USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / DS 9 wady i zalety
 Strona:  ««  1  2  ...  15  16  17  18  19  20  21  22  »» 
Autor Wiadomość
Eviva
Użytkownik
#481 - Wysłana: 20 Maj 2012 19:46:23
Odpowiedz 
Dziś wykryłam jedną z zalet DS9.
Oglądałam odcinek" Crossfire" i kogo tam widzę? Jednego z moich bardzo lubianych aktorów. To Duncan Regehr, którego poznałam w roli Lydona we wspaniały serialu "Ostatnie dni Pompei". Potem grał w serialu "Zorro". Wysoki, przystojny facet, nie szpeciły go nawet bajorańskie fałdy na nosie i ten pedalski kolczyk w uchu.
gaius
Użytkownik
#482 - Wysłana: 20 Maj 2012 20:47:49
Odpowiedz 
Eviva:
pedalski

zaraz się zacznie.... ;)
Eviva
Użytkownik
#483 - Wysłana: 20 Maj 2012 20:59:33
Odpowiedz 
gaius:
zaraz się zacznie.... ;)

Przepraszam - gejowski. A może jeszcze jakoś inaczej, zaczynam się gubić.
Elaan
Użytkownik
#484 - Wysłana: 20 Maj 2012 21:05:36
Odpowiedz 
Eviva:
ten pedalski kolczyk w uchu

A oglądałaś może ostatnio serial "Dynastia Tudorów"?
Mężczyźni tamtej epoki uwielbiali nosić kolczyki, i to wcale nie ci zniewieściali.
W kolczykach lubowali się też mężczyźni z kręgu kultur prekolumbijskich.
To nic nowego pod słońcem.
Eviva
Użytkownik
#485 - Wysłana: 20 Maj 2012 21:09:02 - Edytowany przez: Eviva
Odpowiedz 
Elaan

Wiem, ale jakoś mnie to odraża, podobnie jak tatuaże, ale to już u obojga płci. Nic na to nie poradzę. Tak czy inaczej, Duncan Regehr miałby u mnie spore szanse nawet z tym kolczykiem, co dopiero bez niego. Choc jako gladiator Lydon był najlepszy. Co za szkoda, że ten serial - "Ostatnie dni Pompei" - szedł w Polsce tylko jeden jedyny raz. Ja mam go nagranego, ale z radzieckim dubbingiem, bo z RTR.
Elaan
Użytkownik
#486 - Wysłana: 20 Maj 2012 21:21:08
Odpowiedz 
Eviva

Lubię Duncana Regehra, choć aktor z niego średni, za to sympatyczny.
Oglądałam "Ostatnie dni Pompejów" - z tego co pamiętam, serial ładny, tylko trochę mdły.
Eviva
Użytkownik
#487 - Wysłana: 20 Maj 2012 21:23:55
Odpowiedz 
Elaan

Kwestia gustu, mnie się podobał. Wolę serial "trochę mdły" niż krew, flaki i ostry seks w każdym ujęciu, jak w obecnych produkcjach z tego okresu.
Elaan
Użytkownik
#488 - Wysłana: 20 Maj 2012 21:33:24
Odpowiedz 
Eviva:
Wolę serial "trochę mdły" niż krew, flaki i ostry seks w każdym ujęciu, jak w obecnych produkcjach z tego okresu.

Fakt, że obecne seriale idą w dosłowność, nie raz przekraczając dobry smak zupełnie bez potrzeby.
Eviva
Użytkownik
#489 - Wysłana: 21 Maj 2012 18:04:56 - Edytowany przez: Eviva
Odpowiedz 
Elaan

Otóż to. Musze przyznać, że nawet DS9, który jest według mnie najgorszy i najmniej strawny z trekowych seriali, jest serialem zachowującym normy, do których daleko obecnym twórcom. Jego twórcy mieli po prostu wyczucie dobrego smaku i kultury.
Q__
Moderator
#490 - Wysłana: 11 Cze 2012 17:12:06 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Eviva

Eviva:
Jego twórcy mieli po prostu wyczucie dobrego smaku i kultury.

