USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / Najlepszy film i odcinek
 Strona:  ««  1  2  ...  16  17  18  19  20  ...  32  33  »» 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#511 - Wysłana: 22 Lut 2010 14:55:25 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Tylko, że oni byli praktycznie tacy sami Ich uzbrojenie różniła się kolorem fazerów i torped a wygląd to tylko drobna wariacja makijażu na twarzy aktora Charakterów jakiś specjalnych też nie mieli, jedni bardziej agresywni inni mniej itd.

Co racja, to racja... W TOS, TNG i wczesnych sezonach DS9 też dostajemy co i rusz humanoidalnych "Obcych tygodnia", ale poza tym dostajemy gatunki/istoty (raz powracajace, raz "tygodniowe", ale zapadajace z miejsca w pamięć), które wyróżniają się oryginalnością, czasem z serialu na serial przedstawiane coraz pełniej. VOY praktycznie nie wprowadza takich gatunków (jeden 8472 nie czyni wiosny), a znane z dawnego kanonu marnuje (vide Borg) niezbyt umiejąc wykorzystać ich potencjał, albo dorzucić jakiś nowy, interesujący szczegół. W efekcie Kwadrant Delta jawi się piekielnie nudnym miejscem, zamieszkałym przez jakichś niewyrazistych obdartusów, którzy nawet politycznie z sensem nie umieli się zorganizować, i którym podrzędny okręt GF, odcięty w dodatku od zaopatrzenia i serwisu, "wklepuje" bez kłopotu.

(Zauważmy: najlepsze odcinki VOY nie traktują o tym co w Delcie, a o tym co znane - "Scorpion" to w sumie rozgrywka z Borg, "Equinox" to historia o załodze GF postawionej przed trudnym dylematem; pierwszy dwuodcinkowiec nawiązuje wprost do TNG, drugi do mroczniejszych odcinków TOS i DS9.)

Właśnie ta nuda Delty to mój główny zarzut do VOY. Ten kwadrant nie jest miejscem godnym eksploracji w sumie. Ot leci se Kaśka z ekipą, i leci...
Mav
Użytkownik
#512 - Wysłana: 22 Lut 2010 15:14:19
Odpowiedz 
Q__:
Właśnie ta nuda Delty to mój główny zarzut do VOY. Ten kwadrant nie jest miejscem godnym eksploracji w sumie. Ot leci se Kaśka z ekipą, i leci...

W ogóle Voyager jest, co odcinek czyściutki i piękny jak zawsze. Nie widać by oszczędzali energie itd. Luksus i beztroska i to jeszcze w kwadrancie opanowanym przez Borga
Q__
Moderator
#513 - Wysłana: 22 Lut 2010 20:06:34
Odpowiedz 
Bloger, który podobnie jak ja, twierdzi, że DS9 było bardzo dobrym, inteligentnym serialem (może nawet z potencjałem na najlepszego Treka), ale jumpnęło sharka, z wprowadzeniem wątków wojennych:
http://maulofamerica.blogspot.com/2008/01/has-jump -shark-seen-leprechaun.html
Adek
Użytkownik
#514 - Wysłana: 23 Lut 2010 00:11:37 - Edytowany przez: Adek
Odpowiedz 
Mav:
Ale z drugiej strony Voyager zrobił coś czego mu nie mogę wybaczyć, wprowadził królową Borg niszcząc ich raz na zawsze, głupota

No nawet w "First contact" Data dziwił się takiemu rozwiązaniu. Ja też myślałem do czasów Voya, że Borg to zgrany kolektyw o jednym umyśle a nie zarządzany przez kogoś twór. Ale przez to stał się wcale nie mniej niebezpieczny. Wręcz przeciwnie. Wybieranie do kierowania potyczkami i asymilowanie najlepszych z danego podbijanego gatunku tylko wzmacniało Borga i przedstawiało jemu obcą rasę z innej perspektywy. Łatwiej im było rozpoznać słabości przeciwnika (technologiczne i mentalne -sposób myślenia wroga). Wbrew pozorom taka królowa ochroniła kilka razy kolektyw przed całkowitym rozpadem identyfikując czy to jakiegoś retrowirusa czy inne zagrożenie. No bo mimo swojej siły rażenia i obrony to jednak człony Borg to były zautomatyzowane bio-maszyny, które działały jak zaprogramowane urządzenia. A królowa świetnie spełniała rolę twórczą w dowodzeniu. Identyfikowała problemy i rozwiązywała je. Gdy znalazła rozwiązanie (czasem torturami nawet) dawał impuls do całego kolektywu i już wszyscy wiedzieli co mają robić. Borg bez niej byłby tylko bezwolnymi kukłami, które nie potrafiły twórczo podejść do problemu walki, asymilacji (np przeprogramowanie nanosond, itp). Dlatego królowa potrzebowała dodatkowo pośrednika, który pokazałby kolektywowi daną rasę z ich perspektywy. Próbowała z Picardem, 7 z 9 a na końcu nawet z Janeway. (sorki za zdradzanie wątków dla tych co nie widzieli).
Mav:
W ogóle Voyager jest, co odcinek czyściutki i piękny jak zawsze. Nie widać by oszczędzali energie itd. Luksus i beztroska i to jeszcze w kwadrancie opanowanym przez Borga

To akurat fakt ale jeszcze można założyć, że korzystali (co i miało miejsce z różnych orbitalnych stacji kosmicznych) jak i często kiedy był zrujnowany to jakieś zawirowanie czasowe wracało stan Voyagera do stanu wyjściowego (to akurat mi się niepodobało takie uproszczenie). Np więcej serialowi dodałoby dramatyzmu gdyby chociażby zginął jeden czy drugi z głównych postaci (a chociażby sama Janeway w jednym z ostatnich odcinków). Co prawda zginął Chakotay ale tylko w linii czasowej z przyszłości.

Q__:
Właśnie ta nuda Delty to mój główny zarzut do VOY. Ten kwadrant nie jest miejscem godnym eksploracji w sumie. Ot leci se Kaśka z ekipą, i leci...

NIe zgadzam się absolutnie, ze nuda. Chociażby wczoraj obejrzałem taki odcinek z 2 sezonu, że nawet troszkę miałem ciarki o plecach. Z tego co pamiętam to z sezonu na sezon było co raz lepiej. (zwłaszcza od 4-tego) Co do czerpania z wątków innych seriali owszem, zgoda. Czasem jednak fakt, że Voy uszedł cało był nazbyt optymistyczny. Ale ogólnie serial naprawdę OK choć chyba TNG ciut lepszy.
Q__
Moderator
#515 - Wysłana: 23 Lut 2010 01:11:55
Odpowiedz 
Adek

Adek:
To akurat fakt ale jeszcze można założyć, że korzystali (co i miało miejsce z różnych orbitalnych stacji kosmicznych) jak i często kiedy był zrujnowany to jakieś zawirowanie czasowe wracało stan Voyagera do stanu wyjściowego

Ciekawe, że Equinox nie miał tego szczęścia...

