USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / Która postać była największą pomyłką ST a która najlepiej wykreowaną ?
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  ...  8  9  10  11  12  »» 
Autor Wiadomość
Qubiczny
Użytkownik
#61 - Wysłana: 19 Mar 2010 09:56:39
Odpowiedz 
Seybr

Nie sądzę, żebyś prawidłowo zrozumiał to, co pisałem.
Seybr
Użytkownik
#62 - Wysłana: 19 Mar 2010 10:04:17
Odpowiedz 
Qubiczny

Ja napisałem, odnoszę wrażenie a nie sądzę. Prubujesz udowodnic coś, z czym ja się nie zgadzam.
4_z_Szesciopaka
Użytkownik
#63 - Wysłana: 19 Mar 2010 16:01:19
Odpowiedz 
Qubiczny
Qubiczny:
Resentymenty? Resentyment: http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2574063
Bo nie wiem, czy to miałeś na myśli, a odcinka po nazwie nie kojarzę.

O ten:
http://memory-alpha.org/en/wiki/Badda-Bing%2C_Badd a-Bang_%28episode%29

Polecam zwłaszcza drugi cytat. Zapoznałem się z podanym przez Ciebie linkiem by się upewnić, że nie strzeliłem jakiegoś babola. Jeśli postawa (początkowa) Sisco nie jest jak w pysk strzelił do przytoczonej definicji to już nie wiem co jest.

Qubiczny:
Dziwię się, że w ogóle pytasz. Kumplowski stosunek do syna, typowo afroamerykańskie droczenie się z żoną przy posiłku, typowy rodzaj żartu, noszenie się z półmiskami, brakuje jeszcze tego, żeby siedział przy stole, przeglądał od niechcenia gazetę, żona krzątała się za plecami i rzucała zadziorne teksty na które równie zadziornie by odpowiadał, a młody Sisko dosypywał sobie płatków do mleka, szykując się do szkoły.

W mordę: Właśnie mi uświadomiłeś, ze na oko 40-50 % moich znajomych to czarni. Wynika z tego, że chyba ja jestem trochę też! (Dobrze chociaż, że mam pracę, nie mam broni i nie słucham rapu bo stąd chyba tylko krok do bycia nigga).
Zupełnie bym się nie spodziewał.

Jesli chodzi o Picarda jedyne co kojarzę to jego śniadanko z [wink,wink] dr Crusher- atmosfera tak podniosła, że bakłażan taki jak ja by wrzodów chyba dostał. Oh wait: Picard u brata:była tam i żona i syn i zadziorności i wszystko to co wymieniłeś: konkluzja zatrważająca- chyba oni (rodzina picarda) też są czarni.

Tylko jeśli brat Picarda jest czarny to sam Picard...

Qubiczny:
Nie - dotyczyła przede wszystkim zdolności Picarda do działania przeciwko Jem'Hadar. Nie wmawiaj mi czegoś.

Gubię się trochę. Napisałeś,że Sisco moralnie i intelektualnie jest niżej niż Picard.

Qubiczny:
Te jednak o których pisałeś, aż biją w oczy głupotą scenarzystów i niezgodnością z jego - ustalonym w większości pozostałych odcinków - charakterem.

Zakładam, że częściowo masz rację. Ale to nie zmienia faktu, że Sisco musi się tłumaczyć "sam" ze swoich uczynków, a Picard nie bo odium przyjmują na klatę głupi scenarzyści. Nie wydaje mi się to uczciwe.
Qubiczny
Użytkownik
#64 - Wysłana: 19 Mar 2010 16:06:03 - Edytowany przez: Qubiczny
Odpowiedz 
Seybr:
Kumplowski stosunek to coś cennego. Masz coś przeciwko temu ?

A napisałem tak gdzieś?

Seybr:
Oj zawiało mi sterotypem, a może rasizmem :P.

Stereotypem, który możesz ujrzeć w co drugim amerykańskim filmie i... w DS9.

Seybr:
Ta, tz. scenarzysci z DS 9 są lepsi ? Ten argumen najwidoczniej nie tylko misię nie podoba. Picard bez skazy, winni są panowie od scenariusza, a Sisko jest winny (kara zakuc w dyby).

Wolę TNG, ale prawdą jest - i nie ma tu co ukrywać - że takie kwiatki jakie potrafili czasami zasadzić scenarzyści TNG, to w DS9, o ile pamiętam, się nie zdarzają. To nie jest żaden mój wymysł: celowo przypomniałem krytyczną kategorię "zachowania/grania itp. poza postacią", ażeby przypomnieć tym, którzy gotowi zaraz ogłaszać manipulację, że możliwość takiego scenariuszowego błędu istnieje, jest znana i nie ma powodu od razu uważać, że jest wymysłem.

Od kiedy pamiętam swoją przygodę z TNG zawsze kwestie Pierwszej Dyrektywy mnie irytowały, ponieważ - szczególnie z początku - scenarzyści zrobili z tej dyrektywy jakieś zbrodnicze kuriozum, i kazali go bronić do ostatniej kropli krwi Picardowi, który w każdym innym wypadku myślał o analogicznych sprawach w odwrotny sposób. Z kolei - w jednym z odcinków - z dyrektywy czasowej, która zbrodnicza nigdy nie była i ma sens, zrobiono coś z czym Picard walczył, kiedy gdzie indziej doskonale rozumiał jej zasadność.

Jeśli to nie są błędy scenariusza, to ja już nie wiem, co nimi jest. Oczywiście: postacie mogą zmieniać zdanie, ale tutaj jest to tak nieprzekonujące, tak wydumane, że jeśli nie boli, to śmieszy.

Seybr:
Sorry ale takich robotów ja nie trawię.

To nie jest robot, to jest człowiek nieszczęśliwy, postać tragiczna. Co do Sisko - żadnego głupka z niego nie robię. Po prostu nie przemawia do mnie takie kalkowanie współczesności, i osobowości, po których nie widać, ażeby były specjalnie czymś szerzej zainteresowane, na wysokich stanowiskach GF.

Co ciekawe - darzę pełną sympatią i zrozumieniem brata Picarda, sławetnego ogrodnika z Akademii, czy - ojca Sisko. Ci ludzie wiedzą czego chcą, są szczerzy w tym co robią, a Sisko jakby zatrzymał się w połowie. Inteligentny? Oczywiście. Ale ni to rozbudzony poznawczo, ni to zamknięty, jakby chciał, ale się wahał, mógł, ale nie do końca. Mam po prostu jakieś nieustanne wrażenie patrząc na tę postać, że jej czegoś brakuje.
Qubiczny
Użytkownik
#65 - Wysłana: 19 Mar 2010 16:47:17 - Edytowany przez: Qubiczny
Odpowiedz 
4_z_Szesciopaka:
Polecam zwłaszcza drugi cytat. Zapoznałem się z podanym przez Ciebie linkiem by się upewnić, że nie strzeliłem jakiegoś babola. Jeśli postawa (początkowa) Sisco nie jest jak w pysk strzelił do przytoczonej definicji to już nie wiem co jest.

Chodzi Ci o ten cytat?

"We cannot ignore the truth about the past."
"Going to Vic's won't make us forget who we are or were we came from. I reminds us that we are no longer bound by any limitations. Except the ones we impose on ourselves."