Owo wyczucie widać bardzo dobrze w odcinku "Call to Arms" rozpoczynającym na dobre Dominion War story arc. Zacznę od szczerego wyznania, że wojna, ani rozgrywki dyplomatyczne między wymyślonymi gatunkami nie są tym, czego szukam w Treku, a jednak trudno się czepiać tej historii w ramach jej założeń.
Udany balans między scenami dramatycznymi a humorystycznymi (choć humor początkowej sceny jest stanowczo przeszarżowany*), między gigantyczną kosmiczną batalistyką (rzecz, której w DS9 nie trawię, a ukazanymi w trochę "mydlanej" konwencji kameralnymi sprawami bohaterów (ślub Roma i Leety, braterska miłość tego pierwszego i Quarka; wątki platoniczno-romansowe na linii Odo/Kira, i Garak/Tora oraz mniej platoniczne na linii Jadzia/Worf, ambicjonalno-polityczne napięcia na linii Weyoun/Dukat; Kira, Odo i Quark znajdujący się z nagła - jako cywilni notable stacji - w sytuacji b. podobnej do bohaterów "Casablanki"; wnoszący dawkę sarkastycznego klingońskiego humoru generał Martok; przejmujące osamotnienie, nie mającego nagle się gdzie podziać, Garaka; decyzje Jake'a, który postanowił zostać korespondentem wojennym i rozchodzenie się jego dróg z ojcem**). Wszystko to elegancko zagrane, dramatyczne w sam raz na tyle, na ile być powinno, rozpięte między dwiema mocnymi scenami - początkową, gdzie Sisko z O'Brienem w napięciu obserwują przybywanie kolejnych okrętów Dominium przez wormhole*** i finalną, w której okazuje się, że Sisko zostawił w biurze dowódcy stacji swoją ukochaną piłeczkę, jako symbol woli powrotu i wyzwanie wobec Dukata (który miał dość klasy by owej piłki z zemsty nie zniszczyć). W obu tych scenach było coś chwytającego za gardło, a jednocześnie b. silnie trekowego... Typowo trekowy był też podstęp z zaminowaniem wlotu/wylotu do wormhole'a oraz pożegnalna mowa Sisko do cywili, że o scence gdy nasz kapitan cytuje Nogowi Zasady Zaboru nie wspomnę (multikulturalizm a'la ST w najlepszym guście).
B. silnie zabrakło mi natomiast klimatu Treka w scenach walki, gdzie zamiast klasycznego pojedynku niewielu, ale b. silnych jednostek dostaliśmy śmiecenie okrętami po ekranie.
Niemniej jednak, R.H. Wolfe, mój ulubiony z epigonów Roddenberry'ego pokazał klasę... choć i tak wolę takie jego scenariusze jak "In the Hands of the Prophets" czy AND "Angel Dark, Demon Bright". Wykonaniu "Call..." w sumie nic zarzucić nie można - pod tym względem jest to najlepsza, być może, era ST - jednak w Treku stanowczo przedkładam problemowość nad - najkunsztowniej nawet opakowane - "mydło" i akcyjność. Niesprawiedliwy, mimo to, byłbym twierdząc, że nie jest to dobry odcinek.

* swoje dokłada tu - być może - zderzenie ogólnego realizmu z kiczowatą charakteryzacją Ferengi i pełną przesady grą Grodénchika

** Sisko starszy musi w pewnym momencie zrezygnować z powrotu po syna w imię the needs of many...

*** jest to scena pełna jednocześnie mroku i wizualnej urody

ps. jak zwykle Jammer:
http://www.jammersreviews.com/st-ds9/s5/arms.php
Eviva
Użytkownik
#491 - Wysłana: 11 Cze 2012 18:15:46
Odpowiedz 
Trzeba przyznać, że DS9 jest lepsze, niż mi się kiedyś zdawalo... w każdym razie lepsze niż nic. Na takim beztrekowiu i to dobre.
Toudi
Użytkownik
#492 - Wysłana: 11 Cze 2012 18:18:11
Odpowiedz 
Ciii jeszcze chwilą o będziemy sobie odnawiać TNG w 1080p... :P
Q__
Moderator
#493 - Wysłana: 13 Cze 2012 09:05:29 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Eviva:
Na takim beztrekowiu

Trzeba przyznać, że takiego beztrekowia w istocie nie było od ery wczesnych lat '80. Nawet jeśli ktoś nie trawił ENT, to miał całkiem niezły surrogate Trek: wczesne sezony AND, przyjęte b. pozytywnie nBSG, mógł też cofnąć się do B5 i jego "odrostów"... A w tle cały czas powstawały coraz lepsze odcinki NV/P2.
Teraz, co prawda, otrzymaliśmy kanoniczny, kinowy Trek Abramsa, ale wszystkie seriale się pokończyły, Paramount zaś który ostatnio traktował NV jako produkcję semioficjalną teraz rzuca jej kłody pod nogi, by nie kolidowała z jego planami....
Cóż... Może Fuller z Singerem, Dorn z Bermanem i nawet Abrams z K&O jednak mile nas zaskoczą?