Adek:
Ale ogólnie serial naprawdę OK choć chyba TNG ciut lepszy.

Ciut, ot jakieś 100 razy
Havoc
Użytkownik
#516 - Wysłana: 23 Lut 2010 02:23:36
Odpowiedz 
Q przecież to jest bzdura. Chcielibyście razem z Mav rasy nie chumanoidalne, a z drugiej strony nie podobają się wam konflikty i wojny.
Jak dostaniesz obcego wyglądającego jak modliszka, to masz tez duże szanse, że ma całkiem inny światopogląd, inną moralność.
Do starcia (przynajmniej) jeden kroczek. A co jak spotykamy drugi gatunek nie chumanoidalny, który jest w konflikcie z pierwszym? Może zacząć strzelać tylko z tego powodu, że nie strzelał pierwszy, co oznacza (dla nich), że mamy z nimi jakąś umowę.

Dla mnie bardziej prawdopodobne jest, że na początku się "poszczelamy", a dopiero później pogadamy.

Konwencja TNG, "miłość, pokój, dyplomacja", zawsze i wszędzie to bzdura. Co cały serial czyni bzdurnym i naiwnym.
Sh1eldeR
Użytkownik
#517 - Wysłana: 23 Lut 2010 02:34:17
Odpowiedz 
Właśnie, z tym stanem Voyagera to był pewien sucharek. Jakoś niespecjalnie pokazywali zwykłe zużywanie się okrętu. A trzeba dodać, że Voy wielokrotnie brał udział w walce. Fakt, gdy był ledwo-żywy to przeważnie zawirowania temporalne to odwracały, ale ile razy tak się nie stało, gdy stracił tarcze i przyjął parę strzałów na kadłub?

Tymczasem na modelu nic nie widać.

A mogło to dodać trochę klimatu. Człowiek widziałby, że okręt nie jest niezniszczalny i bałby się, czy w ogóle się nie rozleci. Każde trafienie bolałoby widza ;), bo powodowałoby skutki obecne do końca serialu. Podobną rzecz zrobiono w nowym BSG. I nawet wpleciono to jako element fabuły -- pod koniec Galactica nie mogła już skakać. Pamiętam, jak byłem pod wrażeniem, gdy po ataku na Nową Capricę stoczyła jeszcze kilka bitew i przyjmowała silne ciosy. Każdy stracony Viper był małą tragedią, podobnie jak każdy kolonialny transportowiec. Zasoby były po prostu ograniczone. A gdy Flocie udało się coś zdobyć -- paliwo, wodę, amunicję -- to człowiek się cieszył, że uzupełnili magazyny.

W Voyu mogli to co prawda zredukować -- w końcu w Treku okręty mają osłony, a amunicja do fazerów się praktycznie nie kończy -- ale trochę blizn chyba by Voyagerowi nie zaszkodziło, co nie? Poza tym mogliby zawsze pokazać w tym czy innym odcinku, że okręt został naprawiony. Ja bym się na pewno cieszył, gdyby Galactica przeszła w którymś momencie jakiś remont. Dla niej było to niemożliwe z braku baz i czasu na naprawy, ale w Treku jest inaczej. Pełno obcych ras, niektóre przyjazne i dysponujące stoczniami. Niektóre komponenty, być może włącznie z poszyciem okrętu, można by po prostu replikować, więc nie trwałoby to nie wiadomo jak długo.

Jest też inna opcja. Może powinniśmy uznać, że okręty Floty po prostu same świetnie sobie radzą. Replikatory i doświadczeni inżynierowie mogą przecież zdziałać cuda.
Mav
Użytkownik
#518 - Wysłana: 23 Lut 2010 02:58:58 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Havoc:
Chcielibyście razem z Mav rasy nie chumanoidalne, a z drugiej strony nie podobają się wam konflikty i wojny.

Ja nie mowie NIE dla konfliktów czy wojen, ale nie takich głupich i tak głupio pokazanych jak w DS9

Havoc:
Jak dostaniesz obcego wyglądającego jak modliszka, to masz tez duże szanse, że ma całkiem inny światopogląd, inną moralność

No i bardzo dobrze! o to właśnie chodzi! w końcu to obcy co nie? I wtedy by się ciekawie zrobiło. Skończyłoby się kopiowanie zachowań i sposobu myślenia typowego, (co ja pisze identycznego praktycznie) jak dla ludzi (Oczywiście wygląd modliszki to tylko przenośnia do obcego kształtu, dosłownie wielkich modliszek bym nie chciał wiadomo )

Havoc:
co jak spotykamy drugi gatunek nie chumanoidalny, który jest w konflikcie z pierwszym? Może zacząć strzelać tylko z tego powodu, że nie strzelał pierwszy, co oznacza (dla nich), że mamy z nimi jakąś umowę

No ciekawy problem do rozwiązania. Jak tu się zachować, jak rozwiązać takie problemy Jak wszyscy kosmici się tak pięknie nie rozumieją, nie gestykulują, nie zachowują tak samo to już się robi ciekawiej jak dla mnie
Zresztą to co tu tak na szybko napisałeś jest zdecydowanie lepszym, logiczniejszym powodem wojny niż to co pokazano w DS9

Havoc:
Dla mnie bardziej prawdopodobne jest, że na początku się "poszczelamy", a dopiero później pogadamy.

Dwie inteligentne obce cywilizacje nie muszą od razu do siebie strzelać przez problem w początkowym porozumieniu się. Za dużo się DS9 się naoglądałeś tam strzelają do siebie, wywołują wojny nawet jak mogą usiąść, zjeść i napić się przy wspólnym stole oddychając tym samym powietrzem i nawet mogąc uprawiać ze sobą sex
Pozwolę sobie zmienić lekko tekst znanej polskiej piosenki bo tu po drobnej korekcie nawet pasuje

Tacy sami! A wojna między nami!
Q__
Moderator
#519 - Wysłana: 23 Lut 2010 07:39:57 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Havoc

Havoc:
Q przecież to jest bzdura. Chcielibyście razem z Mav rasy nie chumanoidalne, a z drugiej strony nie podobają się wam konflikty i wojny.

