USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / Discovery
 Strona:  ««  1  2  ...  89  90  91  92  93  ...  101  102  »» 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#2701 - Wysłana: 24 Lut 2018 18:54:36 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Paser

Tia, tylko wiesz jak "geniusz" takich "geniuszy" historia zweryfikuje? A najpewniej nawet nie zweryfikuje, a pominie milczeniem... Zresztą znów wracamy do symbolicznego znaczenia sporu Sokratesa z sofistami. Każda epoka ma modnych "mędrców" (tych współczesnych ładnie antycypowali Strugaccy w "Drapieżności naszego wieku"), których następne pokolenia redukują - w najlepszym wypadku - do niepochlebnej anegdoty.
I ma geniuszy prawdziwych, którzy czasem czekają wiekami na docenienie, a czasem mają szczęście i już za życia po rękach (czy gdzie tam jeszcze) są cmokani...

(Nawiasem: to, że - jak z ledwo przywołanych statystyk wynika - widownia nie dała sobie wmówić, że DSC to objawienie na miarę TOS-u i TNG dowodzi, moim zdaniem, że jednak nawet kreowanie takich sezonowych "geniuszków" ma swoje granice możliwości.)
Paser
Użytkownik
#2702 - Wysłana: 24 Lut 2018 19:03:28 - Edytowany przez: Paser
Odpowiedz 
Q__

Nie, Q. Ateny czasów Sokratesa, były takie, a nie inne. Zabiły go. Po czym w niespełna wiek skończyły byt właśnie z tego powodu. Epoka rządów pseudo-intelektualistów, dość szybko kończy każdą cywilizację.

Jak chcesz szukać obrazu współczesności, to szukaj np. tu: http://www.eurogamer.net/articles/2018-02-20-kingd om-come-deliverance-review

To jest poziom intelektualny przeciętnego wychowanka zachodniego uniwerku na kierunku humanistycznym. Wybcza, ale jak już szkoły zaczynają promować tępotę, to jest naprawdę źle. A tak jest od dawna. Pisałem o tym. Nie chciałeś tego przyjąć do wiadomości.

I, niestety, Twoi prawdziwi geniusze będą wkrótce martwi. Po części dlatego, że - moim zdaniem - czasem źle sytuujesz swoje typy, ale głównie dlatego, że - moim zdaniem - to już jedno z nieliczenych miejsc w polskim necie, gdzie można porozmawiać z inteligentnymi osobami, przejmują dzieci neostrady, Ty o tym wiesz, ale nadal wyznajesz zasady, które miały sens dekadę temu, a teraz nie mają. Więc i tu nie jest dobrze. A ogólnie w necie, jest znacznie gorzej, niż tu.

To koniec Q. Nie ma już porządnej przyszłości. Mam młodszą rodzinę. Widzę co się dzieje. Niby od małego wychowani w sieci, a nie rozumieją i nie umieją nic. Władza przejmie sieć i papa. I w sumie może i dobrze, zważywszy na to co ludzie sobą zaczęli w necie prezentować. Epoka schyłku. Zawsze nudna i trudna do ścierpienia.

I naprawdę, jest idioycznym pocieszeniem, że może kogoś, kiedyś, z tych czasów przwrócą do łask. To pocieszenie naiwniaków, mitomanów i romantyków. Ty i ja żyjemy tu i teraz, i nie ma drugiego życia.
Q__
Moderator
#2703 - Wysłana: 24 Lut 2018 22:10:39 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Paser

Paser:
Ateny czasów Sokratesa, były takie, a nie inne. Zabiły go. Po czym w niespełna wiek skończyły byt właśnie z tego powodu. Epoka rządów pseudo-intelektualistów, dość szybko kończy każdą cywilizację.

Rządy prawdziwych intelektualistów też niekoniecznie są zbawieniem. Zauważ - że przy uczniach Sokratesa zostaniemy - czym skończyły się polityczne ambicje Alcybiadesa i sycylijskie eksperymenty Platona (patrząc na jego poglądy należała mu się ta niewola).

A Ateny politycznie się skończyły, ale przecież stały się na tyle nieśmiertelne na ile to możliwe - przyswoiliśmy ich dziedzictwo, pamiętamy nazwę, jeździmy na Akropol...

Paser:
Jak chcesz szukać obrazu współczesności, to szukaj np. tu:

Tylko zobacz... Podnosisz to do rangi symbolu, a przecież tu nie chodzi o prawdę historyczną, a o frajdę, rozrywkę, o szukanie luk w genetycznej monolityczności ówczesnej Europy, które pozwolą każdemu stworzyć w grze postać dla siebie. (Na zasadzie identycznej do tej, która kazała Sienkiewiczowi wsadzić do "Quo vadis" Ligię.)
Gdzie zresztą owe luki się zdarzały... Dasz głowę, że Ibrahim ibn Jakub czy Ahmad ibn Fadlan nie zostawili w Europie ani pół potomka? Że Tatarzy w czasie najazdów ani jednej kobiety nie zgwałcili i dzieci z tego nie było? No i nie zapomnijmy o tym, że w chansons de geste występuje niejaki Carahue, (pewien - różnie zwany - Saracen w opowieściach o Robin Hoodzie to już współczesny wynalazek, ale chwycił? chwycił!).

Paser:
Władza przejmie sieć i papa.

