USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / Trekowe produkcje fanów
 Strona:  ««  1  2  ...  13  14  15  16  17  ...  39  40  »» 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#421 - Wysłana: 28 Mar 2015 23:40:20 - Edytowany przez: Q__
Inni dostarczają nam plotek, a twórcy Potemkina - konkretów. Oto POT - "The Chair" (teoretycznie trzecia vignette ichniego trzeciego sezonu):
http://www.youtube.com/watch?v=1zyAJk2vE9U
Dostępna także na Vimeo:
https://vimeo.com/123471720


EDIT:
Potemkin trafił na main site :
http://www.startrek.pl/article.php?sid=1396
Q__
Moderator
#422 - Wysłana: 9 Kwi 2015 19:05:22 - Edytowany przez: Q__
Lee Gartrell, producent Star Trek: The Romulan Wars opublikował w Sieci trzeci odcinek drugiego sezonu swojej - poświęconej tytułowej wojnie - produkcji, zatytułowany "Arius":
http://www.youtube.com/watch?v=fV2ihH-RtpQ
http://www.starbasestudios.net/rw/s2e3.html

A my mamy tegoż "Ariusa" na main site:
http://www.startrek.pl/article.php?sid=1401

Tymczasem ekipa The Romulan Wars szykuje już epizod z mirror Hoshi, zatytułowany "Dark Reflections":
https://www.facebook.com/theromulonwars/posts/9412 52495894136
Podobna, prawdę mówiąc, nie jest:
https://www.facebook.com/theromulonwars/photos/pcb .941252495894136/941250692560983/
Q__
Moderator
#423 - Wysłana: 14 Kwi 2015 10:21:54
Wspominałem tu o nowej serii powstającej przy współudziale ekipy Farraguta - Dreadnought Dominion.

Oto ich debiutancki odcinek "Haunted":
http://www.youtube.com/watch?v=8WKQk6SwZqk
https://vimeo.com/124359593
(Tytułowy statek to trójgondolowiec z Manuala rodem, o którym ledwo co wspominałem...)


ps. Szykuje się też kolejny projekt tej samej ekipy - Star Trek - Outlaws (nie mylić z Renegades), tym razem audio only (acz z komputerowymi ilustracjami):
http://www.youtube.com/watch?v=rxXGVPFlxAs
Q__
Moderator
#424 - Wysłana: 16 Kwi 2015 20:16:18 - Edytowany przez: Q__
Dreadnought Dominion "Haunted" od północy na main site:
http://www.startrek.pl/article.php?sid=1405

Cóż mogę dodać? Po pierwsze, że tytułowa jednostka jest - a przynajmniej była - kanoniczna (nie tylko jej klasa, ale i jej nazwa i specyfikacja pochodzą z Manuala):
http://memory-beta.wikia.com/wiki/USS_Dominion

Po drugie mogę podzielić się wrażeniami z samego odcinka. Cóż... Spore brawa za początek... Nie jest to - owszem - animacja na poziomie Drexlera czy Richtera, ale mają swój staroświecki, bonestellowski, urok te widoki Jowisza, stacji, hangaru rufowego. Miło też zobaczyć w doku Saladina i Farraguta.
Komponuje się z tym wątek komodora Grissoma, uniewinnionego przez sąd kosmiczny, ale zżeranego poczuciem winy, że - swoim zdaniem - popełnił błąd, który kosztował życie 17 załogantów, w tym pierwszego oficera, z którym był zżyty od Akademii. To wszystko jest takie dość pirxowskie, rzekłbym.
Jest w tym też coś z dawnej patriarchalnej SF, pełnej twardych, heroicznych, samców alfa o kamiennych twarzach i stalowym spojrzeniu. Wiem zresztą, bo jest to widoczne, że ów klimat potrafi przyciągać do TOS (ale i klasyki literackiej fantastyki). Tylko, że ów patriarchalizm sięga niebezpiecznej granicy autoparodii gdy nękany poczuciem winy komodor mimo to rozpiera się dumnie na mostku, grozi nowemu Pierwszemu zesłaniem na frachtowiec, a młodego chiefa z maszynowni przyprawia prawie o drżenie. Wygląda to prawie jak by Grissom przykrywał wewnętrzną niepewność dowódczą bufonadą (a podkreśla przy tym, że uznano go za zdolnego do dalszej służby).
Przesadzony jest też - pokazany w retrospekcji - nieboszczyk XO zachowujący się jak nastoletni kawalarz. I to jak nasz dowódca-twardziel pokazuje nagle liryczne oblicze grając na wolkańskim ryillu*. Nie wspomnę już o kręcących się na pokładzie młodych załogantkach, czyniących wrażenie ucieleśnienia fantazji starszych panów z kadry dowódczej. Tak to demonstracyjna męskość tej produkcji staje się niezręczną jej chłopięcością.
Potem robi się zdziwniej i zdziwniej - komodor ma koszmarny sen o załodze buntującej się przeciw niemu, kończący się jednak rozgrzeszeniem padającym z ust poległego Pierwszego. Nie wiem czemu w materialistycznym Treku takie senne rozgrzeszenie ma być coś warte, zupełnie jak w starych mitach, ale efekt przynosi - Grissom wygłasza podwładnym mowę o tym jak to umieranie jest częścią ich obowiązków (chce ich zabić więcej? ma się ochotę złośliwie spytać), a oni entuzjastycznie stwierdzają, że są gotowi ginąć na rozkaz swojego patriarchy (z ręki ojca nie boli?) i statek wyrusza w kolejny rejs (w dodatku w ramach dziwnej autonomii, bo w kierunku wyznaczonym ad hoc przez oficer naukową - ot, chciała sobie coś tam zbadać, a dowódca się zgodził).
Kpię, i to kpię ostro, ale - paradoksalnie - nie jest to wcale zła historia, tylko ciut przeszarżowana i - wbrew pozorom - kupiła sobie mój ostrożny kredyt zaufania - sięgnę po następne odcinki. Dziwię się tylko, po prostu, że tak długo kręcona opowieść nie została lepiej dopracowana i, że jest tak krótka (20 min. to nie jest standard produkcji TOS). Czyżby postanowili w końcu wypuścić to, co mają, bo im się czekanie na premierę znudziło?
No i wolkańska Doradca wybitnie urodą nie grzeszy, stanowiąc wręcz przykrość dla oka - nie jestem jakimś lookistą, ale powinni ją wymienić na bardziej atrakcyjną... albo - może nawet lepiej - jakoś z sensem fabularnie rozegrać motyw jej antyurody (standardowy morał, że nie należy sądzić po wyglądzie, czy coś w ten deseń?).

* choć za samo "zmaterializowanie" instrumentu:
http://memory-beta.wikia.com/wiki/Ryill
z cenionej powieści "The Romulan Way":
http://memory-beta.wikia.com/wiki/The_Romulan_Way
jakiś plusik się należy...

Po trzecie mogę dorzucić link do dyskusji o tymże epizodzie na TrekBBS:
http://www.trekbbs.com/showthread.php?t=269290
I zdjęcie załogi:


Po czwarte zaś wspomnieć, że SW ma jednostkę o tej samej nazwie:
http://starwars.wikia.com/wiki/Dominion
Q__
Moderator
#425 - Wysłana: 17 Kwi 2015 20:37:17 - Edytowany przez: Q__
Niemieckie cudo osadzone we wszechświecie alternatywnym, na pokładzie defiantopodobnej jednostki - Star Trek: K'Ehleyr Away Team:
http://www.youtube.com/watch?v=xbTZn50kYn8

Będące wstępem do dłuższej historii Star Trek: Dark Horizon, oto jej teaser:
http://www.youtube.com/watch?v=sqtPSFnNKgg

Strona twórców:
http://www.kehleyr.de/
(Jak po niej widać rzecz ma klubowo-RPGowe korzenie.)
Q__
Moderator
#426 - Wysłana: 21 Kwi 2015 10:47:46 - Edytowany przez: Q__
Obejrzałem sobie właśnie parę vignettes POT.

"The Chair". Cóż powiedzieć o tej opowiastce? Sympatyczny - tym razem nakręcony w konwencji serio, acz lekko żartobliwy - kolejny obrazek z Trekowej przyszłości. Potemkin po reficie wraca do służby, a my oglądamy ostatnią kontrolę systemów i tradycyjny - podany w podniosły sposób (ileż tego było - TMP, finały ST IV i ST VI, sceny z TNG gdzie Ent-D opuszczał McKinley Station, początek GEN, DS9 "The Dogs of War", VOY "Caretaker", ENT "Broken Bow", NV/P2 "Going Boldly") - start.
Bardzo standardowo, ale i b. poprawnie. Zero fajerwerków, za to solidna Trekowa robota, tradycyjnie z lekko TOSowym posmakiem. Fan zawsze obejrzy coś takiego z przyjemnością, choć wie czego się spodziewać, bo... dokładnie to, czego się spodziewał, dostanie. Potemkin to jednak, scenariuszowo, klasa sama w sobie (zazwyczaj).
Aha: fajnie wypada epizodyczny komodor Standish - kompetentny i - tradycyjnie - łysy.

