USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / The Orville- Dyskusja ze Spojlerami
 Strona:  1  2  3  4  5  6  7  »» 
Autor Wiadomość
MarcinK
Użytkownik
#1 - Wysłana: 31 Gru 2018 11:27:08
Odpowiedz 
Nie znalazłem takiego tematu, a z braku funkcji ukrywania fragmentu tekstu czy czegoś takiego może się przydać.
Q__
Moderator
#2 - Wysłana: 31 Gru 2018 13:37:54 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
MarcinK

Świetnie. I spojlerysta Q__ będzie syty, i resetta cała.

No to moje pierwsze wnioski dot. odcinka "Ja'loja". Teoretycznie zaczyna się jak "Amok Time" (co nie zaskakuje, było przecież jasne, że wcześniej czy później lanie raz na rok ekranowo zagra jak seks raz na lat siedem), ale - ze względu na specyfikę moclańskiego świętowania - fabuła zaraz skręca w kierunku kojarzącym się raczej z DS9-owskim komiksem "Mother's Walk" (z Waypoint #3):
http://memory-beta.wikia.com/wiki/Mother's_Walk
Zresztą ogólnie jest to epizod dla miłośników co bardziej mydlano-obyczajowych wątków serii opowiadającej o pewnej stacji orbitującej nad Bajor (acz pamiętać należy, że i w czasach G.R. Trek czasem w tym kierunku szedł - oba "Nakedy" dowodem), choć tak silne skupienie na życiu miłosno-osobistym bohaterów, ba, użycie właśnie takich sytuacji jako pretekstu do gładkiego wprowadzenia nowych bohaterów, zdaje się być cechą charakterystyczną ORV.
Dreamweb
Użytkownik
#3 - Wysłana: 31 Gru 2018 17:09:34
Odpowiedz 
No cóż, po pierwsze to miałem rację, pisząc ongiś, że do zreplikowania alkoholu...

Dreamweb:
potrzebna jest specjalna autoryzacja czy kod dostępu

Tudzież zhackowanie replikatora.
No i oczywiście liczne domysły, że sikanie będzie ceremonią w stylu "Amok Time" też się sprawdziły.

Ogółem odcinek spokojny, wyciszony, owszem przywodzi na myśl podobne epizody DS9 czy TNG... Atmosfera jednak nieodparcie kojarzy się ze Star Trekiem, z taką właśnie jego obyczajową stroną. I typowe są też patenty przeplatania się wątków - nauczyciel syna lekarki jest jednocześnie chłopakiem pierwszej oficer itd. (w pewnym sensie jest taką Keiko w spodniach ). Swoją drogą, końcowego spiknięcia się Mercera z kartografką nie przewidziałem, natomiast w pewnym momencie spodziewałem się, że wpadną na siebie z Alarą na korytarzu (po scenie, gdy ewakuowała się ze swojej randki) i coś między nimi zaiskrzy (co by było ciekawym zwrotem wypadków, a jednocześnie nawiązywało do początkowej sceny w barze i obserwacji Eda że "są do siebie podobni").
Q__
Moderator
#4 - Wysłana: 31 Gru 2018 17:47:03 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
No to teraz i ja szerzej opiszę co uważam - w dzisiejszym odcinku - za godne odnotowania.
Z absolutnych drobiazgów to, że nowy barman ma nozdrza jak Jabba.
Poza tym narzekania Eda na nudę kosmicznych podróży - automatycznie przypomina się Kirk z Beyond.
Fakt ciągłego istnienia nałogów w XXV stuleciu.
Napis Fox w czołówce - jak nic postanowili promować się za pomocą jednej ze swoich najpopularniejszych serii.
Profesjonalizm Eda w sprawie mikcyjnych obyczajów Moclan. Rzecz musiała być dla niego tylko nieznacznie mniej niecodzienna niż dla nas, a jednak potrafił zachować - i narzucić podkomendnym - powagę, wykazać się tolerancją i zrozumieniem dla obyczajów Obcych. (Tu wypadł jak Picard, i jak Sisko w "Emissary", czyli tak, jak powinien kapitan GF.)
W/w hackowanie Replikatora - było jasne, że takie rzeczy muszą się zdarzać, teraz w końcu mieliśmy okazję to zobaczyć, szkoda, że poza oficjalnym kanonem ST.
Obecność Yaphitta - jego rola została ograniczona (oby nie oznaczało to, że polegnie zaraz śmiercią redshirta), ale miło było go zobaczyć.
Pojawienie się nowej dark matter cartographer - raz, wiadomo, rodzi się pytanie czy nie dostaniemy wątku Tylera done right, dwa - samo mapowanie ciemnej materii... czyli grzybni Prototaxites stellaviatori? chce się spytać...
Znaczące stonowanie humoru - co trzeba uznać za podwójny sukces przy takim wątku przewodnim odcinka* (gdzie, owszem, napalenie Gordona na widok wiadomej nowej załogantki wydaje się nieco przerysowane, ale zarazem zgodne z portretem psychologicznym tego bohatera).
Nawiązujące do roddenberry'owskiej wizji przyszłości (pisałem już w jaki sposób) wątki muzyczne - fortepian, wspomniana w jednym z dialogów gitara, winylowa płyta.
Fakt, że John miał dwugłową kochankę - co barwniejsze romanse Dax się przypominają.
Bardzo chytre poprowadzenie wątku Cassiusa. Teoretycznie już tylko słysząc o jego istnieniu chce się go nie lubić, za sam fakt wpychania się pomiędzy kapitana a XO, a zaraz okazuje się, że to b. sympatyczny, wysoko wyewoluowany moralno-intelektualnie** Fedek (którego życie miłosne cierpi przez to jak skupia się na wyższych sprawach - wątek b. w stylu G.R. i TMP z TNG, niosący między wierszami sugestię, że czasem może mniej idealnym - dla własnego dobra - warto być).
Zreplikowaną Malloy'owi kurtkę - modowe koszmarki z ST III i z wczesnego TNG przypomina (i suwaki, jak bluzy z DSC, ma), więc w tradycje ST się wpisuje.
Niecodzienne poprowadzenie wątku Danna - okazuje się, że Obcy-z-windy jest młody (jak widać nie warto mierzyć pozaziemców ziemską miarą), a w dodatku ma poetyckie (prawda, niezbyt fortunne, zapędy). I chyba zaczynam mu życzyć sukcesu z Alarą (właśnie w imię tego, by wnętrze okazało się ważniejsze od wyglądu, o czym rozbrajająco mówił).
Wątek Jamesa, nowego "przyjaciela" Marcusa Finna - automatycznie kojarzy się wodzący na pokuszenie Jake'a wczesny Nog, no i załgany, acz charyzmatyczny, Nick Locarno. (Przy czym trzeba zauważyć, że gdy wszystko wychodzi na jaw dumni rodzice w/w chłopaczka, uważający się za lepszych - jako kompletna rodzina - od samotnej matki Claire, dostają zasłużonego prztyczka w nos, co można również uznać za głos w pewnych realnych sporach.)
Party w stylu DISCO (co prawda w holodecku, ale jak widać takie rzeczy zdarzają się i w XXV wieku).
Właściwie każdą scenę z udziałem ISAAC-a - w swojej wysokiej kompetencji, bezemocjonalności i ślepocie na idiomy jest godnym następcą Daty, a zarazem wiecznie tryskającym źródłem najlepszego, bo najsubtelniejszego, humoru. (A to jak bardzo doktor Finn jest nim zachwycona zdaje się - jak mówiłem - budować fundamenty pod naprawdę obiecujący wątek miłosny.)
No i trudno nie wspomnieć, że Mercer wychodzi poniekąd na antytezę Łysego pod pewnym względem, bo z jednej strony Ed potrafi okazywać b. jawną zazdrość o Kelly (Picard bardziej nad sobą panował w obecności Odana) i bezczelnie kłamie usiłując ukryć fakt, że śledził swoją ex- (nie słyszał o tym co jest The First Duty oficera GF czy jak?), z drugiej jednak na koniec nawiązuje wręcz przyjacielską więź z Cassiusem, doradzając mu jeszcze jak postępować z kom. Grayson (stary Jean Luc nie doszedł z w/w ambasadorem do podobnego etapu, i nie byłby chyba zdolny do aż takiej wspaniałomyślności względem niego). (Dodam, że czyni to kapitana ECV-197 b. sympatycznym dla widza, bo i zrozumiały w swoich ludzkich rozterkach się zdaje, i imponujący w tym jak potrafi wznieść się ponad nie.)
Jak też i o tym, że przewinął się przez ekran Topa, całkiem już wyrośnięty.

* Tu trudno nie wspomnieć o finalnej scenie oddawania moczu - zamiast pierwszosezonowego kloacznego humoru dostajemy raczej lekki odjazd w absurd w stylu pewnych wątków Przystanku Alaski (sławetna krowa wystrzelona z katapulty) i Hill Street Blues (równie znany falliczny pomnik), w czym swoją rolę odgrywa i - kojarzące się z klasycznymi widokami Vulcana - wystawne obcoplanetarne tło.

** Nie to, co jego niektórzy przełożeni (ok, to chyba bardziej skomplikowana relacja zawodowa, niż czysta podległość w ramach Floty, bo facet zdaje się być cywilem), chce się rzec.

Dreamweb

Dreamweb:
Ogółem odcinek spokojny, wyciszony, owszem przywodzi na myśl podobne epizody DS9 czy TNG... Atmosfera jednak nieodparcie kojarzy się ze Star Trekiem

Tak. I nie wiem czy nie jest to najlepszy realizacyjnie epizod The Orville. Choć nie mówi w sumie o niczym istotnym dałbym mu mocne 3/4 (w skali Jammera). (Ba, śmiem twierdzić, że gładko przebił - lepsze przecież od regularnych odcinków DSC - Short Treki.)
Dreamweb
Użytkownik
#5 - Wysłana: 31 Gru 2018 18:27:00
Odpowiedz 
Q__:
Zreplikowaną Malloy'owi kurtkę - modowe koszmarki z ST III i z wczesnego TNG przypomina

A mi się skojarzyła z kurtkami z Beyond... Do tego stopnia, że rozważałem, czy to nie celowy prztyczek w nos (wyrywamy pannę na ubranie w stylu neo-Kirka? ).

