USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / Pomysły na nowy Star Trek
 Strona:  ««  1  2  ...  13  14  15  16  17  ...  30  31  »» 
Autor Wiadomość
Eviva
Użytkownik
#421 - Wysłana: 20 Wrz 2008 21:11:52
Scimitar

Przyznaje się bez bicia że nie przeczytałem tej dyskusji, ale patrząc się tak z dystansu to przypomina ona wyminę ognia między dwoma galeonami


Raczej trzema - do trzech jeszcze zliczę, choć z pewnym trudem.
Co do mnie, to będę bronić TOSu do ostatniej kropli krwi, a Shatnera zasłonię choćby własną piersią, bo William Shatner to kapitan Kirk, a kapitan Kirk to mój kapitan.
I wiem, że nie jestem w tej walce osamotniona, czego mój szanowny interlokutor bardzo chciałby dowieść, acz sam ze smutkiem musi przyznać, że nie może.
Pah Wraith
Użytkownik
#422 - Wysłana: 20 Wrz 2008 21:14:31
Nie chciałby i nawet nie próbuje
Eviva
Użytkownik
#423 - Wysłana: 20 Wrz 2008 21:27:31 - Edytowany przez: Eviva
Pah Wraith

Nareszcie jakiś pozytyw.

A żeby rozładować atmosferę powiem Ci, że cała dyskusja jest wogóle bezprzedmiotowa, bo wszak nie dyskutuje się o preferencjach i jeden lubi to, a drugi znowuż tamto.

Gdy kneź Jarema atamana Suhorukę był złapał, to też go we łaskawości swojej zapytał: czy woli on być końmi rozerwan, czy ze skóry oberwan, czyli też na pal nasadzon. Rzecz jasna, Suhoruka aż podskoczył i powiada :"Na pal poproszę! Na pal!"
No bo z pala, to jeszcze zleziesz (z trudem, ale zleziesz), a rozrywka końska nie każdemu na zdrowie wyszła. A znowu obdzieranie ze skóry nudne, bo to tak cię obdzierają tymi paseczkami, obdzierają, a ty nic, jeno ziewasz z nudów.


Do wiadomości publicznej powyższą historię podał Andrzej Waligórski, a ja ja przytoczyłam, by dać przykład rozbieżności gustów co do programów rozrywkowych.
Delta
Użytkownik
#424 - Wysłana: 20 Wrz 2008 21:34:45 - Edytowany przez: Delta
Pah Wraith
Wiesz, że w tym co napisałeś jest sprzeczność? Zapytam wprost - kiedy ostatnio jadłeś posiłek z replikatora, rozmawiałeś z androidem, bawiłeś się w wygenerowanym cyfrowo interaktywnym, namacalnym środowisku?

A to coś zmienia? Dziś jemy z mikrofali a kiedyś się takich dań nie jadło. I co się zmieniło oprócz tego, że kupujesz gotowe danie i po minucie masz ciepły posiłek? Tak diametralnie inaczej przez to żyjesz, że nie reagujesz na bodźce zewnętrzne tak jak ludzie, którzy mikrofalówki na oczy nie widzieli? Nie odczuwasz emocji, nie pracujesz na przysłowiowy chleb, nie ryzykujesz niczym, nie bawisz się. Oczywiście, że warunki życia się zmieniają, a z nimi nasze poglądy na życie (punkt widzenia zależy od punktu siedzenia), ale jak to już wspomniano w DS9 (słynny kawałek, który Quark powiedział Nogowi o ludziach), zabierz to wszystko, a okaże się, że ludzie są dalej tacy sami jacy byli X lat temu. Dlatego IMHO nie masz w tym przypadku racji. Oni mogą jeść z replikatora zamiast z mikrofali, bawić się w holokabinie zamiast na dyskotece, ale dalej, w tych podstawach z których składa się życie, są tacy sami jak my. I doskonale to widać w DS9, widać w przypadku Picarda w FC, widać w innych seriach. Zmienia się technika, zmienia się sceneria, ale sam "rdzeń" ludzkiego życia zostaje podobny, niemal identyczny.

Kirk i spółka, choć mieli bliżej do naszych czasów, mieli powazne problemy żeby się wtopic w rzeczywistość lat 80-tych.

Też bym miał z tym problem, gdyby mnie przeniesiono, tak jak stoję, choćby 20 lat do tyłu. Albo nawet pozostawiono w roku 2008 ale wysłano do kraju o kulturze którego nie mam wielkiego pojęcia. Wcale to jednak nie znaczy, że nie dałoby się tam żyć i poradzić sobie. Nie jest to przykład ze ST ale IMO dobrze to będzie obrazował. Pamiętasz Back to the Future III? Brown przeniósł się na Dziki Zachód i nie miał problemu z życiem w tamtych warunkach. Mógł się rzucać w oczy, mógł być obcy dla tamtego społeczeństwa -mieć, jak mówisz, trudność z wtopieniem się w tą rzeczywistość -ale sobie poradził.

Picard i Riker zrzuceni w rzeczywistość 2008 roku nie daliby sobie rady. Na Boga, Riker nie umie przyrządzić jajecznicy...

Czyli zakładasz, że Riker mógłby jedynie utrzymać się dzięki pracy kucharza, bo gdyby pracował np. przy łopacie i za wypłatę kupił jedzenie w barze, albo danie typu instant i wrzucił do mikrofalówki czy garnka z wodą, to nie poradziłby sobie i z głodu by padł?

W ogólnikach, jakie podajesz wiadomo - ludzkość zawsze będzie w tej czy innej formie odżywiać się, uczyć, rozmawiać. Chodzi o formę.

Forma się zmienia, ale baza jest ta sama od wieków. Dlatego jest nam bliżej do ludzi z innych epok niż się nam wydaje.

Skłonność przedkładania swojego zysku ponad potrzeby ogółu jest charakterystyczna dla nas.

A to najbardziej widać po rozmaitych wolontariuszach, co? Nawet Wasza produkcja "Horizona" jest przecież swego rodzaju przedkładaniem potrzeb ogółu ponad swoim zyskiem, bo to Wy wykładacie czas, pracę i pieniądze, a potem udostępniacie innym swoje dzieło bez profitu w postaci pieniędzy. Picard mógłby powiedzieć, jak powiedział w FC -że pracujecie dla własnego rozwoju i rozwoju cywilizacji.

Picardowi jest obca.

A najlepiej to było widać gdy z zaślepieniem wojował z Borg na pokładzie "Ent-E" ryzykując przez to swoją załogą i losem całej ziemskiej cywilizacji.

Czeste i szybkie zmiany lub też wspomożenie ze strony zatrudnianych pisarzy SF jest na to odpowiedzią.

I robi się to. A co niby robiła do tej pory banda autorów S-F z Fosterem, Ellisonem i D.C Fontaną na czele? A częste i szybkie zmiany zastępujące, pojawiający się choćby czasami, story arc, nie do końca są gwarantem, że powstanie dobry serial. Nie da się zrobić szmiry, składającej się z luźnych jedno-odcinkowców, powiązanych ze sobą tylko postaciami głównych bohaterów?

Własnie dlatego nie zatrudniam go do napisania trzech sezonów, ale jednego odcinka. Czaisz?

A nie robi się tak czasami? Przecież Roddenberry, Berman, Piller i Braga nie napisali sami całego ST. Współpracowali m.in. z pisarzami S-F. Wyważasz otwarte drzwi, Pah Wraith. A jak widzisz to nic nie zmienia, bo nadal są problemy dotyczące kosztów, konstrukcji umowy itd. W efekcie część roboty scenarzyści pokroju Bragi muszą niestety odwalać sami i póki się nie "wypalą" wszystko idzie dobrze. Problem pojawia się, gdy się wypalą. Wtedy zamiast TNG i DS9 mamy Voyagera.

No to właśnie dać im szansę. Do tego wzwyam. Czytam - oceniam. Tylko że na jeden, dwa odcinki.

Ile ma stron skrypt scenariusza? Pomnóż razy kilkadziesiąt osób (przy założeniu, że każda prześle tylko jeden) i zmieść się z czytaniem w deadline.
Takie szanse czasami się daje, czego przykładem Ron Moore. Ale nie zawsze trafi się na Rona Moore'a. Najpierw będziesz musiał przebić się przez setki scenariuszy. A to kosztuje czas i kasę.

Nie, Delta. Pisarz który dopiero toruje sobie drogę do sławy zażyczy sobie mniejsze honorarium niż uznany "mistrz".

Ale czasami to nadal o jedno honorarium za dużo. Dlatego nie produkuje się taśmowo błyskotliwych scenariuszy, bo receptę Hollywood zna.

Zamknijmy jużproblem praw autorskich bo zupełnie ten temat nie jest tu potrzebny.

IMHO jest, bo to podstawa, bez której nie ruszysz. Albo później będziesz miał wielu takich Ellisonów na głowie.

Widzisz? Własnie teraz tworzysz szczegółowe przypadki, a takie prowadzenie dyskusji jest trochę bez sensu,

To jest szczegółowy przypadek, ale jest to bardzo częsty przypadek. I tu leży pies pogrzebany. To nie tylko Shatner miewał kaprysy, chociaż pewnie wielu nie ma takich. Nie pomyślałeś, że wytwórnia z jakiegoś konkretnego powodu zgodziła się na podpisanie takiego kontraktu z Shatnerem? Przecież podchodząc do tego tak, jak tego chcesz, przede wszystkim w ogóle nie podpisała by go w takiej formie.

wystarczy w umowie zawrzećklauzule odpowiednie

A pewnie. Tylko jeszcze trzeba nakłonić drugą stronę by tą umowę podpisała...

na Borga, tak się rzecież robi! Wszystko powinna obejmować umowa.

I obejmuje, dlatego później są takie szopki.

W Hollywood naprawdę robi się to od 100 lat i wszystko juz mają wystarczająco dobrze zbadane.

Więc jak myślisz, dlaczego to robią? Dlaczego wytwórnie podpisują takie kontrakty? Przecież nie robią tego dla dobra aktora.

Napisz mi, który aktor, podobnie jak Shatner, domagał się swojej obecności we wszystkich scenach, co chwilę żądał podwyżek i uważał się za najważniejszą oosobę na planie powodując niesnaski w swojej ekipie? Shatner był wyjatkiem.

Żeby daleko nie szukać. DeForest Kelley nie wystąpił w ST: GEN, bo miał taki kaprys zagrać z Nimoyem. Nimoy nie chciał wystąpić w filmie, bo mu nie odpowiadał scenariusz i mało wyrazisty tekst wypowiadany przez Spocka (tekst, Pah Wraith, a to ponoć tylko Shatner miał kłopoty z tego typu rzeczami). Takei także, bo nie chciał siadać za sterami "Ent-B", w dodatku komendę dostałby od Kirka (czyli Shatnera), a uważał się za wielkiego kapitana, więc mu się nie godziło.

