USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / Pomysły na nowy Star Trek
 Strona:  ««  1  2  ...  7  8  9  10  11  ...  30  31  »» 
Autor Wiadomość
kulek
Użytkownik
#241 - Wysłana: 23 Lis 2007 16:56:41
Odpowiedz 
chciałbym doprecyzować swoje stwierdzienia dotyczące realizmu w świecie nieralnym. Większość rzeczy w ST powstało na bazie różnych teorii (pole warp, równoległe wszechświaty, podprzestrzeń itp) i tego typu rzeczy dla mnie są realne. W takim świecie nie widziałbym czegoś takiego jakiego jak czary... czyli ktos kogoś poraża jakś energią wziętą z nikąd (Czy. słowa zaklęcia). W TNG podobało mi się także negowanie istnienia "Boga". Wszystko "nad ludzmi" to dzieło ewolucji i/lub technologii.. i taką linię rozumowania chciałbym żeby utrzymano.
Q__
Moderator
#242 - Wysłana: 23 Lis 2007 16:57:37 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pah Wraith

uważasz ich za naukowców z krwi i kości?

Uważam ich za ludzi dysponujących wystarczającą wiedzą naukową. Zresztą Baxter, Benford i Reynolds to fizycy związani z przemysłem rakietowym, Le Guin - antropolog kulturowy... Dodać jeszcze można informatyka Egana, matematyka Vinge'a, astronoma Haldemana, lekarzy Cooka i Crichtona... Od biedy i biochemika Asimova. (Natomiast Verne, Clarke, Lem i Blish to wybitni erudyci siedzący w periodykach naukowych po uszy).

A skoro chcesz "naukowców z krwi i kości" piszących SF są i tacy (i to pierwszoligowi): Hoyle, Sagan, Minsky...

co nie oznacza, że sam czasami nie stosuję przerysowania

Otóż to.

ps. nawet nie wiesz jak cieszy mnie zdanie: Z ogólnym przesłaniem wypowiedzi się zgadzam,

Wniosek stąd, że zasadniczo nie różnimy się w ocenie czym powinien być ST.

kulek

Większość rzeczy w ST powstało na bazie różnych teorii (pole warp, równoległe wszechświaty, podprzestrzeń itp) i tego typu rzeczy dla mnie są realne. W takim świecie nie widziałbym czegoś takiego jakiego jak czary... czyli ktos kogoś poraża jakś energią wziętą z nikąd (Czy. słowa zaklęcia). W TNG podobało mi się także negowanie istnienia "Boga". Wszystko "nad ludzmi" to dzieło ewolucji i/lub technologii.. i taką linię rozumowania chciałbym żeby utrzymano.

Ponownie zgoda. W końcu taka linie nadał Trekowi jego Ojciec.
Delta
Użytkownik
#243 - Wysłana: 23 Lis 2007 17:27:10
Odpowiedz 
Przecież to jakaś bzdura... W ten sposób pisarzowi nie starczy czasu na pisanie. Poza tym, niewielu jest dobrych literatów wśród naukowców i naukowców wśród literatów.

I o to chodzi. Co Ci przyjdzie z 20 tomów wydanych w krótkim czasie, czy filmów w rodzaju NEM produkowanych taśmowo co roku, skoro tak jak to powiedziała kanna, obejrzysz i niedługo po projekcji już niemal nie pamiętasz. Niech piszą ci, którzy mają do tego przygotowanie i predyspozycje. Niech powstaje jedna książka czy film, danego twórcy na kilka lat, ale takie, które będziesz chętnie oglądał/czytał nawet i kilkanaście razy.
Na świecie żyją miliardy ludzi. Jakiś odsetek znających się na danej rzeczy i posiadających jednocześnie talent literacki się znajdzie (to dotyczy wielu dziedzin i gatunków literackich czy filmowych, nie tylko S-F). Ten niewielki odsetek, przez lata jest w stanie stworzyć masę wartościowych dzieł. Tyle, że w dzisiejszym świecie nie mają oni nawet często potrzebnej siły przebicia, bo media skupiają się w większości na gwiazdach, które są znane z tego, że są znane. Albo szefowie uznają, że dana rzecz się nie sprzeda i projekt ląduje w koszu. Opierają się na przeprowadzonych sondażach, które są oczywiście trafne, ale wydaje mi się, że zapominają, że to właśnie oni -ludzie podejmujący decyzję co wydać i co nakręcić -kreują widza takiego, jakiego później badają. W efekcie koło się zamyka -odpowiednio wychowany widz, domaga się rozrywki na jakiej się wychował. I w wytwórniach produkuje się setki filmów rocznie. Ale niewiele z nich stanowi jakiś sensowny wkład w rozwój kinematografii. Większość to hity (lub klapy) jednego sezonu (albo i tygodnia).
Zdaję sobie sprawę, że wytwórnie filmowe i wydawnictwa to nie organizacje charytatywne. Ale po pierwsze, w wielu krajach państwo (czyli podatnik) dopłaca do kultury. Po drugie to, że dąży się po trupach do maksymalnego zysku, to kwestia mentalności szefów oraz zwykłej ludzkiej chciwości. A przecież wytwórnia nie zbiedniałaby, gdyby na dziesięć jednorazowych hitów, wyprodukowała coś, co może nie zwróciłoby się finansowo, ale miałoby jakąś wartość. Kto wie, z czasem może okazałoby się, że się opłaciło bardziej niż kasowe hity. Trek jest przecież tego przykładem -ze skasowanego bardzo nisko budżetowego serialu wyrosła jedna z największych marek w filmowym świecie. Nie wyrosłaby, gdyby produkcję zaczęto od Nemesis i Enterprise.

Q__
A Verne? Clarke? Lem? Blish? Benfod? Baxter? Reynolds? Le Guin?

O właśnie.
fang
Użytkownik
#244 - Wysłana: 23 Lis 2007 19:04:29
Odpowiedz 
kulek
Q__
Większość rzeczy w ST powstało na bazie różnych teorii (pole warp, równoległe wszechświaty, podprzestrzeń itp) i tego typu rzeczy dla mnie są realne. W takim świecie nie widziałbym czegoś takiego jakiego jak czary... czyli ktos kogoś poraża jakś energią wziętą z nikąd (Czy. słowa zaklęcia). W TNG podobało mi się także negowanie istnienia "Boga". Wszystko "nad ludzmi" to dzieło ewolucji i/lub technologii.. i taką linię rozumowania chciałbym żeby utrzymano.

Ponownie zgoda. W końcu taka linie nadał Trekowi jego Ojciec.


W "balance of terror"- ostatnio na Puls- pokazali że Constitution ma kaplicę i to ma być ten dowód na ateizm Treka
Q__
Moderator
#245 - Wysłana: 23 Lis 2007 19:53:09
Odpowiedz 
Delta

le wydaje mi się, że zapominają, że to właśnie oni -ludzie podejmujący decyzję co wydać i co nakręcić -kreują widza takiego, jakiego później badają.

Racja.

rek jest przecież tego przykładem -ze skasowanego bardzo nisko budżetowego serialu wyrosła jedna z największych marek w filmowym świecie. Nie wyrosłaby, gdyby produkcję zaczęto od Nemesis i Enterprise.

Znów racja. (A pomyślmy jaki sukces mógłby odniść Trek gdyby dostał od początku większy budżer i lepszych scenarzystów.

fang

W "balance of terror"- ostatnio na Puls- pokazali że Constitution ma kaplicę i to ma być ten dowód na ateizm Treka

Hmmm... Pamiętam tą scenę, ale jej nie nagrałem. Czy ktoś moze sprawdzić jakie oryginalnee słowo zostało przetłumaczone jako "kaplica"? (Bo może sprzecznosc wynikla tylko z przekładu.)
Delta
Użytkownik
#246 - Wysłana: 23 Lis 2007 20:19:44
Odpowiedz 
Q__
Hmmm... Pamiętam tą scenę, ale jej nie nagrałem. Czy ktoś moze sprawdzić jakie oryginalnee słowo zostało przetłumaczone jako "kaplica"? (Bo może sprzecznosc wynikla tylko z przekładu.)

