USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / TNG Rewatch oczami Pleiadki :)
 Strona:  ««  1  2  3  »» 
Autor Wiadomość
Dreamweb
Użytkownik
#31 - Wysłana: 13 Paź 2017 08:22:00
Odpowiedz 
Pleiades:
Mam małą głupawkę, więc wybiorę raczej lekki temat.

Pleiades:
A ja już chyba wybrałam, który odcinek jutro opiszę.

Pierwsze moje skojarzenie - Deja Q.

Pleiades:
Hej, czyżby w sali obserwacyjnej był monitoring??

Swoją drogą, ile to razy w Star Treku tego monitoringu nie ma, choć sytuacja pokazuje, że być powinien. Zwłaszcza dotyczy to wszelkich cel/więzień. Mój absolutny anty-faworyt w tej kwestii to VOY "Body and Soul", gdzie ich strażnicy nawet nie wiedzą, że mają u siebie 3, a nie 2 więźniów.

Jest to tym bardziej śmieszne, że w naszych czasach już prawie wszystko jest monitorowane, i idąc ulicą w powiedzmy co najmniej średniej wielkości mieście mamy dużą szansę na to, że "bierze nas" kilka kamer.

No i jak na tym tle wypada Star Trek III, gdzie załoga ogląda sobie ostatnie chwile życia Spocka, nagrane w maszynowni, z taką dokładnością i takich ujęć, jakby to było jakieś naszpikowane kamerami reality show...
Pleiades
Użytkownik
#32 - Wysłana: 13 Paź 2017 08:50:22 - Edytowany przez: Pleiades
Odpowiedz 
Q__:
Ale co to za zabawa krzyczeć przez radio, jak można zjawić się niespodziewanie i huknąć mu wprost do ucha?

Bo lepsza zabawa? Q przecież lubią dręczyć inne istoty, w tym ludzi, żeby czerpać z tego rozrywkę.
Wyobraź sobie, że udajesz dziecko z zagrożonej kataklizmem planety, ci na górze gorąco dysputują o Pierwszej Dyrektywie, prawie się zabijając z powodu różnic w opiniach. Czy Q nie miałby z tego ubawu? I czy Q nie miałby większego ubawu, gdy po wszystkim, kiedy już zaczęli się ci ludzie angażować emocjonalnie, starać zaradzić problemowi, wypruwać sobie żyły, aby uratować to biedne dziecko, nagle zjawia się Q przed załogą i mówi: "buu! To był tylko taki prank!"
Efekt lepszy niż po prostu zaskoczenie Picarda natychmiastowym pojawieniem się u niego w gabinecie.
Wiem, wiem, uważam Q za dość okrutny gatunek.
Chociaż ten Q z TNG chyba trochę sobie z lekcji człowieczeństwa wziął do serca ;) No a potem pokochał nawet Kaśkę z Voya

Q__:
"Kariera Nikodema Dyzmy"

Bardzo fajna książka, chociaż czytałam wieki temu. Fajny cytat, dzięki Widać, że trolling i wtedy był popularny, tylko inaczej się go nazywało

Q__:
Domyślam się, że o Q. Ale który?

A właśnie nie, inny miałam w planach. Ale teraz mi podsunąłeś pomysł, więc muszę przemyśleć mój wybór.
I tak nie prędzej uda mi się to skończyć, niż dzisiaj późnym wieczorem/nocą. Sorry, obowiązki rodzinne wzywają ;(

Q__:
Chyba wszyscy mu życzymy.

Nadal nie wiem, o czym mówicie, bo jeszcze żadnego odcinka nie obejrzałam. Zostawiam sobie to na później. Pochłonę pewnie całość za jednym zamachem, tak jak kilka miesięcy pochłonęłam "Expanse".

Aha, mały tip dla tych, co poszukują ebooków - najtaniej chyba jest, jak na razie, na Google Play. Bo ceny w złotówkach.
Mam nadzieję, że czytanie trekowych powieści nie zmieni się u mnie w manię, bo zbankrutuję (a tyle jeszcze gier na Steamie mam do kupienia -_-;;).

Dreamweb:
Pierwsze moje skojarzenie - Deja Q.

No właśnie nie... Ale teraz zaczynam się nad tym zastanawiać, bo odcinek mam obejrzany.

Dreamweb:
Swoją drogą, ile to razy w Star Treku tego monitoringu nie ma, choć sytuacja pokazuje, że być powinien. Zwłaszcza dotyczy to wszelkich cel/więzień. Mój absolutny anty-faworyt w tej kwestii to VOY "Body and Soul", gdzie ich strażnicy nawet nie wiedzą, że mają u siebie 3, a nie 2 więźniów.

Mój anty-faworyt to chyba na razie TNG "Descent I", nawet jakiś strażnik tam był w tle. No błagam, zabijcie mnie.. Na samą myśl o tym ręce mi opadają.
Pomijając już babole w scenariuszu, to brak monitoringu mogę sobie tłumaczyć tak, że może jednak w Federacji bardzo podważono zasadność Wielkiego Brata i uszanowano bardziej prawa jednostki do prywatności i intymności. No nie wiem. Może dojdziemy kiedyś w rozwoju do anty-Wielkiego Brata, kiedy naprawdę nie będzie on zasadniczo potrzebny - dopóki oczywiście załoga Enterprise i Voya nie zacznie się pchać w kłopoty ;)
Tak swoją drogą, kocham Orwella.
Q__
Moderator
#33 - Wysłana: 13 Paź 2017 08:59:35 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
Swoją drogą, ile to razy w Star Treku tego monitoringu nie ma, choć sytuacja pokazuje, że być powinien.

Nie tylko sytuacja. Przecież w założenia serii wpisane jest posiadanie przez jednostki GF czegoś jak internal sensors (a skoro ma je poczciwa UFP, to tym bardziej powinny posługiwać się taką technologią wszelkie sąsiednie totalitaryzmy):
http://memory-alpha.wikia.com/wiki/Internal_sensor

Dreamweb:
Mój absolutny anty-faworyt w tej kwestii to VOY "Body and Soul"

Mój znów - TNG 'The Emissary". Może dlatego, że zbyt lubię K'Ehleyr by życzyć jej śmierci (i tym sposobem mogę poniekąd unieważnić jej zgon jako buraczany*).

* Choć, jak mówiłem, akurat Durasa - z racji posiadanej pozycji - da się posądzić o posiadanie stosownych urządzeń fałszujących odczyty sensorów.

Pleiades

Pleiades:
Bo lepsza zabawa? Q przecież lubią dręczyć inne istoty, w tym ludzi, żeby czerpać z tego rozrywkę.
Wyobraź sobie, że udajesz dziecko z zagrożonej kataklizmem planety, ci na górze gorąco dysputują o Pierwszej Dyrektywie, prawie się zabijając z powodu różnic w opiniach. Czy Q nie miałby z tego ubawu? I czy Q nie miałby większego ubawu, gdy po wszystkim, kiedy już zaczęli się ci ludzie angażować emocjonalnie, starać zaradzić problemowi, wypruwać sobie żyły, aby uratować to biedne dziecko, nagle zjawia się Q przed załogą i mówi: "buu! To był tylko taki prank!"

Przekonałaś mnie.

Pleiades:
No a potem pokochał nawet Kaśkę z Voya

Co jednak świadczy o tym, że kontakt z ludźmi źle mu na rozum zrobił. Pomijając wszystko inne: z jego punktu widzenia przecież to jak zoofilia.

Pleiades:
Widać, że trolling i wtedy był popularny, tylko inaczej się go nazywało

Chyba zawsze był. I pewnie długo będzie.

Pleiades:
A właśnie nie, inny miałam w planach. Ale teraz mi podsunąłeś pomysł, więc muszę przemyśleć mój wybór.
I tak nie prędzej uda mi się to skończyć, niż dzisiaj późnym wieczorem/nocą. Sorry, obowiązki rodzinne wzywają ;(

Ależ oglądaj co chcesz i recenzuj w tempie w jakim możesz .

Pleiades:
tak jak kilka miesięcy pochłonęłam "Expanse".

Nawiasem: i ono ma tu swój temat. (Prawdę mówiąc nie wiem czemu leży odłogiem, bo seria przyzwoita.)
Pleiades
Użytkownik
#34 - Wysłana: 13 Paź 2017 09:18:50
Odpowiedz 
Q__:
Nie tylko sytuacja. Przecież w założenia serii wpisane jest posiadanie przez jednostki GF czegoś jak internal sensors (a skoro ma je poczciwa UFP, to tym bardziej powinny posługiwać się taką technologią wszelkie sąsiednie totalitaryzmy):

Idąc dalej - nie tylko internal sensor. Przecież "Identity Crisis" pokazał, że również i misje zwiadowcze powinny być monitorowane.
Widzę tu poważne bugi w uniwersum ST.

Q__:
Mój znów - TNG 'The Emissary". Może dlatego, że zbyt lubię K'Ehleyr by życzyć jej śmierci (i tym sposobem mogę poniekąd unieważnić jej zgon jako buraczany*).

* Choć, jak mówiłem, akurat Durasa - z racji posiadanej pozycji - da się posądzić o posiadanie stosownych urządzeń fałszujących odczyty sensorów.

W "Emissary" nie było chyba jeszcze Durasa? ;)
Też lubię K'Ehleyr, jak mówiłam, kiedyś bardzo jarałam się Klingonami i wątkami Worfa ze względu na moją młodzieńczą sympatię (czy też nawet miłość) do niego

Q__:
Przekonałaś mnie.

Ha!
Czekaj... To teraz wychodzi na to, że człowiek uczy Q, czym jest najlepsza zabawa?

Q__:
Co jednak świadczy o tym, że kontakt z ludźmi źle mu na rozum zrobił. Pomijając wszystko inne: z jego punktu widzenia przecież to jak zoofilia.

Dlaczego? A my w XXIV wieku krzyżujemy się z Klingonami, Vulcanami, Betazoidami.. W czym byłby gorszy związek Q z Kasieńką?

Q__:
Ależ oglądaj co chcesz i recenzuj w tempie w jakim możesz .

Postaram się I postaram się, aby zawsze to była niespodzianka, no chyba że będę jakiś "cykl" omawiać i recka jednego odcinka wymusi automatycznie reckę następnego.

Aha, i taka moja uwaga. Jest dużo dwuodcinków w TNG. Nie będę ich dzieliła na dwie części, bo to bez sensu, ocenię je jako całość. Dlatego też, tak na przyszłość, czy mogłoby być, że recka pojawi się na stronie przy "Part I"?

Q__:
Nawiasem: i ono ma tu swój temat. (Prawdę mówiąc nie wiem czemu leży odłogiem, bo seria przyzwoita.)

Jak dla mnie - największe odkrycie tego roku, the best, aż mi szczęka opadła. Mój ojciec też był zachwycony.
Muszę popisać w tamtym wątku w chwili czasu ;)
Dreamweb
Użytkownik
#35 - Wysłana: 13 Paź 2017 09:32:51
Odpowiedz 
Pleiades:
Mój anty-faworyt to chyba na razie TNG "Descent I", nawet jakiś strażnik tam był w tle. No błagam, zabijcie mnie.. Na samą myśl o tym ręce mi opadają.

A tak, tak, ta scena też jest u mnie na podium. Albo Kazon wysadzający się w celi w VOY "Basics I" - co pokazuje, że taki brak nadzoru jest nie tylko głupi, ale może być wręcz śmiertelnie niebezpieczny dla statku...

Pleiades:
może jednak w Federacji bardzo podważono zasadność Wielkiego Brata i uszanowano bardziej prawa jednostki do prywatności i intymności

O ile w tej nobliwej (przynajmniej z pozoru ) Federacji to jeszcze jakoś tam można zrozumieć, o tyle analogiczne babole u dużo mniej przyjaznych gatunków już mniej (nawet Dominium do tej kwestii podchodziło dość olewczo, patrz wielka ucieczka z obozu w "By Inferno's Light").
Q__
Moderator
#36 - Wysłana: 13 Paź 2017 09:47:26 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
Idąc dalej - nie tylko internal sensor. Przecież "Identity Crisis" pokazał, że również i misje zwiadowcze powinny być monitorowane.

