USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / Voyager
 Strona:  ««  1  2  3  ...  7  8  9  10  11  12  13  »» 
Autor Wiadomość
Mav
Użytkownik
#241 - Wysłana: 10 Lis 2014 21:46:47 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Adek:
Nie chcę się jakoś wcielać w rolę adwokata Madame hehe ale myślę, że ona tego nie powiedziała, że cała reszta filmów jest beznadziejna. Być może jak to kobieta nie przepada za takim typowym męskim kinem co nie znaczy, że nie potrafiłaby docenić takowych walorów.

Podejrzewam, że się jej średnio spodoba to, co napisałem Ale to wynika ze złego zrozumienia. Ja po prostu chce rozdzielić dwie sprawy - ocenę jakości samego filmu/serialu, od upodobań widza. Madame Picard nie lubi nBSG za brutalny styl, ale to ma się nijak to oceny samego serialu, czyli czy jest dobry, czy słaby.
Madame Picard
Moderator
#242 - Wysłana: 11 Lis 2014 13:17:16
Odpowiedz 
Q__:
"Lower Decks" - z tej górnej siedemnastki IMDB - Ci się podobał jak najbardziej...

Owszem, trochę dlatego, że TNG trochę zszedł z tych swoich koturnów .

Q__:
A o tym jak świat ST różni się od naszej epoki?

Na wypadek, gdyby ktoś tego przez półtora sezonu nie zauważył . Ale mimo wszystko nie sądzę, żeby twórcy TNG mieli widzów za aż tak niekumatych. Akurat w przypadku tego odcinka chyba sami nie za bardzo wiedzieli, czego chcą (czego najlepszym wyrazem jest rozjechanie tytułu z treścią).

Q__:
Inna sprawa, że tak go wzięliście w obronę, że teraz nec moderator contra plures

Tak naprawdę mnie sytuacja Mava w Twojej kartotece ani ziębi ani grzeje, to po prostu takie spostrzeżenie, jak wiele się tu zmieniło (tak, i bez tego trudno tego nie zauważyć; nie, nie będę już uczestniczyć w "ratowaniu Phoenixa"; i nie, nie chce mi się kontynuować tego tematu).

Q__:
Tak z ciekawości: zdarzyło Ci się oglądać te głośne (na Zachodzie) Treki fanowskie/niezależne/whatever typu NV:P2, STC czy innego "PtA"? Jeśli tak, ciekaw jestem co o nich sądzisz. Jeśli nie - czym Cię zniechęciły na starcie?

Nie oglądałam i nie mam zamiaru, a główny powód jest bardzo trywialny: nie ma do nich polskich napisów, a dla mnie oglądanie czegoś po angielsku tylko ze słuchu jest niekomfortowe. Do tego dochodzą takie drobiazgi jak chałupnicze "efekty specjalne" i amatorskie aktorstwo.

Mav:
Tobie nie podoba się brutalny styl serialu i niech tak będzie, masz prawo nie lubić takich klimatów, ale to nie oznacza, że serial jest zły.

Tyle, że ja uważam, że nBSG jest serialem słabym także (i przede wszystkim) z innych powodów. Pamiętam, że akcja szła ślamazarnie i nie wiadomo dokąd, raz po raz zamierała, żebyśmy mogli sobie z każdej strony popodziwiać chmurną minę Adamy, wykonywała dziwne fabularne fikołki (przyznam, że po dwóch sezonach trudno by mi było powiedzieć, o co komu w tym serialu chodzi... i w ogóle, o co tam chodzi), a wszystkie postaci sprawiały wrażenie stukniętych. W dodatku wszystko to pływało w jakimś religijnym bełkocie (który według mojego męża nie doszedł do żadnej konkluzji), który jeszcze bardziej bełtał i tak niejasną oś fabularną. Jeśli do tego dodamy te mroki to otrzymujemy bezkształtny i bezsmakowy zakalec.

Mav:
Ale tym sposobem myślenia, to wg Ciebie beznadziejnymi filmami są wszystkie, które dotyczą ciężkich tematów, np. Full Metal Jacket, Pluton, Hotel Ruanda - można wymieniać w nieskończoność.

Widzisz, wyższość takich filmów polega na tym, że odnoszą się do realiów naszego świata, więc mają prawo i obowiązek być mroczne. Tymczasem nBSG dotyczy sytuacji wydumanej (która być może stanie się realistyczna za sto lat, a i tego nie wiadomo). Na razie jest to kawałek z założenia rozrywkowy (a nie "poruszający problemy") podany w czarnym, smolistym sosie. Jeśli ktoś lubi takie kawałki, to przypuszczam, że albo jest masochistą, albo lubi przemoc dla rozrywki i żałuje, że nie można już pooglądać publicznego łamania kołem, albo ma w życiu za mało problemów, albo uważa świat, w którym żyjemy, za tak cudowny i bajkowy, że mroki można sobie pooglądać po godzinach na zasadzie fajnej odmiany.
Adek
Użytkownik
#243 - Wysłana: 11 Lis 2014 13:35:34
Odpowiedz 
Madame Picard:
jak wiele się tu zmieniło (tak, i bez tego trudno tego nie zauważyć; nie, nie będę już uczestniczyć w "ratowaniu Phoenixa"

Mnie jeszcze niedawno średnio się tu podobało. Może głównie z tego względu, że stałych forumowiczów było tu jak na lekarstwo. No i ogólnie czasem bywało tak nudno, że już mniej się nudziłem na obyczajowym filmie na TCM z lat 40-tych haha
Nie no żartuję ale bywało różnie. Wiadomo, że im więcej użytkowników tym wciekawsza różnorodność tematyki bo w końcu forum i jego jakość tworzymy my sami. Napewno in plus wyszło portalowi pewne uspokojenie dawnych wojennych nastrojów a co za tym idzie wprowadzenie przez Q nowych zasad, które jakoś uporządkowały sytuację no i pozbycie się polityki w sensie stricto też ma niebagatelny wpływ na lepsze nastroje na forum. Czasem np nie dało się uniknąć abym nie wspomniał o czasach zimnej wojny miedzy ZSRR a zachodem ale to tylko w kontekście technicznego tematu i technologiach UFO.
Odnoszę też wrażenie, że wiele dawnych zapalczywych głów posypało sobie głowy popiołem a na całe szczęście jakoś nie ma awantur.
Queerbot
Użytkownik
#244 - Wysłana: 11 Lis 2014 13:38:59
Odpowiedz 
Madame Picard, napisałaś:

Madame Picard:
akcja szła ślamazarnie

Madame Picard:
wykonywała dziwne fabularne fikołki

Brzmi to dla mnie trochę jak słynna sprzeczność Nie bierz tego do siebie, że jakoś bardzo atakuję, czy coś - ale znowu mam wrażenie, że z jakichś powodów serialu nie lubisz, a argumenty wymyślasz od czapy, byle tylko były argumentami przeciwko serialowi. Może ja dam taki przykład ze swojego życia. Nigdy nie czytałem żadnej książki Doroty Masłowskiej. Ona mi się nie spodobała na samym początku jako osoba, wkurza mnie - a powodem tego wszystkiego jest zawiść z mojej strony. Zafiksowałem się na punkcie zazdroszczenia jej kariery i nie przeczytałem żadnej jej książki. I teraz powiedz, czy byłoby fair, gdybym odmawiał jej talentu albo pisał, że kto ją lubi ten/ta masochista tylko dlatego, że jestem zawistny? Odnoszę niepokojące wrażenie, że tak właśnie argumentujesz.

Madame Picard:
Jeśli ktoś lubi takie kawałki, to przypuszczam, że albo jest masochistą, albo lubi przemoc dla rozrywki i żałuje, że nie można już pooglądać publicznego łamania kołem, albo ma w życiu za mało problemów, albo uważa świat, w którym żyjemy, za tak cudowny i bajkowy, że mroki można sobie pooglądać po godzinach na zasadzie fajnej odmiany.

