USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek XI / Nie ma Orciego!
 Strona:  1  2  3  »» 
Autor Wiadomość
Picard
Użytkownik
#1 - Wysłana: 11 Gru 2014 23:20:20
Odpowiedz 
O radość nie pojęta, Orci opuszcza mnie - o Q wspomóż łaską, bym z radości nie popłakał się!

http://www.reactiongifs.us/wp-content/uploads/2013/08/picard_clapping.gif

I jak myślicie - co to oznacza dla przyszłości Star Treka? Ja mam nadzieje na coś mądrzejszego, spójniejszego i bardziej zgodnego z duchem prawdziwego ST, niż to miało miejsce do tej pory.
Q__
Moderator
#2 - Wysłana: 11 Gru 2014 23:23:40 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Picard:
I jak myślicie - co to oznacza dla przyszłości Star Treka?

Pisałem o tym gdzieś od tego momentu:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=11&topic=3520&page=7#msg285799
Ale dobra, niech będzie nowy topic.

Zacytuję sam siebie:

Orci był jednak Trekerem i w jakimś tam stopniu rozumiał ST (jako jedyny chyba z całej nowej ekipy). Odsunięcie go może nieść za sobą pozytywne skutki (bo jednak i on za to jak wyglądały "jedenastka" z "dwunastką" współodpowiada), ale może też oznaczać jeszcze mniej Treka w Treku. Znajdujemy się jednak w punkcie zwrotnym dziejow ST i jeszcze nie widać co z tego wyniknie. Nie jestem pewien czy koniecznie zmiana na lepsze... Oby nie doszło do sytuacji, w której zatęsknimy za Bermanem, zapłaczemy rzewnymi łzami za Bragą, a w Orcim zobaczymy niedoszłego zbawcę franczyzy, bo może - acz nie musi - to się skończyć i tak...

Szerzej dlaczego niedoszłego zbawcę:

to co Orci - według pogłosek, które przytaczałem - miał przygotować w roli scenariusza, to było jawne przyznanie się do tego, że pomysł z Abramsverse jest klapą, a zarazem fundnięcie widowni czegoś pomiędzy ENT "These Are the Voyages..." (czyli poniekąd unieważnienia czegoś, co się przez parę lat tej widowni serwowało), a GEN (czyli waleniem fanwanku na kupy w intencji zdobycia miłości zagorzałych), co samo w sobie prowadziło do powstania raczej kiepskiego filmu (takiej zapchajdziury a'la ST III), ale dawało nadzieję na docelowy powrót do sprawdzonej konfiguracji.
Paramount - zdaje się - na to nie poszedł.
Mav
Użytkownik
#3 - Wysłana: 11 Gru 2014 23:30:59
Odpowiedz 
Picard:
I jak myślicie - co to oznacza dla przyszłości Star Treka? Ja mam nadzieje na coś mądrzejszego, spójniejszego i bardziej zgodnego z duchem prawdziwego ST, niż to miało miejsce do tej pory.

Nic nie oznacza. Trek w obecnej, przestarzałej formule nie nadaje się na ambitne SF. Dla Hollywood jest to w tej chwili marka siedząca na jednej ławce z komiksowymi ekranizacjami typu Transformers czy wszelkie X-Men'y, Avengers itd.

Star Trek będzie nadal efektownym blockbusterem z zabawnymi kosmitami, laserami i kosmicznymi przygodami z ratowaniem galaktyki włącznie, bo tylko do tego się współcześnie nadaje.

Dlatego Twoje oklaskiwanie odsunięcia Orciego jest przedwczesną radością.
Toudi
Użytkownik
#4 - Wysłana: 12 Gru 2014 00:07:57
Odpowiedz 
Picard, co sądzę o wywaleniu Orciego?

Jeśli to prawda, że wyleciał za próbę skasowania wizji JJA, poprzez naprawienie linii czasowej, to jestem przerażony. Bo wywalenie za pomoc w ST11 i ST12 mu się należało. Ale jeśli on był ostatnią nadzieją biał... trekerów, to mamy problem.
Picard
Użytkownik
#5 - Wysłana: 12 Gru 2014 00:28:11
Odpowiedz 
Q__:
Orci był jednak Trekerem i w jakimś tam stopniu rozumiał ST (jako jedyny chyba z całej nowej ekipy). Odsunięcie go może nieść za sobą pozytywne skutki (bo jednak i on za to jak wyglądały "jedenastka" z "dwunastką" współodpowiada), ale może też oznaczać jeszcze mniej Treka w Treku. Znajdujemy się jednak w punkcie zwrotnym dziejow ST i jeszcze nie widać co z tego wyniknie. Nie jestem pewien czy koniecznie zmiana na lepsze... Oby nie doszło do sytuacji, w której zatęsknimy za Bermanem, zapłaczemy rzewnymi łzami za Bragą, a w Orcim zobaczymy niedoszłego zbawcę franczyzy, bo może - acz nie musi - to się skończyć i tak...

Mniej Treka w Treku to już być nie może. Chyba, że za te trekowe elementy uważasz kopiowanie fabuły poprzednich filmów: Nemesis, TWOK - czy wszechobecne: easter eggs: stary Nimoy, Sulu biegający z mieczem, orionka, Delta Vega, Kobayashi maru itp. Te elementy nie miały nic wspólnego z ,,fabułą" i gdyby je usunąć, film pozostał by bez zmian.

I taki jest - chyba nie tylko mój - problem z całą koncepcją rebootu: utwory zaliczane do tej kategorii można nazwać jednym słowem: nijakie. Istnieją obecnie dwie szkoły rebootu: jedna to tzw. wersja, która jest gritty and realistic - od nowej BSG i nowego Batmana się zaczęło, a rozprzestrzeniło się na nowego Bonda, Tomb Ridera, Spider-mana, a nawet Supermana... Drugą wersją jest właśnie bzdurny i wtórny blockbuster: tu należało by zaliczyć nowe Treki, nowy Park Jurajski, nowego Robocopa, kolejnego już Terminatora itp. W tych pierwszych chodzi o mrok i pseudo-realizm, w drugim o jak największą rozrywkowość i komiksowość. Obie wersje łączy to, że trzymają się formułki, którą zastosować można do każdego utworu - wszystko da się przerobić tak żeby było ,,mroczniejsze" i wszystko da się sprowadzić do postaci efektownej, acz głupiej bajki dla nastolatków - kategoria wiekowa
PG 13. W ten sposób wszystkie wymienione utwory tracą jakąkolwiek, odrębną tożsamość, stając się odtwórczymi kalkami, bezmyślnie powielającymi formułkę i nic nie mającymi wspólnego z pierwowzorem. W ten sposób zabija się oryginalność i kreatywność. Zobaczymy czy w przypadku Treka, sytuacja ta zmieni się po odejściu Orciego...