Ano nie tylko internal. TMP pokazało przecież (a wersja powieściowa opisała jak to możliwe*), że Fedki są w stanie zajrzeć nawet głęboko w przestrzeń Imperium Klingońskiego:
http://www.youtube.com/watch?v=5DhGMA0lPbA

* Zacytuję:

"This outpost station, Epsilon Nine, had detected the Klingon cruisers in time to get sensor drones launched in time to infiltrate the cruiser formation. Kirk was pleased to see that the Klingons were unaware that they were being shadowed and examined.
The purpose of the drone launch had been to gather intelligence on the new Klingon cruiser design."


O możliwościach internal sensors wspomina z kolei Manual TNG (Viacom stał na stanowisku, że to kanon, Roddenberry - też), twierdząc wszakoż, że są w pełni uruchamiane dopiero w stanie żółtego alarmu, kiedy to:

"Onboard sensors record the location of all personnel and alert Security of any anomalous activity. Location and activity information is recorded for postmission analysis."

Czyli wygląda to na programową wiarę w "ludzi". Trzeba będzie kiedyś policzyć liczbę jej ofiar.

Pleiades:
W "Emissary" nie było chyba jeszcze Durasa? ;)

A, tak, pomyliłem - z rozpędu - tytuły. Chodziło o "Reunion".

Pleiades:
Ha!
Czekaj... To teraz wychodzi na to, że człowiek uczy Q, czym jest najlepsza zabawa?

Cóż, Trek uczy, że ludzie uczą wszystkich wszystkiego.

Pleiades:
W czym byłby gorszy związek Q z Kasieńką?

Ta różnica IQ... O czym by rozmawiali?

Pleiades:
Dlatego też, tak na przyszłość, czy mogłoby być, że recka pojawi się na stronie przy "Part I"?

Jasne .

ps. Jeszcze a propos:
Pleiades:
Mam nadzieję, że czytanie trekowych powieści nie zmieni się u mnie w manię, bo zbankrutuję (a tyle jeszcze gier na Steamie mam do kupienia -_-;;).

Póki co możesz u nas, za darmo, pochłonąć w/w powieściową wersję TMP:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=8&topic=3056

Dreamweb

Dreamweb:
nawet Dominium do tej kwestii podchodziło dość olewczo, patrz wielka ucieczka z obozu w "By Inferno's Light"

I tu już raczej trudno zwalić to na sprzęt zakłócający sensory. No, chyba, że Tain z Garakiem, jako starzy szpiedzy, potrafili takie ustrojstwo przemycić wszędzie, choćby na zasadzie zegarka z "Pulp Fiction".
Dreamweb
Użytkownik
#37 - Wysłana: 13 Paź 2017 13:16:27
Odpowiedz 
Pleiades:
Nadal nie wiem, o czym mówicie, bo jeszcze żadnego odcinka nie obejrzałam. Zostawiam sobie to na później. Pochłonę pewnie całość za jednym zamachem

O ile to będzie na tyle strawne, że się do takiego pochłonięcia nada. Na razie jest... tak sobie.

Pleiades:
Wait… Czy Pierwsza Dyrektywa może dotyczyć też.. własnej planety? )

W wersji temporalnej jak najbardziej może i dotyczy (np. First Contact i chwilowe niezadowolenie Picarda z faktu, że Beverly wzięła Lily na pokład Enterprise w celu wyleczenia - na szczęście nie był już wtedy takim du.kiem, jak przy wspomnianym "Who Watches the Watchers", gdzie wręcz mówił do Crusher, że powinna pozwolić na śmierć - może do własnego gatunku ma jednak preferencyjne podejście ).

A wracając jeszcze do:
Pleiades:
Rozwiązanie jest proste aż do bólu – wymazać pamięć Sarjenki.
Nie wiem, co o tym uważają inni, ale dla mnie to tanie

Tanie, i niestety używane to tu to tam, także poza Star Trekiem. Pamiętam jak Peter Parker zdradził światu, że jest Spider-Manem, a twórcy komiksu zapewniali fanów - nie, nie cofniemy tego za pomocą czarodziejskiej różdżki, to nie będzie tak po prostu zresetowane i zapomniane. Po czym... zostało zresetowane i zapomniane. Pośrednio jako efekt działań szatana (serio), a bezpośrednio - jako rezultat wspólnej pracy Tony Starka, Dr. Strange i Reeda Richardsa, który... no właśnie wymazali pamięć WSZYSTKICH ISTOT WE WSZECHŚWIECIE o tym, że Peter to Spider-Man (no nie licząc jakichś tam wszechpotężnych gości, co i tak wszystko wiedzą). To się dopiero nazywa rozmach, a nie jakaś tam jedna dziewczynka.
Pleiades
Użytkownik
#38 - Wysłana: 14 Paź 2017 11:56:42
Odpowiedz 
Witam z rana i zapraszam do kolejnej lektury

2x17 Samaritan Snare

Skrócony opis odcinka:
Kidnaping z żądaniem okupu, tajemnicze procedury medyczne i historia pewnej podróży.

Wydłużony opis odcinka:
Sezon drugi TNG ma to do siebie, że zawiera zarówno niesamowite perełki, jak i odcinki tak złe, że przeszły do historii najgorszych z możliwych. Jak się udało w jednym sezonie pomieścić tyle skrajnie różnych epizodów, to ja nie wiem.
„Samaritan Snare” należy raczej do przeciętnych albo nawet słabych odcinków, ale jest na tyle specyficzny, że można go tylko albo znienawidzić albo pokochać ;) Albo obie rzeczy naraz – kochać nienawidzić ;)

Prawie od razu na początku epizod zostaje podzielony na dwa równoległe wątki, z których żaden specjalnie nie przeważa i dzielą po równo czas ekranowy.
Wesley przygotowuje się do odlotu promem do bazy 515, aby zdawać testy do Akademii. Chciałoby się rzec: „nareszcie!”, bo na pokładzie Entka to się chyba marnuje jego potencjał, gdyż prawie ciągle siedzi za sterami. No, oprócz kilku chwil, kiedy robi coś pożyteczniejszego i ratuje dzień, ale to nie w tym epizodzie.
Enterprise natomiast leci kursem do gromady pulsarów aby, jak na statek badawczy przystało, poobserwować makroprzyrodę w pigułce. W sumie fajnie, bo w dalszych sezonach odnoszę wrażenie, że misja badawcza załogi statku została zepchnięta na dalszy plan i Enterprise stał się serwisem w stylu „przynieś, zanieś, pozamiataj”. Poleć tu, rób za taksówkę dla osoby X, obroń stację naukową, powalcz z wrogiem, itd.
Tymczasem Picard wymienia ostro zdania z doktor Pulaski. Nie wiemy jeszcze dokładnie w czym rzecz, ale z rozmowy wynika, że chodzi o drobny zabieg, coś jak wyrwanie zęba i pani doktor namawia kapitana, aby wykonał ten zabieg jak najszybciej. Sugeruje nawet, żeby zrobić to na pokładzie statku. Picard stanowczo się sprzeciwia, może nie ufa pani doktor (czyżby mu podała kiedyś zbyt bolesną szczepionkę?), albo ma jakiś inny problem. Po minucie konwersacji już wiemy, że chodzi o kapitańską dumę. Tak, po prostu kapitan wstydzi się „zbłaźnić” przy załodze, kładąc się na medyczny stół. Że co takiego? Kapitanie, nawet Worf chodzi od czasu do czasu do lekarza i jakoś nie wpływa to na jego honor – a dobrze wiemy, że Klingoni honor bardzo cenią – więc skąd ten wstyd?
Zakłopotanie jest jednak u Picarda tak wysokie, że nawet nie informuje Pierwszego o swych wycieczkowych planach, po prostu oznajmia mu, że wylatuje z Crusherem. Pakuje kilka książek, drugie śniadanie i wymyka się ukradkiem w stronę hangaru. Perspektywa spędzenia z Wesem sześciu godzin w ciasnym promie wydaje się być przytłaczająca. Nie dziwię się, to jak przejazd z Poznania do Katowic w ciasnym przedziale pociągu PKP. Wesley pomysłem też wydaje się niezbyt zachwycony. Podziela się swoimi obawami z Geordim i Irytującą Chorąży Gomez. Jak przetrwać w jednym ciasnym pomieszczeniu z Picardem? O czym ma w promie gadać przez 6 godzin z kapitanem?
No ja nie wiem, o pogodzie może? Aha, no tak, w kosmosie nie ma pogody…
To może o Borgu, którego spotkaliście w poprzednim odcinku?
Tak czy owak, chłopak wraz z kapitanem odlatują promem, kierując się w stronę bazy 515. Głównym dowodzącym na statku zostaje Riker.
Enterprise nie doleciał jednak do pulsarów, ponieważ odbiera sygnał pomocy od nieznanego statku. Jak na dobrego samarytanina, nomen omen, przystało, Riker postanawia to sprawdzić i w miarę możliwości pomóc.
Kontaktuje się z kapitanem obcej jednostki. Tamten wydaje się tak nieporadny, że nawet nie wie, że trzeba patrzeć prosto przed siebie w ekran, gdy się rozmawia – coś co potrafi ogarnąć przeciętny czterolatek gadający przez Skype’a na lapie.
W końcu dochodzi do kontaktu wzrokowego i werbalnego, ale niestety ten ostatni jest bardzo utrudniony. Obcy to Pakledzi, wydają się zapętlać w odpowiedziach i obok tego, że się „coś spsuło” i że „szukają rzeczy” nie da się z nich wycisnąć więcej informacji. Poza tym mają tak niekumaty wyraz twarzy jak pacjenci psychiatryków po sporej dozie leków. Oj, będzie ciężko się z nimi porozumieć.
Geordi jest świadkiem rozmowy i widząc nieporadność rozmówcy zgłasza się na ochotnika, że pójdzie na statek obcych i im ponaprawia co trzeba. Tylko Worf zdaje się być sceptyczny co do tego pomysłu. Po co wysyłać głównego mechanika do jakichś drobnych usterek przestarzałego sprzętu? Na pokładzie jest ponad 1000 osób, na pewno ktoś jeszcze się na tym zna. Tak, lepiej by było wysłać Irytującą Chorąży Gomez, przynajmniej na chwilę byśmy się jej pozbyli ;) Albo na stałe, bo już widać, że szykuje się jakaś gruba akcja.
Riker jest jednak na tyle głupi, że olewa sugestie Worfa i nawet przez chwilę nie zastanawia się po raz drugi nad swoją decyzją. Brak mu chyba podstawowego instynktu samozachowawczego, który powinien uruchamiać się zwłaszcza w przypadku, gdy spotykamy po raz pierwszy obcy gatunek. Jak ja spotkam w dżungli nieznajomo wyglądającego węża czy pająka, to też go w łapy od razu nie biorę, tylko czytam o nim co nieco w atlasach przyrodniczych, bo może być jadowity.
Akcja na chwilę się przenosi do promu, gdzie Wesley stara się za wszelką cenę przerwać krępującą ciszę i pyta kapitana o cel podróży. Nareszcie się czegoś dowiadujemy. Kapitan leci do ośrodka medycznego wymienić wadliwy implant serca. Ups, a więc jednak nie chodzi o zwykłe wyrwanie zęba Ale co tam, mamy XXIV wiek, wymienianie sztucznego serca na nowszy model na pewno jest łatwym zabiegiem i nie ma o czym mówić. Tak więc w promie znów zapada cisza.
W tym samym czasie na Enterprise załoga obserwuje, jak Geordi zabiera się za naprawy na obcym statku.
Wszystko jest w porządku, prawda? Nie ma się czego obawiać. Gdybyśmy mieli jakiś problem z nowymi osobnikami, to by nam Troi powiedziała.
Zaraz, zaraz, a gdzie jest Deanna…?
Dopiero teraz zdajemy sobie sprawę, że nie było jej na mostku, kiedy Riker rozmawiał z Pakledami. Jakże to wygodne dla rozwoju fabuły! Gdyby była obecna od początku, Geordi w ogóle by na obcy statek nie trafił.
Niestety Deanna odnajduje drogę na mostek nieco za późno, kiedy już główny mechanik jest w trakcie napraw obcego sprzętu. Program Troi.exe zapętla się i co najmniej trzy razy powtarza, że Geordi jest w niebezpieczeństwie, bo Pakledzi wcale nie są zagubieni i niewinni, ale czegoś chcą.
Co robi Riker? Teleportuje natychmiast głównego mechanika z powrotem na Entka? Wysyła do niego Worfa z ochroną?
Nie! Stoi i czeka!
I to czeka bardzo długo, bo na pakledzkim statku tuż po naprawie silnika wysiada zasilanie. Cóż, Geordi, nie zdążysz wrócić do domu na wieczorny mecz i piwo.
Nic to, la Forge ochoczo przystępuje do kolejnych napraw i wreszcie wszystko działa jak należy. Jak się odwdzięczają za robotę nasi nowi bohaterowie? Ogłuszając Geordiego fazerem i zrywając komunikację!