A z kim mieli robić te filmy?

A nie da się z nikim innym? To niby czemu ST XI nie powstaje z załogą Łysego? A całkiem nowej załogi też się nie da stworzyć? To po co wytwórnia odgrzebała Kirka zamiast dać inną załogę w jego czasach?
Widzisz, wytwórnia chciała przyciągnąć wielbicieli TNG do kin na kilka ostatnich filmów. Dlatego potrzebowała załogi Picarda i dlatego była gotowa na wiele się zgodzić, by poszczególni aktorzy a zwłaszcza Stewart czy Spiner wystąpili. Wcisnęli tam nawet Worfa, choć był kompletnie zbędny. A do NEM to i małego Crushera.

A kto tu pisze o "misji" i "czymś osobistym"? Tutaj zawiniła w pierwszym wypadku sfera prodycencka a w drugim wytwórnia. Koniec.

W czym zawiniła? Że nie zgodziła się na żądania podwyżki dla Farrell? Że siłą nie przytrzymała Crosby w TNG? Wiesz czemu Crosby mogła odejść? Bo nie będąc pewnym czy serial chwyci kontrakty były podpisane na bardzo krótki czas. Patrick Stewart to się ponoć nawet nie rozpakował, bo myślał, że serial skasują po pół roku. Gdyby Paramount wiedział, że projekt wypali, podpisałby umowy wieloletnie i Crosby kamieniem siedziałaby w obsadzie przez całe lata. A tak, mogła odejść. To jest jeden z powodów, przez który nie tak łatwo wprowadzić to, co proponujesz -całkowite freelancerstwo i łaskę wytwórni, że w ogóle kogoś przyjmie, co umożliwiłoby im całkowite stawianie warunków.

Jesli wiadomo kto co i kiedy, to nikt nawet nie piśnie, bo nie ma o co.

Ale w tym sęk, że nie do końca wiadomo, bo ten biznes jest częściowo nieprzewidywalny. Nie wspominając już o tym, że nikt nie zrezygnuje z potencjalnie wyższych wpływów dzięki wzrostowi oglądalności spowodowanej przyciągnięciem widzów do ekranu tylko dlatego, że reżyseruje to reżyser X lub występuje aktor Y. Jak okaże się, że wyrośnie serialowa gwiazda w tym "jednostrzałowym" przedsięwzięciu, to wytwórni czasem opłaci się trochę ustąpić żądaniom tej gwiazdy. Jeśli przyjdą do Ciebie Spielberg z przeciętnym scenariuszem i ktoś z ulicy z dobrym scenariuszem, to kogo przyjmiesz do roboty? Czyje nazwisko przyciągnie ludzi do kin? To forma zapewnienia sobie przynajmniej częściowego zwrotu kosztów lub przyzwoitego zysku. Nikt z tego nie zrezygnuje w ciemno (zwłaszcza, że to dość nieprzewidywalny interes -najpierw wykładasz kasę, potem liczysz, że może film się spodoba i zarobi). Za to będzie skłonny by dostarczyć umowę na jaką Spielberg się zgodzi. I oto powstaje Indiana Jones IV czy Gwiezdne Wojny II, czy ST X.
Delta
Użytkownik
#425 - Wysłana: 20 Wrz 2008 21:36:00 - Edytowany przez: Delta
cd.
Nie ma takiej możliwości w tym co opisuję bo kontrakt wygasa w momencie, kiedy bohater schodzi ze sceny (umiera, odlatuje, czy co tam chcesz) i to było wiadome od poczatku bo taki był plan

Zapewne stąd w Hollywood liczne reinkarnacje znanych i lubianych bohaterów, od Spocka począwszy. Może jednak to nie do końca jest tak, że bohater schodzi ze sceny? Niestety to pieniądz i chciwość rządzą filmem i zawsze rządziły.

Wybacz, powinienem dodać: przy produkcji seriali Star Trek

Przy ST też.

2 miesiące to raczej nie "z dnia na dzien". Sorry, ale właśnie tym przykładem sam sobie zaprzeczyłeś.

No, ale to jest ok. 1,5 tygodnia na odcinek. Przy czym scenariusz musi być zaklepany jak najszybciej, by można było poczynić odpowiednie przygotowania, nakręcić odcinek i dokonać obróbki materiału. Ile z tego 1,5 tygodnia zostaje na sam scenariusz? To robota na akord.
Podobnie jest nawet przy kręceniu filmów. W dodatkach do TMP wspominano, że już podczas kręcenia filmu, nadal nie było napisane jego zakończenie. A film robili 2 lata.

Dlkatego musi być dobvrze przemyślane. Obecnie widać robi się to na chybcika, "jak leci" i wymyśla i ustala rzeczy na bieżąco.

Bo tego wymaga ówczesny przemysł filmowy. I robią to od lat, uważasz, że nie znają się na tej robocie?

Czxemu bronisz takiego układu - nie mam pojęcia...

Nie bronię. Ale zdaję sobie sprawę dlaczego większość z nich powstaje. Nie tak łatwo to zmienić, bo już dawno by to zmieniono. Kto z nich chce w stresie na akord pracować? Mogliby doszlifować wiele rzeczy gdyby mieli czas i pieniądze na to. Obydwu tych rzeczy najczęściej jest po prostu brak. A czasem poniesiony wydatek i tak się nie zwróci. Kiedyś był mecenat nad sztuką, powstawały dzieła na miarę Michała Anioła. Dzisiaj to bezwzględny biznes. A ilość ludzi w nim pracujących/chcących pracować jest tak duża że psuje rynek przerzucając się na taśmową produkcję, obniżając koszty i co za tym idzie jakość produktu. I to jest powód tego jak jest, a nie to, że w wytwórniach pracuje banda głupków, którzy nie znają się na swej pracy. Czemu TMP ma efekty specjalne nie gorsze niż Voyager, który powstał 20 lat później? Bo był czas i pieniądze by takie zrobić.

Ale przecież te pieniądze i tak są wydawane na dokładnie to samo tylko że w trakcie powstawania serialu

Niekoniecznie są to takie same pieniądze.

W jakiej rozsądnej firmie nie robi się powaznych planów i zamierzeń zanim rozpocznie się inwestycje?

Plan planowi nie równy. A im mniej przewidywalna branża tym większy kłopot, tym większe ryzyko. Po co wypuszcza się pilotowy odcinek? Po co robi się badania oglądalności? To wszystko ma sprawdzić czy pomysł się sprzeda. A i tak można się naciąć, gdy jak w przypadku ENT czy Voyagera pilota ogląda kilkakrotnie więcej ludzi niż resztę sezonu czy następne sezony. W przypadku filmu jest jeszcze ciężej, bo nie da się wypuścić pilota. To czy się sprzedał, zobaczy się dopiero po emisji w kinach. Dlatego robi się wszystko by zmniejszyć niewiadomą -zatrudnia się gwiazdy (na znośnych dla wytwórni warunkach), robi kampanię reklamową, wskrzesza się tytuł i bohaterów. A i tak wszędzie gdzie się da obcina się koszty.

A to jest SF - mamy oglądać rozwój technologiczny (tak, to też jest częścią SF) a nie magię.

A widziałeś ten rozwój technologiczny w ST? Było sobie Constitution, pstryknięcie palcami i mamy Galaxy. A co było pomiędzy? Tego długo nie pokazano, a i tak niewiele pokazano, a gdyby projekt nie wypalił, w ogóle by nie pokazano. A jednak TNG się dobrze sprzedało i nikt nie narzekał na magię. Prawda jest taka, że poza takimi jak my, niewielu obchodzi, czy kostka Borga dostała z takiego czy innego rodzaju torpedy. A magia sprzedaje się całkiem nieźle, czego Gwiezdne Wojny dowodem.

Ale to wszystko pochodzi z naszych czasów

Tyle, że nawet dla Floty "z naszych czasów" to niemal magia. Pstryk i "Voyager" przeniesiony transporterem obcych. Pstryk, i Q przenosi okręt Picarda, pstryk, i Caretaker przenosi "Voyagera", pstryk, i robi to Kes.

że z żadnego z tych urządzeń więcej jak raz nie skorzystano.

Nieprawda. Myśliwiec Jem'Hadar został wykorzystany. O transwarp w Voyagerze często mówiono.

nic z tego nie miało wpływu na technologię Floty.

O tak, bo Flota nie położyła łapy na bazie danych "Voyagera". Kaśka trzymała wszystko w tajemnicy. Ciekawe więc co wysyłała po nawiązaniu kontaktu ze Starfleet Command.

A myśliwcem polecieli na przejażdżkę w jedną stronę.

Ale:
1. Jego zbadanie pozwoliło na stworzenie odpowiednich osłon dla jednostek i baz Floty.
2. Pomysł został powtórnie wykorzystany.

Istnieje mnóstwo skanów a załoga Voyagera poznała tę technologię w detalach (musieli, skoro zamontowali).

Bo Janeway jest pewnie tak głupia jak niektórzy czasem piszą i innej technologii nie skanowała i nie badała. To, że jeszcze nie potrafiła jej wykorzystać niczego nie zmienia, dane są do opracowania. Nawet Omegę niemal ustabilizowała. A kto poskładał do kupy slipstream drive, co? Nie zadziałało do końca jak powinno, ale zadziałało przez jakiś czas, dostarczając danych i udanego lotu na pewnej odległości.

Owszem, ale trzeba było mocnego ostrzału - własciwie nieustannego gradobicia tzrech sześcianów.

Torpedy i fazery "Ent-D" niemal rozwaliły okręt Borg. I co z tego, że okazały swą przewagę, jak wkrótce tej przewagi nie było?

Braga w jednym z wywiadów mówił że na planie TNG istniał zakaz (nie mógł sobie przypomnieć czy to od samego R.) pisania podroży w czasie.

Co było bezsensem, bo ograniczało serię. Poza tym najwyrażniej go zniesiono bo powstał "We'll Always Have Paris" i "Yesterday's Enterprise".

Jednak skok miedzy TNG a VOY miał byc już wiekszy. Tu też dano cztery litery zresztą

Z czego wniosek, że mogli dać lepszą technologię, ale nie rozwiązywało to problemu posiadania dobrych scenariuszy, oraz, że ta nowsza lepsza technologia w niczym nie przeszkadzałaby w napisaniu dobrego scenariusza. Nie widzę powodu dlaczego technologia przywieziona przez admirał Janeway czy Danielsa miałaby uniemożliwić napisanie świetnych scenariuszy. Problemem Voyagera była wtórność pomysłów i zapychanie dziur technologią, a nie samo istnienie nowocześniejszej technologii niż ta z TNG czy TOS-a.

Ja wiem, że te postaci istnieją. Problem tylko w tym, że dla mainstreamowych wersji tych bohaterów nic się nie zmieniło.

