USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / Star Trek - cukierkowy?
 Strona:  1  2  »» 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#1 - Wysłana: 15 Wrz 2013 16:59:59 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Często narzeka się na "cukierkowość" ST, zwł. TNG, ale czy w Treku naprawdę panuje-i-miała-panować cukierkowość? Mam wątpliwości...

Zobaczmy... TOS: tragedia Deckera i jego załogi, sytuacja bez prostych wyjść w "The City on the Edge of Forever" (wrócimy jeszcze do tego), wyścig zbrojeń jako jedyne rozwiązanie w "A Private Little War" (zauważmy przy tym, że scenariusz pisał sam Roddenberry!), zbrodniarz Kodos (człowiek UFP przecież), romulański dowódca wybierający śmierć z braku lepszych wyjść w "Balance of Terror", wątpiący w sens kosmonautyki Tormolen, kapitan Pike na wózku inwalidzkim, któremu lepiej będzie w świecie iluzji. Do tego dochodzą elementy antywolkańskiego rasizmu/uprzedzenia, ponosząca czasem Kirka niechęć - wręcz nienawiść - do Klingonów i mniej-lub-bardziej dyskretny powiew seksizmu.
Dalej... TMP - słynna krzepiąca historia kontaktowa z happy endem. Policzmy jednak ile trupów padło po drodze do owego szczęśliwego zakończenia (a potem doliczmy zabitych po obu stronach z "The Devil in the Dark" i tamariańskiego kapitana z TNG "Darmok").
Teraz TNG... Seria ta uchodzi często za kwintesencję trekowego przesłodzenia. Owszem, przesadnie bezkrwawe - jak na swe założenia fabularne - historie typu (i tak znakomitego zresztą) "11001001" zdają się to potwierdzać, ale... w tym samym TNG słyszymy wzmianki o potwornych warunkach w jakich dorastała Tasha, widzimy fatalne skutki federacyjnej dyplomacji ("Too Short a Season"), sytuacje, z których jedynym wyjściem jest zbrojna konfrontacja ("Conspiracy"), Picarda manipulującego Rikerem (obejrzyjcie uważnie początek "A Matter of Honor"), groźbę niewolnictwa wiszącą nad androidami, konieczność wysłania ludzi na pewną śmierć (a choćby "Yesterday's Enterprise"), sytuację gdzie załodze pozostaje... wycofać się (odcinek "First Contact"), wreszcie słynną masakrę pod Wolf 359, a to wszystko w czasach Roddenberry'ego. (We wspomnianej gdzie indziej szarej strefie odcinków, na które G.R. miał jeszcze - najprawdopodobniej - jakiś wpływ dochodzi do tego wywołany młodzieńczą brawurą wypadek i będące jego konsekwencją kłamstwa przed sadem w "The First Duty", czy zagłada całej cywilizacji - nic to, ze poetycko przedstawiona - w "The Inner Light".)
Nie koniec na tym: Roddenberry, jak wiadomo, usiłował przeforsować realizację TOSowej pełnometrażówki, w której okaże się, że jedynym wyjściem z temporalnego chaosu jest to, by... Spock zastrzelił Kenneddy'ego (pewne elementy tego scenariusza trafiły do "The City..." inne do ST IV). (Przyznajmy, na tle tego scenariusza "In the Pale Moonlight" jawi się niewinną bajeczką.)
Czy po Roddenberry'm jest inaczej? Niekoniecznie.
Meyer z Bennettem, jak wiadomo, wprowadzali militaryzm w GF i prezentowali z lubością ciemne strony UFP (wystarczy uważnie obejrzeć trójkę i szóstkę). Ne będę rozwijał, bo sprawa jest powszechnie znana...
Dalej... DS9 (i przygotowanie pod nie gruntu w końcówce TNG). Niby wiadomo: terroryzm, atmosfera paranoi z powodu Zmiennych, wreszcie: wojna. Kojarzy się to z nazwiskami Behra i Moore'a (to Moore w końcu napisał mroczniejsze odcinki TNG jak "The Pegasus" czy "Journey's End"). Słusznie, jednak zauważmy, że zaczęło się to jeszcze pod rządami Pillera, bodaj najwierniejszego spadkobiercy Roddenberry'ego. To Piller zaakceptował w/w scenariusze RDM'a, to za Pillera powstał pozbawiony w sumie happy endu TNG "Lower Decks", to Piller wykreował - od początku mroczne - DS9 (kto niby był scenarzystą "Emissary"?), to za rządów Pillera powstał "Duet" (jeden z większych dramatów wśród epizodów Treka, dla biednego Marritzy nie było dobrego rozwiazania) i inne odcinki pokazujące konsekwencje cardassiańskich rządów na Bajor (ludobójcza okupacja - w istocie przesłodzony temat), to Trek pod jego kierownictwem pokazał nam bunt Maquis i nowszą wersję Mirror Universe, w którym jedyne co może dać tubylcom kontakt z bohaterami z "właściwej" linii czasu, to wybór godnej śmierci (w walce) w miejsce niegodnego życia.
Pamiętajmy też dlaczego Piller - kojarzony, nie wiedzieć czemu, głównie z przesłodzonym i niemądrym INS - odszedł z ekipy VOY: tak, dlatego, że Berman nie pozwolił mu wymyślić dla Seski zasłużonego, odpowiednio krwawego, końca.
Zdecydowanie...gołabki G.R. i M.P. zaiste pragnęły słodyczy w Treku.
Moore, z kolei: wiadomo, wprowadzał mrok gdzie tylko mógł (i gdzie nie mógł), a jego autorska wariacja na temat VOY wypączkowała w ponurą nBSG. (Tego tematu też chyba nie trzeba rozwijać.)
Jak wygląda świat w Abramsverse (i, że jak Ameryka za Busha) też wszyscy wiemy. (Abramsverse to zresztą tylko jeden z wielu wszechświatów alternatywnych, a te bywają paskudne - o MU była już mowa, wymieńmy jeszcze ten pokazany w "Parallels", w którym Borg zniszczył UFP.)
Do tego dochodzi AND... Czy tam ją pisał Roddenberry, czy Wolfe, imprimatur klanu Roddenberrych dostała, a wszak miała pokazywać upadek UFP, zdradę Wolkan i dokonywane przez Klingonów masakry.
Im dłużej analizujemy, tym bardziej widać, że cukierkowości* w Treku życzył sobie bodaj tylko Rick Berman... i tu można zadać sobie pytanie czy aby nie przez to VOY i ENT wyszły mu, jakie wyszły...

* pojmowanej zresztą nie tyle jako unikanie trudnych pytań, ile jako fabularne prześlizgiwanie się nad nimi...

