USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / Nie dajcie sie nabrać - tzw. Picard series to nie kanon!
 Strona:  1  2  3  4  »» 
Autor Wiadomość
Picard
Użytkownik
#1 - Wysłana: 8 Lut 2019 18:06:09
Odpowiedz 
Nie wiem czy była o tym mowa ale Discovery i nadchodząca seria z Picardem to jedna wielka ściema - mimo wcześniejszych zapewnień twórcy tych ,,dziel" nigdy nie zamierzali trzymać sie kanonu. Na przeszkodzie stały prawa autorskie i zwyczajna chciwość ludzi z Bad Robot - więcej na te temat:
Star Trek Discovery: The Prime Deception
To co mnie w tym wszystkim uderza i zniesmacza to intelektualna nieszczerość Kurtzmana i jego pomagierów - chcą zwieźć fanów klasycznych postaci... W związku z tym mam nadzieje, ze ich projekt zdechnie! Jeśli wiec i Wy drodzy forumowicze cenicie sobie postać Jean-Luca Picarda i nie chcecie aby ta postać podzieliła los Luke'a Skywalkera, który został zbezczeszczony w TLJ, to nie marnujcie pieniędzy i nie wspierajcie CBS!
Q__
Moderator
#2 - Wysłana: 8 Lut 2019 21:05:19
Odpowiedz 
Picard

Kanon to pojęcie b. względne dziś, żyjemy w erze oddalających się od siebie coraz bardziej headcanonów. A multiversum jest ogromne, wszystko pomieści...
Spice
Użytkownik
#3 - Wysłana: 8 Lut 2019 21:21:31 - Edytowany przez: Spice
Odpowiedz 
Picard

Kolejny przykład nieskończonej głupoty i chciwości amerykańskiego showbiznesu. Można ich porównać tylko do wynaturzeń Wall Street. Samemu stworzyć problem rozdrobnienia praw autorskich i wrzucić jeden z największych franchise'ów na świecie pod szkrzydła ignoranta - to trzeba mieć specjalne zdolności.

Q__

Bla, bla, bla. Tak, żejemy w takim świecie. Tylko zarazem jest to w cześci objaw, ale w jeszcze większym stopniu przyczyna (sprzężenie zwrotne), kompletnego upadku racjonalności, ładu i poszanowania wartości w świecie. Wynika to zresztą w ogromnej mierze z czystej pychy, głupoty i hipsterskiego podążania za błyskotkami.

I zdziwiłbyś się jakich dziedzin to dotyczy - patrz np. programowanie. Każdy musi dzisiaj stworzyć swój nic nie warty nowy trendi język, od korpo po prywatnych ludzi, do tego 50 modnych przez pół roku frameworków, bibliotek, oraz nonsensownych, ale na zasadzie nowości koniecznie obowiązujących wzroców projektowych, a fakty są takie, że oprogramowanie byłoby milion razy lepsze, wydajniejsze i bezpieczniejsze, gdyby ten cały cyrk wystrzelić w czarną dziurę wraz z pomysłodawcami. W szczególności, że jednym z efektów jest to, że coraz częściej mniej jest ważne czy umiesz programować, a więcej, czy dostatecznie się trzepiesz nad nowym frameworkiem, którego użycie w danym projekcie nie ma absolutnie żadnego racjonalnego uzasadnienia (wręcz przeciwnie - ktoś kto ma resztki rozmu od razu by tę propozycję odrzucił).

Nie, nieczego nie pomieści. To się kończy tylko na dwa sposoby. Dana dziedzina, objęta tą chorobą, po prostu upada. Często zastepowana czymś co po chwili łapie ten sam nowotwór. Albo następuje ozdrowienie i żal, że zmarnowało się lata (albo i dekady) na tkwienie w totalnej ciemnocie.
Q__
Moderator
#4 - Wysłana: 8 Lut 2019 22:24:33
Odpowiedz 
Spice

Spice:
Nie, nieczego nie pomieści.

Znasz wieloświatową interpretację fizyki kwantowej, a zwł. idące jeszcze dalej jej popkulturowe adaptacje (częstsze zresztą w komiksach i fantasy, niż w SF)? Cokolwiek da się pomyśleć istnieje gdzieś tam. Zeesztą po co o tym gadam, jak TNG "Parallels" wymownie to pokazało.
Spice
Użytkownik
#5 - Wysłana: 8 Lut 2019 22:44:09 - Edytowany przez: Spice
Odpowiedz 
Q__

Znam, to jest zwykła pop-filozofia, a nie poważna interpretacja, a przede wszystkim popełniasz błąd logiczny myląc to, co może teoretycznie uzasadnić jakaś teoryjka, z tym co jest możliwe do utrzymania jako działający i odnoszący sukcesy franchise. To są dwie, calkowicie różne, niesprowadzalne do siebie rzeczy.

Gdzie w realnym świecie wiodą infantylne uzasadnienia, że więcej i różniej tym w zasadzie lepiej (więcej opcji), które powodują rozszczepienie dziedzin na setki światków, to pokrótce Ci opisałem na przykładzie programowania. Takie szaleństwo to nie żadna wartość, a jedna z najgorszych antywartości jakie istnieją. Jedynym efektem jest narastający chaos, zagubienie, całkowity brak standaryzacji i konieczność wiecznego rozwiązywania problemów, które samemu się tym podejściem stworzyło na coraz nowszych poziomach. Jak nie ma żadnego twardego uzasadnienia (problemu) dla szukania alternatywnych podejść, to się ich nie tworzy, chyba że dla zaspokojenia własnej ciekawości.

Teoretycznie to niemal wszystko można zrobić na różne sposoby. Ale albo się na coś decydujesz i osiągasz efekt, albo jedynym efektem jest bełkot. Albo, bardziej dosadnie, jak się rozmieniasz na drobne, to potem się nie dziw, że ludzie uważają cię za nic więcej jak osiedlową zdzirę, która każdemu daje, ale nikt jej nie chce.

Franchise nie może funkcjonować jako zlepek dowolnych światów zwyczajnie dlatego, że przestaje wówczas cokolwiek znaczyć, traci wyraz, a co za tym idzie, wartość w oczach fanów. Nie dlatego masz Sprite'a i Coca Colę, że Coca Cola Co. nie wpadła na pomysł, żeby Sprite nazwać Colą Green, tylko dlatego, że byłby to wyjątkowo głupi pomysł.

Jak już chcesz szukać teorii, które miałby tu jakieś sensowne zastosowanie, to polecam starą jak zachodnia cytwilizacja teorię (zasadę właściwie) decorum.
Picard
Użytkownik
#6 - Wysłana: 8 Lut 2019 23:32:47
Odpowiedz 
Q__:
Kanon to pojęcie b. względne dziś, żyjemy w erze oddalających się od siebie coraz bardziej headcanonów. A multiversum jest ogromne, wszystko pomieści..


Sorry, ale wszystko to wymówki...W każdym razie był już Jake Skywalker, teraz szykuj sie na Jake'a Picarda... A jeśli juz o headcanonach mowa to przyznał bym Ci racje gdyby Star Trek byl w public domain i każdy fan mógł by sobie upichcić to co chce, ale polki co CBS i Paramount maja wyłączność i nie pozwalają na powstanie konkurencyjnej alternatywy...
Spice
Użytkownik
#7 - Wysłana: 8 Lut 2019 23:41:36 - Edytowany przez: Spice
Odpowiedz 
Picard:
gdyby Star Trek byl w public domain

Sorry, ale - w mojej opinii - prosisz się o jeszcze większą katastrofę, niż to co robi teraz CBS i Paramount Public domain tzn. co pięć minut jeden obraża się na drugiego i robi forka z forka forka, po czym cała dziedzina powoli wymiera, bo ludzie mając dość tej parodii uciekają w... płatne rozwiązania. Public domain, a przynajmniej taki bez narzuconej odgórnie kontroli powiernictwa, to w większości jeden wielki kabaret.
resetta
Użytkownik
#8 - Wysłana: 9 Lut 2019 00:17:59
Odpowiedz 
Tak w ogole, to Cola byla pierwotnie zielona OT
Nie dozyje lat 60 tego wieku, ale bym sie pewnie usmiala z tego co beda ludzie wypisywac na temat dzisiejszych ocen, jeczenia i pewnie tego treka. O ile oczywiscie jeszcze swiat bedzie istnial. Ale pewnie bedzie heh.
Spice
Użytkownik
#9 - Wysłana: 9 Lut 2019 00:22:30
Odpowiedz 
resetta

Nikt nie będzie o tym serialu nawet pamiętał. Nie reprezentuje sobą absolutnie nic wartościowego ani jako Trek, ani jako kolejny serial sci-fi. To są sensu stricte popłuczyny.
Picard
Użytkownik
#10 - Wysłana: 9 Lut 2019 00:38:13
Odpowiedz 
Spice:
Public domain, a przynajmniej taki bez narzuconej odgórnie kontroli powiernictwa, to w większości jeden wielki kabaret.

Wybacz ale wole kabaret, w którym widownia ma wybór co do osoby komika występującego na scenie, niż taki w którym komik i jego repertuar żartów jest z gory narzucony. Najsmutniejsze jest własnie to, ze nie ma alternatywy - STD mnie nie obchodzi ale liczylem po cichu na serial z Picardem...i znowu sie przeliczyłem.

Spice:
Nikt nie będzie o tym serialu nawet pamiętał. Nie reprezentuje sobą absolutnie nic wartościowego ani jako Trek, ani jako kolejny serial sci-fi. To są sensu stricte popłuczyny.

