USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / The Orville - nowa parodia Treka w tradycji Galaxy Quest, czy nowy... Trek?
 Strona:  ««  1  2  ...  19  20  21  22  23  ...  26  27  »» 
Autor Wiadomość
Dreamweb
Użytkownik
#601 - Wysłana: 5 Gru 2017 10:57:40
Odpowiedz 
Swoją drogą, czy Orville przecinając ten świat jak motorówka na zdrowy rozum nie uszkodziłby go? Było to jakoś wytłumaczone, bo nie sądzę że Mercerowi takie tratowanie wszystkiego na drodze by się podobało?

Q__:
w wypadku Wesley'a wyczuwało się, że będzie wracać. Tu nie jest to takie pewne.

A może Newton pójdzie nie śladem synalka, a mamusi, czyli: zniknie na sezon 2, ale wróci w 3 i zostanie do 7. Nie miałbym nic przeciwko. Byle tylko ichniejsza Pulaski była bardziej znośna.

Q__:
Stametsem (że tak do popularnej fan-hipotezy się odwołam)?

W sensie że jeździł na grzybach, czy że gej, czy że i to i to? Bo o hipotezie jego czegoś więcej niż sympatii do Wesa to słyszałem na długo, zanim Stammets został wymyślony... W sumie racja - dodajmy zdolności skakania gdzie chcesz we wszechświecie i fakt, to może być Stammets. Tylko czemu w odcinku, gdzie walnął Enterprise gdzieś na skraj wszechświata, Geordi ani nikt się nawet nie zająknął, że to może przez grzyby?

Q__:
Za 3 dni będziemy wiedzieć

Wiecie co by było fajne? Jakby wciągnęli ich w jakąś sytuację, gdzie właśnie strzelać powinni, a odcinek skończyliby słowami Mercera: Lt. Kitan - don't fire. Trekkies by skakali z zachwytu.
Q__
Moderator
#602 - Wysłana: 5 Gru 2017 11:05:48 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
Swoją drogą

Swoją drogą należy też odnotować jak się w minionym odcinku Gordon kota pokładowego domagał. Jasne, aluzja do Spota i tego z Nostromo... Ale jak nie lubić serialu, którego bohaterowie kochają koty?

Dreamweb:
czy Orville przecinając ten świat jak motorówka na zdrowy rozum nie uszkodziłby go?

Zdaje się, że Orville nie przecinał go, tylko poruszał się w jakiejś specyficznej wersji bąbla Warp (która najwidoczniej jest równie nieszkodliwa, co wersje znane z dotychczasowych Treków*).

* Tak, pamiętam ten wątek, że niby jednak Warp coś tam uszkadza.

Dreamweb:
W sensie że jeździł na grzybach, czy że gej, czy że i to i to?

W sensie, że Stamets dosłownie wyewoluuje w Podróżnika, od jakiegoś czasu w zachodnim fandomie taki domysł chodzi.

Dreamweb:
Wiecie co by było fajne? Jakby wciągnęli ich w jakąś sytuację, gdzie właśnie strzelać powinni, a odcinek skończyliby słowami Mercera: Lt. Kitan - don't fire. Trekkies by skakali z zachwytu.

Fakt . Wyślij ten pomysł MacFarlane'owi, serio . Jeśli sam na niego nie wpadł dotąd, może w drugim sezonie wykorzysta .

EDIT:
Tymczasem Jammer dał "New Dimensions" 2,5/4. A na IMDB ocena ORV wzrosła do 7,9 - czyli tyle ile DS9 ma - a STC nawet do 8,0.
Q__
Moderator
#603 - Wysłana: 8 Gru 2017 08:03:45 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
No i kolejny, zatytułowany "Mad Idolatry", odcinek miał premierę (co równocześnie finał pierwszego sezonu ORV oznacza). Macie kilka klipów:
http://www.youtube.com/watch?v=5c7FL9QV1bs
http://www.youtube.com/watch?v=mP1kDKkNJbE
http://www.youtube.com/watch?v=SytzSQ8YdXQ
http://www.youtube.com/watch?v=UZgIiw14fIA
http://www.youtube.com/watch?v=JI2h1oVbDs8
http://www.youtube.com/watch?v=biK2ZOzd4tE
I parę ujęć na zachętę:
http://www.youtube.com/watch?v=fBvR9n7HbDw

Jedno i drugie od pewnego czasu mamy na majnsajcie :
http://www.startrek.pl/article.php?sid=1864

A tu jeszcze miejsce pod recenzję ep. 1x12 przygotowane przez Jammera:
http://www.jammersreviews.com/orville/s1/mad-idola try.php

I panel z udziałem Bragi i obsady The Orville:
http://www.youtube.com/watch?v=XHQ4PXsFl5o
kaimada
Użytkownik
#604 - Wysłana: 8 Gru 2017 12:09:46
Odpowiedz 
Bardzo mi się podobało. Mocno Trekowe. Mocno przypomina Blink of an eye. Uwielbiam też Moclan grę w piłkę

Tylko średni odcinek jako koniec sezonu ...
Dreamweb
Użytkownik
#605 - Wysłana: 8 Gru 2017 17:19:18
Odpowiedz 
Cóż, dość szybko oglądając domyśliłem się, że to będzie taki miks "Who Watches the Watchers" i "Blink of an Eye" (który sam w sobie był wariacją na temat powieści "Dragon's Egg"). Plus lekka domieszka "Meridian". Ten recykling pomysłów jest największą bolączką odcinka.