To nie jest to przekłamanie tłumacza. McCoy powiedział Kirkowi, że Angela Martine jest w kaplicy (użył słowa "chapel" i nie odnosiło się to do znanej z TOS pielegniarki).
Q__
Moderator
#247 - Wysłana: 23 Lis 2007 20:22:03
Odpowiedz 
Delta

McCoy powiedział Kirkowi, że Angela Martine jest w kaplicy (użył słowa "chapel"

Może chodziło o kaplicę, w której wystawia sie zwłoki? Taka nie musiałaby mieć jednoznacznie religijnych konotacji...

użył słowa "chapel" i nie odnosiło się to do znanej z TOS pielegniarki

Delta
Użytkownik
#248 - Wysłana: 23 Lis 2007 20:28:18
Odpowiedz 
Q__
Może chodziło o kaplicę, w której wystawia sie zwłoki? Taka nie musiałaby mieć jednoznacznie religijnych konotacji...

Być może, że w tym miejscu wystawiono zwłoki (tego już nie pokazano), ale jest to to samo miejsce, które pokazano na początku odcinka, gdy Kirk miał tam udzielić ślubu. Wychodzi na to, że albo jest to stała kaplica, albo jedno z pomieszczeń zostało specjalnie na ten cel przygotowane (może na życzenie, w końcu Fedki mają zagwarantowaną wolność wyznania). Przypadkiem okazało się, ze będzie jeszcze raz potrzebna.

A pomyślmy jaki sukces mógłby odniść Trek gdyby dostał od początku większy budżer i lepszych scenarzystów.

O tym wolę nie myśleć, bo aż żal, że wszystko nie jest zrobione z rozmachem z jakim zrobiono TMP i budżetem jaki miał NEM.
Q__
Moderator
#249 - Wysłana: 23 Lis 2007 20:31:19
Odpowiedz 
Delta

Być może, że w tym miejscu wystawiono zwłoki (tego już nie pokazano), ale jest to to samo miejsce, które pokazano na początku odcinka, gdy Kirk miał tam udzielić ślubu. Wychodzi na to, że albo jest to stała kaplica, albo jedno z pomieszczeń zostało specjalnie na ten cel przygotowane (może na życzenie, w końcu Fedki mają zagwarantowaną wolność wyznania).

Pytanie czy jest to kaplica religijna, czy raczej coś jak ta w USC?

O tym wolę nie myśleć, bo aż żal, że wszystko nie jest zrobione z rozmachem z jakim zrobiono TMP i budżetem jaki miał NEM.

A ja czasem lubie sobie to wyobrażać.
Delta
Użytkownik
#250 - Wysłana: 23 Lis 2007 20:44:16
Odpowiedz 
Q__
Pytanie czy jest to kaplica religijna, czy raczej coś jak ta w USC?

Właściwie to nie wiadomo. To z jednej strony może wynikać z skąpstwa wytwórni na dekoracje, z drugiej z niechęci Roddenberry'ego do umieszczania w ST religii. Za tym drugim przemawia fakt, że zgodnie z morską tradycją (a wiele z nich Flota przestrzega) ślubu udzielał kapitan. Tą tradycję Roddenberry prędzej by zostawił niż umieściłby kapelana na pokładzie. W odróżnieniu od Janeway czy Picarda, którzy kontynuowali tradycję udzielania ślubów, Kirk wyróżniał się tylko posiadaniem drewnianej ambony. Nic więcej jednak się w pomieszczeniu nie znalazło, co mogłoby wskazywać na jakąś konkretną religię.

A ja czasem lubie sobie to wyobrażać.

Q__
Moderator
#251 - Wysłana: 23 Lis 2007 20:47:59
Odpowiedz 
Delta

Właściwie to nie wiadomo. To z jednej strony może wynikać z skąpstwa wytwórni na dekoracje, z drugiej z niechęci Roddenberry'ego do umieszczania w ST religii.

No właśnie, czyli można tę kaplicę interpretowac i areligijnie,,, (Na upartego.)

Nic więcej jednak się w pomieszczeniu nie znalazło, co mogłoby wskazywać na jakąś konkretną religię.

To jeszcze ułatwia argumentację.
Pah Wraith
Użytkownik
#252 - Wysłana: 24 Lis 2007 10:51:26 - Edytowany przez: Pah Wraith
Odpowiedz 
Q__
Uważam ich za ludzi dysponujących wystarczającą wiedzą naukową.

Widzisz, panu Cebuli to najwyraźniej nie starczy :]

Wniosek stąd, że zasadniczo nie różnimy się w ocenie czym powinien być ST.

W końcu prawda jest jedna... ;]

Delta
Niech piszą ci, którzy mają do tego przygotowanie i predyspozycje.

najlepsi literaci wśród naukowców i najlepsi naukowcy wśród literatów
Częściowo oczywiście racja jest, problem jednak w tym, że proces, który opisuje p. Cebula zaowocowałby powstaniem literatury hermetycznej, która nie przemawiałaby do przeciętnego zjadacza książek. Czym zresztą byłyby "Park Jurajski", "Czerwony październik" czy "Kontakt", gdyby nie spopularyzowana ich wersja - spłycone filmy kinowe?



Kwestia religii w ST jest czysto akademicka:

http://www.ex-astris-scientia.org/inconsistencies/ religion.htm

Wolność religijna w Federacji jest i basta. Zaś każdy kto uważa się za mądrzejszego bo wierzy lub nie wierzy jest idiotą


Sisko:
"My point is it's a matter of interpretation. It may not be what you believe, but that doesn't make it wrong. If you start to think that way, you'll be acting just like Vedek Winn. Only from the other side. We can't afford to be that way, Jake. We'd lose everything we've worked for here." (DS9: "In the Hands of the Prophets")
Delta
Użytkownik
#253 - Wysłana: 24 Lis 2007 12:42:32
Odpowiedz 
Pah Wraith
najlepsi literaci wśród naukowców i najlepsi naukowcy wśród literatów

Mniej więcej.

problem jednak w tym, że proces, który opisuje p. Cebula zaowocowałby powstaniem literatury hermetycznej, która nie przemawiałaby do przeciętnego zjadacza książek.

To fakt. Z tym, że wszystko nie musi reprezentować tego samego poziomu nasycenia techniką. Ja nie mam nic przeciwko literaturze lekkiej łatwej i przyjemnej. Nie chciałbym też otrzymać książki do zrozumienia której musiałbym mieć stopień naukowy z danej dziedziny i która byłaby sucha jak podręcznik. Chodzi mi tylko o wyważenie proporcji. Ktoś ze stosowną wiedzą naukową może przecież napisać coś w formie przystępnej dla takiego zwykłego masowego odbiorcy jakim ja sam jestem i jednocześnie umieścić i logicznie poskładać w całość pewną dawkę "technobełkotu". Jak czytam np. HH i w którymś momencie ktoś z bohaterów podaje, że okręt leci z przyspieszeniem takim i takim i za tyle i tyle przechwyci drugi, to przecież nie zostawiam czytania w tym miejscu i nie lecę sprawdzić obliczeń. Zdaję się na obliczenia autora, a jednocześnie książka jest "doprawiona" do smaku.

Czym zresztą byłyby "Park Jurajski", "Czerwony październik" czy "Kontakt", gdyby nie spopularyzowana ich wersja - spłycone filmy kinowe?