Co sądzicie na ten temat?

ps. Oczywiście, Trek zawsze był summa summarum pozytywną wizją przyszłości, i taka miał być od początku. Oczywiście, Trek lubił moralizować, nieraz b. nachalnie, nawet w samym środku DS9owskiej wojenki. Oczywiście, bohaterowie wykreowani przez Roddenberry'ego wypadają b. korzystnie na tle statystycznego człowieka XX(I) wieku (tak jak i człowiek nam współczesny na tle średniowiecznego zbója... czy rycerza, co nazbyt często na jedno wychodziło), ale bez przesady.
Eviva
Użytkownik
#2 - Wysłana: 15 Wrz 2013 17:36:40
Odpowiedz 
Są ludzie, którzy uważają za cukierkowy każdy film, gdzie krew nie leje się całymi kubłami i nie słychac chrzęstu łamanych kości co pięć minut. Jak dla mnie ST wcale nie jest cukierkowy, jedynie nie epatuje okrucieństwem na wizji. Jakby prześledzić nawet TOS od pierwszego odcinka, to tam roi się, że tak powiem, od trupów, choć raczej o nich słyszymy niż je widzimy. Problemy, na jakie natykają się Kirk et consortes, są bardzo poważne, nawet tragiczne. To samo dotyczy TNG i ludzi Łysego, to jasne dla każdego kto uważnie oglądał.
Q__
Moderator
#3 - Wysłana: 15 Wrz 2013 18:04:32 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Eviva

Eviva:
Jakby prześledzić nawet TOS od pierwszego odcinka, to tam roi się, że tak powiem, od trupów, choć raczej o nich słyszymy niż je widzimy. Problemy, na jakie natykają się Kirk et consortes, są bardzo poważne, nawet tragiczne. To samo dotyczy TNG i ludzi Łysego, to jasne dla każdego kto uważnie oglądał.

Oczywiście. Mnie jednak chodzi i o to, że gdy Berman, w swym powierzchownym rozumieniu Treka, postanowił z ST te podskórne dramaty powypłukiwać, zrobiło się bardzo nijako.
Natomiast kwintesencją smakowitości TNG jest "The Inner Light" - mistrzostwo, sielanka podszyta hekatombą. I tu słusznie mówisz o uważnym oglądaniu (acz dorzuciłbym do niego zdolność zrozumienia tego co na ekranie i wyobrażenia sobie tego o czym mowa). Wszak nie chcący dłużej żyć komodor Decker, wygłaszający samooskarżycielskie monologi w/w Marritza czy wijący się w sądzie jak piskorz Wesley i siedzący na widowni niepogodzony jeszcze ze stratą komandor porucznik Albert wsłuchany w każde jego słowo zrozumiali są tylko dla tych, którzy na podstawie ich zachowań, ba! nawet min potrafią zwizualizować sobie całe tło wydarzeń (odpowiednio: tragedię załogi USS Constellation, cardassiański obóz Gallitep i panujące w nim warunki czy wypadek Joshui Alberta).

(Nawiasem mówiąc: Abrams może liczyć na moją okazjonalną obronę za przywrócenie tradycji owych kameralnych dramatów wątkiem śmierci kapitana Robau.)

ps. Fani kontynuują roddenberry'owskie tradycje. Zobaczmy co mamy w NV: a to umiera alternatywny Chekov, a to musi zostać poświęcone życie Alany Sulu, a to Alex Freeman ginie nie doczekawszy się zostania Alexem Freemanem-Kirkiem. A - uchodzące za przesłodzone - HF z kontynuacjami? Toż Ro Nevin i Corey Aster by wziąć w końcu upragniony ślub muszą przejść więcej niż niejedna heteroseksualna supercouple z wenezuelskiej opery mydlanej. Czegoż los-w-postaci-scenarzystów nie fundnął tym chłopakom: wojny, zaginięcia w akcji, zaburzenia psychiczne, rozpacz, depresja...
Zaiste, sama słodycz...
Mav
Użytkownik
#4 - Wysłana: 16 Wrz 2013 12:42:44 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Oczywiście, że nie jest cukierkowy... TNG, tak mylnie uważany za najbardziej przesłodzonego także wcale nim nie jest. Tam potrafi na początku odcinka eksplodować cały okręt klasy Galaxy! Do końca odcinka nie mogłem przestać o tym myśleć. Kilka tysięcy ludzi, rodziny, dzieci na pokładzie... Przykłady można mnożyć

Jednak co najbardziej ciekawe, także ludzie nie są cukierkowi, oj nie są. Szaleni i niemili admirałowie, jak np. pewna złośliwa, wredna pani, która jak sama powiedziała zniszczyła mnóstwo ludzi i zabrała się także za Picada. Wspomniany przez Ciebie incydent z Datą, którego chciano wręcz zmusić siła do opuszczenia Enterprise. Można przykłady ciągnąć godzinami.

Star Trek nie jest cukierkowy. Terroryzm, wojny, niewolnictwo, przemoc, niesprawiedliwość, ciągłe zagrożenie globalnym konfliktem, to chleb powszedni w świecie ST.
Q__
Moderator
#5 - Wysłana: 16 Wrz 2013 21:04:00 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Terroryzm, wojny, niewolnictwo, przemoc, niesprawiedliwość, ciągłe zagrożenie globalnym konfliktem, to chleb powszedni w świecie ST.

Za chwilę dojdziemy do wniosku, że jednak w naszym XXI wieku jest lepiej...

EDIT:
a jednak są tacy, co upierają się, że Trek to utopia:
http://muse.jhu.edu/journals/film_and_history/summ ary/v024/24.1-2.braine.html
http://jci.sagepub.com/content/early/2011/06/10/01 96859911410317.abstract
Mav
Użytkownik
#6 - Wysłana: 17 Wrz 2013 13:51:44 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Za chwilę dojdziemy do wniosku, że jednak w naszym XXI wieku jest lepiej...

Tak samo Star Trek to taka Ziemia w galaktyce. Federacja to Unia Europejska, USA, te wszystkie najbardziej cywilizowane i rozwinięte kraję. Z najwyższą jakością, komfortem życia i z dostępem do technologii. Korea Północna jako większa frakcja zagrażająca Federacji (kartazjanie na przykład), terroryści z bliskiego wschodu (Sulibianie, Zmienni), Afrykańskie wioski jako te pre-warpowe cywilizacje, Rosjanie to mogą być Klingoni itd. Mamy tez ostatnio Somalijskich piratów, za którymi goni GF Star Trek to Ziemia w kosmosie
Q__
Moderator
#7 - Wysłana: 17 Wrz 2013 18:33:35
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Star Trek to Ziemia w kosmosie

Śmiem zauważyć, ze Ziemia znajduje się w kosmosie od początku swego istnienia...
Mav
Użytkownik
#8 - Wysłana: 17 Wrz 2013 19:10:12
Odpowiedz 
Q__:
Śmiem zauważyć, ze Ziemia znajduje się w kosmosie od początku swego istnienia...