(Co ciekawe grał go facet faktycznie odpowiedzialny za budowę nowego mostka.)

"Unspoken". Znów - tak typowa dla tej serii - kameralna opowieść o totalnej zagładzie.
Tym razem jest dziwnie, a nawet baśniowo. Zaczyna się od powrotu zdruzgotanego psychicznie away teamu, który odwiedził wyniszczoną nuklearnym holokaustem planetę. Niewiele dowiadujemy się o tym co widzieli, ale ich miny i emocjonalne reakcje mówią więcej niż dosłowne opisy.
Nie o nich jednak będzie to opowieść, a o przesyłającej ich, obsługującej Transportery, porucznik, która po ich wyjściu samotnie spotka się z czymś duchem? halucynacją? jakimś dającym się technobełkotliwie wyjaśnić zapisem ostatnich myśli, jednej z tubylek? co, nim zniknie, będzie przeżywać ostatnie chwile swoje, swoich bliskich i swojej cywilizacji.
Porucznik po tym spotkaniu poprosi o rozmowę z ojczystą planetą, jakby chciała się upewnić, że ona swoich bliskich jeszcze ma.
Nie lubię gdy Trek idzie w onirycznym kierunku (choć TOS też potrafił), stanowczo woląc klimaty bliższe hard SF, nie lubię tez gdy za Obcych robią krzykliwie ubrani ludzie, ale... jak chyba wszystkie POTemkinowskie opowieści o planetarnej zagładzie, tak i ta chwyciła mnie za gardło swoim bradbury'owskim urokiem.

"Holding Pattern". Zaczyna się b. nietypowo, trochę w stylu ENT "Twilight", trochę jakbyśmy wkroczyli w środek "The Inner Light" czy "Far Beyond the Stars" (trochę też to przypomina XX-wieczne sceny "Mind-Siftera").
Ot, para budzi się w łóżku. Ona upiera się, że jest Wolkanką, on traktuje ją jak swoją żonę, a jej wypowiedzi traktuje pół serio. Zwł., że nie ma ona wolkańskich uszu, a vulcan nerve pinch w jej wydaniu nie działa. Rozmawiają, idą na spacer, ona upiera się przy swoim (jako widzowie jej wierzymy, bo poznajemy twarz chorąży T'Noshi), twierdzi też, że zna jego, porucznika, oficera medycznego (pielęgniarza) Geronimo Pereza, kolegę z załogi. I nagle ona na jego oczach mdleje.
Tu w pozorny mały realizm małżeńskiego życia wkracza Trek z wyjaśnieniami. T'Noshi i jej 'mąż" brali wraz z kapitanem udział w zwiadzie na planecie pełnej maszynowego życia. Doznali wypadku. Maszynowi tubylcy zrobili co mogli, by ich naprawić łącząc przy tym ich umysły ze swoimi komputerami. Perez, jako silniejsza osobowość, zdominował powstałą w ten sposób wirtualną rzeczywistość (Jory Miller z "Ubiku" się kłania) i nadał jej formę swego ziemskiego, małżeńskiego życia, wciągając w to T'Noshi.
Niestety Perez był zbyt poważnie ranny, umiera. Kapitan Grigory prosi Wolkankę, by dobrowolnie wróciła jeszcze na chwilę do wirtualnego świata, potowarzyszyć mu, nie chce, by młody porucznik umierał samotny.
T'Noshi w pierwszym odruchu odmawia, a jednak zgadza się. Wkracza na nowo w złudny świat, w którym Geronimo zaczyna rozumieć co się dzieje. Rozmawia z nim, w końcu łączy z nim umysły wolkańskim sposobem, by stworzyć mu wizję długiego, szczęśliwego życia, którego nie zaznał ani on, ani jego przedwcześnie zmarła żona.
Perez umiera. T'Noshi wraca do rzeczywistości. Kapitanowi mówi, ze nic jej nie jest, ale jest wyraźnie emocjonalnie zmieniona tym co zaszło.
Ech... znowu twórcy Potemkina potrafili mistrzowsko zagrać na emocjach widza w tak oszczędny, prosty, TOSowy, sposób. Znów dostaliśmy przy tym przyzwoitą, acz umowną wizualnie, SF. I jeszcze pojawiło się "I'm a nurse..." jako aluzja do klasycznego "I'm a doctor...". Jak zwykle dobra robota.

I tylko - mimo powagi opowiadanej historii - miałem ochotę chichotać, gdy naszło mnie pytanie, czy aby tak, jak początkowe sceny tego odcineczka, nie wyglądają przypadkiem przebudzenia zbyt fanatycznych Trekkies?

ps. coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że POTemkin to jest ekstrakt z TOS - bardziej teatralny, bardziej ascetyczny, bardziej - nie bójmy się tego przyznać - kiczowaty, ale też poważniejszy, intensywniejszy emocjonalnie, częściej podkreślający tragiczną stronę zdarzeń. Tam wszystko jest TOSowe, tylko bardziej.
Jest to też historia b. fanowska. Śledząc przygody Trekowych herosów zapewne nie raz ustawialiśmy się w pozycji towarzyszącego ich przygodom porucznik(a), chorąży/chorążego, czy zgoła redshirta. Otóż perspektywa POT jest bardzo często perspektywą junior officera/redshirta właśnie. Zwykłego załoganta, który ze zdumieniem doświadcza tych wszystkich kosmicznych, często okrutnych, cudów... Tak jak byśmy doświadczali ich my, trafiwszy w tamten - Trekowy - świat...


EDIT:
Z innej beczki... O seriach Starship Exeter i Exeter Trek:
http://trekclivos79.blogspot.com/2015/04/return-of -exeter.html
(Rzecz warta odnotowania - szykuje się kolejna, po "PtA", historia osadzona w erze "The Cage". Nowa moda?)

Strona projektu Exeter Trek:
http://exetertrek.com/
Q__
Moderator
#427 - Wysłana: 22 Kwi 2015 13:22:49 - Edytowany przez: Q__
W Sieci znalazła się trzecia część drugiej części ST Aurora - "Mudd in Your I":
http://www.youtube.com/watch?v=SwVYjrm_1Io
https://vimeo.com/125640105

(I tym razem dokonałem zastąpienia filmu w artykule aktualniejszą wersją.)

Kilka zdań o dodanej treści - jak ostatnio było dość... erotycznie, tak teraz robi się z tego typowe śledztwo (podobnie Archer szukał informacji w "Broken Bow", podobnie wyglądały wątki kręcące się wokół Korga z Sekcji 31 w HF; nawet scena zasięgania języka w podejrzanej knajpie identyczna, a i sama knajpa jakaś podobna - pierwowzorem był tu zresztą, na oko, ten bar z K-7) z wściekłymi Klingonami w tle, przy czym zwraca uwagę narracyjna biegłość, z jaką twórca filmu przechodzi od jednej do drugiej poetyki (pokazując tym samym jak wiele można wycisnąć z Treka... czy, jak kto woli... wcisnąć do Treka, jeśli się tylko umie). Na odnotowanie zasługuje żart z dwiema Caitankami - M'Mm i M'hm - ewidentna aluzja do ogoniastych kochanek Kirka z "dwunastki".


