USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / The Orville - nowa parodia Treka w tradycji Galaxy Quest, czy nowy... Trek?
 Strona:  ««  1  2  ...  12  13  14  15  16  ...  33  34  »» 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#391 - Wysłana: 13 Paź 2017 16:49:38 - Edytowany przez: Q__
kaimada

kaimada:
ale poza tym dla mnie film średni.

Może kiedyś docenisz jego niuanse.

kaimada:
Najnowszy odcinek ORV bardzo fajny. Krille to połączenie Jem Hadar z Krallem.

I jeszcze z domieszką Reman (zwanych Space Nosferatu przez złośliwych). Ich broń też jakby - co do zasady działania - przypomina tę, którą się Shinzon posługiwał.

kaimada:
Fajnie wyszło to, że chcąc uniknąć masowego mordu sami z premedytacją wymordowali całą załogę tworząc z tych dzieciaków przyszłych fanatyków.

Jest to trochę bardziej skomplikowane. Zabili potencjalnych zbrodniarzy wojennych szykujących atak ma bezbronną kolonię. Czy w dzieciakach wywoła to na 100% efekt o jakim mówisz? Tak naprawdę nie wiemy - choć taka obawa jest w odcinku jasno wyrażona. Zawsze wszakoż pozostaje cień Trekowej nadziei, że jednak nie.

Eviva

Eviva:
Albo więc mamy do czynienia z samcem i samicą, albo nie istnieje coś, określane jako "mate", czyli partner seksualny.

Zapominasz o zjawisku izogamii. Teoretycznie można sobie wyobrazić, że dwie moclańskie gamety (wypadnie je nazwać plemnikami w tym wypadku) łączą się pozaustrojowo i jakimś cudem rozrastają w jajo (nie wiem, czerpiąc substancje odżywcze przez osmozę z ciała wysiadującego rodziciela*?).

* Gdzie wysiadywanie to i tak pikuś na tle - znanego niektórym ziemskim gatunkom - zjawiska ciąży samców:
http://www.national-geographic.pl/przyroda/morski- pan-mama-czyli-jak-natura-zamienila-role-plci-u-ko nikow-morskich
http://www.rmf24.pl/nauka/news-samiec-w-ciazy-nie- musi-byc-dobrym-ojcem,nId,242375

Eviva:
Wygląda jak promowanie na siłę pseudorodzicielstwa gejów

To, że masz poglądy jakie masz, to pół biedy (choć IMHO ocierają się one o okolice kanibalizmu miejscami, potrafię z tym żyć i na swój sposób Cię lubić), ale, że każdorazowo szukasz okazji, by je w agresywnej formie wyrażać (bo Twój w/w post IMHO gdzieś w tym kierunku idzie) jest piekielnie nudne i męczące. Powiedzmy jednak, że to mój problem. Twoim problemem natomiast jest to, że w tej zaciekłości nie zauważyłeś, iż Moclanie nie są wcale przedstawieni w tonie afirmacji, raczej jako kultura w swojej - tak to nazwijmy - homonormatywności - równie opresyjna i paskudna, co różne ziemskie modele społeczne bazujące na heteronormatywności. Co z jednej strony służy za - chwilami komiczne - krzywe zwierciadło dla pewnych ziemskich zjawisk, z drugiej zaś pozwala wygenerować typowo Trekowy komunikat, że żadne płeć czy orientacja nie ma monopolu na bycie fajnym. Każdy może okazać się paskudziarzem brutalnie dyktującym innym jak mają żyć.

Ale może to i dobrze, że tak reagujesz. To znaczy, że odcinek "About a Girl" odegrał swoją - b. Trekową (znasz historię TOSu więc wiesz) - rolę pobudzenia do dyskusji, wzbudzenia kontrowersji.

Eviva:
W dodatku mamy do czynienia z parą jak najbardziej gejowską -0 jeden jest twardy i męski, drugi gra rozmemłaną kretynkę z penisem (prawdopodobnie, bo go nie widzimy).

Oglądałaś b. nieuważnie, pewnie z ideologicznego zaślepienia*, to i przeoczyłaś, że owa "rozmemłana kretynka z penisem" jest właśnie ofiarą owego społeczeństwa, kobietą którą przerobiono na mężczyznę zgodnie z obowiązującą tam normą. Taka odwrotność tragicznego nieraz losu ziemskich transseksualistów.

* Co każe mi też się zastanawiać czy odrzucasz The Orville, bo faktycznie sądzisz, że to kiepski serial, czy dlatego, że linia ideolo Ci nie leży.

Eviva:
A w którym miejscu jest zabawna?

W wielu miejscach.

Eviva
The_D

Eviva:
żeby złożyć jajo, trzeba mieć żeński układ rozrodczy. Męscy rodziciele mogą pączkować, ale i wtedy partner im po nic.

The_D:
Jedyne wytłumaczenie jest takie, że na innych planetach płcie męska i żeńska znaczą coś innego niż na Ziemi.

Eviva:
Rzeczywiście trochę naciągane...

Jeśli chodzi o kwestie płci to już na jednej Ziemi biologia ciągle nowe rzeczy na ten temat odkrywa (i "trochę" dziwne by osoba z medycznym przygotowaniem o tym nie wiedziała):
http://www.nature.com/news/sex-redefined-1.16943

A zwróćmy też uwagę na to, że mimo sporej powszechności modelu dwupłciowego samiec XY, samiec X0 i samiec ZZ (oraz samice XX, ZW i Z0) to nie do końca te same samce (i samice) - a nadto istnieje jeszcze system TSD oraz samice diploidy z samcami haploidami.

Tak więc nic naciąganego tu nie ma. Przy tylu typach samczości i samiczości, jaką różnicę zrobi jeden więcej (o ile twórcy zechcą w końcu domyśleć go jak należy).

Nawiasem: takie sinice np. znacznie więcej płci sobie wyewoluowały:
http://www.swiatnauki.pl/8,444.html
500? Na tym tle lemowskie Pięciorniaki wysiadają...
mozg_kl2
Użytkownik
#392 - Wysłana: 13 Paź 2017 17:43:04
kaimada
Użytkownik
#393 - Wysłana: 13 Paź 2017 18:38:58
mozg_kl2
Smutna prawda o naekranie, że jak tylko ORV wyląduje na ShowMax to oceny powędrują dwa oczka w górę...
Za czasów Hataka uwielbiałem ich, ale teraz jest tam dziwnie.
MarcinK
Użytkownik
#394 - Wysłana: 13 Paź 2017 19:05:19
The_D
Niektóre jaszczurki rozmnażają się przez parteogeneze ale potrzebują seksualnej stymulacji ze strony innej samicy
80sLoveUC
Użytkownik
#395 - Wysłana: 13 Paź 2017 19:12:49 - Edytowany przez: 80sLoveUC
mozg_kl2
Użytkownik
#396 - Wysłana: 13 Paź 2017 20:22:37
kaimada:
powędrują dwa oczka w górę...

ta ocena już jest zawyżona o 2 oczka w górę.
kaimada
Użytkownik
#397 - Wysłana: 13 Paź 2017 20:44:12
80sLoveUC
Solar to mi się zawsze będzie kojarzył z gwrota.com, z których ekipa Hataka wyszła.
Chciałoby się rzec - to były czasy...
Dreamweb
Użytkownik
#398 - Wysłana: 13 Paź 2017 22:45:43
Wreszcie zobaczyliśmy jakiś inny okręt Unii. I faktycznie widać, że ten Orville to Enterprajsem nie jest, raczej taki Equinox z niego, coś w ten deseń. Zauważyliście że w pierwszej scenie w mesie Malloy pije piwo (jak zwykle). Pewnie dlatego mu potem z taką fantazją manewrowanie okrętem w atmosferze szło... Wymyślanie imion krillowskich po drodze - podobało mi się, nieraz się zastanawiałem czy u scenarzystów Star Trek tak to właśnie wygląda...
Toudi
Użytkownik
#399 - Wysłana: 13 Paź 2017 23:26:40
Eviva:
Planeta gejów,

Eviva:
Wygląda jak promowanie na siłę pseudorodzicielstwa gejów,

Zaślepienie. Eviva, przemawia przez cienie zaślepienie. Zamiast otwartości na rozmowę widzisz wroga.

