USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / Wokół "The Inner Light"
 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#1 - Wysłana: 5 Gru 2014 23:18:47 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Często słyszy się głosy, ze to najlepszy odcinek TNG czy wręcz najlepszy Trek ever. Inni zaś - np. Madame Picard - reagują w stylu "jak mnie wzrusza, jak mnie nie wzrusza"?

Sądzę w każdym razie, że jest to odcinek na tyle ważny, iż zasługuje na osobną dyskusję.

Tym bardziej, że udało mi się wygrzebać coś co dyskusję - mam nadzieję - wzbogaci. Dwuczęściowy wywiad z głównym scenarzystą wspomnianego epizodu, Morganem Gendelem*:
http://trekcore.com/blog/2013/05/exclusive-intervi ew-with-the-inner-light-writer-morgan-gendel-part- i/
http://trekcore.com/blog/2013/05/exclusive-intervi ew-with-writer-morgan-gendel-part-ii/
A także e-komiks będący adaptacją scenariusza sequela "The Inner Light", na którego realizację Piller nie dał zielonego światła (patrząc na ślepe zaułki w które wchodzą ENT, fanprodukcje i filmy Abramsa jakże nie pochwalić zresztą tego - odpowiednio szeroko rozumianego - pillerowego "No, we don't do sequels.") - nosi on tytuł... "The Outer Light", po prostu i jest swego rodzaju love story z dwuznacznym zakończeniem:
http://journeytotheinnerlight.com/outerlight/page1 .php
EDIT: może jeszcze jedna istotna wypowiedź Gendela wskazująca czemu marzył mu się w/w sequel:
http://soulofstartrek.blogspot.com/2006/06/inner-l ight-sources-in-this-episode.html#comments

* http://en.memory-alpha.org/wiki/Morgan_Gendel

Zapraszam zatem zarówno do dyskusji, jak i do lektury.

ps. Na w/w znaleziska natrafiłem przeglądając taką oto - wplecioną w krytyczno-analityczny artykuł - timeline ST:
http://bennet.org/blog/star-trek
Którą znów polecali na TrekMovie:
http://trekmovie.com/2014/12/05/fan-made-star-trek -timeline-is-a-beautiful-way-to-visualize-the-trek -universe/
Mav
Użytkownik
#2 - Wysłana: 5 Gru 2014 23:36:20
Odpowiedz 
Q__:
Często słyszy się głosy, ze to najlepszy odcinek TNG czy wręcz najlepszy Trek ever. Inni zaś - np. Madame Picard - reagują w stylu "jak mnie wzrusza, jak mnie nie wzrusza"?

Dla mnie zachwyt nad tym odcinkiem jest bardzo przesadzony. Fajny jest w nim sam zamysł, czyli wgranie komuś jakby drugiego życia, aby upamiętnić wymarłą cywilizację, jednak sam realizacja jest słaba.

Jak cywilizacja tak uboga technologicznie, mieszkająca w lepiankach, bez komputerów, elektroniki, całej zaawansowanej technologii potrafiła nagle zbudować ultra nowoczesną sondę zdolną spenetrować flagowy okręt Federacji i na odległość zasymulować tak skomplikowaną reakcje w mózgu człowieka? Absurd.

Przez większość odcinka wieje nudą, ponieważ pokazana w nim cywilizacja niczym szczególnym się nie wyróżnia, tacy kolejni statyści odcinka. Nie ma w tym klimatu ukazania pięknej cywilizacji, która nie wytrzymała próby czasu. Zbytnia sterylność, teatralność TNG nie daje rady tego unieść. W konsekwencji widz nie potrafi się emocjonalnie zaangażować i zostaje tylko zimne poczucie ciekawego pomysłu na odcinek.
Queerbot
Użytkownik
#3 - Wysłana: 6 Gru 2014 14:12:25
Odpowiedz 
Mav:
Dla mnie zachwyt nad tym odcinkiem jest bardzo przesadzony.

