USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek XI / Nie ma Orciego!
 Strona:  ««  1  2  3  »» 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#31 - Wysłana: 18 Gru 2014 15:50:58 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
wątek małolatów kręcących film, który miał swój nostalgiczny klimat.

Tylko, że wybór budzącej nostalgię historii to już kwestia scenariusza...

Mav:
Wie, że musi konkurować z X-Menami, Iron-Man'ami itd. Chce więc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - stworzyć SF z przesłaniem, jednocześnie wciskając sporą dawkę akcji. Trzeba go w tym zrozumieć.

Dobra, tylko w X-Menach (Singera, reszty nie liczę) i Iron Manach (z niechlubnym wyjątkiem dwójki) proporcje fabuła/przesłanie/akcja były... ciut lepiej zachowane, choć materiał wyjściowy teoretycznie gorszy...

Mav:
No to już jego wina, że wziął sobie na tapetę taki a nie inny pomysł na scenariusz

Z drugiej strony QL to w Stanach, nie do końca zrozumiały dla nas, kult... (Może dlatego, że ichnią historię przekrojowo pokazuje?)
Mav
Użytkownik
#32 - Wysłana: 18 Gru 2014 16:05:16 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Tylko, że wybór budzącej nostalgię historii to już kwestia scenariusza...

Ale już sposób jej ukazania, łącznie z doborem aktorów i wykrzesania z nich konkretnych założeń to dzieło reżysera

Q__:
Dobra, tylko w X-Menach (Singera, reszty nie liczę) i Iron Manach (z niechlubnym wyjątkiem dwójki) proporcje fabuła/przesłanie/akcja były... ciut lepiej zachowane, choć materiał wyjściowy teoretycznie gorszy...

Może ciut lepsze proporcje, ale już sam rodzaj akcji zgoła odmienny. W X-Menach i Iron Menach mamy typowe komiksowe, mało poważne szaleństwo, w D9 i Elysium mamy akcje już zdecydowanie poważniejszą w swoich założeniach. Owszem, naciąganą do konwencji sensacyjnej, ale jednak sensowniejszą.

Do tego służy mimo wszystko nie tylko do zwykłej rozrywki. Mocne sceny z zabijaniem Krewetek w D9 ukazywały okrucieństwo ludzi, a np. akcja ze szturmem ludzi na Elysium na początku filmu ukazywała desperacje ludzi z Ziemi i czym są dla mieszkańców stacji.

Powiem tak: dla mnie np. ta scena akcji z Elysium, to wręcz sztabka złota wśród sterty aluminium z komiksowych adaptacji: https://www.youtube.com/watch?v=Zoupc-FhlTg

Q__:
Z drugiej strony QL to w Stanach, nie do końca zrozumiały dla nas, kult... (Może dlatego, że ichnią historię przekrojowo pokazuje?)

Szczerze powiedziawszy ja w sumie lubiłem oglądać ten serial
Q__
Moderator
#33 - Wysłana: 18 Gru 2014 16:47:46 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Ale już sposób jej ukazania, łącznie z doborem aktorów i wykrzesania z nich konkretnych założeń to dzieło reżysera

Ale trudno to rozdzielić, bo JJ był tu jednym i drugim...

Mav:
w D9 i Elysium mamy akcje już zdecydowanie poważniejszą w swoich założeniach. Owszem, naciąganą do konwencji sensacyjnej, ale jednak sensowniejszą.
Do tego służy mimo wszystko nie tylko do zwykłej rozrywki. Mocne sceny z zabijaniem Krewetek w D9 ukazywały okrucieństwo ludzi, a np. akcja ze szturmem ludzi na Elysium na początku filmu ukazywała desperacje ludzi z Ziemi i czym są dla mieszkańców stacji.

Zgoda, tylko czy taka tematyka nie zasługuje na potraktowanie z większym szacunkiem niż przerobienie na chaotyczną, akcyjną papkę? (Co nie znaczy by miały to być sceny mniej okrutne... ba, mniej sensacyjna stylizacja nawet bardziej by to okrucieństwo eksponowała, czyniąc je bardziej nagim.)

Mav:
Powiem tak: dla mnie np. ta scena akcji z Elysium, to wręcz sztabka złota wśród sterty aluminium z komiksowych adaptacji

Zgoda. Bo też mamy tam klasyczną narrację w stylu lat '80 (i elementy pochodzącej z tejże dekady stylistyki - widać echa "Mad Maxa", "Terminatora", "RoboCopa"), czyli jest efektownie, ale nie efekciarsko (F/X nie stają się celem samym w sobie)...

Mav:
Szczerze powiedziawszy ja w sumie lubiłem oglądać ten serial

Ciekawe zatem jak oceniasz "Kod..." jako jego kontynuację i czy nie zmieni to trochę Twojej percepcji tegoż filmu?

A'propos QL i percepcji filmu - wywiad z Jonesem:
http://io9.com/5788795/duncan-jones-unravels-the-m ysteries-behind-source-code

A warto też wiedzieć, że były plany zrobienia z "Kodu..." serialu osadzonego - co jednak miało być tylko delikatnie zaakcentowane - w jednej rzeczywistości (a raczej multirzeczywistości) z QL:
http://www.hollywoodreporter.com/news/source-code- be-adapted-tv-236071
http://www.bleedingcool.com/2011/09/15/source-code -spin-off-tv-show-in-development/

ps. Wracając do tematu... Czytałeś Dathonowy link z plotkami, że "trzynastka" ma iść, z woli wytwórni, w kierunku - nielubianych przez Ciebie - Guardians of the Galaxy?
Mav
Użytkownik
#34 - Wysłana: 19 Gru 2014 16:34:24
Odpowiedz 
Q__:
Ciekawe zatem jak oceniasz "Kod..." jako jego kontynuację i czy nie zmieni to trochę Twojej percepcji tegoż filmu?

Mi się ten film nawet podobał, ale reżysersko niczym się nie wyróżniał.

Q__:
Zgoda, tylko czy taka tematyka nie zasługuje na potraktowanie z większym szacunkiem niż przerobienie na chaotyczną, akcyjną papkę?

Zasługuję, ale cieszmy się chociaż tym, co jest

Q__:
ps. Wracając do tematu... Czytałeś Dathonowy link z plotkami, że "trzynastka" ma iść, z woli wytwórni, w kierunku - nielubianych przez Ciebie - Guardians of the Galaxy?

Szczerze... ja już wiele razy pisałem, że Trek w obecnej formule na żadne ambitne SF się nie nadaje. Mało tego, nawet na przyzwoite SF się nie nadaje. Szczerze, to w kategoriach SF takie "Elysium" gniecie dorobek Treka z ostatnich kilkunastu lat.

Kolorowa broń nadająca się do kreskówki, komiczni kosmici typu aktor pomalowany na zielono, czy ze spiczastymi uszami, brak zaawansowanej technologii typu egzoszkielety, drony i wszelkiego typu high-tech stuff... Naprawdę Trek nadaję się tylko na wesoły blockbuster własnie w klimatach komiksowych adaptacji jak Guardians of the Galaxy.
Q__
Moderator
#35 - Wysłana: 19 Gru 2014 17:22:42 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Szczerze, to w kategoriach SF takie "Elysium" gniecie dorobek Treka z ostatnich kilkunastu lat.

Bo odwołuje się do rzeczywistości za oknem (nawet gdy przedstawia ją w karykaturze), a nie do gumowych czół z poprzednich lat.

Mav:
Naprawdę Trek nadaję się tylko na wesoły blockbuster własnie w klimatach komiksowych adaptacji jak Guardians of the Galaxy.

Nie powiesz chyba jednak, że oglądałbyś Guardians... z większym entuzjazmem gdyby zyskali logo Treka?

A czy tylko? Sądzę jednak, że nie tylko, bo można to traktować również w kategoriach symboliki i wtedy nadaje się do SFowego "teatru telewizji". Nie traktujmy zresztą Treka w kategoriach tak sztywnokanonicznych - AND (mimo swoich wszelkich, często ogromnych, wad) pokazała jak łatwo go unowocześnić.

(Z tym, że co do kolorowych broni jednak się nie zgodzę. One są fabularnie ok, tylko należałoby kiedyś... ja wiem? podkreślić niebezpieczeństwa psychologiczne związane z użyciem tej broni... że czyni zabijanie za łatwym, za... czystym?)

ps. Ciekawy tekst a'propos Guardians:
http://www.futuredude.com/guardians-galaxy-space-f antasy-not-science-fiction/
Mav
Użytkownik
#36 - Wysłana: 19 Gru 2014 23:25:45
Odpowiedz 
Q__:
Nie powiesz chyba jednak, że oglądałbyś Guardians... z większym entuzjazmem gdyby zyskali logo Treka?

No pewnie bym go nie wyłączył po 15 minutach, bo jednak to Trek, a więc jaki by film zły nie był, to - w przeciwieństwie do Picarda - obejrzę go dla samej zasady, ciekawości.

"Terminator:a Genisys" też obejrzę dla zasady, choćby żeby się pośmiać

Q__:
AND (mimo swoich wszelkich, często ogromnych, wad) pokazała jak łatwo go unowocześnić.

Aby unowocześnić Treka na materiał na ambitne SF, a nawet przyzwoite SF, trzeba by było jednak zbyt dużych zmian... nie ma to chyba sensu i nie jest już raczej możliwe, bo - jak już kiedyś stwierdziliśmy - Trek stał się sowim własnym, zamkniętym światem, kanonem rodem z komiksów.

Q__:
(Z tym, że co do kolorowych broni jednak się nie zgodzę. One są fabularnie ok, tylko należałoby kiedyś... ja wiem? podkreślić niebezpieczeństwa psychologiczne związane z użyciem tej broni... że czyni zabijanie za łatwym, za... czystym?)

Broń w SF i całe środowisko wokół z nią związane, to dosyć istotny aspekt technologiczny (jeśli w danym SF poruszamy wątek walki). Problem z bronią w Treku polega na tym, że jest dziecinna, niepoważna... Wszystko sprowadza się do strzelania kolorowymi promieniami i kulkami zarówno w kontekście walki okrętów jak i piechoty. Kompletnym absurdem jest przypisanie różnych kolorków do różnych ras... Fedki mają żółte, Klongoni zielone, ktoś tam inny czerwone, niebieskie itd. - lekko to żenujące, nieprawdaż? Broń w Treku jest bardzo uboga w kontekście zbrojeniowego high-tech stuff'u, zero kreatywności, zero potencjału w tym temacie.

