USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / Tajemnica Borg rozwiązana.
 Strona:  1  2  »» 
Autor Wiadomość
Queerbot
Użytkownik
#1 - Wysłana: 23 Sier 2009 17:14:16 - Edytowany przez: Queerbot
Odpowiedz 
Wielu głowiło się skąd wziął się kolektyw, pojawiały się teorie i przypuszczenia, nawet Voyager podawał nam jakieś śmieszne rozwiązania, ale wszystko okazało się stekiem bzdur. Rozwiązanie odnajdujemy już w pierwszym odcinku trzeciego sezonu TNG o tytule "Ewolucja".

Powstanie Borg jest banalne - oto młody Wesley Crusher robiąc jakiś projekt naukowy w szkole, przypadkowo stworzył podrasowane nano-roboty. Geniusz okazał się jednak ślamazarą i kilka z nich uciekło mu z laboratorium, przedostając się do rdzenia komputera szacownej Enterprise. Maleńkie nanity nie dość, że zaczęły się w zastraszającym tempie rozmnażać, to jeszcze przeszły gwałtowną ewolucję, uzyskując z czasem coś w rodzaju kolektywnej świadomości. Kiedy ich inteligencja wyszła na jaw, zostały przesiedlone na niezaludnioną planetę, na której zaczęły budować swoją cywilizację. Z pewnością z czasem postanowiły ją opuścić, po drodze albo na samej jeszcze planecie natknęły się na wir temporalny, który nie dość, że przeniósł je do kwadrantu delta, to jeszcze przewędrowały za jego pomocą setki lat w czasie, lądując na jakiejś zapyziałej planecie. Ponieważ były zaprojektowane by odbudowywać uszkodzenia w organizmach żywych, z pewnością szybko weszły w rodzaj symbiozy z lokalnym gatunkiem, przejmując wkrótce nad nim kontrolę i zakładając pierwszy kolektyw z prawdziwego zdarzenia. Doświadczenie przebywania w ciele Daty spowodowało nie tylko, że od czasu do czasu wybierały sobie jakąś jednostkę na swoją "królową", w której konstytuowała się świadomość kolektywna, ale dało im także wiedzę nad sposobem funkcjonowania naszego androida, dzięki czemu mogły mu wszczepić skórę - co widzieliśmy w Pierwszym Kontakcie. Poza tym ich geneza na Enterprise jest także wyjaśnieniem niezwykłej fiksacji Borg na punkcie samego okrętu i Picarda.

Kto by przypuszczał, że to właśnie nasz Geniuszek jest odpowiedzialny za powstanie Borg? Prawdopodobnie nikt oprócz tajemniczego Podróżnika z Tau Alpha C, który, zorientowawszy się do czego zdolny jest Wesley, zabrał go na jeszcze bardziej tajemniczą wycieczkę po Wszechświecie - by ten sympatyczny nastolatek nie zrobił czegoś jeszcze gorszego.

Wesley odkrywa swoją pomyłkę
Wesley wypowiadający swoje słynne słowa: "I think I've made a horrible mistake", pomyłka okazała się rzeczywiście zatrważająca.
Delta
Użytkownik
#2 - Wysłana: 23 Sier 2009 18:33:57
Odpowiedz 
Queerbot

Bardzo fajnie pomyślane.
FederacyjneMSZ
Użytkownik
#3 - Wysłana: 23 Sier 2009 18:54:54
Odpowiedz 
Queerbot

jeszcze okaże się że Wesley jest Królową Borg......dobry motyw na ST XII
Q__
Moderator
#4 - Wysłana: 23 Sier 2009 19:09:40
Odpowiedz 
Delta

FederacyjneMSZ:
Bardzo fajnie pomyślane.

Tak. B. ciekawa fanowska teoria , ale widzę w niej jeden słaby punkt - gdyby była prawdziwa, Borg nie odważyłby się raczej cofnąć w czasie w FC, by nie zagrosić możliwosci swojego zaistnienia przez grzebanie w czasie. Chyba że:
1. Borg zna teorie multiversum lepiej i wie, że każda ingerencja temporalana to w efekcie inna linia czasu, wiec sie nie boi,
2. Kolektyw nie zna swojej genezy.
3. Jedno i drugie...

FederacyjneMSZ

FederacyjneMSZ:
jeszcze okaże się że Wesley jest Królową Borg

Królowcem .
Delta
Użytkownik
#5 - Wysłana: 23 Sier 2009 19:16:09
Odpowiedz 
Q__
ale widzę w niej jeden słaby punkt - gdyby była prawdziwa, Borg nie odważyłby się raczej cofnąć w czasie w FC, by nie zagrosić możliwosci swojego zaistnienia przez grzebanie w czasie.

Fakt. Ale jak widzę już zdążyłeś możliwe rozwiązania podać.
Eviva
Użytkownik
#6 - Wysłana: 23 Sier 2009 19:22:26
Odpowiedz 
No proszę... I wszystko na Wesleya. A dla mnie to bodaj najsympatyczniejsza postać w TNG, no, ewentualnie po Pinokiu.
Q__
Moderator
#7 - Wysłana: 23 Sier 2009 19:26:59 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Delta

Delta:
Ale jak widzę już zdążyłeś możliwe rozwiązania podać.

Bo lubię zarówno w wydaniu fanów jak i autorów EU (np. Fostera) teorie odnoszące się do niejasnych szczegółów świata. Czy to dotyczy ST, czy SW, czy uzbrojenia UNCM, czy... światów Lema.

To łączy SF z prawdziwą science .

Eviva

Eviva:
I wszystko na Wesleya. A dla mnie to bodaj najsympatyczniejsza postać w TNG

Ja też go lubię i mam odwagę o tym pisać.
Madame Picard
Moderator
#8 - Wysłana: 23 Sier 2009 23:12:31
Odpowiedz 
Queerbot

Bardzo podoba mi się ta koncepcja .

Eviva
Q__

Proponuję założyć osobny topik specjalnie na potrzeby tego bohaterskiego coming-outu ("dzień dobry, jestem Q__ i też lubię Wesleya Crushera" -- oklaski). Problem tylko w tym, że pewnie temat by umarł po dwóch postach .
twi
Użytkownik
#9 - Wysłana: 23 Sier 2009 23:59:52 - Edytowany przez: twi
Odpowiedz 
Queerbot:
po drodze albo na samej jeszcze planecie natknęły się na wir temporalny

Nie takie rzeczy juz sie zdarzaly ale co za duzo to nie zdrowo : )

Q__:
Ja też go lubię i mam odwagę o tym pisać.

Trzeba by ufundowac medal Capt. Pike'a albo jakis inny za odwage : P
Q__
Moderator
#10 - Wysłana: 24 Sier 2009 00:03:42
Odpowiedz 
Madame Picard

Madame Picard:
Problem tylko w tym, że pewnie temat by umarł po dwóch postach

Chyba, że by go nawiedził duch (Eu)gene'a Wesley'a Roddenberry'ego .
Havoc
Użytkownik
#11 - Wysłana: 24 Sier 2009 00:52:33 - Edytowany przez: Havoc
Odpowiedz 
twi:
Trzeba by ufundowac medal Capt. Pike'a albo jakis inny za odwage : P

Ale dopiero pośmiertnie!