Trochę nie do końca tak. Jak już napisał Mav, wszystko zależy jeszze od tego jak ta wojna zostanie pokazana. Np. sposób pokazania wojen w SAAB czy "Wiecznej wojnie", a loklanych potyczek we "Fiasku" czy "Niezwyciężonym" Lema jest jak najbardziej sensowny. Tak samo fakt, że do V'Gera próbowano strzelać ma sens.
Tyle, że Trek jest o odkrywaniu, czyli główną myślą bohaterów w takich razach nie powinno być "jak walczyć", a "jak się porozumieć i przerwać wojną". (Mogą to być próby porozumienia dowolnie bezowocne, czy zawodne, ale muszą być. Przy czym ta bezowocność musi wynikać z fabularnej logiki, a nie być naciągano-aprioryczna jak w DS9, gdzie najpierw widzimy, że z J'H daje się jednak czasem dogadać - "Hippocratic Oath ", a potem, że to niewykonalne - "Rocks and Shoals"; gdzie Zmienni jakoś koegzystują ze "stałymi", ale słyszymy, że koegzystencja jest im wstrętna.)
Trek nie polega na tym, że nigdy się nie strzela (nawet Łysy miał pokaźną ilość napastników na sumieniu), ale na tym, że nawet w środku walki szuka się możliwości przyszłego porozumienia, na ciągłych próbach wczucia się w myślenie drugiej strony (może w DS9 należało mniej ekspansywnie ekspolorować Gammę dając Zmiennym czas na oswojenie się z istnieniem nowego mocarstwa działajacego w regionie? a może porozumienie należało zacząć od niewolników, nie od "panów", pokazując im, że są lepsze alternatywy niż służba?).
Zobacz: z Borg walczono, ale czy powiedziałem złe slowo na tą walkę? Nie, bo wynikała logicznie z sytuacji i była klasyczno-Trekowa (nieliczne, ale b. silne jednostki), nie efekciarsko-spaceoperowa. Zauważ też: czego jak czego czepiam się w DS9, ale nie zaglady USS Odyssey - ta zagłada także jest w pełni uzasadniona fabularnie, a sposób w jaki do niej dochodzi - logiczny. Natomiast wnioski jakie z niej wyciągnięto już nie, bo sygnał był jasny: nie pchać się dalej bez pomyślunku, bo tubylcy mogą być nerwowi, a są potężni. (Picard i Kirk ileś razy zostawili w spokoju izolacjonistyczne rasy, zepsuty przez scenarzystów Sisko zaczął z nagła myśleć w kategoriach polityka usiłujacego wymuszać to czy owo, nie badacza nieznanych obszarów - błąd niewybaczalny jak na pierwszoplanowego bohatera ST. I to bohatera, który tak finezyjnie dawał sobie radę i z Cardassianami, i z bajorańskim zelotyzmem; i umiał podać rękę facetowi, który zabił mu żonę.)

ps. z Dominion War jest jeszcze jeden kłopot: Trek słynął ze swej warstwy problemowej nadbudowanej nad fabułą, tymczasem z odcinkach związanych z Dominion War jest ona dość wątła. Wasrstwy problemowej nie może stanowić samo Dominium, bo Problem o nazwie "Dominium" - wroga potęga nie licząca się z życiem swoich niewolników - został już naświetlony w odcinku "Jem'Hadar". Nie jest tym Problemem fakt, że wojna jest zła, bo to pokazał nam już "Day of the Dove", ani fakt, że mimo to czasem nieunikniona - to z kolei pokazał m.in. "A Private Little War", ale i każdy moment, w którym Picard, gdy negocjacje zawodzą, każe strzelać. Nie jest też Problemem, że wojna (a dokładniej chęć zaprowadzenia pokoju) zmusza do dokonywania niełatwych wyborów, bo to już było w "Yesterday's Enterprise"; zresztą niełatwe wybory to specjalność załóg UFP. Nie jest wreszcie Problemem, że wojna zostawia ślady w psychice swoich ofiar, bo wystarczy popatrzeć na Kirę czy Sisko od pierwszych odcinków, by to widzieć. Niestety, ubożenie warstwy problemowej ST zaczyna się od Dominion War właśnie, choć do właściwego VOY i ENT wyprania z wszelkiej głębi jeszcze daleko.
Adek
Użytkownik
#520 - Wysłana: 23 Lut 2010 18:39:53 - Edytowany przez: Adek
Odpowiedz 
Sh1eldeR:
W Voyu mogli to co prawda zredukować -- w końcu w Treku okręty mają osłony, a amunicja do fazerów się praktycznie nie kończy -- ale trochę blizn chyba by Voyagerowi nie zaszkodziło, co nie? Poza tym mogliby zawsze pokazać w tym czy innym odcinku, że okręt został naprawiony.

Bywały takie odcinki, w których Voyager miał dokonywane naprawy i przeglądy (albo o tym mówiono na początku). Ale faktem jest, ze po niektórych bojach wyglądał nazbyt dobrze.
Ogólnie napiszę obok tematu. Ja mam do was ogólnie prośbę. Czy moglibyście dodawać przed swoimi postami formułkę MOIM ZDANIEM!!?. To by bardzo uprawdopodabniało, ze jest to opinia jednostkowa a nie jakqś obowiązująca dla wszystkich. Ogólnie Voyagera lubię i to się raczej nie zmieni co byście nie napisali. Choć dostrzegam w nim pewne niedociągnięcia i błędy.
Q__
Moderator
#521 - Wysłana: 23 Lut 2010 19:05:37
Odpowiedz 
Adek

Adek:
Czy moglibyście dodawać przed swoimi postami formułkę MOIM ZDANIEM!!?.

Hmm.. Przyjęliśmy już dawno, że cokolwiek piszemy piszemy swoim zdaniem i na swoją odpowiedzialność (czasem jeszcze podkreślając to anglojęzycznymi akronimami IMO i IMHO), nawet recenzje i artykuły zamieszczone na stronie głównej są tekstami subiektywnymi, odzwierciedlającymi głównie punkt widzenia swoich autorów.

Nie jest też tak, by ktokolwiek z Forumowiczów miał się sugerować opinią innego Forumowicza. Ty masz prawo uważać VOY nawet za najlepszy z Treków, ja sądzić, że jest najgorszy, a rozmawiać możemy dalej trwając przy swoich opiniach .
Mav
Użytkownik
#522 - Wysłana: 23 Lut 2010 20:15:27 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
ja sądzić, że jest najgorszy

a co z ENT? IMO IMHO MOIM ZDANIEM jest jeszcze gorszy, ale generalnie oba są siebie wart.
Q__
Moderator
#523 - Wysłana: 23 Lut 2010 20:31:36 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
a co z ENT? IMO IMHO MOIM ZDANIEM jest jeszcze gorszy

IMO jest odrobinę lepszy, bo choć więcej szans marnuje (więc jest bardziej wkurzający w efekcie), to przynajmniej duecik B&B miał tą razą odwagę sięgnąć poza XXIV stulecie i poeksperymentować z wnętrzami i mundurami, pobawić się w łatanie kanonu, oraz wykonać kilka niezgrabnych ukłonów w kierunku NASA.

