USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / VOYager - wady i zalety?
 Strona:  ««  1  2  ...  17  18  19  20  21  ...  25  26  »» 
Autor Wiadomość
Mav
Użytkownik
#541 - Wysłana: 3 Lis 2012 20:23:07 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Bo widzisz... Roddenberry traktował Treka jako intelektualne puzzle to i walka musiała mieć z grubsza sens, ekipka Bermana postawiła na efekciarstwo, to miało być emocjonująco (znaczy: ganiać się mieli i strzelać), ale wszystko bym zniósł, poza tym śmieceniem na ekranie:

Szczerze... ja bym wywalił DS9, VOY, ENT i filmy 8,9,10,11 z kanonu To są już jakieś tam produkcje tylko na Star Treku z grubsza bazujące.

Co do tych ekstra super kosmicznych walk 2:39 - jak pięknie dwa Galaxy lecą na kolizje Wiem, wiem, przecież tam wszystko jest pod kontrolą, co do centymetrów. Wróg także się dostosowuję I przydałaby się lepsza jakość, bo nie widać tych setek, wybudowanych już na potrzeby walki z Borgiem, okrętów klasy Defiant

A nie... ich tam nie ma... Kurdę, tylko jednego zdążyli wybudować, ale dali go kadetom, ze skłonnościami samobójczymi

mozg_kl2:
To właśnie trzymanie się konwencji super kapitan, super załoga, super statek zabiło treka jak i ogólnie zabiło spory nurt space sf.

Hmmm.... Super kapitan - Sisco? Super załoga - DS9 Crew? Super statek - niezniszczalny kurdupel? No faktycznie wyłamali się z konwencji

mozg_kl2:
jednak właśnie ta seria wniosła sporo świeżego powietrza do nie wietrzonego pokoju jakim był Star Trek.

Po TNG to tam była świeżość... To po tych późniejszych cudach trzeba by nieżle przewietrzyć, ale to już chyba nie możliwe.
Q__
Moderator
#542 - Wysłana: 3 Lis 2012 20:26:01 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
Choćby DS9 o czym kiedyś pisałem. Może i jest to słaby Star Trek, ale świetny kawał sf. Inna sprawa, że plagiat genialnego B5, jednak właśnie ta seria wniosła sporo świeżego powietrza do nie wietrzonego pokoju jakim był Star Trek.

Kiedy - tak już całkiem serio - gdyby epigoński Trek to było tylko DS9 (w którego ocenie, nawiasem mówiąc, się zgadzamy), a tym bardziej gdyby - zgodnie z marzeniami Straczynskiego - logo ST dostało B5 (wraz z niedocenianym CRU*), wreszcie gdyby nBSG powstało jako VOY-made-by-Moore, a AND jako The-Next-TNG (z sensowniejszym budżetem, dekoracjami, aktorstwem itp.) to w życiu bym takich haseł nie głosił. Skoro jednak Paramount co najciekawsze wywalił poza kanon, a sam zaczął psucie Treka już pod koniec DS9, to co mam mówić? Zostaje mi wersja, że orygnialna linia czasu ST skończyła się z DS9 "The Visitor", a potem to już apokryfy...

* swoją drogą to mogło być kolejne, po TNG, arcydzieło fantastyki eksploracyjnej, a Excalibur znacznie milszy mi jest w roli poprzednika NCC-1701 (no bloody A, B, C or D) niż wiadoma parodia Akiry...

Mav

Mav:
Szczerze... ja bym wywalił DS9, VOY, ENT i filmy 7,8,9,10,11 z kanonu

Mnie też to kusi, ale paru odcinków DS9... i paru scen z "jedenastki" bardzo by mi było szkoda.
7z9
Użytkownik
#543 - Wysłana: 3 Lis 2012 20:32:27
Odpowiedz 
Widzę że "koncert życzeń" wąskiego grona ekscentryków wre w najlepsze. Dla mnie np. TNG to niemal nie ST tylko jakiś wygłup "treko-podobny", nie mówiąc już o TOS. Jednak nie szukam na siłę okazji do tego aby opluwać inne serie.
VOY to Star Tar Trek - a Star Trek to przede wszystkim VOY czy to się podoba jakiemuś domorosłemu pseuo - krytykowi czy nie.

Z wielką satysfakcją przypomnę to co już kiedyś pisałem. Każdy odcinek VOY powinien być szeroko omawiany w szkole tak jak księgi "Pana Tadeusza" odcinek po odcinku. VOY to kwintesencja Star Treka w każdym calu.
Nie zapominam także o ENTku oraz DS9 (tu jednak już w dużo mniejszym stopniu)
Mav
Użytkownik
#544 - Wysłana: 3 Lis 2012 20:37:01 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
7z9:
Widzę że "koncert życzeń" wąskiego grona ekscentryków wre w najlepsze. Dla mnie np. TNG to niemal nie ST tylko jakiś wygłup "treko-podobny", nie mówiąc już o TOS.