Film na podstawie książki zawsze będzie zawierał uproszczenia. I nie ma w tym nic złego, póki twórcy scenariusza starają się jak najbardziej zachować wierność z książkowym oryginałem pod względem tematu, sposobu zachowań bohaterów itp. Poza tym wydaje mi się, że filmy, o który wspomniałeś różnią się poziomem od np "Mortal Kombat". I o to mi chodzi. Niech sobie Paramount kreci naraz nawet 10 takich filmów jak "Mortal Kombat", ale niech trochę odżałuje wysiłku przy kręceniu ST.

Wolność religijna w Federacji jest i basta.

A kto mówił, że jej nie ma.
Q__
Moderator
#254 - Wysłana: 24 Lis 2007 15:09:01
Odpowiedz 
Pah Wraith

Widzisz, panu Cebuli to najwyraźniej nie starczy

Cóż, musielibyśmy poczytać jego recenzje z ich powieści, by to ocenić... W końcu inkryminowany cytat pochodzi z tekstu xhwalącego Reynoldsa.

W końcu prawda jest jedna... ;]



najlepsi literaci wśród naukowców i najlepsi naukowcy wśród literatów

Owszem.

Czym zresztą byłyby "Park Jurajski", "Czerwony październik" czy "Kontakt", gdyby nie spopularyzowana ich wersja - spłycone filmy kinowe?

Nadal niezłymi książkami. (Film "Kontakt" jest zresztą fatalny, acz kobicie, z którą na nim byłem sie podobał.)

Wolność religijna w Federacji jest i basta.

Ależ oczywiście. W końcu Federacja jest idealna.

Delta

Jak czytam np. HH i w którymś momencie ktoś z bohaterów podaje, że okręt leci z przyspieszeniem takim i takim i za tyle i tyle przechwyci drugi, to przecież nie zostawiam czytania w tym miejscu i nie lecę sprawdzić obliczeń. Zdaję się na obliczenia autora, a jednocześnie książka jest "doprawiona" do smaku.

I o tym właśnie mówię. O danych, które będą z fachowego punktu widzenia - z poprawka na futurystyczne technologie - w pełni poprawne, acz laik będzie mógł potraktować je tylko jako "przyprawę do smaku". Technobełkot pełnił podobnie "przyprawową" rolę, tyle, że zwykle był jak "wydmuszka", realnej treści w nim nie było.

Film na podstawie książki zawsze będzie zawierał uproszczenia. I nie ma w tym nic złego, póki twórcy scenariusza starają się jak najbardziej zachować wierność z książkowym oryginałem pod względem tematu, sposobu zachowań bohaterów itp.

I nie robia z bohaterów idiotów.

najbardziej zachować wierność z książkowym oryginałem pod względem tematu, sposobu zachowań bohaterów itp. Poza tym wydaje mi się, że filmy, o który wspomniałeś różnią się poziomem od np "Mortal Kombat". I o to mi chodzi. Niech sobie Paramount kreci naraz nawet 10 takich filmów jak "Mortal Kombat", ale niech trochę odżałuje wysiłku przy kręceniu ST.

Uwielbiam MK (choc film wybitny to oczywiscie nie jest), ale byłbym gotów mordować, gdyby Trek zszedł do jego poziomu...
Picard
Użytkownik
#255 - Wysłana: 26 Lis 2007 22:12:52 - Edytowany przez: Picard
Odpowiedz 
A moze coś w rodzaju Star Trek: Colonization? Historia jednej federacyjnej kolonii założonej na obcym świecie. Ukazano by cały proces kolonizacji, stosunki nowych przybyszów z tubylcami, ktorych wczesniej nie spodziewano sie tam zastac, starania obcych poteg aby rowniez zalozyc wlasne kolonie na rzeczonym swiecie- byc moze byl by on w jakis sposob szczegolny, posiadal by duze zloza mineralow albo obfitowal w jakies anomalie, albo jedono i drugie zarazem. Rozniaca pomiedzi tym serialem a innymi polegala by na tym np.,ze krecaony by byl on w plenerach, oraz na tym,ze jego akcja mogla by sie rozgrywac na przestrzeni lat, byc moze nawet pokolen. Powiedźmy,ze rozgywala by sie w czasach od Star Trek VI do Nemesis. Co Wy na to?
No jest tez calkiem inny pomysl:
http://www.youtube.com/watch?v=Cqw6QKbATU4
Pah Wraith
Użytkownik
#256 - Wysłana: 27 Lis 2007 00:37:31
Odpowiedz 
ojej, znów muzyka z requiem :| grrr
Q__
Moderator
#257 - Wysłana: 27 Lis 2007 00:38:20 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Picard

A moze coś w rodzaju Star Trek: Colonization? Historia jednej federacyjnej kolonii założonej na obcym świecie. Ukazano by cały proces kolonizacji, stosunki nowych przybyszów z tubylcami, ktorych wczesniej nie spodziewano sie tam zastac

Po prostu E2 (albo lepiej "Heorot") z doczepionym logo ST?

No jest tez calkiem inny pomysl:

SF bliskiego zasiegu z wątkiem genetycznym? To przecież już w tym "Aniołku..." Camerona było...
Picard
Użytkownik
#258 - Wysłana: 27 Lis 2007 08:52:36
Odpowiedz 
Pah Wraith

znów muzyka z requiem :| grrr

Owszem to bardzo popularny soundtrack- nic w tym zreszta dziwnego biorac pod uwage siłe motywu przewodniego z Requiem...

Q__

Po prostu E2 (albo lepiej "Heorot") z doczepionym logo ST

A to czemu- myslisz,ze jedynie w Earth 2 ludzie kolonizowali galaktyke? To tak jagdybys powiedzial,ze jedynie w Babylon 5 ludzkosc ma miec prawo do posiadania stacji kosmicznych a w Treku ludzie i przerozne inne gatunki powinny jedynie podrozowac pod bezdrozach galaktyki- tak jakby w innych seriach SF pomysl okret + zaloga nie wystepowal wcale. Jesli chodzi o to czym taki serial powinien byc inspirowany to na mysl przychodzi mi np. starenki film Zakazana planeta- w koncu miejsce, gdzie zalozono kolonie ma byc niezwykle. Poza tym pierwszy Trek mial byc po czesci futurystycznym westernem, przenoszczacym nas na nowe pogranicze- w przypadku ST: C bylo by podobnie gdyz wlasnie mielibysmy do czynienia z zasiedlaniem owego pogranicza. To byl by powrot do ideii eksploracji w ST- tylko zamiast poznac pobieznie polowe galatyki poznalibysmy dokladnie jedna planete badź jeden uklad planetarny. No i jeszcze- czego zdaje sie nie bylo w Earth 2 gdyz serial nie przetrwal zbyt dlugo na antenie- pokazano by rozwoj kolonii na przestrzeni roznych epok, a nasi bohaterowie, inzcaj niz to sie mialo w przypadku np. Earth 2 byli w stalym kontakcje w Flota. Byly juz dzieje okretow oraz stacji kosmicznej czemu wiec nie mozna bylo by nakrecic historii federacyjnej kolonii- myslisz,ze Akademia gwiednej floty byla by ciekawszym miejscem na akcje nowego ST?
A na marginesie co to jest: Heorot ?
Pah Wraith
Użytkownik
#259 - Wysłana: 27 Lis 2007 13:51:08
Odpowiedz 
Owszem to bardzo popularny soundtrack

popularny? Wybrawsz na chybił-trafił 1000 fanowskich trailerów podejrzewam że w conajmniej 1/4 znajdziemy ten kawałek. Co za dużo, to nie zdrowo :|
Q__
Moderator
#260 - Wysłana: 27 Lis 2007 15:32:55
Odpowiedz 
Picard