Nie można propagować wśród kadetów, takiego skrzywionego światopogladu.
Q__
Moderator
#12 - Wysłana: 27 Lut 2010 00:30:05 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Wracając do tematu, wywiad z Roberem J. Sawyerem, w któym wspomina dlaczego Borg stał się Borgiem:

HSF: In Rollback, Sarah states, "Evolution eventually gives rise to technology, which has a survival value up to a point." What exactly does she mean by this? Does this mean that Evolution is ultimately self-destructive?

RJS: Evolution isn't ultimately anything. It's not teleological; it has no goal in mind. But big brains and dexterous hands give rise to technology, and with technology you can kill on a large scale. As my novel suggests, the reason Star Trek's Borg became a hive mind may have been that that was the only way they could see for intelligent beings to survive once the technology for mass destruction was available to individuals. A hundred years ago, the best a malcontent could do was kill dozens of people; we saw with 9/11 that they can now kill thousands -- and soon that number will be millions and then billions. We're already wrestling to balance liberty and security, and finding it very, very hard.

Evolution demands variation among individuals; without it, there's nothing for natural selection to work on. That means psychological traits are going to vary, too, so as long as evolution continues you will have some people who are crazy -- and the equation "crazy person plus weapon of mass destruction equals big trouble" will be a universal reality.

http://www.hardsciencefiction.rogerdeforest.com/?m ode=8&id=6

(Kolejny autor, którego grzech lekceważyć, Paramouncie.)
Qubiczny
Użytkownik
#13 - Wysłana: 27 Lut 2010 01:23:27 - Edytowany przez: Qubiczny
Odpowiedz 
Ciekawa koncepcja. Jednak sporo gdybania w temacie jak takie ogólne przesłanki mogłyby doprowadzić do powstania kolektywu. Chyba, że w ramach jakiejś masowej zbrodni. Jeśli pierwsza część Matrixa o czymś mówi, to o tym jak człowiek ceni sobie prawdę, choćby gorzką prawdę.

Można zapytać dlaczego nie kontrolowało się indywiduów w tym zakresie, w jakim mogły popełnić zbrodnię na własnym gatunku. I chyba to byłoby sensowniejsze, że na początku było tak, jak w Raporcie Mniejszości i nie wynikało z żadnych całościowych koncepcji o naturze ewolucji, lecz z orwellizacji świata. Wreszcie władza skupiała się w coraz ciaśniejszych kręgach i stawała się coraz większa ostatecznie ewoluując ku całkowitej kontroli i - w walce na szczycie - jednej królowej.

Do tego nie potrzeba zbyt wielkich środków w rękach jednostek. Wystarczy technika i fałszywe przesłanki za wzmacnianiem władzy i kontroli. Coś takiego jak terroryzm może się do tego przyczyniać, faktem jest natomiast, że kilka wieków temu procentowo ginęło więcej przypadkowych ludzi, niż ginie teraz. To fałszywa psychoza. Borg powstałby raczej z żądzy władzy wspieranej techniką, niż ucieczki przed zagrożeniami techniki.

Nadal jednak trudno w ogóle pomyśleć dlaczego ta królowa miałaby spełniać określone gatunkowe cele miast kierować się własnym kaprysem. W kolejnym Treku proponowałbym taki pomysł ewolucji Borga i założenie, że istnieje kilka jego frakcji wywiedzionych z dawnych korporacji kontroli umysłów
Q__
Moderator
#14 - Wysłana: 27 Lut 2010 01:28:41 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Qubiczny

Qubiczny:
Borg powstałby raczej z żądzy władzy wspieranej techniką, niż ucieczki przed zagrożeniami techniki.

Borg "zVOYageryzowany" - owszem. Borg "prawdziwy", TNGowski (a wątpię by Sawyer miał ochotę odnosić się do fantazji paramountowskiego decydenta zamiast do konceptu Roddenberry'ego) raczej z rozpaczliwego równania w dół, uniformizacji i swoistej "demokratyzacji". Tłum w roli tyrana niewolącego samego siebie.

Qubiczny:
Nadal jednak trudno w ogóle pomyśleć dlaczego ta królowa miałaby spełniać określone gatunkowe cele miast kierować się własnym kaprysem.

Bo nawet gdyby była droną uprzywilejowaną ograniczałoby ją sprzężenie zwrotne, podobne do występującego już dziś efektu "polityków zdalnie sterowanych sondażami", a wzmocnione jeszcze bezpośrednią łącznością umysłów.
Qubiczny
Użytkownik
#15 - Wysłana: 27 Lut 2010 01:35:39 - Edytowany przez: Qubiczny
Odpowiedz 
Q__:
Borg "prawdziwy", TNGowski raczej z rozpaczliwego równania w dół, uniformizacji i swoistej "demokratyzacji". Tłum w roli tyrana niewolącego samego siebie.

Znaczące rozróżnienie jednak ja w możliwość tej drugiej drogi nie wierzę. Ten Borg coś w tym stylu symbolizuje. Nie wierzę jednak, że mógł z czegoś takiego powstać. Wierzę w to, że ludzkość szarzeje i nie jest to nic dobrego, nie wierzę, że może zszarzeć całkowicie. Nie wierzę w wizje Witkacego. Chociaż nie - Witkacy dobrze myślał. Bo on za tą uniformizacją widział władzę. Coś ala komunizm faszerujący ludzi ułudą szczęścia i równości.

Natomiast można sobie wyobrazić, że władza przy pomocy techniki nigdy nie należy całkowicie do człowieka i ostatecznie kontrolujący sam zostaje skontrolowany. Można też gdybać, że np. po powstaniu systemu, osoby wolne (władza) wyniszczają się wzajemnie, a reszta pozostaje w Matrixie (co byłoby ciekawą wariacją przytoczonego przez Ciebie pomysłu: kolektywność rzeczywiście uchroniłaby resztę, ale to władza doprowadziłaby do kolektywności; zagrożenie mordem najpierw byłoby straszakiem władzy, a następnie jej końcem i zarazem końcem indywidualizmu).

Nie lubię patrzeć na TNG-owskiego Borga jako coś w stylu motłochu. Wolę wyobrażać go sobie, jako symbol apokalipsy ze strony maszyn (albo czegokolwiek co zaprzeczy naszej wierze w możliwość "dialogu"). Niezdolnych do autorefleksji (fałszywa wiara w poprawiające jakość życia, "ludzkie" AI), po prostu skutecznych, pleniących się według prostego kodu, inteligentnych, ale inteligencją skuteczności. Dostrzegam tu też symbolikę konsumpcjonizmu, ale nie przenoszę jej na genezę Borga jako rasy.

Q__:
Bo nawet gdyby była droną uprzywilejowaną ograniczałoby ją sprzężenie zwrotne, podobne do występującego już dziś efektu "polityków zdalnie sterowanych sondażami", a wzmocnione jeszcze bezpośrednią łącznością umysłów.

