USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / 10 Rzeczy których nie lubimy w Star Treku
 Strona:  ««  1  2  3  ...  11  12  13  14  15  16  17  »» 
Autor Wiadomość
Kowal155
Użytkownik
#391 - Wysłana: 22 Kwi 2010 00:16:57
Odpowiedz 
Z TOSem jest o tyle śmiesznie, że nawet jak się weźmie poprawkę na czasy i na budżet to może szalenie zaskoczyć. Zostały mi cztery odcinki do końca trzeciego sezonu i ze szczerym sercem mogę powiedzieć, że było kilka odcinków które mógłbym nazwać świetnymi, a parę rewelacyjnymi. Sporo jest przeciętnych, natomiast mnóstwo niestety takich, gdzie scenarzysta ewidentnie pisał pod wpływem, bo np. wrzucił Klingona do pierwotnej cywilizacji, za chwilę go olał, a zanim fabuła się rozwinęła i nawet nie przebrzmiał punkt kulminacyjny, skończył się odcinek :P argh! To jest to co chwilowo wypłynęło z mojego mózgu, a "kwiatków" jest o wiele więcej. Jednakowoż oceniam całość jako sympatyczną i wciągającą, acz męczącą jeśli na raz więcej niż 3 odcinki się ogląda :P Czego jeszcze nie lubię w TOSie? a, jurnego kapitana Kirka :P W prawie każdym odcinku niczym latynoski macho, wyrywa kolejne kobiety. Po pewnym czasie staje się to męczące, nawet jeśli nie zwróciło się na to uwagi na początku serialu.
Q__
Moderator
#392 - Wysłana: 22 Kwi 2010 02:33:52
Odpowiedz 
Kowal155

Kowal155:
Czego jeszcze nie lubię w TOSie? a, jurnego kapitana Kirka :P W prawie każdym odcinku niczym latynoski macho, wyrywa kolejne kobiety. Po pewnym czasie staje się to męczące, nawet jeśli nie zwróciło się na to uwagi na początku serialu.

Hmmm... Kapitan Kirk w począykowych odcinkach jest postacią znacznie bardziej serio, wręcz służbistą (w "The Naked Now" wzdycha wręcz widząc Rand, że w nawale obowiązków nie ma czesu na miłość). Jest więc "kosmicznym mnichem" ulepionym z tej samej gliny co reszta Pirxów i Bowmanów. W bondopodobnego uwodziciela wsystkiego co się rusza scenarzyście pezekształcili go tak od +/- drugiego sezonu. Zapewne w trosce o oglądalność.
Kowal155
Użytkownik
#393 - Wysłana: 22 Kwi 2010 17:57:47
Odpowiedz 
Pamiętam taką wypowiedź, ale nie jestem pewien czy w tym odcinku, bo Kirk ze dwa lub trzy razy w pierwszej połowie sezonu zbliżał się "duchowo" do Janice Rand. Natomiast ten odcinek w TOSie to Naked Time, a Naked Now to któryś z początkowych epizodów TNG opartych na tym samym schemacie scenariusza (zmieniona struktura, momenty dipolowe, czy jakieś inne modyfikacje cząsteczek wody, która powoduje takie patologiczne uwypuklenia charakterów - trąci mi tu troszkę homeopatią, równie niejasne wytłumaczenie tego działania i podobnie niejasny wpływ, choć w TOSie niebezpiecznie wyraźny :P). Przyznaję rację, że na początku Kirk wyglądał bardziej służbowo i mniej było takich "romantycznych" wyskoków. Wtedy nie miałem żadnych problemów z tą postacią. Problemem nie jest jego jurność - przykładowo w Mass Effect'cie 2 Mirandzie można powiedzieć po prostu o zaciągnięciu do łóżka - tutaj za każdym razem słyszymy gadkę o wspaniałym ludzkim uczuciu - miłości - co doprowadza mnie do pewnej irytacji, gdy oglądam ten sam schemat po raz n-ty.
Eviva
Użytkownik
#394 - Wysłana: 22 Kwi 2010 18:07:38
Odpowiedz 
Cóz, tak to już jest, rzadko kiedy ostatnie lepsze jest od pierwszego. Mnie też drażniło nieco to, ze Kirkowi żadna nie może się oprzeć i każda dostaje seksualnej wariacji na jego punkcie. Jednak pogodziłam się z tym, bo, jak już gdzieś miałam zaszczyt zaznaczyć, wolę mieć TOS z jego niedoróbkami niż nie mieć go w ogóle. Myślę, że wszyscy podzielą moje zdanie, gdy tylko uświadomią sobie, że bez TOS nie byłoby całej reszty - a to chyba nie zanadto by się wam podobało. pomyślcie - nie ma TNG, nie ma DS9 ani VOY, ani nieszczęsnego ENT, ani filmów, a nam zostaliby "Czterej pancerni"....
Kowal155
Użytkownik
#395 - Wysłana: 22 Kwi 2010 18:19:26
Odpowiedz 
Bez przesady - zawsze jest jeszcze nieśmiertelny Kloss i coroczna lub częściej puszczana Seksmisja TNG faktycznie byłoby szkoda - po początkowych odcinkach bardzo go polubiłem. Nie wiem jak dalej będzie, ale ostrze sobie ząbki na DS9
Eviva
Użytkownik
#396 - Wysłana: 22 Kwi 2010 18:25:19
Odpowiedz 
Kowal155