Ja tu nie widzę promowania homoseksualizmu. Przez 6 odcinków (na dziś) przewija ci się wątek małżeństwa heteroseksualnego, jak się patrzy, ale ty widzisz tylko promowanie homoseksualizmu. W najnowszym odcinku jest motyw kontaktów młodej Alary i jej problemów, bo ma pewne przewagi na macho, ale ty i tak widzisz tylko swojego wyimaginowanego. Tymczasem serial pokazał, ze możemy mieć różnorodność form życia we wszechświecie (sztuczne, formy, silne formy, galaretowate formy, jednopłciowe formy, formy wrażliwe na światło).

Co do problemu rozrodczego gatunku jednopłciowego. To problemem w zrozumieniu tego zjawiska może nie być płeć a raczej jej językowe postrzeganie. Dla nas ludzi mężczyzna i kobieta mają pewne charakterystyczne cechy fizyczne i społeczne. Choćby przysłowie, kto nosi w domu spodnie, wyraźnie to oddaje. I nie wiemy czy kiedyś uda się to przełożyć 1:1 dla każdej rasy, jaką poznamy we wszechświecie. Ale na pewno będziemy upraszczać to co poznamy do pewnego stopnia, aby było nam to łatwiej zrozumieć.

I tak, jeśli dobrze pamiętam, Ringo i Weber, gdy pisali Uniwersum człowieka, stworzyli tam pewną rasę. Która, może pomóc nam zrozumieć kwestię Maclan. A może rzucić ciekawe spojrzenie na temat. A więc ludzie tam będąc wysoko rozwiniętą cywilizacją, korzystali z translatora, który uczył się w trakcie tłumaczenia, starając się oddać tekst, często stosował pewnego rodzaju analogie do tego co człowiek zna. I tak było z określeniem płci. Ludzie zostali wystawieni na kontakt z silnym przedstawicielem rasy. Myśliwym. Większym i silniejszym od drugiego przedstawiciela, do tego ten drugi opiekował się młodymi. Więc translator nadał mu wszelkie przywary mężczyzny. A mniejszemu osobnikowi przywary kobiety. I tak też tłumaczył tekst. Dopiero po długim czasie się okazało, że Myśliwy jest SAMICĄ. Bo był w ciąży. Ale translator nadal tłumaczył jego kwestie na rodzaj męski. Wątek oczywiście był nieco bardziej rozwinięty, ale chyba widać co próbuję przytoczyć.

Przywary dominującej płci u Maclan dla człowieka wydają się być męskie, temu tam jest to nam przedstawiane, ale ich płeć nie jest 1:1 płcią męską. Ale, nie wyobrażam sobie, żeby Maclan nagle zaczęto określać mianem RZECZY, kiedy ludzki język rozwinął taki a nie inny sposób określania płci. Może w przyszłości język ewoluuje i postaną inne formy, ale jesteśmy tu i teraz.

Ale nie wiem czy jest sens tłumaczyć to religijnie zaślepionym Krillom...

============

A teraz wracając do najnowszego odcinka.

Zaczął się nijako. Dobrze, że przerwali przed wiadrem gwoździ. Sama kwestia przyswajania jedzenia ciekawa. Ale kaktus wydał mi się trochę przesadzony.

Wątek walki z Krillami, nawet nawet.

Ale infiltracja statku, mocno mi się nie podobała. Znaczy się, ja rozumiem, że zrobili to z doskoku i podobało mi się, że sami twórcy zauważyli, że nawet imion sobie nie przygotowali. Ale z tego powodu, ta infiltracja nie powinna się udać. Za dużo swobody mieli w poruszaniu się po statku. Chyba tylko na ENT-D goście mogli by sobie na taką swobodę pozwolić. IMHO powinno być jakieś przesłuchanie. Kontrola. Sprawdzenie manifestu statku. No i zachowanie naszych bohaterów było takie oderwane od rzeczywistości. Po prostu cała ta zabawa jest mocno naciągana.

Jedynym plusem jest finał. Ale przed finałem jest jeszcze naciągana scena za światłem. Nie mogę sobie wyobrazić, aby jakakolwiek rasa zainstalowała sobie oświetlenie, które może ja zabić. I że zrobi to na całym okręcie. No i wampirza śmierć. Za łatwe to było, zdecydowanie za łatwe dla bohaterów.

Najlepsza jest rozmowa z finału. Myślę, ze rację ma ta Krillka, gdy mówi, że Ed odsyłając dzieci i zachowując je przy życiu, stworzył sobie silnych wrogów. Mimo jego czystych intencji. Acz widzę promyk nadziei w Coji (tak się chyba nazywał ten ciekawy świata dzieciak). Myślę, że jeśli wojna będzie się toczyć dość długo, on może być przyczyną do pokoju. Myślę, że nawet na Krillka, po odpowiedniej indoktrynacji w jakieś kolonii karnej czy innej formie gościny w Unii może przejść na stronę Unii. Sporo zależy od tego co i jak jej pokażą. Bo w końcu od czegoś trzeba zacząć.


To co jeszcze mi nie przypadło do gustu, to Okręt Krilli na holu. Mimo wszystko Orville powinien być wstanie obsadzić go pryzową załogą. Prowadzić go w końcu potrafili.

To co mi bardzo nie przypadło do gustu, to Malloy i jego zachowanie. Rozumiem, że to jego odruch obronny i dobrze się sprawdził, jak go pojmali, ale gdy infiltrował, powinien zachować się nieco bardziej profesjonalnie.


No i holograficzne kamuflaże. Bardzo dobra technologia. Wiemy, że to nie tylko iluzja, ale jakaś forma materii jest tworzona. Wiemy, jak Ed nie mógł skrzyżować rąk, nie zmieścili się w drzwiach, czy drapanie się Eda po głowie. Ta technologia nie wydaje się być specjalnie oderwana od tego czym unia dysponuje, kwestia wielkości emitera.
Czy musi być połączona z technologią z drugiego odcinka? Niekoniecznie. Holokabiny już znamy.

No i podoba mi się, że rozwijają tło ras. Maclanie, Krille. Co odcinek dostajemy jakaś uwagę o pozostałych rasach. W tym odcinku Isaac to po prostu Data.