Jak już się do tego przyzwyczaić, to odcinek robi się niezły. Czyli innymi słowy druga połowa lepsza od pierwszej. Kolejna już drwina z religii w ORV po "Krill", podana z większym smakiem niż wtedy. No i bardzo w stylu ateistycznych akcentów, jakie w ST miewaliśmy... Dużym plusem pokazanie otwartości tego głównego kapłana, zobaczył dowody i dał się przekonać, pokazali, że wszędzie jest miejsce na otwartość umysłów, wśród hierarchów też. No i też spodziewałem się, jaki los go niestety spotka. To jego morderstwo to było takie zderzenie dwóch twarzy jednego kościoła. Trochę papież Franciszek vs padre Rydzyk, nie obrażając nikogo.

Po raz kolejny ktoś z załogi dostał naganę z wpisem do akt... Te ich akta personalne to muszą już strasznie wyglądać.

ISAAC pozostający na planecie kojarzy się trochę z głową Daty z "Time's Arrow".

kaimada:
Tylko średni odcinek jako koniec sezonu ...

To prawda, do końca myślałem że to będzie dwuodcinkowiec, że pociągną to dłużej. Koniec był znów szybki, ale tym razem na tyle dobrze rozegrany, że nie przeszkadzało...

Podsumowując, szkoda że teraz posucha do jesieni... Przyzwyczaiłem się do tego serialu... Chciałoby się zobaczyć, co to za bombę na ten kolejny odcinek szykują.
MarcinK
Użytkownik
#606 - Wysłana: 8 Gru 2017 18:30:01
Odpowiedz 
Coś niestabilny mają tam wszechświat. Na 12 odcinków, 4 były o anomalii

O dziwo najbardziej podobała mi się randka naszej ulubionej pary
Dreamweb
Użytkownik
#607 - Wysłana: 8 Gru 2017 18:39:43
Odpowiedz 
MarcinK:
najbardziej podobała mi się randka naszej ulubionej pary

Ja uważam, że bardzo dobrze, że się nie zeszli. To by w pewien sposób zepsuło tę ich specyficzną dynamikę. Brawa dla MacFarlane'a, że nie poszedł w tę stronę.
Toudi
Użytkownik
#608 - Wysłana: 8 Gru 2017 20:36:15
Odpowiedz 
Bardzo dobry finałowy odcinek.

Czy ty tylko ja na końcu wystraszyłem się, że Isaac zrobił z nich Borg?

Świetny był i wstęp na dzień dobry, gdy Ed szuka kontaktów socjalnych z załogą. I nie mają problemów ze związkami w jednym łańcuchu.

A już motyw napoju i gry Moclan był świetnym pokazaniem, jak różnią się te społeczeństwa.

Główny motyw też ciekawie poprowadzony i motyw tej religii i motyw 11 dniowych 700 letnich skoków.

Ps W tym odcinku nie było żadnego żenującego lub niskich lotów dowcipu... jedyne do czego można się przyczepić to kradzież ciuchów wieśniaków. No, kurde nie wypada.
Pss Trochę przesadzają z wygnaniem Isaaca. Dla niego to raczej interesująca przygoda i możliwość nauki, nie wygnanie.
Dreamweb
Użytkownik
#609 - Wysłana: 8 Gru 2017 20:45:02 - Edytowany przez: Dreamweb
Odpowiedz 
Toudi:
jedyne do czego można się przyczepić to kradzież ciuchów wieśniaków

Tak, to było kiepsko rozegrane.
No i potwornie naciągane to, że wygląd Kelly tak idealnie odtworzyli na tych rzeźbach i obrazach, a przecież widziała ją garstka ludzi, w tym większość przez kilka sekund, a nieco dłużej tylko mała dziewczynka, w dodatku tuż po uderzeniu w głowę, i też przez raptem minutę. A wizerunek jej mieli idealny, nawet ze szczegółami munduru. Dla porównania, nadal są różne teorie na temat tego jak wyglądał Jezus.

