USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / VOYager - wady i zalety?
 Strona:  ««  1  2  3  ...  20  21  22  23  24  25  26  »» 
Autor Wiadomość
Kim
Użytkownik
#691 - Wysłana: 22 Lis 2015 15:56:08 - Edytowany przez: Kim
Odpowiedz 
Cześć wszystkim!

Po paru latach oglądania chronologicznie (wyłączając TOS, bo po prostu nie potrafię się do ówczesnej techniki przyzwyczaić) wszystkich serii Star Treka, właśnie zakończyłem ostatni odcinek Voyagera.

Powiedzcie mi, czy to tylko moje rozczarowanie, że scenarzyści na koniec związali Chakotaya z Siedem? Od wprowadzenia Jeri Ryan miałem nadzieję, że ostatecznie Harry ją wyrwie, a tu taki zonk

W ogóle jestem strasznie zawiedziony marginalizowaniem postaci Harrego Kima, czy to tylko moje zdanie czy może Wy, bardziej obeznani fani, też macie takie odczucia?

Jakie są wasze ulubione postacie z całej serii ST?

Jako, że nie oglądałem TOS, nie mogę się wypowiadać nt. tamtejszych postaci, ale w pozostałych seriach w moim przypadku sklasyfikowałbym to tak:

ENT: Tucker, Malcolm, Shran
TNG: Riker, Data
DS9: Garak, Dukat, Bashir
VOY: Siedem, Kim, Doktor

Generalnie najbardziej ze wszystkich serii podobał mi się Voyager, tylko nijak przez całe 7 sezonów nie mogłem polubić Mulgrew. Z kolei z DS9 się masakrycznie męczyłem, strasznie mnie odrzucało.
Q__
Moderator
#692 - Wysłana: 22 Lis 2015 16:33:36
Odpowiedz 
Kim

Witamy na pokładzie.

Kim:
Po paru latach oglądania chronologicznie (wyłączając TOS, bo po prostu nie potrafię się do ówczesnej techniki przyzwyczaić) wszystkich serii Star Treka, właśnie zakończyłem ostatni odcinek Voyagera.

A to ciekawe, bo ostatnio wszyscy nowi fani jakich spotkałem zaczynali od TOS lub filmów Abramsa. Tym milej powitać.

Kim:
Powiedzcie mi, czy to tylko moje rozczarowanie, że scenarzyści na koniec związali Chakotaya z Siedem? Od wprowadzenia Jeri Ryan miałem nadzieję, że ostatecznie Harry ją wyrwie, a tu taki zonk

No, ja np. zawsze stałem na stanowisku, że Chakotay'a należało ostrzej popchnąć w kierunku Kaśki I dawałem temu wyraz:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=2&topic=3736&page=0#msg279762
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=2&topic=2193&page=3#msg278629

A z Harrym - owszem - ładnie się Seven zaczynała znajomość...
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=6&topic=1341&page=0#msg296952

Kim:
W ogóle jestem strasznie zawiedziony marginalizowaniem postaci Harrego Kima, czy to tylko moje zdanie czy może Wy, bardziej obeznani fani, też macie takie odczucia?

Ha, temat o tym zakładałem, więc... jak sądzisz?
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=8&topic=3747

Kim:
Jakie są wasze ulubione postacie z całej serii ST?

I taki temat mamy:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=8&topic=1026

Kim:
tylko nijak przez całe 7 sezonów nie mogłem polubić Mulgrew.

Spróbuj obejrzeć pod rząd "The Thaw", "Scorpion" (obie części), "Year of Hell" (jw.) i "The Void". Może się uda.

(Do czego to doszło, że ludzi do Kaśki przekonuję .)
mozg_kl2
Użytkownik
#693 - Wysłana: 16 Sty 2016 17:19:06
Odpowiedz 
Zleciało 21 lat od premiery Voyagera.
Korrd
Użytkownik
#694 - Wysłana: 11 Lut 2016 15:14:16
Odpowiedz 
Niedawno zrealizowałem dawno zamierzony pomysł odświeżenia sobie II sezonu Voyagera (I sezon odświeżałem jakieś 2 lata temu). Przy pierwszych odcinkach II sezonu martwiłem się, że serial nie wytrzymał próby czasu i nie cieszy mnie tak, jak mnie cieszył 10 (a nawet 15) lat temu, ale później było już lepiej i muszę powiedzieć, że mam dobre wrażenia. Niektóre odcinki wypadły po latach gorzej, ale były tez takie, które doceniłem bardziej.

Sezon rozpoczyna się dość śmiałym The 37’s. Całkiem dobre wejście w nowy sezon, chociaż pomysł wydawać się może absurdalny. Nie jest tak źle, fabuła jakoś się broni, a klimat i swoisty urok tego odcinka pozwalają przymknąć oko na kwestie kosmicznego prawdopodobieństwa (niemniej do teraz nie rozumiem kto i po co wywalił tego czerwonego pick-upa w kosmos). Ważnym plusem jest lądowanie Voyagera na planecie, które pokazuje, że wreszcie statek Federacji ma coś ciekawego do zaoferowania od czasu oddzielenia spodka w Galaxy.

Jest taka grupa odcinków w sezonie, o której niewiele można powiedzieć, oprócz tego, że strzelali się z Kazonami. Chodzi o Initiatins, Maneuvers, Alliances i Investigations. Wszystkie cztery odcinki rażą uproszczeniami, które przedstawiają konflikty załogi z Kazonami w strasznie sztuczny czasami sposób. Było kilka fajnych momentów w Alliances i Investigations (wróciło tarcie Gwiezdna Flota vs. Maquis, a w drugim Neelex wreszcie zrobił coś fajnego - szkoda, że do tego potem nie wrócili), generalnie jednak wszystkie one były zbyt uproszczone. Nie żeby to nie był grzech całego Treka, w porównaniu do reszty serii odcinki nie wypadają tak źle, ale powinniśmy mieć większe wymagania od naszego serialu

Projections nie ma sensu chwalić, nawet Q__ ma do niego słabość ;) Świetny duet Picardo i Schultza, a przedstawienie Doktora jako człowieka z krwi i kości jest bardzo przekonujące, chociaż wiadomo, że to nie może się tak skończyć.

Zestaw nudnych, sztucznych i głupkowatych odcinków (na szczęście nie taki duży) otwiera Elogium, odcinek nic nie wnosi, odbiera natomiast ochotę na obiad. Do tej grupy dołączę Tattoo, którego nigdy nie lubiłem i nic się nie zmieniło (chociaż Doktor symulujący chorobę jest świetny) i oczywiście Threshold, który jest jeszcze głupszy od dwóch poprzednich, chociaż przynajmniej trochę lepiej się go ogląda. Wspomnę tu również o Resistence, głupie to to może nie jest, ale tak smętny i nudny zapychacz, że aż szkoda takiego aktora jak Joey Grey do czegoś takiego.
Chciałbym coś dobrego powiedzieć o dwóch odcinkach, które są powszechnie krytykowane. Po pierwsze Non Sequitur - broni się fajnym pomysłem (mimo że finał jest zupełnie bez pomysłu – znowu te uproszczenia) i trzyma w napięciu aż do końca. Takie „co by było, gdyby…” jest w Treku raz na jakiś czas potrzebne i zawsze interesujące. Po drugie Twisted. Urodziny Kes, zazdrosny do znudzenia Neelix i anomalia, która robi niestworzone rzeczy i znika bez śladu i wyjaśnienia. Słabo, zapamiętałem ten odcinek jako lepszy. Ale on nadal ma w sobie coś godnego uwagi. Rozumiem potrzebę stworzenia z Voyagera swoistego labiryntu, pomysł znakomity , a wybrane przez twórców uzasadnienie nawet się broni w trekowych realiach. Niestety to rozczarowujące pójście na łatwiznę, ten motyw mógłby się pojawić w odniesieniu do jakiejś superpotężnej istoty (może nawet Q ?) albo być związany z jakimś tajemniczym i niebezpieczny artefaktem, który prowadziłby do czegoś na kształt Move Along Home z DS9. Można sobie wyobrazić dużo ciekawszych rozwiązań, szkoda że poprzestali na tym.