ps. Tymczasem oglądam sobie dalsze odcinki ze scenariuszami Wolfe'a... Taki np. "Homefront"... Zaczyna się quasireligijnie: wormhole otwiera się i zamyka, a Sisko i Kira zastanawiają się co też tzw. Prorocy mogą chcieć im powiedzieć tym sposobem. Worf wykazuje do religii stosunek znacznie zdrowszy. Potem mamy wątek dowcipów jakie Dax robi Odo. Można wywieść to od biedy z tradycji MITowskiego hackingu - zanim zwrot ów nabrał "komputerowego" znaczenia, można mówić, że chodzi o rozruszanie Konstabla, ale nadal jest to tak samo głupie.
Szybko jednak robi się poważnie: Sisko dostaje wiadomość o zamachu w którym zginęło sporo dostojników, federacyjnych, romulańskich, nawet jeden Tholianin. Rzecz wyglada na robotę Zmiennego, a zatem nasz kapitan jako człowiek najbardziej znający Zmiennych i Odo (jako jedyny Zmienny, którego da się posądzić o życzliwość wobec Federacji) muszą lecieć na Ziemię w roli ekspertów.
Dostaniemy wątki poboczne: jak lęk Odo przed tym jak przyjmie go ludzkość po tym co robią jego rodacy (w pewnym momencie gotów jest prosić Bashira i O'Briena by lecieli z nim jako obstawa, oni tymczasem odreagowują niepokój i poczucie bezsilności tocząc w holokabinie Quarka wirtualną bitwę o Anglię) czy zagmatwane relacje rodzinne Sisków (Jake trochę unika dziadka, który gonił go do pracy w restauracji, Joseph - "chodzący cud medycyny" a więc chyba kind of cyborg? - nie ma wielkiej ochoty dbać o zdrowie, choć wie, że w jego stanie grozi to śmiercią, trudno mu też dogadać się z synem), że nie wspomnę o ambicjach Noga by dostać się do elitarnej grupy kadetów (prosi on w efekcie wiadomego kapitana o protekcję)... Zasadniczym jednak tematem jest narastające poczucie zagrożenia i to jak wplywa to na naszych bohaterów i - w domyśle - resztę świata.
Admirał Leyton, dawny mentor Benjamina mianuje go tymczasowym szefem Starfleet Security i każe mu wdrożyć procedury bezpieczeństwa jakie ten uzna za stosowne. Sisko korzystając z pomocy Odo (używanego także w roli królika doświadczalnego) instaluje stosowne systemy (które zdały już uprzednio egzamin na DS9), przekonuje też prezydenta Federacji (dotąd b. niechętnego zmianie raju w teren poddany militarnym rygorom) do ich upowszechnienia, a także wydania zgody na poddanie personelu GF i ich rodzin badaniom krwi mającym wykrywać Zmiennych (to też dokonuje się z pomocą Odo, który na dowód słabości ochrony dostaje się bez trudu do prezydenckiego gabinetu). Rygory bezpieczeństwa nie są jednak przyjmowane bez sprzeciwu - Joseph Sisko (domyślamy się, że nie stanowiąc jednostkowego przypadku) odmawia poddania się badaniom krwi. Gdy syn przyjeżdża przemówić mu do rozumu rzecz kończy się rodzinną awanturą, w której kulminacji Joseph dostaje (niegroźnego w realiach medycznych UFP) lekkiego zawału (co uświadamia mu chyba kruchość stanu zdrowia), a Benjamin uświadomiwszy sobie, że gotów był podejrzewać własnego ojca widzi, że musi przyhamować, ze szpiegowską paranoją (zwł., że Joseph przytoczył w dyskusji kilka mocnych argumentów, że nie tędy droga).
Tymczasem jednak Odo odkrywa Zmiennego udającego samego admirała Leytona i bezkarnie infiltrującego Starfleet Headquaters, któremu to Zmiennemu jednak udaje się uciec. Niedługo zaś potem - prawdopodobnie w wyniku zamachu - przestają działać wszelkie urządzenia dostarczające energii na Ziemi. (Równolegle zaś Kira zaczyna uważać, że otwieranie się wormhole'a mogło oznaczać ruch perfekcyjnie zamaskowanych okrętów Dominium.)
Pod naporem tych faktów, a także pod naciskiem n/w trzech oficerów, prezydent - choć widać, ze jest to dla niego b. ciężka decyzja - daje Leytonowi, Sisko i Odo pozwolenie na wprowadzenie stanu wojennego i robienie wszystkiego co będzie konieczne dla zapewnienia Ziemi bezpieczeństwa.
Cokolwiek przerażeni Jake i Joseph (który właśnie tłumaczył wnukowi swoją filozofię nacieszenia się normalnym życiem ile jeszcze zdoła) są świadkami efektów tej decyzji - materializowania się na ulicach miasta uzbrojonego personelu GF.

Można oczywiście wskazywać słabości odcinka (czemu badanie krwi, a nie analiza w czasie pobytu w buforze Transportera; dlaczego teraz taka panika, a sięgajacy znacznie głębiej spisek z TNG "Conspiracy" rozpracowano szybko i po cichu; czemu teraz mimo zamachu Romulanie nie ruszyli na wojnę, a w "In the Pale Moonlight" wystarczy im za powód do niej śmierć jednego senatora; no i czy Brooks zawsze musi grać w tak "męczeńskiej" manierze?), niemniej jednak jest to doskonałe studium strachu, zagrożenia, osaczenia i bezsilności, a także tego co taki stan robi z ludźmi. Nad tym wszystkim zaś unosi się groźba zniszczenia federacyjnej utopii przez jej własnych przerażonych mieszkańców (ciąg dalszy w odcinku - nomen omen - "Paradise Lost").
Wolfe jak zwykle dał radę. Jeden z mocniejszych punktów DS9.

