USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / Historie alternatywne VOY, czyli mogło być tylko lepiej
 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#1 - Wysłana: 6 Wrz 2014 21:15:41
Odpowiedz 
VOY ma, prawdę powiedziawszy, całkiem spory fandom, ale narzekanie nań należy - bez dwóch zdań - do trekerskiego dobrego tonu, bo też niewątpliwie mógł być nakręcony lepiej...

Wiemy też niewątpliwie o dwu proponowanych ścieżkach rozwoju tej serii.
Pierwsza to - wbudowane w założenia fabuły, a potem rzadko wykorzystywane - pomysły Pillera: nawiązania do mitu odyseuszowego, pociągnięcie krok dalej równościowego przesłania Roddenberryzmu (co widać po składzie załogi), koegzystencja na jednym statku Maquis i GF, wątek Kes (pozwalający stawiać pytania o wartość, jakość i czas życia), postacie Seski i Sudera...
Druga zaś to pomysły Moore'a, które trafiły potem do pierwszych sezonów nBSG.
Wiemy także, że Kaśkę zagrać mogła - zamiast Mulgrew - Genevieve Bujold.

A zatem pytanie do Was: jak sądzicie, jakie alternatywne kształty mógł przyjąć VOY, czy bylyby one lepsze dla Treka i/lub per se, co by się potem z ST działo i... czy Le Guin wytrwałaby do końca VOYagera?
Mav
Użytkownik
#2 - Wysłana: 7 Wrz 2014 00:08:44 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Voyager powinien być w stylu nBSG, bo to miałoby sens. Otóż mielibyśmy te dwa seriale, TOS i TNG, o wielkich sławach, żywych legendach służących na flagowych okrętach, a także DS9 wg oryginalnej wizji G.R., o której pisałem w drugim Twoim temacie, czyli o zwykłej stacji ze zwykła załogą, pokazującą że tacy ludzie też są ważną częścią Federacji. No i do kompletu mielibyśmy mroczniejszy, brutalniejszy serial o zagubionym okręcie w obcym kwadrancie, o ludziach odciętych od Federacji - pokazywałby, że nawet tak cywilizacyjnie rozwinięci ludzie przyszłości w obliczu takiej ciężkiej sytuacji mają problem z utrzymaniem standardów. Opowiadałby o tkwiących w ludziach prymitywnych instynktach dochodzących do głosu, gdy ma miejsce brutalna walka o przetrwanie itd. O wspólnej mobilizacji, ale i walce o władze, o kompromisy itd.
Q__
Moderator
#3 - Wysłana: 8 Wrz 2014 15:24:28 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Powiem tak... Po kierunku w jakim poszło DS9... tak, wizja Moore'a byłaby logicznym rozwinięciem tej triady XXIV-wiecznych seriali, choć ja preferowałbym subtelniejsze, pillerowskie, podejście i w tym wypadku: nie wielki dramat, nie ręce po łokcie we krwi (tj. nie u oficerów GF, od tego w scenariuszu są Maquis - buntownicy w końcu i często wariaci*, i to Maquis szeregowi), za to - mimo obnoszenia się z ideałami... i szczerej w nie wiary nadal - jakaś taka większa łatwość w podejmowaniu poświęcąjących innych, zwł. wrogów (potraktowanie ucieleśnionego Strachu z "The Thaw" się kłania, owszem, był zabójcą) - nic czego nie robili Kirk, wczesny Sisko, a czasem i Picard, ale podniesione do rangi rutyny, przy jednoczesnym jednak Federacyjnym misjonarstwie, takie wolne brudzenie się przez 7 lat, może nawet do końca mieszczące się formalnie w literze regulaminów Floty...
Choć dałbym Moore'owi dużą swobodę na jeden sezon, ten poświęcony na przelot przez przestrzeń Borg.

* o potencjale wątku Maquis się zresztą, ledwo co, rozpisałem:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=4&topic=3096&page=16

ps. Inna sprawa, że VOY był w dużej mierze przegrany na starcie - musiał ścigać się z TNG i wczesnym DS9 na raz, budując na fundamencie ich obu i starając się być niepowtarzalnym sobą w dodatku. No i ciążyła mu konwencja zagubienia w Kosmosie ilekroć się pomyślało jak łatwo Kirk i Picard pokonywali czasem podobne dystanse (zwł. że Kaśka, jak Łysy, też mogła liczyć na pomoc Q). (Do czego dochodziła trudna do oszacowania, w świetle założeń roddenberryzmu, zużywalność statków - i załóg - GF, powodująca, że każdego rozwiązania można się było czepić; nBSG miało tu o tyle łatwo, że pisało od zera swój własny kanon.)
Jak na te uwarunkowania VOY i tak dał w sumie radę kończąc - jak wynika z badań i ankiet - jako druga ulubiona seria fandomu (po TNG). Gdyby tylko Braga nie dostał tej swobody psucia i scenariusze bywały bardziej dopracowane... No i gdyby Kes służyła temu, czemu miała służyć...
Mav
Użytkownik
#4 - Wysłana: 10 Wrz 2014 12:41:22
Odpowiedz 
Q__:
nie wielki dramat, nie ręce po łokcie we krwi

No ja też nie bardzo bym chciał aż tak ostrych klimatów, ale na pewno nie taką sielankę jaka była w VOY.

Q__:
zużywalność statków

W TNG Enterprise latał na serwisowanie. Np. odcinek, w którym ściągali z niego jakieś cząsteczki z kadłuba, kiedy został porwany przez terrorystów. Po akcji z Borgiem w "The Best of Both Worlds" byli dłuższy czas w doku naprawczym, dzięki czemu załoga miała czas na urlop. Także problem Voyagera wynikający z braku dostępu do baz Federacji, jest jak najbardziej kanoniczny. Tym bardziej jeśli mowa o nawarstwiających się problemach po każdej wymianie ognia.

Q__:
jak wynika z badań i ankiet - jako druga ulubiona seria fandomu (po TNG).

Widać to i po polskim (na pewno internetowym) fandomie. DS9 bronił przez te wszystkie lata chyba tylko Seybr, a za ataki na VOY'a oberwało mi się od co najmniej kilku osób
Seybr
Użytkownik
#5 - Wysłana: 10 Wrz 2014 13:16:26
Odpowiedz 
Mav:
DS9 bronił przez te wszystkie lata chyba tylko Seybr, a za ataki na VOY'a oberwało mi się od co najmniej kilku osób

Najwidoczniej boją natury ;]. Tak serio tylko ja bronię ten serial ?
Mav
Użytkownik
#6 - Wysłana: 10 Wrz 2014 15:33:41 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Seybr:
Tak serio tylko ja bronię ten serial ?

Ty i Q, nikogo innego nie kojarzę. Natomiast o VOY'u wiele osób ciepło się wypowiadało na przestrzeni lat. Niektórzy stawiają go nawet wyżej niż TNG.
Q__
Moderator
#7 - Wysłana: 11 Wrz 2014 08:31:53
Odpowiedz 
Mav

Mav:
No ja też nie bardzo bym chciał aż tak ostrych klimatów, ale na pewno nie taką sielankę jaka była w VOY.