Politycy mogą być zdalnie sterowani sondażami ponieważ tłum, jako całość, działa jako indywiduum. Kolektyw Borga natomiast sprawia wrażenie całkowicie podporządkowanego królowej (pomijając pomysły z ruchem oporu). Królowa nie musi zabiegać o żadne poparcie, a więc nie ma sprzężenia zwrotnego. Oczywiście jej siła zależy od siły kolektywu, ale całkowite oddanie konsumpcji nie daje się - raczej - na tej linii usprawiedliwić. Szczególnie, że - jak widzieliśmy to w VOY'u - ślepa konsumpcja może prowadzić do samozniszczenia (bezmyślnego zaatakowania silniejszego).
Q__
Moderator
#16 - Wysłana: 27 Lut 2010 02:21:21 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Qubiczny

Qubiczny:
Znaczące rozróżnienie jednak ja w możliwość tej drugiej drogi nie wierzę. Ten Borg coś w tym stylu symbolizuje. Nie wierzę jednak, że mógł z czegoś takiego powstać.

Hmm, a wiktoriańskie konwenanse? A współczesne systemy prawne? Bezosobowe "mechanizmy" niewolące wszystkich - przynajmniej teoretycznie - w równym stopniu.

Qubiczny:
Kolektyw Borga natomiast sprawia wrażenie całkowicie podporządkowanego królowej (pomijając pomysły z ruchem oporu). Królowa nie musi zabiegać o żadne poparcie, a więc nie ma sprzężenia zwrotnego.

Mnie sie zawsze zdawało, że królowa jest raczej zewnętrznym interface'm, kukłą sterowaną wolą Kolektywu (może czasem pełniącą rolę "języczka u wagi", nie suwerena). Tym bardziej, że widzimy parę razy ginące królowe Borg, a Kolektyw trwa.

(Ale to chyba kwestia nierozstrzygalna.)
Qubiczny
Użytkownik
#17 - Wysłana: 27 Lut 2010 02:39:39 - Edytowany przez: Qubiczny
Odpowiedz 
Q__:
Hmm, a wiktoriańskie konwenanse? A współczesne systemy prawne? Bezosobowe "mechanizmy" niewolące wszystkich - przynajmniej teoretycznie - w równym stopniu.

Mi się wydaje, że za tym wszystkim zawsze stoją grupy wpływów do których należy władza. (Np. konwenanse. Gombrowicz widział w specyficznej klasie konwenansów używanych przez arystokrację narzędzie trzymania pozostałych klas społecznych na dystans). Oczywiście następują rotacje osób, a spirala sama się nakręca. Nakręca się tak, że ludzie, którzy jakąś ideologię zaszczepiali, czasami są potem przerażeni tym, jak daleko się to posunęło. Ideologia zaczyna się wynaturzać.

Jednak zawsze znajdują się nowi piewcy, idący dalej i to oni stanowią władzę. Przekracza to jednak w końcu punkt krytyczny i albo następuje pokojowa zmiana sił, albo rewolucja. Ludzie mają swoją cierpliwość. Wbrew pozorom - uczą się na błędach, muszą je tylko na sobie poczuć. Tak jak Holendrzy poprzez doprowadzoną do absurdu tolerancję nabyli nietolerancji (sprzężenie zwrotne ujemne).

Nie wyobrażam sobie całkowitej likwidacji indywidualizmu bez użycia siły (narkotyku, cybernetycznych wszczepów itp.).

Q__:
Mnie sie zawsze zdawało, że królowa jest raczej zewnętrznym interface'm, kukłą sterowaną wolą Kolektywu (może czasem pełniącą rolę "języczka u wagi", nie suwerena). Tym bardziej, że widzimy parę razy ginące królowe Borg, a Kolektyw trwa.

Takie wrażenie rzeczywiście sprawia kolektyw w TNG, kiedy podejmuje WYSIŁEK "porozumienia", jakby WYDAJE z siebie coś na kształt jednostki. W VOY'u królowa - jak dla mnie - nie sprawia już wrażenia zwykłej emanacji, ma mocno indywidualną osobowość. Kwestie śmierci królowej i trwania kolektywu rzeczywiście są w takiej interpretacji trudne do wytłumaczenia.

W każdym razie: czymkolwiek by nie była królowa, dlaczego kolektyw - który stał się nim dla ochrony gatunku - miałby przejawiać jedynie wolę czysto konsumpcyjną? Po co, aż tak daleko idąca deindywidualizacja? Można by przecież skazywać na śmierć tych, co mają "złe" myśli, ale pewną swobodę pozostawić. Czy gdybyśmy z tego forum stworzyli kolektyw, nie mielibyśmy ciekawszych pomysłów?

Jak dla mnie można tutaj albo gdybać o koniecznościach takiej dehumanizacji dla funkcjonowania kolektywu (co wydaje się nieprzekonujące przy takich możliwościach technologicznych; dałoby się przy nich wydzielić strefy indywidualizmu), albo - co mnie bardziej przekonuje - postawić na władzę jako źródło tej dehumanizacji. Powtarzam mój wcześniejszy edit:

Natomiast można sobie wyobrazić, że władza przy pomocy techniki nigdy nie należy całkowicie do człowieka i ostatecznie kontrolujący sam zostaje skontrolowany. Można też gdybać, że np. po powstaniu systemu, osoby wolne (władza) wyniszczają się wzajemnie, a reszta pozostaje w Matrixie (co byłoby ciekawą wariacją przytoczonego przez Ciebie pomysłu: kolektywność rzeczywiście uchroniłaby resztę, ale to władza doprowadziłaby do kolektywności; zagrożenie mordem najpierw byłoby straszakiem władzy, a następnie jej końcem i zarazem końcem indywidualizmu).

Ta druga możliwość wydaje mi się najbardziej fabularnie pociągająca Właściwie mogłaby to być wariacja buntu maszyn. Władza doprowadzając stopniowo ludzkość do kolektywnej dehumanizacji przy wykorzystaniu techniki i socjotechnicznym rozgrywaniu lęku, sama zostaje w pewnym momencie uznana - można by tutaj ciekawie pokazać narodziny świadomości kolektywu - za zagrożenie i zlikwidowana. Siła kolektywnego, bezosobowego myślenia okazała się selektorem i wyeliminowała indywidualizm z ewolucji. Można by dodatkowo wprowadzić kilka frakcji władzy, ażeby pokazać, że ostatecznie zwycięża kolektyw najbardziej zdehumanizowany. Połączyć to z rzeczywistością równoległą: Borg rodzi się na alternatywnej Ziemi, gdzie w którymś momencie dokonano nieodpowiedniego wyboru. Wiele wieków później, ludzkość oparta o zasady poszanowania indywidualności, musi walczyć z własnym dzieckiem z alternatywnej rzeczywistości
Seybr
Użytkownik
#18 - Wysłana: 27 Lut 2010 11:24:49
Odpowiedz 
Queerbot

Fajna historia, ale raczej do działu humor. Nie raz mówiono iż Borg istnieje od wielu wieków.

Już kiedyś przedstawiłem swoją teorię na temat powstania kolektywu. Spotkała się z aprobatą ;].
Queerbot
Użytkownik
#19 - Wysłana: 27 Lut 2010 16:10:23 - Edytowany przez: Queerbot
Odpowiedz 
Qubiczny:
Nadal jednak trudno w ogóle pomyśleć dlaczego ta królowa miałaby spełniać określone gatunkowe cele miast kierować się własnym kaprysem.