Wiadomo o co chodzi, po co się czepiać słówek Zresztą jakby to ująć odpowiednia z sensem?
Queerbot
Użytkownik
#9 - Wysłana: 1 Mar 2014 16:53:58
Odpowiedz 
Q__:
Często narzeka się na "cukierkowość" ST, zwł. TNG, ale czy w Treku naprawdę panuje-i-miała-panować cukierkowość? Mam wątpliwości...

Może te głosy biorą się z pastelowego wystroju TOS i bardzo pacyfistycznego wydźwięku wielu odcinków TNG.

Myślę, że w TNG dość dobrze to zbilansowano - jest pewna przestrzeń realizowania ideałów i jest przestrzeń cienia. Ideały - chociaż podważane przez rysy, zazwyczaj jednak zwyciężają. Dodatkowo ta ciemna strona ludzi, pokazana czasem nawet brutalnie, zrealizowana jest inteligentnie i bez epatowania obrzydliwością (nie ma tam takiego "onanizmu" przemocowego jak w "Pile" i tym podobnych produkcjach lat 2000+), dzięki czemu serial ten mógł być oglądany przez dzieci i dorosłych i cieszył się tak wielką popularnością. DS9 jest smutne i niby dobro zwycięża, ale zwycięża na niby, często kosztem wyrzeczenia się człowieczeństwa i ideałów.
Q__
Moderator
#10 - Wysłana: 1 Mar 2014 21:55:58
Odpowiedz 
Queerbot

W sumie o opozycji TNG/DS9 zdarzyło mi się już pisać:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=2&topic=285&page=3#msg261587

BTW. Ech, szkoda tego - tam wspomnianego - FED1, to był potencjał na Wielki Trekowy Serial... Nie dałoby rady go reaktywować w przyzwoitym (NV: P2/STC) standardzie?
(Choć w fanowskim głosowaniu wygrał tylko z - bladymi nad pojęcie - The Helena Chronicles...)
Queerbot
Użytkownik
#11 - Wysłana: 3 Mar 2014 13:01:06
Odpowiedz 
Q__:
W sumie o opozycji TNG/DS9 zdarzyło mi się już pisać

Przyznajesz się tam do docenienia z czasem DS9, ja coraz częściej (chociaż często pisałem tutaj o wielkich zaletach DS9) widzę w tym serialu duże szkody dla universum.
Q__
Moderator
#12 - Wysłana: 3 Mar 2014 13:11:44 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Queerbot

Queerbot:
Przyznajesz się tam do docenienia z czasem DS9, ja coraz częściej (chociaż często pisałem tutaj o wielkich zaletach DS9) widzę w tym serialu duże szkody dla universum.

W sumie w DS9 widzę dwa główne problemy, gdy o tym mówimy... Zgubienie - od pewnego momentu, bo we wczesnym DS9 nie zawsze tak było - filozoficznej nadbudowy, zastąpionej tandetnym pop-mistycyzmem, przez co w najlepszym wypadku sprowadzenie wszystkiego do elementu "miedzyludzkiego" (nawet gdy ów człowiek jest płynny, albo ma wieelkie uszy) z jednej strony. Z drugiej zaś oderwanie universum ST od realnego świata, uczynienie go raczej neverlandem niż - choćby mało wiarygodną - wizją przyszłości (i przy okazji nazbyt radykalną dekonstrukcję roddenberry'owskiego futurologicznego idealizmu).

Owo spłaszczenie i odrealnienie mamy potem widoczne - znacznie bardziej nachalnie, bo znacząco rzadziej opakowane w mistrzostwo formy - w VOY.
Queerbot
Użytkownik
#13 - Wysłana: 4 Mar 2014 17:05:19
Odpowiedz 
Q__:
Owo spłaszczenie i odrealnienie mamy potem widoczne - znacznie bardziej nachalnie, bo znacząco rzadziej opakowane w mistrzostwo formy - w VOY.

Między innymi dlatego dziwię się, że VOY ma aż tylu fanów.
Q__
Moderator
#14 - Wysłana: 4 Mar 2014 18:12:27 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Queerbot

Queerbot:
dziwię się, że VOY ma aż tylu fanów

A ja to chyba rozumiem... Brak konieczności łamania sobie głowy nad filozoficznymi dylematami, jak w TNG, brak TOSowego rozpolitykowania, brak DS9owskich mroku i kontrowersji, ugrzeczniona familijna narracja i doskonale znany już widzom wiek XXIV. Jednym słowem miła, często bezmyślna, rozrywka, nie stanowiąca obciążenia dla widza.
ortkaj
Użytkownik
#15 - Wysłana: 4 Mar 2014 20:03:37 - Edytowany przez: ortkaj
Odpowiedz 
Q__
Myślę, że dla sporej części polskich fanów to był pierwszy Trek z niezłymi efektami, nowymi rasami, nie ograniczający się do silnego samca alfa (oczywiście w przypadku Sisko ironizuję, trzeba by wysłać zwiad pod prysznic żeby zobaczyć czy ten "dowódca" ma cochones, zresztą nazwa trek w DS 9 to czysta pomyłka).
Voyager ma sporo fanek bo jest tam system matriarchalny: zauważyłeś że dowodzi kobieta, naprawia statek kobieta, ulepszenia wprowadza 7z9, knuje Seska a tzw. prawdziwi faceci zajmują się gotowaniem, przygodówkami w holodeku oraz graniem i śpiewaniem -chlubny wyjątek Tuvok. Ba... zaryzkję twierdzenie, że o pozycji tam decydują tylko talenty a nie żadne inne uwarunkowania czyli f........y g.....r w czystej postaci.
VOY też od pojawienia się 7z9 jest sceną walki dwóch silnych osobowości , takiego kwestionowania przywództwa nie ma w innym Treku. A jest to ciekawe pytanie w kontekście długich podróży kosmicznych. Voyager jest pozbawiony pomocy Federacji co też niesie nietypowe dla Treka a prawdopodobnie typowe dla badaczy kosmosu dylematy.
Oczywiście niektórzy widzą tylko błyszczący kostium 7z9 i dla nich ten film jest miałki ponieważ go nie zdjęła ale to już inna historia.....
Q__
Moderator
#16 - Wysłana: 4 Mar 2014 21:01:11 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
ortkaj

ortkaj:
Myślę, że dla sporej części polskich fanów to był pierwszy Trek z

Myślę, że dla części polskich fanów był to po prostu pierwszy Trek w ich życiu.

