USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / TNG Rewatch oczami Pleiadki :)
 Strona:  1  2  3  »» 
Autor Wiadomość
Pleiades
Użytkownik
#1 - Wysłana: 11 Paź 2017 09:34:17
Odpowiedz 
Mam nadzieję, że się spodoba i będę mogła kontynuować cykl. Zaczynam od pierwszego odcinka, który obejrzałam (wyrywkowo) w rewatchu, a więc..

3x21 Hollow Pursuits

Skrócony opis odcinka:
Epizod o świecie rzeczywistym kontra świecie fantazji oraz o tym, jak w XXIV wieku ludzie traktują osobę zaburzoną, odmieńca, który nie potrafi dostosować się do reszty „normalnego” społeczeństwa.

Wydłużony opis odcinka:
Star Trek TNG przyzwyczaja nas do tego, że można na odcinki patrzeć wielowymiarowo, poprzez różne pryzmaty. Czasami głębia ukrywa się tam, gdzie jej wpierw nie dostrzegamy, albo dopiero po dłuższych i poważniejszych analizach dochodzimy do wniosku, że epizod skrywa w sobie niespodziewane przesłanie.
I tak było w przypadku „Hollow Pursuits”. Jak oglądałam to 15 lub też nawet 25 lat temu, to wydawało mi się że jest to ot, taki śmieszkowaty odcinek z groteskowymi postaciami w holodeku, neurotycznym głównym bohaterem epizodu. Oj, jakże się myliłam.
Zacznijmy od wstępu, czyli początku odcinka. Mamy scenę w kantynie, gdzie przy barze siedzi – jak się później ma okazać – nasz główny bohater. Wygląda na zadziornego gościa, takiego, którego nie chciałbyś zaczepiać na imprezie. Pewny siebie, zadufany. Na swoje nieszczęście Geordi go zaczepia i obrywa. Tak samo jak i Riker. Tylko Deanna wydaje się zauroczona nowym gościem. A później nagle… wzywają pana na służbę, a pan zapisuje program w pamięci holodeku i wychodzi. I tu następuje kompletna zmiana jego charakteru o 180 stopni.
Przyznać muszę, że początek idealny. Kto ogląda to po raz pierwszy, z pewnością da się nabrać – no, może do momentu dialogu z Deanną, ale zawsze. Później dopiero dowiadujemy się, że ten zadziorny bohater z baru to zakompleksiony, znerwicowany Reginald "Reg" Barclay.
I tutaj należą się wielkie brawa dla Dwighta Schultza za grę aktorską. Przejście z zachowania bohatera w holodeku do zachowań w prawdziwym świecie, tak kontrastowo różnych, zagrał znakomicie. Przez to postać wydaje się bardzo realistyczna. I sympatyczna zarazem :)
Od początku Barclay mi się podobał, bo tak naprawdę w jakimś stopniu się z nim utożsamiam. Też mam problemy z kontaktami międzyludzkimi, przebywaniem w realu z innymi osobami, że już o pracy zespołowej nie wspomnę. Widzę w nim odbicie samej siebie i to mnie właśnie najbardziej uderzyło w tym odcinku. Co więcej, zdarza mi się odreagowywać problemy dnia codziennego w grach, tak jak Barclay robi to w holodeku. No może jeszcze nie uważam growych postaci za realniejsze od prawdziwych ludzi, chociaż… ;)
Co jest smutne i zarazem niepokojące to to, jak inni ludzie na statku traktują naszego bohatera. Spodziewać byśmy się mogli, że w jakiś sposób w XXIV wieku nauczono się podchodzenia do ludzi nieco innych, bardziej wrażliwych (a przy okazji bardzo utalentowanych) - w Akademii chyba psychologię wykładają (muszą właściwie, bo dowódca statku, przełożony czy ktokolwiek taki musi być też i psychologiem dla podwładnych), a tutaj mamy przykład totalnego ignoranctwa a nawet wrogości!
Pierwsze co, to Geordi mówi, jak bardzo Barclaya nie lubi i że nie chce z nim pracować. Dopiero pod naciskiem Picarda (właściwie pod rozkazem, chociaż Geordi traktuje to bardziej jako challenge) zgadza się na współpracę. Tutaj brawa dla kapitana, bo nie dał się zwieść narzekaniom Geordiego. Barclay miał dobrą opinię, poprzedni kapitan go chwalił, więc skąd się wziął problem? Kapitanie, podpowiem panu. Jeśli nie było dotychczas przesłanek, że z nowym porucznikiem jest coś nie tak, to ma pan niewątpliwie problem – ale ze swoją załogą! Potwierdza to też fakt, że już krąży po okręcie nowa ksywka oficera: Broccoli (Brokuł). Kto tę piękną modę zapoczątkował? Wesley. Kto to rozpropagował po statku? Reszta załogi. Co zrobił kapitan? Właściwie nic. Na jego miejscu wzięłabym dzieciaka na dywanik i porządnie nim potrząsnęła, a reszcie ludzi udzieliła porządnej reprymendy. Ale Picard ograniczył się tylko do „eee, nie róbcie tak, bo to nieładnieeee...”. Dobrze, że chociaż Geordiego zachęcił do popracowania nad Barclayem, wierząc w potencjał tego ostatniego.
Najbardziej chamska scenka następuje w kantynie, gdzie oficerowie siedzą sobie przy stoliku i obgadują – tak! obgadują – nieobecnego Barclaya, nazywając go przy okazji Brokułem. Jakieś śmieszki, docinki. Data wydaje się nie bardzo rozumieć dowcipu z Broccoli i pyta o to Wesa. Co mu odpowiada Wes? „To taki żart, Data, ksywka!”
Brawo, Wesley! Popisałeś się poziomem przeciętnego polskiego gimnazjalisty! Nie dość, że obgadujecie przy stole osobę nieobecną, wyrażacie się o niej raczej nienajlepiej, to jeszcze dla ciebie ta ksywka to świetny żarcik, tak? Przypominam, że w XXI wieku zdarzały się przypadki osób szykanowanych i obgadywanych w szkołach, które tego nie wytrzymywały i... wiadomo.
Dobrze, że Data trochę wesołe towarzystwo zgasił, zauważając, że ksywki funkcjonują w grupie przyjaciół jako zdrobnienia, często nadaje się je z sympatii do danej osoby. Po prostu, dał im do zrozumienia, że skoro nie lubicie Barclaya to dlaczego tak go nazywacie?
1:0 dla Daty.
Zgaszone towarzystwo trochę odpuszcza, na szczęście tematu Reginalda już nie wałkują, bo awarii ulega szklanka jednego z kolegów.
I tu wkracza wątek B – wypełniacz. Tak naprawdę dla fabuły nie ma zbyt wielkiego znaczenia to, co się dzieje ze sprzętem na statku. To mogłaby być jakakolwiek awaria, rdzenia, systemu, ważne, że chodzi o to, aby Barclay mógł się wykazać swoim niekonwencjonalnym sposobem myślenia i uratować dzień. Niepotrzebne tylko było to trzymanie wszystkich w napięciu do ostatniej chwili i rozwiązanie zagadki dosłownie sekundy przed rozpadnięciem się statku w drobny mak. Tej dramy mogli by nam oszczędzić, bo to wyświechtany temat, jak przecinanie kabelków w bombie, kiedy licznik dochodzi do 0:01.
Piękną rolę w tym odcinku odgrywa Guinan, kiedy rozmawia z Geordim w kantynie. Zauważa pewne podobieństwa między sobą (w jakimś stopniu samotniczką) i Barclayem (także nieczującym się dobrze w towarzystwie innych) i zagina Geordiego tekstem, że gdyby czuła, że inni nie chcą ze nią przebywać, to też by się spóźniała i była nerwowa.
Geordi musiał sobie to wszystko dobrze przemyśleć, bo jednak postanowił dotrzeć do Barclaya. Ten jednak uciekł w tym momencie do jednej ze swych holodekowych fantazji.
No właśnie, i tu dochodzimy do ciekawego punktu. Nasz główny bohater ma tendencję do rozładowywania stresu w nietypowy sposób. Tworzy sobie w holodeku kopie realnych ludzi (czy też raczej ich karykatury) i zamyka się razem z nimi w tym świecie, gdzie czuje się pewny siebie, w pełni akceptowany. Smutne to, zwłaszcza, że wyjawia Geordiemu (który go nakrył w holodeku podczas jednej z tych sesji), że ci holo-ludzie są dla niego prawdziwsi niż ci w realu. Trochę gościa rozumiem – na statku go nikt nie lubi i wielu się z niego naśmiewa, a w świecie holodeku może być super bohaterem, zdobywcą kobiecych serc, dżentelmenem, wybawcą. Każdym. Kusząca propozycja na spędzanie czasu, prawda? Geordi przyznaje nawet „ja też się kiedyś w postaci z holodeku zakochałem, ale wiedziałem, kiedy powiedzieć „dość”” (czyżby, Geordi??). Cóż, Barclay najwyraźniej nie potrafi powiedzieć "dosyć" i to też jedno z jego zaburzeń – obsesja (połączona z uzależnieniem).
Mamy w tym odcinku też komediowy akcent, chociaż raczej po wszystkim, co dowiedzieliśmy się o Barclayu, jest to trochę śmiech przez łzy. Po pierwsze – genialna wpadka kapitana, kiedy przy wszystkich obecnych powiedział do Barclaya „Broccoli”. Wybuchłam śmiechem. Genialna mina Patricka Stewarta, no i aż się spocił z zażenowania :)
Druga sprawa to holodekowe programy Barclaya. Widać wyraźnie, że jest zakochany w Troi i dla niego jest ona ucieleśnieniem piękna, w dodatku w programie komputerowym kocha go z wzajemnością (może dlatego z prawdziwą Troi ma duże problemy komunikacyjne?) :) Programy te pokazują także, co Reg sądzi o reszcie załogi. Beverly Crusher jest piękną i uroczą damą, która czuwa nad swym panem, kiedy ten śpi. Wesley jest tu pokazany jako rozpieszczony bachor podpierający tylko drzewo. Kapitan, Geordi, Data to muszkieterowie, z którymi Barclay wciąż się potyczkuje (co ciekawe – ich charakter się zmienia w momencie, gdy prawdziwa załoga otwiera się trochę na Rega, zaczyna go chwalić za postępy i współpracuje – wtedy holodekowi muszkieterowie stają po stronie naszego bohatera). No i najśmieszniejszy mikro-Riker (czyżby podświadome osłabianie autorytetu znienawidzonego rywala?) :)
Bardzo fajna jest też scena, kiedy Geordi, wkurzony Riker i rozbawiona Troi idą do holodeku po Rega. Geordi ostrzega ich, że fantazje porucznika są dość „osobliwe” (sam zdążył już to zaakceptować). Najpierw wszystkie kolejne holo-osoby bardzo rozbawiają Deannę (w tym szczególnie mikro-Riker), aż na końcu dochodzi do swojej własnej kopii – Bogini Empatii. I w tym momencie mina jej rzednie i robi się tak wściekła, że wyżywa się nawet na niewinnej holo-postaci. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, co nie, Troi?
Widać jednak, załoga wybacza wszystkie te występki Barclayowi, dzięki temu, że wpadł na pomysł, co mogło być przyczyną awarii niszczącej statek i ostatecznie ratuje z Geordim Enterprise. Nawet całkiem ładnie się to wszystko zgrało i spasowało.
Ostatnia scenka odcinka też była wyśmienita. Reginald staje na mostku przed załogą i żegna się ze wszystkimi. Myślimy przez chwilę – więc jednak zdecydował się odejść? Ale nie, Barclay żegna się z programami w holodeku, aby żyć szczęśliwie w realnym świecie. Wymazuje swoje fantazyjne światy.
Poza programem nr 9.