Wiecie, Entek spotykał różne formy życia, brał udział w wielu bitwach. To nie hańba zginąć w walce np. z Borg, nie hańbą jest zostać przechytrzonym przez Q czy przegrać z ikoniańskim wirusem komputerowym.
Ale zostać pokonanym przez rasę, której IQ wynosi tyle, co przeciętnego szympansa, to już totalna porażka.
Ja nie wiem, co się z tymi ludźmi na pokładzie dzieje. Istnieje jedynie jedno wyjaśnienie, że głupota jest zaraźliwa i wszystkim się udzieliło po kontakcie z Pakledami.

Ostatnim razem wszystkim mocno się rzuciło na IQ w odcinku „Datalore” (no, oprócz Wesleya, rzecz jasna :D), ale to był pierwszy sezon i takie dziwactwa mogły się jeszcze zdarzać (nie, żebym usprawiedliwiała, bo to głupie było bezdennie i tak). Ale teraz mamy mocno posunięty naprzód sezon drugi i znowu taki babol na całego?! Nieakceptowalne.
Nie znęcajmy się już więcej nad tymi biedakami, zostawmy ich w spokoju na chwilę i przejdźmy do drugiego wątku, czyli dalszej podróży kapitana i Wesa.
Pomimo, że siedzą w ciasnym promie i odbywają z pozoru nudną podróż, jest tu zdecydowanie bardziej ciekawa i ambitna akcja. Polega ona w sumie jedynie na rozmowie, no i jeszcze trochę na jedzeniu kanapek (przy okazji – Wesley na początku mówił, że nie jest głodny, a w końcu zeżarł aż dwie :D). Picard jest trochę zaniepokojony zabiegiem, ale sam siebie uspokaja, że śmiertelność przy wymianie serca wynosi tylko 2,4%.
Że co!? Myślałam, że to miała być standardowa procedura. Śmiertelność jest naprawdę bardzo wysoka, wyższa, niż dajmy na to cesarskie cięcie w polskich szpitalach. Wniosek jest taki, że lepiej chyba rodzić w jakieś zapyziałej miejscowości w Polsce, niż mieć zabieg na sercu w bazie Gwiezdnej Floty ;P
Ale Picard zbytnio się tym nie przejmuje. Kontynuuje rozmowę z Wesem, chociaż z początku jest ona bardzo krępująca dla obojga. Ale jakoś kapitan się otwiera. Mamy rozmowę o tym, dlaczego nie założył rodziny, trochę i jego przeszłości, a przede wszystkim – poznajemy historię tego, dlaczego potrzebował sztucznego serca za pierwszym razem. Jak się okazuje, był bardzo krnąbrnym młodzieńcem, wdawał się w bójki i w końcu spotkał na swej drodze nożownika. Bardzo to istotna rozmowa, zwłaszcza że ten temat zostanie poruszony i pociągnięty dalej duuużo później w TNG w 6. sezonie.
Podczas, gdy ta dwójka dociera do bazy, reszta naszej załogi nadal zmaga się z problemem Pakledów. Dowiedzieli się wreszcie, że tamci chcą i dostępu do bazy komputerowej, a i Geordiego chętnie sobie zatrzymają, żeby im konstruował nowe bronie.
Pleiades
Użytkownik
#39 - Wysłana: 14 Paź 2017 11:59:26
Odpowiedz 
Ktoś wreszcie odrobił zadanie domowe i w atlasie odczytał charakterystykę tego gatunku. Pakledzi znani są z gromadzenia śmieci oraz kradzieży sprzętu od innych cywilizacji, dzięki czemu mogą w ogóle latać. Zależy im na tym, aby mieć jak najwięcej i jak najszybciej, bo dla nich to oznacza rozwój. W celu wymuszenia tego, czego chcą, posuwają się nawet do upozorowania awarii systemów na statku, aby zwabić potencjalne ofiary w swoje pobliże. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak by na przykład mieli zmusić Romulan lub Klingonów do podzielenia się technologią, ale dobra. Przyjmijmy, że są jak gracze RPG, którzy startują od najniższego levelu, słabsi od NPC, po czym eksplorują świat, kolekcjonując loot, zdobywając EXP i robiąc się przez to coraz lepiej wyposażeni, silniejsi, zyskując przewagę. Tylko że Pakledzi zapominają, żeby zdobyte punkty za levele pakować w Inteligencję i Speech, zamiast w Konstytucję i HP (ale przyznać trzeba, że masę mają ;)).

Riker zwołuje zebranie i zastanawia się z resztą, jak zażegnać kryzys. Chyba odczuwa lekką ulgę na słowa, że Pakledzi to rasa przebiegła – przynajmniej wie, że aż tak głupi nie są, na jakich wyglądają, honor Pierwszego uratowany. Teraz tylko trzeba odbić jakoś Geordiego, tak więc wszyscy skupiają się na opracowaniu planu. Przede wszystkim trzeba dać znać zakładnikowi, co powinien robić, ale tak, aby nie wzbudzić podejrzeń porywaczy. Załoga odstawia mały teatrzyk na mostku, żegnając się z głównym mechanikiem, a Worf nawet poczuł ducha RPGa i życzy Geordiemu osiągnięcia 24 levelu. Oby tylko la Forge zainwestował punkty w INT...
Picard tymczasem trafia na stół operacyjny, gdzie jego sercem zajmuje się jakiś zgoła nieogarnięty lekarz i jego zespół. Następuje trochę medi-bełkotu, operacja polega na zastosowaniu jakichś tajemniczych narzędzi i procedur, po czym… coś idzie nie tak, syndrom 2,4 procent daje o sobie znać. Na sali operacyjnej panika, pacjent jest bliski zejściu i przeniesieniu się do krainy wiecznych statków kosmicznych, tam gdzie trafiają wszystkie rasy humanoidalne, być może również i EMH i androidy po śmierci, aby odbywać nieskończoną podróż w nieznane ;)
Informacja o stanie zdrowia kapitana dociera na Enterprise, w momencie, gdy Riker jest zagrzebany we własnym bagnie po uszy i stara się znaleźć rozwiązanie wraz z Datą i Irytującą Panią Chorąży. Czas nagli, bo tylko szybki przylot Enterprise do bazy 515 może ocalić kapitana.
Następuje szybka akcja, która polega na udowodnieniu Pakledom, że Geordi jest dla nich bezużyteczny, a Enterprise zbyt silny w starciu z małym stateczkiem. Kupują to w pełni, jednocześnie z żalem stwierdzając, że nie są mądrzy
Oj, smuteczek ;(
Zdecyduj się, Star Treku, czy ta rasa jest w końcu przebiegła i może się rozwijać dzięki oszustwom na innych, czy zbyt głupia, by nawet oddychać?
Po odzyskaniu głównego inżyniera Enterprise dociera na czas do bazy, aby jedyna osoba we wszechświecie zdolna uratować Picarda zrobiła to w sposób profesjonalny. Kto to taki, Zbigniew Religa? Nie, Pulaski.

Według mnie ten odcinek jest słaby, sposób prowadzenia wątku porwania tak niedorzeczny, że aż śmieszny, bo wszyscy na Enterprise zachowują się na początku jak skończeni idioci, nie ustępując w tym przeciwnikowi, którego spotkali.
Epizod ratuje podróż Wesa i kapitana promem, bo tak naprawdę to najprzyjemniejsza część odcinka – dużo dowiadujemy się o przeszłości Picarda.
Chociaż nie powiem, całość ogląda się fajnie, Pakledzi są tak pociesznie durni, że aż nie sposób się nie pośmiać. Jest to chyba najgłupsza rasa w całym Treku, jak to stwierdził nawet Data – niemożliwym jest, aby ogarnęli podróże międzygwiezdne. A jednak tu są i, co zabawne, przez chwilę naprawdę zyskują przewagę nad bezradną załogą Enterprise. Poza tym są źródłem niekończących się memów oraz wielu tekstów, które na stałe wkroczyły do dialogów fanów, wywołując przy tym uśmiech na twarzy.
No i hej, czy to ta rasa, która uratowała Lore’a z przestrzeni kosmicznej? W takim razie wybaczam im idiotyzm istnienia w uniwersum ST :>

Cytat odcinka:
Pakled: „We look for things to make us go”

Czego się nauczyliśmy:
Klasyczne książki na papierze oraz trójkątne kanapki w XXIV wieku są nadal trendy – przynajmniej wg Picarda.

Czego się nie dowiedzieliśmy:
Czy Pakledzi zainwestowali wreszcie punkty EXPa w inteligencję.

Screenshot odcinka:



Na widok takiej sali operacyjnej odwróciłabym się na pięcie i uciekła gdzie pieprz rośnie
Q__
Moderator
#40 - Wysłana: 14 Paź 2017 13:12:52 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades

Voila! po raz kolejny:
http://www.startrek.pl/episodes.php?op=Opis&epid=1 49

Pleiades:
Zdecyduj się, Star Treku, czy ta rasa jest w końcu przebiegła i może się rozwijać dzięki oszustwom na innych, czy zbyt głupia, by nawet oddychać?

Stojący za tym zamysł był - IMHO - calkiem interesujący (i wciąż aktualny - nie tak dawno "WALL-E" też się z tym mierzył). Pokazać gatunek, który pogrążywszy się w wygodnictwie porzucił wszelkie ambicje intelektualne, i w efekcie - zachowawszy rozwinięty, egoistyczny, spryt - zatracił zdolność operowania abstrakcją, a z czasem stał się niedołężny i nieporadny w pewnych dziedzinach.

Realizacja tej koncepcji? Zgoda, była irytująca i niekonsekwentna.

Pleiades:
Na widok takiej sali operacyjnej odwróciłabym się na pięcie i uciekła gdzie pieprz rośnie

Czepiasz się. Taka piękna, retrofuturystyczna katownia.
Dreamweb
Użytkownik
#41 - Wysłana: 14 Paź 2017 16:07:29
Odpowiedz 
Nie przepadałem nigdy za tym odcinkiem, aczkolwiek do nienawiści też daleko.
Picard odleciał od Enterprise po to, by w końcu być wyleczonym przez lekarkę, którą miał na statku pod ręką. A, i po drodze coś tam wspominał, że się wleką tym promem powoli, jak w połowie XXII w. - chyba nie jest fanem czasów Archera.

Najlepsze w tym odcinku jest to, że dał podwaliny pod genialne Tapestry.
Pleiades
Użytkownik
#42 - Wysłana: 15 Paź 2017 20:56:58
Odpowiedz 
Uff, weekend spędzałam z dala od kompa, teraz nadrabiam zaległości i odpowiem trochę hurtem:

Q__:
A, tak, pomyliłem - z rozpędu - tytuły. Chodziło o "Reunion".