ortkaj:
niezłymi efektami

z tym trudno polemizować, scena przymusowego lądowania z "Timeless" do dziś robi wrażenie:
http://www.youtube.com/watch?v=G7ypUyD2NrQ

ortkaj:
nowymi rasami

No, nie przesadzaj... Ciekawy potencjał to mieli tam tylko Viidianie (słabo wykorzystany), Ocampa (wykorzystany w jednym odcinku), Gatunek 7482 (w sumie ograniczony do wyglądu) i ew. Hirogeni (ot, Yautja Trekowi) z Krenimami (fajną zabawkę mieli).

ortkaj:
w przypadku Sisko ironizuję, trzeba by wysłać zwiad pod prysznic żeby zobaczyć czy ten "dowódca" ma cochones, zresztą nazwa trek w DS 9 to czysta pomyłka

Rozwiń. Ciekaw jestem Twoich argumentów anty-DS9.

ortkaj:
nie ograniczający się do silnego samca alfa /.../.
Voyager ma sporo fanek bo jest tam system matriarchalny: zauważyłeś że dowodzi kobieta, naprawia statek kobieta, ulepszenia wprowadza 7z9, knuje Seska a tzw. prawdziwi faceci zajmują się gotowaniem, przygodówkami w holodeku oraz graniem i śpiewaniem -chlubny wyjątek Tuvok. Ba... zaryzkję twierdzenie, że o pozycji tam decydują tylko talenty a nie żadne inne uwarunkowania czyli f........y g.....r w czystej postaci.

Założenia tej serii są dość mocne - sam chwaliłem za to Pillera, jak mi teraz przy/wypominasz. Ale czy w ramach tych mocnych założeń rozgrywają się równie mocne historie?

ortkaj:
A jest to ciekawe pytanie w kontekście długich podróży kosmicznych. Voyager jest pozbawiony pomocy Federacji co też niesie nietypowe dla Treka a prawdopodobnie typowe dla badaczy kosmosu dylematy.

Słynna nuda i izolacja kosmicznych podróży? No była gdzieś tam sygnalizowana... Prawda... Ale też jakoś tak...

ortkaj:
Oczywiście niektórzy widzą tylko błyszczący kostium 7z9 i dla nich ten film jest miałki ponieważ go nie zdjęła ale to już inna historia....

Dla mnie akurat ten kostium był niewidzialny, tj. starałem się go nie widzieć... Nie, nie wizualizując sobie zamiast tego nagiej Seven, a raczej jakiś normalniejszy futurystyczny ubiór.
ortkaj
Użytkownik
#17 - Wysłana: 4 Mar 2014 22:18:59
Odpowiedz 
Q__
Q__:
Myślę, że dla części polskich fanów był to po prostu pierwszy Trek w ich życiu.

Sentymenty pewnie robią swoje...., ale prawie w tym samym czasie leciał też DS9 o ile pamiętam na tym forum chyba był topic o pierwszych spotkaniach z trekiem

Q__:
No, nie przesadzaj... Ciekawy potencjał to mieli tam tylko Viidianie (słabo wykorzystany), Ocampa (wykorzystany w jednym odcinku), Gatunek 7482 (w sumie ograniczony do wyglądu) i ew. Hirogeni (ot, Yautja Trekowi) z Krenimami (fajną zabawkę mieli).

Było tych ras więcej podam przykład choćby Kazoni (ich bezpotencjalność ma potencjał), Maloni(owie), Hierarchia, arcyciekawy przypadek Kobali, Vaadwurowie .
Q__:
Rozwiń. Ciekaw jestem Twoich argumentów anty-DS9.

temat jest długi i toczono na tym forum dyskusje również w tym kontekście.
Ja naprędce powiem tak z federacyjnego punktu widzenia nie powinien to być trek ponieważ to nie federacja w serialu dokonywała eksploracji raczej to ona była eksplorowana (słowo to jest pewnym nadużyciem bo przecież to nie o eksplorację, poznawanie czy jak to nazwać Założycielom chodziło w kwadrancie alfa). Oczywiście założenia miały jakiś potencjał ale tak naprawdę gdy poznaliśmy Założycieli i ich motywację czar prysł (podobnie z Borgiem w VOY i FC). IMO zminimalizowano wartość naturalnych zagadek (tak trzeba nazwać) kosmicznych. Czułem olbrzymi niedosyt bo tak naprawdę nie poznaliśmy Gammy ( a przecież przypadki Toska, Wadi wiele obiecywały ) dostaliśmy samotną w przestrzeni planetę z mnóstwem budyniu toffi.
Pierwsze sezony to połączenie "Klanu" z "Plebanią" a później "Czterech Pancernych" ze Stirlitzem a gdzie Trek...?
Oczywiście liczne bitwy ( i pojawianie się nowych typów okrętów) były dla mnie interesujące ale nie mogą one stanowić osi i głównej atrakcji Treka.
Q__:
Ale czy w ramach tych mocnych założeń rozgrywają się równie mocne historie?

Jak na przyjętą konwencję są do przyjęcia mocne....(nie wszystkie muszą być True Lifami)
Q__:
Słynna nuda i izolacja kosmicznych podróży?

Od tego pewnie są inne historie, ale jak konwencje ST np pokazanie Equinoxa było stosunkowo mocne ( ST jak doskonale wiesz zakłada eksplorację a nie trudy...kosmonauci niech zdychają z głodu gdzie indziej). Chodziło raczej o pokazanie, że nawet przy potężnej technologii samotny statek ma problemy....a mamusi bazy nie ma.
Q__:
jakiś normalniejszy futurystyczny ubiór.

???
Queerbot
Użytkownik
#18 - Wysłana: 4 Mar 2014 23:25:03
Odpowiedz 
ortkaj:
a gdzie Trek...?