Kończąc. To najsłabszy odcinek z dotąd emitowanych. Umiarkowany start (acz to widzę norma dla Orville), z dobrym podsumowaniem finału, ale beznadziejnym prowadzeniem głównego wątku odcinka.
kaimada
Użytkownik
#400 - Wysłana: 13 Paź 2017 23:34:30
Toudi:
Dobrze, że przerwali przed wiadrem gwoździ. Sama kwestia przyswajania jedzenia ciekawa. Ale kaktus wydał mi się trochę przesadzony

Jest na YouTube masa absurdalnych filmików o zjadaniu kaktusów przez ludzi.
Toudi
Użytkownik
#401 - Wysłana: 13 Paź 2017 23:43:39
kaimada:
Jest na YouTube masa absurdalnych filmików o zjadaniu kaktusów przez ludzi.

Mówisz, że robią tak absurdalne challenge? Ok, to widać, nie byłem ich odbiorcą i temu uciekł mi ten dowcip.
Q__
Moderator
#402 - Wysłana: 14 Paź 2017 01:57:32 - Edytowany przez: Q__
No, dobra... Czas na moje refleksje o szóstym odcinku ORV. Zaczyna się dość pogodnie - kolejne zerwanie Alary (istnieje stereotyp, że mężczyźni boją się silnych kobiet, IMHO krzywdzący dla wielu mężczyzn jednak, ale tu te obawy schodzą na fizyczny poziom, można rzec*), ISAAC deklarujący chęć pomocy (najwidoczniej też jest fully functional ), co jednak młoda porucznik odrzuca (widać tu b. celowe pogranie wątkiem Tashy Yar i Daty, przy czym znacząco inne nastawienie obu stron - dla androida z TNG była to istotna część doświadczania człowieczeństwa, dla tego z ORV - miała być kolejna bezemocjonalna "obserwacja naukowa", szefowej ochrony Ent-D chodziło o fizyczne wyżycie się, ta z ECV-197 jawi się raczej nadwrażliwą romantyczką prywatnie - powoduje zupełnie inny finał). Bortus robiący tym razem za ewidentny - mniej, od oryginału, przegięty w swych możliwościach jednak (jak się zdaje) - pastisz niesławnego Matter-Eater Lada, w czym wszystkim pobrzmiewa nawet zabawne, choć przefajnowane, podkreślenie biologicznych odmienności załogantów (Trekowa różnorodność w praktyce), potem kolejna bitwa z Krillami (pomyślana chyba lepiej niż sporo kosmicznych potyczek z kanonu ST - tak, znów "parodia" wyprzedza w czymś oryginał), wreszcie - dzięki okazji jaką stwarza zdobycie nienaruszonego krillskiego promu - dość standardowa dla ST misja infiltracyjna... jednak potem robi się z tego coś, z czego oceną mam b. duży kłopot.
Bo z jednej strony jest to wyraźne - twórcze - nawiązanie do "The Enterprise Incident" (panowie od TY chyba mieli jakiś cynk o tym, skoro się za recenzowanie owej odsłony TOS wzięli), a zarazem gorzki, arcygorzki, dramat - wyraźnie w tradycji DS9 - o bohaterach, którzy mimo najlepszych chęci (przecież ratują niewinnych ludzi, są też dość humanitarni, by oszczędzić dzieci i ich nauczycielkę) muszą pobrudzić sobie ręce krwią, a wynik ich działań - choć niby słuszna strona wygrała - będzie mocno dwuznaczny. Nie grali tego od czasu "Rocks and Shoals", przy czym tam było to znacznie bardziej naciągane, tu rozwiązanie zdaje się w sposób nieunikniony wynikać z sytuacji. (Nie są to zresztą jedyne skojarzenie z dotychczasowymi odsłonami ST, w finalnych słowach wziętej do niewoli Krillki pobrzmiewa echo gorzkiej wypowiedzi romulańskiej praetor z FED1 "Unity", przypomina się też parę - znacząco mniej tragicznych - sytuacji, w których wydawało się już, że Sisko zdoła zaprzyjaźnić się z Dukatem, a jednak jakieś słowa tego ostatniego rozwiewały takie złudzenia.)
Przy okazji można zauważyć jak komfortowe były dla Eda i reszty wcześniejsze wygrane w kosmicznych bitwach na tym tle - nie trzeba było oglądać ofiar, słuchać wyrzutów ich bliskich... Tu jakby muszą w końcu zmierzyć się z odpowiedzialnością za to co robią (szkoda, że wśród szpiegów nie było krzyczącego radośnie "Boom, bitch!" LaMarra), uświadomić sobie, ile razy - mając usta pełne słów o pokojowych ideałach - mimo woli nakręcali spiralę przemocy. A zarazem poczuć - bodaj mocniej niż Ben S. nawet - swoją bezsilność, bo przecież w każdym z tych wypadków robili tylko to, czego okoliczności wymagały.
Jednym słowem jest to - która to już taka, mniej czy bardziej, zmarnowana szansa? - materiał na solidnego, "czwórkowego" w skali Jammera, Treka, na pierwsze arcydzieło ORV. Jednak... odcinek ten arcydziełem zwyczajnie nie jest. Wątek szpiegowski jest wyraźnie naciągany, bohaterom udaje się osiągnąć wywiadowczy cel (i - przy okazji - ocalić rolniczą kolonię za cenę brutalnego wybicia całej nieprzyjacielskiej załogi), choć ich misja jest zdecydowanie słabo przygotowana, a oni sami dają raz za razem żenujące dowody niekompetencji (ledwo co chwaliłem poprzedni odcinek za znalezienie zdrowej równowagi pomiędzy humorem a dramatem, a znów osuwamy się na poziom wymuszonych, nawalonych na kupę, nieśmiesznych żartów, i to mimo tego, że MacFarlane przestał w końcu pisać scenariusze, ustępując miejsca weteranowi ST, Davidowi A. Goodmanowi). Jednym słowem kawał wybitnego ST zostaje tam sklejony z czymś, o czym nawet szkoda gadać... i w efekcie jestem zwyczajnie niezdolny do wystawienia temu epizodowi jakiejś noty, bo nie chcę go skrzywdzić (dając nasuwające się 2,5/4), ale i całościowo pochwalić nie mogę, choć coś b. istotnego do tradycji Trekowych przesłań dorzucił.

Aha... Jak zwykle znalazło się coś do wynotowania.
Całe te rozważania o wybranej na cel ataku kolonii, o tym dlaczego była niestrzeżona, itd. Mam wrażenie, że Goodman znał skądś scenariusz czwartego odcinka DSC i postanowił pokazać jego twórcom jak taki wątek należy przeprowadzać.
Wyjaśnienie zagadki palących się - i gaszonych ręcznie w INS - konsol. Oczywiście: mostki jednostek GF mają automatyczny system gaśniczy, ale czasem i on siada.
Statek, którym przybyła admirał - w końcu dostaliśmy ORVille'owską wersję Galaxy/Sovereigna/Odyssey (która - po prawdzie - jest brzydka jak noc).
Kolor skóry samej admirał (w tej roli Kelly Hu) - po raz kolejny wprowadzona bez ostentacji różnorodność w praktyce.
Ładny roddenberry'owski ateizm (zanikanie religii u rozwiniętych cywilizacji jako kosmiczna norma).
Scena pożegnanie Eda z Kelly przed wyruszeniem na misję - widać, że komandor wyraźnie liczy na ognistego całusa, jednak nie dostaje go. Ba... były zdaje się nawet nie zauważać jej oczekiwań.
Kobieta-Krill ewidentnie zainteresowana - od pierwszego wejrzenia - Mercerem (który, o czym - do czasu - nie wie, zabił w walce jej brata). Jasne nawiązanie do licznych miłostek Kirka, ale z podwójnym twistem, bo nie dość, że już na starcie robi się b. gorzko (z oczywistej przyczyny), to jeszcze do niczego dojść nie ma prawa (bo Ed nie dość, że winny się czuje, to ma zbyt wiele szpiegowskiej roboty, by na romansowanie znaleźć czas, nawet gdyby sumienia nie miał).
Pozłacana zbroja kapitana Krilli - zastanawiam się czy MacFarlane miał dostęp do scenariusza DSC, czy też to twórcy Discovery mieli dostęp do pierwotnych założeń ORV (jednym słowem: kto tu z kogo rżnie?).
Krwawa religia tychże Obcych - z oczywistych skojarzeń: ISIS, ale i warhammerowy kult Khorne'a.
Empiryczny dowód na to, że jednak lepiej iść na takie misje kompletnie przerobionym, jak robią to w TNG (tak, scena gdy maskowanie im siadło... choć, z drugiej strony, gdyby nie siało, to by tej bomby nie odkryli, więc nie ma złego bez dobrego).
No i fakt, że twórcy świadomie zabawili się ogranym schematem space vampires, z czego najwidoczniej byli tak dumni, że aż musieli zwrócić na to naszą uwagę stosownym komentarzem bohaterów. (Nowe oblicze Trekowej łopatologii, można rzec .)