Nie pozostawiasz tutaj żadnej pozytywnej opcji. Nawet chociażby takiej przyziemnej, że ktoś lubi prostą rozrywkę (czy nBSG jest proste, czy nie to już sprawa do dyskusji, ale chociaż tyle). Trudno jest bronić nBSG z pozycji masochisty, sadysty, trutnia i fantasty.
Q__
Moderator
#245 - Wysłana: 11 Lis 2014 13:43:32 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Madame Picard

Madame Picard:
Owszem, trochę dlatego, że TNG trochę zszedł z tych swoich koturnów

Wiedziałem, że tak odpowiesz.

Madame Picard:
Tak naprawdę mnie sytuacja Mava w Twojej kartotece ani ziębi ani grzeje

A mnie znów opinie Współuserów (w tym Twoja, może nawet zwłaszcza Twoje, zważywszy na to, że kiedyś współmoderowaliśmy) potrafią wbrew pozorom solidnie ziębić lub grzać - jako moda - bo w końcu na nich muszę bazować podejmując decyzje.

Madame Picard:
nie, nie będę już uczestniczyć w "ratowaniu Phoenixa"

Bo chyba już jest "uratowany" - cokolwiek to znaczy. Czyli da się już tu normalnie pogadać czego sama czynnie dowodzisz. ( )

Madame Picard:
Nie oglądałam i nie mam zamiaru, a główny powód jest bardzo trywialny: nie ma do nich polskich napisów, a dla mnie oglądanie czegoś po angielsku tylko ze słuchu jest niekomfortowe

"Prelude to Axanar" - za sprawą Kolegów z Trek.pl - takowe posiada. Zatem?

Madame Picard:
Do tego dochodzą takie drobiazgi jak chałupnicze "efekty specjalne" i amatorskie aktorstwo.

To jest zrozumiały, często padający, argument. Tego się spodziewałem.

Madame Picard:
przyznam, że po dwóch sezonach trudno by mi było powiedzieć, o co komu w tym serialu chodzi...

Madame Picard:
W dodatku wszystko to pływało w jakimś religijnym bełkocie (który według mojego męża nie doszedł do żadnej konkluzji), który jeszcze bardziej bełtał i tak niejasną oś fabularną.

Ha, to są akurat zarzuty dość oczywiste - jak znam Mava to się pod nimi podpisze - tylko, że niektórzy lubią nBSG pomimo, tak jak inni lubią pomimo VOY (a jeszcze inni - nie wydaj mnie - DS9, TOS czy... TNG).
Zresztą nie ma chyba serialu SF, w wypadku którego to pomimo by w grę nie wchodziło.
Adek
Użytkownik
#246 - Wysłana: 11 Lis 2014 14:03:56 - Edytowany przez: Adek
Odpowiedz 
Q__:
Bo chyba już jest "uratowany" - cokolwiek to znaczy

Phoenixa zawsze ratuje jesienna i zimowa pora roku. Poprawa atmosfery pisania również ale właśnie zwłaszcza jesień i zima, dlatego że każdy ma więcej czasu na komputer i forum. Ja np prawie zawsze późną wiosną i latem jestem zaganiany, no wczesną jesienią również a na całe szczęście życie pod zimę jakoś spowalnia UF! bo tak to by się człowiek zaganiał i wylądował w końcu z zawałem w szpitalu od stresów i niedoborów snu. A Scotty do kapitana Kirka w ST-Pokolenia skwitował to krótko. No i co pan osiągnął w życiu tą bieganiną? (Pusty dom, fotel, psa i wypchane konto bankowe z którym pan nie wie co począć. - to już ode mnie dodatek) Ja bym wiedział co począć hahaha Dlatego pożądana jest w życiu równowaga między pracą a życiem osobistym.
Q__:
Ha, to są akurat zarzuty dość oczywiste - jak znam Mava to się pod nimi podpisze - tylko, że niektórzy lubią nBSG pomimo, tak jak inni lubią pomimo VOY (a jeszcze inni - nie wydaj mnie - DS9, TOS czy... TNG).

I owszem, dlatego z tego punktu widzenia zarzuty Madame są nietrafione. O gustach nie powinno się dyskutować dłużej niż trzeba bo każdy ma tam swoje upodobania, które czasem można nazwać kiczowatymi ale to jednak jakieś hobby. Można tego hobby nie podzielać ale raczej nie wypada wyśmiewać i szydzić. Hm?
Ja np nie przepadam za taką typową muzyką Disco-polo. Jak widzę w tv jakiś klip w rytmie polo z wywijającymi pupą i piersiami paniami oraz z łysym wykonawcą na ich tle to zaraz przełączam. Co innego jak jestem na jakiejś zabawie to wtedy taka muza przy wspólnej zabawie mi nie przeszkadza. Lubię co prawda słuchać klimatów rockowych, czasem metalowych ale też i DISCO. Jednak jakoś Disco-polo nie trawiłem nigdy. (zwłaszcza w polskim wydaniu). Swego czasu modna była obciachowa Shaza czy coś w tym rodzaju. Ale to taka moda przemijająca na FUN , na stylowy OBCIACH i zabawę, itp. Phil Colins, Eric Clapton czy ZZ TOP lub np Nickelback a nawet rockowa Ewa Farna to klimaty, które obecnie są mi znacznie bliższe. Aczkolwiek nie odsądzam od czci i wiary kogoś kto czasem lubi sobie posłuchać Disco-polo.
Q__
Moderator
#247 - Wysłana: 11 Lis 2014 14:38:41 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Adek

Adek:
I owszem, dlatego z tego punktu widzenia zarzuty Madame są nietrafione. O gustach nie powinno się dyskutować dłużej niż trzeba bo każdy ma tam swoje upodobania, które czasem można nazwać kiczowatymi ale to jednak jakieś hobby. Można tego hobby nie podzielać ale raczej nie wypada wyśmiewać i szydzić. Hm?

Z drugiej jednak strony jeśli przesadzimy z kurtuazją może się okazać, że nie będze wypadało krytykować np. produkcji Eda Wooda czy firmy TROMA, a nie o to chodzi.
Nie chodzi też chyba o to by nikt nie mógł niczego skrytykować, bo a nuż urazi czyjeś uczucia (jasne, forma krytyki powinna mieścić się w jakichś ramach... ale w koleżeńskiej forumowej atmosferze mogą to być chyba ramy dość swobodne?).
Problem zaczyna się nie od tego, że różnimy się gustami (i nawet wyraźnie to artykułujemy*), a w momencie, gdy ktoś zaczyna okazywać pogardę posiadaczom odmiennych gustów i obrażać ich.

* skoro pisałem np.
"zwykłe szmirusy (przysłowiowy już Emmerich nie jest tu nawet najgorszym z najgorszych, bo spod dna stukanie słychać)"
http://forum.lem.pl/index.php?topic=69.msg37409#ms g37409
czy:
"bzdury Emmericha i Bay'a"
http://forum.lem.pl/index.php?topic=69.msg31208#ms g31208
nie zabraniając zresztą nikomu lubić filmów tychże panów, dziwne by było gdybym zakładał, że nie wolno podobnie pisać o nBSG czy nawet TNG (w końcu w Treku też - prawdę mówiąc - sporo bredni się znajdzie)...
Mav
Użytkownik
#248 - Wysłana: 11 Lis 2014 14:41:05 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Madame Picard:
Pamiętam, że akcja szła ślamazarnie i nie wiadomo dokąd, raz po raz zamierała, żebyśmy mogli sobie z każdej strony popodziwiać chmurną minę Adamy, wykonywała dziwne fabularne fikołki (przyznam, że po dwóch sezonach trudno by mi było powiedzieć, o co komu w tym serialu chodzi... i w ogóle, o co tam chodzi)

Fabuła opierała się na znalezieniu nowego domu, konkretnie koloni zwanej Ziemia. Tak samo jak w VOY'u celem był powrót do kwadrantu Alfa. Tyle, że w VOY'u mieliśmy poszarpane odcinki, każdy o czymś innym, tylko z lekkim kontynuowaniem wątków z poprzednich odcinków, a w nBSG mamy spójny ciąg wydarzeń, co w moim zdaniem jest lepsze. W pierwszych dwóch sezonach nie było odcinka o niczym, który nic by nie wniósł do całej historii.