Mav:
rek w obecnej, przestarzałej formule nie nadaje się na ambitne SF.

Co masz na myśli pisząc o przestarzałej formule?

Mav:
Star Trek będzie nadal efektownym blockbusterem

Może... Pytanie tylko brzmi: czy nie ma czegoś takiego jak odrobinę choćby, bardziej ambitny blockbuster, niż to co serwowali nam Abrams i spółka?

Mav:
Dlatego Twoje oklaskiwanie odsunięcia Orciego jest przedwczesną radością.

Wiesz, po raz pierwszy poczułem względem Treka coś czego nie czułem od czasu gdy po raz pierwszy zobaczyłem nieszczęsny zwiastun do $tar trek 2009... poczułem nadzieje na lepsze jutro. Wiem, że nadzieja jest matką głupców, ale matki przecież kochają swoje dzieci!
Q__
Moderator
#6 - Wysłana: 12 Gru 2014 00:48:47 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Toudi

Toudi:
Jeśli to prawda, że wyleciał za próbę skasowania wizji JJA, poprzez naprawienie linii czasowej, to jestem przerażony. Bo wywalenie za pomoc w ST11 i ST12 mu się należało. Ale jeśli on był ostatnią nadzieją biał... trekerów, to mamy problem.



Picard

Picard:
Mniej Treka w Treku to już być nie może.

Może - wyobraź sobie (a nie, nie oglądałeś) "dwunastkę" bez wszystkich tych onelinerów udających dialogi/monologi w starym stylu i galowych mundurów nawiązujacych do TMP, i "jedenastkę" bez Kelvin sequence, bez Robau i bez Pike'a...
Ja potrafię to sobie wyobrazić i dlatego kiwam (emoticonową) głową po zacytowanym zdaniu Toudiiego.

Picard:
wszystko da się przerobić tak żeby było ,,mroczniejsze"

Z tym, że akurat do Batmana (takiego jakim widzieli go Kane z Fingerem, Miller i Moore) i Bonda (takiego jakim go opisał Fleming i takiego jakim był w pierwszych filmach z Connerym) to świetnie pasuje. A znów w nBSG oznaczało to, co prawda, prawie całkowite zerwanie z oryginałem, ale prowadziło do zastąpienia dość urokliwej, lecz płaskiej i wyglądającej na wtórną, bajki jednym sezonem dość solidnego SF (potem było już gorzej)...

Inna sprawa, że przerabianie w ten sposób historii, które się do tego niezbyt nadają daje dość żałosne efekty (NEM też się tu chyba usiłował kwalifikować). Wygląda to zresztą trochę teraz tak, że jak coś było mroczne (RoboCop, Terminator) to usiłuje się to forsownie przerobić na pogodne i na odwrót (TNG->FC, Superman), bo chyba brak pomysłów na sensowniejsze, bardziej subtelne, rozdania.

Picard:
Istnieją obecnie dwie szkoły rebootu: jedna to tzw. wersja, która jest gritty and realistic - od nowej BSG i nowego Batmana się zaczęło, a rozprzestrzeniło się na nowego Bonda, Tomb Ridera, Spider-mana, a nawet Supermana... Drugą wersją jest właśnie bzdurny i wtórny blockbuster: tu należało by zaliczyć nowe Treki, nowy Park Jurajski, nowego Robocopa, kolejnego już Terminatora itp. W tych pierwszych chodzi o mrok i pseudo-realizm, w drugim o jak największą rozrywkowość i komiksowość.

A zauważmy, że była jeszcze szkoła trzecia, w dodatku czysto Trekowa - zrobić to samo, ale mądrzej (TMP i TNG się kłaniają).

Prototypy reBootu mrocznego i rozrywkowego też zresztą znajdziemy w ST, choć zostały zamaskowane jako kontynuacje (są to - odpowiednio, DS9 i TWoK... choć do definicji efektownej, acz głupiej bajki dla nastolatków znacznie bardziej pasowałby ENT... gdyby tylko... był efektowny).

Picard:
Co masz na myśli pisząc o przestarzałej formule?

To, że kanon ST nie dość, że obrósł bzdurami (tradycja każe winić za to zwłaszcza VOY - wiadomo, voyageryzmy, ale od początku TOS się trafiały), to jeszcze nawet tam gdzie byl sensowną SF zdążył się często postarzeć (jak nie od strony naukowej, to wizualnej)...

Picard:
Wiesz, po raz pierwszy poczułem względem Treka coś czego nie czułem od czasu gdy po raz pierwszy zobaczyłem nieszczęsny zwiastun do $tar trek 2009... poczułem nadzieje na lepsze jutro.

Ja nie. Chciałbym wierzyć, że Paramount nagle zmądrzeje na tyle, by zatrudnić Duncana Jonesa czy nawet braci Nolanów (sądzę, że historia zapamięta jednak "Interstellar" jako wtórny gniot, jeśli zapamięta w ogóle, ale jest to jednak gniot bliższy temu co ceniliśmy ongiś w TNG niż wszelkie produkcje Abramsa i - na tle tego co powstaje równolegle doń - naprawdę wartościowy), ale... nie wierzę... nie mam podstaw*.