* Kojarzy się tego typu sytuacja:
http://www.se.pl/wiadomosci/swiat/primabalerina-zg niota-meza-podczas-seksu-dramat-anastasii-woloczko wej_412038.html

mozg_kl2

mozg_kl2:
orville-sezon-1-odci nek-5-recenzja

Ciekawe... Można chwalić, i dać najniższą notę... Pomijam, że p. recenzent chyba nie do końca wie, czego chce od tej produkcji. W jakim kierunku kazałby jaj pójść, gdyby miał na nią wpływ.

80sLoveUC

80sLoveUC:
Na razie Orville trafi do polskiego Foxa:

Dobra nowina .

mozg_kl2

mozg_kl2:
ta ocena już jest zawyżona o 2 oczka w górę.

Coś szerzej? Bo ostatnio rzucasz onelinerowymi opiniami o ORV i DSC, a dowodów oglądania obu tych seriali nadal nie dałeś.

Dreamweb

Dreamweb:
Wreszcie zobaczyliśmy jakiś inny okręt Unii.

B. podobny do Orville, choć znacznie większy. Przy czym uśmiechnąłem się pod nosem oglądając tego - brzydkiego jak noc - giganta, przypomniały mi się admiralskie okręty ze STO.

Dreamweb:
nieraz się zastanawiałem czy u scenarzystów Star Trek tak to właśnie wygląda...

Mówisz, że Goodman wiedział do czego się odwołuje?

Toudi

Toudi:
problemem w zrozumieniu tego zjawiska może nie być płeć a raczej jej językowe postrzeganie. Dla nas ludzi mężczyzna i kobieta mają pewne charakterystyczne cechy fizyczne i społeczne. Choćby przysłowie, kto nosi w domu spodnie, wyraźnie to oddaje. I nie wiemy czy kiedyś uda się to przełożyć 1:1 dla każdej rasy, jaką poznamy we wszechświecie. Ale na pewno będziemy upraszczać to co poznamy do pewnego stopnia, aby było nam to łatwiej zrozumieć.

Przypomina się - oczywiście - "Lewa ręka ciemności" Le Guin, i problem jaki miały dwuplciowe humanoidy z zaklasyfikowaniem - w ramach awojego dwubiegunowego modelu - hermafrodytycznych Getheńczyków, a nawet z nazywaniem ich (on? ona?).

Toudi:
Chyba tylko na ENT-D goście mogli by sobie na taką swobodę pozwolić.

Co i tak krytykowaliśmy ledwo co w topicu o TNG.
Q__
Moderator
#403 - Wysłana: 14 Paź 2017 01:59:04 - Edytowany przez: Q__
Toudi:
Ale przed finałem jest jeszcze naciągana scena za światłem. Nie mogę sobie wyobrazić, aby jakakolwiek rasa zainstalowała sobie oświetlenie, które może ja zabić. I że zrobi to na całym okręcie. No i wampirza śmierć. Za łatwe to było, zdecydowanie za łatwe dla bohaterów.

Owszem, typowy deus ex machina. Niby wyśmiewający takie zagrania (pod tym względem w komedię poszli), ale irytujący jak wszelkie rozwiązania tego typu. Jedyny plus, że twórcy to wiedzą, i szydzą z samych siebie, ale zgrzyta to i tak.

Zgrzyta również, że - początkowo pokazywany dość sympatycznie - nieprzyjacielski dowódca zaprezentowany został finalnie jako, jednak, entuzjastyczny morderca i sadysta, bo wygląda to na ręczne odciążenie sumień bohaterów w pewnym zakresie, z czystej autorskiej sympatii.

Toudi:
Acz widzę promyk nadziei w Coji (tak się chyba nazywał ten ciekawy świata dzieciak). Myślę, że jeśli wojna będzie się toczyć dość długo, on może być przyczyną do pokoju. Myślę, że nawet na Krillka, po odpowiedniej indoktrynacji w jakieś kolonii karnej czy innej formie gościny w Unii może przejść na stronę Unii.

Owszem, sądzę, ze w tym celu został wprowadzony, by pokazać, że i ten gatunek nie jest zły, że czyni go takim tylko indoktrynacja. Acz może to być też jednak inwersja tego, co kanoniczny Trek zwykł pokazywać - tam zawsze były takie fajne dzieciaki (np. Artim czy - ledwo co przywoływana - Sarjenka) i często ich obecność niosła jakieś nadzieje na przyszłość. Tu - jeśli faktycznie udałoby się z niego (mimo woli) zrobić fanatyka - mielibyśmy b. ostre odwrócenie tamtego schematu.

Toudi:
kwestia wielkości emitera

Przypomniał mi się przenośny Transporter Maquis, wprowadzony bodaj przez VOY. (Choć - oczywiście - i o przenośnym holoemitrze EMH zapomnieć nie sposób - i tu wracamy do tego, o czym pisałem.)

Toudi:
No i podoba mi się, że rozwijają tło ras.

Owszem. to nie są jednak karykatury ras z ST jak chciałby KAEM, a odrębne gatunki z własnym tłem biologiczno-kulturowym, pokazanym dość detalicznie. O najsłynniejszych kanonicznych Trekowych gatunkach nie dowiadywaliśmy się tak wiele w tak szybkim tempie.

Toudi:
W tym odcinku Isaac to po prostu Data.

Data a rebours jednak.

Toudi:
ale beznadziejnym prowadzeniem głównego wątku odcinka.

Całości może i nie, ale jego strony profesjonalno-wywiadowczej - niestety tak.

kaimada

kaimada:
Jest na YouTube masa absurdalnych filmików o zjadaniu kaktusów przez ludzi.