Nie szkodzi ;) I tak monitoring w kwaterach by nic nie dał, bo by nim śledztwo zostało wszczęte, to i tak Worf zdążyłby wziąć sprawy w swoje ręce i zabić Durasa - zajęło mu to raptem może z 10 minut

Q__:
Cóż, Trek uczy, że ludzie uczą wszystkich wszystkiego.

Np. android uczy Q jak być człowiekiem.
Kurczę, chyba zrobię tę reckę Deja Q, póki nadal mam lekką głupawkę.

Q__:
Ta różnica IQ... O czym by rozmawiali?

O wszystkim i o niczym ;) Nie wiem. W każdym razie Q wydaje się być mocno zainteresowany ludźmi, ich testowaniem, zrozumieniem ich działań. Wiem, swoje zainteresowanie wyraża w najbardziej irytujący (jak by to najłagodniej określić) sposób, ale coś jest na rzeczy.

Q__:
Póki co możesz u nas, za darmo, pochłonąć w/w powieściową wersję TMP:

Jak znajdę czas. Na razie pochłaniam jedną z książek Diane Carey.

Dreamweb:
O ile to będzie na tyle strawne, że się do takiego pochłonięcia nada. Na razie jest... tak sobie.

Jak znajdę czas II. Poczekam na więcej odcinków.
Zresztą wiecie co, ja bardzo żałuję że nie ma serii - i bardzo na nią czekam (może za kilkanaście lat się doczekam) - w której wydarzenia będą się działy po 2379 roku i po Entku E. Oczywiście na innym statku, z inną załogą, ale fajnie by było zobaczyć w wydarzeniach czy w rozmowach jakieś hinty dotyczące starszych Treków i wydarzeń z nich (zwłaszcza z TNG i VOYa).

Dreamweb:
W wersji temporalnej jak najbardziej może i dotyczy (np. First Contact i chwilowe niezadowolenie Picarda z faktu, że Beverly wzięła Lily na pokład Enterprise w celu wyleczenia

A faktycznie, zapomniałam (First Contact oglądałam baaardzo dawno temu). Czyli jak najbardziej Picard udowodnił kilka razy, podróżując w przeszłość, że Pierwszą Dyrektywę ponownie złamał ;)

Q__:
Stojący za tym zamysł był - IMHO - calkiem interesujący (i wciąż aktualny - nie tak dawno "WALL-E" też się z tym mierzył).

Buachacha, przypomniałeś mi właśnie o tych grubasach z Wall-E. Film słabo dla mnie strawny (dzieciakom się podobał), ale ta scenka utkwiła mi w pamięci, bo kilka razy widząc na przystanku przyklejonych do telefonów nastolatków w głowie stanął mi obraz ludzkości za x lat, przywiązanych do elektronicznych urządzeń, za których każdą pracę wykonują roboty :P

Q__:
Realizacja tej koncepcji? Zgoda, była irytująca i niekonsekwentna.

Może ktoś też to stwierdził z ekipy produkującej ST, dlatego w TNG są wspomnieni tylko jeszcze jeden raz (w "Brothers").
Ale z tego co wiem powrócili do Pakledów w DS9 i mają tam małe cameo kilka razy?
Muszę sobie przy okazji obejrzeć, aby się przekonać, czy nadal "szukają rzeczy" ;)

Q__:
Czepiasz się. Taka piękna, retrofuturystyczna katownia.

Ach te wajchy, przełączniki, lampeczki i w dodatku jeszcze - ten nieogarnięty lekarz bez maseczki na twarzy... (wiecie, czemu chirurg nosi maseczkę? Żeby nie oblizywał noża XD Taki suchar na dzisiaj :P)
Wiałabym natychmiast.

Dreamweb:
Najlepsze w tym odcinku jest to, że dał podwaliny pod genialne Tapestry.

Tak, i dlatego podróż promem to najciekawszy element tego odcinka.
Q__
Moderator
#43 - Wysłana: 15 Paź 2017 21:07:34 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
po drodze coś tam wspominał, że się wleką tym promem powoli, jak w połowie XXII w. - chyba nie jest fanem czasów Archera.



Pleiades

Pleiades:
I tak monitoring w kwaterach by nic nie dał

Prawidłowo użyty powinien dać. Po pierwszym agresywnym ruchu Durasa w kierunku K'Ehleyr powinno się tam przesłać paru uzbrojonych red... a raczej... goldenshirtów (pamiętasz taki motyw z VOY "Non Sequitur"?), ale zanim jeszcze zdążyliby się zmaterializować powinny go powalić automatyczne systemy defensywne, z gatunku tych, które pokazał TAS.

Pleiades:
Kurczę, chyba zrobię tę reckę Deja Q, póki nadal mam lekką głupawkę.

Takie okoliczności powstania mogą uczynić ją bardziej... interesującą.

Pleiades:
W każdym razie Q wydaje się być mocno zainteresowany ludźmi, ich testowaniem, zrozumieniem ich działań.

Entomolog też interesuje się mrówkami. Stanowią dla niego partnerów?

Pleiades:
Na razie pochłaniam jedną z książek Diane Carey.

Którą?

Pleiades:
i w dodatku jeszcze - ten nieogarnięty lekarz bez maseczki na twarzy...

Może nie musi? Może jakiś system dezynfekcji unieszkodliwia mikroby w powietrzu? A może nawet jeśli zaatakują pacjenta medycyna XXIV wieku zwalczy je bez trudu?
Dreamweb
Użytkownik
#44 - Wysłana: 15 Paź 2017 21:48:23
Odpowiedz 
Pleiades:
Zresztą wiecie co, ja bardzo żałuję że nie ma serii - i bardzo na nią czekam (może za kilkanaście lat się doczekam) - w której wydarzenia będą się działy po 2379 roku i po Entku E. Oczywiście na innym statku, z inną załogą

Na to, to czeka cała ARMIA fanów, z niżej podpisanym włącznie, zresztą jak i z pewnie z większością użytkowników tego forum. No ale póki co osoby odpowiedzialne dziś za Star Trek są na te życzenia głuche jak pień. A najlepsze, że Discovery z minimalnym tylko retuszem pasowałoby do tamtych czasów jak ulał, lepiej niż pasuje do tych, które ponoć przedstawia... No ale podejście twórców jak na razie jest takie, że "nie bo nie"...
Pleiades
Użytkownik
#45 - Wysłana: 15 Paź 2017 22:09:16
Odpowiedz 
Q__:
Prawidłowo użyty powinien dać. Po pierwszym agresywnym ruchu Durasa w kierunku K'Ehleyr powinno się tam przesłać paru uzbrojonych red... a raczej... goldenshirtów

Hmm, ale właśnie sobie uzmysłowiłam, że w prywatnych kwaterach nie powinno być jednak monitoringu, bo to naruszanie prywatności. Ludzie tam mieszkają, rozmawiają o prywatnych sprawach, mogą chodzić nago, seks uprawiać - no różne rzeczy mają tam miejsce i to niefajnie tak załogantów (lub gości w tym przypadku) podglądać ^^
Co innego, gdyby K'Ehleyr dała znać, że jest w niebezpieczeństwie. Wtedy Security mogłoby się teleportować i zaradzić sytuacji. Podejrzewam, że nawet jakiś guziczek w tej kwaterze był, tylko K'Ehleyr była zbyt pewna siebie i źle oceniła sytuację. Nie zdążyła zareagować.

Q__:
Takie okoliczności powstania mogą uczynić ją bardziej... interesującą.

Zwłaszcza że to całkiem lekki i przyjemny odcinek. Chociaż Q nie było zbyt do śmiechu, to się widz nieco uśmiał :P

Q__:
Entomolog też interesuje się mrówkami. Stanowią dla niego partnerów?

Aleś się uparł na to porównywanie międzygatunkowe. To trochę zła analogia, bo w Treku mówimy o dwóch rasach inteligentnych, rozumnych, a nie człowieku i prymitywnym stawonogu.
Zresztą ja sobie nie zmyślam, Q SAM był zainteresowany Kasieńką i nawet chciał, aby została matką jego dziecka. No zadurzył się na amen ^^

Q__:
Którą?

Ech, wybrałam te przeniesione z ekranu książkowe adaptacje odcinków TNG. Póki co - czytam Descent, ciężkie to dla mnie, bo ten odcinek jakoś strasznie mnie zawsze uwierał i wywoływał bardzo negatywne uczucia - po prostu był schrzaniony, źle poprowadzony, gwałcący charaktery i rozwój postaci, etc. Patrzę więc, czy w wersji książkowej jest bardziej strawny.
Przyznać muszę, że Diane Carey ma bardzo ładny styl, operuje pięknie językiem, no i jakoś potrafi tak wejść w głąb postaci, bardziej wydobyć ich wnętrze i osobowość.

Q__:
Może nie musi? Może jakiś system dezynfekcji unieszkodliwia mikroby w powietrzu? A może nawet jeśli zaatakują pacjenta medycyna XXIV wieku zwalczy je bez trudu?

Oczywiście, że pewnie o to chodzi. Chociaż jak na medycynę XXIV wieku słabo sobie czasami radzą z bakteriami i wirsuami - niektóre odcinki nawet bazowały na tym, że szukano przez cały epizod lekarstwa na nieuleczalną chorobę.
Dreamweb
Użytkownik
#46 - Wysłana: 16 Paź 2017 09:46:32
Odpowiedz 
Pleiades:
Tak, i dlatego podróż promem to najciekawszy element tego odcinka.

Podczas której zresztą z ust Wesa pada to nieszczęsne pytanie: Was this before the Klingons joined the Federation? Na co Picard odpowiada twierdząco. Aby zdanie to nie było giga-burakiem, należy interpretować je jako nawiązanie współpracy / stosunków dyplomatycznych między Federacją a Imperium Klingońskim (tzw. Klingon Alliance), nie zaś faktyczne uczynienie z nich członków Federacji (na co poza tym odcinkiem nic nie wskazuje).

Albo to, albo Wesley jest bardzo kiepski z historii, tudzież (używa się tej nazwy jescze?) WOS-u. Co jest dość słabą prognozą, zważywszy że właśnie LECI NA EGZAMIN. Co gorsza Picard mu przytakuje, no chyba, że to taka jego strategia, a pod nosem się uśmiecha i myśli sobie "Tak Wesley, oblejesz."
Q__
Moderator
#47 - Wysłana: 16 Paź 2017 13:30:10 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
Hmm, ale właśnie sobie uzmysłowiłam, że w prywatnych kwaterach nie powinno być jednak monitoringu, bo to naruszanie prywatności. Ludzie tam mieszkają, rozmawiają o prywatnych sprawach, mogą chodzić nago, seks uprawiać - no różne rzeczy mają tam miejsce i to niefajnie tak załogantów (lub gości w tym przypadku) podglądać ^^

Czy ja wiem? W moralnej UFP nawet jak kto takie dane pozna, to ich wszak nie nadużyje... Poza tym to trochę kwestia nastawienia - w dawnych wiekach robiono wszystko przy służbie, nie przejmując się jej obecnością, to w przyszłych mogą przy monitoringu. (Zwl., że a posteriori pewnie i tak z internal sensors wydobędzie się dane dostateczne do stworzenia sobie obrazu wszystkiego, co na statku zachodziło.)

Poza tym K'Ehleyr była jednak ważną dyplomatką, takich się jednak chroni nawet za cenę fundnięcia im pewnego dyskomfortu.

Pleiades:
Aleś się uparł na to porównywanie międzygatunkowe. To trochę zła analogia, bo w Treku mówimy o dwóch rasach inteligentnych, rozumnych, a nie człowieku i prymitywnym stawonogu.