A to czemu- myslisz,ze jedynie w Earth 2 ludzie kolonizowali galaktyke? To tak jagdybys powiedzial,ze jedynie w Babylon 5 ludzkosc ma miec prawo do posiadania stacji kosmicznych a w Treku ludzie i przerozne inne gatunki powinny jedynie podrozowac pod bezdrozach galaktyki- tak jakby w innych seriach SF pomysl okret + zaloga nie wystepowal wcale. Jesli chodzi o to czym taki serial powinien byc inspirowany to na mysl przychodzi mi np. starenki film Zakazana planeta- w koncu miejsce, gdzie zalozono kolonie ma byc niezwykle. Poza tym pierwszy Trek mial byc po czesci futurystycznym westernem, przenoszczacym nas na nowe pogranicze- w przypadku ST: C bylo by podobnie gdyz wlasnie mielibysmy do czynienia z zasiedlaniem owego pogranicza. To byl by powrot do ideii eksploracji w ST- tylko zamiast poznac pobieznie polowe galatyki poznalibysmy dokladnie jedna planete badź jeden uklad planetarny. No i jeszcze- czego zdaje sie nie bylo w Earth 2 gdyz serial nie przetrwal zbyt dlugo na antenie- pokazano by rozwoj kolonii na przestrzeni roznych epok, a nasi bohaterowie, inzcaj niz to sie mialo w przypadku np. Earth 2 byli w stalym kontakcje w Flota. Byly juz dzieje okretow oraz stacji kosmicznej czemu wiec nie mozna bylo by nakrecic historii federacyjnej kolonii- myslisz,ze Akademia gwiednej floty byla by ciekawszym miejscem na akcje nowego ST?

Owszem. Moze to być ciekawe, problem tylko w tym, że po raz kolejny słyszę propoazycje powstania serialu który cos przypomnianm, z czymś rywalizuje, do czegoś nawiązuje... A ja wciaz mam nadizeję, że powstanie cos naprawdę oryginalnego...

A na marginesie co to jest: Heorot ?

TO:
http://www.altamagusta.pl/k280.html

Pah Wraith

popularny? Wybrawsz na chybił-trafił 1000 fanowskich trailerów podejrzewam że w conajmniej 1/4 znajdziemy ten kawałek.

Czyli popularny jednak jest.
Picard
Użytkownik
#261 - Wysłana: 27 Lis 2007 15:39:12
Odpowiedz 
Q__

Owszem. Moze to być ciekawe, problem tylko w tym, że po raz kolejny słyszę propoazycje powstania serialu który cos przypomnianm, z czymś rywalizuje, do czegoś nawiązuje... A ja wciaz mam nadizeję, że powstanie cos naprawdę oryginalnego...

Na to nie masz raczej co liczyc- nawet TNG przypominal i rywalizowal ze starym, poczciwym TOS wiec... Jest jeszcze alternatywa opowiedzenia historii, ktorej akcja rozgrywac sie bedzie na jakims obcycm swiecie, z ktorym Federacja utrzymuje pokojowe stosunki a jego bohaterami beda dypolmaci. No i jeszcze uniwersum Treka widziane oczyma zalogi obcego okretu- np. Klingonow, ale jak juz Pah Wraith slusznie zauwazyl ST to serial opowiadajacy glownie o ludziach wiec predzej- jesli wogole- zobaczymy raczej serial o kolonizacji jakies planety przez UFP.
Q__
Moderator
#262 - Wysłana: 27 Lis 2007 16:15:32
Odpowiedz 
BTW:
Znalazłem taki oto cytat ze Stanisława Lema:
Udało mi się obejrzeć w satelitarnej telewizji widowisko, przedstawiające baśń o małej dziewczynce (jej prefiguracją była niechybnie "Alicja w krainie czarów"), która musiała wykonać "trudne zadanie", polegające na dotarciu do środka labiryntu, strzeżonego przez olbrzymów, smoki, czary, strzygi i wielce fantazyjne stworki, które obtańcowując małą, jednocześnie obrzucały się nawzajem własnymi głowami, nogami, mackami itd. Było to dla mnie miłym wytchnieniem, zwłaszcza że wszystkie szczute na małą potwory i monstra nie budziły w niej najmniejszego lęku, a koniec (pokonanie czarownika w osiągniętym centrum labiryntu) zwieńczył dzieło. Robota była przez to tak dobra, że cała wyprodukowana dzięki bardzo pomysłowej animacji, udającej trójwymiarowość (w przeciwieństwie, powiedzmy, do wspomnianej już "Alicji" w rysunkowym filmie barwnym Disneya). Nazwałem rzecz "wytchnieniem", ponieważ nie cierpię bredni i krwawych walk, jakimi TV wciąż nas raczy w fikcyjnym, pseudoracjonalistycznym "Kosmosie". Jako niewątpliwy masochista obejrzałem ostatnio fragmenty szeregu takich kiczów made in USA, jak "Babilon II", w którym roi się od pozaziemskich pseudoludzi z perukami, dolepianymi maskami, z dziewczętami, którym golą głowy itp. Oprócz wspomnianej już przeze mnie obrzydliwości, zwanej "Star Trek", "Enterprise", "New Generation", bezustannie lansowane są podobne do siebie jak bliźnięta inwazje Ziemi ("żeby unicestwić nas"), walki kosmicznych korsarzy, gangów, komandorów, niewiast o silnych biustach i całej gigantycznej reszty tej hołoty wszechświatowej, którą ad usum publiczności masowo produkuje się w Hollywood. To że ŻADEN ze znanych nam realnych warunków pobytu w kosmosie nie zostaje spełniony, to, że walki "imperiów" kończą się po długiej serii scen "wielo ręcznym mordobiciem", to, że Obcy wytwarzają przystojnego Cyborgiusza, który nawiedza Ziemię po to, żeby poderwać przystojną dziewczynę i w towarowym wagonie nocą zrobić jej dziecko (po czym drab oddala się, żądając, aby opiekowała się należycie owym "BABY", którym ją międzyplanetarnie obdarował) - wszystko to razem woła o pomstę nie tyle do nieba, ile do PT terrorystów. To oni winni porwać i osadzić w lochu wszystkich ohydnych kretynów, płodzących owe kretyństwa, jako też ukarać ich koniecznością wieloletniego oglądania tych kosztownie przyanimowanych wypocin. Byłaby to zresztą kara nazbyt łagodna. W tym załganym od A do Z kosmosie, w owych "Promieniach śmierci", znalazłem naraz to, co mnie już jako dwunastoletniego szczeniaka zgniewało: "Planetę MONGO" z jej rycerzami-aniołami (skrzydła wykonano w warsztatach z solidnej blachy), natomiast moją chłopięcą jeszcze sprzed 65 lat irytację wywołało "uzbrojenie" tych matołów, złożone z tarcz (wg wzoru wanny), włóczni, pałasza i "blastera". To, com w trzydziestych latach ujrzał tylko w czerni i bieli, teraz już jest barwne i nurza się w obłokach z bitej śmietany. Taki straszliwy zastój imaginacji kroi już na paranoidalną persewerację.