* Spójrzmy na obecne produkcje Paramountu i zapłaczmy: Transformers, G.I. Joe, TMNT-w-wydaniu-Bay'a, najnowszy Terminator (którego zwiastuny oglądając nie wiadomo: śmiać się czy płakać) i czwarty Indiana Jones, najgorszy z serii...
Spójrzmy też na konsekwentne psucie Treka z woli wytwórni.
Picard
Użytkownik
#7 - Wysłana: 12 Gru 2014 01:20:34 - Edytowany przez: Picard
Odpowiedz 
Q__:
Kelvin sequence

Która nie ma ma nic wspólnego z Trekiem, tylko z blockbusterem poszytym tanim melodramatem. Kiedyś pisałeś mi co Ty w tej sekwencji widzisz - mógł byś swoje argumenty powtórzyć, bo ja za licho nie wiem co Ty w niej wartościowego dostrzegasz?

Q__:
Może - wyobraź sobie (a nie, nie oglądałeś) "dwunastkę" bez wszystkich tych onelinerów udających dialogi/monologi w starym stylu i galowych mundurów nawiązujacych do TMP

Nie widziałem, więc się nie wypowiem. Z tego co napisałeś, wnioskuje jednak, że są to czysto powierzchowne elementy.

Q__:
Z tym, że akurat do Batmana (takiego jakim widzieli go Kane z Fingerem, Miller i Moore) i Bonda (takiego jakim go opisał Fleming i takiego jakim był w pierwszych filmach z Connerym) to świetnie pasuje

Co do do Batmana to się zgodzę. Co do Bonda już nie koniecznie - to zależy od powieści; w niektórych autor nie podchodził do tematu śmiertelnie poważnie. Takie podejście właściwie zauważyłem jedynie w książkowej Casino royale. Ale mnie rozchodzi się głównie o to, że przerabianie utworów popkultury na jedną, góra dwie modły po prostu prowadzi do zubożenia tejże popkultury; do zaniku oryginalności i odrębności poszczególnych franczyz. Po prostu bierze się na warsztat dany utwór, który kiedyś był popularny, podpasuje się go pod z góry opracowaną formułkę, która w danej chwili się sprzedaje i voilà! Nie trzeba myśleć i się wysilać. I uważam, że taki był problem, jednak chyba potwierdzonej klęski Abramsverse; nie było na niego pomysłu, poza podstawowym konceptem rozpoczęcia od nowa i pokazania młodzików ratujących Federacje, przed wielkim, złym kimś tam.

Q__:
Inna sprawa, że przerabianie w ten sposób historii, które się do tego niezbyt nadają daje dość żałosne efekty (NEM też się tu chyba usiłował kwalifikować). Wygląda to zresztą trochę teraz tak, że jak coś było mroczne (RoboCop, Terminator) to usiłuje się to forsownie przerobić na pogodne i na odwrót (TNG, Superman).

W dodatku kręcenie ,,realistycznych" i ,,mrocznych" rebootów, daje czasami niezamierzenie komiczne rezultaty. Powiedzmy np. pierwsza grywalna sekwencja ze wspomnianego zrebootowanego Tomb Ridera nieodparcie przywodzi mi na myśl Mrocznego rycerza ze skeczu Monty Python's- tylko, że traktowana śmiertelnie poważnie. Bo panienka, dowodzi, że przebicie na wylot żołądka metalowym prętem to tylko rana powierzchowna... I jak to można traktować poważnie?

Q__:
A zauważmy, że była jeszcze szkoła trzecia, w dodatku czysto Trekowa - zrobić to samo, ale mądrzej (TMP i TNG się kłaniają).

Prototypy reBootu mrocznego i rozrywkowego też zresztą znajdziemy w ST, choć zostały zamaskowane jako kontynuacje (są to - odpowiednio, DS9 i TWoK... choć do definicji efektownej, acz głupiej bajki dla nastolatków pasowałby bardziej ENT... gdyby tylko... był efektowny

Nie zgodzę się. To akurat były kontynuacje, realizowane w nieco zmienionej konwencji. A były kontynuacjami bo nie tylko odnotowywały istnienie swoich poprzedników, ale też działy się w tym samym co one świecie i były ich duchowymi następcami.
Queerbot
Użytkownik
#8 - Wysłana: 12 Gru 2014 02:40:22 - Edytowany przez: Queerbot
Odpowiedz 
To, że nie ma Orciego nie ma żadnego znaczenia.

Nieistotne jest zarówno czy Orci był klonem JJa, czy też ostatnim obrońcą Treka, który chciał ratować straconą linię czasową i reanimować uniwersum z delirium neo-Kirka.

Film nie jest naczyniem, w którym substancja o nazwie Star Trek zachowuje swój stan skupienia. Dla Treka istnieje tylko jeden możliwy format - serial telewizyjny. Żaden film trekowy nie jest dobry. TMP to nie żaden Trek tylko jakieś new age wibbily wobbly timey wimey albo "Odmienne stany świadomości w kosmosie"; powszechnie lubiany TWoK to parodia Rambo, a o reszcie filmów nawet nie wspomnę, bo zarówno te ze starą załogą, TNG jak i nowo-starą załogą są nieistotne i nic się z nich nie pamięta. Myśląc TOS ma się przed oczami walkę z Gornem albo Tribble a nie jakieś wieloryby czy łysą babę. Jak myślę "TNG", to nie mam przed oczami Szynzona, Ba'ku ani Argo tylko siedzenie w kantynie, siedzenie w maszynowni, siedzenie na mostku i siedzenie w sali konferencyjnej i gadanie o różnych przygodach.

Star Trek w formacie kinowym w ogóle się nie sprawdza i nie wiem czyje głupie ambicje ciągle pchają Treka w tę nieudającą się koleinę. Jeżeli filmy - to telewizyjne, będące rozwinięciem serialu, jak to miało miejsce w B5 albo nBSG. Tam filmy sprawdziły się świetnie i nie były idiotycznymi "klapami akcji", jak to ma miejsce w Treku. 2 godzinny film w uniwersum Treka nie może być ciekawy, ponieważ jego fabuła jest do bólu przewidywalna - ratowanie Ziemi albo wszechświata przez załogę konkretnego statku.