VOY jest po prostu idealnie nijaki, i w dziedzinie mierności nie do przebicia.
Adek
Użytkownik
#524 - Wysłana: 23 Lut 2010 21:33:33
Odpowiedz 
Q__:
VOY jest po prostu idealnie nijaki, i w dziedzinie mierności nie do przebicia.

A ja odpowiem, że jest po prostu genialny i w dziedzinie oryginalności nie do przebicia. No więc tyle mam do powiedzenia i pewnie nie więcej skoro masz taki stosunek do serialu. Znaczy ja nawet rozumiem inny punkt widzenia ale sam rozumiesz, że trudno jest jakoś pociągnąć dyskusję przy przeciwstawnych poglądach. Mur nie do przebicia. Z mojego doświadczenia wynika, że im mniej się rozmawia na temat sprzecznych poglądów tym większa szansa na zachowanie przyjaznych relacji. .
Eviva
Użytkownik
#525 - Wysłana: 23 Lut 2010 21:48:28
Odpowiedz 
Adek

Adek, mam ochotę Cię ucałować za obronę mego drugiego po TOS ulubionego serialu. Już płuca wygadałam w jego obronie, dobrze, ze przejąłeś pałeczkę.
Q__
Moderator
#526 - Wysłana: 23 Lut 2010 22:37:48
Odpowiedz 
Adek

Adek:
A ja odpowiem, że jest po prostu genialny i w dziedzinie oryginalności nie do przebicia.

Na co zapytam czy jesteś w stanie uzasadnić tą tezę i za pomocą jakich argumentów .

Adek:
Znaczy ja nawet rozumiem inny punkt widzenia ale sam rozumiesz, że trudno jest jakoś pociągnąć dyskusję przy przeciwstawnych poglądach.

Owszem . Tym niemniej zawsze można przedstawic argumenty z obu stron i wtedy - zamiast wołać "golono/strzyżono" - sporządzić "protokół rozbieżności".
Adek
Użytkownik
#527 - Wysłana: 23 Lut 2010 23:43:06 - Edytowany przez: Adek
Odpowiedz 
Q__:
Owszem . Tym niemniej zawsze można przedstawic argumenty z obu stron i wtedy - zamiast wołać "golono/strzyżono" - sporządzić "protokół rozbieżności".

Sorki nie będę żadnych protokołów sporządzał. Wybacz Mi się podoba serial a tobie nie no i dobra. Argumenty już podawałem w innych tematach: wizualnie genialny, aktorsko też całkiem nieźle, fajne wątki, wspaniale wyposażony okręt trochę taki lux w swoim rodzaju . Ciekawe rasy, scenariusze. Ale kurczę ja nie jestem tego typu dyskutantem co się będzie przekamarzał z kimś przez tysiąc postów. Nie sądzisz, że szkoda czasu kruszyć kopie? To tak samo jak udowodanianie wyższości PEPSi nad COLĄ lub na odwrót. Ja nie wiem, ja nie rozumiem, że to tak kurde tak trudno pojąć i uszanować czyjś punkt widzenia. Wymaga się ode mnie wciąż argumentów, a dlaczego tak, a dlaczego siak, itp? To tak samo jakbym cię zpaytał dlaczego podoba ci sie blondynka lub brunetka lub na odwrót. No podoba się bo ma się taki a nie inny gust. Dlaczego lubi się pikantne a nie mdłe potrawy, dlaczego herbatę a nie kawę. Ja ci mogę w tego typu rozważaniach dostarczyć tysiące argumentów ale ty i tak je zbijesz bo sobie wynajdziesz własne argumenty, na 100% sprzecznych z moimi. Więc uszanujmy ten prosty fakt, że każdemu podobają się różne rzeczy. OK? To ak swoja drogą innych też się tyczy.
Eviva:
dek, mam ochotę Cię ucałować za obronę mego drugiego po TOS ulubionego serialu. Już płuca wygadałam w jego obronie, dobrze, ze przejąłeś pałeczkę.

No dzięki za uzanie ale chyba niepotrzebnie wygadalaś płuca bo niestety ale twoi adwersaże przeważnie nigdy nie zgodzą się z tobą, ani ze mną. Bo to tak jest jak ktoś ma inne zdanie i chociażbyś wynajęła adwokata z Oxfordu to ta druga strona i tak będzie wiedzieć swoje. Bo tacy jesteśmy. Jak zacytowała Evelin. By skończyć jednią kłótnię i marzyć o kolejnej. (trochę przerobiłem ten cytat). I właśnie dlatego innym tłumaczę dlaczego nie lubię wdawać się w tego rodzaju polemiki. No jak żyję jeszcze nigdy nie przekonałem kogoś żeby przestał lubić " tą COLE, PEPSI, Blondynkę, itp" bo każdy jest inny. JA tu się mogę zdobyć na wyżyny jakiejś adwokackiej wyższej retoryki a ktoś mnie skwituje: "A nie prawda bo coś tam"... Ja się pytam jaki jest sens takiej przepychanki słownej. Ja np Eviva bardzo uszanuję czyjś gust, nawet odmienny od mojego. Niestety prawie zawsze nie spotykam sie z tym samym stąd daruję sobie ostre dyskusje na temat różnych poglądów. Dla mnie to nie jest forma miłego spędzania czasu - wykłócania się. Jeśłi ktoś uważa, ze Voy to badziewi w ogóle trudno, jego sprawa. A ja w ramach odwetu nie będę krytykował czyjegoś gustu a tak tu się nie raz robi. Jedynie moja anielska cierpliwość i łgodne usposobienie pozwala mi uniknąć konfilktów.
Q__
Moderator
#528 - Wysłana: 24 Lut 2010 00:01:00
Odpowiedz 
Mav
Użytkownik
#529 - Wysłana: 24 Lut 2010 00:49:28 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Adek:
Argumenty już podawałem w innych tematach: wizualnie genialny, aktorsko też całkiem nieźle, fajne wątki, wspaniale wyposażony okręt trochę taki lux w swoim rodzaju . Ciekawe rasy, scenariusze

To ja podam moje argumenty przeciwko. Wizualnie daje rade ale bez rewelacji. aktorsko całkiem słabo, kiepskie wątki, zbyt wspaniale wyposażony okręt, troche za bardzo lux, relaks mają biorąc pod uwage ich sytuacje. Nijakie, nie ciekawe rasy i scenariusz


Q__:
Kolejny dobry odcinek DS9 - "The Visitor":

Oglądałem dzisiaj Wczoraj Far Beyond the Stars i Duet Dobrze przypomnieć sobie dobre odcinki. Te wszystkie wojenne epizody jak np. Sacrifice of Angels mogą się schować i pokazują, że ta cała wojenka jest bez sensu.
Sh1eldeR
Użytkownik
#530 - Wysłana: 24 Lut 2010 01:36:54 - Edytowany przez: Sh1eldeR
Odpowiedz 
Adek:
Ja nie wiem, ja nie rozumiem, że to tak kurde tak trudno pojąć i uszanować czyjś punkt widzenia.