A tego już nie wiemy. Moze to będzie dzieło kultowe, które docenią dopiero potomni? Ostatecznie, swego czasu filmy takie jak Odyseja kosmiczna 2001,Blade Runner czy The Thing Carpenter'a byly kasowymi porażkami...Dzis natomiast uważane sa za filmy kultowe. Wiec kto wie? Moze przyszłość należy do ludzi takich jak resetta, dla której ten serial to życiowa pasja? Tylko czas pokarze...
Spice
Użytkownik
#11 - Wysłana: 9 Lut 2019 00:52:00 - Edytowany przez: Spice
Odpowiedz 
Picard:
Wybacz ale wole kabaret, w którym widownia ma wybór co do osoby komika występującego na scenie, niż taki w którym komik i jego repertuar żartów jest z gory narzucony. Najsmutniejsze jest własnie to, ze nie ma alternatywy - STD mnie nie obchodzi ale liczylem po cichu na serial z Picardem...i znowu sie przeliczyłem.

Tak Ci się tylko wydaje, bo nie masz tła na którym mógłbyś sobie dośc jasno uzmysłowić czym to się kończy. To nie jest może najlepszy przykład, ale weź kryptowaluty. Był sobie Bitcoin. Sam w sobie bardzo interesujący pomysł. Parę lat później, kryptowalut jest zatrzęsienie. 90% z nich ma jakieś forki, czy to dlatego, że nastąpiła jakaś wpadka, a potem nie potrafiono uzgodnić w społeczności, jak najlepiej odwrócić jej skutki, czy to dlatego, że jakiś kolejny z rzędu pyszałkowaty błazen myślał, że on wie lepiej i przekonał część osób, czy to dlatego, że ktoś chciał na tym zarobić, czy to... czy to... czy to...

Zaczęły się mnożyć i inne pomysły. Krypto, które same w sobie pozwalają na definiowanie nowych krypto działających na tym samym blockchainie, albo nawet blockchainy z językiem programowania (blockchain traktowany jako kolejne stany) o kompletności Turinga (patrz np. Ethereum) umożliwiające np. budowanie rozproszonej organizacji na blockainie.

Niektóre z tych pomysłów są same w sobie genialne (mimo że już ocena z punktu widzenia zrozumienia tego jak działa świat i ludzie bywa diametralnie odmienna), ale w efekcie tego hipsterskiego wysypu i braku jakiejkolwiek kontroli, mamy wyłącznie ogromny wzrost zużycia energii na świecie, nieznaną wcześniej falę przestępstw i wyłudzeń, obciążenie i tak wysoce spekulacyjnych (a przez to wywrotnych) gospodarek całym nowym zasobem spekulacji, bankructwa firm i jednostek, zwyżkujące do poziomów kosmicznych ceny kart graficznych, i zacierający ręce półświatek, któremu rozwiązano problem tego, że zazwyczaj trafiał za kradki po śladach pieniężnych. I jeden wielki pojęciowy chaos.

W całym tym bełkocie nie ma absolutnie najmniejszych szans na spełnienie tego, czym miał być Bitcoin. Rozproszoną, wiarygodną, stabilną walutą umożliwiającą powszechne, codzienne płatności

Picard:
A tego już nie wiemy. Moze to będzie dzieło kultowe, które docenią dopiero potomni?

Taaaak, z pewnością Przy tym rozróżniłbym porażkę kasową od porażki artystycznej, a dzieło znajdujące spóźnione rozpoznanie od tzw. dzieła kultowego*. To co się określa mianem dzieł kultowych (mających tzw. cult following) to raczej dzieła, które nadal się rozpoznaje jako kaszanę, ale kaszanę tak skaszanioną, że aż smaczną na pewnym perwersyjnym poziomie. Sam uwielbiam niektóre campy movies ;) Moim zdaniem ten serial jako po prostu, mimo całej swojej krzykliwości, mdły i bez treści, nie masz szans na znalezienie się w którejkolwiek z tych kategorii. Zostanie zapomniany, na co sam sobie zapracował.

Na cult following duże szanse ma Orville

* A jakby do tego dorzucić jeszcze podział na oceny krytyków i oceny szerokiej widowni, oraz kategorię dzieł znanych z tego, że są znane, mają wysokie oceny nawet wśród widzów, ale jak dociśniesz konkretnego delikwenta to w 95% przypadków się okaże, że żył w stanie takiego wyparcia, że nawet przed sobą się nie przyznawał, że dany film czy serial go po prostu niezmiernie wynudził, to dopiero byłoby ciekawie.
Q__
Moderator
#12 - Wysłana: 9 Lut 2019 09:06:24 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Spice

Spice:
Znam, to jest zwykła pop-filozofia, a nie poważna interpretacja

No nie wiem... Everett stworzył jednak b. dobrą hipotezę, ku której skłania się bodaj większość fizyków, a która nie robi mimo to za przyjmowany jako - że tak to ujmę - główny model tylko dlatego, że 1. nie została (na dziś?) zweryfikowana, 2. odstaje dość daleko od tzw. potocznego doświadczenia (choć to akurat o niczym nie świadczy - teorie Kopernika czy Einsteina też od niego odstawały).
To, do czego owa hipoteza bywa wykorzystywana w popkulturze to inna rzecz.

Spice:
Gdzie w realnym świecie wiodą infantylne uzasadnienia, że więcej i różniej tym w zasadzie lepiej (więcej opcji), które powodują rozszczepienie dziedzin na setki światków,

Zwróć jednak uwagę, że jeśli wierzyć D.C. Fontanie (przez długie lata najbliższej współpracowniczce Roddenberry'ego) Trek od początku na wiele wszechświatów (co odcinek inny!) był rozszczepiony, to co trzymało go w kupie to jedność technologiczna (słynne Manuale) i ideowa (Roddenberry's Box).

Spice:
Jak już chcesz szukać teorii, które miałby tu jakieś sensowne zastosowanie, to polecam starą jak zachodnia cytwilizacja teorię (zasadę właściwie) decorum.

Nie jestem wielkim fanem Arystotelesa, ale skoro o owej zasadzie mówimy wypadnie zauważyć, że klasyczny Trek (do czasów co lepszych odcinków DS9 i VOY i ENT "Twilight" włącznie) tę zasadę - TMP jest tu znamiennym wyjątkiem - łamał, mówiąc o wzniosłych problemach za pomocą - często - b. kiczowatych środków (co zresztą powodowało, że wielu miłośników tzw. poważnej SF miało z nim kłopot).
DSC znacznie lepiej się w nią wpisuje łącząc w licznych epizodach konsekwentnie kicz treści z kiczem formy.

Picard

Picard:
W każdym razie był już Jake Skywalker, teraz szykuj sie na Jake'a Picarda...

Szykuję się od dawna. Pisałem nie raz, że spodziewam się, iż Kurtzman zrobi z Picardem +/- to samo co TLJ z postacią Luke'a.

Inna sprawa, że będąc - oczywiście - przeciwnikiem Jake'a i ogólnie małym entuzjastą nowego kanonu, idei restartu SW itd., nie obrażam się jednocześnie na ten nowy kanon SW w stu procentach. Jeśli jest tam coś wartościowego, czy choć fajnego (wszystko jedno: zgodnego z lucasowskim oryginałem i ze starym EU, czy nie), to zawsze chętnie to wyłuskam i przeanalizuję.

Jeszcze inna rzecz, że jeśli chodzi o Łysego, to dla mnie mleko zaczęło się rozlewać już dawno temu. Początki robienia z niego Jake'a widzę już w finalnej scenie "Chain of Command", w "All Good Things...", w FC. W NEM zaś proces ten jest tak zaawansowany, że nie spodziewam się by Kurtzman zdołał popsuć Picarda bardziej, może go tylko wypaczyć w innym kierunku, mając też na to więcej czasu...
Spice
Użytkownik
#13 - Wysłana: 9 Lut 2019 11:41:45 - Edytowany przez: Spice
Odpowiedz 
Q__:
Everett stworzył jednak b. dobrą hipotezę, ku której skłania się bodaj większość fizyków, a która nie robi mimo to za przyjmowany jako - że tak to ujmę - główny model tylko dlatego, że 1. nie została (na dziś?) zweryfikowana, 2. odstaje dość daleko od tzw. potocznego doświadczenia (choć to akurat o niczym nie świadczy - teorie Kopernika czy Einsteina też od niego odstawały).

Nie jestem fizykiem, ani nie znam się specjalnie na fizyce, dlatego to co tu napiszę trzeba brać z dużym przymrużeniem oka, niemniej.

Pierwsze słyszę, że skłania się do niej większość fizyków. Wrażenie mam takie, że skłaniają się do niej niemal wyłącznie fizycy, którzy mają tndencję do bycia zarazem gwiazdą rocka i podobnież, dość infantylnie (coś jak The Big Bang Theory - serial), podchodzą do swojej dziedziny. W dodatku o częstych powiązaniach z teorią strun, a teoria strun to, khmmm matematyka udająca fizykę (też uważana przez sporą część fizyków za symptom chorobowy).

Hipoteza nie robi za model, bo nie jest żadną hipotezą, tylko interpretacją, czyli filozofią. Propozycja wyjaśniająca, żeby być hipotezą naukową, musi być przynajmniej z założenia weryfikowalna praktycznie. Tymczasem nie jest, wygląda na to, że nigdy nie będzie i dlatego fizycy mniej medialnie podchodzący do swojej dziedziny, kręcą na nią nosem jako na szkodliwe urojenie przedstawiające całkowicie fałszywy obraz fizyki i będące objawem współczesnej ucieczki sporej części fizyki w nieweryfikowalne spekulacje (co uznają za upadek dziedziny).

Współcześnie panuje jakaś dziwna tendencja wśród niektórych fizyków, żeby brać pomocne w myśleniu analogie, albo przypadłości aparatu matematycznego, za rzeczywistość. Nic chyba lepiej tego nie oddaje, niż dywagacje o różnych osobliwościach (z najbardziej popularnymi w przypadku czarnych dziur i BB, oraz ostatnio, prze analogię, osobliwością technologiczną). Tymczasem osobliwości - załamanie się matematycznego opisu (przede wszystkim, odjechanie w nieskończoności) - wychodzą nawet w bardzo podstawowych równaniach, gdzie nikomu nie przyjdzie do głowy podejrzewać cokolwiek innego, jak niepełeną adekwatność opisu matematycznego do realiów. Nie przyjdzie, bo można zrobić nawet domowymi sposobami eksperyment i zobaczyć na własne oczy, że nic tajemniczego w tym po prostu nie ma.