Czy to będzie Orci, George Lucas, Czarek Mończyk, czy Srul Szapiro - niczego to nie zmieni, bo tylko serial jest w stanie wydobyć z Treka jego "trekowość" i zabezpieczyć przed popadnięciem w tanie efekciarstwo, które jest udziałem wszystkich filmów trekowych (które swoją drogą wszystkie są beznadziejne).
Q__
Moderator
#9 - Wysłana: 12 Gru 2014 09:41:46 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Picard

Picard:
Która nie ma ma nic wspólnego z Trekiem, tylko z blockbusterem poszytym tanim melodramatem

Nie zgodzę się z tym - Trek, zanim skostniał pod rządami B&B, sięgał po różne poetyki.

Picard:
Kiedyś pisałeś mi co Ty w tej sekwencji widzisz - mógł byś swoje argumenty powtórzyć, bo ja za licho nie wiem co Ty w niej wartościowego dostrzegasz?

Ok. Poza relatywnie niezłym - mimo generalnej słuszności zarzutów, które postawił Toudi - rzemiosłem reżyserskim, znajduję tam jeszcze studium bohaterstwa oficerów GF wymowniejsze przez swą oszczędność niż niektóre wcześniejsze przegadane sceny (linkowałem kiedyś w roli kontrprzykładu rozwlekłą, pełną ględzenia, scenę z Archerem przekonanym, ze idzie na śmierć jak Robau, która miała wzruszać, a tylko nudziła) oraz - ledwo zarysowaną, a jednak zapadającą w pamięć - nową epokę w chronologii ST.

Picard:
Z tego co napisałeś, wnioskuje jednak, że są to czysto powierzchowne elementy.

W zasadzie tak, a jednak taka jest siła klasycznego Treka i słabość blockbusterowej sieczki, że bardziej wbijają się w pamięć niż dłuższe od nich sceny akcji.
W efekcie - w odbiorze widza - ma strukturę podobną do takiej oto piosenki z kabaretu Olgi Lipińskiej, też przeplatającej wysokie/pozór wysokiego z niskim:
http://www.youtube.com/watch?v=2zhB-o1NOxk
A jednak... cieszę się, że choć tyle z Trekowej klasyki tam ocalało. Bodaj nawet więcej niż w "jedenastce"...

Picard:
Co do Bonda już nie koniecznie - to zależy od powieści; w niektórych autor nie podchodził do tematu śmiertelnie poważnie. Takie podejście właściwie zauważyłem jedynie w książkowej Casino royale.

Ok, przyznasz jednak, ze filmowe "CR" bliższe było tamtego klasycznego ujęcia niż to co proponowały filmy z Moorem (zwłaszcza późnym) czy - będącym, jak na ironię, znakomitym Bondem wetkniętym w kiepskie scenariusze - Brosnanem.

Picard:
Ale mnie rozchodzi się głównie o to, że przerabianie utworów popkultury na jedną, góra dwie modły po prostu prowadzi do zubożenia tejże popkultury; do zaniku oryginalności i odrębności poszczególnych franczyz. Po prostu bierze się na warsztat dany utwór, który kiedyś był popularny, podpasuje się go pod z góry opracowaną formułkę, która w danej chwili się sprzedaje i voilà! Nie trzeba myśleć i się wysilać.

W tym się zgodzimy. Zresztą to jeden z wielu symptomów kryzysu hollywoodzkiego kina.

Picard:
Bo panienka, dowodzi, że przebicie na wylot żołądka metalowym prętem to tylko rana powierzchowna...

Widać nie dotknęło jej to do głębi...

Picard:
Nie zgodzę się. To akurat były kontynuacje, realizowane w nieco zmienionej konwencji. A były kontynuacjami bo nie tylko odnotowywały istnienie swoich poprzedników, ale też działy się w tym samym co one świecie i były ich duchowymi następcami.

Dla mnie reBoot to jednak jest przewartościowanie koncepcji, albo powrót do korzeni po oczyszczeniu z narosłych bzdurstw, a nie kosmetyka (Spider-man na przykład zaliczył reBoot czysto pozorowany - wymuszony zmianą aktora i porażką reżysera w trójce - parę redesignów, ale tak naprawdę koncepcja serii pozostała praktycznie taka sama). Dlatego widząc tak duże zmiany jakie miały miejsce pomiędzy TMP, a TOS, TWoK (z kontynuacjami), a TMP, TNG, a TOS, DS9, a TNG czy FC. a TNG mówiłbym co najmniej o quasi-reBoocie.

W wypadku TMP nie tylko quasi-, prawdę mówiąc, bo swoje intencje wyłożył jasno sam Roddenberry mówiąc w nowelizacji, ustami Kirka, co następuje (i co cytowałem):
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=2&topic=2933&page=0#msg206389

(Przy czym faktem jest, że mimo zmian mundurów, technik narracji, scenografii, palety barw, mieściły się one w pewnych wspólnych ramach, ale to chyba normalne, skoro wszystkie były Trekiem...*)

* BTW. jak obaj wiemy gdyby TDK nie powstał BB uchodziłby swobodnie, mimo wszelkich, często diametralnych, różnic za prequel burtonowskiego "Batmana"; ciągłość obsady też o niczym nie przesądza - zauważ, że "CR" odziedziczyło M. i trochę personelu Centrali po "Goldeneye".

Queerbot

Queerbot:
Film nie jest naczyniem, w którym substancja o nazwie Star Trek zachowuje swój stan skupienia. Dla Treka istnieje tylko jeden możliwy format - serial telewizyjny.

Zasadniczo zgoda. Niemniej... mam wrażenie, że znów trochę przesadzasz dla efektu dramatycznego pisząc np.:
Queerbot:
Żaden film trekowy nie jest dobry. TMP to nie żaden Trek tylko jakieś new age wibbily wobbly timey wimey albo "Odmienne stany świadomości w kosmosie"; powszechnie lubiany TWoK to parodia Rambo

Queerbot:
tanie efekciarstwo, które jest udziałem wszystkich filmów trekowych (które swoją drogą wszystkie są beznadziejne).

(Aczkolwiek prawdą jest, że nawet TMP i TWoK szły w taką czy inna formę efekciarstwa - TMP czarował obrazem, do poziomu niejakiego przerostu formy nad treścią, TWoK znów był bardziej action oriented i podkręcony w kierunku dramatyzmu niż statystyczny epizod.)