Tak, tylko czym jest ludzka rozumność na tle rozumności Q? Z jego punktu wiedzenia byłoby to jak związek z osobą niepełnosprawną umysłowo, minimum.

Pleiades:
Chociaż jak na medycynę XXIV wieku słabo sobie czasami radzą z bakteriami i wirsuami - niektóre odcinki nawet bazowały na tym, że szukano przez cały epizod lekarstwa na nieuleczalną chorobę.

Przy czym są to jednak nowe-i-nieznane bakterie i wirusy. Kto wie czy nie równie trudne do wykończenia jak te z ENT "Twilight", co poza czasem żyły...

Dreamweb

Dreamweb:
Podczas której zresztą z ust Wesa pada to nieszczęsne pytanie: Was this before the Klingons joined the Federation? Na co Picard odpowiada twierdząco. Aby zdanie to nie było giga-burakiem, należy interpretować je jako nawiązanie współpracy / stosunków dyplomatycznych między Federacją a Imperium Klingońskim (tzw. Klingon Alliance), nie zaś faktyczne uczynienie z nich członków Federacji

Ja tam jednak to zdanie lubię. Pokazuje, że wczesne TNG chciało uczynić mapę polityczną Galaktyki bardziej optymistyczną, niż to później widzieliśmy.

Dreamweb:
na co poza tym odcinkiem nic nie wskazuje

Nie do końca. Scena przybycia klingońskiej kawalerii w "The Neutral Zone" i narzekający na nadejście nowych czasów klingońscy konserwatyści z 'Heart of Glory" to również część tej narracji*.

* Ba, na b. upartego da się bronić tezy, że IK było częścią UFP, aż do momentu, gdy Gowron postanowił - w roku 2372 - zerwać Trektat z Khitomer (który, w tym wypadku, byłby umową akcesyjną do UFP, po prostu). W końcu Wolkanie - jak TOS pokazuje - niby w UFP byli, a swoich - nieraz b. archaicznych (pojedynki) - obyczajów się trzymali. Z Klingonami mogło być tak samo**.

** Przyp. do przyp.: nie zapominajmy przy tym kto dwu ostatnich klingońskich kanclerzy mianował - oficerowie GF.
Pleiades
Użytkownik
#48 - Wysłana: 17 Paź 2017 22:33:08
Odpowiedz 
Sorry, że nie pisałam długo, ostatnio dość zajęta jestem ;)

Q__:
Czy ja wiem? W moralnej UFP nawet jak kto takie dane pozna, to ich wszak nie nadużyje...

To faktycznie może być prawda, ale jednak tak trochę głupio, mieć cały czas świadomość, że ktoś Cię może podglądać.

Q__:
Poza tym to trochę kwestia nastawienia - w dawnych wiekach robiono wszystko przy służbie, nie przejmując się jej obecnością, to w przyszłych mogą przy monitoringu.

Niby tak, ale na Enterprise raczej cnotliwi są ;)
Skoro nawet zabieg medyczny dla Picarda to wstydliwy temat..

Q__:
Poza tym K'Ehleyr była jednak ważną dyplomatką, takich się jednak chroni nawet za cenę fundnięcia im pewnego dyskomfortu.

A to racja. Kwatery gości powinny być zwłaszcza monitorowane. Sala odpraw także, więc może faktycznie dlatego Picard w "Pen Pals" urządził spotkanie u siebie w mieszkaniu (od czego się zresztą zaczęła ta cała nasza dyskusja).


Q__:
Tak, tylko czym jest ludzka rozumność na tle rozumności Q? Z jego punktu wiedzenia byłoby to jak związek z osobą niepełnosprawną umysłowo, minimum.

Oj, Q, wyolbrzymiasz inteligencję Q. To, że Q powiedział kiedyś ile ma IQ to nie znaczy, że mówił prawdę. Ja tam mu nie wierzę :P
Skoro chciał Kaśkę na matkę dziecka, to musiał najwyraźniej stwierdzić, że jej pula genetyczna doda coś ciekawego do kontinuum Q

Q__:
Przy czym są to jednak nowe-i-nieznane bakterie i wirusy. Kto wie czy nie równie trudne do wykończenia jak te z ENT "Twilight", co poza czasem żyły...

Że już nie wspomnieć o pasożytach z interfazy, jak te w "Phantasms".. Brrr....

Q__:
Ja tam jednak to zdanie lubię. Pokazuje, że wczesne TNG chciało uczynić mapę polityczną Galaktyki bardziej optymistyczną, niż to później widzieliśmy.

Może to było po prostu przejęzyczenie ze strony Wesa - chodziło mu o to, że Klingoni zawarli sojusz z Federacją, a wyszło mu z ust, że się "przyłączyli". Wolę tak o tym myśleć, niż o babolu w scenariuszu odcinka.

Q__:
Ba, na b. upartego da się bronić tezy, że IK było częścią UFP, aż do momentu, gdy Gowron postanowił - w roku 2372 - zerwać Trektat z Khitomer (który, w tym wypadku, byłby umową akcesyjną do UFP, po prostu)

Całkiem możliwe. Można by wtedy uważać IK jako starających się o członkostwo, czyli prawie-prawie UFP. Ja wiem, że trzeba jeszcze przejść weryfikację, ale byli na dobrej drodze.

Swoją drogą, jak ja w dzieciństwie uwielbiałam Gowrona


Q__:
Przyp. do przyp.: nie zapominajmy przy tym kto dwu ostatnich klingońskich kanclerzy mianował - oficerowie GF.

Właśnie Się ta Federacja nieźle porządziła ^^


Uff, mało mam dzisiaj czasu, a chciałam się jeszcze zabrać za reckę tego"Deja Q", żeby do jutra zdążyć.
Q__
Moderator
#49 - Wysłana: 18 Paź 2017 00:02:03 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
Sorry, że nie pisałam długo, ostatnio dość zajęta jestem ;)

Nic nie szkodzi. Wiadomo, że Phoenix to jednak hobby, nie - sens życia.

Pleiades:
Niby tak, ale na Enterprise raczej cnotliwi są ;)

Zwł. - symboliczna już - transporter chief umawiająca się na seksrandkę z kompletnie sobie nieznajomym Okoną.

Ale serio: dajmy dziewczynie spokój, poczytajmy co o etyce seksualnej owych czasów pisał w powieściowej wersji TMP sam Roddenberry, mamy tam np. takie wyznanie Kirka:

"I received James because it was both the name of my father's beloved brother as well as that of my mother's first love instructor."

Pleiades:
Oj, Q, wyolbrzymiasz inteligencję Q. To, że Q powiedział kiedyś ile ma IQ to nie znaczy, że mówił prawdę. Ja tam mu nie wierzę :P

Nie masz powodów nie wierzyć - pomyśl na chłodno jakiego wysiłku intelektualnego wymagały jego liczne "cuda", ile zmiennych musiał jego umysł przeliczyć by tego dokonać. Czy ludzki mózg byłby w stanie to zrobić?

Pleiades:
Skoro chciał Kaśkę na matkę dziecka, to musiał najwyraźniej stwierdzić, że jej pula genetyczna doda coś ciekawego do kontinuum Q

Tylko czy Q mają geny? Wątpliwe.

Pleiades:
Wolę tak o tym myśleć, niż o babolu w scenariuszu odcinka.

Dla mnie - nie obraź się, szanuję Twoje proklingońskie uczucia - babolem było raczej to, że woleli potem rozwijać klingoński koloryt za cenę osłabienia UFP. IMHO mało roddenberry'owskie.

Pleiades:
a chciałam się jeszcze zabrać za reckę tego"Deja Q", żeby do jutra zdążyć.

Nie ma pośpiechu. I tak cieszę się, że nowe teksty do bazy danych nam przybywają.

A może masz np. jakieś stare fanfiki, którymi chcesz się z nami podzielić? Je też wezmę na pniu.
Dreamweb
Użytkownik
#50 - Wysłana: 18 Paź 2017 08:34:17
Odpowiedz 
Q__:
Tak, tylko czym jest ludzka rozumność na tle rozumności Q?

Jak na to spojrzeć na chłodno, to skoro Rikera mógł bez problemu przedzierzgnąć w Q, to nie jest wykluczone, że na którymś etapie "związku" zrobiłby to samo z Janeway, i po kłopocie.
Q__
Moderator
#51 - Wysłana: 18 Paź 2017 08:38:47 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
Jak na to spojrzeć na chłodno, to skoro Rikera mógł bez problemu przedzierzgnąć w Q, to nie jest wykluczone, że na którymś etapie "związku" zrobiłby to samo z Janeway, i po kłopocie.

Zgoda (też o przypadku Rikera w tym kontekście wczoraj dumałem). Niemniej pojawia się pytanie ile by docelowo pozostało w człowieku przedzierzgniętym w Q z istoty ludzkiej, którą był kiedyś? IMHO to człowieczeństwo szybko by się rozmyło w "boskości", bo stanowiłoby do niej drobny dodatek w sumie.

ps. Ujęcie relacji Q-ludzie przez Datę:

Data: /.../ Q's interest in you has always been very similar to that of a master and his beloved pet.
http://www.youtube.com/watch?v=6MvBl7WYLKA

Skoro Picard to ulubiony zwierzak Q, to zainteresowanie Kaśką musi jednak robić za - jak to wcześniej ująłem - zoofilię w tym wypadku.
Pleiades
Użytkownik
#52 - Wysłana: 18 Paź 2017 22:38:11
Odpowiedz 
Q__:
Nic nie szkodzi. Wiadomo, że Phoenix to jednak hobby, nie - sens życia.

Hobby - tak, zresztą dzielone i z innymi hobby (bardzo mocno siedzę też w grach komputerowych i przyrodzie), ale stanowi wielką odskocznię od rzeczywistości, która mnie czasem przerasta ;) A w realu mam na głowie wiele - jestem w trakcie przeprowadzki, plus kłopoty dzieci w szkole/przedszkolu - wszystko to odbija się na czasie i tym, jak mam sobie ułożyć zajęcia. Bywa, że śpię po 4-5 godzin dziennie i ogólnie jestem tak zakręcona jak ruski słoik. Może zwolnię trochę i się wyciszę w zimie, na razie prowadzę bardzo intensywne życie.
A, i jeszcze dzisiaj mi kręgosłup nawalił, więc ledwo siedzę przed kompem...
Sorki za prywatę ;)

Q__:
Zwł. - symboliczna już - transporter chief umawiająca się na seksrandkę z kompletnie sobie nieznajomym Okoną.

Uch.. Nie wspominaj... Dla mnie to był fatalny odcinek. Nie wiem nawet, czy kiedykolwiek zdecyduję się na jego recenzję. Okona jest jednym z najbardziej znienawidzonych "bohaterów" w fandomie (chociaż i tak chyba nic nie przebije Kivasa Fajo ;)). Ja miałam z nim właśnie ten problem, że, pomimo iż czarujący i ładny, to jednak te jego seksualne podboje jakoś tak mnie uwierały. Nie jego wina, może był wychowany w takiej kulturze, ale ta "transporter chief" umawiająca się na szybki numerek to wg mnie przegięcie. "Rewolucja seksualna" nie powinna, jak dla mnie, polegać na tym, że sypia każdy z kim popadnie bez żadnych konsekwencji.

Q__:
Ale serio: dajmy dziewczynie spokój, poczytajmy co o etyce seksualnej owych czasów pisał w powieściowej wersji TMP sam Roddenberry, mamy tam np. takie wyznanie Kirka:

"I received James because it was both the name of my father's beloved brother as well as that of my mother's first love instructor."