1

Q__:
wychodzi poniekąd na antytezę Łysego pod pewnym względem, bo z jednej strony Ed potrafi okazywać b. jawną zazdrość o Kelly (Picard bardziej nad sobą panował w obecności Odana) i bezczelnie kłamie usiłując ukryć fakt, że śledził swoją ex-

Wychodzi też na idiotę, bo włączył maskowanie dopiero po tym, jak go wykryli, a przecież mógł od razu.

Q__:
Wątek Jamesa, nowego "przyjaciela" Marcusa Finna - automatycznie przypomina się wodzący na pokuszenie Jake'a wczesny Nog

Mi się też przypomniała holo-rodzinka Doktora z "Real Life".

Q__:
Topa, całkiem już wyrośnięty

Czyli kolejny przykład (po Klingonach, chociażby - Alexander się przypomina) SORASu uzasadnionego tym, że to nie ludzie tylko obcy, więc i rosnąć mogą szybciej...

Q__:
I nie wiem czy nie jest to najlepszy realizacyjnie odcinek The Orville

Też mam takie wrażenie, paradoksalnie - pomimo tego, że jest najmniej widowiskowy, ale przypomina nam atuty kameralnych odcinków klasycznego ST...
Q__:
Obecność Yaphitta - jego rola została ograniczona (oby nie oznaczało to, że polegnie zaraz śmiercią redshirta)

A ja mam wrażenie, że go po prostu "wygaszą" - ot, przestanie się pojawiać i tyle. W domyśle - jest dalej na statku, ale chodzi akurat nie tymi korytarzami, które widzimy. Pożegnanie w wielkim stylu dostanie za to Alara. Chociaż co do Yaphitta mogę się oczywiście mylić...
Q__
Moderator
#6 - Wysłana: 31 Gru 2018 18:33:56 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
Wychodzi też na idiotę, bo włączył maskowanie dopiero po tym, jak go wykryli, a przecież mógł od razu.

Gdyby mu się to nie zdarzyło, to by za bardzo okazał się typowym oficerem GF, a za mało starym dobrym Edem.

Dreamweb:
Mi się też przypomniała holo-rodzinka Doktora z "Real Life".

No i wspomnieć musimy także, że młody James przypomina innego młodego Jamesa - Kirka, z jego sposobem na test Kobayashi Maru, mianowicie.

Dreamweb:
ale przypomina nam atuty kameralnych odcinków klasycznego ST...

Tak, klasyczny Trekowy bottle show (realizacyjnie, bo brakiem Ważkiego Tematu Odcinka najbardziej chyba TNG "Shades of Gray" przypominał, broniąc się przecież nieskończenie lepiej niż on).

Dreamweb:
Pożegnanie w wielkim stylu dostanie za to Alara.

O ile faktycznie się z nią pożegnamy, bo teraz znów w komentarzach fanów głośno o tym, że na IMDB jest creditowana na cały sezon.
80sLoveUC
Użytkownik
#7 - Wysłana: 31 Gru 2018 22:39:36 - Edytowany przez: 80sLoveUC
Odpowiedz 
Fox: "a może zacznijmy drugi sezon Orville od odcinka, w którym na początku sugeruje się, że będzie o sikaniu?". Mam nadzieję, że po meczu NFL dużo osób przez to nie uciekło ;)

Ogólnie taka obyczajówka w kosmosie... początkowo byłem trochę znudzony, ale z każdą minutą byłem coraz bardziej uśmiechnięty. Można powiedzieć, że pilot drugiego sezonu był dużo lepszy od tego, co dostaliśmy we wrześniu rok temu, gdzie było dużo głupich żartów, ale bez sensownej fabuły, którą chciało się śledzić, i przede wszystkim postaci, których można byłoby polubić. To chyba pierwszy odcinków w historii tego serialu, w którym nie czułem, aby jakiś żart na siłę - wszystko ładnie włożone w opowieść

Podoba mi się, jak Orville w tej swojej "telenowelowatości :P" nie jest tak sztywny jak Star Trek. Dzieci naprawdę rozrabiają (alkohol, włamanie), rodzic klną (przynajmniej na tyle, ile pozwala TV) i dają siebie owinąć wokół palca. Kapitan to nadal niedorajda, który potrafi posunąć się do bardzo głupich, naprawdę bezczelnych pomysłów. Normalnie narzekałbym na te jego "do you love me", ale facet jest tak beznadziejny, że kompletnie śmieszny :D.

Do tego Gordon"Barclay" Malloy dostał jeszcze więcej charakteru i koniec końców nie serwuje się nam tandetnego morału, że trzeba zawsze próbować - myślałem, jak na Orville zostanie jakoś spławiony, a tu wybrano trzecią, najbardziej odpowiednią drogę dla tego typu bohatera :D.

Przeraża mnie ten logo 20th Century Fox na końcu. Nie chciałbym Orville'a pod władzą Disneya, nawet jeśli nadal nadawany jest na dziewiczej stacji.
Q__
Moderator
#8 - Wysłana: 1 Sty 2019 09:46:52 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
80sLoveUC

80sLoveUC:
Fox: "a może zacznijmy drugi sezon Orville od odcinka, w którym na początku sugeruje się, że będzie o sikaniu?". Mam nadzieję, że po meczu NFL dużo osób przez to nie uciekło ;)

Mam wrażenie, że to było celowe zrobienie w wiadomą część ciała miłośników pierwszosezonowego - wmuszonego przez władze Foxa właśnie - chumoru. Usłyszeli, że o deurynacji będzie i się napalili. A zamiast tego dostali - za karę - niezłego Treka, by mogli sobie gust poprawić.

80sLoveUC:
Kapitan to nadal niedorajda, który potrafi posunąć się do bardzo głupich, naprawdę bezczelnych pomysłów.

Ale przestaje być w tym przeszarżowany, staje się (relatywnie) wiarygodny psychologicznie.

80sLoveUC:
Nie chciałbym Orville'a pod władzą Disneya

Boisz się, że popsują ST jak popsuli SW?

ps. Pierwsze recki:
- MechaRandom42
http://www.youtube.com/watch?v=zkOf_sJtxoc
http://www.youtube.com/watch?v=yTlo2sV2K6I
- Nerdrotic
http://www.youtube.com/watch?v=HTnWMIhWfvQ
- Major Grin/Nitpicking Nerd
http://www.youtube.com/watch?v=0zenEdK-5cs

Aha: skoro o skatologii mowa... ten ostatni przygotował też alternatywne, pierwszosezonowe z ducha, zakończenie niedawnego odcinka:
http://www.youtube.com/watch?v=HTuE0Lcb74E
Dreamweb
Użytkownik
#9 - Wysłana: 1 Sty 2019 15:53:46
Odpowiedz 
Q__:
Gdyby mu się to nie zdarzyło, to by za bardzo okazał się typowym oficerem GF, a za mało starym dobrym Edem

Tylko, zakładając tożsamość technologii ze startrekową, nie musiałby w ogóle tego lotu wykonywać. Przecież wiemy, że w ST komputer cały czas rejestruje miejsce przebywania danej osoby, osobno jej odznakę a osobno jej oznaki życia. Mercer jako kapitan, a więc z dostępem do wszystkich systemów na statku, powinien po prostu powiedzieć "Komputer, kto jest obecnie w kwaterze Kelly Greyson?" i po sprawie.

Z drugiej strony, sytuacje takie jak ta, z podglądactwem Eda, aż proszą się o "tryb prywatności" który widzieliśmy w pilocie DSC. No bo wychodzi na to, że nic zdrożnego w swojej kajucie robić nie można, bo zawsze może podlecieć ktoś (swój lub obcy) i wszystko zobaczyć.

A z trzeciej strony, może coś przegapiłem ale czy oni nie byli wówczas już w drodze na Moclusa? Jeśli tak to statek byłby w warp (jak zwał tę technologię, tak zwał) i Ed nie powinien móc sobie tak bezproblemowo urządzać wycieczek wokół niego.
MarcinK
Użytkownik
#10 - Wysłana: 1 Sty 2019 15:59:10
Odpowiedz 
Dreamweb:
A z trzeciej strony, może coś przegapiłem ale czy oni nie byli wówczas już w drodze na Moclusa? Jeśli tak to statek byłby w warp (jak zwał tę technologię, tak zwał) i Ed nie powinien móc sobie tak bezproblemowo urządzać wycieczek wokół niego.

Jeśli nie opuściłby pola WARP statku to czemu nie?
Q__
Moderator
#11 - Wysłana: 1 Sty 2019 16:29:27 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
Mercer jako kapitan, a więc z dostępem do wszystkich systemów na statku, powinien po prostu powiedzieć "Komputer, kto jest obecnie w kwaterze Kelly Greyson?" i po sprawie.

Przypuszczam, że i tu mógłby to zrobić, ale nie działał racjonalnie (inaczej by maskowanie włączył np.), bo go chwilowo emocje rozpierały*.

* A sam lot nie służył tylko podglądaniu, ale i rozładowaniu emocji przez aktywność związaną z pilotowaniem. (Poza tym: tak miał pretekst, że prom testuje, a proste podglądactwo komputerowe niczym by się wytłumaczyć nie dało; pamiętajmy zaś, że logi aktywności mógł potem przeglądać ktoś z admiralicji, jacyś technicy, Alara jako szefowa ochrony, albo i ISAAC - technicznie co to dla niego?)

