństwa, wątek holodeckowy (z pierwszą tak wyrazistą holopostacią), Worf jako dyżurny reprezentant pokładowej Obcości (jego dialog z Rikerem przypomina nie mniej sławne teksty Spocka), kobieciarz Riker, "mózgowiec" Picard (intelektualista, ale nie "sztywniak" - możliwość samodzielnego polatania Entkiem-D niewątpliwie go uradowała), bohaterowie zafascynowani kulturą (zwł. muzyczną) XXwieku. Po drugie - najlepsze odcinki TOS miały (poza b. nielicznymi typu "The Doomsday Machine") zwykle za punkt centralny jakieś ważkie zagadnienie społeczne, odcinki DS9 też problem społeczny, ale zwykle potraktowany w wymierze jednostek, nie zbiorowości. TNG jako jedyny tak często sięgał po idee filozoficzne lub problemy w stylu hard SF. Tak jest i tym razem - problemem centralnym jest zbyt ścisła ewolucja istot rozumnych w symbiozie z komputerowym osprzętem (to coś do nas bracia Internauci). Efektem cyborgizacji fizycznej i mentalnej Binarów (w wyniku której stali się Borgiem w wersji light , jak to ktoś dowcipny ujął na ostatniej TrekSferze) jest całkowite uzależnienie od technologii; elegancki pomysł z gatunku hard SF i ostrzeżenie społeczne w jednym.
Ostatnia rzecz jaka zasługuje na uwagę to niuanse: wiarygodnie wyglądające sceny lotu przez Kosmos i dokowania w gigantycznej stacji kosmicznej (rzadko czuć w Treku autentyczny "oddech próżni", ale najczęściej właśnie w TNG); wygląda to efektownie, prawie jak w TMP czy... TESB. Wiarygodne sceny zbiorowe (i wzmianki o niewidzianych na ekranie osobach) sugerujące, że nasi bohaterowie nie są jedynymi osobami na statku i na stacji (TNG jeszcze nie skręcił w kameralizm; zabawne zresztą: TOS też zaczynał do większej ilości scen zbiorowych, i potem też od nich odszedł). (Tu, i trochę w stylistyce pokazanych wnętrz i strojów, czuć dla odmiany łagodny powiew S:1999.) Wiarygodny - jak na trekowe standardy - technologicznie, ale i biologiczne obraz ewolucji Binarów (o ile oczywiście przyjmiemy, że na innych planetach mogą żyć humanoidy) tzn. rozrost głów i degeneracja fizyczna (karłowacenie). Tak wg ówczesnych hipotez miał wyglądać człowiek przyszłości. (Do tego dochodzą smaczki mniejsze: fakt logicznego wyciagnięcia wniosku z reguł binarskiej kultury - do uruchomienia ich programu potrzebne jest działanie dwu osób - potem A. Reynolds z lubością okraszał takimi szczególikami swe powieści; czy widoczna, i w pełni logiczna, fascynacja Wesa w/w Obcymi.)
Bardzo realistyczny (cenimy to, nie, Mav? ) epizod, a jednocześnie subtelna polemika z powstałą równolegle cyberpunkową wizją przyszłości - we wszechświecie TNG te same technologie są możliwe, ale nie używane jako potencjalnie niebezpieczne (przykład Binarów pokazuje dlaczego).
Owszem nie jest to odcinek z najsilniej wciągajacych emocjonalnie, i żeby go polubić, trzeba byc miłosnikiem specyficznej poetyki "twardej" fantastyki naukowej, ale intelektualnie to jedna z najciekawszych odsłon Treka.

(Zabawne i realistyczne jest też podkreślenie hmmm... luksusowo-masturbacyjnej roli holodecku. Przy czym Łysy oczywiście wchodzi w odpowiednim momencie, by widz nie zobaczył nic niestosownego, ot choćby Rikera ze spuszczonymi spodniami, wystarczy jednoznaczna sugestia.)

Qubiczny:
Tak jak przeglądam stronę owego recenzenta to widzę, że zbyt jednokierunkowo - jak dla mnie - ocenia, ma ograniczone kryteria

Bo on jest milośnik DS9 .

Adek

Adek:
tak jakby na forum fanów jakiejś muzyki przyszedł ktoś kto tej muzyki nie cierpi. Ja się pytam jaka może wtedy nastąpić nić porozumienia między obiema stronami? Prawie żadna wg mnie.