Według mnie królowa Borg nie jest jakimś indywiduum, jednostką uprzywilejowaną pośród tłumu dron; nie wydaje im także poleceń i rozkazów w takim sensie, w jakim król wydaje je poddanym. Bardzo pomocny w zrozumieniu jej natury wydaje mi się pogardzany First Contact. Kiedy Picard spotyka królową, uświadamia sobie, że była obecna przy jego pierwszym porwaniu (co miało miejsce pewnie jakieś 10 lat wcześniej). Logika podpowiada mu, że jest to niemożliwe, Sześcian został przecież zniszczony i tak dalej. Królowa kwituje to słowami w rodzaju: "Myślisz w tak trójwymiarowy sposób!". Według mnie królowa to po prostu cała ta kolektywna inteligencja, całość Borg skupiona w jednej dronie tylko po to żeby ułatwić kontakt z rasami, które nie rozumieją koncepcji kolektywu. Myśląc o królowej jako po prostu o personifikacji całości Borg, o rozumie wspólny,, który równie dobrze mógłby przejawić się w jakiejkolwiek innej dronie albo pozostać w stanie nieupostaciowionym, a nie jako o przywódcy albo procesorze nadrzędnym, który kontroluje inne możemy uratować koncepcję Borga z TNG i jednocześnie zrozumieć, że ten z VOY i FC nie został ani spłycony, ani szczególnie zmieniony względem tego z wcześniejszych serii.

I jeszcze jedna rzecz. Foucault zastanawiając się nad władzą referuje dwie jej koncepcje. Pierwsza to władza typu monarszego - król, władca siedzi na tronie, ma swoją siedzibę, wydaje rozkazy, ośrodek władzy jest klarowny. I drugi typ władzy, który według niego charakteryzuje nasze społeczeństwo, a według mnie strukturę Kolektywu: tzn władza pastoralna, czyli taka, która przejawia się w relacjach między jednostkami, nie tyle wszystko ogarnia, co zewsząd się wyłania, nie ma określonego ośrodka, nie wydaje rozporządzeń, raczej wytwarza normy postępowania, które internalizujemy i bierzemy za przyrodzone. Taka władza nieustannie wymaga relacjonowania naszych uczynków i poszukiwania dla nich racjonalnego uzasadnienia (spowiedź, psychoterapia, wreszcie wspólnota myśli Borg). I wreszcie tak samo jak władza taka nie ma swojego ośrodka, tak samo nie istnieje główna kwatera oporu przeciw niej - pamiętajmy, że Borg uwolniony przez załogę ent. D powrócił do kolektywu, czerpał korzyści z funkcjonowania w nim, ognisko oporu raz się w nim zapalało, raz gasło.
Qubiczny
Użytkownik
#20 - Wysłana: 27 Lut 2010 17:35:08 - Edytowany przez: Qubiczny
Odpowiedz 
Queerbot:
Według mnie królowa to po prostu cała ta kolektywna inteligencja, całość Borg skupiona w jednej dronie tylko po to żeby ułatwić kontakt z rasami, które nie rozumieją koncepcji kolektywu. Myśląc o królowej jako po prostu o personifikacji całości Borg, o rozumie wspólny,, który równie dobrze mógłby przejawić się w jakiejkolwiek innej dronie albo pozostać w stanie nieupostaciowionym, a nie jako o przywódcy albo procesorze nadrzędnym, który kontroluje inne możemy uratować koncepcję Borga z TNG i jednocześnie zrozumieć, że ten z VOY i FC nie został ani spłycony, ani szczególnie zmieniony względem tego z wcześniejszych serii.

Oczywiście, że został spłycony i zmieniony. To o czym piszesz znajduje uzasadnienie jedynie w TNG. W VOY'u - jak mocno by nie powoływać się na brak bezpośrednich zaprzeczeń - królowa po prostu zachowuje się zbyt osobowo. Można powiedzieć, że miewa kaprysy.

Brak również jakiegokolwiek wysiłku kolektywu w stworzeniu jej emanacji. Zważywszy na to czym miałby być kolektyw, łatwość przełożenia jaźni powszechnej na emanację osobowości, jest absurdalna i sprzeczna z tym co widzieliśmy w TNG.

Grupę charakteryzuje pewna nowa jakość w stosunku do składających się na nią jednostek. Nie jest to jednak nic chociażby zbliżonego do jednostki. Grupa działa bardziej jak maszyna: dąży lub żąda, akceptuje, lub odrzuca; czasami stacza się w szaleństwo. Nigdy natomiast nie prowadzi negocjacji, nie dogaduje się, nie waha i nie rozważa, i tylko największym wysiłkiem zdobywa na jakąkolwiek komunikację.

Tak mieliśmy to przedstawione w TNG, w VOY'u jest to zobrazowane zupełnie inaczej.

Queerbot:
I drugi typ władzy, który według niego charakteryzuje nasze społeczeństwo, a według mnie strukturę Kolektywu: tzn władza pastoralna, czyli taka, która przejawia się w relacjach między jednostkami, nie tyle wszystko ogarnia, co zewsząd się wyłania, nie ma określonego ośrodka, nie wydaje rozporządzeń, raczej wytwarza normy postępowania, które internalizujemy i bierzemy za przyrodzone.

Masz na myśli, że u Borga, jako kolektywu, następuje zmieszanie wszystkich dążeń, które staje się jedną wolą? Moim zdaniem takie coś natychmiast skończyłoby się spięciem w systemie, nierozwiązywalną sprzecznością.

U ludzi podobny proces zachodzi na zasadzie wymiany pokoleń. Grupy, które są u władzy, eksternalizują własne przekonania w prawo, instytucje, systemy edukacyjne, kulturę itd. Wobec takich działań stale istnieje opór opozycji. Następne pokolenia już wzrastają w pewnym systemie przekonań i w procesie kształcenia je internalizują. Póki zmiany są rzeczywiście korzystne będą następować na danym kierunku, jednak poprzez kulturową pamięć (i to jest jej waga) wciąż będzie istnieć świadomość innych rozwiązań i będą istnieć ludzie wyznający te inne przekonania. Kiedy linia postępu zacznie się wynaturzać, a tak się zazwyczaj z czasem dzieje, do głosu dojdzie opozycja i albo nastąpi pokojowa wymiana władzy, albo rewolucja. Zauważ, że w tym procesie tak naprawdę zawsze istnieje władza. Nie jest to władza pełnej kontroli rozwoju, ale władza siły. Każdemu etapowi rozwoju patronuje jakaś siła, choćby czysto militarna, władna, by ten rozwój przerwać. I w ramach tej siły zawsze istnieją przecież ludzie o odmiennych przekonaniach, niż im współczesne.

Jak już mówiłem: uważam, że społeczeństwo posiada pewne granice cierpliwości i podstawową logikę. Bez przemocy nie da się go całkowicie ogłupić i podporządkować. W człowieku - poza tym - istnieje pewna przekorność, która w końcu każe mu mówić "me", kiedy za wiele dokoła i zbyt już długo słyszy się "be". Gdyby społeczeństwo to była tylko jednolita grupa, można by się obawiać, ale to zawsze są też jednostki oraz podgrupy i rozwój nie idzie jedynie po linii sprzężenia "masa-politycy", ale też czasami od dołu, od pojedynczych osób, samorządów i odświeżających pomysłów. Bardziej, niż twierdzenie, że popadniemy ostatecznie w powszechne zniewolenie przekonuje mnie, że skończymy w ogniu rewolucji.