Zauważ jednak, że we wczesnym VOY, póki Piller pilnował porządku, tak słodko nie było - przypominano w kółko o ograniczonych zasobach, a byle Kazoni robili za wielkie zagrożenie. Potem - owszem - okazało się, że tytułowego Intrepida można uszkodzić tylko w alternatywnych liniach czasu i zrobiło się bardziej sielankowo niż w TNG.

Mav:
W TNG Enterprise latał na serwisowanie. Np. odcinek, w którym ściągali z niego jakieś cząsteczki z kadłuba, kiedy został porwany przez terrorystów. Po akcji z Borgiem w "The Best of Both Worlds" byli dłuższy czas w doku naprawczym, dzięki czemu załoga miała czas na urlop. Także problem Voyagera wynikający z braku dostępu do baz Federacji, jest jak najbardziej kanoniczny. Tym bardziej jeśli mowa o nawarstwiających się problemach po każdej wymianie ognia.

Dobra, pomińmy, że z tymi cząstkami to burak (cytowałem Kraussa) i przejdźmy do meritum. Zgadza się, że Ent-D był serwisowany, ale równie kanoniczny jest fakt, iż Constitutiony odbywały pięcioletnie samotne misje poza przestrzenią Federacji - kirkowego Entka po raz pierwszy widzimy "w serwisie" w TMP (w kolejności out-of-universe), ew. u Cawleya (w kolejności in universe), a był to już względny staroć (miał ponad 20 lat, latali nim wcześniej April i Pike; jako nówkę miałeś go w "PtA"). Także Galaxy - jak wiemy z "Conspiracy" - operują latami z dala od domu.
Nie wiemy przy tym czy jednostki GF nie mają jakichś nanotechnologicznych zdolności samonaprawy...

(Do tego można iść w naciągane teorie, że niby Intrepid bije na głowę Galaxy, bo - dajmy na to - bazował na jakimś wspaniałym know how, które zostało w pamięci Picarda po połączeniu z Borg, albo na jakimś kolejnym - odkrytym w międzyczasie - cudzie pozostałym po Slaverach...)

Mav
Seybr

Mav:
Widać to i po polskim (na pewno internetowym) fandomie. DS9 bronił przez te wszystkie lata chyba tylko Seybr, a za ataki na VOY'a oberwało mi się od co najmniej kilku osób

Seybr:
Tak serio tylko ja bronię ten serial ?

Mav:
Ty i Q, nikogo innego nie kojarzę. Natomiast o VOY'u wiele osób ciepło się wypowiadało na przestrzeni lat. Niektórzy stawiają go nawet wyżej niż TNG.

Tak po prawdzie, to w latach, gdy trafiłem na Phoenixa domiowali tu fani DS9, fani TNG byli tylko zauważalną, silną, mniejszością, a VOY bronił bodaj tylko Kazeite, więc...

(Inna sprawa, że powodzenie VOY da się łatwo pojąć. Kaśka i równościowy klimat muszą przemawiać do żeńskiej widowni, to raz. VOY zachowuje dość z klimatu TNG, by bronić się tym podobieństwem, a jednocześnie jest - zazwyczaj - mniej intelektualny, łatwiejszy dla masowego widza, to dwa. No i przywraca radosno-przygodowy aspekt TOS.)
Mav
Użytkownik
#8 - Wysłana: 11 Wrz 2014 12:37:09
Odpowiedz 
Q__:
Zgadza się, że Ent-D był serwisowany, ale równie kanoniczny jest fakt, iż Constitutiony odbywały pięcioletnie samotne misje poza przestrzenią Federacji - kirkowego Entka po raz pierwszy widzimy "w serwisie" w TMP

No to doszliśmy do ściany, każdy ma jakieś argumenty. Wszystko przez tą elastyczność Treka. Mimo wszystko problemy Voyagera powinny mieć miejsce, tak podpowiada logika, gdy mamy do czynienia z pomysłem o zagubionym okręcie. W końcu takie problemy to powinien być ten element walki o przetrwanie. Bez tego ten cały pomysł robi się bezsensu.

Q__:
Tak po prawdzie, to w latach, gdy trafiłem na Phoenixa domiowali tu fani DS9

Trzeba by było zrobić ankietę. Ale nie tylko na Phoenixie Myślę, że jednak TNG by wygrał.
Seybr
Użytkownik
#9 - Wysłana: 11 Wrz 2014 16:31:31
Odpowiedz 
Mav:
Trzeba by było zrobić ankietę. Ale nie tylko na Phoenixie Myślę, że jednak TNG by wygrał.

Trafiłem w podobnym czasie. Wydaje mi się, że było raczej ku TNG. Choć fanów DS 9 było dużo.

Co mnie wkurzało w Vou. Idiotyczne pomysły na scenariusz, jak bym widział co nie które motywy, fantasy z TOS. No i Kaska, która czekała aż statek dostanie ostro w tyłek. Widać że się nie da dogadać to salwa i heja.
Korrd
Użytkownik
#10 - Wysłana: 12 Wrz 2014 11:27:30 - Edytowany przez: Korrd
Odpowiedz 
Mav:
Natomiast o VOY'u wiele osób ciepło się wypowiadało na przestrzeni lat. Niektórzy stawiają go nawet wyżej niż TNG.

Ja jestem etatowym obrońcą Voyagera. Nawet kiedy znikam na miesiące czy lata, to w końcu zawsze wracam, aby polemizować z niesprawiedliwą krytyką tego serialu :D

EDIT

Q__:
Tak po prawdzie, to w latach, gdy trafiłem na Phoenixa domiowali tu fani DS9, fani TNG byli tylko zauważalną, silną, mniejszością, a VOY bronił bodaj tylko Kazeite, więc...

Ja tu się udzielam (chociaż sporadycznie;)) chyba od sierpnia 2006 r. (trudno to dokładnie sprawdzić, bo wtedy można było publikować posty anonimowo, bez zakładania konta), więc niewiele później. Rzeczywiście, panował tu wtedy taki militarystyczny klimat - chwalono głównie DS9 i First Contact (grrrr), TNG jakoś się trzymał, a Voyagera to nie pamiętam, żeby oprócz mnie nawet Kazeite bronił, ale mogłem tego nie wyłapać. Później chyba Delta zaczął argumentować w obronie tej serii, ale głowy nie dam.

Q__:
(Inna sprawa, że powodzenie VOY da się łatwo pojąć. Kaśka i równościowy klimat muszą przemawiać do żeńskiej widowni, to raz. VOY zachowuje dość z klimatu TNG, by bronić się tym podobieństwem, a jednocześnie jest - zazwyczaj - mniej intelektualny, łatwiejszy dla masowego widza, to dwa. No i przywraca radosno-przygodowy aspekt TOS.)