Zwróć uwagę, że Trek (by any other name ale zawsze) jakoś zauważył taką groźbę i już się z nią rozlicza. Widziałeś ORV "Majority Rule"? (A nie jest sam, przed tym samym przestrzega odcinek Black Mirror "Nosedive".)

Paser:
I naprawdę, jest idioycznym pocieszeniem, że może kogoś, kiedyś, z tych czasów przwrócą do łask. To pocieszenie naiwniaków, mitomanów i romantyków. Ty i ja żyjemy tu i teraz, i nie ma drugiego życia.

No i w czym problem? Przecież nasza epoka mimo różnych absurdów ma i swoje uroki. Zacznij się może nimi cieszyć (świadom właśnie tego, że raz się żyje), to trochę pesymizmu Ci ubędzie.

ps. W ramach próby powrotu do tematu... O DSC krytycznie (racja z tymi missami):
http://www.ign.com/articles/2018/02/19/star-trek-d iscovery-season-1-scorecard

I dyskusje z Filmwebu - jak widać i tam serial ten niekoniecznie budzi entuzjazm:
http://www.filmweb.pl/serial/Star+Trek%3A+Discover y-2017-757950/discussion

I jeszcze zdanko z recenzji Jammera podsumowującej finał sezonu:

"In many regards it is the Star Trek: Vaporware I've been fearing"

Vaporware, cóż... http://en.wikipedia.org/wiki/Vaporware. Zatem i on wygląda na rozczarowanego...
Q__
Moderator
#2704 - Wysłana: 28 Lut 2018 18:58:15
Odpowiedz 
Lane twierdzi, że oglądalność Discovery to znacznie poniżej 2 mln. (podobno większość subskrybentów CBS AA sięga po sport, nie po DSC), ale mimo to w CBS-ie nie ma - wbrew temu, co podaje ekipa Midnight's Edge* - paniki:
https://fanfilmfactor.com/2018/02/27/why-cbs-is-no t-panicking-about-star-trek-discovery-editorial-pa rt-1/
https://fanfilmfactor.com/2018/02/28/why-cbs-is-no t-panicking-about-star-trek-discovery-editorial-pa rt-2/

* http://www.youtube.com/watch?v=4n5TlyBl5Cw

Jeśli ma rację wygląda na to, że jedynym celem powstania DISCO jest robienie pijaru All Access - i z tego zadania się wywiązuje.
Q__
Moderator
#2705 - Wysłana: 4 Mar 2018 23:12:32 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Trekspertise podsumowuje pierwszy sezon Discovery:
http://www.youtube.com/watch?v=CtE7SqoyjE8

A ekipa TrekYards usiłuje przewidzieć co przyniesie drugi:
http://www.youtube.com/watch?v=Ii0WSp1bYbU

EDIT:
I jeszcze lista (ponoć) najbardziej szokujących momentów minionego sezonu DSC:
http://comicbook.com/startrek/2018/02/28/star-trek -discovery-most-shocking-moments/
(A gdzie żarcie Georgiou i Kelpian, ja się pytam?)
Q__
Moderator
#2706 - Wysłana: 9 Mar 2018 13:07:29
Odpowiedz 
Midnight's Edge również powtarza informacje o tym, że jedynym powodem powstania DSC byla promocja CBS AA:
http://www.youtube.com/watch?v=tqZqI33ElE0
Toudi
Użytkownik
#2707 - Wysłana: 9 Mar 2018 14:32:11
Odpowiedz 
Q__:
Midnight's Edge również powtarza informacje o tym, że jedynym powodem powstania DSC byla promocja CBS AA:

No ale to było jasne, że DSC miał promować CBS AA. Przecież, z tym się nie chowali w CBSie nigdy. Nie wiem skąd to zdziwienie.

Mnie dziwi tylko, że przecież o DSC i promocje można było zrobić dobrze, a nie wiadomo nawet czy promocja wyszła dla nich na zadowalającym poziomie.
Q__
Moderator
#2708 - Wysłana: 9 Mar 2018 14:38:16
Odpowiedz 
Toudi

Toudi:
No ale to było jasne, że DSC miał promować CBS AA. Przecież, z tym się nie chowali w CBSie nigdy. Nie wiem skąd to zdziwienie.

Może stąd, że nikt nie spodziewał się, że to tak bardzo będzie marketingowy chwyt, a tak mało serial ST?

Toudi:
Mnie dziwi tylko, że przecież o DSC i promocje można było zrobić dobrze

Ano. "Prelude to Axanar" dowodem. I nienapisany scenariusz za 1,4 bańki sprzedało, i udane samo w sobie (choć nic na miarę głębi klasycznego ST, jak już wytykali Mav z Queerbotem).
Kazeite
Użytkownik
#2709 - Wysłana: 9 Mar 2018 22:06:11
Odpowiedz 
A propos wyczekiwania na drugi sezon DSC i na unowocześnione wnętrza Enterprise:

https://vimeo.com/12023417
Q__
Moderator
#2710 - Wysłana: 9 Mar 2018 22:34:50 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Kazeite

Ja tam nie czekam na te wnętrza, ja się ich boję...