Recenzja Jammera:
http://www.jammersreviews.com/st-ds9/s4/homefront. php

EDIT: no właśnie, "Paradise Lost". Joseph zdecydowany jest normalnie żyć (oficerowie Floty to świetna klientela), Sisko odkrywa natomiast z pomocą Odo, że w momencie energetycznej awarii członkowie The Red Squad (wspominanej elitarnej grupy kadetów) wykonywali jakieś tajne zadanie. To wszystko w połączeniu z pewnymi danymi o awarii czyni ich głównymi podejrzanymi. Kapitan wydobywa od Noga nazwiska kadetów, a potem poddawszy jednego z nich podchwytliwemu przesluchaniu dostaje potwierdzenie swoich obaw.
Sisko informuje o sprawie prezydenta, ten jednak domaga się solidnych dowodów, tymczasem Leyton odsyła kadetów z dala od Ziemi, a Sisko zwalnia ze stanowiska skoro Benjamin, mimo admiralskiego odwoływania się do jego poczucia lojalności nie zamierza przyłaczyć się do spisku.
Kapitan nie wie co robić. Zostaje odwiedzony przez Zmiennego udającego O'Briana, który informuje go, że zmiennokształtnych jest na Ziemi tylko 4, ale i tak - jak widać - zrobili wielkie zamieszanie, a zrobią jeszcze większe. Rozmawia też z ojcem (którego znów podejrzewa o bycie Zmiennym, gdy Joseph tym razem bez dyskusji poddaje się badaniom krwi) i w końcu - za jego radą - postanawia przejść do działania. Zdobywa dane ruchów kadrowych pośrednio potwierdzających plany Leytona (ściaganie na Ziemię oficerów lojalnych wobec admirała i dawanie im wysokich stanowisk, przygotowywanie czegoś co wygląda na zamach na prezydenta) gdy jednak zamierza przekazać je przywódcy Federacji zostaje aresztowany jako rzekomy zmiennokształtny (Leyton znalazł sposób by sfałszować test w przeciwnym, niż się spodziewano kierunku.)
Admirał w niejakim poczuciu winy odwiedza Sisko, obiecuje go uwolnić, gdy tylko przejmie władzę i jeszcze raz przekonuje (bezskutecznie, oczywiście) do swoich racji. Odo uwalnia jednak swojego przełożonego z więzienia, ten zaś wzywa na Ziemię Kirę wraz z załogą Defianta. Kiedy Benjamin dociera do biura Leytona ten wydaje swojej przybocznej, kapitan Benteen, rozkaz zatrzymania za wszelką cenę Defianta, rzekomo zinfiltrowanego przez Zmiennych, którzy zastąpili jego załogę (de facto Defiant przybywa nie tylko jako wsparcie dla swego dowódcy, ale przywozi nowe dowody winy admirała - to jego człowiek wysłał urządzenie otwierajace i zamykające Bajoran Wormhole w celu wywołania atmosfery zagrożenia). Dowódcy przerzucają się argumentami, ich podwładnii walczą. W końcu, gdy obe statki są poważnie uszkodzone, kapitan Benten podejmuje decyzję o przepuszczeniu Defianta.
Lista strat po obu stronach (2 na Defiancie, 20 na Lakocie), świadomość, że jego najwierniejsza oficer uznała jego rozkazy za zbyt okrutne/szalone/radykalne, może także zrozumienie, że był krok od wywołania wojny domowej powodują, że Layton składa, na ręce Sisko, dymisję, wyrażając jednocześnie nadzieję, że jego dawny XO (Ben właśnie) nie omylił się odrzucając najradykalniejsze metody.
Kapitan Sisko żegna się z ojcem, Odo zaś zastanawia się czy tylko on pamięta o zagrożeniu ze strony swoich rodaków, słyszy w odpowiedzi, że jeśli Zmienni będą chcieli zdestabilizować życie na Ziemi będą zmuszeni dokonać tego jednak osobiście, ludzie w tym nie pomogą. Konstabl i obaj młodsi Siskowie przenoszą się na Defianta, by wrócić na stację. A na Ziemi... na Ziemi znów toczy się normalne życie. Joseph jak zwykle otwiera swój lokal.

Oczywiście pozostają w mocy zarzuty zgłaszane już wobec poprzedniego odcinka (zwłaszcza gra Brooksa chwilami irytuje), Leyton wpisuje się w trynd szalonych admirałów (i prób buntu przeciwko - rzekomo - zbytniej łagodności Federacji, począwszy od kapitana Gartha, przez admirała Cartwrighta, aż po bunt Nietzschean w AND), można też sarkać, że od filozofii i problemów naukowych DS9 zeszło na poziom społecznej moralistyki (w której zresztą - stanowiący fabularną sprężynę - problem Zmiennych-szpiegów został cokolwiek zagubiony), ale wszystko to nie odbierze mocy i wartości tej dwuodcinkowej historii, za której zwieńczenie odpowiadali wspólnie Wolfe i Moore, najzdolniejsi epigoni Roddenberry'ego.
(Aha: miło też zobaczyć Sisko w pożądnym TNGowskim mundurze, nawet jeśli nosi ten paskudny nowszy combadge .)

I kolejna recenzja Jammera:
http://www.jammersreviews.c
Q__
Moderator
#494 - Wysłana: 20 Cze 2012 00:20:44 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Lecę dalej tym DS9em, acz zygzakami. Wrócilem bowiem do czasów bezpośrednio po "Call to Arms", czyli do "A Time to Stand".

DS9 to trochę dziwny serial. Estetyka, forma, jest bezpośrednim przedłużeniem i udoskonaleniem TNG. Treść - zazwyczaj (zwł. w późniejszych sezonach) - puli tematycznej TNG przeciwieństwem (nie dziwota więc, że Krauss w swojej "Fizyce..." traktował DS9 po macoszemu). Fabularnie im później, tym bardziej przypomina VOY i ENT (kolejna przygoda bohaterów, nie Problem przez duże P), będąc jednocześnie - z racji mistrzowskiego wykonania* - totalnym przeciwieństwem ich nijakości.