A ktoś tu takowego nie szanuje? A przynajmniej "nie toleruje"? Niektórzy ludzie mają fatalny gust. Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że ten ich gust "szanuje" -- raczej go nie szanuje, nie ma w nim nic do szanowania (ten "gust" wynika z tego, że się na danej rzeczy po prostu nie znają, a intuicyjnie albo im coś nie podchodzi, albo podchodzi i akurat niezbyt zgrywa się to z jakością tego czegoś). Ale nic mi do tego. Szanuje to w ten sposób, że niech oni sobie egzystują i mówią, że coś im się nie podoba lub podoba. Mnie to za bardzo nie przeszkadza, a nawet jeśli, to im tego nie zabronię.

Adek:
Wymaga się ode mnie wciąż argumentów, a dlaczego tak, a dlaczego siak, itp?

Się nie wymaga, przecież nikt Cię nie kopnie za to, że nie podasz mu argumentów. Jak Ci się nie chce, to po prostu nie podawaj. IMO możesz nawet napisać wprost, że nie chce Ci się o tym gadać. Choć ja czasami stosuję metodę, że po prostu o tym nie gadam. Bo nie chce mi się gadać nawet o tym, że nie chce mi się o tym gadać. Na to forum wchodzimy raczej dla przyjemności i ew. żeby się czegoś ciekawego dowiedzieć (co też jest przyjemnością), a nie po to, by się komuś tłumaczyć.

Jestem przekonany, że Q__ Ci nie będzie suszył głowy jeśli nie zechcesz mu czegokolwiek wytłumaczyć. A jak będzie, to z takiego trochę zgryźliwego żartu, a nie na poważnie ;).

Adek:
dlaczego podoba ci sie blondynka lub brunetka lub na odwrót. No podoba się bo ma się taki a nie inny gust. Dlaczego lubi się pikantne a nie mdłe potrawy, dlaczego herbatę a nie kawę.

To troszkę inna kwestia.

Często takie rzeczy można rozłożyć na czynniki pierwsze, przynajmniej gdy się człowiek na danej dziedzinie jako tako zna.

Potrawa to dość złożona rzecz. W mojej ulubionej restauracji np. serwują zupę pomidorową, która jest niemal jedyną zupą, jaką toleruję. Generalnie nie lubię zup. Po prostu, taki już jestem. Mogę jednak to troszkę bardziej wyjaśnić: nie lubię czegoś, co zalewa mi żołądek. Muszę zeżreć coś "konkretniejszego", np. jakiś kawał mięcha, ale nie wodę. Wody piję i tak mnóstwo, ale zupa normalnie nie zaspokaja mojego głodu i nie jest dla mnie pełnowartościowym posiłkiem. Nie lubię też jej jako pierwszego dania, bo w zupie jest sporo płynu (wody), a ja lubię być odrobinę głodny, tj. mieć nie całkiem napełniony żołądek gdy jem główne danie.

W każdym razie, w tej mojej restauracji dają zupę pomidorową, która tam się nawet nazywa "krem pomidorowy". Jest jej stosunkowo niewiele, taki niewielki pucharek, więc całego brzuszyska mi nie zalewa. Jednocześnie jest gęsta; to taki jakby przecier, krem pomidorowy. A ja pomidory lubię . Jest sporo rzadsza niż taki budyń i to wciąż niby zupa, ale pływa w niej mnóstwo takich praktycznie niewyczuwalnych drobinek z tych prawdziwych pomidorów. Do tego na wierzch dają bitą śmietanę, którą też lubię, bo lubię niektóre słodkie rzeczy i daje to taki fajny kontrast zimno-ciepło. Do tego koniecznie zamawiam świeżo wypieczone pieczywo pszenne, na zagrychę! I w ten sposób ktoś, kto zupę je kilka razy w roku, jest usatysfakcjonowany jakąś pomidorówką.

Widzisz -- w tym opisie było mnóstwo subiektywności. To lubię, tego nie lubię. Można jednak troszkę to pociągnąć i podać więcej szczegółów. Zauważyć rzeczy, które mi szczególnie podchodzą i które osobiście uważam za cenne. I podać parę przykładów.

Czasem nie trzeba, ale czasem by się przydało. Np. napisałeś, że Voyager jest "wizualnie genialny". Tu by wypadało napisać względem czego. I skoro VOY jest "wizualnie genialny", to co powiesz o takim Avatarze? ;) Chyba troszkę się zapędziłeś z tym określeniem -- choć mogę się mylić. O Voyagerze powiedziałbym, że wizualnie -- pod względem np. modelu okrętu -- przebija oczywiście TOS-a, TNG, a nawet DS9. Być może nawet, paradoksalnie, przebija ENT-ka, choć pewności nie mam, bo go za wiele nie oglądałem.

Z drugiej jednak strony w porównaniu z BSG wypada blado. Same designy okrętów też wypadają tak sobie pod względem oryginalności, jeśli postawić je obok nienajnowszego przecież Babylon 5.

Aktorsko VOY nieźle... Tu też można podać kilka przykładów w tę i w tamtą stronę, żeby go gdzieś umiejscowić. Aktorsko nieźle w porównaniu do kogo? Do Nimoya (Spock) z TOS? Do Patricka Stewarda (Jean Luc Picard) lub Brenta Spinnera (Data) z TNG? Niekoniecznie. Choć z drugiej strony w VOY-u mamy Roberta Picardo, który jako EMH naprawdę nieźle wymiatał. Ja osobiście miałem też za młodu pewną słabość do Seven graną przez Jeri Ryan, choć tu akurat może nie chodziło o kunszt aktorski, tylko zapewne jakieś moje "niespełnione wizje seksualne", czy jak by to nazwał Freud (bo dziewczyny sobie wybieram zupełnie inne niż Seven :P).

Fajne wątki... Jakie? Można np. powiedzieć, że komuś się podoba to, iż Voy jest sam i że wraca do domu. Cały serial ma dzięki temu pewien kierunek. Z drugiej strony ktoś inny może rzec, że mu się to nie podoba, bo zamiast "lecieć tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek", Voyager... stamtąd wraca. Więc jakby odwrotnie. Ale zawsze mogę zakomunikować, że ta odmiana mi się akurat podoba, co nie?