Parturition to dla odmiany przyjemny zapychacz, nawet lepszy niż go zapamiętałem, Persistence of Vision z kolei zapowiadało się znacznie ciekawiej i w sumie wyszło dobrze, ale konkluzja mogła być ciekawsza. Jak dla mnie motywacja obcego i jego nagłe zniknięcie pozostawiają za wiele wątpliwości (chociaż fani TNG mogliby powiedzieć, że takie niedopowiedzenia są piękne :D). Cold Fire też zapowiadał się na coś większego, okazał się za to dość ważnym docinkiem dla rozwoju Kes. Całkiem niezły, ale po Caretakerze mogliśmy oczekiwać, że ten motyw pojawi się jak nie w finale serialu, to przynajmniej w finale sezonu.

Dalej jest już tylko dobrze.
Prototype to jeden z moich ulubionych odcinków sezonu. Bardzo ładnie podany motyw w klimacie starego s.f. W Meld zobaczymy bardzo dobrą rolę Brada Dourifa, pozornie banalny wątek główny, który okazuje się nie taki banalny. Dowiadujemy się też sporo o naturze Wolkan. Dreadnought to świetny pomysł i trzymająca do końca w napięciu akcja. Dead Wish to chyba jeden z najlepszych odcinków z Q (a na pewno najlepszy w Voyagerze). Pierwszy i jedyny raz udało się całkiem nieźle wejrzeć w naturę kontinuum (i zrozumieć dlaczego Q tak pajacował w TNG). Problem filozoficzny takiego formatu, że aż żal mi Picarda, że nie mógł go sobie porozkminiać W Lifesigns mamy dobrze przedstawiony kolejny krok w ewolucji Doktora w romantycznej oprawie, Deadlock jest dramatyczny i trzyma w napięciu, dając widzowi tylko chwilę na pozbieranie się ze wszystkim. Dobry pomysł, który nie wymaga nawet wyjaśnień – tu się liczyły emocje. Jedno zastrzeżenie do tego odcinka – abordaż był bardzo mało przekonujący (zresztą kolejny ogólnotrekowy problem), można odnieść wrażenie, że dwóch Vidiian chodziło sobie po Voyagerze i wycięło wszystkich bez większego oporu. Zabrakło przynajmniej dwóch scen pokazujących, że Voyager próbował się bronić, zanim Ci doszli na mostek. Innocence miało trafić do kategorii zapychaczy z „oryginalnym” wątkiem na siłę, ale Tuvok próbujący po wolkańsku poradzić sobie z gromadką niesfornych dzieci wypadł bardzo dobrze. Tuvix to znany i powszechnie ceniony odcinek, niewiele więcej mógłbym tu dodać. Po prostu mocny. W Resolutions rozwiązania fabularne są pełne uproszczeń, ale tu tak naprawdę chodzi o relację Chacotay-Janeway i muszę powiedzieć, że była chemia. Dzięki temu ich późniejsza przyjaźń, na granicy afektu, staje się bardzo przekonująca.
Na osobną uwagę zasługuje The Thaw. Dużo lepszy niż go sobie zapamiętałem, naprawdę mi się spodobał. Interesujący, trochę straszny (groteskowy?) i lekko filozoficzny. Można odnieść wrażenie, że odcinek to jakiś chaotyczny koszmar nocny, początkowo niewinny, z czasem coraz straszniejszy. Czarny charakter doskonale zagrany.
Na koniec pozostaje Basics I. Ogólnie przyzwoity cliffhanger, intryga i akcja jak najbardziej na plus, „zaproszenie” do akcji Lona Sudera to bardzo duży plus, ale mam to samo jedno zastrzeżenie, co w przypadku Deadlock. Ten abordaż był po prostu do niczego :/ Czy ktoś bronił tego Voyagera ? Chyba nikt, bo nawet załogi za bardzo nie ubyło po tym wszystkim (chociaż na dobre im to wyszło;)).

Podsumowując (żeby być w temacie), mimo moich początkowych obaw, II sezon Voyagera jest moim zdaniem niemałą zaletą tego serialu
Q__
Moderator
#695 - Wysłana: 11 Lut 2016 22:47:39 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Korrd

Korrd:
Projections nie ma sensu chwalić, nawet Q__ ma do niego słabość ;) Świetny duet Picardo i Schultza, a przedstawienie Doktora jako człowieka z krwi i kości jest bardzo przekonujące, chociaż wiadomo, że to nie może się tak skończyć.

Ogólnie mam słabość do wątku Barclay'a w VOY... Choćby już dlatego, że dano tej postaci szansę tak pięknie się rozwinąć, cieszę się, że ta seria powstała...

Korrd:
Non Sequitur - broni się fajnym pomysłem (mimo że finał jest zupełnie bez pomysłu – znowu te uproszczenia) i trzyma w napięciu aż do końca. Takie „co by było, gdyby…” jest w Treku raz na jakiś czas potrzebne i zawsze interesujące.

O! Ktoś w końcu pochwalił jeden z moich ulubionych odcinków VOY (pierwszy, który przekonał mnie do tej serii za pierwszym oglądaniem, o ile mnie pamięć nie myli...). Wiesz co mi się tam podobało lata temu? Że było to b. serio z tego co pamiętam, taka - do czasu - bardziej opowieść psychologiczno-obyczajowa niż przygodówka...

Korrd:
W Resolutions rozwiązania fabularne są pełne uproszczeń, ale tu tak naprawdę chodzi o relację Chacotay-Janeway i muszę powiedzieć, że była chemia. Dzięki temu ich późniejsza przyjaźń, na granicy afektu, staje się bardzo przekonująca.

Też uważasz, że nie powinni go byli pchać w objęcia Seven?

Korrd:
Na osobną uwagę zasługuje The Thaw. Dużo lepszy niż go sobie zapamiętałem, naprawdę mi się spodobał. Interesujący, trochę straszny (groteskowy?) i lekko filozoficzny. Można odnieść wrażenie, że odcinek to jakiś chaotyczny koszmar nocny, początkowo niewinny, z czasem coraz straszniejszy. Czarny charakter doskonale zagrany.

Epizod, który nie tylko lubię, ale uważam za jeden z najlepszych w VOY (i lepszych w Treku). Zakończenie b. klimatyczne, ale i - co się zowie - kontrowersyjne, dało początek niekończącym się żartom, że Kaśka to bezwzględna bitch z Sekcji 31, ale cała treść odcinka to zarazem b. dobra SF (wiadomo, jeśli łykamy założenie o humanoidach), niezły horror i znakomity hołd dla TOSowej psychodelii (którą widzimy tu w Treku po raz ostatni), przy tym - jak słusznie napisałeś - przyprawione to wszystko szczyptą, typowej dla Menosky'ego, filozoficznej zadumy. No i Kaśka z Clownem robią tu trochę za Jokera i Batmana...
Fajnie, że go doceniłeś.
Korrd
Użytkownik
#696 - Wysłana: 15 Lut 2016 10:33:49
Odpowiedz 
Q__:
było to b. serio z tego co pamiętam, taka - do czasu - bardziej opowieść psychologiczno-obyczajowa niż przygodówka...

Rzeczywiście, wydawałoby się, że to motyw typowo przygodowy, a odcinek był bardzo spokojny (pomijając finał). Natomiast wadą odcinka jest okropna gra aktorska tej pani, co grała dziewczynę Harrego. Rzadko widuje aktorstwo tak kiepskie, że oglądając, przybijam facepalmy, bo po prostu widzę, że jest tak źle i sztucznie. Chociaż, podobnie jak Kirk, nie jestem krytykiem teatralnym ;)

Q__:
Też uważasz, że nie powinni go byli pchać w objęcia Seven?

Tak, chyba już rozmawialiśmy o tym, że to było bardzo kiepskie. Na szczęście ten wątek prawie w całości przypada na "Endgame", które i tak nie uznaję ;)
Q__
Moderator
#697 - Wysłana: 19 Lut 2016 23:41:28 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Korrd

Korrd:
Rzeczywiście, wydawałoby się, że to motyw typowo przygodowy, a odcinek był bardzo spokojny

Co b. cenię w Treku. Tym bardziej nawet im bardziej burzliwa jest rzeczywistość za oknem... (Tu powinienem ponarzekać po raz kolejny na filmy - od FC licząc, w górę.)

Korrd:
Natomiast wadą odcinka jest okropna gra aktorska tej pani, co grała dziewczynę Harrego.

Kiedy to - jak wiemy - zła kobieta była. To i na lepsze aktorstwo nie zasługiwała...

Korrd:
Tak, chyba już rozmawialiśmy o tym, że to było bardzo kiepskie.