To akurat w ENT dobrze zrobili:
http://www.youtube.com/watch?v=2Jmi5BcTaZw
I nie ma co tego psuć.
mozg_kl2
Użytkownik
#2711 - Wysłana: 10 Mar 2018 00:05:02 - Edytowany przez: mozg_kl2
Odpowiedz 
https://naekranie.pl/artykuly/czy-the-orville-jest -lepszym-star-trekiem-niz-discovery

I komentarz który mówi co ja myślę

Po przeczytaniu "The Fifty-Year Mission" nie mogę się nie śmiać z gigantycznej ironii losu, jaką jest wychwalanie przez wielu fanów tego, za co twórcy TNG i Voyagera (w mniejszym stopniu DS9 i ENT) nie cierpieli Star Treka - za tzw. Roddenberry Box a.k.a. świat jest idealny, wszyscy są idealni, w Gwiezdnej Flocie nie ma wewnętrznych konfliktów. To było fajne do pewnego momentu i można to zaakceptować w ramach dwudziestego czwartego wieku i kolejnych lat, ale nie teraz, i nie w czasach TOSa. Na litość Mocy, ileż można mieć takich samych seriali robionych na jedno kopyto... Gdyby "The Orville" było Star Trekiem, uznałbym to za cofnięcie się marki w rozwoju, straszliwe cofnięcie się w rozwoju. A tak jest bardzo fajnym serialem, lekko pastiszowym, lekko TNGowym, takim w sam raz.

Wracając jeszcze do poprzedniej myśli. Wielu fanów Treka zdaje się zapominać, że pierwszy serial nie był tak obwarowany regułami i zasadami wyidealizowanej Federacji. Tu było miejsce na konflikt, między załogą dochodziło czasem do sprzeczek, nie wszystko było perfekcyjne. Co więcej, należy też pamiętać, że w tym serialu pierwsze skrzypce grali Spock z Kirkiem, ze zwiększającą się z czasem rolą McCoya. Reszta załogi? To byli drugo-, a często trzecioplanowi bohaterowie. "Star Trek Discovery" jest najbardziej zbliżonym do TOSa serialem ze wszystkich, co idealnie pasuje do czasów, które ma przedstawiać (10 lat przed TOSem), ale jest zarazem robiony wedle dzisiejszych, współczesnych wzorców. I tak być powinno.
Q__
Moderator
#2712 - Wysłana: 10 Mar 2018 00:20:54 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
mozg_kl2

I mój komentarz do komentarza Nadiru .

Jedi Nadiru Radena:
Po przeczytaniu "The Fifty-Year Mission" nie mogę się nie śmiać z gigantycznej ironii losu, jaką jest wychwalanie przez wielu fanów tego, za co twórcy TNG i Voyagera (w mniejszym stopniu DS9 i ENT) nie cierpieli Star Treka - za tzw. Roddenberry Box a.k.a. świat jest idealny, wszyscy są idealni, w Gwiezdnej Flocie nie ma wewnętrznych konfliktów.

Twórcy mieli prawo tego nie cierpieć, bo musieli kombinować jak to obejść, lub się w to wpisać, nie mogli sobie pozwolić na leniwe jechanie typowymi telewizyjnymi kryminalno-mydlanymi schematami. Fani - pokochali to, bo zaoferowało im jasną wizję przyszłości, nadzieję na lepszy świat. I coś niesztampowego zarazem.

(Nawiasem: Discovery zrezygnowało z tego ograniczenia, ale czy poziom scenariuszy skoczył od tego w górę? No, niekoniecznie. Nawet redaktorzy NaEkranie na dziury logiczne narzekają.

Jedi Nadiru Radena:
Gdyby "The Orville" było Star Trekiem, uznałbym to za cofnięcie się marki w rozwoju, straszliwe cofnięcie się w rozwoju.

Co do to tego - w dużym stopniu - zgoda. ORV powiela konwencję TNG i VOY, jeszcze bardziej niż VOY powielał konwencję TNG. A zarazem traktuje siebie znacznie mniej serio niż którykolwiek Trek*, w zbyt wielu odcinkach wyrzekając się jakiegokolwiek szczególnego ciężaru problemowego.

* Poza DSC, jak się - niestety - zdaje.

Jedi Nadiru Radena:
"Star Trek Discovery" jest najbardziej zbliżonym do TOSa serialem ze wszystkich, co idealnie pasuje do czasów, które ma przedstawiać (10 lat przed TOSem), ale jest zarazem robiony wedle dzisiejszych, współczesnych wzorców. I tak być powinno.

I tak, i nie. Bohaterowie TOS-u byli jednak sympatyczni, a scenariusze (zazwyczaj) trzymały się kupy, przynajmniej z grubsza. Discovery - jak dotąd - to nie wychodzi.

Co do współczesnych wzorców zaś: DSC usiłuje je powielać, zgoda, ale robi to dość bezmyślnie i nieudolnie, bo: 1. nie oglądając się na specyfikę Treka, 2. mało solidnie (bo to nie chodzi tylko o to by metaplot był, i trochę krwi z drastycznością się pojawiło, to chodzi jeszcze o to by mataplot miał/pozorował sens, a krew i drastyczność czemuś służyły*), stając się tym samym rzadkim przykładem słabego, na poziomie realizacyjnego rzemiosła, serialu w epoce, która właśnie na rzemiosło w pierwszym rzędzie stawia.