Polecam jeszcze VOY - fantastyczny. No i ENT, ma w sobei sporo zalet, mimo że tak został zjechany.
Q__
Moderator
#397 - Wysłana: 22 Kwi 2010 18:36:35
Odpowiedz 
Kowal155

Kowal155:
Natomiast ten odcinek w TOSie to Naked Time, a Naked Now to któryś z początkowych epizodów TNG opartych na tym samym schemacie scenariusza

Wiem, wiem . Jak się nocą pisze, to się czasem głupie błędy robi.

Kowal155:
zmieniona struktura, momenty dipolowe, czy jakieś inne modyfikacje cząsteczek wody, która powoduje takie patologiczne uwypuklenia charakterów - trąci mi tu troszkę homeopatią, równie niejasne wytłumaczenie tego działania i podobnie niejasny wpływ, choć w TOSie niebezpiecznie wyraźny

"The Naked Time", choć uważam, że to b. dobry - bo dający okazje wejrzeć w psychike bohaterów - odcinek, gorsze ma nielogicznosci. Ot choćby ten pan drapiący się po nosie w temperaturze bliskeij zera bezwzglednego, na planecie majacej atmosferę, choć w tej temperaturze mieć jej nie może. (No. ale, że ta malownicza bzdura służyła za punkt wyjścia do całkiem ciekawych spraw, to atak śmiechu szybko mi minął, i odcinek ogólnie zachwalam.)
Kowal155
Użytkownik
#398 - Wysłana: 22 Kwi 2010 19:27:01
Odpowiedz 
Opieram się teraz na opiniach i tego co wyczytałem - VOY podejrzewam, że też jest niezły, ale nie mam na niego takiego parcia jak na TNG i DS9, z powodu zbyt dużej dawki akcji/buraczków/zbytniej "casualizacji" - taki obrazek mi się wyrysował w główce, może błędny ale taki jest, nie mniej jednak na pewno go obejrzę.

Co do Naked Time i tytułu odcinka, to już moje czepialstwo i nie musisz się Q__ usprawiedliwiać tytuły są podobne i opowiadają praktycznie o tym samym, tylko z inną załogą. Mnie bardziej zaciekawiły te skafandry, czy raczej sztormiaki/foliaki na temperaturę bliską 0 K. Wiem, że to niedostatki w budżecie bądź zwyczajne braki tamtych czasów, które trącą myszką, ale mogli ich chociaż bardziej obudować, żeby to wyglądało na jakąkolwiek termoizolację :P Drapanie się po nosie pod folijką przy rozszczelnieniu jej (choć i tak "czapeczka" nie przykrywała szczelnie reszty kostiumu) było dodatkowo ciekawe
Eviva
Użytkownik
#399 - Wysłana: 22 Kwi 2010 19:36:00
Odpowiedz 
Kowal155

