USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / Star Trek: Renegades
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  ...  10  11  12  13  14  »» 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#91 - Wysłana: 14 Maj 2014 17:40:31 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Przecież to jest kultowa scena Ta z Voyagera przepadła w morzu zapomnienia

Niektóre rzeczy są tak złe, że aż kultowe. Pytanie czy chcemy dla Treka sławy podobnej do tej jaką mają TROMA i "Plan 9 z Kosmosu"?

Mav:
i nie straszy nożami

Ona straszy, on zabija (że wpadnę ironicznie w Picard mode )...

Mav:
A poważnie mówiąc, Renegades wydaję mi się być abramsczyzną bez tej efektowności, a to właśnie ta widowiskowość uratowała Treki Abramsa.

Z drugiej strony - uważam, że słusznie - apelowałeś wielokroć o danie abramszczyźnie szansy i zwracałeś uwagę na plusy tych produkcji, więc daj też podobną szansę ST:R.

Zgadzam się z Tobą, że Trek, ten najbardziej widoczny, bo reszta przeżuwa ze smakiem własny ogon, zmierza w niedobrym kierunku (gdzieś tak odkąd pozbyli się z ekipy Pillera i Menosky'ego, jeśli nie od śmierci samego G.R.), ale niech to nie zamyka nam oczu na zalety tych źle ukierunkowanych produkcji. Czemu nie docenić ładnych kwiatów brzydkiego drzewa w paskudnym lesie?
Mav
Użytkownik
#92 - Wysłana: 14 Maj 2014 21:14:20 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Niektóre rzeczy są tak złe, że aż kultowe. Pytanie czy chcemy dla Treka sławy podobnej do tej jaką mają TROMA i "Plan 9 z Kosmosu"?

Akurat walka z Gornem wpisuj się w ten specyficzny klimat TOS-a Nie wiadomo jak się prezentowała w latach 60. Jak już wspomniałem niedawno, także pierwsze odcinki TNG (choćby "Encounter at Farpoint") zaczyna dopadać łatka lat 80. Tak więc śmianie się z pewnych dziś tandetnie wyglądających scen jest trochę nieuczciwe. Te bójki z VOY-a i z Renegades różnią się od tej z Gornem z TOS-a, czy choćby Tasha-y Yar z TNG ("Code of Honor") tym, że w chwili premiery są już zwyczajnie słabe, tanie, i nic sensownego nie wnoszą (walka Kirka z Gornem była narzucona przez potężną rase jako wynik braku porozumienia, a Yar zderzeniem z inną, skomplikowaną kulturą i próbą ratunku załogi, a w VOY i REN są to zwykłe, tanie bójki dla samej atrakcji).

Q__:
Ona straszy, on zabija (że wpadnę ironicznie w Picard mode )...

Dobra dobra, niech Ci będzie, dam jej szanse

Q__:
Z drugiej strony - uważam, że słusznie - apelowałeś wielokroć o danie abramszczyźnie szansy i zwracałeś uwagę na plusy tych produkcji, więc daj też podobną szansę ST:R.

Trochę się wygłupili tymi ambicjami telewizyjnymi i stąd te moje bardziej czepialskie nastawienie.

Q__:
Czemu nie docenić ładnych kwiatów brzydkiego drzewa w paskudnym lesie?

Jak będzie tam coś do docenienia, to się doceni oczywiście, ale na razie raczej wszystko na minus.
Q__
Moderator
#93 - Wysłana: 15 Maj 2014 10:12:14 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Akurat walka z Gornem wpisuj się w ten specyficzny klimat TOS-a

Przecież wiem, czepiam się na potrzeby tej dyskusji.

Mav:
Te bójki z VOY-a i z Renegades różnią się od tej z Gornem z TOS-a, czy choćby Tasha-y Yar z TNG ("Code of Honor") tym, że w chwili premiery są już zwyczajnie słabe, tanie, i nic sensownego nie wnoszą

Akurat "Code of Honor" (choć przy pierwszym obejrzeniu nawet lubiłem) na Zachodzie - także wśród samej ekipy ST - uchodził za anachroniczny i w złym sensie TOSowy już w chwili premiery. Zapewne rozciągało się to również na ocenę zawartej w nim walki.

Mav:
Dobra dobra, niech Ci będzie, dam jej szanse

Miło być dla odmiany przekonującym.

Mav:
Trochę się wygłupili tymi ambicjami telewizyjnymi i stąd te moje bardziej czepialskie nastawienie.

Ambicje, jak ambicje - ANDzia wyglądała biedniej, ENTek tylko tandetniej, a w TV leciały i nawet dostały więcej sezonów niż SAAB czy Firefly. Więc jeśli mam się czepiać, to raczej założeń niż ambicji.

Mav:
Jak będzie tam coś do docenienia, to się doceni oczywiście, ale na razie raczej wszystko na minus.

Dla mnie były tam już dwa plusy:
1. plus, że gadają, usiłując przy tym filozofować z lekka (na ile sytuacja mordobicia pozwala),
2. plus wewnątrz plusa, że jest w tym wszystkim kanoniczne cardassiańskie monologowanie-zawsze-i-wszędzie.

ps. To jeszcze a'propos:

Mav:
Aż chwilami ich żal

"Roboty naprawdę potrafiły się bać. Widział to teraz wyraźnie. Reagowały na zagrożenia podobnie jak żywe istoty i próbowały nie dać się zestrzelić; unikały zagrożenia, jak tylko potrafiły. Tym właśnie był strach: reakcją obronną – nieważne, wzbudzaną przez adrenalinę czy zaprogramowaną. Wszystko wskazywało, że wśród robotów bojowych na górze na widok nadchodzącej WAR zapanował popłoch. Jednym pchnięciem Mocy Anakin zmiótł ponad dziesięć blaszaków z wzniesienia."

