USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / The Orville- Dyskusja ze Spojlerami
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  6  7  8  9 
Autor Wiadomość
Dreamweb
Użytkownik
#241 - Wysłana: 24 Kwi 2019 14:04:37
Odpowiedz 
resetta:
Rozwod to nie Wietnam, nie przesadzajmy.

W sumie jak tak się zastanowić, to nawet zabawnie wychodzi. Bo Ed na statku przeżył różne strzelaniny z Krillami, romans z ich agentką która go potem uwięziła, potem całą inwazję Kaylonów... Ale okazuje się, że to wszystko pikuś w porównaniu z piętnem, jakie zostawił na nim rozwód z Kelly...

resetta:
kiepsko bawil na kalamburach Gordona, jednoczesnie z imprezkami na statku z tortem, tymi spotkaniami przy kielichu w messie... Do tego nagle ten Gordon jako zgred tez kiedy dwa odcinki temu dobrze sie bawil u XXI hipsterow albo trenowal na symulacji Lamarra podrywanie w jakims klubie

Cóż, zależy co kto lubi, ja np. gdybym był na Orville to w takich posiadówach w mesie przy kielichu gdzie można spokojnie pogadać, to bym chętnie uczestniczył. Z kolei z takiego dicho gdzie własnych myśli nie słyszysz to bym się szybko wymiksował albo jak oni dwaj siedział ze szklanką i czekał na chwilę ciszy. Widać Ed ma podobnie do mnie, jedno lubi, drugie mniej (albo lubił, ale przez lata mu przeszło). W kręgle nie grałem więc trudno powiedzieć. Ale ten holo-klub, gdzie Gordon uczył się podrywu, to po pierwsze jednak nie był aż tak głośny jak ta miejscówka młodszej Kelly, po drugie był wymysłem Johna i Gordon też nie czuł się tam całkiem swojo...

resetta:
Tego od poczatku w Orville nie ma, nie dystansuja sie, nie ma prawie zadnego regulaminu, rzeczy, ktore NA MOSTKU bylyby niestosowne

Owszem, dystansu prawie że nie ma. Może to głupio zabrzmi ale pod tym kątem Ed jest bardzo jak Archer (w końcu u niego służył hehe). Czyli w stosunkach interpersonalnych taki dobry kumpel, chętnie razem chodzi na obiadki czy na piwko. Ale też jak trzeba to potrafi sobie przypomnieć że jest kapitanem i jednego z drugim opitolić.
Co do tych rzeczy na mostku - no jednak krzywo patrzyli na trąbiastego w spoconej koszuli i jedzącego (co się z nim stało swoją drogą?), na Bortusa z papierosem itd. I wszystkie te kwestie zostały prędzej czy później rozwiązane.

resetta:
A Kelly starsza pokazala sie tutaj na stanowisku nie tylko po prostu osoby, ktora sobie czegos nie zyczy prywatnie, bo dotyczy jej, tylko z pozycji oficera, ktory beszta zaloganta, ze lamie jakies zasady i normy sluzby na statku...

Bo może po prostu tak jej było wygodniej? Zasłonić się tym, że ona tu w randze pierwszego oficera i musi być respekt itd., zamiast mówić "słuchaj, weź nie rozpowiadaj takich rzeczy". Mogła w tym wypadku skorzystać z rangi to skorzystała. Było jej to na rękę.

resetta:
Chodzi o fakt decyzji, ze jak podjela taka, ze nie randkuje z Edem, to caly odcinek i wymienione przeze mne zdarzenia nie maja sensu, nie zaistnialy

No więc pewnie następny odcinek będzie właśnie na zasadzie Yesterday's Enterprise, że te wydarzenia nie zaistniały, statek jest gdzie indziej, robi co innego, skład załogi częściowo inny, może i z Alarą. A potem jakoś to odkręcą, trudno powiedzieć do jakiego momentu - może całą tę podróż Kelly w przyszłość wymażą?
Dreamweb
Użytkownik
#242 - Wysłana: 26 Kwi 2019 08:54:35
Odpowiedz 
The Road Not Taken

No i Yesterday's Enterprise pełną gębą, łącznie z powrotem dawno nie widzianego szefa ochrony. Ale po kolei...