Z drugiej strony - że zabawię się w adwokata diabla - po latach platonicznego (chyba, że czegoś nam nie pokazano*) związku Chakotay mógł się rzucić w pierwsze lepsze ramiona dla (nawet nie tylko czysto fizycznego) odreagowania. Znaczy: chemię między postaciami to psuje (co prawda, jak słusznie zauważyłeś, w momencie dość późnym, by nie zaszkodzić całości), ale psychologicznie ma sens. Choć cieszę się, że Beyer potem co trzeba naprawiła**.

* W sumie przydałby się VOY XXX od twórcy TNG XXX by ujednoznacznić wiadomo kogo jako ekranową parę

** BTW. jak o powieściach tej pani mowa... Przekonały mnie w sumie, że chętnie bym zobaczył - zamiast eksperymentów typu REN - jakiś solidny (fanowski, a jeszcze lepiej oficjalny) VOY Reunion z porządnym SFowym wątkiem (u Beyer takie są regularnie) i - co zawsze było wyznacznikiem tej serii - dobrymi CGI, który by stanowił odkupienie VOYagera w oczach jego najzacieklejszych krytyków, a zarazem źródło wielkiej radości dla jego fanów. No i, godniejsze niż NEM, pożegnanie z XXIV wiekiem jaki pokochaliśmy.

Korrd:
"Endgame", które i tak nie uznaję

Bo nie jest to pierwotna linia czasu?
Mav
Użytkownik
#698 - Wysłana: 20 Cze 2016 22:52:09 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Idąc na fali powtarzania TNG w wersji remastered, postanowiłem ponownie dać szanse Voyagerowi... Sięgnąłem po kilka lepszych epizodów. Niestety, serial ten mi kompletnie nie podchodzi....

"Timeless" - zabrałem się za ten odcinek, bo najbardziej przypomina konwencją moje ulubione odcinki TNG. Niestety mimo iż ogólnie ogląda się go przyjemnie, to napchany jest voyageryzmami na maksa.

W dużym skrócie: TNG potrafiło namieszać w kwestiach technologicznych, ale mimo wszystko starano się zachować zdrowy rozsądek. Np. bariera warp 10 pozostawała tą mityczną barierą. Jedynie Obca technologia była zdolna przenieść Enterprise w przestrzeni szybciej niż w warp 9. Czy to Q, czy to jakaś potężna cywilizacja. Dla fedków jednak było to nieosiągalne i pozostawało tajemnicą. W VOYu jest to proste, wystarczy w odcinku "Hope and Fear" spotkać ultra zaawansowany napęd o którym nie ma się zielonego pojęcia, a potem w 5 minut zmodyfikować napęd warp Interpida tworząc działający strumieniowy napęd kwantowy i śmigać setki lat świetlnych przez godzinę, aż tunel się rozproszy... Scotty i Geordi przy B'Elannie i jej ekipie to jacyś upośledzeni mechanicy... Potem geniusze z Voyagera dopieszczają napęd w opisywanym odcinku
"Timeless". Bariera warp 10 potraktowana jak byle co, obcy napęd skopiowany w chwile, o konsekwencjach dla Treka nikt nie myślał... Po powrocie Voyagera w kilka lat cała Gwiezdna Flota powinna latać w transwarp.

Potem w przyszłości wystarczy przeskanować chip 7 z 9 i już mamy jej numer telefonu do przeszłości... Doctor to zrobił podczas rozmowy z Kimem, tak po prostu, proste. Oczywiście niezbędna była magiczna skrzynka z modułem Borga, którą skradli Federacji, ale ukraść takie coś, to żaden problem. Tyle, że potem gonił ich upośledzony okręt klasy Galaxy - USS Challenger. Przez dobre 10 minut nie mógł poradzić sobie z promem i do samego końca nie dał rady. Kapitanem tego okrętu jest utalentowany mechanik/inżynier z wieloletnim doświadczeniem - Geordi. Jaka jest w tym logika? Dlaczego mechanik zostaje kapitanem? Myślałem, że do tego stanowiska prowadzi inna droga kariery. Że trzeba się szkolić w dowodzeniu, łapać doświadczenie służąc w pionie dowodzenia na różnych okrętach. Być przez kilka lat pierwszych oficerem itd. Dlaczego Geordi porzucił to, co kochał? Znudziła mu się inżynieria? Federacja już nie potrzebowała jego talentu? Może za kilka kolejnych lat zostanie lekarzem?

Zabawne jest, że gdy Harry podał 7 z 9 złe poprawki, które obliczał przez 10 lat, załamuje się i dopiero w ostatniej chwili wpada na genialny pomysł rozproszenia strumienia transwarp. Hmmm to przez tyle lat nie wpadł na plan B? Czyli przesłanie 7 z 9 informacji, aby w ogóle nie aktywowali napędu? Można by było to od biedy wyjaśnić tym, że miał ograniczone pole manewru, że mógł przesłać tylko mały fragment tekstu (co i tak by wystarczyło, żeby ich ostrzec przed lotem), ale okazało się, że był wstanie wysłać sobie nawet filmik z przyszłości

Nie chce mi się w sumie dalej pisać. Z tym serialem jest coś nie tak, nawet w jego najlepszej formie.
Guauld
Użytkownik
#699 - Wysłana: 20 Cze 2016 23:41:30 - Edytowany przez: Guauld
Odpowiedz 
Mav:
Jaka jest w tym logika? Dlaczego mechanik zostaje kapitanem? Myślałem, że do tego stanowiska prowadzi inna droga kariery. Że trzeba się szkolić w dowodzeniu, łapać doświadczenie służąc w pionie dowodzenia na różnych okrętach.

Nie jestem pewien czy dobrze rozumiem jak to działa, ale zdaje się, że jak np. oficer naukowy, inżynier czy inny zdobywa pewne doświadczenie na mostku w awaryjnych sytuacjach, gdy musi przejąć rolę kapitana (zdarzało się nie tylko Geordiemu, ale przynajmniej raz i Deannie (tyle jej pamiętam)), to potem może łatwiej się "przespecjalizować", tj. przejść kilka dodatkowych kursów i wtedy zmienia sobie kolor munduru i zostaje powiedzmy pierwszym oficerem, do kapitana już droga standardowa. Ktoś rozmawiał w którymś odcinku DS9 z Sisko właśnie o tym, że zastanawiał się nad "zmianą munduru", nie pamiętam już tylko kto to był.

Mav:
Dlaczego Geordi porzucił to, co kochał? Znudziła mu się inżynieria?

Może uznał, że chce ruszyć z karierą do przodu i miał wybór albo przenieść się do dowództwa, albo zostać inżynierem bardziej stacjonarnym i pracować w jakimś ośrodku badawczym, bo przenieść się na lepszy statek już nie mógł.
Q__
Moderator
#700 - Wysłana: 20 Cze 2016 23:41:36 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Po powrocie Voyagera w kilka lat cała Gwiezdna Flota powinna latać w transwarp.

I, zauważ, że zarówno scenariusz AND - gdzie standardowym napędem staje się slipstream, jak i takie fanowskie projekty jak ST: Odyssey, ST: Phoenix, Mariner, ST: Absolution, uznają za oczywiste, że w tym kierunku to pójdzie. Scenariusz ST: Uncharted też, choć traktuje o XXV-wiecznym Abramsverse...
Znaczy: Roddenberry, Gummelt i fani (niektórzy związani z ekipą Abramsa) - wszyscy nie mają wątpliwości, że sytuacja ku temu dąży...

Mav:
W VOYu jest to proste, wystarczy w odcinku "Hope and Fear" spotkać ultra zaawansowany napęd o którym nie ma się zielonego pojęcia, a potem w 5 minut zmodyfikować napęd warp Interpida tworząc działający strumieniowy napęd kwantowy i śmigać setki lat świetlnych przez godzinę, aż tunel się rozproszy... Scotty i Geordi przy B'Elannie i jej ekipie to jacyś upośledzeni mechanicy... Potem geniusze z Voyagera dopieszczają napęd w opisywanym odcinku
"Timeless".

Tylko zwróć uwagę, że transwarpy i slipstreamy bazują na otwieraniu sztucznych wormholi, a wytwarzać takowe już XXIII-wieczny Constitution technicznie był w stanie (TMP się kłania). Możliwe więc, że cały ten zawrotny skok technologiczny polegał na nauczeniu się jak kalibrować napęd by taki przelot wormholem był bezpieczny. Ale - jak widzimy - w danym momencie wciąż nienajlepiej z tym było, mimo nowych danych...