Cytat odcinka:
Troi (do holo-Troi): „Muzzle it!”

Czego się nauczyliśmy:
Że w XXIV wieku ludzie potrafią być takimi samymi dupkami, jak współcześnie. Chyba mamy to we krwi. Smutne to trochę.

Czego się nie dowiedzieliśmy: co to jest program nr 9 :P

Screenshot dnia:
s3e21

Chodźcie do Boginii Empatii, ona Was wysłucha, doradzi. No chyba że Troi każe jej się przymknąć :P
fluor
Użytkownik
#2 - Wysłana: 11 Paź 2017 09:46:13
Odpowiedz 
Pleiades:
w XXIV wieku ludzie potrafią być takimi samymi dupkami, jak współcześnie.

i tyle jeśli chodzi o ewolucję ludzkości i dążenie do rozwoju wewnętrznego ;)
Q__
Moderator
#3 - Wysłana: 11 Paź 2017 10:26:59 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
Mam nadzieję, że się spodoba i będę mogła kontynuować cykl.

Niech TO posłuży za odpowiedź :
http://www.startrek.pl/episodes.php?op=Opis&epid=1 75

Pleiades:
Brawo, Wesley! Popisałeś się poziomem przeciętnego polskiego gimnazjalisty! Nie dość, że obgadujecie przy stole osobę nieobecną, wyrażacie się o niej raczej nienajlepiej, to jeszcze dla ciebie ta ksywka to świetny żarcik, tak?

Nie tak dawno temu oburzałem się na B'Elanne Torres za obrabianie d*** Seven, a Ty przypomniałaś mi właśnie, że i w TNG (niestety) to było :].

Pleiades:
Widać jednak, załoga wybacza wszystkie te występki Barclayowi, dzięki temu, że wpadł na pomysł, co mogło być przyczyną awarii niszczącej statek i ostatecznie ratuje z Geordim Enterprise. Nawet całkiem ładnie się to wszystko zgrało i spasowało.

Acz - powiedzmy to sobie szczerze - jest to dopiero preludium do prawdziwego tryumfu Barclay'a w odcinku VOY "Pathfinder"*.

* Tak, usiłuję Cię delikatnie zachęcić do sięgnięcia potem i po kolejne serie ST (i trochę bronię honoru Voyagera w wiadomym zakresie).

Pleiades
fluor

Pleiades:
w XXIV wieku ludzie potrafią być takimi samymi dupkami, jak współcześnie.

fluor:
i tyle jeśli chodzi o ewolucję ludzkości i dążenie do rozwoju wewnętrznego ;)

Owszem . Ale za to jak naturalny punkt wyjścia do ORV (gdy brać to na wesoło) i dla DSC (gdy brać to... cholera wie jak w sumie).
Pleiades
Użytkownik
#4 - Wysłana: 11 Paź 2017 10:36:27
Odpowiedz 
Q__:
Niech TO posłuży za odpowiedź :
http://www.startrek.pl/episodes.php?op=Opis&epid=1 75

Dzięki Jesteś najlepszym Q z kontinuum Q, jakiego znałam ;)

Q__:
Nie tak dawno oburzałem się na B'Elanne Torres za obrabianie d*** Seven, a Ty przypomniałaś mi właśnie, że i w TNG (niestety) to było.

Muszę sobie przypomnieć VOYa (którego zresztą uwielbiam i obejrzałam kiedyś od dechy do dechy ze dwa razy).

Q__:
Acz - powiedzmy to sobie szczerze - jest to dopiero preludium do prawdziwego tryumfu Barclay'a w odcinku VOY "Pathfinder"*.

* Tak, usiłuję Cię delikatnie zachęcić do sięgnięcia potem i po kolejne serie ST (i trochę bronię honoru Voyagera w wiadomym zakresie).

Ja wieeem! Zapomniałam w recce wspomnieć, jak ważna jest to postać, która dalej funkcjonuje w świecie ST po zakończeniu TNG. Wszyscy go pokochali. Genialnie opisany bohater, genialna gra aktorska.. "Pathfinder" to jeden z odcinków Voya, który utkwił mi w pamięci na lata! Chciałam o tym wspomnieć, abyś był świadomy, że i ja jestem świadoma roli Barclaya w uniwersum ST
Q__
Moderator
#5 - Wysłana: 11 Paź 2017 10:47:40 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
Jesteś najlepszym Q z kontinuum Q, jakiego znałam

Najszybszym w tym wypadku.