EDIT:
Z innej beczki... Powtórzyłem też sobie, na poły zainspirowany podobną premierą Dreadnoughta Dominion, na poły zaś listą nominacji do tych nagród dla fan-Treków, pilotową vignette Starship Valiant "Legacy".
Jak zawsze starałem się oglądać tak, jakby to był pierwszy raz, bez przesadnego sugerowania się swoją poprzednią recepcją danej historii...
Cóż... scena początkowa z tymi rozrzuconymi po kosmosie szczątkami wyrzuconymi ze statku - ten czerwony fotel, ten strzęp munduru jest doprawdy efektowna, wręcz efekciarska, jak na fanprodukcję (inna sprawa, że bardziej w zamyśle, niż w wykonaniu - komputerowością bije po oczach). Ciekawa jest też mieszanka staroświeckości z nowoczesnością w b. dobrym stylu - tradycyjny, mający w sobie coś gotyckiego wręcz, cmentarz z lecącym nad nim promem, nowoczesny - niczym z TRONu 2 - wieżowiec (b. ciekawy projekt, zresztą) i stylizowane na znacznie wcześniejszą epokę (nawet kominek jest) mieszkanie* (mówiłem, Mav, że ten architektoniczny konserwatyzm UFP jest pozorny?) - wypada to b. fajnie. Gorsze są już cywilne stroje komandora Bishopa - zbyt (nam) współczesne, za mało TOSowe.
Ciekawy jest za to portret psychologiczny tegoż bohatera - klasyczny reluctant hero, rozdarty pomiędzy tym jak oceniają go koledzy z Floty, a tym jak postrzega go własna córka i tym jak widzi się on sam. (Ciekawe, swoją drogą, że aby mieć życie rodzinne w Treku trzeba mieć albo czarny kolor skóry, albo być proletariuszem O'Brienem lub kryminalist(k)ą Torres/Parisem. O ile się nie jest matką Łosia Superktosia.)
Komandor Bishop przesuwa się dość biernie wśród zdarzeń, a to śniąc o minionym kosmicznym bohaterstwie (a nie jest to sen przyjemny, raczej bitewny koszmar), a to odwiedzając na cmentarzu grób ojca i winiąc się za to, ze nie zdążył przybyć, go pożegnać, a to smętnie siedząc w fotelu i słuchając pretensji córki, że zostawił ją, zostawił jej matkę (która zginęła w wypadku, gdy Bishop w Przestrzeni hulał), zostawił jej dziadka (który zmarł do końca tęskniąc i nie mogąc się doczekać na syna)**, a to słuchając (b. biernie) admirał, która - via teleścianka - wychwala jego bohaterstwo (Bishop się bohaterem nie czuje) i wymusza na nim powrót do służby, dla dobra statku i załogi (wątek wymuszonego powrotu McCoy'a w TMP się przypomina i komodor Mendez co się do dowodzenia rwał, zarazem, bo kontrkandydatem na stopień kapitański jeden biurokrata, co stacją dowodził), wysłuchuje ponownych pretensji córki, ze znow do tej znienawidzonej Floty wraca, porzucając ją, leci wreszcie (scena nietypowo mało majestatyczna, może dla podkreślenia braku entuzjazmu świeżo upieczonego kapitana?) objąć statek. Tam rozmawia z młodą chorąży, która... prosi o przeniesienie na Ajaxa (inny statek z innej serii tych samych twórców), wspominają też oboje jej poległego (w czasie wiadomych zajść) narzeczonego, a w końcu dziewczyna obejmuje kapitana, dziękując za to co zrobił dla załogi. Gdy zostaje sam Bishop smętnie włóczy się po mostku, dotyka przyrządów, zwl. na swoim dawnym stanowisku oficera naukowego, wspomina raz jeszcze poległych, w tym kapitana, waha się zasiąść w odziedziczonym po nim fotelu... Spotyka wreszcie swoją XO, która na mostek zajrzała (miała być na urlopie i gościnnych wykładach w Akademii, ale - niczym Lefler w HF - choć awansowała, w głębi duszy czuje się wciąż głównym inżynierem i wróciła patrzeć na ręce swojemu, na tym stanowisku, następcy). Rozmowa z nią pozwala Bishopowi wyrzucić z siebie żale, że był (swoim zdaniem) kiepskim ojcem, synem i mężem, że chciał zostać kapitanem, ale nie w takich okolicznościach, nie w wyniku śmierci przyjaciół, że nie sądzi by podołał legendarnemu dziedzictwu Valianta (zwł. że gorzkie to dziedzictwo - dwie poprzednie jednostki noszące tą nazwę zginęły wraz z całymi załogami, a ten, trzeci, stracił już 100 członków załogi).
Podkomendna zwraca mu uwagę, że częścią tego dziedzictwa już jest - ocalił statek w brawurowy sposób, ratując przy okazji pokój i zapobiegając dyplomatycznemu kryzysowi, a ktoś, kto potrafił sobie poradzić z takimi wyzwaniami, zdoła też dogadać się ze zbuntowaną czternastolatką (która z czasem doceni mniej sobie znaną, heroiczną stronę ojca).
Pokrzepiony tymi radami kapitan - po raz pierwszy energicznie i z uśmiechem - idzie zmierzyć się z problemami, a Pierwszy Oficer zasiada dumnie w fotelu i ze złośliwym uśmieszkiem domaga się od nowego Głównego Inżyniera pełnego raportu.

* popatrzmy:



** dodaje to DS9owskiego mroku do - teoretycznie - TOSowej scenerii, czyniąc z "Legacy" opowieść o gorzkiej cenie służby w GF; może stanowić też wyjaśnienie czemu na Galaxy podróżowały już całe rodziny...

Ogólnie rzecz jest o tyle ciekawa, że wygląda - jako się rzekło - na DS9 w TOSowym przebraniu. Czarnoskóry i depresyjny dowódca (jako się rzekło) bez siskowej jednak agresji (przynajmniej jak dotąd). Skupienie na problemach osobistych i ciemnej stronie Trekowej utopii.
Zwraca też uwagę podobieństwo do - kręconego w tym samym czasie - ledwo co wspomnianego pilota bratniego (bo też ze stajni Farraguta) Dreadnoughta Dominion. Tamten jest bardziej TOSowy, ale "Legacy" lepsze/mądrzejsze, sugerujące wyższy poziom całości.
No i - mimo wszelkich możliwych zastrzeżeń (np. takich, że mundury jakieś niechlujnie pogniecione) - wygląda pierwsza odsłona Valianta lepiej, profesjonalniej, niż pierwsze - te naprawdę najpierwsze, debiutanckie - odcinki/vignettes NV, Exetera, Farraguta czy STC - widać, że fanowski Trek uczy się na wcześniejszych doświadczeniach.
W każdym razie ma się ochotę sprawdzić jak wyjdą (o ile wyjdą) kolejne odsłony tej serii (choć przy tak dużym, widocznym w finalnych napisach, wsparciu szerokich grup fandomu*, raczej będzie się ten Valiant rozwijać).

* złośliwy mógłby spytać na ile wynikało ze zwykłej życzliwości, a na ile z chęci wsparcia projektu wpisującego się w tradycje Trekowej poprawności politycznej i kultu różnorodności, ale wszak jedno i drugie godne pochwały...

ps. Topic o SV "Legacy":
http://www.trekbbs.com/showthread.php?t=248653
Q__
Moderator
#428 - Wysłana: 26 Kwi 2015 22:34:53 - Edytowany przez: Q__
No i mamy Independent Star Trek Fan Film Awards

Best Production Design – Scott Cobb – Prelude to Axanar
Best VFX – Prelude to Axanar
Best Soundtrack – Prelude to Axanar
Best Original Screenplay – Prelude to Axanar
Best Actor – Vic Mignogna – Star Trek Continues
Best Director – Christian Gossett – Prelude to Axanar
Best Supporting Actor – Clay Sayre – Star Trek New Voyages: Phase II (Mind Sifter)
Best Dramatic Presentation, Short Form – Prelude to Axanar
Best Dramatic Presentation, Long Form – Star Trek Continues (Fairest of Them All)

http://trekmovie.com/2015/04/26/breaking-the-star- trek-independant-fan-film-awards/

Tryumf Axanaru i STC (nie mam jednak pojęcia czemu nie "Lolani", czyżby tak silna była fanowska miłość do MU?), doceniony też Kor z NV/P2 (faktycznie praktycznie nieodróżnialny od oryginalnego).

Skoro wiec o tak popularnym* STC mowa - Vic Mignogna zapowiada premierę czwartego odcinka na pierwszy dzień konwentu Phoenix Comicon, czyli 29 maja:
http://www.youtube.com/watch?v=4JVJgQjtBmA

* doczekało się np. takiego oto fanowskiego tribute'u:
http://www.youtube.com/watch?v=OJy9Jp3lbFs

ps. Ciekawostka związana z STC - lt. William Drake, tamtejszy szef ochrony Entka:

https://www.facebook.com/StarTrekContinues/photos/ a.368013926565463.92376.333296680037188/9591482541 18691/
Wynika stąd zresztą, że Drake był następcą pokazanego w "The Trouble with Tribbles", "Assignment: Earth" i "And the Children Shall Lead" (oraz w DS9 "Trials and Tribble-ations") Freemana, a poprzednikiem Chekova (którego na stanowisku szefa ochrony widzieliśmy w TMP, a objęcie przezeń tegoż stanowiska w NV/P2). Jest przy tym godne odnotowania, że Drake wymyślny został właśnie na potrzeby STC, nie pojawia się w TOS...
Q__
Moderator
#429 - Wysłana: 27 Kwi 2015 22:50:59
A co tam... Walnąłem se commenta pod tekstem o w/w nagrodach.

Odniosłem się do:

14. Michael Hall – April 26, 2015

Incidentally, I had a short conversation with AXANAR producer Alec Peters several months ago, where we agreed that Marc Scott Zicree’s “World Enough and Time” still rates as the best fan film overall. Were it an actual TOS episode, it might well rank in my top 20.


Pisząc:

Q__ - April 26, 2015

I agree with you and – what an honor for me – with Alec Peters. “World Enough and Time” is still the best, with “Lolani” a close second.

Personally I think that all episodes of New Voyages/Phase 2 (excluding “Come What May” and – maybe – “In Harm’s Way”) and Star Trek Continues are not worse than average standard of TOS episodes (and sometimes even much better). I think the same about newer episodes of Exeter (Dennis Russell Bailey’s “The Tressaurian Intersection”) and Farragut (“Price of Anything” was delicious but, regrettably, too short for full lenght episode).

I also think that Curt Danhauser’s and Farragut’s nuTAS is far better than original (excluding precious “Yesteryear”).

But I’m waiting in suspense for full Axanar movie too.

http://trekmovie.com/2015/04/26/breaking-the-star- trek-independant-fan-film-awards/#5264272

Ciekawe kiedy (i czy) ichnia moderacja to przepuści?

ps. A tu porównanie dwóch Korów:
- TOS

- NV/P2 "Mind-Sifter"

Mówiłem: nieodróżnialni.