Pierwsza scena i dwie osoby idące przez śnieg - od razu 2 skojarzenia: pilot DSC i analogiczna wędrówka przez pustynię, po drugie - VOY Timeless - ciekaw byłem czy zaraz nie natrafią na wrak ORV w śniegu. No na szczęście nie, to już byłby cytat zbyt dosłowny... No i tak, jak scenariusz tego wymaga to Kayloni rzeczywiście są głupimi tosterami jak pisze resetta; w tym wypadku w ogóle nie umieją strzelać. Przecież oni mieli spory kawałek do przebiegnięcia z tej bazy do promu, i proszę, nie trafieni ani razu.

Jak ich złapał ten statek niby to kosmicznych piratów, to od razu wiedziałem że to ktoś z naszych. Późniejsza rozmowa o tym, że trzeba skoczyć w przeszłość by zmienić przyszłość bardzo pachniała filmowym Days of Future Past (nawet wystrój wnętrz podobny). Ale tu kolejna rzecz mnie wkurzyła - wymazanie pamięci się nie udało z powodu braku jakiejś substancji w mózgu Kelly, i dr Finn tego braku nie zauważyła od razu? Bardzo słabe wyjaśnienie służące dalszemu popchnięciu fabuły.

Baza ruchu oporu i też się domyśliłem, że będą znajome twarze. A jak Yaphit powiedział, że idziemy do porucznika, to od razu wiedziałem, że to Alara. Robiła za tamtejszego Johna Connora. A LaMarr najwyraźniej w przeszłości miał z nią romans.

"Powrót na Ziemię" i kolejne zdziwienie - Kayloni wybili wszystko, nawet ryby (aluzja do Nothing Left on Earth Excepting Fishes? ) ale przeoczyli statek z wciąż włączonym zasilaniem i Bortusa na nim. I w ogóle żadnych patroli wokół Ziemi? Myślałem, że jak wystartują tym Orville z dna oceanu to od razu doczepi się do nich ogon w postaci jakiegoś statku Kaylonów, ale nope...

Myślałem że spotkamy Isaaca, że będzie z nim jakaś dłuższa scena, lepiej poznamy jego "złe" oblicze, a tu raptem trzy zdania wypowiedziane przez głowę i koniec. A, no i Kayloni mają coś ala wspólna świadomość, jak u Borg.

Później przesyłanie doktorki w przeszłość i już skojarzenie z Timeless powraca - przez ten cały zabieg zużyli tyle mocy, że statek eksplodował. A potem widzimy skok Kelly w przyszłość - jak to jest, że kubek z kawą się z nią nie przeniósł, a ubranie już tak? Powinna się przenieść nago jak w Terminatorze. A jak już przy tym jesteśmy, dobrze że Dr. Finn się przeniosła w przeszłość razem z tą fiolką, a nie że ona została i spadła i się rozbiła niczym ta kawa. Ot taki paradoks.

Ogółem - odcinek bardzo przyjemnie się oglądało i trzymał w napięciu. Pod warunkiem, że z założenia ignorowało się te wszystkie dziury w logice i po prostu nastawiło na dobrą rozrywkę. Na pewno lepszy finał sezonu, niż u DSC. Liczę na 3 sezon!
kaimada
Użytkownik
#243 - Wysłana: 26 Kwi 2019 11:17:02
Odpowiedz 
Odcinek na plus, ale brak logiki w walce, czyli nietrafiający Kayloni i wychodzący z bunkra na rzeź żołnierze... Zawsze mnie to irytowało...
Dreamweb
Użytkownik
#244 - Wysłana: 26 Kwi 2019 12:49:03
Odpowiedz 
kaimada:
nietrafiający Kayloni

Ano właśnie. To jest to, co Tv Tropes nazywa "Imperial Stormtrooper Marksmanship Academy" i czego w tym odcinku mieliśmy aż nadto.

www.tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/ImperialSt ormtrooperMarksmanshipAcademy

A i zapomniałem wspomnieć o księżycu - pięknie rozwalony, zupełnie niczym Praxis.
MarcinK
Użytkownik
#245 - Wysłana: 26 Kwi 2019 14:13:42
Odpowiedz 
Po starcie z Ziemi zapomnieli o tym drugim statku? Nie dało by się wziąć Orville na hol i w ten sposób zapewnić jakąś zwrotność?
80sLoveUC
Użytkownik
#246 - Wysłana: 26 Kwi 2019 22:11:23 - Edytowany przez: 80sLoveUC
Odpowiedz 
Obejrzane. Jeden z najsłabszych całego serialu, może nawet najbardziej najsłabszy (jedyne, co go broni to efekty).