Zapewniam, to nie jest jedyny buraczek w TOS, jest ich całkiem sporo i można je ładnie poukładać: buraki techniczne, fizyczne, medyczne, biologiczne... i wszystkie inne.
Kowal155
Użytkownik
#400 - Wysłana: 22 Kwi 2010 19:47:10 - Edytowany przez: Kowal155
Odpowiedz 
Wiem Ale myślę, że nie da się takich buraczków uniknąć, chyba, że każdy scenariusz jest pisany przez kogoś kto się orientuje w każdej z tych dziedzin i jednocześnie ma zacięcie do fikcji naukowej, która nie jest naiwna i jednocześnie taka osoba kontroluje powstawanie filmów/odcinków przy reżyserze. Nie wystarcza konsultantka naukowa, która raz przed powstaniem scenariusza powie o alternatywnych rzeczywistościach i niemożności powrotu do natywnej rzeczywistości, a zapomni dodać, żeby konsekwentnie czarne dziury przedstawiać jako horyzont zdarzeń z niewiadomą w środku :P Idealna czarna dziura była w nowym filmie po zniszczeniu Vulcana, ale tak przy pojawieniu się Nero i w każdym innym momencie tego filmu pierścień efektów specjalnych to epic fail. Nie wiem skąd wzięła się taka rozbieżność w przedstawianiu czarnych dziur w jednym filmie :P
Eviva
Użytkownik
#401 - Wysłana: 22 Kwi 2010 20:07:54
Odpowiedz 
Kowal155

Gene Roddenberry mógł się jeszcze tłumaczyć - nie miał kasy na konsultacje. Ale JJ Abrams nie ma takiego argumentu.
Kowal155
Użytkownik
#402 - Wysłana: 22 Kwi 2010 20:21:34
Odpowiedz 
Tym bardziej, że JJ miał konsultantkę :P ale albo ona była kiepska, albo JJ jednym uchem słuchał, a drugim wypuszczał i wyłapywał tylko niektóre elementy, które uznał za ciekawe.
Q__
Moderator
#403 - Wysłana: 22 Kwi 2010 21:04:31
Odpowiedz 
Eviva
Kowal155

Eviva:
Gene Roddenberry mógł się jeszcze tłumaczyć - nie miał kasy na konsultacje. Ale JJ Abrams nie ma takiego argumentu

Ja sie coraz bardziej zastanawiam czy to jednak nie było tak, że my się nastawialiśmy na powtórkę z "metody TMP" (niezależnie od tego zresztą jakie kto ma o TMP zdanie) czyli na Treka maksymalnie uwiarygodnionego technicznie i uwolnionego z elementów kiczu, a J.J. nam bryknął i celowo nakręcił powtórkę z TOS z jego zaletami, ale i wadami (tyle, że podrasowaną a'la "Armageddon" czy inne "Mission Imbecile" ).
Eviva
Użytkownik
#404 - Wysłana: 22 Kwi 2010 21:09:46
Odpowiedz 
Q__:
J.J. nam bryknął i celowo nakręcił powtórkę z TOS z jego zaletami, ale i wadami

Taki pogląd ma swój sens. Jeśli weźmie się pod uwagę, że film Abramsa miał być prequelem, to gdyby był bezbłędny, TOS po nim byłby mało przystający. Wady ST XI współgrają z wadami TOSu - być może o to chodziło.
Q__
Moderator
#405 - Wysłana: 23 Kwi 2010 17:22:44 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Kowal155

Kowal155:
Problemem nie jest jego jurność - przykładowo w Mass Effect'cie 2 Mirandzie można powiedzieć po prostu o zaciągnięciu do łóżka - tutaj za każdym razem słyszymy gadkę o wspaniałym ludzkim uczuciu - miłości - co doprowadza mnie do pewnej irytacji, gdy oglądam ten sam schemat po raz n-ty.

Poczekaj... Oceniasz naszego sympatycznego kapitana przez pryzmat XX/XXI wieku tymczasem jest on dzieckiem zupełnie innej epok.