Tak.... Przecież one zostały stworzone przez Gene Roddenberry-iego, a przecież on z prawdziwym Star Trekiem nie ma nic wspólnego Skąd on mógł wiedzieć czym jest prawdziwy Star Trek?
Q__
Moderator
#545 - Wysłana: 3 Lis 2012 20:38:14 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
7z9

7z9:
Dla mnie np. TNG to niemal nie ST tylko jakiś wygłup "treko-podobny", nie mówiąc już o TOS.

Wiesz, przypomina mi się taki kawałek Mickiewicza, początek pozwolę sobie pominąć, by Cię przypadkiem nie obrazić, ale finał zacytuję:
"Niech sobie źródło wyschnie w górach,
Byleby mi płynęła woda w miejskich rurach."

Tyle mniej-więcej sensu ma Twój stosunek do RC.

(Wybacz zresztą, że powtarzam Ci ten wierszyk po raz drugi, ale wszak repetitio est mater studiorum, a za pierwszym razem jakby nie załapałeś...)
Mav
Użytkownik
#546 - Wysłana: 3 Lis 2012 20:40:30
Odpowiedz 
Q__

Mam coś z życia wziętego, co też w sumie pasuje Jeden taki ode mnie z osiedla, myślał, że rzeki płyną z mórz i oceanów do gór
Q__
Moderator
#547 - Wysłana: 3 Lis 2012 20:43:21 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Bardzo proszę nie psuć tematu offtopami



EDIT: a, żeby dać dobry przyklad pozwolę sobie głośno się zastanowić czy możliwe by było w ogóle powstanie któregokolwiek z epigońskich Treków (z tytułowym VOY na czele) i przywołanych post- (czy niedoszłych) Treków bez tego co wymyślił Roddenberry.

Jednym słowem czy takie B5, DS9, CRU, VOY, ENT, AND, a może nawet nBSG są produkcjami niezależnymi, czy "trekozależnymi", znaczy czy w rzeczywistości bez TOS i TNG w ogóle by zaistniały (a jeśli tak, w co wątpię, to w jak odmiennej formie)?
7z9
Użytkownik
#548 - Wysłana: 3 Lis 2012 21:13:00
Odpowiedz 
Mav:
Tak.... Przecież one zostały stworzone przez Gene -iego, a przecież on z prawdziwym Star Trekiem nie ma nic wspólnego Skąd on mógł wiedzieć czym jest prawdziwy Star Trek?

Po raz kolejny udajesz że nie wiesz o co chodzi zasłaniając się... śmiechem. Typowe dla osób mających zbyt małe poczucie wartości swoich słów (...) Wyrastasz mi na pierwszoplanowego kołtuna tego forum a co za tym idzie tracę ochotę aby odpowiadać na twoje wyjątkowo nie rzeczowe komentarze.

Kogo ze zwykłych widzów ST obchodzi to kto był pomysłodawcą?, ważny jest całokształt oraz przesłanie które niesie ze sobą ten serial. Chyba że za chwilę wyjedziesz mi o pierwszoplanowym podawaczu kawy na plan filmowy czy pomocniku pomocnika
Mav
Użytkownik
#549 - Wysłana: 3 Lis 2012 21:27:53
Odpowiedz 
7z9:
Po raz kolejny udajesz że nie wiesz o co chodzi zasłaniając się... śmiechem. Typowe dla osób mających zbyt małe poczucie wartości swoich słów (...) Wyrastasz mi na pierwszoplanowego kołtuna tego forum a co za tym idzie tracę ochotę aby odpowiadać na twoje wyjątkowo nie rzeczowe komentarze.

O, co za rozpoznanie psychologiczne, głębokie ja Voyager

Sorry 7z9, ale jak ktoś twierdzi, że Star Trek jest mniej Trekowy niż stworzony na jego podstawie Voyager... to nie ma miejsca na poważną dyskusje. Voyager może być - i jest - inny, ale nie może być bardziej Trekowy niż sam Trek.
mozg_kl2
Użytkownik
#550 - Wysłana: 3 Lis 2012 21:32:53
Odpowiedz 
Q__:
nBSG są produkcjami niezależnymi, czy "trekozależnymi"

RDM w jednym z wywiadów otwarcie przyznał, że pomysły których nie mógł zrealizować w DS9 bo kanon, świetnie nadały się do nBSG. Pytanie nooba co to CRU?

Mav:
Super kapitan - Sisco? Super załoga - DS9 Crew? Super statek - niezniszczalny kurdupel? No faktycznie wyłamali się z konwencji

Wygrał wojnę której wygdać nie miał prawa. Pokonał wroga nie do pokonania. Zreszta to był bardziej przytyk w stronę dalszych serii.