Karen Traviss "Wojny klonów" (nowelizacja, co oznacza, ze należy i do Legends, i do nowego ścisłego kanonu)

Swoją drogą budzi to ciekawe pytanie: jeśli roboty - czy, jak woli Lucas droidy - były zdolne do takich emocji, to czy również wiedziały co robią zabijając w walce (lub mordując na polecenie swoich separatystycznych dowódców, w większości spod ciemnej gwiazdy)? Jeśli tak, powinno nam być ich żal nieco mniej.

Budzi też jednak pytanie jeszcze inne - czy Jedi niszcząc zdolne cierpieć maszyny nie obciążali sobie tym sumienia, karmy czy jak to zwal i czy fakt, że podchodzili czasem do szatkowania ich jak do zabawy nie był aby jednym z dowodów upadku starego Zakonu Jedi (i kolejnym powodem, dla którego Ciemna Strona tak łatwo ich oślepiała).

Swoją drogą znamienne, że jedynym, który widział w droidach świadomość (choć akurat jemu najmniej to przeszkadzało, w końcu białkowych Tuskenów też zabijał hurtowo) a i oburzał się na to, że Jedi nie robią np. nic dla niewolników* był Anakin, późniejszy Vader.

"Próbował się nad tym nie zastanawiać, ale myśl zakorzeniona w jego umyśle była niczym pasożyt corris – zżerała żywcem jego pewność i sączyła zwątpienie. Jedi nigdy nie zainteresowali się losem jego matki; nikt nie zrobił nic, żeby wykupić ją z niewoli. Zabrali jej syna, dali mu nowe życie, ale ją zostawili samej sobie na Tatooine. Wtedy się z tym pogodził, ale teraz... wiedział, jak potężni byli Jedi i mógł się tylko zastanawiać, dlaczego uznali ją za niewartą ich czasu i fatygi.
Nawet Qui-Gon Jinn nie pochylił się na losem Shmi Skywalker. Upływały kolejne miesiące, ale to pytanie nie dawało Anakinowi spokoju."


ibid.

Ciekawe jest pytanie o moralność starego Zakonu w sumie*, a - na dziś legendarny - mistrz C'baoth zdaje się tylko bardziej jaskrawym przypadkiem, nie ewenementem.

* Tym bardziej ciekawe, że problem nie jest abstrakcyjny: gdyby chcieć wejść w religijne spory można by zauważyć, że arcyhumanitarne religie dalekiego Wschodu (buddyzm i taoizm) nie zrobiły nic dla łagodzenia osławionego "azjatyckiego okrucieństwa" (wiem, świadomie spłaszczam, upraszczam i stereotypem jadę, a "nic" też nie należy czytać całkiem dosłownie, choć warto kontekstualnie przywołać nędzę w Kalkucie czy - również stereotypowych - Chińczyków pracujących za miskę ryżu), a chrześcijaństwo zasadniczo akceptowało wojny - mimo nawoływania do pokoju - i, długie wieki, niewolnictwo. Przy czym buddyzm jeszcze może się tłumaczyć wiarą w następne wcielenia, chrześcijaństwo - zaświatami, w których rachunki zostają wyrównane, a znów dobry taoista raczej usuwał się ze społeczeństwa (co pośrednio wskazuje zdanie taoizmu o tymże), niż parł do przewodzenia mu. Pytanie: co tłumaczy Jedi?
(Pytanie też ile warte te tłumaczenia?)

Mav:
ST V, no właśnie, nieszczęsna piątka

Uups, miałem na myśli szóstkę (mój błąd - literówka), ale, że tego nie wychwyciłeś - Twój błąd.
Mav
Użytkownik
#94 - Wysłana: 15 Maj 2014 16:01:08 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Akurat "Code of Honor" (choć przy pierwszym obejrzeniu nawet lubiłem) na Zachodzie - także wśród samej ekipy ST - uchodził za anachroniczny i w złym sensie TOSowy już w chwili premiery. Zapewne rozciągało się to również na ocenę zawartej w nim walki

No twierdzę, że był to dobry odcinek, ale na pewno ta cała walka miała większy sens fabularny, niż ta z VOY czy Renegades.

Q__:
Ambicje, jak ambicje - ANDzia wyglądała biedniej, ENTek tylko tandetniej, a w TV leciały i nawet dostały więcej sezonów niż SAAB czy Firefly. Więc jeśli mam się czepiać, to raczej założeń niż ambicji.

Tak ,tylko że ENT-ek powstał 13 lat temu, a Andromeda 14 lat temu. Renegades wcale nie prezentują się od nich lepiej (aktorsko nawet gorzej).

Q__:
Uups, miałem na myśli szóstkę (mój błąd - literówka), ale, że tego nie wychwyciłeś - Twój błąd

Ta bójka z więzienia? Akurat była jakoś uzasadniona

Q__:
ps. To jeszcze a'propos:

W pewien sposób NT pokazuje, że Jedi też mają parcie na władzę i kontrole. No i ta próba zabicia Imperatora bez procesu przez Windu.