Dreamweb:
Z drugiej strony, sytuacje takie jak ta, z podglądactwem Eda, aż proszą się o "tryb prywatności" który widzieliśmy w pilocie DSC. No bo wychodzi na to, że nic zdrożnego w swojej kajucie robić nie można, bo zawsze może podlecieć ktoś (swój lub obcy) i wszystko zobaczyć

Być może nie do końca - wniknięcie z zewnątrz do bąbla Warp nie jest takie łatwe (acz nie jest i awykonalne), wewnątrzbąblowe starty promów wymagają autoryzacji (Ed jako kapitan mógł sobie akurat pozwolić, ale tylko ze względu na pozycję w łańcuchu dowodzenia)... Poza tym nie zapominajmy, że w kanonie ST przynajmniej część okien daje się zamykać/zasłaniać:


ps. Na TrekBBS ktoś zwrócił uwagę na ciekawy wątek, ale nie rozwinął tematu - jedyną postacią, której w odcinku "Ja'loja" wiedzie się w sprawach męsko-damskich jest android, któremu na tym kompletnie nie zależy. Wszyscy inni zawodzą, albo - jak Kelly i Cassius - przeżywają trudności.
https://www.trekbbs.com/threads/the-orville-s2-e1- jaloja.297523/page-4#post-12740824
Wydaje mi się to b. przewrotne, a zarazem b. roddenberry'owskie (G.R. mimo całego idealizmu patrzył na ludzi i na świat ze zdrową dawką rozsądnego cynizmu) - w związkach nie chodzi o emocje, poezje i wzdychanie, a o wzajemne wspieranie się i zaspokajanie swoich potrzeb. (I tak oto wychodzi na to, że dostaliśmy jednak w w/w epizodzie typowe Trekowe filozofowanie.)
Dreamweb
Użytkownik
#12 - Wysłana: 1 Sty 2019 16:49:06
Odpowiedz 
MarcinK:
Jeśli nie opuściłby pola WARP statku to czemu nie?

No OK

Q__:
Poza tym nie zapominajmy, że w kanonie ST przynajmniej część okien daje się zamykać/zasłaniać

Owszem, ale zauważ że jak Kelly odkryła podglądacza, to postanowiła przenieść się z Cassiusem do holodeku (notabene, tutaj sprytnie nazwanego "symulatorem"). Czyli gdyby mogła zasłonić okno, to by to zrobiła - na pewno byłoby wygodniej, niż zmieniać kwaterę. A do tego, to by była dobra i mocna odpowiedź na akcję Eda - zamknąć mu okno przed nosem, niech się zastanawia, co tam później robili.

Q__:
jedyną postacią, której w odcinku "Ja'loja" wiedzie się w sprawach męsko-damskich jest android

Ja w ogóle chciałem zwrócić uwagę na to, jaki to jest "zespołowy" odcinek - każda postać z głównej obsady ma tu istotną rolę, nikt nie robi za statystę. Ba, jeszcze upchnięto parę postaci pobocznych/nowych, też z niemałymi rolami - niegrzeczne dzieciaki, nauczyciel/partner, obcy z wielką głową, kartografka... Tu aż się prosi popastwić po raz setny nad wszelkimi Detmerami i Rhysami z DSC, ale nie zrobię tego, poczekam na drugi sezon czy faktycznie uczyniono z nich w końcu pełnoprawnych bohaterów serialu.
Q__
Moderator
#13 - Wysłana: 1 Sty 2019 17:39:38 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
Owszem, ale zauważ że jak Kelly odkryła podglądacza, to postanowiła przenieść się z Cassiusem do holodeku (notabene, tutaj sprytnie nazwanego "symulatorem"). Czyli gdyby mogła zasłonić okno, to by to zrobiła

Albo i nie, bo zasłonięte okno może być słabą przeszkodą dla czujników promu (oczywiście użytych z maksymalną mocą, na wszystkich zakresach, czego nikt normalny, rutynowo oblatując prom wewnątrz bąbla Warp, by nie praktykował).

Dreamweb:
Tu aż się prosi popastwić po raz setny nad wszelkimi Detmerami i Rhysami z DSC

Kiedy nie oni są winni, a użytek jaki z nich scenarzyści czynią. (No i co by nie gadać - choć tak bardzo underused są - zapamiętaliśmy jednak ich nazwiska i twarze, może dzięki temu, że każde z nich wygląda inaczej - co liczyć można za pewien plus Trekowej różnorodności.)
resetta
Użytkownik
#14 - Wysłana: 1 Sty 2019 18:36:26 - Edytowany przez: resetta
Odpowiedz 
Nie wiem po co to dzielenie, jak tamten watek i DSC maja dotyczyc wrazen z obejrzanych odcinkow.
Jedynie mozna te wrazenia odpowiednio maskowac tam gdzie sa jakies wazne twisty, a na pewno nie spoilerowac obrazkami widocznymi przed emisja.
I istnieje roszerzenie do przegladarki kodujace w dowolna strone ROT13, ktore stosowalo sie w czasach zanim jeszcze byly normalne, rozwiniete technicznie fora, na ktorych norma jest tag spoiler.

W tamtym watku spodziewam sie spoilerow w tresci postow po emisji, nie spodziewam sie ich jednak w innych watkach czy przy innych rzeczach, ktorych ktos mogl nie widziec lub nie mialy jeszcze premiery.

Czesc osob bedzie pisac tutaj, czesc gdzie indziej?
W DSC tak samo? Bedzie watek do spoilerowania po obejrzeniu odcinka, a jednoczesnie beda obrazki z kolejnego trailera w glownym albo przed emisja?

Co do pierwszego odcinka nowego sezonu mam jedno zdanie - nudy, pierdoly i bardzo nieudany start.
Jak dla mnie sluzacy tylko temu, zeby spelnic obietnice tego niby startu jeszcze w starym roku.
Dziwie sie zachwytom nerdow, bo o ile faktem jest, ze ten odcinek jest kwintesencja trekowosci, to dla wiekszosci widzow jest to kwintesencja wlasnie tej trekowosci zlej. Czyli problemy rodzicow, gowniateria i jej wyskoki, romansowanie i ogolna nuda i gledzenie. A przeciez tworcy treka dostawali po lbie za wsadzanie do odcinkow rodzin, dzieci i problemow z nimi. Tak nagle wszyscy zaczeli lubic epizody z problemami Losia, Jakea? Do tego muzyczki prawie, ze powazne. Ta, lubie jazz, ale puszczanie w kolko tej samej piosenki... To tak samo nudne i do wysmiewania jak koncerty w NG itp.
Nie wiem czy Seth robi was w konia czy po prostu bawi sie w asekuracje. Bo w tym odcinku na moje oko sa wszystkie rzeczy, ktorych w ST normalnie, zwykli widzowie nie lubia, a i trekowcy chyba wysmiewali.
Takie nagromadzenie idealizacji do wymiotow z nudow...
I jeszcze to dawanie rad konkurencji, co uczynilo z bohatera jeszcze mniej realnego niz innych boahterow treka z tym ich wznoszeniem sie ponad ludzki charakter... Ja bym wlasnie widziala tutaj jak najbardziej ludzkie, sprawdzone reakcje, robienie awantur, zazdrosc i robienie swinstw. Potem mozna sie poprawic i przeprosic.
I nie wiem, moze to mial byc przytyk do tego, ze w treku i w amerykanskich domach nie ma firanek i okien sie nie zaslania...
Asekuracyjnie Seth moze udawac, ze to taki hold dla betonu w postaci (jednych z najgorszych) watkow w ST, a przeciwnikom treka i orv wmawiac, ze wlasnie sobie jaja robi z tych pierwszych i wysmiewa ich uwielbienie dla tych przestarzalych form fabularnych.

Co do rytualu tez trudno powiedziec co chcial osiagnac. Po raz kolejny niepotrzebne siegniecie do humoru kloacznego, mimo ze treki daja mnostwo mozliwosci do nasmimewania sie na wyzszym poziomie z ich roznych pomyslow i stereotypow.
Slaba podkladka do zabawy angielskiem slowem, ktore oznacza sikanie albo wkurzenie sie...
I moze sie nasmiewa z zadetych, napuszonych rytualow obcych w treku, w szczegolnosci Klingonow, a moze je uwielbia i tak przemyca taki klingonski rytual, polegajacy na pustych gestach i belkotaniu w niebo roznych okrzykow, doklejajac do niego przyczyne z gruntu osmieszajaca...
Wiadomo, ktore sceny moga przyjsc na mysl z NG czy ENT...

A nawet tutaj sie nie popisal, bo nie potrafil dosadnie i wprost zakonczyc tego co zaczal.
Rytual powinien sie zakonczyc wizualizacyjnie albo chociaz dzwiekowo...
Jak widac internet nie jest odosobniony w takim wrazeniu:
https://www.youtube.com/watch?v=HTuE0Lcb74E

Watku Alary nie mam nawet co komentowac... Za to zauwazylam, ze koszmarnie irytuje mnie to co aktorka robi z ustami jak mowi. Rusza tymi wargami jakby miala je z gumy i zyjace wlasnym zyciem, wrecz kazda rusza sie przesadnie i oddzielnie od drugiej. Zamiast skupiac sie na dialogu i scenie, widzialam tylko gumiaste usta...

Po raz kolejny wkurzajacy mnie tandem... Jeden dupek uczy drugiego dupka jak podrywac... I obaj wypadaja dla mnie zalosnie i na poziomie gimbazy. Uwazam, ze o jednego w tym serialu jest za duzo z takim nagromadzeniem ich zachowan i humoru czy tez lansowania glupoty. Nie sa dla mnie sympatyczni ani lobuzerscy. Moglby zostac tylko jeden, a to pod warunkiem, ze przestaliby robic postac na glupka i prymitywa.
Kurtka rodem ze zlotego wieku Beatlesow... Reszta ubranek, fakt, celebrowanie zlego gustu trekowych aranzacji mody przyszlosci lat 80... Bo nawet do 90 nie dotarla.

Jedyne co mi sie spodobalo to scenki z sama doktor i z robotem.
Robot wiadomo, udana kalka Daty od pierwszego sezonu.
Doktorka za to ma miesiste, zywe, naturalne dialogi i nie gada ich jakby miala kijek w tylku. To jest spora zasluga chyba tez jej roli w Castle i odbicia od swojego wizerunku z DS9. To ona tutaj jak juz reprezentuje ten poziom mocniejszego humoru jaki powinien charakteryzowac te produkcje i ewentualna postac zawiadiaki pilota, a nie para rudy z czaenym. Do tego humor ten nie przekracza granic dobrego smaku nawet jak jest obcesowy w slownictwie. Tyle, ze ona mi nie pasuje na matke takich gowniarzy, za stara aktorka, no i chyba nie do konca na doktorke, a raczej na technika wlasnie. Taka powinna byc jej postac w DSC, a nie taka klucha, co musiala pola ustepowac Sisco...
W pierwszym odcinku rabneli jej Gaidam i ciesze sie, ze sie to skonczylo. Byc moze jest obecnie taka w stylu uwspolczesnionego Bonesa, ktory jakby mogl, to by rzucil jakims miesem na ekranie.
Ja za sluzakiem nie tesknie. Uciesze sie jak zniknie, uwazam go za
nieporozumienie, a do tego marnie robionego z powodu braku funduszy.