(Szkoda tylko, że ten z NV/P2 - choć świetnie zagrany - poprowadzony został, tu zgadzam się z Queerbotem, w stylu co gorszych przeciwników Bonda czyli sporo gada, puszy się i podejmuje takie - głupie - decyzje, które dają bohaterowi pozytywnemu maksymalne szanse ocalenia.
Nie jest to jednak wina - świetnie grającego - Sayre'a, a scenariusza.
Inna rzecz, że jest to nawet w duchu ekranowej naiwności lat '60.)
pitrock
Użytkownik
#430 - Wysłana: 28 Kwi 2015 08:00:56
Q__:
Ciekawe kiedy (i czy) ichnia moderacja to przepuści?

Aż tak maglują każdy komentarz? Skąd ta nieufność?

Q__:
Inna rzecz, że jest to nawet w duchu ekranowej naiwności lat '60.

Ale to właśnie ta naiwność przyciąga. Pamiętaj, że w ówczesnych latach kręcono TOS. Niemal wszystkie produkcje tak właśnie wyglądały - czarny charakter to był czarny charakter bez żadnych odcieni szarości, to samo tyczyło się postaci pozytywnych. Nie było dwuznaczności postaci, żeby widz miał pewność komu należy dopingować
Q__
Moderator
#431 - Wysłana: 28 Kwi 2015 08:32:09 - Edytowany przez: Q__
pitrock

pitrock:
Aż tak maglują każdy komentarz? Skąd ta nieufność?

Jakoś tak dziwnie u nich, acz potem bywa puszczają komentarze partiami po 3, 5...
Wygląda na to, że boją się fanowskich flame'ów, bo bywały walki między supporterami, albo i producentami poszczególnych fanprodukcji (zwł., że STC poniekąd wyłamało się z NV, a teraz odnosi jakby większe sukcesy ostatnio i bywają napięcia), a poza tym zdarzał się ostry hejt antyabramsowy... Antylinowy jakoś tolerują, ale mam wrażenie, że film Lina mało kogo jakoś obchodzi...

pitrock:
Ale to właśnie ta naiwność przyciąga.

To prawda... NV i STC to jest tak naprawdę stary dobry TOS w całej swojej chwale i części swojej durnoty...

(Choć w "Mind-Sifterze" miejscami jednak tej oldschoolowości zabrakło i stąd wrażenie dysonansu...)

pitrock:
czarny charakter to był czarny charakter bez żadnych odcieni szarości

Tylko, że akurat Kor - jak później pokazuje DS9 - nie jest głupkiem, nie jest też jednoznacznie zły. Rozumiem, ze scenariusz z lat '70 mógł tego nie uwzględniać, ale Cawley - skoro postanowił budować pomosty między epokami (tu wzmianka o Archerze, tam aluzja do TMP, owdzie do szóstki...) - powinien jednak o tym pamiętać.
pitrock
Użytkownik
#432 - Wysłana: 28 Kwi 2015 08:38:35
Q__:
Wygląda na to, że boją się fanowskich flame'ów, bo bywały walki między supporterami, albo i producentami poszczególnych fanprodukcji (zwł., że STC poniekąd wyłamało się z NV, a teraz odnosi jakby większe sukcesy ostatnio i bywają napięcia), a poza tym zdarzał się ostry hejt antyabramsowy... Antylinowy jakoś tolerują, ale mam wrażenie, że film Lina mało kogoś jakoś obchodzi...

bo nadchodzący film Lina, podobnie jak dwa poprzednie (2009 i into the darkness) mimo, że mają w tytule star trek to jednak są odeń biegunowo odległe nic dziwnego, że nadchodzący trzeci odgórnie traktowany jest jako odstępstwo
Q__
Moderator
#433 - Wysłana: 28 Kwi 2015 08:46:44
pitrock

pitrock:
nic dziwnego, że nadchodzący trzeci odgórnie traktowany jest jako odstępstwo

Pewnie tak.

Ciekawe jednak, że Orciego nawet hołubili, bo on wbrew pozorom stary fan i udzielal się w commentach u nich...
Ale zauważyłem też ciekawostkę inną, skoro o opiniach na TrekMovie mowa: Renegades początkowo witano tam z pełnym entuzjazmem, teraz dominuje psioczenie na ten projekt gorsze (chyba?) niż na Abramsa. Za to Axanar witany jest zwykle z entuzjazmem, choć istnieje - jak już tu pisałem - i wyrazista grupa obawiająca się, że wizualnie to, owszem, piękne, ale może być o niczym lub z militarne na Treka... Więc są tacy co twierdzą, że NV i STC są jednak lepsze w tym swoim TOSowym rekonstruktorstwie...
pitrock
Użytkownik
#434 - Wysłana: 28 Kwi 2015 08:49:59
Q__:
Ciekawe jednak, że Orciego nawet hołubili, bo on wbrew pozorom stary fan i udzielal się w commentach u nich...
Ale zauważyłem też ciekawostkę inną, skoro o opiniach na TrekMovie mowa: Renegades początkowo witano tam z pełnym entuzjazmem, teraz dominuje psioczenie na ten projekt gorsze (chyba?) niż na Abramsa. Za to Axanar witany jest zwykle z entuzjazmem, choć istnieje - jak już tu pisałem - i wyrazista grupa obawiająca się, że wizualnie to, owszem, piękne, ale może być o niczym lub z militarne na Treka... Więc są tacy co twierdzą, że NV i STC są jednak lepsze w tym swoim TOSowym rekonstruktorstwie...

A to z bardzo prostego powodu. Tam stary enterprise to stary enterprise ze wszystkimi wadami i zaletami, tam są mundury TOSowe i nawet klimat dokładnie (w mojej opinii) z grubsza ten sam.
Q__
Moderator
#435 - Wysłana: 28 Kwi 2015 09:07:34 - Edytowany przez: Q__
pitrock

pitrock:
Tam stary enterprise to stary enterprise ze wszystkimi wadami i zaletami, tam są mundury TOSowe i nawet klimat dokładnie (w mojej opinii) z grubsza ten sam.

Owszem, może poza dwoma pierwszymi epizodami NV, które były wprawką...

Tak właściwie można wręcz powiedzieć, że Cawley (kiedyś z Marshallem, teraz z Gerroldem) i Mignogna (z Marshallem i wsparciem ekipy Farraguta) mają wręcz ciut nieuczciwą przewagę, bo wszelkie założenia zbudowali im już Roddenberry z Coonem, Fontaną i wystarcza im się w ten schemat wpisywać (a miał też oryginalny TOS i takie wpadki, że cokolwiek zrobią aż tak źle nie wyjdzie).
Dość podobnie zresztą było z TNG - Roddenberry umarł, Piller odszedł rozkręcać DS9, a seria jakoś trwała siłą rozpędu i - mimo dołowania w szóstym sezonie - wciąż jeszcze rodziła godne uwagi epizody... Grunt to, widać, solidny roddenberry'owski fundament.
Ba, są i tacy, co twierdzą, ze co lepsze odcinki Farraguta czy Exetera byłyby jeszcze lepsze, gdyby kręcić je o załodze TOS* i coś w tym jest, bo bohaterowie tych serii, choć też sympatyczni, nie niosą w sobie Magnetyzmu Wielkiej Trojki(TM).

* przykład takiej opinii:
https://www.facebook.com/StarTrekMagazine/posts/44 0863359301735
(dodatkowo jest to też przykład w/w animozji w fandomie... muszę jednak zauważyć, że recenzja częściowo się jednak sfalsyfikowała - można Mignogny nie lubić, ale grać Kirka to on jednak potrafi znakomicie, wyrobił się od czasu filmiku "Khaaaaannnnn!"... nawet jeśli Gross jest fizycznie podobniejszy do Shatnera)

Tym bardziej jednak docenię Axanar, jeśli się okaże - "Prelude..." zdaje się to obiecywać, acz pewności nie daje - że udało mu się wykreować własny zestaw bohaterów, którzy będą - mimo pewnej niszowości tej produkcji - zapamiętywani, dyskutowani, kochani lub nienawidzeni... Zdaje mi się bowiem, ze mają szansę wykreować coś czego nie widzieliśmy w Treku od dawna, coś więcej ponad odcinanie kuponów... Ale... czy im się uda?

A jakie jest Twoje zdanie o tych wszystkich produkcjach?
pitrock
Użytkownik
#436 - Wysłana: 28 Kwi 2015 09:25:03
Q__:
Tak właściwie można wręcz powiedzieć, że Cawley (kiedyś z Marshallem, teraz z Gerroldem) i Mignogna (z Marshallem i wsparciem ekipy Farraguta) mają wręcz ciut nieuczciwą przewagę, bo wszelkie założenia zbudowali im już Roddenberry z Coonem, Fontaną i wystarcza im się w ten schemat wpisywać (a miał też oryginalny TOS i takie wpadki, że cokolwiek zrobią aż tak źle nie wyjdzie). (Dość podobnie zresztą było z TNG - Roddenberry umarł, Piller odszedł rozkręcać DS9, a seria jakoś trwała siłą rozpędu i - mimo dołowania w szóstym sezonie - wciąż jeszcze rodziła godne uwagi epizody... Grunt to, widać solidny roddenberry'owski fundament.)