Mav:
Kapitanem tego okrętu jest utalentowany mechanik/inżynier z wieloletnim doświadczeniem - Geordi. Jaka jest w tym logika? Dlaczego mechanik zostaje kapitanem? Myślałem, że do tego stanowiska prowadzi inna droga kariery. Że trzeba się szkolić w dowodzeniu, łapać doświadczenie służąc w pionie dowodzenia na różnych okrętach. Być przez kilka lat pierwszych oficerem itd. Dlaczego Geordi porzucił to, co kochał? Znudziła mu się inżynieria? Federacja już nie potrzebowała jego talentu? Może za kilka kolejnych lat zostanie lekarzem?

I nic, a nic w Tobie pozytywnego nie obudził widok znanej TNGowskiej twarzy? Tylko chęć krytyki?

A co do meritum, to zauważ, że po tej nieszczęsnej Dominion War itp. wyzwaniach GF mogła, po prostu, potrzebować swoich najlepszych w kapitańskich fotelach, a Geordi jednym z najlepszych był. Ponadto zwróć uwagę, iż La Forge - choć genialny inżynier - służbę na Ent-D zaczynał w sekcji dowodzenia właśnie, jako sternik:

Choć nie tylko jako sternik - w "The Arsenal of Freedom" pierwszy raz w karierze samodzielnie dowodził... i dowódcą okazał się utalentowanym:

Popatrzmy*:
http://www.youtube.com/watch?v=zZ2p6L-VNEs

* serio tak daleko stąd do...?
http://www.youtube.com/watch?v=-tQBxxfLvz0

Nawiasem: przypomnij sobie, że jest to w GF norma - Picard poza dowodzeniem znał się wyśmienicie na pilotażu, studiował też archeologię, Sisko - poza administrowaniem stacją i układaniem planów bitew - zaprojektował Defianta, Spock z nauk ścisłych przeszedł do dyplomacji... Ba, nawet Troi miała udany epizod dowodzenia, pamiętasz "Disaster"?


Mav:
Z tym serialem jest coś nie tak, nawet w jego najlepszej formie.

Hmmm... ciekawe czy i w "Pathfinderze" coś do skrytykowania znajdziesz?
Mav
Użytkownik
#701 - Wysłana: 21 Cze 2016 20:33:46 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Guauld:
Może uznał, że chce ruszyć z karierą do przodu i miał wybór albo przenieść się do dowództwa, albo zostać inżynierem bardziej stacjonarnym i pracować w jakimś ośrodku badawczym, bo przenieść się na lepszy statek już nie mógł.

Wydaje mi się nienaturalnym, aby ktoś tak zafascynowany technologią odpuścił temat. Myślę, że gdyby go fascynowało dowodzenie, to by poszedł w tym kierunku. Po prostu trochę to naciągane.

Q__:
, zauważ, że zarówno scenariusz AND - gdzie standardowym napędem staje się slipstream, jak i takie fanowskie projekty jak ST: Odyssey, ST: Phoenix, Mariner, ST: Absolution, uznają za oczywiste, że w tym kierunku to pójdzie. Scenariusz ST: Uncharted też, choć traktuje o XXV-wiecznym Abramsverse...
Znaczy: Roddenberry, Gummelt i fani (niektórzy związani z ekipą Abramsa) - wszyscy nie mają wątpliwości, że sytuacja ku temu dąży

Pytanie brzmi, czy takie udziwnianie napędu warp ma sens? Co to zmienia? I tak dla fabuły nie ma to znaczenia. Po prostu i tak gdzieś dolecą czy to będzie warp, czy hiper warp, odczucia prędkości u widza to nie zmieni. Koncepcja napędu warp jest sama w sobie na tyle ciekawa i podparta realną teorią, że nie zrozumiałe jest dla mnie wymyślanie jakichś dziwactw w postaci kwantowych strumieni, transwarpów itd. Trąci to kiczowatym efekciarstwem. Bardzo mi się podobało trzymanie się warp i jego bariery. Opis problemu warp 10, czyli bycia teoretycznie w każdym miejscu we wszechświecie, dawało do myślenia i budowało realizm tego napędu.

Q__:
I nic, a nic w Tobie pozytywnego nie obudził widok znanej TNGowskiej twarzy? Tylko chęć krytyki?

Owszem, widok Geordiego cieszył, ale niestety beznadziejny pościg w wykonaniu jego okrętu skutecznie wszystko zepsuł.

Q__:
A co do meritum, to zauważ, że po tej nieszczęsnej Dominion War itp. wyzwaniach GF mogła, po prostu, potrzebować swoich najlepszych w kapitańskich fotelach, a Geordi jednym z najlepszych był.

Świetnych inżynierów po Dominion War nie potrzebowali?

Q__:
Ponadto zwróć uwagę, iż La Forge - choć genialny inżynier - służbę na Ent-D zaczynał w sekcji dowodzenia właśnie, jako sternik:

W pierwszym sezonie były hologramy, czerwony Worf, a Riker nie miał brody, więc to był dziwny pod tym względem sezon

Q__:
Sisko - poza administrowaniem stacją i układaniem planów bitew - zaprojektował Defianta

Przypomniałeś mi to... Kiedy on go projektował, po godzinach pracy? Pozostałe przykłady są ok, ale Sisco projektant to przegięcie.

Q__:
w "Pathfinderze"

? W tej gazetce?
Guauld
Użytkownik
#702 - Wysłana: 21 Cze 2016 21:10:57
Odpowiedz 
Mav:
Wydaje mi się nienaturalnym, aby ktoś tak zafascynowany technologią odpuścił temat. Myślę, że gdyby go fascynowało dowodzenie, to by poszedł w tym kierunku. Po prostu trochę to naciągane.

IMHO to normalna rzecz we flocie i każdy ambitny oficer planuje w pewnym momencie przenieść się do dowództwa, np. Crusher jako lekarz też została kapitanem (co prawda w alternatywnej linii czasu, ale jednak), Janeway nie wiem czy była fizykiem czy kimś w okolicach tego pola, ale pierwszy odcinek serialu chyba sugerował coś takiego (gdyby od początku była w dowództwie, raczej nie zostałaby w taki sposób przywitana przez admirała).

Mav:
Koncepcja napędu warp jest sama w sobie na tyle ciekawa i podparta realną teorią, że nie zrozumiałe jest dla mnie wymyślanie jakichś dziwactw w postaci kwantowych strumieni, transwarpów itd. Trąci to kiczowatym efekciarstwem.

Problem z Warp jest taki, że ta technologia i tak w serialu jest już naciągnięta do granic jej możliwości w stosunku do teorii napędu Alcubierre'a (co prawda powstałej później, ale jednak mającej pewien wpływ na postrzeganie Warp), tj. przy przekraczaniu c kilka tysięcy razy wymagane energie stają się zwyczajnie absurdalne, a dostępna szybkość podróży ciągle jest niezadowalająca przy ogromie nie tylko galaktyki, ale i samego terytorium Fedków. Dlatego nie dziwię się, że próbują znaleźć jakieś alternatywy, bo Warp ma zwyczajnie swoje ograniczenia, tak samo, jak z napędu odrzutowego w granicach rozsądku da się jedynie wykrzesać jakieś tam mało imponujące maksimum (na papierze można by przyspieszać bardzo blisko do c, ale w praktyce nie da się czegoś takiego zbudować).
Q__
Moderator
#703 - Wysłana: 21 Cze 2016 22:31:22 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Wydaje mi się nienaturalnym, aby ktoś tak zafascynowany technologią odpuścił temat. Myślę, że gdyby go fascynowało dowodzenie, to by poszedł w tym kierunku.

Wiesz, po pierwsze nie mamy pojęcia czy odpuścił... Spójrzmy na kontynuację losów Lefler w HF, gdzie została głównym inżynierem na Excelsiorze. Potem awansowała na XO, ale wciąż mieszała się do pracy swojego następcy, zaglądała do maszynowni, w końcu - o ile dobrze pamiętam - Shelby kazała jej przestać, i posłuchała. Ale i tak zginęła niedługo później przeprowadzając eksperyment inżynieryjny, nad czymś związanym z napędem transwarp zresztą (próbowała syntetyzować Cząsteczkę Omega i wyszło jak wyszło). Możliwe, że Geordi nie mając nad sobą nijakiej Shelby uprzykrzał życie swojemu inżynierowi cały czas, siedząc u niego więcej niż na mostku.