Z pewnego rodzaju osobliwościami spotkasz się tworząc prostą grę 3d (utrata stopnia swobody). W starych gierkach zdarzało się napotkać efekt tego błędu, kiedy operowanie myszką w przestrzeni zmieniało się w jedno wielkie zakręcenie.

https://www.youtube.com/watch?v=zc8b2Jo7mno

Tutaj masz osobliwości związane z prostym w gruncie rzeczy robotem. Po prostu mapowanie przestrzeni w jakiej operuje robot - jego zadanie modelowane jest w naszej przestrzeni, ma coś np. wyciąć, na przestrzeń opisu jego ruchu jako zespołu powiązanych elementów, tworzy osobliwości. Mimo, że często wiesz, że robot mógłby wykonać dane zadanie, gdybyś mu to bezpośrednio zapodał jako zestaw jego ruchów, to sam - o ile nie stworzy się specjalnych wywikłań z tych sytuacji, wpadnie po prostu w zapętlenie.

https://www.youtube.com/watch?v=zlGCurgsqg8

https://www.youtube.com/watch?v=6Wmw4lUHlX8

Może być też inaczej, bez specjalnych, dodatkowo wprowadzonych warunków, robot np. się wywróci. Bo według równań nie powinien, ale równania wymagają wówczas np. nieskończonej sztywności jakiegoś elementu.

https://www.youtube.com/watch?v=RxIMTVVb3bs

https://www.youtube.com/watch?v=jBRW8Ee_yVo

Według równania opisującego wodę spływającą w zlewie (wir), w środku wiru powinna ona osiągnąć nieskończoną prędkość. I tak dalej i temu podobne.

Q__:
Nie jestem wielkim fanem Arystotelesa, ale skoro o owej zasadzie mówimy wypadnie zauważyć, że klasyczny Trek (do czasów co lepszych odcinków DS9 i VOY i ENT "Twilight" włącznie) tę zasadę - TMP jest tu znamiennym wyjątkiem - łamał, mówiąc o wzniosłych problemach za pomocą - często - b. kiczowatych środków (co zresztą powodowało, że wielu miłośników tzw. poważnej SF miało z nim kłopot).

Co po części wynikało z ograniczonych środków. Ale tylko po części. Z drugiej strony ST z założenia miał być mitem, i to mitem dla szerokich mas, i mówienie, że łamie tu decorum, to tak jakby mówić, że decorum łamią klasyczne mity mówiąc o poważnych sprawach, a z bogów robiąc np. gwałcicieli pod postaciami zwierząt. Arystoteles pewnie by coś takiego nawet był gotów utrzymywać (filozofia klasyczna często była wrogo nastawiona do tradycyjnych mitów), ale nie jest to zbyt rozsądne podejście.

ST po prostu nie można brać dosłownie, a - z drugiej strony - zbyt poważnie. Nie miał takich pretensji, taki pretensje ma natomiast DSC. I tu mamy podświadome zastosowanie zasady decorum powszechne nawet dziesiaj - powszechnie się uznaje za wadę filmu czy serialu, jeśli jest zbyt full of itself (sprawia wrażenie, że celebruje sam siebie). We mnie takie wrażenie nieustannie sprawia DSC. Pozoruje coś "bardziej na poważnie", niż klasyczny ST, a zarazem jest w zestawieniu niemiłosiernie wprostu głupi i kiczowaty (tak, pseudo-mroczność może być znacznie gorszym kiczem, niż psrokata kurteczka z czapeczką z pomponikiem i czułkiami).

Q__:
Zwróć jednak uwagę, że jeśli wierzyć D.C. Fontanie (przez długie lata najbliższej współpracowniczce Roddenberry'ego) Trek od początku na wiele wszechświatów (co odcinek inny!) był rozszczepiony, to co trzymało go w kupie to jedność technologiczna (słynne Manuale) i ideowa (Roddenberry's Box).

Czym innym jest kontrlowane rozszczepienie w ramach wyższej jedności dzieła sztuki, a czymś zupełnie innym rozszczepienie franchise na dziesiątki różnych dzieł sztuki. Przy takim podejściu równie dobrze można by zrobić sitcom w epoce kamiennej i twierdzić, że to również ST. Tylko co wówczas ST znaczy? Nic.
kaimada
Użytkownik
#14 - Wysłana: 9 Lut 2019 11:49:15
Odpowiedz 
Powiem tak, nawet jeśli to nie kanon, nawet jeśli zrobią z tego historię o zrzedliwym farmerze, albo komandosie sekcji 31, to i tak będę to oglądał dla Stewarta. Nawet gdyby to się nie nazywało Star Trekiem.
Babylon 5 blokuje WB i on już pewnie nie wróci.
Stargate... Origins to był żart, ta franczyza też pewnie nie wróci.

Wy byście chcieli jeszcze dobicia Star Treka? Przecież w drugim sezonie DSC niemalże otwarcie przyznano że gwałcenie Treka to błąd. Wycofujemy się z hologramów, czy napędu grzybowego, próbujemy naprawić Klingonów, dajemy im D7, przypominamy innych załogantów niż Michaśka, wysyłamy Away Team na planetę. Robią wszystko by odkręcić pierwszy sezon, a sam serial zaczyna się robić Trekowy.

Kanon czy nie ... W tym momencie wyboru nie mamy. Trek jest jaki jest, można mieć tylko nadzieję na ponowną fuzję CBSu i Paramountu.

Jedyne co można robić to wytykać im błędy i chwalić The Orville.
resetta
Użytkownik
#15 - Wysłana: 9 Lut 2019 12:35:24 - Edytowany przez: resetta
Odpowiedz 
Picard nawet nie masz pojecia jaki serial byl moja zyciowa pasja. Nie dorabiaj sobie teorii, tylko po prostu czytaj ze zrozumieniem, a nie niechecia.
Ja raczej widze, ze twoja pasja sa stare treki i w zwiazku z tym nie pozwalasz juz na nic nowego ani nikomu innemu miec swoje spojrzenie, wbrew temu co niby piszesz. Ty z czyms sie nie zgadzasz, to cos jest prawda serialowa, ma byc u innych tak samo.
Ja juz z tego wyroslam jezeli chodzi o fanowanie i narzucanie komus jaki serial ma lubic lub nie i co w nim. Taki etap jak ty rzechodzilam 20 lat temu, ty wciaz najwyrazniej nie potrafisz dac sobie spokoj.
Nie dozyje tej przyszlosci, ale fakt, byc moze wlasnie przyszlosc nalezy do ludzi, ktorym DSC sie podoba. Tak jak przyszlosc nalezala i juz nie nalezu do ludzi, ktorym podobalo sie Polnoc Polnocny Zachod albo stare Gwiezdne Wojny, a mnie sie nada bardzo podoba nieme kino.
Moze mi sie to nie podobac, moge sobie to skomentowac, ale absolutnie nie bede niczego bojkotowac, nikogo od niczego odganiac i namawiac na nieogladanie.
Wrecz przeciwnie, bo jako widz, a nie fan uwazam, ze moze z tego wyniknac cos dobrego, a nie zlego ogolnie. I nawet widze to naocznie, ze ludzie, ktorzy zaczeli ogladac DSC, posiegali tez po inne rzeczy albo ogolnie, chociaz poczytali o universum.
Smieszne jest tez to, ze ja jako zwykly widz mam wiecej do powiedzenia i przemyslen ogolnie o tym co ogladam niz zgredy fandomowe, ktore tylko narzekaja ja kto zle, ze im kreca treka, kiedy mi od lat nic nie kreca i juz nie nakreca. Ostatnio nawet rozmawialam ze znajomy, powiedzal, ze dzis by obejrzal wszystko o naszym serialu, nawet kompletnie nowa wersje, nawet ze zmienionymi aktorami, byleby byl jakis temat, zeby znow poczuc tamte lata fanowania i porozmawiania sobie z ludzmi, nawet jakby musial sie krzywic na produkcje albo rozmawiac z kims dlaczego stare bylo lepsze albo gorsze.
I przykre jest, ze widze takie teksty od ludzi, ktorych ta francyza powinna czegos nauczyc, a tak to powiem tylko, ze jest to taka sama kupa bzdur, jak kazdy inny serial, ktory doprowadza grupe ludzi do zacietrzewienia, klotni i rozlamow w fandomie.
Moze faktycznie niech zdechnie, ze wszystkim i ze starymi fanami i niech o tym wszyscy zapomna, tak pewnie bedzie lepiej.
A uwazanie, ze Orvill jest takim swietnym serialem, kiedy jest bardzo przecietny jest po prostu przeniesieniem poboznych zyczen. Ale najwyrazniej jednym wolno sobie uwazac, ze cos jest swietne i nie widziec wad, a drugim juz nie. Dobrze, ze ja nie wpadam w zadna ze skrajnosci i umiem obie te produkcje i wszystkie inne ocenic obiektywnie, a do tego nawet potrafie sie posluzyc konkretnymi przykladami i argumentami by udowodnic, ze dawni tworcy robili cos wcale nie tak jak fani sobie stworzyli oltarzyki.
Nie popieram KAEMA z jego skarjnym zachwytem, ze DSC jest super robione i nie ma absolutnie wad i nie popieram takich postaw jak twoja i kolegi z opluwaniem i uwazaniem, ze wszystko co stare bylo idealne, mimo ze jestem z pokolenia, ktore tez lubi sobie mowic, a kiedys to bylo i ze zmiany sa zle, bo tak jak bylo bylo fajnie i chce wrocic do przeszlosci.
A predzej realia beda takie, ze DSC zapamietaja na zasadzie kontrowersji, nielubienia, robienia szumu wokol tego i dzieki cialgemu porownywaniu go ze starymi trekami niz serial Setha, komika, ktory jest trekowcem i chcial sobie treka zrobic. Dla kogos nie zwiazanego z Trekiem jego serial tak naprawde jest o niczym. Ani kolejnym obrazoburzczym produktem z jego stajni, ani naprawde zabawowa, rozrywkowa parodia w kosmosie, ani nowym ciekawym trekiem, ani nawet serialem o przygodach w kosmosie. Zyje bo jest sympatyczny, tak jak DSC jest niesympatyczne. CBS pokreci spin offy, a Seth co? 10 sezonow Orville? Ok, tylko jak nie bedzie niczego nowego na ten serial mial z pomyslami, to mu na trzeci juz nie starczy.
I mowie to z pozycji osoby, ktorej ostatni odcinek bardzo sie podobal, ale widze, ze nie potrafi stworzyc nowej historii tak jak robily to treki. Ten DSC ma szanse jakas chociaz jedna dorzucic. Chociazby Pikea, Lorce czy zywsza matke Spocka. Co dorzuci do calosci universum Seth jezeli do tej pory jeszcze tego nie zrobil? A ja sie nawet nie smieje z sekwoi, bo mi to pasowalo.
kaimada
Użytkownik
#16 - Wysłana: 9 Lut 2019 13:42:18
Odpowiedz 
resetta:
A uwazanie, ze Orvill jest takim swietnym serialem, kiedy jest bardzo przecietny jest po prostu przeniesieniem poboznych zyczen. Ale najwyrazniej jednym wolno sobie uwazac, ze cos jest swietne i nie widziec wad, a drugim juz nie. Dobrze, ze ja nie wpadam w zadna ze skrajnosci i umiem obie te produkcje i wszystkie inne ocenic obiektywnie, a do tego nawet potrafie sie posluzyc konkretnymi przykladami i argumentami by udowodnic, ze dawni tworcy robili cos wcale nie tak jak fani sobie stworzyli oltarzyki.