Istniały (ba, nadal istnieją) kultury dopuszczające poligamię (częściej poligynię, rzadziej, ale trafia się, poliandrię) istnieją komuny praktykujące tzw. wolną miłość. I nie można zakładać, że wszystkie te "wielokątne" układy muszą być nieszczęśliwe i pozbawione głębokich więzi emocjonalnych. Może być i tak, że w kulturze XXIV wieku przejawianie - że tak powiem - miłości bliźnego (która w tamtych czasach występuje zauważalnie powszechniej niż obecnie) może mieć, jeśli obie strony się na to zgodzą, także seksualny charakter, przy czym nietrwałośc więzi nie musi oznaczać nieszczerości uczuć (w końcu Kirk naraża za UFP życie codziennie, bo służba w Kosmosie jest zawsze ryzykowna, a to zdecydowanie nie wyklucza jego miłości do tejże UFP obywateli).

Sporo tu też zależy od definicji miłości, cytując powieść "Najazd z przeszłości" Jamesa P. Hogana przestawiającą społeczeństwo b. podobne - w sferze ideałów - do UFP:

"Patrząc mu nadal prosto w oczy powiedziała spokojnym i cichym głosem: - Lubimy się nawzajem jako ludzie i podziwiamy za to, czym jesteśmy. Na Chironie nie istnieje lęk przed tym, co powinno nastąpić. Ludzie, którzy czują do siebie to co my, zwykle idą do łóżka, jeśli mają na to ochotę."

Teraz pytanie - czy sympatia i szacunek połączone z wszechobecnym idealistycznym nastawieniem to dość, by użyć słowa miłość, czy też nie?

-------------------------------------------------- ---------------------

Hipoteza alternatywna: medycyna XXIV wieku jest b. rozwinięta, leczy choroby b. skutacznie. Także te psychiczne. Tymczasem zakochanie jest, jak wiadomo, także zakłóceniem równowagi chemicznej mózgu. Może być więc i tak, że Kirk zakochuje się szczerze w napotkanych dziewczynach, bo tłumione w imię obowiązków potrzeby, nie dylko seksualne, ale i emocjonalne, muszą znaleźć ujście, ale potem - gdy obowiażki każą mu lecieć dalej - szybko otrząsa się z zakochania dzięki cudom trekowej medycyny. Z tym, że nawet trekowa medycyna nie jest bezbłedna i na widok kolejnej atrakcyjnej damy uczucia biorą górę. I tak w kółko.

Tu znów podeprzyjmy się cytatem z powieści "Bal na Pięciu Księżycach" B. Peteckiego:

"Umiem już produkować pigułki, które sprawiają, że człowiek zapomina o doznanych przykrościach, oraz takie, że chce mu się tylko śmiać, śmiać i jeszcze raz śmiać! Albo ! że jest odważny. Przy okazji, w trakcie doświadczeń, zrobiłem także środki powodujące strach albo gniew, albo tęsknotę... "

(Oba wyjaśnienia się zresztą całkowicie nie wykluczają, a mogą uzupełniać.)
Eviva
Użytkownik
#406 - Wysłana: 23 Kwi 2010 18:02:39
Odpowiedz 
Q__

Jak zawsze - długo, merytorycznie i w miarę wykrętnie Powinni zatrudnić Cię w rządzie, masz zadatki na prawdziwego polityka.
Q__
Moderator
#407 - Wysłana: 23 Kwi 2010 18:48:43 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Eviva

Eviva:
Powinni zatrudnić Cię w rządzie, masz zadatki na prawdziwego polityka.

No cóż, to będę za, a nawet przeciw i wysukam słaby punkt własnych wyjaśnień. Otóż wpływnanie na naturalne ludzkie emocje tabletkami, acz niewykluczone, nie do końca (IMO) godzi się z humanistycznymi ideałami UFP.

Skontrujmy tu Peteckiego... Petackim:

"Chłopiec poczuł zamęt w głowie. Dlaczego akurat teraz, usłyszawszy pełen żalu szept Ini, pomyślał o pigułkach? l dlaczego te kuleczki sprowadzające strach, gniew, odwagę lub miły nastrój skojarzyły mu się z kry-stografami zabranymi na wakacje dzięki panu Seynie? Czyżby podświadomie zapragnął pomóc siostrze, podsuwając jej sprytnie jedną z tych pigułek, które przypadkiem znalazły się w jego posiadaniu, a które były dziełem ich stryjecznego dziadka, nieszczęśliwego szczęśnika, nazywanego przez swojego jedynego sąsiada szarlatanem?
Potrząsnął głową i rozejrzał się. /.../
W górze niebo z zamglonymi gwiazdami. Te gwiazdy, choć tak blade, nie znikną za godzinę czy dwie, kiedy wzejdzie Słońce. Bo Słońce tutaj, w strefie Jowisza, jest pięć razy mniejsze niż na Ziemi, a świeci aż dwadzieścia siedem razy słabiej. To wie każde dziecko doby kolonizacji Układu Planetarnego. Gwiazdy będą lśnić nawet w samo południe. Gwiazdy... Ludzie myślą o nich już nie jak o niedostępnych dla nich światach, lecz jak o światełkach orientacyjnych przy drodze, w którą wyruszą, jeśli nie jutro, to pojutrze. Przecież jego własny ojciec posyła już tam, gdzie one błyszczą, bezzałogowe rakiety dalekiego zwiadu, rakiety, które sam wymyślił, zbudował i które nieustannie doskonali. A jak długą i kto wie, czy me trudniejszą drogę mieszkańcy Ziemi zostawili za sobą? Całe, pełne dramatów wieki, dziesiątki wieków zawarte w podręcznikach historii? Irek znał dzieje życia tych nielicznych, którzy - kosztem ogromnych wyrzeczeń i jeszcze większego trudu - w każdej epoce torowali przyszłym pokoleniom drogę do gwiazd. Weźmy choćby ów nieszczęsny album, który tak nie w porę przywiózł dziadek Wiktor. Ale przecież to "torowanie drogi do gwiazd" należy rozumieć symbolicznie. Niech nikt nie myśli, że piętnastoletni mężczyzna nie wie, co to znaczy, że jakiś przedmiot czy jakieś zdanie ma sens symboliczny. Starożytni mówili "przez cierpienie do gwiazd". W tym przysłowiu, które chętnie powtarzał przy różnych okazjach tenże dziadek Wiktor, także nie chodzi tylko o dalekie ciała niebieskie płonące wodorowym ogniem. Chodzi, krótko mówiąc, o szczęście...
Inia jest smutna, bo straciła Piotra. Piotr zginął na drodze do gwiazd. Czy on, Irek, będąc na miejscu swojej siostry, chciałby, aby odbierano mu jego smutek? Aby zapomniał o wszystkim i śmiał się wesoło po zażyciu różowej pigułki? Czy taki zabieg nie byłby czymś nieludzkim, uwłaczającym i Ini, i pamięci Piotra?... Tysięcy takich Piotrów?..."


Tylko... Po co tabletki? Od czego Kirk ma Spocka? Pamietacie jak pomógł zapomnieć mu Raynę?
http://memory-alpha.org/wiki/Requiem_for_Methusela h_%28episode%29
Może tak jest za każdym razem?
Adek
Użytkownik
#408 - Wysłana: 23 Kwi 2010 18:52:05
Odpowiedz 
Kowal155:
Wiem Ale myślę, że nie da się takich buraczków uniknąć, chyba, że każdy scenariusz jest pisany przez kogoś kto się orientuje w każdej z tych dziedzin i jednocześnie ma zacięcie do fikcji naukowej, która nie jest naiwna i jednocześnie taka osoba kontroluje powstawanie filmów/odcinków przy reżyserze.