Queerbot:
i nie wiem czyje głupie ambicje ciągle pchają Treka w tę nieudającą się koleinę

Paramountu, który chciałby na nim zarabiać jak Lucas na SW (to zdecydowało o przerobieniu pierwotnego projektu P2 na TMP), a teraz - w dodatku - ma już tylko prawa do filmów.

Queerbot:
Jeżeli filmy - to telewizyjne, będące rozwinięciem serialu, jak to miało miejsce w B5 albo nBSG. Tam filmy sprawdziły się świetnie i nie były idiotycznymi "klapami akcji", jak to ma miejsce w Treku. 2 godzinny film w uniwersum Treka nie może być ciekawy, ponieważ jego fabuła jest do bólu przewidywalna - ratowanie Ziemi albo wszechświata przez załogę konkretnego statku.

A co powiesz - w tym kontekscie - o "TBoBW", który ostatnio, po re-masteringu, trafił również do kin? (Inna sprawa, że tam też jest schemat ratowania... )
Queerbot
Użytkownik
#10 - Wysłana: 13 Gru 2014 01:46:30
Odpowiedz 
Q__:
że znów trochę przesadzasz

I przesadzam, i nie przesadzam. Nie lubię filmów trekowych. Moim zdaniem one są bardzo słabe w porównaniu do dobrych odcinków serialowych. TBoBW, o którym piszesz, jest dobrym filmem, bo powstał jako część serialu. Tam zresztą ten schemat ratowania jest jednak trochę inny, bo to przede wszystkim nasz porwany kapitan, jego ratowanie itd, a poprzedzony jest dziesiątkami odcinków, z którymi tworzy spójną całość.

A te filmy są zawsze jakieś takie "inne". Ładują pieniądze a to w nowe mundury, a to wnętrza, a to inaczej oświetlają, jakichś nowych ludzi biorą i to przestaje pasować do serialu.
Q__
Moderator
#11 - Wysłana: 13 Gru 2014 02:06:53 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Queerbot

Queerbot:
A te filmy są zawsze jakieś takie "inne". Ładują pieniądze a to w nowe mundury, a to wnętrza, a to inaczej oświetlają, jakichś nowych ludzi biorą

A, bo się starają by lepiej wyglądało i bardziej epicko było. Jak - za Roddenberrym i Fontaną - nie zawracać sobie głowy continuity, to nawet to ujdzie (a nawet możesz sobie wyobrażać, ze przez cały TOS wszystko naprawdę wyglądało tak jak w TMP czy TWoK, a oglądamy tylko tego symboliczną reprezentację). Ja tam nawet lubię Trekowe filmy (ze dwa, ze cztery-pięć, większość po uczynieniu na starcie sporej ilości założeń każących przymykać oko na różne rzeczy, ale lubię).

Szerzej o tym lubieniu:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=11&topic=2378&page=7#msg162555
MarcinK
Użytkownik
#12 - Wysłana: 14 Gru 2014 10:52:13
Odpowiedz 
Picard:
Ja mam nadzieje na coś mądrzejszego, spójniejszego i bardziej zgodnego z duchem prawdziwego ST, niż to miało miejsce do tej pory.

Gorzej jak twórcy pójdą z duchem tradycji i na reżysera trzeciej części treka mianują odtwórcę roli (neo)Spocka.
Q__
Moderator
#13 - Wysłana: 16 Gru 2014 08:16:49 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Toudi
Użytkownik
#14 - Wysłana: 16 Gru 2014 11:00:42
Odpowiedz 
Jak zwykle jedyne warte uwagi nazwisko odpadło.
Mav
Użytkownik
#15 - Wysłana: 16 Gru 2014 14:04:20
Odpowiedz 
Q__:
1. Rupert Wyatt ("Geneza Planety Małp") - faworyt producentów

Byle nie on! "Geneza Planety Małp" to przykład bezpłciowej reżyserii.

Q__:
ps. Czemu mam wrażenie, że angaż dostanie Lin?

Pasuje do stylu Abramsa najbardziej - "Szybcy i wściekli" to efektowne blockbustery. Osobiście upatrywałbym w tej kandydaturze jeden plusik - być może w nowym Treku zagrałby Dwayne Johnson. Lubie tego aktora/człowieka. Zresztą nie byłaby to jego pierwsza przygoda z Trekiem jak wiadomo: https://www.youtube.com/watch?v=WK6_CaxxLLU

Toudi:
Jak zwykle jedyne warte uwagi nazwisko odpadło.

Duncan Jones? Bez przesady. Moon był fajny, ale w tym bardziej zasługa Nathana Parkera odpowiedzialnego za scenariusz, bo reżyseria była po prostu poprawna. Po jednym Moon'ie bym z niego jakiegoś guru SF nie robił.
Q__
Moderator
#16 - Wysłana: 16 Gru 2014 14:20:52 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Toudi

Toudi:
Jak zwykle jedyne warte uwagi nazwisko odpadło.

Można sądzić, że Jones nie ma ochoty na współpracę z ekipą Abramsa (poprzednie ich Treki b. krytykował, jak wiadomo).

Przypomina to zresztą znany casus - będącego wtedy jeszcze w znośnej reżyserskiej kondycji - Scotta i FC.

Mav

Mav:
Pasuje do stylu Abramsa najbardziej

Poza tym ponoć jest kumplem Orciego.

Mav:
Osobiście upatrywałbym w tej kandydaturze jeden plusik

Złośliwi fani mają już tytuł roboczy: Star Trek: Exceedingly Fast and Excessively Furious .

Mav:
bo reżyseria była po prostu poprawna.

