USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / TNG Rewatch oczami Pleiadki :)
 Strona:  ««  1  2  3 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#61 - Wysłana: 23 Paź 2017 10:41:31
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
Eee, na tym etapie TNG już z super-geniuszu Wesa zrezygnowali

Jak zrezygnowali? Przecież odcinki, w którym nim błyskał nie znikły.

Pleiades:
Ja bym widziała jednak w roli przewodnika i obrońcy - Troi, bo to jest najbardziej logiczny wybór - ona czuje nastroje innych istot, jest ponadto psychologiem i pomogłaby Q uporać się z jego własnymi emocjami i "człowieczeństwem".

Yyy, a kiedy myśmy widzieli Troi jako kompetentnego psychologa?*

* Wiem, poniżej pasa, bo wina scenarzystów, nie postaci; zresztą lubię Deannę nawet, ale...
Pleiades
Użytkownik
#62 - Wysłana: 23 Paź 2017 15:56:24
Odpowiedz 
Q__:
Jak zrezygnowali? Przecież odcinki, w którym nim błyskał nie znikły.

No eej, od trzeciego sezonu nie były to już tak perfidnie chamsko napisane pod Wesa epizody, gdzie ratuje cały świat, bo tylko jemu na statku nie spada IQ :P Wesley stał się wreszcie "normalny".

Q__:
Yyy, a kiedy myśmy widzieli Troi jako kompetentnego psychologa?*

Ale pojechałeś Ale co racja, to racja, słabo jej te sesje psychoterapeutyczne wychodziły, nawet w 7. sezonie. I więcej szkody wyrządzały niż pożytku.

Q__:
* Wiem, poniżej pasa, bo wina scenarzystów, nie postaci; zresztą lubię Deannę nawet, ale...

Ja też ją lubię, miała fajne chwile, czasem nawet badassowe (jak w "Disaster" czy "Thine Own Self"), ale w sumie trochę szkoda, że nie rozwinęli jej postaci bardziej.
Q__
Moderator
#63 - Wysłana: 23 Paź 2017 18:32:21 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
No eej, od trzeciego sezonu nie były to już tak perfidnie chamsko napisane pod Wesa epizody, gdzie ratuje cały świat, bo tylko jemu na statku nie spada IQ :P Wesley stał się wreszcie "normalny".

"The Game", sezon piąty. W jakimś sensie "Journey's End" sezon siódmy.

Pleiades:
Ale co racja, to racja, słabo jej te sesje psychoterapeutyczne wychodziły, nawet w 7. sezonie. I więcej szkody wyrządzały niż pożytku.

Ba, nawet w VOY - gdzie jej doradcze godzenie EMH i Zimmermana zakończyło się tym, że nawymyślała obu panom i wyszła jeść słodycze. To się nazywa mieć szczęście do scenarzystów. Szkoda marnowania potencjału fajnej postaci zresztą. Mogliby się uczyć od ekipy STC, gdzie McKennah ma sensowne zastosowanie, pod tym względem.

Pleiades:
Ja też ją lubię, miała fajne chwile, czasem nawet badassowe (jak w "Disaster" czy "Thine Own Self"), ale w sumie trochę szkoda, że nie rozwinęli jej postaci bardziej.

Sięgnij po powieści o Titanie, tam się rozwija.

(Jej badassowe momenty też b. lubię. Tak jak i takowe momenty Bev.)
Pleiades
Użytkownik
#64 - Wysłana: 23 Paź 2017 20:29:05
Odpowiedz 
Q__:
"The Game", sezon piąty. W jakimś sensie "Journey's End" sezon siódmy.

Heh, ciekawe, że od razu sobie pomyślałam, że do "The Game" się przyczepisz ;)
A ja ten odcinek bardzo lubię i będę go bronić, nie był to jawny przykład spadku IQ u załogi (jak w "Datalore" chociażby). Genialnie napisany scenariusz - mamy i tajemnicę, i spisek, i dziwnie zachowującą się załogę, Wes w sumie tylko fuksem unika "zarażenia" - przynajmniej dopóki nie stwierdza, że coś jest nie tak. Ponadto pomiędzy dwójką naszych głównych młodych bohaterów jest dużo chemii i stanowią świetny duet. Dodatkowo akcja Wesley-on-the-run jest rewelacyjna. No i jeszcze w początkowej scenie na Risie stwierdziłam, że Riker to jednak śliczny facet jest
Kiedyś ten odcinek opiszę w rewatchu na pewno, bo nadal go uwielbiam ^^

Q__:
Ba, nawet w VOY - gdzie jej doradcze godzenie EMH i Zimmermana zakończyło się tym, że nawymyślała obu panom i wyszła jeść słodycze.

Cha cha, zapomniałam o tym, muszę sobie obejrzeć ten odcinek Voya
Ja lubiłam jej gościnne występy w Voyu, zwłaszcza w duecie z Barclayem :D

Q__:
Sięgnij po powieści o Titanie, tam się rozwija.

Kiedyś na pewno sięgnę
Swoją drogą Diane Carey bardzo lubi tę postać (Beverly Crusher także) - Deanna ma kilka wymiatających momentów w książkowej wersji "Descent"

Q__:
(Jej badassowe momenty też b. lubię. Tak jak i takowe momenty Bev.)

A Beverly znowu ma fajne momenty w odcinkowej wersji Descent (zwłaszcza part II), ale to już sprawka Jeri Taylor, która uwielbia Silne Kobiece Postacie i chciała koniecznie takie w TNG wpleść (chociaż, tak swoją drogą, zostawianie Bev na mostku i teleportowanie 99% załogi na planetę było straszliwie głupie i nie trzymało się kupy).

Jeśli już o Deannie mówimy, to uwielbiam jej scenkę w barze na Ziemi w filmie FC, no i już wspominane niedawno na forum "yuck!" na brodę Rikera w INS :>
Q__
Moderator
#65 - Wysłana: 23 Paź 2017 21:30:24 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
Heh, ciekawe, że od razu sobie pomyślałam, że do "The Game" się przyczepisz ;)
A ja ten odcinek bardzo lubię i będę go bronić

Ja się nie czepiam (ten odcinek też lubię*), ja tylko wskazuję, że geniusz Wesley'a to nie jest zło samo w sobie. Wszystko zależy od tego, jak zostanie fabularnie wykorzystany.

* I zgadzam się, że:
Pleiades:
pomiędzy dwójką naszych głównych młodych bohaterów jest dużo chemii i stanowią świetny duet



Pleiades:
Ja lubiłam jej gościnne występy w Voyu, zwłaszcza w duecie z Barclayem :D

Ja też.

Pleiades:
A Beverly znowu ma fajne momenty w odcinkowej wersji Descent (zwłaszcza part II), ale to już sprawka Jeri Taylor, która uwielbia Silne Kobiece Postacie i chciała koniecznie takie w TNG wpleść

Eee... W "Who Watches the Watchers" świetna była. A to sporo czasu przed wejściem Taylor do ekipy.