No i w ogóle, po raz kolejny już w tym serialu - problem powstał dlatego, że wkopali się w niego na własne życzenie (w tym wypadku Kelly). I jeszcze mówiła - tak, będę uważać, nikt mnie nie zobaczy. Bach, minutę później ją zobaczyli. Zresztą później przy kradnięciu prania to samo było, z udziałem większej ilości załogi. Jak na próbę zapobiegania skażeniu kulturowemu, to oni się w ogóle nie starają chować.
mozg_kl2
Użytkownik
#610 - Wysłana: 10 Gru 2017 12:16:32
Odpowiedz 
Dreamweb
Użytkownik
#611 - Wysłana: 10 Gru 2017 19:04:49
Odpowiedz 
A i jeszcze jedno - za każdym razem czekali te 11 dni siedząc w miejscu? Nic nie robiąc? A wyraźnie było powiedziane, że są w nierozpoznanej części kosmosu, to nie mogli się w tym czasie pokręcić po okolicy? Choćby kartografom dać jakąś robotę? A tak, kapitan i jego była żona musieli sobie w spokoju porandkować...
MarcinK
Użytkownik
#612 - Wysłana: 10 Gru 2017 19:06:17
Odpowiedz 
Dreamweb
Zapominasz że to nie jest czołówka floty
Dreamweb
Użytkownik
#613 - Wysłana: 10 Gru 2017 19:46:02
Odpowiedz 
W sumie to powstaniu całej religii winny kac Kelly, bez niego może by była ostrożniejsza i lepiej się schowała... Drwina z religii poziom hard.
Dreamweb
Użytkownik
#614 - Wysłana: 14 Gru 2017 10:36:42 - Edytowany przez: Dreamweb
Odpowiedz 
Dubel, ale po tylu dniach czuję się rozgrzeszony.

Zauważyliście, że w tego typu opowieściach - ten odcinek, Blink of an Eye czy wspomniana książka Dragon's Egg - zawsze "przypadkowo" bohaterowie nasi trafiają na daną cywilizację w momencie, gdy już jest jako tako rozwinięta, a nie np. gdy inteligentne życie dopiero powstaje, i zawsze też opuszczają ją w "wygodnym" dla autorów momencie - bo przecież mogliby nam pokazać, co by się u nich rozwinęło za kolejne 11 "naszych" dni, czy za jeszcze następne, czy za 2 miesiące...

Z Voyagerem jest to o tyle usprawiedliwione, że odleciał w swoją stronę, ale ta planeta w ORV jest przecież "po sąsiedzku", w zasięgu innych jednostek unijnych, czyli ta cywilizacja może w przyszłości się z Unią kontaktować... Pytanie jak taki kontakt będzie wyglądał np. po jednym ziemskim roku? No chyba, że do tego czasu wyginą albo osiągną taki poziom zaawansowania, że specjalnie zaczną się przed nami ukrywać (co było zresztą jakoś tam zasygnalizowane, że może oni będą obserwować nas itd.).

W Dragon's Egg rozwiązali to tak, że nastąpiła katastrofa naturalna, która spowodowała drastyczne cofnięcie się cywilizacji w rozwoju, ale to było w sequelu, którego nie czytałem.

Z innej beczki - niektórzy mówią, że to jest właśnie ten super odcinek, który miał być (i jest) finałem sezonu, natomiast ten, który miał być przed nim, został zamieniony kolejnością i będzie początkiem następnego. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale jeśli tak, to Scott Grimes mimo wszystko przesadził odrobinę z tymi swoimi zachwytami, jakim to niby wiekopomnym dziełem finał ten miał być. Owszem, był całkiem dobry, ale jednak nie da się ukryć wtórności wobec wcześniejszych historii spod znaku ST i nie tylko...
MarcinK
Użytkownik
#615 - Wysłana: 16 Gru 2017 15:30:39
Odpowiedz 
Jednej rzeczy nie mogę wybaczyć. Co najmniej dwa razy dostaliśmy rasę wyglądającą dokładnie jak ludzie. Nie wymagam robienia kompleksowych gumowych kostiumów jak w Doktorze Who ale jakaś minimalna charakteryzacja by nie zaszkodziła.
Paser
Użytkownik
#616 - Wysłana: 16 Gru 2017 15:41:35 - Edytowany przez: Paser
Odpowiedz 
Dreamweb:
Nie wiem, ile w tym prawdy, ale jeśli tak, to Scott Grimes mimo wszystko przesadził odrobinę z tymi swoimi zachwytami, jakim to niby wiekopomnym dziełem finał ten miał być. Owszem, był całkiem dobry, ale jednak nie da się ukryć wtórności wobec wcześniejszych historii spod znaku ST i nie tylko...

Moim zdaniem ten odcinek jest najbardziej tandetny i pretensjonalny w całej serii. Nie dość, że jest bezczelną zrzyną z Who Watches The Watchers, to w dodatku tak marną i siermiężną w swoich propagandowych zapędach, że rozdźwięk między tym co widzimy na ekranie, a wagą problemów jakie ten epizod usiłuje poruszać zmienia go w podręcznikowy przykład hollywoodzkiego pseudointelektualizmu.
Dreamweb
Użytkownik
#617 - Wysłana: 17 Gru 2017 21:31:25
Odpowiedz 
Że najgorszy to bym nie powiedział... Owszem wtórność użytych patentów wprawionego fana ST razi po oczach straszliwie. Ale tak mniej więcej od połowy odcinek robi się całkiem dobry mimo to. Ogółem raczej nazwałbym go takim przeciętniakiem...
kaimada
Użytkownik
#618 - Wysłana: 17 Gru 2017 22:11:38
Odpowiedz 
Byle nam Disney nie zamieszał przy Orville.
mozg_kl2
Użytkownik
#619 - Wysłana: 19 Gru 2017 16:39:56
Odpowiedz 
KAEM
Użytkownik
#620 - Wysłana: 23 Gru 2017 14:20:07
Odpowiedz 
Właśnie obejrzałem kilka ostatnich odcinków ORV. Serial znacznie się poprawił - głownie dzięki coraz mniejszym dawkom tego prostego humoru.

