USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / The Orville - nowa parodia Treka w tradycji Galaxy Quest, czy nowy... Trek?
 Strona:  ««  1  2  ...  18  19  20  21  22  23  24  25  »» 
Autor Wiadomość
Toudi
Użytkownik
#571 - Wysłana: 18 Lis 2017 00:50:40
Odpowiedz 
Znalazłem chwilę, co by coś o nowym odcinku napisać.

Odcinek przyjemny. Co prawda tak gdzieś w połowie akcji idzie się domyślić, że jest to symulacja, choć nie spodziewałem, się, że celowa.

No ale w sumie nie tak wiele do dyskusji o odcinku. Realizacja poprawna. Humor też poprawny. Widać, że brakuje Troi na pokładzie i załoga sama musi swoje problemy rozwiązywać.

Ed coraz lepiej wypada w roli kapitana.

W odróżnieniu od trekowych załóg, ta jest bardziej "rodzinna". No może Archer był na podobnym poziomie zżyty z załogą.

Miły występ Picardo, ale szczerze... zmarnowana rola. Aktora stać na więcej. A tu chwila na ekranie jeszcze ekranu... Miło, że takich aktorów ściągają. Ale dajcie im zagrać, a nie tylko się pokazać.
Dreamweb
Użytkownik
#572 - Wysłana: 18 Lis 2017 09:24:20
Odpowiedz 
Świetny odcinek. Trochę zalatywał Inquisition, trochę Future Imperfect... Jednocześnie historia na tyle ciekawa, że broni się indywidualnie. Brawo, oby tak dalej. I bodaj pierwszy raz zginął ktoś z załogi Orville, co pokazuje że serial traktuje siebie poważniej, niż pewnie część ludzi się spodziewała...

Toudi:
Miły występ Picardo, ale szczerze... zmarnowana rola. Aktora stać na więcej.

Spokojnie, jak widać postacie wracają w kolejnych odcinkach (Derulio, admirałowie, partner Bortusa itd.). Niewykluczone, że ojczulek jeszcze zechce odwiedzić córeczkę na statku...
mozg_kl2
Użytkownik
#573 - Wysłana: 18 Lis 2017 13:05:02 - Edytowany przez: mozg_kl2
Odpowiedz 
kolejny głos rozsądku w zaczadzonym ORV fandomie.

Po kilku latach powracasz na statek kosmiczny, ale tym razem nie w stroju z charakterystycznym logo Star Trek. Czy zdarzyło ci się porównywać Orville do Deep Space Nine?

Nie, bo tak naprawdę nie ma tu czego porównywać. Wiem, że wszyscy to robią. Ale kochanie, ja spędziłam na planie Star Treka cztery lata i wiem, że to zupełnie coś innego. Takie porównanie mnie nie obraża, ale za każdym razem, gdy wchodzimy na tematy dyskusji z fanami, to staram się wyprowadzić ich z błędu. Nasz serial to zwariowana historia pochodząca z umysłu Setha MacFarlane’a.

A co je różni?

Wszystko.


https://naekranie.pl/artykuly/stroje-star-trek-dee p-space-nine-byly-wygodniejsze-rozmawiamy-penny-jo hnson-jerald-serialu-orville
Toudi
Użytkownik
#574 - Wysłana: 18 Lis 2017 13:34:15
Odpowiedz 
mozg_kl2:
Czy zdarzyło ci się porównywać Orville do Deep Space Nine?

Jest pewien powód, dlaczego nie porównuje się ORV do DS9 a raczej do TNG czy nawet bardziej do VOY.

Jak widzę, to główną różnicą są stroje. Że te z ST były wygodniejsze. ;)

Reszta to ewidentnie tekst, aby nie zostać pozwanym za nakręcenie lepszego treka. Wydaje się, że tam musieli się ostro już prawnicy spotykać i cała ekipa ma wyraźny przykaz (pewno nawet zapisany w kontrakcie) aby nie pozwolić sobie nawet na najdrobniejsze porównanie do Star Treka.
MarcinK
Użytkownik
#575 - Wysłana: 18 Lis 2017 14:23:01
Odpowiedz 
Toudi:
Wydaje się, że tam musieli się ostro już prawnicy spotykać i cała ekipa ma wyraźny przykaz (pewno nawet zapisany w kontrakcie) aby nie pozwolić sobie nawet na najdrobniejsze porównanie do Star Treka.

Po występie Patrika Stewarta
Star Trek? Niee, MacFarlane jest po prostu wielkim fanem X-men i dlatego mnie zaporsił
kaimada
Użytkownik
#576 - Wysłana: 18 Lis 2017 14:36:14
Odpowiedz 
mozg_kl2
Uwielbiam metodę rozmawiania na zasadzie "skoro mówi to co ja myślę to podkreślę, że to głos rozsądku"
USS Bij
Użytkownik
#577 - Wysłana: 18 Lis 2017 16:57:51
Odpowiedz 
mozg_kl2:
A co je różni?

Wszystko.

Różnice jak najbardziej są, ale póki co The Orville nie wychodzi znacząco poza cień swojej inspiracji...

Wątpię też aby nastąpił punkt, w którym od Treka będzie ten serial różniło 'wszystko' choćby przez sam fakt, że największe różnice bazują przecież na fundamentach formuły TNG. Element homage obecny będzie zawsze

Ciekaw jestem jak będzie wyglądał sezon np piąty, przy założeniu, że do powstania takowego dojdzie.
mozg_kl2
Użytkownik
#578 - Wysłana: 18 Lis 2017 21:18:18
Odpowiedz 
Dreamweb
Użytkownik
#579 - Wysłana: 19 Lis 2017 22:24:46
Odpowiedz 
Q__:
Niemniej ORV jest jak dotąd średniawe (nawet na poziomie gorszych z kanonicznych Treków), choć statystycznie góruje nad DSC.