Spowiedź, poza czynnikami religijnymi, jest naturalną konsekwencją istnienia sumienia. Natomiast psychoterapię rzeczywiście można uznać za wynikającą z instytucji demokratycznych. Jest odpowiedzią na niedostosowanie do życia w globalnej społeczności w której można w każdej chwili zostać ocenionym, a nie ma gdzie się ukryć. Potrzeba nam po prostu trochę większej siły charakteru i zdolności cenienia sobie takich osób, jak Cejrowski czy Korwin tzn. osób, które - chociaż mogą mieć dla nas poglądy dość egzotyczne - mają odwagę je publicznie głosić. Do tego rozwój samorządności i nie martwiłbym się zbytnio o jakiegoś borgowskiego wampira demokracji.
Qubiczny
Użytkownik
#21 - Wysłana: 27 Lut 2010 18:40:51 - Edytowany przez: Qubiczny
Odpowiedz 
Foucault - tak jak przedstawiłeś jego poglądy - zbyt łatwo, moim zdaniem, ekstrapoluje proste spostrzeżenia na całość społeczeństwa. Niewątpliwym jest, że jeśli ktoś znajdzie jakiś poręczny sposób działania w danej, powtarzalnej sytuacji, to ktoś, kto ten fakt dostrzeże, może sam z siebie, nawet bez udziału świadomości, zacząć tę czynność powielać. Sposób działania może się z czasem stać sposobem powszechnym. Coś nastąpiło bez żadnego ośrodka władzy, powstało z międzyludzkich interakcji. Ktoś może jednak powiedzieć, że oznacza to zaledwie tyle, iż ludzka zaradność osiągnęła w danej dziedzinie sukces. I tak jest w zasadzie zawsze. Zawsze jakaś nasza cecha każe nam wytworzyć pewne rozwiązania. Z pewnością ludzie - jako ogół - mają nie tylko zalety, ale również i wady. Czy jednak szczerze wierzysz, że wady tak w nas przeważają ilościowo, albo są aż tak niebezpieczne, iż byłyby w stanie wprowadzić całą ludzkość w Borgowski kolektyw? Że pamięć, wiedza, indywidualizm, przekorność, zdrowy rozsądek, albo sam czysty bunt, nie staną temu na drodze?

Gdyby rozumieć Borga tak, jak to proponujesz, że jest jaźnią nad zbiorem jaźni, to nieobecność wewnętrznego buntu (ten motyw dostajemy dopiero w VOY'u) chciałbyś zapewne tłumaczyć kontrolą tego, co dana drona myśli. Nie istnieje jednak lęk tak wielki, ażeby powstrzymał indywidua - przynajmniej niektóre - od posiadania własnego zdania. Co robi zatem kolektyw? Morduje je? Nie istnieje też myśl świadoma, której nie zdarzałoby się choćby w ramach rozważania hipotez, na chwilę przyjąć tezy niezgodnej z "linią partii". Więc co - wymordować wszystkie? Chyba, że one odrzucają zaraz te hipotezy... w imię odgórnej dyrektywy. Borga to by różniło od Federacji - o czym często lubił się rozwodzić Picard - że posiada nie podlegającą dyskusji ostateczną rację.

Pisałeś już o tym, że drona czerpała korzyści z powrotu do kolektywu. Chodziło o poczucie wspólnoty, wielość głosów, wspólny cel itd. Można więc powiedzieć, że Kolektyw, to tak naprawdę narkotyk, a więc przemoc, a więc jakaś zewnętrzna władza. I to jest tą ostateczną dyrektywą: lepiej jest z narkotykiem. To nadal jednak nie tłumaczy dlaczego Borg jest stale oddany jednemu celowi: konsumpcji, wcielaniu w siebie innych. Być może to dodatkowa dawka narkotyku. Można przyjąć, że według niego inni po prostu zasadniczo się mylą, że nie potrafi wyjść poza tę myśl. Taka jednak myśl, która nie potrafi wyjść poza siebie, jest myślą nienegocjowalną.

Borg z VOY'a nie bardzo odpowiada tej koncepcji. Chyba, iżby uznać, że w VOY'u Borg został z tej myśli wybity, wybity z samozadowolenia zwyczajną groźbą ostatecznego kresu, śmierci. Na tej płaszczyźnie można by nawet jakoś próbować tłumaczyć sugerujące oddzielną osobowość rozchwianie królowej.

Tak czy owak: taka narkotykowa wizja Borga pasuje mi do szaleństw w rodzaju komunizmu, czy nazizmu, do chwilowych zwichrowań psychicznych grup ludzkich, nie widzę jak coś tego typu mogłoby się stać stanem permanentnym. Po prostu człowiek nie jest istotą, którą można by - bez uderzenia w jego biologię - wprowadzić w stan permanentnego zapatrzenia w lustro. Grupa - co już mówiłem - potrafi oszaleć, ale nie potrafi ostatecznie zwariować. Zawsze część szaleńców po pewnym czasie ochłonie, zawsze ktoś zada jakieś niewygodne pytanie, zobaczy coś niedozwolonego, jakiś fakt zrozumie.

Wiesz, jak tak teraz myślę, to chyba muszę przyznać Ci rację, że Borg z VOY'a nie jest taki zły. Zbyt pozbawiono go tajemniczości, nieudanie rozwiązano pewne pomysły, ale same pomysły nie wydają mi się już takie złe.
Queerbot
Użytkownik
#22 - Wysłana: 27 Lut 2010 19:51:04
Odpowiedz 
Twoje uwagi Qubiczny są bardzo słuszne, ale mi chodzi o to, jak ja chcę traktować Borg tak, aby to uniwersum miało jakikolwiek sens. Wiele spraw przedstawionych w Treku wymaga niestety wyjątkowo pokrętnej interpretacji by wszystko trzymało się kupy. Na szczęście seriali jest mnóstwo a niedoróbki producentów pozostawiają miejsce na tego typu interpretacje. Taka wieloznaczność z jednej strony jest wadą, z drugiej daje pole do popisu i umożliwia wielość rozumienia.

Co do Foucaulta to oczywiście było to bardzo pobieżne streszczenie, on wszystko to popiera seriami przykładów, jest zresztą niezwykle elokwentny. W każdym razie wg niego ten właśnie model władzy pasuje do czasów współczesnych właśnie dlatego, że nie posługuje się zakazem i nakazem, nie jest to reżim, jego głównym narzędziem jest wszczepianie w nas różnych norm tak, że bierzemy je za biologiczne cechy gatunkowe. Nagrodą zaś jest spójne społeczeństwo, pełne zrozumiałych dla siebie nawzajem jednostek, ład społeczny, którego każdy z nas pragnie.
Madame Picard
Moderator
#23 - Wysłana: 27 Lut 2010 20:08:05
Odpowiedz 
Queerbot:
wg niego ten właśnie model władzy pasuje do czasów współczesnych właśnie dlatego, że nie posługuje się zakazem i nakazem, nie jest to reżim, jego głównym narzędziem jest wszczepianie w nas różnych norm

O ile mi wiadomo, to porządek społeczny jest zawsze utrzymywany poprzez te 2 mechanizmy: groźbę sankcji i zinternalizowanie norm.
Zasługą Foucaulta było nie tyle odkrycie tego drugiego mechanizmu - bo to są rudymenty socjologii - ale spostrzeżenie, że władza nie musi być skupiona w jednym centralnym ośrodku rządzącym ("należy ściąć głowę królowi, to zadanie, które stoi przed teorią polityczną"), jest zjawiskiem rozproszonym w różnych punktach struktury społecznej, często niewidocznym, ale nie mniej przez to skutecznym.
Queerbot
Użytkownik
#24 - Wysłana: 27 Lut 2010 20:41:24
Odpowiedz 
To właśnie napisałem:

"czyli taka, która (...) nie tyle wszystko ogarnia, co zewsząd się wyłania, nie ma określonego ośrodka".