Ale dlaczego właściwie ja się tak żołądkuję? Każdy normalny człek powie: "jak ci się nie podoba, to nie oglądaj". Ostatnio wszystkożerna telewizja (nowych transponderów nadciąga już ćma) zabrała się, po Batmanach, Spidermanach i Supermanach, do greckiej mitologii, już była erupcja Wezuwiusza, już zalało lawą Pompeję, to teraz na rozkładzie mamy Odyseję, czyny Herkulesowe, lecz i tego będzie mało. No to co? Dlaczego ma mnie to obchodzić? Otóż, jako ,,rozrywka" nie może na pewno, lecz trudno nie myśleć o tych setkach milionów widzów, którym wtłacza się (także internetowymi pompami) przez oczy do głów kretyństwa, na jakie przerabiany zostaje skarbiec greckiej, asyryjskiej, kreteńskiej kultury, w opakowaniu błyszcząco kosmicznym: naści wam, TAK się dzieje w kosmosie, wszyscy wszystkich napadają, podszczuwają, inwazje z przyszłości, z boku, z tyłu, i krew się leje, aż miło. Z wolna więc z tego bicia piany powstać musi jakiś straszny kogel-mogel w mózgownicach. Już nie można odróżnić wahadłowca Atlantis i astronautów rzeczywistych od ich imitatorów-aktorów. KOSMOS TRZESZCZY OD EKSPLOZJI DEMOGRAFICZNYCH. Telewizja, tak świetna maszyneria globalnie obecna, ładuje w dziesiątki orbitalnych przekaźników informatory, urodzone pod znakami bałwaństwa, bezmyślności; inżynieryjne cudeńka prostytuowane są dla rzesz i to jest teraz kultura masowa. Tak, to są zaczyny, z których w najlepszym razie wylęgnie się Idiota Skończony, Kretyn Kompletny, jako też Wszechbigos Fantomatyczny. Czy można dokonać jeszcze obrzydliwszej degrengolady technologii słanych na całą Ziemię fabuł, obrazów, których jakość techniczno-rozdzielczą gwarantuje nam już digitalna High Fidelity Television?

Nie będzie tak źle, odpowiada sceptyk. Zabiegom kretynizacyjnym, owszem, jest poddawana ludzkość, zresztą, nawiasem mówiąc, nie działa i nie wytwarza bredni żaden tajemniczy Ośrodek Konspiracyjny, mający przygotować Inwazję Zieleniaków na Kompotierach Latających, lecz idzie wyłącznie o szybki szmal, i już wiadomo, że "kryteria estetyczne" są do fufy: aksjometryczne oceny wystawiają ROZMIARY NAPEŁNIENIA KASY i kropka. No tak, ja wiem o tym, ale po co kłamać i robić łajno z tezaurusa światowej kultury? Jakby chcieli przerobić świętego Piotra w Rzymie na karuzelę, to by im nie dali. Ejże? A Mr. Christo, który zaraz nam Himalaje opakuje należycie i sznurkiem przewiąże, to nic? Myślę, że trzeba powołać do broni oddziały ochotników. Na początek porwie się szwedzką Akademię i żeby się uwolnić, będzie musiała ciepłą dłonią odpalić Nagrodę Pokojową Nobla. Machnąć TAKI scenariusz, to mucha, i dlatego tutaj, zaraz, na wszelki wypadek kładę na tej dogłębnej idei mój COPYRIGHT! Teraz wszystko już wolno. NOBEL, to LEBON czytany na odwrót. Ale "NOBEL" brzmi lepiej. Dla zręcznych saltimbanków. Już jeden ten szmal zacharapcił, więc my nie gorsi.

http://odra.okis.pl/odra_arch/stare/stare/1998/01/ lem.html

Abstrahujac od faktu, że akurat Trekowi oberwało się nie do końca zasłużenie, bo jak na owe czasy Roddenberry robił co umiał i na co mu wytwórnia $$$ dała), chcialbym doczekać się jak najwięcej filmów/seriali SF (osadzonych w świecie ST w szczególności), których nawet przy największej chęci recenzenta zwyczajnie nie dało by się "zjechać" w ten sposób. Chciałbym by ew. nowy Trek zachowujac to co najlepsze w RC i w DS9, jednocześnie był jak najambitniejszą (co nie znaczy zbyt hermetycną w odbiorze) SF.
Domko
Użytkownik
#263 - Wysłana: 27 Lis 2007 16:34:50
Odpowiedz 
To właśnie Lem określił Enterprise jako naleśnik z dwiema wykałaczkami. Chyba jedyny raz, gdy się z nim nie zgodziłem.
Q__
Moderator
#264 - Wysłana: 27 Lis 2007 20:37:22
Odpowiedz 
Domko

To właśnie Lem określił Enterprise jako naleśnik z dwiema wykałaczkami. Chyba jedyny raz, gdy się z nim nie zgodziłem.

Toteż nie mówie, że z atakiem na Treka nie przesadził, twierdzę natomiast, że wolałbym, by Trek mniej sie pod ataki podkładał... Ale powiedz to "geniuszom" z Paramountu...
Zarrow
Użytkownik
#265 - Wysłana: 27 Lis 2007 22:00:32 - Edytowany przez: Zarrow
Odpowiedz 
Po pierwsze: ale offtop... To dlatego porzuciłem to forum. Bo jest maksymalnie nieczytelne i każdy temat po kilku postach zamienia się w rynsztok informacji, nad którym nie panują moderatorzy. Płodnośc fanów treka cieszy, ale na miłość Boską, przecież tutaj panuje chaos. Jedyne, co pamiętam z poprzedniej dyskusji, to to, że chciałem zaoponować min. przeciwko zdaniu że ktoś tam chce, aby Federacja nie była większa niż powiedziane (sic!) w "Pierwszym Kontakcie" "800 ly". Chcę zauważyć, że w "FC" Picard wypowiada zgodną z (skąd inąd wydumanym i błędnym) kanonicznym stwierdzeniem, że Federacja ma 8000 ly.

Po drugie: nie hołubcie Lema, skoro zaraz macie mu zamiar szpilki wtykać (nie bacząc na świętej pamięci status) za to że sie niepochlebnie wyraził o ST.

Po pierwsze, Lem jeśli chodzi o SF do końca mianem guru nazywany być nie może. To jest może, ale nie można pominąć ostatniej fazy jego życia, gdzie otwarcie przyznał, że był głupcem pisząc SF. SF było dla niego pod koniec nudne, realny świat stawia przed nami znacznie więcej fascynujących problemów. ("Rasa drapieżców", wydane pośmiertnie). Tak więc bez ogródek można stwierdzić, że na starość dołączył do "panów i pań realistów" którzy całym tym "SF" gardzą.

Po drugie, Lem oczekiwał najwyraźniej, że wszystkie produkcje SF będą mniej-więcej odpowiadać jego kanonowi. Błąd, ludzie potrzebują w większości wypadków lekkiej rozrywki. ST akurat potrafił też (dosyć często) przerzucić do tego jakąś szczątkową refleksję.

Ale nie ma sie co oburzać na Lema. Facet miał rację. Toż to ST to totalna głupota. Bo co my tam mamy? To, co opisał. Bzdury. Nieścisłości. Głupoty. Nielogiczności. Paranoję. (sami to widzimy!) Bandę aktorzyn z gumowymi oberżynami na mordach. To jest śmieszne, to jest beznadziejne. Każdy obcy nie jest tam obcy, co chwile nas bombardują i mordują, co chwile Kirk lub Picard z kimś nawalają sie po mordach, by potem puknąć jakąś cycatą panienkę. To JEST głupie.

Ale Lem nie pisze tylko o ST, ST jest tylko częścią zjawiska, jakie opisywał w tamtym momencie. mianowicie irytowało go to, jak chęć łatwego zysku (jest dużo głupiej rozrywki, bo większość ludzi jest głupia, prawa rynku więc działają) powoduje, iż ludziom po prostu robi się wodę z mózgu. W swym zacietrzewieniu nie docenił ani odporności tychże mózgów, ani faktu że nie wszyscy mają takie wymagania co do telewizji jak on. Tak więc i miał rację i jej nie miał.