Ja bym jednak aż tak surowy nie był. Nie widzę sensu porównywania, czy lepszy 1 sezon ORV, czy 1 sezon TNG, DS9, ENT, VOY itd. Bo to nie ma sensu. Mimo podobieństw, to są jednak różne światy. Tak jak nie ma sensu porównywanie np. Galaxy Quest do TMP, choć oba te filmy lubię.
Niemniej, ORV w tej stylistyce którą przyjął reprezentuje poziom na pewno powyżej średniawego. Ja bym rzekł raczej, że dobry, z elementami średniawego i elementami wysokiego. Wydaje mi się, że nie powinniśmy przystawiać do wszystkiego wzorca jakiegoś abstrakcyjnego "serialu idealnego", bo też nie oszukujmy się, mi się taki TNG podoba tak bardzo nie tylko ze względu na klimat i ciekawe historie, ale także mój sentyment doń, który urósł z czasem. I jest to całkiem możliwe, że z takich właśnie powodów za 15 lat będę dużo lepiej postrzegać Orville niż dzisiaj.
Q__
Moderator
#580 - Wysłana: 23 Lis 2017 02:04:38 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
A mnie, cóż... znów się nie podobało. Oczywiście są w tym ORV "Firestorm" mocne elementy - choćby śmierć i pogrzeb pierwszego redshirta w tej serii - nie dość, że oddanie symbolicznej sprawiedliwości wszystkim ginącym na głębokim drugim planie podkomendnym Kirka (i nie tylko Kirka), to i pokazanie, że XXV wiek bezpieczniejszy jest od trzech wcześniejszych stuleci - tu śmierć szeregowego załoganta stanowi wyraźną rzadkość, i tragedię dla całej załogi, a z jej okazji organizuje się pogrzeb tak pełen ludzi jak w czasach Kirka narady dotyczące bezpieczeństwa całej Ziemi (jak nie Federacji).
Cenne są też elementy, które - nakręcone pod oficjalnym logo ST wzbogaciłyby kanon. Oto dowiadujemy się w końcu wprost co wszystkie te zaawansowane gatunki (Wolkanie, Deltanie, rodacy Alary, pewnie też Klingoni i Andorianie wbrew pozorom) sądzą o dumnej ludzkości. A sądzą, że to prowincjonalne mało gramotne dzikusy - Hillbillies, jednym słowem. (Przy okazji powraca TMPowsko-TWoKowy pomysł, że Flota to banda prymitywów i wojsko zarazem, przynajmniej w oczach tych, którzy w niej nie służą, jak rodzice panny Kitan.) Ponadto mamy okazję po raz pierwszy oglądać holodeckową symulację z zewnątrz, widząc jak tworzony na jej potrzeby świat rozmywa się w niebyt poza zasięgiem wzroku użytkownika, a także co się dzieje gdy holoprogram gwałtownie się kończy, i tym samym holograficzny prom kosmiczny nagle znika zostawiając siedzącą w nim w b. niewygodnej pozycji. Równie ciekawy jest wątek kodu bezpieczeństwa, i ogólnie procedur pozwalających security chiefowi obejść łańcuch dowodzenia w razie potrzeby. (Owszem, tym razem jest to wyraźnie nadużyte w imię prywatnych pobudek, ale od strony teorii zdaje się b. dobrze przemyślane.)
Na co więc będę narzekał? Po pierwsze - większość fabuły to jest po prostu b. sprawnie (jak na standardy ST) nakręcona fantasmagoria (co samo w sobie zarzutu jeszcze nie stanowi - każda seria Treka ma takie: jak nie Holodeck, to iluzje tworzone przez Obcych, jak nie Obcy to zwykłe halucynacje), po drugie - to, co ma stanowić pretekst do jej roztaczania przed naszymi oczami, i zarazem tegoż usprawiedliwienie, nie ma kompletnie sensu. Trudno bowiem uwierzyć, że egzaminy w Akademii nie odsiały osoby nie dość, że ze skrywaną fobią, to jeszcze skłonnej znacząco nadużyć uprawnień, by samej sobie coś udowodnić. Trudno również zrozumieć dlaczego rannego-i-przywalonego redshirta ma ratować gnająca w tym celu aż z mostka nadludzko silna Alara, a nie kilku (jak nie kilkunastu) kolegów wspomaganych w dodatku przez jakieś automaty czy choć antygrawy* - wygląda na to, że ci wspaniali Federacyjni, czy tam Unijni, ani procedur, ani sprzętu ratunkowego nie mają. Wreszcie - dziwić musi, że Kitan aż tak się obwinia - że przestraszyła się ognia - skoro zawahała się może sekundę czy dwie, więc logika podpowiada, że nawet gdyby nieszczęsnego (nomen omen?) Payne'a szybciej uwolniła, to zmarłby zanimby go do ambulatorium doniosła. Przykre, że kiedy DSC potrafi w końcu fundnąć nam odcinek dość przyzwoity, ORV serwuje nam zasadniczo rozrywkową jak średniej jakości epizod VOY holodeckową horror-fabułkę, podpartą spiętrzonymi idiot plotami, które w teorii miały nam powiedzieć coś istotnego o śmierci, odpowiedzialności, poczuciu winy i samodoskonaleniu (bo w sumie wymazać sobie pamięć krótkotrwałą i uwięzić się w symulacji stanowiącej summę lęków wszystkich współzałogantów, to swego rodzaju heroizm jest), ale im to nie wyszło.
A biedna Alara okazuje się niekompetentna jak jaki Saru, choć nie tak wredna jak on bywał.
Dobrze, przynajmniej, że rzecz sprawna reżyseria Bragi ratuje. Dzięki temu i tu mogę jakieś 2,5, może nawet 2,75/4 dać.

Oczywiście znajdą się, jak zwykle, ciekawostki do wynotowania.
Przede wszystkim Robert Picardo - mało go na ekranie, jego postać nie przypomina swoją historią EMH, ani trochę, ale przekonująco wypada w roli wyniosłego, aroganckiego i przemądrzałego (a przy tym szczerze o nią zatroskanego) rodziciela szefowej ochrony.
Nie sposób też nie zauważyć, że anomalia od której całe nieszczęście się zaczyna wygląda - dosłownie - jak burza z piorunami w kosmosie .
I nie uśmiechnąć się gdy Gordon, John i - po worfowatemu dostojnie nadęty, a kompletnie niepasujący do noszonego stroju - Bortus chcą w ramach jakiejś holoprzygody pojedynkować się w realiach XVIII wieku.
Odnotować również trzeba, że dostajemy kolejny przypadek nieco niezrozumiałego dla mnie, ale stanowiącego jedną z tradycji czy mód popkultury - Pennywise, "The Thaw", Joker - straszenia clownami.
Należy także wspomnieć, że Alara usiłuje rozładowywać stres ćwicząc boks - jak Sisko (dochodzi tu i element - podszytego ładnym multikulturalizmem - rozwoju postaci - parę odcinków temu był to dla niej egzotyczny ziemski sport, a teraz proszę...), i z karabinem (fazerowym?) jak Kaśka J., w podkoszulku, lata.
Mamy takoż - wyglądającą jak w wyjęta z FC - scenę dotykania pola siłowego (i chyba nie jest przypadkiem, że znów czarnoskóra postać to robi).
Wreszcie zły holo-ISAAC (mroczny a w mroku tkwiący, i kolorowo podświetlony), fajnie wygląda (mam nadzieję, że jego realna wersja kiedyś się podobnie wystylizuje).

* Skoro już Transportera nie mają i przesłać go nie mogą

ps. Recenzje Trek/FleetYards:
http://www.youtube.com/watch?v=VMqdFun6ITc

I Trekkerprise:
http://www.youtube.com/watch?v=orHXEY4LwNA

Oraz TrekMovie:
https://trekmovie.com/2017/11/17/review-the-orvill e-scares-up-a-great-episode-with-firestorm/
Jak zwykle - ilustrowana:








Tudzież miejsce na reckę Jammera:
http://www.jammersreviews.com/orville/s1/firestorm .php

A na IMDB noty wysokie... Było 8,7 potem spadło na 8,5, teraz na 8,4, ale to wciąż jest - wedle tamtejszej publiczności - czołówka wiadomej serii (i ocena taka sama, jak dla najlepszego odcinka DSC).

Tu zaś jeszcze mamy kolejne dwa ujawnione fragmenty 10 odcinka (dawno doedytowane gdzie trzeba):
http://www.youtube.com/watch?v=LzMwGZSSqio
http://www.youtube.com/watch?v=zSkf9v63IkM

Panel o ORV z udziałem MacFarlane'a:
http://www.youtube.com/watch?v=gFDScVC4Ygk

Nowa wersję teasera ep. 11 (którego premiera dopiero za tydzień!):
http://www.youtube.com/watch?v=dlJX8v-nIKo

I zdjęcia promujące tenże epizod:
http://www.youtube.com/watch?v=n0eq_VDqwHc

A także opis dwu finalnych odsłon pierwszego sezonu The Orville:

- 1x11 "New Dimensions"
The Orville gets damaged by a spatial anomaly causing harrowing effects to all living things.
Director: Kelly Cronin


- 1x12 "Mad Idolatry"
The crew crash land on a planet from another universe; Ed and Kelly consider getting back together.
Director: Kevin Hooks


MarcinK

MarcinK:
Jeśli mnie pamięć nie myli to w kreskówce MiB był bardzo podobny odcinek z symulacją.

Masz zapewne na myśli "The Virtual Crossfire Syndrome"?
http://meninblack.wikia.com/wiki/The_Virtual_Cross fire_Syndrome

ortkaj

ortkaj:
Ja ostatnio jestem do tyłu z oglądaniem ST wczoraj obejrzałem dwa odcinki (3 i 4)

To teoretycznie możesz spokojnie oglądać dalej całkiem legalnie na Fox Polska, piąty odcinek już dziś.

ortkaj:
to Star Trek ( klasy drugiej ale zawsze)

Ano drugiej, drugiej. Poziom zasadniczo VOYowo-ENTkowy, ale... Trekowość na pierwszy rzut oka zauważalna (co by Twórcy... i mozg_kl2... nie mówili).
Q__
Moderator
#581 - Wysłana: 23 Lis 2017 02:05:51 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
ortkaj:
ocieka, prostym jak konstrukcja młotka dydaktyzmem, którym to młotkiem zresztą wali prosto między oczy

Ale nie zawsze, nie zawsze... Zdrady małżeńskie, głupie dowcipy, błaznowanie w najmniej stosownych momentach, trochę homo i hetero rozpusty , strzelanie do agresywnych tubylców jak do rzutków, czy nożem ich dźganie - to wszystko pedagogiczne nie jest, i choć nie zawsze strawnie jest ukazane stanowi tym samym odświeżające novum w sumie.

ortkaj:
przy tym silenie się na poprawność i poruszanie wieeelkich dylematów moralnych

Ale czy ST zawsze się tak nie bawił?