* Dlaczego nikt nie narzekał na wczesne sezony nBSG, Heroes, LOST i GoT, tak jak na Discovery dziś się narzeka, najwyżej ktoś twierdził, że to nie jego bajka? Bo nie waliły po oczach bezsensem (ten w dalszych - kręconych bez planu - sezonach** się wkradł), a bohaterowie budzili sympatię. I co najmniej wydawało się, że jakaś głębia jest. (O B5 już - przez litość - nie wspomnę.)

** Przyp. do przyp.: dobra, w Heroes już w finale pierwszego...
KAEM
Użytkownik
#2713 - Wysłana: 10 Mar 2018 01:07:14 - Edytowany przez: KAEM
Odpowiedz 
mozg_kl2:
Po przeczytaniu "The Fifty-Year Mission" nie mogę się nie śmiać z gigantycznej ironii losu, jaką jest wychwalanie przez wielu fanów tego, za co twórcy TNG i Voyagera (w mniejszym stopniu DS9 i ENT) nie cierpieli Star Treka - za tzw. Roddenberry Box a.k.a. świat jest idealny, wszyscy są idealni, w Gwiezdnej Flocie nie ma wewnętrznych konfliktów. To było fajne do pewnego momentu i można to zaakceptować w ramach dwudziestego czwartego wieku i kolejnych lat, ale nie teraz, i nie w czasach TOSa. Na litość Mocy, ileż można mieć takich samych seriali robionych na jedno kopyto... Gdyby "The Orville" było Star Trekiem, uznałbym to za cofnięcie się marki w rozwoju, straszliwe cofnięcie się w rozwoju.[...]

mozg_kl2:
[...]Wielu fanów Treka zdaje się zapominać, że pierwszy serial nie był tak obwarowany regułami i zasadami wyidealizowanej Federacji. Tu było miejsce na konflikt, między załogą dochodziło czasem do sprzeczek, nie wszystko było perfekcyjne. Co więcej, należy też pamiętać, że w tym serialu pierwsze skrzypce grali Spock z Kirkiem, ze zwiększającą się z czasem rolą McCoya. Reszta załogi? To byli drugo-, a często trzecioplanowi bohaterowie. "Star Trek Discovery" jest najbardziej zbliżonym do TOSa serialem ze wszystkich, co idealnie pasuje do czasów, które ma przedstawiać (10 lat przed TOSem), ale jest zarazem robiony wedle dzisiejszych, współczesnych wzorców. I tak być powinno.

Bardzo dobrze napisane! Zgadzam się z tym w 100%
Kazeite
Użytkownik
#2714 - Wysłana: 10 Mar 2018 01:18:22
Odpowiedz 
W Gwiezdnej Flocie nie ma konfliktów, ponieważ fabularnie zadaniem Gwiezdnej Floty nie jest dostarczanie źródła konfliktów. Zadaniem Gwiezdnej Floty jest dostarczanie naszych bohaterów na miejsce cotygodniowego Dylematu Moralnego, prezentowanego przez szkiełko sci-fi.

A "wielu fanów Treka" zdaje się zapominać, że w TOSie konflikty pomiędzy Spockiem, Kirkiem a McCoyem były przecież rozwiązywane pokojowo, prawda? Spock przedstawiał sytuację z logicznego punktu widzenia, McCoy z emocjonalnego punktu widzenia, a Kirk podejmował decyzję. A Uhura, Scotty, Sulu czy Chekov mogli być sobie postaciami drugoplanowymi, ale od samego początku mieli imiona, dialogi, brali czynny udział w odcinkach i nie służyli wyłącznie do ogrzewania foteli na mostku.

Więc w porównaniu z tym DSC zdecydowanie nie jest zbliżony do TOSa - wręcz przeciwnie.
Q__
Moderator
#2715 - Wysłana: 10 Mar 2018 01:29:36 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
KAEM

KAEM:
Zgadzam się z tym w 100%

To jeszcze odnieś się do mojej polemiki z tymi słowami. Bo inaczej wyjdzie, że zgadzasz się z podważonymi tezami.

Kazeite

Kazeite:
Zadaniem Gwiezdnej Floty jest dostarczanie naszych bohaterów na miejsce cotygodniowego Dylematu Moralnego, prezentowanego przez szkiełko sci-fi.

Dylematy Moralne to zaczęły wychodzić na plan pierwszy jak Trek już po trochu psiał po śmierci G.R. W TOS-ie to były raczej dylematy społeczno-polityczne, a w najlepszych odsłonach TNG - filozoficzne (często na styku filozofii z nauką/technologią).

Kazeite:
w TOSie konflikty pomiędzy Spockiem, Kirkiem a McCoyem były przecież rozwiązywane pokojowo, prawda? Spock przedstawiał sytuację z logicznego punktu widzenia, McCoy z emocjonalnego punktu widzenia, a Kirk podejmował decyzję.

W dodatku te "konflikty" były raczej normalnymi różnicami zdań (na które i w utopii musi być miejsce... jeśli ma być utopią), nie - klasycznymi serialowymi konfliktami (znanymi choćby z oper mydlanych, gdzie to nienawiść, zemsta i wogle). Zresztą - takie różnice zdań trafiały się również pomiędzy Picardem a Beverly, Kirą a Sisko, Kaśką a Chakotay'em (niby taki wpatrzony, a swoje zdanie miewał), TOS może tylko bardziej to akcentował (przez swój specyficzny, symboliczny, sposób ukazania Big Trio, z którym - nawiasem mówiąc - Cawley, Mignogna i Abrams z Linem sobie nie poradzili, sposób do którego DSC nijak nie nawiązuje*).