Sam jesteś mniej intelektualny
A tak na serio, moim zdaniem nie tyle serial jest mniej intelektualny, co jego forma (przez mniej toporny, a bardziej przygodowy charakter) dla niektórych niedostatecznie to uwydatnia. Q__ jesteś, oczywiście, bardzo intelektualny
Q__
Moderator
#11 - Wysłana: 12 Wrz 2014 23:21:57 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
No to doszliśmy do ściany, każdy ma jakieś argumenty. Wszystko przez tą elastyczność Treka.

Aczkolwiek zawsze możesz użyć argumentu, że TMP i TNG na podstawie których argumentujesz zgodniejsze są z wizją Roddenberry'ego...

Mav:
Mimo wszystko problemy Voyagera powinny mieć miejsce, tak podpowiada logika, gdy mamy do czynienia z pomysłem o zagubionym okręcie. W końcu takie problemy to powinien być ten element walki o przetrwanie. Bez tego ten cały pomysł robi się bezsensu.

To prawda, bez tych problemów znika cała wyjątkowość, specyfika, VOY - robi się z tego kolejna opowiastka o długoletniej misji explorera. (Klon TNG w sumie.)
Tyle, że nawet da się je uzasadnić, te kłopoty. Po pierwsze załóżmy nawet, że 7 lat Intrepid przetrwa bez trudu, ale oni nastawiali się na tych lat 70! Świadomość, że tyle czasu statek bez serwisu raczej nie przetrwa musiała im solidnie ciążyć. Ponadto statek mógł nie być przygotowany do długoletniej misji (ja wiem: nie dość wydajne replikatory czy kolektory Bussarda, nie dość wzmocniony pancerz, brak zapasów antymaterii?). Da się jednak wyjaśnić i późniejsze tych kłopotów zażegnanie: jak wiemy Kaśka zdecydowała, że należy zdecydować się na wymianę technologiczną z tubylcami. Trochę naciągane, ale jak na standardy Treka...

Seybr

Seybr:
Co mnie wkurzało w Vou. Idiotyczne pomysły na scenariusz, jak bym widział co nie które motywy, fantasy z TOS.

Faktem jest, że VOY (jak i potem ENT) potrafił nawiązywać do najmniej chlubnych elementów TOS, które - zdawało się - wyeliminowały już TNG z DS9, ale... faktem jest też, że to VOY może pochwalić się najmądrzej, najkreatywniej nawiązującym do stylistyki TOS epizodem w XXIV-wiecznym Treku, jakim jest "The Thaw".

Seybr:
No i Kaska, która czekała aż statek dostanie ostro w tyłek. Widać że się nie da dogadać to salwa i heja.

Masz na myśli tzw. Manewr Janeway, jak zwą go złośliwi? Cóż, starała się dziewczyna pokazać dobre intencje GF jak mogła, a i tak została zapamiętana jako potwór ("Living Witness" się kłania).

(Inna sprawa, że warto tu się zastanowić czy nie był to efekt jakiejś regulacji GF, pozwalającej zabijać tylko w bezpośrednim zagrożeniu życia?)

Korrd

Korrd:
Ja jestem etatowym obrońcą Voyagera. Nawet kiedy znikam na miesiące czy lata, to w końcu zawsze wracam, aby polemizować z niesprawiedliwą krytyką tego serialu :D

I zawsze jesteś mile widziany nawet gdy nie potrafisz się zdecydować co o mnie sądzisz (jak widać):
Korrd:
Sam jesteś mniej intelektualny

Korrd:
Q__ jesteś, oczywiście, bardzo intelektualny

Ba, od razu zostaniesz zapytany czy widziałeś "Prelude to Axanar"?

Korrd:
A tak na serio, moim zdaniem nie tyle serial jest mniej intelektualny, co jego forma (przez mniej toporny, a bardziej przygodowy charakter) dla niektórych niedostatecznie to uwydatnia.

I tak, i nie... Z jednej strony były tam obecne słynne Big Concepts czołowego intelektualisty wśród scenarzystów ST - Menosky'ego, z drugiej strony scenariusze czyniły często wrażenie jakichś niedopracowanych (ekipa, za sprawą B&B, się wykruszała, to i nic dziwnego), widać to nawet w tak dobrych odcinkach jak "Blink of an Eye" (najwyżej oceniany na IMDB epizod VOY) czy "Equinox". Albo weźmy słynny "Timeless" - mistrzowska reżyseria Burtona, wyśmienite (wówczas) F/X (scena przymusowego lądowania!), ale o czym to tak w sumie jest? Co nam mówi? Albo - zaznaczający początek królowania Bragi - "Scorpion"... sam lubię, ale w streszczeniu wychodzi, że to stek bzdur:
http://www.youtube.com/watch?v=1W9HCPC0jSI

Mav
Seybr
Korrd

Mav:
Trzeba by było zrobić ankietę. Ale nie tylko na Phoenixie Myślę, że jednak TNG by wygrał.

Korrd:
Rzeczywiście, panował tu wtedy taki militarystyczny klimat - chwalono głównie DS9 i First Contact (grrrr)

Zdaje mi się, że wówczas DS9 wygrałoby i na Trek.pl (starczy spojrzeć kogo Piotr ma w avatarze), ale zdaje mi się również, że łatwo to wyjaśnić - w owym czasie legalnie dało się u nas znać tylko poczatki DS9, a z Zachodu docierały tryumfalne wieści o nBSG. Wtedy więc, w obliczu mizerii ENT, która obrzydzała eksploracyjną konwencję odziedziczoną po TNG, zdawało się, że DS9 zapoczątkuje eksperymenty niosące Trekowi Borg wie jaką głębię i powagę, a Moore jawił się mesjaszem ST.
Dziś, gdy wiemy, że DS9 skończyło się mętną papką siódmego sezonu, nBSG wpadło w bełkot po dwu sezonach (podobnie skończyły w bełkocie witane wtedy entuzjazmem LOST i Heroes), a eksperyment w Treku ma oblicze Abramsa, wybór TNG (które - znów się powtórzę - wygrało w TrekSferowej ankiecie ze sporą przewagą) jawi się również formą demonstracji, ale i powrotu do tego co bezpieczne i sprawdzone.
I tylko FC się (wedle tej samej ankiety) utrzymał. Wtedy, bo robił za DS9izację TNG (Picard zachowuje się w nim jak Sisko, Troi chla jak Dax, Geordi wita idola z naiwnością godną Bashira, mundury mają znane z DS9, a Sovek mroczny jest jak Defiant, który też tam miga) i dzieło Moore'a. Dziś, bo uchodzi za najlepszy film z załogą Łysego. Choć też nie uważam, by na to zasługiwał.

(Nie sądzę jednak by pamięć o cennym i oryginalnym wkładzie DS9 w Treka miała trwale przeminąć w rodzimym fandomie.)
Korrd
Użytkownik
#12 - Wysłana: 16 Wrz 2014 10:39:57
Odpowiedz 
Q__:
Ba, od razu zostaniesz zapytany czy widziałeś "Prelude to Axanar"?