Fragment "Elysium", który zalinkowałem jest dobrym przykładem. Zobacz, był tam w użyciu granat, który w Treku nie istnieje, co jest burakiem, bo obiekt chowający się za osłoną można właśnie dosięgnąć granatem. Mieliśmy wybuchające pociski kinetyczne, które tak efektownie skosiły robota, no i sam robot strażnik wpisuje się w temat broni.

Chcemy ambitnego Treka? No to z kolorowymi "laserkami" trzeba by skończyć. Muszą być inteligentne różnego rodzaju pociski, drony, sondy, systemy rozpoznania itd., itd., itd.

Wiem, że pisałeś o temacie psychologii związanej z użyciem broni, no ale ja bym raczej nie mógł poważnie potraktować tego tematu, gdy w grę wchodziła by broń rodem z kreskówki, którą używają kolesie w sweterkach przeciwko kiczowatym kosmitom.
Picard
Użytkownik
#37 - Wysłana: 19 Gru 2014 23:30:31
Odpowiedz 
Queerbot:
Film nie jest naczyniem, w którym substancja o nazwie Star Trek zachowuje swój stan skupienia. Dla Treka istnieje tylko jeden możliwy format - serial telewizyjny

O, ile twoja teza, że żaden trekowy film nie jest dobry, jest wysoce dyskusyjna - ale nie chce mi się wdawać w polemikę na ten temat -, o tyle to, że ST powinien wrócić do telewizji jest faktem niezaprzeczalnym. I na to skrycie liczę, że nie będzie $tar Trek 3, i że CBS - czy kto tam ma prawa autorskie do wersji telewizyjnej? - nakręci wreszcie serial TV z prawdziwego zdarzenia. Taka moja cicha nadzieja.

Toudi:
Jeśli to prawda, że wyleciał za próbę skasowania wizji JJA, poprzez naprawienie linii czasowej, to jestem przerażony. Bo wywalenie za pomoc w ST11 i ST12 mu się należało. Ale jeśli on był ostatnią nadzieją biał... trekerów, to mamy problem.

Widzisz, to czy wrócimy do pierwotnej linii czasu czy nie, nie ma najmniejszego znaczenia o ile nie znajdzie się jakiś sensowny pomysł na kontynuacje serii. Abramsverse nie wypalił, bo takiego pomysłu nie było - bo ile razy można kopiować Gniew Khana?

A co do zwolenianina Orciego... Oczywiście na chwilę obecną, to czysta spekulacja, ale uważam, że facet stracił prace z bardzo prozaicznego powodu: brak doświadczenia reżyserskiego. Sorry, ale nikt nie odda projektu wartego dziesiątki, jeśli nie setki milionów dolarów w ręce totalnego amatora.

MarcinK:
Gorzej jak twórcy pójdą z duchem tradycji i na reżysera trzeciej części treka mianują odtwórcę roli (neo)Spocka.

Neo, to był tylko jeden w Matrixie - a ten osobnik nieudolnie udający Spocka, to co najwyżej zasłużył sobie na miano Uszatego Psychola. I nie, nie sądzę, by aktorowi, bez doświadczenia reżyserskiego powierzono kosztowny, projekt filmowy.

Q__:
Nie zgodzę się z tym - Trek, zanim skostniał pod rządami B&B, sięgał po różne poetyki.

Sorry, nigdy nie był to ani bezmyślny blockbuster w rodzaju Bayformers bądź Avengers, i nigdy nie był to też tani wyciskacz łez a'la Titanic. Nie ta bajka...

Q__:
Ok. Poza relatywnie niezłym - mimo generalnej słuszności zarzutów, które postawił Toudi - rzemiosłem reżyserskim, znajduję tam jeszcze studium bohaterstwa oficerów GF wymowniejsze przez swą oszczędność niż niektóre wcześniejsze przegadane sceny (linkowałem kiedyś w roli kontrprzykładu rozwlekłą, pełną ględzenia, scenę z Archerem przekonanym, ze idzie na śmierć jak Robau, która miała wzruszać, a tylko nudziła) oraz - ledwo zarysowaną, a jednak zapadającą w pamięć - nową epokę w chronologii ST.

I znowu nie mogę się zgodzić, bo uważam, że i tu Abrams dał - kolokwialnie rzecz ujmując - ciała. Jeśli jego intencją było pokazanie poświęcenia oficerów Floty, to zawiódł - a raczej zawiedli jego scenarzyści, bo to poświęcenie... to zwykły wypadek. Robau, nie wiedział, że idzie na śmierć, podobnie było z Thorem , ojcem późniejszego kapitana Jerka - facet miał w planach uciec z okrętu, ale zwyczajnie mu się to nie udało. O bohaterstwie może być wyłącznie mowa wówczas, gdy ma się wybór pomiędzy życiem a śmiercią i wybiera się śmierć dla dobra innych, a nie gdy ginie się, właściwie przez przypadek. W najlepszym razie, te sceny przywodzą na myśl zgon, nieszczęsnej Tashy Yar - bezsensowna i smutna śmierć, ale na pewno nie akt przykładnego heroizmu...

Q__:
Ok, przyznasz jednak, ze filmowe "CR" bliższe było tamtego klasycznego ujęcia niż to co proponowały filmy z Moorem (zwłaszcza późnym) czy - będącym, jak na ironię, znakomitym Bondem wetkniętym w kiepskie scenariusze - Brosnanem.

Przyznam. Chodź co do jednego się nie zgodzę - Goldeneye było dobre. O reszcie filmów z Brosnanem, chyba jednak lepiej nie mówić.

Q__:
* BTW. jak obaj wiemy gdyby TDK nie powstał BB uchodziłby swobodnie, mimo wszelkich, często diametralnych, różnic za prequel burtonowskiego "Batmana"; ciągłość obsady też o niczym nie przesądza - zauważ, że "CR" odziedziczyło M. i trochę personelu Centrali po "Goldeneye".

Nie, nie uchodził by. Zbyt wiele jest tam fabularnych i estetycznych rozbieżności by móc jeden film z drugim pogodzić - gdybym chciał o nich wszystkich napisać nie starczyło by mi miejsca. A co do Bondów... co z tego, że postać M gra ta sama kobieta co wcześniej? To niczego nie dowodzi - a Bondy same w sobie, nigdy nie miały sztywnej continuity.

Q__:
Dla mnie reBoot to jednak jest przewartościowanie koncepcji, albo powrót do korzeni po oczyszczeniu z narosłych bzdurstw, a nie kosmetyka (Spider-man na przykład zaliczył reBoot czysto pozorowany - wymuszony zmianą aktora i porażką reżysera w trójce - parę redesignów, ale tak naprawdę koncepcja serii pozostała praktycznie taka sama). Dlatego widząc tak duże zmiany jakie miały miejsce pomiędzy TMP, a TOS, TWoK (z kontynuacjami), a TMP, TNG, a TOS, DS9, a TNG czy FC. a TNG mówiłbym co najmniej o quasi-reBoocie.

Cóż, mogę tylko powiedzieć; agree to disagree.
Q__
Moderator
#38 - Wysłana: 21 Gru 2014 18:57:54 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
No pewnie bym go nie wyłączył po 15 minutach, bo jednak to Trek, a więc jaki by film zły nie był, to - w przeciwieństwie do Picarda - obejrzę go dla samej zasady, ciekawości.

Czyli jednak jesteś nadal fanem.

Mav:
Aby unowocześnić Treka na materiał na ambitne SF, a nawet przyzwoite SF, trzeba by było jednak zbyt dużych zmian...

Ja wiem czy aż tak dużych? Wystarczyłoby AND nakręcone w avataropodobnym standardzie.

Mav:
nie ma to chyba sensu i nie jest już raczej możliwe, bo - jak już kiedyś stwierdziliśmy - Trek stał się sowim własnym, zamkniętym światem, kanonem rodem z komiksów.

Nie zgodzę się, że należy się z tym godzić, bo uważam, że tym sposobem Trek obrócił się cokolwiek w przeciwieństwo tego, czym miał być, a chyba nie o to chodzi...

Zwł., że właśnie realizują się wizje rodem z ST-gdy-był-jeszcze-sobą. Ot, kosmonauci replikatorów używają:

"Astronauci na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej wydrukowali sobie ważne narzędzie. Program niezbędny do trójwymiarowego druku został wysłany z Ziemi pocztą elektroniczną.To pierwsze takie wydarzenie w historii. Nigdy wcześniej żadne narzędzie nie zostało wysłane e-mailem, a potem wydrukowane.
Astronauci z dumą prezentują świeżutki klucz nasadowy. Potrzebował go astronauta Barry Wilmore; wcześniej musiałby czekać na transport z Ziemi, teraz może sobie go po prostu zrobić dzięki drukarce 3D."

http://www.polskieradio.pl/23/267/Artykul/1331268, Astronauci-wydrukowali-sobie-klucz-nasadowy

Mav:
był tam w użyciu granat, który w Treku nie istnieje

Ależ istnieje. Fazer jest na tyle uniwersalny, że przeciążając go można się nim posłużyć w roli granatu lub bomby zegarowej. Pokazał to jeszcze TOS.

Mav:
Chcemy ambitnego Treka? No to z kolorowymi "laserkami" trzeba by skończyć. Muszą być inteligentne różnego rodzaju pociski, drony, sondy, systemy rozpoznania itd., itd., itd.

Zaraz... Drony i satelity przy znanej potędze sensorów? Nie będzie to anachronizm?
A fazer jest bronią inteligentną - rzuć okiem na filmik, który TU linkowalem (na samym dole posta), od 12 minuty:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=5&topic=158&page=49#msg280626

Picard

Picard:
I na to skrycie liczę, że nie będzie $tar Trek 3, i że CBS - czy kto tam ma prawa autorskie do wersji telewizyjnej? - nakręci wreszcie serial TV z prawdziwego zdarzenia. Taka moja cicha nadzieja.

Optymista...

Picard:
Widzisz, to czy wrócimy do pierwotnej linii czasu czy nie, nie ma najmniejszego znaczenia o ile nie znajdzie się jakiś sensowny pomysł na kontynuacje serii.