* Gdybyśmy dostali - jak to pilot Discovery zdawał się obiecywać - triadę: Saru (asekuranctwo), Burnham (porywczość), Georgiou (decyzja/ideały Floty), to by było zupełnie co innego...

ps. Tymczasem na IMDB nota "Vaulting Ambition", najwyżej ocenianego odcinka DSC, do 8,5 spadła...
Dreamweb
Użytkownik
#2716 - Wysłana: 12 Mar 2018 14:16:42
Odpowiedz 
Q__:
Ja tam nie czekam na te wnętrza, ja się ich boję...

A ja już w sumie nie boję się, jest mi to obojętne... Dużo o charakterze Discovery mówi to, że na widok Enterprise w końcowej scenie wręcz się ucieszyłem, że aż tak go nie skopali, zamiast po nerdowsku czepiać się że gondole pod złym kątem itd. itp.

Q__:
To akurat w ENT dobrze zrobili:

Bo ten dwuodcinkowiec, a wcześniej TNG "Relics" i DS9 "Trials and Tribble-ations" to był taki swoisty hołd dla TOSa i jego, owszem wyglądającej przestarzale, estetyki. Zrobiony z sympatii i ze świadomością tej przestarzałości. Natomiast Discovery krzyczy do kamery: "TOS? A co to k.. takiego?" To jest ta różnica...

I na argumenty typu: no przecież nie będą pokazywać scen z czasów TOSa w stylistyce TOSa rodem z lat 60tych, z tymi radiami tranzystorowymi na mostku itd., odpowiedź mam zawsze jedną:

Nie pokazywać wcale! Iść w przód, XXIV wiek, XXV wiek itd. Wrzucać nowoczesne technologie jakie tylko się zechce, wyglądające faktycznie futurystycznie dla czasów nam współczesnych. Jednocześnie mając gdzieś tam w tyle głowy świadomość, że TOS wyglądał tak a nie inaczej i jest to częścią kanonu, ale nie maglować tego, nie bić się z tym, tak było, bo kręcono to w latach 60-tych i już. Nie oglądać się na to. Ewentualnie raz od wielkiego dzwonu zrobić sentymentalną wycieczkę w stylu omawianych epizodów ENT, TNG czy DS9, nieco z przymrużeniem oka, ale to tyle. Traktować to jako pojedynczy wygłup.
mozg_kl2
Użytkownik
#2717 - Wysłana: 12 Mar 2018 14:22:59
Odpowiedz 
http://comicbook.com/startrek/2017/11/26/george-ta kei-star-trek-discovery

“I like it,” Takei says. “It’s getting back to Gene Roddenberry’s idea of infinite diversity in infinite combinations — and the use of sci-fi as a metaphor for current issues. With J.J. Abrams’ (films), we got way off the tracks —
Q__
Moderator
#2718 - Wysłana: 12 Mar 2018 14:40:44 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
na widok Enterprise w końcowej scenie wręcz się ucieszyłem, że aż tak go nie skopali, zamiast po nerdowsku czepiać się że gondole pod złym kątem itd. itp.

Miałem tak samo .

(I - faktycznie - jeśli się nie ma ochoty czepiać szczegółów, choć byłoby czego, to jest to zły znak, wbrew pozorom.)

Dreamweb:
Bo ten dwuodcinkowiec, a wcześniej TNG "Relics" i DS9 "Trials and Tribble-ations" to był taki swoisty hołd dla TOSa i jego, owszem wyglądającej przestarzale, estetyki. Zrobiony z sympatii i ze świadomością tej przestarzałości.

Prawda. Można nawet poniekąd powiedzieć, że z tych produkcji zrodził się wysyp TOSowych fanfilmów (choć - jak wiadomo - pierwsze odsłony Exetera i NV powstały jeszcze przed "In a Mirror...", i Cawley stanowił dla ekipy ENT cenną pomoc).
Przy czym - przyznać, nie po raz pierwszy, muszę - mam do tych odcinków stosunek ambiwalentny: na jedno stanowią sentymentalny, działający i na mnie, hołd, i są dobrze nakręcone, na drugie - każą dosłownie traktować to co sami twórcy TOS-u traktowali jako teatrzyk.

Dreamweb:
no przecież nie będą pokazywać scen z czasów TOSa w stylistyce TOSa rodem z lat 60tych, z tymi radiami tranzystorowymi na mostku itd.

Powtórzę się znów: cały czas mam jednak wrażenie, że twórcy, który potrafiliby - po baxterowsku - usprawiedliwić ów stan technologiczny tak, że człowiek uznałby go za jedyne wyjście w pokazanych warunkach, mieliby u mnie duży szacun.

Dreamweb:
Iść w przód, XXIV wiek, XXV wiek itd. Wrzucać nowoczesne technologie jakie tylko się zechce, wyglądające faktycznie futurystycznie dla czasów nam współczesnych. Jednocześnie mając gdzieś tam w tyle głowy świadomość, że TOS wyglądał tak a nie inaczej i jest to częścią kanonu, ale nie maglować tego, nie bić się z tym, tak było, bo kręcono to w latach 60-tych i już. Nie oglądać się na to. Ewentualnie raz od wielkiego dzwonu zrobić sentymentalną wycieczkę w stylu omawianych epizodów ENT, TNG czy DS9, nieco z przymrużeniem oka, ale to tyle. Traktować to jako pojedynczy wygłup.