Nie masz serca sentymentalnego. Mnie, posiadającego serce romantyczne a smutne czyli sentymentalne, ten odcinek chwyta i ściska. Ten duchowy gest mieszkańców planety skazanej na zagładę - nie ratunek, nie ucieczka, ale troska o pamięć - wzrusza do łez. Jest w tym coś dla mnie bardzo polskiego - gloria victis; upadek świetnego kiedyś świata, rozebranego tym razem przez siły przyrody; sprzysiężenie wszystkiego przeciw nam, na co ratunek znajdujemy nie pragmatyczny, ale metafizyczny. Tak było przecież z Polakami, istniejącymi jako odrębny byt narodowy tylko dzięki pamięci o swoim języku i o swojej przeszłości, których próby wybycia się na niepodległość miały przez dziesiątki lat charakter metafizyczny właśnie, miały się dokonać poprzez duchową odnowę. Albo jak w tej legendzie o dywanie odbywającym się u tureckiego sułtana już dawno po ostatnim zaborze, gdzie herold miał wołać: "Ambasador Lechistanu nie przybył". A gdzie ten Lechistan? A gdzie ta planeta Kataan? Tylko w pamięci.
Q__
Moderator
#4 - Wysłana: 6 Gru 2014 19:19:00 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Jak cywilizacja tak uboga technologicznie, mieszkająca w lepiankach, bez komputerów, elektroniki, całej zaawansowanej technologii potrafiła nagle zbudować ultra nowoczesną sondę zdolną spenetrować flagowy okręt Federacji i na odległość zasymulować tak skomplikowaną reakcje w mózgu człowieka? Absurd.

Zauważ, że to wszystko co tam Picard przeżył było wirtualne. Jak już lata temu pisałem nie wiemy ile z tego co tam - wraz z nim - zobaczyliśmy było dosłowną symulacją tego jak wyglądał Kataan i jego mieszkańcy, a na ile symboliczną manifestacją ich zgasłej cywilizacji.
(Geniusz Pillera objawił się w tym, że nie pozwolił Gendelowi nakręcić w/w sequela i tym samym popsuć tego symbolizmu udosłownieniem.)

Owszem, możesz powiedzieć, że flet wyglądający identycznie w rzeczywistości wykreowanej przez sondę wskazuje na to, że i reszta wyglądała "naprawdę" tak jak w symulacji, ale nie jest to pewne. Zresztą, nie trzeba być humanoidem by grać na flecie:


Queerbot

Queerbot:
Mnie, posiadającego serce romantyczne a smutne czyli sentymentalne, ten odcinek chwyta i ściska.

Pytanie zatem, co porusza w nim mnie, któren serce mam twarde, zimne i kamienne?
Mav
Użytkownik
#5 - Wysłana: 6 Gru 2014 19:30:09
Odpowiedz 
Queerbot:
Nie masz serca sentymentalnego. Mnie, posiadającego serce romantyczne a smutne czyli sentymentalne, ten odcinek chwyta i ściska.

Zapewne lubisz książki, prawda? Ja jestem dzieckiem kina, chłonę audio-wizualne doznania, cenie przy tym rzecz jasna dobre historie, ale bardzo ważna jest dla mnie realizacja. Ty, jako książkowiec, potrafisz sam z siebie wzbogacić ubogi, sterylny, bardzo teatralny odcinek swoją wyobraźnia, wytrenowaną książkami. Potrafisz ten odcinek uczynić lepszym, niż jest w rzeczywistości.

Dlatego napisałem na początku, że sam zamysł odcinka jest dobry, ale realizacyjnie wypada bardzo słabo. Cywilizacja niczym ciekawym się nie wyróżnia, jest nudna, nie ma emocji wśród bohaterów, wszystko sprowadza się do paru domków... Jest sporo odcinków TNG, w których ta teatralność nie miała takiego negatywnego wpływu na fabułę, ale w tym przypadku, IMHO, ma duży wpływ.

Q__:
Pytanie zatem, co porusza w nim mnie, któren serce mam twarde, zimne i kamienne?

Bo Ty też jesteś książkowcem i potrafisz uczynić ten odcinek lepszym niż jest Ja go oceniam z perspektywy miłośnika obrazu i dźwięku, a w tym przypadku wypada blado
Q__
Moderator
#6 - Wysłana: 7 Gru 2014 15:53:43 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Bo Ty też jesteś książkowcem i potrafisz uczynić ten odcinek lepszym niż jest

Kiedy nawet nie, choć znalazłem tam - owszem - to, co znajdowałem też w niektórych dziełach literatury SF. Klimat nostalgii, przemijania, losy jednostki czy cywilizacji oglądane w skali geologicznej czy astronomicznej, pokazujące, że jesteśmy - jak to napisał Lem - łątkami-jednodniówkami.
Unosiła się zaś nad tym świadomość, jak zwykle w wypadku dobrego Treka, że losy Kataanu i jego mieszkańców to jest mniej szczęśliwa od Federacyjnej alternatywna możliwość przebiegu ziemskiej historii - wersja, w której nasza cywilizacja może paść w przededniu tego wszystkiego, co obiecuje jej Trek.
Nadto jest to hołd dla - płynącej ze, świadomego lub podświadomego, odczuwania tej przemijalności - ludzkiej potrzeby upamiętniania swoich dokonań, odciskania swoich śladów na piaskach czasu.
Wreszcie przewija się tam też typowo dickowski (acz również stary jak Trek - "The Cage" się kłania) problem rzeczywiste,-a-wirtualne.