Ależ tu nie chodzi o to by ktos kogoś przekonał, czy też o ustalenie wspólnego stanowiska. Przygoda zrozumienia dlaczego komuś innemu podoba się coś, co nam podoba się jakby mniej też możę być fascynująca. I rozwijajaca dla obu stron.

Jednomyślność jest dobra dla dron Borg, my umiejmy się pięknie różnić . Więc zamiast się boczyć opowiedz o jakimś ciekawym odcinku VOY (bo i VOY miał takie; ja np. bardzo lubię "Non Sequitur" i "Timeless").

Evelin Siv

Evelin Siv:
Ja lubię VOY, mam do niego sentyment, bo jest pierwszym trekiem jakiego zobaczyłam

Rozumiem taki sentyment, mam tak samo z - wstyd się przyznać - komiksami o superbohaterach .
Evelin Siv
Użytkownik
#547 - Wysłana: 24 Lut 2010 17:50:06
Odpowiedz 
Mav:
nawet sentyment nie pomógł

Ja jestem osobą sentymentalną i raczej zawsze będę mile wspominać w VOY ale oczywiście każdy ma inne gusta
Sh1eldeR
Użytkownik
#548 - Wysłana: 24 Lut 2010 17:50:16 - Edytowany przez: Sh1eldeR
Odpowiedz 
Adek:
Zarzucają mi tu różne osoby, że się oburzam, że oni nie lubią Voyka. Na dodatek oczekują ode mnie argumentów

Jeśli naprawdę Cię to denerwuje, to mam jedną prośbę: poświęć chwilę czasu, weź kilka głębszych oddechów i przejrzyj jeszcze raz nasze posty! Bo to, co piszesz, jest nieprawdą i to, co czujesz, jest wobec tego wypaczone (a skoro to jest negatywne uczucie, to warto coś z nim zrobić).

Zobacz sobie w którym miejscu ktoś tu miał do Ciebie jakieś wąty, że Ty masz do nich jakieś wąty, że nie lubią Voyagera ;). Nigdzie!

Ja za Voyem jakoś super nie przepadam i totalnie nie obchodzi mnie to, co Ty myślisz o tym, że ja za Voyem nie przepadam. Nigdzie nie zauważyłem jednak, byś się oburzał dlatego, że ja nie lubię jakoś super mocno Voya. Nie zauważyłem tego, więc Ci niczego nie zarzuciłem.

Czy ktoś inny Ci tu coś takiego zarzucił? Nie!

Czy ktoś od Ciebie wymaga, żebyś się tłumaczył? Powiedz kto. Napisz nick kolesia, który zmusza Cię do podania argumentów (choćby przez "oczekiwanie" tego od Ciebie), a przejdziemy się do niego z Q__ i... przekonamy go, że tak jest be.

Ja na pewno Ciebie do niczego nie zmuszam. Q__ też nie i pisał Ci to. Kto więc zostaje? Sorry, może ja coś przeoczyłem, ale nie widzę tu niczego takiego. Weź pod uwagę możliwość, że może Ty coś źle odebrałeś. To jest forum, więc się zdarza. Robi różnicę, czy masz lepszy czy gorszy humor i czy przeczytasz moją czy Q__ wypowiedź w ten, czy w inny sposób. Przekaz, który odczytasz, może wbrew pozorom nie pasować do tego, co miałem zamiar napisać i (obiektywnie) napisałem.

Napisałem Ci np., że możesz rozmawiać o czymś subiektywnym podając jakieś argumenty -- czy to obiektywne (np. "Wszystkie odcinki w Voyu zlepione są jedną podstawową fabułą"), czy to subiektywne ("podoba mi się wystrój Voya"). Możesz to zrobić, ale nikt nie mówi -- na pewno nie ja -- że musisz. Więcej: mówię otwarcie, że jeśli nie chcesz o czymś gadać bo np. nie masz ochoty, to po prostu o tym nie gadaj. Nie obrażę się i chyba nikt inny się nie obrazi.

Napisz więc może kto wg Ciebie zachowuje się nie tak w stosunku do Ciebie i komu tutaj nie pasuje taka pierdoła, że lubisz czy nie lubisz Voyagera...? A może usiądziesz przy kompie w lepszym humorze i sam zobaczysz, że nikt tak nie robi?