Kolejnym fajnym wątkiem byłby pewnie Borg. Problem w tym, że wątek ten wymyślono w TNG, a w VOY-u trochę schrzanili sprawę, bo Borg został oswojony i przestał być taki potężny (jeszcze ta królowa.... -- to trochę kontrowersyjne w świetle kanonu z TNG, prawda?). Niemniej jednak Scorpion cz. I i II to moje bodaj ulubione odcinki Voyagera. Wprowadzili też wątek gatunku 8742, który akurat rzeczywiście był ciekawy.

Nie wiem... Moim zdaniem można dyskutować bez jakiegoś obrażania się. I nawet o subiektywnych rzeczach można toczyć ciekawe dyskusje. Tj. nie jest tak, że jedna osoba mówi "a ja to lubię i już!" i to wyczerpuje temat. Nie, przeważnie da się to rozłożyć na jakieś drobniejsze części. Powiedzieć, co konkretnie się mi w tym podoba, a co nie. W realu stoczyłem dość sporo bardo subiektywnych i bardzo wciągających dyskusji. Czasami zamiast przyjmować posturę agresywno/defensywną trzeba włączyć podobny tryb jak... jak załącza Ci się na dobrej randce. Trzeba po prostu umieć słuchać. Potem można powiedzieć własne zdanie na ten temat, własne odczucia. Przekrzykiwanie się nie ma sensu. Kłócenie o wyższość Świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą (czy odwrotnie?!) też. Ale słuchając kogoś można czasem spojrzeć na to coś z innej perspektywy. Jeśli tego nie lubiłeś, to możesz nagle doznać olśnienia, że jest też w tym odrobina geniuszu, której wcześniej nie widziałeś. I vice versa.

Q__ np. marudzi o tym Voyu i marudzi, ale w tle ciągle podsuwa Ci to jego ulubione :P Deep Sleep... ee, to jest Deep Space Nine. Które miało kilka (ważnych!) bardzo udanych rozwiązań. I parę... mniej udanych.

Idealnego Treka jeszcze chyba nie było. Może takie coś nie istnieje -- choćby dlatego, że jednemu bardziej podchodzi to, drugiemu tamto.

EDIT:
Kurdę, chłopaki, dzięki za nazwy tych odcinków DS9. O dziwo jakoś ich nie kojarzę (chyba musiałem je widzieć...?!). Chętnie sobie przypomnę.

A Adek też możesz rzucić czymś z Voyagera, też sobie obejrzę.

Zamiast marudzić i trzymać się "jedynego słusznego serialu", planuję bezczelnie poprzypominać sobie ze wszystkich to, co najlepsze :P. No dobra, do ENT-ka nadal mam pewną nieusprawiedliwioną awersję, ale na niego też mnie kiedyś weźmie.

Żeby nie być sępem, ja też rzucę paroma odcinkami. Z TNG, żeby było do kompletu.

TNG: Darmok -- wiem, wiem, szilder jak zwykle wyskakuje z Darmokiem :P. Nic nie poradzę. Świetny odcinek, mega-mega-mega trekowy. Miejscami wygląda troszkę... umownie, ale sam pomysł i fabularne wykonanie jest moim zdaniem rewelacyjne. Patrick Stewart też pokazuje, co potrafi. Bodajże Madame Picard (albo Eviva? któraś z naszych prominentnych forumowiczek) go nie może zdzierżyć, bo to praktycznie kino jednego aktora. Ale cóż, nie moja wina, że się nie zna :P.

TNG: The Inner Light -- j/w. Oryginalny, nietypowy. Powoduje, że człowiek jakoś tak zaczyna się zastanawiać nad swoim życiem.

Celowo wymieniłem odcinki, które co prawda fani bardzo dobrze znają, ale ludzie spoza TNG już niekoniecznie. Nie ma w nich Borga, nie ma za dużo strzelania. Są po prostu zupełnie inne niż -- również świetne -- Best of Both Worlds, czy All Good Things. Ten ostatni to tak w ogóle bardzo fajne zwieńczenie TNG. Równy odcinek, bardzo dobry na niemal każdym poziomie.
Mav
Użytkownik
#531 - Wysłana: 24 Lut 2010 02:13:49
Odpowiedz 
Sh1eldeR:
No dobra, do ENT-ka nadal mam pewną nieusprawiedliwioną awersję, ale na niego też mnie kiedyś weźmie

Obejrzyj sobie ENT 2x16 Future Tense Z tego co pamiętam jeden z najlepszych odcinków etka. Może sam go sobie nawet obejrze raz jeszcze. Ogólnie oczywiście nie lubie tego serialu.
Q__
Moderator
#532 - Wysłana: 24 Lut 2010 08:08:23 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Sh1eldeR

Sh1eldeR:
TNG: The Inner Light

Doskonała rzecz. Może Madame Picard narzekać na Łysego grającego na fujarce, ale jest to genialna ciepło-nostalgiczna opowieść o wymarłej cywilizacji i pamiątce jaką po sobie zostawiła. Kojarzą mi się jakoś, również opowiadające o śladach istnienia wymarłych cywilizacji "Gwiazda" Clarke'a i "Słuchacze" Gunna (w drugim wypadku podobieństwo jest większe, ślad zostawia cywilizacja, która wie, że umiera); oraz "Ostatni i pierwsi ludzie" Stapledona i partie "Pieśni odległej Ziemi" Clarke'a traktujace o ostatnich dniach ziemskiej cywilizacji - nastrój melancholii ten sam.