Nie. Żadnego fantreka nie widziałem (poza pilotami "New Voyages" i "Of Gods nad Men").

Q__:
Albo weźmy słynny "Timeless" - mistrzowska reżyseria Burtona, wyśmienite (wówczas) F/X (scena przymusowego lądowania!), ale o czym to tak w sumie jest? Co nam mówi? Albo - zaznaczający początek królowania Bragi - "Scorpion"... sam lubię, ale w streszczeniu wychodzi, że to stek bzdur

"Timeless" oglądałem dawno temu, ale o ile pamiętam, odcinek ten mówi nam, że jak się czegoś nie możemy doczekać i pojawia się niesprawdzone, ale szybkie rozwiązanie problemu, to lepiej trochę poczekać na coś bardziej wiarygodnego niż lecieć na łeb na szyję, żeby załatwić sprawę trochę wcześniej. Odwrócenie skutków może być potem bardzo trudne i nieść za sobą dodatkowe, mocno niepożądane konsekwencje (np. zmiana linii czasowej - czy w ogóle mieli do tego prawo ? ciekawy temat do dyskusji, z którym pozostawia nas "Timeless").
Co do "Scorpiona", to na streszczeniach bym nie polegał, lepiej oceniać odcinki samodzielne - każe streszczenie może ośmieszyć lub spłycić nawet najlepszy odcinek. W Star Treku drobiazgi bywają bardzo ważne, czasem jedna krótka scena dialogowa - która samej fabuły jako takiej wcale nie musi rozwijać - nadaje przesłanie całej historii. "Morałem" tego odcinka jest historia o skorpionie, którą opowiada Chacotay, początkowo wydająca się nieadekwatna i naiwna w swoim uproszczeniu, potem okazuje się, że aktualna nawet w tak złożonej i odległej w realiach sytuacji jaka tam miała miejsce. To streszczenie skupia się tylko na postępujących zwrotach akcji, w ogóle nie ma tego co najciekawsze, czyli wszystkich wątpliwości i sporów, które towarzyszyły podejmowanym przez Janeway decyzjom. Mało tego, nawet nie czuć coraz większego zagrożenia w jakim był Voyager i głębiej brnął w ten "sojusz" (przecież w miarę upływu odcinka cała ta sprawa coraz bardziej śmierdziała).
Zamiast czytać recenzje i oglądać streszczenia, proponuję odświeżyć sobie serial ;)

Q__:
Masz na myśli tzw. Manewr Janeway, jak zwą go złośliwi? Cóż, starała się dziewczyna pokazać dobre intencje GF jak mogła, a i tak została zapamiętana jako potwór ("Living Witness" się kłania).

(Inna sprawa, że warto tu się zastanowić czy nie był to efekt jakiejś regulacji GF, pozwalającej zabijać tylko w bezpośrednim zagrożeniu życia?)

Intencja pewnie taka była. Voyager był silniejszy od większości statków kwadrantu Delta, każdy inny sposób obrony niż strzelanie do nich było bardziej w stylu Gwiezdnej Floty (podobne sytuacje zdarzały się w TNG). Dlatego uciekali, unikali (słynne manewry uchyleniowe, znane zresztą zarówno z TNG jak i z DS9), a przede wszystkim próbowali nawiązać łączność z przeciwnikiem. Dopiero gdy osłony spadały do pewnego poziomu, otwierali ogień. Takiego postępowania bym się nie czepiał, raczej tego, że te osłony musiały spaść co najmniej do 60%, żeby Voyager stanowczo zareagował (wg mnie trochę za późno).
Q__
Moderator
#13 - Wysłana: 17 Wrz 2014 00:49:11 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Korrd

Korrd:
Nie. Żadnego fantreka nie widziałem (poza pilotami "New Voyages" i "Of Gods nad Men").

Żałuj. OGaM mimo gwiazdorskiej obsady ("PtA" ma zresztą również taką) był wyjątkowo drętwy, a z pilota NV narodziło się całkiem sporo znacznie lepszych od niego odcinków ukazujących się zarówno pod logiem NV, potem Phase II, jak i Star Trek Continues (bo postąpił podział ekipy na dwie konkurencyjne grupy, z których obie jednak potrafią dostarczać pierwszorzędnych epizodów).

Z takiej np. listy:
http://www.lolani.net/video/
jeśli już nie chcesz oglądać wszystkiego, radzę Ci zaliczyć przynajmniej "World Enough and Time" (zasłużone nominacje do Hugo i Nebuli) i "Lolani" (epizod który zapewnił STC szybki przypływ szacunku i wywołał entuzjazm Roda Roddenberry'ego). Choć w zasadzie całe serie warte są przyswojenia.

A na deser "Prelude..." właśnie. Tym bardziej, że to już de facto nie jest fanprodukcja, a robiony przez profesjonalistów film niezależny, dla którego fani wymusili niechętne błogosławieństwo CBS nawet.

Korrd:
p. zmiana linii czasowej - czy w ogóle mieli do tego prawo ? ciekawy temat do dyskusji, z którym pozostawia nas "Timeless"

No dla mnie raczej nie, bo uważam, że zwyczajnie NIE mieli (no, chyba, że efekt motyla jest przereklamowany i zmiany losu Voyagera w praktyce nic na Ziemi nie zmieniły). A nadto pojawia się pytanie dlaczego - skoro już postanowili wmieszać się - zdecydowali się interweniować w chwilę poprzedzającą moment wypadku, a nie jakąś wcześniejszą, np. podpowiedzieć coś, co pozwoli wrócić do domu bez ofiar, tuż po wydarzeniach z pilota? Zresztą... tu pojawia się dylemat Annoraxa - jeśli już mieszasz w czasie, gdzie się zatrzymasz?

Korrd:
Co do "Scorpiona", to na streszczeniach bym nie polegał, lepiej oceniać odcinki samodzielne - każe streszczenie może ośmieszyć lub spłycić nawet najlepszy odcinek. W Star Treku drobiazgi bywają bardzo ważne, czasem jedna krótka scena dialogowa - która samej fabuły jako takiej wcale nie musi rozwijać - nadaje przesłanie całej historii. "Morałem" tego odcinka jest historia o skorpionie, którą opowiada Chacotay, początkowo wydająca się nieadekwatna i naiwna w swoim uproszczeniu, potem okazuje się, że aktualna nawet w tak złożonej i odległej w realiach sytuacji jaka tam miała miejsce. To streszczenie skupia się tylko na postępujących zwrotach akcji, w ogóle nie ma tego co najciekawsze, czyli wszystkich wątpliwości i sporów, które towarzyszyły podejmowanym przez Janeway decyzjom. Mało tego, nawet nie czuć coraz większego zagrożenia w jakim był Voyager i głębiej brnął w ten "sojusz" (przecież w miarę upływu odcinka cała ta sprawa coraz bardziej śmierdziała).
Zamiast czytać recenzje i oglądać streszczenia, proponuję odświeżyć sobie serial ;)

Ja się oczywiście zgadzam z tym, że ów odcinek mocny jest aktorsko, przesłaniowo, że różne smaczki - z tytułową historyjką na czele - dodają mu głębi. Jak wspominałem: lubię go i uważam za solidną robotę. Niemniej martwi mnie, że spod tak solidnego wykonania, w jednym z najwyżej cenionych odcinków swej serii i Treka w ogóle prześwieca po poskrobaniu bzdurność struktury fabularnej. (Inna sprawa, że trudno w tym widzieć jakiś zwiastun upadku czy specyfikę VOY, bo podobny problem - solidna fabuła zbudowana wokół buraczanej historyjki - bywał normą już w TOS, podajmy tu takie przykłady jak "The Naked Time", "The Immunity Syndrome", acz tam polegało to na tym, ze czynnik bzdurny naukowo służył stworzeniu okazji do przyjrzenia się psychikom załogantów.)