Pod względem klimatu jest bardzo kiepsko - może są tu sceny z dużą ilością dobrego CGI (latanie po jaskini), ale zabrakło mi w tym jakiegoś uczucia zagłady, wszechobecności wrogiej rasy. Nie pomogli w tym Kayloni strzelający niczym szturmowce.

Nie mam pretensji, że sam pomysł na epizod nie jest oryginalny. Gorzej, że nawet jego przebieg jest totalnie oklepany - cała akcja idzie po nitce do końca, wszystko jest przewidywalne, żadnych zwrotów akcji. Brak tu jakiś fajnych momentów, nie licząc może reakcji Bortusa na fakt zniszczenia jego planety (przynajmniej raz w odcinku dało się poczuć jakiś osobisty dramat) i latające głowy Kaylonów - jako koncept. W praktyce zabili kilka randomów, a przecież mogli wybić dla lepszego wrażenia całą bazę, łącznie z przywódczynią.

Nawet końcówka była bardzo "meh" - wykorzystano filmowy, tandetny motyw ze zniknięciem pani doktor. Nie porównywałbym tego do Yesterday's Enterprise, bo tam wątek był na końcu bardziej otwarty i jak okazało się miało to swoje konsekwencje - istnienie romulańskiej córki Tashy Yar (szkoda, że nikt z niej nie korzystał w DS9).

Nie żebym mi się jakoś szczególnie źle oglądało (nadal to lepsze niż przeciętne, cotygodniowe dzieła The CW), ale nigdy nie wrócę do tego odcinka. Szkoda czasu na coś, co nie zostawia w tobie żadnym uczuć.
Q__
Moderator
#247 - Wysłana: 26 Kwi 2019 22:56:03 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
Jak ich złapał ten statek niby to kosmicznych piratów, to od razu wiedziałem że to ktoś z naszych.

A ja znów bardziej się skupiłem na podobieństwach do pierwszej poczołówkowej sceny pilota AND (tu dark future i tam dark future, tu złomiarze i tam złomiarze). Zresztą wątek "to TY musisz być kapitanem, by uratować Wszechświat" również mocno Andromedą pachnie (kłaniają się powody, dla których Rhade dał się pokonać Dylanowi).

BTW. przyznam, że wizualnie b. ładnie im to wyszło:
https://facebook.com/story.php?story_fbid=42742581 7803892&id=127428534470290

Dreamweb:
Późniejsza rozmowa o tym, że trzeba skoczyć w przeszłość by zmienić przyszłość bardzo pachniała filmowym Days of Future Past (nawet wystrój wnętrz podobny)

Warto też zauważyć tradycyjne juź pokrewieństwo wątków z DSC - obie serie na koniec sezonu straszą mroczną ANDziowatą przyszłością (na jedno dobrze - w końcu forma uszanowania wizji G.R., co już zaauważyła resetta) i (o czym Ty znów pisałeś) idą w temporalne zabawy*.

* Zresztą nie tylko one idą, "Avengers: Endgame" także. Widać moda taka.
http://www.youtube.com/watch?v=78d_sOLoL7o

Dreamweb
kaimada
MarcinK
80sLoveUC

Dreamweb:
Pod warunkiem, że z założenia ignorowało się te wszystkie dziury w logice

kaimada:
brak logiki w walce

MarcinK:
Nie dało by się

80sLoveUC:
Jeden z najsłabszych całego serialu

Narzekacie (i słusznie!) a na IMDB (jak dotąd?) wysoka nota. Finał DSC też zresztą podobną ma. Chyba faktycznie ten mityczny współczesny widz lubi rozwałki i jak je dostanie, to każdą bzdurę wybaczy. Cóż, nie wróży to najlepiej, jeśli chodzi o przyszły kierunek rozwoju Treka, oficjalnego, czy nie...
MarcinK
Użytkownik
#248 - Wysłana: 27 Kwi 2019 10:27:13
Odpowiedz 
Q__:
* Zresztą nie tylko one idą, "Avengers: Endgame" także. Widać moda taka.
http://www.youtube.com/watch?v=78d_sOLoL7o

Czyli MCU skończy jak Xverse?