USS Bij

USS Bij:
Kiepsko jest ona eksplorowana. W zasadzie sprowadza się do powierzchownego, stereotypowego, sitcomowego potraktowania tematu.

Z drugiej strony... Dobrze, że w ogóle jest (co znaczy również, że może się rozwinąć), niby DS9 i VOY starały się już iść w tym kierunku, odchodząc od roddenberry'owskiej posągowości bohaterów, ale pierwsza z tych serii może za bardzo - jak na Treka - w mroczny dramat potrafiła w związku z tym skręcać, a druga raczej pozorowała zajęcie się tym tematem, niż robiła to faktycznie (bo z góry było postanowione, że i tak klonem TNG ma być). Do trzech razy sztuka?

USS Bij:
Klasyczny przykład mechanizmu obronnego.

Tylko czy mamy prawo przypisywać tak stuprocentowo humanoidalne motywacje istocie tak kompletnie Obcej pod względem biologii (nawet w +/- Treku...)?

USS Bij:
Ja z kolei w taki sposób widzę panią doktor, z którą zresztą oprócz kotwiczenia sporo ciekawych rzeczy zdążyli zrobić.

W sumie najbardziej intrygująca jest ta jej skrywana warstwa mroczno-drapieżna (z ewidentną skłonnością do broni i jej nadużywania). Jest to ciekawe, i o jeszcze ciekawsze rozwinięcie się prosi, ale czy nie zapuszczają się za daleko, na tereny, na które nawet wspomniane DS9 nie weszło?

USS Bij:
Trek-lite and proud

Szkoda tylko, że tak bardzo lite, bo i humor często naciągany i - może nie nagminne, ale ostatnio jakby częstsze - ślizganie się po powierzchni przedstawianych problemów tej serii nie służy.

Toudi

Toudi:
gdzieś w połowie akcji idzie się domyślić, że jest to symulacja

Ja się domyśliłem dopiero gdy uśmierciło Gordona (acz wtedy znów zacząłem zakładać, że może Payne też zginął tylko na niby)... :]

Toudi:
Ed coraz lepiej wypada w roli kapitana.

Fakt. Co prawda przedostatnio znacząco zaniedbał obowiązki oszalawszy na punkcie "przystojnego" archeologa (czy tak dobrany zawód to jakaś aluzja do Vash?), ale statystycznie coraz lepiej pełnienie tej funkcji mu wychodzi.

Toudi:
No może Archer był na podobnym poziomie zżyty z załogą.

A Kaśka (no może nie tak na starcie, ale dość szybko)?

Toudi:
Miły występ Picardo, ale szczerze... zmarnowana rola. Aktora stać na więcej. A tu chwila na ekranie jeszcze ekranu... Miło, że takich aktorów ściągają. Ale dajcie im zagrać, a nie tylko się pokazać.

Prawda. Skoro już po gwiazdy (czy to ST, czy Hollywoodu w ogóle) sięgają to niech robią z nich lepszy pożytek, a nie tylko każą im na ekranie mignąć. Tak naprawdę i Theron, której najwięcej w fabule było, wiele do zagrania nie miała.

Dreamweb

Dreamweb:
I bodaj pierwszy raz zginął ktoś z załogi Orville, co pokazuje że serial traktuje siebie poważniej, niż pewnie część ludzi się spodziewała...

Owszem. Choć... 1. to już po odcinkach "Pria", "Krill" i "About a Girl" w sumie wiedzieliśmy. 2. Sam pogrzeb był trochę za mało serio, jak na śmierć, która miała fabularnie znaczyć.

Toudi

Toudi:
Jak widzę, to główną różnicą są stroje. Że te z ST były wygodniejsze. ;)

Zależy które... Nie wiem czy o tych czerwonych, z TWoK. da się to również powiedzieć. Na ich tle te z ORV, mimo masywnych naramienników, wydają się wręcz luzackie...

MarcinK

MarcinK:
Po występie Patrika Stewarta
Star Trek? Niee, MacFarlane jest po prostu wielkim fanem X-men i dlatego mnie zaporsił



USS Bij

USS Bij:
Ciekaw jestem jak będzie wyglądał sezon np piąty, przy założeniu, że do powstania takowego dojdzie.

Ja również, bo sprowadza się rzecz do pytania czy The Orville pozostanie na obecnym poziomie (spadek z niego byłby szybką drogą do upadku), powielając, trawestując i - nieraz celnie - komentując wątki klasycznego Treka, póki się to fanom/widowni nie znudzi, czy znajdzie swoją własną ścieżkę do wielkości, jak udało się to TNG czy DS9.

Prawdę mówiąc zaczynam się martwić, że mimo pewnych przebłysków wybitności tak w miejscu tkwią, podczas gdy Discovery zaczyna się ładnie rozwijać, ale też DSC o tyle ma łatwiej, że zaczynało dość dennie, więc prawie każda zmiana jest zmianą na plus.

mozg_kl2

mozg_kl2:
orville-sezon-1-odci nek-9-recenzja

Siennica dał ORV 9/10. I to - IMHO - najsłabszemu odcinkowi jak dotąd? Wielki Brat jest pod wrażeniem .

Jestem też pod wrażeniem, że wprost wyartykułował za co mu noty zaniżał:

Często narzekam na Orville, bo przeważnie ten serial chce być bardziej „startrekowy” niż sam Star Trek.

Bo wobec tego mogę w pełni świadomie chwalić co on gani, a ganić skręcanie w głupawy sitcom, które zdaje mu się - jako przejaw "oryginalności" - podobać.

Dreamweb

Dreamweb:
Ja bym jednak aż tak surowy nie był. Nie widzę sensu porównywania, czy lepszy 1 sezon ORV, czy 1 sezon TNG, DS9, ENT, VOY itd. Bo to nie ma sensu. Mimo podobieństw, to są jednak różne światy. Tak jak nie ma sensu porównywanie np. Galaxy Quest do TMP, choć oba te filmy lubię.

A ja jednak tak... Przecież przywołane przez Ciebie TMP i GQ, czy TNG i DS9, b. się od siebie różniły w wielu aspektach, b. rozmaite i odmienne bywają też poszczególne epizody ST, a jednak ostatecznie, gdy o nich dyskutujemy, wszystko i tak sprowadza się do wspólnego mianownika - dobry/zły film/serial/odcinek, dobra/zła SF i - last but not least - dobry/zły Trek.

Dreamweb:
Niemniej, ORV w tej stylistyce którą przyjął reprezentuje poziom na pewno powyżej średniawego. Ja bym rzekł raczej, że dobry, z elementami średniawego i elementami wysokiego.

Pytanie jednak co uznajesz za jego stylistykę - konwencję standardowego sitcomu (wtedy, zgoda, ją transcenduje), czy konwencję Treka (co już brzmi dumie, więc i pozwala znacznie wyższe wymagania stawiać)?

Dreamweb:
Wydaje mi się, że nie powinniśmy przystawiać do wszystkiego wzorca jakiegoś abstrakcyjnego "serialu idealnego"

Cóż pocznę, że mnie to jednak kusi - gdy wyobrażę sobie autentyzm i bezkompromisowość TOS-u, filozoficzną głębię i miłą mi estetykę TNG, pogłębiony obraz świata i postaci, i zdrową (póki jest zdrowa) dawkę mroku, z DS9, a także wystawność wizualną i powiew prawdziwej SF z TMP (oraz hardSFowe elementy powieści o Titanie), zebrane do kupy, wyrównane w górę i przesycone Roddenberry'owską ideologią, to nie mogę nie chcieć takiego Treka dostać, i nie zżymać się ilekroć widzę, że znów mi go jednak nie zaserwowano*.