Mav:
TNG to tam była świeżość...

Nie oszukujmy się ale TNG to nic innego jak krypto remake TOSa.

Q__:
Skoro jednak Paramount co najciekawsze wywalił poza kanon, a sam zaczął psucie Treka już pod koniec DS9, to co mam mówić? Zostaje mi wersja, że orygnialna linia czasu ST skończyła się z DS9 "The Visitor", a potem to już apokryfy...

Warto właśnie sę zastanowić na ile za ten stan rzeczy odpowiada właśnie Paramount a nie duet BiB, który jest obwiniany o całe zło świata. Paramount przez własną głupote/pychę/ambicję przekreślił długowieczność star treka, a napewno tak by było gdyby wymienione przez Ciebie produkcje powstały jako treki.

Mav:
Tak.... Przecież one zostały stworzone przez Gene Roddenberry-iego, a przecież on z prawdziwym Star Trekiem nie ma nic wspólnego Skąd on mógł wiedzieć czym jest prawdziwy Star Trek?

Roddenberrey? Co on mógł wiedzieć o Star Treku. Nie to co Abrams.

7z9:
Wyrastasz mi na pierwszoplanowego kołtuna tego forum

No Mav nie szalej, bo dobrze trzymam się stołka i łatwo nie odpuszcze ;)
Mav
Użytkownik
#551 - Wysłana: 3 Lis 2012 21:41:17 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
EDIT: a, żeby dać dobry przyklad pozwolę sobie głośno się zastanowić czy możliwe by było w ogóle powstanie któregokolwiek z epigońskich Treków (z tytułowym VOY na czele) i przywołanych post- (czy niedoszłych) Treków bez tego co wymyślił Roddenberry.

Jednym słowem czy takie B5, DS9, CRU, VOY, ENT, AND, a może nawet nBSG są produkcjami niezależnymi, czy "trekozależnymi", znaczy czy w rzeczywistości bez TOS i TNG w ogóle by zaistniały (a jeśli tak, w co wątpię, to w jak odmiennej formie)?

Ależ żeś ciężki temat rzucił... Jakbym miał się opierać na własnym przypadku, to nie. TNG mnie wciągnął i dopiero na jego bazie oglądałem resztę. DS9 nie ma tego, co najbardziej w TNG polubiłem - eksploracji. Samowystarczalny, uniwersalny okręt, dom dla zorganizowanej załogi - to jest to, co mnie przyciągnęło. Więc samo DS9, bez podparcia TNG, nie dałaby rady w moim przypadku. Z Voyagerem jest bardziej skomplikowana sprawa. Nie podobał mi się pomysł z Deltą. Delta to taka gorsza, płytsza, nieudana kopia Alfy. Brak tych ciekawych ras ikon Treka, tej całej Federacji - baz, kolonii i innych okrętów. Ale pytanie brzmi: czy bez znajomości Alfy, a więc co za tym idzie, braku wiedzy o lepszej wersji, Delta zyskałaby i polubiłbym ten serial? Czy może właśnie przez brak identyfikacji Voyagera z Federacją i całą resztą świata znanego z Alfy, kompletnie straciłby jakąkolwiek siłę zaczepną? Stawiam na to drugie.

mozg_kl2:
Roddenberrey? Co on mógł wiedzieć o Star Treku. Nie to co Abrams.

Abrams zrobił reboota. Mógł kasować, dodawać, zmieniać - takie prawo rebootującego.

mozg_kl2:
Nie oszukujmy się ale TNG to nic innego jak krypto remake TOSa.

Cóż za komplement - zamierzony?
Q__
Moderator
#552 - Wysłana: 3 Lis 2012 21:50:03 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
7z9

7z9:
Wyrastasz mi na pierwszoplanowego kołtuna tego forum

Baniczek 24 godzinki. Co nadto, tego za wiele.

mozg_kl2

mozg_kl2:
Pytanie nooba co to CRU?

CRUsade, w którym zaczynam się zakochiwać. Gdyby nie cancelacja sądzę, że otrzymalibyśmy godnego rywala TNG w twórczym chodzeniu w ślady TOS.

(BTW. pisałem chyba, ale powtórzę, specjalnie na Twój użytek, że b. lubię tam wątek ziemsko-marsjańskich napięć, będący pięknym JMSowskim nawiązaniem do tego co wiemy o trekowej "prehistorii".)

mozg_kl2:
Nie oszukujmy się ale TNG to nic innego jak krypto remake TOSa.

Niemniej z dostateczną ilością zmian na plus i nowych pomysłów, by mowić o orygialności.

(Choć owszem, cokolwiek można dobrego powiedzieć o TNG, to oryginałem niestety nie jest. A i z S:1999 też sporo zapożycza.)

mozg_kl2:
Warto właśnie sę zastanowić na ile za ten stan rzeczy odpowiada właśnie Paramount a nie duet BiB, który jest obwiniany o całe zło świata.