I nie, teraz też się nie mądrze ani nie piszę tego złośliwie, tylko od kilku postów próbuję Ci wytłumaczyć, że wszyscy jesteśmy cool jeśli chodzi o Twoje preferencje serialowe! I do niczego Cię nie zmuszamy! I naprawdę nie obrazimy się, jeśli na temat Voya chwilowo z nami nie pogadasz -- może kiedy indziej Ci się zachce, a może nie. Bez sensu jest gadanie tu o czymś, o czym nie ma się ochoty gadać. Może poza kwestiami takimi jak ta, gdzie próbuje się wyjaśnić nieistniejący spór .

Nie wiem co mogę Ci jeszcze napisać i jak bardziej wytłumaczyć "sytuację" (której nie ma i nigdy nie było). Tak naprawdę nie wiem co np. Q__ by Ci jeszcze mógł napisać, bo pisał przecież, że on nic do tego, że lubisz Voya, nie ma... Przecież to w ogóle brzmi trochę śmiesznie, co nie?
Adek
Użytkownik
#549 - Wysłana: 24 Lut 2010 18:24:10
Odpowiedz 
Nie spodziewałem się innej reakcji Sh1eldeR Lepiej sobie nie wchodźmy w drogę i będzie OK.
Sh1eldeR
Użytkownik
#550 - Wysłana: 24 Lut 2010 18:30:36
Odpowiedz 
Adek
Nie powiesz mi o co Ci chodzi?

Załóżmy, tylko załóżmy -- jeśli w to nie wierzysz -- że ja tu naprawdę chcę coś tylko wyjaśnić i pomóc. Co mogę zrobić? Co powinienem? Co Ty powinieneś? Czy traktujesz teraz *wszystko* co napiszę negatywnie? Jeśli nie, to co mogę napisać żebyś tego tak nie potraktował? Naprawdę próbuję, ale mi najwyraźniej nie wychodzi. Jak mi podpowiesz, to może zrobię to lepiej.
Eviva
Użytkownik
#551 - Wysłana: 24 Lut 2010 19:33:04
Odpowiedz 
Hmmm, czy ktoś mógłby - tylko *MERYTORYCZNIE* wytłumaczyć mi ogólna niechęć do Neelixa?
Qubiczny
Użytkownik
#552 - Wysłana: 24 Lut 2010 19:38:47
Odpowiedz 
Eviva

Jest irytujący: natrętny, gada o niczym, nie prezentuje sobą żadnej ciekawej historii, taki chłopek roztropek
Eviva
Użytkownik
#553 - Wysłana: 24 Lut 2010 20:09:10
Odpowiedz 
Qubiczny:
Jest irytujący: natrętny, gada o niczym, nie prezentuje sobą żadnej ciekawej historii, taki chłopek roztropek

Czyli jest taki jak 95% populacji każdej statystycznej planety. Wg rozkładu prawdopodobieństwa na żadnym statku nie mogą znajdować się sami bohaterowie o unikalnej osobowości, Neelix wypełnia więc pewna znaczącą lukę. Jest całkowicie zwyczajny, zaplątany jakby przypadkiem w niezwyczajną przygodę. Cały statek takich, zgoda, to byłoby bez sensu - ale jeden jest w porządku. Doskonałe tło dla supermanów.
Qubiczny
Użytkownik
#554 - Wysłana: 24 Lut 2010 20:31:15
Odpowiedz 
Eviva

Wiesz, statki kosmiczne obowiązuje selekcja. Poza tym - to jest film. I to film w którym szukamy raczej niezwykłości
Jurgen
Moderator
#555 - Wysłana: 24 Lut 2010 20:46:54
Odpowiedz 
Eviva:
Czyli jest taki jak 95% populacji każdej statystycznej planety.

Abstrahując od tego, że zbadalismy dotychczas raptem jedną zamieszkałą przez istoty inteligentne (powiedzmy) planetę, to chyba tylko do niej możemy porównywać.