Madame Picard:
Widzisz, wyższość takich filmów polega na tym, że odnoszą się do realiów naszego świata, więc mają prawo i obowiązek być mroczne. Tymczasem nBSG dotyczy sytuacji wydumanej (która być może stanie się realistyczna za sto lat, a i tego nie wiadomo). Na razie jest to kawałek z założenia rozrywkowy (a nie "poruszający problemy") podany w czarnym, smolistym sosie. Jeśli ktoś lubi takie kawałki, to przypuszczam, że albo jest masochistą, albo lubi przemoc dla rozrywki i żałuje, że nie można już pooglądać publicznego łamania kołem, albo ma w życiu za mało problemów, albo uważa świat, w którym żyjemy, za tak cudowny i bajkowy, że mroki można sobie pooglądać po godzinach na zasadzie fajnej odmiany.

Sorry, ale argument o głupocie SF, że są to wymysły, to jest szablonowy tekst ludzi, którzy nie lubią science fiction... Tyle, że oni są konsekwentni i mieszają w to cały gatunek. Ty natomiast uważasz, że rozrywkowe, milsze SF jest OK. i można się ekscytować historiami tam przedstawionymi, angażować się poznawanie postaci, w relacje między nimi itd., ale jeśli SF bierze się za mroczniejszą stronę ludzi, za mroczniejsze historie, mniej bajkowe, to nagle jest wydumanym czymś, głupotą, która może nigdy się nie spełnić? Dość specyficzna, delikatnie mówiąc, argumentacja.

Full Metal Jacket i podobne filmy ukazują historie oparte na prawdziwym świecie, ale to je też ogranicza w pewien sposób i wtedy jest miejsce dla filmów i seriali typu nBSG. Bowiem nBSG, ukazuje trudy nie wojny jak we wspomnianych filmach, a walkę o przetrwanie w kosmosie ludzi, którzy jako jedyni ocaleli i są jedyną nadzieją na przetrwanie gatunku. Są zamknięcie na okrętach, skazani na przebywanie ze sobą, na wspólnie dążenie do celu.

W tym wszystkim mamy wspaniały potencjał psychologiczny. Mamy możliwość ukazanie działania ludzi w tak trudnych warunkach. Mamy wątki obyczajowe i polityczne. Pierwsze dwa sezony nBSG wykorzystują ten potencjał wręcz genialne. Tu nie chodzi o czerpanie radości z przemocy, tu chodzi o próbę zrozumienia dlaczego ta przemoc potrafi zaistnieć, jakie jest źródło konfliktów. Filmy wojenne ukazują bezsensowność wojny, jak w przypadku "Full Metal Jacket", gdzie dodatkowo mamy także ukazane pranie mózgu na wojskowym szkoleniu. Takie filmy dają nam pewien obraz genezy przemocy, niesprawiedliwości, czy po prostu ludzkiej głupoty. Takie nBSG dokłada swoją cegiełkę ukazując temat z innej perspektywy.

3 i 4 sezonu nie komentuję, bo serial wkroczył w mistyczną psychozę i ogólnie poziom spadł i wtedy nBSG stała się serialem o niczym, zwykłym bełkotem. Ale dwa pierwsze sezony, to naprawdę kawał dobrego, mocnego serialu.
Adek
Użytkownik
#249 - Wysłana: 11 Lis 2014 14:44:57 - Edytowany przez: Adek
Odpowiedz 
Q__:
Z drugiej jednak strony jeśli przesadzimy z kurtuazją może się okazać, że nie będze wypadało krytykować np. produkcji Eda Wooda czy firmy TROMA, a nie o to chodzi.

NO w sumie racja. Ale względem Madame to ja już cię nie rozumiem właściwie. Określ się w takim razie jednoznacznie. To w końcu popierasz styl poprzedniej wypowiedzi czy nie bo z tego co powyżej piszesz to tak mętnie rozmyłeś chyba swoje stanowisko jaki masz do tego stosunek.
Q__:
Problem zaczyna się nie od tego, że różnimy się gustami (i nawet wyraźnie to artykułujemy*), a w momencie, gdy ktoś zaczyna okazywać pogardę posiadaczom odmiennych gustów i obrażać ich.

Owszem i wydaje mi się, ze właśnie Madame zaczęła się z deko czepiać Mava za rzekomo jego marny gust, że jej mąż by tego nie oglądał, itp. No właśnie zauważ, ze w tym tkwi szkopuł i o tym rozmawiamy a nie o tym co się komu podoba. No ale OK zostawmy to. Każdy z nas czasem wyłoży kawę na ławę co się jemu podoba o co nie.
Zarówno Madame jak i Mav powinni trochę spasować bo się zaczynają kłócić.
Q__:
nie zabraniając zresztą nikomu lubić filmów tychże panów, dziwne by było gdybym zakładał, że nie wolno podobnie pisać o nBSG czy nawet TNG

Ja uważam, że mimo wszystko tak pogardliwie się nie powinno pisać i tyle więc tu się z tobą nie zgadzam.
Ps Też lubię Madame jako osobę ale jak mam coś do kogoś to nie cedzę wazeliny i prosto z mostu powiem jak mi się czyjeś zachowanie nie podoba w danym momencie.
Madame jak i Mav powinni trochę odpuścić żeby się za bardzo nie pokłócili. Choć czasem merytoryczna kłótnia bywa interesująca. Ale cienka jest granica i można czasem podejść zbyt emocjonalnie.
Madame Picard
Moderator
#250 - Wysłana: 11 Lis 2014 14:46:54 - Edytowany przez: Madame Picard
Odpowiedz 
Queerbot:
Brzmi to dla mnie trochę jak słynna sprzeczność

Dlaczego? Ja to widzę w ten sposób, że najpierw akcja ciągnie jak glut, następuje parę odcinków o niczym, a potem nagle hop, brzdęk, huzia, bum, tralala, potem znowu parę odcinków z mroczną miną Adamy i znowu hop, brzdęk, tylko zupełnie nie pasujące do poprzedniego. Tak to zapamiętałam.

Queerbot:
znowu mam wrażenie, że z jakichś powodów serialu nie lubisz, a argumenty wymyślasz od czapy, byle tylko były argumentami przeciwko serialowi.

Tyle, że ja nie byłam na wstępie uprzedzona do serialu. Kiedy zaczynałam go oglądać to z nawet pozytywnym nastawieniem. Moja opinia jest wyrażona na podstawie moich doświadczeń z tym serialem, a obejrzałam 2 sezony mając wciąż nadzieję, że jakoś to się poukłada. Potem już straciłam tę nadzieję, bo było coraz gorzej.
Staram się tu powiedzieć nie tylko, że serialu nie lubię (choć to też), ale że uważam go za w pewnym sensie szkodliwy, bo po pierwsze, odwraca uwagę od realnych problemów, a po drugie, sprzyja złym instynktom, bo pokazuje śmierć i tortury jako fajną rozrywkę. Oczywiście bez przesady z tą szkodliwością, bo ja nie sądzę, żeby jakaś jedna wydumana historyjka miała sprawić, że zawali się świat, ale uważam, że sprzyja negatywnym trendom.