Pleiades:
Jeśli już o Deannie mówimy, to uwielbiam jej scenkę w barze na Ziemi w filmie FC

A mnie się to znów przegięte i nieśmieszne wydawało, choć dobrze antycypuje humor z ORV.
Pleiades
Użytkownik
#66 - Wysłana: 25 Paź 2017 23:39:56
Odpowiedz 
Q__:
Ja się nie czepiam (ten odcinek też lubię*), ja tylko wskazuję, że geniusz Wesley'a to nie jest zło samo w sobie. Wszystko zależy od tego, jak zostanie fabularnie wykorzystany.

Co racja, to racja. Tu już nie był ten geniusz przerysowany tak, jak w pierwszym czy drugim sezonie. A poza tym, nawet to nie Wesley ratuje tutaj dzień, tylko Data ;P

Q__:
Eee... W "Who Watches the Watchers" świetna była. A to sporo czasu przed wejściem Taylor do ekipy.

Ale to pomysł właśnie Taylor, aby umieścić Bev na mostku i dać jej się trochę pobawić w rozwalanie statku Borga w "Descent II".
Pomysł zresztą powtórzony w "Thine Own Self", gdzie aż Deanna widząc koleżankę na kapitańskim fotelu pozazdrościła i postanowiła coś ze sobą zrobić, czyli stać się kolejną Silną Kobiecą Postacią
Trochę mnie to śmieszy, że przez 6 sezonów panienki gdzieś po kątach w większości się chowały, a tu nagle BAM! 7. sezon i mamy dwie baby rządzące na mostku :D

Q__:
A mnie się to znów przegięte i nieśmieszne wydawało, choć dobrze antycypuje humor z ORV

Eee, Ty masz chyba problemy ze zrozumieniem humoru, kiedy załoga trochę luzuje - bo widzę, że ta scena Picarda w Argo (w NEM) też Cię z tego powodu bardzo boli. Tak samo wyluzowała Troi w FC i mi to pasuje - nie muszą oni być cały czas sztywniakami, niech się trochę zabawią. Oczywiście szanuję Twoje zdanie, ale ja widzę te scenki inaczej i podchodzę do nich inaczej
Q__
Moderator
#67 - Wysłana: 26 Paź 2017 15:23:45
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
Ale to pomysł właśnie Taylor, aby umieścić Bev na mostku i dać jej się trochę pobawić w rozwalanie statku Borga w "Descent II".

Zgoda. Zwracam jednak uwagę, że to nie Taylor siłę Bev wymyśliła, a wyłącznie dała jej okazję ponownie tąż siłą błysnąć.

Pleiades:
Trochę mnie to śmieszy, że przez 6 sezonów panienki gdzieś po kątach w większości się chowały, a tu nagle BAM! 7. sezon i mamy dwie baby rządzące na mostku :D

Z drugiej strony nie tyle Taylor należy za to winić, ile Bermana z Pillerem (i resztą), że przedtem te dziewczyny po kątach - mimo ich funkcji - upychali.

Pleiades:
Eee, Ty masz chyba problemy ze zrozumieniem humoru, kiedy załoga trochę luzuje

Nie. B. lubię liczne żarty i przekomarzanki z TOSu czy DS9, stanowią dla mnie dużą część uroku tych seriali. Nie lubię natomiast gdy to wyluzowanie dokonuje się w sposób tak przeszarżowany, że ośmieszający bohaterów.
Pleiades
Użytkownik
#68 - Wysłana: 26 Paź 2017 19:33:28
Odpowiedz 
Q__:
Zgoda. Zwracam jednak uwagę, że to nie Taylor siłę Bev wymyśliła, a wyłącznie dała jej okazję ponownie tąż siłą błysnąć.

Tak, wiem, ale w wywiadach z Taylor ona zawsze zaznacza, jak bardzo chciała te Silne Kobiece Postaci i jak jej się wizja spełniła :D

Q__:
Z drugiej strony nie tyle Taylor należy za to winić, ile Bermana z Pillerem (i resztą), że przedtem te dziewczyny po kątach - mimo ich funkcji - upychali.

Najbardziej czuć to chyba w przypadku Troi. W sumie jako jedyna babka pozostała z "głównej" obsady po pierwszym sezonie. I jej ufundowali takie koszmarki jak "The Child". Aż się dziwię, że się Marina Sirtis nie wkurzyła. Ale potem poszli po rozum do głowy i przynajmniej Deanna miała, do 6. sezonu włącznie, całkiem fajne niektóre momenty (zwłaszcza uwielbiam jej relacje z mamuśką - Lwaxaną ), ale dopiero w 7. sezonie bardziej się rozwinęła.
Beverly nie ma może jakiegoś nagłego skoku ewolucyjnego naprzód, ale jak wróciła w 3. sezonie to jej rozwój powoli postępował - kocham ją zwłaszcza za rolę w "Remember Me"

Q__:
Nie. B. lubię liczne żarty i przekomarzanki z TOSu czy DS9, stanowią dla mnie dużą część uroku tych seriali. Nie lubię natomiast gdy to wyluzowanie dokonuje się w sposób tak przeszarżowany, że ośmieszający bohaterów.

A to nie jest tak, że aktorzy sami chcą czasem trochę luzu na ekranie? Podobno świetnie się w takich scenach bawią - no i bawią się swoimi postaciami. Słyszałam też, że na planie INS było tak cały czas wesoło i jajcarsko, że aż się dziwię, że ten film ukończyli kręcić.
Ja tam uważam, że Patrick Stewart sam chciał pokazać takiego dziecinnego Picarda z "idiotycznym uśmiechem", jak to ująłeś, jakiego mamy w Argo Chciał się pobawić tą postacią.

Ja tu gadu-gadu z Tobą, a moje recki same się nie napiszą ;( Forum mnie skutecznie rozprasza.
Q__
Moderator
#69 - Wysłana: 26 Paź 2017 19:40:39
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
ale w wywiadach z Taylor ona zawsze zaznacza, jak bardzo chciała te Silne Kobiece Postaci i jak jej się wizja spełniła :D

Mówiąc brutalnie Taylor nigdy nie była dla mnie aż tak istotną współtwórczynią ST (jej wkład w Treka zawsze odbierałem dość ambiwalentnie, choć wzmocnienie bohaterek TNG tylko jej pochwalę) bym śledził wywiady z nią.

Pleiades:
kocham ją zwłaszcza za rolę w "Remember Me"

Tak, mocny odcinek. Muszę go sobie powtórzyć.

Pleiades:
A to nie jest tak, że aktorzy sami chcą czasem trochę luzu na ekranie? Podobno świetnie się w takich scenach bawią - no i bawią się swoimi postaciami. Słyszałam też, że na planie INS było tak cały czas wesoło i jajcarsko, że aż się dziwię, że ten film ukończyli kręcić.
Ja tam uważam, że Patrick Stewart sam chciał pokazać takiego dziecinnego Picarda z "idiotycznym uśmiechem", jak to ująłeś, jakiego mamy w Argo Chciał się pobawić tą postacią.