I oczywiście moja pozytywna ocena Orville jest subiektywna, a twoja negatywna jest obiektywna.

No nie. Zarówno ja jak i ty wysuwamy subiektywne opinie. Ma na to wpływ masa czynnikow, ale obie te opinie są subiektywne.

Dorabiaj sobie dalej, że ty jedna nie wpadasz w skrajności. Do niczego to nie poprowadzi, ale ważne że poczujesz się lepszą. Tak trzymaj.
resetta
Użytkownik
#17 - Wysłana: 9 Lut 2019 14:17:49 - Edytowany przez: resetta
Odpowiedz 
Gdzie masz moja negatywna ocene? Oba sa przecietne. Ale ty bedziesz twierdzil, ze ja oceniam Orvil TYLKO negatywnie, a DSC TYLKO pozytywnie. Tak samo jak i Picard. No coz, przynajmniej sobie wymysliliscie wspolnego wroga, niewazne co pisze, ze uwaza o obu serialach.
Nie, nie wpadam, bo nie zajmuje przy obu serialach albo na nie, albo na tak. W obu znajduje plusy i minusy.
A inne osoby probuja albo mnie wcisnac w nielubienie albo lubienie. Ty przeciez tez to zrobiles wlasnie, piszac, ze moja ocena negatywna orv itp.
I tak jestem obiektywna, bo nie stawiam sobie za wszelka cene azymutu. Subiektywna jest ocena co do tego co mi sie w danej serii podoba lub nie podoba i z tym jest roznie. Nie mam problemu z tym, ze cos co podoba sie Dreamowi nie podoba sie mi, albo, ze cos co nie podoba sie Q podoba sie mi i Dreamowi. I chyba w trojke to pokazujemy. Ale sa tutaj osoby na tym forum, ktore beda wlasnie agresywnie wrecz sie zachowywac, ze ktos cos lubi lub nie.

W skrajnosci moge wpadac z innymi rzeczami i od tego nigdy sie nie odzegnywalam. Nie wpadam jednak w skrajnosci chwalenia lub ganienia tych dwoch seriali. A twoje ostatnie zdanie jest po prostu niegrzeczne.
Dodales swoja cegielke do opinii o fanach treka, coraz czesciej takze i mojej. Negatywnej. I nie subiektywnej, bo macie taka opinie w swiecie, a ja sie mylilam, uwazajac, ze to tamci sie myla.

I prawde mowiac, to nijak to ma sie do mojego dobrego samopoczucia. Bo raczej kazda proba napisania sobie tutaj czegos i porozmawiania o kolejnym odcinku, to raczej pogorszenie mojego samopoczucia i niechec do tego co czytam i osob, kryjacych sie za tym co pisza, z tymi ich zero jedynkowymi pogladami.
No, ale ok, wolicie to trwanie w stagnacji, na martwym forum, gdzie jedna osoba produkuje sama do siebie posty, a wy nawet z nia nie pogadacie o tym co wam wyszukuje i nie mowie o sobie, wasza sprawa.
Nie bede przeszkadzac w tym samoumartwianiu sie nad beszczeszczeniem wam swietego treka.
Planowalam sobie popisac jeszcze o tym 6 odc Orv i 4 DSC, bo po prostu mozna o tym pogadac, poczytac, a mnie sie podobalo czytanie rok temu, co uwazacie pod odcinku, ale co sie bede dolowac, czy tez jak uwazasz nieuczciwe dowartosciowywac czy cos.
kaimada
Użytkownik
#18 - Wysłana: 9 Lut 2019 14:50:30
Odpowiedz 
Stawiasz się w pozycji obiektywnego obserwatora, a takich moim zdaniem po prostu nie ma.

Nadal twierdzę, że twoja neutralna (niech ci będzie) ocena Orville jest z definicji tak samo subiektywna jak moja pozytywna.
mozg_kl2
Użytkownik
#19 - Wysłana: 9 Lut 2019 15:17:12
Odpowiedz 
dawno nie było dramy autorstwa naszego Picarda.

Picard:
Nie wiem czy była o tym mowa ale Discovery i nadchodząca seria z Picardem to jedna wielka ściema - mimo wcześniejszych zapewnień twórcy tych ,,dziel" nigdy nie zamierzali trzymać sie kanonu. Na przeszkodzie stały prawa autorskie i zwyczajna chciwość ludzi z Bad Robot - więcej na te temat:
Star Trek Discovery: The Prime Deception
To co mnie w tym wszystkim uderza i zniesmacza to intelektualna nieszczerość Kurtzmana i jego pomagierów - chcą zwieźć fanów klasycznych postaci... W związku z tym mam nadzieje, ze ich projekt zdechnie! Jeśli wiec i Wy drodzy forumowicze cenicie sobie postać Jean-Luca Picarda i nie chcecie aby ta postać podzieliła los Luke'a Skywalkera, który został zbezczeszczony w TLJ, to nie marnujcie pieniędzy i nie wspierajcie CBS!

brzmi jak gadanie ludzi wierzących w płaską ziemie.
Spice
Użytkownik
#20 - Wysłana: 9 Lut 2019 15:22:27 - Edytowany przez: Spice
Odpowiedz 
Q__

WE HAVE no reason to believe that the universe ends beyond the cosmological horizon and that starting tomorrow we’ll discover that there are no more galaxies beyond what we can see today. But just how far the distribution of galaxies similar to the ones around us continues, nobody knows—nobody can know. We don’t even know whether space continues indefinitely or whether it eventually closes back onto itself, giving rise to a finite, closed universe with a radius much larger than what we presently see.
This continuation of the universe as we know it is uncontroversial and not what is normally meant by “multiverse.” A multiverse proper instead contains regions that look nothing like what we observe around us. And there are various types of such multiverses that theoretical physicists today believe are logical consequences of their theories:

1. Eternal Inflation
Our understanding of the early universe is limited because we don’t know much about matter at temperatures and densities higher than what we have so far been able to probe. We can, however, extrapolate our theories—the standard model and the concordance model—by assuming they continue to work just the same way. And if we extrapolate the behavior of matter to earlier and earlier times, we must extrapolate the behavior of space-time along with it.
Currently the most widely accepted extrapolation into the past has it that the universe once went through a rapid phase of expansion, known as “inflation.” Inflation is caused by a new field, the “inflaton,” whose effect is to speed up the universe’s expansion. The inflaton blows up the universe like dark energy, but does so much faster. When inflation ends, the inflaton’s energy is converted into particles of the standard model and dark matter. From there on, the history of the universe continues as we discussed in Chapter 4.
Inflation has some evidence speaking for it, though not overwhelmingly so. Nevertheless, physicists have further extrapolated this extrapolation to what is known as “eternal inflation.” In eternal inflation, our home universe is just a small patch in a much larger—indeed, infinitely large—space that inflates, and will continue to inflate forever. But because the inflaton has quantum fluctuations, bubbles where inflation ends can appear, and if such a bubble becomes large enough, galaxies can form in it. Our universe is contained in such a bubble. Outside our bubble, space still inflates, and randomly occurring quantum fluctuations spawn other bubble universes—eternally. These bubbles form the multiverse. If one believes that this theory is correct, say the multiverse proponents, then the other universes must be just as real as ours.
The idea of eternal inflation is almost as old as that of inflation itself; it showed up as an unintended side effect of the first inflationary models in 1983.16 But eternal inflation got little attention until the mid-1990s, when string theorists discovered its use. Today, most of the inflationary models under study result in a multiverse, though not all of them do.17
In the multiverse of eternal inflation, with an infinite number of recurrences launched by random quantum fluctuations, anything that can happen will eventually happen. Eternal inflation therefore implies that there are universes in which the history of mankind plays out in any way that is compatible with the laws of nature. In some of them this will make sense to you.