Zamiast sankcji i groźbie kary F. zdaje się mówić o "staniu się" nienormalnym nawet na poziomie biologicznym, przytacza szereg relacji o tym jak lekarze badając mózgi i ciała osób postrzeganych jako dewiantów dowodzili o ich nienaturalnej budowie itp. W każdym razie to właśnie strach takiego rodzaju trzyma raczej wszystkie drony przy sobie, a taka niemonarsza władza nie produkuje antykolektywu i nie doprowadza do wybuchu wojny domowej. A że Borg sprawnie działa nawet wtedy, kiedy dowiedzieliśmy się o istnieniu królowej, zakładam, że królowa roli takiego monarchy nie pełni.
Qubiczny
Użytkownik
#25 - Wysłana: 27 Lut 2010 20:49:03 - Edytowany przez: Qubiczny
Odpowiedz 
Queerbot:
Co do Foucaulta to oczywiście było to bardzo pobieżne streszczenie, on wszystko to popiera seriami przykładów, jest zresztą niezwykle elokwentny. W każdym razie wg niego ten właśnie model władzy pasuje do czasów współczesnych właśnie dlatego, że nie posługuje się zakazem i nakazem, nie jest to reżim, jego głównym narzędziem jest wszczepianie w nas różnych norm tak, że bierzemy je za biologiczne cechy gatunkowe. Nagrodą zaś jest spójne społeczeństwo, pełne zrozumiałych dla siebie nawzajem jednostek, ład społeczny, którego każdy z nas pragnie.

I Foucault - takie odniosłem wrażenie - uważa to za za pozytyw? Widzisz, ja byłem przekonany, że to za pozytyw uznać bardzo trudno (i że on również za pozytyw tego nie uznaje), aczkolwiek nie należy też tego procesu demonizować.

Twierdzenie, że nie ma tutaj mowy o nakazach i zakazach wydaje mi się retoryką. Nie istnieją ideologiczne nakazy i zakazy w rodzaju zdawania sprawdzianów z wiedzy o marksizmie i uczestnictwa w wiecach. To prawda. Jednak istnieją inne narzędzia nacisku: ostracyzm, piętnowanie, śmierć medialna itd. Wykazują one wcale niemałą, a nie raz i nie mniejszą skuteczność. Przede wszystkim zaś prowadzą do zbydlęcenia wcale nie tak odległego od charakterystycznego dla homo sovieticus.

Wciąż istnieje przemoc, nie czysto fizyczna, ale psychologiczna i jednym z jej objawów jest "neurotyczny" stan współczesnego człowieka (każdy chodzi na psychoterapię). Nie jest prawdą, że osiągamy spójne społeczeństwo, pełne zrozumiałych dla siebie nawzajem jednostek i powszechny ład społeczny.

Osiągamy społeczeństwo jednostek niepotrafiących być sobą, żyjących na pokaz, nie potrafiących zaakceptować swoich ciemnych stron, stale przerażonych, że ktoś znajdzie trupy ukryte w szafie i wywlecze na światło dzienne, jednostek skorych do łatwych sądów i piętnowania innych jakby dla wykazania, że same są w porządku i wyznają panującą rację.

Jest to skutek wielu czynników m.in. błyskawicznego przepływu "informacji" i powszechnego dostępu do narzędzi medialnych (każdy może założyć sobie stronę i głosić swoje "mądrości" np. piętnować publicznie innych z niemal natychmiastowym skutkiem tj. publicznie prać własne brudy, co jest wstrętnym wyniesieniem codziennych małości ludzkich na publiczny poziom), umasowienia informacji (mało kto zgłębia wiedzę, a - ponieważ chce być znawcą we wszystkim - powtarza brednie z mediów; doskonały środek manipulacji), demokratyczności wyborów (masa płytko rozumuje, wystarczy więc zdyskredytować przeciwnika i samemu przedstawić się w jak najlepszym świetle; prawda odgrywa rolę drugorzędną), świadomych projektów socjotechnicznych (jeśli się jest przy władzy i chce długofalowo realizować swoje cele, najlepiej jest naznaczyć osoby o innych poglądach: homofoby, moherowe berety, mordercy dzieci itd. a w tym celu najlepiej planowo przewartościować, zmącić i zakłamać pojęcia, ażeby można za ich pomocą było dojść do jedynie słusznych wniosków) itd. itd.

Ogólnie demokracja to w istocie bełkot. Bełkot, który mocno uwiera w codzienności, chyba, że człowiek nauczy się żyć obok tego i się zbytnio nie przejmować. Samemu sobie narzuci ideał nie oceniania wszystkiego zbyt szybko i tylko o tę prawdę będzie walczył i z niej czerpał siłę do niepopadania w nerwicę z tego tylko powodu, że jakiś matoł jeden z drugim może go łatwym sądzikiem ocenić; takie osobiste przekonanie jest w demokracji najważniejsze. Tę cechę należy przede wszystkim kształcić w obywatelach.

Nie demonizuję jednak demokracji, bo wierzę w to, że zawsze będą jednak istniały osoby o szerokich horyzontach i odwadze cywilnej, które będą tworzyć elity i nie pozwolą, ażeby powszechne burdy doprowadziły do wprowadzenia regulacji dogłębnie niebezpiecznych. Wierzę, że istnieją mechanizmy, które jednak poddają racjonalnym testom tendencję, które wykształciły się niejako "między ludźmi", bez jakiegoś jasno określonego ogniska przemian. Wierzę - innymi słowy - że istnieje mechanizm selekcji, który oddziela to, co powstało między ludźmi z ich pozytywnych cech, od tego, co powstało z wad.

Nie sądzę np. ażeby wygoda pozwalania sobie na nieodpowiedzialność, która przede wszystkim przecież stoi za powszechnością aborcji, doprowadziła sama w sobie do legalizacji tego działania. Prawdą jest, co mówił Q__, że politycy bywają sterowani sondażami. Mimo tego i faktu, że aborcja od wieków była powszechna, nie wierzę, że elity i ogół społeczeństwa, zgodziłyby się na jej legalizację, gdyby nie fakt, że nauka dostarczyła przesłanek za tym, że płód do pewnego wieku nie czuje jeszcze i nie myśli, i kiedy wszelkie rozumowania o duszy czy potencjalności należą do filozofii i wiary, to nie można wymagać, ażeby prawo oparte było o wiarę. Tak więc demokracja powtórzyła prawo do aborcji przyznane przez komunizm, ale z innych - jak się wydaje - względów. I gdyby racje przeciwko aborcji były jasne, nie mielibyśmy takowych regulacji.