Guauld:
Ja sobie dopiero teraz uświadomiłem, że tam Weyoun grał.

A Seven bije się z Dwanem Johnsonem
Q__
Moderator
#95 - Wysłana: 15 Maj 2014 16:34:23 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
ale na pewno ta cała walka miała większy sens fabularny, niż ta z VOY czy Renegades.

Fakt, była poniekąd re-kreacją tej z "Amok Time". Tylko co po sensie fabularnym, gdy sama fabuła leży?

(W "Amok Time" też zresztą nie gustuję, idąc tu w poprzek obiegowym gustom. Przyjmuję jako ciekawe dane z tegoż odcinka, ale on sam mnie odrzuca kiczem.)

Mav:
Tak ,tylko że ENT-ek powstał 13 lat temu, a Andromeda 14 lat temu. Renegades wcale nie prezentują się od nich lepiej (aktorsko nawet gorzej).

IMO poziom jest zbliżony, a sposób filmowania nowocześniejszy (choć przyznam, że wolałem klasyczny).

Mav:
Akurat była jakoś uzasadniona

Jakoś tam była. Skąd jednak wiemy czy ta z ST:R nie jest?

Mav:
W pewien sposób NT pokazuje, że Jedi też mają parcie na władzę i kontrole. No i ta próba zabicia Imperatora bez procesu przez Windu.

Tu znów polecę do dziś kanoniczną (w sumie dwukanoniczną, nie mylić z deuterokanonicznością) nowelizację EP III Stovera i - dziś legendarne - "Poza galaktykę" Zahna. Znacząco rozszerzają temat. We wspomnianej nowelizacji Traviss też co nieco się trafi.

Choćby takie zdania:

"Asajj Ventress odsunęła się od wąskiej szczeliny okna, ale wciąż widziała pobojowisko u stóp klasztoru. Wszystko szło zgodnie z planem.
/.../
Potrzebuję twojej małej padawanki całej i zdrowej, Skywalker, zapowiedziała mu w myśli.
Rada Jedi była gotowa poświęcić wszystko dla Hutta, którym gardziła, jeśli tylko wiedzieli, że mogą coś na tym ugrać. Tymczasem Rattatak... jej ojczyzna... nic dla nich nie znaczyła. Równie dobrze mogłaby nie istnieć.
No i tak właśnie było.
– Jak byś to skomentował, Ky? – spytała swego martwego przyjaciela. Ky Narec zginął dawno temu – i może dobrze się stało. Na pewno nie chciałby patrzeć na to, czym stał się teraz Zakon. – Ani na to, kim stałam się ja – dopowiedziała. – Ale wiem, że zrozumiałbyś. To konieczne.
– Proszę pani? – przerwał jej rozważania Four-A-Seven. Android również śledził sceny rozgrywające się w dole. – Kim jest Ky?
– Nie twój interes. – Odrzuciła kaptur, który ześliznął się po nagiej, gładkiej czaszce. U pasa zwisały jej bliźniacze miecze świetlne. Była gotowa.
/.../
najlepiej byłoby więc przyłapać Jedi z martwym Rottą, doszła do wniosku. To byłby niepodważalny dowód.
Cóż, jeśli sytuacja będzie tego wymagać, postara się o to osobiście. Po wszystkim Dooku będzie mógł ją najwyżej obsztorcować. Teraz liczyło się tylko, żeby Jedi nie uzyskali dostępu do szlaków przestrzennych na Zewnętrznych Rubieżach. Muszą przeciągnąć Jabbę na stronę Konfederacji Niezależnych Systemów.
Czyżbym była zdolna uśmiercić dziecko? – zastanowiła się.
Wojna zmuszała czasem do popełniania naprawdę brutalnych czynów, które na Rattataku były codziennością. W ciągłych walkach toczonych między hersztami rywalizujących gangów cały czas ginęli młodzi. Ona też mogła zginąć. Jej rodzice zostali brutalnie zamordowani – jako jedni z wielu, zwykli świadkowie niekończącej się wojny o władzę. Życie na Rattataku było tanim towarem, a sama planetka nie miała wielkiego strategicznego znaczenia dla Republiki. Nie była dla Coruscant ważna, więc Zakon nie wysłał im żadnego Jedi na pomoc.
Nie zainteresował się nimi nikt, poza Ky Narecem.
Bez niego ja też byłabym teraz martwa, pomyślała.
Tak, gdyby musiała, zabiłaby dziecko. Z zimną krwią zabiłaby potomka kryminalisty, który zbił fortunę na niewolnictwie, jeśli oznaczałoby to ukrócenie rządów Jedi, bo Rattatak wycierpiał wiele także z powodu handlu niewolnikami. Jedi utrzymywali przy władzy skorumpowany rząd. Potrafili wszystko usprawiedliwić, wytłumaczyć. A obalenie ich potężnej władzy wymagało zastosowania szczególnych metod. Jedi nie ustąpią bez walki na śmierć i życie, wiedziała to.
Świetnie. Jestem bardziej niż gotowa, zdecydowała."