Ale poważnie, to Nileex rzeczywiście jest taki jak większość populacji, tylko bardziej. I chyba w tym jest problem.
Eviva
Użytkownik
#556 - Wysłana: 24 Lut 2010 20:49:02 - Edytowany przez: Eviva
Odpowiedz 
Qubiczny:
Poza tym - to jest film. I to film w którym szukamy raczej niezwykłości

Ależ gdyby nie pewien kontrast, skąd wiedzielibyśmy, że niezwykłość to niezwykłość? Czy znalibyśmy wartość blasku, gdyby nie ciemność? Czy znalibyśmy piękno, gdyby nie szpetota? Czy wiedzielibyście, że Delta jest dobry, gdyby Eviva nie była zła ? Mówiąc inaczej: Paris i Kim to bohaterowie - ale dopiero w zestawieniu z Neelixem.
Adek
Użytkownik
#557 - Wysłana: 24 Lut 2010 20:53:39
Odpowiedz 
Eviva:
Ależ gdyby nie pewien kontrast, skąd wiedzielibyśmy, że niezwykłość to niezwykłość? Czy znalibyśmy wartość blasku, gdyby nie ciemność? Czy znalibyśmy piękno, gdyby nie szpetota? Czy wiedzielibyście, że Delta jest dobry, gdyby Eviva nie była zła ? Mówiąc inaczej: Paris i Kim to bohaterowie - ale dopiero w zestawieniu z Neelixem.

Ładnie powiedziane.
Qubiczny
Użytkownik
#558 - Wysłana: 24 Lut 2010 21:26:59 - Edytowany przez: Qubiczny
Odpowiedz 
Eviva

Ale nam nikt nie musi niczego w filmie kontrastować. Znamy swoje życia, znamy przeciętną cywilizacji.
Eviva
Użytkownik
#559 - Wysłana: 24 Lut 2010 21:30:15
Odpowiedz 
Qubiczny

Przeciwnie, film bez kontrastów jest płaski jak figura wyczynowej łyżwiarki i ciekawy jak betonowy kloc. Wg mnie taka postać jak Neelix jest bardzo potrzebna - drobny cwaniaczek wśród napompowanych swymi ideałami bohaterów zawsze wnosi jakiś zdrowy powiew.
Q__
Moderator
#560 - Wysłana: 24 Lut 2010 21:39:40
Odpowiedz 
Eviva

Eviva:
Wg mnie taka postać jak Neelix jest bardzo potrzebna - drobny cwaniaczek wśród napompowanych swymi ideałami bohaterów zawsze wnosi jakiś zdrowy powiew.

I dlatego nie jestem na USS Independence tak cięty jak bym teoretycznie mógł .

(Przepraszam.)
Jurgen
Moderator
#561 - Wysłana: 24 Lut 2010 21:45:46
Odpowiedz 
Eviva

Eviva:
wśród napompowanych swymi ideałami bohaterów

Od czego w takim razie był tam Tom Paris?

Q__

Q__:
I dlatego nie jestem na USS Independence tak cięty jak bym teoretycznie mógł

Nie rozumiem.
Eviva
Użytkownik
#562 - Wysłana: 24 Lut 2010 21:56:49
Odpowiedz 
Q__:
I dlatego nie jestem na USS Independence tak cięty jak bym teoretycznie mógł

E tam. Nie jesteś cięty, bo na nikogo nie potrafisz być cięty, w każdym razie nie długo. A co do Twej aluzji... pominę ją wyniosłym milczeniem

Jurgen:
Od czego w takim razie był tam Tom Paris?

Jak to? Do ozdoby. Zresztą Paris to nie przeciętniak, jak Neelix, a raczej taki złol, co to wcale złolem nie jest. I lubię go w gruncie rzeczy.
Q__
Moderator
#563 - Wysłana: 24 Lut 2010 22:04:54
Odpowiedz 
Jurgen
Eviva

Warto tu dodać, że Tom Paris stanowi uszlachetnioną wersję kadeta Nicholasa Locarno z odcinka TNG "The First Duty", w związku z czym zagrał go Robert Duncan McNeill - ten sam aktor, który wcześniej grał Locarno, zaś biurko admirała Parisa zdobiło zdjęcie Nicka, teraz stanowiace zdjecie młodego Toma.

http://memory-alpha.org/en/wiki/Nicholas_Locarno
http://memory-alpha.org/en/wiki/Tom_Paris
Havoc
Użytkownik
#564 - Wysłana: 25 Lut 2010 00:50:12
Odpowiedz 
Q__:
Bardzo realistyczny (cenimy to, nie, Mav?

Od kiedy TNG jest realistyczne?
Mav
Użytkownik
#565 - Wysłana: 25 Lut 2010 01:20:08 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Bardzo realistyczny (cenimy to, nie, Mav?



Havoc:
Od kiedy TNG jest realistyczne?