Człowiek uczy się całe życie...

ps. Recenzja TrekYards:
http://www.youtube.com/watch?v=9M_fTm1Qkc8

(Aha: Jammer ten odcinek chwali, dał 3/4.)
80sLoveUC
Użytkownik
#404 - Wysłana: 14 Paź 2017 05:23:04 - Edytowany przez: 80sLoveUC
Szósty odcinek Orville obejrzany i był świetny! :D

Piękne połączenie naiwnego porządku fabularnego, uproszczeń klasycznego Star Treka (nie tylko od tak bohaterowie zostają przyjęci na okręt, ale jeszcze przejmują ten statek w dwójkę), durnych sucharów oraz w końcu zestawienie typowego ludzkiego humanitarnego myślenia ("no bo dzieci. nie można") z obcym światopoglądem. Poczułem się, jakbym oglądał Babylon 5, gdzie decyzje powzięte przez bohaterów nie zawsze miały pozytywne konsekwencje. Nie ma żadnego śmiesznego przekabacania bohatera innej rasy i happy endu.

Coraz bardziej lubię kapitana. Nieudacznik, ale dobry chłop - może nie podzielam jego podejścia, ale podziwiam za próby. Tego mi brakowało u Picarda w TNG - zamiast co chwilę błądzić niemal zawsze miał rację, fabuła mu zawsze pomagała w przekabacaniu na słowa. Dlatego właśnie wolałem DS9 i Voyagera - bo reprezentowała walkę o ideę wadliwej Federacji (scena z Quarkiem ,Garakiem i piwem korzennym z DS9), a nie samozachwyt Roddenberry'ego nad swoim wizją świata.

kaimada:
Jest na YouTube masa absurdalnych filmików o zjadaniu kaktusów przez ludzi.

W sumie to nawet pasowałoby taka inspiracja, skoro poprzedni odcinek to była taka parodia "it's a prank, bro!" :D
https://www.youtube.com/watch?v=7X5KtupoDao
Toudi
Użytkownik
#405 - Wysłana: 14 Paź 2017 13:37:22
Q__:
Całe te rozważania o wybranej na cel ataku kolonii, o tym dlaczego była niestrzeżona, itd. Mam wrażenie, że Goodman znał skądś scenariusz czwartego odcinka DSC i postanowił pokazać jego twórcom jak taki wątek należy przeprowadzać.
Wyjaśnienie zagadki palących się - i gaszonych ręcznie w INS - konsol. Oczywiście: mostki jednostek GF mają automatyczny system gaśniczy, ale czasem i on siada.

Że ekipa ORV zna scenariusze DSC mnie w ogóle nie dziwi. Ci ludzie znają się latami, na pewno spotykają się czasem prywatnie. Do tego możliwe jest, że i jakaś wymiana ludzi pracujących nad jednym i drugim dziełem następuje.

Więc, biorąc pod uwagę, że to ORV jest w tym przypadku agresorem, to nie ma się co dziwić, że będzie podgryzał tego pierwszego... Ale i DSC myślę, długo nie będzie pozostawał bierny. IMHO o ile śmierć sternika w DSC była zaplanowana wcześniej, tak obstawiam, że go dowcipny komentarz dodana tylko i wyłącznie z powody ORV i Malloya.

Sądzę też, że jeśli oba seriale dostaną 2 sezon (a IMHO dostaną i obu tego życzę) będziemy takie dogryzanie obserwować częściej.

Q__:
Statek, którym przybyła admirał - w końcu dostaliśmy ORVille'owską wersję Galaxy/Sovereigna/Odyssey (która - po prawdzie - jest brzydka jak noc).

Brzydka? Eeee, mnie się podoba.
1 2

Linia wydaje się być agresywniejsza.

Q__:
Empiryczny dowód na to, że jednak lepiej iść na takie misje kompletnie przerobionym, jak robią to w TNG (tak, scena gdy maskowanie im siadło... choć, z drugiej strony, gdyby nie siało, to by tej bomby nie odkryli, więc nie ma złego bez dobrego).

No ale wówczas zostaniesz wykryty na pierwszym medycznym skanie. I o tym mówili nawet w odcinku.

Q__:
O najsłynniejszych kanonicznych Trekowych gatunkach nie dowiadywaliśmy się tak wiele w tak szybkim tempie.

Mimo wszystko ORV bierze dużo tego co było najlepsze z tego co do tej pory zostało w SF wprowadzone. I to dobrze.
MarcinK
Użytkownik
#406 - Wysłana: 14 Paź 2017 14:02:24
Co do Moclan. Możliwe że mamy do czynienia z płcią żeńską i obojnaczą. Samice po prostu pozbawione są męskich narządów a co za tym idzie hormonów odpowiadających za cechy drugorzędne.
Dreamweb
Użytkownik
#407 - Wysłana: 14 Paź 2017 15:08:07
Odcinek dobry, nie rewelacyjny. Do pewnego momentu najbardziej komediowy od czasów pilota - w dobrym i złym tego znaczeniu. Potem spoważniał na końcówce. Na początku piękna kpina z klisz s-f i filmowych:
"Tam na dole jest dużo rodzin!"
"Jestem pewien, że singli też jest sporo".
Za to daję plus. Nie można dyskryminować osób samotnych.

I potem komunikat do wroga z żądaniem zaprzestania ataku i słuszne pytanie Kelly, czy to kiedykolwiek poskutkowało. No nie, i tym razem też nie.

Taka dygresja, zawsze śmieszy mnie pewna sytuacja: jak w meczu piłki nożnej zawodnik dostaje żółtą/czerwoną kartkę, to w 95% przypadków dyskutuje z sędzią, że za co, że to nie jego wina. Widziałem tych meczy kilkaset, może więcej, i jeszcze nigdy sędzia nie powiedział: "OK, masz rację, wycofuję kartkę". No nigdy. A dyskutują nadal i pewnie będą przez następne kilkaset lat. Widzę tu pewne podobieństwo.

Przedstawienie fanatyzmu religijnego, świętych wojen i wychowywania od małego dzieci na żołnierzy/terrorystów - bardzo na czasie. Dylemat moralny pt. co zrobić z dziećmi trochę rozumiem, a trochę nie. Różnią się tylko wiekiem, jak sama zauważyła na końcu ich nauczycielka - niedługo będą takimi samymi wrogami, może nawet jeszcze bardziej zajadłymi. Sytuacja była bez wyjścia, albo oni albo 100 000 niewinnych. A może na tym statku byli załoganci zaciągnięci siłą na służbę i potajemnie sprzeciwiający się ich religijnej doktrynie? - to ich też powinniśmy najpierw znaleźć, potem ocalić. A może część z tych dzieci była bardziej wrogo nastawiona przeciw ludziom niż niejeden żołnierz. Za kilka lat mogą być dużo gorsi od tego ich kapitana. No dobra, biorąc pod uwagę sytuację, Mercer i Malloy postąpili najlepiej jak się dało.
USS Bij
Użytkownik
#408 - Wysłana: 14 Paź 2017 19:25:09 - Edytowany przez: USS Bij
Szkoda, wielka szkoda, że MacFarlane i spółka nie wykazali się wstrzemięźliwością w ostatnim odcinku. Ogromny potencjał zmarnowany na niskich lotów komedię...
Dreamweb
Użytkownik
#409 - Wysłana: 15 Paź 2017 14:56:40
Toudi:
Wiemy, jak Ed nie mógł skrzyżować rąk,

Przy okazji doskonała drwina z tych groźnie wyglądających super niewygodnych strojów różnych czarnych charakterów (tak, Klingoni z DSC, o was też mówię).