Zgadza się, że Stewart chciał takiego Picarda (nawet więcej: nie tylko chciał - walczył o to), wiem to od dawna, ale uważam, że popsuł go tym znacząco. Wolałem jak mu Roddenberry nad głową stał i hamował.

Pleiades:
Ja tu gadu-gadu z Tobą, a moje recki same się nie napiszą ;( Forum mnie skutecznie rozprasza.

Cóż, mnie też pochłania za dużo czasu. Tyleż za sprawą naszej korespondencji, co rozmów o nowych seriach.
Pleiades
Użytkownik
#70 - Wysłana: 29 Paź 2017 16:56:17
Odpowiedz 
Q__:
Mówiąc brutalnie Taylor nigdy nie była dla mnie aż tak istotną współtwórczynią ST (jej wkład w Treka zawsze odbierałem dość ambiwalentnie, choć wzmocnienie bohaterek TNG tylko jej pochwalę) bym śledził wywiady z nią.

Ja mam wrażenie, że ona tak "stała" z boku dla niepoznaki, ale im dalej w sezony, tym więcej swoich idei wpychała, stąd to rządzenie się na mostku Bev i test Troi ;) Lubiła pisać takie historie.

Q__:
Tak, mocny odcinek. Muszę go sobie powtórzyć.

Najbardziej pamiętam z niego, jak wszyscy, którzy "pozostali" patrzyli na nią jak na kogoś nienormalnego, a ona weszła w zaprzeczenie, że przecież nie jest wariatką - i zrobiła taką minę, mówiła to takim tonem, jak każdy pacjent psychiatryka, który mówi, że przecież normalny jest A później, jak sobie samotnie pogadała z komputerem, logika zaczęła do niej szybko wracać i stała się bardzo mocną babką :D
A wiesz, dlaczego Gates McFadden nie było w drugim sezonie? Bo Hurley'owi się nie podobała jej gra aktorska :P Berman potem ją przywrócił w 3. sezonie i bardzo dobrze (chyba większości fandomu nie podobała się Pulaski, chociaż ja jej tak ostro nie oceniam). Pozwolił jej się "wyrobić" w grze i faktycznie aktorka nabrała pewności na ekranie i rozwinęła skrzydła. Może ustępowała zdolnościami aktorskimi innym (zwłaszcza Patrickowi Stewartowi), ale fajne momenty z pewnością miała - zwłaszcza w późniejszych sezonach :>
Ja ją tam lubię

Q__:
Zgadza się, że Stewart chciał takiego Picarda (nawet więcej: nie tylko chciał - walczył o to), wiem to od dawna, ale uważam, że popsuł go tym znacząco. Wolałem jak mu Roddenberry nad głową stał i hamował.

Roddenberry miał inną wizję kapitana, ale sądzę, że wtedy mielibyśmy hiper-służbistę, który by wszystkimi z załogi trząsł i nigdy by nie chciał uratować np. Sarjenki, czy też by nie miał takiego ojcowskiego i opiekuńczego podejścia do Wesa, Deanny, Daty.
Lubię Picarda jako "father figure", dużo zyskała ta postać dynamiki. I jego "wariactwa" w Argo tylko podkreślają, jak ludzki był.

A jeszcze odnośnie Troi i jej badassowych momentów, to też szkoda, że stosunkowo późno dali jej więcej swobody w scenariuszach. W "Disaster" była fajna, potem we wspomnianym już "Thine Own Self" miała spore pole do popisu. Lubię także, jak scenariusz przewiduje, że może zagrać kogoś "poza" swoją postacią - jak np. w "Clues". A już z pewnością świetną zabawę miała Marina Sirtis w "Power Play", grając tego paskudnego kryminalistę w ciele Troi. Cho cho, było mocno!

Q__:
Cóż, mnie też pochłania za dużo czasu. Tyleż za sprawą naszej korespondencji, co rozmów o nowych seriach.

No, ja mam trochę problemów z wolnym czasem, po prostu mi się nie chce chwilami przed kompem siadać, a jak już zasiądę - to czytam artykuły o Treku w sieci albo też przesiaduję tutaj na forum.
Nie martw się, recki powoli "lepię".
Q__
Moderator
#71 - Wysłana: 30 Paź 2017 18:55:42 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
Ja mam wrażenie, że ona tak "stała" z boku dla niepoznaki, ale im dalej w sezony, tym więcej swoich idei wpychała

Mnie nie chodziło o to, że ona tam znikomą rolę odgrywała, tylko o to, że jej scenariusze zazwyczaj nisko cenię.

Pleiades:
Najbardziej pamiętam z niego, jak wszyscy, którzy "pozostali" patrzyli na nią jak na kogoś nienormalnego, a ona weszła w zaprzeczenie, że przecież nie jest wariatką - i zrobiła taką minę, mówiła to takim tonem, jak każdy pacjent psychiatryka, który mówi, że przecież normalny jest

To takie b. w stylu Dicka i Lovecrafta było, że "wariat" to ktoś, kto właśnie odkrył co jest grane.

Pleiades:
A wiesz, dlaczego Gates McFadden nie było w drugim sezonie? Bo Hurley'owi się nie podobała jej gra aktorska :P

Wiem. I uważam to za kolejny dziwny ruch Hurley'a, choć i dobre pomysły miał - np. Borg.

Pleiades:
chyba większości fandomu nie podobała się Pulaski, chociaż ja jej tak ostro nie oceniam

Ja też nie .

Pleiades:
Roddenberry miał inną wizję kapitana, ale sądzę, że wtedy mielibyśmy hiper-służbistę, który by wszystkimi z załogi trząsł i nigdy by nie chciał uratować np. Sarjenki, czy też by nie miał takiego ojcowskiego i opiekuńczego podejścia do Wesa, Deanny, Daty.

Czy ja wiem czy hiper-służbistę? Ani Pike w "The Cage" taki nie był, raczej jakieś dylematy wewnętrzne miał, ani Kirk w TMP (który wręcz na kolejnego badmirała wyszedł, w czym był b. niefajnie ludzki, ale b. ludzki).

Pleiades:
Nie martw się, recki powoli "lepię".

Spokojnie, nie poganiam.
Pleiades
Użytkownik
#72 - Wysłana: 10 Lis 2017 23:29:01
Odpowiedz 
Q__:
Mnie nie chodziło o to, że ona tam znikomą rolę odgrywała, tylko o to, że jej scenariusze zazwyczaj nisko cenię.

No właśnie, ja też. No i te jej "silne kobiece postacie" upchane "na siłę" tak mnie rozwalają (zwłaszcza w Descent II) :D

Q__:
To takie b. w stylu Dicka i Lovecrafta było, że "wariat" to ktoś, kto właśnie odkrył co jest grane.