Od zawsze Ale tak poważnie to poprostu jest przemyślanym serialem. Wiele wątków jest tam zrobionych z głową i pomysłowo. Taka np. DS9 kłuje brakiem logiki w tej swojej wojence.
Q__
Moderator
#566 - Wysłana: 25 Lut 2010 07:29:40 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Havoc

Havoc:
Od kiedy TNG jest realistyczne?

Mówiłem o tym odcinku, nie o TNG jako całości, i swoistym uwiarygodnieniu (swoistym, bo wszystko przebiega gładko i bez trupów jak w młodzieżowych powieściach Peteckiego, nie przymierzając) opowiadanej historii przez dopracowanie szczegółów.

Mav

Mav:
Taka np. DS9 kłuje brakiem logiki w tej swojej wojence.

W wypadku DS9 to chyba wiem co zawiniło. Nie wiem czy pamiętasz wywiad z Moorem, nie pamięram kto go linkował (jeśli jeszcze waterhouse, to nie możesz pamiętać), w którym mówił on (Moore, nie waterhouse ), że kręcąc DS9 chcieli dać z siebie to co najlepsze, i nakręcić najlepszego Treka, w dotychczasowej trekowej historii. Otóż wydaje mi się, że temu właśnie zamiarowi zawdzięczamy i sporo świetnych rozwiązań i pewną (mimo deklarowanej continuity) niespójność tego serialu.
Po prostu: inne wyobrażenie o "Treku idealnym" miał Berman (jego wzorcem - jak się potem jasno okazało - było bezrefleksyjne kopiowanie Roddenberry'ego, z odcięciem warstwy problemowej), inne Moore (jego ideał Treka to zapewne... nBSG), inne Piller, jeszcze inne Behr... W dodatku - w trosce o oglądalność - usiłowali wsłuchiwać się w głos (nie zawsze wyrobionej) publiczności, oraz ścigać się z B5.
W takiej sytuacji DS9 nie mógł być koherentny i musiał przerzucać się ze skrajności (kameralne wątki psychologiczne rozgrywające się na stacji) w skrajność (spaceoperowa wojenka). O serialach Roddenberry'ego można mówić różne złe rzeczy (TOS bywał kiczowaty, TNG umiał popadać w zacny infantylizm), ale koncepcyjnie były spójne. (Inna rzecz, że potem znów mamy spójną wizję Bermana, i na jej tle już niespójność wydaje się mniejszym złem...)

ps. zabawne natomiast, że TNG jest jednocześnie najdojrzalszym z Treków (jeśłi chodzi o prezentowane tematy, ale i o dopieszczoną wizję statku kosmicznego), z drugiej zaś b. infantylnym (jeśli chodzi o naiwne dążenie do happy endu za wszelka cenę i lejącą się z ekranu zacność).
DS9 też jest i dorosły, i dziecinny, ale na zupełnie inny sposób. Dorosły, bo najdalej posunął realizm psychologiczny, i nie ucieka przed drastycznością (tematyka "Duetu" jest drastyczna); dziecinny zaś, bo najmocniej sięga po elementy efekciarskiej space opery, a do dramatyzmu dąży często kosztem logiki, no i nie przejmuje się naukowym uprawdopodobnieniem (nawet b. naciąganym) pokazanych zdarzeń.
(Inna rzecz, że tą dwoistość Trek ma w naturze od początku: TOS z jednej strony poruszał tematy godne dojrzałej, literackiej SF, z drugiej zaś kręcony był w konwencji bajek o kosmicznych księżniczkach i dzielnych awanturnikach, bo ta dominowała wtedy w TV.)
Jurgen
Moderator
#567 - Wysłana: 25 Lut 2010 10:13:25
Odpowiedz 
Mav:
Taka np. DS9 kłuje brakiem logiki w tej swojej wojence.



Q__:
dziecinny zaś, bo najmocniej sięga po elementy efekciarskiej space opery, a do dramatyzmu dąży często kosztem logiki, no i nie przejmuje się naukowym uprawdopodobnieniem

Q__
Moderator
#568 - Wysłana: 25 Lut 2010 13:36:58 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Jurgen

Dlaczego przeszkadza Ci, że mam zdanie o DS9 odmienne od Twojego?