Zdarza się, że popełniamy błędy, że wprowadzamy wątpliwe regulacje, ale wtedy następuje rotacja sił, a społeczeństwo - już nauczone na własnym błędzie - wycofuje się z tych rozwiązań. Tak było z doprowadzonym do absurdu bezstresowym wychowaniem w wielu krajach (również u nas - kwestia zachowań uczniów), z nadmiarem tolerancji w Holandii, na naszych oczach dzieje się w kwestii stosunku do osób w śpiączce (okazuje się, że osoby te myślą, czują, posiadają aktywną świadomość).
Slovaak
Użytkownik
#26 - Wysłana: 27 Lut 2010 22:14:59
Odpowiedz 
Queerbot

Aż muszę obejrzeć ten odcinek TNG i pamiętaj, jeśli znów zainteresuję się Trekiem, to będzie Twoja wina!
Qubiczny
Użytkownik
#27 - Wysłana: 27 Lut 2010 22:15:47 - Edytowany przez: Qubiczny
Odpowiedz 
Queerbot:
W każdym razie to właśnie strach takiego rodzaju trzyma raczej wszystkie drony przy sobie, a taka niemonarsza władza nie produkuje antykolektywu i nie doprowadza do wybuchu wojny domowej.

Tylko, że takie coś musi - moim zdaniem - prowadzić albo do antykolektywu i skupionej rewolucji, albo do rewolucji rozproszonej - jak w przypadku terroryzmu, albo wreszcie wycofania się z takiego piętnowania i znalezienia innego instrumentu władzy. Takie coś nie może wiecznie istnieć.

Współczesność pokazała, że - póki co - najlepszym (najpopularniejszym) narzędziem walki przeciw demokracji jest terroryzm. Dlatego właśnie pisałem, że jeśli już wierzyć, że Borg, to coś w rodzaju zwampiryzowanej demokracji, to powstał w ten sposób, że ruchy antydemokratyczne (terrorystyczne z natury) pozwoliły władzy na przyznanie sobie większej kontroli, aż wreszcie władza ta była niemal absolutną kontrolą myśli, całkowitą dehumanizacją (za pomocą jakichś cybernetycznych narzędzi) i z demokracją nie miała w istocie już nic wspólnego. Myślę jednak, że ludzie - mimo strachu - dobrowolnie by się na to nie zgodzili; to musiałby być jakiś podstęp władzy, który - zastosowany - wyłączył od razu możliwość dalszego sprzeciwu. [Nie przekonuje mnie odgórne przemyślenie - jakie przytoczył Q__ - że w obliczu środków zagłady dostępnych jednostce przetrwa jedynie kolektyw, a następnie wynikające stąd jakoby ustawienie się jednostek po bilety do kolektywu.]

Jeśli władzę mamy wyeliminować, bowiem królowa ma być jedynie emanacją, to wiarygodnym rozwojem byłoby np. coś takiego, że ludzie - już zdehumanizowani, ograniczeni maszynowo w myśleniu - odzyskują, już jako kolektyw, jakąś ograniczoną wolę i likwidują władzę (brzmi marksistowsko), albo władza sama ulega autodestrukcji w jakiejś wojnie; w obu wypadkach zostaje kolektyw.

Tylko to się nie zgadza z tym, że drony - jak się okazuje - zachowują jednak osobową świadomość. Gdyby tak było to, jak pisałem w pierwszym akapicie, nie wierzę, że kolektyw mógłby trwać w takim stanie. Życie w paraliżu powodowanym strachem, to żadne życie, to podstawowa przyczyna samobójstw. Drona Borg - która miałaby żyć wbrew sobie - uderzyłaby w kolektyw już chociażby dlatego, że do szczętu by oszalała. Nie w każdego można wmówić, że to coś z nim jest nie tak, a jeśli nawet w daną osobę się to wmówi, to niekoniecznie otrzyma się niewolniczego sługę z poczuciem winy, bardzo możliwe, że raczej pełnego nienawiści do siebie i innych, żadnego mordu szaleńca. Jeśli ta świadomość osobowa w dronach istnieje, to musi być przez kolektyw wyłączana nie jakimś strachem, czy prześladowaniem, lecz techniką. Inaczej nie wyobrażam sobie braku buntu, inaczej już na samym początku nie byłoby mowy o powstaniu kolektywu. Borg może być zwampirozywaną demokracją jedynie w genezie, nie wyobrażam sobie jak procesy przeniesione z demokracji, choćby spaczone, mogły same w sobie utrzymać jego jedność.

Inną możliwością, albo może właśnie podstępem władzy, mogłyby być skrajnie narkotyczne właściwości kolektywu. Coś jak "święty spokój" i pozostanie na "znanym" - choć będącym złudzeniem, w Matrixie. Tylko niesłychanie mocniejszym (działającym nie tylko psychologicznie, ale i biologicznie), bo inaczej znalazłby się jakiś Neo.

Oczywiście strach i siła mają właściwości paraliżujące: widać to było w obozach zagłady. Jednak mieliśmy powstanie w getcie, mieliśmy żydowski ruch oporu, oraz masę jednostkowych czynów, które wyłamywały się z ogólnego paraliżu. Taki opór z czasem zdobywa nowych zwolenników, aż wreszcie odnosi skutek. Nie da się ze zbioru ludzi na wieki zrobić bezwolnego zombie.
Qubiczny
Użytkownik
#28 - Wysłana: 27 Lut 2010 23:18:27
Odpowiedz 
Madame Picard:
Zasługą Foucaulta było nie tyle odkrycie tego drugiego mechanizmu - bo to są rudymenty socjologii - ale spostrzeżenie, że władza nie musi być skupiona w jednym centralnym ośrodku rządzącym ("należy ściąć głowę królowi, to zadanie, które stoi przed teorią polityczną"), jest zjawiskiem rozproszonym w różnych punktach struktury społecznej, często niewidocznym, ale nie mniej przez to skutecznym.

Tylko, że długo przed nim - i to w Polsce - pisali o tym np. Gombrowicz czy Witkacy
Qubiczny
Użytkownik
#29 - Wysłana: 28 Lut 2010 02:02:05 - Edytowany przez: Qubiczny
Odpowiedz 
Q__:
Hmm, a wiktoriańskie konwenanse? A współczesne systemy prawne? Bezosobowe "mechanizmy" niewolące wszystkich - przynajmniej teoretycznie - w równym stopniu.

Raz jeszcze. Naprawdę sądzisz, że konwenans może wejść w życie, jeśli nie wyznaje go większość, przynajmniej spośród tych osób, które kształtują epokę? Ja nie sądzę. Jak zatem mówić o samoogłupieniu skoro najwidoczniej, dla tych osób, w tamtym czasie, miało to jakiś sens, pełniło jakąś rolę. I nie ograniczało wolności w tej mierze, w jakiej współcześni życzyli sobie z niej korzystać. W istocie - w ogóle jej nie ograniczało. Jest to rozróżnienie między ograniczeniem będącym w istocie ukierunkowaniem wolności, a ograniczeniem, które wolność niewoli. W rzeczywistości nie istnieje wolność nieukierunkowana; człowiek, który nie potrafi nadać swojemu życiu kierunku, który nie znajduje jakiegoś oparcia, nie potrafi zdefiniować dobra i przez to nadać sensu swoim czynom, w istocie czuje się zniewolony.