Więc co też takiego z niego wynika? Bo straciłem tu wątek. Na pewno wynika z niego, że Sisko jednak nie czuł, że zdradza jakieś dziedzictwo. Nie widzę jednak, o co ma chodzić z tym resentymentem.

EDIT: Dobra, przeczytałem pobieżnie opis epizodu i chyba pamiętam o co tam chodziło. Wiesz, ja nie twierdzę, że Sisko popierałby uliczną gangsterkę. Twierdzę, że - mimo, iż sam chyba z tego nie zdaje sobie sprawy - przejawia pewne zachowania z klimatów. Nie tyle zorganizowanej przestępczości, ile z atmosfery "Cześć, psie" tzn. pewnego specyficznego poczucia przynależności do grupy. Oczywiście nie twierdzę, że dzieli ludzi pod względem rasowym, nic z tych rzeczy. Przejawia takie zachowania odnośnie załogi stacji. Powiedziałbym, że jest to coś w rodzaju przeniesienia rytuałów grupowych i specyficznej lojalności nastolatków, w wiek dorosły.

4_z_Szesciopaka:
W mordę: Właśnie mi uświadomiłeś, ze na oko 40-50 % moich znajomych to czarni. Wynika z tego, że chyba ja jestem trochę też! (Dobrze chociaż, że mam pracę, nie mam broni i nie słucham rapu bo stąd chyba tylko krok do bycia nigga).
Zupełnie bym się nie spodziewał.

Nie odwracaj kota ogonem. Doskonale wiesz o czym mówię. Można włączyć pierwszy lepszy film w którym występuje afroamerykańska rodzina, żyjąca najpewniej w jakimś nowo zakupionym domku jednorodzinnym poza centrum, w którym na 99% zobaczysz idealną kalkę takich zachowań.

I nie obchodzi mnie to, że Ty i Twoi kumple również droczycie się z dziewczynami (każdy się droczy), ani czy nosisz się z półmiskami, chodzi o całość estetyczną, sposób w jak to wszystko jest przedstawione i współgra ze sobą, który jest żywcem z takich filmów wyjęty. Bardzo trudno natomiast spotkać coś podobnego dotyczącego białej rodziny.

4_z_Szesciopaka:
Gubię się trochę. Napisałeś,że Sisco moralnie i intelektualnie jest niżej niż Picard.

W jednym zdaniu, kiedy reszta - długiego posta - traktowała o czym innym. Poza tym, dosłownie to napisałem, że jest mniej ogarnięty intelektualnie i moralnie. I zdanie to podtrzymuję.

Już kiedyś ten przykład dawałem - Bush Junior ma wysokie IQ, ale jest mało intelektualnie ogarnięty. Sisko przerasta w swoim ogarnięciu Busha o wiele poziomów, ale do uporządkowania myśli i zakresu przemyśleń Picarda mu jeszcze wiele brakuje.

Podobnie - moralny instynkt Sisko ma w porządku, ale czasami wydaje się jakby uczuciowo motać w sprzecznych racjach, miast jasno problem sprecyzować, podjąć decyzję i żyć świadomie z konsekwencjami. Daje dwuznaczne przyzwolenie na plan Garaka, ażeby zabić senatora, robi to z krzywą miną, cierpi i nie potrafi jakby do końca w sobie uporządkować, tego co zrobił. Oczywiście, to ludzkie zachowanie, ale czy tak powinien zachowywać się dowódca? Poza tym, to jest trochę jak z dzieckiem. Cierpi bardzo widocznie przez jakiś czas, ale potem jakby o tym zapomina. Kiedy - przeciwnie - dorosły często nie daje po sobie poznać cierpienia, podejmuje decyzję, ale pamięć czynu i włożone w jego moralny sens myśli, zachowuje w sobie, dołącza do oceny samego siebie i wniosków na temat życia. Na poziomie intelektualnym. Moim zdaniem to jedna z własności osobowości silnej.

I wcale nie oznacza to, że ten pierwszy jest bardziej ludzki, a ten drugi zimny. Może być zupełnie na odwrót. Szczególnie mężczyźni często tłumią w sobie uczucia. Mówi się, że to niedobrze, że należy je wyładować. Tylko należy pamiętać o jednym: wyładować, zapłakać tzn. w dużej mierze się z nich oczyścić, a to nie zawsze jest dobre. Dla zdrowia - owszem; dla uczciwej oceny samego siebie - już nie zawsze. Dokładnie tak robią dzieci: wyładowują emocje poprzez płacz i zaraz zapominają (chyba, że dotknie je wyjątkowa trauma). Najlepszym wyjściem jest - jak sądzę - dać sobie czas, a następnie intelektualnie je przepracować, świadomie włączyć je w osobiste doświadczenie.

4_z_Szesciopaka:
Zakładam, że częściowo masz rację. Ale to nie zmienia faktu, że Sisco musi się tłumaczyć "sam" ze swoich uczynków, a Picard nie bo odium przyjmują na klatę głupi scenarzyści. Nie wydaje mi się to uczciwe.

Moim zdaniem jest nieuczciwe, że w ogóle pozwala się gryzipiórkom psuć obraz postaci. TNG mogłoby być serialem genialnym, gdyby nie tego typu kwiatki i duża ilość odcinków-zapchajdziur.
Seybr
Użytkownik
#66 - Wysłana: 19 Mar 2010 17:42:16
Odpowiedz 
Qubiczny:
A napisałem tak gdzieś?

Zadałem pytanie kolego ;].

Qubiczny:
Wolę TNG, ale prawdą jest - i nie ma tu co ukrywać - że takie kwiatki jakie potrafili czasami zasadzić scenarzyści TNG, to w DS9, o ile pamiętam, się nie zdarzają.

Ja wiolę DS9, pomijam iż jest parę mocnych buraków w DS9

Qubiczny:
To nie jest robot, to jest człowiek nieszczęśliwy, postać tragiczna.

No to Sisko jest męczennikiem.
Stracił żonę, dzięki Borg. Picard miał w tym mały wkład, choć nie chciał. Wychowywał sam syna, poświęcił się dla Bajo, ludności. No normalnie Watykan na świętego go powinien wynieść. Picarda jedyna bolączka jest taka, poświęcił się dla nauki, floty. Przez to nie ma żony, ani potomka.

Qubiczny:
Ale ni to rozbudzony poznawczo, ni to zamknięty, jakby chciał, ale się wahał, mógł, ale nie do końca.

To jak się nie lata od układu do układu to nie jest rozbudzonym poznawczo ?
Przykład Z Vincem, grą w bejsbola, motywacja ludzi do walki. Poznawanie kultury Bajo, funkcja kapłana (coś koło tego). To nie jest otwartość umysłu. Picard i Sisko to całkiem inne dwa typy kapitanów. Nie można powiedzieć, że jeden jest gorszy drygi lepszy. Ty masz swój pogląd a ja swój.
Forum wraca na dobrą drogę ;].

Qubiczny:
Nie odwracaj kota ogonem. Doskonale wiesz o czym mówię. Można włączyć pierwszy lepszy film w którym występuje afroamerykańska rodzina, żyjąca najpewniej w jakimś nowo zakupionym domku jednorodzinnym poza centrum, w którym na 99% zobaczysz idealną kalkę takich zachowań.