Queerbot:
Nie pozostawiasz tutaj żadnej pozytywnej opcji.

Jeśli takowa istnieje, to chętnie ją poznam. Poważnie mówię .

Queerbot:
Nawet chociażby takiej przyziemnej, że ktoś lubi prostą rozrywkę

Jeśli ktoś ogląda dla rozrywki gwałty, znęcanie się i masowe morderstwa, to tak, uważam, że ma jakiś problem ze sobą.

Q__:
Zatem?

Zatem zobaczymy .

Q__:
To jest zrozumiały, często padający, argument.

A nieprawdziwy?

EDIT:

Mav:
Ty natomiast uważasz, że rozrywkowe, milsze SF jest OK. i można się ekscytować historiami tam przedstawionymi, angażować się poznawanie postaci, w relacje między nimi itd., ale jeśli SF bierze się za mroczniejszą stronę ludzi, za mroczniejsze historie, mniej bajkowe, to nagle jest wydumanym czymś, głupotą, która może nigdy się nie spełnić?

Generalnie SF jest z założenia wydumana . Z tym, że może być np. metaforą prawdziwego świata, może być odskocznią, przedstawiać optymistycznie przyszłość (i w tym celuje trek), może też być eksperymentem myślowym, w ogóle pewnie może być wiele sytuacji, w których SF jest ciekawym artystycznie dziełem. Ale historia o tym, że grupka ludzi stłoczona na małej przestrzeni,
walcząca o przetrwanie i żyjąca w nieustannym strachu przed wrogiem będzie zachowywać się brutalnie, agresywnie i nieobliczalnie, jest banalna że aż zęby bolą.

Mav:
nBSG, ukazuje trudy nie wojny jak we wspomnianych filmach, a walkę o przetrwanie w kosmosie ludzi, którzy jako jedyni ocaleli i są jedyną nadzieją na przetrwanie gatunku.

Tak, to rzeczywiście żywotny i najpilniejszy problem, z którym zmaga się ludzkość . Absolutnie nie ma tu nic wydumanego .

Mav:
Takie filmy dają nam pewien obraz genezy przemocy, niesprawiedliwości, czy po prostu ludzkiej głupoty. Takie nBSG dokłada swoją cegiełkę ukazując temat z innej perspektywy.

Ty naprawdę taką wiedzę o ludziach zdobywasz z seriali typu nBSG?
W sumie nie pomyślałam o tym, ale faktycznie może takie kawałki to jest taka współczesna biblia pauperum.
Q__
Moderator
#251 - Wysłana: 11 Lis 2014 14:57:55
Odpowiedz 
Adek

Adek:
tak mętnie rozmyłeś chyba swoje stanowisko jaki masz do tego stosunek.

Bo tu się nie da ostro określić. Bardziej chodzi o szukanie złotego środka w tym wszystkim.

Madame Picard

Madame Picard:
Zatem zobaczymy

Zobaczycie na stronie głównej, Madame?

Madame Picard:
A nieprawdziwy?

Tylko wiesz, gdyby tak zwracać uwagę na wszelkie niedoskonałości Treka, to by się go wcale nie oglądało. Nie oszukujmy się tam mało kto potrafi grać (no, z wyjątkiem Stewarta, m.in.), a i F/X - dziś - nie powalają.
A z drugiej strony w "fanowskich" produkcjach grają teraz głównie - i efekty robią - profesjonaliści. Zwykle weterani kanonicznego ST.
Guauld
Użytkownik
#252 - Wysłana: 11 Lis 2014 15:11:23
Odpowiedz 
Madame Picard:
Jeśli ktoś ogląda dla rozrywki gwałty, znęcanie się i masowe morderstwa, to tak, uważam, że ma jakiś problem ze sobą.

Osobiście bardzo nBSG lubię, przede wszystkim- nie występując z szeregu- 2 pierwsze sezony, w pierwszej kolejności za IMHO świetne połączenie futurystyki ze scenografią okrętów podwodnych z czasów zimnej wojny + (powtórzę się) Vipery, a w drugiej- grę aktorską i klimat. Co się zaś tyczy przemocy, być może i coś jest ze mną faktycznie nie tak, ponieważ jakkolwiek brutalna by nie była przemoc ukazana na ekranie w dowolnym filmie, w przeciwieństwie do rzeczywistości*, nie jest ona w stanie (a przynajmniej się to jeszcze żadnemu reżyserowi nie udało) wywołać we mnie najmniejszej reakcji. Być może to podświadomość dominuje nad moim współczuciem mówiąc "to tylko film", tego nie wiem. Za masochistę się nie uważam, a mimo to serial oglądałem z największą przyjemnością, do tego z bratem- też pasjonatem SF, chociaż może nie aż tak wielkim- a to też zawsze raźniej.

*Z filmami historycznymi natomiast, różnie to bywa.

Madame Picard:
sprzyja negatywnym trendom.

Czy faktycznie można coś takiego powiedzieć o serialu, który z góry ma znacznie ograniczoną liczbę odbiorców (SF to zdecydowana nisza), do tego takich, którzy znając gatunek potrafią przyjąć- w większości- wszystko z dystansem?
Adek
Użytkownik
#253 - Wysłana: 11 Lis 2014 15:21:56 - Edytowany przez: Adek
Odpowiedz 
Madame Picard:
Generalnie SF jest z założenia wydumana . Z tym, że może być np. metaforą prawdziwego świata, może być odskocznią, przedstawiać optymistycznie przyszłość (i w tym celuje trek), może też być eksperymentem myślowym

Dlatego sci-fi się po to ogląda żeby oderwać się od życia codziennego i zagłębić się w świat fantazji. Skoro SF jak powiedziałaś jest wydumana to chyba mija się z celem jej przesadne krytykowanie. Jeden lubi jedno SF a drugi inne i nie ma chyba o co kruszyć kopii. Zwłaszcza jak jeden z rozmówców kompletnie nie wie o czym rozmawia jeśli czegoś nie oglądał hehe. No chyba, że się oglądało to wtedy można się z kimś spierać na jakieś argumenty dotyczące serialu.

Q__:
Tylko wiesz, gdyby tak zwracać uwagę na wszelkie niedoskonałości Treka, to by się go wcale nie oglądało. Nie oszukujmy się tam mało kto potrafi grać (no, z wyjątkiem Stewarta, m.in.), a i F/X - dziś - nie powalają.

Dokładnie tak jest. Zobaczmy jak miejscami marnych lotów jest aktorstwo w treku. Czasem jakiś odcinek wypełniają postaci drugoplanowe aby zapchać jakoś minutami akcję. Ja np średnio trawię tzw. odcinki wspominkowe. Ostatnio w "Gliniarzu i prokuratorze" oglądałem taki typowy odcinek wspominkowy. Jake Styles leciał postrzelony w brzuch samolotem i gdy tracił przytomność śniły mu się zeszłe odcinki. W treku taka składanka też chyba miewała miejsce. Potem Jake wylądował z pomocą McCaba, Wszyscy się ucieszyli i uścisnęli sobie dłonie. No REWELACJA po prostu hehe. Odcinek jednak z początku zapowiadał się fajnie. Jake leci z pewnym pilotem samolotem, którego wieża na ziemii (jego kumple spod ciemnej gwiazdy) ostrzegają go do słuchawki, że obok niego w samolocie leci gliniarz z biura prokuratora no i się potem zaczęło... ale tempo dość szybko opadło i odcinek ogólnie był nudny.
Guauld
Użytkownik
#254 - Wysłana: 11 Lis 2014 15:32:29 - Edytowany przez: Guauld
Odpowiedz 
Adek:
W treku taka składanka też chyba miewała miejsce.