Zamiast tak walić głową (co niezdrowe) wyraź po prostu własne zdanie, przedstaw argumenty, a przy okazji dyskusji o wadach może znajdziemy jeszcze w DS9 jakieś nowe zalety bo przecież i tych w/w serialowi nie brakuje... W sumie to ostatni Trek wspominany przeze mnie z sentymentem.

ps. Picard z fujarką czyli "Inner Light":
http://www.youtube.com/watch?v=0EH_9gky57M
http://www.youtube.com/watch?v=9nyKazgwCWs
http://www.youtube.com/watch?v=9DFnrveuB0s
http://www.youtube.com/watch?v=eBg49vrvulI
http://www.youtube.com/watch?v=0ei5s0uTOtU
Mnie tam wzrusza .

Oczywiście nie jest to tylko opowieść o umarłej cywilizacji, czy o tym, że należy cieszyć się życiem do ostatnich chwil, czy o muzyce. Jest to też opowieść o Picardzie i o tym jak - w b. nietypowej formie - po raz pierwszy doznał czegoś, czego dotąd chyba nie znał: siły miłości, partnerstwa i życia rodzinnego.
Bardzo nietypowy TNG (eksplorujący raczej inner niż outer space), ale bardzo dobry odcinek.

Aha: widząc jak spokojnie reaguje Picard na stres odnalezenia się w nowej sytuacji, na groźbę zagłady cywilizacji, na śmierć "żony" (spokojnie, nie znaczy bezemocjonalnie), tym bardziej wie się co sądzić o scenach z FC czy NEM. To jest "prawdziwy" Picard, tamto nie.

(Edit: i jeszcze słowko o aktorstwie. Aktorstwo w "Inner Light" jest znacznie bardziej stonowane, niż ekspresyjne kreacje Khana czy Marritzy, bardziej już przypomina kreację T. Todda z "The Visitor", choć jest jeszcze bardziej wyciszone, ale to tylko pokazuje, że Trek umie działać nam na emocje - na intelekt zresztą też - na rózne sposoby.)
Jurgen
Moderator
#569 - Wysłana: 25 Lut 2010 19:22:17 - Edytowany przez: Jurgen
Odpowiedz 
Q__:
Dlaczego przeszkadza Ci, że mam zdanie o DS9 odmienne od Twojego?

Ależ to mi w ogóle nie przeszkadza. Szczerze mówiąc, to nie bardzo interesuje mnie, czy Ty lub Mav, czy ktokolwiek inny lubi ten czy inny serial lub go nie lubi. Znaczy, interesuje mnie dlaczego go lubi czy nie lubi. Ale reaguje po prostu alergicznie, jeżeli w każdej dyskusji dotyczącej danych seriali nie dyskutujemy merytorycznie, tylko przerzucamy się czy dany serial jest fajny, niefajny, RC czy nie RC, wierny tradycji albo czy wojna powinna w nm być czy nie. To wszystko jest nie ważne, ważne jest to, co na ekranie było.

Dyskusja ma być merytoryczna. I super jak dyskutowaliśmy, czy taktyka Sisko czy Dukata czy Rikera czy kogoś tam jeszcze była skuteczna/rozsądna czy jaka tam mogła być. Szczerze, to nawet mi pasuje, jak ktoś ma odmienne zdanie, bo podyskutować można. Inaczej to wypadałoby się zgodzić i na tym koniec. Ale jak musze - żeby o tym podyskutować (czy o jakimkolwiek innym merytorycznym temacie) - przerzucać się o tym, jakie DS9 powinno być, dlaczego jest złe itd. itp., to mi się odechciewa i stąd "".

Po pierwsze, argumentacja DS9 jest złe, bo jest o wojnie, DS9 jest złe, bo Sisko to czy tamto, DS9 jest złe, bo jest efektowne (efekciarskie, wszystko jedno), to tak jakbym ja argumentował, że nie lubię TNG, bo jest tam łysy Picard albo nie lubię VOYa ze względu na głos Kaśki. Ale poważnie, jezeli ktoś chce dyskutować z kimś innym o danym serialu i co chcwilę czy co jakiś czas wali tekstami w stylu "DS9 kłuje brakiem logiki w tej swojej wojence", to jest to po prostu lekceważące w stosunku do serialu (pół biedy) i do adwersarzy, którzy mają inne zdanie. Można argumentować i przekonywac, o to chodzi. Poszanowania czyjegoś zdania tu jednak nie ma. No i odciąga od sensu dyskusji, bo druga strona zamiast trzymać się tematu zaczyna bronić DS9.
Dalej, teksty że "wszystkie wojenne odcinki DS9" są takie czy owakie to też jakieś - łagodnie mówiąc - nieporozumienie. Bo każdy z nich jest inny, jedne są lepsze inne gorsze. A tak to wygląda jak stereotypowy tekst "wszyscy Polacy to złodzieje". Dosyć krzywdzące, nieprawdaż?