Korrd:
Takiego postępowania bym się nie czepiał, raczej tego, że te osłony musiały spaść co najmniej do 60%, żeby Voyager stanowczo zareagował (wg mnie trochę za późno).

Mnie to prawdę mówiąc nie raziło w ogóle. 60% to wciąż trochę więcej niż połowa, czyli akurat właściwy moment, by uznać, ze żarty się kończą. Ta regulacja GF wydaje mi się być rozsądna.

ps. Tymczasem powtórzyłem sobie odcinek VOY, konkretnie "Critical Care" i przyznam, ze jest całkiem solidny, a przy tym stanowi powrót do TOSowej konwencji mówienia o ważkich problemach społecznych, w tym wypadku głównie o systemie opieki zdrowotnej.
Korrd
Użytkownik
#14 - Wysłana: 17 Wrz 2014 10:42:44
Odpowiedz 
Q__:
http://www.lolani.net/video/
jeśli już nie chcesz oglądać wszystkiego, radzę Ci zaliczyć przynajmniej "World Enough and Time" (zasłużone nominacje do Hugo i Nebuli) i "Lolani" (epizod który zapewnił STC szybki przypływ szacunku i wywołał entuzjazm Roda Roddenberry'ego). Choć w zasadzie całe serie warte są przyswojenia.

Czemu nie ;)

Q__:
No dla mnie raczej nie, bo uważam, że zwyczajnie NIE mieli (no, chyba, że efekt motyla jest przereklamowany i zmiany losu Voyagera w praktyce nic na Ziemi nie zmieniły). A nadto pojawia się pytanie dlaczego - skoro już postanowili wmieszać się - zdecydowali się interweniować w chwilę poprzedzającą moment wypadku, a nie jakąś wcześniejszą, np. podpowiedzieć coś, co pozwoli wrócić do domu bez ofiar, tuż po wydarzeniach z pilota? Zresztą... tu pojawia się dylemat Annoraxa - jeśli już mieszasz w czasie, gdzie się zatrzymasz?

Dlatego uważam, że jak już ktoś ingeruje w linię czasową (pomijam w tej chwili czy słusznie, czy nie) powinien tę ingerencję ograniczyć do minimum. Dlatego nie czepiam się Picarda, który na moment wyjścia z Nexusa wybrał sobie chwilę przed odpaleniem przez Sorana sondy, zamiast czasu kiedy ją konstruował. W "Timeless" widać to wyraźniej. Przez 5 lat Voyager wywarł swój wpływ na część kwadrantu Delta i kasowanie tego wszystkiego byłoby nieuprawnione, dlatego nie próbowali nawet umożliwić im powrotu tuż po pilocie. Oczywiście kasowanie katastrofy Voyagera z linii czasowej też można uznać za nieuprawnione, ale w końcu podejmowanie nielogicznych decyzji jest bardzo ... ludzkie ;)
Q__
Moderator
#15 - Wysłana: 17 Wrz 2014 11:32:22
Odpowiedz 
Korrd

Korrd:
Czemu nie ;)

Będzie mi miło, móc dyskutować o tym nie tylko z Queerbotem (bo bodaj tylko my dwaj jesteśmy z tymi seriami na bieżąco).

Korrd:
Oczywiście kasowanie katastrofy Voyagera z linii czasowej też można uznać za nieuprawnione

Tym bardziej, że jego powrót namiesza sporo w historii Ziemi. Pamiętasz fragment "De Impossibilitate..." Lema, który cytowałem*? Pytanie teraz ilu takich "Kousków" nie urodzi się np. - nie tylko w Delcie, ale i na Ziemi - bo Voyager wrócił do domu?

* http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=5&topic=1234&page=1#msg196666

Rozumiem egoistyczne przywiązanie Harry'ego i Chakotay'a (kto nie rozumie?), ale wszelkie racje są tu po stronie Geordiego.

(No, chyba, że przyjmiemy jakąś dziwaczną tezę inercji procesu dziejowego, powodującą, że Kirk trafi zawsze ma mostek Enterprise tak, wiesz do czego piję , wtedy można sobie gwałcić czas prawie do woli. Prawie, bo jednak różnice były - choćby dla kapitana Robau czy George'a Kirka, o tych wymazanych z istnienia z "Children of Time" już nie wspomnę...)
Queerbot
Użytkownik
#16 - Wysłana: 17 Wrz 2014 13:58:14
Odpowiedz 
Q__:
ps. Tymczasem powtórzyłem sobie odcinek VOY, konkretnie "Critical Care" i przyznam, ze jest całkiem solidny, a przy tym stanowi powrót do TOSowej konwencji mówienia o ważkich problemach społecznych, w tym wypadku głównie o systemie opieki zdrowotnej.

Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że odcinki VOY wydają się niezłe w kontekście ENT i beztreściowych filmów Abramsa. Co prawda VOY oglądałem tylko raz, ale mam wrażenie, że głównie były tam jakieś rodzynki w całym morzu odcinków kiepskich.
Q__
Moderator
#17 - Wysłana: 17 Wrz 2014 14:06:17 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Queerbot

Queerbot:
w kontekście ENT

ENT miał parę b. solidnych założeń i parę dennych, i w tym rozkroku padł na pysk.
Przy tym i estetykę miał jakąś taką dziwaczną - ni to Trek, ni to klimaty NASA, bez wyrazu jakieś toto. Nie jestem szczególnym estetą, ani wzrokowcem, a patrząc na ENT odczuwam wizualną przykrość. (A przecież da się łączyć te estetyki, dowodem TMP...)

Na tym tle w istocie łatwo...

(Inna rzecz, że ja nie do końca mam wrażenie, że VOY miał zazwyczaj słabe odcinki, bardziej, że mimo ogólnie dość solidnego poziomu brakło w nim wyrazistych arcydzieł na miarę tych najwybitniejszych epizodów TOS/TNG/DS9. Wcześniejsze serie miały wyraźne wzloty i upadki, z czego wzloty pamiętało się naprawdę długo, on bardziej oscylował na poziomie średnizny, nawet dość solidnej w sumie*, acz urozmaiconej żenującymi kfiatkami Bragi. I przez to był dość monotonny**.)