Jak by nie było: to Paramount zatrudnił Bermana.
mozg_kl2
Użytkownik
#553 - Wysłana: 3 Lis 2012 22:19:37
Odpowiedz 
Q__:
CRUsade, w którym zaczynam się zakochiwać. Gdyby nie cancelacja sądzę, że otrzymalibyśmy godnego rywala TNG w twórczym chodzeniu w ślady TOS.

Pozycja znana skrót nie. Nie zakochuj się zbytnio bo to jest krótki romans. I znowu plus dla JMS za twarde bronienie swojej wizji dzieła, przed zakusami stacji telewizyjnych.

Q__:
Niemniej z dostateczną ilością zmian na plus i nowych pomysłów, by mowić o orygialności.

Dlatego powiedziałem, że jest to krupto remake. Zesztą dobry remake też dokonuje dobnych zmian i korekt.

Q__:
Jak by nie było: to Paramount zatrudnił Bermana.

Co jednak nie rozstrzyga kto w tym duecie rozwał karty.
Toudi
Użytkownik
#554 - Wysłana: 3 Lis 2012 23:25:41
Odpowiedz 
mozg_kl2:
RDM w jednym z wywiadów otwarcie przyznał, że pomysły których nie mógł zrealizować w DS9 bo kanon, świetnie nadały się do nBSG.

I brawa mu, że zrobił to w inny serialu. Bo to co przeszło w brudnym i brutalnym BSG, moim zdaniem nie przeszłoby w czystym i optymistycznym ST (przynajmniej TNG, bo DS9 zmienił nieco wizję, ale nie aż tak bardzo, by powstało coś ala BSG). Inny problem, że pewno gdyby nie DS9 to RDM nie dostałby szansy na nakręcenie BSG.

mozg_kl2:
Nie oszukujmy się ale TNG to nic innego jak krypto remake TOSa.

Takie remake to ja rozumiem, takich powinno być więcej. A tymczasem udanych produkcji można policzyć pewno na palcach jednej ręki w porywach dwóch. (TOS>TNG, BSG>nBSG)
Q__
Moderator
#555 - Wysłana: 3 Lis 2012 23:27:35 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
Nie zakochuj się zbytnio bo to jest krótki romans.

Kiedy ja zakochałem się u finału - kolejnego już - oglądania. Doskonale znając finał tego romansu.

(Swoją drogą CRU stanowi piękny dowód, że konwencja eksploracyjna nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Można ją b. ciekawie rozgrywać, tylko trzeba umieć do niej świeżość wnieść. Straczynskiemu się udało. B&B - nie.)

mozg_kl2:
I znowu plus dla JMS za twarde bronienie swojej wizji dzieła, przed zakusami stacji telewizyjnych.

Ino do tego trzeba być Roddenberrym, JMS, Moore'm, Whedonem czy Lucasem. Najęty rzemieślnik sobie na to nie pozwoli, bo wie jak bardzo jest zastępowalny.

mozg_kl2:
Co jednak nie rozstrzyga kto w tym duecie rozwał karty.

Za to koleje powstania FC jasno to pokazują. Bossowie Paramountu chcięli królówkę to ją dostali, a B&B i Moore mogli tylko pokornie kombinować jak ją zmieścić do fabuły.

Toudi

Toudi:
Bo to co przeszło w brudnym i brutalnym BSG, moim zdaniem nie przeszłoby w czystym i optymistycznym ST

Kiedy moim - b. prywatnym - zdaniem Trek nie takie rzeczy gotów pomieścić, pod warunkiem, że będą doń ładowane z głową. Fanatykiem wizji Roddenberry'ego jestem nie tylko dlatego, że szanuję prawa Autora oryginału, ale i dlatego, że nic innego równie godnego uwagi pod szyldem ST nam nie zaoferowano. Mając do wyboru - w ramach ST - także wizje Straczynskiego, dojrzałego Moore'a czy nawet Wolfe'a, owszem nadal ceniłbym G.R. za prekursorstwo, ale purystą RC pewnie nie zdołał bym być (trudno obrażać się na to co dobre*).

* zauważ zresztą, że niby to DS9 atakuję, a jak co do czego robię ostatnio za czołowego obrońcę Sisko
mozg_kl2
Użytkownik
#556 - Wysłana: 3 Lis 2012 23:41:15
Odpowiedz 
Q__:
Doskonale znając finał tego romansu

Taki urwany romans. Jedna noc a potem bez telefonu bez adresu.

Toudi:
Inny problem, że pewno gdyby nie DS9 to RDM nie dostałby szansy na nakręcenie BSG.