Pleiades:
"Pathfinder" to jeden z odcinków Voya, który utkwił mi w pamięci na lata!

Swoją drogą gdy zestawić go z "Hollow Pursuits" robi się trochę smutno, bo wygląda na to, że biedny Reg musi sobie zdobywać szacunek raz za razem. Ocalił Ent-D, a potem - na Ziemi - znowu traktują go jako oficera drugiej kategorii. I to kto tak go traktuje? Facet, który go skądinąd lubi, i chce swatać ze swoją krewną.

Pleiades:
Chciałam o tym wspomnieć, abyś był świadomy, że i ja jestem świadoma roli Barclaya w uniwersum ST

Teraz to się prawie czerwienię, wyszło na to, że uczę ojca... czy raczej matkę... dzieci robić .
Dreamweb
Użytkownik
#6 - Wysłana: 11 Paź 2017 11:30:51
Odpowiedz 
No bardzo ładnie! Widzę że poziom nadal trzymasz i "paliwa" masz sporo!

Pleiades:
Widzę w nim odbicie samej siebie i to mnie właśnie najbardziej uderzyło w tym odcinku.

Oj, ja też mam sporo z Barclaya. Chociaż, jak już wspominałem, ja uciekam w ostatnich latach nie tyle w gry, co w różne rodzaje fikcji (filmową, serialową, słowo pisane, komiksową). Nie jestem może eskapistą w stopniu Reg'a, ale w jakimś na pewno. Tak jak pewnie wielu z nas na forum, zresztą dość popularny jest pogląd, że Reg miał być takim w krzywym zwierciadle pokazanym "trekkie", a jego holodekowe programy, w których się chował przed światem, analogią do samego Star Treka.
Pleiades
Użytkownik
#7 - Wysłana: 11 Paź 2017 13:57:43
Odpowiedz 
Q__:
Swoją drogą gdy zestawić go z "Hollow Pursuits" robi się trochę smutno, bo wygląda na to, że biedny Reg musi sobie zdobywać szacunek raz za razem. Ocalił Ent-D, a potem - na Ziemi - znowu traktują go jako oficera drugiej kategorii. I to kto tak go traktuje? Facet, który go skądinąd lubi, i chce swatać ze swoją krewną.

No i to jest nawet bardzo smutne. Reg ma nadal problemy (tym razem obsesja związana z Voyagerem), inni nadal go traktują z dystansem. Nie wiem już naprawdę, czy reszcie się _nie_chce_ dotrzeć do Rega, czy po prostu są bezsilni, ale to tylko udowadnia, że ludzkość pod względem swoich zachowań upada :P

Q__:
Teraz to się prawie czerwienię, wyszło na to, że uczę ojca... czy raczej matkę... dzieci robić .

Oj tam, nie przejmuj się. O starcie Voyagera z DS9 musiałeś mi przypomnieć, bo zapomniałam, więc się nie obwiniaj, że o Barclayu w VOY wspomniałeś. Moja stara pamięć może szwankować w różnych aspektach.

Dreamweb:
No bardzo ładnie! Widzę że poziom nadal trzymasz i "paliwa" masz sporo!

Dzisiaj, mam nadzieję, dokończę kolejny tekst. Dzięki za miłe słowa, a pisać zawsze lubiłam dużo i sporo, stąd moje wieloletnie działania na stronach growych.

Dreamweb:
Oj, ja też mam sporo z Barclaya. Chociaż, jak już wspominałem, ja uciekam w ostatnich latach nie tyle w gry, co w różne rodzaje fikcji (filmową, serialową, słowo pisane, komiksową). Nie jestem może eskapistą w stopniu Reg'a, ale w jakimś na pewno. Tak jak pewnie wielu z nas na forum, zresztą dość popularny jest pogląd, że Reg miał być takim w krzywym zwierciadle pokazanym "trekkie", a jego holodekowe programy, w których się chował przed światem, analogią do samego Star Treka.

O, a to ciekawe spostrzeżenie, tego nie wiedziałam, że można się tak odnieść do postaci Barclaya. Faktycznie, Reg może być odbiciem Trekkie, coś w tym jest.
Co do ucieczek Barclaya, to jeszcze nieśmiało się przyznam, że też miałam taki etap (daawno temu), że jak ktoś mnie wkurzył, to tworzyłam bota z jego imieniem w Quake 2, a potem latałam po mapie i do niego strzelałam :P :P A teraz mam w razie czego Simsy 4, gdzie mieszkają u mnie chyba wszystkie ważne dla mnie postacie realne i fikcyjne; kopię swojej rodziny też stworzyłam. Cha cha :D Nie ma to jak holodekowe fantazje :D
Q__
Moderator
#8 - Wysłana: 11 Paź 2017 15:23:17 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
No i to jest nawet bardzo smutne. Reg ma nadal problemy (tym razem obsesja związana z Voyagerem), inni nadal go traktują z dystansem.

Z drugiej strony... Patrząc na bohaterów ORV i DSC (Tilly!) można odnieść wrażenie, że ostateczny tryumf jest jednak jego. Wygrał przyszłość dla podobnych sobie.

A i in universe sukces odniósł. Dla załogi Voyagera na zawsze już zostanie najdroższym przyjacielem, co "Endgame" ładnie pokazuje.

Nawiasem: wiesz, że twórcom chodził po głowie pomysł na spin offowy serial o przygodach Rega i EMH?

Pleiades:
Dzisiaj, mam nadzieję, dokończę kolejny tekst.

Który z lubością zamieszczę.

Pleiades:
Co do ucieczek Barclaya, to jeszcze nieśmiało się przyznam, że też miałam taki etap (daawno temu), że jak ktoś mnie wkurzył, to tworzyłam bota z jego imieniem w Quake 2, a potem latałam po mapie i do niego strzelałam :P :P

Ja do dziś potrafię wyżywać wkurzenie rozwalając demony w DOOMie lub Niemców w Wolfensteinie.

(Nawiasem: mamy nawet kilka tematów o FPS-ach. Część sam zakładałem)
fluor
Użytkownik
#9 - Wysłana: 11 Paź 2017 15:32:05
Odpowiedz 
Q__:
Który z lubością zamieszczę

Buuuu, a moich nie chciałeś zamieścić. Czy to w ramach nielinkowania do konkurencji? Czyż nie jesteśmy jedną wielką federacyjną rodziną? :D

https://www.youtube.com/watch?v=DWIVEuK5ATw
Dreamweb
Użytkownik
#10 - Wysłana: 11 Paź 2017 15:32:59
Odpowiedz 
Ha ha, to żeście mi przypomnieli jak z kolegą próbowaliśmy kiedyś zrobić MODa do Wolfensteina gdzie chodziło się po naszej podstawówce. Jednym z bossów miała być oczywiście wychowawczyni. Ale talentu i zapału nam zabrakło, skończyło się na jakichś drobnych graficznych przymiarkach.
Za to o moim liceum powstały aż 2 gry, ale nie mojego autorstwa. I tak, można było się wyżyć na nauczycielach. Zresztą autor z wiadomych powodów wolał się nie ujawnić
Q__
Moderator
#11 - Wysłana: 11 Paź 2017 15:45:25 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
fluor

fluor:
Buuuu, a moich nie chciałeś zamieścić.