Star Trek ma pełno typowych dla siebie kretynizmów. począwszy od iskier lecących z paneli komputerowych an mostku po mocniejszym ostrzale (dziecięciem będąc nie rozumiałem, co ma piernik do wiatraka, obecnie już tego nawet nie zauważam) po wszystko wiedzących obcych na "wyższym poziomie rozwoju", którzy wtrącają się do wszystkiego, co im się nie podoba i mają czelność osądzać inne gatunki, podczas gdy z definicji są one po prostu takie-inne, więc prawa tych mądrali po prostu ich nie dotyczą. Mamy rzeczywistości te wszystkie tanie chwyty fabularne i sami to widzimy. Wszyscy wiedzą, jak skończył ENT i średniawy VOY (co sami widzimy i nas to również denerwuje). Nie ma ci już "treka wysokiego" i dobrych wymagających scenariuszów, fabuł, pomysłów, postaci. Z trekiem robi się to samo, co z resztą przemysłu filmowego-dominuje produkcja pulpy. Ale spokojnie, to sie zaczyna zmieniać. Ale jeszcze długo to zajmie (prawa ryku znowu-zmęczeni pulpą widzowie będą potrzebowali innej rozrywki, innych bodźców i rynek im tego dostarczy)

Też chce uspokoić was i powiedzieć, że zapewne Lem nigdy nie obejrzał więcej niż kilka odcinków każdego z tych seriali (bo nie mógł tego po prostu psychicznie wytrzymać) i to z pewnością na wyrywki. Jego wiec obraz i punkt widzenia są obciążone błędem próby, która była zbyt mała, by sie nadawała do wyciągnięcia statystyk. Jestem przekonany, że motywy z Q zyskałyby jego przyzwalające kiwnięcie głową, pojawienie się dziwnych form życia, dobiegających do standardu "cycki oblepione latexem" także odpowiada jego "kanonowi" SF. Tak więc z trekiem nie jest aż tak źle. Ale nie jest też dobrze.

Wiecie, czego pragnął po prostu Lem? Realizmu. W jego myśl, w kosmosie nie powinno być dźwięku (do dzisiaj jedynym praktycznie filmem który to uwzględnia jest Odyseja Kosmiczna i Apollo 13). Napotkane inteligentne formy życia, albo życie w ogóle, winno być diametralnie różne od tego, co my uznajemy za standard. Tak na logikę to spotkanie dwóch gatunków myślą0ych nie powinno mieć żadnych negatywnych ani pozytywnych konsekwencji, bo problemem być może nie do przekroczenia byłaby bariera komunikacyjna. Pewno nawet moglibyśmy się minąć i nawet nie wiedzieć, że istniejemy. Oczywiście mógłby wystąpić konflikt, w końcu obcy to jedna wielka niewiadoma...Ale...no właśnie, niewiadoma. A w treku praktycznie rzecz ujmując wszystkie rasy to tacy ludzie, tylko że lekko inni (i nie mówię tu o aparycji). Różnice w myśleniu są symboliczne jak na fakt, iż są to OBCE RASY.

No cóż, wymieniać można jeszcze długo, ale myślę, że już wszyscy wiedzą, o co chodzi. Bo przecież wszyscy też to w głębi (i na powierzchni) czujemy i rozumiemy, pojmujemy wkurzenie Lema bo także je dzielimy. Sęk w tym, że po prostu polubiliśmy Treka i twardo przy nim siedzieliśmy i dostrzegaliśmy jego ukryte wartości. Mało tego, ale patrząc na to co jest na rynku-na Boga, toż to perełka!

Z drugiej strony nie można oczekiwać od Paramountu czegoś innego, aniżeli robi. Na ich miejscu zapewne w podobny sposób dbałbym o swoje pieniądze. Sprzedaje sie to co idzie, innych rzeczy nie ma sensu produkować. Ale, jak napisałem, gdzieś jest ten punkt, gdzie rynek zacznie wypełniać i potrzeby "lemowców".

Możemy wiec pogłaskać sie z zadowoleniem po brzusiu, gdyż jesteśmy swoista elitą odmóżdżonych widzów seriali SF, którzy są koneserami treka i są świadomi głupot panujących w całym przemyśle.
Q__
Moderator
#266 - Wysłana: 28 Lis 2007 08:54:03 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Zarrow

To dlatego porzuciłem to forum. Bo jest maksymalnie nieczytelne i każdy temat po kilku postach zamienia się w rynsztok informacji, nad którym nie panują moderatorzy.

Cieszę się zatem, że wróciłeś.

Po drugie: nie hołubcie Lema, skoro zaraz macie mu zamiar szpilki wtykać (nie bacząc na świętej pamięci status) za to że sie niepochlebnie wyraził o ST.

Ależ Lema kocham lubię i szanuję,ale mam prawo nie we wszystkim się z Nim zgodzić. Niezgodnosć z jedną z opinii Lema =/= atak na Mistrza. (A swoja drogą, pomijajac kwestię Treka - i trochę B5, ale tylko trochę, bo humanoidalnych Obcych przy tym poziomie F/X mogli sobie odpuscić - z tymi gorzkimi sądami Lema zgadzam się w całej rozciągłości, dlatego je zacytowałem.)

Po pierwsze, Lem jeśli chodzi o SF do końca mianem guru nazywany być nie może. To jest może, ale nie można pominąć ostatniej fazy jego życia, gdzie otwarcie przyznał, że był głupcem pisząc SF. SF było dla niego pod koniec nudne, realny świat stawia przed nami znacznie więcej fascynujących problemów. ("Rasa drapieżców", wydane pośmiertnie). Tak więc bez ogródek można stwierdzić, że na starość dołączył do "panów i pań realistów" którzy całym tym "SF" gardzą.

Sądzę, że tylko dlatego, że zobaczył, że SF zamiast sie rozwijac i ambitnieć (na co miał początkowo wielka nadzieję) coraz bardziej stacza sie w ograne, nienaukowe schematy, staje się bajką, bzdurą (nazwij to jak chcesz) zamiast mierzyć się z realnymi problemami. (Co zresztą i Treka dotkneło odkąd panowie B & B go dorwali.) Nie tak by Lem mówił, gdyby rodzili isę nam nowi Wellsowie, Żuławscy, Stapledonowie... A Reynolds z Baxterem robili za normę statystyczną nie rarytas z najwyższej pólki (by była jasność: ja twórczość tych panów b. lubię, ale wiem że teoretycznie SF stać na więcej). Podobnie chwilami (przyznaję) miewam dość Treka, zwłascza najnowszego (acz nie na tyle, by się od niego odwrócić).

Po drugie, Lem oczekiwał najwyraźniej, że wszystkie produkcje SF będą mniej-więcej odpowiadać jego kanonowi. Błąd, ludzie potrzebują w większości wypadków lekkiej rozrywki. ST akurat potrafił też (dosyć często) przerzucić do tego jakąś szczątkową refleksję.

Nie do końca. Lem umiał też półgębkiem pochwalić Blisha, Bestera czy Heinleina. Oczekiwał "maximum", ale przyzwoite "stany średnie" też nie budziły w nim repulsji. Sądzę, że (gdyby nie ogłoszony rozbrat z gatunkiem, a potem śmierć) byłby w stanie zaakceptować twórczość chocby w/w dwóch brytyjskich autorów. SF rozrywkowa tez ma racje bytu, ale - na Borga! - niech nie będzie rozrywka dla kretynów międlącą te same schematy.

Facet miał rację. Toż to ST to totalna głupota. Bo co my tam mamy? To, co opisał. Bzdury. Nieścisłości. Głupoty. Nielogiczności. Paranoję. (sami to widzimy!) Bandę aktorzyn z gumowymi oberżynami na mordach. To jest śmieszne, to jest beznadziejne. Każdy obcy nie jest tam obcy, co chwile nas bombardują i mordują, co chwile Kirk lub Picard z kimś nawalają sie po mordach, by potem puknąć jakąś cycatą panienkę. To JEST głupie.