A no właśnie. Czasem trzeba się przewrócić żeby umieć potem wstać. Z własnego doświadczenia wiem, że porażki sąlepszą nauczka niż sukcesy. Moore wyrobił sobie markę, renomę oraz zdobył szlify w DS9. Mając to doświadczenie mógł ruszyć do boju pod własnym szyldem.

Q__:
Bossowie Paramountu chcięli królówkę to ją dostali, a B&B i Moore mogli tylko pokornie kombinować jak ją zmieścić do fabuły.

Tak właśnie dochodzimy do wniosku, który chodzi mi po głowie od dawna. BiB byli de facto "pionkami" wynonywującymi zadania zlecone przez Paramount. Ich zamodzielność była znikoma, to i znikoma mogłabyć kreatywność. No i zawsze gdzieś w tle wisiał bat "pamiętaj nie ma ludzie nie do zastąpienia, a rachunki same się nie opłacą". Dlatego też, wielu twórców z wyższej ligi nie chciało, pracować z Paramountem.
Kain
Użytkownik
#557 - Wysłana: 4 Lis 2012 01:04:48
Odpowiedz 
Nawiązując jeszcze do B5 Crusade - sam oglądałem niedawno tą serię i faktycznie jest w niej duży potencjał ale jak to z B5 bywa - przykryty warstwą budżetowości i słabego aktorstwa, z czym odnoszę wrażenie że gdyby ten serial jednak przetrwał to rozwinął by skrzydła tak jak "seria matka", która podobnie zresztą w pierwszych sezonach nieco straszyła grą aktorów i prostotą fabuły niektórych odcinków by w kolejnych sezonach dojrzeć i wejść na zupełnie inny poziom. Wielka szkoda że CRU tak szybko zniknęło.
Q__
Moderator
#558 - Wysłana: 4 Lis 2012 01:38:27 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
Dlatego też, wielu twórców z wyższej ligi nie chciało, pracować z Paramountem.

Ot choćby Scott (zanim zszedł na psy), który - jak wiadomo - odmówił reżyserowania FC (tak jakby "Prometeusz" był znów lepszy; trekowa "ósemka" przynajmniej do paru rankingów filmowych się załapała).

W każdym razie wygąda na to, że Paramount robi w istocie za maszynkę do zarzynania Treka (kolejnym dowodem atak naszej ukochanej wytwórni na ekipę Cawley'a, gdy NV zaczęły odnosić sukcesy; normalne studio zaraz by wzięło Jamesa C. i jego team pod swoje skrzydła, ale nie oni...).

Kain

Kain:
duży potencjał ale jak to z B5 bywa - przykryty warstwą budżetowości i słabego aktorstwa,

Tu przyznam, że jestem wielkim miłośnikiem postaci Gideona. Owszem, gdyby był zagrany jeszcze troszkę gorzej to by wyszedł z niego Hunt, owszem ma sporo cech wspólnych z Bridgerem z SQ (czyli nie jest w 100% oryginalny) - obaj stanowią typ wojskowego indywidualisty - nie-militarysty, ale jest bardzo sensownie pomyślany jako postać i na założyciela GF pasowal by mi znacznie bardziej niż ten ciaptak Archer.
Galen - choć z baśni rodem - też intrygujący. Mistyk czy gadżeciarz-hochsztapler? I te jego niejasne motywacje. W dodatku b. sympatyczny w tym wszystkim.
Pozostali nie dostali wielkich szans na rozwinięcie skrzydeł, może poza - naszkicowanym dość grubą kreską - Maxem.
(Jest zresztą w relacjach tej trójki jakaś chemia, pewnie nie na miarę tercetu Kirk-Spock-McCoy, ale jest.)

ps. ciekawe... TU piszą, że CRU było inspirowane Blake's 7:
http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Series/Crusa de
Toudi
Użytkownik
#559 - Wysłana: 4 Lis 2012 08:22:20
Odpowiedz 
Q__:
Ot choćby Scott (zanim zszedł na psy), który - jak wiadomo - odmówił reżyserowania FC (tak jakby "Prometeusz" był znów lepszy; trekowa "ósemka" przynajmniej do paru rankingów filmowych się załapała).

Prometeusz też pewno do paru rankingów się załapie. Choć na moje oko, to do Obcego to on pasuje mniej niż FC do ST... ;)

Q__:
Kiedy moim - b. prywatnym - zdaniem Trek nie takie rzeczy gotów pomieścić, pod warunkiem, że będą doń ładowane z głową. Fanatykiem wizji Roddenberry'ego jestem nie tylko dlatego, że szanuję prawa Autora oryginału, ale i dlatego, że nic innego równie godnego uwagi pod szyldem ST nam nie zaoferowano. Mając do wyboru - w ramach ST - także wizje Straczynskiego, dojrzałego Moore'a czy nawet Wolfe'a, owszem nadal ceniłbym G.R. za prekursorstwo, ale purystą RC pewnie nie zdołał bym być (trudno obrażać się na to co dobre*).