I tak, i nie... Powrót do starej linii czasu byłby jednak symbolicznym podkreśleniem wycofania się z najbardziej niewczesnych eksperymentów, choć - owszem - jest to za mało. Wizja powrotu do najgorszych tradycji VOY, ENT i - nawet - późnego DS9 nieszczególnie kusi.

Picard:
Sorry, nigdy nie był to ani bezmyślny blockbuster w rodzaju Bayformers bądź Avengers, i nigdy nie był to też tani wyciskacz łez a'la Titanic. Nie ta bajka...

Blockbuster? Nie, bo - poza TMP - budżet nie ten, ale bezmyślność i melodramatyzm się trafiały. Przy tylu odcinkach - nie dziwota zresztą.

Picard:
Robau, nie wiedział, że idzie na śmierć, podobnie było z Thorem , ojcem późniejszego kapitana Jerka - facet miał w planach uciec z okrętu, ale zwyczajnie mu się to nie udało.

Nie wiem jak oglądałeś "jedenastkę", ale uważnie to raczej nie...
Robau najwyraźniej b. liczył się z tym, ze może nie wrócić - zauważ, że przekazywał statek Kirkowi-seniorowi na stałe ("You're Captain now, Mister Kirk.") i jasno sugerował, że może zginąć ("If I don't report in fifteen minutes").
George znów po usłyszeniu komunikatu "Auto-pilot function has been destroyed. Manual operation only." miał trochę czasu na podjęcie próby ucieczki, nie podjął jej jednak wybierając świadomie poświęcenie ("The shuttles will never make it if I don't fight them off.")
Znaczy: ten kawałek Twojej argumentacji zwyczajnie nie trzyma się kupy, mówiąc kolokwialnie.

Picard:
Chodź co do jednego się nie zgodzę - Goldeneye było dobre.

Zgoda. Jak na post-Moore'owską konwencję z powiewem komiksu było wręcz znakomite.

Picard:
Nie, nie uchodził by. Zbyt wiele jest tam fabularnych i estetycznych rozbieżności by móc jeden film z drugim pogodzić

A jednak podnosiły się wówczas inne głosy. Także na naszym forum.

Picard:
A co do Bondów... co z tego, że postać M gra ta sama kobieta co wcześniej? To niczego nie dowodzi

Ok, może i jedna aktorka w ważnej roli niczego nie dowodzi, ale dlaczego wobec tego ósemka aktorów wsadzona w nową scenografię/estetykę/narrację ma czegoś dowodzić?

Picard:
a Bondy same w sobie, nigdy nie miały sztywnej continuity.

Tak jak Trek za Roddenberry'ego.

Zresztą... skoro o tej continuity mowa...
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=2&topic=45&page=41#msg269194
Q__
Moderator
#39 - Wysłana: 23 Gru 2014 09:58:15 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Nie wiem czy wiadomość ta ucieszy kogokolwiek ze starych fanów. Jak donosi Deadline, zaliczany do królów złych filmów Justin Lin, znany jako reżyser kilku odsłon cyklu "Szybcy i wściekli", został najprawdopodobniej zatwierdzony na stanowisku reżysera trzynastego kinowego Treka:
http://deadline.com/2014/12/star-trek-3-justin-lin -director-fast-furious-helmer-1201333753/
http://trekmovie.com/2014/12/22/fast-and-furious-6 -director-justin-lin-to-direct-star-trek-3/

Jak była już na forum mowa plotki (kolportowane przez Badass Digest) sugerują, że stojącym przed nim zadaniem jest maksymalne upodobnienie ST do marvelowskich Strażników Galaktyki.

Z marzeniami o ambitnym Treku pozostaje nam się pożegnać na czas nieokreślony.

I tyle jeśli chodzi o optymizm, Drodzy Kandydzi...

ps. W/w wiadomość straszy również na main site:
http://www.startrek.pl/article.php?sid=1372
MarcinK
Użytkownik
#40 - Wysłana: 23 Gru 2014 10:10:45
Odpowiedz 
Q__:
zaliczany do królów złych filmów Justin Lin, znany jako reżyser kilku odsłon cyklu "Szybcy i wściekli", został najprawdopodobniej zatwierdzony na stanowisku reżysera trzynastego kinowego Treka:

Tokio Drift było nawet przyzwoite. Ale koleś ma zerowe doświadczenie z SF. Chociaż może dzięki niemu doczekamy się spełnienia marzeń kilku forumowiczów, mianowicie obsadzenia Vin'a Diesel'a w roli Picard'a.
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=1&topic=907&page=10#msg276317
Q__
Moderator
#41 - Wysłana: 23 Gru 2014 10:33:17 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
MarcinK

MarcinK:
Chociaż może dzięki niemu doczekamy się spełnienia marzeń kilku forumowiczów, mianowicie obsadzenia Vin'a Diesel'a w roli Picard'a.

Jak myślisz, ze mnie pocieszyłeś...

(BTW. podobno Lin ma jednak dzieje Kirka męczyć, więc chyba, że to by było cameo...)

ps. Wprowadźmy się jednak w klimat:
http://www.youtube.com/watch?v=YLr3aK3K4DE

EDIT: jeszcze dwie ciekawostki:
1. Lin ma też na koncie niezależny film "Better Luck Tomorrow"
http://en.wikipedia.org/wiki/Better_Luck_Tomorrow
http://www.imdb.com/title/tt0280477/
http://www.rottentomatoes.com/m/better_luck_tomorr ow/
http://www.youtube.com/watch?v=a4g_hIhwqaI
http://www.filmweb.pl/film/Better+Luck+Tomorrow-20 02-95852
oraz parę odcinków - ponoć ambitnych - seriali Community* i True Detective w czym niektórzy fani szukają brzytwy, której można się chwycić;
2. Jak twierdzi Chris Pine produkcja "trzynastki" jeszcze nie ruszyła i nie wiadomo kiedy ruszy:

Moviefone: Where are you with “Star Trek 3″?
Chris Pine: With “Trek,” I don’t know. I think we’re shooting next year. I don’t know anything about the story but I haven’t read the script. I am pretty sure there is a script but I haven’t read it yet.

http://news.moviefone.com/2014/12/22/chris-pine-in to-the-woods/

* m.in. słynnego "Modern Warfare", którego krótki recap poniżej:
http://www.youtube.com/watch?v=dlz8S4t0HUY
FederacyjneMSZ
Użytkownik
#42 - Wysłana: 23 Gru 2014 12:02:20 - Edytowany przez: FederacyjneMSZ
Odpowiedz 
Vin Diesel w roli nawigator i nielegalne wyścigi organizowane przez Orion. Wypatrzony przez GF, Flota proponuje współprace. Celem ma być nieuchwytny złodziej przepisu na zupkę Plomek. Posiada on niezłą maszynę z Warp Nitrem. Nowa, ztuningowana jednostka, podświetlona z każdej strony.





hmm, ale bardziej by pasował jako Klingon, czy Romulanin:D
Toudi
Użytkownik
#43 - Wysłana: 23 Gru 2014 18:52:57
Odpowiedz 
Hehe dobre. A pomietajcie odlglosci.w.neoTreku są malse. Taki wyścig dookoła.galaktyki.przez tereny Bóg Dominium...
FederacyjneMSZ
Użytkownik
#44 - Wysłana: 23 Gru 2014 19:04:47
Odpowiedz 
Toudi

w sumie nie było by głupie. Już w VOY tuning stał się modny -

Toudi
Użytkownik
#45 - Wysłana: 23 Gru 2014 23:52:30
Odpowiedz 
nie tylko tuning, mieli tez proce, strzelające na tysiące lat świetnych...
Picard
Użytkownik
#46 - Wysłana: 24 Gru 2014 01:15:20 - Edytowany przez: Picard
Odpowiedz 
Q__:
I tak, i nie... Powrót do starej linii czasu byłby jednak symbolicznym podkreśleniem wycofania się z najbardziej niewczesnych eksperymentów, choć - owszem - jest to za mało. Wizja powrotu do najgorszych tradycji VOY, ENT i - nawet - późnego DS9 nieszczególnie kusi.

Wiesz, że jestem wielkim zwolennikiem wcześniejszej continuity - nawet przewodziłem tu podobnież kiedyś Partii Kanonicznego Obicia Fotela Kapitana - ale nie zmienia to postaci rzeczy, że na film Abramsa wściekał bym się tak samo, nawet gdyby był osadzony w starym kanonie. Po prostu jest on zbyt bzdurny i wtórny. I niestety Mav miał racje, że kierunek w którym ta franczyza idzie nie jest pocieszający. Kolejny Król Głupoty dorwał się do kręcenia i jeszcze będzie upodabniał do idiotycznych filmów Marvela. OK, ja się poddaje - dla mnie to ostatni gwóźdź do trumny; mogę tylko zaśpiewać... Wy mieliście racje, a ja się myliłem.

Q__:
Blockbuster? Nie, bo - poza TMP - budżet nie ten, ale bezmyślność i melodramatyzm się trafiały. Przy tylu odcinkach - nie dziwota zresztą

Na przykład gdzie i kiedy? I nawet jeśli nawet można je było gdzieniegdzie zaobserwować, to nie stanowiły one wyznacznika tego czym jest ST...

Q__:
A jednak podnosiły się wówczas inne głosy. Także na naszym forum.

Wiem, ale to jeszcze było w czasach gdy ludzie nie nawykli jeszcze do samej idei reboota.

Q__:
Robau najwyraźniej b. liczył się z tym, ze może nie wrócić - zauważ, że przekazywał statek Kirkowi-seniorowi na stałe ("You're Captain now, Mister Kirk.") i jasno sugerował, że może zginąć ("If I don't report in fifteen minutes").
George znów po usłyszeniu komunikatu "Auto-pilot function has been destroyed. Manual operation only." miał trochę czasu na podjęcie próby ucieczki, nie podjął jej jednak wybierając świadomie poświęcenie ("The shuttles will never make it if I don't fight them off.")
Znaczy: ten kawałek Twojej argumentacji zwyczajnie nie trzyma się kupy, mówiąc kolokwialnie.