Wiecie co. Ja nie raz rozważałem kwestie tego rodzaju o jakich piszecie. Często naginanie praw fizyki dla potrzeb serialu jest niemal konieczne aby dodać serialowi kolorytu. Np weźmy taki fakt na wzgląd, gdzie jak wiemy w próżni dźwięk się nie rozchodzi ale kiedy słyszymy efektowne wybuchy czy strzały podczas walk czy buczenie silnika podczas przelotu jakiegoś statku to robi to na nas wrażenie. Jednak rzeczywiście jakaś wizja ukazania zjawiska czarnej dziury powinna jednak odzwierciedlać rzeczywistość.
W którymś odcinków "Voya" było przedstawione takie zjawisko, jak np tego rodzaju anomalię, w której skutek wyprzedza przyczynę. Voyager odebrał wezwanie pomocy, którego jeszcze nie wysłał. A w środku anomalii Voyager miał swoje lustrzane odbicie. Nie wiem czy jakoś nie pokręciłem tego co miałem na mysłi. Bym się musiał dokładniej spytać kapitan Janeway albo Bellanę Torres. NIe wątpię również, że wiele z tych teorii było rozważanych w serialu tylko hipotetycznie ale i wiele z nich może jest do obalenia przez samych naukowców? Np takie zjawisko medyczne, w którym 7 z 9 ożywiła Nelixa po kilkunastu godzinach. Ja się zastanawiałem, jak 7 to zrobiła? (znaczy rasa, od której Borg zasymilował tą wiedzę). W końcu juz po iluś minutach obumiera mózg i tkanki nerwowe wewnątrz, nie wspominając o martwicy ciała. Chyba, że wszystkim zajęły się nanosondy? Tylko jakoś dziwne, ze w niektórych odcinkach Borg demontowali swojego "kolegę" wcale go nie ożywiając a prędzej przemontowując jego części dla innego nowozasymilowanego? No jest wiele takich nieścisłości.
Q__
Moderator
#409 - Wysłana: 23 Kwi 2010 18:59:37 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Adek

Adek:
Często naginanie praw fizyki dla potrzeb serialu jest niemal konieczne aby dodać serialowi kolorytu. Np weźmy taki fakt na wzgląd, gdzie jak wiemy w próżni dźwięk się nie rozchodzi ale kiedy słyszymy efektowne wybuchy czy strzały podczas walk czy buczenie silnika podczas przelotu jakiegoś statku to robi to na nas wrażenie.

Hmm... Po pierwsze - nie wiesz zapewne o walce jaką stoczył Roddenberry z wytwórnią by tych odgłosów nie było (tak, przegrał, nie po raz pierwszy, niestety). Po drugie - rozgrywające się w przestrzeni sceny z "2001 - Odysei kosmicznej", obywają się bez hałasów i widocznych w próżni laseróiw, a robią wrażenie i tak. Po trzecie - jak można tą sprawę załatwić, by i wilk był syty i owca cała, pokazuje nBSG; wystarczyło tylko ruszyć głową:
http://www.youtube.com/watch?v=qPnemCzjfZ4
(Sprawę załatwia wyraźnie udająca bitewne odgłosy muzyka + stłumione dźwięki, które co prawda my słyszymy także widząc sceny z próżni, ale są to hałasy słyszalne wewnątrz statków.)
Eviva
Użytkownik
#410 - Wysłana: 23 Kwi 2010 19:05:42
Odpowiedz 
Q__

Coraz bardziej utwierdzam się w swych przekonaniach
Jednak co na to Lem? Pamiętasz wykład w "Obłoku Magellana"? Wpływanie na ludzką pamięć za pomocą pigułek czy czegokolwiek to manipulowanie psychiką. Pół biedy, jeśli jest to kuracja, jak w moim przypadku - ale tylko po to, by ktoś "zmienił zdanie"?
Każdy z nas chciałby zapomnieć o czymś, co go boli (ja chciałabym wymazać z pamięci awanturę z IDIC i to, co było potem, albo jeszcze lepiej, cofnąć czas), ale... tu znów odsyłam do literatury. Czwarta opowieść wigilijna Dickensa, moja ulubiona "Nawiedzony". Profesor Redlew błaga o możliwość zapomnienia tego, co w jego życiu było złe i jego życzenie zostaje spełnione. Okazuje się jednak, że traci on w ten sposób zdolność współczucia i miłości i jest jeszcze bardziej nieszczęśliwy, niż był wcześniej, ze złymi wspomnieniami. Wszystko co przeżyliśmy, każde uczucie, każdy błąd, kształtuje to, czym jesteśmy. Gdy zdobędziemy możliwość zmieniania tego, skutki mogą być zupełnie inne, niz byśmy tego chcieli.
Adek
Użytkownik
#411 - Wysłana: 23 Kwi 2010 19:12:00 - Edytowany przez: Adek
Odpowiedz 
Ale wiesz Q , film filmowi nierówny. W takiej "Odysei" nawet te wybuchy przeszkadzałyby mi. Natomiast w Treku nieme bitwy wkurzałyby mnie trochę. Nie wiem, może gdyby od pierwszego serialu nie było tych efektów dźwięowych to i może inaczej bym to odbierał.
Q__:
by i wilk był syty i owca cała pokazuje nBSG; wystarczyło tylko ruszyć głową.