* Co nie oznacza, że nie potrafię się cieszyć jego przebłyskami choćby w ORV czy nawet w DSC.

Dreamweb:
I jest to całkiem możliwe, że z takich właśnie powodów za 15 lat będę dużo lepiej postrzegać Orville niż dzisiaj.

Owszem, pojawia się jednak pytanie czy czy ew.:
Dreamweb:
sentyment doń, który urósł z czasem

wynikał będzie z tego, że z czasem docenimy w The Orville jakieś zalety, których dziś nie dostrzegamy, czy też z tego, że seria owa jeszcze się imponująco rozwinie (jak to, wedle obiegowej mądrości, z którą nie do końca się zgadzam, z wszelkimi Trekami w późniejszych sezonach było), a może z jakościowego upadku hollywoodzkich produkcji postępującego tak gwałtownie, że na tle nowszych filmów/seriali ORV - mimo wszelkich swoich wad - będzie błyszczeć (tak jak dziś niejeden docenia kiszkowaty "ID4" na tle kich jeszcze gorszych, albo chwali niedawno znienawidzonego ENTka, na tle sieczki, jaką stanowiło pierwszych osiem epizodów DSC)?
Dreamweb
Użytkownik
#582 - Wysłana: 23 Lis 2017 09:36:04
Odpowiedz 
Q__:
Robert Picardo - mało go na ekranie, jego postać nie przypomina swoją historią EMH, ani trochę

A ja znowu powiem (jak przy "Doktor Yates") - niekoniecznie. Wiemy z wielu odcinków, że doktor mógł zmieniać swój wygląd, w tym by dostosować się do wyglądu danego gatunku (odc. "Virtuoso"). Z odcinka "Blink of an Eye" wiemy, że siedząc dłużej na innej planecie dorobił się syna (zapewne adoptowanego) - to czemu nie córki?
Tak, to może być "nasz" doktor, który postanowił się ustatkować. Myślę że mógł też zmodyfikować swój program tak, by radzić sobie z silniejszą grawitacją na ich planecie. Co więcej, to by wyjaśniało jego niechęć do służby córki na statku - sam to przeżył i wie, jakie to niebezpieczne - można np. utknąć na drugim końcu galaktyki.

Q__:
to, co ma stanowić pretekst do ich roztaczania przed naszymi oczami, i zarazem tegoż usprawiedliwienie, nie ma kompletnie sensu. Trudno bowiem uwierzyć, że egzaminy w Akademii nie odsiały osoby nie dość, że ze skrywaną fobią

Mnie bardziej uwierało to, że ten test który przeszła był mało reprezentatywny, dotyczył raptem kilku z niezliczonej ilości fobii. I w ogóle, przeprowadzenie takiego testu w sposób właściwy jest w zasadzie niemożliwe. A co jeśli Alara boi się nie pająków, a np. nietoperzy? Albo węży jak Indiana Jones? Nadal się o tym nie dowiedziała.

Q__:
Pytanie jednak co uznajesz za jego stylistykę - konwencję standardowego sitcomu

Nie, komediodramatu, w stylu wspominanego nieraz MASHa. Z ilością komedii raz większą (jak w pilocie i niedawnym odcinku z Derulio), a raz mniejszą lub wręcz śladową.
Q__
Moderator
#583 - Wysłana: 23 Lis 2017 11:18:18 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
A ja znowu powiem (jak przy "Doktor Yates") - niekoniecznie. Wiemy z wielu odcinków, że doktor mógł zmieniać swój wygląd, w tym by dostosować się do wyglądu danego gatunku (odc. "Virtuoso"). Z odcinka "Blink of an Eye" wiemy, że siedząc dłużej na innej planecie dorobił się syna (zapewne adoptowanego) - to czemu nie córki?

Pamiętam, oczywiście, ten moment z "Blink of an Eye":

I ówczesną wzmiankę o synu (powiem więcej: przy wcielonych w EMH możliwościach XXIV-wiecznej medycyny nie założę się, że musiał to być syn adopcyjny - mogło dojść do biochemicznego zsyntetyzowania plemników - czy co tam ci Obcy odcinka mieli - pasujących do holograficznego feno- i ew. genotypu, jeśli go miał - Doktora). Niemniej "zapomniałem" o nim celowo w poprzednim poście - bo zrobienie z byłego CMO Voyagera ojca Alary wymaga już pewnego kombinowania, a ja wolałbym coś bardziej oczywistego.

Dreamweb:
I w ogóle, przeprowadzenie takiego testu w sposób właściwy jest w zasadzie niemożliwe.

Przy możliwościach medycyny XXV stulecia pewnie zwykły skan mózgu wystarczy, i/lub jakieś komputerowe testy (egzaminowanie Spocka w początkach ST IV się kłania). Holoprogram w tej roli będzie mieć sens tylko jeśli będzie na nich bazował.

No, ale, Alarze nie tyle chodziło o przetestowanie czy jeszcze jaki lęk w niej ukryty nie tkwi, ile o zwyczajne sprawdzenie się w akcji. Choć czy się sprawdziła? To też może być dyskusyjne, w końcu ostatecznie tryumfalnie... uciekła.

Dreamweb:
Nie, komediodramatu, w stylu wspominanego nieraz MASHa.

To do M*A*S*H-a IMHO mu jeszcze daleko, niestety... (Acz życzę mu dojścia na podobny poziom, najlepiej jeszcze w dwu - czekających nas za tydzień i dwa - odcinkach. Tak jak i życzę DSC by z poziomu "Into the Forest..." już nie spadło.)
Dreamweb
Użytkownik
#584 - Wysłana: 24 Lis 2017 07:55:05
Odpowiedz 
Q__:
To do M*A*S*H-a IMHO mu jeszcze daleko, niestety...

No i znowu powrócę do swojej wcześniejszej kwestii - czy naprawdę był o lata świetlne lepszy od ORV, czy po prostu mówiąc to jesteś pod wpływem nostalgii dla (świetnego bez dwóch zdań) serialu z lat młodzieńczych? W końcu, parafrazując słowa z "Rejsu", bardziej podobają nam się nie tylko piosenki, ale i filmy, seriale, książki, komiksy itd. które już znamy, od tych które widzimy po raz pierwszy.

Poza wszystkim - MASH miał 11 sezonów plus film. To jest naprawdę dużo materiału i jest z czego wybierać (śmieszyło mnie zresztą, że serial o wojnie w Korei trwającej 3 lata trwał lat 11, co było widać po starzeniu się aktorów, ale cóż, takie uroki fikcji telewizyjnej ).

A wracając do wątku poruszanego już przy okazji odcinka Cupid's Dagger, i jak widać mającego znów się pojawić w jednym z najbliższych odcinków - czyli, czy Ed i Kelly wrócą do siebie?

Ja uważam, że to byłby fatalny pomysł. Odwołam się tu do przykładu jeszcze innego serialu z dzieciństwa, który podejrzewam że wiele osób z mojego pokolenia zna, u mnie w każdym razie cała podstawówka oglądała.

Chodzi o Moonlighting, u nas znane jako Na wariackich papierach. Jeden z powracających motywów jaki tam był to oczywiście - czy dwójka głównych bohaterów w końcu zostanie parą (w tych rolach Bruce Willis i Cybill Shepherd, prywatnie się nie znosili ponoć, ale to insza inszość). Oglądałem to dawno, ale pamiętam, że spadek jakości tego serialu zaczął się od momentu, gdy faktycznie (na krótko co prawda, ale jednak) "zeszli" się ze sobą.

Często jest tak, że tworzenie takich par, w dodatku takich "oczywistych", na które fani wręcz czekają, odnosi tylko skutki negatywne. A przypadku ORV stracilibyśmy jedno z podstawowych założeń tego serialu, jakim jest to, że oni BYLI parą, ale już nie są.
Q__
Moderator
#585 - Wysłana: 26 Lis 2017 10:56:39 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
No i znowu powrócę do swojej wcześniejszej kwestii - czy naprawdę był o lata świetlne lepszy od ORV, czy po prostu mówiąc to jesteś pod wpływem nostalgii dla (świetnego bez dwóch zdań) serialu z lat młodzieńczych?