2. The String Theory Landscape
String theorists hoped to uncover a theory of everything that would contain both the standard model and general relativity. But starting in the late 1980s, it became increasingly clear that the theory cannot predict which particles, fields, and parameters we have in the standard model. Instead, string theory gives rise to a whole landscape of possibilities. In this landscape every point corresponds to a different version of the theory with different particles and different parameters and different laws of nature.
If one believes that string theory is the final theory, then this lack of predictability is a big problem: it means the theory cannot explain why we observe this particular universe. Hence, to make the final theory claim consistent with the lack of predictability, string theorists had to accept that any possible universe in the landscape has the same right to existence as ours. Consequently, we live in a multiverse. The string theory landscape conveniently merged with eternal inflation.

3. Many Worlds
The many-worlds interpretation is a variant of quantum mechanics (more about this in Chapter 6). In this interpretation, rather than just one of the outcomes for which quantum mechanics predicts probabilities being realized, all of them are, each in its own universe. We arrive at this picture of reality by removing the assumption that the measurement process in quantum mechanics singles out one particular outcome. Again we see that it’s a reliance on mathematics together with a desire for simplicity that leads to multiple universes.
The many worlds of quantum mechanics are distinct from the different universes in the landscape, since the existence of many worlds doesn’t necessarily imply a change of the particle types from one universe to the next. It is possible, however, to combine these different multiverses into an even larger one.18

4. The Mathematical Universe
The mathematical universe takes the final-theory claim to its extreme. Since any theory that describes our universe requires the selection of some mathematics among all possible mathematics, an ultimate final theory cannot justify any particular selection because that would require yet another theory to explain it. Therefore, the logical conclusion must be that the only final theory is one in which all mathematics exists, making up a multiverse in which the square root of −1 is just as real as you and me.This idea of the mathematical universe, in which all these mathematically possible structures exist, was put forward by Max Tegmark in 2007.19 It subsumes all other multiverses. While it enjoys a certain popularity among philosophers, most physicists have ignored it.

This list may raise the impression that the multiverse is news, but the only new thing here is physicists’ insistence on believing in its reality. Since every theory requires observational input to fix parameters or pick axioms, every theory leads to a multiverse when it lacks input. For then you could say, “Well, all these possible choices must exist, and therefore they make up a multiverse.” If the goal is a theory that can explain everything from nothing, then the predictions of that theory must eventually become ambiguous—and so the multiverse is unavoidable.
Newton, for example, could have refused to just measure the gravitational constant and instead argued that there must be a universe for each possible value. Einstein could have argued that all solutions to the equations of general relativity must exist somewhere in the multiverse. You can create a multiverse for every theory—all you have to do is to drop a sufficient amount of assumptions or ties to observation.
The origin of the multiverse fad, therefore, is that some physicists are no longer content with a theory that describes observation. In trying to outdo themselves, they get rid of too many assumptions, and then they conclude we live in a multiverse because they can’t explain anything anymore.
But maybe I am a fossil, ready to be buried in sediment.
Science has the goal of describing our observations of nature, but a theory’s predictions may have a long incubation period before they hatch. And so, I contend, taking multiverses seriously, rather than treating them as the mathematical artifacts that I think they are, might eventually lead to new insights. The question then boils down to how plausible it is that new insights will emerge from this approach, and that returns me to the problem that sent me on this trip: how do we assess the promise of a theory that has no observational evidence speaking for it?
Not all variants of the multiverse are entirely untestable. In eternal inflation, for example, our universe could have collided with another universe in the past, and such a “bubble collision” could have left an observable signature in the cosmic microwave background. It’s been looked for and hasn’t been found. This doesn’t rule out the multiverse, but it rules out that there has been such a collision.
Other physicists have argued that some multiverse variants might give rise to a distribution of small black holes in our universe, which has consequences that might become observable soon.20 But a multiverse prediction that doesn’t come true merely means that we need a probability distribution to make the non-observed phenomenon unlikely, so let’s look for a distribution that works. This approach to cosmology is as promising as trying to understand War and Peace by discarding every other book. But, I commend, at least they’re trying.
The existing predictions demonstrate that the multiverse is in principle amenable to experimental test, but these tests are useful only for very specific scenarios. The vast majority of multiverse ideas are presently untestable, and will remain so eternally.
Thus prohibited from cranking the wheels of science, some theoretical physicists have proceeded by their own method of theory assessment: betting. Cosmologist Martin Rees bet his dog that the multiverse is right, Andrei Linde bet his life, and Steven Weinberg had “just enough confidence about the multiverse to bet the lives of both Andrei Linde and Martin Rees’s dog.”

Fragment książki, Lost in math - autorstwa Sabine Hossenfelder.

https://www.youtube.com/watch?v=AF58gWwHOwY
Spice
Użytkownik
#21 - Wysłana: 9 Lut 2019 19:23:10 - Edytowany przez: Spice
Odpowiedz 
Może nieco dowcipniej:

This is surely an extraordinary situation. At great risk of repeating myself, I want to summarize briefly the steps that have brought us here.

The current authorized version of reality consists of a collection of partially connected theoretical structures — quantum theory, the standard model of particle physics, the special and general theories of relativity and the CDM model of big bang cosmology. There remain many significant problems with these structures and we know this can’t be the final story. But there is little guidance available from experiment and observation. There are no big signs pointing us towards possible solutions.
Into this vacuum a number of new theoretical structures have been introduced. They offer potential solutions for some of the problems but they are inevitably motivated by the theorists’ instincts and their mathematical and personal preferences. The theories are constructed on a network of assumptions that we are obliged to accept at face value.
So, superstring theory is founded on the assumption that elementary particles can be represented by vibrations in one-dimensional filaments of energy. To this we add the assumption that there exists a fundamental spacetime symmetry between fermions and bosons. As the theory then demands a total of nine spatial dimensions, we assume that six dimensions are compactified into a Calabi—Yau space. There is no experimental or observational evidence for any of these assumptions.

In a separate series of developments, the quantum measurement problem is resolved by assuming that all the different possible outcomes of a measurement are realized in different equally real worlds which either split from one another or exist in parallel. Eternal inflation is a characteristic of certain cosmological models. These models describe a multiverse consisting of bubbles of inflating spacetime triggered by quantum fluctuations in a vast inflaton field. We assume our universe is a relatively unexceptional bubble in this multiverse. We further assume that each of these universes can be characterized by one of the 10^500 different possible ways of compactifying the six extra spatial dimensions demanded by superstring theory. In an alternative scenario, the hot big bang origin of our own universe could be the result of a collision between two braneworlds. There is no experimental or observational evidence for any of these assumptions.

Let’s just check to see if we’ve understood this correctly. We live in a multiverse, ‘surrounded’ by parallel universes that by definition we cannot experience directly. We can never verify the existence of these universes, and must look instead for evidence that betrays their existence indirectly in the physics of our own universe.
Of course, there is no evidence in the physics of the authorized version of reality, so we must look to the physics of superstrings or M-theory. And look! The fact that there is no preferred choice of Calabi—Yau shape from the 10^500 different possibilities is taken to imply that our universe is far from unique. There must be many, many other kinds of universe. Quod erat demonstrandum.

Justifying a multiverse theory because it is implied by superstring theory might just be acceptable if superstring theory was an already accepted description of the universe we experience. But it’s not. In fact, one of the things standing in the way of superstring theory’s acceptance is its inability to predict anything about our own universe. And this is partly because, with 10^500 different Calabi—Yau spaces to choose from, virtually anything and everything is possible. There’s nothing in the theory that allows us to pick out the space that describes our universe uniquely.The multiverse theory is justified by superstring theory but superstring theory cannot be proved because we live in a multiverse.

We’ve not just crossed a line here. We’re so far over it that, to quote Matt LeBlanc as Joey in an episode of Friends, the line is a dot to us.

Cytat z książki Farewell to Reality, autorstwa Jim'iego Baggott'a


***

I wywiad z gościem, którego blog czasami warto poczytać (przy tym warto zauważyć, że gość użera się nie z wieloświatem jako interpretacją mechaniki kwantowej, a kosmologicznymi teoriami multiversum - inna sprawa, że część odczytań interpretacji wieloświata nie przyposuje żadnej ontycznej realności innym światom, uznając to za zwykłą metaforę usprawniającą wywód):

https://blogs.scientificamerican.com/cross-check/w hy-string-theory-is-still-not-even-wrong/
Spice
Użytkownik
#22 - Wysłana: 9 Lut 2019 23:04:53 - Edytowany przez: Spice
Odpowiedz 
kaimada:
Przecież w drugim sezonie DSC niemalże otwarcie przyznano że gwałcenie Treka to błąd. Wycofujemy się z hologramów, czy napędu grzybowego, próbujemy naprawić Klingonów, dajemy im D7, przypominamy innych załogantów niż Michaśka, wysyłamy Away Team na planetę. Robią wszystko by odkręcić pierwszy sezon, a sam serial zaczyna się robić Trekowy.

Niestety, nie wygląda na to, żebyśmy np. pożegnali wreszcie ten napęd grzybkowy (chyba że czegoś nie wiem, epizod mam zaległy). Aczkolwiek epizod reżyserowany przez Frakes'a naprawdę był niezły, w duchu ST i bardzo dobrze i klimatycznie poprowadzony - tylko właśnie te spore-jumpy psuły całkowicie klimat i skutecznie niwelowały stopniowanie napięcia (sam efekt skoku jest po prostu żałosny) i poczucie skali odległości (taka punktowość całkowicie rozklada dramatyzm).
Jo_anka
Użytkownik
#23 - Wysłana: 10 Lut 2019 03:31:30 - Edytowany przez: Jo_anka
Odpowiedz 
Zdaje się, że ostatni odcinek jest wstępem do pożegnania się z grzybkami, bo napęd narobił jakiś szkód w przestrzeni grzybni. Wkurzony grzybek (?) pochłania Tilly? Ten hororek z Tilly jest irytujący, acz odcinkowi należy się plus za 'wieżę Babel' i za obecność sarkastycznej mechanik.
Spice
Użytkownik
#24 - Wysłana: 10 Lut 2019 03:49:20 - Edytowany przez: Spice
Odpowiedz 
Jo_anka

Tak, właśnie obejrzałem i całkiem możliwe, że to kolejna (obok wielu innych) dobra wiadomość w stosunku do poprzedniego sezonu. Jednak sam epizod, niestety, mocno schrzaniony - zatrzęsienie głupot i całkowicie nieprzekonującej gry na emocjach. Znacząca zniżka w stosunku do dwóch poprzednich.