"Problemem Zakonu Jedi jest Yoda. Żadna istota nie może sprawować władzy przez stulecia; w najlepszym razie wpadnie w błogie samozadowolenie, a w najgorszym utkwi w szponach korupcji. On sam nie ma pojęcia, co się z nim dzieje, nie dostrzega już tych wszystkich drobnych błędów i potknięć, które Republika toleruje i na które przymyka oko – od niewolnictwa po niekończące się wojny. Nigdy nie pyta: Dlaczego nie zrobimy nic, żeby położyć temu kres? Jeśli wystarczająco długo żyje się pośród korupcji, w pewnym momencie przestaje się czuć jej odór. Jedi nie raczą pomóc niewolnikom na Tatooine, ale mogą pomagać handlarzom niewolnikami! - Dooku, były padawan Yody, w rozmowie z Darthem Sidiousem"

ps. Rzuć okiem na main site, Współautorze:
http://www.startrek.pl/article.php?sid=1309
Mav
Użytkownik
#96 - Wysłana: 15 Maj 2014 21:26:03 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Tu znów polecę do dziś kanoniczną (w sumie dwukanoniczną, nie mylić z deuterokanonicznością) nowelizację EP III Stovera i - dziś legendarne - "Poza galaktykę" Zahna. Znacząco rozszerzają temat. We wspomnianej nowelizacji Traviss też co nieco się trafi.

Tylko czy takie odzieranie Jedi z czystego dobra, to na pewno dobry pomysł? W końcu chodziło o ten jawny podział na dobro i zło, ciemna strona miała być tym złem. Takie ubrudzenie Jedi to kontrowersyjny pomysł

Q__:
Tylko co po sensie fabularnym, gdy sama fabuła leży?

Może i bójka jest scalone za słabą fabułą, ale liczy się sam fakt. Niestety Trek po TNG zaczął cierpieć na wysyp takich pustych ozdobników.

Q__:
Jakoś tam była. Skąd jednak wiemy czy ta z ST:R nie jest?

Ewidentnie Tuvok przyszedł ją wykupić z więzienia i gdyby ekipa Renegades nie celowała w tanią sensacje, to Tuvok szedłby przez więzienny korytarz, otoczony celami wypełnionymi nieciekawymi typkami, aż doszedłby do tej z tą panią kapitan i zacząłby się Trekowy dialog. A Kardazjanin mógłby coś krzyczeć ze swojej celi Czyż nie byłoby to lepsze niż tanie mordobicie?

Q__:
ps. Rzuć okiem na main site, Współautorze

Mój pierwszy współnius
Q__
Moderator
#97 - Wysłana: 15 Maj 2014 21:40:41
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Takie ubrudzenie Jedi to kontrowersyjny pomysł

Tylko, że oni są od początku ubrudzeni:
http://www.youtube.com/watch?v=Lbjru5CQIW4
Co twórcy takich filmików z lubością wytykają:
http://www.youtube.com/watch?v=jobWnQ__OPA
http://www.youtube.com/watch?v=hhdk0YOrVCg

I Lucas chyba jest tego doskonale świadomy, bo o ile z resztą EU bywał na bakier, o tyle nowelizacje - a przynajmniej nowelizację Stovera - osobiście nadzorował.

Mav:
Mój pierwszy współnius

Ale drugi współartykuł:
http://www.startrek.pl/article.php?sid=487
Mav
Użytkownik
#98 - Wysłana: 15 Maj 2014 23:12:16
Odpowiedz 
Q__:
Tylko, że oni są od początku ubrudzeni:

No jest parę zgrzytów.

Q__:
Co twórcy takich filmików z lubością wytykają:

W tych filmikach to jednak są wypunktowane pewne buraczki wynikające z tego, że NT to prequel. Aczkolwiek to kanon, więc jak najbardziej można to tak przedstawić.

Q__:
Ale drugi współartykuł

Stare dzieje No i kompletnie nie trafiłem na końcu z tym wróżenem, bo nie wziąłem pod uwagę reboota
Q__
Moderator
#99 - Wysłana: 15 Maj 2014 23:24:48 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
W tych filmikach to jednak są wypunktowane pewne buraczki wynikające z tego, że NT to prequel. Aczkolwiek to kanon, więc jak najbardziej można to tak przedstawić.

Nie o to chodzi. Podstawową kwestią jest, że Obi-Wan z premedytacją dezinformował Luke'a co do tego, kto jest jego prawdziwym ojcem - chcąc zeń prawdopodobnie zrobić zabójcę Vadera (owszem, zapewne uważając, że nie ma innego wyjścia). Kłamał, znaczy. I było to doskonale widoczne już na etapie samej tylko OT, bez prequeli.

Mav:
No i kompletnie nie trafiłem na końcu z tym wróżenem, bo nie wziąłem pod uwagę reboota

Ale teraz masz fanseriale - jak chciałeś - w tych samych czasach, bo - mimo wszelkich zmian - ST:R doklejone jest do VOY, jak DS9 i VOY do TNG. N'joy!'-)
Mav
Użytkownik
#100 - Wysłana: 15 Maj 2014 23:34:58
Odpowiedz 
Q__:
Nie o to chodzi. Podstawową kwestią jest, ze Obi-Wan z premedytacją dezinformował Luke'a co do tego, kto jest jego prawdziwym ojcem

No fakt. Ogólnie Ben jest jakiś dziwny, bo powinien go szkolić dużo wcześniej, a nie tak zostawić i czekać nie wiadomo na co.

Q__:
jak chciałeś

Chciałe, teraz chcę totalnego remake'u
Q__
Moderator
#101 - Wysłana: 15 Maj 2014 23:48:08 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Ogólnie Ben jest jakiś dziwny, bo powinien go szkolić dużo wcześniej, a nie tak zostawić i czekać nie wiadomo na co.