Myślę, że trochę fetyszyzujesz eksplorację. Ona rzeczywiście jest w tytule ;) i to ważna sprawa, ale Trek może być i bez niej ciekawy albo może raczej inaczej ją akcentować. Pierwsze sezony DS9, które krytykujesz miały moim zdaniem duży potencjał eksplorowania różnych politycznych i kulturowych uwikłań tego regionu, ale potencjał ten został zmarnowany przez źle skonstruowany wątek Dominium (rozmawialiśmy o tym w którymś z tematów z Q__, że obaj bardzo lubimy pierwsze intrygi w DS9, często niedoceniane i uznawane za nudziarskie).
Wiele moich ulubionych odcinków TNG w ogóle nie dotyczy eksploracji kosmosu albo jest ona tylko jakimś tłem odcinka.
Q__
Moderator
#19 - Wysłana: 5 Mar 2014 01:19:43 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
ortkaj

ortkaj:
ale prawie w tym samym czasie leciał też DS9

Nie, z DS9 leciała powtórka TNG (ok. roku '95). VOY to rok '97, całe dwa lata później.

ortkaj:
Maloni(owie)

ortkaj:
arcyciekawy przypadek Kobali, Vaadwurowie

Bez grzebania w MA nic mi te nazwy nie mówią...

ortkaj:
Oczywiście założenia miały jakiś potencjał ale tak naprawdę gdy poznaliśmy Założycieli i ich motywację czar prysł (podobnie z Borgiem w VOY i FC). IMO zminimalizowano wartość naturalnych zagadek (tak trzeba nazwać) kosmicznych. Czułem olbrzymi niedosyt bo tak naprawdę nie poznaliśmy Gammy ( a przecież przypadki Toska, Wadi wiele obiecywały ) dostaliśmy samotną w przestrzeni planetę z mnóstwem budyniu toffi.
Pierwsze sezony to połączenie "Klanu" z "Plebanią" a później "Czterech Pancernych" ze Stirlitzem a gdzie Trek...?

Kiedy właśnie patrzę zawsze na DS9 przez pryzmat początków, założeń, tego co zdążył luźno rzucić Roddenberry i tego co wymyślił Piller. Na początku jest tam przecież eksploracja, eksploracja cokolwiek stacjonarna, ale zawsze - wspomniani przez Ciebie Tosk i Wadi, wszechświat niemowlęcy, skakanie w czasie, latanie jachtem słonecznym, ba nawet "Prorocy", póki jeszcze robią za scjentyficznie wytłumaczalnych Wormhole Aliens, a także - jak przypomina Queerbot - eksplorowanie przestrzeni społecznej pewnych Trekowych cywilizacji, więc nie ma co tych pierwszych sezonów wyrzucać do kosza. Tak naprawdę dopiero z wprowadzeniem Dominium DS9 zaczęło się psuć.

W tych wczesnych sezonach jest naprrawdę dużo Treka, jak się dobrze wmyśleć...

Sądzę zresztą, że i tu można się zdać na gust Roddenberrych.. Majel konkretnie, w tym wypadku, jak pisałem:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=2&topic=1801&page=2#msg261951

ortkaj:
Jak na przyjętą konwencję są do przyjęcia mocne....

Równie mocne co najmocniejsze odcinki triady TOS/TNG/DS9?

ortkaj:
Od tego pewnie są inne historie, ale jak konwencje ST np pokazanie Equinoxa było stosunkowo mocne ( ST jak doskonale wiesz zakłada eksplorację a nie trudy...kosmonauci niech zdychają z głodu gdzie indziej). Chodziło raczej o pokazanie, że nawet przy potężnej technologii samotny statek ma problemy....a mamusi bazy nie ma.

Ok, punkt dla Ciebie, uznajmy to za powiew pewnego - niezbyt realistycznego, po prawdzie - realizmu.

ortkaj:
???

Ja wiem? Coś cywilnego w TNGowsko-DS9owskim stylu.

Queerbot

Queerbot:
może raczej inaczej ją akcentować

O to, to to.

Queerbot:
rozmawialiśmy o tym w którymś z tematów z Q__, że obaj bardzo lubimy pierwsze intrygi w DS9, często niedoceniane i uznawane za nudziarskie



Queerbot:
Wiele moich ulubionych odcinków TNG w ogóle nie dotyczy eksploracji kosmosu albo jest ona tylko jakimś tłem odcinka.

Z ciekawości: które to odcinki?

(BTW. początek Treka - TOS - tak naprawdę, podobnie jak DS9 eksploruje głównie przestrzeń społeczną.)
Queerbot
Użytkownik
#20 - Wysłana: 5 Mar 2014 15:18:45
Odpowiedz 
Q__:
Z ciekawości: które to odcinki?

Np: The Neutral Zone, Disaster, Power Play, Starship Mine.

Eksploracja kosmosu jest w nich tylko jakimś zaczątkiem zdarzeń, które dzieją się na okręcie albo w ogóle jej nie ma, skupiają się wyłącznie na statku i załodze. Są o czymś, trzymają w napięciu, mają dobrą akcję.
ortkaj
Użytkownik
#21 - Wysłana: 5 Mar 2014 18:09:13 - Edytowany przez: ortkaj
Odpowiedz 
Q__:
Nie, z DS9 leciała powtórka TNG (ok. roku '95). VOY to rok '97, całe dwa lata później

Ja kojarzę DS9 na Polsacie a VOY z pasma niekodowanego z C+ i wtedy leciały prawie równolegle koło (97-98), gdyby nie VOY nie zerknąłbym na DS9.
Q__:
Bez grzebania w MA nic mi te nazwy nie mówią...

No, cóż kwestia specjalizacji
Q__:
Równie mocne co najmocniejsze odcinki triady TOS/TNG/DS9?

Dla mnie równie.... choć nie zaprzeczam, że w kilku odcinkach TNG lepszy efekt uzyskano przez lepszą grę (przede wszystkim Stewarta i Spinera )
Q__:
nie ma co tych pierwszych sezonów wyrzucać do kosza.

Ja ich nie wyrzucam, naprawdę te przypadki które wymieniłeś to były odcinki, które z dużym zainteresowaniem obejrzałem ale od Treka chcę więcej....kojarzy mi się on za zmiennością (dla mnie to była największa jego zaleta), tym m.in. przebił u mnie B5 bo pod innymi względami ( między innymi w wzmiankowanej eksploracji przestrzeni społecznej )IMHO B5 bił na głowę ST.

Queerbot
Queerbot:
Myślę, że trochę fetyszyzujesz eksplorację.

Nazywaj to jak chcesz, lubię jak coś nowego pojawia się co jakiś czas przed dziobem okrętu a za rufą zostają fajne doświadczenia. Taki mam pogląd na Treka zgodnie z maksymą zmierzać tam gdzie nie dotarł, żaden federalista.
Jak przy okazji porusza się ciekawy problem społeczny, militarny, polityczny czy etyczny to jeszcze lepiej ale podróż i ruch to życie, bez podróży Trek jest martwy ( analizę martwego Treka zostawiam trekowym patologom, pewnie czasami odkrywają oni coś ciekawego ale większości przypadków sekcja jest nudna i nie wnosząca nic nowego ), "Navigare necesse est vivere non est necesse"
Q__
Moderator
#22 - Wysłana: 6 Mar 2014 09:32:26
Odpowiedz 
Queerbot

Queerbot:
Eksploracja kosmosu jest w nich tylko jakimś zaczątkiem zdarzeń, które dzieją się na okręcie albo w ogóle jej nie ma, skupiają się wyłącznie na statku i załodze.