Shades of Grey, jedyny odcinek TNG, którego nie byłem w stanie obejrzeć w całości. Nie dość, że kompletne dno, to do tego zakończenie sezonu. Nie wiem kto za to odpowiadał (nie powiem, że konkretnie scenarzysta, bo historii za tym nie znam), ale naprawdę powinien za to stracić pracę...

I to samo film nBSG Plan, będący zlepkiem scen z serialu + dokręcono kilka minut filmu, stworzony czysto w celach zarobkowych, jadąc na marce.
Mav
Użytkownik
#255 - Wysłana: 11 Lis 2014 15:57:14 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Madame Picard:
Ale historia o tym, że grupka ludzi stłoczona na małej przestrzeni,
walcząca o przetrwanie i żyjąca w nieustannym strachu przed wrogiem będzie zachowywać się brutalnie, agresywnie i nieobliczalnie, jest banalna że aż zęby bolą.

Jeśli taka historia jest banalna, to co powiedzieć o VOY'u, który w gruncie rzeczy także pokazuje "grupkę ludzi stłoczoną na małej przestrzeni,
walczącą o przetrwanie i żyjącą w nieustannym strachu przed wrogiem", a wesoło tam i cukierkowo, nawet Borg nie potrafi zarysować Voyagera VOY jest naiwny do bólu, wyjściowa historia nie ma żadnego logicznego przełożenia dla ogółu serialu. Ale jeśli ktoś lubi taki mało realistyczny, cukierkowy klimat to OK. Akurat to nie stanowi dla mnie jakiegoś problemu tego serialu, są to raczej inne rzeczy.

Madame Picard:
Tak, to rzeczywiście żywotny i najpilniejszy problem, z którym zmaga się ludzkość . Absolutnie nie ma tu nic wydumanego

Nigdzie nie napisałem, że to jakiś najpilniejszy problem Napisałem, że właśnie dzięki tej konwencji serialu, czyli floty okrętów kosmicznych uciekających przed wrogimi maszynami, nBSG ukazuje temat około wojenny z innej perspektywy. To Ty się uparłaś na jakieś nazywanie SF wydumanymi historiami... co jest własnie banalne. To tak jakby mieć pretensje do komedii, że zajmuje się humorem

Madame Picard:
Ty naprawdę taką wiedzę o ludziach zdobywasz z seriali typu nBSG?

Zdobywam wiedzie o ludziach ze wszystkich możliwych źródeł, a nBSG jako przedstawiciel sztuki filmowej jest pewną ciekawostką na ten temat, może prowokować do pewnych przemyśleń. Znowu Twoja argumentacja jest dosyć dziwna, bo skoro dziwisz się, że coś wartościowego wyciągam z serialu, czy filmu, to znaczy, że dla Ciebie filmy/seriale to pusta rozrywka? I tylko filmy na faktach, czy opierające się na prawdziwych wydarzeniach mogą mieć jakiś sens i nieść pewną mądrość, a reszta to bezwartościowe bzdury? Jednym słowem, dla Ciebie SF to tylko wydumane bzdury nadające się tylko na pustą rozrywkę?
Q__
Moderator
#256 - Wysłana: 11 Lis 2014 16:40:45 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Guauld

Guauld:
I to samo film nBSG Plan, będący zlepkiem scen z serialu + dokręcono kilka minut filmu, stworzony czysto w celach zarobkowych, jadąc na marce.

Miał jedną zaletę - porządkował fabułę serialu. I jedną wadę - pokazywał jak bardzo jest in toto kretyńska, bo (jak wiemy) powstawała bez, nomen omen, planu.

(Co nie zmienia faktu, że zalety nBSG doceniam mimo to. Ba, pierwszy sezon uważam za wybitny.)
Madame Picard
Moderator
#257 - Wysłana: 11 Lis 2014 17:20:01 - Edytowany przez: Madame Picard
Odpowiedz 
Guauld:
Czy faktycznie można coś takiego powiedzieć o serialu, który z góry ma znacznie ograniczoną liczbę odbiorców (SF to zdecydowana nisza), do tego takich, którzy znając gatunek potrafią przyjąć- w większości- wszystko z dystansem?

Czy przeczytałeś moją wypowiedź? Napisałam, że od nBSG świat się nie zawali, ale pokazywanie dręczenia ludzi jako fajną rozrywkę jest moim zdaniem niebezpieczne, bo znieczula na cierpienie (nie odnoszę tego do Ciebie, ani do żadnego widza osobiście, wskazuję na pewną społeczną tendencję). To jest zresztą dłuższy temat, bo dotykamy tutaj problemu, czy przemoc na ekranie przekłada się na zwiększenie stopnia przemocy w realnym życiu, i, o ile mi wiadomo na podstawie badań społecznych, to tak, przekłada się.

Mav:
to co powiedzieć o VOY'u, który w gruncie rzeczy także pokazuje "grupkę ludzi stłoczoną na małej przestrzeni,
walczącą o przetrwanie i żyjącą w nieustannym strachu przed wrogiem", a wesoło tam i cukierkowo

VOY nie ma ambicji wykładania jakichś uniwersalnych prawd o ludziach. VOY to fiction, bajka, jak zresztą cały trek. Zarzucanie mu, że jest nierealistyczny, to jak zarzucanie bajce o Czerwonym Kapturku, że babcia żyje nadal po zjedzeniu przez wilka.

Mav:
To Ty się uparłaś na jakieś nazywanie SF wydumanymi historiami...

Nie uważam całego SF za wydumane historie (zauważyłeś uśmieszek po mojej wypowiedzi? chodzi mi o to, że SF przedstawia historie, które są wymyślone, dalekie od rzeczywistości, to nie jest zarzut, to jest fakt, który można różnie oceniać). Przeciwnie, uważam, że opowieści SF niekiedy mogą być bardzo nośne i przekazywać wiele mądrych treści. Ale akurat historia o ucieczce przed robotami jest wydumana i naprawdę nie pokazuje nic odkrywczego (a to, że te swoje banały topi w nieszczęściach, to już uważam za poważniejszy problem).

I taka prośba do wszystkich: jeśli chcecie ze mną polemizować, to proszę, czytajcie to, co napisałam. Bo tak to czasem niestety wychodzi na to, że nie dyskutujecie z moimi wypowiedziami, tylko z własnymi wyobrażeniami na ten temat.
Q__
Moderator
#258 - Wysłana: 11 Lis 2014 18:11:08
Odpowiedz 
Madame Picard

Madame Picard:
VOY nie ma ambicji wykładania jakichś uniwersalnych prawd o ludziach. VOY to fiction, bajka, jak zresztą cały trek.

Zaraz... jesteś pewna, że cały Trek nie ma takich ambicji, czy konkretnie dotyczy to VOY?
Mav
Użytkownik
#259 - Wysłana: 11 Lis 2014 18:27:39
Odpowiedz 
Madame Picard:
VOY nie ma ambicji wykładania jakichś uniwersalnych prawd o ludziach. VOY to fiction, bajka, jak zresztą cały trek. Zarzucanie mu, że jest nierealistyczny, to jak zarzucanie bajce o Czerwonym Kapturku, że babcia żyje nadal po zjedzeniu przez wilka.

Nie wiem, co jest gorsze, zarzucanie Voyagerowi, że jest mało realistyczny, zbyt cukierkowy jak na główne założenie fabularne, czy zarzucanie nBSG, że jest zbyt psychologicznie realistyczna, że nie ucieka o ciężkich tematów?