I to mi się, tak szczerze, nie podoba. Gene miał fajną wizję przyszłości, gdzie ludzie wyzbyli się wstydu i ograniczeń, no ale... Od pierwszego w zasadzie odcinka TNG postrzegamy ludzkość jako gatunek, który potrafił kontrolować swoje zwierzęce instynkty. Ileż razy udowodniono nam, że nie jesteśmy barbarzyńcami, nie zaspokajamy swoich potrzeb w sposób zwierzęcy. Kierujemy się uczuciem, empatią, a nawet miłością do bliźniego (liczne odcinki TNG, których nawet mi się nie chce z tytułów wymieniać). Wszystko to było budowane po to, aby udowodnić, że ludzkość przeszła metamorfozę.
I tu mi najbardziej przeszkadza fakt, że w sprawach seksu to tak nie poszło.
Już pominę to, że Tasha potraktowała Datę jak seksualną zabawkę. Okej, była "pijana". Ale dalsze "występki" załogi obejmują liczne podboje miłosne Rikera, Deanny (hej, może jednak miałeś rację co do ich związku?), Picarda też trochę, Beverly też miała swoje "chwile". Noż gdzie tu, kurde, znajdzie się miejsce dla tak zwanej przyjaźni, miłości, zaufania, którym darzy się osobę, z którą chce się być w intymny sposób?
Nie twierdzę, że wizja rewolucji seksualnej jest zła. Jest fajna, ale pod warunkiem, że nie zrobimy z seksu po prostu kolejnej rozrywki. A tak to miało miejsce w przypadku Okony. I tak to miało miejsce w przypadku wielu innych seksualnych przygód załogi. No nie podoba mi się to
Tak szczerze to jeszcze Worf trzymał poziom ;) Niby rasa prymitywniejsza od tych dupków z Federacji ;), ale nie miał głupich podbojów miłosnych (seksualnych in fact), szanował swoją partnerkę (K'Ehleyr), naprawdę ją kochał. U niego przynajmniej jakieś standardy miłości istniały.

Q__:
Tylko czy Q mają geny? Wątpliwe.

Nie wiem, ale jeśli chciał Kasieńkę na matkę dziecka, to może jednak o geny chodziło.
Możliwość jest jeszcze jedna - ona, zgadzając się, mogła stać się członkiem Kontinuum Q, tak jak pisał Dreamweb.

Q__:
Dla mnie - nie obraź się, szanuję Twoje proklingońskie uczucia - babolem było raczej to, że woleli potem rozwijać klingoński koloryt za cenę osłabienia UFP. IMHO mało roddenberry'owskie.

Może i mało roddenberry'owskie, ale nie wszystko, co pochodzi od Gene'a było super. Ja nawet wolę takich Klingonów, jacy byli później w TNG. Współpracujący z UFP, itp. A co do Roddenberry'ego - to ja na przykład (i pewnie większość fandomu) nie toleruję Wesa takiego, jakim był na początku - super błyskotliwego dzieciaka, który kładzie inteligencją wszystkich na pokładzie. Raziło mnie to głównie w "Datalore" i kilku innych początkowych odcinkach. Potem Wes dostał trochę więcej realistycznych cech charakteru, stał się "normalniejszy". W "Pen Pals" już mi się podobał, a z późniejszych sezonów genialne było "First Duty", który kiedyś opiszę.

Q__:
A może masz np. jakieś stare fanfiki, którymi chcesz się z nami podzielić? Je też wezmę na pniu.

Nawet nie wiem, musiałabym przejrzeć moje archiwa. Jak znajdę czas (chyba czwarty raz już to mówię w tym wątku ;))

Q__:
Dreamweb:
Jak na to spojrzeć na chłodno, to skoro Rikera mógł bez problemu przedzierzgnąć w Q, to nie jest wykluczone, że na którymś etapie "związku" zrobiłby to samo z Janeway, i po kłopocie.

Zgoda (też o przypadku Rikera w tym kontekście wczoraj dumałem).

Przypomnę jeszcze, że byli Q, którzy zrezygnowali z życia w kontinuum i stali się ludźmi z własnego wyboru Więc jednak chyba takiej przepaści intelektualnej między nami nie ma.

Q__:
ps. Ujęcie relacji Q-ludzie przez Datę:

Data: /.../ Q's interest in you has always been very similar to that of a master and his beloved pet.

Data nie jest nieomylny :P
Q__
Moderator
#53 - Wysłana: 19 Paź 2017 08:20:00 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
A, i jeszcze dzisiaj mi kręgosłup nawalił, więc ledwo siedzę przed kompem...

Współczuję .

Pleiades:
Sorki za prywatę ;)

Nie szkodzi.

Pleiades:
ale ta "transporter chief" umawiająca się na szybki numerek to wg mnie przegięcie. "Rewolucja seksualna" nie powinna, jak dla mnie, polegać na tym, że sypia każdy z kim popadnie bez żadnych konsekwencji.

Może jednak konsekwencje były? Taki np. odcinek Star Trek Continues "The White Iris" (niska nota na IMDB i u większości recenzentów, a b. lubię, chyba najbardziej z całej serii, choć z duchami tam wyskakują), pokazuje, że wszelkie podboje Kirka były dla niego bardzo ważne wbrew pozorom. Może w ST tak łatwo potrafią nawiązywać więź nie tylko seksualną, ale i emocjonalną? W sumie w jakiś sposób da się to wyprowadzić z tamtejszego ogólnoludzkiego/ogólnohumanoidalnego braterstwa, którego duchem UFP jest przesiąknięta...

Pleiades:
I to mi się, tak szczerze, nie podoba. Gene miał fajną wizję przyszłości, gdzie ludzie wyzbyli się wstydu i ograniczeń, no ale... Od pierwszego w zasadzie odcinka TNG postrzegamy ludzkość jako gatunek, który potrafił kontrolować swoje zwierzęce instynkty. Ileż razy udowodniono nam, że nie jesteśmy barbarzyńcami, nie zaspokajamy swoich potrzeb w sposób zwierzęcy. Kierujemy się uczuciem, empatią, a nawet miłością do bliźniego (liczne odcinki TNG, których nawet mi się nie chce z tytułów wymieniać). Wszystko to było budowane po to, aby udowodnić, że ludzkość przeszła metamorfozę.
I tu mi najbardziej przeszkadza fakt, że w sprawach seksu to tak nie poszło.

Kiedy nie wiemy. Oceniamy standardem naszych czasów - szybki seks, wielu partnerów, znaczy: traktowanie ludzi jak zabawek, coś paskudnego w sumie. A może w Treku oznaczać to coś zupełnie innego: szybki seks, znaczy - zdolność błyskawicznego nawiązywania - mówiąc górnolotnie - porozumienia dusz, zdolność prawdziwego, głębokiego, acz niezaborczego (no, do pewnych granic, bo pamiętajmy jak Picard na Odana reagował), kochania wielu osób na raz. Chyba wolę tak to sobie tłumaczyć.

Pleiades:
Już pominę to, że Tasha potraktowała Datę jak seksualną zabawkę. Okej, była "pijana".

I m.in. dlatego lubię porno-parodię TNG (heh, to też był scenariusz odrzucony przez Pillera, który na pornola przerobili) pokazujący, że jednak i Data dla Tashy był b. ważny, bo gdy ponownie umiera - umiera z jego imieniem na ustach. Scenarzysta widział, że trzeba tu coś dopowiedzieć, by bardziej w duchu ST było.

Inna sprawa, że akurat Tasha jest usprawiedliwiona. Pochodziła z upadłej kolonii, w której istniały rape gangs jak wiadomo. Więź z mężczyzną mogła się jej b. źle kojarzyć. I mogło być tak, że ona go wcale jak zabawki nie traktowała - choć wolała to wpierać jemu i sobie - ale po prostu tak się jakiegoś zranienia na tym tle bała, że wolała to do przygody zredukować (choć wewnętrznie tego wcale nie odczuwała w ten sposób). W końcu czy takie pożegnanie nagrywa się dla kogoś w kim się tylko chodzący wibrator widzi?

"My friend Data. You see things with the wonder of a child, and that makes you more human than any of us.'

(Zauważmy przy tym, że tylko jego z całej załogi nazwała wprost przyjacielem wówczas.)

Pleiades:
Nie wiem, ale jeśli chciał Kasieńkę na matkę dziecka, to może jednak o geny chodziło.

Pewnie zależy jak zdefiniujemy geny - literalnie, jako łańcuch DNA, czy jako jakiś zestaw cech wrodzonych, które - z ch...olera wie jakich powodów - mu pasowały. Jeśli to drugie, pewnie tak.

Pleiades:
genialne było "First Duty", który kiedyś opiszę.

Również cenię ten odcinek. Czemu wielokroć dawałem na forum wyraz.

Pleiades:
Przypomnę jeszcze, że byli Q, którzy zrezygnowali z życia w kontinuum i stali się ludźmi z własnego wyboru Więc jednak chyba takiej przepaści intelektualnej między nami nie ma.

Mogli sobie - jak Pascal - powiedzieć "trzeba się ogłupić" .

Pleiades:
Data nie jest nieomylny :P

Ale IQ wyższe od człowieka ma i on.
Dreamweb
Użytkownik
#54 - Wysłana: 19 Paź 2017 09:11:49
Odpowiedz 
Pleiades:
Nawet nie wiem, musiałabym przejrzeć moje archiwa.

A ja ostatnio wyjąłem stary dysk, na którym myślałem że mam SovTrek itd. No niestety: Shaka, when the walls fell. Ale mam jeszcze jeden dysk, na którym może to być, tylko muszę się do niego dokopać.

Za to Full Contact w wersji angielskiej można bez problemu znaleźć np. tu:
http://www.st-minutiae.com/humor/fullcontact.html

Chociaż wersja polska też miała swoje smaczki, jak np. zastąpienie UPN czeską telewizją (choć mi by bardziej pasowała niemiecka, jako że sam z braku innych opcji oglądałem kiedyś i DS9, i VOY i ENT na Sat1, nie znając języka ni w ząb ).
Pleiades
Użytkownik
#55 - Wysłana: 19 Paź 2017 21:07:10
Odpowiedz 
Q__:
Współczuję .

Nadal boli i nadal ledwo ruszać się mogę ;(

Q__:
Może w ST tak łatwo potrafią nawiązywać więź nie tylko seksualną, ale i emocjonalną? W sumie w jakiś sposób da się to wyprowadzić z tamtejszego ogólnoludzkiego/ogólnohumanoidalnego braterstwa, którego duchem UFP jest przesiąknięta...

Ma to jakiś sens, chociaż wydaje się to nieco dziwne z naszego punktu widzenia. Nawet jak weźmiemy pod uwagę aspekt emocjonalny, to tak trochę głupio przerzucać się "więzią" z jednej osoby na drugą.
Zresztą chyba tylko w TNG tak "szaleli", bo na VOYu już nie kojarzę, żeby wszyscy ze wszystkimi seks uprawiali (w uproszczeniu rzecz ujmując), więc rewolucja seksualna do załogi Voyagera chyba nie dotarła. Co więcej - widzimy tam wiele więzi emocjonalnych między bohaterami, a do zbliżeń w ogóle nie dochodzi.

Q__:
Kiedy nie wiemy. Oceniamy standardem naszych czasów - szybki seks, wielu partnerów, znaczy: traktowanie ludzi jak zabawek, coś paskudnego w sumie.

W sumie masz rację, że oceniamy to standardem naszych czasów. Ale trzeba też pamiętać, że ST zrodził się w XX wieku w umysłach współczesnych ludzi i dlatego się zastanawiam, co oni chcieli nam przekazać.

Q__:
I m.in. dlatego lubię porno-parodię TNG (heh, to też był scenariusz odrzucony przez Pillera, który na pornola przerobili)

Pozwól, że pominę ten akapit milczeniem ;)

Q__:
W końcu czy takie pożegnanie nagrywa się dla kogoś w kim się tylko chodzący wibrator widzi?

"My friend Data. You see things with the wonder of a child, and that makes you more human than any of us.'

(Zauważmy przy tym, że tylko jego z całej załogi nazwała wprost przyjacielem wówczas.)