* zauważ zresztą, że niby to DS9 atakuję, a jak co do czego robię ostatnio za czołowego obrońcę Sisko

Czy ja wiem, w TNG ta brutalność i brudota by nie przeszła na stałe. Ale już w VOY, w Voy widz by nie tylko przełknął brutalizm i ohydę, ale byłby nią zachwycony. Mieliśmy próbkę tego w Equinox. Jednak twórcy próbowali zastosować wizję z TNG... W końcu "brudne" odcinki VOY są jednymi z wyżej ocenianych.
mozg_kl2
Użytkownik
#560 - Wysłana: 4 Lis 2012 10:15:38
Odpowiedz 
Q__:
Paramount robi w istocie za maszynkę do zarzynania Treka

Swojądrogą ciekawe ile warty jest Star Trek? Star Warsy poszły za 4 miliony.

Co do Krucjaty to przyznam się, że widizałem tylko kilka odcinków tej serii. ogólnie to pamiętam, że mnie straszonato serią jako nie wartą uwagi. Gdzies mi wsysło moje wydanie całego B5, i teraz nie mogętego nadrobić. Szkoda JMS, że nie było mu dane dokończyć swoje dzieło. Z drugiej strony może to i lepiej, bo przynajmniej odszedł w glorii a nie rozmieniony na drobne.
Q__
Moderator
#561 - Wysłana: 4 Lis 2012 12:57:51 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Toudi

Toudi:
Czy ja wiem, w TNG ta brutalność i brudota by nie przeszła na stałe.

Przy czym jednak tam gdzie wystąpiła (do znudzenia - "Conspiracy") dała znakomity, lepszy bodaj niż w DS9, efekt.

Toudi:
Ale już w VOY, w Voy widz by nie tylko przełknął brutalizm i ohydę, ale byłby nią zachwycony. Mieliśmy próbkę tego w Equinox. Jednak twórcy próbowali zastosować wizję z TNG... W końcu "brudne" odcinki VOY są jednymi z wyżej ocenianych.

Bo widzisz, czym innym jest rajski okręt strzegący raju i niosący jego ideę, a czym innym rajska pomniejsza jednostka z tego raju wyrwana i rzucona w okolice, w których czołową potęgą jest - znacznie silniejszy od Federacji - Borg (z którym, jak z TNG wiemy, nie ma dialogu*).
Stąd realistyczny jest - w ramach swoistego trekowego realizmu, oczywista - wszechpotężny Galaxy, ale też realistyczny byłby "brudny" i mroczny Voyager, co zresztą - co ciekawe - nie gryzło by się z występującą w kolejnej serii wszechpotężną Andromedą (której siła wynika ze słabości wszystkich dookoła - Federacja rozbiła wszystko co się na nią porywało, potem sama upadła, ale i jej niszczyciele wyszli z tej walki b. osłabieni, a potem tłukli się jeszcze między sobą, stąd regres).
(To wszystko dało się pogodzić, Paramouncie!)

* a'propos: to wzajemne badawcze "obmacywanie" się Ludzi i Cylonów w nBSG, doskonale by pasowało - po paru modyfikacjach - do wizji budowania powolnego Kontaktu Borg-UFP, a dron czyż nie dotyczyły by podobne dylematy do tych jak traktować schwytanych Cylonów?

mozg_kl2

mozg_kl2:
Co do Krucjaty to przyznam się, że widizałem tylko kilka odcinków tej serii. ogólnie to pamiętam, że mnie straszonato serią jako nie wartą uwagi

Bo ona jest nierówna. Najgorszy zgrzyt masz na początku, gdy musisz przełknąć połączenie w miarę realistycznego obrazu kolonizacji Kosmosu z postaciami i schematami z fantasy (a nawet z kiepskiej FRPG) rodem. Potem zaczynasz to akceptować i oglądanie idzie coraz lepiej (zwł, że i scenariusze bardziej udane). A gdy zaczynasz uważać, że ta seria jednak ma potencjał - następuje koniec.
Mav
Użytkownik
#562 - Wysłana: 4 Lis 2012 15:25:18 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
wszechpotężny Galaxy