* od strony wizualnej tylko TMP prezentuje się lepiej, aktorsko DS9 wyprzedza chyba nawet TWoK

Ciekawa jest też struktura odcinków dalszych sezonów. Z jednej strony rozciągnięta w czasie story arc a'la B5, z drugiej - o czym wspominała w linkowanym kiedyś wywiadzie sama Majel Barrett-Roddenberry - u Straczynskiego wiele odcinków oglądanych osobno prezentuje się b. nijako, wartość zyskują dopiero w ramach pewnej całości, w DS9 natomiast, mimo wszystko, odcinki da się, w większości przypadków, oglądać traktując je jako osobne opowieści. Prawie każdy zawiera spuentowaną historię. Ponadto... Moore wspominal, że wraz ze współpracownikami ogrywali Bermana wmawiajac mu, że wojna skończy się w następnym epizodzie. To też widać, każdy odcinek kończy się w sposób sugerujący, że zaraz znajdzie się sposób na zakończenie wojny.
Nie inaczej jest w "A Time...". Zaczyna się mocno od rozmowy załogantów, unoszącego się w przestrzeni z resztą floty, Defianta. Są oni zmęczeni wojną polegającą na ciągłych odwrotach, marzą - zwł. O'Brien - o zwycięskiej kampanii. Nog wyczekuje na nowiny od siódmej floty, która z calą pewnością musiała poradzić sobie z siłami Dominium, jak sądzi.
Są jednak i weselsze - przynajmniej dla widza - momenty. Garak domaga się wizyty bez kolejki u doktora Bashira mając jakiś uraz głowy po studiowaniu map dla kapitana Sisko (czyżby Ben mu przyłożyl?). Toczy z Julianem jeden z ich słynnych dialogów oskarżając go, że odkad nie musi kryć się już ze swoim geniuszem stał się przemądrzaly i iście wolkański. Smutno brzmią jednak w tym wesołym sporze wyliczenia Bashira dajace GF ok 32% szans na zwycięstwo. (Nawiasem mówiąc: wyliczenia te, przywodzące na myśl dawne kalkulacje Spocka zresztą, są istotną informacją o stanie wiedzy UFP. Cywilizacja posiadająca aparat matematyczny dostateczny do precyzyjnego wyliczenia takich rzeczy musi dysponować czymś na kształt asimovowskiej psychohistorii. Co najmniej.)
Tymczasem jednak z wizytą przybywa generał Martok przywożąc ze sobą Worfa. Ten zostaje b. serdecznie przywitany przez Jadzię, rychło ich jednak skłóca sprawa ślubnych przygotowań. Nie na tyle jednak, by nie odczuli potrzeby wymknąć się i - mówiąc eufemistycznie - nacieszyć swoją obecnością. Wytchnienie dla widza szybko się jednak kończy - Bashir przynosi swemu kapitanowi hiobowe wieści o tym co spotkało siódmą flotę. Sisko brutalnie przywołuje go do porządku, ale sam jest niemniej wściekły (wyładowuje tą wściekłość w b. nietrekowym stylu niszcząc blat).
Defiant tymczasem dostaje rozkaz stawienia się na najbliższej stacji kosmicznej, gdzie - ku dalszej konsternacji widza - Sisko zostaje pozbawiony dowództwa nad nim, nie wiadomo też jakie przegrupowania czekają resztą jego załogi. Do przyczyn wydania takiego rozkazu wrócimy za chwilę.
Rymczasem przenieśmy sie na Deep Space Nine czy też Terok Nor. Gul Dukat, znów będacy szczęśliwym dowódcą stacji jest bardzo zadowolony z siebie i z sytuacji astropolitycznej w Galaktyce. Wierzy w rychłą klęskę UFP. Radość psuje mu tylko Weyoun, który każe mu traktować Bajoran w sposób mający upewnić ich - i cały Kwadrant - o przyjaznych intencjach Dominium (Dukat wynegocjowuje tu tylko tyle, że wracający na stację bajorańscy podwładni Kiry nie dostaną broni i nie będą patrolować stacji) oraz - jak najszybciej - usunąć miny blokujące wlot do wormhole'a (z tym ostatnim gul ma spory kłopot, ale obiecuje zmieścić się w wyznaczonym terminie).
Kira i Odo są znacznie mniej zadowoleni. Major najchętniej włączyłaby się do walki po stronie UFP, acz nie chce sprzeciwiać się woli Wysłannika. Quark, który bezskutecznie usiłowal namówić Jem'Hadar do skorzystania z licznych rozrywek swojego baru, przekonuje ich, że sytuacja nie jest najgorsze. Owszem, trwa okupacja, ale - choć też woli UFP - przyznać trzeba, że okupacja jest wyjątkowo lagodna, a jego bar zarabia jak nigdy.