Po drugie... Znasz krótki epizod z jego przyszłości. Równie dobrze widząc Kirka z czasów tuż przed TMP, albo pomiędzy TMP, a TWoK, mógłbyś pytać jakim cudem ten śmiały odkrywca dał się w ogóle posadzić za biurkiem ("toż to bzdura i burak" ), nie zauważając, że dał się posadzić, ale tylko czasowo...
Mogło być i tak, że La Forge mógł potem wrócić do inżynierii z wysłużonym stopniem kapitana, komodora, czy kontradmirała, a dowodzenie wybrać na chwilę, jako sposób wyrobienia sobie kolejnych nitów, by mu potem byle neptek się z racji stopnia do projektów nie mógł mieszać. Został sternikiem, by móc awansować na Ent-D, mógł zostać kapitanem, by potem np. szefować SCE (cholera wie, może rywalizował o to ze Scotty'm, który mógł wtedy nadal żyć i aktywnie służyć*, a kapitanem - minimum - był.)

* Popatrz na McCoy'a z "Encounter at Farpoint", na Chekova z REN, a on mniej się zestarzał ("Relics" się kłania)...

Mav:
Pytanie brzmi, czy takie udziwnianie napędu warp ma sens? Co to zmienia?

Zadaj to pytanie Roddenberry'emu, który wprowadził to udziwnienie najpierw (wspominałem o TMP?), a stronę teoretyczną Warp 10 dopiero potem...

Mav:
Opis problemu warp 10, czyli bycia teoretycznie w każdym miejscu we wszechświecie, dawało do myślenia i budowało realizm tego napędu.

Zacytujmy z Manuala TNG, bo to - w istocie - ładne:

"5.1 WARP FIELD THEORY AND APPLICATION
/.../
THEORETICAL LIMITS

Eugene's Limit allows for warp stress to increase asymptotically, approaching but never reaching a value corresponding to Warp Factor 10. As field values approach ten, power requirements rise geometrically, while the aforementioned driver coil efficiency drops dramatically. The required force coupling and decoupling of the warp field layers rise to unattainable frequencies, exceeding not only the flight system's control capabilities, but more important the limit imposed by the aforementioned Planck time. Even if it were possible to expend the theoretically infinite amount of energy required, an object at Warp 10 would be traveling infinitely fast, occupying all points in the universe simultaneously."


I dodajmy jeszcze co mówi TNG "Time Squared":

Picard: What force or phenomenon could cause the shuttle to be thrown back in time?
Riker: None that we've encountered. In theory, accelerating beyond warp ten.
Picard: Using the gravitational pull of a star to slingshot back in time.


Ale zważmy, że teoria ładna, ale koszt energetyczny spory - jak już zauważył Guauld. I w sumie nawet nie wiadomo czy granica Warp 10 jest - w związku z tym - osiągalna. Tak, VOY "Threshold" uznają za odcinek niekanoniczny wcale liczni fani, a i Braga bodaj, z perspektywy czasu, coś chyba bąknął, że go dekanonizuje...

Aczkolwiek, trzeba uczciwie przyznać, że Sternbach znalazł eleganckie, technobełkotliwe, obejście problemu:

"I think what may have happened with the silly Warp 10 episode was that there was a coupling of the energy from the shuttle to all of the energy and matter of the universe (which might be possible if we're looking at a finite system), and the shuttle was able to access any point anywhere by some amazing tunnelling phenomenon which shrank the normal 3D distances to points, much like all the universe being squished into a pinpoint at the big bang because it was all energy with no need for elbow room. Whew."
http://www.ex-astris-scientia.org/treknology/trekn ology-e.htm
(Szukać pod Eugene's limit.)

Mav:
W pierwszym sezonie były hologramy, czerwony Worf, a Riker nie miał brody, więc to był dziwny pod tym względem sezon

No i całkiem niedawno chwaliliśmy ten sezon i te hologramy, nie ma więc powodu, byś nagle zmieniał front.

Mav:
Przypomniałeś mi to... Kiedy on go projektował, po godzinach pracy? Pozostałe przykłady są ok, ale Sisco projektant to przegięcie.

Miał na to całe lata (konkretnie: trzy), pomiędzy Stardate 43997., a Stardate 46379.1, kiedy dochodził do siebie po śmierci żony, pracując jako inżynier w Utopia Planitia Fleet Yards.

Mav:
? W tej gazetce?

W odcinku 6x09 VOY.

Guauld

Guauld:
Janeway nie wiem czy była fizykiem czy kimś w okolicach tego pola, ale pierwszy odcinek serialu chyba sugerował coś takiego (gdyby od początku była w dowództwie, raczej nie zostałaby w taki sposób przywitana przez admirała).

W "Caretakerze" sama wspomina:

Janeway: Tom Paris? Kathryn Janeway. I served with your father on the Al-Batani.

"Live Fast And Prosper" przynosi kolejny szczegół:

Neelix: Well, she's commanded Voyager for almost six years now. Before that, she was a science officer on the Al-Batani.

BTW. Uważana za kanon powieść "Mosaic" Taylor dorzuca ciekawostkę nt. charakteru misji tegoż statku:
http://memory-beta.wikia.com/wiki/Arias_expedition

Guauld:
Problem z Warp jest taki, że ta technologia i tak w serialu jest już naciągnięta do granic jej możliwości w stosunku do teorii napędu Alcubierre'a (co prawda powstałej później, ale jednak mającej pewien wpływ na postrzeganie Warp), tj. przy przekraczaniu c kilka tysięcy razy wymagane energie stają się zwyczajnie absurdalne, a dostępna szybkość podróży ciągle jest niezadowalająca przy ogromie nie tylko galaktyki, ale i samego terytorium Fedków.

Owszem. Rzuć jednak okiem trochę wyżej, gdzie cytuję Sternbacha. Zgrabnie podparł kijem jeden z gorszych bragizmów.
Maveral
Użytkownik
#704 - Wysłana: 21 Cze 2016 23:36:24
Odpowiedz 
Co do technologicznych wymysłów Treka, to nie ma się co "spinać", bo wiele używanych przez postacie technologii jest po prostu opartych o teoretyczne i wręcz optymistyczno-życzeniowe działanie praw fizyki w serialu. Pamiętam, że kiedyś pytano scenarzystów jak działa kompensator Heisenberga, na co odpowiedzieli: "dobrze działa" ;) Na technobełkot trzeba przymknąć oko, bo się tego serialu nie polubi i już.

Mav:
Wydaje mi się nienaturalnym, aby ktoś tak zafascynowany technologią odpuścił temat.

Mnie się to wydaje jak najbardziej naturalne. Znam wielu ludzi, którzy się przebranżowili, bo nie chcieli robić zawodowo tylko jednej rzeczy przez całe życie. Wypalenie zawodowe tudzież chęć spróbowania czegoś innego, to silne motywatory człowieka i to samo mogło dotknąć LaForge'a
Q__
Moderator
#705 - Wysłana: 21 Cze 2016 23:59:54 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Maveral

Maveral:
wiele używanych przez postacie technologii jest po prostu opartych o teoretyczne i wręcz optymistyczno-życzeniowe działanie praw fizyki w serialu. Pamiętam, że kiedyś pytano scenarzystów jak działa kompensator Heisenberga, na co odpowiedzieli: "dobrze działa" ;)

Z jednej strony - tak. Z drugiej, jak widać, szukanie wyjaśnienia dla każdego ekranowego cudu zdaje się być jednym z ulubionych zajęć samych twórców (vide Sternbach), a także autorów powieści i fan-produkcji*, że już o zwykłych fanach nie wspomnę. Przy tym, jeśli podchodzić do tego na zdrowym luzie, może to być fajna naukowa zabawa, a więc jeden z pozytywnych aspektów oddziaływania Treka, jako scjentystycznego mitu inspirującego przyszłych uczonych.

* Ledwo co wrzucałem przykłady:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=3&topic=3390&page=1#msg300030

BTW. jeszcze
Maveral:
Co do technologicznych wymysłów Treka

Odnotowałeś, że pogrzebawszy w źródłach przyznałem Ci rację co do ułamkowego Warp?
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=3&topic=4008&page=0#msg302830
(Rzuć okiem na sam koniec tego posta.)

Przy czym teraz ma to dla mnie więcej sensu, niż wtedy, gdy w/w posta zamieszczałem, bo widziałem wykres pokazujący o co chodzi z Eugene's limit:


Wykres "kanonizowany" zresztą ponownie, bo z Manuala TNG trafił na ekran w ENT "First Flight":
Guauld
Użytkownik
#706 - Wysłana: 22 Cze 2016 08:31:41
Odpowiedz 
Q__:
W "Caretakerze" sama wspomina:

Janeway: Tom Paris? Kathryn Janeway. I served with your father on the Al-Batani.