Liczył się z możliwością, tego, że nie wróci, ale w żadnym razie pewny swej śmierci nie był. I nie wiem czemu logicznie rzecz biorąc Robau, miał by się spodziewać śmierci - chyba, że scenariusz zdarzyło mu się czytać? - skoro był ,,zaproszony" na negocjacje? Logicznie rzecz biorąc, gdyby Nero chciał go zabić, mógł by po prostu wysadzić go w powietrze, razem z resztą okrętu -ściąganie go na NaRADE, tylko w celu ukatrupienia, było by cokolwiek nielogiczne. Ale, cóż zrobić - przecież to skrypt Orciego&Kurtzmana. George-Thor-Kirk nie mógł uciec właśnie dlatego, że autopilot nawalił - ale taki był jego pierwotny plan - uciec, a nie zostać męczennikiem. Gdyby nie został na okręcie i nie poprowadził by osobiście statku i tak by zginął z resztą załogi, więc nie było to jakieś szczególnie heroiczne poświęcenie - co najwyżej logiczny wybór, podyktowany nieprzewidzianymi okolicznościami. Ale Ty lubisz bawić się w advocatus diaboli jeśli chodzi o Abramsa.

Q__:
Zgoda. Jak na post-Moore'owską konwencję z powiewem komiksu było wręcz znakomite.

Moim zdaniem to, że film był dobry głównie należy przypisać faktowi, że był to pierwszy post- zmino wojenny Bond. Zmieniły się reguły gry - trzeba było przewartościować światopogląd ludzi zachodu; dowiedzieć się kto jest teraz wrogiem, a kto przyjacielem. I IMO, Goldeneye dobrze to odwzorowywał. To samo sprawia, że Skyfall jest pierwszym Bondem, który dobrze odwzorował rzeczywistość post-jedenasto wrześniową, chodź oczywiście uchylił się przed kontrowersyjnym tematem religijnego fanatyzmu. Ale nic nie jest idealne.

Q__:
Ok, może i jedna aktorka w ważnej roli niczego nie dowodzi, ale dlaczego wobec tego ósemka aktorów wsadzona w nową scenografię/estetykę/narrację ma czegoś dowodzić?

Bo nigdy nie powiedziałem, że to aktorzy są tu najważniejsi - najważniejsze jest to, że Trek zasadniczo zawsze opowiadał o eksploracji i o wizji lepszej ludzkości. I tak niemal zawsze było - aż do czasów Abramsa i spółki.

Q__:
Tak jak Trek za Roddenberry'ego.

Nie mogę się z tym zgodzić. A buraki zawsze będą się zdarzać, to nieuniknione.

Q__:
Jak była już na forum mowa plotki (kolportowane przez Badass Digest) sugerują, że stojącym przed nim zadaniem jest maksymalne upodobnienie ST do marvelowskich Strażników Galaktyki.

Czyli kretynizm, kretynizmem będzie poganiał. Też będziemy mieli włąsnego, kretyńskiego, gadającego szopa? Gdyby zobaczyłem tą postać uświadomiłem sobie, że nigdy nie obejrzę Strażników...

A mogliby np. takiego Bryana Singera zatrudnić. Ostatnio odświeżyłem sobie w TV X-Men 2 w jego reżyserii - i chodź to nie tylko film akcji ale też filmowy komiks, to mocno deklasuje zarówno film Abramsa, jak i to co robi obecne Marvel. Nie zrozumcie mnie źle X-men 2 nie było żadnym arcydziełem, ale jeśli taki miał by być blockbuster-Trek, wówczas nie miał bym z nim większych problemów Przede wszystkim Singer bije na głowę Abramsa jeśli chodzi o sztukę reżyserską - umie nakręcić scenę akcji bez trzęsienia kamerą, świecenia po oczach czy zbliżeń na twarze postaci. Czyli da się nakręcić nawet film akcji, nie odwołując się do stylistyki krzykliwego wideo-klipu... Świat przedstawiony jest spójny, motywacje postaci i ich osobowości są czytelne, a nawet pokusił bym się o stwierdzenie, że film był o czymś; chodź motywy uprzedzeń, rasizmu i eskalacji podyktowanej paranoidalnym lękiem są tam po komiksowemu uproszczone. Tak, Trek w wykonaniu Singera nie był by zły - albo przynajmniej lepszy niż to co jest teraz.

EDIT:
Mav:
Fragment "Elysium", który zalinkowałem jest dobrym przykładem. Zobacz, był tam w użyciu granat, który w Treku nie istnieje, co jest burakiem,

Jest cos takiego chodź było tylko wspominane a nie pokazane

Mav:
Chcemy ambitnego Treka? No to z kolorowymi "laserkami" trzeba by skończyć. Muszą być inteligentne różnego rodzaju pociski, drony, sondy, systemy rozpoznania itd., itd., itd.

Jedno z drugim się nie łączy bo forma nie jest jednoznaczna z treścią - przykładem kiczowaty TOS, któremu też zdarzało się poruszać wyższe treści. A poza tym; Ty chcesz dron w XXIV wieku? Po pierwsze to były one zaprezentowane; po drugie prezentowanie uzbrojenia, które teraz badź za parę lat będzie szczytem techniki, w tak odległej przyszłości, zwyczajnie razi brakiem wizjonerstwa. Po co ci posicki kinetyczne, skoro jednym strzałem z fezera jesteś w stanie ,,odparować" gościa? Zaś ilekroć Trek próbował właśnie rozszerzyć arsenał uzbrojenia., wyglądało to komicznie: kosmiczna bazooka Worfa, prom Argo z zadziwiająco archaicznym, kołowym pojazdem... Ale temat uzbrojenia w Treku i jego relacji do innych filmów SF, to już temat na odrębną dyskusje...
ortkaj
Użytkownik
#47 - Wysłana: 24 Gru 2014 20:04:27
Odpowiedz 
MarcinK
Użytkownik
#48 - Wysłana: 24 Gru 2014 20:50:36 - Edytowany przez: MarcinK
Odpowiedz 
Q__:
Jak myślisz, ze mnie pocieszyłeś...

No co? W mundurze TNG nawet mu do twarzy:

http://s5.photobucket.com/user/limpbizkitsoulja/me dia/VinDieselPicard.jpg.html
Q__
Moderator
#49 - Wysłana: 25 Gru 2014 11:00:43 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
FederacyjneMSZ

FederacyjneMSZ:
Vin Diesel w roli nawigator i nielegalne wyścigi organizowane przez Orion. Wypatrzony przez GF, Flota proponuje współprace. Celem ma być nieuchwytny złodziej przepisu na zupkę Plomek. Posiada on niezłą maszynę z Warp Nitrem. Nowa, ztuningowana jednostka, podświetlona z każdej strony.



Picard

Picard:
Wiesz, że jestem wielkim zwolennikiem wcześniejszej continuity - nawet przewodziłem tu podobnież kiedyś Partii Kanonicznego Obicia Fotela Kapitana - ale nie zmienia to postaci rzeczy, że na film Abramsa wściekał bym się tak samo, nawet gdyby był osadzony w starym kanonie. Po prostu jest on zbyt bzdurny i wtórny.

Przyznaj jednak w końcu, że zrealizowany lepiej od NEM, mimo wszystko.

Picard:
OK, ja się poddaje - dla mnie to ostatni gwóźdź do trumny; mogę tylko zaśpiewać... Wy mieliście racje, a ja się myliłem.

Tak to jest... Zaczynałeś jako główny pesymista (sięgający z czasem poziomu hejterstwa), my mieliśmy złudzenia. Potem na chwilę zamieniliśmy się rolami. Teraz chyba wszyscy stoimy na stanowisku, że Trek zdryfował w zupełnie niewłaściwym kierunku (B&B to na dobre zaczęli - choć Meyer z Bennettem i Behr z Moorem byli poniekąd prekursorami, tyle, ze znacznie sprawniejszymi stylistycznie - Abrams kontynuował, a Lin dokończy/wykończy; ale wszyscy oni byli wykonawcami polityki wytwórni - powtarzam swoją tezę: Paramount od lat lobotomizuje Treka wbijając skalpel coraz głębiej).
Pozostaje wierzyć, że kiedy Hollywood wylezie w końcu - za dekadę czy dekad parę - z intelektualnego dołka,, nie zapomni i o ST.

Picard:
Na przykład gdzie i kiedy? I nawet jeśli nawet można je było gdzieniegdzie zaobserwować, to nie stanowiły one wyznacznika tego czym jest ST...

Mam znów pojechać listą odcinków i scen? Jak wrócę ze świątecznego wyjazdu - czemu nie...
Ale skupmy się na tym co napisałeś: nie stanowiły one wyznacznika tego czym jest ST. W Kelvin sequence też - mimo wszystko - nie stanowią.

Picard:
Liczył się z możliwością, tego, że nie wróci, ale w żadnym razie pewny swej śmierci nie był. I nie wiem czemu logicznie rzecz biorąc Robau, miał by się spodziewać śmierci - chyba, że scenariusz zdarzyło mu się czytać? - skoro był ,,zaproszony" na negocjacje? Logicznie rzecz biorąc, gdyby Nero chciał go zabić, mógł by po prostu wysadzić go w powietrze, razem z resztą okrętu -ściąganie go na NaRADE, tylko w celu ukatrupienia, było by cokolwiek nielogiczne. Ale, cóż zrobić - przecież to skrypt Orciego&Kurtzmana.

Świetnie, tylko zauważ jak kapitanowie GF są wyszkoleni - Picard jest dyplomatą pokonującym naprawdę twardych przeciwników samymi słowami, Kirk umiał rozwiązać nieprzezwyciężone dylematy innych cywilizacji (co wskazuje na absolutną biegłość w socjologii i politologii). Może więc Robau, biegły był na tyle w psychologii - minimum w jej podstawach - że ocenił z kim ma do czynienia i raczej żywy nie wróci?

Ale... tak naprawdę cały mój powyższy wywód nie jest nawet potrzebny. Zważywszy na to, że Nero najpierw strzela - i to nie by obezwładnić, co zwykle w Treku widzieliśmy, lecz by pozabijać (pamiętasz załogantkę wyssaną w Próżnię?) - potem zadaje pytania, a jego sposób rozmowy (to "Hi, Christopher"), nawet z poprawką na międzykulturowe różnice, wydaje się być - co najmniej - dziwny. Robau dobrze wiedział z kim ma do czynienia (i, że może się spodziewać najgorszego).

Picard:
George-Thor-Kirk nie mógł uciec właśnie dlatego, że autopilot nawalił - ale taki był jego pierwotny plan - uciec, a nie zostać męczennikiem. Gdyby nie został na okręcie i nie poprowadził by osobiście statku i tak by zginął z resztą załogi, więc nie było to jakieś szczególnie heroiczne poświęcenie - co najwyżej logiczny wybór, podyktowany nieprzewidzianymi okolicznościami.