* na EAS ma np. najwyższą średnią ocen odcinków z całego ST

** ze dwa/trzy odcinki wybrane z NV/P2 i STC bardziej już zapadają w pamięć niż to, co dostaliśmy w VOY

Queerbot:
ale mam wrażenie, że głównie były tam jakieś rodzynki w całym morzu odcinków kiepskich.

Ja sobie - z braku laku - robię powtórki (częściej z VOY i ENT ostatnio, bo starsze, lepsze, serie bardziej jakoś pamiętam). Ciebie - i nie tylko Ciebie - chyba też do nich będę zachęcał. (Bo co innego - poza fanprodukcjami - na dziś zostaje?)
Queerbot
Użytkownik
#18 - Wysłana: 17 Wrz 2014 14:10:18
Odpowiedz 
Q__:
ENT miał parę b. solidnych założeń i parę dennych, i w tym rozkroku padł na pysk.
Przy tym i estetykę miał jakąś taką dziwaczną - ni to Trek, ni to klimaty NASA, bez wyrazu jakieś toto. Nie jestem szczególnym estetą, ani wzrokowcem, a patrząc na ENT odczuwam wizualną przykrość. (A przecież da się łączyć te estetyki, dowodem TMP...)

Chodzi też o to wrażenie estetyczne, bo mnie np Enterprise w ENT kojarzył się z łodzią podwodną, a jakoś mi to do Treka nie pasowało. Pasowało doskonale w nBSG, ale tutaj... coś nie grało. Przyzwyczailiśmy się do bardzo reprezentacyjnych, "świetlanych" okrętów, które symbolizowały i ucieleśniały postęp, nadzieję, lepsze jutro i różne ludzkie cnoty.

Tak swoją drogą też jestem ciekawy, Korrd, co powiesz o fanprodukcjach.
Q__
Moderator
#19 - Wysłana: 17 Wrz 2014 14:16:37 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Queerbot

Queerbot:
Pasowało doskonale w nBSG, ale tutaj... coś nie grało.

Swoją drogą zabawne, bo mnie np. mostek z nBSG na etapie ENT by w Treku pasował, a ten jaki w ENT dostaliśmy już nie (podobnie zresztą nie rażą mnie absolutnie estetyki Kelvin sequence - może poza tymi przydługimi korytarzami - i Axanaru, tą drugą uważam wręcz na najlepszą w Treku po TMP, gdzieś na równi z TNG*). Trudno przełożyć te subiektywne wrażenia na sensowną argumentację, ale wiem, że ENT nakręcony w stylistyce ery Robau i Gartha bylby dla mnie znacznie strawniejszy, nawet gdyby zawierał te same głupoty.

* z tych dwu każda ma swoje przewagi i minusy...
Queerbot
Użytkownik
#20 - Wysłana: 17 Wrz 2014 14:21:06
Odpowiedz 
Q__:
mostek z nBSG na etapie ENT by w Treku pasował

Mostek z nBSG był przede wszystkim o wiele sensowniejszy od większości mostków w Treku Odnosi się wrażenie, że jest prawdziwym centrum dowodzenia, w którym każdy coś robi i do czegoś te wszystkie urządzenia tam są. Mostki trekowe tak swoją drogą zupełnie to dla mnie takie kluby kanapowe
Q__
Moderator
#21 - Wysłana: 17 Wrz 2014 14:23:47 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Queerbot

Queerbot:
Mostek z nBSG był przede wszystkim o wiele sensowniejszy od większości mostków w Treku

No, nie przesadzaj. Mostek z TNG został swego czasu uznamy przez US Navy za ideał funkcjonalności, jak pisałem, no i...:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=3&topic=2983&page=1#msg269868
Queerbot
Użytkownik
#22 - Wysłana: 17 Wrz 2014 14:28:55
Odpowiedz 
Q__:
No, nie przesadzaj. Mostek z TNG został swego czasu uznamy przez US Navy za ideał funkcjonalności, jak pisałem, no i...:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=3&topic=2983&page=1#msg269868

No nie wiem, one świetnie wyglądają na ekranie, bo widać doskonale całą załogę. Czy by się sprawdziły - trzeba by to było sprawdzić w akcji
Q__
Moderator
#23 - Wysłana: 17 Wrz 2014 18:46:19 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Queerbot

Queerbot:
Czy by się sprawdziły - trzeba by to było sprawdzić w akcji

Przecież to widzieliśmy, w tylu odcinkach TNG .

ps. Parę słów o "Critical Care"...

Cóż, zaczyna się od tego, że Doctor budzi się do życia (tj. zostaje włączony) - wewnątrz czegoś co przypomina uboższą wersję Cloud City z SW i stwierdza, ze jest obiektem transakcji handlowej między dwoma dość podejrzanymi Obcymi jegomościami, z których jeden jest handlarzem, a drugi mimo wyglądu paskudnego biurokraty, najwyraźniej szefem placówki medycznej*. Początkowo protestuje i odmawia współpracy, ale zaprogramowany mu imperatyw ratowania życia powoduje, że wręcz rzuca się do pomocy pacjentom.
Z czasem dostosowuje się do życia w niewoli (nie tracąc jednak nadziei, że zostanie odnaleziony i wróci na pokład Voyagera) i uczy się reguł miejsca, w które trafił, a my wraz z nim. Poznaje takie osoby jak pochodzący z nizin tego społeczeństwa - bo okazuje się być ono dysponującym ograniczonymi surowcami i w efekcie bezwzględno-elitarystycznym - młody pacjent Tebbis, kierujący poziomem czerwonym (czyli "dla plebsu") tegoż latającego szpitala pełen dobrych chęci, acz nie mający odwagi przeciwstawiać się bezwzględnym społecznym regułom doktor Voje (zabawne zresztą, że na różnych światach mamy identyczną medyczną tytulaturę), jego odpowiednik z poziomu błękitnego ("dla elit") - będący nadętym snobem i konformistą, przynajmniej na pierwszy rzut oka, doktor Dysek i - oczywiście wspomniany biurokrata, pochodzący wyraźnie z innej planety, a tu wynajęty do pracy, Chellick.
Poznaje też reguły rządzące szpitalem - tym z nizin skąpi się leków niezbędnych dla ratowania życia, podczas gdy uznanym za najprzydatniejszych społeczeństwu - decyzjami komputerowego Allokatora, którymi zasłania się Chellick - podaje się je nawet w ramach profilaktyki.
Początkowo kierowany współczuciem dla Tebbisa EMH podkrada lek niezbędny dla ratowania go i wciąga Voje do współpracy, potem uświadomiony przez tego ostatniego że potrzebujących jest znacznie więcej zaczyna wraz z nim i zdrowiejącym Tebbisem sabotować system na sporą skalę zamawiając leki z poziomu niebieskiego i rozdając je na czerwonym (odkrywa przy okazji, że Allokator rozdysponowuje lekarstwa na b. prymitywnej zasadzie, wg zgłaszanego popytu, o czym uświadamia Dyseka i jego do spisku musząc wciągnąć).
Prawda jednak wychodzi na jaw, za co najstraszniejszą cenę płaci Tebbis, który umiera w tajemniczych okolicznościach, ponoć w wyniku drugiego ataku choroby, na którą tym razem nie dostał lekarstwa "bo wykorzystał swój lmit". Zarządca szpitala decyduje o odesłaniu pacjentów z poziomu czerwonego "nadprogramowo" leczonych przez Voje i EMH do domów, choć oznacza to dla sporej części z nich pewną śmierć, a EMH sprzęga z systemem Allokatora, co czyni jego niewolę jawną i dotkliwą (pojawia się, gdzie mu system pozwoli), informuje go też, że tak bezwzględny system medyczny służy też - z powodu wspomnianych ograniczeń zasobów - cichemu pozbywaniu się mniej przydatnych dla społeczeństwa.
Doctor nie poddaje się jednak i - hackując z lekka system Allokatora - nie tylko z pomocą Voje odzyskuje swój holoemiter, ale i obezwładnia samego Chellicka, wstrzykuje mu śmiertelną - bez leczenia - chorobę wraz z próbką krwi Tebbisa (by Allokator widział odtąd w nieszczęsnym biurokracie pacjenta poziomu czerwonego), chcąc zmusić go szantażem do sprawiedliwszej dystrybucji leków. Zyskuje w tym wsparcie Voje, a także - ku zdziwieniu ich obu - Dyseka, który zrozumiał jak działał tamtejszy system medyczny.