A czy jest to absolutnie niezbędne na każdym kroku? Czy pokazanie losów, bądź historii dotyczących postaci drugo- czy trzecioplanowych jest gorsze? Jest np. taki odcinek jak TNG: Lower Decks, albo VGR: Good Shepherd. Wyszły całkiem nieźle, a nie dotyczą main cast, niemal nie pokazują głównych postaci.

Ten odcinek nie miał żadnego wpływu na dalsze przygody w serialu.

A musiał? Gdzie stwierdzono, że nie można niczego innego pokazać, tylko odcinki mające wpływ na dalszą część serialu? To kolejne ograniczenie, które sobie byś narzucił.
Poza tym taki serial przypominałby holopowieść Tuvoka pisaną przez Parisa, który uważał, że potrzebne są ciągłe i liczne zwroty akcji więc: "kapitan Janeway odbija okręt z rąk zbuntowanych Maquis, a potem zamierza dokonać ich egzekucji". Pewnie przy następnym zwrocie akcji byłoby na odwrót. Paris zlekceważył uwagę Tuvoka o pilnowaniu rysu charakterologicznego postaci i najwyraźniej zapomniał, jak cała załoga wychwalała Tuvoka za jego część holopowieści.

Ależ ta linia czasu już nie istnieje. Skończyła się. Przestała istnieć. te postaci, ci bohaterowie nic już więcej nie zrobią.

Przecież wszystko się kiedyś kończy i dane postacie już nic więcej nie zrobią. Uważasz, że z tego tylko powodu, że coś się kończy, to automatycznie traci na znaczeniu?

Koniec - zero wyciągania wniosków. Rozumiesz??

Z wielu odcinków mających wpływ na kurs serialu też nie da się nic poza samą rozrywką wyciągnąć. W czym one są lepsze?

To po co to nazywać serialem? Przecież to już nie ma nic wspólnego z serialem.

Tak? A był sobie taki "Sliders", mamy "Stargate", zdaje się że "Quantum Leap", to coś podobnego. I co to jest jak nie seriale?

Nic nie łaczy odcinków.

Łączy choćby to, że akcja dzieje się w tym samym universum. W zależności od tego jak pomysł zostałby dopracowany, łączyłyby postacie podróżujące w czasie tak jak Daniels. Czym to się różni od skakania przez wrota do innego wymiaru?

bohaterowie z pok pojawiać się tylko raz,

Niekoniecznie raz. Wykażą się potencjałem, to można zrobić kilka odcinków. To więcej niż niejeden film. Ale dopracowanych dzięki temu potencjałowi a nie na siłę robionych, bo znudzony robieniem za tło Beltran domaga się odcinka dla siebie.

a temat i klimat ma być zawsze inny

Liczyć ma się klimat, historia i ewentualne przesłanie. A nie ciągłość na zasadach, na jakich tworzy się telenowele. Zresztą sam przecież chciałeś by były jedno-odcinkowce i z każdym nowym odcinkiem nowy rozdział o innym przecież klimacie i temacie. Nawet TOS, TNG i VGR częściowo takie były -co odcinek inny świat, inna misja, inny klimat i inny temat.

Bo na razie to nie jest serial

Tak?
To pomijając powyższe przykłady seriali o podobnej konstrukcji, spójrz na definicję tego co to jest serial.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Serial_telewizyjny

"Można wyróżnić następujące typy seriali telewizyjnych:
Seriale fabularne:
-Serial zawierający ideę lub pomysł przewodni, lecz różnych bohaterów i różne fabuły, np. Dekalog Kieślowskiego, Alfred Hitchcock przedstawia, Strefa mroku

Pasuje? Pasuje.

Ja mówię.

To chyba nie pozostaje Ci nic innego, jak założyć wytwórnię i udowodnić że masz rację.

Równie dobrze można by zrobić odcinek o rosnącej trawie na jakiejś planecie w kwadrancie Delta i wkleić mu czołówkę Voyagera.

A wiesz, że to niekoniecznie taki zły pomysł?
Delta
Użytkownik
#426 - Wysłana: 20 Wrz 2008 21:37:05 - Edytowany przez: Delta
Bohaterowie powinni przynajmniej dowiedzieć się o tym co przeżyli.

A po co? Co by to zmieniło? To, że Kaśka utwierdziłaby się w przekonaniu, że powinna trzymać się z dala od paradoksów mechaniki temporalnej, na które przypadkiem się nadzieje, bo przyprawiają o ból głowy? Że Braxton dodał by jeszcze jeden wpis do jej teczki z przewinieniami temporalnymi i wcześniej by mu odbiło?

Jeśli akcja na końcu przeskoczy do innej płaszczyzny czasowej, w której Enterprise poleci dalej to tak, dokładnie - też nie ma znaczenia.

To wychodzi na to, że od ST: GEN masz problem, bo wszystkie następne Treki tracą na znaczeniu.

jednak w przypadku "Cause and effect"

Nie wspomniałem o "Cause&Effect" (nawiasem mówiąc historia dobra, odcinek niezły, rozwiązanie debilne).

Po co pisać o rzeczach nieistotnych?

Dla samej dobrej historii. Dla ewentualnego przesłania jeśli gdzieś się takie pojawi. No i, koniec końców, dla zysku.

Tylko to co ma wpływ jest wazne - wszystko inne jest po prostu niepotrzebne.

Czyli jak Sisko je obiad, i nie dostaje z tego powodu wizji/niestrawności/co tam jeszcze chcesz, to sceny można by właściwie nie robić, bo co nas w sumie obchodzi czy zjadł jajecznicę czy kotleta?

IMHO mylisz się. Te drobiazgi są bardzo ważne. Zwiększają stopień złożoności, nadają koloryt, czasami nawet mogą się przydać, gdy gdzieś po iluś tam latach ktoś wpadnie na pomysł jak wykorzystać tę nieistotną scenę z odcinka który powstał dawno temu.
Jeszcze bardziej istotne są w książkach. To widać np. po Weberze a bardzo dobrze widać po Cusslerze. Posiadają one pełno drobnych historii i dość szczegółowych opisów, drobiazgów, które mają mały lub żaden wpływ na fabułę i główne postacie. Ale w połączeniu z całkiem dobrym stylem doskonale tworzą tło. Po Cusslerze to widać, bo jego pierwsze książki mają to w szczątkowej formie, późniejsze mają to już bardzo rozbudowane i o IMHO stanowi ich duży plus. Co więcej jest dowodem na dobrą wyobraźnię autora i dbałość o szczegóły.
Przekładając to na serial. Możesz mieć suchą, konkretną historię taką jakich pełno w TNG, nawet dobrą pod względem tematu i jego świeżości, ale za to z bezbarwnym tłem i postaciami, lub coś takiego jak DS9 ze znacznie barwniejszymi postaciami, z bardziej złożonym światem i jednocześnie z dobrymi historiami. Co wybierzesz?

Kim miał być pupilkiem Janeway. I co? Kes i 7 z 9 stały się ulubienicami kapitan i to je prowadziła za raczkę.

Więc masz dowód, że nie da się wszystkiego zaplanować. 7z9 została postacią w centrum uwagi, bo historia o jakiej mówiły odcinki była dużo lepsza niż w wykonaniu Kima, który był zwykłym przedstawicielem swojego środowiska, z którym na dłuższą metę niewiele dało się zrobić zwłaszcza mając kilku takich Kimów w załodze Voyagera i kilkunastu w pozostałych Trekach. I widzisz wprowadzenie 7z9 nie było zaplanowane przy starcie serialu. Nikt nie sądził, że postać się pojawi i chyba nikt nie sądził, że wybije się do centrum zainteresowania. To jest przykład na losowość tego biznesu i związaną z nim niewiadomą.

Sisko jest tu ważną psotacią. Innymi słowy - stworzono coś co samo w sobie nie jest istotne, ale wpływa na to co jest ważne i powoduje przemianę.

To jaką przemianę przeszedł Sisko pod tym wpływem?
A zauważyłeś, że w 7 sezonie już niemal darowali sobie te zagadkowe wizje, tylko Prorocy za pomocą Sarah Sisko niemal walili prosto z mostu czego chcą od Sisko? W ten sposób całe to tłumaczenie, że nagle, po niemal 7 latach posłusznego słuchania Proroków, musieli oni go umotywować, zamiast mu powiedzieć co ma robić, traci na sensie.

Zmiany w bohaterach są, ma to znaczenie, ale potem nic już nie ma znaczenia, bo ich wysiłek zostaje całkowicie zapomniany. gorzej! On po proistu nie miał miejsca!

Jak już tak potrzebny Ci jest sens tego, że tak nagle okazało się, że bohaterowie "YoH" nie istnieli, to załóż sobie, że pokazuje to jak ulotne i pozbawione znaczenia jest życie jednostki i też będzie to jakiś wniosek.

Założmy że po 25 latach masz tam więcej wiadomości niż na MA, fragmenty video, dogadałeś się z paramountem i nawet odcinki za darmo można sobie ściągnąć. Nagle, pewnego dnia serwer na którym to wszystko było po prostu pada.

No i sam popatrz -samo życie. Nie może tak się stać? Od czasu do czasu piszę coś do M-A, a czasami się zastanawiam: "po kiego ja to robię?" Odpowiedzi oczywiście nie jestem w stanie uzyskać, tak samo jak czasami nie wiem po jaką cholerę żyję akurat tak, tu i teraz. Nie ma wielkiego znaczenia czy zrobię to czy co innego, któregoś pięknego dnia wszystko i tak, za przeproszeniem, szlag trafi łącznie z całym tym światem. To kwestia czasu. I chyba nikt z nas nie wie dlaczego i jaki jest sens tego, że żyjemy tak a nie inaczej. A jednak żyje się dalej i robi się swoje obojętne co to jest. Chciałeś sensu takiego odcinka jak "YoH" (na siłę wyciągniętego ), to masz.

Uważasz, że obecnie serial taki jak TNG sprawdziłby się w TV?

W takiej formie nie. Ale daj mu dobrą obsadę, nowe efekty specjalne, wnieś poprawki do wybranych scenariuszy robiąc z nich pierwszy sezon, zacznij pracę nad nowymi scenariuszami na bazie tego pierwszego sezonu i postaci i może Ci wyjść równie dobrze. Przykład takiego działania już masz -tak z TOS zrobiono TNG. Jedyne co będzie trudnością to utrzymanie widowni. Ale to nie tyle ze względu na jakość serialu, czy inne wymagania publiczności oglądającej S-F, co po prostu na to, że serial będzie dzielił rynek z wieloma innymi tego typu czego wcześniej nie było. Przesyt tematu -to powoduje mniejszą widownię. Póki były 2-3 seriale S-F/Fantasy było w sam raz teraz jest ich nawet kilkanaście.