Dobra, dobra... Łatwo Ci się go ocenia bezpiecznie w domciu przed komputerem. Znajdź się w jego sytuacji - czego Ci zresztą nie życzę - i trwaj do końca na stanowisku z kamienną twarzą, nie wpadaj w panikę i rób co logika nakazuje, choćby nawet nakręcany silną miłością do żony i synka...

Heroizm nie polega na pchaniu się na śmierć (to jest raczej postawa jednostek niezrównoważonych), ale właśnie na robieniu swojego, nawet gdy niesie to ze sobą poważne zagrożenie dla życia (lub wręcz - jak tu - pewność śmierci).

(BTW. zauważ, że George mógł posłać na śmierć jakiegoś redshirta, każąc to jemu zostać za sterem. Poszedł sam.)

Picard:
Ale Ty lubisz bawić się w advocatus diaboli jeśli chodzi o Abramsa.

Czasami tak. Ale akurat ta scena w dużym stopniu broni się sama.

Picard:
Moim zdaniem to, że film był dobry głównie należy przypisać faktowi, że był to pierwszy post- zmino wojenny Bond. Zmieniły się reguły gry - trzeba było przewartościować światopogląd ludzi zachodu; dowiedzieć się kto jest teraz wrogiem, a kto przyjacielem. I IMO, Goldeneye dobrze to odwzorowywał.

Zgoda. "Goldeneye" na swoim - komiksowym - poziomie był znakomity.

Picard:
najważniejsze jest to, że Trek zasadniczo zawsze opowiadał o eksploracji i o wizji lepszej ludzkości. I tak niemal zawsze było - aż do czasów Abramsa i spółki.

Przy pojmowaniu kanonu jako spójnej wizji zasad/ideałów zgodzimy się. (Acz nie zgodzimy, że u Abramsa całkiem nic z tego nie zostało.)

Picard:
Nie mogę się z tym zgodzić.

Jeśli natomiast jako kanon mamy pojmować pewną sztywną continuity pozostaniemy w rozbieżności zdań. Przy czym, mam po swojej stronie słowa D.C. Fontany (którymi broniła swojej wizji śmierci Chekova w jednym z odcinków NV, choć - jak wiemy - Chekov pojawia się już w następnym tegoż NV epizodzie, że o filmach nie wspomnę; podobnie ginie i pojawia się TOSowy Leslie i jeden z mostkowych w ST VI/VOY "Flashback").

Picard:
Też będziemy mieli włąsnego, kretyńskiego, gadającego szopa?

Rocket, akurat, jest świetny. I lepiej z nim nie zaczynaj :


Picard:
A mogliby np. takiego Bryana Singera zatrudnić. Ostatnio odświeżyłem sobie w TV X-Men 2 w jego reżyserii - i chodź to nie tylko film akcji ale też filmowy komiks, to mocno deklasuje zarówno film Abramsa,

TU akurat się zgodzimy.

Pisałem zresztą z uznaniem o filmowej robocie Singera:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=5&topic=1545&page=3#msg83300

Picard:
A poza tym; Ty chcesz dron w XXIV wieku? Po pierwsze to były one zaprezentowane; po drugie prezentowanie uzbrojenia, które teraz badź za parę lat będzie szczytem techniki, w tak odległej przyszłości, zwyczajnie razi brakiem wizjonerstwa. Po co ci posicki kinetyczne, skoro jednym strzałem z fezera jesteś w stanie ,,odparować" gościa? Zaś ilekroć Trek próbował właśnie rozszerzyć arsenał uzbrojenia., wyglądało to komicznie: kosmiczna bazooka Worfa, prom Argo z zadziwiająco archaicznym, kołowym pojazdem...

Znów się zgodzimy, o tyle, że sprawa jest dość delikatna. Mnie osobiście odpowiada tu podejście z AND, ale - jak napisałeś...
Picard:
temat uzbrojenia w Treku i jego relacji do innych filmów SF, to już temat na odrębną dyskusje...

ortkaj

ortkaj:
nie wiem czy było ....

Nie było. Miałem, co prawda przygotowany obrazek i link, i chciałem zrobić Wam niespodziankę wrzucając je dziś najpierw na main site, potem na forum (z komentarzem: "Znamy datę premiery - 8 lipca 2016."), ale wyprzedziłeś mnie.

http://trekmovie.com/2014/12/23/breaking-next-star -trek-film-set-for-july-8-2016/
Dlatego... będziesz robił za współautora tegoż newsa na stronie głównej.

MarcinK

MarcinK:
No co? W mundurze TNG nawet mu do twarzy:

W mundurze TNG, gdy dopasowany, każdy dobrze wygląda.
Mav
Użytkownik
#50 - Wysłana: 27 Gru 2014 01:59:54 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Czyli jednak jesteś nadal fanem.

Jasne, jednak Star Trek do dla mnie TNG, TOS i 6 pierwszych filmów z którymi spędziłem sporo czasu w dzieciństwie i wiele lat później, gdy przypominałem je sobie jako dorosły z wielkim ładunkiem sentymentalnym Dziś jednak Trek nie jest dla mnie materiałem na porządne SF.

Q__:
Ja wiem czy aż tak dużych? Wystarczyłoby AND nakręcone w avataropodobnym standardzie.

AND mimo wszystko dla większości fanów nie ma nic wspólnego z Trekiem.

Q__:
Nie zgodzę się, że należy się z tym godzić

Możemy się na to nie godzić, ale co z tego, skoro rzeczywistość jest taka jaka jest.

Q__:
Ależ istnieje. Fazer jest na tyle uniwersalny, że przeciążając go można się nim posłużyć w roli granatu lub bomby zegarowej. Pokazał to jeszcze TOS.

To jest bardziej jakaś tam opcja awaryjna, nic więcej. Wyrzucanie broni nie jest zbyt rozsądne

Q__:
Zaraz... Drony i satelity przy znanej potędze sensorów? Nie będzie to anachronizm?

Drony bojowe są jak najbardziej sensowne, te zwiadowcze może i faktycznie przy trekowych sensorach wydają się zbyteczne, ale to tylko złudzenie, bo przecież drony z potężnymi sensorami wysłane daleko od okrętu bardzo rozszerzyłyby zasięg sensorów, prawda? I tym sposobem Enterprise dużo wcześniej wykryłby jakiś okręt, a tamten okręt wykryłby tylko drona zwiadowczego, a więc Enterprise zyskałby dużą przewagę.

Q__:
A fazer jest bronią inteligentną - rzuć okiem na filmik, który TU linkowalem (na samym dole posta), od 12 minuty:

To, że można strzelać szeroką wiązką raczej nie jest niczym wyjątkowym, to taka jakby fazerowa wersja shotguna
Q__
Moderator
#51 - Wysłana: 27 Gru 2014 07:07:48 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
AND mimo wszystko dla większości fanów nie ma nic wspólnego z Trekiem.

Zgoda, chodzi mi jednak o to, że wystarczy użycie tej samej metody przy lepszym budżecie, lepszych F/X i STAR TREK stojącym jak wół w czołówce.

Mav:
Wyrzucanie broni nie jest zbyt rozsądne

Myśl w kategoriach post scarcity - wystarczy zreplikować duużo fazerów przed walką.

Mav:
może i faktycznie przy trekowych sensorach wydają się zbyteczne, ale to tylko złudzenie, bo przecież drony z potężnymi sensorami wysłane daleko od okrętu bardzo rozszerzyłyby zasięg sensorów, prawda?

Ha! Jest lepiej niż myślisz! Z ekranu nie mówi się nam nic o mechanizmie działania sensorów i przyczynie ich cudownych osiągów, ale... jedyne znane wytłumaczenie podaje nowelizacja TMP (tak, sam Roddenberry!) i to co tam znajdziesz b. Cię ucieszy:

"Stacja ta, Epsilon Nine, wykryła klingońskie krążowniki na czas, aby zdalnie kierowane czujniki rozpoczęły skanowanie formacji. Kirk był zadowolony z faktu, iż Klingoni nie wiedzą, że są śledzeni i badani.
Skanery te służyć miały właśnie do zbierania informacji na temat nowo projektowanych klingońskich krążowników. Tym razem jednak odkryły coś o wiele ważniejszego."


"Obrazy, zebrane przez czujniki placówki dalekiego zasięgu i przekazane na Ziemię, były czyste i prawie doskonałe. Były również przerażające. Konsola holograficzna Kirka wydawała się poruszać w przestrzeni w samym środku formacji klingońskich krążowników."

Nie jest to jedyna metoda skanowania (wspomniane są również, używane w Warp, skanery nawigacyjne, wyraźnie zamontowane na statku, a nie bazujące na roju mikro- może nawet nano-dron), ale... znowu: wystarczy pamiętać o bogactwie wymyślonych lata temu możliwości, w tym wypadku...

Mav:
to taka jakby fazerowa wersja shotguna

Raczej jednak BFG*, skoro przy broniach z DOOMa jesteśmy. I wygląda na to, że fazer ma jednak jakiś rodzaj SI, który przy tym trybie strzelania namierza cele - fragmenty ściany widoczne pomiędzy przeciwnikami nie ucierpiały...

* http://doom.wikia.com/wiki/BFG9000
Mav
Użytkownik
#52 - Wysłana: 28 Gru 2014 00:52:54 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Zgoda, chodzi mi jednak o to, że wystarczy użycie tej samej metody przy lepszym budżecie, lepszych F/X i STAR TREK stojącym jak wół w czołówce.

Ja znowu przynudzę, ale jednak dla mnie to musiałby być naprawdę fundamentalne zmiany. Samo wepchnięcie kilku gadżetów, czy większe czoło Klingonów nie wystarczą


PS. Orci zdradził, że nie będzie miał nic wspólnego z nowym filmem. Jego scenariusz też idzie do kosza. Będzie nadal producentem, ale bez wpływu na film: http://www.filmweb.pl/news/Justin+Lin+pod%C4%85%C5 %BCy+drog%C4%85%2C+kt%C3%B3r%C4%85+nie+poszed%C5%8 2+wcze%C5%9Bniej+Roberto+Orci-108985

To chyba dobrze, bo pracował nad tym scenariuszem gdy reżyserem miał być jeszcze Abrams, więc wątpię, aby pisał nagle coś ambitnego, jak to niektórzy fani sugerowali upatrując szanse w tym, że sam został reżyserem.