Czas jaki potem Dukat (w wolnych chwilach bawiący się piłeczką Sisko, jakby w oczekiwaniu na szansę zmierzenia się z Benem, wzywa do siebie Kirę. Puszy się przed nią i usiłuje ją uwodzić (mały detal zmienił program drzwi, że otwierają się tylko na jego komendę. Nerys wściekla prosi Odo, by wykorzystał fakt, że Weyoun niedwuznacznie prosił Kirę o pomoc w zaskarbieniu sobie względów "boga", za którego go uważa i wymógł na Vorcie przywrócenie bajorańskich patroli. Weyoun który, wręczajac J'H pojemniki z ketracelem, celebrował to jako ceremonię ku czci Założycieli, spełnia oczywiście warunki zmiennokształtnego. Stacza słowny pojedynek z Dukatem sugerując mu - i jego przybocznemu - jednocześnie, kto tu rządzi. Odo natomiast wraca do Kiry z nowiną, że załatwił o co prosiła, ale w zamian musiał zrobić coś dla Weyouna - zgodzić się wejść do rady zarządzającej stacją. Owszem, de facto jest to kolejne zwycięstwo, ale major przyjmuje je stanowczo bez entuzjazmu.
Tymczasem, Dax przekonuje czekającego na dalsze rozkazy admirała Rossa, Sisko by porozmawiał w końcu z ojcem. Rozmowa nie będzie łatwa, Benjamin bowiem nie wie jak wytłumaczy ojcu pozostawienie Jake'a na stacji. W końcu dochodzi do odwlekanej słownej konfrontacji. Joseph poznaje wojenne wieści (jest jeszcze gorzej niż się zdaje). Ben obiecuje, że sprowadzi syna do domu. Obaj panowie znajdują wspólny język, w końcu się kochają.
Wspomniany Jake usiłuje natomiast przeprowadzić wywiad z Weyounem. Ten traktuje go z oznakami niezbyt szczerej przyjaźni (naprawdę łagodna ta okupacja), informuje go jednak, że nie nadał jednak reportaży najmłodszego z Sisków ze stacji, uznał je bowiem za zbyt stronnicze. Jake'owi zaś radzi większy obiektywizm (czyt. więcej sympatii dla Dominium) to i reportarze w Galaktykę pójdą i czas na wywiad się znajdzie.
Admirał Ross (ubrany w piękny TNGowski mundur) wyjaśnia w końcu naszemu kapitanowi przyczynę swoich rozkazów. Oto Flota namierzyła główny zapas ketracelu w kwadrancie, który wystarczy zniszczyć, by siły Dominium, pozbawione - z przyczyn oczywistych - wsparcia z domu, wymarły. (Błyskawiczne rozwiązanie w tradycji, acz nie w duchu, TNG.) Zniszczyć magazynującą ketracel stację ma, oczywiście, była załoga Defianta, która dostanie w tym celu nową jednostkę - zdobyczny okręt Jem'Hadar.
Sisko przekazuje rozkazy swoim ludziom. Dax mówi o tym, na co tą metodą skazują Jem'Hadar, ale... akceptuje to.
O'Brien, Dax i Nog uczą się obslugi zdobycznej jednostki. Narzekają na brak udogodnień - solidnego ekranu, foteli, replikatorów. Bashir twierdzi, że to jeszcze nic. najgorszy jest brak ambulatorium. Pozostali zgadzają się, ze w wypadku bitwy - owszem, ale póki co znacznie dotkliwsze będą właśnie drobne niedogodności. (Scenka ma pewien posmak humorystyczny, pokazuje też jednak jak Dominium traktuje swoje sługi.)
W końcu nadchodzi czas startu. Sisko zabiera ze sobą Garaka, jako eksperta od spraw cardassiańskich. Po drodze okazuje się, że używanie zastępujacego ekran wirtualnego display'a (jego istnienie to znów ładny pomost technologiczny do AND, gdzie w użyciu były i tradycyjne ekrany i takie display'e) odbija się negatywnie na zdrowiu Benjamina. "Prosty krawiec" okazuje się podwójnie cenny - Cardassianom posługiwanie się w/w ustrojstwem szkodzi znacznie mniej. Okręt przekracza granicę Dominium i... zostaje zaatakowany przez federacyjną jednostkę, dowodzoną zresztą przez znajomego Bena. Komunikacja - i wyjaśnienie sytuacja - nie jest możliwa. Napastnik ma popsuty system łaczności. Pozostają manewry uchyleniowe, a w ostateczności walka - Sisko każe ograniczyć ją do unieszkodliwienia systemów broni "przeciwnika". Kiedy jednak do walki właczają się (w obronie okrętu Sisko!) kolejne myśliwce Jem'Hadar, nasz kapitan nakazuje zostawienie napastniczo-sojuszniczej jednostki własnemu losowi (wierzy, że zdoła ona uciec) i powrót na poprzedni kurs (kolejna z typowych drastycznych DS9owskich decyzji).
W końcu Ben & co docierają do celu. Przesyłają "puste kanistry na ketracel" (w istocie wypełnione materiałem wybuchowym) na pokład stacji-magazynu i szykują się do odskoku w Warp, co okazuje się niemożliwe. Trzyma ich pole siłowe stacji. Jedynym realnym sposobem ucieczki okazuje się odczekanie aż wybuch zniszczy emiter, a potem ucieczka przed falą uderzeniową. Realizacja tego ryzykownego planu się udaje, okręt naszych bohaterów daje radę, jednak... nie wychodzi z ucieczki calkiem bez szwanku. Traci swój napęd warp, bez tego napędu zaś powrót do domu zajmie miesiące (żywności zaś, przypomnujmy, zabrano na ok. 2 tygodnie; w dodatku to przestrzeń kontrolowana przez Dominium). (Z jednej strony centralny wątek doczekał się konkluzji, z drugiej - trudno o mniej otwarte zakończenie!)