No ba najlepiej brać życie z filmów. Stary sterotypem jedziesz :P.

Qubiczny:
Moim zdaniem jest nieuczciwe, że w ogóle pozwala się gryzipiórkom psuć obraz postaci. TNG mogłoby być serialem genialnym, gdyby nie tego typu kwiatki i duża ilość odcinków-zapchajdziur

Od czego są panowie od scenariusza ? To oni nadają danej postaci charakter ...wypisz wymaluj.... Aktor ma mały wpływ na to, chyba że wizualny, kosmetyczny. Może dać coś ze swojej osobowości.

Wiesz jestem ciekaw jak odbierasz Adama z nBSG. Ten to pił, podejmował ostre decyzje.
Sisko musiał upiec wiele pieczeni na jednym ogniu. Czasem działał nie zgodnie z prawem, nawet z sumieniem. Takie jest życie. Nie wiem czy widziałeś film poświęcony ST. Jak to wynalazki, obecny stan życia działały na scenariusz ST. DS 9 jest obrazem iż człowieka natura może być mało idealna nawet w świecie ST. Borg był pierwszym początkiem zmian w naszym kochanym serialu.
4_z_Szesciopaka
Użytkownik
#67 - Wysłana: 19 Mar 2010 17:48:09
Odpowiedz 
Qubiczny
Qubiczny:
Twierdzę, że - mimo, iż sam chyba z tego nie zdaje sobie sprawy - przejawia pewne zachowania z klimatów

Bo jest innym człowiekiem niż Picard. Przyznam, że mniej więcej ogarniam o co ci chodzi z jego stylem bycia. Gra takimi kartami jakie ma. Ale podobnie zachowywał się kapitan Jellico- z tego powodu nie zamierzam moralnie czy intelektualnie wywyższać jednego nad drugim. Nie rozumiem tylko za diabła Twojego tekstu O zachowaniu się [czarnych] przy stole. Że półmiski? Płatki śniadaniowe?

Qubiczny:
jest mniej ogarnięty intelektualnie i moralnie.

Tak bo Sisco baseball, a Picard Szekspir. Zbyt wielu znam oczytanych buców by ten argument miał dla mnie jakąkolwiek wartość. Ale, ale jeśli za bardziej wartościowe uważasz zaplątanie się
we własnych dylematach moralnych- niż przeprowadzenie sprawy od początku do końca...
Qubiczny:
Podobnie - moralny instynkt Sisko ma w porządku, ale czasami wydaje się jakby uczuciowo motać w sprzecznych racjach, miast jasno problem sprecyzować, podjąć decyzję i żyć świadomie z konsekwencjami. Daje dwuznaczne przyzwolenie na plan Garaka, ażeby zabić senatora, robi to z krzywą miną, cierpi i nie potrafi jakby do końca w sobie uporządkować, tego co zrobił.

Tak, tak. Picard z Hugh to za to wzór konsekwencji. (Tylko nie wyjeżdżaj proszę z głupimy scenarzystami.

Qubiczny:
Oczywiście, to ludzkie zachowanie, ale czy tak powinien zachowywać się dowódca?

Tak powinien zachować się człowiek. Jako dowódca przeprowadził wszystko do końca.


Qubiczny:
Moim zdaniem jest nieuczciwe, że w ogóle pozwala się gryzipiórkom psuć obraz postaci

Stało się. Nie cofniesz tego. Możesz jedynie starać się wypierać to ze swojej świadomości co namiętnie czynisz.
Qubiczny
Użytkownik
#68 - Wysłana: 19 Mar 2010 20:21:47 - Edytowany przez: Qubiczny
Odpowiedz 
Seybr:
Zadałem pytanie kolego ;].

Na bazie mojej, w sposób oczywisty znaczącej co innego, wypowiedzi, usiłowałeś wpisać mnie w fałszywy wizerunek. Tyle.

Seybr:
No to Sisko jest męczennikiem.

Powinieneś nauczyć się jednego. Sprowadzanie czyjejś wypowiedzi do absurdu, poprzez jakieś wyolbrzymienia, być może fajnie brzmi, ale jest zwykłą erystyką pozbawioną jakiegokolwiek sensu.

Seybr:
Picarda jedyna bolączka jest taka, poświęcił się dla nauki, floty. Przez to nie ma żony, ani potomka.

Naprawdę?!! A co z przezwyciężaną powoli niezdolnością okazywania uczuć, wynikającą stąd całkowitą samotnością i skrajnym dyskomfortem psychicznym w sytuacjach wymagających bliskości; co z żalem z powodu wyborów przeszłości (odrzucona miłość, bójka kończąca się utratą naturalnego serca, "odwrócenie się" od profesora archeologii, który traktował go jak syna itp.); co z poczuciem zdrady wobec ojca i brata; co z wyrzutami sumienia związanymi z mężem Crusher i nią samą; co - wreszcie - skoro skupiasz się na tragediach jakie kogoś dotykają z: torturami; przeżyciem całego życia, które później okazało się złudzeniem (łącznie z jego przyjaciółmi, żoną, dziećmi), ale dla niego było równie rzeczywiste jak "teraz"; co z asymilacją przez Borg i poczuciem, że jest się, w jakiś niejasny sposób, odpowiedzialnym za śmierć wielu przyjaciół, setek znajomych, i dziesiątek tysięcy ludzi; co z doświadczeniem wojny z Kardasjanami?

Seybr:
To jak się nie lata od układu do układu to nie jest rozbudzonym poznawczo ?

Kolejny raz coś mi wmawiasz? Zdaje się, że ktoś już tego chwytu erystycznego użył.

Seybr:
Przykład Z Vincem, grą w bejsbola, motywacja ludzi do walki. Poznawanie kultury Bajo, funkcja kapłana (coś koło tego).

Vince - co z nim takiego? Gra w bejsbol? - gdyby działo się to w filmie współczesnym, powiedziałbym, że to absolutnie nic wyróżniającego, natomiast w jego czasach, to jest gra historyczna, więc tutaj ma plusa. Motywacja ludzi do walki? - a kim on jest, pokojówką, że to ma go jakoś wyróżniać? Poznawanie kultury Bajo - w większości przez wzgląd na narzucone mu funkcje. Notabene - taką jest funkcja kapłana. Natomiast plus np. za budowę kosmicznego żaglowca i geniusz inżynierski (czego - niestety - nie mieliśmy okazji oglądać).

Seybr:
o ba najlepiej brać życie z filmów. Stary sterotypem jedziesz :P.

W żadnym razie. Prędzej Ty nie rozumiesz co oznacza określenie "klisza", "kalka".

Seybr:
Od czego są panowie od scenariusza ? To oni nadają danej postaci charakter ...wypisz wymaluj.... Aktor ma mały wpływ na to, chyba że wizualny, kosmetyczny. Może dać coś ze swojej osobowości.

Znacznie większą rolę aktor pełni, ale mniejsza o to. Chodzi o rzecz banalną: ja twierdzę, że popełniono błąd w kształtowaniu postaci, a Ty mi o tym kto kształtuje postaci wyjeżdżasz. Rozróżnij błąd scenopisarski - który polega np. na psychologicznej niewiarygodności danego zachowania przy ustalonym wcześniej charakterze postaci, od kształtowania tego charakteru. Bo mylisz pojęcia.