Ba, są i tacy, co twierdzą, ze co lepsze odcinki Farraguta czy Exetera byłyby jeszcze lepsze, gdyby kręcić je o załodze TOS* i coś w tym jest, bo bohaterowie tych serii, choć też sympatyczni, nie niosą w sobie Magnetyzmu Wielkiej Trojki(TM).

Zgadzam się z tym i jestem pewien, że znajdą się osoby, które myślą bardzo podobnie. Przede wszystkim TOS to wszystko zaczął, od niego zaczęła się miłość i przywiązanie do Star Treka. Do dziś startrekowskie fandomy cenią sobie bardziej TOS, aniżeli TNG, DS9, VOY nie wspominając już o... sami wiecie. Do tego twórcy o których piszesz mają większe pole do popisu – lepsze efekty specjalne, większa swoboda w pisaniu scenariuszy (w końcu producent w żaden sposób ich nie ogranicza). Poza tym na przestrzeni lat postęp techniczny poszedł mocno do przodu co śmiało można wykorzystać tworząc produkcje (w latach 60 o wielu rzeczach ludziom się nawet nie śniło, a dziś są na porządku dziennym).
Na korzyść przemawia również fakt, iż TOS znacznie łatwiej jest zrealizować. Mam tu na myśli estetykę wnętrz okrętów/stacji kosmicznych. Znacznie trudniej byłoby odtworzyć wnętrza Ent-D a zwłaszcza DS9, której dekoracje jak wiadomo były bardzo kosztowne.
Q__
Moderator
#437 - Wysłana: 28 Kwi 2015 10:02:31 - Edytowany przez: Q__
pitrock

pitrock:
Do dziś startrekowskie fandomy cenią sobie bardziej TOS, aniżeli TNG, DS9, VOY nie wspominając już o... sami wiecie.

Tylko... czy nie jest to efekt przyciągnięcia uwagi do TOS przez Abramsa? Owszem sami wiecie ENTek puszczał pod koniec oko robiąc raz za razem aluzje do TOS, owszem - osadzone w XXIII wieku fanprodukcje (wtedy nie było jeszcze wątpliwości, że są fanowskie) powstawały od roku 2004 (nie licząc wprawek i do dziś nie ukończonego Yorktown - te są jeszcze starsze), ale za szczytowe osiągnięcie Treka uważano dość powszechnie TNG (a była i liczna grupa przyznająca ten zaszczyt DS9).
Potem jakby zmęczenie wyczynami B&B przełożyło się na pewne zmęczenie XXIV-wiekiem także, a miłość fanów przerzuciła się na Kirka ze Spockiem (których przygody musieli sobie odświeżyć choćby po to by mieć materiał do porównań służących jeżdżeniu po JJ'u).

pitrock:
większa swoboda w pisaniu scenariuszy (w końcu producent w żaden sposób ich nie ogranicza)

To akurat prawda. Acz - wbrew pozorom twórcy NV/P2 i STC - zdają się być bardzo zachowawczy (acz NV/P2 stara się zachowywać styl Teka-w-ogóle, a STC - bardziej specyficznie - samego TOSu).

pitrock:
Na korzyść przemawia również fakt, iż TOS znacznie łatwiej jest zrealizować.

Zgoda - TNGowsko/DS9owskie HF rozkładał (m.in.) brak sensownych dekoracji...

Inna sprawa, że bardziej oryginalne Renegades, Axanar i Horizon (ten ery ENT) mają o tyle łatwiej z drugiej strony, że mają profesjonalnych, sprawdzonych w Treku i innych zasłużonych produkcjach SF, aktorów i teoretycznie mogą przynajmniej próbować - jak napisałem - kreować nowe legendy Treka (parę ich postaci ma jakiś tam potencjał, nawet jeśli są a to odgrzaniem pomniejszego villaina z TOS, a to - może udoskonaloną - kopią Sisko, a to Khanem-w-spódnicy, postawionym tym razem po naszej stronie), tymczasem twórcy NV/P2 i STC są trochę na przegranej pozycji w tym sensie - że jak obsada "jedenastki", nie przymierzając - skazani są w sumie na tworzenie - mniej lub bardziej udanych - kopii legendarnych kreacji Shatnera, Nimoy'a i Kelley'a (podobie: załogi Exeterów i Farragutów będą zawsze ubogimi krewnymi załogi Enterprise-no-bloody ).
Znaczy: Axanar da się od biedy uznać za kolejną samodzielną odsłonę Treka, NV/P2 i STC - mimo wszelkich swoich niewątpliwych walorów - zawsze będą krzyczeć "jestem podróbą!" (i prawdę mówiąc jest to dość przykre, gdy popatrzymy na zalety tych serii i wkładaną w ich tworzenie energię).
pitrock
Użytkownik
#438 - Wysłana: 28 Kwi 2015 10:35:15
Q__:
Inna sprawa, że bardziej oryginalne Renegades, Axanar i Horizon (ten ery ENT) mają o tyle łatwiej z drugiej strony, że mają profesjonalnych, sprawdzonych w Treku i innych zasłużonych produkcjach SF, aktorów i teoretycznie mogą przynajmniej próbować - jak napisałem - kreować nowe legendy Treka (parę ich postaci ma jakiś tam potencjał, nawet jeśli są a to odgrzaniem pomniejszego villaina z TOS, a to - może udoskonaloną - kopią Sisko, a to Khanem-w-spódnicy, postawionym tym razem po naszej stronie), tymczasem twórcy NV/P2 i STC są trochę na przegranej pozycji w tym sensie - że jak obsada "jedenastki", nie przymierzając - skazani są w sumie na tworzenie - mniej lub bardziej - udanych kopii legendarnych kreacji Shatnera, Nimoy'a i Kelley'a (podobie: załogi Exeterów i Farragutów będą zawsze ubogimi krewnymi załogi Enterprise-no-bloody ).
Znaczy: Axanar da się od biedy uznać za kolejną samodzielną odsłonę Treka, NV/P2 i STC - mimo wszelkich swoich niewątpliwych walorów - zawsze będą krzyczeć "jestem kopią!".

Wydaje mi się (ale znów jest to tylko moja opinia), że twórcy zbyt mocno boją się odstępstw, w tym odstępstw od ogólnie przyjętego kanonu. Zgodzę się, że powiew świeżości w pomysłach byłby mile widziany, ale wielu uważa, że nie należy poprawiać czegoś co nie jest popsute. Pewne utarte schematy zdawały egzamin przez tak długi czas, dlatego twórcom nie zależy tworzeniu czegoś nowego bo:
1) nowe historie/motywy/postacie/wydarzenia należałoby stworzyć i rozpisać od początku, dać im solidne podstawy, genezę i trekową jakość,
2) star trek nie chce lub też nie może pozwolić sobie na zbyt wielkie odbiegnięcie od kanonu,
3) przy tworzeniu czegoś nowego należy zadbać o to by drążyć coś konsekwentnie, nie deptając przy tym własnego ogona.
Niektórym nowe może przypaść do gustu, ale z drugiej strony ktoś zaraz krzyknie: gdzie są Klingoni, gdzie Romulanie? No dlaczego jest tak a nie tak jak dawniej. Wiem z własnego doświadczenia jak chłodno przyjąłem serial ENT, zadając sobie pytanie – skąd się wzięli Xindi? Dlaczego przedtem nawet przez przypadek nie padła choćby nazwa tej rasy nie mówiąc o ich burzliwej historii z Archerem i jego wesołą świtą.
Q__
Moderator
#439 - Wysłana: 28 Kwi 2015 12:33:22 - Edytowany przez: Q__
pitrock

pitrock:
Niektórym nowe może przypaść do gustu, ale z drugiej strony ktoś zaraz krzyknie: gdzie są Klingoni, gdzie Romulanie? No dlaczego jest tak a nie tak jak dawniej. Wiem z własnego doświadczenia jak chłodno przyjąłem serial ENT, zadając sobie pytanie – skąd się wzięli Xindi?

Tylko zauważ, że Xindi to była major race wprowadzona przez typową dezynwolturę Brannona "Nie Chciało Mi Się Oglądać TOS" Bragi, który miał wszak do dyspozycji choćby - brzmi b. podobnie - Kzinti (bo parę wojen przed założeniem UFP według starego kanonu stoczono)...
Jemu się, po prostu, nie chciało sprawdzić, że Trek już jakąś, niezgorzej obdumaną, prehistorię ma i radośnie tworzył co mu zaświtało.
To pierwsza sprawa.

Druga sprawa jest jednak taka, że Klingonami i Romulanami w takiej ilości uraczyło nas dopiero DS9 - nic dziwnego, sojusznicy i to raczej trudni. Wcześniej - owszem - pojawiali się, tak dla przypomnienia, że jesteśmy we wszechświecie Treka, ale sednem były cywilizcje odcinka - tych można stworzyć prawie dowolną ilość, bo wiadomo, ze Roddenberry sam się tak bawił.