Mav:
Ja go oceniam z perspektywy miłośnika obrazu i dźwięku, a w tym przypadku wypada blado

Pozwolę sobie się nie zgodzić - ten epizod w całości zbudowany jest na dźwięku (fletu grającego kompozycję Chattway'a - http://www.youtube.com/watch?v=AE1Zo5Ljws0) i obrazie:

Tyle, że użytych zupełnie inaczej niż np. w filmach Abramsa.

To one oddziałują na widza od strony emocjonalnej bardziej, niż intelektualnej (mimo tych wszystkich mądrości odcinka, które powyżej wymieniłem jest to bowiem historia działająca głównie przez emocje) zarażając go klimatem nostalgii i zmuszając do refleksji.

Inna sprawa, że - mimo paralogizmów, które słusznie wytknąłeś - to nie jest głupi epizod. Zdarzają się, owszem, arcydzieła filmowe zdolne oddziaływać samym obrazem, ale to nie jest ten przypadek. Tutaj obraz i dźwięk powodują - jeśli oddziałają tak, jak zdaniem twórców miały - że widz zaczyna się zastanawiać nad treściami sączonymi w tle przez scenariusz. To jest powiązane.

ps. Skoro o stronie wizualnej mowa. Przyznałem się niedawno do sympatii do Doctora Dooma. Użyjmy go wiec jako kontrprzykładu, by pokazać jak ważne jest zwykle powiązanie obrazu z treścią. Co z tego, że w filmowej Fantastic Four Victor wygląda więcej niż przyzwoicie, znacznie ciekawiej niż w komiksach:

Gdy totalna głupota jego wątku prowadzić mogła tylko do takich komentarzy:

"The Inner Light" nie funduje widzowi takiego rozczarowania.
Mav
Użytkownik
#7 - Wysłana: 7 Gru 2014 17:04:20 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
losy Kataanu i jego mieszkańców to jest mniej szczęśliwa od Federacyjnej alternatywna możliwość przebiegu ziemskiej historii - wersja, w której nasza cywilizacja może paść w przededniu tego wszystkiego, co obiecuje jej Trek.

Wisz, moja teoria na temat cywilizacji technicznych jest taka, że większość prędzej czy później ginie w wyniku naturalnych katastrof (zmiany klimatu, uderzenia obcych ciał, utraty magnetosfery itd), w wyniku odkrycia broni masowego rażenia (nuklearna zagłada), w wyniku braku technologii pozwalającej podróżować szybciej niż światło, co powoduje efekt "uduszenia" we własnym układzie słonecznym, niemożność skolonizowania innych planet, w konsekwencji umierając prędzej czy później na ojczystej planecie.

"The Inner Light" się w to wpisuje, dlatego także dla mnie to wartościowy odcinek, ale bez przesady.

Q__:
ps. Skoro o stronie wizualnej mowa. Przyznałem się niedawno do sympatii do Doctora Dooma. Użyjmy go wiec jako kontrprzykładu, by pokazać jak ważne jest zwykle powiązanie obrazu z treścią. Co z tego, że w filmowej Fantastic Four Victor wygląda więcej niż przyzwoicie, znacznie ciekawiej niż w komiksach:

Ależ to oczywiste, że musi obraz i dźwięk bazować na dobrym scenariuszu, to naczynia połączone. Wszystko, co napisałeś na temat tego odcinka jest słuszne i zgadzam się z tym, ale nie nazwałbym go najlepszym odcinkiem TNG, od takiego wymagałbym jednak więcej.

Więcej zarówno od strony scenariusza (ciekawsza cywilizacja, bardziej zapadająca w pamięć) oraz lepszej realizacji (jak dla mnie jednak zbyt tam spokojnie, zbyt surowo).

To jest naprawdę świetny odcinek, ale czy zasługuję na wynoszenie tak wysoko ponad inne epizody?

Zobacz sobie fragment Terminatora: https://www.youtube.com/watch?v=41kzMU7vbbY

Wiem wiem, Cameron i zupełnie inna tematyka, ale jednak niskobudżetowy film z lat 80 i scena ukazująca podłe życie ludzi na wojnie, scena, która ma wywoływać emocje. Cały "The Inner Light" nawet w ułamku procent nie ma takiego ładunku emocjonalnego niesionego dźwiękiem i obrazem. Aby nazwać "The Inner Light" wyjątkowym odcinkiem, zjawiskowy, musiałby mieć takie klimatyczne sceny, np. gdy dumający Picard wpatruję się w piękny krajobraz planety, na dzieci bawiące się na łące, drzewa falujące na wietrze, wszystko to odpowiednio kadrowane ze wzruszającą, klimatyczną muzyką w tle. Gdy zbliżały się wieści o katastrofie, Picard mógłby mieć wizje zagłady, czyli patrzył by na jakieś budynki i ludzi, a po chwili miałby przebłyski, gdy to wszystko płonie, niszczy, ludzie krzyczą (mogłyby być to jakieś sny), coś, co by podkreślało dramaturgie tego wydarzenia.