Ostatnio namówiłam męża na obejrzenie "Frame of Mind". Cholercia, to _naprawdę_ jest boski epizod i mi miłość po tylu latach do tego odcinka nie minęła.

Q__:
Wiem. I uważam to za kolejny dziwny ruch Hurley'a, choć i dobre pomysły miał - np. Borg.

Jak to dokładnie było, to pewnie nigdy się nie dowiemy, tylko on i Gates wiedzą, o co tak naprawdę poszło - my znamy jedynie historię ze skąpych relacji.

Q__:
Pleiades:
chyba większości fandomu nie podobała się Pulaski, chociaż ja jej tak ostro nie oceniam

Ja też nie .

Głównym zarzutem wobec niej jest chyba to, jak paskudnie traktowała Datę. A wiadomo, że jak ktoś źle traktuje ukochaną postać fandomu, to automatycznie staje się wrogiem fandomu.
Chociaż bardzo ładnie o Pulaski opowiedział ten gość:
https://www.youtube.com/watch?v=KX6RvotVtU0
Bardzo trafnie zauważył, że Pulaski w końcu dostrzegła w Dacie _osobę_. I tak naprawdę, gdyby dano pani doktor szansę i zostałaby dłużej w TNG, z pewnością zafundowano by nam jej stopniowy rozwój i jej relacje z Datą byłyby bardzo przyjacielskie pod koniec. Szkoda, że ją po 2. sezonie wywalili, by naprawdę ciekawa jestem, jak by to się potoczyło.

Q__:
Czy ja wiem czy hiper-służbistę?

No nie wiem, wydaje mi się, że Picard po-roddenberry'owski jest bardziej ciepły i opiekuńczy niż ten ze zwłaszcza pierwszego sezonu, który opierał się na wizji G.R. (tak samo, jak G.R. wymyślił tego nieznośnie genialnego Wesa, którego potem bardziej "znormalizowano").
Q__
Moderator
#73 - Wysłana: 10 Lis 2017 23:50:24
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
No właśnie, ja też.

Uff...

Pleiades:
Ostatnio namówiłam męża na obejrzenie "Frame of Mind".

A ja znów - w sumie za sprawą Mava - powtórzyłem sobie "Unnatural Selection". Kiedyż biedny znajdę czas by się o nim rozpisać?

Pleiades:
Głównym zarzutem wobec niej jest chyba to, jak paskudnie traktowała Datę.

A przecież była to próba skopiowania dynamiki McCoy-Spock (gdzie Bonesowi wszystkie te złośliwostki gładko się wybacza).

Pleiades:
Bardzo trafnie zauważył, że Pulaski w końcu dostrzegła w Dacie _osobę_.

Mam wrażenie, że w w/w "Unnatural Selection" właśnie, gdzie życie mu zawdzięczała.

(Filmik oglądałem, ale go za dobrze nie pamiętam. Czy jego autor wskazuje ten sam punkt?)

Pleiades:
wydaje mi się, że Picard po-roddenberry'owski jest bardziej ciepły i opiekuńczy niż ten ze zwłaszcza pierwszego sezonu, który opierał się na wizji G.R.

Owszem, i jest to plus, ale znów minusem jest to, że w efekcie trochę pazur traci, staje się podatny na mało pochlebne interpretacje (że mięczak, czy przesadny pacyfista*).

* Acz, prawda, i u G.R., w pierwszym sezonie, takie wątki bywały.
Pleiades
Użytkownik
#74 - Wysłana: 11 Lis 2017 22:04:00
Odpowiedz 
Q__:
A ja znów - w sumie za sprawą Mava - powtórzyłem sobie "Unnatural Selection". Kiedyż biedny znajdę czas by się o nim rozpisać?

Rozpisać się o "Unnatural Selection"? Może ja czegoś nie dostrzegam, ale odcinek jak dla mnie przeciętny, a w fandomie raczej cieszący się nienajlepszą opinią. Pewnie głównie przez to, że fabuła kręci się wokół doktor Pulaski i jej problemów z chorobą. Dla mnie natomiast pierwsze z "dziwadeł" genetycznych - udowadniające, że jak twórcy się biorą za tematykę DNA i inżynierii genetycznej, to totalnie knocą pojęcia naukowe i robią z tego niestrawną i nielogiczną sieczkę (dalej posunęli się potem w "Genesis"). Ale w sumie dla Pulaski (a zwłaszcza jej relacji z Deanną i kapitanem) warto ten odcinek zapamiętać - i to w sumie jego jedyny plus.

Q__:
A przecież była to próba skopiowania dynamiki McCoy-Spock (gdzie Bonesowi wszystkie te złośliwostki gładko się wybacza).

No i to też pewnie problem - za bardzo chcieli skopiować McCoya (łącznie z tym jej strachem przed transporterami i wybieraniem promów zamiast teleportacji)

Q__:
Mam wrażenie, że w w/w "Unnatural Selection" właśnie, gdzie życie mu zawdzięczała.

A mnie się wydaje, że wcześniej, bo już w "Elementary.." po tych kłótniach z Geordim i zaakceptowaniu holodekowego challenge'u przez Datę pani doktor dostrzegła w nim ciekawą i zdolną do abstrakcyjnego myślenia osobę. Zresztą w tym odcinku spotkała się i z kolejnym przedstawicielem AI (Moriarty), więc musiała sobie zrewidować poglądy co do żyjących istot ;)
A w "Unnatural Selection" aż takiej roli znowuż Data nie odegrał? Co prawda towarzyszył Pulaski, ale to Picard wpadł na pomysł z filtracją DNA przy użyciu transportera.

Q__:
(Filmik oglądałem, ale go za dobrze nie pamiętam. Czy jego autor wskazuje ten sam punkt?)

Nie, akurat o tym odcinku nie wspomina, ale zauważył stosunek Pulaski na początku 2. sezonu do Daty (kiedy go nazywała nawet "it" - na co ja reaguję wręcz alergicznie, bo to zniewaga straszliwa dla wszelkich sztucznych form życia i kojarzy mi się taka postawa z Maddoxem) i późniejszą jej zmianę nastawienia na przykładzie odcinka "Peak Performance" (skądinąd bardzo dobrego epizodu) - kiedy to doktor podeszła do Daty bardzo psychologicznie, kiedy ten strzelił klasycznego focha ;)

Q__:
Owszem, i jest to plus, ale znów minusem jest to, że w efekcie trochę pazur traci, staje się podatny na mało pochlebne interpretacje (że mięczak, czy przesadny pacyfista*).