Zauwazylam zle skrojony mundur na nowej kobicie... Dali jej meska wersje, czy zapomnieli, ze tak wygladajacy mundurek, nie bedacy pidzamka, to musi miec zaszywki na biust? W szczegolnosci jak nie zatrudnia sie aktorek z rozmiarem 34B jak w DSC? g

I dlaczego nie ma zabezpieczen przed wejsciem od holodeku jak ktos w nim jest? Nie oszukujmy sie, realnie to one pewnie sluza i wygladaja tak jak w wersji porno treka...
Poza tym wyjatkowa glupota scenarzysty i mlodocianych pijaczkow, jak chce sie ukryc co sie robi, to sie zamyka drzwi na klucz albo spotyka gdzies, gdzie nie moze wejsc kto chce... Widzieliscie gdzies amerykanska mlodziez szkolna w filmach pijacych, palacych w klasie czy raczej w zamknietym magazynku na szczotki lub pod trybunami?
No i z grubej rury pojechali z ta wodka... Normalnie, to oni sie upijaja jakas piersioweczka, tanim siarkaczem albo piwem, a tu litr wodki pity z gwina... Ani dzisiejsi Amerykanie i dzieciaki, ani tym bardziej trekowi nie maja takiej glowy, zeby sie tym po prostu powaznie nie uszkodzic i nie struc...
Pewnie juz jeden lyk by wystarczal.
I to jest jakis dowod na to, ze u Setha alkohol jest prawdziwy czy wlasnie na to, ze nadal nie powodujacy upicia sie i syntetyczny?
Nie wiem tez na ile to zamierzone, ale w tym odcinku wszyscy nagle pili tylko alko...

Z tymi problemami sercowymi i bycie przegrywammi, to jakas chora maniera nijak majaca sie do pierwszego sezonu. Tam Edek, tandem dupkow, Alara i inni spokojnie podrywali co chcieli o ile chcieli. Nagle zapomnienie o tym i wmawianie mi jacy to nieudacznicy na tym polu, tez cos... Zapomnielisscie juz scen z polnagimi, piersiastymi laskami w kabinach tych dwoch? O tym, ze do doktorki sluzak sie podwalal dosadnie i bez feromonow? O tym, ze Alara miala tam tego chlopaczka jakiegos co do niej zagadal i bardziej to on byl zestresowany tym faktem niz ona?
80sLoveUC
Użytkownik
#15 - Wysłana: 1 Sty 2019 22:02:56 - Edytowany przez: 80sLoveUC
Odpowiedz 
> Dziwie sie zachwytom nerdow, bo o ile faktem jest, ze ten odcinek jest kwintesencja trekowosci, to dla wiekszosci widzow jest to kwintesencja wlasnie tej trekowosci zlej. Czyli problemy rodzicow, gowniateria i jej wyskoki, romansowanie i ogolna nuda i gledzenie. A przeciez tworcy treka dostawali po lbie za wsadzanie do odcinkow rodzin, dzieci i problemow z nimi.

Może po prostu fani ST:
- tęsknią za czasami, gdy z bohaterami space opery żyło się, a ich wątki osobiste nie były tylko zapychaczami do kolejnej akcji czy głównej osi fabularnej (tego w sumie Orville jak na razie nie ma), mieli też normalne, codzienne życie na statku kosmicznym
- widzą, że nie jest to klasyczny familijny ST, dużo tu lekkości, humoru i elementów, które grzeczny ST nigdy by nie pokazał; jak np. pijanych dzieci czy głupawego kapitana, brak tu też typowego dla Star Treka narzucającego się umoralniania
- wiedzą, że to serial komediowy inspirowany ST - nie przyczepiają się do każdej głupoty
- rozumieją także, że nie jest to normalna załoga gwiezdna z Federacji, tylko odrzuty
resetta
Użytkownik
#16 - Wysłana: 1 Sty 2019 23:53:43 - Edytowany przez: resetta
Odpowiedz 
Zeby sie zzyc z obsada mostka czy dalsza zaloga naprawde nie jest mi potrzebny watek nastolatkow i ich problemow dorastania-dojrzewania, problemy wychowawcze czy tez watki z niezadowolona malzonka-malzonkiem z powodu tego, ze sie walesa z rodzina po kosmosie. Ba, wrecz epatowanie tym mnie odrzuci od bohaterow tak jak bylo to w przypadku czifa i jego rodziny, a widzialam, ze nie bylam odosobniona w tym tak zupelnie jako widz i wsrod fanow tez do ulubionych ten watek nie nalezal. Tez irytowal, wiec nie wiem gdzie tutaj to zzycie niby.
O Wesleyu tez juz wspomnialam. Zasada seriali, filmow i ksiazek - brak dzieci, brak zwierzat i brak pchania bohaterow w jasno okreslone zwiazki, malzenstwa i deklaracje milosci, czyli main, bo po tym nastepuje klatwa serialowa i psucie relacji bohaterow i zainteresowania widzow.
I powtorze - Seth w tym odcinku skumulowal trekowe watki, bardzo trekowe, ale te, ktore widzow od treka jednak odrzucaly, a nie zachecaly.
Nie wiem co chce tym osiagnac. Zatrzymac tylko tych, ktorym to sie podobalo? Robi scieme co do parodiowania? Odegnac tych, ktorzy tego nigdy w ST nie lubili?

Space opera, to jednak nie opera mydlana o bratach blizniakach, nieslubnych dzieciach i przewalach co do majatku po bogatym pradziadku, wlascicielu skladu bawelny albo sprzetu komputerowego.
Sa granice i tymi granicami sa watki z dziecmi w ST, ktore jakos nie zachwycily nikogo za swojej premiery ani fanow, ani zwyklych widzow. A teraz odwracanie kota ogonem, ze sie wam podoba?
Chcesz Naomi, Neiko, ciaz, przemadrzalych Jakeow i Wesleyow?
Ja tam wole klotnie XO i Eda jak juz. A Orvill mimo wszystko juz mocno zadbal o przedstawienie kazdego z bohaterow i polubienie go lub nie, tak wiec zabiegi w tym stylu, majace niby cos tam jeszcze zzyc, chyba sa niepotrzebne... Nie mowiac o tym, ze sadze, ze skutek moze byc wlasnie odwrotny.
Tak jak w DSC odrzuca watek Taylera i Burnhnam wiekszosc widzow, tak tutaj moze byc z dziecmi doktorki jezeli za duzo bedzie odcinkow z nimi.

Tak samo jak nie jest mi potrzebny skomplikowany czy nieszczesliwy watek rozmansowy w O i DSC, bo on jest potrzebny troche starszym nastolatkom i chyba tym kobietom, ktore znow myla space opere ze zwykla opera.
No chyba, ze bylby na poziomie B5, tylko tam w parze szlo pokazywanie nie tylko uczuc, ale i wladzy, mitologii...
Nie mylic z subem i tworzeniem pewnej otoczki wzajemnego przyciagania sie i odpychania, ale pojscie wprost w jakies problemy sercowe, to jednak zaszkodzi kazdemu serialowi i O tez.
Ale ostatecznie wole jeden watek parowania kogos z zalogi jak mielismy do tej pory w kazdej serii treka niz chociazby jeden watek z czyimis niedoroslymi dziecmi...
Tak, odcinek z rozbitym promem na planecie tez mnie zniechecil, mimo prob dobrej roli robota... Zachowanie sie doktorki jak z innej bajki w tym odcinku, to juz oddzielny gwozdz... do trumny.

Aczkolwiek lubie glowna pare bohaterow, to uwazam, ze ich wzajemne chce, ale boje sie w zupelnosci wystarczy, pozostalym wsadzanie na sile tego watku jest niepotrzebne.

Ja jak najbardziej ciesze sie, ze w O sa relacje bohaterow miedzy soba, ze sa to postaci z krwi i kosci o wiele lepiej i ogolnie sympatyczniej prowadzone niz bohaterowie glowni DSC, ale na litosc boska, naprawde jakies malolaty poboczne, to nie to co powoduje u mnie sympatie do doroslych bohaterow serii trekowej, serialowej, trekowo podobnej...
Doktorke zrobiona tak jak jest lubie i bede lubic poki co i bez tych jej dzieci, ktore prawde mowiac ciezko mnie zaskoczyly, ze w ogole sa, w pierwszy, sezonie.

Co do pierwszego odcinka widze, ze opinie widzow, a nie zagorzalych fanow sa takie jak moje - uwazaja go za nudny, przegadany start sezonu.

Zastanawia mnie na ile swiadomie stworzono tytul tego odcinka...
Nie wiem jak to bylo z Jadzka, ale ten to nie moge sie powstrzymac, zeby go nie czytac jako Jaleje...
Dreamweb
Użytkownik
#17 - Wysłana: 2 Sty 2019 11:22:36
Odpowiedz 
resetta:
Za to zauwazylam, ze koszmarnie irytuje mnie to co aktorka robi z ustami jak mowi. Rusza tymi wargami jakby miala je z gumy i zyjace wlasnym zyciem, wrecz kazda rusza sie przesadnie i oddzielnie od drugiej. Zamiast skupiac sie na dialogu i scenie, widzialam tylko gumiaste usta...

Tak to prawda, już w pierwszym sezonie to zauważyłem... Cóż, aktorka ma specyficzną mimikę. Czasem nawet jak nie mówi, to i tak je wykrzywia. Ale ja to akceptuję, bo dodaje niewielkie, ale jednak, ziarenko do tej komediowej strony serialu.

A zauważyliście w scenie jej randki z wielkogłowym gościa w stroju bardzo przypominającym mundury późnego DS9/filmów z Picardem?
https://i.ibb.co/LYynsNX/Capture-2019-01-02-11-03-43.jpg1

resetta:
A przeciez tworcy treka dostawali po lbie za wsadzanie do odcinkow rodzin, dzieci i problemow z nimi. Tak nagle wszyscy zaczeli lubic epizody z problemami Losia, Jakea?