Aktualnie najbardziej razi mnie w nim... brak jakiś ciekawych autorskich pomysłów, w większości mamy jedynie powielanie tego co było już wcześniej pokazane w innym serialu. Z drugiej strony czasem robią to naprawdę nieźle. Epizod 12 jest co prawda podobny do odcinka TNG w którym Picard zostaje uznany za boga przez jakaś prymitywna rasę podobna do Volkan ALE... w ORV IMHO zostało to pokazane w sposób znacznie ciekawszy. Dodali element zmiennego upływu czasu i znacznie lepiej dopracowali zakończenie. Szkoda że nie pokazali kolejnych 11 dni - mogłoby wyjść ciekawie (a może od tego zacznie się kolejny sezon?).
Wcześniejszy odcinek (o rozbiciu się doktorki z dzieciakami i Isakiem na jakiejś nieznanej planecie) był dla odmiany MEGA nudny.

Generalnie uważam że ORV idzie w dobrą stronę choć do tego aby nazwać go dobrym serialem jeszcze daleka droga.
Madame Picard
Moderator
#621 - Wysłana: 26 Gru 2017 21:07:16 - Edytowany przez: Madame Picard
Odpowiedz 
Obejrzałam wreszcie do końca ORV i spieszę podzielić się z Wami swoimi wrażeniami .

Na początku nie chciałam tego w ogóle oglądać, bo czekałam na "prawdziwego" Treka, czyli DSC, a to brałam za podróbkę, która chce na chama wykorzystać zainteresowanie wzbudzone, a jakże, przez DSC. No ale dałam się przekonać mężowi, żeby przynajmniej spróbować. Po pierwszych dwóch odcinkach miałam mieszane uczucia. Z jednej strony wydawało mi się to strasznie głupie, nieprzemyślane, tandetne, w dodatku z durnym, wysilonym humorem, który w ogóle nie śmieszył. Przeszarżowane, przefajnowane (drugi odcinek trochę mniej, pierwszy bardziej). Takie w stylu najgłupszych parodii typu Gwiezdne jaja (wiem, że są fani tego typu humoru, ale mnie można by tym straszyć). Ale z drugiej strony podobała mi się trekowość tego serialu, który nawet trekiem pro forma nie jest. Trekowość w przesłaniu, idei, motywach, estetyce, sposobie prowadzenia narracji, konstrukcji odcinków, oprawie, nawet w muzyce. I przerażała mnie myśl, że może także w głupkowatości, że może Star Trek w ogóle jest sam z siebie taki głupkowaty, że na parodii tę głupkowatość najlepiej widać. (W tym miejscu jednak należy porzucić dalsze rozważania, tak jak powinien uczynić to scholastyk, który jest o krok od udowodnienia nieistnienia Boga ).

Ale może byłam po prostu tak bardzo wygłodniała Treka, że gotowa byłam rzucić się na każdy ochłap, który Treka przypominał (DSC niestety nie przypominał, on w ogóle niczego nie przypominał). I jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam, że trzeci odcinek (About a girl) to już Trek pełną gębą. Dylemat klasycznie trekowy, przesłanie klasycznie trekowe, sposób poprowadzenia fabuły klasycznie trekowe, zakończenie może najmniej trekowe, ale to i dobrze. Nie oznacza to, że odcinek nie miał wad, ale te wady też były trekowe. No i coraz lepiej poznawało się bohaterów, których można było lubić bardziej (Alara, Claire) lub mniej (Gordon, LaMarr), ale którzy mieli jakieś swoje charaktery. Także trekowe (może poza Gordonem, który jest idiotą, jakiego Trek nie znał).

Kolejne odcinki były lepiej lub gorzej pomyślane i zrealizowane, ale trzymały mniej więcej równy, niezły poziom. I coraz bardziej nabierałam poczucia, że obcuję z Trekiem. Ten nieszczęsny "chumor" gdzieś wyparował, została trekowość. Najsłabszy był moim zdaniem, i najbardziej odstawał od reszty, odcinek o Krillach. Miałam wrażenie, że Gordon i Mercer grają w innym filmie niż cała reszta, oni w tej dupnej parodii, a reszta w Treku. Powstawał straszny stylistyczny, a co za tym idzie logiczny dysonans, kiedy ci straszni Krille traktują na serio błazeństwa Gordona i Eda, którzy zachowywali się jak debile. Ja wiem, że odcinek miał zamysł zacny, ale wykonanie całkiem go rozłożyło.