Ja już wiem, że Ty wolisz dowódców sukinkotów, takich jak Jellico, więc rozumiem, że u Picarda Ci tego pazura brakuje ;)
(bez urazy )
Q__
Moderator
#75 - Wysłana: 11 Lis 2017 22:20:29 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
Dla mnie natomiast pierwsze z "dziwadeł" genetycznych - udowadniające, że jak twórcy się biorą za tematykę DNA i inżynierii genetycznej, to totalnie knocą pojęcia naukowe i robią z tego niestrawną i nielogiczną sieczkę

IMHO wykręcają się tam takimi ogólnikami, że po lekkim przymknięciu oka oglądać się to da bezboleśnie, choć pojęcie ofensywnego układu odpornościowego jest... dziwne.

Pleiades:
No i to też pewnie problem - za bardzo chcieli skopiować McCoya

Z drugiej strony McCoy to tak świetna postać, że i dobra kopia nie jest zła. A poza tym Pulaski z Polski pochodziła, jako jedyna ze wszystkich bohaterów głównych ST. Zawsze jakiś powód by ją docenić.

Pleiades:
Co prawda towarzyszył Pulaski, ale to Picard wpadł na pomysł z filtracją DNA przy użyciu transportera.

A kto całą praktyczną robotę odwalił, w chorobie ją niańczył i jeszcze przyczyny tejże choroby znalazł? Hę?

Zresztą nie wiem czy zwróciłaś uwagę na ten dialog:

Data: I am sorry I could not be more helpful, Doctor Pulaski.
Pulaski: You did everything you could, Commander. As androids go, you're in a class by yourself.
Data: Doctor
Pulaski: Please, give my best to the Captain.


Zauważamy, że ona go tu już jak człowieka (i to bliskiego) traktuje - każe mu się nie obwiniać, że był mniej pomocny niż chciałby (w tym momencie), chwali, prosi by pożegnanie od niej przekazywał.

Pleiades:
stosunek Pulaski na początku 2. sezonu do Daty (kiedy go nazywała nawet "it" - na co ja reaguję wręcz alergicznie, bo to zniewaga straszliwa dla wszelkich sztucznych form życia i kojarzy mi się taka postawa z Maddoxem) i późniejszą jej zmianę nastawienia na przykładzie odcinka "Peak Performance"

A mówi się, że TNG nie fundował nam czegoś takiego jak rozwój postaci... Zauważmy jak dynamiczne to jest na tle - w sumie cały czas takich samych (choć i tak ciekawych) relacji Spock-Bones.

Pleiades:
Ja już wiem, że Ty wolisz dowódców sukinkotów, takich jak Jellico, więc rozumiem, że u Picarda Ci tego pazura brakuje ;)

Niekoniecznie. B. mi się podoba Picard filozof-idealista-intelektualista, ale zgadzam się z tym co mówią odcinki TOS "The Enemy Within" i AND "Una Salus Victus" - że pewna domieszka bezwzględności jest jednak kapitanowi GF niezbędna. Dlatego lubię gdy Łysy ją czasem okazuje.
Pleiades
Użytkownik
#76 - Wysłana: 14 Lis 2017 09:30:05
Odpowiedz 
Q__:
IMHO wykręcają się tam takimi ogólnikami, że po lekkim przymknięciu oka oglądać się to da bezboleśnie, choć pojęcie ofensywnego układu odpornościowego jest... dziwne.

No, właśnie to rzuciło mi się w oczy. Jest to tak głupie, że aż.. Ech... Ale ja genetykę mam w małym palcu (moja ulubiona dziedzina nauk biologicznych, na studiach dostałam z niej celujący ), więc cierpię bardzo, jak twórcy biorą się za temat, którego nie rozumieją...
Ale jestem w stanie przymknąć na to oko, ze względu na rozwój fabuły - zwłaszcza że to był dopiero 2. sezon ("Genesis", jednakże, nadal nie jestem w stanie im wybaczyć!)

Q__:
Z drugiej strony McCoy to tak świetna postać, że i dobra kopia nie jest zła. A poza tym Pulaski z Polski pochodziła, jako jedyna ze wszystkich bohaterów głównych ST. Zawsze jakiś powód by ją docenić.

No ale właśnie wszystko wskazuje na to, że kopia McCoya jednak była złym pomysłem. Ludzie od razu wyczuli, na czyją modłę starano się urobić Pulaski i baaardzo im się to nie spodobało. Trochę szkoda, że przypisano jej wszystkie cechy McCoya, łącznie z lękiem przed teleportacją. Mogliby sobie oszczędzić tej dramy.

Q__:
A kto całą praktyczną robotę odwalił, w chorobie ją niańczył i jeszcze przyczyny tejże choroby znalazł? Hę?

No dobra, okej... Data był poniekąd "zmuszony" jej towarzyszyć, bo kiedy została na promie zarażona, on był jedyną osobą obok niej.
Równie dobrze tę robotę mógł odwalić z pokładu Enterprise, gdyby z nią się na tę misję nie wybrał.
I - eee tam, niańczył - co najwyżej wyraził zaniepokojenie jej stanem zdrowia, w "datowych" granicach normy ;)

Q__:
Zresztą nie wiem czy zwróciłaś uwagę na ten dialog:

Data: I am sorry I could not be more helpful, Doctor Pulaski.
Pulaski: You did everything you could, Commander. As androids go, you're in a class by yourself.
Data: Doctor
Pulaski: Please, give my best to the Captain.

Zauważamy, że ona go tu już jak człowieka (i to bliskiego) traktuje - każe mu się nie obwiniać, że był mniej pomocny niż chciałby (w tym momencie), chwali, prosi by pożegnanie od niej przekazywał.

Bo to już jest po "Elementary...", a ja wciąż uważam, że właśnie w tamtym epizodzie Pulaski przeszła swoistą przemianę, od traktowania Daty jako "it" do traktowania go jako osoby.

Q__:
A mówi się, że TNG nie fundował nam czegoś takiego jak rozwój postaci... Zauważmy jak dynamiczne to jest na tle - w sumie cały czas takich samych (choć i tak ciekawych) relacji Spock-Bones.

Łooo, krzywdząca opinia.. Wg mnie TNG fundował _jak_najbardziej_ rozwój postaci.
Data jest klasycznym przykładem, więc go pominę. Pulaski - tak, to jest to, i szkoda, że nie mogła się rozwinąć w kolejnych sezonach. Ale mamy też, na przykład, miałkiego Rikera na początku, a potem był lepszy. O Deannie nawet nie wspomnę - została badassską! Picard i jego doświadczenia z Borg również odcisnęły na nim piętno. Ba, naweet Geordi trochę się rozwinął! A Bev upewniła co do swoich uczuć...
O rany, jak ja ich kocham! I ten rozwój postaci również kocham!

Q__:
Niekoniecznie. B. mi się podoba Picard filozof-idealista-intelektualista, ale zgadzam się z tym co mówią odcinki TOS "The Enemy Within" i AND "Una Salus Victus" - że pewna domieszka bezwzględności jest jednak kapitanowi GF niezbędna. Dlatego lubię gdy Łysy ją czasem okazuje.