W EU - a może i w nowelizacjach? - to tłumaczyli, że on i Yoda doszli do wniosku, że Jedi powinien mieć jednak normalne dzieciństwo, wbrew temu w co wcześniej wierzyli.

Inna sprawa, że - z perspektywy out-of-universe - nie wiemy tak naprawdę czy Lucas już wtedy wymyślił, że Jedi będą szkolić dzieci?

Są zresztą w SW i grubsze absurdy, choćby nasuwające się pytanie, czemu ten nieszczęsny podoficer z dowodzonego przez Vadera ISD, nie założył, że w kapsule mogą być jeśli nie roboty, to choć nagrane na coś wiadome plany i nie zniszczył jej (R2-D2 i C-3PO są mi przyjaciółmi, ale większą przyjaciółką - logika, parafrazując Arystotelesa)?
Zwyczajowo tłumaczy się to kaprysami Mocy, zaciemniającymi osąd bohaterów, bo co zostaje?


Mav:
Chciałe, teraz chcę totalnego remake'u

Po tym co się dzieje w SW EU gotowym dostać uczulenia na ten zwrot, choć wielokroć deklarowałem się jako zwolennik głębokiego reBootu Treka (z zachowaniem jednakże sedna ładunku ideowego oryginału).
Mav
Użytkownik
#102 - Wysłana: 16 Maj 2014 00:30:49
Odpowiedz 
Q__:
choćby nasuwające się pytanie, czemu ten nieszczęsny podoficer z dowodzonego przez Vadera ISD, nie założył, że w kapsule mogą być jeśli nie roboty

Tak, to mega burak, od razu mi to nie pasowało. To by pasowało do Treka, bo tam jak wiadomo jest Tylko Data i parę innych przypadków, więc ktoś mógłby nie pomyśleć o tym

Q__:
Inna sprawa, że - z perspektywy out-of-universe - nie wiemy tak naprawdę czy Lucas już wtedy wymyślił, że Jedi będą szkolić dzieci?

W NT jest wyraźnie podkreślone, że Anakin jest za stary, więc Lucas sam na siebie bata ukręcił.
Q__
Moderator
#103 - Wysłana: 16 Maj 2014 13:58:07 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Tak, to mega burak, od razu mi to nie pasowało. To by pasowało do Treka, bo tam jak wiadomo jest Tylko Data i parę innych przypadków, więc ktoś mógłby nie pomyśleć o tym

Ale serio... Trek zna wszak promy latające na autopilocie i zgrywanie danych (nawet całego Moriarty'ego z wszechświatem jego) na nośnik przenośny.

Mav:
W NT jest wyraźnie podkreślone, że Anakin jest za stary, więc Lucas sam na siebie bata ukręcił.

Z jednej strony - owszem, jest sprzeczność, której bez nowelizacji/EU wyjaśnić się nijak nie da.
Z drugiej... Anakin jest za stary... według ówczesnych norm Rady Jedi. Nikt nie powiedział, że normy te nie mogą ewoluować. (Znaczy, że Yoda, filar Zakonu przez millenium prawie, nie mógł zmienić zdania.)
Mav
Użytkownik
#104 - Wysłana: 16 Maj 2014 14:45:08
Odpowiedz 
Q__:
Ale serio... Trek zna wszak promy latające na autopilocie i zgrywanie danych (nawet całego Moriarty'ego z wszechświatem jego) na nośnik przenośny.

Niby znają, ale jednak wolą posyłać masowo na śmierć biednych kadetów Może w ten sposób się Federacja dowartościowuje, bo przecież tylu młodych ludzi jest gotowych umrzeć za jej ideały

A co do kapsuły z GW, to i tak nie wiadomo czy by w ogóle w nią trafili Tak, Imperiaone krążowniki są równie nieporadne, co stormtrooperzy. Czy którykolwiek kiedyś zatrzymał lub zniszczył jakiś mały okręt?

Q__:
Anakin jest za stary... według ówczesnych norm Rady Jedi. Nikt nie powiedział, że normy te nie mogą ewoluować. (Znaczy, że Yoda, filar Zakonu, zmienił zdanie.)

Z NT można wywnioskować, że zbyt stary wiek Anakina, jest jedną z przyczyn póżniejszej utraty nad nim kontroli i w konsekwencji jego przejscia na ciemną stronę. Natmiast argument o dzieciństwie Luke jest strasznie naciągany. Przecież Jedi zostali wymordowani, Imperator triumfował i Luke mógł i był jedyną nadzieją dla Jedi. W takich okolicznościach dawanie mu dzieciństwa i to na jakiejś przestępczej planecie, gdzie ktoś go mógł sprzątnąć w drodze do sklepu jest idiotyczne.
Guauld
Użytkownik
#105 - Wysłana: 16 Maj 2014 15:11:14
Odpowiedz 
Q__:
według ówczesnych norm Rady Jedi.

No i nie można zapominać o Revanie. Oczywiście to inna para kaloszy, ale i wtedy było wspomniane, że podobne wyjątki były już wcześniej czynione, więc Jedi nie zawsze swoich zasad przestrzegali. I też później w (jak się okazuje już niekanonicznym) Jedi Academy Luke rozszerzył swobodę możliwości zakonu i jego członków.

Q__:
Jedi powinien mieć jednak normalne dzieciństwo, wbrew temu w co wcześniej wierzyli.

Szkoda tylko, że podejmowanie jakichkolwiek zmian w zakonie zazwyczaj wynika z jego prawie całkowitego zniszczenia .