Pragne zauważyć, iż było mnóstwo sytuacji, gdzie Galaxy nie miał nic do gadania Natomiast to Voyager jest wszechpotężny - Hirogeni, Borg, 8472, żadne z nich nie mogło go powstrzymać. To jest jak z tymi nowymi CRPG - są wypoziomywane. W Morrowind trafiałeś na takich mocarzy, którzy rozwalali cię w chwilę. Ale jak zyskiwałeś na sile to potem sam mogłeś rozprawiać się w chwilę z kimś, kto kiedyś stwarzał wielki problem. To jest esencja RPG, ale dziś mamy poziomowanie i najsłabszą postacią, możesz śmiało gnać w świat - wielka krzywda cie nie spotka. TNG to taki klasyczny RPG - Galaxy nieraz był potęgą, ale czasami także papierowym stateczkiem. Voyager to przykład udziecinniania gier - wszędzie gdzie poleciał, dawał radę, bo wszyscy byli na podobnym poziomie
Q__
Moderator
#563 - Wysłana: 4 Lis 2012 16:03:52
Odpowiedz 
Mav

No zgoda. TNG - przynajmniej na początku - jest, mimo wyczynowości prezentowanych technologii, znacznie bardziej hard niż to co po nim.
(A wiadomy Intrepid jest tak przebajrzony, że - w przeciwieństwie do Andromedy Ascendant - pewnie by Federację odbudował w jeden, nie dwa, sezony. To jak poradził sobie z Borg to jakaś komedia.)
Z tym, że trynd psucia pod fabularną wygodę to nie jest plaga dotykająca tylko ST. Popatrzmy na WH40k: za Watsona i Bayley'a to był mroczny, paskudny świat, pod rządami Abnetta ("Duchów..." to jeszcze nie dotyczy, ale potem...), nadal jest mroczny i paskudny, ale nie dla protagonistów, ci zawsze mogą liczyć jak nie na szczęście, to na niespotykaną pobłażliwość - bezwzględnych zwykle - instytucji Imperium, a i wszechpotężni wrogowie wolą czegoś się nimi - prawie z sympatią - bawić, niż ich niszczyć.)
Oczywiście im więcej takich kfiatków tym gorzej dla opowiadanej historii. Dlatego zresztą Trek postroddenberry'owski z historii z ambicjami coraz bardziej zmieniał się w sympatyczną przygodówkę przeplataną w najlepszym wypadku dość tanim moralizatorstwem, podczas gdy wygnane poza kanon opowieści zdolniejszych epigonów potrafiły nadal skłaniać do myślenia...
Kor
Użytkownik
#564 - Wysłana: 5 Lis 2012 11:50:37 - Edytowany przez: Kor
Odpowiedz 
Q__

Bo to jest kwestia ludzi i psychicznej energii (wypalenie się). Zawsze w końcu albo ktoś się wypala, albo przychodzą debile (sorry, trudno o inne słowo), którzy sądzą, że doskonale rozumieją co należy w danym uniwersum zrobić, żeby je uatrakcyjnić, a w istocie nie zaczęli nawet rozumieć jego sensu.

Chociaż, z drugiej strony, może to jest czasami zwykły cynizm. Jak z tymi rpg o jakich pisze Mav. Co tam sens, klimat i piękno gatunku - lepiej, żeby grało weń więcej mniej rozumiejących go osób, graczy casualowych. A fani? Będą grać z braku laku, a jak nie - kij im w oko! Są mniejszością.
Q__
Moderator
#565 - Wysłana: 5 Lis 2012 12:12:30 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Kor

Kor:
albo przychodzą debile (sorry, trudno o inne słowo)

Ekhm...

Kor:
którzy sądzą, że doskonale rozumieją co należy w danym uniwersum zrobić, żeby je uatrakcyjnić, a w istocie nie zaczęli nawet rozumieć jego sensu

Co jest przy tym o tyle zabawne, że zrozumienie nie musi przecież oznaczać niewolniczej wierności oryginałowi. Zarówno Straczynski jak i Lucas, Whedon czy Moore zaprzeczyli przecież wprost Roddenberry'emu, proponując własne, konkurencyjne sensy i idee, a przecież zrozumieli, a więc podjęli twórczą dyskusję, nie destrukcję (nawet gdyby ich pomysły trafiły pod logo ST nikt trzeźwy by im nie mógł zarzucić, że psują oryginał, choć postawili by go na głowie).

Kor:
A fani?

Zdaje mi się, że fani sami sobie robią krzywdę deklarując swoje fanstwo. Skoro ktoś jst fanem, to wytwórnia ma prawo sądzić, że z fanatycznej fanowskiej miłości przełknie wszystko.
7z9
Użytkownik
#566 - Wysłana: 5 Lis 2012 20:38:02
Odpowiedz 
Mav:
Natomiast to Voyager jest wszechpotężny - Hirogeni, Borg, 8472, żadne z nich nie mogło go powstrzymać.