Owszem, Trek wyszedł Roddenberry'emu chwilami gorszy niż sam Roddenberry planował, bo a to Paramount domagł się (dla oszczędności) humanoidów, a to jeden scenarzysta nie wiedział co napisał drugi. Przecież gdyby Trek był "dziełem skończonym", sam jego "Ojciec" nie przemyśliwałby tyle razy o reBoocie TOSa... A jednak można przecież sie Trekiem zachwycić, jęsli ogląda isę go jak Odd John (bohater Stapledona, nadludzko mądry mutant), który miał zwyczaj czytać ksiazki nie dla tego czym są, a dlatego czym mogłyby być... I tym właśnie Trek się broni, przypomina on bowiem coś na kształt wysypiska, na którym mozna znaleźć i diamenty i g****... Lem zniechęcił się tym drugim (i mogę to zrozumieć), nam udało się znaleźć i diamenty... Potencjał Treka to potencjał na arcydzieło... Z wykonaniem bywa różnie, ale ja wolę uważać, że szklanka jest do połowy pełna...

Ale Lem nie pisze tylko o ST, ST jest tylko częścią zjawiska, jakie opisywał w tamtym momencie. mianowicie irytowało go to, jak chęć łatwego zysku (jest dużo głupiej rozrywki, bo większość ludzi jest głupia, prawa rynku więc działają) powoduje, iż ludziom po prostu robi się wodę z mózgu.

Wydaje mi się, że jest gorzej, że stacje TV i wytwórnie filmowe widzą w publiczności jeszcze wiekszych kretynów niż jest w istocie, i jeszcze zaniżają poziom swoich produkcji, i czasem stosując taka strategię (szczęśliwie!) ponoszą klęskę, jak duet partaczy, który tak zaszkodizł Trekowi.

po wszystko wiedzących obcych na "wyższym poziomie rozwoju", którzy wtrącają się do wszystkiego, co im się nie podoba i mają czelność osądzać inne gatunki, podczas gdy z definicji są one po prostu takie-inne, więc prawa tych mądrali po prostu ich nie dotyczą.

A czy jedne ludzkei kultury nie zachowuja się identycznie wobec ziemskich kultur? Czy u samego Lema ("Szczur w labiryncie", "Solaris") obce potegi nie poczynały sobie z ludźmi jak chciały?

Mamy rzeczywistości te wszystkie tanie chwyty fabularne i sami to widzimy. Wszyscy wiedzą, jak skończył ENT i średniawy VOY (co sami widzimy i nas to również denerwuje). Nie ma ci już "treka wysokiego" i dobrych wymagających scenariuszów, fabuł, pomysłów, postaci. Z trekiem robi się to samo, co z resztą przemysłu filmowego-dominuje produkcja pulpy.

I w tym cały ból. ST mial elementy świadczące o wielkości i wręcz przeciwne. W pewnym momencie następy Roddenberry'ego zaczeli (nastawiając się na "masowego widza") eliminować to... co było genialne i ponadczasowe. (Takei slusznie zauważył, że nie rozumieją Treka.)

Ale spokojnie, to sie zaczyna zmieniać. Ale jeszcze długo to zajmie (prawa ryku znowu-zmęczeni pulpą widzowie będą potrzebowali innej rozrywki, innych bodźców i rynek im tego dostarczy)

Wiem o tym, bo przesyt głupotą musi nastąpić i to niedługo. Pytanie tylko czy i dla nowego Treka znajdzie się miejsce w tej epoce, czy też (z racji tego co wyprawiali epigoni) skojarzony silniej zostanie z pulpą...

Też chce uspokoić was i powiedzieć, że zapewne Lem nigdy nie obejrzał więcej niż kilka odcinków każdego z tych seriali (bo nie mógł tego po prostu psychicznie wytrzymać) i to z pewnością na wyrywki. Jego wiec obraz i punkt widzenia są obciążone błędem próby, która była zbyt mała, by sie nadawała do wyciągnięcia statystyk. Jestem przekonany, że motywy z Q zyskałyby jego przyzwalające kiwnięcie głową, pojawienie się dziwnych form życia, dobiegających do standardu "cycki oblepione latexem" także odpowiada jego "kanonowi" SF. Tak więc z trekiem nie jest aż tak źle. Ale nie jest też dobrze.

Co do tego absolutna zgoda. Szkoda tylko, że sensy, przesłania, niebanalne (genialne czasem) pomysły zostały tak zmieszane z bzdurami. Szkoda jeszcze większa, że następcy (których możliwości techniczne nie zmuszały już do podpierania się tandetą), i którym sława Treka pozwalała na pewne eksperymenty i dozę ambicji, zasłonili bzdurami sens do reszty.

Wiecie, czego pragnął po prostu Lem? Realizmu. W jego myśl, w kosmosie nie powinno być dźwięku (do dzisiaj jedynym praktycznie filmem który to uwzględnia jest Odyseja Kosmiczna i Apollo 13).

Owszem. I oczywiście się z nim zgadzam. Im więcej realizmu w Treku tym lepiej. (A przecież i Roddenberry do realizmu, na ile mu wytwórnia pozwalała, dążył...)

A w treku praktycznie rzecz ujmując wszystkie rasy to tacy ludzie, tylko że lekko inni (i nie mówię tu o aparycji). Różnice w myśleniu są symboliczne jak na fakt, iż są to OBCE RASY.

Mimo wszystko i takie coś (od biedy) mogłoby zyskać przyzwolenie Lema. Wszak "Lewą rękę ciemności" (gdzie mamy równie humanoidalnych Obcych uzasadnionych w podobny sposób) nawet chwalił. Kwestia w wykonaniu. Jak to mówią: "diabeł tkwi w szczegółach"...

No cóż, wymieniać można jeszcze długo, ale myślę, że już wszyscy wiedzą, o co chodzi. Bo przecież wszyscy też to w głębi (i na powierzchni) czujemy i rozumiemy, pojmujemy wkurzenie Lema bo także je dzielimy. Sęk w tym, że po prostu polubiliśmy Treka i twardo przy nim siedzieliśmy i dostrzegaliśmy jego ukryte wartości. Mało tego, ale patrząc na to co jest na rynku-na Boga, toż to perełka!

Zgoda. Jedynym serialem SF, który mógł się mierzyć z Trekiem był SAAB bo też (jak umiał) dążył do realizmu. Reszta to albo baśniowe space opery, albo odgrzerwanie wątków inwazyjnych (jakby temat nie został dość dokumentnie wyczerpany), albo sensacja przebrana dla niepoznaki za SF (a czy z kinie "fantastycznonaukowym" - w cudzysłowie, bo do nazwy tej filmy często nie dorastają - jest inaczej?).

Z drugiej strony nie można oczekiwać od Paramountu czegoś innego, aniżeli robi. Na ich miejscu zapewne w podobny sposób dbałbym o swoje pieniądze. Sprzedaje sie to co idzie, innych rzeczy nie ma sensu produkować.

No nie do końca, bo ten robiony pod publiczkę Paramountowski podrabiany Trek zrobił w końcu klapę, aż miło (szkoda, że akurat wtedy, gdy jego twórcy zaczęli wyciągać wnioski).

Ale, jak napisałem, gdzieś jest ten punkt, gdzie rynek zacznie wypełniać i potrzeby "lemowców".

I oby Trek w końcu stał się tym, na co od początkui miał zadatki,,,

Możemy wiec pogłaskać sie z zadowoleniem po brzusiu, gdyż jesteśmy swoista elitą odmóżdżonych widzów seriali SF, którzy są koneserami treka i są świadomi głupot panujących w całym przemyśle.