Ja nigdy nie przepadałem ze Wesley'em ani za Jake'iem, ale mimo wszystko... Może jest po prostu tak, że starzy fani nauczyli się kochać ich nienawidzić? I teraz widząc tych gówniarzy w ORV myślą sobie: "O patrzcie, tacy sami niestrawni jak Łoś"... I paradoksalnie odzywa się ta nuta nostalgii, bo mogą przeżyć jeszcze raz swoje uczucia chęci wywalenia go przez śluzę ze statku, tylko tym razem kumulując je na nowym osobniku. Innymi słowy - wolimy jak nam się przypomina klasycznego Star Treka nawet w tych aspektach ongiś irytujących, niż jak serial nie przypomina go wcale?
Q__
Moderator
#18 - Wysłana: 2 Sty 2019 13:20:56 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
resetta

resetta:
Nie wiem po co to dzielenie, jak tamten watek i DSC maja dotyczyc wrazen z obejrzanych odcinkow.

Zamiast docenić, że MarcinK chciał Ci wyjść naprzeciw - znów narzekasz...

resetta:
Dziwie sie zachwytom nerdow, bo o ile faktem jest, ze ten odcinek jest kwintesencja trekowosci, to dla wiekszosci widzow jest to kwintesencja wlasnie tej trekowosci zlej.

Przypuszczam, że sednem jest to, co jasno wyraził Dreamweb:
Dreamweb:
Innymi słowy - wolimy jak nam się przypomina klasycznego Star Treka nawet w tych aspektach ongiś irytujących, niż jak serial nie przypomina go wcale?

A swoje dokłada i to, co napisał Jammer, który się wcale w/w odcinkiem nie zachwycił, mówiąc nawiasem:

"At the very least, this ship feels like a place where people live rather than a vessel for moving plot pieces."
https://www.jammersreviews.com/orville/s2/jaloja.p hp

Czyli, tak, wolimy złą Trekowość od Trekowości żadnej*, i doceniamy okazję do zobaczenia z bliska codziennego funkcjonowania statku i załogi, nawet jeśli pretekstem jest moczowy rytuał** i przewidywalno-sitcomowe miłosne perypetie. Zresztą mieliśmy sporo lat na stęsknienie się za Piller fillerami, a tu dostaliśmy cały epizod z nich złożony (co nie jest zresztą bezprecedensowe - pamiętasz VOY "The Cloud"?)***.

* A propos: czy takie momenty się nie kojarzą?
http://www.youtube.com/watch?v=3oO3tUVLpIM
http://www.youtube.com/watch?v=T31Mb_dGhQM

** Co zresztą automatycznie czyni fabułę lepszą, niż można się było spodziewać po takim motywie centralnym.

*** Tak, brak klasycznego Treka w TV i - subtelnie wytknięte przez Epsicokhana - skupienie scenarzystów Discovery na gnającej do przodu, często bez ładu i składu, fabule czyni odcinek, który w złotych latach '90 mógłby zostać zakwalifikowany jako nudny i niepotrzebny, cennym i pożądanym, choćby na zasadzie przeciwwagi.

resetta:
Ja za sluzakiem nie tesknie. Uciesze sie jak zniknie, uwazam go za
nieporozumienie

Co by nie gadać fizycznie jest to jeden z ciekawszych niehumanoidów w +/- Treku. Danie mu aż tak humanoidalnej psychiki - tak, tu już o nieporozumieniu można mówić.

resetta:
I dlaczego nie ma zabezpieczen przed wejsciem od holodeku jak ktos w nim jest? Nie oszukujmy sie, realnie to one pewnie sluza i wygladaja tak jak w wersji porno treka...

Nie bierzesz pod uwagę, że jest - także w ORV - coś takiego jak kolejka do holodecku. Dzieciaki się tam prawdopodobnie włamały (zauważ, że nie miały uruchomionego holoprogramu), więc nie były w nią oficjalnie wpisane, dla Kelly, Cassiusa... i komputera pokładowego holodeck był pusty (póki się nie okazało to, co się okazało).

resetta:
Tam Edek, tandem dupkow, Alara i inni spokojnie podrywali co chcieli o ile chcieli. Nagle zapomnienie o tym i wmawianie mi jacy to nieudacznicy na tym polu, tez cos...

Jest jednak pewna różnica pomiędzy łatwością przespania się z kimś (w permisywnej Federacji to z pewnością nie kłopot), a łatwością zdobycia kogoś, na kim ci naprawdę zależy, czy zbudowania/utrzymania związku.
Alara nie twierdziła przecież, że żyje w celibacie, tylko, że faceci szybko od niej odchodzą. Gordon nie płakał, że uprawia seks tylko z hologramami, a że nie potrafi zdobywać kobiet, zawsze to on jest zdobywany (padło to wprost z ekranu). Ed pił nie przez to, że chętnych kobiet brak, tylko dlatego, że Kelly ma innego.

resetta:
Co do pierwszego odcinka widze, ze opinie widzow, a nie zagorzalych fanow sa takie jak moje - uwazaja go za nudny, przegadany start sezonu.

Generalizujesz... Czytałem różne opinie. Zdarzali się starzy fani ST/ORV/jednego-i-drugiego, którym ten epizod nie podszedł. Trafiali się też początkujacy, zaczynający od tego odcinka przygodę z ORV (i z serialami SF/ST w ogóle), którym pasował właśnie sitcomowy styl.
Dreamweb
Użytkownik
#19 - Wysłana: 2 Sty 2019 14:59:28 - Edytowany przez: Dreamweb
Odpowiedz 
Q__:
A swoje dokłada i to, co napisał Jammer, który się wcale w/w odcinkiem nie zachwycił, mówiąc nawiasem:

"At the very least, this ship feels like a place where people live rather than a vessel for moving plot pieces."

Dokładnie, widać, że na statku są istoty z krwi i kości (plus ISAAC i Yaphitt ), a nie po prostu anonimowe rangi obsadzające dane stanowiska. A że niektórzy nie wzbudzają naszej sympatii? To tak jak w życiu, nie wszystkich z naszego otoczenia lubimy. Mnie też gówniarzeria denerwowała w tym odcinku, ale z drugiej strony rozumiem to pokazanie, że całe to ulepszanie ludzkości to jedno, a że dzieciaki zachowują się i będą w przyszłości dalej zachowywać w określony sposób - to drugie...
Q__
Moderator
#20 - Wysłana: 2 Sty 2019 17:54:14 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
z drugiej strony rozumiem to pokazanie, że całe to ulepszanie ludzkości to jedno, a że dzieciaki zachowują się i będą w przyszłości dalej zachowywać w określony sposób - to drugie...

W sumie różne są te dzieciaki... Bo z jednej strony Wesley, Jake, Nog (przypadek z trochę innej parafii, bo poza UFP chowany), teraz obaj mali Finnowie. Z drugiej... dojrzali ponad wiek Jeremy Aster i Timothy (ten z "Hero Worship") się przypominają, sceny z dzieciństwa Spocka i Michaśki - też. Zresztą i w wypadku synów pani doktor trochę to mamy - młodszy Ty zdaje się chwilami dojrzalszy niż nastoletni Marcus. Hormony nastolatka silniejsze niż Federacyjne wychowanie?

ps. Nowy filmik promocyjny ORV:
http://www.youtube.com/watch?v=PpBSgK12y6o

Czeka na swoją kolejkę wiadomo gdzie:
http://www.startrek.pl/article.php?sid=2056
Dreamweb
Użytkownik
#21 - Wysłana: 3 Sty 2019 08:26:19
Odpowiedz 
Q__:
ps. Nowy filmik promocyjny ORV:

Po pierwsze - fajne mrugnięcie okiem jak wielkogłowy mówi "Sweet Emotion" a w tle leci piosenka Aerosmith pod tym samym tytułem.

Po drugie - tak dają w każdym trailerze tę kwestię Mercera, że splagiatował z 9 różnych rzeczy... Czyżby to takie ciche przyznanie się twórców, że owszem, wiemy że fabuły naszych odcinków czerpią garściami z klasyki ST, ale za to - podobnie jak przemowa Eda - mieszają te inspiracje tworząc z tych klocków nowe całości, i przez to chociaż starają się być oryginalne.
Q__
Moderator
#22 - Wysłana: 3 Sty 2019 13:36:53 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
tak dają w każdym trailerze tę kwestię Mercera, że splagiatował z 9 różnych rzeczy... Czyżby to takie ciche przyznanie się twórców, że owszem, wiemy że fabuły naszych odcinków czerpią garściami z klasyki ST

Tak, i mnie to wygląda na manifest programowy Setha: "Owszem, plagiatuję, ale nieźle mi idzie - efekt zadowala publiczność". Przy czym mam wrażenie, że MacFarlane powinien mocniej wziąć sobie do serca swoje własne słowa o dziewięciu źródłach. Bo tam gdzie - jak w niedawnym odcinku "Ja'loja" - czerpie inspirację z większej ilości odsłon dawnego ST, w dodatku sprawnie żonglując wątkami klasycznego Treka, tam jest w stanie wygenerować nową jakość, a tam gdzie kopiuje na żywca, tam to bardziej boli, nawet gdy epizody same w sobie wychodzą udane (kłaniają się "If the Stars Should Appear" i "Mad Idolatry").
Dreamweb
Użytkownik
#23 - Wysłana: 3 Sty 2019 14:54:40 - Edytowany przez: Dreamweb
Odpowiedz 
Q__:
Bo tam gdzie - jak w niedawnym odcinku "Ja'loja" - czerpie inspirację z większej ilości odsłon dawnego ST

Tak, to prawda, ten odcinek dużo wrzuca do kotła i ostro w nim miesza. Poza oczywistym nawiązaniem do Pon Farr i ogólnie takich różnych obcych rytuałów, poza użeraniem się z dzieciakami, co faktycznie przywodzi na myśl Wesley'a, Jake'a i Noga, mamy wątki z jednej strony randkowania (mniej lub bardziej udanego), z drugiej kapitana i jego eks będącej w nowym związku. A np. wypowiedzi Kelly o tym, co zrobiłby kapitan mając wybór kogo wysłać na śmierć, skojarzyły mi się i z VOY "Latent Image" (gdzie również doktor wybierał kogo ocalić, i pokierował się uczuciem - przyjaźni w tym wypadku), i TNG "Lessons" (problemy Picarda z wysłaniem ukochanej na niebezpieczną misję), i "Thine Own Self" (ogólnie kwestia wysyłania załoganta na śmierć dla dobra ogółu).
Q__
Moderator
#24 - Wysłana: 4 Sty 2019 01:17:39 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
ogólnie takich różnych obcych rytuałów

Czyt. poza wolkańskimi również klingońskich dziwactw, do których analogii doszukiwał się w w/w odcinku Major Grin.