Popatrzmy tymczasem na NV/P2 i STC, jak to tam wygląda, co jest tematem poszczególnych fabuł...
- "Come What May" - Borg (przypuszczalnie) i kolejna żeńska Q (prawdopodobnie),
- "In Harm's Way" - Doomsday Machine, powracający Decker, podróż w czasie (z reset buttonem), Pike,
- "To Serve All My Days" - bottle show, Chekov, wszechświat alternatywny (acz nie mirror),
- "World Enough and Time" - Sulu, w zasadzie też bottle show (tyle, że z wypasionymi F/X i zapamiętywalną aluzją do ST VI), gdzieś w tle Romulanie,
- "Blood and Fire" - w zasadzie znowu bottle show, introdukcja nowego załoganta, tyle, że poruszony przy okazji bieżący problem społeczny (w tle babcia Tashy Yar - znów powrót Denise Crosby - i Sekcja 31),
- "Enemy: Starfleet!" - cud - cywilizacja odcinka, tyle, że nie idzie za tym żaden nowy problem, za to wraca wątek Cząsteczki Omega,
- "The Child" - bottle show, w dodatku recykling i buraczana (bo nie łysa) Deltanka,
- "Kitumba" - rasowy odcinek klingoński (polityka, walka o władzę, honor, te sprawy),
- "Mind-Sifter" - Kor (znów odcinek klingoński), Strażnik Wieczności (więc i podróż w czasie), po raz kolejny wątek amnezji Kirka,
- "The Holiest Thing" - sędziwy Scotty (powraca wątek z "Relics"), Carol Marcus, Ferengi;
- "Pilgrim of Eternity" - Apollo (powracający antagonista), strukturalnie jest to bottle show, pojawia się holodeck,
- "Lolani" - Orionka, tyle, że tym razem cywilizacja oriońska ze swoją wojną płci robi poniekąd za cywilizację odcinka (i znów jest okazja do poruszenia aktualnych spraw), strukturalnie znów jest to bottle show,
- "Fairest of Them All" - klasyczny odcinek mirrorowy, bottle show, jak poprzednie.

Popatrzmy teraz na Exetera i Farraguta:
- "The Savage Empire" - Klingoni, Andorianie,
- "The Tressaurian Intersection" - Tholianie, nowi Obcy (!), tyle, że kuzyni Gornów (ile mieliśmy takich pokrewnych tym czy owym ras? - Mintakan, Aenarów...), a i tak jest to w sumie bottle show o ciężkim losie redshirta;
- "The Captaincy" - znowu Klingoni, znowu superbroń (w stylu Xindi),
- "For Want of a Nail" - niby cywilizacja odcinka, ale to pretekst, bo w sumie podróż w czasie z mirrorem do kupy (i Washington po Lincolnie),
- "The Price of Anything" - Romulanie, kolejny (po Hirogenach) rip off Predatora, kolejna opowieść z gatunku "załogant spotyka członka rodziny",
- "Conspiracy of Innocence" - cywilizacja odcinka tyle, że nic z tego nie wynika, kolejny raz motyw uwięzienia załogi w fałszywej rzeczywistości...
Podobnie, acz nieco lepiej, jest z animowanymi epizodami Farraguta i neoTASem Danhausera:
- "Power Source" - tajemniczy Obcy artefakt (dość standardowy, nie jest czymś, co by się pamiętało, ale przynajmniej schemat rzadziej nadużywany i bliższy "prawdziwej" SF,
- "The Needs of the Many" - bottle show, klasyczna podróż w czasie z trudnym dylematem moralnym (stary patent Ellisona);
- "And Let the Heavens Fall" - kolejny Obcy podający się za boga (gatunek, przynajmniej, nowy, ale znów dinozauroid),
- "Ptolemy Wept" - powraca Flint.

No i pilot Starship Valiant:
- "Legacy" - czarnoskóry, samotnie wychowujący dziecko, komandor nie mogący pozbierać się po przeżytej tragedii i wspominający dawną walkę, niechętnie obejmuje samodzielne dowództwo, aha - ma rudą XO.

Krytykowano TMP za podobieństwo do wątków z epizodów "The Changeling" i "The Immunity Syndrome", a TWoK za odgrzanie-i-spłaszczenie postaci Khana, co powiedzieć więc o tym?

Inna sprawa, że nie zamierzałem wcale krytykować tych zasłużonych produkcji, a - przeciwnie - ponarzekać, że NV/P2 i STC nigdy nie będą postrzegane jako samodzielne tytuły, stanowiąc - z samej swej natury kontynuacją TOS z aktorami/fan-aktorami, którzy - czego by nie zrobili - nie przebiją gwiazd TOS .
Tymczasem wyszła mi - w przebiegu dyskusji - jakaś pryncypialna krytyka tego, że Trek woli żywić się sobą niż rozwijać...)

pitrock:
Dlaczego przedtem nawet przez przypadek nie padła choćby nazwa tej rasy nie mówiąc o ich burzliwej historii z Archerem i jego wesołą świtą.

Tu - trzeba przyznać - twórcy Axanaru (i nowego Horizona) postępują mądrzej wypełniając treścią znane białe plamy Trekowej historii, sięgając po zakorzenioną w kanonie postać Gartha itd.

ps. To, co powyżej (i wcześniej) napisałem nie znaczy, że jestem aż takim wrogiem kanonu, jak by się mogło zdawać. Po prostu pamiętam otwartą strukturę Roddenberry's Canon, która była czymś innym od obecnego kanonu, tak zamkniętego, że wszystko kończy się albo skrajnym recyklingiem (już w czwartym sezonie ENT tak było), albo nieprzemyślanie gwałtownymi eksperymentami (Abramsverse, Renegades), będącymi formą buntu przeciw jego nieelastyczności...
Trek musi wyjść z tego zaklętego koła... Fanowski, skoro lepszego nie mamy...
pitrock
Użytkownik
#440 - Wysłana: 28 Kwi 2015 13:45:59
Q__:
ps. To, co powyżej (i wcześniej) napisałem nie znaczy, że jestem aż takim wrogiem kanonu, jak by się mogło zdawać. Po prostu pamiętam otwartą strukturę Roddenberry's Canon, która była czymś innym od obecnego kanonu, tak zamkniętego, że wszystko kończy się albo skrajnym recyklingiem (już w czwartym sezonie ENT tak było), albo nieprzemyślanie gwałtownymi eksperymentami (Abramsverse, Renegades), będącymi formą buntu przeciw jego nieelastyczności...
Trek musi wyjść z tego zaklętego koła... Fanowski, skoro lepszego nie mamy...

Wierz mi, że nie posądzam Cię o wrogość do kanonu. I jak najbardziej popieram Twoją tezę, iż warto byłoby wyjść poza skamieniałe ramy tego co do tej pory znaliśmy.
Chcę w tym momencie w pewien sposób wytłumaczyć twórców fanowskich produkcji, którzy w gruncie rzeczy często nie mają innego wyboru jak tylko opierać się na tym co leży u podstaw. Ale dobrze, powiedzmy, że chcemy wprowadzić nową rasę...
Hm, musi być ona nieszablonowa, trochę dwuznaczna, damy jakąś historię, stworzymy jej świat...
Będzie to rasa zupełnie niepodobna do humanoidów, posiadająca sześć kończyn, czworo odnóży i dwoje rąk. Ma też funkcjonalny ogon, głowa podłużna, dokładnie taka jak u xenomorpha. Fizjonomię ma odrażającą więc z gruntu wydaje się być złowroga. Do tego świat w jakim żyją jest nam zupełnie nieprzyjazny – inne ciśnienie atmosferyczne, inny skład powietrza, dla nas potencjalnie zabójczy, wyższe promieniowanie. Mają rozbudowaną flotę i system baz kosmicznych, ale żyją w trudno dostępnej części kosmosu, bo ze wszystkich stron ich układ otaczają zabójcze mgławice, które jednocześnie są ich źródłem światła i energii. Ich flota: hm, wielkie okręty, średnie czy może raczej forma roju...
No i można tak sobie fantazjować, ale do czego dążę. Wprowadzenie nowej rasy niesie za sobą dość duży wysiłek, bo trzeba zadbać o dokładną planistykę, należy stworzyć CGI okrętów, planet, baz itp. I właśnie to wg mnie odstrasza sięgania do tego co nowe. Skoro jest porządne zaplecze w postaci tego co stare i znane to po co sięgać po nowe skoro można stare ubrać w nowy scenariusz, a i tak będzie dobrze.
Q__
Moderator
#441 - Wysłana: 28 Kwi 2015 14:07:37 - Edytowany przez: Q__
pitrock

pitrock:
Wierz mi, że nie posądzam Cię o wrogość do kanonu.

Wystarczy, że sam siebie mogę o to posądzić wspominając swoje dawniejsze posty (gdzie zdarzało mi się kląć kanon dość solidnie)...