Podobał mi się odcinek Majority Rule ze względu na wyszydzenie trendów obecnych we współczesnym społeczeństwie i wskazanie związanych z nimi niebezpieczeństw (czyli za to, co każdy porządny trek robić powinien). Nie żebym nie widziała wad tego odcinka, na które wskazywaliście, ale po prostu uderzył w ton, który mnie wyjątkowo porusza. Lubiłam też wszystkie odcinki (czy ich fragmenty), w których obecny był rozwój postaci, no ale to już moje osobiste upodobanie.

Porównujecie ORV do TNG, ale mnie on przypomina raczej VOY i jest to w moich ustach wielki komplement, bo VOY to mój ulubiony Trek. Ja Treka od czasów oglądania tego serialu, czyli od początku mojej przygody z ST, traktowałam jako miłą, sympatyczną i niegłupią rozrywkę. Nie oczekiwałam stawiania Wielkich Pytań, ani tym bardziej udzielania Wielkich Odpowiedzi, i złościło mnie bardzo, gdy Trek próbował to robić i potykał się o własne ograniczenia, choć lubiłam, gdy robił to udatnie i z wdziękiem. Od ORV nie oczekuję nic więcej. Dlatego nie martwi mnie, że nie jest jest jak TNG, tylko cieszy mnie, że jest jak VOY.
Toudi
Użytkownik
#622 - Wysłana: 13 Sty 2018 23:48:01
Odpowiedz 
Nie wiem czy było, ale poczekamy sobie na 2 sezon. Ma wrócić dopiero na wiosnę 2019. Czyli ponad rok czekania. :|
mozg_kl2
Użytkownik
#623 - Wysłana: 13 Sty 2018 23:52:00 - Edytowany przez: mozg_kl2
Odpowiedz 
Toudi:
Nie wiem czy było, ale poczekamy sobie na 2 sezon. Ma wrócić dopiero na wiosnę 2019. Czyli ponad rok czekania. :|

https://78.media.tumblr.com/d297ed8a4ceca22a8b57c4d0f9a538f6/tumblr_olcmwp5Hay1w448z2o1_400.gif
Toudi
Użytkownik
#624 - Wysłana: 14 Sty 2018 00:17:10
Odpowiedz 
A nie to info o nowym sezonie serialu COSMOS, sorry za zamieszanie...
Q__
Moderator
#625 - Wysłana: 15 Sty 2018 17:42:03 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Miałem tego posta dawno przygotowanego, ale - cóż - przyznam szczerze, że nie chciało mi się go zamieszczać, taki miałem przesyt i ORV, i DSC, które to obie serie zasadniczo mnie rozczarowały jako Trek drugiej (czasem i trzeciej) jakości, miejscami fajny, ale nie oferujący ani jednego odcinka, który mógłby z najlepszymi odsłonami TOS-u, TNG, DS9 czy nawet VOY się ścigać. Bowiem po obejrzeniu ostatniego odcinka pierwszego sezonu ORV przestaję wierzyć w potencjał rozwojowy tej serii (bardziej już skłonny jestem mieć nadzieję, że rozwinie się DSC, choć pewno jeszcze ze dwa epizody obejrzę i mi przejdzie)*. Widać wyraźnie, że MacFarlane nie robi złego serialu, ale robi jednak tylko nostalgiczny pastisz Treka, nie - jego sensowne rozwinięcie. The Orville to żaden przełom na miarę The Next Generation i Deep Space Nine kiedyś (jako się rzekło), raczej coś na miarę Eenterprise (bez tej oryginalności settingu) i słabszych odsłon Voyagera, jednym słowem: śmiało stoimy w miejscu.

* Inna sprawa, że rezerwuję sobie prawo do zmiany zdania, bo mam świadomość, że gdyby pierwszy sezon Discovery zakończył się na "Si Vis Pacem..." twierdziłbym na odwrót.