Seybr:
Wiesz jestem ciekaw jak odbierasz Adama z nBSG. Ten to pił, podejmował ostre decyzje.

Bardzo dobrze. Jedna z ciekawszych postaci w serialu, człowiek - mimo popijania - zdyscyplinowany, o uporządkowanej, przejrzystej myśli, zrozumieniu problemów wykraczającym dalece poza jego dziedzinę, zdecydowany, czasami może zbyt uparty, ale gotów przyjąć na siebie odpowiedzialność z pełną świadomością i bez niepotrzebnego mazgajenia.
Qubiczny
Użytkownik
#69 - Wysłana: 19 Mar 2010 21:07:19 - Edytowany przez: Qubiczny
Odpowiedz 
4_z_Szesciopaka:
Bo jest innym człowiekiem niż Picard. Przyznam, że mniej więcej ogarniam o co ci chodzi z jego stylem bycia. Gra takimi kartami jakie ma. Ale podobnie zachowywał się kapitan Jellico- z tego powodu nie zamierzam moralnie czy intelektualnie wywyższać jednego nad drugim.

Moim zdaniem taki styl bycia zakłada, w pewnej mierze, większą gotowość do zastosowania dwuznacznych moralnie rozwiązań oraz czyni z człowieka bardziej praktyka, niż intelektualistę.

Przypuszczam, że Picard - wbrew pozorom - poradziłby sobie z sytuacją DS9, przystosował się (w powyższym poście przytaczam doświadczenia z jakimi zetknął się Picard, to nie jest jakiś profesorek), miałby jednak - zarazem - więcej do powiedzenia na temat tragiczności wyborów przed jakimi stanęła załoga stacji. Brakuje mi nieco na DS9 intelektualnej refleksji. Nie zawsze jest na nią czas, oczywiście, ale na pewno sporo by się go znalazło. Sytuację ratuje Garak i - ogólnie - Kardasjanie, którzy, przy całym swoim okrucieństwie, umysły mają fascynujące.

4_z_Szesciopaka:
Nie rozumiem tylko za diabła Twojego tekstu O zachowaniu się [czarnych] przy stole. Że półmiski? Płatki śniadaniowe?

Przecież, takie wrażenie rodzina Sisko sprawia, a jest to kalka z setek filmów o afroamerykańskich familiach.

4_z_Szesciopaka:
Zbyt wielu znam oczytanych buców by ten argument miał dla mnie jakąkolwiek wartość.

Picard jest bucem? Nie! Więc o czym Ty do mnie mówisz? Chcesz mi wmawiać, że oczytanie, szerokie horyzonty i zdolność do logicznej, intelektualnej refleksji nie są wartością? Wmawiaj to komu innemu Oczytanie oczywiście może iść w parze ze złym charakterem, ale to nie oznacza, że nie jest wartością. Po prostu niektórzy nieczuli są na wartości jakim jakoby się oddają.

4_z_Szesciopaka:
Ale, ale jeśli za bardziej wartościowe uważasz zaplątanie się
we własnych dylematach moralnych- niż przeprowadzenie sprawy od początku do końca...

Sofistyka. Tzw. fałszywa alternatywa.

4_z_Szesciopaka:
Tak, tak. Picard z Hugh to za to wzór konsekwencji. (Tylko nie wyjeżdżaj proszę z głupimy scenarzystami.

Oczywiście, że nie wyjadę, ponieważ tutaj scenarzyści nie tylko nie zawinili, co się popisali. Żadnej niekonsekwencji w postępowaniu Picarda tutaj nie było. Zmieniła się sytuacja, zmieniły się wnioski. Natomiast - bo tyle się domagacie wpadek Picarda - tutaj popadł on w nielogiczną zaciętość, nie chciał dopuścić w ogóle do myśli tego, iż Hugh może być kimś innym, niż bezwzględną, bezmyślną maszyną, którą należy zniszczyć. Do tego stopnia, że przed sprawdzianem swoich przekonań bronił się tłumacząc na wszelkie absurdalne sposoby - przed samym sobą i innymi - bezsens takiego sprawdzianu. To dokładnie to samo, jak mówić komuś, że jest tak, a tak i idź się przekonaj; i słyszeć po dłuższej dyskusji jako ostateczną rację w odpowiedzi: ale mnie to nie obchodzi. To bardzo dziecinne zachowanie, ale - jak najbardziej wiarygodne psychologicznie.

4_z_Szesciopaka:
Tak powinien zachować się człowiek. Jako dowódca przeprowadził wszystko do końca.

Dowódca powinien raczej walczyć z przeciwstawnymi racjami, niż zamieniać się w kłębek rozbieżnych uczuć. Natomiast - w tej sytuacji nie czynię tutaj Sisko zarzutu, zaiste dylemat był szatański. Posłużyłem się nią dla zobrazowania tego, że Sisko właśnie czasami rozumuje na poziomie walczących o jego decyzję emocji i - w pewnym momencie - jakby rzuca się na jakąś decyzję

4_z_Szesciopaka:
tało się. Nie cofniesz tego. Możesz jedynie starać się wypierać to ze swojej świadomości co namiętnie czynisz.

Kolejny zabawny zarzut. Co takiego staram się, jakoby, ze swojej świadomości wypierać? Niczego z niej nie wypieram! Błąd scenopisarski, to błąd i tylko szkoda zmarnowanych odcinków. Nie moja sprawa, że ktoś nie potrafi rozróżnić scenopisarskiego bubla, od - chociażby udwuznaczniającego - rozwoju postaci.
4_z_Szesciopaka
Użytkownik
#70 - Wysłana: 20 Mar 2010 16:51:22
Odpowiedz 
Qubiczny
Qubiczny:
Kolejny zabawny zarzut. Co takiego staram się, jakoby, ze swojej świadomości wypierać? Niczego z niej nie wypieram! Błąd scenopisarski, to błąd i tylko szkoda zmarnowanych odcinków. Nie moja sprawa, że ktoś nie potrafi rozróżnić scenopisarskiego bubla, od - chociażby udwuznaczniającego - rozwoju postaci.

Więc jeszcze raz powtórzę: Jak Sisco daje ciała: Sisco "gópi"; picard daje ciała "gópi" scenarzyści. Mówię, że to jest nieuczciwe względem Sisco, a

Twoja odpowiedziedź?

Pozwala się scenarzystom być "gópimi" (jest nieuczciwe, że w ogóle pozwala się gryzipiórkom psuć obraz postaci

Qubiczny:
Dowódca powinien raczej walczyć z przeciwstawnymi racjami, niż zamieniać się w kłębek rozbieżnych uczuć. Natomiast - w tej sytuacji nie czynię tutaj Sisko zarzutu, zaiste dylemat był szatański. Posłużyłem się nią dla zobrazowania tego, że Sisko właśnie czasami rozumuje na poziomie walczących o jego decyzję emocji i - w pewnym momencie - jakby rzuca się na jakąś decyzję

Pisałeś coś tam o niezgodności postaci z charakterem na czym opierałeś wywód, że Picard wporzo ino scenarzyści źli (czy tam głupi- whatever). W związku z tym, że zakładam wiesz co napisałeś nie będziesz miał problemu z tzw. burzeniem czwartej ściany (w kontekście In a pale moonlight) Wszystkie dylematy Sisco to interakcja między nim a widzami. Jako dowódca on jest twarz blacha, spokój na pokładzie, bo nikt z jego podwładnych, ani przełożonych nie wie o jego dylematach- a nawet nie zdaje sobie z ich sprawy (może z małym wyjątkiem Dax ogólnie, Garak szczegołnie tj w tej konkretnej sytacji). Z punktu widzenia otoczenia Sisco działał konsekwentnie.