Q__:
nie założył, że w kapsule mogą być jeśli nie roboty

Z drugiej strony, może to po prostu jakiś absurdalny (bądź nieprzemyślany) wojskowy przepis? Bo z pewnością na wszystko mają jakieś regulacje.
Q__
Moderator
#106 - Wysłana: 16 Maj 2014 21:57:49 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Niby znają, ale jednak wolą posyłać masowo na śmierć biednych kadetów Może w ten sposób się Federacja dowartościowuje, bo przecież tylu młodych ludzi jest gotowych umrzeć za jej ideały

A co do kapsuły z GW, to i tak nie wiadomo czy by w ogóle w nią trafili Tak, Imperiaone krążowniki są równie nieporadne, co stormtrooperzy. Czy którykolwiek kiedyś zatrzymał lub zniszczył jakiś mały okręt?



Mav:
Z NT można wywnioskować, że zbyt stary wiek Anakina, jest jedną z przyczyn póżniejszej utraty nad nim kontroli i w konsekwencji jego przejscia na ciemną stronę.

Anakin nie był wykorzeniony z dawnego życia jak typowy Jedi i to podkopywało jego morale (tragedia matki, skłonność do wiązania się emocjonalnego - pamiętasz kumpli z ulicy jakich miał?), z drugiej jednak strony nowy system ćwiczony na Luke'u i odeń - w Legends - rozpoczęty zakładał zupełnie inny typ formacji Jedi - wyniesienie z normalnego życia, nie sztucznego warunkowania w Świątyni, silnie ugruntowanych zasad moralnych, których Ciemna Strona tak łatwo nie przełamie, szkolenie na Jedi ukształtowanej już z grubsza osobowości.

Pamiętasz jak wiele zawdzięczał - w zakresie niezłomności - Superman wychowaniu przez Kentów? Larsowie na Kentów za ciency trochę, ale widać wystarczyli, by Palpi nie mógł za łatwo przekabacić Luke'a...

Mav:
Natmiast argument o dzieciństwie Luke jest strasznie naciągany. Przecież Jedi zostali wymordowani, Imperator triumfował i Luke mógł i był jedyną nadzieją dla Jedi.

W sumie nie jedyną... Ashoka przeżyła ponoć rozkaz 66, bo nie była już formalnie Jedi:
http://www.ossus.pl/biblioteka/Ahsoka_Tano
Ale możliwości przecież jej zostały, poczucie sprawiedliwości raczej też. No i teraz w Rebels mamy nowokanonicznego padawana (to więcej niż Luke do szkolenia od podstaw) - ciekawe jak wybrną?

(Ja bym chyba zasugerował, że Luke miał, po prostu - najwięcej midi-tfu z całej tej ferajny, po tatusiu.)

Mav:
W takich okolicznościach dawanie mu dzieciństwa i to na jakiejś przestępczej planecie, gdzie ktoś go mógł sprzątnąć w drodze do sklepu jest idiotyczne.

Z tym trudno polemizować. Można było przerzucić Larsów na spokojniejszą planetę. Zwł. mając fundusze Organy do dyspozycji.

(No, chyba, że uznamy, że Obi-Wan przebierał się za Banth-mana i pilnował chłopaka gdy ten ruszał po sprawunki do wiadomego Miasta Zbrodni*.)

* odpowiedzi jak tam z tym było radzę szukać w powieści "Kenobi", ponoć ostatniej wielkiej Legendzie starego EU, której premiera w Polsce na dniach:
http://www.ossus.pl/biblioteka/Kenobi_(książka)
http://www.star-wars.pl/Tekst/3266

Guauld

Guauld:
I też później w (jak się okazuje już niekanonicznym) Jedi Academy Luke rozszerzył swobodę możliwości zakonu i jego członków.

Ba, wręcz postawił na werbowanie kandydatów już psychicznie dojrzałych. (Nie bez powodu patrząc na to co nawyprawiał nastoletni Kyp Durron.)

A'propos:
http://www.ossus.pl/biblioteka/Kyp_Durron

Guauld:
Szkoda tylko, że podejmowanie jakichkolwiek zmian w zakonie zazwyczaj wynika z jego prawie całkowitego zniszczenia

W końcu nazwa Zakon zobowiązuje do konserwatyzmu.

ps. Konkurencja ma nie tylko piękne roboty, ale i cyborgi niczego sobie:
http://www.youtube.com/watch?v=XghR4HMAYl0
Mav
Użytkownik
#107 - Wysłana: 17 Maj 2014 02:41:29
Odpowiedz 
Q__:
W sumie nie jedyną... Ashoka przeżyła ponoć rozkaz 66, bo nie była już formalnie Jedi

Wiesz, ja się mimo wszystko trzymam filmów, a tam był tylko Luke. Obejrzałbym sobie chętnie serial, ale jednak ten kreskówkowy klimat mi nie pasuje.

Q__:
No, chyba, że uznamy, że Obi-Wan przebierał się za Banth-mana

Niby się nagle pojawił jak Luke był w niebezpieczeństwie, ale to było strasznie naciągane, bo przecież nie mógł tak ciągle za nim łazić

Q__:
Pamiętasz jak wiele zawdzięczał - w zakresie niezłomności - Superman wychowaniu przez Kentów? Larsowie na Kentów za ciency trochę, ale widać wystarczyli, by Palpi nie mógł za łatwo przekabacić Luke'a...