Odcinek ten to typowe DS9owskie coś-za-coś. Za cenę naukowo-filozoficznej głębi i futurologicznej prognozy dostajemy dramatyzm, perfekcję wykonania i potężną dawkę emocji. Ogląda się to niemniej bardzo dobrze.

Jammer w tonie pochwalnym:
http://www.jammersreviews.com/st-ds9/s6/stand.php
I Cynics Corner:
http://www.cynicscorner.org/ds9_6/ds9_601.html

(Niemniej jednak z całej fabuły najbardziej - bodaj - zafrapował mnie typowo nerdowski problem z czego też czerpie energię do replikacji słynne samoreplikujące się pole minowe?)
Q__
Moderator
#495 - Wysłana: 20 Cze 2012 06:39:51 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
ps. (bo nie weszło powyżej): Konsekwentnie wyrabiam sobie zdanie o Sisko: nie jest to zly, nieskuteczny oficer, jest to natomiast człowiek przywykły raczej wykonywać rozkazy, funkcjonować jako część (nawet jeśli część autonomiczna) wielkiej federacyjnej machiny, nie zaś śmialy indywidualista pokroju Kirka czy Picarda. Widać, że robi co może i - przyznać trzeba - ma efekty, jednak jest po prostu dobry, nie najlepszy-z-najlepszych, wykonuje cudze plany nie jest geniuszem w zakresie improwizowania ad hoc własnych, jak jego wielcy poprzednicy*. Nic dziwnego, że znamy Picard Maneuver i kirkowy Corbomite Maneuver, nie słyszeliśmy natomiast o manwrze Sisko.

(Było dla mnie coś znaczącego w scenie, w której tak gładko oddał dowództwo nad Defiantem. Kapitanowie GF znani nam z RC w tej sytuacji raczej porwali by okręt przedsięwziąwszy uprzednio plan powstrzymania zagrożenia jednym sprytnym ruchem. Zważywszy na to, że już w "Homefront" Sisko twierdził, że żałuje chwili, w której odkrył planetę Zmiennych, temporalny reset button byłby tu - co od lat powtarzam - mało oryginalnym, ale jednoznacznie nasuwającym się automatycznie rozwiązaniem.)

Oczywiście pozostaje w tej sytuacji pytanie gdzie podziewał się Ent-E w czasie Dominion War? Przyjmuję wyjaśnienie Brina, że latał, robił za symbol Federacji i umacniał morale, ale, że Łysy nie urwał się choć na chwilę, by jedną decydujacą akcją rozstrzygnąć losy wojny, jak w FC?

Kpię sobie, owszem, ale oglądając teraz DS9 przyznam, że wolę rozkoszować się opowiadaną historią, niż kpić. To - mimo wszystko - jeszcze ta era, gdy magia Treka działa i nie trzeba na nic przymykać oka, samo się przymyka.
Eviva
Użytkownik
#496 - Wysłana: 20 Cze 2012 07:34:32 - Edytowany przez: Eviva
Odpowiedz 
Bardzo długi powyższy wywód da się zamknąć w jednym zdaniu: Sisko to drobny przeciętniaczek, poczciwa miernota i dlatego musieli z niego zrobić Mesjasza (no bo czymś do diebła musiał się wyróżnić).
Q__
Moderator
#497 - Wysłana: 20 Cze 2012 07:51:43 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Eviva

Eviva:
i dlatego musieli z niego zrobić Mesjasza (no bo czymś do diebła musiał się wyróżnić).

Kiedy to im właśnie mam za złe. I to nie dlatego bym miał w sumie coś do Bena. Uważam, że przedstawienie realiów XXIV wieku oczami kogoś przeciętnego w dodatku podejmujacego służbę niezbyt entuzjastycznie (nie mylić z niekompetentnym idiotą, ta era nastała w ST trochę później) było bardzo ciekawym sposobem na wzbogacenie trekowej perspektywy. Dlatego zresztą tak lubię pierwsze sezony DS9 (i sam pomysł G.R.'a na serial osadzony - dla odmiany - w realiach planetary outpost).
Inna rzecz, że taki przeciętniak też potrafi pokazać lwi pazur. W "The Explorers" np. koncertowo zagrał Dukatowi na nosie...

(Jeszcze inna zaś rzecz, że bycie mesjaszem w skali jednej planety to prawdopodobnie dla kapitana GF nic czym się można pochwalić przed kolegami. Policzmy ile planet odwiedzili Kirk, Picard, czy nawet Janeway.
Chcesz prawdziwego mesjasza w roddenberry'owskim stylu? Popatrz na "Herculesa" Hunta. Ten jedna ręką położy 100 Nietzschean, a Federację odbuduje w dwa sezony nawet się nie zdyszawszy.)

ps. BTW. znacznie ładniejszy balans między ponadprzeciętnością głównego bohatera, a przedstawieniem go jako zmęczonego, zmuszonego do podejmowania trudnych decyzji, człowieka znalazł Moore potem w nBSG, no ale miał ten luksus, że wymyślał postać od zera, nie musiał jej przerabiać z sezonu na sezon. (No i miał czas nauczyć się na DS9...)
Eviva
Użytkownik
#498 - Wysłana: 20 Cze 2012 17:02:08
Odpowiedz 
Kiedy ja próbowałam patrzeć na Hunta. Uczciwie próbowałam, powieki zapałkami podpierałam, ale wymiękłam. Roddenberry wielkim wizjonerem był, ale wizja to nie wszystko, liczy się też wykonanie. Zresztą, jeśli dobrze kojarzę, co do AND, to Roddenberry rzucił tylko luźny pomysł, kto inny spaprał całość.
Q__
Moderator
#499 - Wysłana: 20 Cze 2012 17:29:27 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Eviva

Eviva:
kto inny spaprał całość

Konkretnie to niejaki Bob Engels*.