Sądzę, że to pierwsze, bo za młodu nie rozumiałem M*A*S*H-a, a oglądając sympatyzowałem wręcz z jego antybohaterami. Doceniłem (i zrozumiałem) ów serial dobrze po dwudziestce, bliżej trzydziestki.

A propos zrozumienia... Błazeństwa personelu Mobile Army Surgical Hospital na poły da się wytłumaczyć psychologicznie (próby oswojenia wojennej traumy), na poły ideologicznie (jako szlachetną kontestację wojennego szaleństwa), to ciągnie serial o nim mocno w górę. Pokrywania pomnika przez Johna nic takiego nie usprawiedliwia (a przynajmniej nic o tym nie wiemy), to dość istotna różnica.

Ponadto... w filmie Altmana, i w zrodzonym z niego serialu, komediowa bywa tylko warstwa psychologiczno-obyczajowa, realia świata są wiarygodne (fizyka - balistyka co najmniej - jest realistyczna: kule są śmiercionośne; biologia/medycyna - to samo: jednych pacjentów da się uratować, innych nie, wszystko to pokazane jest z sensem, w zgodzie z prawdą; warstwa społeczna - to samo: mamy przekonująco ukazany koszmar wojny, mamy absurdy wojskowej biurokracji, ale absurdy z życia wzięte). W ORV zasadniczo nie wiadomo co jest serio, a co nie.

W efekcie M*A*S*H dobrze równoważy dramat z komedią, podczas gdy produkcji MacFarlane'a wybacza się raczej sporo nietrafionego komizmu ze względu na wątki poważniejsze, wszechobecną Trekową nostalgię i pojedyncze przypadki, gdy humor był jednak udany. Ba, mam wrażenie, że - zdecydowanie bardzie komediowy w teorii - Galaxy Quest łączył elementy komediowe z poważnymi znacznie sprawniej niż ORV.

Dreamweb:
Poza wszystkim - MASH miał 11 sezonów plus film. To jest naprawdę dużo materiału i jest z czego wybierać

Zgoda. Przy czym jednak M*A*S*H zaczynał się dość mocno, od filmu Altmana. ORV (jak dotąd?) trudno się z Altmanem równać.

Dreamweb:
czy Ed i Kelly wrócą do siebie?
Ja uważam, że to byłby fatalny pomysł.

A ja tam jestem gotów przedłożyć szczęście sympatycznych bohaterów nad swoją satysfakcję z oglądania.

ps. Próba wyjaśnienia niechęci krytyków do The Orville:
http://www.tvguide.com/news/the-orville-critics-fa ns-reviews/

I parę scenek z różnych odcinków ORV:
http://www.youtube.com/watch?v=brB_PmovPtY
http://www.youtube.com/watch?v=Ix21CiAd9T0
http://www.youtube.com/watch?v=XXJh5jY-zyQ
http://www.youtube.com/watch?v=SsIfYJG05Ss
http://www.youtube.com/watch?v=V4xRwGpgmkM
http://www.youtube.com/watch?v=PwMaJITEtgA
http://www.youtube.com/watch?v=lGiSoRGHRcc

Oraz z ISAACem o rodzicielstwie:
http://www.youtube.com/watch?v=0h2ELpshWDo
USS Bij
Użytkownik
#586 - Wysłana: 26 Lis 2017 12:33:46 - Edytowany przez: USS Bij
Odpowiedz 
Q__:
Prawdę mówiąc zaczynam się martwić, że mimo pewnych przebłysków wybitności tak w miejscu tkwią, podczas gdy Discovery zaczyna się ładnie rozwijać, ale też DSC o tyle ma łatwiej, że zaczynało dość dennie, więc prawie każda zmiana jest zmianą na plus.

Jawna prowokacja

DSC jest dokładnie tam, gdzie było od początku - spróbowali zamieść to i owo pod dywan w finale, nie wszystko się pod dywanem zmieściło. Na początku batalion producentów chciał wszystko naraz - historia miała być epicka, ale zaraz osobista, postaci w stylu współczesnych seriali, ale w konwencji Star Trek (najlepiej każdego możliwego), obsada to ansambl, ale z wyraźnie główną bohaterką itd, itp. Koniec końców dostajemy serial, który jest z założenia tak przeładowany, że na nic nie ma czasu, a paradoksalnie połowa odcinków, które widzieliśmy to typowe zapychacze. Teraz z kolei to wszystko naraz próbują naprawiać - oczywiście naraz.

Niech zrobią coś dobrze od a do z. Cokolwiek. Wtedy będziemy mogli się zacząć zastanawiać nad rozwojem.

Q__:
Z drugiej strony... Dobrze, że w ogóle jest

W takiej formie nie - szkoda czasu.
Q__:
Tylko czy mamy prawo przypisywać tak stuprocentowo humanoidalne motywacje istocie tak kompletnie Obcej pod względem biologii (nawet w +/- Treku...)?

Jeśli przypisujemy mu to wszystko co już mu przypisaliśmy to nie widzę przeszkód ;)

Tym bardziej jeśli wziąć pod uwagę rolę obcych w Treku.

Q__:
W sumie najbardziej intrygująca jest ta jej skrywana warstwa mroczno-drapieżna (z ewidentną skłonnością do broni i jej nadużywania). Jest to ciekawe, i o jeszcze ciekawsze rozwinięcie się prosi, ale czy nie zapuszczają się za daleko, na tereny, na które nawet wspomniane DS9 nie weszło?

Nie sądzę - dobrze ją prowadzą.
Q__:
Szkoda tylko, że tak bardzo lite, bo i humor często naciągany i - może nie nagminne, ale ostatnio jakby częstsze - ślizganie się po powierzchni przedstawianych problemów tej serii nie służy.

I tutaj właśnie jestem w stanie dać kredyt zaufania. Humor to dobre narzędzie - MacFarlane musi po prostu nauczyć się je lepiej/inaczej wykorzystywać. To jeden z potencjalnych kluczy do rozwoju serii IMO.
Q__
Moderator
#587 - Wysłana: 28 Lis 2017 09:28:10 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
USS Bij

USS Bij:
Jawna prowokacja

Nie, raczej wyraz zawodu, że po poprawie (i przebłyskach wielkości) jaką niosły odcinki "About a Girl", "Pria" i (częściowo) "Krill", po wypracowaniowatych, poprawnych, acz bez polotu, "If the Stars Should Appear" i "Majority Rule", po "Into the Fold", który był pierwszym epizodem ORV satysfakcjonującym mnie w całości (acz była to kwestia raczej realizacji niż tematyki), dostaliśmy jawnie sitcomowy "Cupid's Dagger" i "Firestorm", który - mimo różnych realizacyjnych zalet - żadnych istotnych problemów nie porusza (więc nie ma się powodu wybaczać mu buraków), a na poziomie założeń leży i kwiczy, w stopniu, który nawet w czasach VOY by nie przeszedł.

Jak słusznie zauważył ortkaj: ORV jest to Trek klasy "B"*, i znajduję cokolwiek frustrującym, że MacFarlane zdaje się być z tego zadowolony, zamiast próbować się wzbić na poziom "A", o który paroma scenami się otarł.

* Jasne, to i tak wyżej niż pierwszych 8 odsłon DSC...

USS Bij:
DSC jest dokładnie tam, gdzie było od początku /.../ Koniec końców dostajemy serial

Mam wrażenie, że serial to słowo-klucz. Robisz autorom DSC krzywdę przyjmując za dobrą monetę ich - wielokrotnie podkreślane - dążenie do serializacji. Ja - trzymając się staro-Trekowej zasady oceniania odcinków jako osobnych całości mogę cieszyć się "Into the Forest I Go" bez automatycznego przypominania sobie co było wcześniej (dopóki nie jest to potrzebne do zrozumienia fabuły).

USS Bij:
Niech zrobią coś dobrze od a do z.