Producent zarobił, bo stacje z chęcią kupowały "star trek", który zawsze był przepisem na pewne choć od dawna mierne zyski.

Właśnie. Widzisz, to dowodzi, że wolą mieć mniejszy ale pewny zysk niż ryzykować, dla niepewnych miliardowych zysków. Dlatego nie robią seriali wg całości takiej recepty jak Twój "dekalog" bo stanowi ryzyko, bo wbrew pozorom jest skomplikowane w detalach i te detale są drogie.

ale przecież wciąż to nie jest tak jak pisałeś - scenariusz nie pisze się na kilka dni przed rozpoczeciem zdjęć. A w każdym razie nie jest to powszechna praktyka.

Nie czytałeś tej wypowiedzi Phillipsa, którą przytoczyłem? Ona właśnie świadczy, że to powszechna praktyka (a przynajmniej bardzo częsta).
Eviva
Użytkownik
#427 - Wysłana: 20 Wrz 2008 22:05:51 - Edytowany przez: Eviva
Jak gdzieś czytałam, Shatner podobno się wyraził, że żadne na świecie pieniądze nie są w stanie zrekompensować codziennej pracy z Roddenberry'm. Sądząc po tym, że Mistrzu wpędził Nimoya w alkoholizm (Spock schodził z planu, odklejał uszy i natychmiast zalewał się na trupa, żeby zapomnieć o jedenastogodzinnej harówce i wszystkich obelgach producenta), miał rację. Poza tym Shatner jako kapitan Kirk wart był każdej forsy i ja bym mu ją dała. Zresztą nie tylko ją...

A tak na marginesie, to zgadzam się z Deltą w każdym słowie i półsłówku.
Delta
Użytkownik
#428 - Wysłana: 20 Wrz 2008 22:20:04
Eviva
Jak gdzieś czytałam, Shatner podobno się wyraził, że żadne na świecie pieniądze nie są w stanie zrekompensować codziennej pracy z Roddenberry'm. Sądząc po tym, że Mistrzu wpędził Nimoya w alkoholizm (Spock schodził z planu, odklejał uszy i natychmiast zalewał się na trupa, żeby zapomnieć o jedenastogodzinnej harówce i wszystkich obelgach producenta), miał rację.

Właśnie. Shatner, bez względu na to jaki by nie był, nie jest na pewno jedynym w branży, z którym źle się pracuje, a że brudy publicznie pierze się rzadko, to później wszyscy mówią jak to wspaniale się pracowało. Przez te "cudowne wspomnienia" z planu to aż się nie chce jakichkolwiek wywiadów oglądać/czytać. W każdym znajdziesz zapewnienie o świetnej współpracy i o tym jaki to ważny projekt. Co szczersi wspomną najwyżej, że w życiu wcześniej na oczy nie widzieli ani kawałka, albo widzieli i śmiech ich ogarniał.

A tak na marginesie, to zgadzam się z Deltą w każdym słowie i półsłówku.

Że tez Ci się chciało to wszystko czytać.
Pah Wraith
Użytkownik
#429 - Wysłana: 21 Wrz 2008 16:29:55
Delta
zanim przejdę do sedna dyskusji musimy sobie coś wytłumaczyć. Ja napisałem "przykazania" nie z nadzieją, że ktoś w Paramount je przeczyta i postapi według nich. Spodziewam się również, że nie da się tego pewnie przeprowadzić (zła wola, potrzeba szybkiego zysku, itp). To jest zatem czysta teoria. W tej chwili próbujesz obalić te pomysły, mimo iż są to tylko pomysły. A Ty już szukasz detalicznych problemów, które spowoduja, że podjęcie takie przedsięwzięcia jest niemozliwe. Rozważasz kwestie praw autorskich, terminaża, stosunków na linii aktor/producent. Niestety ja (i Ty także) wiem o tym mało, albo i mniej.

A więc teoria teorią, ale z drugiej strony, czy nie uważasz, że wszystko to razem nie stanowiłoby siły nowgo serialu? Czy nie byłoby dobrą receptą na sukces kreatywny i jakościowy stworzonej w ten sposób historii? Bo w tym momencie tylko to się liczy. Przy odpowiedniej ilości dobrych chęci i pracy większość tych rzeczy, o których piszesz nie będzie stanowić problemu.


Teraz detalicznie, przy czym postaram się zrobić tak, byśmy nie musieli mieć wypowiedzi na trzy strony bo to staje się trochę już nużące...

1) kwestia istotności motywów przedstawionych - powołałeś się na pisarzy, którzy rzekomo umieszczają w swoich ksiązkach nic nie znaczące detale. Błąd - sam napisałeś zaraz, że tworzą one tło i powodują uprawdopodobnienie akcji. Jak sam zatem widzisz - ich celowość jest jasno widoczna. Ich obecność ma wpływ na rozwój akcji, zachowania postaci, przebieg wydarzeń w chwili obecnej i przyszłości. Dalej - wspomniałeś o tym pokazywaniu że Sisko je kotleta albo sznycla i zapytałeś, czy skoro po nim bohater dostaje niestrawności lub wizji, to czy uważam, ze można wogóle pominąć scenę jedzenia. Moja odpowiedź: po stokroć owszem! Czas w filmie i serialu TV (szczególnie) należy szanować. Sama czynność jedzenia jest prozaiczna - wystarczy, że pokażemy, że Sisko zaniesiono do ambulatorium ze śliniakiem zawiązanym na szyi albo wspomnimy, że zjadł nieświeżą wołowinkę. Nie musimy pokazywać, jak kupuje mięso, gotuje je i i spożywa. Jest granica między zarysowywaniem historii a marnotrawstwem czasu ekranowego. Zaoszczędzony czas możemy poświęcić na poszerzenie wizji, dodanie efektu specjalnego, czy cokolwiek innego, co poprawi jakość akcji. Kosztem czego? Sceny, w któej Sisko przeżuwa. Zatem robiąc film musimy wiedzieć co pokazać warto, a czego nalezy unikać. Zasada ta stosuje się również do postaci. Te ergonomii trzeba się nauczyć, inaczej piszesz źle i nie na temat. W przypadku YoH mamy sytuację dużo tragiczniejszą - dość dobry odcinek marnowany jest na końcu, kiedy postaci i cała ich rzeczywistość po prostu znikają. Zauważ, że nie ma w Treku drugiego takiego odcinka. czemu? Bo zadawanie sobie trudu tylko po to by postaci nic się nie nauczyły jest głupie. Siłą tego odcinka jest rozrywka i tak naprawdę, kiedy przyjrzymy mu się właśnie od tej strony zaczyna wychodzić jego bolesna pustka. Dlaczego? Przez brak solidnego zakończenia. To tak jak w piłce nożnej. Druzyna może przeprowadzić technicznie olśniewający atak w czasie meczu, ale jeśli napastnik nie strzelił gola, cała akcja nie ma wartości. Mmecz ma służyć rozrywce i obserwacja takiej akcji (odcinka serialu) może stanowić dla kibica (widza) dobrą rozrywkę, ale fakt jest faktem - nie ma punktu (wpływu).


2) ludzie z XXIV i XXI wieku - różnice i podobieństwa
Widzisz, nie doceniaz wpływu, jaki mają udogodnienia technologiczne na nasze życie. Prosty przykład - gospodyni domowa przygotowuje obiad dla całej rodziny. W XIX wieku musi gotować cały dzień. Nie zostaje jej już ani minuta na nic. WXXI wieku ta sama gospodyni wrzuca kupione w sklepie prefabrykaty do mikrofalówki i po chwili ma trzy daniowy obiad na cztery osoby. W tym czasie może iś cna kaurs prawa jazdy, albo malarstwa, fechtunku, pomagać biednym woluntarystycznie pracując w pobliskiej kuchni brata Alberta, szkoląc język angielski albo po prostu oglądając TV. Efekt? Gospodyni ta sama, ale ta z XX wieku po 30 latach życia jest tylko wybitną kucharką, a ta z XXI wieku może stanąć do dyskusji o literaturze. Według Ciebie to wcale nie zmieni posobu jej zachowania, rozumienia świata i nastawienia do zycia? A popatrz - wszystko to przez jedną głupią mikrofalówkę. Przełózmy to teraz na XXIII i XXIV wiek. Rozwój powinien być ogromny. A tymczasem na NCC-1701-A i D mamy dyspensory jedzenia - w kilka chwil otrzymujemy żarcie. Co się zmienia? Nic. W XXIV wieku możemy tylko wybrać co jemy dziś, ale to już kwestia ucywilnienia okretów Floty w tak zwanym międzyczasie. Technologicznie wpływ na nasze życie nie doprowadził do jakościowych zmian. Właśnie dlatego twierdzę, że wprowadzenie technologii poprzez niezasłużony skok (tak, niezasłużony, bo Federacja hiperpancerza i megatorped nie opracowała lecz dostała od cioci Janeway z przyszłości) będzie mieć negatywny wpływ na jakość historii w "Star Trek". Temporalna Pierwsza Dyrektywa miała właśnie chronić nie tylko bohaterów ale przede wszystkim logikę i normalność scenariuszy. Od czasu "Endgame" w Treku w każdej chwili możemy się spodziewać wujka z przyszłości, który przywiezie potrzebną technologię (i notabene co się stało dalej? DANIELS - czyli dokładnie wujek z przyszłości). Co to za szajs? Co to za SF? Gdzie tu rozwój ludzkści? Gdzie tu ideały Star Trek?


To po co to nazywać serialem? Przecież to już nie ma nic wspólnego z serialem.

Tak? A był sobie taki "Sliders", mamy "Stargate", zdaje się że "Quantum Leap", to coś podobnego. I co to jest jak nie seriale?

Nic nie łaczy odcinków.

Łączy choćby to, że akcja dzieje się w tym samym universum. W zależności od tego jak pomysł zostałby dopracowany, łączyłyby postacie podróżujące w czasie tak jak Daniels. Czym to się różni od skakania przez wrota do innego wymiaru?


Seriale które podałeś nie działają na takiej samej zasadzie jaką proponujesz. W istocie są to klasyczne serie z głównymi bohaterami pojawiającymi się i stanowiącymi pierwszoplanowe postaci w kazdym odcinku. Ty ich odpowiedników zamierzasz zepchnąć do roli ramki obrazu, wymowki by nazwać to serialem, czyniąc postaciami pierwszoplanowymi bohaterów normalnie drugoplanowych. Rola podrózniak w czasie ograniczy się do znienawidzonego przeze mnie zabiegu kompozycji szkatułkowej, w której narrator pojawia się na początku, opowiada o tym co powinno zostać pokazane, lecz nie starczyło czasu/pieniędzy/umiejętności a nastepnie zamknąć całość. Coś w rodzaju "Za siedmioma górami" i "I żyli długo i szczęsliwie". To są elementy niepotrzebne - chcesz wprowadzić coś, co nie ma wpływu na akcję (bo zażekałeś się, że podróznicy nie będą ingerować w wydarzenia). Krytykowałeś mój pomysł wskazując, że wytwórnie nie będą chciały płacić honorariów uznanym pisarzom, a sam wprowadziłeś taki, w którym płacimy gaże aktorom, których użyteczność jest gorzej niż nikła...
Delta
Użytkownik
#430 - Wysłana: 21 Wrz 2008 18:17:18 - Edytowany przez: Delta
Pah Wraith
A Ty już szukasz detalicznych problemów, które spowoduja, że podjęcie takie przedsięwzięcia jest niemozliwe.