Teraz pytanie, kto napisze scenariusz, który dostanie Justin Lin? Aczkolwiek jakiejś nadziei na coś lepszego nie ma, bo stanowisko wytwórni jest znane - ma to być wesoły blockbusterek w stylu komiksowych adaptacji, a nie SF.
Q__
Moderator
#53 - Wysłana: 28 Gru 2014 07:30:40
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Orci zdradził, że nie będzie miał nic wspólnego z nowym filmem. Jego scenariusz też idzie do kosza.

Plotki się potwierdzają...

Mav:
Będzie nadal producentem, ale bez wpływu na film

Puszczony drogą Roddenberry'ego i Pillera... W sumie zaszczyt go kopnął, poniekąd....

Mav:
Aczkolwiek jakiejś nadziei na coś lepszego nie ma, bo stanowisko wytwórni jest znane - ma to być wesoły blockbusterek w stylu komiksowych adaptacji, a nie SF.

Ba, spodziewam się, że będzie gorzej....
Mav
Użytkownik
#54 - Wysłana: 28 Gru 2014 13:48:28 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Ba, spodziewam się, że będzie gorzej....

Ja mam wręcz wrażenie, że fani pokroju Picarda jeszcze zatęsknią za Abramsem Bo można jego filmów nie lubić, bo były blockbusterami, bo były nastawione na nowego widza, ale jednak sporo czerpały ze starego Treka, czasem nieudolnie, czasem niepotrzebnie, ale jednak gdzieś jakoś się ze starymi fanami liczyły. Świadczy o tym choćby fakt, że w ID m.in. przez krytykę fanów trochę inaczej poprowadzono postać Kirka.

Teraz będzie Justin Lin zakochany w pozbawionych choć cienia realizmu i sensu sekwencji akcji oraz scenarzysta, który dostanie zlecenie na napisanie wesołego, familijnego blockubstera w klimacie 'Strażników Galaktyki".
Picard
Użytkownik
#55 - Wysłana: 28 Gru 2014 14:55:26 - Edytowany przez: Picard
Odpowiedz 
Q__:
Przyznaj jednak w końcu, że zrealizowany lepiej od NEM, mimo wszystko

No, nie jest. Chyba, że ktoś lubi lens flares, shaky cam czy zbliżeń na twarze postaci. . De facto, o to kadr z nowych Gwiezdnych wojen w reżyseri Abramsa - Maybe, lens flares be with you:
http://i.imgur.com/gtBUWmV.jpg

Q__:
Paramount od lat lobotomizuje Treka wbijając skalpel coraz głębiej).
Pozostaje wierzyć, że kiedy Hollywood wylezie w końcu - za dekadę czy dekad parę - z intelektualnego dołka,, nie zapomni i o ST.

Pewnie jest w tym sporo racji. Ale ostatecznie winni są widzowie, bo wytwórnia produkuje takie filmy, jakie ludzie zwyczajnie chcą zobaczyć - gdyby nie było by zapotrzebowania na durne filmy, to nie powstawały by one jak grzyby po deszczu. Więc ostatecznie przyszłość Hollywood jest w rękach widzów - w tym również w naszych -, trzeba głosować portfelem!

Q__:
Mam znów pojechać listą odcinków i scen? Jak wrócę ze świątecznego wyjazdu - czemu nie...
Ale skupmy się na tym co napisałeś: nie stanowiły one wyznacznika tego czym jest ST. W Kelvin sequence też - mimo wszystko - nie stanowią.

Możesz. Tylko ja tak jak dawniej nie widzę sensu na odpowiadanie na post, gdzie wyjęte z kontekstu pojedyncze sceny, zestawione są z filmem Abramsa, który w całości składa się z bzdurnych scen, obliczonych tylko na wyzwolenie w widzu najbardziej prymitywnych emocji. A co do Kelvina... tak, te sceny stanowią o charakterze tej sekwencji: to wyłącznie melodramat, który gra na uczuciach widza, po to by zachęcić go do dalszego oglądania, a nie dlatego, że chce go skłonić do jakichkolwiek przemyśleń.

Q__:
Świetnie, tylko zauważ jak kapitanowie GF są wyszkoleni - Picard jest dyplomatą pokonującym naprawdę twardych przeciwników samymi słowami, Kirk umiał rozwiązać nieprzezwyciężone dylematy innych cywilizacji (co wskazuje na absolutną biegłość w socjologii i politologii). Może więc Robau, biegły był na tyle w psychologii - minimum w jej podstawach - że ocenił z kim ma do czynienia i raczej żywy nie wróci?

Kolejne przypuszczenie, czysta spekulacja. Sądząc po poziomie jakim charakteryzują się absolwenci Akademii Gwiezdnej Floty, w Abramsverse, nie zakładał bym się wcale o to, że Robau musiał być bystry i wszechstronnie wykształcony. Popatrz kogo do tej Akademii przyjmują: młodego gniewnego, który miał zatargi z prawem i psychopatycznego pół-Wulkana , który niemal zawsze traci nad sobą panowanie w podbramkowych sytuacjach. A na dowódców okrętów flagowych wybiera się nie opierzonych kadetów, którzy jeszcze nie dawno byli zawieszeni w prawach studenta... Sorry, ale to nie wystawia zbyt pochlebnego świadectwa tej nowej Flocie i podważa wiarygodność twojej tezy, mówiącej o tym, że kapitan GF musi prezentować sobą wysoki poziom.

Q__:
Ale... tak naprawdę cały mój powyższy wywód nie jest nawet potrzebny. Zważywszy na to, że Nero najpierw strzela - i to nie by obezwładnić, co zwykle w Treku widzieliśmy, lecz by pozabijać (pamiętasz załogantkę wyssaną w Próżnię?) - potem zadaje pytania, a jego sposób rozmowy (to "Hi, Christopher"), nawet z poprawką na międzykulturowe różnice, wydaje się być - co najmniej - dziwny. Robau dobrze wiedział z kim ma do czynienia (i, że może się spodziewać najgorszego).

Wyssała w próżnie jedną osobę... słownie; jedną z ośmiuset! To całkiem oczywiste, że Nero chciał uśmiercić całą załogę, skoro zabił tą jedną bidulkę! Nie, tak, iż była ona, przypadkową ofiarą, o nie - specjalnie pseudo-Romulanie, wyniuchali jej pozycje i nakierowali na nią działa! . Bo, wiesz nie ma bardziej efektywnych sposobów na zabicie całej załogi niż wystrzeliwanie dziur w pancerzu i wysysanie załogantów pojedynczo w kosmos... .

Q__:
Dobra, dobra... Łatwo Ci się go ocenia bezpiecznie w domciu przed komputerem. Znajdź się w jego sytuacji - czego Ci zresztą nie życzę - i trwaj do końca na stanowisku z kamienną twarzą, nie wpadaj w panikę i rób co logika nakazuje, choćby nawet nakręcany silną miłością do żony i synka...

Wciąż nie łapiesz, o to właśnie chodzi: ON NIE MIAŁ WYJŚCIA! Ja na jego miejscu też bym nie miał - jeśli był bym uwięziony na okręcie, lecącym kursem kolizyjnym z innym okrętem, i nie miał bym możliwości ucieczki z pokładu, wówczas mój los był by przesądzony. To nie czyniło by ze mnie bohatera, bo nie miałem wyboru pomiędzy ocaleniem innych a poświęceniem siebie;jedyną alternatywą dla staranowania okrętu było umrzeć wraz z resztą załogi. Co, to za wybór, co to za bohaterstwo?

Q__:
(BTW. zauważ, że George mógł posłać na śmierć jakiegoś redshirta, każąc to jemu zostać za sterem. Poszedł sam.)

Bo myślał, że się ewakuuje na czas.

Q__:
Czasami tak. Ale akurat ta scena w dużym stopniu broni się sama.

agree to disagree

Q__:
Zgoda. "Goldeneye" na swoim - komiksowym - poziomie był znakomity.

I od Bonda niczego więcej nie oczekuje. Trek, to jednak całkiem inna bajka.

Q__:
Przy pojmowaniu kanonu jako spójnej wizji zasad/ideałów zgodzimy się. (Acz nie zgodzimy, że u Abramsa całkiem nic z tego nie zostało.)

Pewnie się nie zgodzimy, bo ty lubisz nad interpretować.

Q__:
Jeśli natomiast jako kanon mamy pojmować pewną sztywną continuity pozostaniemy w rozbieżności zdań. Przy czym, mam po swojej stronie słowa D.C. Fontany (którymi broniła swojej wizji śmierci Chekova w jednym z odcinków NV, choć - jak wiemy - Chekov pojawia się już w następnym tegoż NV epizodzie, że o filmach nie wspomnę; podobnie ginie i pojawia się TOSowy Leslie i jeden z mostkowych w ST VI/VOY "Flashback").

Nie, lubię takiego chaosu. Jakaś continuity musi być, bo ona wiąże się z konsekwencjami. W zasadzie to jest jedno z moich głównych zastrzeżeń pod adresem Abramsa: brak konsekwencji; bohaterowie zawsze wyjdą z tarapatów obronną ręką, bo tak stało w scenariuszu, nawet śmierć nie jest dla nich przeszkodą, bo scenarzyści dadzą im pod nosek wygodny plot device, który czyni z nich potomków Łazarza. Sorry, ale jeśl iw jednym odcinku jakaś postać umiera, w dramatycznych okolicznościach, a w następnym jest cała i żywa, to jak mam być emocjonalnie zaangażowany w losy tejże postaci, skoro nic co jej się przytrafia nie będzie miało żadnych następstw?

Q__:
Rocket, akurat, jest świetny. I lepiej z nim nie zaczynaj

Sorry, nie przekonałeś mnie. Koncept na gadającego szopa - i na gadające drzewo zresztą też - jest wciąż mocno kretyński. To nie kreskówka.

Q__:
Pisałem zresztą z uznaniem o filmowej robocie Singera:

Przeczytam z przyjemnością.
Q__
Moderator
#56 - Wysłana: 28 Gru 2014 19:01:12 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
ale jednak sporo czerpały ze starego Treka, czasem nieudolnie, czasem niepotrzebnie, ale jednak gdzieś jakoś się ze starymi fanami liczyły. Świadczy o tym choćby fakt, że w ID m.in. przez krytykę fanów trochę inaczej poprowadzono postać Kirka.