W sumie... w XXV-wiecznym serialu powinniśmy dostać sentymentalne wycieczki... do wieku XXIV. W XXII - paradoksalnie dość nowocześnie wyglądające - stulecie też się mogą zapuszczać, albo - mało to między wszechświatami skakali? - do Kelvin Timeline.

mozg_kl2

mozg_kl2:
george-ta kei-star-trek-discovery

Chyba o tym wspominałem. Skądinąd jest to o tyle ciekawe, że Takei ostro odrzucał Treka bermanowskiego (co najmniej późne DS9, po którym jeździł +/- jak ja). Czyżby wątek Stametsa-z-Culberem go przekonał?
Dreamweb
Użytkownik
#2719 - Wysłana: 12 Mar 2018 17:03:45 - Edytowany przez: Dreamweb
Odpowiedz 
Q__:
każą dosłownie traktować to co sami twórcy TOS-u traktowali jako teatrzyk.

Dlatego mówię, że ja to traktuję w kategorii wygłupu właśnie. Chciałbyś oglądać cały serial w stylu In a Mirror Darkly? Bo ja nie. Mówię o serialach profesjonalnych, fanowskie to insza inszość.

Q__:
twórcy, który potrafiliby - po baxterowsku - usprawiedliwić ów stan technologiczny tak, że człowiek uznałby go za jedyne wyjście w pokazanych warunkach, mieliby u mnie duży szacun

Mieć, to i u mnie by mieli. Tylko czy jest sens się w to zagłębiać? Moje podejście jest takie - pamiętamy, szanujemy, lubimy czasem wrócić do retro odcinków, ale z historią idziemy w przód.
W sumie najprostsze rozwiązanie nasuwa się samo - z pewną technologią zaszliśmy tak daleko, że stała się dla nas niebezpieczna (czyli kłaniają się motywy z Terminatora czy Matrixa), toteż z niej zrezygnowaliśmy. Stąd taka a nie inna estetyka TOS. Czy w tym kierunku zresztą nie poszła "Diuna", która miała i podróże kosmiczne i retro-technologię?
A w czasach późniejszych zaczęto nad tą technologią być może lepiej panować i na nowo ją wdrażać - mówimy tu o czasach Excelsiorów, potem Picarda itd.
Tylko że dla mnie to zbyteczne zabiegi, lepiej to zostawić i iść naprzód.
Q__
Moderator
#2720 - Wysłana: 12 Mar 2018 17:51:59 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
Chciałbyś oglądać cały serial w stylu In a Mirror Darkly? Bo ja nie. Mówię o serialach profesjonalnych, fanowskie to insza inszość.

Powiem tak... Estetyka TOS-u niesie spory bagaż sentymentalny, nie tylko jako pierwszy Trek, także jako SF z pionierskiej epoki, w której rodziła się lwia część największych arcydzieł tego gatunku, i chyba z dwojga złego wolę już najlepsze odcinki fanprodukcji od tego, co ma nam - jak dotąd - do zaoferowania Discovery. Więc trudno mi z czystym sumieniem powiedzieć: "nie, nie chciałbym".
Z drugiej strony mam świadomość, że odwracanie się w przeszłość to nie jest dobra strategia, zwł. dla Treka, bo stanowi oznakę pewnej niemocy (którą ja też łatwiej wybaczę fanom), powiedzenie przez twórców: "Roddenberry z kolegami dali wam co najlepsze, nam zostaje powielać sprawdzone rozwiązania, grać na waszych sentymentach i odcinać kupony". I - tak, jako takie gryzie się z podstawową ideą Treka: "To boldly go...". Bo nic w nim odważnego nie ma. (Dlatego zresztą kochając Verne'a, Wellsa, Clarke'a i Lema pomstowałem na seteampunki i rocketpunki, bo stanowią zabawę tym-co-było, nie próbę mierzenia się z przyszłością i teraźniejszością. Pustą - acz często kunsztowną - igraszkę, nie realizację najwznioślejszych powołań SF*.)

* Ech, jak to nieznośnie górnolotnie brzmi w kontekście tego, czym DSC (póki co?) jest...

Dreamweb:
Tylko że dla mnie to zbyteczne zabiegi, lepiej to zostawić i iść naprzód.