Co ciekawe jest to struktura fabularna najczęściej chyba obecna w... VOY... Inna sprawa, że Trek jest w tym względzie tak bogaty, że każdy z nas ma prawo (i możliwość) cenić inny typ odcinków. Ja znów cenię te najbliższe hard SF, np.

ortkaj

ortkaj:
Ja kojarzę DS9 na Polsacie a VOY z pasma niekodowanego z C+ i wtedy leciały prawie równolegle koło (97-98)

To już była powtórka...

ortkaj:
No, cóż kwestia specjalizacji



ortkaj:
Dla mnie równie....

To teraz Ciebie poproszę o przykłady ulubionych epizodów.

ortkaj:
ale od Treka chcę więcej....kojarzy mi się on za zmiennością (dla mnie to była największa jego zaleta)

Tylko, że wczesne DS9 było zmienne, wbrew pozorom. Dopiero powyżej czwartego sezonu dostaliśmy schemat Dominium i Dominium (potem także wojna i wojna, a na dobicie pop mistycyzm i pop mistycyzm), choć i tam trafiały się pojedyncze historie godne każdego Treka (wybitne "Far Beyond the Stars", dobry "Sound of Her voice", przyzwoite "Field of Fire" i całkiem sporo innych - robiłem kiedyś adekwatną wyliczankę dla Mava*).

* oto ona:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=2&topic=2017&page=8#msg272623

ortkaj:
Nazywaj to jak chcesz, lubię jak coś nowego pojawia się co jakiś czas przed dziobem okrętu a za rufą zostają fajne doświadczenia. Taki mam pogląd na Treka zgodnie z maksymą zmierzać tam gdzie nie dotarł, żaden federalista.

Masz prawo do takiej wizji Treka i trudno z tym dyskutować (bo schodzimy na poziom degustibusa), ale wygląda na to, że jesteś bardziej roddenberry'owski od Roddenberrych, bo jak wiadomo sam Gene chciał dla odmiany Treka o planetary outpost wręcz, nie stacji kosmicznej nawet, który miał stanowić uzupełnienie TNG w jego intencji (a TNG-i-VOY w intencji Pillera*).

* inna rzecz, że Piller i Berman porzucili z czasem zainteresowanie "niepełnowartościowym", jako Trek stacjonarny, DS9 na rzecz VOY, a wtedy Behr z Moorem zaczęli szaleć...
Madame Picard
Moderator
#23 - Wysłana: 15 Mar 2014 13:29:47 - Edytowany przez: Madame Picard
Odpowiedz 
Ciekawy temat. Zbieram się już od dłuższego czasu, żeby coś tutaj odpisać, ale ciągle brakowało mi czasu.

Myślę, że taka opinia rzeczywiście jest dość silna i nie wzięła się znikąd, podobnie jak bliźniacze przekonanie, że ST to straszny kicz. Po części może to wynikać z pastelowo-słodkiego wystroju i wyglądu bohaterów: te kolorowe "piżamki" w TOS-ie, równie kolorowe stroje w późniejszych trekach aż po szarawy ENT (który może i był słodki, ale raczej w tym sensie, że przypominał wielosmakową breję, do której słodzika też dodano), a przede wszystkim niesamowita sterylność pomieszczeń, może trochę wynikająca z budżetowych ograniczeń; można było odnieść wrażenie, że nawet w takim Year of Hell okręt był wybrudzony w sposób bardzo estetyczny i wysmakowany.

W Treku owszem, mówi się dużo o różnych nieszczęściach i masakrach i może to na niektórych robi jakieś wrażenie, ale kluczowe jest to, że ich nie widać, a co z oczu, to z serca. Owszem, w Doomsday Machine mówi się o tym, ile to tytułowa maszyna zabiła ludzi, ale czuć, że to tylko słowa, którymi trudno (przynajmniej mnie) się przejąć; czy tych ofiar będzie milion, miliard, trylion, bilion, zylion to już robi się obojętne, to tylko upiorna i w gruncie rzeczy tragikomiczna wyliczanka.

Podobnie jest z niby-okrucieństwem, niby pojawiają się jakieś sceny tortur, ale przypominają one raczej dziecinną zabawę i są eufemistycznie mówiąc nieprzekonujące. Czy ktoś naprawdę mógł mieć poczucie zgrozy po tego typu scenkach z, dajmy na to, Patterns of Force? Może to znowu kwestia budżetu, może aktorstwa (przypomnijcie sobie przewracającego oczami Shatnera, który miał odgrywać cierpienie Kirka podobno zwijającego się z boleści w Dagger of he Mind), może pastelowej scenografii, może adresowania serialu do każdego, z dzieciakami włącznie, ale tak czy inaczej w efekcie otrzymaliśmy... cukierkowy Star Trek. Tak jest we wszystkich trekach, włącznie z strhasznie mhrocznym DS9, w którym wszystkie te mniemane dramatyzmy są równie plastikowe jak w pozostałych trekach. Może rzeczywiście Moore miał zapędy do przedstawiania prawdziwie wyglądającej krwi, cierpienia, strachu, okrucieństwa, ale z wymienionych wyżej powodów nie mógł i rozwinął skrzydła dopiero w BSG.

Żeby było jasne, mnie taki Trek bez okrutnych i brutalnych scen bardzo odpowiada. Nie lubię krwi sikającej z ekranu, nie lubię oglądania "realistycznych" dramatów i z tego względu szybko przestałam oglądać BSG, a niedawno zrezygnowałam także z oglądania Gry o Tron. Cieszę się, żę ST nie przypomina tych wytworów. Nawiasem mówiąc, jedyna scena, która gdzieś ociera się o tę stylistykę, to scena z torturowanym Picardem w TNG Chain of Command. Ale może robi ona takie wrażenie, bo jest jedyna (a w każdym razie jedna z niewielu).

ST jest trochę jak teatr, tam również wszelkie dramatyzmy są umowne i nie trzeba hektolitrów krwi, żeby uwierzyć w tragedie, o których mowa, pod warunkiem, że będzie to dobrze napisane i zagrane, a z tym w Treku bywało różnie. To jest część trekowej stylistyki i albo się to akceptuje z dobrodziejstwem inwentarza albo nie i wtedy się Treka ni ogląda.

Q__:
A ja to chyba rozumiem... Brak konieczności łamania sobie głowy nad filozoficznymi dylematami, jak w TNG, brak TOSowego rozpolitykowania, brak DS9owskich mroku i kontrowersji, ugrzeczniona familijna narracja i doskonale znany już widzom wiek XXIV. Jednym słowem miła, często bezmyślna, rozrywka, nie stanowiąca obciążenia dla widza

Tak, Q__, właśnie dlatego, trafiłeś w sedno. Myślenie jest, jak wiadomo bardzo męczące i szkodliwe, od nadmiaru można dostać pypciów, niestrawności i globusa.
Q__
Moderator
#24 - Wysłana: 16 Mar 2014 12:06:39 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Madame Picard

Zacznijmy od tego, że bardzo się cieszę znów Cię widząc na pokładzie tej łajby.