Q__:
Chyba faktycznie ten mityczny współczesny widz lubi rozwałki i jak je dostanie, to każdą bzdurę wybaczy

Albo lubi rozwałki udające ambicję

Trochę szkoda gdyby zakończenie serialu było takie nijakie.
mozg_kl2
Użytkownik
#249 - Wysłana: 27 Kwi 2019 11:02:41
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#250 - Wysłana: 27 Kwi 2019 12:55:57 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
MarcinK

MarcinK:
Czyli MCU skończy jak Xverse?

Albo jedno przejdzie w drugie (tylko które w które? nad tym Feige teraz siedzi i duma) drogą tych nadpisań...

BTW. co jak co, ale ładny portrecik Professora Hulka muszę w w/w scenie pochwalić.

MarcinK:
Trochę szkoda gdyby zakończenie serialu było takie nijakie.

Ano...

mozg_kl2

mozg_kl2:
odci nek-12-i-13-recenzja

Siennica dał raptem 6/10? Chyba i on ma dość wybuchów...

ps. Rowan J Coleman o drugim sezonie The Orville:
http://www.youtube.com/watch?v=mfqDh2DL95E
MarcinK
Użytkownik
#251 - Wysłana: 6 Lis 2019 19:33:10 - Edytowany przez: MarcinK
Odpowiedz 
W 4 zeszycie użyli kamuflażu z 2 odcinka, czemu nie robią tego częściej np. w finalne sezonu żeby ukryć Orville przed maszynami?

Dobra już wiem
Q__
Moderator
#252 - Wysłana: 6 Lis 2019 20:33:52 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
MarcinK

MarcinK:
Dobra już wiem

Że "That Calivon thing is worthless"?

Przy czym, skoro już o czwartym zeszycie mowa, przyznam wprost, że rozczarował mnie. Zakończyli historię pospiesznie i dość nijako (to dość typowa bolączka odcinków ORV zresztą, zdaje się, że odziedziczona po słabszej części epizodów VOY) kontentując się wygłoszeniem prostego morału, że jak masz przyjaciół, to ucieczka w religię ci niepotrzebna.
(Choć - nie powiem - uśmiechnąłem się lekko widząc jak Kelly zabawiła się w mojego Xona traktując fanatyka fazerem.)
Q__
Moderator
#253 - Wysłana: 19 Mar 2020 19:01:52 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Cóż, zrobiłem sobie dłuugo odwlekaną powtórkę ORV "Tomorrrow, and Tomorrow, and Tomorrow" i "The Road Not Taken" i nie wiem, może to efekt zmęczenia PIC, ale finalne odcinki drugiego sezonu The Orville wydały mi się znacznie lepsze niż zapamiętałem. Skłonny byłbym ocenić je na 3/4 w skali Jammera.