Tak, tylko w trochę innym sensie niż ten, który nadawaliśmy temu określeniu mówiąc o Trekach czy o blockbusterach. "Moon" to jest w praktyce teatr jednego aktora lokujący się gdzieś na pograniczu kina ambitnego i rozrywkowego. Poprawna reżyseria oznacza w tym wypadku wyciśnięcie wszystkiego z aktora i postaci - to jest poprawność w kategoriach kina artystycznego, niedostępna kinowemu Trekowi, niestety, nie spotykana też, niejako ex definitione, w blockbusterach (poprawność zaś, zaledwie, bo wyższym standardem są tu np. Tarkowski czy Bergman, którzy również kamerami nie trzęśli i popkulturowym efekciarstwem uwodzić nie usiłowali).
Mav
Użytkownik
#17 - Wysłana: 16 Gru 2014 17:01:19
Odpowiedz 
Q__:
"Moon" to jest w praktyce teatr jednego aktora lokujący się gdzieś na pograniczu kina ambitnego i rozrywkowego.

Jednak, jak sam gdzieś wcześniej w innym temacie stwierdziłeś, "Moon" to SF bardzo retro, nie ma tam nawet lekkiego powiewu świeżości, którego tak ten gatunek potrzebuje. Fabuła dobra, owszem, ale to jak wspomniałem zasługa scenarzysty. Dlatego akurat w osobie Duncana Jonesa bym jakiegoś powrotu Treka na wyższe tory nie upatrywał.

Zdecydowanie większą determinacje w ratowaniu upadającego SF wykazuje Neill Blomkamp.
Toudi
Użytkownik
#18 - Wysłana: 16 Gru 2014 17:52:00
Odpowiedz 
Mav:
Duncan Jones? Bez przesady. Moon był fajny, ale w tym bardziej zasługa Nathana Parkera odpowiedzialnego za scenariusz, bo reżyseria była po prostu poprawna. Po jednym Moon'ie bym z niego jakiegoś guru SF nie robił.

Pamiętaj, że odnosiłem się tylko do podanych nazwisk. Z tego grona co wymienił Q, tylko Jones miałby szanse nakręcić Treka. (nie wiem czy by wyszło, ale reszcie nie wyjdzie, to pewne)

Q__:
Można sądzić, że Jones nie ma ochoty na współpracę z ekipą Abramsa (poprzednie ich Treki b. krytykował, jak wiadomo).

Nie, żebym się specjalnie dziwił.
Q__
Moderator
#19 - Wysłana: 16 Gru 2014 18:14:22 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Jednak, jak sam gdzieś wcześniej w innym temacie stwierdziłeś, "Moon" to SF bardzo retro, nie ma tam nawet lekkiego powiewu świeżości, którego tak ten gatunek potrzebuje.

Niemniej jest to powrót do sprawdzonej konfiguracji lat '70.

Mav:
Zdecydowanie większą determinacje w ratowaniu upadającego SF wykazuje Neill Blomkamp.

Bo nakręcił dwa SF'y (tyle samo co Jones) - jeden w kontrowersyjnej manierze lat '80 ("krew, flaki i inne przysmaki" ), acz na tle mizerii gatunku znośny (choć nie lepszy niż "Moon"), drugi - ładny wizualnie, fabularnie na granicy oglądalności.

Toudi

Toudi:
Z tego grona co wymienił Q, tylko Jones miałby szanse nakręcić Treka.

Zgadzamy się w tym niestety. Może jeszcze Morten Tyldum jakoś rokuje - "Gra tajemnic" niby odwołuje się do nerdowskiego schematu i zatrąca gdzieś tam o kontrowersje społeczne - to, teoretycznie, daje szanse, że i w Treka się wczuje.

Toudi:
Nie, żebym się specjalnie dziwił.

A czytałeś jego krytykę "dwunastki"?
http://www.startrek.pl/article.php?sid=1251
Mav
Użytkownik
#20 - Wysłana: 16 Gru 2014 20:34:12 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Niemniej jest to powrót do sprawdzonej konfiguracji lat '70.

I bardzo to wygodne dla reżysera.

Q__:
Bo nakręcił dwa SF'y (tyle samo co Jones) - jeden w kontrowersyjnej manierze lat '80 ("krew, flaki i inne przysmaki" ), acz na tle mizerii gatunku znośny (choć nie lepszy niż "Moon"), drugi - ładny wizualnie, fabularnie na granicy oglądalności.

Tylko że Blomkamp napisał także scenariusze do tych filmów, a to w przypadku SF jest bardzo istotne. Jones dostał gotowy scenariusz "Moon" i wybrał wygodny retro styl, przy którym nie trzeba wykazać się jakąkolwiek kreatywnoscią. "Kod nieśmiertelnośći" od strony reżyserskiej był bardzo zwykły, a fabuła to tak jak w przypadku "Moon" znowu robota kogoś innego.


Moim zdaniem Neill Blomkamp deklasuje Jonesa jeśli chodzi o współczesnych twórców SF.
Toudi
Użytkownik
#21 - Wysłana: 16 Gru 2014 20:47:42
Odpowiedz 
Mav:
Moim zdaniem Neill Blomkamp deklasuje Jonesa jeśli chodzi o współczesnych twórców SF.

Nie widziałem go wśród wymienionych propozycji na reżysera.

Za to mam jeden problem z nim, jak większość z RPA ma problem z segregacją rasową. Chowa to w SF, ale przebija się to i przez D9 i przez Elysium. Ja rozumiem, że to w RPA jest problem. Ale robienie z tego głównego problemu filmu jest dla mnie ciężko strawne. Nie chciałbym go na reżysera treka.
Mav
Użytkownik
#22 - Wysłana: 16 Gru 2014 21:05:43 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Toudi:
Nie widziałem go wśród wymienionych propozycji na reżysera.

No nie ma go na liście, tak po prostu o nim wspomniałem w kontekście współczesnych twórców SF.

Toudi:
Za to mam jeden problem z nim, jak większość z RPA ma problem z segregacją rasową. Chowa to w SF, ale przebija się to i przez D9 i przez Elysium.

D9 poruszał temat rasizmu, wykluczenia społeczności slumsów, natomiast Elysium to bardziej temat bogaci kontra biedni, korporacje kontra szary człowiek, segregacji rasowej jakoś nie kojarzę.

Toudi:
Nie chciałbym go na reżysera treka.