Akurat mało oglądałem ten serial, naprawdę zdawkowo. Jakoś Trek wciągnął mnie bardziej. Więc akurat w tej kwestii się nie wypowiadam. Może i masz rację. Jak sobie przypomnę może parę odcinków to wrócę do tematu czy tam jest fajniej to zrobione czy raczej nie.
Maveral
Użytkownik
#412 - Wysłana: 23 Kwi 2010 19:16:00
Odpowiedz 
Mnie rozwala na kawałki odgłos wybuchu... w kosmosie LOL W każdym filmie robią to samo, jakby w próżni nagle cudem się dźwięk rozchodził ;)
Q__
Moderator
#413 - Wysłana: 23 Kwi 2010 19:18:23 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Eviva

Eviva:
Wszystko co przeżyliśmy, każde uczucie, każdy błąd, kształtuje to, czym jesteśmy. Gdy zdobędziemy możliwość zmieniania tego, skutki mogą być zupełnie inne, niz byśmy tego chcieli.

Zgoda, toteż mówię, że pomysł anty-humanistyczny, aż zgrzyta (kolejnymi argumentami - dobry - film "Zakochany bez pamieci" i jeden utwór Borunia).

Tylko czy Spock, wychowanek Obcej kultury musi to rozumieć? Mamy kanoniczne przykłady, że zrozumienie bardziej emocjonalnytch istot przychodziło mu z trudem - choćby gdy dowodził zwiatem zabranym na planetę przez "Galileusza" (celowo spolszczyłem nazwę promu).

Adek

Adek:
Ale wiesz Q , film filmowi nierówny. W takiej "Odysei" nawet te wybuchy przeszkadzałyby mi. Natomiast w Treku nieme bitwy wkurzałyby mnie trochę.

Zatem: po piąte - w scenie walki Narady z Kelvinem nie ma dźwieku w próżni, a jednak (właśnie dlatego, nie mimo to) ta dzwoniąca w uszach cisza robi wrazenie.

(TRzeba tylko wiedzieć jak coś takiego wyrezyserować. Niby trudniej niż dać standardowe wybuchy, ale warto.)

Maveral

Maveral:
W każdym filmie robią to samo, jakby w próżni nagle cudem się dźwięk rozchodził ;)

Akurat SW mają prawo. Nie wiadomo jaka jest tamtejsza fizyka, i może tam nie próżnia, a eter .
Eviva
Użytkownik
#414 - Wysłana: 23 Kwi 2010 19:41:50 - Edytowany przez: Eviva
Odpowiedz 
Q__:
Tylko czy Spock, wychowanek Obcej kultury musi to rozumieć?

Tu znowu kłania się Lem - "Dzienniki Gwiazdowe" i Ijon Tichy w gościnie o ojców destrukcjanów na Dychtonii. Dziecko innej kultury, innych czasów - nie potrafił zrozumieć tego, co Dychtończycy uważali już za normalne.
Kowal155
Użytkownik
#415 - Wysłana: 23 Kwi 2010 20:19:09
Odpowiedz 
Q__