Madame Picard:
Ciekawy temat. Zbieram się już od dłuższego czasu, żeby coś tutaj odpisać, ale ciągle brakowało mi czasu.

Miło to czytać . Znaczyłoby to bowiem, że wbrew pojawiającym się opiniom, ani niniejsze forum nie wyczerpało jeszcze swojego potencjału dyskutowania o Treku, ani też nie zgłębiliśmy ST do tego stopnia, by nie dało się o nim czegoś nowego (do)powiedzieć i to bez czekania na nowy film czy sięgania po nowe odsłony fanprodukcji.

(Tym bardziej, że topic narodził się spontanicznie jako odprysk dyskusji Mava z Picardem.)

Madame Picard:
ENT (który może i był słodki, ale raczej w tym sensie, że przypominał wielosmakową breję, do której słodzika też dodano)

Z naciskiem na breję, nie na wiele smaków.

Swoją drogą chyba ów wszystkoizm (chęć bycia zarazem prequelem, swego rodzaju sequelem i - poniekąd - reBootem - słynna zmieniona linia czasu po FC), był jednym z głównych problemów ENTka.

Madame Picard:
Żeby było jasne, mnie taki Trek bez okrutnych i brutalnych scen bardzo odpowiada.

So Say We All! Jak sądzę... Chociaż... kwalifikujące się w sumie do gore sceny z "Conspiracy" również wspominane są zwykle z sentymentem. Faktem jednak jest, że nadmiar elementów tego typu skutecznie rozsadziłby roddenberry'owską utopię. Podczas gdy mrok oswojony - to o czym piszesz kontekście DS9 np. - dozowany od czasu, do czasu czyni ją nie-mdłą, po prostu.

Madame Picard:
Tak, Q__, właśnie dlatego, trafiłeś w sedno. Myślenie jest, jak wiadomo bardzo męczące i szkodliwe, od nadmiaru można dostać pypciów, niestrawności i globusa.

Tym bardziej wypada docenić, że zachciało Ci się poświęcić i skonstruować tak głęboko przemyślaną odpowiedź.
Madame Picard
Moderator
#25 - Wysłana: 16 Mar 2014 18:53:17 - Edytowany przez: Madame Picard
Odpowiedz 
Q__:
Z naciskiem na breję, nie na wiele smaków

Chodziło mi o coś, co można osiągnąć wrzucając do gara całą zawartość lodówki. Jeśli był tam dżem, to i słodkie będzie, choć zasadniczo niejadalne .

Q__:
kwalifikujące się w sumie do gore sceny z "Conspiracy" również wspominane są zwykle z sentymentem.

Tak? A nie wiem w sumie. Może dlatego, że grozy tam tyle, co mniej więcej w Gumisiach - czyli w sumie trekowa norma. Budzi to raczej rozczulający śmiech niż grozę. Zresztą często jest tak, że jak Trek próbuje być straszny, to jest raczej śmieszny.
Queerbot
Użytkownik
#26 - Wysłana: 16 Mar 2014 19:02:06
Odpowiedz 
Madame Picard:
Tak? A nie wiem w sumie. Może dlatego, że grozy tam tyle, co mniej więcej w Gumisiach - czyli w sumie trekowa norma. Budzi to raczej rozczulający śmiech niż grozę. Zresztą często jest tak, że jak Trek próbuje być straszny, to jest raczej śmieszny.

Myślę, że patrzysz na to bardzo z dzisiejszej perspektywy Kiedy oglądałem to po raz pierwszy jakieś 20 lat temu, robiło to naprawdę duże wrażenie. I myślę, że nie tylko dlatego, że byłem dzieckiem, ale robiło też wrażenie jak na telewizję tamtych lat w ogóle. Jedzenie robaków przez Rikera do dziś potrafi mnie lekko ruszyć, a scena z rozwalaniem korpusu Remmicka może i jest dziś bardzo gumowa i poklatkowa, ale mimo to ma w sobie coś. W ogóle ten odcinek ma bardzo fajny, tajemniczy klimat. Nawet jeśli nic nie wyszło z pomysłu z tymi obcymi, to była to ciekawa próba nadania trochę cięższego klimatu.
Mav
Użytkownik
#27 - Wysłana: 16 Mar 2014 19:54:24 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Madame Picard:
Żeby było jasne, mnie taki Trek bez okrutnych i brutalnych scen bardzo odpowiada. Nie lubię krwi sikającej z ekranu, nie lubię oglądania "realistycznych" dramatów i z tego względu szybko przestałam oglądać BSG

Q__:
So Say We All! Jak sądzę... Chociaż... kwalifikujące się w sumie do gore sceny z "Conspiracy" również wspominane są zwykle z sentymentem. Faktem jednak jest, że nadmiar elementów tego typu skutecznie rozsadziłby roddenberry'owską utopię

Wszystko mim zdaniem sprowadza się do reżyserii... Ta w Treku jest uboga emocjonalnie, uboga w detalach. Nie chce dyskutować czy to zamierzone, czy to brak umiejętności, budżetu, bo nie o to w tej dyskusji chodzi.

Historie z nBSG bez problemu mogłyby się znaleźć w Treku. Złych ludzi zastąpiliby obcy, jak to ma miejsce w Treku, a spokojna reżyseria złagodziłaby odbiór mocniejszych treści. Gdyby co mocniejsze historie z Treka, jak wspomniany Doomsday Machine, czy The Best of Both Worlds, Where Silence Has Lease, A Matter of Honor,The Wounded itd., nakręcić w stylu nBSG, to nagle stałyby się brutalniejsze, nagle wielu powiedziałoby, że to nie jest Trek.

nBSG to reżyseria ukazująca emocje, to dobra muzyka i ujęcia, które potęgują wiarygodność, chwytają widza. Pięknym przykładem jest choćby ta scena: http://www.youtube.com/watch?v=jVYIT_Bu488 (niestety trochę za wcześnie wycięta przez uploadera). Ta scena w stylu Treka nie miałaby nawet ułamka tych emocji, dramaturgi. Czy to dobrze? Moim zdaniem NIE.

Takie ugrzecznienie historii przez nijaką reżyserie zafałszowuję, upośledza opowiadaną historie. Gdy ktoś zostaje postrzelony, cierpi, to zadaniem reżysera jest chwycić widza tak, żeby to przeżywał, angażował się i czuł powagę sytuacji. A tak widz jest otępiony i nawet zagłada całej milionowej kolonii po nim spływa, a to chyba nie jest dobre, prawda?