Acz wkurza ich też (jak Lema nie przymierzając), że nie mogą widzieć swego ukochanego serialu takim, jakim widzieć go zawsze chcieli...
Pah Wraith
Użytkownik
#267 - Wysłana: 28 Lis 2007 13:06:10 - Edytowany przez: Pah Wraith
Odpowiedz 
Zarrow
Jedyne, co pamiętam z poprzedniej dyskusji, to to, że chciałem zaoponować min. przeciwko zdaniu że ktoś tam chce, aby Federacja nie była większa niż powiedziane (sic!) w "Pierwszym Kontakcie" "800 ly". Chcę zauważyć, że w "FC" Picard wypowiada zgodną z (skąd inąd wydumanym i błędnym) kanonicznym stwierdzeniem, że Federacja ma 8000 ly.

To napisałem ja. Oczywiście machnąłem się o jedno 0. Na skalę galaktyczną jednak 8000 to i tak niewiele. Zresztą Tak naprawdę nie wiadomo o czym mówił Picard - czy objętości, czy "szerokości" w najszerszym miejscu.


Co do Twojego spojrzenia na inne rzeczy nie sposób się nie zgodzić poza jednym. W spojrzeniu na Treka, czy ogólnie, rynek SF, a jeszcze ogólniej - na cały przemysł rozrywkowy należy stwierdzić sobie jedno. W tym układzie nie mamy TYLKO wytwórców. Ważnym ogniwem są tu także odbiorcy. I nie jest tak, że miliony fanów czy w ogóle odbiorców siedzą i bezmyślnie przeżuwają tę papkę. Z obserwacji fanów Treka wyrasta mi obraz nie tępego "couch potato", a człowieka, który uwielbia odkrywać coraz to nowe oblicza dzieł, interpretować przeróżne zjawiska i wymyślać naprawdę niezwykłe tezy. Co tu dużo kryć - Trek, całe kino pobudza silnie wyobraźnię. Fani zamieniają się dzieki temu w pisarzy i rysowników pobudzeni przez impulsy dobiegające do nich z ekranu. Ba! Mierzą się nawet sami z trudną materią filmową. Jedną złą strona tego zjawiska jest nicość. Tak, nicość, bowiem w 95% przypadków nic nie powstaje z tego. jak żartował Shatner - to kolosalna strata czasu. Ale te kilka osób, które poprzez fanowstwo realizują się i swoje marzenia - dosłownie i w przenośni sięgają gwiazd przez ciernie, staje się świadectwem pozytywnego oblicza fanowstwa.

Lem nie doświadczył tego nigdy. Był o to uboższy ode mnie czy Ciebie. tak jak mawiał Holmes o Watsonie - Trek, Babilon 5 czy "Gwiezdne Wojny" nie są mądrością, ale stają się źródłem inspiracji. Signum temporis.
Q__
Moderator
#268 - Wysłana: 28 Lis 2007 13:49:57 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pah Wraith

Co do Twojego spojrzenia na inne rzeczy nie sposób się nie zgodzić poza jednym. W spojrzeniu na Treka, czy ogólnie, rynek SF, a jeszcze ogólniej - na cały przemysł rozrywkowy należy stwierdzić sobie jedno. W tym układzie nie mamy TYLKO wytwórców. Ważnym ogniwem są tu także odbiorcy. I nie jest tak, że miliony fanów czy w ogóle odbiorców siedzą i bezmyślnie przeżuwają tę papkę. Z obserwacji fanów Treka wyrasta mi obraz nie tępego "couch potato", a człowieka, który uwielbia odkrywać coraz to nowe oblicza dzieł, interpretować przeróżne zjawiska i wymyślać naprawdę niezwykłe tezy. Co tu dużo kryć - Trek, całe kino pobudza silnie wyobraźnię. Fani zamieniają się dzieki temu w pisarzy i rysowników pobudzeni przez impulsy dobiegające do nich z ekranu. Ba! Mierzą się nawet sami z trudną materią filmową. Jedną złą strona tego zjawiska jest nicość. Tak, nicość, bowiem w 95% przypadków nic nie powstaje z tego. jak żartował Shatner - to kolosalna strata czasu. Ale te kilka osób, które poprzez fanowstwo realizują się i swoje marzenia - dosłownie i w przenośni sięgają gwiazd przez ciernie, staje się świadectwem pozytywnego oblicza fanowstwa.

Dodajmy jeszcze, że widownia taka jak Trekowa nie jest wcale tożsama z bezmyślnymi przeżuwaczami ostatniej "papki" i tfu-rczość, w której poza pulpą nic nie ma z założenia ich nie rusza, a i autorom umie pokazać czego od nich oczekuje (i gdzie ich miejsce kiedy z głupotami przeholuja).. Fan zada sobie trud wyciągania diamentów z g**** i wyciągnie ich ładną stertę, ale jeśłi przekona się, że diamentów tam nie ma, da jasny wyraz swemu rozczarowaniu i wsciekłości. Będzie kochał swoje ulubione dzieło i moze nawet je idealizował, ale nie pokocha czegoś bezwartościowego...

Lem nie doświadczył tego nigdy. Był o to uboższy ode mnie czy Ciebie. tak jak mawiał Holmes o Watsonie - Trek, Babilon 5 czy "Gwiezdne Wojny" nie są mądrością, ale stają się źródłem inspiracji.

Czy ja wiem? Wbrew pozorom Lem miał świetną orientacje takze w tej SF którą odsądzał od czci i wiary... Wolę myśleć, że miał naturę typowego fana (może jeszcze bardziej wymagajacego od innych), tylko chyba "nie honor" mu było się do tego przyznać, takze przed samym sobą... W końcu czy ktoś będzie oglądał coś czego nie lubi? Moim zdaniem Lem SF kochał całym sercem (przynajmniej przez długi okres życia), a że różne jej dzieła (w tym Treka) odsądzał od czci i wiary moim zdaniem nie płyneło wcale z absolutnej negacji. Raczej zachowywał się jak ktoś kto widzi, że bliska mu osoba stacza sie na dno na własne życzenie, nie wytrzymuje i wrzeszczy na tą osobę licząc, że w ten sposób zawróci ja z samobójczej drogi (a moze po prostu daje wyraz bezsilnej rozpaczy). Te jego złośliwoci to były złośliwosci zawiedzionego fana, nie wroga... Utrata wiary w SF nadeszła później (a chyba i wtedy nie była 100% pełna)...
Pah Wraith
Użytkownik
#269 - Wysłana: 28 Lis 2007 15:16:40
Odpowiedz 
Czy ja wiem? Wbrew pozorom Lem miał świetną orientacje takze w tej SF którą odsądzał od czci i wiary..

nie, nie, to Zarrow twierdził, że Lem zapewne nic nie widział w życiu z tej pulpy, o której się wypowiadał. Ja nie podejrzewam, żeby śp. Stanisław był takim mędrkiem a priori :] To co miałem na myśli, to to, że Lemowi nigdy nie dane było obserwować fandomu.
Q__
Moderator
#270 - Wysłana: 28 Lis 2007 16:06:40 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pah Wraith

nie, nie, to Zarrow twierdził, że Lem zapewne nic nie widział w życiu z tej pulpy, o której się wypowiadał.

Tzn. zgadzam się z Zarrowem, że mógł nie mieć cierpliwości obejrzeć rozmaitych odcinków Treka do końca, ale też nie sądzę by oceniał coś tylko raz rzuciwszy na to coś okiem... Zressztą gdy zauważy się jak ostro oceniał swe wczesne powieści, stwierdzi się, że znów Treka nie oceniał gorzej...
 Strona:  ««  1  2  ...  7  8  9  10  11  ...  30  31  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / Pomysły na nowy Star Trek

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!