Qubiczny:
Picard jest bucem? Nie! Więc o czym Ty do mnie mówisz? Chcesz mi wmawiać, że oczytanie, szerokie horyzonty i zdolność do logicznej, intelektualnej refleksji nie są wartością?

Napisałem, że znam zbyt wielu oczytanych buców. Uważam, że z faktu, że ktoś czyta Szekspira wyciągasz zbyt daleko idące wnioski- podobnie jak z faktu, ze ktoś go nie czyta (łatwo mi nawet nieelegancko zbyć tego nieszczęsnego Szekspira, bo przyznam się nieśmiało, że IMVVVVVHO jego geniusz bladziuchno lśni w zestawieniu z Opowieściami kanterberyjskimi). Swoją drogą zestawianie intelektualisty, przez duże I z Szekspirem w rąsi to również płaska kalka popkulturowa, tak jak ta z czarnymi przy stole, którą wciąż wymachujesz.

Qubiczny:
Oczytanie oczywiście może iść w parze ze złym charakterem

Hę? Może iść i z brakiem charakteru i z charakteropatią, i z cukrzycą nawet i co?

Qubiczny:
Moim zdaniem taki styl bycia zakłada, w pewnej mierze, większą gotowość do zastosowania dwuznacznych moralnie rozwiązań oraz czyni z człowieka bardziej praktyka, niż intelektualistę.

W teorii nie ma różnicy między teorią a praktyką w praktyce jest. Moim zdaniem w znacznej mierze zwiększa to skuteczność przeżycia w kryzysowej sytuacji. A co do moralnej dwuznaczności to (akurat z B5) ważne decyzje zawsze są trudne.
Seybr
Użytkownik
#71 - Wysłana: 20 Mar 2010 17:11:54 - Edytowany przez: Seybr
Odpowiedz 
Qubiczny:
Powinieneś nauczyć się jednego. Sprowadzanie czyjejś wypowiedzi do absurdu, poprzez jakieś wyolbrzymienia, być może fajnie brzmi, ale jest zwykłą erystyką pozbawioną jakiegokolwiek sensu.

Może już taki jestem ? Wiesz piszesz jak czarowniki od ekonomii.
Nie powiem ciekawie się z Tobą pisze, czyta Twoje posty ;].

Qubiczny:
Naprawdę?!! A co z przezwyciężaną powoli niezdolnością okazywania uczuć, wynikającą stąd całkowitą samotnością i skrajnym dyskomfortem psychicznym w sytuacjach wymagających bliskości;

Sam sobie jest winien.

Qubiczny:
co z żalem z powodu wyborów przeszłości (odrzucona miłość, bójka kończąca się utratą naturalnego serca, "odwrócenie się" od profesora archeologii, który traktował go jak syna itp.); co z poczuciem zdrady wobec ojca i brata; co z wyrzutami sumienia związanymi z mężem Crusher i nią samą; co - wreszcie - skoro skupiasz się na tragediach jakie kogoś dotykają z: torturami; przeżyciem całego życia, które później okazało się złudzeniem (łącznie z jego przyjaciółmi, żoną, dziećmi), ale dla niego było równie rzeczywiste jak "teraz"; co z asymilacją przez Borg i poczuciem, że jest się, w jakiś niejasny sposób, odpowiedzialnym za śmierć wielu przyjaciół, setek znajomych, i dziesiątek tysięcy ludzi; co z doświadczeniem wojny z Kardasjanami?

Tu mnie masz. Ale wiesz Sisko też stracił wielu ludzi na polu bitwy, co dzień pisał raport, lub podpisywał się pod listą poległych.

Qubiczny:
Motywacja ludzi do walki? - a kim on jest, pokojówką, że to ma go jakoś wyróżniać?

Widać że wojskowym nie jesteś, chyba mam większe pole manewru

Qubiczny:
W żadnym razie. Prędzej Ty nie rozumiesz co oznacza określenie "klisza", "kalka".

Ty to tak nazywasz. Ja powiem Tobie coś z doświadczenia. Jeżeli ktoś widzi u dj`a płyty cd-r to od razu człowiek myśli że ma same piraty. Fakty mówią coś innego w moim wypadku. Kupuje pliki mp3, wypalam i gram. Jest taniej i mam to co chce.

Qubiczny:
Bo mylisz pojęcia.

Wiesz tylko głupi człowiek nie czerpie wiedzy od innych, fakt może się mylę. Przeanalizuje to, wielki plus dla Ciebie.


Qubiczny:
Bardzo dobrze. Jedna z ciekawszych postaci w serialu, człowiek - mimo popijania - zdyscyplinowany, o uporządkowanej, przejrzystej myśli, zrozumieniu problemów wykraczającym dalece poza jego dziedzinę, zdecydowany, czasami może zbyt uparty, ale gotów przyjąć na siebie odpowiedzialność z pełną świadomością i bez niepotrzebnego mazgajenia.

Zaskoczyłeś mnie.

Mój stosunek do Picarda oraz Sisko nie zmieni się.
Maveral
Użytkownik
#72 - Wysłana: 4 Maj 2010 23:59:00 - Edytowany przez: Maveral
Odpowiedz 
Co mnie wkurza u postaci z TNG (tylko tę serię widziałem w całości), tak z przymrużeniem oka, uogólniając ;)

Picard - niby kocha Beverly, a jak przyjdzie co do czego, to wymiguje się gadką, że formalny związek zniszczy ich przyjaźń, albo że nie będzie on obiektywnym kapitanem, co też zaszkodzi mu w dalszej karierze. W efekcie musiałby porzucić GF, osiąść z Beverly na jakiejś planetce i żyć sobie spokojnie. Jednakże, to przecież nie dla niego, bo on jest przecież urodzonym dowódcą itd. itp. A powinno być, że jak kocha prawdziwie, to wszystko inne jest mniej ważne. Czasem jednak Picard szaleje emocjonalnie i próbuje zbliżyć się do Beverly. Wtedy jednak "niespodziewanie"...

...Beverly - nie chce dać Picardowi kiedy ten już przełamie się na zrobienie pierwszego kroku ku związkowi. Wymiguje się ona tym, że trwały związek może zniszczyć ich przyjaźń itp, czyli powtórka z Picarda. Ostatecznie zachowują i rozumieją się jak stare małżeństwo, z wyłączeniem seksu, co trochę mnie irytuje, bo wg. nich (i twórców serialu) tylko z powodu, że nie współżyją, nie można powiedzieć, że są ze sobą. Czyli wg. nich definicja pary sprowadza się tylko do tego, czy ona jemu daje. Wszystkie inne aspekty bycia ze sobą nie są istotne.