Tymczasem Harry i Tom , którzy udali się do ambulatorium leczyć obrażenia po holodeckowym meczu hokeja, odkrywają, że EMH został skradziony/porwany, o czym informują Janeway i resztę oficerów. Szybko udaj się ustalić, że prawdopodobnym podejrzanym jest handlarz o imieniu Gar - w istocie, to on sprzedał Doctora Chellickowi - który trafił do ambulatorium, po tym jak prawdopodobnie zatruł się, nieodpowiednią dla jego gatunku, jedną z sałatek Neelixa. Kaśka decyduje o ruszeniu w pościg. Po drodze trafia na kolejne ofiary Gara - osobnika, od którego ukradł iryd, sprzedany potem załodze Voyagera, innego, któremu uwiódł żonę, wreszcie ową niewierną małżonkę (przed którą Janeway musi grać kochankę... Tuvoka, by nie uznała, że szuka Gara z pobudek... bardziej osobistych ). W końcu udaje się złapać złodzieja, który jednak wszystkiemu zaprzecza i nie jest pewne czy Tuvok zdoła go zastraszyć (choć wspomina o mind meldzie). Z pomocą przychodzi jednak Neelix - w tym odcinku nawet go lubiłem - który ustaliwszy co też konkretnie zaszkodziło nieuczciwemu handlarzynie, niby przypadkiem częstuje go - więzień ma przecież prawo do posiłków - sałatką zawierającą więcej tej samej przyprawy, wywołując u niego niegroźne, ale b. bolesne zatrucie, które uleczyć może tylko EMH. Gar okazuje się więc w końcu nad wyraz chętny do współpracy i załoga Voyagera odnajduje Doctora, akurat w momencie, gdy ten zastrasza Chellicka.

Tu trzeba przyznać, że odcinek, choć bogaty interpretacyjnie (widać w nim atak na gloryfikujący nierówności kapitalizm, elitaryzm i amerykański, acz nie tylko amerykański, w Polsce widuje się podobne rzeczy, system medyczny, ale też można doszukać się alegorii "medycyny" nazistowskiej i jej patologii czy socjalistycznego/komunistycznego zbiurokratyzowania i bezwzględnego podporządkowywania jednostek dobru społecznemu), cokolwiek zawodzi. Nie dowiadujemy się do końca jak wyglądała sytuacja ekonomiczna tej planety, jakie istniały alternatywy dla pomysłów Chellicka, w jakim stopniu jego działania były naprawdę podyktowane okolicznościami, czy przylot - i odlot - Voyagera zmieni cokolwiek na plus, czy też działania EMH, choć płynące z najzacniejszych pobudek, pogorszą docelowo sytuację. Zamiast tego dostajemy emocjonalną - skuteczną, przyznać trzeba, bo pokazującą indywidualne cierpienie ofiar systemu - agitkę i głos moralnego sprzeciwu, który może nawet przez ów brak socjologicznych szczegółów głośniej wybrzmiewa. Owo jednoznaczne powiedzenie, że pewne rzeczy są złe, niezależnie od stojących za nimi racji, przypomnienie o powinnościach zawodu lekarskiego i wezwanie do niezgody na pragmatyczną bezwzględność w obliczu cierpienia (takie proste i dobitne: "te rozwiązania są złe, szukajcie lepszych!", tyleż pod adresem napotkanych Obcych, co widowni) jest także nie do pogardzenia, ba, kontynuuje najchlubniejsze tradycje TOS.

Bezwzględnie dobra jest za to finalna scenka, w której EMH domaga się od Seven dokładnej diagnostyki, uznając swoją skłonność do brutalnych działań wobec Chellicka za defekt programu, dowiaduje się jednak, że jego kod jest nienaruszony, czyli podjął taką decyzję sam z siebie, moralnie bynajmniej nie rozregulowany. Jest to dlań - wraz z poprzedzającymi działaniami, które podejmował - kolejna ważna lekcja człowieczeństwa (z której zresztą wynika kolejny morał. że przemoc w słusznej sprawie bywa czasem wskazana).

Podsumowując plusy (silny moralny wydźwięk, poruszenie istotnych problemów) i minusy (stawianie postulatów raczej, niż proponowanie rozwiązań) waham się między 3, a 4 w skali Jammera uznając w/w epizod za raczej ważny niż b. dobry. Niemniej ogląda się go b. dobrze.

(Aha: CGI są na wysokim - jak na swoje lata - poziomie, ale nie podobały mi się. Stylistyka tego kosmicznego szpitala antycypuje najmniej Trekowe elementy stylu Abramsverse).

* Oglądając VOY po kolei odczuwałoby się zapewne poirytowanie - "kolejna historia z porwanym Doktorkiem", urokiem powtarzania sobie po latach, indywidualnie, historii, których się praktycznie nie pamięta, jest to, że można odbierać je świeżym okiem, nie zawracając sobie głowy schematami, ani - rodzącą buraki (bo brak zabezpieczeń ratujących tak ważnego załoganta przed nieprzyjemnościami tego typu, odkąd został porwany i odbity po raz pierwszy, jawi się już nie burakiem nawet - tym był już wcześniej - ale arcyburakiem) - continuity...