Na końcu odcinka Picard nie grałby na flecie na Enterprise, tylko poleciałby na tą planetę (byłaby dość blisko sondy, co wydaje się dosyć logiczne), wylądowałby w kombinezonie w miejscu, w którym żył w tej symulacji i zobaczył te łąki, swój dom itd, spalone słońcem, wymarłe miejsce, które było kiedyś także jego domem.

Taki realizacyjnie musiałby być ten odcinek, aby nazwać go wyjątkowym, zjawiskowym, a taką ma przecież opinie. Wiem, że budżet odgrywa kluczową rolę, ale dałoby się myślę zmieścić jakoś w możliwościach finansowych TNG.
Q__
Moderator
#8 - Wysłana: 8 Gru 2014 00:12:44
Odpowiedz 
Mav

Mav:
moja teoria na temat cywilizacji technicznych jest taka, że większość prędzej czy później ginie w wyniku naturalnych katastrof (zmiany klimatu, uderzenia obcych ciał, utraty magnetosfery itd), w wyniku odkrycia broni masowego rażenia (nuklearna zagłada), w wyniku braku technologii pozwalającej podróżować szybciej niż światło, co powoduje efekt "uduszenia" we własnym układzie słonecznym, niemożność skolonizowania innych planet, w konsekwencji umierając prędzej czy później na ojczystej planecie.

"The Inner Light" się w to wpisuje, dlatego także dla mnie to wartościowy odcinek

Właściwie można by to pociągnąć w Treku dalej. Przyjąć zdroworozsądkowe założenie, że na każdą z cywilizacji, którym się udało (choćby tak patologiczną, jak ta, którą oglądaliśmy na Eminarze i Vendikarze) przypadać musi ileś takich, które miały mniej szczęścia (a pamiętajmy, że ewolucja jest okrutna i rozrzutna) i częściej pokazywać - jak w "Milczącej gwieździe" czy "Forbidden planet" - te wymarłe światy, by to co bohaterowie wyczytają z ich ruin również mogło być lekcją dla widza. (W sumie wymarzony wariant dla mających ograniczoną ilość aktorów twórców fanprodukcji).

To by tylko dodało Trekowi realizmu i powagi. Ten klimat cmentarza.

Mav:
ciekawsza cywilizacja, bardziej zapadająca w pamięć

Tu się jednak nie zgodzę - obaj wiemy czym się w Treku kończyły próby takiej konkretyzacji. Epatowaniem zbędną pseudo-egzotyką wziętą w sumie z ziemskiego podwórka...

Mav:
jak dla mnie jednak zbyt tam spokojnie, zbyt surowo

A dla mnie nie ta ascetyczna forma pozwala pracować muzyce, emocjom widza; służy zadumie...

Mav:
To jest naprawdę świetny odcinek, ale czy zasługuję na wynoszenie tak wysoko ponad inne epizody?

Co ciekawe choć niekoniecznie się z Tobą zgadzam co do meritum krytyki tego też nie jestem pewien. Może zadziałał tu ten element, że - poza, co nieuniknione, czołem Worfa - brak tu w nim standardowego kiczu sci-fi? Zero blasterów, gliderów, itp.?

Mav:
jednak niskobudżetowy film z lat 80

Który - NMSP - bije realizmem i wizualną klasą wszystkie te koszmarniaste wysokobudżetówki doby obecnej.

(Do porównania zresztą nadaje się niezgorzej - to była +/- ta sama era co TNG.)

Mav:
Na końcu odcinka Picard nie grałby na flecie na Enterprise, tylko poleciałby na tą planetę (byłaby dość blisko sondy, co wydaje się dosyć logiczne), wylądowałby w kombinezonie w miejscu, w którym żył w tej symulacji i zobaczył te łąki, swój dom itd, spalone słońcem, wymarłe miejsce, które było kiedyś także jego domem.

Wyobraziłem to sobie oczami tzw. duszy i to by była bardzo mocna scena, chciałbym ją zobaczyć. Zastanawiam się jednak czy nie zmieniłaby diametralnie klimatu odcinka? Czy nie zmieniłoby to poczucia zadumy, nostalgii, w bolesne odczucie tragedii w coś takiego, co potrafił fundnąć widzowi - mimo ówczesnych tak nędznych F/X finał "Planety Małp". I czy dlatego właśnie Twórcy postanowili zachować zagładę Kataanu w niedopowiedzeniu, usunąć ją w półmrok, bo nie aż na tak gwałtownych emocjach zamierzali zagrać?