Riker - nie wiem czy też odnieśliście takie wrażenie, ale chodzi jakiś taki pokrzywiony, jakby go Picard co zmianę kijami okładał. Głowa jakoś tak odchylona dziwnie, tułów też krzywo - widać to tutaj, kiedy stoi nad La Forgem, a później Datą. Jednak, to mnie tak nie irytowało, jak chyba najgłupsza mina w całej serii, czyli "gniewne oko Rikera". Otóż nasz komandor, kiedy był wkurzony lub chciał na takiego wyglądać, to robił coś takiego, że jedno oko robiło mu się nagle ze dwa razy większe od drugiego :D Trochę widać to tutaj, ale tylko trochę, bo to i tak nic w porównaniu z niektórymi scenami, w których Riker tak otwierał to jedno oko, że omal nie dostawałem palpitacji serca, bo myślałem, że lada chwila mu ono wypadnie. Z tą miną konkurować mogła tylko jeszcze jedna, ale o tym później. Ponadto, sam zestaw min Rikera (czy też aktora, który go grał) był jakby ograniczony. Aktorsko, to mnie gośc nie porwał, bo serwował nam w zasadzie: minę uśmiechniętą, neutralną acz poważną oraz "gniewne oko Rikera". Tyle to i jak bym zagrał... no może poza tą ostatnią ;)

LaForge (vel LaKuźnia) - najbardziej pracowity murzyn jakiego świat widział. Chłop który nie sypia, bo po co? Data nie sypia, to i on stara się mu dorównać. Zawsze na posterunku. Obojętnie która by nie była godzina, jeżeli LaForge'a nie ma na mostku, to jak wiadomo, że 2+2=4, tak wiadomo, że nasz czarnoskóry przyjaciel jest w maszynowni (czy on ma w ogóle kajutę?). Ponadto, kiedy Picard pyta się go czy jest w stanie np. ponownie skalibrować czujniki, on odpowiada coś w stylu "to potrwa z jakiś zylion godzin, ale zrobię to!". No tak, w końcu LaForge nie potrzebuje snu ;) Wiadomym też jest, że kiedy nie ma już nadziei LaForge wyjedzie ze swoim słynnym tekstem np. "Tego nie da się zrobić... [chwila zastanowienia] ... chyba, że...". Jak ja słyszę po raz setny, to jego "chyba, że", to mi się nóż w kieszeni otwiera.

Data - mało mnie irytował. Generalnie dobra postać, ale do jednego sie przyczepię. Jeśli ma jakąś usterkę, to na 99,9999999% ma on uszkodzoną sieć pozytronową. Dr Sung, to musiał sobie przy tym dużo włosów powyrywać.

Troi - kto umieścił pokemona na flagowym okręcie Federacji?! Troi jest pocieszna i miła, mogła sobie bawić dzieci w przedszkolu na jakiejś zapomnianej planetce, a nie pchać się na okręt i to w dodatku na mostek! Do dziś zachodzę w głowę jak Riker mógł ją dopuścić do egzaminu na komandora?Chyba miał chwilową niedyspozycję większości zwojów mózgowych. Przecież, gdybym był na statku dowodzonym przez Troi, to bym się chyba zesrał ze strachu. Toczylibyśmy zapewne wyrównane bitwy z własnymi sondami ;) Ponadto, Troi przeważnie wyczuwa "coś", ale nie może tego sprecyzować. To po cholerę Picardowi taki doradca? A teraz wątek do którego obiecałem wrócić - drugi konkurent do najgłupszej miny w tej serii ST, czyli doradca Troi i jej "uśmiech pokemona" ;) Troi nas nie rozpieszcza - w każdym odcinku, w którym występuje, atakuje nas swym "uśmiechem pokemona" często stosując jeszcze combo z jakąś wariacją słowa "happy". No po prostu, po spotkaniu z Troi mamy na Enterprise "happy crew", a ja dostaję na przemian depresji i euforycznego uczucia, że jestem happy ;) Teraz wyobraźmy sobie sytuację, że na mostku jest Riker i Troi, na ekran wywoływany jest kapitan wrogiego statku. Riker robi do niego "gniewne oko", a za plecami Troi, chcąc załagodzić sytuację, szczerzy się swym "uśmiechem pokemona". Jak myślicie, kapitan wrogiego statku zesra się na widok "gniewnego oka", czy stanie się nagle pokojowym osobnikiem próbującym uszczęśliwiać całą galaktykę?

Tasha Yar - mizerna postać, ale jedno utkwiło mi w pamięci i chyba nie zdołam się tego pozbyć już nigdy. Chodzi scenę, w której Tasha próbuj wytłumaczyć młodemu Wesleyowi jak wielkim złem są narkotyki. Poziom pompatyzmu w tej scenie przekroczył wszelkie dopuszczalne normy! Do tego doszła jeszcze niesamowicie poważna twarz Yar. Scena była tak napięta i gęsta, że omal nie pomyliłem wątku i nie sięgnąłem po cięższe narkotyki ;)

Wesley - wszystko wie, dostał nierealny awans, a w ostatniej serii, w której występował, wyglądał jak koleś z boysbandu (solarka i te sprawy). Poza tym wszędzie się pałętał gdzie go nie chcieli ;)
Eviva
Użytkownik
#73 - Wysłana: 5 Maj 2010 16:28:43
Odpowiedz 
Maveral

Chłopie, za tę krytykę załogi TNG już Cię kocham
Picard
Użytkownik
#74 - Wysłana: 5 Maj 2010 17:44:00 - Edytowany przez: Picard
Odpowiedz 
Maveral:
Picard - niby kocha Beverly, a jak przyjdzie co do czego, to wymiguje się gadką, że formalny związek zniszczy ich przyjaźń, albo że nie będzie on obiektywnym kapitanem, co też zaszkodzi mu w dalszej karierze.

Pytanie tylko czy to jest przyjaźń czy to jest kochanie? Skoro nasi poeci zadawali sobie takie pytania, to nie widzę powodu, dla którego futurystyczny łysek z Francji miał by być od nich gorszy? Czy każda przyjaźń z kobieta musi się zakończyć w łożnicy? No i pamiętasz może odcinek TNG Tapestry,w którym Jean-Luc miał możliwość naprawienia błędów ze swojej przeszłości, a jednym z nich było rzekomo to, iż nie wyznał swojej przyjaciółce ze studiów co do niej rzeczywiście czuł. I owszem, tym razem wyznał i to dość dobitnie i... to właśnie zniszczyło ich przyjaźń! Więc te obawy o utratę przyjaciela nie są takie nieuzasadnione!

Maveral:
"gniewne oko Rikera"

Co w takim razie powiesz o gniewnych minach Kirka?
http://www.mikecs.net/prodigeek/images/GeekOutMoment_12124/kirk_screams_khan.jpg

Maveral:
..Beverly

Maveral:
Czyli wg. nich definicja pary sprowadza się tylko do tego, czy ona jemu daje. Wszystkie inne aspekty bycia ze sobą nie są istotne.

Może w swej młodzieńczej naiwności się mylę, ale jednak bycie ze sobą nie wiązało się dla nich tylko z takimi konsekwencjami. Ostatecznie Picard był przełożonym dr Crusher. Czy oparł by on się pokusie by traktować ją inaczej niż innych podwładnych, czy był by np. zdolny wysłać ją na niebezpieczną misję, z której mogła by nie wrócić jeśli było by to konieczne? Jean-Luc miał już taki romans z podwładną, nie wyszło im i ostatecznie obie strony postanowiły się rozstać, patrz: TNG Lessons.