Wiktoriańskie konwenanse znamy z relacji z czasów, kiedy przestawały tę rolę tak powszechnie pełnić i dlatego opisuje się je w bardzo negatywnym tonie. Odegrały też swoją rolę w popularnych do dziś ruchach społecznych, które brały je za przykład w swoim wysiłku krytycznym.

To zupełnie naturalne, że każda zasada regulująca życie społeczne posiada swoistą bezwładność; od pewnego momentu, dla coraz większej ilości osób, staje się zasadą niewolącą, aż wreszcie - drogą ewolucyjnego naporu, lub rewolucyjnej eksplozji - obraca się w gruzy.

To, że w ogóle może pełnić rolę niewolącą zdaje się jednak świadczyć raczej za tym, iż społeczeństwo w każdej kwestii prędzej czy później przestaje być zgodne, niż na rzecz powszechnego i wiecznego przyjęcia jakichś rozwiązań. Nie jest też tak, że to jakiś upiór niewoli siły przemiany; to naturalna reakcja ze strony osób, które są wżyte w daną regulację świata, w tej regulacji się orientują, w niej znajdują poczucie pewności i bezpieczeństwa. I nie należy tych osób potępiać. Skrajnego wstecznictwa należy się obawiać nie bardziej, niż szalonego rewolucjonizmu. Umiarkowany konserwatyzm uważam natomiast za po prostu "ludzki".

Trek niejednokrotnie o tym mówi, jak ważne jest stawianie na ewolucję.

________________

Prawo nie jest bezosobowe. Przy ustalaniu wysokości wyroku ważne są motywy; nie sam fakt, ale i sposób popełnienia przestępstwa; zachodzenie, lub niezachodzenie skruchy itd. W tym miejscu - obok nadzorowania przebiegu procesu - pełni swoją rolę sędzia.

Poza tym - jaka miałaby być alternatywa wobec prawa dążącego ku obiektywności? Osobiste przekonania sędziego? Tak jak - co jest bezdyskusyjne - bywają ofiary obiektywizmu prawa, tak tym więcej należałoby się chyba spodziewać ofiar prawa kierowanego subiektywnymi ocenami.

Oczywiście można mówić o tym, że system prawa w takim USA jest złowieszczy i zatracono w nim gdzieś zrozumienie dla ułomności człowieka. Wyroki bywają absurdalnie wysokie, kategorie i przesłanki za popełnieniem przestępstwa rodem z powieści Kafki (przywodzące na myśl: zimną jak stal "biurokrację"), tracenie ludzi po przetrzymywaniu ich przez dekady diaboliczne, a skuteczność obrony zależna od finansowych cyrografów składanych wobec cynicznych prawników. Nie jest to jednak przecież jakiś wzór, który każde prawodawstwo ma naśladować, a i w USA narasta świadomość wadliwości owego systemu.
Q__
Moderator
#30 - Wysłana: 1 Mar 2010 11:28:23 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Qubiczny

Qubiczny:
Oczywiście następują rotacje osób, a spirala sama się nakręca. Nakręca się tak, że ludzie, którzy jakąś ideologię zaszczepiali, czasami są potem przerażeni tym, jak daleko się to posunęło. Ideologia zaczyna się wynaturzać.

I w tym (Borg) wypadku zdaje mi się, że właśnie o czymś takim można mówić.... Wspomniałeś o wycofaniu się, zgoda, z tym, że nie zawsze da się wycofać.

Pamiętasz z "Solaris" jedną z pomniejszych hipotez solarystycznych jakoby tytułowy Ocean, był czymś na kształt nowotworu-glejaka który niejako "pożarł" całą cywilizację? Borg zważywszy na szybkość asymilacji może być takim tech-"nowotworem". Pomijaliśmy dotąd jeden aspekt - mówilismy o jednostkach składajacych się na Kolektyw, mówilismy o Królowych, a zapominamy o trzymającej to wszystko w kupie technologii. Nanotechnologii przede wszystkim. Jeśłi jednym z działań przebudowujących ciało asymilowanych było takie "przestrajanie" mózgu, by dobro zbiorowosci przedkładał nad własne, nie mogło już być woli zmian czy dobrowolnego "wyłamania się". Mogło się to zacząć od - mniej lub bardziej - dobrowolnej decyzji całej zbiorowości, mogło od relatywnie niewielkiej grupy doświadczalnej, która odegrałą rolę w/w "nowotworu". (I tak dobrze zresztą, że nanosondy Borg trzeba aplikowac w specjalny sposób, gdyby umiały roznosić się drogą powietrzną nikt kto miałby blizej do czynienia z choc jedna droną nie miałby szans uniknac asymilacji.)

Druga opcja to powtórzenie sytuacji Binarów, w której sprawy poszły krok dalej. Cywilizacja cyborgów tak długo dzielila swe myśli za pośrednictwem globalnej Sieci lub jej następcy - planetarnego komputera, że w końcu zlały się jednostkowe tożsamości (kolejne pokolenia dorastały bardziej czujac się częścia, wymianiajacej się stale informacją, zbiorowości, niż jednostką, a mógł ten proces trwać wiekami). Początkwo do Kolektywu wstępowało się dobrowolnie, bo dawał ten akt podobne (a nawet większe) bonusy jak używanie Internetu dziś; a z czasem "Internet" wchłonął "Internautów". (To juź jest hipoteza nieco alternatywna wobec sawyerwskiej.)

W obu tych wersjach nijaki Führer (królowa) niewolący tłumy i naginajacy je do swojej woli nie jest potrzebny .

Queerbot

Queerbot:
Według mnie królowa to po prostu cała ta kolektywna inteligencja, całość Borg skupiona w jednej dronie tylko po to żeby ułatwić kontakt z rasami, które nie rozumieją koncepcji kolektywu.

Zgoda, przy czym w takim wypadku wspólistnienie w pewnym momencie królowej i wyróżnionego Locutusa wypadnie aliczyć do scenariuszowych niekonsekwencji. Sensowniej będzie założyć, że królową Kolektyw stworzył po doswiadczeniach z próba posłużenia się Locutusem. W takim wypadku słowa Picarda "byłaś tam" oznaczałyby, że będąc droną wyczuwał zbiorowa wolę Kolektywu. (Inną - sugerowaną przez niekonsekwencję "kanonu" sytuacja może być współistnienie iluś królowych posłanych przez Kolektyw na inne obszary - wttedy Locutus w jakimś sensie byłby też królowcem .)

(Możliwa jest też hipoteza pośrednia - tzn. nie ma jednej królowej-tyranki, nie ma też królowych będących tylko "fantomami" poruszanymi wolą zbiorowości - natomiast istnieja dwie kategorie dron: zwykłe i królowe stanowiące jekby "serwery" tej sieci. Kwestia z jakiej przyczyny rolę "serwerów" pełnią - o ile wiemy - tylko jednostki żeńskie byłaby otwarta.)
 Strona:  1  2  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / Tajemnica Borg rozwiązana.

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!