Mav:
Picard mógłby mieć wizje zagłady, czyli patrzył by na jakieś budynki i ludzi, a po chwili miałby przebłyski, gdy to wszystko płonie, niszczy, ludzie krzyczą (mogłyby być to jakieś sny), coś, co by podkreślało dramaturgie tego wydarzenia.

A tego bym w "The Inner Light" stanowczo nie chciał (chyba, że jako flashback w tej scenie oglądania ruin, tam by to uszło), bo zbyt by to Emmerichem pachniało...
Maveral
Użytkownik
#9 - Wysłana: 8 Gru 2014 23:02:31
Odpowiedz 
Dla mnie jest to chyba najlepszy odcinek TNG i jeden z najlepszych w Trekach w ogóle. W "Lessons" twórcy odkurzyli melodię z "The Inner Light" i Picard coś tam wspomniał swojemu nowemu obiektowi westchnień o tej przygodzie z planetą Kataan. Cały pomysł mógł nabrać jeszcze więcej wyrazistości, gdyby zrobiono z tego "kinówkę" lub epizod dwuodcinkowy.
Mav:
Dlatego napisałem na początku, że sam zamysł odcinka jest dobry, ale realizacyjnie wypada bardzo słabo. Cywilizacja niczym ciekawym się nie wyróżnia, jest nudna, nie ma emocji wśród bohaterów, wszystko sprowadza się do paru domków...

Zabrakło czasu i środków. Budżet serialu z gumy nie był, a epizod spokojnie mógłby być dłuższy (2 odcinki), aby bohaterowie nabrali większej głębi, ale widocznie jakieś mądre głowy uznały, że jeden odcinek wystarczy ;)
Q__
Moderator
#10 - Wysłana: 9 Gru 2014 22:44:34 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Maveral

Maveral:
aby bohaterowie nabrali większej głębi

Nie wiem czy celowe, zważywszy, że byli wirtualni.

Maveral:
ale widocznie jakieś mądre głowy uznały, że jeden odcinek wystarczy

Mogło chodzić o to, że subtelna emocjonalność właściwa akurat dla tego epizodu (mocno odmienna np. od tej jaką cechuje się "TBoBW", nie mówiąc już o "Scorpionie" i "Call to Arms"/"A Time to Stand") ulotni się gdy zostanie przerwany w połowie i widz nie wejdzie tak łatwo w klimat ponownie sięgając po drugą część.
Chyba już łatwiej - choć też nie wyobrażam sobie ich rozciągania - łatwiej by było zrobić twopartera z "Duetu" czy "The Measure of a Man"...

(Inna sprawa, że "The Inner Light" ma poniekąd kontynuację - "The Visitor", choć naciągany naukowo i pokrzywdzony przez continuity, jest równie nostalgiczny... I bazuje na podobnym stylu narracji.)
Mav
Użytkownik
#11 - Wysłana: 10 Gru 2014 15:15:22
Odpowiedz 
Q__:
To by tylko dodało Trekowi realizmu i powagi. Ten klimat cmentarza.

Dobrym przykładem jest "The Arsenal of Freedom".

Q__:
Tu się jednak nie zgodzę - obaj wiemy czym się w Treku kończyły próby takiej konkretyzacji. Epatowaniem zbędną pseudo-egzotyką wziętą w sumie z ziemskiego podwórka...

Niby tak, ale z drugiej strony w tym odcinku akurat prosiło się o głębsze przyjrzenie się tej konkretnej planecie/cywilizacji.

Q__:
A dla mnie nie ta ascetyczna forma pozwala pracować muzyce, emocjom widza; służy zadumie...

Nie chodzi o jakąś akcje, ale o właśnie bardziej klimatyczne sceny, właśnie takiej zadumy, a nie dziadek Picard biegając po kolanach za wnuczkiem...

Q__:
Twórcy postanowili zachować zagładę Kataanu w niedopowiedzeniu, usunąć ją w półmrok, bo nie aż na tak gwałtownych emocjach zamierzali zagrać?

Być może, ale dla mnie to trochę pójście na łatwiznę.

Q__:
A tego bym w "The Inner Light" stanowczo nie chciał (chyba, że jako flashback w tej scenie oglądania ruin, tam by to uszło), bo zbyt by to Emmerichem pachniało...