Zgadzam się z tym. U Abramsa coś tam jeszcze przetrwało ze starego Treka (dość by się to dało nawet rozdmuchać to tak, jak zrobili to np. twórcy Axanaru).

Mav:
Teraz będzie Justin Lin zakochany w pozbawionych choć cienia realizmu i sensu sekwencji akcji oraz scenarzysta, który dostanie zlecenie na napisanie wesołego, familijnego blockubstera w klimacie 'Strażników Galaktyki".

Mam dokładnie te same obawy. I winić mogę tylko decydentów Paramountu (tak samo zresztą jak i za to co złe było za czasów Bermana i Abramsa).

Picard

Picard:
No, nie jest.

Rozumiem... Poziom efektów specjalnych, brak arcytandetnej charakteryzacji (na kimś więcej niż Keenser), kostiumy wybitnego twórcy, znacznie lepsze scenografie - to wszystko parametry pomijalne.

Picard:
filmem Abramsa, który w całości składa się z bzdurnych scen, obliczonych tylko na wyzwolenie w widzu najbardziej prymitywnych emocji

Że nie w całości to już Ci kiedyś udowodniłem. (Mogę się zgodzić, że dostaliśmy u Abramsa mniej sensu niż bym chciał, ale nie popadajmy w demagogię.)

Picard:
Kolejne przypuszczenie, czysta spekulacja. Sądząc po poziomie jakim charakteryzują się absolwenci Akademii Gwiezdnej Floty, w Abramsverse, nie zakładał bym się wcale o to, że Robau musiał być bystry i wszechstronnie wykształcony.

Znów nietrafiony argument. Robau - do momentu wyłonienia się Narady - jest częścią wspólną starej i nowej linii czasu. Cokolwiek wydarzyło się potem w zakresie sugerowanego przez Ciebie spadku poziomu Akademii GF czasów jego młodości nie dotyczy.

Picard:
Wyssała w próżnie jedną osobę... słownie; jedną z ośmiuset! To całkiem oczywiste, że Nero chciał uśmiercić całą załogę, skoro zabił tą jedną bidulkę! Nie, tak, iż była ona, przypadkową ofiarą, o nie - specjalnie pseudo-Romulanie, wyniuchali jej pozycje i nakierowali na nią działa! . Bo, wiesz nie ma bardziej efektywnych sposobów na zabicie całej załogi niż wystrzeliwanie dziur w pancerzu i wysysanie załogantów pojedynczo w kosmos... .

Nie o to chodzi. Widzieliśmy w Treku nie raz, że chcąc spokojnie porozmawiać z kimś agresywnie nastawionym rozbrajało się jego statek i uszkadzało napęd (co zwykle nie pociągało za sobą ofiar wśród załogi).
Nero ewidentnie zaczyna od bezsensownej agresji (ostrzał powodujący wyrywanie dziur w kadłubie) pociągającej za sobą śmiertelne ofiary. To naprawdę jasno go określiło na starcie.

Picard:
Wciąż nie łapiesz, o to właśnie chodzi: ON NIE MIAŁ WYJŚCIA! Ja na jego miejscu też bym nie miał - jeśli był bym uwięziony na okręcie, lecącym kursem kolizyjnym z innym okrętem, i nie miał bym możliwości ucieczki z pokładu, wówczas mój los był by przesądzony. To nie czyniło by ze mnie bohatera, bo nie miałem wyboru pomiędzy ocaleniem innych a poświęceniem siebie;jedyną alternatywą dla staranowania okrętu było umrzeć wraz z resztą załogi. Co, to za wybór, co to za bohaterstwo?

Wyborem jest choćby to jak przyjmiesz los tego typu. Gdyby nie był bohaterem to by mógł reagować np. TAK:
http://www.youtube.com/watch?v=EfkNvOOiZ_8
Albo - wcześniej - zamiast osłaniać odwrót pozostałym wskoczyć do pierwszego z brzegu promu licząc, że jakimś cudem akurat ten jego prom wydostanie się z pola bitwy.

Picard:
Bo myślał, że się ewakuuje na czas.

Nawet jeśli tak zakładał całkowitej pewności nie miał. Zwł, że kolejna salwa Narady mogla np. trafić w mostek.

Picard:
I od Bonda niczego więcej nie oczekuje.

Ja jednak nawet w wypadku Bonda oczekuję sporo...

Picard:
bo ty lubisz nad interpretować

Nie, bo ja nie jestem ślepy na niuanse.

Picard:
Sorry, ale jeśl iw jednym odcinku jakaś postać umiera, w dramatycznych okolicznościach, a w następnym jest cała i żywa, to jak mam być emocjonalnie zaangażowany w losy tejże postaci, skoro nic co jej się przytrafia nie będzie miało żadnych następstw?

To nie jest brak następstw, bo nie jest to ta sama postać, tylko jej wersja z sąsiedniego wszechświata...

Picard:
Sorry, nie przekonałeś mnie. Koncept na gadającego szopa - i na gadające drzewo zresztą też - jest wciąż mocno kretyński.

Mnie nawet bawił. Realizacja okazała się bowiem lepsza od samego konceptu.

Picard:
Przeczytam z przyjemnością.

Ja nawet z przyjemnością zabrałem ze sobą X-Men 2 na pendrive'ie na wyjazd.
Picard
Użytkownik
#57 - Wysłana: 28 Gru 2014 20:22:48
Odpowiedz 
Q__:
Rozumiem... Poziom efektów specjalnych, brak arcytandetnej charakteryzacji (na kimś więcej niż Keenser), kostiumy wybitnego twórcy, znacznie lepsze scenografie - to wszystko parametry pomijalne.

Nie nie są. Przeciwnie Oscar za charakteryzacje - chodź te postaci wyglądają jak bohaterowie komiksu - im się należał. Ale pod względem reżyserii film jest, obiektywnie rzecz biorąc słaby. A to ostatecznie reżyser decyduje o tym jak dane elementy w filmie zostaną złączone w jedną spójną całość. A wybacz, ale Abrams jak do tej pory nie dał się poznać jako dobry reżyser - wspomniany przeze mnie Singer bije go na głowę. Także i Nemesis, pod względem reżyserii nie był zły.

Q__:
Że nie w całości to już Ci kiedyś udowodniłem. (Mogę się zgodzić, że dostaliśmy u Abramsa mniej sensu niż bym chciał, ale nie popadajmy w demagogię.)

Wybacz, ale nie, nie udowodniłeś, bo tego nie da się zrobi. Przynajmniej nie odnośnie filmu z 2009 roku, i nie opierając się na tym co pokazano na ekranie, a nie na nadinterpretacjach.

Q__:
Znów nietrafiony argument. Robau - do momentu wyłonienia się Narady - jest częścią wspólną starej i nowej linii czasu. Cokolwiek wydarzyło się potem w zakresie sugerowanego przez Ciebie spadku poziomu Akademii GF czasów jego młodości nie dotyczy.

Śmiem twierdzić, że Nero wylądował w całkiem innej linii czasu niż ta znana z TOS i późniejszych seriali. Dowody na poparcie tego twierdzenia: obecność rodzin na okrętach GF w czasach pre-TOS, podczas gdy pierwsze rodziny pojawiły się na statkach w czasach wczesnego TNG, złoga Kelvina liczyła 800 osób, podczas gdy oryginalny Enterprise NCC 1701 miał o połowę mniejszą załogę, kapitan Pike był staruszkiem, w odróżnieniu od postaci znanej z TOS, Delta Vega umiejscowiona była w innym zakątku wszechświata, Khan był biały itp. Sorry, ale tego nie da się zbyć milczeniem - wszechświat Kelvina, nie jest tym samym znanym z TOS i późniejszych seriali.

Q__:
Nie o to chodzi. Widzieliśmy w Treku nie raz, że chcąc spokojnie porozmawiać z kimś agresywnie nastawionym rozbrajało się jego statek i uszkadzało napęd (co zwykle nie pociągało za sobą ofiar wśród załogi).
Nero ewidentnie zaczyna od bezsensownej agresji (ostrzał powodujący wyrywanie dziur w kadłubie) pociągającej za sobą śmiertelne ofiary. To naprawdę jasno go określiło na starcie.

Jak powiedziałem; gdyby chciał po prostu zabić kapitana, to uczynił by to niszcząc dowodzony przez niego okręt. Nie było powodów ogłaszać zawieszenia broni i żądać wysłania kapitana, jeśli jedynym celem tej wizyty było by jego uśmiercenie. Więc Robau nie miał powodów by twierdzić, że zginie - co najwyżej mógł przypuszczać, że dostanie się do niewolo, z której nie powróci. Poziom agresji też mógł świadczyć o wielu rzeczach - o demonstracji siły, kiepskich komputerach celowniczych itp. ale nie o jednoznacznej chęci uśmiercenia załogi Kelvina - jeśli o to by chodziło, Nero zwyczajnie zniszczył by ten statek, bez zadawania sobie trudu rozmowy z dowódcą tej jednostki. Tak przynajmniej myślał bym na miejscu Robau.

Q__:
Wyborem jest choćby to jak przyjmiesz los tego typu. Gdyby nie był bohaterem to by mógł reagować np. TAK:
http://www.youtube.com/watch?v=EfkNvOOiZ_8
Albo - wcześniej - zamiast osłaniać odwrót pozostałym wskoczyć do pierwszego z brzegu promu licząc, że jakimś cudem akurat ten jego prom wydostanie się z pola bitwy.

Nie mógł uciec z pola bitwy - zdawał sobie z tego sprawę, stąd cały plan z wykorzystaniem Kelvina jako tarana. A co do sposobu w jaki zareagował na zbliżanie nieuchronnej śmierci... uciął sobie łzawą pogadankę z żoną. To świadczyło rzekomo o heroizmie?

Q__:
Nawet jeśli tak zakładał całkowitej pewności nie miał. Zwł, że kolejna salwa Narady mogla np. trafić w mostek.

Nie miał, ale nie czyni to z niego kamikaze - co najwyżej ryzykanta.

Q__:
Ja jednak nawet w wypadku Bonda oczekuję sporo...

Czemu to niby? To przecież tylko escapism fiction...

Q__:
Nie, bo ja nie jestem ślepy na niuanse.