Przyznam, że po pilocie tego sezonu, który był, jak dla mnie, takim samym szajsem jak większość poprzedniego sezonu długo odkładałem obejrzenie dalszych epizodów. Drugi i trzeci, a nawet - pod niektórymi względami - najnowszy, okazały się na tyle jednak przełomowe, że teraz zaczynam się obawiać, że będziemy mieli jak z ENTkiem. Serial naprawdę wyjdzie na prostą, ale go cancelują.
MarcinK
Użytkownik
#25 - Wysłana: 10 Lut 2019 12:39:43
Odpowiedz 
Co tu się stao?
Q__
Moderator
#26 - Wysłana: 10 Lut 2019 13:53:06 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Spice

Spice:
Hipoteza nie robi za model, bo nie jest żadną hipotezą, tylko interpretacją, czyli filozofią. Propozycja wyjaśniająca, żeby być hipotezą naukową, musi być przynajmniej z założenia weryfikowalna praktycznie. Tymczasem nie jest, wygląda na to, że nigdy nie będzie

Trudno rzec czy nie będzie, były swego czasu obserwacje wskazujące, że nasz Wszechświat mógł się zderzyć z innym. Zresztą nie tylko w wypadku everettówki, ale i strunówki (to jest dopiero filozofia w przebraniu) jakieś tam mechanizmy weryfikacji są proponowane, więc bez przesady...

Spice:
Współcześnie panuje jakaś dziwna tendencja wśród niektórych fizyków, żeby brać pomocne w myśleniu analogie, albo przypadłości aparatu matematycznego, za rzeczywistość. Nic chyba lepiej tego nie oddaje, niż dywagacje o różnych osobliwościach (z najbardziej popularnymi w przypadku czarnych dziur i BB, oraz ostatnio, prze analogię, osobliwością technologiczną). Tymczasem osobliwości - załamanie się matematycznego opisu (przede wszystkim, odjechanie w nieskończoności) - wychodzą nawet w bardzo podstawowych równaniach, gdzie nikomu nie przyjdzie do głowy podejrzewać cokolwiek innego, jak niepełeną adekwatność opisu matematycznego do realiów.

Dlaczego dziwna? Kiedyś panowała moda na myślenie antropocentryczne, czynienie człowieka, a więc i jego wyobrażeń, czy potocznych doświadczeń, miarą wszechrzeczy, parę przełomów pokazało naiwność tego podejścia, więc teraz fizycy są, po prostu, otwarci na to, że Wszechświat jest bardziej skomplikowany, dziwniejszy, niż się tkwiącym na Ziemi zdaje.

Spice:
We mnie takie wrażenie nieustannie sprawia DSC. Pozoruje coś "bardziej na poważnie", niż klasyczny ST, a zarazem jest w zestawieniu niemiłosiernie wprostu głupi i kiczowaty (tak, pseudo-mroczność może być znacznie gorszym kiczem, niż psrokata kurteczka z czapeczką z pomponikiem i czułkiami).

Prawda, DSC miało w pierwszym sezonie tę wadę, chwilami nadal ją ma, ale: - primo - wynika to chyba z dobrego dopasowania w/w produkcji do jej domyślnego targetu - nastolatków (wszyscy wiemy, że może zdarzyć się nastolatek b. psychicznie dojrzały - takim był np. nasz Paradoks, ale nie ma nic tak zabawnego jak nastolatek usilnie silący się na dorosłość, do której jeszcze mu mentalnie daleko, a b. podobnie zachowywało się DISCO łącząc przesadne nadęcie z najgorszymi chwytami odziedziczonymi po starym Treku, albo branymi skądinąd); secundo - taki kiczowaty patos ("ja Ciebie też kocham, Hugh!") jest jednak b. Trekowy.

Spice:
Czym innym jest kontrlowane rozszczepienie w ramach wyższej jedności dzieła sztuki, a czymś zupełnie innym rozszczepienie franchise na dziesiątki różnych dzieł sztuki. Przy takim podejściu równie dobrze można by zrobić sitcom w epoce kamiennej i twierdzić, że to również ST. Tylko co wówczas ST znaczy? Nic.

Teoretycznie racja, ale w praktyce sam Roddenberry chciał kręcić spin off Treka o Garym Seven, a znów Harve Bennett pragnął by jego Time Trax opowiadał o byłym oficerze GF przeniesionym do służb temporalnych. Więc dzisiejsze pomysły na rozbudowę universum ST o jakieś Sekcje 31 w akcji itd. nie są niczym nowym, ba, na tle tamtych koncepcji wydają się zachowawcze.

Spice:
autorstwa Sabine Hossenfelder

Dzieki za cytaty, zwł. ten. Słyszałem o dziewczynie sporo dobrego, coś tam jej czytałem. Miło poczytać więcej. Ale to nie znaczy, że zaraz się z nią zgadzam. Jej głos jest we współczesnej fizyce jednym z wielu (i też trochę status gwiazdy rocka ma).

resetta
kaimada

Poniekąd Was pogodzę (minimum spróbuję).
ORV jest, można rzec, takim przechowalnikiem ducha klasycznego Treka* (katric ark?), i dobrze, że istnieje, bo tego ducha przypomina, i samą swoją obecnością (a zwł. reakcjami fandomu na nią) stanowi czynnik nacisku na CBS, wymuszając większą Trekowość Discovery (a pewno i planowanych produkcji).
DSC z drugiej strony jest bardziej oryginalne (na dobre oryginalne, i na złe oryginalne), i nie ma co tego ukrywać. Faktem jest również, że przez swoją oficjalność (świadomie unikam słówka "kanoniczność", z przyczyn dość jasnych) i silniejsze osadzenie w wątkach kanonu ST ma szansę nie tylko więcej popsuć, ale i więcej - choćby drobiazgów - do obrazu Trekowego świata dorzucić.

* Samo to wystarczy wielu Trekerom by ten serial kochać.

Przy czym trudno nie zauważyć, że Discovery niesie sporo pomysłów-samograjów (mirrorowy podmieniec Lorca, szpieg z krainy Desz... znaczy... Klingonów, kapitan "Killy", gejowska parka, mGeorgiou - megaHitler na Federacyjnej smyczy), które jednak nie stały się dotąd instant classicami, i sam nie wiem czy ganić tu malkontenctwo fandomu, który na takie smakołyki się nie rzuca, czy - przeciwnie - chwalić jego wyrafinowane gusta - skoro sama fajność mu nie wystarcza, oczekuje głębi i sensu. Pewnie i jedno, i drugie.

mozg_kl2

mozg_kl2:
dawno nie było dramy autorstwa naszego Picarda.

Kolega Picard tak ją lubi, że chyba powinien zmienić nick na Lorca .

Jo_anka
Spice

Widzę, iż wszyscy się zgadzamy, że DSC trekowacieje. Dobrze, bo to znaczy, że mamy jeden serial ST (nie-tylko-z-nazwy) więcej do oglądania i komentowania. Cancelują, nie cancelują, rozwinie się, nie rozwinie... Cieszmy się czym się da, póki się da...

MarcinK

MarcinK:
Co tu się stao?

A nic... Ludzie dyskutują o Treku...
Spice
Użytkownik
#27 - Wysłana: 10 Lut 2019 14:39:56 - Edytowany przez: Spice
Odpowiedz 
Q__:
Trudno rzec czy nie będzie, były swego czasu obserwacje wskazujące, że nasz Wszechświat mógł się zderzyć z innym. Zresztą nie tylko w wypadku everettówki, ale i strunówki (to jest dopiero filozofia w przebraniu) jakieś tam mechanizmy weryfikacji są proponowane, więc bez przesady...

W tym nie ma najmniejszej przesady. Poza, dośc obszernie obecnym szczególnie w USA fanatyzmem ludzi, którzy poświęcili na te teorie życie, panuje raczej bardzo posępny nastrój i świadomość, że wyszły nici.

Q__:
Dlaczego dziwna? Kiedyś panowała moda na myślenie antropocentryczne, czynienie człowieka, a więc i jego wyobrażeń, czy potocznych doświadczeń, miarą wszechrzeczy, parę przełomów pokazało naiwność tego podejścia, więc teraz fizycy są, po prostu, otwarci na to, że Wszechświat jest bardziej skomplikowany, dziwniejszy, niż się tkwiącym na Ziemi zdaje.

Czasami mam wrażenie, że Ty nie rozumiesz tego co czytasz. To jest właśnie czyste myślenie antopocentryczne (nie w sensie podawanych wyjaśnień - w sensie podstawy tych wyjaśnień) i wyjątkowa naiwność - branie prostych obrazkowych analogii, w najlepszym razie będących fizolofią, oraz przypadkowego (bo stworzonego przez nas) aparatu matematycznego ze wszystkimi jego artefaktami, za zasady wyjaśniania świata, z niemal całkowitym wyrzuceniem za burtę empiryzmu w imię mocy czystego rozumu. To jest, powiedzmy, nowa wersja średniowiecznej scholastyki, w sensie zracjonalizowanej metafizyki. I tak samo jak scholastyka, zaplątana już po raz dziesiąty i na dziesięciu różnych poziomach w jedno wielkie błędne koło. To co cytowałem wyżej bardzo dobrze oddaje to, jak to z szerszej perspektywy wygląda.