Inni o odcinku:
http://www.jammersreviews.com/st-voy/s7/critical.p hp
http://www.kethinov.com/startrekepisodes.php?serie s=4&season=7&epnumber=5
http://www.cynicscorner.org/voy_7/voy_705.html
http://siskoid.blogspot.com/2008/08/star-trek-610- critical-care.html
http://www.trekmate.org.uk/star-trek-voyager-exami ning-critical-care-by-tanya-gujral/
Q__
Moderator
#24 - Wysłana: 18 Wrz 2014 22:51:20 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Kolejna dyskusja na temat Why do so many Trekkers hate "Star Trek: Voyager" so much?
http://boards.straightdope.com/sdmb/showthread.php ?t=136307
(W poście założycielskim ciekawe wyliczenie podobieństw między tytułowym serialem, a ENT*.)

* cytuję:

"- Both series have a female alien who, for no apparent reason, walks around in skin-tight bodysuits that emphasize her larger-than-average breasts; T'Pau in Enterprise, Seven of Nine in Voyager.

- Both are about the crews of small ships alone and on their own, physically, psychologically, or both.

- The actual make-up of the crews. Both ships have captains who are (relatively) young and have never done any deep-space exploration. Both have a young Asian person and a Vulcan serving on the bridge, although the genders are reversed.

- The Federation and Starfleet are non-entities in both shows. They either have yet to be created or are a lifetime of travel away.

All of the above are the exact opposite of the state of things for ST:TNG."



Tymczasem załoga VOY powraca w STO:

http://www.trektoday.com/content/2014/09/star-trek -online-adds-more-voyager-actors/#more-36221
http://www.arcgames.com/en/games/star-trek-online/ news/detail/7003173-the-voyager-crew-returns!
Q__
Moderator
#25 - Wysłana: 17 Paź 2015 14:55:43
Odpowiedz 
Taka ciekawostka - niedawno napatoczyłem się na tekst, który dawno temu wrzucałem na forum, ale - cóż - zapomniałem o nim - a tam, ponownie, znalazłem słowa:

"When he conceived of Star Trek: The Next Generation back in 1986 (it was actually an offshoot of Star Trek Phase II), Roddenberry came up with a rulebook that is only talked about. First and foremost was that the Galaxy-class starships were rare—five in total—and that the backbone of the UFP's defenses would be its alliance with the Klingons (who would go to warlike berserkers if need be), the thousand or so Excelsior-class starships, and the incredibly crafty and creative Starfleet that could quickly resolve most "war" issues through diplomacy.

And that was the cornerstone of his vision for The Next Generation—that, in the future, the Federation would be so incredibly creative and dedicated to peace that this dedication would result in a society where diplomacy was always the factor that saved the day. Thus, crews dedicated to peace, science, and exploration would always find a diplomatic method of "saving the day."

Not all ships—in Roddenberry's vision—would have families. If you look at the early interior drafts of the Galaxy-class ships, you'll see his vision /.../ was for the Galaxy-class ships to be "city ships" that were the pinnacle of the UFP's "flag" and would always put such a positive foot forward that few would attack them, and when or if it did happen, then the crews of these ships would be so talented, that they could always weasel their way out without much of a fight.

He wanted the ships to be staffed with—essentially—a utopian crew who never fought and who always worked in perfect harmony. The drama would always be provided by external stimuli. The crew would resolve these issues through passion, intelligence, and teamwork."


Przyjmując, że są o prawdziwe informacje wypadnie uznać, że - jeśli Intrepid miał być swego rodzaju Galaxy-miniaturką - jego względna niezniszczalność (skoro Galaxy to samowystarczalne miasto, on może być miasteczkiem) i łatwość budowania sojuszy przez załogę ("The Void") dowodzą, że VOY był - w warstwie ideowej - bardziej roddenberry'owski niż by się zdawało...

(A przy okazji dowiadujemy się dlaczego w "The Neutral Zone" pojawili się Klingoni oraz jakie jednostki stanowią szkielet sił obronnych Floty - a przynajmniej stanowiły przed Wolf 359 i/lub przed Dominion War.))
Q__
Moderator
#26 - Wysłana: 27 Lut 2016 12:59:20
Odpowiedz 
Z tekstu na blogu SKoST dowiedziałem się dziś, że pierwotnym/jednym z pierwotnych wyborów na kapitana Voyagera był (tak, był, nie była) Nigel Havers. Inne źródła to potwierdzają:
https://groups.google.com/forum/#!topic/rec.arts.s tartrek.current/aO446SmoxqY
http://www.warpedfactor.com/2014/09/10-things-you- might-not-know-about-star.html

Szerzej o aktorze:
http://en.wikipedia.org/wiki/Nigel_Havers
http://www.imdb.com/name/nm0369814/

Cóż, może to i dobry aktor - a przy tym arystokrata - ale chyba po raz pierwszy szczerze ucieszyłem się z posadzenia w kapitańskim fotelu Mulgrew. Bo mielibyśmy (+/-) Picarda-bis, a tak dostaliśmy zupełnie inną, oryginalną, postać...*

* Tak, Seybr, trochę rozumiem Twoją majnsajtowo-commentową radość z powodu Brooksa...
Q__
Moderator
#27 - Wysłana: 23 Gru 2016 07:04:54
Odpowiedz 
Słynne alternatywna wersja zakończenia VOY w zachodnim fandomie często uważana za lepszą od "Endgame" (acz pewnie nie wszystkim Forumowiczom zasmakuje wątek Seven/Janeway):
http://users.eastlink.ca/~ginadartt/JBSeries/Seaso n4/jb40quadrants.htm
Q__
Moderator
#28 - Wysłana: 6 Lut 2017 00:28:44
Odpowiedz 
Kolejna voyagerowa alternatywa - co by było gdyby obie załogi wylądowały na pokładzie chakotay'owego statku Val Jean?
https://www.trekbbs.com/threads/what-if-the-val-je an-had-been-the-ship-to-lead-the-series.286096/
Jak sądzicie?
Q__
Moderator
#29 - Wysłana: 20 Mar 2017 13:06:27 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
W EASowej recenzji odcinka "Favorite Son" wyczytałem właśnie:

"In the original script Harry would have really been an alien and would quite possibly have kept the spots on his face for the rest of the series. Reading about it at Memory Alpha, it seems that some of the cast and crew, such as Jeri Taylor and Garrett Wang, would have preferred the original idea."

Jak sądzicie: czy zrobienie Harry'ego Obcym byłoby dla fabuły VOY zmianą na plus? na minus? czy może nic by realnie nie zmieniło?

I czy Wam też to strasznie (późniejszym) retconem wątku Sisko pachnie?

EDIT:
I jeszcze jedna znana VOYagerowa alternatywa, dalece mniej serio:
http://www.youtube.com/watch?v=tPzM0GPIq_s
 
USS Phoenix forum / Star Trek / Historie alternatywne VOY, czyli mogło być tylko lepiej

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!