Tylko - właśnie - nie chodziło mi o odrzucenie roddenberry'owskich ideałów (choć pillerowskie badanie ich granic również akceptuję), ani o bezmyślne wyrzucanie założeń technologicznych wypracowanych przez Sternbacha z Okudą, estetyki stworzonej przez Proberta, tylko raczej o traktowanie ich w sposób mniej bezmyślny, nie jako elementów do machinalnego odfajkowania, raczej jako podstaw do czegoś co można rozbudowywać: choćby aktualizować teorię Warp pod kątem najnowszych odkryć; choćby - skoro dostaliśmy tyle odcinków z życia Wolkan, Klingonów, Romulan - pokazać kawałek Ziemi przyszłości (i to Ziemi traktowanej inaczej niż dom, do którego się wraca leczyć rany, albo przeżywać dawne tragedie - świata z odmienną od obecnej obyczajowością, z odmiennymi priorytetami, choć wyrosłe to wszystko na tym, co znane dziś) egzaminując centrum federacyjnego raju, tak jak DS9 usiłowało egzaminować jego granice. Itd.
Po prostu kanon ma stanowić solidny fundament dla kreatywności, nie duszący gorset...*

* A mam obawę, że od dawna stanowi tylko to drugie, podczas gdy to co cenne zeń się ulatnia - z zestawem ideałów bywa b. rozmaicie od jakiegoś czasu, założenia technologiczne już Braga wywalił do kosza, za Abramsa w ślad za nimi poleciała estetyka... (Inna rzecz, że twórcy fanprodukcji pilnują się tego dziedzictwa jednak zazwyczaj, nawet technobełkot wprowadzają naukowo przyzwoity... z czym u Paramountu już w ENT bywał kłopot... Tylko, że jeszcze bardziej niż tamci boją się wprowadzać coś nowego...)

pitrock:
Wprowadzenie nowej rasy niesie za sobą dość duży wysiłek, bo trzeba zadbać o dokładną planistykę, należy stworzyć CGI okrętów, planet, baz itp. I właśnie to wg mnie odstrasza sięgania do tego co nowe. Skoro jest porządne zaplecze w postaci tego co stare i znane to po co sięgać po nowe skoro można stare ubrać w nowy scenariusz, a i tak będzie dobrze.

Jednym słowem: sugerujesz, że budżet na poziomie TMP by się przydał*. I, że twórcy idą jednak na łatwiznę, choć się wysilają.

* Inna sprawa, ze TAS pokazał jak się można obejść bez megabudżetu... Potemkinowskie niedopowiedzenia, powiązane z wypychaniem wielu rzeczy poza kadr, są inną ciekawą metodą, acz - sprawdzając się w vignettes - w pełnych odcinkach raczej by się już nie sprawdziły...
pitrock
Użytkownik
#442 - Wysłana: 28 Kwi 2015 15:01:36
Q__:
Po prostu kanon ma stanowić solidny fundament dla kreatywności, nie duszący gorset...*

Świetnie to ująłeś i w sumie takie można odnieść czasem wrażenie, swoisty syndrom łodzi podwodnej. Ale niestety taką drogę obrano, bo wydaje się być drogą najprostszą i najwygodniejszą, bo...

Q__:
Jednym słowem: sugerujesz, że budżet na poziomie TMP by się przydał*. I, że twórcy idą jednak na łatwiznę, choć się wysilają.

Niestety tak jeśli chodzi o budżet i tak jeśli chodzi o łatwiznę (patrz wypowiedź ciut wyżej). Dla przykładu: Pixar w grudniu 2014 wypuścił Toy Story: Prehistoria (ang. toy story that time forgot). Trwa zaledwie 22 min, ale twórcy pracowali nad odcinkiem specjalnym 3 lata, w tym 2 lata nad opracowaniem i dopracowanie historii. Następnie czas poświęcono na opracowanie od podstaw pojawiającej się w animacji serii zabawek tak, by przypominało to rzeczywistą serię zabawek, które mogłyby znaleźć się w sprzedaży. Proces twórczy jak widać był bardzo długi, ale efekt jak Pixar przystało, doprawdy wart oczekiwania. Nie twierdzę, że na fan seriale potrzeba tytanicznych wysiłków i nieprzebranych zasobów finansowych, ale im więcej zieleni tym motywacja znacznie większa .

Q__:
choćby aktualizować teorię Warp pod kątem najnowszych odkryć

... i niech Warp w końcu zostanie w jakiś sensowny sposób „zdenominowany”. Niech Warp 10 przestanie się być prędkością Boską i na litość... Warp 9,745, Warp 9,992 – przecież można inaczej.
Q__
Moderator
#443 - Wysłana: 28 Kwi 2015 18:22:42 - Edytowany przez: Q__
pitrock

pitrock:
Dla przykładu: Pixar w grudniu 2014 wypuścił Toy Story: Prehistoria (ang. toy story that time forgot). Trwa zaledwie 22 min, ale twórcy pracowali nad odcinkiem specjalnym 3 lata, w tym 2 lata nad opracowaniem i dopracowanie historii. Następnie czas poświęcono na opracowanie od podstaw pojawiającej się w animacji serii zabawek tak, by przypominało to rzeczywistą serię zabawek, które mogłyby znaleźć się w sprzedaży. Proces twórczy jak widać był bardzo długi, ale efekt jak Pixar przystało, doprawdy wart oczekiwania. Nie twierdzę, że na fan seriale potrzeba tytanicznych wysiłków i nieprzebranych zasobów finansowych, ale im więcej zieleni tym motywacja znacznie większa

Tylko zauważ do czego się to sprowadza: do Wielkiego Sprzątania Kanonu(TM). Tzn. do b. dokładnego przemyślenia świata, konwencji i estetyki... Przypomnienia sobie roddenberry'owskich zasad (ale i tego jak można z nimi twórczo pogrywać, bez łamania ich, co potrafiły najlepsze odcinki DS9). Wyciągnięcia z szuflady Manuali i zastanowienia się co z nich nadaje się do zachowania, a co trzeba udoskonalić (i to nie na wariata, a mając za konsultantów solidnych naukowców i... słuchając ich). Przeglądu gatunków, planet, fenomenów, kultur pod kątem tego co się da z nich wycisnąć. Jasnego stwierdzenia jaka estetyka do Treka pasuje, jest częścią jego tradycji, i na ile godzi się z nią eksperymentować. Wreszcie - zdecydowanego określenia co jest burakami, co - jak napisał sam Roddenberry w powieściowej wersji TMP - nazmyślali kronikarze losów naszych dzielnych kapitanów, a co - przeciwnie - stanowi prawdę najprawdziwszą (w skali in universe).
Może należałoby to poprzedzić jakimiś sondażami - jednymi wśród fandomu (w końcu fandom ma się za strażnika świętych tradycji), innymi wśród masowej widowni (w końcu Trek ma do niej trafiać, jak trafiał za Roddenberry'ego), jeszcze innymi wśród naukowców, kosmonautów (w końcu dla wielu z nich Trek był - i jest - bardzo ważny). I wtedy podejść do kręcenia Treka z szacunkiem na jaki zasłużył, czy to za miliony Paramountu/CBSu, czy za tysiaki uciułane po Kickstarterach...

Przyznam, że wiązałem niejakie nadzieje z konwencją (nie realizacją) AND i tymi singerowymi próbami kręcenia jej na nowo, jako ST: Federation, bo widziałem tam próbę takiego przewietrzenia universum, może nawet za głębokiego.
Teraz znów wiążę je w jakimś stopniu z Axanarem - w końcu inteligentnie eksperymentują z konwencją, potrafią zachować niepodrabialną Trekową estetykę, unowocześniając ją zarazem i są b. wierni kanonowi (a nawet fanonowi) nie stając się jego niewolnikami - potrafią czerpać co dobre i od Abramsa, pisać na nowo batalistykę (skoro ta, którą znaleźli w DS9 kupy się nie trzymała) itd.

Cóż... Przyznam nawet, że o ile do niedawna moim ulubionym obrazkiem pojawiającym się w górze naszej strony był właśnie ten:

Na przemian z portretem Kiry:

(Acz lubiłem też indywidualne portrety Picarda i Daty.)
O tyle teraz najchętniej witam ten, bo kojarzy mi się z erą Pike'a, Gartha i Axanaru:

Polubiłem też portret Changa, bo Kharn ubrany tak samo:

Tyle, że wolałbym, by opowieść o wojennych przewagach - i smutnym upadku - Gartha nie stanowiła samodzielnej całości, a wstęp (skoro już bawimy się w interquele, można dalej pogrywać z chronologią) do opowieści nt. Gartha odkrywcy, Gartha badacza, Gartha dowódcy explorera i to nie działającego w realiach TOS, po swoim wyleczeniu i rehabilitacji (takie vignettes już zapowiadano, był już zresztą drobny crossover z NV/P2), a w czasach przed Axanarem, np. w odpowiedniku czasów Robau w starej linii czasu (choć bitwa pod Axanarem to ponoć rok 2245, a zagłada Kelvina - 2233, bardziej mi chodzi o to by trzymać się estetyki z pierwszej sceny "jedenastki", ew. przesuniętej nieco w kierunku Axanaru i "The Cage" już, zamiast wymyślać jeszcze kolejne epoki i style).
Wielki Odkrywca Garth to jest to.
Pytanie jednak czy seria taka nie popadłaby - z przyczyn oczywistych - w te same problemy, w które popadł ENT?

pitrock:
... i niech Warp w końcu zostanie w jakiś sensowny sposób „zdenominowany”. Niech Warp 10 przestanie się być prędkością Boską

Kiedy znów ja trochę jestem przywiązany do tej "boskości" technologii Federacyjnej-i-nie-tylko, ja nawet lubię te statki zdolne ścisnąć cały Wszechświat (choć w świetle tego co nam mówi współczesna teoria Warp byłoby to dla tegoż Wszechświata b. niszczycielskie), te komputery zdolne modelować Kosmos w skali 1:1, te inteligentnie strzelające (poza bitwą o AR-558, w czasie której najbardziej by się to przydało) fazery, te technologie Genesis (póki nie dochodzi bennettowy bełkot o protomaterii), te statki wielkie na jednostki astronomiczne, te bronie wymazujące całe cywilizacje z historii... Tylko znów chciałbym by miało to choć pozór jakiejś sensownej hard SF (nawet jeśli w praktyce przypomina sławetne, a dla żartu wymyślone, atomy złota, wielkie jak cztery pięści), nawet gdyby oznaczało przebicie wszystkiego, co w zakresie gigantomanii pokazała jakakolwiek inna SF...