Tylko wtedy dużą rolę odgrywają rodzice, a z nimi to różnie. Co jeśli kandydat na Jedi miałby ojca w stylu Jango Fetta?
Q__
Moderator
#108 - Wysłana: 17 Maj 2014 09:06:11
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Co jeśli kandydat na Jedi miałby ojca w stylu Jango Fetta?

No, Boba - według EU - wyszedł na ludzi w sumie, tylko "trochę" czasu potrzebował:
http://starwars.wikia.com/wiki/Mandalorian#After_t he_Empire
Mav
Użytkownik
#109 - Wysłana: 17 Maj 2014 13:58:44
Odpowiedz 
Q__:
No, Boba - według EU - wyszedł na ludzi w sumie, tylko "trochę" czasu potrzebował

Czyli jakaś alternatywna rzeczywistość? Bo przecież w filmach był na usługach Imperium, a potem zginął.
Q__
Moderator
#110 - Wysłana: 17 Maj 2014 22:36:26 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Czyli jakaś alternatywna rzeczywistość? Bo przecież w filmach był na usługach Imperium, a potem zginął.

W EU paskudnie poparzony kwasem (nie pokazywał odtąd swojej twarzy pod żadnym pozorem, co już zresztą niechętnie czynił od pewnego czasu) wydostał się z jamy chłonąco-trawiącej (czy jak to zwał) Sarlacca*:
http://starwars.wikia.com/wiki/Boba_Fett#Survival

* jak pamiętasz trawił swoje ofiary żywcem utrzymując je wiekami przy życiu
Mav
Użytkownik
#111 - Wysłana: 18 Maj 2014 00:25:49
Odpowiedz 
Q__:
W EU paskudnie poparzony kwasem (nie pokazywał odtąd swojej twarzy pod żadnym pozorem, co już zresztą niechętnie czynił od pewnego czasu) wydostał się z jamy chłonąco-trawiącej (czy jak to zwał) Sarlacca*:

Czyli jest jakaś mała szansa, że pojawi się u Abramsa, który może czerpać inspiracje z EU. Fajnie by było, bo jakoś to by zmyło po latach plamę po "Powrocie Jedi", w którym tak olano tą ciekawą postać.

Q__:
jak pamiętasz trawił swoje ofiary żywcem utrzymując je wiekami przy życiu

Pojemny musi być, skoro taki chętny był na kolejne ofiary, a trawi je wiekami
Q__
Moderator
#112 - Wysłana: 18 Maj 2014 01:56:32 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Czyli jest jakaś mała szansa, że pojawi się u Abramsa

Albo w spin offie/interquelu... który swego czasu zapowiadano:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=5&topic=882&page=15#msg229028
Lub w takim oto serialu, jeśli powstanie:
http://starwarsunderworld.wikia.com/wiki/Star_Wars :_Underworld

Mav:
Pojemny musi być

A co ja się będę za Lucasa tłumaczył? Sam oceń...

http://starwars.wikia.com/wiki/Sarlacc
Mav
Użytkownik
#113 - Wysłana: 18 Maj 2014 03:14:11
Odpowiedz 
Q__:
A co ja się będę za Lucasa tłumaczył? Sam oceń...

I właśnie do czegoś takiego mógł wpaść Luke, bo Yoda i Ben byli łaskawi mu dać beztroskie dzieciństwo
MarcinK
Użytkownik
#114 - Wysłana: 18 Maj 2014 07:24:25
Odpowiedz 
Mav:
I właśnie do czegoś takiego mógł wpaść Luke, bo Yoda i Ben byli łaskawi mu dać beztroskie dzieciństwo

A najlepsze że to że Sarlacc to... ssak!
W sumie sam koncept nie jest zły, podobnie polują ziemskie drapieżniki.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Mr%C3%B3wkolwowate
Q__
Moderator
#115 - Wysłana: 18 Maj 2014 08:24:45 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
I właśnie do czegoś takiego mógł wpaść Luke, bo Yoda i Ben byli łaskawi mu dać beztroskie dzieciństwo

Po pierwsze: Jedi mogą powtórzyć za oficerami GF: "risk is our business".
Po drugie: mógł, ale jakoś nie wpadł.
Po trzecie: zauważ, że Luke zdawał się - wbrew pozorom - kontrolować sytuację w pałacu i na barce Jabby. I nie chodzi tu tylko o to, że dookoła byli jego agenci (oba roboty, z czego znacznie bardziej można liczyć na R2, Leia, Lando), ale też na to, że w Mocy wyczuwał co się dzieje w umysłach obecnych, gdzie się kto/co znajduje i jak będzie przemieszczać - wyczucie przestrzeni, ale i jasnowidzenie zapewne, prawdopodobnie też, gdzie znajduje się Punkt Przełomu całej tej sytuacji. W końcu ktoś, kto był w stanie pokonać Palpatine'a (któremu nie dali wcześniej rady ani liczni mistrzowie z Windu na czele, ani sam Yoda, ani - na innej płaszczyźnie - zdany na własne siły - Anakin), musiał być naprawdę arcypotężny*.