O kurczę, masz rację Kompletnie o tym zapomniałam, zwłaszcza że "Skin of Evil" oglądałam dawno temu i trudno mi do niego teraz wrócić, bo jednak bardzo mnie wzrusza i smutny jest.
Chyba faktycznie Tasha widziała w Dacie kogoś więcej. Problem jest tylko taki, że jakoś nie dało się tego wyczuć w odcinkach - zawsze odnosiłam wrażenie, że oni się na korytarzach Entka po prostu mijali, nawet w nieco innej "branży" pracowali. No i, kurczę, na ekranie przynajmniej czasem więcej chemii było widać między Tashą i Worfem (może dlatego, że dużo ze sobą przebywali).

Q__:
Pewnie zależy jak zdefiniujemy geny - literalnie, jako łańcuch DNA, czy jako jakiś zestaw cech wrodzonych, które - z ch...olera wie jakich powodów - mu pasowały. Jeśli to drugie, pewnie tak.

Załóżmy, że chodziło o cechy, a nie o stricte łańcuch DNA. Tylko Q jeden jedyny wie, co tak naprawdę do Kaśki czuł.

Q__:
Również cenię ten odcinek. Czemu wielokroć dawałem na forum wyraz.

Też zrobię jego reckę. Mam na liście epizodów, które najszybciej będę recenzować.
Niech mi tylko ten mój kręgosłup da żyć -_-;;

Q__:
Ale IQ wyższe od człowieka ma i on.

A czy to tylko inteligencją ocenia się postępowania innych, a zwłaszcza relacje pomiędzy innymi osobami? Skąd Data mógł wiedzieć, jakie są prawdziwe intencje Q?
Zresztą Data ma, jak by to ująć, dość specyficzną percepcję otaczającego go świata i pod wieloma względami źle interpretuje zachowania innych.
A tak poza tym to odniosłam wrażenie, że on chciał w tym odcinku Picardowi po prostu dos...ać ;)

Dreamweb:
Za to Full Contact w wersji angielskiej można bez problemu znaleźć np. tu:
http://www.st-minutiae.com/humor/fullcontact.html

O rany, dzięki wielkie! Przeczytałam po raz kolejny po latach i znowu się uśmiałam. To jest boskie :D :D
Q__
Moderator
#56 - Wysłana: 19 Paź 2017 21:37:38 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
Nadal boli i nadal ledwo ruszać się mogę ;(

Ech...

Pleiades:
Ma to jakiś sens, chociaż wydaje się to nieco dziwne z naszego punktu widzenia. Nawet jak weźmiemy pod uwagę aspekt emocjonalny, to tak trochę głupio przerzucać się "więzią" z jednej osoby na drugą.

Kiedy może nie przerzucali, może każda z tych osób w sensie psychicznym pozostawała im bliska cały czas. Kiedy w w/w odcinku STC ogląda się zjawy wszystkich tych kirkowych kobiet ma się wrażenie, że one wciąż są mu b.bliskie, że cały czas każda z tych historii b. głęboko w nim siedzi.

Obejrzyj w wolnej chwili:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=2&topic=121&page=17#msg291122

Pleiades:
W sumie masz rację, że oceniamy to standardem naszych czasów. Ale trzeba też pamiętać, że ST zrodził się w XX wieku w umysłach współczesnych ludzi i dlatego się zastanawiam, co oni chcieli nam przekazać.

Jasne. Z drugiej strony przecież G.R. usiłował - owszem, używając jako punktu wyjścia swojej XX-wiecznej świadomości - jakąś tam (w miarę) spójną, a odmienną od teraźniejszości, przyszłość zaprojektować.

Pleiades:
Pozwól, że pominę ten akapit milczeniem ;)

Cóż, na YT dostępne są wersje tegoż filmu z wyciętymi tzw. scenami XXX. Aktorstwo wiadomo jakie jest, ale wbrew pozorom b. przyzwoity Trek z tego wychodzi. Jak nie wierzysz - sprawdź (drugi i trzeci link w poniższym poście):
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=2&topic=2584&page=6#msg264893

Pleiades:
O kurczę, masz rację Kompletnie o tym zapomniałam
/.../
Chyba faktycznie Tasha widziała w Dacie kogoś więcej. Problem jest tylko taki, że jakoś nie dało się tego wyczuć w odcinkach - zawsze odnosiłam wrażenie, że oni się na korytarzach Entka po prostu mijali

Robot i zamknięta w sobie, trochę babochłopowata, dziewczyna po przejściach, trudno by z nich romantyzm buchał. Ale przecież dowody mamy - to jej nagranie, fakt, że on to nagranie później latami trzymał... Romantyzm, wbrew pozorom, taki na ich miarę.

Pleiades:
A czy to tylko inteligencją ocenia się postępowania innych, a zwłaszcza relacje pomiędzy innymi osobami?

Taki np. GOLEM XIV twierdził, że rachuba dobra na wszystko.
Pleiades
Użytkownik
#57 - Wysłana: 23 Paź 2017 00:06:25
Odpowiedz 
Zapraszam do poczytania kolejnej recenzji i komentowania odcinka:

3x13 Deja Q

Skrócony opis odcinka:
Spadający księżyc na powierzchnię planety, inteligentna chmura gazu szukająca vendetty i sytuacja wręcz kuriozalna: android uczący Q, jak być człowiekiem ;)

Wydłużony opis odcinka:

Sezon trzeci TNG zaczął się z wielką werwą i właściwie od początku serwował nam epizody poważne, często wręcz ciężkie. Mieliśmy więc poruszane wątki takie jak: terroryzm, śmierć załogantki, żołnierze zaprogramowani do zabijania, nowe formy życia, zagrożenie dla statku i/lub planet, etc.
Ktoś najwyraźniej doszedł do wniosku, że trzeba widzom zafundować nieco luźniejszy temat, tak zwane „comic relief” po tych wszystkich ciężkich epizodach. No i tak właśnie powstał "Deja Q".
Nie jest to pierwszy odcinek mający jeden główny cel – rozbawić widza, bo takie epizody w dwóch poprzednich sezonach trafiały się często (może nawet i za często). Niestety było one słabej, co najwyżej średniej jakości i muszę przyznać, że nasz „Deja Q” z omawianego 3. sezonu wyszedł na tym tle naprawdę przyzwoicie.