Q__:
kolejne zerwanie Alary

Ja odniosłem wrażenie, że chodziło cały czas o to stare zerwanie sprzed 2 odcinków...
Q__
Moderator
#410 - Wysłana: 15 Paź 2017 15:55:28 - Edytowany przez: Q__
80sLoveUC

80sLoveUC:
Piękne połączenie naiwnego porządku fabularnego, uproszczeń klasycznego Star Treka (nie tylko od tak bohaterowie zostają przyjęci na okręt, ale jeszcze przejmują ten statek w dwójkę), durnych sucharów

Jak o tym mowa, mam z tym odcinkiem dość dziwnie - w oglądaniu strasznie mi to-o-czym-mówisz przeszkadzało (na etapie misji infiltracyjnej, w otwarciu - nie), ale kiedy wspominam ów epizod z perspektywy czasu pamiętam raczej jego mocne strony (przesłanie, tematykę, udane elementy szokowe - ta odcięta głowa, także dość oryginalne, choć b. silnie wpisujące się w tradycję ST lat '90, wnętrza statku Krilli). Nieśmieszny humor, natomiast, błyskawicznie mi się z pamięci ulotnił (zostało tylko wrażenie, że b. nie na miejscu był).

80sLoveUC:
Poczułem się, jakbym oglądał Babylon 5, gdzie decyzje powzięte przez bohaterów nie zawsze miały pozytywne konsekwencje. Nie ma żadnego śmiesznego przekabacania bohatera innej rasy i happy endu.

Przypomina Ci się odcinek "Believers", przez weterankę ST, D.C. Fontanę pisany?

Ale wszak i w kanonicznym ST nie zawsze przekabacić się udawało. Przykładem Lokai i Bele zdecydowani ciągnąć swój rasistowski bój do końca. Przykładem stwór z "Conspiracy", który - nawet w ocenie wyrozumiałego Picarda - nadawał się tylko do odstrzelania z zimną krwią, nie - koegzystencji. Przykładem doktor Timicin, który wybrał śmierć. Przykładem Hugh, który wolał powrócić do Kolektywu. Przykładem Tosk. Przykładem młody Jem'Hadar z "The Abandoned". Przykładem - ledwo co przeze mnie wspominany - Karden, który przedłożył gangsterskie życie Kazona, nad azyl na pokładzie Voyagera. Przykładem Arturis, w którego życie załoga Kaśki mimo woli wniosła same nieszczęścia...

80sLoveUC:
Dlatego właśnie wolałem DS9 i Voyagera - bo reprezentowała walkę o ideę wadliwej Federacji (scena z Quarkiem ,Garakiem i piwem korzennym z DS9), a nie samozachwyt Roddenberry'ego nad swoim wizją świata.

Przy czym jednak zauważmy, że w DS9, VOY, i w B5 również, działa to tak dobrze (tam gdzie tak dobrze działa), m.in. dlatego, że do wizji Roddenberry'ego się odwołuje, testuje ją, poniekąd stara się ją zmierzyć miarą realnego życia. Dla kogoś kto wizją G.R. nie przesiąkł, kto jej nie zna, stracą te seriale (B5 też, choć niby poza kanon trafiło, i własnego fandomu się dochowało) połowę uroku. Bo tak jakby tylko połowę pewnego dialogu usłyszy, mówiąc metaforycznie.

80sLoveUC:
Coraz bardziej lubię kapitana. Nieudacznik, ale dobry chłop - może nie podzielam jego podejścia, ale podziwiam za próby.

Owszem, też go zaczynam lubić - i nawet szanować - na początku wydawał się irytujący i komiczny, nadal taki bywa, ale widać, że jednak zrobiony jest z materiału, z którego robią godnych swego miana oficerów GF.

Toudi

Toudi:
Że ekipa ORV zna scenariusze DSC mnie w ogóle nie dziwi. Ci ludzie znają się latami, na pewno spotykają się czasem prywatnie. Do tego możliwe jest, że i jakaś wymiana ludzi pracujących nad jednym i drugim dziełem następuje.

Owszem, Braga i Menosky to starzy kumple, Fuller też z Brannonem B. pracował, Frakes - jako się rzekło - w obie serie wnosi swój wkład. Takie krążenie idei i mnie wydaje się w tych warunkach naturalnym i nieuniknionym. Ale - póki nie znam dość przecieków zza kulis (na które pewnie lat parę sobie poczekamy) - wolę to wszystko pisać w trybie warunkowym.

Toudi:
IMHO dostaną i obu tego życzę

Ja też im tego życzę. Nawet więcej - życzę im by rozwinęły się dość, by TNG przebić (marzenie ściętej głowy, ale...). Jednak nie jestem pewien czy nasze życzenia się spełnią. Piloty debiutowały wysoko, ale dziś widownia obu serii jest w sumie nieduża (gdzież się podziały tłumy sięgające po dawne Treki?). (Przy czym DSC ma o tyle lepiej, że na bieżąco zyski generuje, widzowie płacą.)

Toudi:
Więc, biorąc pod uwagę, że to ORV jest w tym przypadku agresorem, to nie ma się co dziwić, że będzie podgryzał tego pierwszego... Ale i DSC myślę, długo nie będzie pozostawał bierny. IMHO o ile śmierć sternika w DSC była zaplanowana wcześniej, tak obstawiam, że go dowcipny komentarz dodana tylko i wyłącznie z powody ORV i Malloya.
/.../
Sądzę też, że jeśli oba seriale dostaną 2 sezon /.../ będziemy takie dogryzanie obserwować częściej.

Taką nadzieję mam również, i ogólnie mi się te wzajemne złośliwostki podobają. Z banalnego powodu - dają w innej formie to samo poczucie jedności Treka, które mieliśmy niegdyś oglądając równolegle najpierw TNG i DS9, potem DS9 i VOY, a we wszystkich tych seriach TOSowe nawiązania do tego.

Toudi:
Brzydka? Eeee, mnie się podoba.

Gdzie mu się tam równać urodą z klasą Galaxy?

Toudi:
Mimo wszystko ORV bierze dużo tego co było najlepsze z tego co do tej pory zostało w SF wprowadzone. I to dobrze.

Zgoda. Przy czym jednak mój zarzut jest taki, że bierze i nawet rozwija (porusza już któryś temat z kolei, w sposób w jaki klasyczny ST go nigdy nie poruszył), ale jest to cały czas rozwój ilościowy. By rozwinąć Treka jakościowo połączenia zalet ORV, DSC i filmów z KT byłoby mało.

Dreamweb

Dreamweb:
Do pewnego momentu najbardziej komediowy od czasów pilota - w dobrym i złym tego znaczeniu.

We wstępie w dobrym, nawet bardzo dobrym (piękna Trekowa różnorodność, ale, że na wesoło - gubi się element ciężkostrawnego kaznodziejstwa). Potem już tylko w złym.

Dreamweb:
Na początku piękna kpina z klisz s-f i filmowych:
"Tam na dole jest dużo rodzin!"
"Jestem pewien, że singli też jest sporo".
Za to daję plus. Nie można dyskryminować osób samotnych.

Prawda, za to plus i ode mnie, choć sam żart był trochę naciągany w tym kontekście. (Za dużo się działo, by na takie dygresje był czas.)

Dreamweb:
I potem komunikat do wroga z żądaniem zaprzestania ataku i słuszne pytanie Kelly, czy to kiedykolwiek poskutkowało. No nie, i tym razem też nie.