Przy czym - paradoksalnie - choć do tak pesymistycznych podsumowań mnie skłonił - sam odcinek "Mad Idolatry" nie wypada źle.
Owszem, kiedy ogląda się jego zapowiedzi, aż zęby bolą, że tak przypomina VOY "Blink of an Eye" i TNG "Who Watches the Watchers" zarazem (dlatego nota poziomu 2,5 - 3-/4 przekroczyć nie może), ale mimo zauważalnej (przesadnej) wtórności jest to raczej interesująca polemika z drugim z tych epizodów niż czyste naśladownictwo, w dodatku - znów przyjdzie pochwalić Bragę - wcale udatnie nakręcona.
Owszem, po zasługującym na osobną pochwalę wstępie, właściwa akcja zaczyna się od ostrego idiot plotu (Kelly, w dodatku skacowana, beztrosko łamie PD, o konieczności przestrzegania której ledwo co ględziła; wychodzi zresztą przy okazji - po raz który to? - kompletna umowność eksploracji w obu nowych Trekach, prawdziwi astronauci nie zachowywaliby się jak radosne zbieraniny z ECV-197 i NCC-1031, gdzie środki bezpieczeństwa? gdzie bezzałogowe sondy, skany? gdzie procedury?), ale potem robi się z tego interesująca wypowiedź o naturalnej dynamice rozwoju społecznego, którą nie tak łatwo zakłócić - i tu właściwy sens (więc i samoistną wartość) opowiadanej historii ujawnia zakończenie, a dokładnie morał wygłoszony ustami - wyewoluowanych w międzyczasie - tubylców.
Zauważmy bowiem, że klasyczny Trek pokazywał jak to byle interwencja w dzieje Obcych odcinka oznaczała jakieś straszliwe tragedie, a tu się dowiadujemy, że zasadniczo wszelkie działania Kelly (i efekt początkowej beztroski i późniejsze heroiczne próby jego odwrócenia) były na nic - nie wokół niej religia by się rozwinęła, to inny podobny kult by powstał, a już powstałej wiary ujawnieniem prawdy wyplenić się nie udało, musiała sama z czasem obumrzeć.
Przy czym nie do końca tak, jak piszesz Dreamweb, że jest to:
Dreamweb:
Drwina z religii poziom hard.

A raczej: nie tylko tak. Owszem, religia (w stylu ziemskich monoteizmów, a zasadniczo: chrześcijaństwa) pokazana jest tam jako zrodzony z efektów kaca zabobon (a rola jaką odgrywa Kelly silnie kojarzy się również - via warhammerowa Shallya* - z objawieniami maryjnymi, co wygląda na dodatkową kpinę), ale jednocześnie - co od wojująco-ateistycznych tyrad Łysego z "Who Watches..." wyraźnie odstaje - potraktowana zostaje jako naturalny, i w sumie szacunku godny, etap cywilizacyjnego rozwoju.
Naturalny Trekowy ateizm zostaje podkreślony (i dobrze), ale w sposób bardziej zrównoważony, refleksyjny, bliższy AND (w której to serii, jak wiemy, i dla teisty miejsce w załodze się znalazło). A miejscowy papież (bo jak inaczej go zwać?) pokazany jest - na co już zwróciłeś uwagę - z sympatią i powagą. Można powiedzieć, że Trek dojrzał pod tym względem.
(Ciekawe jest też przy tym, że finalna mądrość odcinka nie z ust bohaterów pada, a zostaje im przyniesiona przez Obcych, i bieg zdarzeń. Daleko odeszliśmy od TOS-u i wczesnego TNG, gdzie Kirk z Picardem znali wszystkie odpowiedzi.)

* pewnie kojarzycie, ale...
http://warhammerfantasy.wikia.com/wiki/Shallya
http://whfb.lexicanum.com/wiki/Shallya

Wspomniałem, że wstęp będę chwalił, więc pochwalę - znów zaznacza się w nim specyfika ORV - otwierające minuty, sporo minut, czasu ekranowego poświęcone są wątkom obyczajowym, pozwalając nam po raz kolejny przyjrzeć się codzienności służby bohaterów, a błąkający się samotnie od kabiny do kabiny Ed wręcz rozczula. Przy tym wplecione jest w to nienachalnie klasyczne Trekowe przesłanie - u boku Johna widzimy białą piękność (ładne podkreślenie, że z rasizmu ludzkość wyrosła, po raz kolejny), mamy okazję posłuchać kapitańskiego monologu o wartości poznawania innych kultur. A zwieńczeniem tego wszystkiego jest moclański żyjący alkohol (fajny patencik z okolic SF) i - rzecz jasna - moclańska piłka ("Latchcomb!") - pomysł campowy, niczym wyjęty ze scen, w których DS9 usiłowało nawiązywać do TOS-u (co tylko sentyment budzi), ale przy tym jednoznacznie zabawny i znów akcentujący międzykulturowe różnice.

Naturalnie też wypadł inny z (nielicznych) momentów humorystycznych (już nie z początku) - Mercer robiący sobie podśmiechujki z admirał (i nieświadomy, że został na linii). Chciałoby się czasem zobaczyć bohaterów innych serii kpiących podobnie z "Bitchayev" np.
Natomiast epatowanie efektami kaca - w bardziej realistycznym serialu może i stanowiłoby zaletę, z konwencją Treka cokolwiek się gryzło. Wolałbym, by pokazali to w sposób bardziej stonowany.

No i oczywiście trzeba zwrócić uwagę na elementy typowo SF. Cieszy, że anomalna planeta nie jest idealną kopią tej z VOY, kreatywność zawsze w cenie, nawet jeśli uzasadnienie takiego kosmicznego fenomenu jest wyjątkowo technobelkotliwe, nawet jak na standardy Treka.
Pochwalić też trzeba, że twórcy pamiętali o odmienności/Obcości ISAACa, pokazując, że z jednej strony dla androida może i 0.68 sekundy to cała wieczność, ale z drugiej i 700 lat to ledwo chwilka. Ot, takie ładne zaakcentowanie przewag SI w skądinąd antropocentrycznym serialu.