No właśnie - _czasem_. A najczęściej jednak ulega emocjom - i to mi się w nim podoba
Q__
Moderator
#77 - Wysłana: 15 Lis 2017 23:29:01
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
No, właśnie to rzuciło mi się w oczy. Jest to tak głupie, że aż.. Ech...

No jest, jest... Ale już sama chęć skłonienia widza do refleksji nad tym co może nastać po człowieku taka bardzo w stylu klasycznej literackiej SF epoki i nie tylko (u Strugackich podobnawe wątki były; a dekady wcześniej u Stapledona i Clarke'a)* dlatego skłonny byłem na ten ostentacyjny absurd przymknąć oko. Zwł., że tu - by go zauważyć - trzeba mieć jakąś minimalną wiedzę**. Czyli: orientujesz się w biologii, masz bonusową (małą ale zawsze) radochę z automatycznego wychwycenia buraka, tym sposobem i zła SF w Treku dostarcza rozrywki.

* Nawet jeśli - zgodnie ze (złym) standardem z paranormalnościami te ewolucyjne refleksje ożenili.

** Scenarzyści - widać - nie mieli.

Pleiades:
No ale właśnie wszystko wskazuje na to, że kopia McCoya jednak była złym pomysłem. Ludzie od razu wyczuli, na czyją modłę starano się urobić Pulaski i baaardzo im się to nie spodobało. Trochę szkoda, że przypisano jej wszystkie cechy McCoya, łącznie z lękiem przed teleportacją.

Cóż, nie zgadzam się z tymi ludźmi. Mnie to nie przeszkadzało. W końcu Riker też był kopią Kirka z Deckerem, a tak lubiany, że książki do dziś nowe rozdziały jego - kapitańskich już - losów dopisują.

Pleiades:
Równie dobrze tę robotę mógł odwalić z pokładu Enterprise, gdyby z nią się na tę misję nie wybrał.

Tak, ale nikt z pozostałych nie był androidem. Tym samym potwierdzasz jego... hmmm... człowieczeństwo.

Pleiades:
Łooo, krzywdząca opinia..

Jasne. Toteż przywołałem ją, ale przecież wcale nie powiedziałem, że się z nią zgadzam. Przeciwnie - odniosłem się do niej dość ironicznie.

Pleiades:
A najczęściej jednak ulega emocjom - i to mi się w nim podoba

Emocje są często złym doradcą. Łysy ulega swoim szlachetnym instynktom, niezłomnym zasadom i ugruntowanemu humanitaryzmowi, ot co!
RaptorX
Użytkownik
#78 - Wysłana: 16 Lis 2017 14:59:27 - Edytowany przez: RaptorX
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
Oj, ja też mam sporo z Barclaya. Chociaż, jak już wspominałem, ja uciekam w ostatnich latach nie tyle w gry, co w różne rodzaje fikcji (filmową, serialową, słowo pisane, komiksową). Nie jestem może eskapistą w stopniu Reg'a, ale w jakimś na pewno. Tak jak pewnie wielu z nas na forum, zresztą dość popularny jest pogląd, że Reg miał być takim w krzywym zwierciadle pokazanym "trekkie", a jego holodekowe programy, w których się chował przed światem, analogią do samego Star Treka.

Nawet jeśli nie było to intencją twórców, to sądzę, że rzeczywiście wielu członków fandomu identyfikuje się takimi postaciami i darzy je sympatią. Podobny zabieg zastosowano w DS9, wprowadzając Vica Fontaine'a, wymarzonego przyjaciela eskapistycznego samotnika, którego ten zawsze chciałby mieć w swojej idealnej, holograficznej samotni, będąc na miejscu Noga. Widać po komentarzach pod albumem Jamesa Darrena, który kilka lat temu w całości umieściłem na YT, że postać ta zrobiła furorę i jest rzewnie wspominana.
Q__
Moderator
#79 - Wysłana: 16 Lis 2017 23:14:17 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
RaptorX

RaptorX:
Podobny zabieg uzyskano w DS9, wprowadzając Vica Fontaine'a, idealnego przyjaciela eskapistycznego samotnika, którego ten zawsze chciałby mieć w swojej idealnej, holograficznej samotni, będąc na miejscu Noga. Widać po komentarzach pod albumem Jamesa Darrena, który w całości kilka lat temu umieściłem na YT, że postać ta zrobiła furorę i jest rzewnie wspominana.

Wniosek w sumie dość smutny - najlepszym przyjacielem jest ten, którego sam sobie zaprogramujesz. Barclay - skoro o nim mowa - by to zrozumiał. Tylko, że on w końcu trafił na przyjaciół rzeczywistych.

Pleiades
Użytkownik
#80 - Wysłana: 27 Lis 2017 15:45:32
Odpowiedz 
Q__:
No jest, jest... Ale już sama chęć skłonienia widza do refleksji nad tym co może nastać po człowieku taka bardzo w stylu klasycznej literackiej SF epoki i nie tylko (u Strugackich podobnawe wątki były; a dekady wcześniej u Stapledona i Clarke'a)*

Szczerze mówiąc, nie czytałam i wstyd mi, więc się nie wypowiem. Jeśli chodzi o literaturę, to jednak wolę klasyczną fantastykę oraz współczesną (GoT), czasem też obyczajówkę. Ze sci-fi kocham Douglasa Adamsa ponad wszystko i jego "trylogię w pięciu częściach" umieszczam w książkach Mojego Życia.
Za to mój mąż dużo sci-fi czytywał. Właśnie podczas przeprowadzki odkryłam wiele dzieł Philipa K. Dicka u nas na półce. Może się kiedyś zabiorę za lekturę?

Q__:
dlatego skłonny byłem na ten ostentacyjny absurd przymknąć oko. Zwł., że tu - by go zauważyć - trzeba mieć jakąś minimalną wiedzę**. Czyli: orientujesz się w biologii, masz bonusową (małą ale zawsze) radochę z automatycznego wychwycenia buraka, tym sposobem i zła SF w Treku dostarcza rozrywki.

No tak, w tym odcinku dostarcza rozrywki i tak nie razi. Jestem w stanie przymknąć na to oko. A że nawet lubię Pulaski, oraz że w tym epizodzie miała bardziej przyjazne stosunki z Datą, to nawet jak dla mnie to jest wszystko zjadliwe.
Ale jako biolog i zoolog trudno mi strawić "Genesis". Wspominałam już o tym co nie miara na forum i po prostu szlag mnie jasny trafia, jak widzę ten odcinek. Robienie ze wszystkich idiotów - a głównie z widza. Wiem, że ten epizod trafia na listy "najgorszych", ale często jest tzw. Guilty Pleasure dla większości fanów. Cóż, dla mnie jest po prostu ohydny. A ja mam swoje Guilty Pleasure, o wiele lepsze :D Reausumując - nie wiem, czy kiedykolwiek "Genesis" w reckach opiszę. Bardziej mnie kusi, aby zrobić rewrite'a, czyli fanfica, gdzie wszystko poukładam tam do kupy. Oj, strasznie bym chciała... Zwłaszcza, że już kiedyś fanfice TNG-owe popełniłam i trochę mam doświadczenia z tematem pisania opowiadań.