IMHO dziewiąty epizod Discovery jest tego dość blisko (dość, bo gejowski pocałunek był jedynym elementem, który można w nim liczyć jako coś na kształt głębi czy przesłania, a jest ze 20 lat za późno by samo to wystarczyło).

USS Bij:
W takiej formie nie - szkoda czasu.

Z drugiej strony... Czy owa - nawet jeśli niezbyt satysfakcjonująco fabularnie wykorzystana - niedoskonałość załogi nie jest podstawowym elementem wyróżniającym The Orville? Czy bez niej nie dostalibyśmy po prostu kolejnego klona TNG/VOY/ENT/nie-wojennego-DS9?

USS Bij:
Jeśli przypisujemy mu to wszystko co już mu przypisaliśmy to nie widzę przeszkód ;)

A jednak się nie zgodzę... Odczuwanie samotności wydaje mi się czymś co dość śmiało można uznać za nie tylko ludzkie doświadczenie (pamiętajmy, że wszelkie zwierzęta stadne źle ją znoszą). Resztę już nie.

USS Bij:
Tym bardziej jeśli wziąć pod uwagę rolę obcych w Treku.

I tu mi przypomniałeś TOS "Metamorphosis", niestety.

USS Bij:
Nie sądzę - dobrze ją prowadzą.

Nie jestem pewien czy strzelanie do Yaphita w afekcie, to nie jest pójście krok za daleko...

USS Bij:
I tutaj właśnie jestem w stanie dać kredyt zaufania. Humor to dobre narzędzie - MacFarlane musi po prostu nauczyć się je lepiej/inaczej wykorzystywać.

Kluczowe jest tu musi się nauczyć. Miał na to 10 odcinków i wciąż tego nie zrobił...

ps. Kolejne teksty spod znaku ORV vs DSC:
http://www.telegraph.co.uk/tv/0/star-trek-discover y-not-going-boldly-enough-set-course-orville/
https://www.popmatters.com/star-trek-discovery-the -orville-2495376251.html
http://donthatethegeek.com/trek-off-which-is-bette r-star-trek-discovery-or-the-orville/

I wrzucona na YT scena "burzy z piorunami w kosmosie" :
http://www.youtube.com/watch?v=I5UQlwdFquk

A tu jeszcze recenzent/bloger, którego opinie o STC i DSC linkowałem wypowiada się również o The Orville:
https://musingsofamiddleagedgeek.blog/2017/09/11/t he-orville-launches-but-isnt-quite-firing-on-all-t hrusters-yet/
https://musingsofamiddleagedgeek.blog/2017/11/27/t he-orville-is-on-a-smoother-trajectory-with-just-a -bit-of-turbulence/
Q__
Moderator
#588 - Wysłana: 1 Gru 2017 00:17:48 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
No i mamy promocyjne klipy z epizodu 11*:
http://www.youtube.com/watch?v=ecoohN0RtSs
http://www.youtube.com/watch?v=d792X0_0urQ
http://www.youtube.com/watch?v=_FCC7rv61ZI
http://www.youtube.com/watch?v=ooHX51CfKww
http://www.youtube.com/watch?v=tkGfF7LBlk4
http://www.youtube.com/watch?v=l7kHJ4ozmvY
http://www.youtube.com/watch?v=CSCdksu8gbI
http://www.youtube.com/watch?v=-hi7f3VOooU
(Zdaje mi się, czy Newtona uśmiercili?)

* Trafiły gdzie należało, wraz z resztą materiałów promocyjnych tegoż odcinka:
http://www.startrek.pl/article.php?sid=1860

Oraz radosną wiadomość, że The Orville wciąż jest oglądalnościowym sukcesem:
http://www.indiewire.com/2017/11/the-orville-seth- macfarlane-fox-ratings-1201900943/

Tymczasem Jammer dał "Firestormowi" 2,5/4. I już miejsce pod reckę "New Dimensions" szykuje:
http://www.jammersreviews.com/orville/s1/new-dimen sions.php

EDIT: i zwiastun odcinka dwunastego:
http://www.youtube.com/watch?v=BodRhZFzFLM
Dreamweb
Użytkownik
#589 - Wysłana: 1 Gru 2017 23:01:12 - Edytowany przez: Dreamweb
Odpowiedz 
Nowy odcinek powinien mieć chyba podtytuł Technobełkot... Bo prezentował go w dużych ilościach, i to w najgorszym stylu VOY/późnego TNG. Szkoda bo popsuło to dla mnie odbiór całości.
kaimada
Użytkownik
#590 - Wysłana: 1 Gru 2017 23:28:28
Odpowiedz 
Chyba specjalnie poszli w tę stronę. Nie wiem co o tym myśleć, ale generalnie średni odcinek.

Plus za odejście Milesa na DS9 ;)
Dreamweb
Użytkownik
#591 - Wysłana: 3 Gru 2017 12:46:56
Odpowiedz 
kaimada:
Plus za odejście Milesa na DS9 ;)

A "Geordiego" przejście z mostka na szefa maszynowni, jak kiedyś.

Zauważyliście, że Yaphit wysuwa "macki" i naciska przyciski na konsoli, która jest wysoko ponad jego głównym ciałem? Znaczy, że jego receptory wzrokowe mogą się przemieszczać, i musi widzieć tymi mackami (fakt, że oczu widocznych nie ma).
MarcinK
Użytkownik
#592 - Wysłana: 3 Gru 2017 17:09:00
Odpowiedz 
Czyżby Kelly starała się od początku odbudować małżeństwo?
Dreamweb
Użytkownik
#593 - Wysłana: 4 Gru 2017 10:00:01
Odpowiedz 
Zaraz zaraz, to najbliższy odcinek to koniec sezonu? Ale jak to, już? Głowę bym dał, że wcześniej słyszałem o 13 planowanych odcinkach. Szkoda, szkoda... Mam nadzieję, że chociaż faktycznie zakończą z takim hukiem, z jakim zapowiadają.
Toudi
Użytkownik
#594 - Wysłana: 4 Gru 2017 12:11:49
Odpowiedz 
Ostatni odcinek bardzo sympatyczny. Podoba mi się zwłaszcza fakt, że pokazali, że są tacy, którzy nie chcą piąć się w górę za wszelką cenę. Ale właśnie, że mogą sobie spokojnie pracować gdzieś na dolnym stanowisku. Co prawda wypchnęli Johna, ale i tak plus, że to pokazali.

Odcinek miał też dużo skopiowanych motywów z ST.
I dwuwymiarowy świat TNG The Loss,
i zmiana na stanowisku szefa maszynowni TNG The Child,
i przejście tegoż szefa na stację kosmiczną DS9 Emissary.
I problem z akceptacją nowego szefa VOY Parallax.

Wszystko to oglądało się miło.

Ps. humor z zjedzeniem współzałoganta - prank średni (odcięta noga nadal jest najlepszym jaki w serialu zrobili), ale jego efekty ciekawe. Yaphit ma kontakt z odciętymi fragmentami siebie. I nie jest zbyt łatwy do strawienia. Skoro Bortus nie dał rady i potrafi zjeść niemal wszystko...