Maveral:
LaForge (vel LaKuźnia) - najbardziej pracowity murzyn jakiego świat widział. Chłop który nie sypia, bo po co?

Ja się tam cieszę, że ta postać przełamała stereotypowy obraz murzyna: w kinieamerykańskim jest on zwykle twardzielem, albo śmieszkiem, pan Kuźnia nie zalicza się do żadnej z tych grup. Nie jest też leniwy, a taka krzywdząca opinia o murzynach też funkcjonuje. Swoją drogą widzieliśmy go jak sypia w swojej kajucie np. w TNG The most toys. Czasami nawet zdarza się mu brać urlop, ale podejrzewam, że nie lubi tego robić od czasu gdy udawał sie na wakacje porwali go i torturowali Romulanie patrz: TNG Mind eye.

Maveral:
Troi - kto umieścił pokemona na flagowym okręcie Federacji?! Troi jest pocieszna i miła, mogła sobie bawić dzieci w przedszkolu na jakiejś zapomnianej planetce, a nie pchać się na okręt i to w dodatku na mostek! Do dziś zachodzę w głowę jak Riker mógł ją dopuścić do egzaminu na komandora?

Tu trochę racji masz, ale ja akurat się ciesze, że autorzy pozwolili się nieco rozwinąć tej postaci i dali jej czasami do robienia więcej niż tylko wyczuwanie ,,cosia"

Maveral:
Poziom pompatyzmu w tej scenie przekroczył wszelkie dopuszczalne normy!

Racja, ale to był jeszcze pierwszy sezon - zlituj się, nad biednymi autorami TNG! Oni dopiero uczyli się wtedy jak należy pisać serial...

Maveral:
Wesley - wszystko wie, dostał nierealny awans, a w ostatniej serii, w której występował, wyglądał jak koleś z boysbandu (solarka i te sprawy). Poza tym wszędzie się pałętał gdzie go nie chcieli ;)

Tu masz 100% racji! Jednym słowem Łoś!
A twój tekst - chodź można z nim niewątpliwie polemizować - jest prześmieszny! Gratuluje takiej udanej satyry TNG

Eviva:
Chłopie, za tę krytykę załogi TNG już Cię kocham

A ja będę Ciebie kochał gdy wreszcie odpiszesz mi czy dostałaś przetłumaczony przeze mnie tekst, i czy umieścisz go na głównej stronie serwisu?
Eviva
Użytkownik
#75 - Wysłana: 5 Maj 2010 17:54:20
Odpowiedz 
Picard

Już Ci odpisałam
Picard
Użytkownik
#76 - Wysłana: 5 Maj 2010 19:33:31
Odpowiedz 
Eviva:
Już Ci odpisałam

Widzę! Mam nadzieje, że pozytywnie rozpatrzycie kwestie jego umieszczenia na łamach serwisu. Ostatecznie nie widzę powodów, dla których miał by nie być zamieszczony: nie ma w nim nic obraźliwego, brak przekleństw i epitetów, rzeczowa i zabawna krytyka, zarówno pod adresem filmu jak i jego publiki. W każdym razie gdy się zdecydujecie, dajcie znać: a będę tłumaczył kolejne teksty.
Maveral
Użytkownik
#77 - Wysłana: 5 Maj 2010 20:04:11
Odpowiedz 
Przyjmijcie moje szczere przeprosiny, ale zapomniałem o tak ważnej, siedmiosezonowej postaci jaką jest...

...Worf (vel Woof) - gdyby honor mógł się zmaterializować, to byłby Worfem. W każdej scenie z udziałem naszego szefa ochrony albo padają słowa "honor" lub "obowiązek", albo Worf wygląda jakby chciał je za chwilę powiedzieć, tylko nie może się na żadne zdecydować ;) W co drugiej scenie Woof zgrzyta zębami, także po siedmiu sezonach Michael Dorn musiał je mieć już starte chyba do dziąseł ;) W co trzeciej scenie Worf wypowiada słowo "wojownik". Co widzi jakiś obiekt w kosmosie, a nie daj Boże statek, to zaleca podniesienie osłon i ładowanie fazerów oraz torped fotonowych. Zawsze zaleca otwarcie ognia w kierunku czegokolwiek co widnieje na głównym ekranie. Nie wiem czy ten co przeglądał jego profil psychologiczny przed przyjęciem go na stanowisko szefa ochrony był trzeźwy, ale ja bałbym sie go postawić nawet na bramce w burdelu ;) Poza tym, ja nie wiem czy to wina standardów panujących na statku, ale zapamiętałem jedną scenę. Na statku panowała sytuacja wymagająca natychmiastowj reakcji ochrony (abordaż? hmmm nie pamiętam), więc co robi Worf? Jak na prawdziwego, porywczego Klingona przystało, zbiera ekipę aż dwóch podwładnych, po czym IDZIE na akcję jakby szedł na piknik. Nic sie przecież nie wydarzyło, to przecież tylko abordaż... No jaja to on ma z tytanu ;)

Picard:
Pytanie tylko czy to jest przyjaźń czy to jest kochanie? Skoro nasi poeci zadawali sobie takie pytania, to nie widzę powodu, dla którego futurystyczny łysek z Francji miał by być od nich gorszy? Czy każda przyjaźń z kobieta musi się zakończyć w łożnicy?

No właśnie o to mi chodzi! Nie trzeba sypiać ze sobą, aby być parą i nie trzeba być parą, gdy się ze sobą sypia. Mnie się zdaje, że scenarzyści bardzo tutaj spłycili sprawę z relacją Picard-Crusher. Oni się już nawet zachowywali jak stara parka, a mimo to oboje utrzymywali, przekonywali siebie, że parą nie są. Formalnie może nie, ale uczuciowo, na pewno. Być może nawet nie zdawali sobie sprawy z tego, że tak się zachowują... chociaż nawet ślepy by to zauważył, więc trochę dziwna dla mnie jest ta ich relacja.

Picard:
Co w takim razie powiesz o gniewnych minach Kirka?

W dziedzinie otwartych oczu, z Rikerem raczej nie ma szans - KLIK

Picard:
Czasami nawet zdarza się mu brać urlop, ale podejrzewam, że nie lubi tego robić od czasu gdy udawał sie na wakacje porwali go i torturowali Romulanie

Hahahaha... no, przed wzięciem następnego urlopu na pewno bardzo się zastanowi ;)

Cieszę się, że udało mi się Was choć trochę rozbawić (rany, gadam jak Troi O.O). Maveral out.
Picard
Użytkownik
#78 - Wysłana: 5 Maj 2010 20:32:49
Odpowiedz 
Maveral:
Być może nawet nie zdawali sobie sprawy z tego, że tak się zachowują... chociaż nawet ślepy by to zauważył, więc trochę dziwna dla mnie jest ta ich relacja.