Q__:
Cóż, nie zgadzam się z tymi ludźmi. Mnie to nie przeszkadzało. W końcu Riker też był kopią Kirka z Deckerem, a tak lubiany, że książki do dziś nowe rozdziały jego - kapitańskich już - losów dopisują.

A czy Riker był tak lubiany? Z tym się nie zgodzę... Chyba większość fandomu irytowała jego osobowość - zwłaszcza na początku serii, kiedy był zwykłym podrywaczem. Potem też jakoś specjalnie nie widziałam jego "wybitnej" roli - no, może oprócz genialnego wybicia się we "Frame of Mind", ale to już sprawka kapitalnej gry aktorskiej Jonathana Frakesa.
Więc aż się dziwię, kiedy wspominasz o książkach i o nim jako kapitanie.
Chociaż, osobiście, uważam, że USS Titan należał mu się jak psu kość ;) I Deanna też mu się należała

Q__:
Tak, ale nikt z pozostałych nie był androidem. Tym samym potwierdzasz jego... hmmm... człowieczeństwo.

Człowieczeństwo androida - cóż za piękny oksymoron. Ale - zgadzam się - w Star Treku to się sprawdza. Zwłaszcza, jak prześledzimy losy androidów od samego początku, spojrzymy na rozwój Daty, łącznie z (wiem, że się przed tym faktem wzbraniasz) jego śmiercią - można powiedzieć, że osiągnął wszystko, co człowiek sobą reprezentuje. A nawet więcej. Był najlepszym człowiekiem z nich wszystkich Miał wszystkie szlachetne cechy ludzi - oddanie, odwaga, mądrość (taka w sensie filozoficznym), a nawet cień uczuć, a nie był obarczony wadami, takimi jak zazdrość, nienawiść, chęć zabijania... Postać wręcz krystalicznie czysta, niewinna i naiwna nawet w dziecinny sposób. Nic dziwnego, że tak ludzie go kochali, od początku.
A jednak - ja czasami dostrzegam pewne jego wahania i wady, ale większość czasu ta jego czystość i niewinność mnie troszkę irytuje ;) Nie zrozum mnie źle, lubię Datę, ale od początku był (czyli od pierwszego sezonu) rysowany na postać idealną wręcz. W drugim sezonie, czyli min. w tym odcinku, o którym mówimy, nadal jest bez wad i - co więcej - okazuje się oddany osobie, która go niegdyś traktowała jak przedmiot ;)

Q__:
Jasne. Toteż przywołałem ją, ale przecież wcale nie powiedziałem, że się z nią zgadzam. Przeciwnie - odniosłem się do niej dość ironicznie.

Okej, czasem mój mózg nie wyłapuje ironii, zwłaszcza, jak dyskutuję przedtem na poważniejsze tematy. Wybacz.
Czyli ustaliliśmy - w TNG JEST jednak rozwój postaci ;)

Q__:
Emocje są często złym doradcą. Łysy ulega swoim szlachetnym instynktom, niezłomnym zasadom i ugruntowanemu humanitaryzmowi, ot co!

No, są złym doradcą. Ale któż im nie ulega?
Często działamy pod wpływem impulsu. Często też powodem naszych działań są jakieś szlachetne pobudki.
Nie dotyczy to tylko Picarda, który się moralnie stał tym, co Jellico na przykład nigdy nie osiągnie :P
Ja kocham też Janeway za to, że o każdego się troszczyła i że poszłaby za Seven nawet w ogień. Taka matczyna postawa. I taka trochę kalka realcji ojcowsko-synowskiej między Picardem i Datą. Ale to się sprawdza. I jest piękne.
Nie wiem jak Sisko. Jak dobrze wiesz, DS9 nie oglądałam (tak samo zresztą jak i Enterprise), ale mam nadzieję, że ten kapitan (ci kapitanowie) też reprezentowali sobą podobne człowieczeństwo.

RaptorX:
Nawet jeśli nie było to intencją twórców, to sądzę, że rzeczywiście wielu członków fandomu identyfikuje się takimi postaciami i darzy je sympatią.

Barclay... Ostatnio często o nim gadamy tutaj. Tak, człowiek "dysfunkcyjny", ale ja widziałabym go jako mojego najdroższego przyjaciela, o czym już wspominałam zresztą. Ciągnie mnie do takich niestabilnych osób. Włącza mi się syndrom "wzajemnej opieki". Czasami trzeba się dopełnić, aby dobrze funkcjonować.

Q__:
Wniosek w sumie dość smutny - najlepszym przyjacielem jest ten, którego sam sobie zaprogramujesz. Barclay - skoro o nim mowa - by to zrozumiał. Tylko, że on w końcu trafił na przyjaciół rzeczywistych.

Wiesz co, czasami sobie wyobrażam, że naginam rzeczywistość do moich celów... Że wszyscy są idealni, fajni, że myślą to samo co ja.. Szkoda, że tak nie jest naprawdę, a ja po prostu sobie fantazjuję.
Czasami człowiek ze swoimi myślami i odczuciami jest po prostu.. samotny.

Sorry za off-topy, ale jak już ustaliliśmy, na tym forum nie są niczym złym ;)
Poza tym przepraszam za opóźnienie w recenzji "Phantasm", ale, jak wiecie, zatrzymała mnie przeprowadzka i po prostu nie mam do tego głowy (pomimo że epizod kocham). Nadrobię zaległości, obiecuję.
Elaan
Użytkownik
#81 - Wysłana: 27 Lis 2017 19:48:25
Odpowiedz 
Pleiades:
Nie wiem jak Sisko.

Pleiades:
mam nadzieję, że ten kapitan (ci kapitanowie) też reprezentowali sobą podobne człowieczeństwo

Nie oglądałam całego DS9, więc trudno mi powiedzieć na ile Sisko się zmienia z upływem służby na tej stacji.
Dla mnie od początku to postać sztywna i nieprzystępna, nie dająca się polubić.
Jego postawa, wyraz twarzy, a zwłaszcza oczy przypominające dwie zimne bryłki ołowiu, są jak powiew chłodu, który odruchowo każe trzymać się od tego osobnika na dystans.
Wizerunku tego ocieplić nie potrafią nawet sceny z synem, bo nie czuć w nich więzi, a kochając ojca, Jake zdaje się kochać raczej archetyp niż najbliższą osobę.

Ale, kiedy już obejrzysz DS9, możesz - i pewnie tak będzie - ocenić tę postać zupełnie inaczej.