Gdzie nie chciałem? Przecież prosiłem, żebyś je u nas regularnie linkował (i ze dwa razy wyrażałem żal, że nie mam czasu podjąć z nimi szerszej dyskusji) . I wspominałem Piotrowi, że robisz kawał świetnej roboty.
fluor
Użytkownik
#12 - Wysłana: 11 Paź 2017 15:54:42
Odpowiedz 
Q__
W bazie recenzji :P
Q__
Moderator
#13 - Wysłana: 11 Paź 2017 16:02:40
Odpowiedz 
fluor

Czyli gdzie dokładniej? Chciałbyś, żebym je podlinkował w opisach poszczególnych odcinków? Da się zrobić.
fluor
Użytkownik
#14 - Wysłana: 11 Paź 2017 16:04:07
Odpowiedz 
To byłoby bardzo miłe
Q__
Moderator
#15 - Wysłana: 11 Paź 2017 16:12:24 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
fluor

To powiedz w jakiej formie byś to widział (jak linki opisać, czy jakiś fragment na zachętę zacytować, itd.).
Pleiades
Użytkownik
#16 - Wysłana: 12 Paź 2017 16:01:10
Odpowiedz 
Q, mam problem ;) Mam gotowy kolejny tekst, ale tak się rozpisałam, że za diabła mi się nie mieści w jednym poście :P
Czy masz jakąś możliwość ustawić, aby forum przyjmowało więcej linijek, czy po prostu wstawić mam post za postem?
Q__
Moderator
#17 - Wysłana: 12 Paź 2017 16:04:23
Odpowiedz 
Pleiades

Post za postem (sam tak robię, jak da się zauważyć, zwł. w topicu o DSC ostatnio).

ps. Już się bałem, że się na nas obraziłaś, bo milczysz, a tu taka miła niespodzianka.
Pleiades
Użytkownik
#18 - Wysłana: 12 Paź 2017 16:08:14 - Edytowany przez: Pleiades
Odpowiedz 
2x15 - Pen Pals

Skrócony opis odcinka:
Pierwsza Dyrektywa leży i umiera w agonii przez 8 tygodni. Data robi się sentymentalny. Wesley uczy się rządzić. Jakieś randomowe planety ulegają zniszczeniu. Prócz jednej.

Wydłużony opis odcinka:
„O ku...a!” - takie były moje słowa gdzieś w okolicach 30 minuty epizodu. Bo to, co się działo przez ostatnie pół godziny na ekranie można by nazwać jednym słowem – równia pochyła.
Ale zacznijmy od początku.

Załoga ma do wykonania ciekawą acz prostą misję. Przypominamy sobie, że Enterprise, to nie okręt wojenny, a głównie badawczy i eksploracyjny i właśnie teraz został wysłany z takim zadaniem. Ma obserwować zmiany geologiczne w pięciu blisko siebie położonych układach słonecznych, gdyż z niewyjaśnionych przyczyn dzieją się tam niepokojące zjawiska doprowadzające do destrukcji planet.
Podczas gdy załoga obserwuje planetarne zmiany, Picard relaksuje się w holodeku, jeżdżąc konno. I tutaj wielki plus, że pokazano kapitana jako zwykłego człowieka, który też lubi się relaksować, w dodatku ma niebanalne hobby. Rozumiem w pełni jego pasję, sama kiedyś dużo jeździłam konno, więc temat mi bliski Przy okazji w holodeku wywiązuje się dyskusja Picarda z Troi odnośnie zwierząt i jeździectwa. Dowiadujemy się, że Betazoidzi są w stanie odczytywać emocje zwierząt – podoba mi się to, bo pokazuje stosunek ucywilizowanych światów do innych stworzeń. Poznajemy też filozofię jeździectwa oczami Picarda – chodzi nie o to, aby okiełznać bestię, ale żeby nawiązać z nią kontakt, współpracować, bo jest przyjacielem, towarzyszem i wypełnia pustkę „o której nawet nie wiedzieliśmy, że istnieje”. Dobrze powiedziane, tylko czy holo-koń, który nie ma duszy i charakteru nadal podpada pod tę filozofię? Dowiadujemy się jeszcze, że Deanna miała kiedyś kociaka, ale jej matka za nim nie przepadała. Aha. Mam kolejny dobry powód, aby nigdy nie polubić Lwaxany.
Kapitan sobie dużo nie pojeździł, ledwie zdążył włożyć stopę w strzemię, zgłosił się do niego Riker. Okazuje się, że siły niszczące planety są niezwykle silne i Picard na mostku staje się świadkiem totalnej destrukcji kolejnego świata.
Mamy zagadkę do rozwiązania, Number One.