Nie miej mi za złe. Po pierwsze, teoretyzujemy. Po drugie, może mi się wydaje, ale chyba nie podałeś tych punktów tylko po to by je ogłosić, raczej chciałeś by inni się do tych pomysłów odnieśli. No i po trzecie, pomysł nie jest zły, co już Ci wcześniej pisałem, jest tylko trudny do zrealizowania. IMHO przypomina nieco pomysły na np. loty kosmiczne poza układ słoneczny, czy kolonizowanie Marsa -pomysły dobre, nawet możliwe do zastosowania, ale te wszystkie "detaliczne problemy" powodują, że te pomysły, choćby najlepsze, są niemal nie do zrealizowania w realiach jakie mamy.

A więc teoria teorią, ale z drugiej strony, czy nie uważasz, że wszystko to razem nie stanowiłoby siły nowgo serialu?

Oczywiście że tak (może z wyjątkiem tego całkowitego pozbycia się story arców, bo one także dają pewne możliwości -po co więc ograniczać sobie pole manewru?). Ale jak to często bywa wiedzieć to jedno a doprowadzić do tego to co innego.

Przy odpowiedniej ilości dobrych chęci i pracy większość tych rzeczy, o których piszesz nie będzie stanowić problemu.

Dobrymi chęciami to piekło ponoć wybrukowali. Owszem teoretycznie jest możliwe, że się uda. Gdybyśmy dysponowali potrzebnymi kwotami i byli skłonni je zaryzykować, może moglibyśmy tego dowieść. Ale żadna wytwórnia do której przyszedłby producent z takimi zamiarami, nie dałaby mu w ciemno tej kasy. To jest podstawowy problem wszystkich "nietypowych" przedsięwzięć. Brak funduszy. Duże ryzyko w porównaniu z innymi sprawdzonymi metodami. Nawet jeśli się opłaci to też nie wiadomo czy zysk będzie satysfakcjonujący, bo serial taki może być droższy niż inne.

Błąd - sam napisałeś zaraz, że tworzą one tło i powodują uprawdopodobnienie akcji. Jak sam zatem widzisz - ich celowość jest jasno widoczna.

Właśnie po to są potrzebne, by "ubarwić" książkę/serial. I po to mamy np. Sisko gotującego konkretną potrawę, czyli rzeczy, które byś wyciął, bo nie mają znaczenia.

wspomniałeś o tym pokazywaniu że Sisko je kotleta albo sznycla i zapytałeś, czy skoro po nim bohater dostaje niestrawności lub wizji, to czy uważam, ze można wogóle pominąć scenę jedzenia. Moja odpowiedź: po stokroć owszem! Czas w filmie i serialu TV (szczególnie) należy szanować. Sama czynność jedzenia jest prozaiczna

A właśnie, że to jest potrzebne, bo widzisz, dlatego później wszyscy mają pretensje, że na Galaxy kibli nie pokazano.

Błąd - sam napisałeś zaraz, że tworzą one tło i powodują uprawdopodobnienie akcji. Jak sam zatem widzisz - ich celowość jest jasno widoczna.

A jak najbardziej. Dlatego widzimy może przez minutę Sisko szykującego paprykarz a nie warującego, minutę po minucie, przy garze przez np. dwie bite godziny. W ten sposób wilk jest syty i owca cała. I dlatego tak się robi. Inaczej miał byś suchą historię, bezbarwną i papierową jak postacie TNG.

dość dobry odcinek marnowany jest na końcu, kiedy postaci i cała ich rzeczywistość po prostu znikają. Zauważ, że nie ma w Treku drugiego takiego odcinka.

To nareszcie mamy dzięki temu świeższe podejście niż do tej pory w ST. I dobrze. Bo ile razy można "cudem" odkrywać, że coś nie jest tak jak być powinno i powtarzamy tę samą czynność piąty czy dziesiąty raz, jak w TNg: Cause and Effect czy w ENT: Future Tense? Sam powiedz, ile razy zdarzyło Ci się, "wyczuć" że czas się powtórzył, lub, że coś nie jest tak z przebiegiem wydarzeń, bo biec powinny, z tego co pamiętasz, inaczej? W końcu pokazano to bardziej realistycznie.

Efekt? Gospodyni ta sama, ale ta z XX wieku po 30 latach życia jest tylko wybitną kucharką, a ta z XXI wieku może stanąć do dyskusji o literaturze. Według Ciebie to wcale nie zmieni posobu jej zachowania, rozumienia świata i nastawienia do zycia?

Zmieni. Tyle, że wielkiego znaczenia to nie ma. ST miał pokazywać fundamentalne i uniwersalne prawdy o ludziach i społeczeństwie, a te nie zmieniły się od setek lat pomimo rozwoju technologicznego. To, o czym piszesz, oczywiście zmienia poszczególne jednostki, ale, koniec końców, samo życie pozostaje takie samo. I pokazane jest to choćby w takich odcinkach, w których postacie muszą przeżyć w skrajnych warunkach bez technologii (np. VGR: Basics), czy podczas wojny (DS9), czy podczas samotnego przebijania się do domu (VGR: Equinox). Dokładnie jak to mówił Quark -ci sami mili wspaniali ludzie zmieniają się w coś skrajnie przeciwnego. I nie ma tu znaczenia czy całe życie ograniczali się do jednego zainteresowania czy nie. Są bardzie światli, bardziej elokwentni, prawdopodobnie łatwiej, a nie trudniej, jak to pisałeś o Rikerze i jajecznicy , poradzą sobie w nowych dla nich warunkach, ale przyparci do muru i tak okażą się tacy sami. To są te uniwersalne cechy, które możesz przypasować do ludzi niemal dowolnej epoki.

Rozwój powinien być ogromny. A tymczasem na NCC-1701-A i D mamy dyspensory jedzenia - w kilka chwil otrzymujemy żarcie.

A później mamy takie VGR: Basics i ci ludzie rozpieszczeni w warunkach wszechobecnej techniki wsuwają z zapałem robaki by przetrwać. Oczywiście z Janeway przy robakach będziesz mógł sobie pogadać o literaturze, ale w gruncie rzeczy będzie ona równie zainteresowana przede wszystkim przetrwaniem jak jej przodkowie żyjący np. 500 lat temu, bez technologii jaka ją otaczała od dziecka.

Od czasu "Endgame" w Treku w każdej chwili możemy się spodziewać wujka z przyszłości, który przywiezie potrzebną technologię (i notabene co się stało dalej? DANIELS - czyli dokładnie wujek z przyszłości). Co to za szajs?

Ale widzisz, Daniels nie wybawił Archera z kłopotu i nie podał mu rozwiązań na tacy. Nie powiedział mu jak znaleźć Xindi, nawet nie wspomniał mu, że ich znajdzie, by zapewnić mu komfort psychiczny podczas kilkumiesięcznych poszukiwań. Nie sprezentował mu super technologii do pokonania Xindi, nawet cewkę warp musiał Archer zdobyć "piracąc". Pojawiał się tylko wtedy, gdy ktoś inny nagrzebał w czasie i trzeba to było odkręcić. To samo Janeway, nie dostała rozwiązań na tacy, tłukąc się 20 lat do domu. A admirał Janeway nie zmieniłaby linii czasowej, gdyby nie zwykłe ludzkie odruchy takie jak wyrzuty sumienia. Czyli masz całą tą technologię i człowieka, który w swej "esencji" się nie zmienił.

Seriale które podałeś nie działają na takiej samej zasadzie jaką proponujesz.

Ale to nadal serial, a twierdziłeś, że nie.
Weźmy takie sitcomy. Też specyficzny podgatunek serialu. Część z nich jest właśnie taka. Nie ma żadnych nawiązań do poprzednich odcinków i konsekwencji w następnych. W istocie odcinki są połączone tylko miejscem akcji i głównymi postaciami, których pamięć jest często "wyzerowana". I też są to seriale.

czyniąc postaciami pierwszoplanowymi bohaterów normalnie drugoplanowych.

I co w tym złego? Przecież nie wszystko musi być na jedno kopyto. ile to pretensji było do Voyagera i Enterprise za to, że są takie jak TNG pod względem konstrukcyjnym i przez to nie wnoszą nic świeżego tylko są powtórką?

Rola podrózniak w czasie ograniczy się do znienawidzonego przeze mnie zabiegu kompozycji szkatułkowej, w której narrator pojawia się na początku, opowiada o tym co powinno zostać pokazane, lecz nie starczyło czasu/pieniędzy/umiejętności a nastepnie zamknąć całość.

A niekoniecznie. Po pierwsze, dlaczego coś ma być na siłę zamknięte w tych 45 minutach? Jak to mówi końcówka ST III: "Przygoda trwa dalej". Brak wyraźnego zakończenia wszystkich wątków to taka zbrodnia? Po drugie, skąd założenie, że nie da się dobrze zakończyć całej historii? To, podobnie jak w przypadku seriali o innej konstrukcji, zależy od "czasu/pieniędzy/umiejętności". IMHO niesłusznie zakładasz, że "narrator" musi stanowić zastępstwo dla braku funduszy czy umiejętności scenarzysty.

"I żyli długo i szczęsliwie". To są elementy niepotrzebne

A po co ma być dodane zakończenie typu "i żyli długo i szczęśliwie"? Jest zbędne. Część wątków może zostać zakończona tradycyjnie, ale nie wszystkie muszą tak być zakończone. Przecież życie jako takie nie sprowadza się do całkowicie zamkniętych rozdziałów. Historia toczy się nadal. To tylko my nie widzimy dalszego jej fragmentu (chociaż jeśli będzie na to pomysł to go zobaczymy, ale pod warunkiem, że będzie na to pomysł, a nie tworzenie zapchajdziury na siłę jak dotąd). Opowiadana historia ma być dobra, ma mieć, jeśli to możliwe, jakieś przesłanie, ale niekoniecznie musi mieć zakończenie na zasadzie "i tak to się wszystko skończyło". Nie skończyło się. Tak jak TNG nie jest zakończeniem losów Picarda, jego załogi i całej Federacji. Nawet jeśli nie pojawiłyby się następne części ST, to w domyśle historia toczy się nadal, my byliśmy tylko świadkami jej części.