I tyle w temacie w/w sprzątania kanonu...


EDIT:
A tymczasem produkcje fanów z klubu IG Star Trek USS K'Ehleyr mamy na main site:
http://www.startrek.pl/article.php?sid=1415
TO zaś ich załoga w całej okazałości:
Q__
Moderator
#444 - Wysłana: 30 Kwi 2015 19:28:00 - Edytowany przez: Q__
Szósty odcinek Antyllusa - "Together Alone"*:
http://www.youtube.com/watch?v=GcTNu54ciBY

* mamy go także na main site :
http://www.startrek.pl/article.php?sid=1416


Komputerowy fan-epizod TNG "Blinded":
http://www.youtube.com/watch?v=egAIBrltouM

Oraz kolejna odsłona Star Trek: Nature's Hunger - "The Starfleet Screw Up":
http://www.youtube.com/watch?v=m2uxWyu3U3Q

ps. A to plakacik "The White Iris", zapowiadanego na koniec maja, 4 epizodu STC:

https://www.facebook.com/StarTrekContinues/photos/ a.368013926565463.92376.333296680037188/9658592567 80924/
Q__
Moderator
#445 - Wysłana: 2 Maj 2015 11:39:35 - Edytowany przez: Q__
Na stronie głównej już Nature's Hunger i plakat STC:
http://www.startrek.pl/article.php?sid=1417

A tu nadciągnął 11 odcinek Relianta - "The End of Change":
http://www.youtube.com/watch?v=r_ixiW7rDKE
Screen:


ps. I kolejna pochwała STC:
http://www.eetimes.com/author.asp?section_id=216&d oc_id=1326476
Q__
Moderator
#446 - Wysłana: 3 Maj 2015 11:49:17 - Edytowany przez: Q__
Reliant (z Naną w postscriptum) już na main site:
http://www.startrek.pl/article.php?sid=1418
(Nawet fajna fabułka z kolejnym - mocno przeszarżowanym, prawdę mówiąc - badmirałem, powrotem Spocka i Saavik i - w końcu! - zrobieniem przez kogoś* z GF pożytku z technologii Borg, ale ogląda się to ciężko. No i trzeba czytać napisy końcowe, by wiedzieć z kim z klasycznych bohaterów miało się do czynienia - to już nawet w HF i wczesnym NV dobierali podobniejszych...)

* Milesa i Seven ofkors...

A tu macie 12 odcinek czeskiej serii Star Trek: Bohemia:
http://uloz.to/xmjNEdK1/star-trek-bohemia-1x12-sto pa-avi

Oraz reupload Star Trek Cataja - The Falkenhorst Chronicles, ep. 01:
http://www.youtube.com/watch?v=kBE-jcDWSs8


EDIT: i jeszcze strona oraz FB Starbase Studios, gdzie powstają/powstały Starship Valiant, The Red Shirt Diaries, Star Trek:The Romulan Wars, Yorktown: A Time to Heal (i Yorktown: The Next Chapter), Hanlet: Episode 4 & 1/2: Attack of the Phantom Special, Engage: A Fan Film Documentary, Cognizance Blurred, Starship Grissom: Educational Fleet, Starship Ironsides, Kobayashi Maru, Star Trek: Atlas, Star Trek: Echoes of Eternity, Starship Saladin, Starship Defiance i odnowiona wersja Star Trek: Excalibur:
http://www.starbasestudios.net/
https://www.facebook.com/StarbaseStudios
Warto dodać, że studio bazuje na starych dekoracjach Exetera, będących obecnie własnością twórców serii Starship Ajax (to dość skomplikowana historia).

Zatem trochę więcej o:
- Starship Grissom: Educational Fleet (tak, jest to opowieść o kadecie)
http://grissom.starbasestudios.net/
- Cognizance Blurred (może być dziiiwny film)
https://www.facebook.com/cognizanceblurred
- oraz Hanlet: Episode 4 & 1/2: Attack of the Phantom Special (to komentarz do SW The Holiday Special)
http://www.imdb.com/title/tt1982695/

EDIT 2:
I jeszcze artykulik z historii fanprodukcji:
http://deadshirt.net/2014/12/04/infinite-diversity -star-trek-fan-films-history/
Autor uznaje za godne odnotowania: Star Trek Yorktown: A Time to Heal, Star Trek: Hidden Frontier, Starship Exeter, Starship Farragut, Star Trek: Secret Voyage, Star Trek: The New Voyages/Star Trek: Phase II, Star Trek Continues, Star Trek: Of Gods and Men, Star Trek: Renegades, Axanar/Prelude to Axanar, Star Trek: Horizon (wiadomo - nowy), Star Trek: Aurora, Star Trek: The Next Generation XXX: A Parody.
pitrock
Użytkownik
#447 - Wysłana: 4 Maj 2015 13:35:38
Q__:
Star Trek: The Next Generation XXX: A Parody

kiedyś rzuciłem okiem bardzo przelotnie jednak wersji nieokrojonej poszukiwał nie będę
Q__
Moderator
#448 - Wysłana: 4 Maj 2015 13:50:47
pitrock

pitrock:
jednak wersji nieokrojonej poszukiwał nie będę

Ja kiedyś nawet - co tu kryć, na forum dowody - wyszukałem te sceny... Nudne po prawdzie. Poza jedną - z przypadkowym seksem Worfa i Ro. Uwierzyłem po tym w oficjalnoekranowy potencjał tej pary.
pitrock
Użytkownik
#449 - Wysłana: 4 Maj 2015 13:52:12
Q__:
Ja kiedyś nawet - co tu kryć, na forum dowody - wyszukałem te sceny... Nudne po prawdzie. Poza jedną - z przypadkowym seksem Worfa i Ro. Uwierzyłem po tym w oficjalnoekranowy potencjał tej pary.

nie żebym nie lubił pornosów, jednak to jest star trek i parodiowanie go w taki sposób byłoby dla mnie dość gorzkie do przełknięcia, a jeśli chodzi o pornosy to i tak lubię tylko te z lat 70
Q__
Moderator
#450 - Wysłana: 4 Maj 2015 13:58:28 - Edytowany przez: Q__
pitrock

pitrock:
jednak to jest star trek i parodiowanie go w taki sposób byłoby dla mnie dość gorzkie do przełknięcia

Kiedy to się nawet logiki fabularnej trzymało, bo byli jeszcze:
- Riker z Troi na holosymulacji kapitańskiego fotela uznający za zabawne zbrukanie tak picardowego sacrum . (ten ich psotny aspekt pokazany w FC i INS),
- Geordi z holo-Leah, nie dziwi nic,
- i Beverly dbająca o zmniejszenie emocjonalnych napięć Łysego (to ostatnie było b. zabawne, bo b. in character, ale aseksualme prawie w efekcie)
- no i Data z Tashą, ale to znana rzecz.
A najzabawniejsze, że jest to odrzucony epizod TNG. Facet napisał scenariusz, Piller się postawił, ze jest przeciwny sequelom, więc facet sprzedał scenariusz wytworni kręcącej porno-parodie. Wzbogacili o porno scenki (co ciekawe zgodne z logiką scenariusza!) i nakręcili.
Scenarzysta przyznawał, że tak chciał zobaczyć swój scenariusz po prostu, a była to jeszcze era przez obecnymi imponującymi fanprodukcjami.
(Ciekawostka - Picarda gra facet, ktory... grał Picarda, Giles Aston, dubler Stewarta. Wystąpił potem w Intrepidzie. Zabawne, ze wziął największą gażę i jeszcze zastrzegł, że nie kręci scen seksu, z Beverly dublował go - a raczej jego ssane okolice - odtwórca roli Daty - pisałem i o tym.)
 Strona:  ««  1  2  ...  13  14  15  16  17  ...  39  40  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / Trekowe produkcje fanów

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!