Madame Picard:
Ale akurat historia o ucieczce przed robotami jest wydumana i naprawdę nie pokazuje nic odkrywczego (

Pierwsza część Terminatora to ucieczka przed robotem. Film z miejsca stał się kultowym. Jest to niegłupi thriller, który niejako stworzył gatunek filmowy zwany Tech-Noir, czyli opowiadający czarną stronę rozwoju technologicznego, w co wpisuje sie nBSG. Dla Ciebie za pewne Terminator jest zbyt brutalny i spodoba sie tylko ludziom, którzy mają problem z psychiką, bo lubią brutalność, przemoc, gwałty itd.

A nie pomyślałaś, że tak jak w Terminatorze, tak i w nBSG zawsze na przeciw temu złu wychodzi dobro? Ktoś chce zgwłacić Cylonke, ale ktoś się temu przeciwstawia, bo to jest złe i takie jest przesłanie. Żeby ukazać dobro, trzeba podjąć temat zła, aby te dobro mogło z nim kontrastować. Przemoc w takich filmach nie jest dla uciechy sadystycznego widza, tylko jako ważna cześć większej całości, która tak naprawdę reprezentuje dobro, a nie zło.
Adek
Użytkownik
#260 - Wysłana: 11 Lis 2014 19:01:18 - Edytowany przez: Adek
Odpowiedz 
Madame Picard:
I taka prośba do wszystkich: jeśli chcecie ze mną polemizować, to proszę, czytajcie to, co napisałam. Bo tak to czasem niestety wychodzi na to, że nie dyskutujecie z moimi wypowiedziami, tylko z własnymi wyobrażeniami na ten temat.

Myślę, ze każdy zrozumiał po polsku co Madame napisałaś. Wg mojego arbitrażu z pozycji sędziego obserwatora przegrywasz z Mavem narazie tę polemikę słowną. Bardziej niestety (bo cię lubię tak samo jak kiedyś) przekonują mnie argumenty Mava choć co do jednego się z Mavem nie zgodzę. Voyager nie jest wcale taki beznadziejny i bezmyślny bo jednak było w nim naprawdę sporo dobrych odcinków. Choć szczerze mówiąc do połowy 3 sezonu (za wyjątkiem pilota oraz odcinka o 37-ych) serial ten mnie nudził. Potem jak oglądałem DS9 czy nawet Enterprise z Archerem to nawet ten ostatni wydawał mi się bardziej interesujący niż Voy.

Q__:
Madame Picard:
VOY nie ma ambicji wykładania jakichś uniwersalnych prawd o ludziach. VOY to fiction, bajka, jak zresztą cały trek.

Zaraz... jesteś pewna, że cały Trek nie ma takich ambicji

Trek jak najbardziej takie ambicje posiada. Chyba nawet Voy z wątkiem 7 z 9, że kapitan Janeway jej pokazała, że można odzyskać swoje człowieczeństwo przechodząc nawet przez najgorsze piekło przez jakie przeszła 7.
Madame Picard
Moderator
#261 - Wysłana: 11 Lis 2014 19:10:35 - Edytowany przez: Madame Picard
Odpowiedz 
Q__:
jesteś pewna, że cały Trek nie ma takich ambicji, czy konkretnie dotyczy to VOY?

Chodziło mi o optymistyczne przesłanie treka, które lubię i uważam za pozytywne.

Mav:
Nie wiem, co jest gorsze, zarzucanie Voyagerowi, że jest mało realistyczny, zbyt cukierkowy jak na główne założenie fabularne, czy zarzucanie nBSG, że jest zbyt psychologicznie realistyczna, że nie ucieka o ciężkich tematów?

Nierealistyczne reakcje w odpowiedzi na nierealistyczną sytuację są moim zdaniem bardziej na miejscu niż realistyczne reakcje na nierealistyczną sytuację .

Mav:
Dla Ciebie za pewne Terminator jest zbyt brutalny

Ale bądź tak miły i dyskutuj z tym co napisałam, a nie z tym, co Ci się wydaje. Terminatora nie widziałam (i prawdę mówiąc, nie zamierzam), więc nie wiem, "jaki jest dla mnie".

Mav:
A nie pomyślałaś, że tak jak w Terminatorze, tak i w nBSG zawsze na przeciw temu złu wychodzi dobro?

Pomyślałam, tym bardziej, że kiedyś wspominał mi o tym Pah Wraith. Z tym, że nie przekonywało mnie to, bo tego mroku było za dużo, a dobro było jakieś takie niemrawe i cherlawe. No ale to już rzeczywiście kwestia moich odczuć.
Mav
Użytkownik
#262 - Wysłana: 11 Lis 2014 19:34:41 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Madame Picard:
Nierealistyczne reakcje w odpowiedzi na nierealistyczną sytuację są moim zdaniem bardziej na miejscu niż realistyczne reakcje na nierealistyczną sytuację

Z tym także się zgodzić nie mogę SF z reguły polega na tym, że wrzuca ludzi w sytuacje nierealistyczną z naszego punktu widzenia, czy to ze względu na poziom rozwoju technologicznego, czy też w wyniku pewnej anomalii (np. skoki w czasie) i cały sensem tych historii jest właśnie realistyczne oddanie całej reszty. Bo jeśli wszystko popada w brak jakiegokolwiek realizmu, to co z tego zostaje?

Madame Picard:
Ale bądź tak miły i dyskutuj z tym co napisałam, a nie z tym, co Ci się wydaje. Terminatora nie widziałam (i prawdę mówiąc, nie zamierzam), więc nie wiem, "jaki jest dla mnie".


Skoro nBSG jest dla Ciebie brutalne i niejako bez sensu, to i brutalny Terminator nie powinien Ci się podobać - tak podpowiada logika. A skoro do dziś nie widziałaś tego kultowego filmu z 1984 roku, to niejako to potwierdza, że mam rację

Madame Picard:
Z tym, że nie przekonywało mnie to, bo tego mroku było za dużo, a dobro było jakieś takie niemrawe i cherlawe. No ale to już rzeczywiście kwestia moich odczuć.

No i dobrze. Mroku jest tam dla Ciebie zbyt dużo, ale to kwestia Twoich odczuć, a nie wina stricte jakości fabularnej tego serialu i to chciałem od początku zaznaczyć
Q__
Moderator
#263 - Wysłana: 11 Lis 2014 19:38:53
Odpowiedz 
Adek

Adek:
przechodząc nawet przez najgorsze piekło przez jakie przeszła 7.

Tylko, że to nie jest takie proste... Z perspektywy Seven to co przeszła, to niekoniecznie było piekło, raczej świat jaki znała, w którym dorastała...
Zauważ jak bardzo - i ile razy - zdarzało jej się potem tęsknić do Kolektywu...

Madame Picard

Madame Picard:
Chodziło mi o optymistyczne przesłanie treka, które lubię i uważam za pozytywne.

A czy uważasz je również za realistyczne... choć trochę? Bo to co napisałaś sugerowało, że dokładnie na odwrót, że choć lubisz przesłanie ST, gotowa jesteś włożyć je między wesołe, durnawe, bajeczki...

BTW. nie wiem czy chciało Ci się przeczytać tekst o VOY, o którym wspominałem, ale - będę nudny - ciekaw jestem na ile recepcja rzeczonej serii jego autora pokrywa się z Twoją...
Adek
Użytkownik
#264 - Wysłana: 11 Lis 2014 19:51:04 - Edytowany przez: Adek
Odpowiedz 
Q__:
Z perspektywy Seven to co przeszła, to niekoniecznie było piekło, raczej świat jaki znała, w którym dorastała...
Zauważ jak bardzo - i ile razy - zdarzało jej się potem tęsknić do Kolektywu...