"Live Fast And Prosper" przynosi kolejny szczegół:

Neelix: Well, she's commanded Voyager for almost six years now. Before that, she was a science officer on the Al-Batani.

Ogólnie dosyć często zdaje się podkreślała przeszłość swojej kariery i to, że była naukowcem, ale nie wiem czy gdziekolwiek było wspomniane czym konkretnie się zajmowała. Pisząc poprzedniego posta miałem w głowie poniższą scenę:

PATTERSON: What's the threshold of the H-two molecule?
JANEWAY: Fourteen point seven electron volts.
PATTERSON: Third brightest star in Orion?
JANEWAY: Viewed from where?
PATTERSON: Earth.
JANEWAY: Gamma Orionis, or Bellatrix, if you prefer the original Arabic name.


Dodatkowo zdarzało się, że zwracała uwagę na zjawiska fizyczne (obecność jakichś cząstek tam, gdzie ich nie powinno być), o których nie każdy naukowiec musiałby zaraz wiedzieć. Z tego powodu mam wątpliwości, czy była (astro)fizykiem, czy może np. kartografem gwiezdnym.

Q__:
Owszem. Rzuć jednak okiem trochę wyżej, gdzie cytuję Sternbacha. Zgrabnie podparł kijem jeden z gorszych bragizmów.

Nie znałem tej interpretacji osiągnięcia Warp 10 i chociaż jest bardzo ciekawa, to jednak wolałbym, aby nie wracano do tego tematu w przyszłych Trekach, mimo wszystko .
Q__
Moderator
#707 - Wysłana: 22 Cze 2016 11:13:57 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Guauld

Guauld:
Dodatkowo zdarzało się, że zwracała uwagę na zjawiska fizyczne (obecność jakichś cząstek tam, gdzie ich nie powinno być), o których nie każdy naukowiec musiałby zaraz wiedzieć.

Cóż, w/w powieść "Mosaic" stanowiąca background do fabuły VOY (dlatego została pomyślana jako kanoniczna), mówi, że przyłączyła się do Arias expedition "just one year after she'd completed a doctoral degree in quantum cosmology". Czyli dobrze wnioskowałeś. Otrzaskanie kartograficzne też musi mieć, że względu na charakter misji Al-Bataniego. (Mniej oficjalna strona tejże ekspedycji wskazuje też dodatkowo, dlaczego wybrano ją do zadania typowo bezpieczniackiego , jakim było schwytanie ostatnich Maquis.)

Skądinąd - fakt, że się z tego doktryzowała, wskazuje na to, że w ST mają kwantową teorię Wszechświata... i wciąż jest rozwijana:
http://en.wikipedia.org/wiki/Quantum_cosmology

Guauld:
Nie znałem tej interpretacji osiągnięcia Warp 10 i chociaż jest bardzo ciekawa, to jednak wolałbym, aby nie wracano do tego tematu w przyszłych Trekach, mimo wszystko

Mówisz, że uroda interpretacji Sternbacha nie przysłoniła Ci, mimo wszystko, nonsensów fabuły Bragi?
Guauld
Użytkownik
#708 - Wysłana: 22 Cze 2016 22:01:45
Odpowiedz 
Q__:
Mówisz, że uroda interpretacji Sternbacha nie przysłoniła Ci, mimo wszystko, nonsensów fabuły Bragi?

Przysłoniła tyle co Merkury przysłania tarczę Słońca widziany z Ziemi .

Tak trochę z innej beczki, ostatnio przeszedłem po raz pierwszy Voyager - Elite Force (wcześniej tylko w dwójkę grałem), nie wiem w sumie czy to wstyd się przyznać czy nie (), że po tylu latach dopiero, no, ale chociaż gra bardzo stara to grało się przyjemnie, chociaż fps-ów nie darzę sympatią (zapewne dlatego, że choć Voy, to jednak ciągle Trek, a nie coś w mojej głowie bezbarwnego). Zaskakujące jak kiedyś w zupełności wystarczała banalna do bólu mechanika, co dzisiaj jest raczej niewyobrażalne (muszą być jakieś unlocki, upgrade'y, rpg-owe skille itd.). Jedynie prymitywne AI strasznie rzucało się w oczy, ale z drugiej strony napchano w niektórych lokacjach tylu przeciwników, że nawet zdejmując ich masowo z kąta czasem się nie nadążało. Po prostu kolejna i kolejna fala, amunicji brakuje (walka z Borgiem), aż z ciekawości spojrzałem jak wygląda solucja tej gry i się uśmiechnąłem widząc, że ponad połowa zdań to "kill more enemies" . Ale sama fabuła, choć może też nie z najwyżej półki, na odcinek serialu raczej by się nadała (z poprawką na to, że nie chciałbym ujrzeć na ekranie chorążego Munro zdejmującego w pojedynkę w stylu rambo kilka legionów ulepszonych genetycznie superżołnierzy, a szczególnie nie w Treku).

Ale teraz do rzeczy, dlaczego o tym piszę. Dosyć wyraźnie widać, że w ostatnim czasie nie tylko gry wideo przynoszą większe zyski niż filmy, ale również pojawia się sporo ambitnych twórców (głównie wśród gier indie), a myśląc tu o potencjale gry trekowej nie trudno dostrzec, że sporo da się wycisnąć z kwadrantu Delta i ogólnie fabuły wciśniętej między odcinki Voya (jeśli przymkniemy trochę oko na spójność i trochę skorygujemy pewne elementy). Mimo 7 sezonów jest to ciągle mało znany region (nie dziwota dlaczego), w przeciwieństwie do Alfy*, więc dla twórców chcących pewnej wolności, ale preferujących nie narażać się na baty od fanów chcących zachować kanon, byłoby to dobre rozwiązanie, jakiś otwarty wstęp.

*Chodzi mi o to, że w Alfie będą się przewijać co chwila (chyba nie da się tego uniknąć) znane już zbyt dobrze rasy (które, niestety, przez swoją fizyczną i mentalną humanoidalność - do tego bardzo zangielszczoną - nie są szczególnie ciekawe i nie nadają się do współczesnego SF), i byłby to "epizod" (growy) zapychacz z Ferengi, to kolejny spisek Kardasjan, a rasy i problemy odcinka znowu odłożone na bok (a podróż w jedną stronę ich przedstawieniu doskonale sprzyja, byle nie w taki sposób jak to zrealizowano).

Zaraz się okaże, że ktoś już o tym kropka w kropkę w ten sposób pisał, a Q__ przytoczy kilka linków do owych postów .
Q__
Moderator
#709 - Wysłana: 22 Cze 2016 22:34:02 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Guauld

Guauld:
Przysłoniła tyle co Merkury przysłania tarczę Słońca widziany z Ziemi

Nawiasem... W/w epizodzisko miało dla mnie zawsze taki campowo-horrorowy, yuznowsko-cormanowski posmak. Teraz już wiem dlaczego - pomysłodawcą był facet z produkcją licznych horrorów związany (Braga jego pomysł, że tak powiem, doszlifowywał...):
http://memory-alpha.wikia.com/wiki/Michael_De_Luca

Guauld:
Ale sama fabuła, choć może też nie z najwyżej półki, na odcinek serialu raczej by się nadała

No, to już wiesz skąd m.in. był mój umiarkowany entuzjazm do koncepcji Uncharted. Napisać TAK grę, i to FPS, to był w owych czasach niebagatelny sukces. Dlatego właśnie miałem nadzieję, że Gummelt, który ze strzelanki tyle wycisnął i z serialu zdoła wycisnąć max. Treka, nawet z Kurtzmanem nad głową, który - z woli decydentów - będzie krzyczał "więcej akcji!". Poza tym technologie wprowadzały fajne - i gra, i Uncharted.