* co - IMO - plasuje go wśród tzw. dzikich talentów (jak kingowska Carrie White, nie przymierzając), bo szkolenie - szkoleniem, ale do takiej potęgi w Mocy doszedł samoistnie (w realiach dylogii "Wskrzesiciel/Nocna straż" Seana Stewarta - który napisał zresztą jedną z lepszych powieści SW, o Yodzie - zwano takich aniołami, bo magia/Moc niejako sama przez nich "przemawiała" - czasem z katastrofalnym efektem - w przeciwieństwie do czarodziejów, zdolnych wtłaczać swoją moc w formułki i władających nią wedle wpojonych wzorców), inna rzecz, że (w przeciwieństwie do Carrie i aniołów) zdawał się przy tym nad nią panować (choć znów EU sugeruje, że nie było to panowanie całkowicie zdrowe, raczej samokontrola pokrewna sithijskiej, na pograniczu Ciemnej Strony - wrzucałem stosowne cytaty polemizując z Picardem), ale może ta niezdrowa kontrola przyszła potem? może na etapie konfrontacji z Palpatine'm nie tyle tak mocno kontrolował, ile tak mocno ufał (tu znów przypominają się Palatyni z "Czynów Paksenarrion")?

ps. a'propos:

Anioł nie jest mocą, lecz kanałem dla mocy. Jeśli masz w sobie różę, pojawia się róża. Jeśli guz, wyrasta guz.
Poszukał ręką mydła.
– Według twojej definicji aniołowie przypominają świrów – zauważył. – Moja siostra zna jeden kawał na ten temat. Mówi: „Pamiętasz Syna Sama? Tego, co zabił dwanaście osób i twierdził, że kazał mu to zrobić jego pies? Co to za głupi powód? Jeśli twój pies powie ci, żebyś rozwalił komuś łeb z pistoletu kalibru czterdzieści pięć, to co mu odpowiesz? NIEDOBRY PIESEK!".
Jewel parsknęła śmiechem.
Fajny kawał. /.../ Ale wolna wola jest dla ludzi, nie dla aniołów. Ich wielkość polega na poddaniu się Wielkości. Im większy anioł, tym mniej ma swobody. Tym bardziej krępują go otaczające moce.
Światła w pokoju Jewel (głęboko w jego wnętrzu) przygasły. Nie siedziała już spokojnie za biurkiem, lecz chodziła nerwowo po gabinecie, przebiegała palcami po grzbiecie ulubionej książki albo dotykała lekko jednej z masek, jakby szukając ukojenia w tym, co znała.
Czarodziej próbuje zapanować nad magią – stwierdziła. – Anioł zaś jest jej kanałem, łożyskiem. – Zwróciła się do niego. – Ona nie wywodzi się z ludzkich snów. Kapujesz? To nie tylko nasze wizje czy pragnienia. Ona istnieje naprawdę.


"Wskrzesiciel"
Mav
Użytkownik
#116 - Wysłana: 18 Maj 2014 16:30:53
Odpowiedz 
Q__:
Po pierwsze: Jedi mogą powtórzyć za oficerami GF: "risk is our business".

Nie tyle o samej akcji na barce Jabby pisałem, tylko o całym dzieciństwie, gdzie mógł wpaść jako młody chłopak. Ale ok. Ma te moce Jedi, które go mogły chronić. Co jednak nie zmienia faktu, że planeta Tatooine wydaję się być jednym z najgorszych miejsc w galaktyce jakie mógł wybrać Yoda do schronienia Luke'a
Q__
Moderator
#117 - Wysłana: 18 Maj 2014 16:41:46 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Co jednak nie zmienia faktu, że planeta Tatooine wydaję się być jednym z najgorszych miejsc w galaktyce jakie mógł wybrać Yoda do schronienia Luke'a

Na wszelką zdroworozsądkową logikę - owszem. Może jednak Moc mówiła Yodzie coś, co przeważyło nad takimi kalkulacjami? W końcu zdrowy rozsądek szacuje szanse na podstawie danych przefiltrowanych przez organy zmysłów, a Moc daje bezpośredni ogląd, mniej - mimo wszystko - zawodny, najwidoczniej, choć przyszłość w ciągłym ruchu jest...

BTW. w/w Stewart w w/w cyklu, zwal logikę Mocy/mocy logiką snu .
Mav
Użytkownik
#118 - Wysłana: 18 Maj 2014 17:13:46
Odpowiedz 
Q__:
Na wszelką zdroworozsądkową logikę - owszem. Może jednak Moc mówiła Yodzie coś, co przeważyło nad takimi kalkulacjami?

Yoda wysłała Luke na Tatooine, bo Moc. Ben i Anakin nie spłonęli w walce nad lawą, bo Moc. Luke wytrzymywał podróże po galaktyce w małym kokpicie myśliwca, bo Moc. Nie zniszczyli kapsuły ratunkowej, bo Moc.

Przydałaby się coś analogicznego w Treku do tłumaczenia jego buraków w scenariuszu
pirogronian
Użytkownik
#119 - Wysłana: 18 Maj 2014 17:20:33
Odpowiedz 
Mav:
Przydałaby się coś analogicznego w Treku do tłumaczenia jego buraków w scenariuszu

Bóg, albo przynajmniej Q Ja osobiście jestem za Bogiem.
Mav
Użytkownik
#120 - Wysłana: 18 Maj 2014 17:29:16 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
pirogronian:
Bóg, albo przynajmniej Q Ja osobiście jestem za Bogiem.

Q to nawet dosyć sensowne, bo w końcu dla niego wszechświat to wielka piaskownica Natomiast Bóg... lepiej nie wkraczać na ten temat, bo zrobi się skomplikowanie
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  ...  10  11  12  13  14  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / Star Trek: Renegades

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!