BTW. zwróciłeś/zwróciliście uwagę o jakiej bitwie Cassius dzieci uczył?
http://andromeda.wikia.com/wiki/Battle_of_Tarazed

ps. JP z Egotastic FunTime! również o odcinku "Ja'loja":
http://www.youtube.com/watch?v=k3VdB9IdyHU
http://www.youtube.com/watch?v=gFaUmZfPXYQ

I jeszcze rozważania o tym, dlaczego wszyscy kochają tytułową serię:
http://www.youtube.com/watch?v=ZspRRB6o_NU
Dreamweb
Użytkownik
#25 - Wysłana: 4 Sty 2019 08:24:33 - Edytowany przez: Dreamweb
Odpowiedz 
Co robią gigantyczne niesporczaki w świecie Orville? Dealują pornografię*. Piękna zagrywka, naprawdę.

*oraz jakieś tajemnicze "pigułki". A od grzybów do pigułek droga niedaleka jak wiadomo.

Odcinek bardzo... dziwny. Z jednej strony dużo mi się w nim podobało. Pod względem akcji na planecie i wokół niej, tak blisko Star Treka dotąd nie byliśmy. Tylko może mi ktoś wytłumaczyć, jak te 30 ewakuowanych osób to przeżyło, skoro ze strony załogi Orville tylko ISAAC i Bortus byli na tyle wytrzymali? A jeszcze ten ojciec z dzieckiem ewidentnie nie mieli na sobie skafandrów.

Aha, i efekty wizualne planety i wchłaniającej ją gwiazdy >> wszystko, co widzieliśmy w 1 sezonie DSC w kwestii CGI.

Z drugiej strony, scena w której próbują walczyć z wirusem w holodeku, jednocześnie odpierając "zaloty" holo-Moclan, zapachniała mi naprawdę słabym humorem, choć rozumiem kontrast, jaki chcieli tu pokazać między powagą sytuacji a samym programem.
80sLoveUC
Użytkownik
#26 - Wysłana: 5 Sty 2019 04:21:25
Odpowiedz 
Świetny odcinek

Podoba mi się, jak główny wątek nie jest z czapy - pamiętam sceny z pierwszego sezonu, gdzie Moclanie kłócili się, tak w celach humorystycznych, a tutaj ładnie dopisano do tego podstawy, łącząc te zdarzenia z tym, co odbyło się w 3. odcinku.

Po raz kolejny Orville ukazuje się Star Trekiem naszych czasów nawiązując bezceremonialnie do współczesnego problemu, jakim może być uzależnienie od pornografii oraz ponadczasowymi problemów w małżeństwie. Rewelacyjne jest to jak ukazano różnicę między ludźmi, a Moclanami. W pewnym sensie podejście tych ostatnich przypomina logikę rasy Isaaca - rozwiązanie problemu, jak najprostszym sposobem - przez eliminację jednostki stwarzającej kłopot. Niejako rozmowa między nim, a Bortusem uświadamia temu ostatniemu, że wybrał najłatwiejszą drogę ("mogę być głupkiem, ale nigdy nie chciałbym być tobą").

Oczywiście głównym impulsem do działań Morclana jest tu jednak kwestia śmierci ludzi - myślę, że sytuacja, która każdego nieco poruszyła. To fascynujące, ile naturalnego mroku ma w sobie Orville, względem klasycznych ST (coś a la Babylon 5), jednocześnie nie uciekając się do dziecinnego, bezsensownego epatowania przemocą a la STD. Po prostu bohaterowie są w sytuacji bez wyjścia, ktoś musi zginąć i tyle - bez jakiś śmiesznych krzyków typu gęba Michaśki i wbijania noży czy kling.

Kolejny plus? Brak totalnego taktu ze względu na swój gatunek u Isaaca (świetny sposób do skrócenia wątku o niepotrzebne dialogi na ucho: "musimy im przekazać, że ktoś musi zostać"). Także zabawny opis stosunku przez Bortusa na promie oraz taka głupotka: pornos ściągany z niepewnego źródła = wirus :D

Już nie wspomnę o scenach w samym holodeku - Bortus lubiący sado-maso, zabawy w doktora. Co do upierdliwych hologramów na końcu to myślę, że dobrze to wypadło - skoro mieliśmy podobne sytuację w ST, gdzie bohaterowie byli uwięzieni w wirtualnej rzeczywistości to czemu nie zrobić tego jeszcze bardziej krytycznym momencie dla statku.

Aż sprawdziłem, kto pisał ten odcinek i mam odpowiedź - Wellesley Wild - autor scenariuszy do około 20 odcinków Family Guya :D. Jestem zadowolony - zrobiono bardzo niezręczny epizod (zwłaszcza przez pierwsze 10 minut, gdy myślałem, że będzie to kolejny odcinek czysto obyczajowy, bez akcji), jednocześnie bardzo treściwy w szczegóły i co ważniejsze potrafiący trzymać w napięciu, oferując też odpowiedni puentę/morał na koniec.
Dreamweb
Użytkownik
#27 - Wysłana: 5 Sty 2019 10:21:30
Odpowiedz 
80sLoveUC:
pamiętam sceny z pierwszego sezonu, gdzie Moclanie kłócili się, tak w celach humorystycznych, a tutaj ładnie dopisano do tego podstawy

Też to pamiętam, i myślę że te sceny kłótni były robione z premedytacją jako "podkład" pod ten odcinek (tym bardziej, że miał być on początkowo wyemitowany w sezonie 1).

80sLoveUC:
W pewnym sensie podejście tych ostatnich przypomina logikę rasy Isaaca - rozwiązanie problemu, jak najprostszym sposobem - przez eliminację jednostki stwarzającej kłopot

Trochę tak, ale - tu wrócę do poprzedniego odcinka - Bortus mówiący Alarze, że rozkaże swojemu podwładnemu z nią kopulować, i że jego nasienie jest płodne itd. - to jednak do niego nie pasuje, skoro sam ma rodzinę, jest monogamistą itd. Ta kwestia pasowałaby właśnie do ISAACA (który zresztą w 1 sezonie w pewnym momencie sam oferował Alarze takie usługi, w równie obojętny sposób), no ale on w "Ja'loja" robił za głos rozsądku, więc wsadzili tę kwestię - chyba na siłę - w usta Bortusa.

80sLoveUC:
pornos ściągany z niepewnego źródła = wirus :D

Tak, widać ta prawidłowość będzie obowiązywać jeszcze przez kilkaset lat. Zresztą dziwne, że tak zaawansowany statek nie dysponował jakąś zaporą, która wykryłaby go od razu, w momencie zainfekowania...

80sLoveUC:
Już nie wspomnę o scenach w samym holodeku - Bortus lubiący sado-maso, zabawy w doktora.

No właśnie, i tu muszę pochwalić ORV że miało "jaja" by pokazać to, o czym Star Trek od dawna mówił, ale tylko mówił - erotyczne holoprogramy (w Star Treku najbliżsi pokazania byli bodaj wtedy, gdy Quark dla klienta "załatwiał" erotyczny hologram Kiry - ale to też była tylko namiastka prawdziwego pokazania, jak taki program wygląda). I zauważcie, że Klyden po nakryciu Bortusa na gorącym uczynku ani razu nie użył słowa "zdrada" - mimo, iż Bortus w tych programach uczestniczył w aktach seksualnych, dla nich, skoro to nie byli prawdziwi ludzie, to było nadal tylko "oglądanie pornografii" - widać, jak wraz z postępem techniki, definicja ta może ulegać zmianom.
kaimada
Użytkownik
#28 - Wysłana: 6 Sty 2019 16:49:46
Odpowiedz 
Nie rozumiem negatywnych opinii na temat drugiego odcinka i 2/4 jammera. Wątek planetarny był ładny, sensowny i bardzo bardzo trekowy. Wątek pornografii to to czym zawsze Treka reklamuję. Poruszenie trudnego tematu, aktualnego, który można przeanalizować. Toż to jest ta sama półka co odcinki o eutanazji, czy człowieczeństwa Daty.