Może faktycznie takie sceny grozy średnio by tam pasowały. Ale sam musisz przyznać, że Nuclear Nightmare z Terminatora 2 naprawdę daje mocnego kopa, przeraża, dając do myślenia. Kawał emocji. Ta scena bardzo podnosi powagę T2. Przypomnijmy ją sobie: http://videosift.com/video/Terminator-2-Sarahs-Hor rifying-Dream-of-the-Future

I teraz pytanie, czy chcemy pokazywać zagładę planety/cywilizacji w formie romantyczno-nostalgicznej zadumy, wzruszonego Picarda grającego na flecie, czy może podkreślić tragedie, grozę i skale zniszczenia jakie się za tym kryją, wywołując mocne emocje z tym związane?
Q__
Moderator
#12 - Wysłana: 11 Gru 2014 14:45:03 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Dobrym przykładem jest "The Arsenal of Freedom".

Dzięki za przypomnienie o nim . Stare, dobre, wczesne TNG. W dodatku jednym ze scenarzystów był pan od "11001001" i - "Shut up, Wesley!" - "Datalore"*.

* http://en.memory-alpha.org/wiki/Robert_Lewin

Mav:
ale z drugiej strony w tym odcinku akurat prosiło się o głębsze przyjrzenie się tej konkretnej planecie/cywilizacji.

Tylko wtedy byłaby b. konkretną cywilizacją kolejnych niby-Obcych. Tak - stała się symbolem wszelkich przemijających kultur.

Mav:
Być może, ale dla mnie to trochę pójście na łatwiznę.

Pytanie czy poetycka zaduma jest w istocie łatwiejsza od łopatologicznej dosłowności? (Pomijam już fakt, że taka dosłowność gryzie się a'priori z humanoidami...)

Mav:
I teraz pytanie, czy chcemy pokazywać zagładę planety/cywilizacji w formie romantyczno-nostalgicznej zadumy, wzruszonego Picarda grającego na flecie, czy może podkreślić tragedie, grozę i skale zniszczenia jakie się za tym kryją, wywołując mocne emocje z tym związane?

Sądzę, że oba sposoby są uprawnione i dają (jak widzimy) wartościowe efekty. Wybór jednego lub drugiego zależy pewnie od tego czy wolimy skłonić widza do filozoficznej zadumy, czy zagrać mu pobudkę motywującą do walki z entropią. Trek tak często był ową pobudką (w sumie jest nią nadal, tego nie zatracił), że zaduma po drodze mu nie zaszkodzi. (Tym bardzej, że i element pobudki był - przetrwanie pamięci przyszło przez kosmonautykę.)
Queerbot
Użytkownik
#13 - Wysłana: 11 Gru 2014 22:11:02
Odpowiedz 
Mav

Ja się właśnie bardzo cieszę, że w The Inner Light nie ma tych rzeczy, o których pisałeś - ognistego podmuchu palącego planetę i ludzi, przebitek z wymierania, powrotu do zniszczonego miejsca itd. W przypadku takiej widowiskowości bardzo łatwo jest przekroczyć cienką granicę między czymś doniosłym a płytkim. Głównym epitetem kina hollywoodzkiego bywa często "tandeta", bo bardzo łatwo jest wypaść poza delikatną orbitę, poza którą jest już tylko kicz (a kicz Star Trek umiał nam serwować, bo te granice nieświadomie przekraczano). W The Inner Light to jest wyważone doskonale, szczególnie biorąc pod uwagę znikome środki, jakimi pewnie dysponowano (mocny sezon przejadł chyba cały budżet). Zamiast składaka w rodzaju Shades of Gray zrobiono skromny, tani, ale za to bardzo oryginalny odcinek.

Nie przeszkadza mi w tym odcinku jakaś tam technologiczna nieprawdopodobność i niespójność, że żyją jak w średniowieczu, a robią zaawansowaną sondę itd. Ten odcinek jest akurat baśnią osadzoną w przyszłości, tu nie ma żadnego science fiction.

Q__:
Robert_Lewin

Nazwisko sugeruje, że pewnie z Polski.
Mav
Użytkownik
#14 - Wysłana: 11 Gru 2014 23:47:30
Odpowiedz 
Q__:
Tylko wtedy byłaby b. konkretną cywilizacją kolejnych niby-Obcych. Tak - stała się symbolem wszelkich przemijających kultur.

To dosyć trafny argument. Faktycznie lepiej to zamienić w pewien symbol.

Q__:
Dzięki za przypomnienie o nim . Stare, dobre, wczesne TNG.

Dokładnie Jak sobie o nim pomyślałem to właśnie taka sama myśl mnie naszła.

Queerbot:
tu nie ma żadnego science fiction.