Tak, to też miałem wynotować w swojej rozpisce, ale odpisywałem Wam na szybko, i zapomniałem. B. celna ironia (i zwrócenie uwagę na to jak puste są takie rytualne gesty). Ale z drugiej strony... czy można sobie wyobrazić Treka/Federację bez takich gestów?

No i jednak drobny skutek tego był - Krille odpuścili kolonii, zwrócili swój atak na Orville.

Dreamweb:
Dylemat moralny pt. co zrobić z dziećmi trochę rozumiem, a trochę nie. Różnią się tylko wiekiem, jak sama zauważyła na końcu ich nauczycielka - niedługo będą takimi samymi wrogami, może nawet jeszcze bardziej zajadłymi.

W sumie chodziło mi po głowie czy nie powinni - poniekąd wbrew swoim ideałom, bo to porwanie jednak będzie - zatrzymać te dzieciaki* u siebie i wychować na federacyjnych Krilli, taką piątą kolumnę trochę. Acz - z drugiej strony - Romulanom (jak pokazał "Birthright") to nie wyszło.

* Przy czym jasne, że z radykalnym islamem (i nie tylko, Pol Pot się tak bawił) kojarzy się to wychowywanie dzieci na bojowników.

Dreamweb:
biorąc pod uwagę sytuację, Mercer i Malloy postąpili najlepiej jak się dało.

Owszem, i w tym jest - pachnąca zwł. B5 i DS9, ale już TOS to znał - gorycz (ale i mądrość) tego odcinka, że czasem nawet zrobiwszy wszystko co się dało, wybrawszy mniejsze zło, wciąż ma się poczucie klęski*.

* Usiłowało coś podobnego powiedzieć już "The City on the Edge of Forever", ale czwórka "nieco" ten zamiar podkopała, pokazując, że można było Edith ocalić.

USS Bij

USS Bij:
Ogromny potencjał zmarnowany na niskich lotów komedię...

Z drugiej strony... Czy jednak siła tegoż potencjału nie jest tak wielka, że odcinek ów broni się mimo całej tej - dość żałosnej - komediowej domieszki?*

* Nie chcę tu argumentować ad populum, ale na IMDB "Krill" z notą 8,2 walczy o drugie miejsce w rankingu odcinków ORV z "Prią". Czyli ludziom plusy nad minusami przeważyły.

(Nawiasem: b. chętnie bym zobaczył jakiś fanowski montaż wyrzucający z wątku infiltracji statku Krilli te wszystkie wygłupy. Choć wtedy mogłoby tam być wręcz za dużo intensywnego mroku na gust typowego Trekera.)

Dreamweb

Dreamweb:
tak, Klingoni z DSC, o was też mówię

Też masz wrażenie, że to celowe nawiązanie?

Dreamweb:
Ja odniosłem wrażenie, że chodziło cały czas o to stare zerwanie sprzed 2 odcinków...

Mógłby nas ktoś poratować jakąś transkrypcją tych dialogów? Jeśli imię amanta będzie się zgadzało - wyjdzie, że masz rację.

BTW. skoro o continuity mowa - ciekawe, że odpuścili tym razem wątki Yaphita i życia małżeńskiego Bortusa.

ps. Marc Scott Zicree - również weteran Treka - o DSC i ORV (o kolegach mówi, to i dyplomatycznie):
http://www.youtube.com/watch?v=-oKsdc1VATg

I kolejne rozważania Discovery vs The Orville:
http://www.youtube.com/watch?v=A4VG9_l6Trc
Toudi
Użytkownik
#411 - Wysłana: 15 Paź 2017 16:58:44
Q__:
Gdzie mu się tam równać urodą z klasą Galaxy?

Z Galaxy to mało okrętów może się równać urodą... Ale to nie znaczy, że są brzydkie. Jak już nie raz pisałem klingoński BoP i romulański D'd są równie piękne...

Q__:
Dreamweb:
I potem komunikat do wroga z żądaniem zaprzestania ataku i słuszne pytanie Kelly, czy to kiedykolwiek poskutkowało. No nie, i tym razem też nie.

Tak, to też miałem wynotować w swojej rozpisce, ale odpisywałem Wam na szybko, i zapomniałem. B. celna ironia (i zwrócenie uwagę na to jak puste są takie rytualne gesty). Ale z drugiej strony... czy można sobie wyobrazić Treka/Federację bez takich gestów?

No i tu się kłania taktyka prowadzenia działań wojennych w kosmosie.
W kosmosie bardzo trudno zmusić wroga do walki. Możesz to zrobić gdy dysponujesz przewagą prędkości lub przewagą pozycji lub elementem zaskoczenia. ORV nie miał tu nic z tego. Znaczy się z ostatniego elementu sam zrezygnował.

Wszystko zależy na jakim etapie jest wojna z Krillami, ale wydaje się, że nie na etapie otwartego jej wypowiedzenia. [Co jest bardzo dziwne, jak weźmiemy wszystkie jej pokazane aspekty do tej pory.] Raczej na poziomie przygranicznych potyczek. Więc Unia chce się dogadać, a nie wchodzić z otwarty konflikt. Stąd pewno próba rozmowy, zamiast podstępnego ciosu w plecy.

I tak dobrze, że choć klasa do której należy Orville jest słabsza, dysponują sporym potencjałem broni. Ale i tak wiemy, że jej główna broń jest zupełnie nieprzydatna w walce z okrętami Krilli. Dobrze, że mają torpedy. Trochę to przypomina sytuację jednostek IWW i IWW gdzie niszczyciele główną swoją bronie nie mogły zrobić nic pancernikom. Jedynie torpedy...
Q__
Moderator
#412 - Wysłana: 15 Paź 2017 17:43:58 - Edytowany przez: Q__
Toudi

Toudi:
Wszystko zależy na jakim etapie jest wojna z Krillami, ale wydaje się, że nie na etapie otwartego jej wypowiedzenia. [Co jest bardzo dziwne, jak weźmiemy wszystkie jej pokazane aspekty do tej pory.] Raczej na poziomie przygranicznych potyczek. Więc Unia chce się dogadać, a nie wchodzić z otwarty konflikt. Stąd pewno próba rozmowy, zamiast podstępnego ciosu w plecy.

Mnie nie dziwi brak wypowiedzenia wojny ze strony Krilli. Jaki ma sens wypowiadać ją bydłu, które nie posiada duszy? Czy myśliwy wypowiada oficjalnie wojnę jeleniom?
A Unia/Federacja? Cóż, jest zakładniczką swoich ideałów, niedawno pokazana sytuacja z kapitan Georgiou się kłania.

MarcinK

Jeszcze a propos:
MarcinK:
Co do Moclan. Możliwe że mamy do czynienia z płcią żeńską i obojnaczą. Samice po prostu pozbawione są męskich narządów a co za tym idzie hormonów odpowiadających za cechy drugorzędne.

Ja bym chyba jednak obstawiał, że mamy do czynienia z osobnikami izogamicznymi, ale ewolucja (albo jakieś ustrojstwo pozostałe po Preserverach) podejmuje tam raz za razem próbę wynalezienia klasycznej płci żeńskiej.