Czy zbyteczne? Z jednej strony przy założeniu sztywności kanonu poniekąd nieodzowne, jeśli Trek, ów kanon zachowując, ma zarazem pozostać sensowną SF, nie - jak (słusznie) narzekał Mav - odklejać się od rzeczywistości, stając się jeszcze jednym fikcyjnym światem, podobnym do neverlandów fantasy i komiksowych universów. (Przy czym... przypomnę - nigdy zwolennikiem sztywnego kanonu nie byłem.)
Z drugiej... faktycznie, nawet jeśli najsensowniej uzasadnić istnienie ekranowego retro-świata, to lepiej te uzasadnienia zachować na potrzeby pojedynczych odcinków wiadomego typu, cały serial umieszczając jednak w przyszłości (XXV wiek lub później), która już na pierwszy rzut oka, bez dotłumaczeń, wyda się wiarygodną - i zgodną zarazem z ideowymi tradycjami ST (optymizm m.in. mam na myśli) - wizją świata za kilka wieków. By bohaterowie mierzyli się z problemami autentycznymi (wracamy do kwestii posłannictwa SF), nie - fikcyjnymi, generowanymi przez kształt kanonu i konwencję retro.
Dreamweb
Użytkownik
#2721 - Wysłana: 13 Mar 2018 14:02:03
Odpowiedz 
Taka ciekawostka... W Paryżu, porównując z innymi wielkimi stolicami, wysokich budynków jest co kot napłakał. Wieża Eiffla, Wieża Montparnasse, dzielnica La Defense, która jest w zasadzie na peryferiach miasta i tyle. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest to, że pod miastem jest pełno dziur, wykopów, podziemnych korytarzy i ciężko jest cokolwiek dużego na tym posadowić bez zawalenia się. Cóż, jak widać w czasach finałowego odcinka 1 sezonu DSC znaleźli na to jakiś sposób.

http://memory-alpha.wikia.com/wiki/File:Paris,_225 7.jpg

Może chodzi o jakieś struktury antygrawitacyjne, zmniejszające wagę budynków?

Co ciekawe, przed nastaniem czasów DS9 "Paradise Lost" albo się komuś odwidziało i większość tych wieżowców wyciął w pień, albo nastąpiła jakaś inwazja złych obcych i to oni dokonali rozwałki, bo Paryż wyglądał już tak:

http://memory-alpha.wikia.com/wiki/File:Paris,_237 2.jpg

Nadal parę wieżowców jest, ale zdecydowanie nie tyle, i jeszcze ktoś przestawił więżę Eiffla.
Jak czytamy w opisie tego zdjęcia:

The view of the bridge and nearby buildings are of the Pont Notre-Dame, facing south towards Île de la Cité. It is unknown why the Eiffel Tower is visible from this angle since in the early 21st century it is a little more than three and a half kilometers to the west of this location.

A może po prostu prawdziwa wieża uległa zniszczeniu razem z innymi drapaczami chmur, a to jest jakiś hologram.
Q__
Moderator
#2722 - Wysłana: 13 Mar 2018 14:43:09 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
Może chodzi o jakieś struktury antygrawitacyjne, zmniejszające wagę budynków?

Mogli też wzmocnić ściany tych wszystkich tuneli (mechanicznie? structural integrity fields?), albo je nawet zasypać...

Dreamweb:
albo się komuś odwidziało i większość tych wieżowców wyciął w pień, albo nastąpiła jakaś inwazja złych obcych

Jeszcze jedna wojna/inwazja, o której dotąd nic nie słyszeliśmy?

Jest jeszcze opcja, że te zmiany to efekt Temporal Cold War (albo czegoś b. podobnego).

Dreamweb:
i jeszcze ktoś przestawił więżę Eiffla.

Ciekawe, swoją drogą, czy dałoby się tego - szybko i bezboleśnie - dokonać odpowiednio mocnym Transporterem?
Dreamweb
Użytkownik
#2723 - Wysłana: 13 Mar 2018 18:09:05
Odpowiedz 
Q__:
Jeszcze jedna wojna/inwazja, o której dotąd nic nie słyszeliśmy?

W Memory Alpha czytamy jeszcze:

The structure was also, however, referenced in an early story outline for TNG: "The Best of Both Worlds, Part II", in which the Eiffel Tower was originally to have appeared, with a Borg cube looming over it.


Czyli niewiele brakowało, a to Borgów moglibyśmy winić o tę zmianę paryskiej zabudowy.

Nawet to przestawienie wieży dałoby się jakoś wytłumaczyć:

The novel Trapped in Time mentions that the Eiffel Tower was destroyed during the Third World War and later rebuilt.
Q__
Moderator
#2724 - Wysłana: 13 Mar 2018 18:22:23 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
The novel Trapped in Time mentions that the Eiffel Tower was destroyed during the Third World War and later rebuilt.

Zgrabne wyjaśnienie, choć z młodzieżowej* powieści. Dodaję je do swojego - modnie mówiąc - head canonu .

* http://memory-beta.wikia.com/wiki/Trapped_in_Time

ps. Byli twórcy RSD podsumowują pierwszy sezon DSC:
http://www.youtube.com/watch?v=fMrRbAW3-a4
Q__
Moderator
#2725 - Wysłana: 19 Mar 2018 16:17:16 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Ciekawostka: na Rotten Tomatoes najwyżej oceniane są odcinki:
- "The Vulcan Hello"
- "Magic to Make the Sanest Man Go Mad"
- i "Vaulting Ambition"

A niewiele gorzej od nich (licząc od najlepszego zdaniem tamtejszej widowni):
- "Despite Yourself"
- "Si Vis Pacem, Para Bellum"
- "What's Past Is Prologue"

Najgorzej natomiast:
- "Into the Forest I Go" (co mnie mocno zaskoczyło)
- "The War Without, The War Within" (mniemam, że obrywa mu się za finał)
I - niepopularny trochę mniej...
- "The Wolf Inside"

Pełny wykresik (stan za 12 lutego) wygląda tak:


Jakie wnioski z tego wyciągniecie?
Seybr
Użytkownik
#2726 - Wysłana: 19 Mar 2018 17:03:57
Odpowiedz 
Q__:
Jakie wnioski z tego wyciągniecie?