Humor był ok. Szło się uśmiechnąć w holodeku, reakcje załogi były bardzo adekwatne.
Q__
Moderator
#29 - Wysłana: 6 Sty 2019 19:08:32 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Cóż... Obejrzałem ORV "Primal Urges" i ja, i to parę dni temu, ale zwlekałem z wyrażeniem swojej opinii dość długo, bo uczucia mam, cóż, mieszane...
Otwarcie było znakomite - widok gwiazdy pochłaniającej planetę, adekwatna muzyka, filozoficzno-astronomiczny dialog bohaterów, i już mam to miłe uczucie, że obcuję z Trekiem (albo z jego godnym spadkobiercą). Potem słyszę głupawe przechwałki Johna i już wiem, że to The Orville. Jedno i drugie łącznie daje wrażenie powrotu do domu.
Holodeckowa seks-eskapada Bortusa... Jak na klasycznego ST byłby to wątek dość nietypowy, bo oto urywa się ze służby (zaniedbując obowiązki oficera Floty!) i kłamie z kamienną twarzą nie jakiś misfit, typu biednego Barclay'a czy nieodpowiedzialnego (wczesnego) Parisa, a teoretycznie wzorowy oficer - Bortus. Inna sprawa, że ta wzorowość moclańskiego komandora zawsze była dość pozorna; stoicyzm robi mu dobry PR, a tak naprawdę wielokrotnie przedkładał swój prywatny interes nad dobro służby, czy odziedziczone przez ORV ideały ST. Swoją drogą ciarki po plecach idą gdy się pomyśli, że podobnie mogliby łgać, równie majestatyczni (i tym samym budzący zaufanie), logiczny Spock i honorowy Worf. Udała się Sethowi subwersja, i to aż za bardzo.
(A z drugiej strony jest kawałek prawdy w tym, bo uzależnienie i związane z tym zjawiska - od budowania systemu zaprzeczeń i kłamstw począwszy - to, w istocie, może dopaść każdego.)
Małżeństwo Eda jako antyprzykład, przywołany przez Klydena? Znów odwrócenie schematów klasycznego Treka, acz mniejszego kalibru. Zwykle kapitanów za wzór stawiano (nawet gdy Kaśka z Łysego raz podkpiwała), a tu nagle dowódcy w roli wzorca... negatywnego.
Moclański rozwód - no, ciekawe, jako potencjalny mem przebija wolkańskie powitanie. W każdym razie geje (o ile to odpowiednie słowo w ich wypadku) z Moclusa muszą b. dbać o stabilność związków dla własnego dobra, jak się zdaje...*
Dalej... dyskusja Mercera z Kelly o Moclanach jako o trudnych Obcych... Zaraz przypominają się niektóre obyczaje - przywołanych już pośrednio - Klingonów i Wolkan, których jednak nikt tak otwarcie in universe nie podsumował, choć niejeden widz/fan musiał podobnie myśleć.
Xeleyański drink - fajny, przyznać trzeba, przebija gadające piwo Oramusa.
Kelly o ISAAC-u: "dick". Nie powiem, czasem ma się wrażenie, że takie określenie się w/w androidowi należy.
Przy czym można sobie zadać pytanie, gdzie podział się Cassius i jego wątek, skoro kapitan i jego XO tak radośnie sobie gaworzą? Out-of-universe odpowiedź jest prosta - niniejszy epizod miał być przedostatnim odcinkiem pierwszego sezonu.
Subtelny, allenowski, humor scen terapii małżeńskiej wiadomych panów - kojarzy się "Ja'loja" - znów obyczajowość, znów komizm bardziej stonowany, znów absurd generowany przez zderzenie ziemskich zwyczajów z Obcymi, i znów ma się wrażenie, że The Orville znalazło własną drogę, acz nie jestem pewien czy to dobra droga - komedia obyczajowa w realiach +/- ST? Dla mnie niezbyt zachęcające, nawet jeśli sprawnie nakręcone.
Fantazje holodeckowe Bortusa - dziki seks przy ognisku, więzienne sado-maso, porno medyczne, seks zbiorowy... Zasadniczo standard ziemskiej pornografii się kłania. Ledwo co o odmiennościach była mowa, a tu tak skrajne podobieństwo.
No, ale czas powiedzieć kilka słów i o teoretycznym A-plocie... To było nawet ładnie rozegrane podziwianie ginącej planety, odkrycie, że jej zagłada nastąpi szybciej niż się zdawało, stwierdzenie, że pod powierzchnią jest dysonium, a potem odnalezienie tam (75) niedobitków. Nawiązanie z nimi kontaktu i propozycja ewakuacji - jako ludzki odruch wydaje mi się to zdrowe i naturalne, ale jako Trekowy purysta mam zastrzeżenia, że zabrakło choć kawałka dyskusji o PD (nawet jeśli jej orville'owa wersja jest znacznie liberalniejsza). (Tak, po raz kolejny mam przykre wrażenie, że to przestaje być ST zamaskowany pod inną nazwą, a zaczyna być odrębny, idący w swoim własnym kierunku, serial.)
Niesporczak-inżynier (i pokątny dostawca porno), taak, wiadomo do czego to aluzja...
"Dick" po raz drugi, tym razem po niesporczakowemu, pod adresem uzależnionego komandora - fakt, i jemu się należało, tym razem nawet bardziej niż zwykle...
Nośniki holoprogramów - to chyba ich wersja isolinear chips?
Awaria Replikatora - chyba pierwsza w ORV (choć przyczyna, o czym zaraz), nietypowa.
Klyden nakrył męża? Jak? Znów - jak w sprawie PD - poszli na skróty. Tam dałoby się wszystko naprawić wypchniętą poza kadr linijką dialogu, że względy humanitarne znoszą PD (albo, że bohaterowie nie wiedzą czy owa Dyrektywa obowiązuje, bo nie są w stanie ustalić poziomu rozwoju zagrożonych śmiercią tubylców), tu - pytaniem Klydena do komputera gdzie jest Bortus, ale wygląda to na niedoróbkę.
Splecenie - nie tylko de facto, ale i w warstwie dialogowej, w kolejnej scenie terapii - realnego porn addiction z typowo Trekowym holodeck addiction - zręczne powiązanie (na poziomie bolączek) dziś z możliwym jutrem**.
Wyjaśnienie uzależnienia tym, że Bortus wini Klydena za jego zachowanie w sprawie Topy - tu się naraz robi głęboko. (Zwl., że przy okazji dostajemy subtelną krytykę - homo czy hetero, bez różnicy - machoizmu, który nie pozwala z uczuciami zrobić porządku, każąc dusić je w sobie.)
Wyjaśnienie awarii łączności (i wcześniejszej, Replikatora) wirusem komputerowym - sam nie wiem co o tym sądzić. Wygląda to na zbyt ostre rzutowanie schematów z obecnej doby (gdzie można sobie komputer zapaskudzić wchodząc na podejrzane - zwł. porno - strony) na przyszlość (choć od biedy umiem sobie wyobrazić takie rozbudowanie obrazu orville'owego świata, o wątki jakiegoś podziemia informatycznego, które to wszystko ulogiczni, ale z drugiej strony wątpię czy MacFarlane i spółka będą zainteresowani takich wyjaśnień udzieleniem).
Uzależniony komandor przywrócony do służby, bo wytrzymała biologia stanowi jego atut - b. pragmatyczne, a zarazem dające się odczytać jako głos o praktycznych ograniczeniach ideowej równości (bo prawa mamy jednakowe, ale w pewnych sytuacjach by coś dobrego zdziałać twardym Wolkaninem/Klingonem/Moclaninem/samcem opłaca się być - i tu wraca wątek machismo, tym razem widzianego przez pryzmat jego blasków, spleciony z elementami znanymi z "The Enterprise Incident").
Dialog w lecącym na pomoc promie... Replika Bortusa do ISAAC-a, że jak tak mądry, niech zrozumie go sam z siebie, bez wypytywania - bardzo fajne podsumowanie (odziedziczonej po Dacie) mieszanki przewag i słabości w/w androida, a zarazem celny cios dla jego poczucia wyższości... O porno filozoficznie (i poetycko wręcz) - b. w stylu klasycznego Treka, choć zarazem żadna seria przed ORV nie byłaby zdolna takiego podwatku wprowadzić. Ryzykowne zagranie, na granicy kiczu... ale udało się.
Obcy w maszynowni podobny do Cardassianina - żartobliwe zaznaczenie, że to czasy post-VOY/DS9?
Coraz gwałtowniej postępująca zagłada planety, przez co z jej mieszkańców tylko 30 da się ocalić? Nagly powiew powagi i dramatyzmu, który miałby możliwość nadmiar wątków humorystycznych zrównoważyć.. gdyby nie to, że przeplatany jest przeszarżowanymi scenami walki z wirusem (którego uczynienie aż tak szkodliwym, że grozi to zagładą statku, po raz kolejny sugeruje, że bohaterowie są bandą durniów, heroicznie pokonujących zagrożenia wynikłe z ich własnej niekompetencji i beztroski).
Tubylcy losujący kto z nich ma ocaleć (co znów owocuje interesującym słownym starciem Bortus vs ISAAC: zdanie się na przypadek jako bardziej ludzkie od - Kodos się przypomina - ratowania najinteligentniejszych), fakt, że ichnia premier (pokazana b. pobieżnie, ale czyniąca wrażenie dobrego przywódcy) wykluczyła samą siebie z udziału w w/w loterii - znów dostajemy kawałek b. solidnego Treka w starym stylu (ponownie przykryty przerostami komizmu wątku antywirusowego).
Finał... B. przewidywalny... To, że Ed swojego moclańskiego Drugiego i opieprzył, i pochwalił, b. przypomina pewne reakcje Picarda i Sisko na niektóre zachowania Worfa (czy Kirka na samowolne działania Spocka), ale to, że Mercerowi plusy przeważyły nad minusami, choć zrozumiałe w kategoriach koleżeństwa, zdaje się dość naciągane. Jak napisałem: z normalnej GF większość tej bandy - poza doktor Finn, ISAAC-em i może... Gordonem, którego błazeństwa do aż takich klęsk, paradoksalnie, nie prowadziły - powinna dawno wylecieć. (Choć z drugiej strony da się w tym widzieć satyrę na ST, w którym bohaterom wszystko uchodzi na sucho... acz jeśli nazywają się Burnham musza chwilę na happy end poczekać.) Fakt, że głęboka miłość śp. premier i jej męża (widoczna tak wyraźnie w obliczu śmierci tej pierwszej) odmieniła Bortusa - b. w stylu klasycznego Treka. (Inna sprawa, że znoszący jaja komandor - choć dość surowo go tu traktowałem - musiał swojego męża kochać dość mocno. Wolał uciec w uzależnienie, niż wygarnąć mu, co sądzi o jego wiadomej decyzji. Potem dość gładko wybaczył mu próbę rozwodu/zabójstwa***, a sam wcześniej, ani później, takowej nie podjął. To nie są zachowania złego człowieka, choć niewątpliwie pogubiomego.)

* Nawiasem: trudno uciec od skojarzeń z "Balladą o więzieniu w Reading" Oscara Wilde'a:

"Yet each man kills the thing he loves
By each let this be heard,
Some do it with a bitter look,
Some with a flattering word,
The coward does it with a kiss,
The brave man with a sword!"


** Przy czym trudno nie zauważyć, że twórcy - na dobre czy na złe - przedłożyli nawiązanie do nałogu współczesnego, nad możliwość odniesienia się do tego z ST (co w samym nazewnictwie - akcent idzie na porno, nie na Holodeck... znaczy... Symulator się przejawia).
Q__
Moderator
#30 - Wysłana: 6 Sty 2019 19:30:15 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
*** Skądinąd trudno nie zauważyć, że przy tak karkołomnych założeniach wątek tozwodowy rozegrany jest zręcznie (tj. w sposób sugerujący, że kryje się za tym wszystkim jakaś innokulturowa logika): Moclanie - skoro zabójstwo okazało się nieskuteczne - postanawiają dalej męczyć się w związku i ratować go, Klyden nie próbuje zabijać męża po raz drugi, bo obiecał kapitanowi. A zarazem w tych komediowych absurdach dostajemy przedsmak tego czym "naprawdę" byłaby w praktyce koegzystencja istot o odmiennej biologii, kulturze, etyce, którą ST zwykł nam pokazywać jako bezproblemową. Jest to - b. specyficzne (i niekanoniczne), a zarazem na swój sposób cenne - rozwinięcie obrazu świata ST.