I tutaj wkracza wątek B (tak, tak, jeszcze przed wątkiem A!), bo załoga rusza na naradę w sali obserwacyjnej odnośnie dalszych losów Wesa Crushera.
Chcą mu powierzyć Bardzo Ważne Zadanie, które ma polegać na pierwszym samodzielnym dowództwie nad grupą naukowców badających przyczyny umierania planet. Opinie załogi są bardzo podzielone, nie mogą się zgodzić w kwestii Wesa. Mamy skrajne opinie, od: „to jeszcze chłopiec, przerośnie go to!” do: „dorasta już, da sobie radę!”. Decyzję podejmuje Riker – tak, Wesley poprowadzi zespół badawczy, damy mu szansę.
Nieważne, że dzieciak nigdy nie został przyjęty do Akademii, ale i tak dają mu możliwość praktycznego sprawdzenia się w „zawodzie”, a to pewnie dlatego, że ma matkę oficera. Która jest, przypadkiem, przyjaciółką kapitana. Nepotyzm? ;)
Wyjaśnię coś w tym momencie. Pomimo wszelkiego wrogiego nastawienia fandomu, ja Wesa naprawdę lubię. Owszem, miał wiele głupich występków na koncie, ale to w sumie naprawdę utalentowany (nieco zbyt genialny jak na standardy ST ;) ) młodzieniec. Ja mu tam zawsze kibicowałam. I tak było w tym przypadku. Prawda, ma dodatkowe wsparcie z tego względu, że „wkręcił się” w załogę dzięki swojej matce. Ale dlaczego nie wykorzystywać okazji? Ja trzymałam kciuki, aby mu się tym razem powiodło.
Wesley czuje się jeszcze trochę niepewnie i szuka porady u starszych przełożonych. Podoba mi się to, że wszyscy z sympatią do niego podchodzą i udzielają mu wsparcia (głównie psychicznego). To musi być dla chłopaka trudne, zwłaszcza że ma w drużynie prawdziwych oficerów po Akademii, bardziej doświadczonych i obytych w pracy na statku, w dodatku starszych od niego. Jeden to nawet jest dwa razy starszy. Trudno przy takim zespole zachować spokój, prawda? Nie dziwię się panice Wesa, kiedy miał do nich wkroczyć i porozdzielać zadania.
Podczas gdy Wesley zmaga się ze swoimi lękami odnośnie dowodzenia, Data realizuje swój własny projekt, dotyczący rekalibracji czujników, aby odbierały najsłabsze sygnały naturalne i sztuczne z pobliskich systemów planetarnych. Przy okazji robi na mostku taki bałagan, jak moi synowie w swoim pokoju. Oj, i tutaj dostajemy pewien hint, prawie o wymiarze symbolicznym. Skoro Data potrafi zrobić taki bałagan na mostku, że trudno przejść i wszyscy się potykają, to zapewne tym bardziej potrafi zrobić bajzel na całym statku, którego nie jest w stanie opanować. No i się przepowiednia spełniła…
Wróćmy na chwilę do Wesleya, który spotyka swoich podwładnych i pracuje z nimi. W pewnym momencie ma opcję – albo dokładnie zgłębić analizę geologiczną, albo sobie odpuścić. Chorąży Davies, który wydaje się być…. hmm… bardzo pewny siebie, sugeruje Crusherowi, aby sobie odpuścił, bo to dodatkowe godziny pracy, a innym się nie chce ;) I lepiej czasami robić rzeczy na odwal :P Wesley z początku się zgadza, ale idzie się poradzić Rikera, który, o dziwo, znajduje dla niego czas. Następuje poważna rozmowa odnośnie odpowiedzialności spoczywającej na dowódcy. Riker sprzedaje poradę, aby Wes zawsze pomyślał, co w tej sytuacji zrobiłby Picard. Och, czy to znaczy, że Picard jest nieomylny? Nie, ale naprawdę należy go brać za wzór do naśladowania. W sumie nawet dobrze, że Riker tylko o Picardzie wspomniał, bo co by było, gdyby dał do zrozumienia Wesowi, że powinien przypatrzeć się decyzjom wszystkim starszym oficerom na mostku, wliczając w to kapitana, Pierwszego i Datę? Rozumiecie? Datę. To by było w tym momencie tak śmieszne, że aż straszne Ale twórcy odcinka nam tego oszczędzili.
I tu następuje piękna chwila, kiedy Wes podejmuje decyzję, że jednak przeprowadzi ten czasochłonny skan. Idzie z tym do – wydaje się – zadufanego Daviesa. Widz sobie myśli: oho, będzie chryja! A Davies co odpowiada? „Już się robi!” Ba dam tss…
Szczęka opadła nie tylko Wesowi, ale i widzom. To było naprawdę rewelacyjne podejście do tematu dowodzenia i do autorytetu, jaki musi mieć w oczach podwładnych nawet niższy rangą i młodszy oficer. Przepiękna scena.
Wróćmy do głównego wątku.
Picard nadal się relaksuje w siodle, podczas gdy planety umierają, no ale dobra, ma do tego prawo. Dopiero przybycie Daty do holodeku zmieniło dzień Picarda z relaksu w koszmar na jawie.
Data przyznaje, że miał stały kontakt z obcą formą życia na jednej z umierających planet.
Przez osiem tygodni.
Rozumiemy się? Przez OSIEM pieprzonych tygodni!
Aż się dziwię, że kapitan w tym momencie nie spadł z siodła.
Mamy za to spokojny głos Picarda, który, jakże moralizatorsko, obwieszcza swojemu podwładnemu, że czasami samotność jest szeptem w ciemności. WTF?!
W dalszej rozmowie zorientowaliśmy się już, że Data zdążył z obcą formą życia wymienić wiele doświadczeń, łącznie z kontami na Facebooku, ale pada podstawowe pytanie Picarda: czy ta cywilizacja wie o innych istotach rozumnych we wszechświecie?
Nie.
O kurczę… Mamy problem...
Co tu się w ogóle dzieje!?
Spodziewałabym się jakiejś grubej awantury, przynajmniej objechania jednego z najważniejszych oficerów od góry do dołu. Zrozumcie, Data jest, do diabła, trzecim w łańcuchu dowodzenia na statku, musi być świadom podejmowanych decyzji i świecić przykładem. A tak nie jest. Kapitan przypomina, czym jest Pierwsza Dyrektywa i co ona znaczy dla Federacji. Data mówi, że zdaje sobie z tego sprawę. Czyżby?! No dokładnie, tak tylko chciał zasięgnąć porady, aby kapitan rozważył jakieś nowe opcje. Po ośmiu tygodniach łamania jednego z najważniejszych praw w Gwiezdnej Flocie. No ja was proszę… Oficer który z wyróżnieniem skończył akademię Floty ma takie przemyślenia? Czegoś go te studia nauczyły w ogóle?! A może trzeba jednak cofnąć Datę do pierwszych roczników kadetów, bo coś mu tam najwyraźniej w mózgu nie trybi? :P
Ale Picard reaguje tak stoicko, jak by w tym momencie grał w pokera. Każe tylko swojemu podwładnemu zaprzestać kontaktów z obcą formą życia i zwołuje nadzwyczajne zebranie w swojej kwaterze.
Tak, nie w gabinecie na mostku, nie w sali obserwacyjnej, ale w swoim mieszkaniu.
Pleiades
Użytkownik
#19 - Wysłana: 12 Paź 2017 16:10:32 - Edytowany przez: Pleiades
Odpowiedz 
I tutaj się zaczyna kaskada zdarzeń, których nawet i ja pojąć w pełni nie mogę ;)
Następuje – skąd inąd – ciekawa debata nad znaczeniem Pierwszej Dyrektywy. Jak to było w przypadku Wesa, teraz każdy ma odmienne zdanie. Worf uważa, że należy bezwzględnie przestrzegać prawa. Pulaski stoi po odwrotnej stronie. Czasami aż się dziwię, że poparła w tym momencie opinię Daty, ale wyraża się jasno. Jest wrażliwa na krzywdę innych, nie wyobraża sobie unicestwienia świata na jej oczach, ripostuje Worfa twierdząc, że ucieczka i nicnierobienie w tej kwestii byłoby nawet tchórzostwem. Auć, zabolało, panie Worf?
Riker ma jeszcze inne zdanie, postrzega destrukcję światów jako nieodłączną część kosmicznego planu, fatum. Deanna zwraca uwagę, że skoro Enterprise tu jest, to może kosmiczny plan zakłada, że Federacja pomoże temu nieszczęsnemu światu? Oho, wkraczamy w tematy boskiej interwencji w życie gatunków we wszechświecie. Zanim pokojowa dyskusja zamienia się w krwawą jatkę ;) wkracza Data, przypominając, że nie dyskutujemy filozoficznie na temat Boga (czy też fatum) i jego roli we wszechświecie, ale problem dotyczy prawdziwej cywilizacji tam na dole, cywilizacji, która nie ma szans na ratunek i umiera.
Mamy jeszcze małe sprzeczki dotyczące scenariuszy „a co by było, gdyby..?” Co by było, gdyby chodziło o zarazy, czy też wojnę, a nie naturalną geologiczną destrukcję…? Cóż, kapitanie, to też zależy od przekonań, bo „co by było gdyby” to trochę uproszczony schemat sugerujący domniemane działania. Gdyby szafa miała sznurek, to by była windą.
Picard trzyma się swoich standardów i oznajmia, że kontakty z obcą cywilizacją trzeba przerwać i przyglądać się biernie jej destrukcji.
I w tym momencie Data podejmuje najbardziej perfidną i wyrachowaną akcję w całym swoim dotychczasowym życiu. Puszcza na całą epę głos przerażonego dziecka (Sarjenki), wołającego o pomoc. Niemożliwym jest, aby Picard słuchając tego przekazu się nie wzruszył.
A więc jednak. Szept w ciemności stał się błagalnym krzykiem.
Czy wyście wszyscy na tym statku powariowali??
Ja rozumiem tę decyzję, ale z ust kapitana, zwłaszcza pod wpływem impulsu, coś takiego nie miało prawa wyjść.
W ogóle odnoszę wrażenie, że od tego momentu wszyscy zaczynają się zachowywać tak, jak by byli z innej bajki. Najbardziej uderzyło mnie zachowanie Daty, który, niby bez emocji, ale w tak CELOWY sposób zagrał na uczuciach innych, że to się robi prawie niemożliwe. Przez wiele odcinków starano nam się wmówić, że Data nie kieruje się w wyborach uczuciami, bo po prostu nie jest zdolny do ich odczuwania, ale tutaj nam fundują taką akcję, że aż zaczynamy wątpić.
Przyczynę mogę wybierać spośród dwóch możliwości.
Pierwsza z nich, że na przekór tego w co wierzy Data i co chcą nam przekazać twórcy serialu, odczuwa jednak jakieś emocje. Nie mówię, że potrafi je nazwać, czy też nawet interpretować (bo wiemy, że nie), ale są jednak jakieś działania, które podejmuje nie kierując się wyłącznie logiką. I to nie tylko w tym odcinku, można wymienić co najmniej kilka takich epizodów, chociaż tutaj jest to nawet aż przerysowane. Widocznie wyszedł już dawno ze swojego podstawowego oprogramowania i wyewoluował w istotę bardziej ludzką, niż mu się to wydaje. Mogę nawet przyjąć teorię, że kontakt z umierającym światem uaktywnił jakieś nowe neurony w jego pozytronowym mózgu i wszedł on w podprogram pt.: „ratujmy tę cywilizację wszelkimi dostępnymi metodami”. Cóż, pamiętajmy, że pochodzi on przecież ze świata zniszczonego przez Gigantyczny Płatek Śniegu™, więc może to osobiste powody są przyczyną tego, jak zareagował na widok umierającej planety.
Druga możliwość, że twórcy w drugim sezonie sprzedają nam koszmarnego buga, albo po prostu nas trollują. Jedyny powód to brak pomysłu, jak to inaczej rozegrać. Ale ja, już po chwili myślenia, potrafiłabym wybrać kilka innych opcji. Przede wszystkim kontakt z dziewczynką mógłby nawiązać każdy inny oficer na pokładzie, a że oni wszyscy reagują sentymentalnie, dałoby się z tego wyprowadzić fabułę ;) Całkowicie do tego nadaje się Deanna, zwłaszcza, że jeszcze dodatkowo mogła odczuwać emocje (przerażenie, samotność) Sarjenki, plus – cieszy się autorytetem i szacunkiem reszty załogi, mogłaby ich namówić na pomoc, więc takie coś można by spokojnie widzom sprzedać. Ale z jakiegoś względu twórcy uparli się jednak na Datę i to on odgrywa tu główną rolę.
Tak więc raczej obstawiam teorię nr 1, bo bardziej mi pasuje do ogólnego zarysu trekowego świata, zwłaszcza biorąc pod uwagę także inne epizody.
Powróćmy jednak do faktów, a nie teorii.
Ponieważ Wesley dał sobie doskonale radę z Bardzo Ważnym Zadaniem, odnajduje nie tylko przyczynę ale i rozwiązanie dla problemów geologicznych planety. Dobra wiadomość – uda się ocalić rodzinę i całą cywilizację, z której pochodzi Sarjenka. Zła wiadomość – jednak rikerowy „kosmiczny plan” nie działa na ich korzyść, bo Data traci kontakt z dziewczynką i to właśnie wtedy, kiedy na szali ważą się losy jej planety.
Lawina leci dalej po zboczu, jedna błędna decyzja wymusza drugą, ta kolejną i dochodzimy do etapu, kiedy Data prosi o pozwolenie na zejście na powierzchnię planety, aby pomóc dziewczynce.
I w tym momencie już mi ręce opadły. W co wyście się wplątali?! Przeklęłam siarczyście, bo już nie wierzyłam w to, czego jestem świadkiem.
Picard wyraża zgodę, jednocześnie pokazując gestem Rikerowi, jak głęboko utknęli w tym całym bagnie. I w tym momencie dostajemy wyjaśnienie, dlaczego pierwotnie omawianie problemu odbyło się w mieszkaniu kapitana. Główna załoga nie chce w swój zbrodniczy plan angażować reszty statku i te działania są raczej potajemne. Hej, czyżby w sali obserwacyjnej był monitoring??
Dochodzi do takich absurdów, jak Riker każący O’Brienowi nic nie widzieć i nic nie słyszeć, kiedy osobiście teleportuje Datę na planetę. O’Brien spełnia rozkaz, „drzemiąc” sobie w kąciku.
Dalej wszystko się dzieje błyskawicznie. Zagrożenie zawaleniem się całego budynku zmusza Datę, aby zabrał Sarjenkę ze sobą na pokład, następnie zabiera ją na mostek (!) powodując, że kapitan aż się zagotował. Wszelkie nauki w Akademii, prawo Floty, zdrowy rozsądek poszły się paść.
Na szczęście plan Wesa działa znakomicie i udaje się uratować planetę.
Ale co zrobić z dziewczynką?
I tu następuje, według mnie, bardzo słaba i niepotrzebna akcja, psująca trochę odbiór odcinka. Rozwiązanie jest proste aż do bólu – wymazać pamięć Sarjenki.
Nie wiem, co o tym uważają inni, ale dla mnie to tanie, zbyt tanie, oszustwo, porównywalne do wklepywanego godmode w grach lub odtwarzania stanu gry z ostatniego save’a. Tak to się nie powinno odbyć. Działania załogi powinny odcisnąć jakieś solidne piętno, a przynajmniej powinni mieć chociaż cień obawy, że kiedyś poniosą konsekwencje swoich czynów. A tak to mamy akcję i udawanie na wszelkie sposoby, że „nic się nie stało”.
A co by było, gdyby nie dało się wymazać pamięci dziewczynki? Dlaczego by nie miała pozostać ze wspomnieniami? Przypomnę, że jest tylko dzieckiem, któremu i tak by żaden dorosły w historię o „gwiezdnych ludziach” nie uwierzył ;) A nawet jak? Picard z historii Ziemi powinien wiedzieć, że było wielu takich na przestrzeni wieków, którzy uważali, że mieli kontakt z kosmitami, pisali nawet o tym książki (co więcej, przecież jednego takiego osobnika będziecie mieli nawet na pokładzie! - „Time’s Arrow”. Wait… Czy Pierwsza Dyrektywa może dotyczyć też.. własnej planety? ), ale mało osób im uwierzyło i byli postrzegani, co najwyżej, jako ekscentryczni dziwacy, co nie znaczy, że nie mieli racji ;) Zmieniło to losy świata? Nie.
Chociaż chętnie bym kiedyś zobaczyła jakiś spin-off uniwersum ST, w którym cywilizacja z Dremy IV po pięciuset latach osiąga taki poziom technologii, że nie tylko lata z prędkością warp, ale staje się wrogiem Federacji i ostatecznie wybija całą Gwiezdą Flotę w pień. Aaale to by było mocne, trolling lv. hard :D
Oprócz tego haniebnie cziterskiego działania na końcu, epizod porusza bardzo ważną kwestię. Problem, czy Pierwsza Dyrektywa to rozsądny zapis i czy w ogóle ma prawo zaistnieć w tak rozwiniętym świecie, jako „zabezpieczenie” przed kontaktem z mniej zaawansowanymi technicznie cywilizacjami. Jak widać po tym epizodzie, nie trzeba wiele, aby zechcieć te zasady złamać, wystarczy trochę emocji. Wielu obcych zarzucało już Picardowi (i ludziom w ogóle), że ludzie to słaba rasa, bo kieruje się w życiu sentymentami, uczuciami, współczuciem do innych, itd. Picard zawsze odpowiadał, że to właśnie nasza siła, iż rozwinęliśmy się w tym kierunku. To nawet był argument, który sprzedał przed sądem Q. Skoro kierujemy się w życiu moralnymi osądami, to w takim razie Pierwsza Dyrektywa kłóci się z naszą naturą, z czymś, co mamy zapisane w genach. Stąd nasza tendencja do łamania tego prawa.
Warto jeszcze wspomnieć, że chociaż prawo zostało złamane, to właściwie nikogo na końcu nie zmusza to do głębszej refleksji (chociażby odrobiny zakłopotania, że tak, braliśmy w tej akcji świadomie udział, wbrew zasadom Gwiezdnej Floty i trochę nam z tego powodu głupio ;)). Co więcej, Data został nawet pochwalony przez Picarda za całokształt podejmowanych decyzji.
Ręce opadają.
Jedno jest pewne – Data w jakimś stopniu jest tu zwycięzcą, bo odkrył w sobie wielkie pokłady człowieczeństwa.