No z tym się nie zgodzę. Podstawy SF są jak najbardziej. Jakby nie było mamy tam podjęty temat technologi dość wyraźnie. To przez prymitywną technologie cywilizacja ta nie mogła się obronić przed zagładą, ale zdołała chociaż dzięki sondzie zostawić pamięć po sobie. Technologia odgrywa ważną rolę "The Inner Light"

Queerbot:
W przypadku takiej widowiskowości bardzo łatwo jest przekroczyć cienką granicę między czymś doniosłym a płytkim.

Zgadza się, ale chyba sam przyznasz, że "Nuklear Nightmare" z T2 robi ogromne wrażenie, a jest zbudowany właśnie na silnym przekazie. Natomiast rozumiem to, że "The Inner Light" nie miał być takim straszydłem, tylko czymś bardziej nostalgicznym.
Q__
Moderator
#15 - Wysłana: 12 Gru 2014 09:07:15 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Queerbot

Queerbot:
Ja się właśnie bardzo cieszę, że w The Inner Light nie ma tych rzeczy, o których pisałeś - ognistego podmuchu palącego planetę i ludzi, przebitek z wymierania, powrotu do zniszczonego miejsca itd. W przypadku takiej widowiskowości bardzo łatwo jest przekroczyć cienką granicę między czymś doniosłym a płytkim. Głównym epitetem kina hollywoodzkiego bywa często "tandeta", bo bardzo łatwo jest wypaść poza delikatną orbitę, poza którą jest już tylko kicz (a kicz Star Trek umiał nam serwować, bo te granice nieświadomie przekraczano). W The Inner Light to jest wyważone doskonale

Trudno z tym polemizować. (Aczkolwiek... sądzę, że scena proponowana przez Mava, choć zmieniałaby charakter i nastrój odcinka, nie musiałaby go popsuć... o ile, właśnie, owa cienka granica nie zostałaby przekroczona...)

Queerbot:
Nazwisko sugeruje, że pewnie z Polski.

Z naszych naszych, że tak powiem?

Mav

Zrobię drobny offtop...

Mav:
Zgadza się, ale chyba sam przyznasz, że "Nuklear Nightmare" z T2 robi ogromne wrażenie

Można w sumie podać bliższy ciału, jak jaka koszula , przykład robiącej ogromne wrażenie wizji zagłady, czyli słynny, naprawdę słynny, swego czasu, "The Day After" ("Nazajutrz") Meyera (tak, tego od TWoK).
Q__
Moderator
#16 - Wysłana: 7 Sty 2015 22:03:16
Odpowiedz 
Queerbot
Użytkownik
#17 - Wysłana: 10 Sty 2015 21:21:19
Odpowiedz 
Q__:
Dyskusje związane z tytułowym epizodem:

Te dyskusje zrodziły mi w głowie taką wizję, że Picard uzyskuje w trakcie "pobytu" na Kataan świadomość, że to wizja. Zastanawia mnie, co by wtedy zrobił. Wiadomo, do czego ludzie wykorzystują najchętniej świadome śnienie. Ciekawe czy tak samo byłoby z Picardem? A może próbowałby się z tej wizji wydostać, np popełniając w niej samobójstwo?
Q__
Moderator
#18 - Wysłana: 10 Sty 2015 21:32:00 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Queerbot

Queerbot:
Wiadomo, do czego ludzie wykorzystują najchętniej świadome śnienie. Ciekawe czy tak samo byłoby z Picardem?

W przypadku Picarda wczesnego, który uśmiechał się dwuznacznie przyłapawszy Rikera z Minuet i w wypadku - wypadek to właściwe słowo - Picarda późnego, zbermanizowanego do obrzydzenia, wszystko możliwe... Picard środkowy, klasyczny, pewnie by nawet o tym nie pomyślał...

Queerbot:
A może próbowałby się z tej wizji wydostać, np popełniając w niej samobójstwo?

Przypomniałeś mi snergowego "Anioła przemocy" i zaraz coś wrzucę w stosownym topicu.

EDIT:
No i zrobiłeś mi krzywdę... W czasie jedzenia późnego obiadu umysł mi się zapętlił wokół, nierozstrzygalnego w sumie, pytania: co by w opisanej sytuacji zwyciężyło w Picardzie: intelektualna ciekawość każąca mu przeżyć/wyeksplorować symulację do końca, równie potężny - tak silny, ze pozwolił mu nawet toczyć umysłową walkę o uwolnienie się spod wpływu Borga, mimo przeważających mocy obliczeniowych Kolektywu - pęd ku wolności, czy może objawiający się czasem i w nim (w w/w pierwszych sezonach, ale i - ze smutnym efektem - w "The Game") duch zabawy?
Queerbot
Użytkownik
#19 - Wysłana: 11 Sty 2015 12:23:09
Odpowiedz 
Q__:
co by w opisanej sytuacji zwyciężyło w Picardzie