Krytykowałeś mój pomysł wskazując, że wytwórnie nie będą chciały płacić honorariów uznanym pisarzom,

Nie krytykowałem. Pomysł jest dobry i jak wiemy czasami wykorzystywany, ale chodziło mi o zwrócenie uwagi na to czemu zawsze nie jest wykorzystywany. To nie krytyka pomysłu tylko wskazanie na to dlaczego nie robi się tego zawsze. Niestety strona finansowa ma tu priorytet. I dlatego tak jest jak jest, bo sama recepta jest znana.
Delta
Użytkownik
#431 - Wysłana: 21 Wrz 2008 18:18:20 - Edytowany przez: Delta
a sam wprowadziłeś taki, w którym płacimy gaże aktorom, których użyteczność jest gorzej niż nikła...

Wcale nie. Po pierwsze, chodzi o to by seria miała jak największe pole manewru przy tworzeniu scenariuszy. Ograniczał by ją tylko kanon, a nie siedem lat tłuczenia tego samego schematu z tymi samymi postaciami, którym wytwórnia zmuszona jest, jak sam pisałeś, pozwalać na kaprysy bo bez nich nie mogą się obejść i i tak płacić za odcinki służące do zapchania reszty sezonu pomiędzy kilkoma dobrymi epizodami. Po drugie, jakieś wypłaty i tak muszą płacić. Za te np. 100000 USD jakie płacono Stewartowi za wystąpienie w tych zapchajdziurach, których koncepcja serialu nie pozwalała stworzyć bez niego, można np. opłacić aktorów którzy zagrają jeden ciekawy epizod (ewentualnie kilka jeśli pomysłów starczy). W ten sposób nie masz zapchajdziur i serial trzyma poziom, a o to chyba chodzi. Poza tym, sam przecież chciałeś zatrudniać na takie "jednorazówki". No i po trzecie, w niczym nie ogranicza to Twojej propozycji zatrudniania pisarzy S-F (albo nawet nie tylko S-F, bo po co się ograniczać). Wiesz co na to pozwoli? Utrzymywany poziom oglądalności, skutkujący większą swobodą dla producentów daną ze strony wytwórni. A jeśli nawet przypadkiem nie starczy na fachowców-pisarzy, to ludzie tacy jak Berman&Braga tak szybko się nie wypalą, bo nie będą ograniczeni do tego samego, tej samej konwencji przez 7 i więcej lat. Wtedy od czasu do czasu i im samym wyjdzie dobry scenariusz.
Eviva
Użytkownik
#432 - Wysłana: 21 Wrz 2008 18:57:31
Delta
A jeśli nawet przypadkiem nie starczy na fachowców-pisarzy, to ludzie tacy jak Berman&Braga tak szybko się nie wypalą, bo nie będą ograniczeni do tego samego, tej samej konwencji przez 7 i więcej lat. Wtedy od czasu do czasu i im samym wyjdzie dobry scenariusz.


A pomyśleć, że gdyby mnie grzecznie poprosili, to potrafiłabym im wyprodukować scenariusz na nienajgorszy gniot i to zupełnie gratis, dla samej frajdy.
Q__
Moderator
#433 - Wysłana: 22 Wrz 2008 00:02:53 - Edytowany przez: Q__
Pah Wraith

10 przykazań dla twórców następnego serialu Star Trek

Zasadniczo zgadzam się (zwłąszcza co do punktu 9), może stosunkowo najmniej co do unikania dalszych wieków (w sumie chyba należy jeszcze raz zrealizować scenariusz z AND i wyprostować te temporalne bzdurstwa z ENT), wcześniejszych zresztą też (nadal czekam na udany "pomost" miedzy naszymi czasami, a rzeczywistością Treka.

ps. natomiast co do konfliktów między oficerami... o ile konflikty osobiste faktycznie istnieć nie powinny, o tyle konflikty intelektualne wynikłe z róznych spsobów rozwiązywania problemów (vide "Doomsday Machine"), czy snucia sprzecznych hipotez, mimo wspólnego celu, chętnie zobaczę, o ile sposób rozwiązywania tych problemów bedzie konstruktywny.

Jeśłi zaś chodzi o happy endy, to jednak częśc trekowej tradycji. Przesłąniem ST jest wszak mit Rozumu pokonującego wszelkie trudności, tak jak w TMP.

ps. dodałbym:

11) mniej humanoidów - pokazywać nowe, mniej humanoidalne ciałem i duchem gatunki, nowe coraz dziwniejsze (ale i sensowne naukowo) fenomeny - czyli iść drogą TAS i TMP; humanoidy owszem zachować (są częścią kanonu), ale pokazać, że wszechświat ST to nie tylko Wolkanie, Bajoranie, Klingoni, Romulanie czy Ferengi, że z gwiazd zawsze może nadlecieć jakaś Doomsday Machine czy inny V'Ger...
Pah Wraith
Użytkownik
#434 - Wysłana: 23 Wrz 2008 12:13:26
Delta
sorry, że długo nie odpowiadam, ale mnie inne rzeczy pochłaniają (np. to: http://www.okig.pl/ ) więc nie mam tyle sił / czasu żeby sie znów naprodukować z należytym szacunkiem dla rozmówcy Mam nadzieję, że dzisiaj uda mi się znaleźć trochę czasu i sił żeby przeczytać i przemyśleć co napisałeś a potem się do tego ustosunkować.
Q__
Moderator
#435 - Wysłana: 23 Wrz 2008 12:17:23
Pah Wraith

sorry, że długo nie odpowiadam, ale mnie inne rzeczy pochłaniają (np. to: http://www.okig.pl/ ) więc nie mam tyle sił / czasu żeby sie znów naprodukować z należytym szacunkiem dla rozmówcy

Hehe, widzę, że Delta już nas wszystkich przegadał.
Delta
Użytkownik
#436 - Wysłana: 23 Wrz 2008 14:13:57
Pah Wraith
sorry, że długo nie odpowiadam

Ależ ja nie mam żadnych pretensji.

Q__
Hehe, widzę, że Delta już nas wszystkich przegadał.

Co, biorąc pod uwagę takich dobrych rozmówców, jest (chociaż nieskromnie to zabrzmi) sukcesem. Ale przegadać to jedno, przekonać to już co innego...
Q__
Moderator
#437 - Wysłana: 24 Wrz 2008 17:32:10
Delta



ps. no to wracając do tematu powiem, że nie chciał bym, by nowy ST poszedł drogą, na którą (wg. opinii Robert J. Sawyer wygłoszonej w filmiku "'A Galaxy Far Far Away' My Ass!") wprowadził SF G. Lucas
http://pl.youtube.com/watch?v=e3s2p05OAmU
http://pl.youtube.com/watch?v=AIBaUpwC0ls
http://pl.youtube.com/watch?v=P7zN2Na7bTQ
(tym bardziej, że SW z tej drogi zeszło, PT móiw sporo o wadach demokracji)

Droga "ukomiksowienia" ST mi nie odpowiada. I nie tylko mi:
http://www.sfsite.com/07b/plax37.htm
Q__
Moderator
#438 - Wysłana: 26 Wrz 2008 10:37:09 - Edytowany przez: Q__
Natomiast chciałbym by Trek szedł tą drogą:
http://www.amazon.com/Planet-Judgment-Star-Trek-Ha ldeman/dp/0553241680
Więcej SF, mniej międlenia wątków i tak najsilniej widocznych w kanonie.

SW jest zasadniczo o walce Światła z Mrokiem. Strony Jasnmej z Ciemną i tego musi się trzymać i trzyma się w historiach nawet najodleglejszych od spraw Jedi i Sithów, nawet tam chodzi o wewnętrzne wybory bohaterów i/lub ich walkę po którejś ze stron. ST jest opowieścią o eksplorowaniu nowych światów i spotykaniu nowych cywilizacji. Nie o kiszeniu się w gronie paru gatunków i paru imperiów.
Delta
Użytkownik
#439 - Wysłana: 26 Wrz 2008 15:42:42 - Edytowany przez: Delta
Q__
Natomiast chciałbym by Trek szedł tą drogą:

Powrót do korzeni? Jestem za ale pod warunkiem, że trochę ciągłości w wątkach pozostanie. Raz dla samego rozbudowania spójnego (przynajmniej w miarę spójnego) universum, dwa, by nie było "wyzerowania" pamięci postaci.


Ale, przy okazji, co mi przeszkadza w tym wszystkim, to to, że zarówno autorzy telewizyjnej i kinowej wersji ST jak i autorzy książek opierają się ciągle na tych samych postaciach. Przydałoby się trochę nowych bohaterów. Najpierw mieliśmy załogę Kirka, najlepszą we Flocie i cały czas ratującą co było do ratowania. Potem Picarda, robiącego to samo (to jeszcze mogę zrozumieć, bo załoga Kirka poszła na emeryturę). Przez 7 sezonów wmawiano widzowi/czytelnikowi, że to najlepsza załoga. I co się okazało po siedmiu latach? Że są jeszcze dwie kolejne, o których w ogóle wcześniej nie słyszeliśmy (DS9, VGR). IMHO winę za to ponosi nadmierne wykorzystywanie do opowiadanych historii w kółko tych samych postaci. Zarzuca się czasem komiksowość ST. Takie wykorzystywanie do każdej historii tych samych postaci, jest chyba jedną z cech komiksu. W końcu ile przygód może się wydarzyć jednej i tej samej osobie? Wychodzi na to, że tylko kilka osób na całą galaktykę przeżywa przygody i bierze udział w ważnych wydarzeniach dzień w dzień.

A wracając do pomysłu podróży w czasie. Zastosowanie podróży w czasie dla celów "historycznych", zlikwidowałoby to ciągłe używanie tych samych bohaterów. Pozwoliłoby wprowadzić nowe postacie, pokazałoby odkrycia jakie dokonywała Federacja i nie tylko ona. Pozwalałoby nawet na to, czego niektórzy się domagali -Treka z perspektywy obcej rasy, czyli od czasu do czasu w głównych rolach, na miejscu Picarda&Co, można by obsadzić przedstawicieli innych światów. Podobał Ci się, Q__, DS9: Explorers. Nic nie stoi na przeszkodzie by pokazać taką historię, mało tego, by pokazać ją z punktu widzenia ówczesnych Bajoran wybierających się w podróż i trafiających aż na Cardassia Prime. Pozbycie się sztywnych ograniczeń serialu osadzającego akcję niemal w tym samym miejscu, czasie i postaciach, daje większe możliwości. I wcale nie musi być komiksowo, zwłaszcza, gdy pozbędziemy się formuły jedynych superbohaterów w galaktyce (w zależności od serii: Picard, Sisko, Kirk, Janeway) chociaż od czasu do czasu może być i komiksowo, tak dla odmiany.
Q__
Moderator
#440 - Wysłana: 26 Wrz 2008 16:17:53 - Edytowany przez: Q__
Delta

Powrót do korzeni?