Tymczasem jednak doszła nam kolejna zagadka do wyjaśnienia. Zabójczy wpływ światła na organizmy Krilli. A będzie to zagwozdka nie lada, o czym niech świadczy fakt, że nasz Garfield Reeves-Stevens, starając się w powieści "Metamorfoza krwi", lata przed Wattsem, unaukowić wampiry, nad kwestią tego, co pijawkom robi ultrafiolet (a raczej: dlaczego im to robi), wyraźnie się prześlizgnął...
USS Bij
Użytkownik
#413 - Wysłana: 15 Paź 2017 17:53:51 - Edytowany przez: USS Bij
Q__:
Z drugiej strony... Czy jednak siła tegoż potencjału nie jest tak wielka, że odcinek ów broni się mimo całej tej - dość żałosnej - komediowej domieszki?*

Gdyby nie kończył się w sposób, w jaki się kończy argumentowałbym, że się nie broni... A tak to się zastanawiam. I zgadzam się z :
Q__:
b. chętnie bym zobaczył jakiś fanowski montaż wyrzucający z wątku infiltracji statku Krilli te wszystkie wygłupy.

Q__:
(Choć wtedy mogłoby tam być wręcz za dużo intensywnego mroku na gust typowego Trekera.)

Zależy co rozumiesz przez "typowego Trekkera," ale nie wydaje mi się. Ostatnio zrobiłem sobie powtórkę z "Hard Time" i jeżeli typowy Trekker strawił taką historię to i "Krill" bez wygłupów przełknąłby bez problemu. Skala "Hard Time" jest może i mniejsza, ale kaliber tak samo ciężki.

Przy czym nie znaczy to, że wykroiłbym z "Krill" humor całkowicie - po prostu mamy tam kanonadę durnych, nieśmiesznych żarcików, podczas gdy lepiej sprawdziłyby się rzadsze momenty rozładowania napięcia (wyższy poziom żartów też byłby wskazany...). Powaga sytuacji w obecnym stanie gubi się zbyt mocno. Być może taki był zamysł...
Toudi
Użytkownik
#414 - Wysłana: 15 Paź 2017 17:59:13
Q__:
A Unia/Federacja? Cóż, jest zakładniczką swoich ideałów, niedawno pokazana sytuacja z kapitan Georgiou się kłania.

No tak, ale zakładnikiem tych ideałów jesteś tylko na początku. Potem powinieneś robić Vulcan Hello, aż zrozumieją, że to donikąd nie prowadzi.

Q__:
Czy myśliwy wypowiada oficjalnie wojnę jeleniom?

Obecnie w sumie już tak. Ale jeleń rozumie, że mu wojnę wypowiedziano?
Q__
Moderator
#415 - Wysłana: 15 Paź 2017 18:05:55 - Edytowany przez: Q__
USS Bij

USS Bij:
Gdyby nie kończył się w sposób, w jaki się kończy argumentowałbym, że się nie broni...

Nawiasem: zauważmy, że drugi już raz mocny, dwuznaczny, finał ratuje odcinek ORV.

USS Bij:
Zależy co rozumiesz przez "typowego Trekkera," ale nie wydaje mi się. Ostatnio zrobiłem sobie powtórkę z "Hard Time" i jeżeli typowy Trekker strawił taką historię to i "Krill" bez wygłupów przełknąłby bez problemu. Skala "Hard Time" jest może i mniejsza, ale kaliber tak samo ciężki.

Żartowałem/ironizowałem trochę. A "Hard Time" sam b. cenię.

USS Bij:
Przy czym nie znaczy to, że wykroiłbym z "Krill" humor całkowicie - po prostu mamy tam kanonadę durnych, nieśmiesznych żarcików, podczas gdy lepiej sprawdziłyby się rzadsze momenty rozładowania napięcia

Ja bym zachował chyba tylko sam początek (może nawet z maskaradą Gordona włącznie), dla równowagi właśnie.

Toudi

Toudi:
No tak, ale zakładnikiem tych ideałów jesteś tylko na początku. Potem powinieneś robić Vulcan Hello, aż zrozumieją, że to donikąd nie prowadzi.

No przecież robią raz za razem. Ile to już krillskich załóg od pilota wybili? Ale tamci znów widzą w tym tylko chwalebne męczeństwo swoich (nie - sygnał "nie wchodź tu z butami") więc niczego się na tym nie uczą.

Toudi:
Ale jeleń rozumie, że mu wojnę wypowiedziano?

Unia/Federacja rozumie - vide dialog Eda z admirał.

ps. Kolejna opinia o ORV, prawie pozytywna:
https://www.theringer.com/tv/2017/9/11/16290768/se th-macfarlane-the-orville-star-trek
Toudi
Użytkownik
#416 - Wysłana: 15 Paź 2017 18:45:02
Q__:
No przecież robią raz za razem. Ile to już krillskich załóg od pilota wybili? Ale tamci znów widzą w tym tylko chwalebne męczeństwo swoich (nie - sygnał "nie wchodź tu z butami") więc niczego się na tym nie uczą.

No 3. Ale pierwszy odesłali świadków...

Q__:
Unia/Federacja rozumie - vide dialog Eda z admirał.

Dowiemy się, czy motywy zrozumieją i czy dadzą radę je przewalczyć, bez unicestwiana całej rasy...
Q__
Moderator
#417 - Wysłana: 15 Paź 2017 18:54:00 - Edytowany przez: Q__
Toudi

Toudi:
No 3. Ale pierwszy odesłali świadków...

No to - paradoksalnie - złagodzili kurs nieco. Bo skąd wiemy czy na tamtych poprzednich statkach też takich dzieciaków nie było? Na miejscu bohaterów miałbym teraz przez to koszmary senne pewnie... :]

Toudi:
Dowiemy się, czy motywy zrozumieją i czy dadzą radę je przewalczyć

Sądzisz, że rozwiną wątek tłumaczenia tej ichniej Biblii, czy też Koranu, że jakiś metaplot się przed nami pomału ujawnia?

Toudi:
i czy dadzą radę je przewalczyć, bez unicestwiana całej rasy...

Tu pojawia się pytanie czy ORV odziedziczyło po oryginale General Order 24.
MarcinK
Użytkownik
#418 - Wysłana: 15 Paź 2017 19:28:15 - Edytowany przez: MarcinK
Q__:
Ja bym zachował chyba tylko sam początek (może nawet z maskaradą Gordona włącznie), dla równowagi właśnie.

Czy ktoś poza mną zauważył że początkowe wygłupy w jadalni wywodzą się z największej klasyki?
https://www.youtube.com/watch?v=hJtYFoKeh1I

Q__:
Tymczasem jednak doszła nam kolejna zagadka do wyjaśnienia

Jakoś mnie bardziej intryguje dalszy ewnetualny rozwój relacji Alary i Isaac'a*



*Skoro z Sheldonem się udało to tutaj tym bardziej
Q__
Moderator
#419 - Wysłana: 15 Paź 2017 19:50:23
MarcinK

MarcinK:
początkowe wygłupy w jadalni wywodzą się z największej klasyki?

I to starszej niż sugerujesz...
http://www.youtube.com/watch?v=3B4lsvrzfZI

MarcinK:
mnie bardziej intryguje dalszy ewnetualny rozwój relacji Alary i Isaac'a

Obejrzyj TNG XXX, będziesz miał przedsmak.
Toudi
Użytkownik
#420 - Wysłana: 15 Paź 2017 19:55:20
Q__:
Obejrzyj TNG XXX, będziesz miał przedsmak.

eeeee, nieletnim nie wolno...
 Strona:  ««  1  2  ...  12  13  14  15  16  ...  33  34  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / The Orville - nowa parodia Treka w tradycji Galaxy Quest, czy nowy... Trek?

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!