Te teksty to raczej powinny być doMava, ale że Ty Q zareagowałeś, to Tobie się dostało. Ale idąc dalej, to zastanawiam się, po co argumentować skoro mam wrażenie, że nie bardzo obchodzi Cię, co i dlaczego ja czy inni zwolennicy DS9, mają do powiedzenia. Po ostatnim moim poście w tym temacie (w sensie nie tematu na forum tylko kwestii fajności niefajności DS9) zmieniłes swój sposób pisania., No i niby piszesz dobrze o DS9, ale robisz to w dość podstępny sposób. Bo niby fajnie, bo sa tam fajne odcinki (i ja mam się z tym zgodzić), ale wrzucasz tam przykłady tych, które lubiłeś od poczatku, czyli czy coś się zmieniło? Albo DS9 jest fajne, ale zaraz zepsuli to czy tamto. Czyli dalej nie zmieniło się nic. No sorry, ale to wygląda, jakbym rozmawiał z przedstawicielem handlowym, który cały czas swoje i próbuje mi swoje wcisnąć bez względu na to, co ja myslę. To się nazywa podobno techniką "stopy w drzwiach", czyli zmusić klienta, żeby przyznał się - mimo, że do czegoś nastawiony jest negatywnie- że jednak jakieś pozytywy są i powoli, małymi kroczkami przeciagac go na swoją stronę. Chińscy śledczy podobno stosowali te metody wobec amerykańskich jeńców w czasie wojny w Korei i Wietnamie.

A wracając do argumentacji, próbjesz przekonać mnie argumentami, które nie trafią do mnie ze względu na to, że są oparte albo na założeniach, których ja nie podzielam, albo na wnioskach z innych okoliczności, co do których ja mam wątpliwości (wniosków, nie okoliczności). Czyli musiałbyś najpierw udowodnić podstawę wnioskowania, żeby móc mnie przekonać o aktualnym wnioskowaniu. Przyklad? Wojna z Dominium była przez Sisko.
Pierwszy argument jest taki, że jak w innej linii czasowej Sisko nie było, to wojny tez nie było. Po pierwsze, to jest to warunek sine qua non, co trochę kładzie te argumentację, bo to jest trochę tak: jakbym nie wyjechał na drogę, to nie byłoby wypadku, czyli spowodowałem wypadek. A to, że gość wymusił pierwszeństwo i mi przywalił nie ma żadnego znaczenia, nie? Bardziej miarodajna jest argumentacja z adekwatnym związkiem przyczynowym, co raczej z odcinka "Visitor" nie wynika. Druga sprawa jest taka, że dla Ciebie linia czasowa bez Sisko to ta jedyna słuszna, reszta to linie alternatywne. Nie wiem, nie przepadam za mechanika temporalną. Jezeli rzeczywiście są to alternatywne linie, to dla mnie pokazują jednie jedną z możliwych teraźniejszości i pewnie na każdą linię z wojną przypada linia bez wojny, ale z zupełnie innych przyczyn tego stanu niż w każdej innej. Poza tym, miarodajna dla mnie jest ta linia, którą pokazują w treku - a w tej linii, którą pokazywali w treku Sisko jest, był i będzie. Czyli też mnie tym nie przekonasz powołując się na coś, czego ja nie przyjmuje za udowodnione i używając tego typu argumentacji. owszem, tak się mogło9 zdarzyć, ale czy tak się zdarzyło, to już zupełnie inna kwestia.
Równie dobrze ja mógłbym argumentować, że to Picard jest winny straciom z Borgiem, bo w odcinku "Tapestry" o ile dobrze pamiętam, gdy Picard był pomniejszym oficerem, jakoś Borga i zagrożenia nie było widać.