No właśnie, odpowiedź jest bardzo trudna. Bo przecież, co sam zauważyłeś, Picard ma ciągoty do zabawy. To zresztą jest dość naturalne, szczególnie kiedy spoczywa na kimś wielka odpowiedzialność i kiedy ktoś musi kierować się bardzo sztywnym kanonem zasad moralnych. Kapitan flagowego okrętu Federacji jest panem życia i śmierci, jego potęga dla cywilizacji na takim poziomie jak nasza w zasadzie nie różni się wiele od potęgi Q. Picard, mający do dyspozycji arsenał mogący niszczyć układy planetarne i muszący trzymać ten swój potencjał w ryzach, musi mieć jakiś wentyl bezpieczeństwa. I często widzimy, że z tego wentyla korzysta, bawiąc się na różne sposoby, wdając w romanse itd. Więc zdaje mi się, że gdyby zorientował się, że jest w świecie wirtualnym, to albo starałby się tę wirtualność zdemaskować na wszelkie możliwe sposoby (a takim byłoby samobójstwo) albo korzystałby z jego uroków.
Zastanawiam się tylko, czy po kilkudziesięciu latach takiej zabawy Picard nie obudziłby się hedonistycznym potworem.

To z kolei skłania mnie do przekonania, że ta sonda z Kataan działała w ciekawy sposób. Picard budzi się i pamięta o swoim życiu jako Kamin, ale pamięta też doskonale kim jest, kto jest na pokładzie Enterprise i jak korzysta się z technologii jego czasów. Więc ta sonda musiała działać w taki sposób, że nie zakłócała prawdziwej pamięci, nie nadpisywała na nią wydarzeń ze świata wirtualnego.
Q__
Moderator
#20 - Wysłana: 12 Sty 2015 17:22:05 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Queerbot

Queerbot:
Więc zdaje mi się, że gdyby zorientował się, że jest w świecie wirtualnym, to albo starałby się tę wirtualność zdemaskować na wszelkie możliwe sposoby (a takim byłoby samobójstwo) albo korzystałby z jego uroków.

Widzę jeszcze trzecie wyjście, jak pisałem... Mógłby jeszcze uznać otaczającą go wirtualność za rodzaj zagadki do rozwiązania i próbować ją rozgryzać na wszelkie sposoby... Pytanie czy nie sięgnęłoby to z czasem granic obsesji jak w lemowskim "Pamiętniku znalezionym w wannie" czy w gombrowiczowskim "Kosmosie"?

Queerbot:
Więc ta sonda musiała działać w taki sposób, że nie zakłócała prawdziwej pamięci, nie nadpisywała na nią wydarzeń ze świata wirtualnego.

Ona przecież tej pamięci go nie pozbawiła - na początku kaminowego życia upierał się wszak, ze jest Jeanem-Lucem Picardem, kapitanem GF i szukał rozwiązań, dróg powrotu do domu... znaczy na Ent-D.

To się zresztą zazębia z Twoją wcześniejszą myślą:
Queerbot:
Zastanawiam się tylko, czy po kilkudziesięciu latach takiej zabawy Picard nie obudziłby się hedonistycznym potworem.

Czyli z pojawiającym się pytaniem dlaczego przeżycie tylu - w tym wypadku subiektywnych - lat w sztucznej rzeczywistości nie zostawiło jakichś niepokojących śladów na jego psychice, jak przydarzyło się to bohaterowi pamiętnej "Podróży" ("Frozen Journey") Dicka czy przebywającemu w cardassiańskim cyfrowym więzieniu O'Brienowi. Tak silna psychika, czy zadbał o to mechanizm sondy?

ps. Kolejne refleksje o tytułowym epizodzie - tym razem Gendel swój ogonek chwali :
http://www.tor.com/blogs/2012/05/five-big-issues-r aised-by-qthe-inner-lightq
Q__
Moderator
#21 - Wysłana: 8 Lip 2016 12:45:24
Odpowiedz 
Scenarzysta Morgan Gendel o "The Inner Light's" w 24 rocznicę premiery:
http://www.startrek.com/article/morgan-gendel-on-t he-inner-lights-24th-anniversary
Q__
Moderator
#22 - Wysłana: 1 Cze 2017 20:27:16
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#23 - Wysłana: 13 Sier 2017 10:37:18 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
I trochę informacji z poświęconego "The Inner Light" panelu STLV:
http://trekmovie.com/2017/08/12/stlv17-inner-light -panel-reveals-how-tngs-greatest-episode-needed-la st-minute-rescue/

Ciekawe, nawiasem mówiąc, czy twórcy DSC (i ORV) wyciągnęli wnioski z nieprzemijającej popularności tego odcinka?
 
USS Phoenix forum / Star Trek / Wokół "The Inner Light"

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!