Lubiłem sobie wyobrażać, że wymarła cywilizacja była "tak naprawdę" niehumanoidalna, a humanoidalnie wygląda tylko w umyśle Picarda, który w ten sposób zinterpretował sobie otrzymane dane, usiłujac uczynić je zrozumiałymi dla siebie (czyli to czego doświadczał Łysy nie byłoby "tylko" swoistą VR, ale jeszcze "obrazkowym przekładem z Obcego na nasze"); za pewną analogię niech posłuży wstęp do "Nastania nocy" Asimova (i Silverberga):
"Kalgasz to zupełnie odmienny świat i nie chcielibyśmy, abyś myślał, iż jest taki sam jak Ziemia, nawet jeżeli zamieszkujących go ludzi opisujemy jako mówiących w zrozumiałym dla ciebie języku i posługujących się znanymi ci pojęciami. Te słowa należy rozumieć jedynie jako odpowiedniki terminów obcych - czyli jest to typowy zbiór odpowiedników, taki sam, jakiego używa autor powieści, gdy jego cudzoziemscy bohaterowie porozumiewają się między sobą w swoim ojczystym języku, a on przekłada ich słowa na język czytelnika. Tak więc jeżeli mieszkańcy Kalgasza mówią "kilometrach", "rękach", "samochodach" czy "komputerach", to mają na myśli własne jednostki odległości, własne kończyny chwytne, własne środki transportu, własne urządzenia przetwarzające informacje itd. Komputery na Kalgaszu niekoniecznie muszą być kompatybilne ze stosowanymi w Nowym Jorku, Londynie czy Sztokholmie, a słowo kilometr, którego używamy w tej książce, nie musi oznaczać jednostki odległości równej tysiącu metrom. Uznaliśmy jednak, że prościej i lepiej będzie wykorzystać znane terminy do opisywania zdarzeń na tamtym całkowicie odmiennym świecie, niż wymyślać długą listę kalgasjańskich wyrazów.
Innymi słowy, moglibyśmy opowiedzieć ci, jak to jeden z naszych bohaterów zatrzymał się, aby strapnąć swe kanglisze przed wyjściem na siedmiowerkową przechadzkę po głównej libiszy swojego rodzinnego subna, i cała treść książki mogłaby wyglądać równie obco i odległe. Wtedy jednak o wiele trudniej byłoby wyłowić sens tego, co opisujemy, a to nie wydawało nam się celowe. Istota tej opowieści nie leży bowiem w liczbie dziwacznych pojęć, które moglibyśmy wymyślić; zawiera się raczej w reakcji grupy ludzi nieco nas przypominających, żyjących w świecie trochę podobnym do naszego - we wszystkim, z wyjątkiem jednego, ważnego szczegółu - kiedy ci ludzie stają w obliczu sytuacji, różniącej się całkowicie od tego, z czym kiedykolwiek borykali się mieszkańcy Ziemi. Wziąwszy pod uwagę wszystkie okoliczności uznaliśmy, że lepiej opowiedzieć ci, iż ktoś założył buty przed wyjściem na siedmiokilometrową przechadzkę, niż zaśmiecać książkę kangliszami, werkami i libiszami.
Jeśli wolisz, możesz sobie wyobrażać, że w tekście pojawiają się "werki" wszędzie tam, gdzie jest mowa o "kilometrach", "glabery" tam, gdzie występują "godziny", a "sladoły" tam, gdzie są "oczy". Możesz też wymyślić własne terminy. Werki czy kilometry - wszystko to straci znaczenie w chwili, gdy pojawią się gwiazdy."


Ale to oczywiście była moja próba zrobienia doskonałego odcinka jeszcze lepszym. (Choć Qubiczny pewnie powie, że mam prawo tak to sobie interpretować, bo w końcu Trek to teatr i symbole .)
Adek
Użytkownik
#533 - Wysłana: 24 Lut 2010 10:36:53
Odpowiedz 
Sh1eldeR
No to wygłosiłeś mi tyrradę Lepiej się czujesz?
Qubiczny
Użytkownik
#534 - Wysłana: 24 Lut 2010 10:45:47 - Edytowany przez: Qubiczny
Odpowiedz 
Sh1eldeR:
TNG: The Inner Light -- j/w. Oryginalny, nietypowy. Powoduje, że człowiek jakoś tak zaczyna się zastanawiać nad swoim życiem.

No i proszę W innym wątku się oburzam na wyszczególnienie tego epizodu jako jednego z gorszych w Treku, a tutaj wiedzę, że jednak nie jestem odosobniony w swojej opinii o tym świetnym odcinku.

Q__
Q__:
Doskonała rzecz. Może Madame Picard narzekać na Łysego grającego na fujarce, ale jest to genialna ciepło-nostalgiczna opowieść o wymarłej cywilizacji i pamiątce jaką po sobie zostawiła.

I nie tylko
Q__
Moderator
#535 - Wysłana: 24 Lut 2010 10:51:12
Odpowiedz 
Adek

Nie sądzę, by ktos na tym forum wygłaszał tyrady, by lepiej się poczuć (no poza Baruszem i Przewodasem)...
Adek
Użytkownik
#536 - Wysłana: 24 Lut 2010 10:58:16
Odpowiedz 
Strasznie was kłuje w oczy, że lubię tego Voyagera. A z resztą. Piszcie sobie co chcecie.
Madame Picard
Moderator
#537 - Wysłana: 24 Lut 2010 10:59:36
Odpowiedz 
Adek

W tego typu dyskusjach nie chodzi (przynajmniej niektórym z nas, mam nadzieję), żeby zabić, zniszczyć i rozdeptać przeciwnika, ale o to, aby poznać nawzajem swoje opinie, bo to nas intelektualnie wzbogaca, poszerza horyzonty, otwiera oczy na inne punkty widzenia. Można oczywiście spróbować przekonać drugą stronę, albo samemu dać się przekonać, ale nie to jest głównym celem dyskusji, tak bym powiedziała.

Co do opinii na temat tego, co się nam podoba lub nie, to do różnych racjonalnych argumentów dochodzi czysto subiektywny czynnik emocjonalny. Czasem wiemy, że coś jest kiepskie, wtórne, miałkie i bez większej wartości, a jednak to lubimy. A czasem odwrotnie, dostrzegamy wartości, głębię i przesłanie, ale i tak tego nie lubimy, bo nam się nie podoba i już. Ja tak mam choćby z tym nieszczęsnym odcinkiem z Picardem grającym na fujarce, z Darmokiem także. Niby wszystko jest jak trzeba, ale jakoś... no, nie zachwyca. Ja po prostu lubię nieco żywsze kawałki, tak jak Sh1eldeR lubi pomidory . A z kolei do VOY, LOST, Heroes czy jedenastki mam słabość, której nie da się uzasadnić żadnymi racjonalnymi argumentami. To trochę tak jak z miłością: tracimy głowę akurat dla tej osoby, mimo że inna byłaby być może godniejsza...
Qubiczny
Użytkownik
#538 - Wysłana: 24 Lut 2010 11:00:52 - Edytowany przez: Qubiczny
Odpowiedz 
Adek

Osobiście nie mam specjalnej awersji to VOY'a, lubię sobie czasami obejrzeć, ale również stwierdzę, że nie należy on do najlepszych Treków.

Poza Seven, Tuvokiem i Doktorem nie ma tam ciekawych postaci. Żadna postać nie jest tak ciekawa, jak ciekawsze postacie z TOSa, TNG, czy DS9 (nawet - Doktor).

Mimo lepszych efektów, paradoksalnie, VOY jest najbardziej plastikowy. TOS eliminuje to awanturnictwem i humorem, TNG intelektualnością, DS9 rozbudowaną fabułą. VOY natomiast sprawia nieokreślone wrażenie dziania się w przedpokoju (jakby grupa nastolatków bawiła się tam klockami).