Przy czym całościowo jest to (jak już napisał/eś Dreamweb):
Dreamweb:
Odcinek bardzo... dziwny.

mieszanka b. klasycznego ST, i wątków, w które klasyczny Trek nigdy by (min. w tej formie) nie poszedł, filozofii, patosu, i pierwszosezonowego robienia z bohaterów szkodliwych durniów. A zarazem - mimo tych sprzeczności - ma się wrażenie, że The Orville zaczyna łapać swoją wlasną równowagę (typowe zjawisko Trekowego get beard), choć nie jestem pewien czy podoba mi się ona, bo oznacza przechył w kierunku obyczajowości i skupienia na B-plotach kosztem Wielkich Kosmicznych Sprawa. Całościowo dałbym 2 - 2,5 - może 3-/4 w skali Jammera, choć widzę tam wyraźne momenty czterogwiazdkowe, zwł. na początku i na końcu epizodu.

Dreamweb

Dreamweb:
Co robią gigantyczne niesporczaki w świecie Orville? Dealują pornografię*. Piękna zagrywka, naprawdę.

Taak, to było zabawne (Choć czy od pornografii można złapać... STD?

Dreamweb:
Tylko może mi ktoś wytłumaczyć, jak te 30 ewakuowanych osób to przeżyło, skoro ze strony załogi Orville tylko ISAAC i Bortus byli na tyle wytrzymali? A jeszcze ten ojciec z dzieckiem ewidentnie nie mieli na sobie skafandrów.

Widać tubylcze skafandry antyradiacyjne były mocniejsze. A ojciec z dzieckiem teoretycznie mogli się pozapinać (skafandry jednak mieli, tyle, że bez hełmów za głowach) poza kadrem, w drodze do promu, i porozpinać ponownie, gdy prom wyszedł już poza zasięg radiacji.

BTW. jeśli traktować ORV jako sequel do klasycznego ST, trzeba się zastanowić, czy po tak mało skutecznej akcji ratunkowej dowództwo GF nie powinno wrócić do Transporterów (choć z drugiej strony: czy takie promieniowanie nie zakłócałoby ich działania również?)?

Dreamweb:
Aha, i efekty wizualne planety i wchłaniającej ją gwiazdy >> wszystko, co widzieliśmy w 1 sezonie DSC w kwestii CGI.

Prawda. Owszem, przyznać trzeba uczciwie, że początkowe momenty pilota DSC były porównywalnie ładne, ale tamte scenki zostały szybko przesłonione wątkami wojenno-sensacyjno-blockbusterowymi, tu mieliśmy okazję nacieszyć się kosmicznymi wątkami.

80sLoveUC

80sLoveUC:
Podoba mi się, jak główny wątek nie jest z czapy - pamiętam sceny z pierwszego sezonu, gdzie Moclanie kłócili się, tak w celach humorystycznych, a tutaj ładnie dopisano do tego podstawy, łącząc te zdarzenia z tym, co odbyło się w 3. odcinku.

Racja... Z drugiej strony... Sami zastawili tym na siebie pułapkę, bo jeśli teraz zechcą być równie konsekwentni powinni teraz szykować odcinek o tym jak minimum część załogi ma za złe Borusowi, że o mało nie zginęła przez skutki jego nałogu (z obligatoryjnym - padłym już z ust dr Finn - morałem, że nałóg to choroba i wybaczyć trzeba, i procesem niesporczaków, które trefny chip dostarczyły).

80sLoveUC:
Po raz kolejny Orville ukazuje się Star Trekiem naszych czasów nawiązując bezceremonialnie do współczesnego problemu, jakim może być uzależnienie od pornografii oraz ponadczasowymi problemów w małżeństwie.

Fakt, jednak robi to w sposób zbyt dosłowny. Klasyczny Trek potrafił współczesne problemy podnieść na poziom uogólniającej metafory. ORV bierze je na żywca i wrzuca w realia +/- ST, co musi owocować rozmaitymi zgrzytami (logicznymi, obyczajowymi, nawet technologicznymi - kłania się sprawa wirusa, do której jeszcze wrócę).

80sLoveUC:
To fascynujące, ile naturalnego mroku ma w sobie Orville, względem klasycznych ST

Owszem. Przy czym - jak w wielu odcinkach B5, i w co bardziej udanych DS9 - jest to (tam gdzie twórcy w przegięcia nie popadają) mrok klasycznie Trekowy. Tj. mamy okazję zaglądać za imponującą fasadę znaną z TNG. Ten mrok współgra z nią jak awers i rewers.

80sLoveUC:
Aż sprawdziłem, kto pisał ten odcinek i mam odpowiedź - Wellesley Wild - autor scenariuszy do około 20 odcinków Family Guya :D.

Pytanie czy facet jest Trekerem, bo - mimo zastrzeżeń jakie tu zgłaszałem - mam wrażenie, że nim jest (albo stał się, gdy podjął pracę przy ORV).

Dreamweb

Dreamweb:
Trochę tak, ale - tu wrócę do poprzedniego odcinka - Bortus mówiący Alarze, że rozkaże swojemu podwładnemu z nią kopulować, i że jego nasienie jest płodne itd. - to jednak do niego nie pasuje, skoro sam ma rodzinę, jest monogamistą itd. Ta kwestia pasowałaby właśnie do ISAACA

Z drugiej strony... Bortus wyrósł nam na czołowego hipokrytę w załodze... Może inne standardy przykłada do siebie, a inne skłonny był stosować w wypadku Danna? Albo... może być i tak, że moclańska kultura (która zezwala wszak na krwawe rozwody) pozwala na gwałt (albo jakiś przymus ze strony kolegów któregoś z amantów) także na etapie początków tworzenia związku?

Dreamweb:
Zresztą dziwne, że tak zaawansowany statek nie dysponował jakąś zaporą, która wykryłaby go od razu, w momencie zainfekowania...

Tak, to mi b. zgrzytało, o czym już parę razy pisałem. Najpierw mamy rzutowanie wprost, w realia SF/ST, współczesnego zagrożenia związanego z obcowaniem z pornografią by było zabawniej. A potem to, co byłoby jeszcze akceptowalne jako poboczny gag, jest kontynoowane , i to w sposób rozpieprzający powagę głębokich, dramatycznych... i b. Trekowych scen.

Dreamweb:
i tu muszę pochwalić ORV że miało "jaja" by pokazać to, o czym Star Trek od dawna mówił, ale tylko mówił - erotyczne holoprogramy (w Star Treku najbliżsi pokazania byli bodaj wtedy, gdy Quark dla klienta "załatwiał" erotyczny hologram Kiry - ale to też była tylko namiastka prawdziwego pokazania, jak taki program wygląda).

Owszem, jednak zarazem da się twórcom zarzucić, że za bardzo skupili się na warstwie anegdotycznej. Ot, poznaliśmy skrywane perwersje Bortusa... o ile w jego kulturze perwersje to są...

Dreamweb:
I zauważcie, że Klyden po nakryciu Bortusa na gorącym uczynku ani razu nie użył słowa "zdrada" - mimo, iż Bortus w tych programach uczestniczył w aktach seksualnych, dla nich, skoro to nie byli prawdziwi ludzie, to było nadal tylko "oglądanie pornografii" - widać, jak wraz z postępem techniki, definicja ta może ulegać zmianom.

Prawda. Ja to, oglądając, zwałem sobie w głowie holo-zdradą Bortusa, a dla nich zdradą najwyraźniej nie było. (A może Moclanie tolerują zdrady?)

kaimada

kaimada:
Nie rozumiem negatywnych opinii na temat drugiego odcinka i 2/4 jammera. Wątek planetarny był ładny, sensowny i bardzo bardzo trekowy. Wątek pornografii to to czym zawsze Treka reklamuję. Poruszenie trudnego tematu, aktualnego, który można przeanalizować. Toż to jest ta sama półka co odcinki o eutanazji, czy człowieczeństwa Daty.

Widzisz, wydaje mi się, że w wykonaniu rzecz. Ten odcinek wywiązał się niby z powinności Treka - i kawałek niezłej SF był, i komentarz do współczesności - ale uczynił to jednak w sposób połebkowy, kładąc w dodatku akcent niekoniecznie na to, co było tam istotne, redukując poważne sprawy do humoru i anegdoty, zamiast z namysłem nachylić się nad nimi.
Przy czym mam wrażenie, że gdybyśmy dostali "Primal Urges" w pierwotnej, pierwszosezonowej, postaci, z większą ilością niesmacznego humoru, a mniejszą - choćby naciągano-obyczajowego - fabularnego mięsa, byłoby jeszcze gorzej... (A może - przeciwnie - to "Ja'loja" spowodowała, że poprzeczkę twórcom podniosłem?)

ps. Kopie dwu - znowu usuniętych, męczą mnie jak twórcy DSC z tymi blokadami) - klipów reklamowych:
http://www.youtube.com/watch?v=f-KrrbbqHHc
http://www.youtube.com/watch?v=TY8D5SvcZak

I kolejny taki klip:
http://www.youtube.com/watch?v=EgxLwLZ6enc
Od razu z kopią:
http://www.youtube.com/watch?v=IeLrsfNuVSs

A także ekipa TrekYards o pierwszym:
http://www.youtube.com/watch?v=5UDm8qI460E
Drugim:
http://www.youtube.com/watch?v=bGOuQpM-jdg
I obu na raz:
http://www.youtube.com/watch?v=bvPgWpPniwg
Epizodach drugiego sezonu.

Oraz wspomniana recenzja Jammera:
https://www.jammersreviews.com/orville/s2/primal-u rges.php
 Strona:  1  2  3  4  5  6  7  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / The Orville- Dyskusja ze Spojlerami

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!