W sumie jak teraz o tym dumam, te wszystkie drobne plusy zauważając (to już myśl z dzisiaj, nie z posta czekającego tygodniami na zamieszczenie) to może i zaczyna mi wracać nadzieja, że także ORV się rozwinie? I chyba zaczynam tęsknić do tej serii...

ps. Recenzje:
- TrekMovie
https://trekmovie.com/2017/12/08/review-the-orvill e-ends-its-first-season-by-exploring-faith-in-mad- idolatry/
- TrekYards
http://www.youtube.com/watch?v=m9W38PoQhcg
- Trekkerprise
http://www.youtube.com/watch?v=hgvxyXIyOAQ

* Ilustrowana














IMDB 8,7 (rekord tej serii, w dodatku wyżej niż TNG "The Drumhead" czy DS9 "Homefront"!)

Oraz parę scenek:
http://www.youtube.com/watch?v=fQiV2AMrJPk
http://www.youtube.com/watch?v=mGfN_O3FXUc
http://www.youtube.com/watch?v=1r0rpvSJBVI
Q__
Moderator
#626 - Wysłana: 15 Sty 2018 17:45:40
Odpowiedz 
cd.

Rozważania Lane'a (który bardziej tęsknił za ORV niż za DSC):
https://fanfilmfactor.com/2017/12/15/why-i-miss-th e-orville-and-i-dont-miss-star-trek-discovery-edit orial/
Też z ilustracją:


I parę wybranych przez twórców The Orville scenek, które sami uznali za The Best of...
http://www.youtube.com/watch?v=q11DDbH0RGo
http://www.youtube.com/watch?v=hrG4Px0YwbM
Zdobiły swego czasu majnsajta:
http://www.startrek.pl/article.php?sid=1873

Dreamweb

Dreamweb:
uważam, że bardzo dobrze, że się nie zeszli. To by w pewien sposób zepsuło tę ich specyficzną dynamikę. Brawa dla MacFarlane'a, że nie poszedł w tę stronę.

A mnie tam to nie cieszy - wolałbym szczęśliwych bohaterów, niż dobrą dynamikę, nie jestem egoistą.

Dreamweb:
No i potwornie naciągane to, że wygląd Kelly tak idealnie odtworzyli na tych rzeźbach i obrazach, a przecież widziała ją garstka ludzi, w tym większość przez kilka sekund, a nieco dłużej tylko mała dziewczynka

Zgoda. Przy czym wpisuje się to jednak w tradycje Trekowego teatralizmu, można przymknąć oko.

MarcinK

MarcinK:
Zapominasz że to nie jest czołówka floty

Ale wiesz...

"Uśmiechnął się. W FRC było tak samo: ludzie wydawali „ochy” i „achy” na widok okrętów liniowych, ale działania bojowe całych flot stanowiły coś bardzo rzadkiego, nawet w trakcie prowadzenia wojny. Oficer dowodzący korwetą Księżniczka Cecile widział więcej walki niż co poniektórzy admirałowie..."

David Drake "RCN - Po drugiej stronie gwiazd"

A Drake raczej wie co mówi, militarną przeszłość ma.

Dreamweb

Dreamweb:
Zauważyliście, że w tego typu opowieściach - ten odcinek, Blink of an Eye czy wspomniana książka Dragon's Egg - zawsze "przypadkowo" bohaterowie nasi trafiają na daną cywilizację w momencie, gdy już jest jako tako rozwinięta,

Właściwie postawiłbym inny zarzut - że i w "Blink...", i tu, bohaterowie odlatują kiedy napotkana cywilizacja wchodzi na naprawdę interesujący poziom rozwoju, by się scenarzyści nie musieli męczyć. Przy czym w tym wypadku mogę to jeszcze wybaczyć (zwł., że jakiś ciąg dalszy może jeszcze nastąpić, MacFarlane zwykł rozwijać wątki), w wypadku VOY z tym gorzej - bo 1. można było tych miejscowych poprosić o jakąś skuteczniejszą pomoc w powrocie do domu, 2. tak gwałtownie rozwijający się gatunek powinien stanowić potężnego game changera na astropolitycznej mapie Galaktyki (a cicho było o tym potem)...

Madame Picard

Madame Picard:
Porównujecie ORV do TNG, ale mnie on przypomina raczej VOY

Zgadzam się z Tobą w zupełności (dawałem zresztą temu wyraz, może przeoczyłaś). Ale - jak się domyślasz - w moich ustach nie jest to wielki komplement. Bo ja tam jednak lubię gdy Trek stawia Wielkie Pytania (czasem nawet nie mam nic przeciwko temu by udzielał Wielkich Odpowiedzi, gdy potrafi), i wolę by się rozwijał, niż kazał nam się cieszyć, że jest fajny jaki jest.
Dreamweb
Użytkownik
#627 - Wysłana: 16 Sty 2018 23:11:48
Odpowiedz 
Q__:
tak gwałtownie rozwijający się gatunek powinien stanowić potężnego game changera na astropolitycznej mapie Galaktyki

Może wprowadzili - i ci z VOY, i ci z ORV - swój rodzaj Prime Directive i kręcą się to tu to tam, ale z jakimś zaawansowanym maskowaniem którego takie "prymitywy" jak Federacja czy Unia nie wykryją. Bo w sumie też trzeba pomyśleć, że ci z "Blink..." dość szybko powinni dość do takiej technologii, że podróż z kwadrantu Delta do Alfa to dla nich pikuś...