Owszem, "Tomorrrow, and Tomorrow, and Tomorrow" zasadniczo kopiuje pomysł z TNG "Second Chances", ale wykręca go w dostatecznie oryginalnym kierunku, by przymknąć na to oko. Tam, jak pamiętamy, Tom był tym gorszym "bratem" patrzącym z podziwem i zazdrością na dokonania Willa, tu młodsza Kelly okazuje się surową sędziną dla Kelly starszej, która nie zrealizowała jej życiowych ambicji - dostajemy tym samym ładne zderzenie młodzieńczego maksymalizmu z praktyką dojrzałego życia, kiedy to - cytując Lema - okazuje się, że "teraźniejsze nie jest już żadna zapowiedzią, poczekalnią, wstępem, trampoliną wielkich nadziei, bo niepostrzeżenie odwróciła się sytuacja. Rzekomy trening był nieodwołalną rzeczywistością; wstęp — treścią właściwą; nadzieje — mrzonkami; nie obowiązujące zaś, prowizoryczne, tymczasowe i byle jakie — jedyną zawartością życia. Nic z tego, co się nie spełniło, już na pewno się nie spełni; i trzeba się z tym pogodzić milcząc, bez strachu, a jeśli się da — i bez rozpaczy.", a zarazem kontynuację myśli zawartej w siskowych słowach z DS9 "Emissary", że cały fun ludzkiego życia w nieznajomości przyszłości (a inna percepcja czasu byłaby dla nas szkodliwa). Ładunek filozoficzny nie jest jednak końcem dobrego, które w/w odcinek ma nam do zaoferowania. Splata się z nim bowiem b. gładko warstwa psychologiczna - możemy współczuć wyrwanej ze swojego czasu i walniętej po głowie rzeczywistością-która-nie-dogoniła-marzeń porucznik Grayson, ale i jej doroślejszej wersji, która mimo wszelkich swoich dokonań czuje się nagle jak śmieć. (Do czego dochodzi jeszcze B- czy C-plot Mercera, który czepiając się nietypowej szansy na zbudowanie na nowo swojego małżeństwa uświadamia sobie, że się postarzał, w pozytywnym i negatywnym znaczeniu tego słowa.) Dawno (od czasów DS9?) nie widziałem tak subtelnego, a zarazem tak sprawnego rozegrania podobnych wątków w kanonicznym Treku.
Warstwa naukowa? Tu jest trochę gorzej. Wykorzystanie wiadomej interpretacji paradoksu obserwatora (która pokutowała i w AND) to nie jest szczyt scjentyficznej błyskotliwości (nawet jeśli nieskończenie przebija wszystko, co dotąd zaoferowała nam w przedmiotowym zakresie seria o Picardzie). Przy czym, skoro oryginał urządzenia Aronova - od którego użycia zaczęła się cała historia - zginał prawdopodobnie wraz z niszczycielem z "Old Wounds" wydaje się uprawnione założenie, że tym razem mieliśmy do czynienia ze zreplikowaną kopią.... i w tym momencie trudno nie zapytać dlaczego właściwie Isaac nie podzielił się tą technologią z rodakami, skoro najwidoczniej pozostała w bazie danych ECV-197 (prawda, da się twierdzić, że stosownego przepisu replikacyjnego w komputerach Orville w chwili zdarzeń z "Identity" nie było, że został ściągnięty ponownie - z ogólnofederacyjnych baz danych - potem; da się tu też wprowadzić, w roli fabularnej podpórki, pożyczoną z ANDzi tezą, że obserwator musi być biologiczny, i dlatego Kayloni i tak nie dadzą rady tym sposobem podróżować w czasie, na szczęście reszty Wszechświata; ale wrażenie pewnego niesmaku, wywołane przez tego typu scenariuszowe niechlujstwo pozostaje). Natomiast technobełkotliwy wywód, że chronomocja może spowodować zarówno nadpisanie jak i rozdwojenie linii czasu można by w innych okolicznościach uznać za eleganckie uporządkowanie Trekowego kanonu w zakresie temporalistyki. Równie ładnie wpisuje się w kanonicznego ducha zdanie, iż z temporal mechanics nikt nie dostał więcej niż B+ (Ed wychodzi niniejszym na prymusa, bo zaliczył wspomniany przedmiot na właśnie tyle), bo nikt jej nie rozumie.

Co jeszcze? Wypadnie pochwalić profesjonalizm załogantów w obliczu pojawienia się młodszej Kelly (sprawdzali czy to nie Obcy, itd.) oraz (swoistą) fachowość charakteryzacji (gdybym nie wiedział, że w obie wersje Grayson wciela się ta sama Palicki, to bym nie uwierzył). Jako też odnotować b. Trekowe użycie w tytule cytatu z "Makbeta", chyba niepotrzebną złośliwostkę pod adresem DSC (żarty z imienia Philippa) i rekordową ilość "My Godów" na epizod. No i wspominane już holodeckowe party z wymiatającymi na parkiecie Yaphitem i Moclanami.