Cytat odcinka:
Picard: „Her society is aware that there is interstellar life?”
Data: „No, sir.”
Picard: „Oops….”


Czego się nauczyliśmy:
Jeśli będzie twoja planeta umierać i grozi Ci śmierć, łap swoje CB Radio i wołaj w niebo o pomoc. Zjawi się wtedy Enterprise i Data Cię uratuje. Ale pod jednym warunkiem – musisz być małym dzieckiem, żeby poruszyć to sztuczne, acz czułe na krzywdy, androidowe serduszko :P

Czego się nie dowiedzieliśmy:
Czy ktokolwiek z Gwiezdnej Floty dowiedział się o tej „małej przygodzie” załogi.

Screenshot dnia:



Jak na obcy świat, ta szafka z tyłu coś za bardzo przypomina ziemski mebel. Czyżby Ikea dotarła tam, gdzie nie był jeszcze żaden człowiek? ;)
Q__
Moderator
#20 - Wysłana: 12 Paź 2017 16:47:01 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades

Voila! :
http://www.startrek.pl/episodes.php?op=Opis&epid=1 47

Pleiades:
A co by było, gdyby nie dało się wymazać pamięci dziewczynki? Dlaczego by nie miała pozostać ze wspomnieniami? Przypomnę, że jest tylko dzieckiem, któremu i tak by żaden dorosły w historię o „gwiezdnych ludziach” nie uwierzył ;) A nawet jak? Picard z historii Ziemi powinien wiedzieć, że było wielu takich na przestrzeni wieków, którzy uważali, że mieli kontakt z kosmitami, pisali nawet o tym książki (co więcej, przecież jednego takiego osobnika będziecie mieli nawet na pokładzie!