A Twoje recenzje odcinków świetnie się czyta. Gratuluję.
Q__
Moderator
#82 - Wysłana: 28 Lis 2017 12:29:25
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
Szczerze mówiąc, nie czytałam i wstyd mi, więc się nie wypowiem. Jeśli chodzi o literaturę, to jednak wolę klasyczną fantastykę

Nie żebym się czepiał, ale trudno o większych klasyków SF niż Clarke, Stapledon i Strugaccy. (Jeszcze tylko Lema, Le Guin i - wspomnianego przez Ciebie - Dicka liczyłbym do zbliżonej ligi.)

Pleiades:
odkryłam wiele dzieł Philipa K. Dicka u nas na półce. Może się kiedyś zabiorę za lekturę?

Sięgnij, sięgnij. Warto. (Trzeba uprzedzić, że PKD jest pisarzem nierównym, ale przez stałość jego zainteresowań i obsesji wszystkie jego utwory składają się jakby w jedno dzieło, do którego nawet słabsze z nich coś tam dodają.)

Pleiades:
Ale jako biolog i zoolog trudno mi strawić "Genesis". Wspominałam już o tym co nie miara na forum i po prostu szlag mnie jasny trafia, jak widzę ten odcinek.

Z drugiej strony... Czy to odstaje od typowego ujęcia tematyki biologicznej (a zwł. ewolucyjnej) w amerykańskiej SF? Popatrzmy na "Nieśmiertelnego" Koontza... Albo nawet na - literacko świetne - "Głosy czasu" - dla odmiany - brytyjskiego klasyka Ballarda, tam była kierunkowość ewolucji, której by się, nie tylko wyznawcy ID, ale i Hegel nie powstydził, bo w genach był tam zapisany cały przyszły plan ewolucji dostosowany do równoległych zmian zachodzących we Wszechświecie, np. do wybuchu wojny atomowej .

Pleiades:
Więc aż się dziwię, kiedy wspominasz o książkach i o nim jako kapitanie.

Sięgnij po te książki, może się dziwić przestaniesz.

Pleiades:
Człowieczeństwo androida - cóż za piękny oksymoron. Ale - zgadzam się - w Star Treku to się sprawdza.

Ano sprawdza, bo w Treku człowieczeństwo jest miarą wszystkiego i bohaterowie pochodzenia ziemskiego nawet tego nie kryją. Przypomnijmy sobie jakie epitafium Kirk - Spockowi walnął*.

* Nie dziwota, że potem, w "jedenastce", Spock mu za to facjatę obił. A Khanowi - jako współsprawcy - w "dwunastce".

Pleiades:
Picarda, który się moralnie stał tym, co Jellico na przykład nigdy nie osiągnie :P

Eeetam, szorstkość nie wyklucza moralności. Dowodem choćby... Shrek.

Pleiades:
Nie wiem jak Sisko. Jak dobrze wiesz, DS9 nie oglądałam (tak samo zresztą jak i Enterprise), ale mam nadzieję, że ten kapitan (ci kapitanowie) też reprezentowali sobą podobne człowieczeństwo.

Różnie to z nimi było, bo twórcom mrok się marzył. Ale mają momenty gdy są bardzo ludzcy - Sisko płacze za poległymi redshirtami i - w imię zasad - udaremnia plan militaryzacji Federacji. Archer gotów jest obrócić w perzynę planetę Obcych dla ratowania swojego psiaka... Takimi ich wolę pamiętać...

Pleiades:
Ostatnio często o nim gadamy tutaj. Tak, człowiek "dysfunkcyjny", ale ja widziałabym go jako mojego najdroższego przyjaciela

I to jest właśnie piękne w Treku, że jednostki, które ktoś inny mógłby skreślić pokazuje w budzącej takie uczucia roli .

Pleiades:
Że wszyscy są idealni, fajni, że myślą to samo co ja.. Szkoda, że tak nie jest naprawdę

Z drugiej strony... Czy nie pachnie to "idealnym" światem, który Doctor Doom raz stworzył, i sam z tego ideału zrezygnował (dając Magneto możliwość powstrzymania się)? Czy jednomyślność jest aż tak dobra (o czym byśmy wtedy rozmawiali?)?

Pleiades:
Poza tym przepraszam za opóźnienie w recenzji "Phantasm"

Powtórzę jeszcze raz: nie szkodzi .

Elaan

Elaan:
Dla mnie od początku to postać sztywna i nieprzystępna, nie dająca się polubić.

A porównaj sobie powtórkowo piloty TNG i DS9 (jak ja to swego czasu zrobiłem) zaskoczenie może być spore:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=2&topic=4117&page=0#msg313990
(I nie skupiaj się na relacji Bena z Łysym, a z Kirą np.)

Natomiast co do sztywności i nieprzystępności, to chyba nie wina bohatera/aktora, ale konwencji. Początkowo DS9 miało być takim trochę serialowym odpowiednikiem "Lower Decks", więc Sisko mieliśmy postrzegać niejako z perspektywy pozostałych bohaterów, nad którymi góruje. Stąd takie wrażenie. (Popatrzmy zresztą na - należący do dalszych sezonów już - odcinek "The Begotten", gdzie Ben wypada trochę jak buc bez serca, ale tylko dlatego, że rzecz oglądamy z perspektywy Odo, a Sisko - po prostu - przekazuje rozkazy góry, które wcale niekoniecznie muszą mu się podobać*.)

* Swoją drogą: dobra okazja by spróbować się wczuć i w racje rozmaitych - tak często negatywnie odbieranych - admirałów, których oglądamy z tej perspektywy praktycznie zawsze. (Nawiasem: drugi odcinek The Orville wezwać nas do czegoś takiego spróbował.)
Elaan
Użytkownik
#83 - Wysłana: 28 Lis 2017 17:55:41
Odpowiedz 
Q__:
A porównaj sobie powtórkowo piloty TNG i DS9 (jak ja to swego czasu zrobiłem) zaskoczenie może być spore

Zarówno TNG jak i DS9 widziałam na tyle dawno, że nie wykluczam, iż dziś spojrzałabym na bohaterów nieco inaczej.
Może kiedyś...?
Q__
Moderator
#84 - Wysłana: 28 Lis 2017 23:26:51
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
nie wykluczam, iż dziś spojrzałabym na bohaterów nieco inaczej.

W zasadzie to ich dominujące cechy są pewnie takie, jak zapamiętałaś... Ciekawe jest jednak zauważyć, że nie da się ich tylko do tych cech zredukować, że ich wizerunek ekranowy jest bogatszy (i - po prawdzie - dość sprzeczny miejscami).

Elaan:
Może kiedyś...?

Dlaczego kiedyś? Czy przyjemność ponownego oglądania Treka ma czekać?
Elaan
Użytkownik
#85 - Wysłana: 29 Lis 2017 18:52:14 - Edytowany przez: Elaan
Odpowiedz 
Q__:
Czy przyjemność ponownego oglądania Treka ma czekać?

"Wszystko ma swój czas,
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem..."


 Strona:  ««  1  2  3 
USS Phoenix forum / Star Trek / TNG Rewatch oczami Pleiadki :)

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!