Z początku może i ciągnęło wilka do lasu bo 7 nie mogła się przestawić na bycie jednostką bo zwyczajnie mentalnie dalej była Borgiem pomimo przywrócenia jej przez Doktora ludzkiej powłoki ale z czasem jak 7 nawiązała przyjaźnie na Voyagerze to zawsze starała się walczyć z Królową np podczas odcinków, w których Voyager chciał przeprowadzić coś na wzór "napadu na bank" i ukraść z jednego z sześcianów napęd Transwarp. 7 dlatego została na pokładzie okrętu Borga bo wcześniej Królowa jej zagroziła, że jeżeli 7 nie wróci z własnej woli to cała załoga Voyagera zostanie zasymilowana. A widać bardzo zależało jej na znajomych oraz na kapitan Janeway, którą traktowała jako wzór do naśladowania w swoim dążeniu do człowieczeństwa. Pod koniec serialu zakochała się nawet w Chakotayu. O ile wcześniej masz rację, że 7 nie zdawał sobie sprawy ze swoich zbrodni o tyle kiedy odzyskała ludzką część to uświadomiła sobie dopiero jakich czynów dopuściła się na wielu istotach podczas bycia Borgiem a najdobitniej nie mogła przebaczyć Królowej i Kolektywowi faktu, że zasymilował jej rodziców a jej jako małej dziewczynce Kolektyw zburzył szczęśliwe dzieciństwo.
Nawet był taki odcinek, w którym 7 musiała przeprowadzić Voyagera wespół z Doktorem przez toksyczną mgławicę. Z czasem jednak emitery Doktora się popsuły, w tym i przenośny i Doktor się wyłączył a 7 została sama. Po niesamowitych przygodach tego odcinka i po potyczce z tajemniczym prześladowcą 7 udało się wyprowadzić Voyagera "na spokojne wody". Przekierowała nawet podtrzymywanie życia do napędu Warp w wyniku czego z niedotlenienia straciłą przytomność. Kiedy po opuszczeniu mgławicy naprawiony Doktor ją obudził to kapitan powiedziała 7, że jest z niej bardzo dumna! Po pewnym czasie 7 poszła do okrętowej stołówki aby posiedzieć trochę z przyjaciółmi bo jak przyznała podczas prawie miesięcznej podróży w pojedynkę (bo Doktor popsuł się w międzyczasie) poczuła się bardzo samotna. A raczej jako Borg nie powinna odczuwać takich dysonansów ale jako człowiek i owszem.
Tak więc częściowo się z tobą nie zgadzam ale też i częściowo zgadzam.
Q__
Moderator
#265 - Wysłana: 11 Lis 2014 22:57:14 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Adek

Adek:
Tak więc częściowo się z tobą nie zgadzam ale też i częściowo zgadzam.

A, bo to jest właśnie tak dwuznacznie przedstawione i w tym zniuansowaniu cała siła tego wątku.

Niemniej tym razem ja się częściowo zgodzę, a częściowo nie zgodzę. Weźmy np. to zdanie:

Adek:
poczuła się bardzo samotna. A raczej jako Borg nie powinna odczuwać takich dysonansów ale jako człowiek i owszem.

Zdaje mi się, że nie masz racji. Samotność jest stanem dalece mniej znanym dronie Borg niż człowiekowi, nawet wychowanemu w UFP. Więc logiczne jest, że Seven powinna przeżywać ją tym dotkliwiej. (Inna rzecz, że za przeżywaniem nie musi iść typowa ludzka ekspresja związanych z tym emocji, w końcu życie w Kolektywie rozwojowi emocjonalności nie sprzyjało.)

(Skądinąd Jeri Taylor, scenarzystka "One" - bo o tym odcinku chyba mówiłeś - jasno to, oddajmy jej tę sprawiedliwość, podkreślała.)

Madame Picard

Skoro mówiliśmy o psuciu się logiki postępowania postaci od piątego sezonu warto jeszcze dodać, że wraz z sezonem czwartym zakończyła się również producencka kariera ledwo wspomnianej Jeri Taylor, której wkład w tworzenie fundamentów VOY był bodaj większy nawet niż Pillera.
Potem napisała tylko jeden scenariusz - "Nothing Human" z początków piątego sezonu - i musiała robić dobrą minę do złej gry w - znanej z braku realnych możliwości wpływu na kształt serii - roli creative consultanta.
Zastąpił ją Braga.

ps. Tak nawiasem mówiąc mamy na forum od dawna topic o wyższości VOY nad nBSG i na odwyrtkę, sam zakładałem:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=5&topic=2650
Może warto tam przenieść pewne wątki dyskusji rozbudowując jeszcze argumentację (bo obie te serie na planie koncepcyjnym mają wielkie zalety, a na planie realizacyjnym wady wielkie jak mikrob z " The Immunity Syndrome"; a jednocześnie tak odmiennie realizują ten sam - starszy od nich obu - schemat, że porównanie ich zawsze wypadnie b. interesująco... zwł. gdy się pamięta, że to seria o przygodach Kaśki i jej załogi zrodziła opowieść o "Huskerze", Roslin i Gaiusie, oraz całej reszcie), a tu skupić się na samym VOY?
Blackfire
Użytkownik
#266 - Wysłana: 11 Lis 2014 23:52:03
Odpowiedz 
Ja właśnie jestem po pierwszy odcinku Voyagera. Jest to moje drugie zetknięcie się z uniwersum Star Trek, właściwie to trzecie, ale nie wiem czy grę Star Trek Online można zaliczyć, pewnie tak, w każdym razie oprócz tego odcinka kilka dobrych lat temu widziałem jedynie pierwszą serię i odpadłem jakoś po czwartym odcinku. Czy coś powinienem nadrobić zanim zabiorę się do reszty odcinków Voyagera? Pierwszy zrozumiałem w pełni, a przynajmniej tak mi się wydaje, ale jeśli jest coś co pozwoliłoby mi w pełni doznać całej tej serii to proszę o podrzucenie tego co mam do nadrobienia. Pozdrawiam!
Queerbot
Użytkownik
#267 - Wysłana: 12 Lis 2014 00:11:44 - Edytowany przez: Queerbot
Odpowiedz 
Blackfire:
Czy coś powinienem nadrobić zanim zabiorę się do reszty odcinków Voyagera?

Teoretycznie możesz nadrobić wszystkie poprzednie serie, bo pojawiają się różne elementy z nich, ale praktycznie chyba nie musisz tego robić, jeśli nie masz ochoty.

Madame Picard:
dotykamy tutaj problemu, czy przemoc na ekranie przekłada się na zwiększenie stopnia przemocy w realnym życiu, i, o ile mi wiadomo na podstawie badań społecznych, to tak, przekłada się.

Dziwne z tymi badaniami nad wpływem przemocy w filmach, grach itp na przemoc na ulicach. Jak to się w takim dzieje, że 100, 200, 300, 50! lat temu, kiedy filmów nie było w ogóle (albo znacznie mniej), przemoc i brutalność były na porządku dziennym (głodzenie, zabijanie, maltretowanie, porywanie, wyniszczanie niewolniczą pracą, bicie, odmawianie praw, przemoc symboliczna, podziały klasowe, jawna niesprawiedliwość, brutalne sądownictwo oparte na pijanych sędziach itp - to tylko niektóre przykłady przemocy z przeszłości), a dzisiaj kiedy te filmy mamy, to jakoś w porównaniu z przeszłością poziom codziennej przemocy doznawanej przez osobę (nawet przez zwierzęta!) bardzo spadł?