Guauld:
Ale teraz do rzeczy, dlaczego o tym piszę. Dosyć wyraźnie widać, że w ostatnim czasie nie tylko gry wideo przynoszą większe zyski niż filmy, ale również pojawia się sporo ambitnych twórców (głównie wśród gier indie)

Cóż, nie zarzucę Cię linkami, ale przyznam, że takie właśnie nadzieje wiązałem na początku ze STO. Gdy usłyszałem o powstawaniu tej gry roiłem sobie, że dostaniemy +/- coś takiego, co zaoferował nam niedługo później Mass Effect, tylko w konwencji MMO, że widoczki będą wyglądały jak w fanowskim wirtualnym Ent-D (tylko dostaniemy nowsze klasy również), że do pisania epizodów posadzą sprawdzonych ludzi (skoro nawet do lunaparkowego Experience takich zatrudniono), a z czasem da się w to grywać w konwencji VR, jak teraz w Bridge Crew. Że Trek - po raz kolejny wyprzedzając epokę - przeniesie się na nowe medium, pozostając przy tym sobą (tym znanym z najlepszych filmów i odcinków, z - w miarę - spójnej wizji z Manuali... dobra, pewnie z nieusuwalną domieszką swoich starych wad... i nowych wad gierczanych typu koszącego wszystko równo z podłogą chorążego Munro też, ale to nie one będą dominować). Ba, zastanawiam się czy sami twórcy Star Trek Online wówczas takich ambicji nie mieli (bo gra miała być kanoniczna, bo lokacje do niej projektowali Probert i Okuda...), a wyszło jak wyszło...
Guauld
Użytkownik
#710 - Wysłana: 22 Cze 2016 23:36:13
Odpowiedz 
Q__:
Nawiasem... W/w epizodzisko miało dla mnie zawsze taki campowo-horrorowy, yuznowsko-cormanowski posmak. Teraz już wiem dlaczego - pomysłodawcą był facet z produkcją licznych horrorów związany (Braga jego pomysł, że tak powiem, doszlifowywał...):

Ogólnie to zastanawiam się jak ten odcinek i jemu podobne w ogóle ujrzały światło dzienne. Rozumiem, że to reżyser ma zawsze ostatnie słowo, ale nie wierzę, że nie było ludzi na planie mówiących, że to naprawdę zły scenariusz i lepiej go zupełnie odrzucić. Nie widziałem chyba ani jednej osoby, która by coś pozytywnego o tym odcinku napisała/powiedziała, to chyba coś znaczy. No chyba, że terminy goniły i już nie dało się nic zrobić.

Q__:
No, to już wiesz skąd m.in. był mój umiarkowany entuzjazm do koncepcji Uncharted. Napisać TAK grę, i to FPS, to był w owych czasach niebagatelny sukces. Dlatego zresztą miałem nadzieję, że Gummelt, który ze strzelanki tyle wycisnął i z serialu zdoła wycisnąć max. Treka, nawet z Kurtzmanem nad głową, który - z woli decydentów - będzie krzyczał "więcej akcji!". Poza tym technologie wprowadzały fajne - i gra, i Uncharted.

W sumie to uświadomiłeś mi, że kiedyś pobieżnie patrzyłem czym jest ten Uncharted, ale nigdy nie czytałem powstałych scenariuszy, pora to nadrobić.

Q__:
że widoczki będą wyglądały jak w fanowskim wirtualnym Ent-D

Nie jestem pewien czy odnosisz się do tego projektu, o którym było na main site, ale pewnie tak. W każdym razie, UE4 jest dosyć popularnym silnikiem, łatwym do nauki i intuicyjnym (przyjazny dla osób bardziej artystycznych dzięki Blueprintowi, który w zasadzie jest tym samym co pisanie w c++, tylko przez łączenie bloczków), więc może gdy ten projekt będzie bliżej końca, znajdą się jacyś chętni do wykorzystania go przy utworzeniu jakiegoś trekowego RPG czy przygodówki (wliczając w to grono scenarzystów, którzy mają na koncie jakieś dobre epizody), zakładając bardzo optymistycznie, że Paramount nie zamknąłby projektu z hukiem.
Q__
Moderator
#711 - Wysłana: 23 Cze 2016 00:15:37 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Guauld

Guauld:
Ogólnie to zastanawiam się jak ten odcinek i jemu podobne w ogóle ujrzały światło dzienne.

Mam wrażenie, że w tym wypadku to kwestia charakteru Bragi - ten scenariusz jest ultracampowy, a Braga, jak się czyta, ma nieumiarkowane umiłowanie do campu (on chociażby przy tych catsuitach Seven się uparł). (No i charakteru Bermana, że Bradze ulegał jak Władysław Herman palatynowi Sieciechowi, nie przymierzając.)

Guauld:
W sumie to uświadomiłeś mi, że kiedyś pobieżnie patrzyłem czym jest ten Uncharted, ale nigdy nie czytałem powstałych scenariuszy, pora to nadrobić.

Scenariusze Cię nie urzekną, jak sądzę, bo i mnie nie uwiodły. Załoga jest tam pomyślana przyzwoicie (acz mam wrażenie, będąc w sumie zwolennikiem pójścia w tym kierunku, że trochę przedobrzyli z genderowymi grzybkami w barszcz), technologia - b. dobrze, Obcy do spotkania - tak sobie, ale (potencjalnie) wybitnie jak na standardy Treka. Sam scenariusz pilota natomiast (bo chyba tylko on powstał) to jest taki generyczny, blady produkt w stylu bermanoidalnym... (Miałem, po prostu, nadzieję, że założenia wystarczą, bo się bronią, a do pisania odcinków ktoś lepszy się znajdzie.)

Guauld:
Nie jestem pewien czy odnosisz się do tego projektu

Owszem.

Guauld:
zakładając bardzo optymistycznie, że Paramount nie zamknąłby projektu z hukiem.

Już sam w/w projekt "rekonstrukcji" Ent-D tak zamknął...
Guauld
Użytkownik
#712 - Wysłana: 23 Cze 2016 00:30:18
Odpowiedz 
Q__:
Już sam w/w projekt "rekonstrukcji" Ent-D tak zamknął...

Ożesz, nie wiedziałem tego. Teraz trochę poszperałem i faktycznie, chyba było to związane z tym produktem Ubisoftu... Dopóki to podejście się nie zmieni, to naprawdę nie ma dla Treka żadnej nadziei. W ogóle by mi do głowy nie przyszło, aby taki projekt zamknąć, że może on stanowić "zagrożenie" dla takiej firmy jak Paramount, skoro był on realizowany przez jednego człowieka po godzinach i to nie w celach zarobkowych. To kompletnie wykracza poza moje skromne pojmowanie...
Q__
Moderator
#713 - Wysłana: 23 Cze 2016 00:58:21 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Guauld

Guauld:
Dopóki to podejście się nie zmieni, to naprawdę nie ma dla Treka żadnej nadziei. W ogóle by mi do głowy nie przyszło, aby taki projekt zamknąć, że może on stanowić "zagrożenie" dla takiej firmy jak Paramount, skoro był on realizowany przez jednego człowieka po godzinach i to nie w celach zarobkowych. To kompletnie wykracza poza moje skromne pojmowanie...

Zdaje mi się, że to kwestia korporacyjnej logiki. Co zrobi korporacją jak Monę Lisę dostanie? Albo na ścianie gabinetu prezesa powiesi, w celach reprezentacyjnych, albo na aukcję wstawi, albo uzna, że można obraz wystawić i na biletach zarobić. Jeśli wartości artystyczne dostrzeże, to tylko po to by na nich zarobić lepiej, ale jeśli trafi się miliarder-szaleniec gotów obraz kupić, by w ognisku spalić, to, jak da więcej, też mu sprzeda...
To samo z Trekiem (fakt, Roddenberry błąd popełnił, że praw nie odkupił, gdy mógł... choć Straczynski prawa zachował i może dlatego trudno mu się z ciągami dalszymi B5 było przebić), korporacja nie myśli, że Trek to coś więcej, niż potencjalny wzrost przychodów, nie zauważa ani jego głębi humanistycznych (o których ostatnio Fraa tak ładnie na Trekkie's Log pisze), ani ściślackich (tej wiedzy za stworzeniem jego założeń stojącej, częściowo w Manualach zawartej, tych - atrakcyjnych nawet dla Alcubierre'a, Kraussa, Tysona i Hawkinga - niuansów, nad którymi dyskutujemy) i dlatego potrafi go tak bez skrupułów przerabiać na blockbustery tego wszystkiego pozbawione. A jednocześnie czuje jednak jego wartość - swoim chciwym biznesowym instynktem - dlatego strzeże go pilnie, jak Gollum Pierścienia, zwłaszcza przed tymi, którzy - co też wyczuwa - lepiej go rozumieją... Bo w końcu JEJ to.
Guauld
Użytkownik
#714 - Wysłana: 23 Cze 2016 19:40:44 - Edytowany przez: Guauld
Odpowiedz 
Q__:
A jednocześnie czuje jednak jego wartość - swoim chciwym biznesowym instynktem - dlatego strzeże go pilnie, jak Gollum Pierścienia, zwłaszcza przed tymi, którzy - co też wyczuwa - lepiej go rozumieją... Bo w końcu JEJ to.