Dla mnie dziwna nie jest. Zwyczajnie sami nie mogli się zdecydować, w którą stronę ten ich związek ma iść. Co do tego, że rzekomo zachowywali się jak stare dobre małżeństwo, to mimo wszytko - jak już pisałem - istnieje różnica pomiędzy małżeństwem a przyjaźnią: więzi łączące przyjaciół nie są jednak ta silne, jak te łączące parę zakochanych. Pamiętasz jak we wspomnianym teście na komandora Troi, musiała wysłać pana LaKuźnie na śmierć? Czy Picard zdecydował by się na to samo gdyby przyszło mu posłać na śmierć ukochaną? Czy ktokolwiek zdołał by to zrobić? Zresztą czy każdą damsko-męską parę przyjaciół uznajesz za małżeństwo?

Maveral:
W dziedzinie otwartych oczu, z Rikerem raczej nie ma szans

Oczy to jeszcze nic, bo nikt nie przebije mistrza Shatnera w tym:
http://2.bp.blogspot.com/_mJ4lc_Q9Q6k/RwUsAZExIxI/AAAAAAAAIHw/IG1P4RicDSQ/s400/evilkirk.jpg

Tekst o panu Woofie też bardzo zabawny! Rzeczywiście robisz się taki jak Troi - uszczęśliwiasz nas.
Eviva
Użytkownik
#79 - Wysłana: 14 Maj 2010 21:13:29
Odpowiedz 
Picard:
Oczy to jeszcze nic, bo nikt nie przebije mistrza Shatnera w tym:

Bo mistrz Shatner jest nie do przebicia

Jaki on jest, taki jest - ale chyba nawet największy jego wróg przyzna, że niepowtarzalny.
Darnok
Użytkownik
#80 - Wysłana: 16 Maj 2010 00:09:29 - Edytowany przez: Darnok
Odpowiedz 
IMO Shatner mimo, że miał odgrywać rolę postaci z filmu klasy B, zrobił to naprawdę dobrze ;]
Eviva
Użytkownik
#81 - Wysłana: 16 Maj 2010 09:08:26
Odpowiedz 
Darnok

W imieniu kochanego Billa Bóg Ci zapłać za dobre słowo
kanna
Użytkownik
#82 - Wysłana: 16 Maj 2010 16:09:47
Odpowiedz 
Maveral:
"gniewne oko Rikera".

he he.. uwielbiam tą jego minę jest bardzo seksowna
Co do zdolności aktorskich - nie dali mu się wykazac, niestety Polecam Frame of Mind, gdzie Frakes wymiata - w końcu dostał możliwość zgrania i wykorzystał ją w 100 %.

Maveral:
LaForge (vel LaKuźnia)

ładne, ładne i zgodne z prawdą, niestety. Jego watek romansu z hologramem jest tak żałosny, że aż sciska za serce.
kajute ma, kiedys tam kota trzymał Daty
Geordi to pierdołowatośc do 10 potęgi, nawet powstała o nim piosenka w DySZCZ (Dyskoteka szarego Czlowieka z KOCa).
Opowiada ona prosta historię promiskuitywnej Cyganki, którą zaspokoic w stanie są wszyscy, poza wspomnianym pierdołą

Refrenik tu:

"Bo ja kocham, kocham i drzewa, i kwiaty,
i wszystkich chłopaków w taborze.
Lecz ty mój Wasylu, żałosna pierdoło,
rozkochać mnie w sobie nie możesz"

a całość tu:

http://www.youtube.com/watch?v=OrtjKC64ihQ
Poklok
Użytkownik
#83 - Wysłana: 17 Maj 2010 12:03:51
Odpowiedz 
kanna

Dzięki za tego linka. Niektóre ich piosenki po prostu miażdżą
kanna
Użytkownik
#84 - Wysłana: 17 Maj 2010 14:24:17
Odpowiedz 
Poklok

To prawda :D Szczególnie lubię też tą o Polskiej Kulturze (co prostotą bije jak woźnicy bat
Adek
Użytkownik
#85 - Wysłana: 22 Maj 2010 08:41:21
Odpowiedz 
kanna:
Co do zdolności aktorskich - nie dali mu się wykazac, niestety Polecam Frame of Mind, gdzie Frakes wymiata - w końcu dostał możliwość zgrania i wykorzystał ją w 100 %.

To jest bardzo fajny odcinek. Wywarł na mnie jesienią bardzo dobre wrażenie.
Eviva
Użytkownik
#86 - Wysłana: 22 Maj 2010 08:51:09
Odpowiedz 
Adek:
kanna:
Co do zdolności aktorskich - nie dali mu się wykazac, niestety Polecam Frame of Mind, gdzie Frakes wymiata - w końcu dostał możliwość zgrania i wykorzystał ją w 100 %.

To jest bardzo fajny odcinek. Wywarł na mnie jesienią bardzo dobre wrażenie.

Jest takie przysłowie: jedna jaskółka wiosny nie czyni.
Evelin Siv
Użytkownik
#87 - Wysłana: 22 Maj 2010 12:31:21
Odpowiedz 
kanna
Ten odcinek rzeczywiście świetny jeden z najlepszych. Jak już pisałam w temacie o tym odcinku, cały czas trzymał mnie w napięciu i ciekawa byłam jak się skończy, bo cały czas nie było wiadomo kiedy będzie koniec tej iluzji.
Q__
Moderator
#88 - Wysłana: 6 Paź 2010 16:49:35 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Seybr

Seybr:
Picard i Sisko to całkiem inne dwa typy kapitanów

A'propos: słynne spotkanie obu panów:
http://il.youtube.com/watch?v=ydNGVGKlO8s

I fanowska wizja ponownego spotkania:
http://il.youtube.com/watch?v=G8TsnSqtgHk
(Finał może Ci się spodobać .)
Adek
Użytkownik
#89 - Wysłana: 6 Paź 2010 17:13:45 - Edytowany przez: Adek
Odpowiedz 
Q__:
A'propos: słynne spotkanie obu panów:
http://il.youtube.com/watch?v=ydNGVGKlO8s

Ja się SISKO nie dziwię. To tak jakby stanąć OKO w OKO z Hitlerem,który parę dni wcześniej rozkazał zabić członka mojej rodziny. Co prawda Picard nie miał kontroli nad swoim postępowaniem bo sterował nim Borg ale mimo wszystko ciężko by mi było rozdzielić człowieka od maszyny w jednej osobie. Sisko to rozumiał, że Picard nie był sobą tylko Locutusem ale mimo to widzieć twarz mordercy swojej żony? Picard z resztą podczas spotkania z bratem na Ziemii wyrzucił z siebie ten cały żal i rozpacz, że musiał jakby spod siebie patrzeć jak kieruje zagładą, zabijaniem, niszczeniem, asymilacją i nic na to nie mógł poradzić.
Q to bardzo wymowna scena. Oficer staje przed swoim niedawnym oprawcą.
Q__
Moderator
#90 - Wysłana: 6 Paź 2010 19:22:05
Odpowiedz 
Adek

Adek:
Q to bardzo wymowna scena.

Jak dla mnie ta scena pokazuje, że nawet w idealnej UFP zdarzają się ludzkie (i nie tylko ludzkie) dramaty. Bo obaj panowie kapitanowie jawią się tu postaciami tragicznymi.
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  ...  8  9  10  11  12  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / Która postać była największą pomyłką ST a która najlepiej wykreowaną ?

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!