A ja bym go chciał na reżysera i scenarzyste - byłby to Trek nowoczesny, bo Blomkamp lubi hi-tech, oraz mialby na pewno konkretne przeslanie.
Toudi
Użytkownik
#23 - Wysłana: 16 Gru 2014 22:06:26
Odpowiedz 
Mav:
D9 poruszał temat rasizmu, wykluczenia społeczności slumsów, natomiast Elysium to bardziej temat bogaci kontra biedni, korporacje kontra szary człowiek, segregacji rasowej jakoś nie kojarzę.

Była przykryta właśnie tym podziałem korporacja/biedni, ale przebijała się bardzo mocno. Po prostu widać na nim piętno RPA.
Q__
Moderator
#24 - Wysłana: 17 Gru 2014 00:45:20
Odpowiedz 
Mav

Mav:
I bardzo to wygodne dla reżysera.

Tak jak powrót do stylistyki lat '80? Blomkamp zrobił to samo, tylko sięgnął po następną dekadę.

Mav:
"Kod nieśmiertelnośći" od strony reżyserskiej był bardzo zwykły

Co na tle "Elysium", które było kiepsko reżyserowane (z wyjątkiem paru malarskich sekwencji stacji), już odbija na plus.

(BTW. Odbieram duet "Moon" + "Kod..." jako lepszy od zestawu "Dystrykt..." + "Elysium".)

Mav:
D9 poruszał temat rasizmu, wykluczenia społeczności slumsów, natomiast Elysium to bardziej temat bogaci kontra biedni, korporacje kontra szary człowiek

Przy czym zauważ, że o ile akurat do Treka tematyka ta pasuje (ze względu na jego znaną warstwę społeczną), o tyle nie jest to standardowa tematyka SF, a raczej tematyka współczesna za SF przebierana.
Oraz, że problem wykluczenia społeczności slumsów występuje i w "Elysium", tylko slumsem jest tam cała Ziemia. Ba, można rzec, że problem ten jest centralny dla obu filmów, tylko w "Dystrykcie..." naświetlony jest od strony rasowej, w "Elysium" zaś ekonomicznej. Nie mówię, że nie jest to temat ważki i palący zwł. w RPA, ale to czyni Blomkampa trochę autorem jednego tematu (czyli: gdyby sam pisał scenariusz pewnie by wziął na tapetę temat możliwej wojny z Klingonami i pokazywał jakie w tym brzydkim klingońskim społeczeństwie nierówności).

Mav:
A ja bym go chciał na reżysera i scenarzyste - byłby to Trek nowoczesny, bo Blomkamp lubi hi-tech, oraz mialby na pewno konkretne przeslanie.

Co do przesłania - jw. Co do hi-tech są więksi technofile, choćby Cameron (ten bywa wręcz technofetyszystą).

Nadto - stylistyka Blomkampa najsilniej chyba przypomina zaangażowane, ale sensacyjno-kiczowate filmy Carpentera, słynne w latach '80. Nie jestem pewien czy stylistyka carpenterowska nie gryzie się za mocno z ST.
Mav
Użytkownik
#25 - Wysłana: 17 Gru 2014 01:28:36 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Tak jak powrót do stylistyki lat '80? Blomkamp zrobił to samo, tylko sięgnął po następną dekadę.

Nie przesadzałbym z tą stylistyką lat 80. Poza tym ten argument dalej nie uwzględnia tego, że Blomkamp sam napisał scenariusz, więc taka była jego wizja, a nie pomysł na otrzymany scenariusz.

Q__:
Co na tle "Elysium", które było kiepsko reżyserowane

Elysium kiepsko wyreżyserowane? No z tym się zgodzić nie mogę.

Q__:
(BTW. Odbieram duet "Moon" + "Kod..." jako lepszy od zestawu "Dystrykt..." + "Elysium".)

Ponownie pragnę zwrócić uwagę na fakt, że "Moon" i "Kod...", to nie są pomysły Jones'a, więc w kontekście walki tych dwóch panów, ja stawiam wyżej "Dystrykt..." i "Elysium", ponieważ to w 100% projekty Blomkamp'a.

"Kod nieśmiertelności" reżyserią nie powala, jest po prostu zwykła, ani dobra, ani zła. Natomiast co do "Moon"... prawda jest taka, że scenariusz tego filmu to dobry materiał dla debiutanta, a dla wprawionego, nawet przeciętnego, reżysera to spacerek... Mamy tam bowiem jedną lokację, składającą się z kilku pomieszczeń plus kilka wstawek księżycowego pustkowia i JEDNEGO aktora.

Jakby mi ktoś dał kilka mln dolarów to sam bym się porwał na ten film Prawda jest taka, że 80% sukcesu w przypadku takiego filmu to aktor, a kolejne 19% ekipa filmowa, czyli operator kamery, dźwiękowiec, montażysta itd. Ja bym tylko mówił co mniej więcej chce osiągnąć, z jakiego kąta prowadzić konkretne ujęcia, poprawiaj grę JEDNEGO aktora i tyle

Gdyby mi ktoś dał 200 mln i scenariusz filmu typu "Oblivion", czy "jedenastki" itd. to bym podziękował - mnóstwo postaci, lokacji, efektów specjalnych itd., bajzel tylko dla doświadczonych reżyserów i ekip. "Moon" jest kameralny do bólu, więc Jones mógłby zebrać za niego jakieś konkretne plusy tylko w przypadku, gdyby także napisał scenariusz.

Q__:
Co do przesłania - jw. Co do hi-tech są więksi technofile, choćby Cameron (ten bywa wręcz technofetyszystą).

Cameron przepadł w świecie "Avatara" Moim zdaniem jedna część wystarczyła, a tak talent Camerona na wiele lat zawiesi się na Pandorze... szkoda. A teraz wymień mi tych kolejnych technofili w Hollywood

Q__:
Nadto - stylistyka Blomkampa najsilniej chyba przypomina zaangażowane, ale sensacyjno-kiczowate filmy Carpentera, słynne w latach '80. Nie jestem pewien czy stylistyka carpenterowska nie gryzie się za mocno z ST.