W pewnym sensie. W dodatku połaczony z silniejszym unaukowieniem i ambitniejszymi scenariuszami. (Wybierzmy najlepsze elementy "Doomsday Machine", "Balance of Terror", TMP, "Booby Trap", "Relics" i połączmy. Otrzymamy naprawdę dobrego Treka.)

Przez 7 sezonów wmawiano widzowi/czytelnikowi, że to najlepsza załoga. I co się okazało po siedmiu latach? Że są jeszcze dwie kolejne, o których w ogóle wcześniej nie słyszeliśmy (DS9, VGR).

Zawsze uważałem, że zrobienie z załogi DS9, której losy miały raczej pokazywać "szarą codzienność" UFP i Floty, kolejnych herosów było niepotrzebne. A VOY całkowicie zbędny jako niekończące się eksploatowanie scenerii XXIV wieku - nic dziwnego, że scenariusze były coraz słabsze i bardziej naciagane skoro świat został wyeksploatowany do cna. (No dobra, VOY ma jedną zasługę - Madame Picard wiesz o czym mówię?)

Pozwalałoby nawet na to, czego niektórzy się domagali -Treka z perspektywy obcej rasy, czyli od czasu do czasu w głównych rolach, na miejscu Picarda&Co, można by obsadzić przedstawicieli innych światów.

Pomysł teoretycznie dobry (vide "Szerzej niż imperia i wolniej" LeGuin - tam mamy załogę pełną humanoidalnych Obcych), tyle, że widzę poważne niebezpieczeństwo - pokazując Obcych zbyt szczególowo uczłowieczymy ich (czyli co z nich za Obcy będą) lub przeciwnie zrobimy z nich istoty całkiem niezrozumiałe dla widza (i z kim się utożsami?) no chyba, że do załogi pełnej naprawdę obcych Obcych wsadzimy wiecznie zdumionego człowieka.

Poza tym, jak już pisałem - mnie nie interesuje ciągłe oglądanie pięciu gatunków na krzyż pod coraz to nowymi kątami. Chcę nowych światów, nowych cywilizacji (teraz gdy F/X pozwalaja na generowanie prawdziwej OBCOŚCI), nowych artefaktów i nowych wyzwań. (Oczywiście aluzje społeczne muszą pozostać, to też istotna część trekowego dziedzictwa.)
Madame Picard
Moderator
#441 - Wysłana: 27 Wrz 2008 11:24:23
Q__

No dobra, VOY ma jedną zasługę - Madame Picard wiesz o czym mówię?
No nie wiem, nie wiem... Holograficzny doktor, ciekawe scenariusze, wyrazisty Wolkan, cycaty Borg...?

Staram się przeczytać w całości tę nader ciekawą dyskusję, ale na razie doszłam do hasła "TOS bez kapitana Kirka" i się mentalnie zawiesiłam. TOS bez Kirka, kawa bez kofeiny, wódka bez alkoholu...
Q__
Moderator
#442 - Wysłana: 29 Wrz 2008 02:11:11
Madame Picard

No nie wiem, nie wiem... Holograficzny doktor, ciekawe scenariusze, wyrazisty Wolkan, cycaty Borg...?

No dobra Doctora i Wolkana uznam za zalety, ale ciekawe scenariusze uznam za dobry dowcip.
Q__
Moderator
#443 - Wysłana: 25 Kwi 2009 22:41:09 - Edytowany przez: Q__
IMO b. ciekawy pomysł:

Gullible Jones 06-December-2005, 03:45 AM

You know, at this point, the only good news for Trek would be redoing it entirely. Sooo....

How about a series taking place in the future time period that occasionally popped up in Voyager? Make the Borg the bizarrely changed descendents of members of a colony ship, sent into the Delta Quadrant through an artificial wormhole. Get rid of the Borg Queen and the Borg habit of assimilating people. Show corruption in the Federation, and revolution brewing among the Borg.

Have characters, for once, who wouldn't be all goodie-goodie or completely evil - somewhere in the gray areas in between. Sometimes the Federation would be the good guys; sometimes the Borg; sometimes no one would have what's right and just in their mind, and sometimes the choices would all look bad, no matter how well-meaning one was.

Perhaps bring back a few old characters. Picard, more machine than man, letting his Borg side creep back to ward off death; a disgraced hero, a coward in his own eyes, regretting his decision every hour of every day, and forced to live with it. Janeway, a withered corpse barely kept alive by the machines tending her, telling her story to her children and grandchildren and wishing for the light of better days. Worf: Klingon ex-admiral, white-haired and world-weary, no longer able to deal with the Federation's web of lies, disenchanted with his life and his race. Seven of Nine, machine once more, a lonely aging starship with a human brain, roving the vast empty spaces in search of some answer and unable to decide which side she's on, which path to choose. Spock, another brain in a tank, unwilling prophet to a people who have at long last, and against all hope, abandoned all pretense of reason.

Redo the ships. No more smooth-ugly hulls and crazy Christmas-tree lights; smooth dull metal now, vast ominous dark shapes that slide through space like silent birds, sensors turning, sifting the emptiness.

Try to hire Greg Egan and Stephen Baxter and Alastair Reynolds for writing the scripts, perhaps. Get some serious science consultation. Do time-travel stories without the damn reset button. No more noise in space, no more stupid technobabble. Have new characters that people actually care about, new alien races that are scientifically pluasible without having to resort to hokey genetic seeding hypotheses, genuinely interesting and innovative plots.

But then it wouldn't be Trek, would it? The essence of Trek, after all, is and always has been pure and unadulterated cheese. If you make it worthy of serious viewing, it's not Trek any more.

http://www.bautforum.com/archive/index.php/t-35397 .html

Nie ze wszystkim się zgadzam (np. mroczna UFP i - jeszcze bardziej - uczłowieczony Borg to nie moja bajka), ale oryginalna wizja bez dwóch zdań.
Queerbot
Użytkownik
#444 - Wysłana: 28 Lip 2009 12:50:48
Według mnie Star Trek nie ma przyszłości, a żeby sprawę odpowiednio naświetlić, zilustruję ją przykładem komandora Rikera. Riker był obiecującym, młodym oficerem, miał doskonałe wyniki, dzięki czemu w młodym wieku został pierwszym oficerem okrętu flagowego Federacji, wróżono mu jednak szybki rozwój kariery i bliskie objęcie dowództwa nad własnym okrętem. Praca z najbystrzejszym prawdopodobnie kapitanem w całej flocie dała mu możliwość niezwykłego rozwoju swoich zdolności, zapewniła mu prestiż i szacunek, ale dała też mnóstwo satysfakcji, możliwość odbycia fascynujących misji, udziału w wydarzeniach wyjątkowych i mających znaczenie nie tylko dla Federacji, ale dużej części galaktyki. Riker sprawdzał się doskonale w roli pierwszego oficera Enterprise i tak wiele dawała mu ta praca, że zestarzał się na swoim stanowisku i objął swoje dowództwo po przeszło 15 latach bycia oficerem u Picarda. Może i dostał nowoczesny okręt, ale nikt go nawet na oczy nie widział.

Obecna sytuacja Star Treka przypomina właśnie sytuację komandora i równie dobrze zamiast mówić Star Trek, moglibyśmy mówić Riker. Załoga TNG odbyła nie tylko najwięcej podróży, ale w pewnym sensie odbyła je wszystkie – posunęła się tak daleko w eksploracji galaktyki, że nowy serial o lataniu po kosmosie i odkrywaniu nowych zjawisk, ras i planet stał się niemożliwy, bo powielałby jedynie schemat. TNG dało życie dziesiątkom ras, które potem rozwinięto, stworzono im misternie rozpisane przygody, kultury, wpleciono w życie Federacji. TNG odniosło tak spektakularny sukces, że dało też życie swoim dzieciom – DS9 i VOY, które nic w świecie Picarda nie zmieniły, a jedynie urozmaiciły go i wzbogaciły zastane elementy. Dzieci nie tyle wyprowadziły się z domu, co żyły życiem swojego wielkiego rodzica, Riker pozostał na długie lata w cieniu Picarda a DS9 i VOY w cieniu TNG, które nadawało ton, było przykładem i sędzią. Tak, jak Riker mógł odbyć te swoje wspaniałe przygody pod czujnym okiem nieomylnego Picarda, tak DS9 i VOY mogły trwać przez swoje 7 sezonów każdy pod patronatem TNG, które co rusz spoglądało na ekrany telewizorów z wielkich projektorów kin. Ale TNG, które obejmowało swoimi silnymi ojcowskimi ramionami dzieci, nie tylko stworzyło Star Trek o milion lat świetlnych lepszy od oryginalnej serii, która na każdym kroku wieje nudą, nie tylko zrodziło legendę, nie tylko dało początek trzem świetnym serialom, ale też było gwoździem do trumny Star Treka. Picard i jego przybrane dziecko – Riker – czyli Następne Pokolenie i jego chór w postaci Voyagera i Deep Space Nine, pokazały absolutnie wszystko: eksplorację, dylematy moralne, konflikty zbrojne, zagładę i pokój, wielką podróż do domu i spokojne życie w barze, wzbudziły w nas wszystkie możliwe emocje, od zachwytu, przez śmiech, po łzy i spowodowały, że nie ma już o czym opowiadać. Wszystkie wielkie historie się pokończyły, zasługi Picarda przeszły do historii i zrujnowały karierę Rikera, który już na zawsze pozostanie tym drugim. Ciekawsze pod względem fabularnym DS9 i pod względem technicznym VOY to tylko ozdobne bibeloty na masywnym kominku, którym jest TNG. Późny wnuk Picarda – Archer okazał się słabeuszem, który nie potrafi dorównać swoim rodzicom, a co dopiero wielkiemu dziadowi. ENT to niewypał nie tylko ze względu na pośpiech w realizacji, zaniedbania scenarzystów, słabe aktorstwo i tak dalej, ale przede wszystkim dlatego, że pokazane tam historie przy masywnym świecie TNG wydają się mizerne i wtórne.