Ciekawe czy John będzie teraz poważniejszy.
Q__
Moderator
#595 - Wysłana: 4 Gru 2017 15:47:28 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Cóż... Jestem po stronie tych, którym się podobało (czyli jednego Toudiego, póki co).
Owszem, "New Dimensions", to nadal Trek klasy B, owszem, zdaje się, że twórcy sami nie wiedzą, w którym kierunku chcą pójść, bo fundują nam i przesilenie wątku miłosnego Eda i Kelly, i ujawnienie skrywanej tajemnicy Johna, i odejście jednej z ważniejszych postaci drugoplanowych i - nie do końca wykorzystany - naukowy High Concept (co zaskakuje na plus, bo Menosky'ego w ekipie nie oni mają, a konkurencja), ale całościowo wypada rzecz satysfakcjonująco, przede wszystkim jako studium odpowiedzialności związanej z zajmowaniem kierowniczych stanowisk, odpowiedzialności której John chce uniknąć, a Ed zgoła przeciwnie - chętnie ją przyjmie, ale nie czuje się tego godny (choć skromność ta podszyta jest dumą - Mercer chce robić karierę, ale uczciwie, tak aby nikt mu nie mógł zarzucić korzystania z protekcji ex-żony i jej - przyszywanego - wujka admirała; ładnie to koresponduje ze słowami Kelly skierowanymi do LaMarra o prestiżu jako XXV-wiecznym odpowiedniku bogactwa. które to słowa znów idealnie komponują się z wcześniejszymi wypowiedziami Łysego na ten temat).
Przy czym faktycznie odejście Steve'a Newtona na stację kosmiczną jest zarazem czytelnym nawiązaniem do wątku Milesa O'Briena (do tego stopnia, że Newton zapowiada iż w nowym miejscu pracy będzie pił... i zaraz np. "The Explorers" się przypominają), jak i trawestacją tegoż (Miles awansował po Geordim - tu jest na odwrót; DS9 była relatywnie małą, mroczną, stacją na pograniczu - ta, na której będzie służył były główny inżynier Orville, jest jasna i gigantyczna). Awans Johna b. przypomina awans Geordiego, ale - punkt dla Ciebie, Toudi - rozegrany jest bardziej w stylu VOY (Yaphit ma zastrzeżenia, jak Carey, i w obu wypadkach kandydat/ka na stołek szefa maszynowni dowiedzie swoich kwalifikacji biorąc udział w wydobywaniu statku z kosmicznej - takiej czy innej - anomalii). Ponadto debata "kto ma awansować" z oskarżeniem o rasizm w tle, kojarzy się z podobną debatą (tylko tam rasizmu było mniej, istotniejszy był seksizm) z STC "Embracing the Winds". (Przy czym fakt, że za rasizm może ujść w tym wypadku awans dla czarnoskórego oficera to Trek w najlepszym stylu - oderwanie problemu od doraźnego konkretu, jego uniwersalizacja, a zarazem próba pokazania jak w/w, negatywne, zjawisko może ewoluować w przyszłości). Dalej... czy LaMarr ukrywający swoje umysłowe talenty trochę Bashirem (choć tamten miał lepsze powody udawać głupiego) nie pachnie? No i Mercer siadający za sterami w kluczowym momencie naśladuje Picarda osobiście ratującego swój statek w podobnej (acz nie identycznej) sytuacji w "Booby Trap".
Z pomniejszych smaczków odnotować należy, że Kelly tytułowana jest "sir" ("mister Saavik" się przypomina), że ISAAC b. precyzyjnie (niczym Spock czy Data) mówi ile czasu potrzebuje na dokończeni badań, że ORV dostaje swoją własną wersję Ferengich (zwą się Horpolax), których jedyny dotąd pokazany przedstawiciel przewozi karabiny plazmowe b. podobne do fazerowych z późnego DS9/NEM, że Yaphit nawrzucawszy Edowi prosi następnie służbiście o pozwolenie na powrót na służbę (przypomina się tyleż konfrontacja Sisko z Picardem z pilota DS9, co "you suck, sir!" z drugiego odcinka samego The Orville).
Pochwalić też trzeba fakt, że Gordon z Johnem dostali w końcu formalną reprymendę za swoje zgrywy (dawno im się należała). Jak też wizualną, nieco "TRON"-owatą, urodę świata-płaszczyzny (nie mówiąc już o fakcie, że jego mieszkańcy robią za - praktycznie niespotykanych w kanonicznym Treku - Obcych niekontaktowych, bo zbyt odmiennych). No i to, że koegzystencja na pokładzie ECV-197 rozmaitych gatunków (nawet jeśli tym razem sprowadza się do głupawych numerów i oskarżeń o rasizm) ponownie dodaje serii kolorytu, kolorytu przywodzącego na myśl powieści o rikerowym Titanie (który również wielogatunkowy tygiel stanowi).
Zauważyć także wypadnie, że poza wiadomym nieśmiesznym - i, jako się rzekło, ukaranym - zgrywem (nakarmienie Borusa kawałkiem Yaphita, o którym już była mowa), oszczędzono nam w zasadzie naciąganego humoru dającego się we znaki we wcześniejszych epizodach. Dodając jeszcze, że MacFarlane z Bragą i Bormanisem odnotować mogą kolejną przewagę nad ekipą Discovery, bo tamci fundnęli mam śmierć irytującej Landry i Georgiou, na zżycie się z którą nie było nawet czasu, więc budziły te zgony raczej obojętność, a tu nawet nie zginął, a po prostu odszedł do innej roboty ktoś, kogo się już polubiło, i - choć nie trup - już się za nim tęskni.
Aha: nie można też pominąć wątków continuity: ISAAC wciąż postrzegany jest jako father figure przez dzieci Claire, a znów ich matka wyraźnie stara się unikać swojego niedawnego galaretowatego kochanka (co prawda można się zastanawiać czy ładnie z jej strony, że jest opryskliwa dla kogoś, kogo niedawno postrzeliła - powinna być raczej chodzącym wcieleniem poczucia winy - ale, choć niepiękne, jest to jakoś prawdopodobne psychologicznie w sumie). No i Kelly z Edem powtórnie mają się ku sobie coraz mocniej.
Podsumowując: dałbym 3 (z niedużym minusem)/4. Bo choć nie dostajemy żadnego Wielkiego Problemu w centrum fabuły, raczej ileś komentarzy/nawiązań do klasycznego ST i popchnięcie paru wątków do przodu, z drobnym komponentem naukowym (i aluzją literacką - przywoływany "Flatland" się kłania) w roli przyprawy, a i realizacja zdaje się raczej po prostu sprawna, niż wybitna, jest to epizod plasujący się powyżej średniej zarówno dla ORV, jak i dla Treka-jako-całości.
Znaczy: jeśli ktoś jeszcze nie widział to polecam (choć do najlepszych odsłon kanonicznego ST wciąż nie ma porównania).

Dreamweb

Dreamweb:
Nowy odcinek powinien mieć chyba podtytuł Technobełkot... Bo prezentował go w dużych ilościach, i to w najgorszym stylu VOY/późnego TNG.

Że sporo to mi nie przeszkadzało. Gorzej, że miałem wrażenie, iż niekoniecznie miał sens.

Dreamweb:
Zauważyliście, że Yaphit wysuwa "macki" i naciska przyciski na konsoli, która jest wysoko ponad jego głównym ciałem?

Owszem, i nawet w tej konfiguracji wydał mi się nieco podobny do bliźniaków z MIB:
http://meninblack.wikia.com/wiki/Idikiukup_and_Bob

Dreamweb:
Znaczy, że jego receptory wzrokowe mogą się przemieszczać, i musi widzieć tymi mackami (fakt, że oczu widocznych nie ma).

Albo też ma te receptory rozsiane równomiernie po całej powierzchni ciała (jakieś plamki oczne komórek czy co?).

MarcinK

MarcinK:
Czyżby Kelly starała się od początku odbudować małżeństwo?

Nie jestem pewien czy świadomie i celowo (bo powtarzała, że uważa swoją zdradę za niewybaczalną), ale co najmniej podświadomie - na 100%.

Dreamweb

Dreamweb:
Zaraz zaraz, to najbliższy odcinek to koniec sezonu? Ale jak to, już? Głowę bym dał, że wcześniej słyszałem o 13 planowanych odcinkach.

Wyjaśnienie jest proste - skrócili sezon do 12.

Dreamweb:
Mam nadzieję, że chociaż faktycznie zakończą z takim hukiem, z jakim zapowiadają.

Tylko wiesz co? Ten huczny odcinek, z którego twórcy byli tak zadowoleni... przeniesiono do następnego sezonu. Miejmy nadzieję, że poprzedzający go okaże się równie dobry.

Toudi

Toudi:
I dwuwymiarowy świat TNG The Loss,

Prawdę mówiąc wyleciał mi z głowy ten odcinek TNG, acz tam - zdaje się - nie pokazano nam samego tego świata, tylko jego mieszkańców..

Toudi:
I problem z akceptacją nowego szefa VOY Parallax.

I na to też nie zwróciłbym uwagi gdyby nie Ty.