* który, co ciekawe, przy Twin Peaks i pierwszym sezonie Sea Quest DSV radził sobie znacznie lepiej

(Ale tym sposobem bliscy jesteśmy zatkania dyskusji trzeciorzędnym w sumie dla jej meritum offtopem...)
Eviva
Użytkownik
#500 - Wysłana: 2 Lip 2012 19:35:35
Odpowiedz 
No i zdenerwowałam się. Co sie stało z mama Quarka i Roma po tym, jak Quarkowi odebrano wszystkie aktywa?
biter
Użytkownik
#501 - Wysłana: 2 Lip 2012 19:38:55
Odpowiedz 
Eviva
eee ale pytasz o ten dokładnie moment czy o zakończenie jej historii bo na koniec to została żoną nagusa.
Eviva
Użytkownik
#502 - Wysłana: 2 Lip 2012 19:51:46
Odpowiedz 
biter

tak ogólnie. Okropnie się zdenerwowałam, okropnie! Ale załoga stacji to ładnie się zachowała....
Eviva
Użytkownik
#503 - Wysłana: 19 Sier 2012 11:03:00
Odpowiedz 
Odcinek "The Uniform"

Trudno zaprzeczyć, że banita, zdrajca, Maquis okazał się być szlachetniejszym i lepszym człowiekiem niż kapitan Sisko...
Q__
Moderator
#504 - Wysłana: 19 Sier 2012 11:12:13 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Eviva

Eviva:
Odcinek "The Uniform"

"For the Uniform"?

Jeśli o nim mowa. to akurat tu Sisko rozumiem. Uważam, że zabrał zabawki tym, którzy nie umieli się nimi bawić. Do Doktryny Tarkina od tego daleko.

(BTW. - a'propos Tarkina - zobaczcie jak się ładnie kanon z nie-kanonem komponuje: Federacja zaczyna psuć się w DS9, rozpada się w AND. Potem zostaje w AND odbudowana, ale jest już skorumpowana, rozpolitykowana i paskudna, mając ogólnie wszystkie cechy Starej Republiki z SW. A potem to już tylko Imperium... i Tarkin...)
Dragon
Użytkownik
#505 - Wysłana: 19 Sier 2012 11:13:23
Odpowiedz 
Jak podobało mi sie DS9 ale do dziś nie rozumiem jaki cudem Sisko nie poszedł do pierdla. Nie powiem pomysł niezły, ale nijak do supermoralności Gwiezdnej Floty. Już nawet klingoni by sie do tego nie posuneli.
Eviva
Użytkownik
#506 - Wysłana: 19 Sier 2012 12:22:20
Odpowiedz 
Dragon

No właśnie. Pogwałcił chyba wszelkie możliwe zasady, nie mówiąc już o tym, że jego działanie było moralnie nie do obrony. Ale walczył po stronie "dobrych", a "dobrym" wolno popełniać wszelkie świństwa.
Q__
Moderator
#507 - Wysłana: 19 Sier 2012 12:28:26
Odpowiedz 
Dragon

Dragon:
pierdla

Sło-wni-ctwo.

Eviva

Eviva:
Pogwałcił chyba wszelkie możliwe zasady, nie mówiąc już o tym, że jego działanie było moralnie nie do obrony.

A to niby czemu? Bo uniemożliwił awanturnikom dalsze uprawianie bezcelowych awantur, które i ich mogły kosztować życie i Federację narazić na szkody?
Eviva
Użytkownik
#508 - Wysłana: 19 Sier 2012 12:46:49
Odpowiedz 
Q__
Maquis to nie awanturnicy - przeciwstawili się tchórzostwu dowództwa, które oddawało Kardasjanom cudze domy za cenę ODWLECZENIA ostatecznego konfliktu, i kardasjańskiej agresji. To oni mieli rację.
Mav
Użytkownik
#509 - Wysłana: 19 Sier 2012 12:57:35 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__

On się tam zachowywał jakby mu mordowanie ludzi przyjemność sprawiało. Problemem dla niego nie była sama trudna sprawa Maquis, to że ludzie walczą między sobą i że jest to smutne, to nie o to chodziło. To wielkie EGO Sisco zostało zaatakowane, bo jego dawny kolega go przechytrzył, był lepszy i nie mógł sobie tego darować. Dlatego z premedytacją strzelał do maruderów Maquis, z satysfakcją, bo przecież nikt nie będzie zadzierał z wielkim SISCO! Tu jest problem tego odcinka.
Q__
Moderator
#510 - Wysłana: 19 Sier 2012 13:03:57 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Eviva

Eviva:
przeciwstawili się tchórzostwu dowództwa, które oddawało Kardasjanom cudze domy za cenę ODWLECZENIA ostatecznego konfliktu, i kardasjańskiej agresji. To oni mieli rację.

Po pierwsze: te domy nie były "czyjeś", skoro UFP, jako komunizm utopijny, nie zna własności.
Po drugie: nie istnieje coś takiego jak nieunikniony konfilkt, pamietajmy czyją ostateczną bronią jest przemoc.
Po trzecie wreszcie: kto pod wpływem egoizmu i silnych emocji zaczyna wszczynać awantury nie ma racji, tylko zachowuje się jak dziecko. I właśnie jak dzieci Sisko maquis potraktował. (Nie należę, jak wiadomo, do entuzjastów tego kapitana, ale tu akurat miał rację.)

Mav

Mav:
Dlatego z premedytacją strzelał do maruderów Maquis, z satysfakcją, bo przecież nikt nie będzie zadzierał z wielkim SISCO!

To chyba nie ten odcinek, a ten z zatruciem planet...

(BTW. Sisko ma swoje wady, nawet spore, ale robienie z maquis ostoi jakichś federacyjnych ideałów to nieporozumienie. To raczej spadkobiercy kursu kapitana Gartha, w wersji light...)
 Strona:  ««  1  2  ...  15  16  17  18  19  20  21  22  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / DS 9 wady i zalety

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!