Myślę, że sedno jest następujące. W Oświeceniu da się wyróżnić dwa wyraźne trendy. Jeden projektował idealistyczne wizje (ale nie tylko wizje, były próby ich realizowania) jak powinno być, drugi natomiast pokazywał (czasem za pomocą hiperboli) stan rzeczy. Markiz de Sade nie był wariatem zachęcającym do zbrodni seksualnych, był demaskatorem; pokazywał czarną stronę ludzkiej duszy, która była pudrowana przez pomysły idealistów i utopistów. Taka jest moim zdaniem różnica między VOY (i zasadniczo większością Star Treka) a nBSG. Obie formy literackie były, są i będą; są tak samo uprawnione. Do dyskusji można poddać której się przychylamy, która wydaje się nam trafniejsza itd. Obie natomiast mówią coś o ludziach.
Q__
Moderator
#268 - Wysłana: 12 Lis 2014 00:21:56 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Queerbot

Queerbot:
Myślę, że sedno jest następujące. W Oświeceniu da się wyróżnić dwa wyraźne trendy. Jeden projektował idealistyczne wizje (ale nie tylko wizje, były próby ich realizowania) jak powinno być, drugi natomiast pokazywał (czasem za pomocą hiperboli) stan rzeczy. Markiz de Sade nie był wariatem zachęcającym do zbrodni seksualnych, był demaskatorem; pokazywał czarną stronę ludzkiej duszy, która była pudrowana przez pomysły idealistów i utopistów. Taka jest moim zdaniem różnica między VOY (i zasadniczo większością Star Treka) a nBSG.

W sumie piszesz to, co powiedział swego czasu sam Ron Moore, rozwodząc się o komplementarności nBSG i Treka. nBSG traktowała jego zdaniem o tym jacy ludzie byli i są, Trek (a więc i VOY) o tym jacy mogą - i powinni - się stać. (Wiem, pisałem już o tym....)
Dodajesz temu "tylko" szerszy kontekst historyczny odwołując się do tradycji intelektualnej, która - owszem - jest również dalekim, albo i nie tak dalekim, przodkiem SF.
Adek
Użytkownik
#269 - Wysłana: 12 Lis 2014 01:16:12 - Edytowany przez: Adek
Odpowiedz 
Q__:
Zdaje mi się, że nie masz racji. Samotność jest stanem dalece mniej znanym dronie Borg niż człowiekowi

TWOIM zdaniem nie mam racji ale moim mam. Napisałem się nie bez kozery tyle zdań i uważam święcie przekonany, że trudno w taki sposób obalić moje argumenty w jaki to czynisz. Są dla mnie za słabe. Ale kwestia gustu. W każdym razie nie zgodzimy się ze sobą do końca. Poza tym 7 będąc częścią Kolektywu nie patrzyła w ten sposób żeby mieć FUN i towarzystwo. Wykonywała niczym perfekcyjnie skalibrowana maszyna swoje obowiązki. Żaden Borg nie szedł po pracy chlapnąć sobie piwko. Ona nie myślała wtedy jak człowiek i nie odczuwała żadnych uczuć w związku z tym i z tego punktu widzenia samotność była jej obojętna. Dopiero jako człowiek zaczęła odczuwać te doznania. Nie znała takiego pojęcia jak samotność. Czasem drona odłączana od Kolektywu czuła przeraźliwy ból ale nie z tego względu, że tęskniła za innymi ale wspólne łącze stanowiło dla nich coś na wzór wspólnego krwiobiegu i słyszenia myśli innych. Może jako drona nie odczuwała samotności ale nie powiesz mi, że się przysiadła do stolika przyjaciół żeby tylko sobie wypić herbatkę. Mogła uczynić to w pojedynkę. Jednak samotna podróż przez miech dała jej w kość a na dodatek była zestresowana po tej historii z tajemniczym obcym. Był czy go nie było? Gdyby 7 była na pokładzie jako Borg a nie już człowiek wtedy zapewne nic by ją nie wzruszało jak wcześniej ale jednak przeżyła jakiś stres i poczuła się samotna po tym zdarzeniu jako istota ludzka a nie jako Borg I tyle.

Madame Picard:
Nierealistyczne reakcje w odpowiedzi na nierealistyczną sytuację są moim zdaniem bardziej na miejscu niż realistyczne reakcje na nierealistyczną sytuację .

O matko jakie masło maślane. Na studiach na logice, którą mieliśmy przez jeden semestr rozpracowywaliśmy takie zdanka wg szablonów i wzorów w stylu: "Jeśli A jest prawdziwe to B nie może być prawdziwe bo nie wynika z A" i ogólnie coś w tym stylu. Dziś już bm chyba nie potrafił bawić się w te rebusy słowne. No chyba żebym zajrzał znowu do starego zeszytu lub książki.
Q__
Moderator
#270 - Wysłana: 12 Lis 2014 02:20:51 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Adek

Adek:
Czasem drona odłączana od Kolektywu czuła przeraźliwy ból ale nie z tego względu, że tęskniła za innymi ale wspólne łącze stanowiło dla nich coś na wzór wspólnego krwiobiegu i słyszenia myśli innych. I tyle.

Czekaj, zdaje mi się, że niby zauważasz ten element, a jednak go lekceważysz... Zobacz - to dzielenie myśli, ta wszechobecność innych dron, której zniknięcie powoduje wręcz fizyczny ból... To wszystko jest totalnym przeciwieństwem samotności. Jasne, Seven nie wiedziała będąc w Kolektywie, że jest nie-samotna, tak jak może sporo ludzi (czy małpoludów) nie wiedziało przez sporo stuleci, że oddycha powietrzem, ale tak jak wystarczy komuś na parę sekund (nie za dużo, bo skutki byłyby zbyt ostateczne) odciąć dopływ powietrza, by wiedział jak mu jest ono potrzebne do życia, tak samo pewien jestem, że przez pierwszych kilka sekund odłączenia od kolektywu Seven nauczyła się o samotności więcej, niż może się nauczyć o niej którykolwiek z nas.
To, że długo nie umiała tych swoich odczuć nazwać i zrozumieć to inna rzecz. W końcu jej borgowy umysł nie znał - o ile wiemy - pojęcia samotności. Choć... nie jestem pewien. Jeśli Kolektyw ma jakiś system etyczny, jakąś wyznawaną metafizykę (nie do końca go o to posądzam, ale też w pełni tego nie wykluczam) to nie zdziwiłbym się gdyby się okazało, że centralnym Złem tego systemu jest właśnie samotność (tuż obok indywidualizmu)*.
Owszem, Kolektyw - i jego drony - może sobie lekceważyć emocjonalną stronę samotności, bo... ona mu nie zagraża. Nie potrzebuje też wspólnego picia piwa przez człony Unimatryc, ani kolektywnego klepania się po plecach, te formy towarzyskie są doprawdy irrelevant skoro cały czas dzieli się myśli. Potrzebujemy ich my, którzy myśli nie dzielimy, musimy nadrabiać gestem.

* Tu zresztą trzeba oddać głos HG z AND (owszem, jest on niekanoniczny), bo to chyba jedyny przedstawiciel Kolektywu, który dzielił się z załogą poglądami, zamiast od razu uszczęśliwiać przez asymilację (pewnie dlatego, że do jego czasów Kolektyw postawił na maszynowość, biologię spisując w sumie na straty). Posłuchajmy go: "We seek consensus and understanding". VX, jedna z istotniejszych części Kolektywu (zwanego też Kosnensusem) dodaje: "You see. That's why the Consensus is superior. When we require intelligent decisions, millions or even billions of component parts network with each other.". A potrafi też kusić: "You are too powerful, too beautiful, to remain alone." - kto wie co by się działo, gdyby stary TNGowsko/VOYowy Kolektyw zaczynał z tej nuty zamiast zawodzić "Resistance is futile!"? Albo gdyby zachęcał do ulegnięcia asymilacji słowami HG: "Greetings, fellow parts, forgotten ones, outcasts. Once, each of you served a function, had a purpose."...

Obawiam się, że nie do końca ogarniasz czym Borg różni się od nas. Widzisz fasadową Obcość, za mało zastanawiasz się, co się za nią kryje.
 Strona:  ««  1  2  3  ...  7  8  9  10  11  12  13  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / Voyager

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!