W tym kontekście jest bardzo ciekawe, że takie spekulatywne, quasi-filozoficzne podejście, cieszy się bardzo dużą popularnością nie tylko wśród ludzi, którym ich własna bystrość myli się z zasadą działania świata, ale także wśród tych fizyków, którzy posiadają silne religijne przekonania (niekoniecznie związane z jakąś konkretną religią). Np. w Polsce Krzysztof Meissner wykład za wykładem rozwodzi się o tym, jak współczesna fizyka na nowo odkryła logos, platonizm i o decydującej roli czystej spekulacji w postępie nauki - nie to co dawne, ciemne wieki (oświecenia) i scjentyzmu.

Jestem jak najdalej od scjentyzmu, również uważam Oświecenie za wypromowaną propagandowo, a pełną patologii epokę, ale kompletne ignorowanie empiryzmu i ucieczki w zaplątane w sobie kolejne matematyczne spekulacje, hipotezy, załatane następnie - bo nie zgadzały się z obserwacjami, lub okazywały się sprzeczne - nowym zasobem hipotez i spekulacji i tak dalej, raz za razem, przez dekady, bo komuś się poczatkowo wydało, że pięknie by było, gdyby w rzeczywistosci istniała jakaś symetria, która jakoś nie chce się objawić, to nie jest nauka. To jest pseudo-nauka. Podobnie jak każdy, z definicji niewerefikowalny postulat.

Jest całe mnóstwo ludzi, którzy widzą co się dzieje, ale wielu nie chce wyskakiwać przed szereg i ponosić konsekwencji środowiskowych. A ci co są na to gotowi spotykają się z zajadłą opozycją. Wystarczy poczytać internet i blogi - poziom jadu, nieuczciwych chwytów, prób ośmieszania tych ludzi, jest zatrważający. To jest zupełnie naturalne zjawisko. Uderzają w praktyki i dziedizny, które stanowiły wyjątkowo modny i medialny rdzeń propozycji rozwiązania impasu w fizyce. Tysiące karier i autorytetów jest zbudowanych na tych dziedzinach. Sam fakt, że odniosłeś wrażenie, ze interpretacja Everett'a jest dominująca świadczy o tym, że panuje tu jakieś wielkie medialne skrzywienie realiów - to nie jest dominująca interpretacja. To jest interpretacja modna wśród gwiazdorów.

Mamy też normalną, nadal w pełni oddaną empiryzmowi fizykę np. właśnie mechanikę kwantową (a nie zbudowaną wokół niej filozofię), która po prostu robi swoje, szczególnie w dzidzinach stosowanych.

Nawet żarty w TBBT i fakt, że Sheldon przeżył rozczarowanie teorią strun nie wzięły się znikąd. Ewidentnie ktoś kto doradza naukowo twórcom serii chciał oddać to jak to teraz wygląda i przemycić swoje trzy grosze. Padają w tym sitcomie bardzo gorzkie, ale oddające realia słowa o współczesnym stanie postępu w fizyce.

I nie, jeśli chodzi o interpretację Everetta - z definicji i samych założeń jest to absolutnie nieweryfikowalne - cała ta interpretacja opiera się właśnie na tej nieweryfikowalności (epistemologicznym rozdzieleniu światów). Interpretacja ta nie mówi absolutnie nic o wielu wszechświatach. Jest jeden Wszechświat, nasz, który jedna jest rozszczepiony na pararelne światy, bo jest opisany jedną funkcją falową.

Zderzać to się mogą wszechświaty postulowane, na zasadzie czystej spekulacji, a potem uzasadniane teorią strun (czysta spekulacja) i jej niemożnością wyjaśniania świata takim jakim jest, wszechświaty postulowane w pewnych hipotezach kosmologicznych. Jak wieczna inflacja. Nie wiem czy dobrze to rozumiesz - teoria, która nie ma żadnego poparcia empirycznego i zdolności przewidywania jest niemniej uznawana prawdziwą, bo żyjemy w multiverse, a żyjemy w multiverse, bo prawdziwa jest ta teoria.

Q__:
eoretycznie racja, ale w praktyce sam Roddenberry chciał kręcić spin off Treka o Garym Seven, a znów Harve Bennett pragnął by jego Time Trax opowiadał o byłym oficerze GF przeniesionym do służb temporalnych. Więc dzisiejsze pomysły na rozbudowę universum ST o jakieś Sekcje 31 w akcji itd. nie są niczym nowym, ba, na tle tamtych koncepcji wydają się zachowawcze.

To jest trochę co innego. Sam z chęcią zobaczyłbym, jak tworzoną równolegle z bardziej tradycyjnymi, serię ST eksplorującą inne dziedziny życia w tym uniwersum. Natomiast wystrzegałbym się raczej podróży w czasie, bo to bardzo wywrotny koncept.

Q__:
secundo - taki kiczowaty patos ("ja Ciebie też kocham, Hugh!") jest jednak b. Trekowy.

Nie, nie, nie. Takie coś się zdarzało, ale nie opowiaj mi, że ST to było jakieś romansidło, to się tylko czasem przydarzało.
kaimada
Użytkownik
#28 - Wysłana: 10 Lut 2019 14:50:52
Odpowiedz 
Q__:
ORV jest, można rzec, takim przechowalnikiem ducha klasycznego Treka* (katric ark?), i dobrze, że istnieje, bo tego ducha przypomina, i samą swoją obecnością (a zwł. reakcjami fandomu na nią) stanowi czynnik nacisku na CBS, wymuszając większą Trekowość Discovery (a pewno i planowanych produkcji).

Dokładnie o to mi chodziło. Chodzi o to że gdyby nie sukces Orville to drugi sezon Discovery niekoniecznie musiał stać się bardziej Trekowy.

resetta
Wrzucasz mnie do worka piewców Orville i zaślepionych krytyków Discovery. To pierwsze chwalę tam gdzie na to ORV zasługuje. Discovery drugi sezon na forum otwarcie chwalę i po w większości fatalnym pierwszym sezonie, drugi mi się podoba.

Problem mam z twoją retoryką. To jest zwyczajnie niesprawiedliwy sposób prowadzenia dyskusji - ja jestem obiektywna i obiektywnie ORV jest taki a DSC jest taki. Wy jesteście nieobiektywni bo zaślepieni.

Do czego ja w tym temacie dążę - ludzie nie są obiektywni gdy wyrażają swoją opinię o czymś. Zawsze mierzymy to poprzez swoje doświadczenia, upodobania, wiedzę itd. Dlatego jak czytam, że ktoś się wywyższa i pisze coś "obiektywnie" to niepotrzebnie reaguję na to jak przysłowiowy byk na płachtę. Nie powinienem tak pisać, ale się stało. Po prostu uważam, że jest nie fair stawianie dyskusji w formie obiektywni kontra zaślepieni fanatycy.
Q__
Moderator
#29 - Wysłana: 10 Lut 2019 15:58:18 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Spice

Co do fizyki: nie jestem entuzjastą "teorii" (cudzysłów, bo to miano jej się nie należy) strun, interpretacji wieloświatowej trochę może i jestem, ale nie traktuję żadnej z nich jako dogmatu, tylko jako ciekawe (potencjalne implikacje prawdziwości tej drugiej są frapujące) konstrukcje myślowe, które czekają na weryfikację, tylko tyle, i aż tyle*.
Jednak ten mój dystans do nich, i świadomość ich hipotetycznego statusu, nie oznacza bym sądził (jak Ty zdajesz się to czynić), że należy cofać fizykę do Einsteina, albo i do Newtona. Przeciwnie - twierdzę, źe trzeba budować nowe teorie, które na starcie mają prawo być odjechane, a potem badać ich przystawalność do rzeczywistości (więc i doskonalić metody sprawdzania stopnia tej przystawalności).

* Przy czym uważam, że albo z czasem stworzone zostaną narzędzia ich weryfikacji, albo uschną zredukowane do roli ciekawostek, jeśli okażą się metafizyczne z natury, lub tylko de facto (acz w tym drugim wypadku pewnie pojawią się obsesjonaci podejmujący latami próby ich potwierdzenia czy obalenia, tak jak niektórym matematykom Twierdzenie Fermata spokoju nie dawało; inna sprawa, że obecny obsesjonat ma łatwiej, zamiast zarywać noce zwali co się da na komputery).

Dalej...
Spice:
Czasami mam wrażenie, że Ty nie rozumiesz tego co czytasz. To jest właśnie czyste myślenie antopocentryczne i wyjątkowa naiwność - branie prostych obrazkowych analogii, w najlepszym razie będących fizolofią, oraz przypadkowego (bo stworzonego przez nas) aparatu matematycznego ze wszystkimi jego artefaktami, za zasady wyjaśniania świata

Rozumiem co czytam, dlatego mam antynomię, którą niniejszym stawiasz, za fałszywą. I potoczne doświadczenie, i aparat matematyczny są produktem ludzkiego umysłu, od tego (na dziś?) nie uciekniemy, ale o ile Ty jesteś ewidentnym konserwatystą, zapatrzonym w Euklidesów z Arystotelesami, o tyle ja jestem otwarty na nowe, i uważam dziwność (tj. wykraczanie poza nasze bezpieczne odruchowe wyobrażenia wsparte na doznaniach zmysłowych) za naturalną właściwość Wszechświata. Może dlatego z możliwych, poprawnych metodologicznie, wyjaśnień wybiorę zawsze to rozszające, nie - zawężające do znanego - obraz świata (choć porzucę je bez żalu jeśli ktoś je sfalsyfikuje, i przyjmę nowe). I nie potrzebuję wspierać się ślepo na żadnych tradycjach*, choć te tradycje znam. W końcu przestrzeń do doskonalenia (stopnia zrozumienia Wszechświata np.) zawsze się znajdzie.

* Tradycja (także intelektualna) nie jest dla mnie gorsetem, który ma ograniczać, a trampoliną, z której da się wybić wyżej (owszem, ryzykując bolesny upadek jak coś pójdzie nie tak, ale to naturalne ryzyko, na które trzeba być gotowym, nie boję się go).