Przy czym obronie tu TOS-a, który jest z lat 60, więc czas robi swoje, a także TNG, który wyraźnie w pierwszych sezonach stawia na zagadnienia filozoficzne, naukowe, egzystencjalne w wielkiej skali, pomijając zagadnienia obyczajowe, konflikty, kłótnie, zbrodnie itd. Ten naukowo-filozoficzny klimat odnajduję się w tej reżyserii. Natomiast późniejsze sezonu już bardziej nastawione na obyczajowe, bardziej przyziemne tematy strasznie kuleją. Dlatego DS9 nastawiona na obyczajowe wątki a także trudy wojny tak blado i mało wiarygodnie wypada, nie tylko przez średnie scenariusze, ale i słabą reżyserie.
Queerbot
Użytkownik
#28 - Wysłana: 16 Mar 2014 20:34:50
Odpowiedz 
Mav:
ale i słabą reżyserie.

Myślę, że bardzo trafnie to oceniasz - reżyseria telewizyjna, chociaż jest na to pewne usprawiedliwienie: budowanie pozytywnego świata przyszłości i ta łagodna reżyseria razem z kostiumami i scenografią bardzo pomagają tej stylizacji estetyczno-pozytywistycznej.
Madame Picard
Moderator
#29 - Wysłana: 16 Mar 2014 21:27:41
Odpowiedz 
Queerbot

O to mi właśnie chodziło. W odniesieniu do swojego czasu Trek wcale nie musiał być cukierkowy, ale z dzisiejszej perspektywy jest. Mrok tamtych scen się wyczerpał, nie robi już wrażenia, a ogólne odczucie pastelowej słodyczy pozostaje nadal.

Mav

Nie sądzę, aby była to kwestia złej reżyserii (choć tego oczywiście nie wykluczam). To kwestia konwencji. Trek miał być i jest jak teatr: umowny, bazujący na wyobraźni widza, na grze aktorskiej, która ma przekazać istotne treści. Naprawdę nie zawsze trzeba mieć wszystko wywalone kawa na ławę. Historia Makbeta albo Hamleta nie jest mni8ej poruszająca z tego powodu, że ze sceny nie leje się czerwona farba. To nie krew, flaki, łzy i grymasy sprawiają, że widz się przejmuje losami postaci. Przejmuje się wtedy, gdy rzecz jest dobrze napisana i przekonująco zagrana.

Owszem, pisałam o wyliczankach, które nie robią wrażenia, bo nikt się nie przyłożył do tego, żeby robiło; zresztą nie wiem, co trzeba zrobić, żeby przekonująco opowiedzieć o zagładzie cywilizacji w kilku minutach odcinka. Może pójść drogą The Inner Light, pokazać tę cywilizację, a potem dodać, że już jej nie ma. W każdym razie mnie zdecydowanie bardziej od tych wyliczanek w Doomsday Machine przekonuje los Sito Jaxa, mimo że nie widzieliśmy jej śmierci, a w odcinku nie padła ani jedna kropla krwi.

PS. Mam jeszcze jedną uwagę: w niektórych momentach trudno się czyta Twoje posty, masz manierę pisania ę na końcu wyrazu kończącego się na e. Przyznam, że jak przeczytałam to zdanie
Mav:
Takie ugrzecznienie historii przez nijaką reżyserie zafałszowuję

to dłuższą chwilę zastanawiałam się, co zafałszowujesz . Może jestem jakoś na to wyczulona, bo podczas sesji przeczytałam setki kolokwiów i był to tam powszechny błąd. Ciekawi mnie swoją drogą, skąd się to bierze, bo chyba ę jest trudniej napisać niż e. Ot, zagadka . W każdym razie byłoby fajnie, gdybyś zwrócił na to uwagę, bo ogólnie Twoje posty są na ogół ciekawe i dobrze się je czyta.
Mav
Użytkownik
#30 - Wysłana: 16 Mar 2014 22:17:34 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Madame Picard:
Trek miał być i jest jak teatr: umowny, bazujący na wyobraźni widza, na grze aktorskiej, która ma przekazać istotne treści.

Zgadza się i dlatego nie czepiam się TOS-a ani TNG, natomiast w nowszych serialach już to razi, bo mają inną konwencję (VOY jest przygodowy, a DS9 obyczajowo-wojenna). Trzeba się także zastanowić czy ta teatralność nie była jednak w dużej mierze wymuszona budżetem i poziomem ówczesnych efektów specjalnych.

Madame Picard:
że ze sceny nie leje się czerwona farba. To nie krew, flaki, łzy i grymasy sprawiają, że widz się przejmuje losami postaci.

Ależ ja nie twierdzę, że muszą flaki i krew latać po ekranie. Akurat zalinkowany materiał pokazywał postrzał i tam krew naturalnie wystęuje, ale warto zwrócić uwagę na grę aktorów, emocje, muzykę, ujęcia. Teatralność w kontekście Treka tak nie do końca jest prawidłowym określeniem, bo jednak w tetrze akurat emocje, intensywna gra aktorska jak najbardziej ma miejsce, a w Treku własnie często tego brakuje. Brakuję żywej gry aktorskiej i ciekawszych ujęć, po prostu audio-wizualnego artyzmu jaki jest obecny w nBSG.

Madame Picard:
Ciekawi mnie swoją drogą, skąd się to bierze, bo chyba ę jest trudniej napisać niż e. Ot, zagadka

Odpowiedzią na tą zagadkę jest pisanie na telefonie plus czasami pośpiech Ostanio większość postów piszę prze tel. Czasem mi się nie chcę używać polskich znaków, a czasem jestem nadgorliwy i potem w jednym zdaniu gdzieś brakuję np. ę, a gdzieś jest wepchnięte na silę

Queerbot:
Myślę, że bardzo trafnie to oceniasz - reżyseria telewizyjna, chociaż jest na to pewne usprawiedliwienie: budowanie pozytywnego świata przyszłości i ta łagodna reżyseria razem z kostiumami i scenografią bardzo pomagają tej stylizacji estetyczno-pozytywistycznej.

Tylko czy jest na to miejsce w dzisiejszych czasach? Czy dziś taka uboga, stonowana reżyseria, ta teatralność ma szanse się przebić? Myślę, że nBSG mi jasno pokazała, że nie. Dziś poziom poszedł do przodu także w produkcjach serialowych i wymga się od nich więcej w kwestii reżyserii. Dlatego nowy serial, jeśli powstanie, powinien oderwać się od kanonu reżyserskiego poprzedników, bo będzie przypominał sitcom, a nie poważny serial SF.
 Strona:  1  2  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / Star Trek - cukierkowy?

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!