Wydaje mi się, że chodzi o jedną sprawę... Oglądałaś ostatnią inkarnację Ghostbusters? Uważam ten film za słaby, ale jest tam dość interesujący wątek tego jak bycie nawiedzaną przez ducha wpłynęło na życie Erin (i więcej zła spotkało ją od ludzi, którzy jej nie uwierzyli, niż od upiora, jak słychać):
http://www.youtube.com/watch?v=3SpJZ8N3kbE
Może Picard i spółka chcieli, po prostu, oszczędzić Sarjence takiego losu?

(Inna sprawa, że - jak pokazuje sytuacja w "Who Watches the Watchers" - nie ma stuprocentowej pewności, że to zadziałało. Hm... czyżbyśmy mieli tu kolejną historię w wszechświata ST, która wymaga opowiedzenia?*)

* Nawiasem: non canon tak widzi dalsze losy dziewczynki, optymistycznie dość (choć na Łysego za to wymazanie się obraziła):
http://memory-beta.wikia.com/wiki/Sarjenka

Pleiades:
łap swoje CB Radio i wołaj w niebo o pomoc. Zjawi się wtedy Enterprise i Data Cię uratuje

Robiłem tak, Enterprise nie przybył . Widać Picard uznał, że jesteśmy w stanie poradzić sobie sami. Optymista p***.
Pleiades
Użytkownik
#21 - Wysłana: 12 Paź 2017 17:27:28
Odpowiedz 
Q__:
Voila! :

Dzięki

Q__:
Wydaje mi się, że chodzi o jedną sprawę... Oglądałaś ostatnią inkarnację Ghostbusters? Uważam ten film za słaby, ale jest tam dość interesujący wątek tego jak bycie nawiedzaną przez ducha wpłynęło na życie Erin (i więcej zła spotkało ją od ludzi, którzy jej nie uwierzyli, niż od upiora, jak słychać):

Akurat tego filmu nie oglądałam (mam nagrany na dysku, ale czasu mi brakuje na oglądanie). Nie wiem, czy od razu trzeba zakładać najgorsze, że by Sarjenka miała problemy w społeczeństwie z powodu tego, co ją spotkało. Jakoś tak ochoczo do wymazywania pamięci innym prymitywnym ludom mającym z nimi kontakt nie przystępowali.

Q__:
Może Picard i spółka chcieli, po prostu, oszczędzić Sarjence takiego losu?

Raczej to tanie zagranie na emocjach widza oraz wyciszenie swojego własnego sumienia. No bo, kurczę, "nic się takiego wielkiego nie stało!"

Q__:
* Nawiasem: non canon tak widzi dalsze losy dziewczynki, optymistycznie dość (choć na Łysego za to wymazanie się obraziła):

A widzisz Mało zgłębiam niekanoniczne książki właśnie z tego względu, że są... niekanoniczne. Niektóre historie są mocno ponaciągane. Jak już mam coś poczytać, to wolę wejść na fanfiction.net, wiedząc że to fikcja literacka fanów.
Ale mimo wszystko fajnie wiedzieć, jak książki opisują dalsze losy Sarjenki

Q__:
Robiłem tak, Enterprise nie przybył . Widać Picard uznał, że jesteśmy w stanie poradzić sobie sami. Optymista p***.

A byłeś dzieckiem? :P To podstawowy warunek, jak napisałam.
Q__
Moderator
#22 - Wysłana: 12 Paź 2017 17:48:31
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
Dzięki

Nie ma za co. Zysk dla serwisu.

Pleiades:
Jakoś tak ochoczo do wymazywania pamięci innym prymitywnym ludom mającym z nimi kontakt nie przystępowali.

Z w/w "Who Watches the Watchers" wynikało, że chcieli to podnieść do rangi standardowej procedury w takich razach, ale nie zawsze skutkowało. Odmienne neurofizjologie jednak.

Pleiades:
Mało zgłębiam niekanoniczne książki właśnie z tego względu, że są... niekanoniczne. Niektóre historie są mocno ponaciągane.

Z drugiej strony niektóre są całkiem udane. I b. ładnie łatają niespójności kanonu.

Pleiades:
A byłeś dzieckiem? :P To podstawowy warunek, jak napisałam.

Każdy z nas był, Datę pominąwszy.
Pleiades
Użytkownik
#23 - Wysłana: 12 Paź 2017 18:06:37 - Edytowany przez: Pleiades
Odpowiedz 
Q__:
Nie ma za co. Zysk dla serwisu.

To będę kontynuować, tylko jeszcze nie wiem, za jaki odcinek się dziś zabrać. Mam małą głupawkę, więc wybiorę raczej lekki temat.

Q__:
Z w/w "Who Watches the Watchers" wynikało, że chcieli to podnieść do rangi standardowej procedury w takich razach, ale nie zawsze skutkowało. Odmienne neurofizjologie jednak.

Jeszcze nie obejrzałam tego w rewatchu, więc słabo pamiętam.
W sumie może dobrze, że z pomysłu potem zrezygnowali, bo by Mark Twain nie napisał żadnej książki, a i całą wioskę z "Thine Own Self" trzebaby wziąć w obroty - personelu medycznego na Enterprise by nie wystarczyło :P

Q__:
Z drugiej strony niektóre są całkiem udane. I b. ładnie łatają niespójności kanonu.

O, a możesz coś konkretnego polecić? Może sobie poczytam.

Q__:
Każdy z nas był, Datę pominąwszy.

No nie, pytałam w sensie, czy byłeś dzieckiem, kiedy wzywałeś przez radio Enterprise na pomoc. Bo jeśli byłeś dorosły, to nic dziwnego, że Cię olali ;)
Q__
Moderator
#24 - Wysłana: 12 Paź 2017 18:25:19 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
O, a możesz coś konkretnego polecić? Może sobie poczytam.

Zasadniczo powieści Christophera L. Bennetta:
http://memory-alpha.wikia.com/wiki/Christopher_L._ Bennett
I kontynuacje VOYagera Kirsten Beyer (w nagrodę za ich napisanie trafiła do zespołu scenarzystów DSC):
http://memory-alpha.wikia.com/wiki/Kirsten_Beyer

Ze starszych rzeczy zwróciłbym też Twoją uwagę na dorobek Petera Davida (cykl New Frontier):
http://memory-alpha.wikia.com/wiki/Peter_David

No i dwa nieśmiertelne klasyki, które - z racji okoliczności ich powstania - skłonny jestem uważać wręcz za nadkanon:
http://memory-alpha.wikia.com/wiki/Star_Trek:_The_ Motion_Picture_(novel)
http://memory-alpha.wikia.com/wiki/A_Stitch_in_Tim e

Pleiades:
No nie, pytałam w sensie, czy byłeś dzieckiem, kiedy wzywałeś przez radio Enterprise na pomoc. Bo jeśli byłeś dorosły, to nic dziwnego, że Cię olali ;)

Sądzisz, że w dorosłym wieku miałbym takie pomysły?
Dreamweb
Użytkownik
#25 - Wysłana: 12 Paź 2017 18:58:40
Odpowiedz 
Uff, ale kawał tekstu... Jestem pod wielkim wrażeniem.

Uśmiechnąłem się zresztą, że wybrałaś odcinek po takim właśnie tytułem, pewnie wiesz dlaczego.

Swoją drogą, dawno ten odcinek widziałem, może nawet zbyt dawno. Ale bardzo dobrze pamiętam reakcję Picarda gdy Data mu o wszystkim mówi - zadziwiająco spokojną, prawie zobojętnioną.