Spice:
To jest trochę co innego. Sam z chęcią zobaczyłbym, jak tworzoną równolegle z bardziej tradycyjnymi, serię ST eksplorującą inne dziedziny życia w tym uniwersum. Natomiast wystrzegałbym się raczej podróży w czasie, bo to bardzo wywrotny koncept.

Tak, tylko widzisz.. Serial o Gary'm Seven miałby +/-* tyle wspólnego z klasycznym Trekiem, co sugerowana przez Ciebie ironicznie opowieść o jaskiniowcach. W obu wypadkach jedynym spoiwem jest teoretyczne istnienie w jednym fikcyjnym świecie, i jakieś rachityczne wątki crossoverowe, nic więcej.

* Bo pozostałby jednak silny czynnik jednoczący w postaci G.R. i jego światopoglądu.

Spice:
Nie, nie, nie. Takie coś się zdarzało, ale nie opowiaj mi, że ST to było jakieś romansidło, to się tylko czasem przydarzało.

Ależ nie mówię, że ST to romansidło (przykład romansowy podałem nieco ironicznie, może nawet autoironicznie, bo obu tych panów z DSC lubię), tylko, że poziom patosu, jaki pojawił się np. w w/w scenie, klasyczny Trek (choćby, przerysowujący pewne sceny poza granice campu, TWoK) już zna.

kaimada

Widzę, że też mówisz resetcie, źe bywa przemądrzła. Ale spokojnie, oboje macie ciekawe rzeczy do powiedzenia, więc po co się kłócić, lepiej wymieniać się myślami... (Zwł., że - mimo emocji - zmieściliście się przecież oboje w granicach kulturalnego dyskursu.)
Spice
Użytkownik
#30 - Wysłana: 10 Lut 2019 16:24:22 - Edytowany przez: Spice
Odpowiedz 
Q__:
Co do fizyki: nie jestem entuzjastą "teorii" (cudzysłów, bo to miano jej się nie należy) strun, interpretacji wieloświatowej trochę może i jestem, ale nie traktuję ich jako dogmatów, tylko jako ciekawe (potencjalne implikacje prawdziwości tej drugiej są frapujące) konstrukcje myślowe, które czekają na weryfikację, tylko tyle, i aż tyle*.

Nie. Powołujesz się na Everett'a, którego interpretacja - nie teoria - z samych założeń uniemożliwia weryfikację, bo traktuje precyzyjnie o rozszczepieniu epistemologicznym jednego Wszechświata, naszego Wszechświata (nie żadne wiele wszechświatów) na pararelne światy. Wynika to z tego, że uznaje, że cała historia Wszechświata jest opisana jedną funkcją falową.

Jak jeden z popularyzatorów dobrze to kiedyś opisał. Nie mamy żywego i martwego kota Schroedingera. Mamy żywego i matwego kota Schroedingera; dalej: żywego kota Schroedingera i radosnego Schroedingera, który znalazł żywego kota, oraz martwego kota Schroedingera i smutnego Schroedingera, który znalazł martwego kota; dalej: żywego kota Schroedingera i radosnego Schroedingera, który znalazł żywego kota, doniósł o tym Einsteinowi, który jest szczęśliwy oraz martwego kota Schroedingera i smutnego Schroedingera, który znalazł martego kota, doniósł o tym Einsteinowi, który jest smutny.

W ten sposób interpretuje precyzyjnie własnie to, że na pewnym poziomie widzimy tylko zjawiska klasyczne i nigdy, w żaden sposób, nie obserwujemy żadnego kolapsu funkcji falowej (dla nas jest to puntowa zapaśc). Nie widzimy, bo sami, wraz z cała historią, jesteśmy częścią tego, a nie innego świata. Z definicji nie jesteśmt w stanie zajrzeć do postulowanego, innego świata.

Sam Everett, według jego własnych pism, a nie doniesień rodziny, uważal to za sposób opisu uwikłania nas samych w świat jaki badamy (całkowitego uwikłania, nie tylko przy jakimś eksperymencie - może lepiej byłoby powiedzieć, żyjemy), nie rozstrzygał ontycznego istnienia innych światów. To zrobili dopiero gwiazdorzy fizyki (o nie mniejszym parciu na szkło, niż Doda) i całe armie filozofów.

Tak czy owak, czy te światy istnieją ontycznie czy nie, jest to nieweryfikowalne z samych założeń tej interpretacji. NIewyjasnialne, momentalne pęknięcie powodowane przez kolaps, zostało przeniesione na niewyjaśnialne pęknięcie Wszechświata na równoległe rzeczywistości.

Q__:
Przeciwnie - twierdzę, źe trzeba budować nowe teorie, które na starcie mają prawo być odjechane, a potem badać ich przystawalność do rzeczywistości (więc i doskonalić metody sprawdzania stopnia tej przystawalności).

Nie są odjechane na starcie. Są odjechane od dekad, a wszelkie dziury w tych teoriach, czy sprzeczność z obserwacjami, są rozwiązywane poluzowaniem założeń, dziesiątkami nowych hipotez i przefrmułowaniami matematyki, żeby nadal utrzymywać z grubsza pierwotną przesłankę. Jak nie rozumiesz, gdzie tkwi w tym problem, to przykro mi. Cieszę się, ze jestem, jak piszesz KONSERWATYSTĄ, a nie zwolennikiem astrologii.

Mylisz się całkowicie, że jestem konserwatywny jeśli chodzi o to, co chciałbym, żeby okazało się prawdą. Jest zupełnie na odwrót niż sądzisz. Chciałbym żyć w świecie w którym podróżujemy z prędkościami nadświetlnymi, istnieją równoległe światy do których możemy dotrzeć, a multiversum jest zamieszkiwane przez niezliczone inne cywilizację. Ja po prostu odróżniam to co chcę, od tego co możliwe, i odróżniam to co jest moim zdaniem nauką, od tego co jest moim zdaniem zlepkiem genialnie opisanych matematycznie, ale jednak wydumek na poziomie poszukiwania kamienia filozoficznego.

Piszesz, że nie jesteś specjalnie przychylny teorii strun. Ciekaw jestem dlaczego. Bo wszystkie kosmologiczne speckulacje multiverse podpierają się, prędzej czy później, teorią strun (czy jakąś kolejną "nadteorią"), a sama teoria strun - od kiedy okazało się, że absolutnie nic nie jest w stanie opisać i przewidzieć, bo przewiduje i opisuje wszystko (czyli nic), podpiera się z kolei spekulacjami multiverse jako uzasadnieniem swojego istnienia. To jest błędne koło w czystej postaci.

Matematyka jest po prostu nieskończona. Można stworzyć w zasadzie dowolne światy matematyczne. Jedynym założeniem jest spójność. Teoria strun (i inne podobne teorie), usiłując od dupy strony (sorry) podejść do fizyki wychodzi z prostej przesłanki. Stwórzmy przy pewnych założeniach (zmyślonych z głowy*) "algebrę", która obejmie wszystkie znane prawa fizyki, wyprowadzi stałe itd. I w tym kierunku to szło. Kiedy okazało się, że maszyneria owszem, z grubsza jest w stanie opisać wszystkie prawa, ale zarazem równie możliwe są w niej tryliady innych, bo zależy to od tego jakie przyjmiemy parametry, to nie wyciągnięto stąd oczywistego dla każdego kto wie coś np. o data science wniosku, że po prostu teoria jest totalnie ogólnikowa i nie ma dlatego żadnej mocy wyjaśniającej, tylko przejęto zmyślone skądinąd postulaty, że żyjemy w multiverse i teoria strun po prostu opisuje możliwe światy. Które to zmyślenia, ze swojej strony, podpierają się teorią strun. Rozumiesz to, czy zbyt bardzo chęci przeszkadzają Ci w ocenach?

* To nie było tak całkowicie swobodnie zmyślone z glowy. Było motywowane m.in. tym ile informacji jest możliwe do zawarcia w pewnych matematcznyc bytach oraz pewnymi dywagacjami dotyczącymi symetrii. Ale tak czy owak, było to postawienie sprawy na głowie. Można powiedzieć, że po prostu u wyjścia, zawarto zbyt dużą swobodę (z czego nie zdawano sobie wówczas sprawy), ażeby była jakakolwiek szansa na to, że ostateczna maszyneria będzie miała jakikolwiek sens. A zrobiono to dlatego, że odrzucono empiryzm - udumano ośmieszoną dalszym biegiem wypadków moc czystej spekulacji. Cała reszta historii to łatanie dziur na dziurach na dziurach, a ostatecznie stwierdzenie, że bełkot jest prawdą, bo wszystko jest możliwe.

Q__:
Tak, tylko widzisz.. Serial o Gary'm Seven miałby +/- tyle wspólnego z klasycznym Trekiem co sugerowana przez Ciebie ironicznie opowieść o jaskiniowcach. W obu wypadkach jedynym spoiwem jest teoretyczne istnienie w jednym fikcyjnym świecie, nic więcej.

Dlatego to był akurat głupi pomysł. Mam na myśli tyle, że nie jestem z zasady przeciwny poszerzaniu uniwersum, tylko głupiemu poszerzaniu uniwersum. Musi istnieć jakaś wyższa jedność, oparta o podstawowe właściwości danego świata i podstawowe przesłania.

Q__:
Tradycja (także intelektualna) nie jest dla mnie gorsetem, który ma ograniczać, a trampoliną, z której da się wybić wyżej (owszem, ryzykując bolesny upadek jak coś pójdzie nie tak, ale to naturalne ryzyko, na które trzeba być gotowym, nie boję się go).

No to widzę przeszedłeś dobre metamorfozy od czasu, gdy byłeś wielkim zwolennikiem niemalże scjentyzmu i czystego, prymitywnego empiryzmu. Tylko mi się wydaje, że jak ja racjonalnie wyśrodkowałem, tak Ty zaczynasz latać w oparach kokainy.
 Strona:  1  2  3  4  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / Nie dajcie sie nabrać - tzw. Picard series to nie kanon!

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!