Kiedy sobie to uzmysłowiłem, zupełnie inaczej obejrzałem pierwszy odcinek TNG, w którym Q zagradza Picardowi drogę, mówi, że ludzkość tak daleko się posuwa w eksploracji i odwiedza tak dalekie zakątki galaktyki, że musi zostać powstrzymana. Zdałem sobie sprawę o co tak naprawdę chodziło Q kiedy stawiał w przestrzeni kosmicznej tę swoją śmieszną barierę. Q przewidywał i ostrzegał – „Nie idźcie tą drogą! Czekają was wielkie przygody i wielkie sukcesy, pójdziecie dalej niż ktokolwiek wcześniej i będziecie jak bogowie, sprawicie, że serial przyniesie wielkie dochody i stanie się pożywką dla milionów fanów na całym świecie, pokażecie nowe rasy, nowe technologie, nowe wyzwania i dacie więcej nadziei i rozrywki niż cokolwiek wcześniej, ale pozostawicie po sobie pustkę, której nic już nie zapełni”.
FederacyjneMSZ
Użytkownik
#445 - Wysłana: 28 Lip 2009 13:15:15
Queerbot

Podpisuje się obiema rękami, nogami oraz uszami. Jedenasty twór ze stajni P, potwierdza twoją tezę. Mam wrażenie że burżuj, wróg ludu, zapluty karzeł reakcji, Abrams chce nowej, młodej, ( która ma w większości wyprane mózgi) widowni na nowo pokazać TOS. Tylko, że w jego wykonaniu i według jego pomysłu. Legendarne postacie mają odżyć, ale w takiej formie jakiej zażyczy sobie Abrams. Moim zdaniem aktorzy grający te role pierwotnie powinni je opatentować i brać kasę za ich użycie. Na ich ciężkiej pracy żeruje ten materialsia...
Delta
Użytkownik
#446 - Wysłana: 28 Lip 2009 13:16:44 - Edytowany przez: Delta
Queerbot

Pomimo, że tak źle wróży Trekowi, to IMHO jest bardzo trafne. Najwyraźniej konwencja się wypaliła. Co zresztą dotyczy także dziesiątków innych filmów/seriali niż ST - w obecnej TV nie ma od lat niczego, co można by nazwać zupełnie nową rzeczą. Wszystko mniej lub bardziej przypomina coś, co pojawiło się wcześniej, lub wręcz dosłownie robi się dany tytuł od nowa. Smutna rzeczywistość.
Q__
Moderator
#447 - Wysłana: 28 Lip 2009 14:13:30 - Edytowany przez: Q__
Queerbot

Zgadzam się w zupełności. Przy czym jednak został mi cień nadziei. Widzisz. TNG był szczytem możliwości serialowej SF w swoich czasach, i rzucił dłuugi cień. Ba, nawet dobre i ambitne seriale SF doby post-TNGowskiej (SAAB, nBSG, Firefly/Serenity) choć udane, są znacznie mniej oryginalne, odgrzewają i poglębiają/odświerzają znane już wcześniej schematy.

Konwencja TNG się wypaliła, to prawda (dlatego powtórki były tak mało strawne), ale limitami konwencji Treka są tylko limity (podoprządkowanej rygorom mniejszej lub większej naukowości) wyobraźni. VOY nie dlatego był zły, że był sequelem, a ENT - dlatego, że był prequelem. Nie, one były kiepskie, bo były wtórne, bo fabuły ich najlepszych odcinków, po drobnych zmianach mogłyby równie dobrze być scenariuszami kolejnego sezonu TNG.

Dlatego twierdzę, że dobry, oryginalny Trek może jeszcze (nie wiem za ile lat) powstać, tyle, że musi dokonać rzeczy prawie niemożliwej - przeskoczyć poziom TNG o tyle wyżej, o ile ten przeskoczył poziom TOSu i zachować to co najlepsze u poprzedników, ścigając się jednocześnie z najlepszymi osiągnięciami literackiej SF (literackiej bo literatura SF mądrzejsza jest od filmów i seriali, a stary dobry Trek był przede wszystkim grą idei). Musi być równie oryginalny co utwory tych wszystkich Eganów, Reynoldsów, Baxterów, Benfordów, Wattsów, Sawyerów, a jednocześnie nie możemy mieć wątpliwości, że to nadal jest Trek.

Wiem, prawie nierealne, ale w końcu ST uczy nas optymizmu .
Mav
Użytkownik
#448 - Wysłana: 28 Lip 2009 15:12:06 - Edytowany przez: Mav
Queerbot:
Według mnie Star Trek nie ma przyszłości

Nie zgadzam się z tobą Queerbot. Star Trek może być jeszcze świetnym serialem, inspirującym naukowców, rozpalającym wyobraźnie starego i nowego pokolenia itd. TNG ma już swoje lata i jego forma już zaczyna być staroświecka tak jak TOS-a. Kedyś TOS wzbudzał zachwyt, był taki nowoczesny, wizjonerski, mądry, co po tym pozostało? Żeby oglądać Tosa i wyławiać z niego mądrości (nie jest głupi ) trzeba włączyć potężny filtr lat 60. Większość rzeczy wygląda śmiesznie, absurdalnie. Historie tam przedstawiony są tak przesiąknięte klimatem twórczości tamtych lat, że oglądanie tego jest wręcz przerażającym przeżyciem TNG też już się zestarzał. Nowe możliwości kręcenia, jakie daje nam 21 wiek i inne, świeższe podejście do opowiadanych historii (Tos – Tng - …) mogą być lekarstwem na cało zło. Trzeba odświeżyć Treka w jak najbardziej realny sposób jaki można, technicznie jak i mentalnie. Technologia 24 wieku z TNG strasznie kuleje (jak i w innych Trekach). Brak kamer, strojów wypadowych, zabezpieczeń, realnych procedur. Bieganie z latarkami i plastykowymi fazerami bez osłony wygląda trochę śmiesznie prawda? Wiem, że tu chodzi o historie i przesłanie, a nie widowiskowość, jednak to nie jest do końca prawdą. Film to dzwięk i obraz, które mają podstawowy wpływ na to jak odbieramy dany przekaz. Czy T-1000 z filmu Jamesa Camerona nie robił wrażenia dzięki zastosowaniu na prawdę nowatorskich efektów? ( jak i cały film) Coś realniej wyglądającego działa bardziej na ludzką psychike. Star Trek to także podstawy naukowe prawda? Pojawienie się realnej technologii (pancerze wspomagane?, robotyka?) Przedstawienie bardziej realnego kosmosu (niech pokażą, że jest wrogi, w Tng nawet w próżnie nie wyszli) Realne wyposażenie okrętu, wzmocni poczucie realności samego serialu i jego odbioru przez widza. Nowe możliwości kinematografii przede wszystkim dają możliwość opowiedzenia ciekawszych historii, które bardziej do nas przemówią niż w teatralnym TNG. Daje możliwość pokazania prawdziwie obcych cywilizacji i ich planet w bardzo realny sposób. Przedstawienie Ciekawych zjawisk, czy zupełnie nie humanoidalnych obcych w bardzo działający na psychike człowieka sposób. Daje możliwości, których nie miał TNG i których nie mógł mieć przez styl lat 80. Połączenie nowych możliwości technicznych serialu z mądrymi, ciekawymi, głębokimi historiami dałoby, mieszanke wybuchową. TNG już także scenariuszowo się zestarzał. To nie jest tak, że zawsze będzie na czasie. Już teraz powoli zaczyna być mentalnie i technicznie tym, czym jest teraz TOS, choć jeszcze się broni (może poza pierwszym sezonem) Problem polega natym, że potrzeba do tego naprawdę utalentowanych, mądrych ludzi z wizją i pasją, a nie takich co będą mieli fuche do odwalenia. Potrzeba konsultacji z naukowcami z różnych dziedzin. Tyle jest jeszcze ciekawych, odkryć i teori naukowych. Można by stworzyć naprawdę ciekawy i mądry serial, ale gdzie znaleźć tych ludzi?.....
FederacyjneMSZ
Użytkownik
#449 - Wysłana: 28 Lip 2009 15:36:00 - Edytowany przez: FederacyjneMSZ
Mav

Jedno się udało a mianowicie efekty specjalne.W St 11 było ich w nadmiarze.


Mav:
Problem polega natym, że potrzeba do tego naprawdę utalentowanych, mądrych ludzi z wizją i pasją, a nie takich co będą mieli fuche do odwalenia. Potrzeba konsultacji z naukowcami z różnych dziedzin. Tyle jest jeszcze ciekawych, odkryć i teori naukowych. Można by stworzyć naprawdę ciekawy i mądry serial, ale gdzie znaleźć tych ludzi?.....

Powiedz mi Towarzyszu do koga ma być skierowany nowy trek?? Do młodych,więc po co się wysilać z jakimiś mózgami z NASA skoro pokaże się Sex, przemoc i poleje się to efektami specjalnymi a masy będą tłumnie szturmowali kina, oglądając jak ikony Treka [-------] (cenzura). Zmieniła się publika, era konsumeryzmu zawładnęła ludźmi zachodu. dobrze zjeść, pobawić, ubrać się modnie. Aby Trek mógł się dostosować do nowych warunków musiał by kompletnie zmienić swoje fundamenty i wartości. .Treka stworzono w erze zimnowojennej, miała nieść pozytywne przesłanie i pokazać że zjednoczona ludzkość ma w sobie ogromny potencjał. Zimna wojna się skończyła, Trek też

Mav:
TNG też już się zestarzał.

Mav:
TNG już także scenariuszowo się zestarzał.

Rzeczywiście stare podejście, wielokrotnie w TNG była mowa o 20 i 21 wiecznym materializmie, i zgniłości moralnej oraz powolnym upadku rasy ludzkiej, ale to przestarzałe i nieaktualne dzieło....Pamiętaj , że siłą TNG było przesłanie, a nie efekty specjalne..
Mav
Użytkownik
#450 - Wysłana: 28 Lip 2009 17:22:10 - Edytowany przez: Mav
FederacyjneMSZ:
Rzeczywiście stare podejście, wielokrotnie w TNG była mowa o 20 i 21 wiecznym materializmie, i zgniłości moralnej oraz powolnym upadku rasy ludzkiej,

W Tosie też była o tym mowa, ale styl lat 60 jest dość specywiczny (powala na kolana) i oto mi chodziło. Tak jak wiele pomysłów z Tosa w wykonaniu Tng prezentuje się lepiej, tak samo nowy serial powinien odświeżyć podejście do tematu.

FederacyjneMSZ:
po co się wysilać z jakimiś mózgami z NASA skoro pokaże się Sex, przemoc i poleje się to efektami specjalnymi a masy będą tłumnie szturmowali kina, oglądając jak ikony Treka

Dlatego potrzebni są ludzie z pasją, którzy upiekliby dwie pieczenie na jednym ogniu Stworzyliby serial mądry, a jednocześnie na tyle ciekawie i pomysłem nakręcony, że przyciągnął by także efekciarzy. Jednak nie mam tu na myśli mnóstwa głupich wojenek i strzelanin na ekranie, (DS9? ) wystraczyłoby gdyby był dobrze zrealizowanym serialem, który przyciągąłby uwage i którego dobrze by się go oglądało.
 Strona:  ««  1  2  ...  13  14  15  16  17  ...  30  31  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / Pomysły na nowy Star Trek

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!