Że zwolennicy serialu pracują na dwie zmiany.

Że zapytam się, ten wykres stanowi ocenę filmu, czy oglądalność ?
Q__
Moderator
#2727 - Wysłana: 19 Mar 2018 17:29:01 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Seybr

Seybr:
Że zwolennicy serialu pracują na dwie zmiany.



Seybr:
Że zapytam się, ten wykres stanowi ocenę filmu, czy oglądalność ?

Ocenę z jednego z trzech serwisów. Oglądalności dalszych-niż-pilotowy odcinków dotąd nie ujawniono, acz w USA musiała być niższa od ilości subskrybentów All Access, która wynosi +/- 2.5 mln. ludzi (niektóre pogłoski mówią nawet o poniżej 0.5 mln widzów). Znana jest za to oglądalność emitowanego w TV pilota - 9.5 mln.
Paser
Użytkownik
#2728 - Wysłana: 24 Mar 2018 19:08:26 - Edytowany przez: Paser
Odpowiedz 
Bezbrzeżna tępota ludzi, którzy nie są w stanie pojąć, że idealizacja może być celowa i nieść znaczącą treść, po prostu mnie poraża. Cała matematyka jest idealizacją, ale niektórym to się najwidoczniej nie mieści w pojemności szarych komórek. Słuchając wciąż tych samych pseudo-argumentow zastanawiam się jakie przeciętny poziom IQ wśród tych ludz panuje i czy może być wyższy, niż dwucyfrowy.

Ostatnio miałem w rodzinie sytuację, gdy starowinka ustaliła w kościele mszę za zmarłego mężą na dzień urodzin wnuka, który oczywiście, wraz z braćmi i siostrami nie poszedł, bo nie po to ma urodziny, żeby nie wypić i chodzić na msze za zmarłych, po czym wybuchł płacz, tragedia i oskarżenia o bezbożność, brak emptatii itp. Mam wrażenie, że w takiej samej psychofazie usiłuje ludzi inteligentnych trzymać nowe pokolenie. Leciutko odmiennej. Nie podporządkowujesz się tępocie = nie idziesz z duchem czasu. Trzeba być naprawdę porządnie głupim, żeby nie rozumieć idealizacji TNG.

Moim zdaniem w dużej mierze wynika to z niskiego poziomu czytelnictwa, co często takim pseudo-intelektualistom zastępuje rozwiązywanie idiotycznych zagadek w rodzaju Losta czy nBSG (albo debilizmów Nolana). Inteligenty widz widzi od razu, że szkoda czasu na angażowanie się w intelektualną pustkę, a nowe pokolenia mylą taką śmieszność z treścią. Przerasta je przeczytanie książki, bo tam nie chodzi o prostackie zagadki, a treść rzeczywistości.

Bo matematyka, chociaż jest idealizacją, to nie jest idealizacją dla idealizacji. Tak samo nie jest TNG. Obie niosą głęboką treść. Współczesne pokolenie jednego od drugiego nie odróznia. Jak im w filmie zadać jako zagadkę dodawanie, to rozwiążą i ogłoszą jako sukces intelektualny. Żal.
Dreamweb
Użytkownik
#2729 - Wysłana: 26 Mar 2018 10:08:29 - Edytowany przez: Dreamweb
Odpowiedz 
Ha, a więc jednak! Czarne delty wyjaśniły się w... usuniętej scenie ostatniego odcinka.

https://www.youtube.com/watch?v=LOiY2U8gxO0

I tak jak wszyscy myśleli, chodziło o Section 31 (kolejny - który to już? - zwrot fabuły przewidziany z góry przez fanów).

Więcej w temacie:
http://www.startrek.com/article/wondercon-section- 31-scene-season-2-revelations
Q__
Moderator
#2730 - Wysłana: 26 Mar 2018 16:52:11 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
I tak jak wszyscy myśleli, chodziło o Section 31 (kolejny - który to już? - zwrot fabuły przewidziany z góry przez fanów).

Przy czym teraz generuje to parę pytań:
1. czy Sekcja znała podwójną tożsamość Gabrysia, czy tylko pilnowała napędu?
2. dlaczego jej agenci występowali jawnie, na statku, na którym poza tym byli zwykli oficerowie GF? (i dlaczego, mimo to, nie widzieliśmy antagonizmów między nimi a resztą załogi?)
3. dlaczego nikt z S31 nie przeciwstawił się porwaniu Discovery do MU (czy to była część jakiegoś ich planu przejęcia kontroli nad sąsiednim wszechświatem?)?
4. czemu nikt z agentów wiadomej organizacji nie zdemaskował Tylera?
5. dlaczego nie widzieliśmy by czarne delty kręciły się wokół świeżo "mianowanej kapitanem" imperatorzycy (przecież była niepewna z definicji i pilnować jej należało)?
I jeszcze z jedno czy dwa można dodać...

ps. Z innej beczki:
https://fanfilmfactor.com/2018/03/22/the-top-twelv e-new-star-trek-discovery-title-sequences-created- by-fans/
 Strona:  ««  1  2  ...  89  90  91  92  93  ...  101  102  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / Discovery

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!