Powstrzymać może i nie, ale chyba obydwoje wiemy że wtedy musiałby się skończyć serial.
Wybitnie tendencyjnie podchodzisz do zagadnienia, tego ile każde z tych spotkań kosztowało później załogę, nikt już nie zauważa...
Na koniec ostatnia sprawa, nie wiem czy to zauważyliście, ale w VOY położono wyjątkowo duży nacisk na... ukazanie rasy ludzkiej jako wybitnie wytrzymałej na wszelkie przeciwieństwa losu. To wszystko choć w małym stopniu ale jednak usprawiedliwia fenomen "niepokonanego" Voyagera. W końcu reprezentowali "nas" w dalekim kwadrancie delta
Eviva
Użytkownik
#567 - Wysłana: 5 Lis 2012 20:48:22
Odpowiedz 
7z9:
w VOY położono wyjątkowo duży nacisk na... ukazanie rasy ludzkiej jako wybitnie wytrzymałej na wszelkie przeciwieństwa losu.

Może dano lekko do zrozumienia, że Voyagerem opiekował się dyskretnie Q? To by wiele wyjaśniało.
Picard
Użytkownik
#568 - Wysłana: 5 Lis 2012 20:55:56 - Edytowany przez: Picard
Odpowiedz 
Mav:
Sorry 7z9, ale jak ktoś twierdzi, że Star Trek jest mniej Trekowy niż stworzony na jego podstawie Voyager... to nie ma miejsca na poważną dyskusje. Voyager może być - i jest - inny, ale nie może być bardziej Trekowy niż sam Trek.

Kogo obchodzi? Tych co się znają na temacie. Jeśli facet wymyślił pewne uniwersum, postaci, prawa nim rządzące i przesłanie, to sam dobrze wiedział najlepiej co miał na myśli. Wybacz mi ale twierdzenie, że duet B&B wiedział więcej o Star Treku i lepiej potrafił uchwycić ducha tej produkcji niż twórca całego ST, jest cokolwiek śmieszne.

7z9:
Powstrzymać może i nie, ale chyba obydwoje wiemy że wtedy musiałby się skończyć serial.
Wybitnie tendencyjnie podchodzisz do zagadnienia, tego ile każde z tych spotkań kosztowało później załogę, nikt już nie zauważa...

To trzeba było pisać takie odcinki, w których załoga nie spotka się z rzekomo niepokonanym wrogiem, którego później rozkłada na łopatki po zjedzeniu tzw. magicznego Mentosa - to jest akurat z TOS, ale do VOY pasuje jak ulał :
https://www.youtube.com/watch?v=qWNkBD0BIA4
Ta zasada magicznego Mentosa sprawiła, iż przestałem oglądać SG 1, i z jej powodu generalnie nie przepadam za gatunkiem superhero.

I jakie to konsekwencje ponosiła niby załoga?
Mav
Użytkownik
#569 - Wysłana: 5 Lis 2012 21:02:38
Odpowiedz 
7z9:
Na koniec ostatnia sprawa, nie wiem czy to zauważyliście, ale w VOY położono wyjątkowo duży nacisk na... ukazanie rasy ludzkiej jako wybitnie wytrzymałej na wszelkie przeciwieństwa losu. To wszystko choć w małym stopniu ale jednak usprawiedliwia fenomen "niepokonanego" Voyagera. W końcu reprezentowali "nas" w dalekim kwadrancie delta

Może i pomysł dobry, ale źle wykonany. Voyager ciągle jest w świetnym stanie, załodze nic nie brakuje, a energii jest tak pod dostatkiem, że replikują sobie promy, eksperymentują, badają - wszystko jest ok. Przedzierania się przez trudny teren, wokół śmiertelnie groźnych, potężnych wrogów, walki o przetrwanie, za bardzo tam nie widać. To o czym piszesz, traci na sile, bez uwzględnienia takich problemów. Za łatwo im to wszystko idzie, aby odbierać to w kontekście wytrzymałości rasy ludzkiej na wszelkie przeciwieństwa losu.
Picard
Użytkownik
#570 - Wysłana: 5 Lis 2012 21:12:26
Odpowiedz 
Mav:
Może i pomysł dobry, ale źle wykonany. Voyager ciągle jest w świetnym stanie, załodze nic nie brakuje, a energii jest tak pod dostatkiem, że replikują sobie promy, eksperymentują, badają - wszystko jest ok. Przedzierania się przez trudny teren, wokół śmiertelnie groźnych, potężnych wrogów, walki o przetrwanie, za bardzo tam nie widać. To o czym piszesz, traci na sile, bez uwzględnienia takich problemów. Za łatwo im to wszystko idzie, aby odbierać to w kontekście wytrzymałości rasy ludzkiej na wszelkie przeciwieństwa losu.

Owszem. A najśmieszniejsze jest to, że autorzy sami dobrze zdawali sobie z tego sprawę kręcąc odcinek VOY Equinox pokazujący co by było gdyby załoga Voyagera rzeczywiście postawiona została w niezwykle trudnej sytuacji walki o przetrwanie...
 Strona:  ««  1  2  ...  17  18  19  20  21  ...  25  26  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / VOYager - wady i zalety?

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!