Drugi zarzut - choć podejrzewam, że tak po prostu Ci się napisało, albo ja to tak odebrałem - masz pretensje do Sisko, że Fedki nie dogadały się z Dominium, bo się dało. A nie dogadały się, bo miały absurdalne żądania "wolności eksploracji". Owszem, w tym momencie zgadzam sie, że to żądanie było dla Dominium absurdlane, ale obwiniac o to Sisko. Gość ani nie był admirałem, ani naukowcem, ani prezydentem czy innym politykiem. To nie leżało w jego kompetencjach, więc należałoby raczej obiwnic tych, co decydowali... Ale "z urzędu" dostaje się Sisko.

I dalej: piszesz o kapitanach Kirk to, Picard tamto a Sisko "bokser", nic tylko cios za cios. A potem przytaczasz odcinekj Rocks and Shoals, gdzie Sisko w duchu ideałów Federacji próbuje nawiązac współpracę z Jemikami (negocjuje), żeby wspólne wyjście z sytuacji znaleźć, a każe strzelać dopiero, gdy to rozwiązanie nie wypaliło. Jakoś nie krytykowałeś w podobnej sytuacji Geordiego, gdy współpracował z Romkami ("The Enemy")... Tu niby masz pretensje do Sisko, że gangsta, ale jak robi coś jak trzeba, to znowu źle bo nielogicznie i nieptrzebny dramatyzm, szukanie problemów na siłę. W tym samym stylu jest całe TNG. W prawdziwej rzeczywistości wiekszoś "problemów" z ST rozwiązałoby się szybko i bez krzyku, ale prawdziwe ST-owskie rozwiązania dobre są w TNG, a w DS9 kiepskie...

I znowu, jak Bashir próbuje pomóc Jemikom (problem, jak nie przymierzając postawa Arany w naszej sesji), to robi dobrze, bo może uda się z nimi dogadać (a jak Sisko, to źle). Ale jak O'Brien myśli inaczej, to już jest be, bo to nie w duchu RC. A kto powiedział, że wszyscy są tacy sami? Ja wiem, Ty chciałbyś, żeby tacy byli, bo tak mówił RC. Ale tak nie jest (inna sprawa, że właśnie to jest realistyczne). I obwiniasz serial o to, że jest tam taka postać. To tak, jakbym ja pisał, że seiral jest be, bo jest w nim łysy Picard (a nie powinno być łysych, najlepiej jeszcze jakby RC o tym mówił), albo głos mkaski jest beznadziejny (bo jest). Albo poważniej, że np. Riker czy Paris nie pasują do wizji Roddenberry'ego. Logiczne własnie jest, żeby bhaterowie zachowywali się wg własnego charakteru, doświadczeń itp., a nie wszyscy byli tacy sami (państwo totalitarne jakieś) albo gorzej, byli różni, ale postępowali tak samo, co by dać dobry przykład.

No i na koniec, napisałeś m. in. o Sisko, że jednak fajny gość był. Ale ten gość z pierwszych sezonów, co to był troskliwym ojcem, budowniczym jachtów itp. Przy czym reszte zepsli scenarzyści, bo Siko powinien był być właśnie taki. Ale nie był. Był tym Sisko, którego znaliśmy z całego DS9, czasem drącym się, czasem bezlitosnym i nieugietym, czasem budowniczym okrętów. Bo akurat tym samym ojcem był przez cały serial, tylko Jake mu dorósł i trzeba było smycz popuszczac (ale to temat na inną dyskusję). Tak samo zresztą jak Picard, który był tym Picardem z TNG, ale tez tym Picardem z INS (podstarzały lowelas) i FC (kapitan Ahab). I owszem, możemy się spierać czy scenaryści zepsuli te postacie, ale tak już je zrobili. I mówiąc, że Sisko był fajny, ale tylko ten a ten, w istocie mówisz, że Sisko - jako całość - był be. I piszesz, że pozytywnie wypowiadasz się o Sisko.

Dobra, koniec marudzenia, bo i tak pewnie mi się w jednym poście nie zmieści.

A jednak się zmieściło.
Eviva
Użytkownik
#570 - Wysłana: 25 Lut 2010 19:32:54
Odpowiedz 
Jurgen:
I znowu, jak Bashir próbuje pomóc Jemikom (problem, jak nie przymierzając postawa Arany w naszej sesji), to robi dobrze, bo może uda się z nimi dogadać

Kurcze, będę musiała się jednak wykosztować na DS9 i dokładnie obejrzeć, bo ten doktor Bashir zaczyna mi się podobać
 Strona:  ««  1  2  ...  17  18  19  20  21  ...  32  33  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / Najlepszy film i odcinek

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!