Na Enterprise wstaje nowy piękny dzień, w którym to nasi bohaterowie postanawiają uratować znowu komuś życie. Tym razem za cel obierają sobie całą planetę bo, nie wiadomo dlaczego, światu temu grozi zagłada, gdyż mieszkańcom na łepetyny spada ich własny księżyc. Z naukowego punktu widzenia nie jest to praktycznie możliwe – więc jak znaleźć rozwiązanie dla problemu, którego nawet przyczyn nie znamy?
Załoga postanawia zastosować, jak w przypadku kataru, leczenie objawowe, czyli jedyny ich pomysł jest taki, aby przywrócić jakoś księżyc na jego pierwotną orbitę. Tyle jeśli chodzi o plan, ale jak go wykonać? Nie jest to może wielki księżyc, przypomina kształtem i wielkością asteroidę, no ale Enterprise przegrywa jednak z przeciwnikiem gabarytami, i to znacznie.
Wszyscy wysilają szare komórki i rozważają, czy może dobrze by było rozwalić księżyc w drobny mak. Data stwierdza, że niewiele to da, bo i tak łączna masa fragmentów pozostanie taka sama. WTF? Weź sobie spuść na głowę pięciokilową cegłówkę i piasek o takiej samej wadze – zobaczymy, co cię znokautuje ;) Okej, pewnie chodzi i tak o te wszystkie biedne zwierzątka, których cykl rozwojowy i istnienie jest uzależnione od faz satelity, więc dajmy już temu spokój. Inną opcją, jaką widzi La Forge, jest zastosowanie wiązki holującej i popchnięcie księżyca na dalszą orbitę. Będzie to ciężkie do wykonania, porównując wielkość ciała niebieskiego i Enterprise, ale przynajmniej główny inżynier pobawi się przez chwilę w kierowcę ciągnika.
Akcję przerywa nagły wysoki i przenikliwy dźwięk, po czym na mostku materializuje się, nagi, jak go Pan Bóg (chyba?) stworzył, Q!
Oj, Picard na zachwyconego to nie wyglądał…
Kiedy już pierwszy szok mija i załoga znajduje dla Q jakieś Randomowe Najbrzydsze Ciuchy, co by gołą pupą nie świecił, następuje chwila wyjaśnień.
Otóż nasz drogi pan Q nagrabił sobie w Kontinuum. Dlaczego? Okazuje się, że inni Q nie są aż tak perfidnymi i złośliwymi istotami, a nasz bohater ma zapisane chyba w kontrakcie, że zawsze pozostanie głównym villainem, więc musi teraz odkupić swoje grzechy, aby oczyścić trochę kartotekę. Został wydalony z Kontinuum, jego karta członkowska utraciła ważność i miał tylko jedną opcję – stać się śmiertelnikiem! Najfajniejsze, że mógł wybrać, kim się stać – gdyby zechciał, mógłby robić nawet za Króla Borga, albo wydziobywać z chorych drzew korniki jako dzięcioł – ale nie, nasz Q wolał zostać człowiekiem, z niewyjaśnionych na razie powodów. Dlatego właśnie zmaterializował się tu i teraz, godząc się na wszelkie możliwe upokorzenia.
Pierwszą dawkę upokorzeń przeżywa już w ciągu kilkunastu minut, bo nie dość że dostaje ochrzan od Picarda, nikt mu nie wierzy w jego „śmiertelność”, usuwają go z mostka, to jeszcze oskarżają, że to on spowodował właśnie kłopoty z księżycem.
Zrozpaczony Q wyżywa się werbalnie na Worfie, zauważając, że nasz drogi Klingon nie wygrałby konkursu piękności (hehe, zdziwiłbyś się, Q, jest przystojniejszy od ciebie <3), ale i tak nie ratuje go to przed zamknięciem w celi.
Nasz wyrzutek z Kontinuum nie jest jednak w centrum zainteresowania innych, tak więc podczas gdy ucina sobie pierwszą w życiu drzemkę, załoga nadal pracuje nad rozwiązaniem problemów z księżycem. Niestety dochodzi kolejny problem – ktoś lub coś skanuje Enterprise za pomocą wiązki promieniowania, przenikającego wszystkie pokłady. Dziwnym zbiegiem okoliczności, wiązka ta zdaje się „interesować” głównie więźniem w celi.
Tymczasem Picard zaczyna mieć wątpliwości, czy aby na pewno Q ma coś wspólnego z księżycowym kłopotem, co więcej – zaczyna rozważać opcję, że Q jest naprawdę człowiekiem i należy mu się status uchodźcy. Miękkie serce kapitana lituje się nad znudzonym gościem i wypuszcza go z celi, proponując wykonanie na statku jakichś pożytecznych zadań. Kapitan nie ma już jednak tyle serca dla swojego drugiego oficera, bo degraduje go do pozycji niańki i odsyła do sprawowania opieki nad Q.
Dobrze, że ktoś ma mieć stale oko na gościa powszechnie uważanego za niegodnego zaufania, ale dlaczego ten ktoś pełniący rolę stróża to musi być Data? :/
Ponieważ android nie zwykł oponować (i jakby mu Picard kazał, to by pewnie bez problemu poszedł zanieść pierścień do Mordoru), tak też eskortuje Q do maszynowni, po drodze ucinając sobie z nim pogawędkę odnośnie ludzi. Jak widać, obaj panowie mają zupełnie inne zdanie odnośnie człowieczeństwa i to, czym gardzi Q, tak naprawdę jest siłą napędową dla Daty w dążeniu (na pograniczu z obsesją, co już było nieraz udowodnione), aby stać się bardziej ludzkim. Och, co za różnica charakterów, już wiemy, że będzie to w tym odcinku ciekawy duet
Q oczywiście nadal zapomina, że nie jest już istotą wszechpotężną i rozwiązując wspólnie z Geordim i Datą problem księżyca proponuje, aby po prostu zmienić prawa fizyki, by uczynić obiekt lżejszym. A potem następuje zdziwienie – o, co wy, nie umiecie tego zrobić? No tak, jesteście tylko małym stateczkiem z prymitywną ludzką rasą na pokładzie…
Człowieczeństwo odbija się nieco Q na zdrowiu, bo najpierw dostaje bólu pleców, co skutecznie leczy dr Crusher (podeślijcie mi ją tu do mnie, też mam problemy z kręgosłupem ;( ), a później dopada go wielki głód – przykre doznanie, w dodatku po raz pierwszy w życiu.
W asyście Daty Q udaje się do kantyny, a że chce sobie szybko zafundować cukrzycę typu 2 – zamawia dziesięć czekoladowych deserów. Na jego szczęście, zanim nabawił się insulinooporności poprzez nieprawidłowe odżywianie, w barze pojawia się Guinan.
Ich spojrzenia mówią wszystko. Wzajemna niechęć, wrogość. Atmosfera jest tak gęsta, że można by ją ciąć siekierą. Przy czym Guinan też nie wierzy w historyjkę Q o jego śmiertelności i sprawdza teorię Ostatecznym Testem z pomocą widelca. Wybucha kłótnia, Q traci apetyt, jego trzustka uratowana (uff...).
Tymczasem na imprezie pojawiają się nieproszeni goście – chmura zjonizowanego gazu będąca istotami o nazwie Calamarain. Niebieski obłoczek bardzo szybko odnajduje Q w barze i przystępuje do ataku. Tylko dzięki modulacji osłon statku udaje się delikatnie dać znać istotom, że nikt ich na imprezę do Ten Forward nie zapraszał.
Rodzi to jednak kolejne pytania w głowach załogi – po co tak naprawdę Q przybył na Enterprise. Odpowiedź jest jakże prosta. Wiedział po prostu, że gdy stanie się człowiekiem, wiele istot we wszechświecie będzie chciało się na nim zemścić za to, co im robił wcześniej, gdy był w Kontinuum. Udręczone, zezłoszczone istoty nie odpuszczą Q i jedyną jego nadzieją było stać się człowiekiem i szukać azylu u Picarda. Kapitan jest niezbyt zachwycony pomysłem bycia ochroniarzem Q, gdyż to by naraziło statek i jego załogę na niebezpieczeństwo, na szczęście nie podejmuje decyzji o wyrzuceniu Q przez śluzę w kosmos, ale i tak chce jak najszybciej pozbyć się problemu w najbliższej bazie kosmicznej. Tymczasem Data robi za adwokata diabła i zauważa, że sugestia Q odnośnie zmiany grawitacji księżyca podsunęła im pewien pomysł w maszynowni i namawia kapitana, aby kontynuować prace w tym kierunku. Picard się zgadza.
Mamy małą pogawędkę Daty i Q odnośnie życia wśród ludzi – a zwłaszcza relacji pomiędzy członkami załogi oraz o tym, jak ważna jest umiejętność pracy zespołowej. W tym miejscu podtrzymuję stronę Q, bo dla mnie, jak i dla niego, wizja pracy w grupie to jakiś koszmar. Nie on pierwszy (Q) i nie jedyny ma takie obiekcje, a potem w odcinkach pojawia się kolejny przykład "samotnika" - Barclaya. Ale wszystko da się wyjaśnić rozmową, spokojnym podejściem i chociaż odrobinką dobrej woli.
Niestety Q jest tak uparty, że nawet nie zamierza słuchać rozkazów Geordiego, dochodzi do kolejnego konfliktu, lecz na końcu opamiętuje się chociaż na tyle, że zgadza się na asystę w maszynowni podczas kolejnej próby przesunięcia księżyca (z zastosowaniem pola napędu warp). Wszystko by pewnie poszło pięknie i ładnie, ptaszki by ćwierkały, słonko świeciło, ale podczas procedury drodzy przyjaciele Q w postaci błękitnego obłoczka przypomnieli sobie o tym, jak bardzo tęsknią za uroczym wygnańcem z Kontinuum i przystąpili do ponownego ataku.
Enterpise jest bezradny, załoga bezradna, a nawet Q bezradny, kiedy Calamarain robią sobie z nim co chcą, jedynie Data zachowuje zimną krew i unosi się honorem, aby jednak nieszczęśnika uratować. Efekt jest opłakany, bo co prawda chmura Calamarain pohamowuje agresję, a Q zabieg przeżywa, to już nasz android nie wychodzi z tego cało i w stanie krytycznym trafia na OIOM.
Pleiades
Użytkownik
#58 - Wysłana: 23 Paź 2017 00:07:28
Odpowiedz 
Oczywiście, nasz anty-bohater odcinka biadoli wszystkim nad uchem, jaki to jest nieszczęśliwy i prześladowany, ku bezgranicznej irytacji Picarda, który wpieniony udziela mu słownej reprymendy (a tak naprawdę ma minę, jak by chciał strzelić go w pysk za wszystkie cierpienia, jakich załoga przez Q doświadcza). Tak, egoizm Q osiąga szczyt i – jak sam nieco później zauważa – pomimo że Data ryzykował dla niego życie, on sam dla nikogo nie byłby w stanie zrobić tego samego – zrozumiał wreszcie przerażający fakt odnośnie bycia śmiertelnym. Co to takiego? Tak! Że można umrzeć :D Pan Q wygrał właśnie konkurs na stanowisko Captain Obvious!
Ale jednak lekcję z tego wydarzenia jakąś wyniósł – uruchomiło się u niego poczucie winy, że jego pobyt na Enterprise naraża tysiące o ile nie miliony istnień na niebezpieczeństwo. Podejmuje najbardziej męską decyzję w swoim dotychczasowym życiu – porywa prom i ewakuuje się ze statku, odciągając Calamarain tak, aby załoga mogła kontynuować swoją misję zbawiania świata. Zdaje sobie przy tym sprawę, że jego losy są przesądzone i dosięgnie go krwawa zemsta ze strony wroga. Swoją drogą, co on takiego zrobił tym Calamarain? Umieścił ich w słoiku na szafce kuchennej, żeby robili za nocną lampkę jonizującą? ;)
I gdy już Q szykuje się na śmierć, przybywa drugi przedstawiciel kontinuum (też Q) i oznajmia, że nasz bohater zdał test na człowieczeństwo. Poświęcił się dla dobra sprawy i tym samym odkupił swoje winy. Może wrócić do Kontinuum i odzyskać moce.
Nic tak nie raduje Q, jak bycie znowu sobą. Z wdzięczności natychmiast „naprawia” tor lotu księżyca, a podziękowaniu za wikt i opierunek urządza na mostku Enterprise małą bibę z muzyką, cygarami i hostessami. Picard i Riker nie są zbyt zadowoleni, ale, jak sami zauważają, być może jednak Q czegoś się nauczył – bycia lepszym człowiekiem. Cóż, może to prawda, ale z pewnością znowu wygranym w tym odcinku jest Data, który okazał się lepszym człowiekiem od Q Za niańczenie gościa przez cały epizod dostaje prezent od Q w postaci nagłego ataku śmiechu – to była przepiękna scenka wieńcząca ten odcinek, aż gęba widza sama się uśmiecha na ten widok.

Jak bym miała podsumować ten odcinek w jednym zdaniu – to napisałabym, że było luźno, fajnie, ale jednak z jakimś przesłaniem – że warto jednak nie być egoistycznym i pomagać innym w potrzebie (i taką lekcję każdy widz powinien wynieść z tego epizodu).
Bardzo ciekawe jest to, że główny villain znany od początku TNG spuścił tutaj z tonu i stał się postacią komiczną, delikatnie rzecz ujmując. A mówiąc bardziej wprost – największy wróg uległ upodleniu. W słusznej sprawie. Co więcej – Q jest typowym anty-bohaterem odcinka. Jego egoizm i zapatrzenie w samego siebie jest wręcz karykaturalne. Stanowi rewelacyjny kontrast w porównaniu z zawsze niewinnym, działającym w obronie innych Datą.
Jednakże jak na anty-bohatera Q jest tutaj nadzwyczaj sympatyczny. Może to tylko ja, ale nie sposób go nie polubić. A może to przekonująca gra Johna de Lancie czyni z tej postaci takiego fajnego gościa. Aktor wszak bardzo charyzmatyczny, ciekawy, przesympatyczny, o miłym głosie i osobowości. Lubię oglądać jego popisy na ekranie, nawet bardzo.

Cytat odcinka:
Data (do Q): „An irony. It means that you have achieved in disgrace what I have always aspired to be.”

Czego się nauczyliśmy:
Nie dręczyć innych dla własnej przyjemności, bo kiedyś przyjdą i spuszczą manto ;P

Czego się nie dowiedzieliśmy:
Tylko możemy się domyślać, co Q robił innym stworzeniom i ilu wrogów ma we wszechświecie.


Screenshot dnia:


A co tam cukrzyca, dajcie mi te desery!
Q__
Moderator
#59 - Wysłana: 23 Paź 2017 08:47:34
Odpowiedz 
Pleiades

Voila!
http://www.startrek.pl/episodes.php?op=Opis&epid=1 67

Pleiades:
Dobrze, że ktoś ma mieć stale oko na gościa powszechnie uważanego za niegodnego zaufania, ale dlaczego ten ktoś pełniący rolę stróża to musi być Data? :/

Bo ma wyższe IQ niż reszta załogi, co daje mu minimalnie większe szanse przejrzeć Q, gdyby ten swój nadludzki intelekt zachował i coś knuł? (Dobra, mógłby się do tej roli nadać Łosiu C. również, ale to by było dwustronnie ryzykowne - Q by chłopaka zdeprawował, a Wes w swoim nadgeniuszu pewnie by znalazł szybki sposób przywrócenia mu mocy.
Pleiades
Użytkownik
#60 - Wysłana: 23 Paź 2017 10:30:46
Odpowiedz 
Q__:
Bo ma wyższe IQ niż reszta załogi, co daje mu minimalnie większe szanse przejrzeć Q, gdyby ten swój nadludzki intelekt zachował i coś knuł? (Dobra, mógłby się do tej roli nadać Łosiu C. również, ale to by było dwustronnie ryzykowne - Q by chłopaka zdeprawował, a Wes w swoim nadgeniuszu pewnie by znalazł szybki sposób przywrócenia mu mocy.

Eee, na tym etapie TNG już z super-geniuszu Wesa zrezygnowali, na całe szczęście dla tej postaci (która potem rozwinęła się w bardziej naturalny sposób).
Ja bym widziała jednak w roli przewodnika i obrońcy - Troi, bo to jest najbardziej logiczny wybór - ona czuje nastroje innych istot, jest ponadto psychologiem i pomogłaby Q uporać się z jego własnymi emocjami i "człowieczeństwem".
Tylko że by wtedy nie było tej całej zabawy z wątkiem! Comic relief musi być w całej postaci, i dlatego mamy ten fajny kontrast pomiędzy Q i Datą. Ponadto ten duet naprawdę zapada w pamięci.
I to jest naprawdę najśmieszniejsze i najsmutniejsze zarazem - Q gardzi ludźmi, a musi z nimi współpracować, za to Data marzy o byciu człowiekiem, ale musi się pogodzić, że wiele mu do tego brakuje (oj, nie wiem, czy tak wiele).
Tak czy owak to rozwiązanie ma sens i wątek androida uczącego Q człowieczeństwa zyskuje nowy wymiar Fajny to też epizod ze względu na rozwój postaci - zwłaszcza Q i Daty - chociaż, muszę stwierdzić, że i Picard coś z tej lekcji TEŻ wyniósł. Po pierwsze - zobaczył w Q istotę nieco wrażliwszą, niż myślał poprzednio, a po drugie - zauważył, że obce formy życia też mogą być inteligentne i zasługiwać na szacunek (Calamarain).
 Strona:  ««  1  2  3  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / TNG Rewatch oczami Pleiadki :)

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!