Problemy zazwyczaj nijakie. Scenariusze kiepskie. Rasy - ogólnie - tragiczne. Główny zarys fabularny - powrót do domu - zbudowany tak, że woła to o pomstę do nieba (a za zerwane zakończenie należałoby znaleźć scenarzystom jakieś solidne drzewo... ).
Sh1eldeR
Użytkownik
#539 - Wysłana: 24 Lut 2010 11:00:58 - Edytowany przez: Sh1eldeR
Odpowiedz 
Adek:
No to wygłosiłeś mi tyrradę Lepiej się czujesz?

Nie schlebiaj sobie . Gdzieś połowa z tamtego posta dotyczyła spraw ogólnych i szczególnych, nie związanych z Twoją osobą (tylko np. z serialem, który tak lubisz). A w pozostałej części chciałem Ci ino wyjaśnić, że nikt Cię tu do niczego nie zmuszał i zmuszał nie będzie, ani nie *wymaga* się od Ciebie podawania takich czy innych argumentów, czy w ogóle uczestnictwa w dyskusji. To tylko prawo, ale nie obowiązek. Chciałem też zauważyć, że nawet na subiektywne tematy można trochę pogadać i może to być całkiem ciekawe, że można wyjść poza ogólne "lubię/nie lubię". Jeśli zarówno wtedy, jak i teraz czytając mojego posta słyszałeś jedynie "bla-bla-bla" z podniosłą muzyką i powiewającą, amerykańską flagą w tle, to trudno -- nic się nie stało, choć trzeciej próby wyjaśnień samodzielnie nie podejmę.

Q__:
Madame Picard narzekać na Łysego grającego na fujarce

Nie nie, ja mówiłem o Darmoku. Do Inner Lighta zastrzeżeń nie słyszałem, choć jak ktoś nie przepada za "kinem jednego aktora" to oba odcinki raczej mu nie podpadają.

Q__:
Lubiłem sobie wyobrażać, że wymarła cywilizacja była "tak naprawdę" niehumanoidalna, a humanoidalnie wygląda tylko w umyśle Picarda

Ja o tym kompletnie nie pomyślałem, a pomysł bardzo fajny. Zresztą chyba nic w tym odcinku temu nie przeczy, prawda? Skoro sonda była tak zaawansowana, że można było przeżyć w umyśle całe swoje życie w kilka godzin, czy minut, to z taką projekcją chyba nie byłoby problemu (szczególnie w obliczu np. wszechobecnej technologii automatycznych translatorów wyłapujących fale mózgowe).

Co do stosowania ludzkich odpowiedników to jest to dość zgrabne posunięcie. Poniekąd było to wykorzystane np. w BSG (choć z innym wyjaśnieniem -- o ile w ogóle jakimś), gdzie widzieliśmy m.in.... terenówki Humvee. Dość ciężko jest wymyślić od nowa cały świat tak, by nie wzorował się na tym ludzkim, a jednocześnie był odpowiednio szczegółowy, sensowny i spójny. Z drugiej strony jeśli komuś się to uda (Avatar?), to efekt jest zadziwiający.

Na pierwszy rzut oka stosowanie "kilometrów" zamiast "werków" jest troszkę mylące. Wszak mówimy tu o bezwzględnej miarze odległości. Tego tak się nie tłumaczy: "mila" po polsku to nie "kilometr", tylko około 1.6 kilometra. Na drugi rzut oka jednak to samo można powiedzieć o zakładaniu butów -- może obcy mówią np. o uprzęży antygrawitacyjnej? W sumie te szczegóły nie muszą mieć dla fabuły żadnego znaczenia.

edit:
Adek:
Strasznie was kłuje w oczy, że lubię tego Voyagera. A z resztą. Piszcie sobie co chcecie.

Teraz to już sobie sam coś dopisujesz. Zupełnie nie o tym Ci tutaj pisaliśmy (wbrew pozorom...?!). Mi to zupełnie nie przeszkadza, że lubisz Voyagera. Możesz sobie nawet nie lubić TNG. No dobra, nie przesadzajmy -- nikt nie może nie lubić TNG! OK, OK -- żartuję! Może!

Ja tam parę odcinków z Voya bardzo lubię. Może nawet całkiem sporo lubię. Ogólnie mnie ten serial jakoś specjalnie nie wkurza. A już na pewno mnie nie dotyka, że ktoś go lubi. Czy że ktoś lubi jakikolwiek inny serial. No bez jaj... Aż tak mnie jeszcze nie pogięło. Nie będę mówił za innych, ale osobiście podejrzewam, że z nimi jest podobnie pod tym względem, że na poważnie nie będą niczego nikomu narzucać (a że można się poprzekomarzać o wyższości starego Spocka nad nowym i odwrotnie to inna sprawa).
Q__
Moderator
#540 - Wysłana: 24 Lut 2010 11:02:17 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Adek

Adek:
Strasznie was kłuje w oczy, że lubię tego Voyagera.

Skad taki wniosek? To, że nie podzielam Twojego gustu nie znaczy, że mi on w czymś przeszkadza. Zwł. że mówisz do faceta, który kocha "Mortal Kombat" .

(A ostatni oneliner wynikał z tego, że - IMO bez sensu - usiłowałeś przygryźć Sh1eldeRowi, nie z róznicy gustów.)

Więcej wiary w ludzi .

Sh1eldeR

Sh1eldeR:
Nie nie, ja mówiłem o Darmoku. Do Inner Lighta zastrzeżeń nie słyszałem

Padly ze stronę wcześniej, gdy podpuściłem MP, by podała listę swoich ulubionych epizodów TNG.

Sh1eldeR:
Zresztą chyba nic w tym odcinku temu nie przeczy, prawda?

Owszem, nie przeczy . Moja interpretacja jest naciągano-kanoniczna , z najlepszej tradycji Delty .

ps. a żeby nie było, że zachwalam tylko Deep Sleep... oto - jak sam tytuł wskazuje - adresowany wybitnie do geeków - odcinek TNG "11001001" (który Jamahl "Jammer" Epsicokhan określa mianem "pierwszego dobrego odcinka TNG"; czy dobrego, to rzecz względa, ale z pewnością pierwszego tak dobrego):
http://www.youtube.com/watch?v=m_mKg7GrGU4
http://www.youtube.com/watch?v=ZpajHHUAEUI
http://www.youtube.com/watch?v=q771iFeayRg
http://www.youtube.com/watch?v=SXvzIBm3ync
http://www.youtube.com/watch?v=xNeem1IRVhI
Szczerze polecam. Tym razem Pomysł przez duże "P" i historia z gatunku hard SF. Jeśli "Duet" stanowi kwintesencję DS9, to "11001001" można uznać za kwintesencję TNG.
 Strona:  ««  1  2  ...  16  17  18  19  20  ...  32  33  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / Najlepszy film i odcinek

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!