Toudi:
humor z zjedzeniem współzałoganta - prank średni (odcięta noga nadal jest najlepszym jaki w serialu zrobili)

Bo tamten żart wynikał z międzykulturowego nieporozumienia, ten tylko sugeruje, że robiący go bohaterowie zdolni są do każdej głupoty*.

* Choć Obcemu-od-muzyki-windzie najwidoczniej tego typu dowcipasy przypadły go gustu.

Toudi:
Yaphit ma kontakt z odciętymi fragmentami siebie. I nie jest zbyt łatwy do strawienia.

Czyż nie przypomina w tym Odo?

Toudi:
Ciekawe czy John będzie teraz poważniejszy.

Zważywszy na to, że w zapowiedzi ep. 12 ma nadal służyć na mostku, siedząc za konsolą, pewnie i charakterologicznie wiele się nie zmieni... :]

ps. Recenzje Trek/FleetYards:
http://www.youtube.com/watch?v=DSHC11Icwjs

TrekMovie*:
https://trekmovie.com/2017/12/01/review-the-orvill e-weaves-high-concept-sci-fi-with-character-develo pment-in-new-dimensions/
Q__
Moderator
#596 - Wysłana: 4 Gru 2017 15:50:37 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
* Jak zwykle ilustrowana:










I Trekkerprise:
http://www.youtube.com/watch?v=BHc4uldbX9M

Na IMDB, natomiast, podoba się, ale średnio - po początkowym entuzjazmie (wstępna średnia wyniosła 8,7) nota oscyluje pomiędzy 8,2 a 8,1.
Dreamweb
Użytkownik
#597 - Wysłana: 4 Gru 2017 19:19:54
Odpowiedz 
Q__:
należy, że Kelly tytułowana jest "sir"

Jak Alara była, gdy dowodziła, tak i Kelly jest.

Q__:
Dalej... czy LaMarr ukrywający swoje umysłowe talenty trochę Bashirem (choć tamten miał lepsze powody udawać głupiego) nie pachnie?

Tak, miałem to skojarzenie od razu.

Q__:
tamci fundnęli mam śmierć irytującej Landry i Georgiou, na zżycie się z którą nie było nawet czasu, więc budziły te zgony raczej obojętność, a tu nawet nie zginął, a po prostu odszedł do innej roboty ktoś, kogo się już polubiło, i - choć nie trup - już się za nim tęskni

Prawda, prawda. Lepsze rozegranie. Landry i Georgiou wyszły na takich redshirtów, tyle że bliskich personalnie niektórym bohaterom, natomiast dla widzów to praktycznie obce osoby. Tak samo zresztą było z żoną Bena w pilocie DS9...
Ale może chiefa jeszcze oglądać będziemy w ten czy inny sposób, okaże się...

Q__:
Wyjaśnienie jest proste - skrócili sezon do 12.

Q__:
Ten huczny odcinek, z którego twórcy byli tak zadowoleni... przeniesiono do następnego sezonu.

Trochę niezrozumiałe dla mnie zagranie w takim razie. Skoro tak się tym odcinkiem zachwycają, to trzeba go było dać na koniec sezonu, zakończyć w wielkim (ich zdaniem) stylu... I wiele osób by wtedy zapewne chętniej sięgnęło po sezon 2...
Q__
Moderator
#598 - Wysłana: 4 Gru 2017 22:28:10 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
Jak Alara była, gdy dowodziła

Owszem, pamiętam przecież do kogo odnosiło się owo:
Q__:
"you suck, sir!" z drugiego odcinka samego The Orville



Dreamweb:
Prawda, prawda. Lepsze rozegranie.

W dodatku całkowicie oryginalne. W klasycznym ST bohaterowie albo znikali bez słowa (Rand), albo po prostu ginęli (Tasha, Jadzia), tu dostajemy coś nowego.

Dreamweb:
Tak samo zresztą było z żoną Bena w pilocie DS9...

Acz dali jej dość występów w retrospekcjach by przynajmniej choć trochę dało się odczuć jak ważna dla Bena była. (Przy czym zgoda, że pilotowy two-parter DSC stanowi pewien odpowiednik przedczołówkowej sceny z DS9 "Emissary".)

Dreamweb:
Ale może chiefa jeszcze oglądać będziemy w ten czy inny sposób

Też na to liczę zważywszy na fakt, że i w/w klasycznoTrekowa trójka w tej czy innej postaci powracała.

Dreamweb:
Trochę niezrozumiałe dla mnie zagranie w takim razie.

Również tego nie rozumiem, zwł. patrząc na przytup, z którym zakończyła się dotychczasowa emisja DSC, ale... może obejrzawszy - odcinek 12 teraz, 13 - na jesieni - pojmiemy zasadność takiego ruchu?
Dreamweb
Użytkownik
#599 - Wysłana: 5 Gru 2017 10:29:42 - Edytowany przez: Dreamweb
Odpowiedz 
Jeszcze o "naukowym" aspekcie odcinka...
Q__:
- nie do końca wykorzystany - naukowy High Concept

Oraz technobełkocie, na który narzekałem...
Q__:
Że sporo to mi nie przeszkadzało. Gorzej, że miałem wrażenie, iż niekoniecznie miał sens.

No właśnie, moim zdaniem twórcy wzięli na warsztat temat tak egzotyczny, jak wkroczenie do dwuwymiarowego świata, i delikatnie mówiąc się w nim zapultali. Najpierw Orville mający 3 wymiary leci przez dwa wymiary, jakby płynął po tafli wody, potem prom zmniejsza się do dwóch wymiarów, lecz w środku ma nadal trzy, i ciągnie za sobą 3-wymiarowy okręt... Wszystko to jakoś tam wytłumaczone, ale na tyle pokrętnie że, jak mówiłem, najgorsze nawyki z VOY się przypominają. To tamten serial właśnie pokazał nam, że przy odpowiedniej dawce zmyślonego naukowego bełkotu to można z każdej sytuacji wyjście znaleźć.

Q__:
W klasycznym ST bohaterowie albo znikali bez słowa (Rand), albo po prostu ginęli (Tasha, Jadzia), tu dostajemy coś nowego.

No nie do końca, przypomina się Wesley i jego odejście do akademii (choć w tamtym wypadku mało kto z widzów za nim tęsknił ). No i pojawiał się potem od czasu do czasu, aby "ostatecznie" odejść ponownie, tym razem z Podróżnikiem (a w Nemesis znowu wrócić ). Na tej samej zasadzie Newton może się również pojawiać...

Q__:
może obejrzawszy - odcinek 12 teraz, 13 - na jesieni - pojmiemy zasadność takiego ruchu?

Ciekawe, czy chociaż szykowany jest jakiś mocny cliffhanger na koniec odcinka 12, coś na miarę Mr Worf - fire...
Q__
Moderator
#600 - Wysłana: 5 Gru 2017 10:42:09
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
Najpierw Orville mający 3 wymiary leci przez dwa wymiary, jakby płynął po tafli wody, potem prom zmniejsza się do dwóch wymiarów, lecz w środku ma nadal trzy, i ciągnie za sobą 3-wymiarowy okręt... Wszystko to jakoś tam wytłumaczone

Przypomina to trochę asimovowskie wytłumaczenie miniaturyzacji z powieściowej wersji "Fantastycznej podróży", tylko do którejś potęgi podniesione.

Dreamweb:
No nie do końca, przypomina się Wesley i jego odejście do akademii

Z drugiej strony... w wypadku Wesley'a wyczuwało się, że będzie wracać. Tu nie jest to takie pewne.

Dreamweb:
z Podróżnikiem

Znaczy: ze Stametsem (że tak do popularnej fan-hipotezy się odwołam)? Wyjdzie na to, że TNG miało watek prawie tak ryzykowny jak komiksy o Batmanie i Robinie zdaniem Werthama.

Dreamweb:
Ciekawe, czy chociaż szykowany jest jakiś mocny cliffhanger na koniec odcinka 12, coś na miarę Mr Worf - fire...

Za 3 dni będziemy wiedzieć.
 Strona:  ««  1  2  ...  18  19  20  21  22  23  24  25  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / The Orville - nowa parodia Treka w tradycji Galaxy Quest, czy nowy... Trek?

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!