"The Road Not Taken" to zupełnie inna historia. Owszem, można mówiąc o niej zwracać uwagę na ostentacyjne podobieństwa do VOY "Timeless" (motyw postaci brnących przez śnieg, statek zatopiony - tam w lodzie, tu pod wodą, zmienianie linii czasu), TNG "Yesterday's Enterprise" (niespodziewanie zaistniała gorsza rzeczywistość, którą trzeba unieważnić, desperacka finalna bitwa), STID (wynurzanie się spod wody kosmicznym korabiem), AND (czarna dziura jako kryjówka, obdarta załoga, konieczność odbudowania Federacji/Unii/Commonwealthu) i SW (Yaphit robiący za TT-8L/Y7*, pościg przez pas asteroidów, bunkier podkomendnych Alary podobny do Imperialnego, z Endoru, wspominani już Kayloni celni jak Szturmowcy); oraz czepiać się latających robocich łbów** czy tego, że łatwiej statkiem kosmicznym wydostać się z Osobliwości, niż spod wody, jednak pod powierzchnią nie zawsze przemyślanego (choć mile kameralnego na tle "Such Sweet Sorrow") akcyjniaka dostajemy - na co chyba nikt dotąd nie zwrócił uwagi - b. inteligentnie rozegrany versus ST kontra SW, pozwalający nam na własne oczy zobaczyć o ile życie w replikatorowej utopii (nie jest przypadkiem, że naprawianie historii rozpoczyna się od uruchomienia w/w urządzenia i wyprodukowania w nim sobie posiłku) przewyższa los ściganego rebelianta stawiającego - z garstką towarzyszy - czoła siłom zła (a przewyższa tak bardzo, że bohaterowie w pewnym momencie woleliby od tego ostatniego przytulną klatkę w calivońskim zoo)***. (Znaczy: Trek wygrywa z Wars... a ORV wygrywa z oboma, bo - dzięki swojej parodystycznej konwencji może być i jednym, i drugim.)
Przy czym choć Goodman zakończył fabułę pospiesznie, zbyt nagle, by dało się nazwać finał satysfakcjonującym, prawdę mówiąc, znalazł czas ekranowy na to, by wzbogacić ją i w tym wypadku szczyptą przekonującej psychologii. Pochwalić można zarówno mini-wąteczek Bortusa, który kierując się - płonną, jak się okazało - nadzieją, że jego bliscy się uratowali, przetrwał w opuszczonym statku (wychodząc na mistrza kamuflażu i survivalu), ładnie rozegraną historię miłosną Eda i Kelly (aż szkoda, że nie znalazł się sposób, by mogli przekazać coś z tych doświadczeń swoim, mającym pod innymi względami znacznie więcej szczęścia, wersjom), jak i (widoczne najlepiej na przykładzie Mercera) wiarygodnie ukazane powracanie - pod wpływem nadziei - złamanych przez wiadome wydarzenia bohaterów do behawioru oficerów GF (i to takich, z których Roddenberry byłby dumny)****.

No i - o czym była już mowa - trudno nie docenić wskazania DISCO-twórcom miejsca w szeregu, przez poglądowe pokazanie im jak należy rozgrywać w realiach ST wątek wybrańców (Ed - choć postawa moralna jego, i jego załogi, miała też znaczenie, nie jest bestest evah, tylko - w dużym stopniu - znalazł się we właściwym miejscu we właściwym czasie, a resztę zrobił efekt motyla), i że temporalne nadpisania, którymi Kurtzman i spółka tak obficie szafują, mogą sprawy jeszcze pogorszyć, zamiast poprawić*****.

Byłbym zapomniał: miło też ponownie zobaczyć Alarę (jeszcze milej, gdyby po finalnym nadpisaniu znalazła się w załodze obok Talli). A i aktorstwo dzieciaków wcielających się w potomstwo Claire, i sprytny patent na wskrzeszenie Isaaca (z wykorzystaniem borgowej... znaczy... kaylońskiej sieci) należy osobno pochwalić.

* Gdyby kto nie kojarzył nazwy:
https://starwars.fandom.com/wiki/TT-8L/Y7_gatekeep er_droid/Legends
https://starwars.fandom.com/wiki/TT-8L/Y7_gatekeep er_droid

** Które jednak najwyraźniej dość się spodobały, by twórcy DW postanowili je skopiować:
https://www.cbr.com/doctor-who-cybermen-new-types/

*** Choć Seth trochę oszukuje - w SW przy odrobinie szczęścia można było trzymać się z dala od konfliktu dobra ze złem (wybierając neutralność lub los mało umoczonego Imperialca) i (próbować) spokojnie przeżyć, Kayloni nie dają białkowcom takiej opcji. Ale tylko trochę, bo neutralność w Odległej Galaktyce to także nędzny żywot ściganego przestępcy, czy niewolnika, no i nie każdemu próba jej zachowania się udaje - dowodem los Larsów czy Ersów...

**** Cenna odmiana po kurtzmanowym sposobie prowadzenia postaci.

***** Hejterzy Kelly, widzący w niej nieodpowiedzialną arogantkę z przerostem ego znajdą tu również amunicję dla siebie (w końcu całe zamieszanie bo myślała, że wie lepiej), ale ponieważ się do nich nie zaliczam, nie będę rozwijać tego tematu.

Jednym słowem: zaspokoiłem niedawnym rewatchem swój głód Treka, dobrego Treka, co niech wystarczy za rekomendację, jeśli ktoś jeszcze nie oglądał w/w odcinków.
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  6  7  8  9 
USS Phoenix forum / Star Trek / The Orville- Dyskusja ze Spojlerami

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!