Pleiades:
Rozwiązanie jest proste aż do bólu – wymazać pamięć Sarjenki.
Nie wiem, co o tym uważają inni, ale dla mnie to tanie, zbyt tanie, oszustwo, porównywalne do wklepywanego godmode w grach lub odtwarzania stanu gry z ostatniego save’a

No tak, deus ex machina jak się patrzy, pamięć zresetowana i "nic się nie stało, Picardzie nic się nie stało" jakby pewnie zaśpiewali naszej załodze. Takie sobie to zakończenie, to fakt.
Pleiades
Użytkownik
#26 - Wysłana: 12 Paź 2017 21:08:52 - Edytowany przez: Pleiades
Odpowiedz 
Q__:
Zasadniczo powieści Christophera L. Bennetta:

Q__:
I kontynuacje VOYagera Kirsten Beyer (w nagrodę za ich napisanie trafiła do zespołu scenarzystów DSC):

O, ciekawe bardzo, tylko dużo tego jest, a jak patrzę na ceny ebooków, to są porażające jak na nasze polskie warunki -_-;;

A słyszałeś coś o Diane Carey?

Q__:
Sądzisz, że w dorosłym wieku miałbym takie pomysły?

No wiesz, jesteś Q
Znam takiego Q co się wygłupia średnio raz na sezon na Enterprise i Voyu :P

Dreamweb:
Uśmiechnąłem się zresztą, że wybrałaś odcinek po takim właśnie tytułem, pewnie wiesz dlaczego.

A patrz, nawet nie zwróciłam na to uwagi ^^ Hehe, co za zbieg okoliczności

Dreamweb:
No tak, deus ex machina jak się patrzy, pamięć zresetowana i "nic się nie stało, Picardzie nic się nie stało" jakby pewnie zaśpiewali naszej załodze. Takie sobie to zakończenie, to fakt.

Właśnie sobie wyobraziłam załogę śpiewającą to Picardowi
Odcinek zacny bardzo, jedna z perełek drugiego sezonu, chociaż załoga postępuje nierozsądnie. Za końcówkę niestety odejmuję punkcik.
Q__
Moderator
#27 - Wysłana: 12 Paź 2017 21:39:04 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
A słyszałeś coś o Diane Carey?

Wiem, że na Zachodzie jest ceniona (zdobyła nagrodę Prometheusa). Więcej nie pomogę.

Natomiast mogę dodać, że nie-Trekowe utwory dwu innych kojarzonych z ST autorek wyszły (dawno temu) w Polsce, i czytałem je. (Były to "I królowa, i złodziej, i smok" Diane Duane, zamieszczone w śp. "FENIXie", oraz "Mistrzowskie posunięcie dziadka do orzechów" i "Najlepszy teoremat Fermata" Janet Kagan, oba ukazały się w "Nowej Fantastyce".)

Pleiades:
Znam takiego Q co się wygłupia średnio raz na sezon na Enterprise i Voyu :P

Taa, ale po co - na zdrowy, dorosły, rozum - wołać Picarda przez radio, jak można mu na pokład statku wparować?

Pleiades
Użytkownik
#28 - Wysłana: 12 Paź 2017 22:16:36
Odpowiedz 
Q__:
Wiem, że na Zachodzie jest ceniona (zdobyła nagrodę Prometheusa). Więcej nie pomogę.

Hmm... Czytam trochę recenzji jej książek w sieci i są dość pochlebne. Widzę, że zrobiła kilka książkowych "wersji" odcinków TNG, może warto się zainteresować ^^ I tak na ambitniejsze lektury nie mam za bardzo czasu.

Q__:
Taa, ale po co - na zdrowy, dorosły, rozum - wołać Picarda przez radio, jak mu można na pokład statku wparować?

No jak to po co? Dla żartu oczywiście :P Przecież Q chodzi o zabawę :D

A ja już chyba wybrałam, który odcinek jutro opiszę.
Dreamweb
Użytkownik
#29 - Wysłana: 12 Paź 2017 22:27:27
Odpowiedz 
Pleiades:
Jeszcze nie obejrzałam tego w rewatchu, więc słabo pamiętam.

Ooo bardzo polecam! Who Watches the Watchers = jeden z moich ulubionych odcinków, choć doceniony dopiero po latach, za drugim/trzecim obejrzeniem. Eh, gdyby tak Discovery osiągnął kiedyś taki poziom... (czego mu - mimo wszystko - życzę)
Q__
Moderator
#30 - Wysłana: 12 Paź 2017 23:27:16 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
No jak to po co? Dla żartu oczywiście :P Przecież Q chodzi o zabawę :D

Ale co to za zabawa krzyczeć przez radio, jak można zjawić się niespodziewanie i huknąć mu wprost do ucha? Co - jak wiadomo - działa zwłaszcza w wypadku erudytów:

"- Nie macie pojęcia, jaki świetny udał mu się kawał, gdyśmy w maju byli w Krynicy.
- No?
- Otóż, wyobraźcie sobie, w naszym pensjonacie mieszkał też jakiś Kurowski, czy Karkowski, taki, wiecie, stuprocentowy mężczyzna, stuprocentowy dżentelmen, co to i tenis, i Byron, i Baudelaire, i Wilde, i Canale Grande, i Casino de Paris, i Monte, i obce języki, i gatunki win, i nazwy jedwabiów, i koligacje wyższych sfer - no, słowem, wspaniały. Kobiety za nim szalały, a przy wspólnym stole konwersacja zmieniała się co dzień, jak amen w pacierzu, w rodzaj monologu czy odczytu tego bubka. Gadał i gadał, dowcipkował, robił kalambury, wplatał aforyzmy coś w dziesięciu językach, słowem - czarował.
- Byczy typ - zawołał Szumski - jeżeli jeszcze miał parasol i nie wymawiał "r", dam głowę, że z MSZ-u! Pułkownik wybuchnął śmiechem.
- Jakbyś zgadł! Jak Boga kocham, ten typek nie rozstawał się z parasolem.
- No i co dalej?
- Wyobraźcie sobie, coś na piąty czy szósty dzień, gdyśmy szli na obiad, Jaś powiada: "Dalibóg, dłużej nie wytrzymam." Siedział, uważacie, vis a vis bubka. Ten jak zaczął czarować przy zupie, tak dojechał do pieczystego. Czekam, a Jaś nic. Siedzi i słucha, a typek uśmiechnięty, wytworny, wciąż czaruje. Pamiętam, zaczął właśnie opowiadać o najmodniejszych kolorach sezonu, gdy nagle mój Jaś odłożył nóż i widelec, z lekka podniósł się na krześle i, pochyliwszy się przez stół do owego czarodzieja, jak nie huknie: "Huuuu!..."
Dyzma i Szumski nie mogli powstrzymać śmiechu.
- Jak to - zapytał Szumski - po prostu "huuu"?
- "Huuu" i tyle, a znasz bas Ulanickiego! Nie macie pojęcia, co za konsternacja. Bubek poczerwieniał jak burak i zamilkł, jakby weń piorun strzelił. W jadalni zaległa cisza śmiertelna, wszyscy raptem pospuszczali głowy. Aż ktoś nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem. Tego tylko brakowało! Od razu cały stół zatrząsł się. Jak Boga kocham, nigdy w życiu nie widziałem jeszcze, by ludzie tak się śmiać mogli.
- A Jaś co?
- Jaś? Ano, jakby nigdy nic zabrał się do pieczystego.
- A bubek?
- Biedna kukła. Nie wiedział, czy wstać, czy zostać, wreszcie wstał i wyszedł. Tegoż jeszcze dnia wyjechał z Krynicy."


"Kariera Nikodema Dyzmy"

Pleiades:
A ja już chyba wybrałam, który odcinek jutro opiszę.

Domyślam się, że o Q. Ale który?

Dreamweb

Dreamweb:
Eh, gdyby tak Discovery osiągnął kiedyś taki poziom... (czego mu - mimo wszystko - życzę)

Chyba wszyscy mu życzymy.
 Strona:  1  2  3  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / TNG Rewatch oczami Pleiadki :)

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!