Tłumacząc na mój język: lubię nad interpretować! Sorry, potrzebuje niezbitego dowodu, a nie stwierdzenia: jest tak jak mówię, bo ja tak mówię!

Q__:
To nie jest brak następstw, bo nie jest to ta sama postać, tylko jej wersja z sąsiedniego wszechświata...

Wciąż wydaje mi się to kiepska wymówka aby mieć ciastko i zjeść ciastko... A skoro to inny Chekov, to czemu miało by mi na nim zależeć, skoro de facto jest całkiem inną postacią?

Q__:
Mnie nawet bawił. Realizacja okazała się bowiem lepsza od samego konceptu.

Być może. Nie widziałem. Jednak wątpię by ta postać reprezentowała sobą coś więcej niż kreskówkowy humor.
Q__
Moderator
#58 - Wysłana: 28 Gru 2014 21:43:45 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Picard

Picard:
A to ostatecznie reżyser decyduje o tym jak dane elementy w filmie zostaną złączone w jedną spójną całość.

Picard:
Także i Nemesis, pod względem reżyserii nie był zły.

Czy te dwa zdania się aby nie wykluczają?

Picard:
wspomniany przeze mnie Singer bije go na głowę.

Tu akurat zgoda - Singer jest zdecydowanie lepszy.

(I też uważam, że powinien dostać możliwość kręcenia Treka...)

Picard:
Wybacz, ale nie, nie udowodniłeś, bo tego nie da się zrobi. Przynajmniej nie odnośnie filmu z 2009 roku, i nie opierając się na tym co pokazano na ekranie, a nie na nadinterpretacjach.

Taak? A pamiętasz wybór scen z "jedenastki", w których bohaterowie (Pike, neoSpock) wypowiadali się z sensem*? Zrobiłem kiedyś Takie na Twoją cześć... Do tego dochodzą jeszcze różne linie dialogowe z "dwunastki". Nawet jeśli nie oglądałeś filmu, to trailery pewnie znasz.

* Nie odniosłeś się doń, tak jak i do TEGO:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=5&topic=3235&page=3#msg250578
Za trudno było kontrargumentować?

Picard:
Dowody na poparcie tego twierdzenia: obecność rodzin na okrętach GF w czasach pre-TOS, podczas gdy pierwsze rodziny pojawiły się na statkach w czasach wczesnego TNG, złoga Kelvina liczyła 800 osób, podczas gdy oryginalny Enterprise NCC 1701 miał o połowę mniejszą załogę, kapitan Pike był staruszkiem, w odróżnieniu od postaci znanej z TOS, Delta Vega umiejscowiona była w innym zakątku wszechświata, Khan był biały itp. Sorry, ale tego nie da się zbyć milczeniem - wszechświat Kelvina, nie jest tym samym znanym z TOS i późniejszych seriali.

Rodziny? Winona była oficerem jak George.
Załoga? Kelvin był ogólnie spory na tle Constitutionów. Stare komórki też są ogromne na tle obecnych.
Khan? Według tego co napisał Orci w komiksach był poddany terapii genowej, by nie dało się go rozpoznać.
Delta Vega? Może być więcej ciał o tej nazwie...
Pike? Przypuszczam, że w oryginalnej linii czasu musiał podróżować z podświetlną i doświadczyć paradoksów einsteinowskich...

Picard:
Jak powiedziałem; gdyby chciał po prostu zabić kapitana, to uczynił by to niszcząc dowodzony przez niego okręt. Nie było powodów ogłaszać zawieszenia broni i żądać wysłania kapitana, jeśli jedynym celem tej wizyty było by jego uśmiercenie. Więc Robau nie miał powodów by twierdzić, że zginie - co najwyżej mógł przypuszczać, że dostanie się do niewolo, z której nie powróci. Poziom agresji też mógł świadczyć o wielu rzeczach - o demonstracji siły, kiepskich komputerach celowniczych itp. ale nie o jednoznacznej chęci uśmiercenia załogi Kelvina - jeśli o to by chodziło, Nero zwyczajnie zniszczył by ten statek, bez zadawania sobie trudu rozmowy z dowódcą tej jednostki. Tak przynajmniej myślał bym na miejscu Robau.

Nie zrozumiałeś zatem. Chodzi o to, że Nero dał się poznać jako niezrównoważony i nie liczący się z życiem innych, a to znaczy, że Robau mógł się po nim spodziewać dosłownie wszystkiego, a jednak poleciał się z nim spotkać.

Picard:
Nie mógł uciec z pola bitwy - zdawał sobie z tego sprawę, stąd cały plan z wykorzystaniem Kelvina jako tarana.

Mógł. Mógł zostawić za sterami redshirta, a sam rozsiąść się w promie. Mógł też ze strachu stracić rozum i starać się zwiać mimo wszystko.

Picard:
A co do sposobu w jaki zareagował na zbliżanie nieuchronnej śmierci... uciął sobie łzawą pogadankę z żoną. To świadczyło rzekomo o heroizmie?

Ja tam widzę trwanie do końca na posterunku.

Picard:
Nie miał, ale nie czyni to z niego kamikaze - co najwyżej ryzykanta.

Czyli jednak kogoś b. odważnego.

Picard:
Czemu to niby? To przecież tylko escapism fiction...

Bo tak. Bo uważam, że nawet rozrywka powinna mieć pewien poziom.

(I nie tylko: pewne obserwacje dotyczące polityki i działań wywiadów zawiera b. przytomne. Sam to zresztą zauważasz.)

Picard:
Tłumacząc na mój język: lubię nad interpretować! Sorry, potrzebuje niezbitego dowodu, a nie stwierdzenia: jest tak jak mówię, bo ja tak mówię!

No, niekoniecznie. Po prostu masz spory kłopot interpretacyjny ze wszystkim co nie zostaje wyłożone na poziomie oczywistości dostępnym nawet dla przedszkolaka... no, chyba, że akurat sam coś nadinterpretujesz pod wyjątkowo karkołomną tezę.

Picard:
Wciąż wydaje mi się to kiepska wymówka aby mieć ciastko i zjeść ciastko... A skoro to inny Chekov, to czemu miało by mi na nim zależeć, skoro de facto jest całkiem inną postacią?

A czemu ma Ci zależeć na starym Jake'u z "The Visitor", albo na Ressikanach z "The Inner Light"? Przecież oni też pojawiają się tylko na odcinek...

(A serio: większą sztuką jest przywiązać widza do postaci epizodycznej, niż powracającej. Zaś - kanoniczna! - zasada wszechświatów alternatywnych pozwala skończyć z "immunitetem" bohaterów głównych, co wyraźnie widać np. w "In a Mirror, Darkly".)

Picard:
Jednak wątpię by ta postać reprezentowała sobą coś więcej niż kreskówkowy humor.

Owszem, jest to postać humorystyczna. Czy kreskówkowa? To już zależy od tego jakie kreskówki mamy na myśli...*

* BTAS, GITS czy Evangelion - znacznie ambitniejsze niż postać Rocketa zresztą - też są animowane...
Poklok
Użytkownik
#59 - Wysłana: 28 Gru 2014 22:14:13 - Edytowany przez: Poklok
Odpowiedz 
Picard:
Także i Nemesis, pod względem reżyserii nie był zły.

Nie zgadzam się. Moim zdaniem reżyseria ostatecznie pogrąża Nemesis. Film ma scenariusz blockbustera - ma być akcja, napięcie, wybuchy, proste emocje. Owszem, jest to scenariusz zły i niewiele mający wspólnego z istotą treka, ale to samo można powiedzieć o połowie filmów z uniwersum. Bywały też i hollywoodzkie produkcje co najmniej równie głupie, które dawało się oglądać, kiedy człowiek miał ochotę na bezmyślną rozrywkę.


Nemesis oglądać z przyjemnością się nie da. Jest to twór pozbawiony całkowicie duszy i energii, golem Maharala miał w sobie więcej życia. W gruncie rzeczy jest to dzieło nieporównywalnie gorsze od słynnych abominacji w rodzaju "Planu 9 z kosmosu" czy nowszego "The Room", które przez swą karykaturalną nieudolność, połączoną z entuzjazmem i ambicjami nieświadomych bezmiaru własnego beztalencia twórców, zyskują przynajmniej niezaprzeczalny walor komiczny.


Nemesis jest tylko i wyłącznie potwornie, niewyobrażalnie nudne i w dużej mierze jest to wina reżysera. Baird dostał scenariusz filmu akcji, a nakręcił go tak, jakby pracował nad szkolnym teatrzykiem. Zabił wszelki dynamizm i napięcie w filmie, nie dając nic w zamian. Kompletnie zaprzepaszcza potencjalnie ciekawy wątek relacji Picard-Shinzon, nie trzyma tempa, katastrofalnie partaczy sceny akcji. Sorry, Picard, moja opinia o Abramsie jest, jaka jest, ale z czysto rzemieślniczego punktu widzenia bije Bairda na głowę.
Q__
Moderator
#60 - Wysłana: 29 Gru 2014 12:32:40 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Poklok

Poklok:
Kompletnie zaprzepaszcza potencjalnie ciekawy wątek relacji Picard-Shinzon, nie trzyma tempa, katastrofalnie partaczy sceny akcji.

A zwróciłeś uwagę (bo ja to właśnie, dopiero teraz, zauważyłem), jak bardzo trzy ostatnie filmy starego kanonu stanowią odbicie tego, co równolegle działo się w dziedzinie Trekowych seriali?
FC jest miejscami mroczne jak DS9, a i bohaterowie TNG się w nim raczej po DS9owsku zachowują (Picard jest agresywny i depresyjny jak Sisko, Troi pije jak Dax, Geordi jest naiwno-idealistyczny jak Bashir). INS to TNG-light z kupą paralogizmów i nieefektownymi F/X jak VOY (choć wypada od statystycznego poziomu VOY lepiej, bo jednak lepsi aktorzy, a i Frakes-w-roli-reżysera dokłada swoje). NEM wreszcie popełnia podobne błędy co ENT (jest równie nudne i rozwlekłe, mimo silenia się na przygodowe efekciarstwo, do tego bezmyślne mimo wprowadzania wątków w teoretycznie ambitnym, klasyczno-Trekowym stylu) i również zagrożenie nadchodzi tam z Romulusa...
 Strona:  ««  1  2  3  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek XI / Nie ma Orciego!

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!