Wykrętnie na temat uczuć i zawile. Możesz mieć słuszność, ale ja nadal uważam, że to po prostu śmieszne W sporej ilości odcinków widzimy gigantyczne nawiązania do "idealnego" społeczeństwa USA, gdzie wiele rzeczy w tym i poglądów na związki ulegają dużemu rozluźnieniu, więc można przypuszczalnie ekstrapolować taki tok rozwoju w przyszłość. Co prawda istnieje jeszcze (pewnie nawet niejeden taki pogląd/idea/teza) idea sinusoidy kogoś tam (to z zajęć j. polskiego, więc nie pamiętam dokładnie :P), która wskazuje na cykliczne zmiany ukierunkowań i dążeń ludzkich od bożej czołobitności, szeroko rozumianej przyzwoitości i uczuciowości do chłodnej kalkulacji i oddaniu się ideałom naukowym (przeszłość -> średniowieczna wiara w Boga i pełne oddanie życia ludzkiego w Jego ręce -> renesansowy humanizm i władza człowieka nad swoim życiem i siłami natury ->barok i powrót do strachu przed śmiercią i sądem ostatecznym ->...-> oświecenie, secesja, moderna - każda na zmianę charakteryzująca się poddaniem uczuciom bądź logice ), więc sporo mogło się zmienić. Możemy być świadkami naukowej rewolucji i rozwoju ludzkiego, odkrywania nowych ras i nagłego zjawiska w tym wszystkim oznaczającego, poddanie się instynktom i uczuciom. Lecz patrząc na oś czasu w przeszłość i przyszłość, wiemy że dominuje rozwój i samoświadomość, więc uważam, że macho, któremu w rzeczywistości prawdopodobnie chodzi o jedno, a który naokoło szasta pustym w tym przypadku słowem "miłość", jest śmieszny i nieprzystający. Bądź inaczej - jest to jego sposób na podryw - chłodno wykalkulowany i mający jedno na celu :P Tak czy inaczej mogli oszczędzić ten motyw lub inaczej potraktować naszego macho kapitana, którego świetnie opisałby Kaczmarski (utwór z Murów - Casanova. Fellini - scena niemiecka), ale nie wiem czy tak dosadny cytat przeszedłbym przez moderatorskie sito, więc sami to wyłapcie.

http://www.youtube.com/watch?v=4ePa-6i2AMg
Q__
Moderator
#416 - Wysłana: 23 Kwi 2010 22:28:23
Odpowiedz 
Kowal155

Kowal155:
więc uważam, że macho, któremu w rzeczywistości prawdopodobnie chodzi o jedno, a który naokoło szasta pustym w tym przypadku słowem "miłość", jest śmieszny i nieprzystający. Bądź inaczej - jest to jego sposób na podryw - chłodno wykalkulowany i mający jedno na celu

Skad taki wniosek? Dlaczego Kirk nie może naprawdę kochać tych kobiet, choćby wszystkich na raz?
Kowal155
Użytkownik
#417 - Wysłana: 24 Kwi 2010 00:05:24 - Edytowany przez: Kowal155
Odpowiedz 
Bo to dyskusja na inny temat Czy człowiek jest zdolen kochać szczerze wiele kobiet? Czy jednorazowe przygody można nazywać miłością?

Nie wątpię, że chowa je we wdzięcznej pamięci, ale już prędzej byłbym w stanie uwierzyć w tą wielocelową miłość, gdyby któraś z tych pań została choćby raz w którymś z następnych odcinków przez niego wspomniana :P Bo niestety są to jednoodcinkowe wypady, stąd skojarzenie o jednocelowości używania tego słowa Nadal jestem przekonany, że to macho i j***k nad j****i
Eviva
Użytkownik
#418 - Wysłana: 24 Kwi 2010 07:05:48
Odpowiedz 
Kowal155:
Nadal jestem przekonany, że to macho i j***k nad j****i

A Tobie zazdrość...
Kowal155
Użytkownik
#419 - Wysłana: 24 Kwi 2010 12:15:28 - Edytowany przez: Kowal155
Odpowiedz 
Eviva

Chyba jednak nie stwierdzam po prostu fakt, który sam jako taki mi niekoniecznie przeszkadza, choć jest mało atrakcyjny w fabule, to przeszkadza jego otoczka.
Eviva
Użytkownik
#420 - Wysłana: 24 Kwi 2010 12:31:20
Odpowiedz 
Kowal155

Jurność Kirka to było ustępstwo GR wobec szefów wytwórni. Miało to służyć lepszej "sprzedaży" serialu. Co ciekawe, w życiu prywatnym Kirk, czyli Bill Shatner, również był jako młody człowiek niezłym podrywaczem, choć nie aż takim. Jednak, mówiąc szczerze, nigdy nie odmawiał "grubej i chudej, blond oraz rudej, niskiej, wysokiej, z grzywką czy z kokiem..."
 Strona:  ««  1  2  3  ...  11  12  13  14  15  16  17  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / 10 Rzeczy których nie lubimy w Star Treku

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!