Tylko w takich sytuacjach jedyne co widzę patrząc na taką korporację, to stół prezesów po 90-ce (z całym szacunkiem do starszych ludzi), żyjących jeszcze w pierwszej połowie ubiegłego stulecia. Tak ogromna firma musi mieć całą masę ekspertów od reklamy, PR itd., więc jak to jest, że nie dostrzegają działania na swoją szkodę i ze ślepym uporem zachowują się w sumie gorzej od Golluma? Fani pchają się wręcz, by robić im darmową reklamę, a oni ich za to karzą i najchętniej by od razu wszystkich takich "delikwentów" zniszczyli, aby w przyszłości "problemów" nie sprawiali. Rozumiem dlaczego boją się seriali gdy ci chcą swoje wydać w podobnym czasie (choć absolutnie nie popieram), ale gdy ktoś tworzy sobie po prostu jakiś model 3D o ograniczonej interakcji (który jest bardzo daleki od ukończenia), to zupełnie wysiadam próbując znaleźć w tym "zagrożenie" dla biznesu. Bo ani to nie będzie z niczym konkurować (jak się najmie dużą firmę, to zrealizuje coś takiego znacznie szybciej, choć bez ducha (gdy w grę wchodzi właśnie taki Ubisoft) - ale ciągle dla nich bardziej dochodowego), ani nie będzie podstawą do przyszłych obaw (bo jak by się moje luźne rozmyślania o grze ziściły, to nie mieliby problemu z jej anulowaniem). Jedynie zrażą tym do siebie więcej ludzi i utracą konsumentów (ja nie zamierzam dawać im ze swojej kieszeni ani złotówki dopóki coś się nie zmieni w ich polityce), a zupełnie nic nie zyskają w zamian.

Edycja/ Ok, dowiedziałem się trochę więcej i już rozumiem o co raczej tak naprawdę chodziło. Problemem okazała się licencja Oculusa, przez którą wydanie gry z jego obsługą dałoby tej firmie prawa autorskie do Enterprise. Paramount widać nie chciał się z nimi żreć, więc bez gracji zablokowali projekt całkowicie.
Evelin Siv
Użytkownik
#715 - Wysłana: 27 Cze 2016 13:55:59
Odpowiedz 
Wiecie co, zastanowiło mnie coś. VOY 4x18,19 The Killing Game
Janeway taka zawsze była niechętna do dawania technologii obcym rasom, nawet ryzykowała życie, aby nie wpadła w niepowołane ręce i nie zaburzyła sił w Kwadrancie Delta, a tu... ot tak bez żadnych obiekcji daje technologię holodecku okrutnym i wojowniczym Hirogenom, którzy kto wie jak tę technologię wykorzystają. Skąd pewność, że akurat tak jak mówili? I jaka gwarancja, że nie użyją hologramów jedynie do ćwiczeń i nie zrezygnują z polowań "na żywo"?
Chyba że Janeway zmieniła swoje wartości i już tak jej nie zależy na dyrektywach Floty. Ale jakoś mnie to nie przekonuje.
A wy co o tym sądzicie? Taki burak dla mnie trochę...

I jeszcze postać Seven. Ciekawy bohater, ale jednak trochę jej za dużo i wydaje mi się, że jednak za szybko dostała tyle uprawnień (niby potem cofniętych, zaraz przywróconych). Widzimy ją prawie zawsze obok głównych oficerów, że niby ma taką wiedzę i doświadczenie, które zawsze jest potrzebne. Jednak uważam, że w ten sposób są trochę dyskryminowani inni oficerowie. Taka protegowana kapitan i już taki "awans", że ciągle jest potrzebna, a innym nie da się wykazać tym "mniejszym". Mogliby tak trochę o jakimś innym załogancie opowiedzieć. Cóż...mieliśmy trochę Vorika przez jakiś czas, ale mam niedosyt. A tu taka Seven (oczywiście ciekawa i fajna) dostaje takie przywileje.
Q__
Moderator
#716 - Wysłana: 27 Cze 2016 18:50:08 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Evelin Siv

Evelin Siv:
a tu... ot tak bez żadnych obiekcji daje technologię holodecku okrutnym i wojowniczym Hirogenom, którzy kto wie jak tę technologię wykorzystają.

Może uznała, że należy im się odszkodowanie za skorzystanie z ich sieci komunikacyjnej? (Tyleż z pobudek etycznych, co w ramach dbania o dobry PR Federacji...)

(Naciągane, bo dała im dość śliską, w sensie etycznym - wiadomo, da się świadome istoty tworzyć - technologię, ale...)

Evelin Siv:
I jeszcze postać Seven. Ciekawy bohater, ale jednak trochę jej za dużo i wydaje mi się, że jednak za szybko dostała tyle uprawnień (niby potem cofniętych, zaraz przywróconych). Widzimy ją prawie zawsze obok głównych oficerów, że niby ma taką wiedzę i doświadczenie, które zawsze jest potrzebne. Jednak uważam, że w ten sposób są trochę dyskryminowani inni oficerowie. Taka protegowana kapitan i już taki "awans", że ciągle jest potrzebna

Mniemam, że to akurat da się wyjaśnić równie prosto, co danie stopni oficerskich Maquis. Kaśka bywała pragmatyczką, a Seven - z racji borgowej przeszłości - chodzącą encyklopedią wręcz... Ta jej cenna wiedza - to zdecydowało.

(Inna sprawa, że Braga chyba faktycznie ciut przesadził z ilością czasu ekranowego dla ukochanej.)
Korrd
Użytkownik
#717 - Wysłana: 27 Cze 2016 22:42:11
Odpowiedz 
Evelin Siv
Q__

Odpowiedzią jest pragmatyzm i pewien relatywizm. Zasada jest taka, że nie dajemy technologii obcym, ale okoliczności były szczególne. Po pierwsze Hirogeni i tak są technologicznie zaawansowani, po drugie celem było swoiste spacyfikowanie bardzo wojowniczej i niebezpiecznej rasy. W tym przypadku Janeway pewnie uznała, że bardziej prawdopodobne, dobre skutki przeważają nad ewentualnymi negatywnymi. Argument Q__ też mógł być brany pod uwagę, ale tylko pomocniczo, myślę że sam w sobie by nie wystarczył.

Też miałem trochę dosyć Seven w 5 i 6 sezonie, dopiero w 7 się wrócili do rozsądnych proporcji. Fakt, że postać dołączyła dość późno i miała dużo do nadrobienia, ale uważam, że takie jej eksploatowanie nie było konieczne.
Q__
Moderator
#718 - Wysłana: 29 Cze 2016 22:03:15 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Korrd

Korrd:
Argument Q__ też mógł być brany pod uwagę, ale tylko pomocniczo, myślę że sam w sobie by nie wystarczył.

A to:
Korrd:
celem było swoiste spacyfikowanie bardzo wojowniczej i niebezpiecznej rasy.

I to:
Q__:
Może uznała, że należy im się odszkodowanie za skorzystanie z ich sieci komunikacyjnej? (Tyleż z pobudek etycznych, co w ramach dbania o dobry PR Federacji...)

To nie jest w sumie to samo?

(Czy może miałeś na myśli mój argument o wątpliwościach etycznych?)
Korrd
Użytkownik
#719 - Wysłana: 30 Cze 2016 01:00:01
Odpowiedz 
Q__:
To nie jest w sumie to samo?

No nie, rekompensata może się należeć każdej rasie, czy to wojowniczej, czy pacyfistycznej. Ja bardziej biorę pod uwagę specyfikę Hirogenów, jako rasy, którą należy spacyfikować dla dobra obszaru, w którym się ona znajduje i przez którą przelatuje Voyager.
Q__
Moderator
#720 - Wysłana: 30 Cze 2016 02:04:49 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Korrd

Korrd:
rasy, którą należy spacyfikować dla dobra obszaru, w którym się ona znajduje

Czekaj, ale jaką "pacyfikację" masz na myśli? Zakładasz, że Kaśka miała nadzieję, iż Hirogeni - jak jaki Barclay - od symulacji się uzależnią, uznają holodeck/holosuite za ciekawszy od realnego świata i temu ostatniemu spokój dadzą? A może, iż kalkulowała, że programując holo-"zwierzynę" coraz groźniejszą, stworzą w końcu taką, co ich wykończy? (Bo chyba nie wariant, że udobruchani tym prezentem nagle zmienią się w Troskliwe Hirogenisie? )
 Strona:  ««  1  2  3  ...  20  21  22  23  24  25  26  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / VOYager - wady i zalety?

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!