W sumie pozostaje cieszyć się, że w obu tych odcinkach trafiliśmy na obcych o federacyjnym w gruncie rzeczy podejściu do życia - bo jakby to było takie np. żyjące "na speedzie" Dominion czy inni Krille itd. - podbili by cały kwadrant albo i więcej, zanim w ogóle zorientowalibyśmy się co się dzieje.
Q__
Moderator
#628 - Wysłana: 17 Sty 2018 11:07:50 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
W sumie pozostaje cieszyć się, że w obu tych odcinkach trafiliśmy na obcych o federacyjnym w gruncie rzeczy podejściu do życia - bo jakby to było takie np. żyjące "na speedzie" Dominion czy inni Krille itd. - podbili by cały kwadrant albo i więcej, zanim w ogóle zorientowalibyśmy się co się dzieje.

Hmm... Może po prostu - przynajmniej w Treku nic w stylu zamordystycznego Dominium czy fanatycznej krillowej teokracji nie ma szansy istnieć odpowiednio długo (nawet gdyby z podobnej czasowej przewagi miało okazję skorzystać, bo kto wie ile jeszcze takich anomalnych planet Galaktyka kryje), bo w końcu albo dojrzeje, przekształcając się we w miarę przyzwoitą cywilizację, albo się pod ciężarem własnych przewin zawali?

Popatrzmy zresztą: Klingoni - poważny kryzys, o którym mówiła Ezri (a w jego ramach Incydent Praxis), Romulanie - zagłada świata stołecznego, Cardassianie - wyczerpanie się surowców, potem konieczność wycofania się z podbitych terenów, Borg - powtarzający się oklep od kapitanów GF, Dominium - przegrana wojna, w pewnym momencie poważne ryzyko zagłady gatunku rządzącego. Krille też mimo teoretycznej przewagi często przegrywają. Czy to się w pewien wzorzec nie układa?
Toudi
Użytkownik
#629 - Wysłana: 17 Sty 2018 18:46:35
Odpowiedz 
Q__:
The Orville to żaden przełom na miarę The Next Generation i Deep Space Nine kiedyś (jako się rzekło), raczej coś na miarę Eenterprise (bez tej oryginalności settingu) i słabszych odsłon Voyagera,

Ale widać, że Orville nie miał być przełomowy. On powstał bo właśnie te wszystkie przełomy ostatniej dekady zawodzą. Bądźmy szczerzy, SF od czasu BSG właśnie nie istnieje. Wszelkie masowe próby zawodzą. Ale nikt nie miał odwagi wrócić do pomysłów, które się sprawdzały. (no dobra Dark Matter miało odwagę i mogłoby się to nawet udać, gdyby za sterami nie stało Syfy, które właśnie ubija każde SF, jakie dostane w łapy.)
Q__:
Daleko odeszliśmy od TOS-u i wczesnego TNG, gdzie Kirk z Picardem znali wszystkie odpowiedzi.)

Ale to raczej efekt milenium. Teraz nie uznaje się indywidualnych autorytetów. To było już widać w latach 90-tych, ale obecne pokolenie nastolatków nasiliło to zjawisko. Oni nie uznają autorytetu kapitana. Oni teraz potrzebują uznania grupy. Więc gdyby te modrości wygłosił Seth jako kapitan, zostałyby całkowicie zignorowane przez młodych widzów. A gdy przekazuje je obca cywilizacja, coś im w głowie pozostaje.
Dreamweb
Użytkownik
#630 - Wysłana: 17 Sty 2018 19:25:03
Odpowiedz 
Q__:
ale jednocześnie - co od wojująco-ateistycznych tyrad Łysego z "Who Watches..." wyraźnie odstaje - potraktowana zostaje jako naturalny, i w sumie szacunku godny, etap cywilizacyjnego rozwoju.

No, nie do końca jednak, skoro pokazano, że wiara w Kelly prowadziła i do publicznych egzekucji, i do zamachów terrorystycznych, i do sytuacji takich jak ten kapłan morderca, co to już wiedział, że ich wiara to bujda, ale na rękę mu było tę bujdę podtrzymać. A gdyby to nie była Kelly, w domyśle inna religia na jej miejsce prowadziłaby do tych samych aktów. Czyli nie tyle rzecz godna szacunku, ile coś, co cywilizacja musi przejść jak ospę czy inną różyczkę, zanim "wyzdrowieje".
 Strona:  ««  1  2  ...  19  20  21  22  23  ...  26  27  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / The Orville - nowa parodia Treka w tradycji Galaxy Quest, czy nowy... Trek?

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!