Ale się uparłeś na te lata 80 Akurat trochę więcej mocniejszych scen nie jest wadą, gdy film opowiada o strzelaniach itd. Dzisiejsza plaga PG-13 to jeden z czynników psujących kino. Była o tym mowa w kontekście RoboCopa.
Toudi
Użytkownik
#26 - Wysłana: 17 Gru 2014 09:28:46
Odpowiedz 
Mav:
. Dzisiejsza plaga PG-13 to jeden z czynników psujących kino. Była o tym mowa w kontekście RoboCopa.

PG13 to straszny koszmar. W sumie nie fakt, że istnieje, ale jak jest traktowana. Ostatnio widziałem jakąś reckę Nostalgii o jakimś filmie rodzinnym i jest tam jedna scena, gdzie pada kilkanaście faków. Wówczas wciąż przeszło to jako pg13, dziś film za tą jedną scenę dostałby R...
Q__
Moderator
#27 - Wysłana: 17 Gru 2014 10:17:31 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Nie przesadzałbym z tą stylistyką lat 80.

Really?

To sam Neill B.:

Blomkamp even sites “all the 80s hardcore, sci-fi/action films” as influences—movies such as the first two Aliens, the Terminator series, Predator, and Robocop. He goes on to say that he “wanted [District 9] to have that harsh 1980s kind of vibe” and the he “didn’t want it to feel glossy and slick.”
http://mantlethought.org/content/district-9

To z zachodniej recenzji:

Earth looks like something from a hybrid of Paul Verhoeven or George Miller. Body horror and cyberpunk are the order of the day, with surgeons conducting grisly surgery in environments covered with graffiti. Los Angeles appears to be nothing more than a shanty town. Communities live in tents on platforms built off skyscrapers. When our lead characters plan a smash-and-grab operation, they drive cars that look like they came from the set of Mad Max.
After a workplace accident, forced into a deal with the devil, Matt Damon’s Max wanders around looking like the illegitimate love child of Robo-cop. Arguably he looks more like a spiritual successor to Paul Verhoeven’s Robo-cop than the photos leaking from the upcoming remake. Blomkamp gives these scenes the same sort of bleak and gritty feel he lent to District 9, making the whole planet feel like a wasteland.
If Earth is a gigantic homage to eighties science-fiction"

http://them0vieblog.com/2013/08/02/non-review-revi ew-elysium/

A to z forum KMF'u:

"Copley jest karykaturalny w ten pozytywny, bad-assowy spośób, cechujący przegiętych villainów rodem z eighties'owych akcyjniaków."
http://forum.film.org.pl/Thread-Elysium-reż-Neill- Blomkamp-2013?pid=335146#pid335146

Jest to dokładnie ta sama metoda co w "Moon", tylko dekada filmowa inna, mniej - jednak - ambitna...

Mav:
sam napisał scenariusz, więc taka była jego wizja

Uważaj z tym argumentem. Abrams napisał scenariusz Armageddonu, jednej z głośniejszych chał kinowych. Jeśli jego wizja filmowa tak wygląda, to sam wiesz...

Mav:
Elysium kiepsko wyreżyserowane?

Pytanie: jak na współczesne blockbustery czy w ogóle? Blockbustery bywają gorsze, ale jak na kino autorskie, gdzie reżyser jest scenarzystą naprawdę toto nie powala. Zgoda, świat skonstruowany nawet przytomnie (choc - IMHO - zbyt komiksowo jednak i publicystycznie), ale akcja? Taka sama sieczka jak u JJ'a naszego kochanego...
Na tle Transformers 2 to może jest kino problemowe i ambitne, ale nie wieszajmy poprzeczki tak nisko...

Mav:
atomiast co do "Moon"... prawda jest taka, że scenariusz tego filmu to dobry materiał dla debiutanta, a dla wprawionego, nawet przeciętnego, reżysera to spacerek... Mamy tam bowiem jedną lokację, składającą się z kilku pomieszczeń plus kilka wstawek księżycowego pustkowia i JEDNEGO aktora.
Jakby mi ktoś dał kilka mln dolarów to sam bym się porwał na ten film

Widzisz... I teraz popełniasz w stosunku do poważniejszych reżyserów ten sam błąd, co Picard w odniesieniu do Abramsa (pisałem: bywacie podobni ), nie zauważasz niuansów (do granic zupełnej ślepoty na nie, w tym zakresie).

Popatrz np. na te sceny ze "Stalkera" Tarkowskiego (ze scenariuszem Strugackich):
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=5&topic=2846&page=0#msg277738
Albo na ten - dodany zresztą wbrew intencji Lema, więc złoszczący mnie - fragment "Solaris":
http://www.youtube.com/watch?v=vJdQU_5E_Ao
Zobacz co za nędza - dziecko wzrokiem szklankę przesuwa (co to jest na tle Magneto unoszącego w powietrze parę samochodów?), kosmonauta na tle ziemskiej przyrody sobie łazi (jakby nie mógł włożyć skafandra i biegać po obcej planecie, zrobionej min. jak Vulcan w TMP). A jednak nakręcenie każdej takiej scenki wymagało więcej reżyserskiego talentu niż wszystkie blocbustery ostatnich dwu dekad do kupy. Są wyższe poziomy filmowego wtajemniczenia niż pokazanie przyzwoicie heroicznego Robau.

Mav:
Gdyby mi ktoś dał 200 mln i scenariusz filmu typu "Oblivion", czy "jedenastki" itd. to bym podziękował - mnóstwo postaci, lokacji, efektów specjalnych itd., bajzel tylko dla doświadczonych reżyserów i ekip.

Widzisz... Z jednej strony faktem jest, że twórcy może i ne genialni, ale sprawni (Nolan, także - znacznie bardziej rozrywkowy - Whedon) robiąc blockbustera zwykle się gubią i strasznie zaniżają dotychczasowe loty, więc pozornie rację masz... Z drugiej jednak strony zauważ, że z prawdziwych artystów kina wysokobudżetowce kręcił tylko jeden - Kubrick, przyjmując zresztą specyficzny styl mówienia, bo jego bohaterami nie byli ludzie (a raczej: nie byli tylko ludzie) czy jakieś animatroniczne kukły, a Historia - "Barry Lyndon", Rozum (w sensie: życie rozumne) i jego ewolucja - "Odyseja..", czy - demoniczny hotel.
Nie dziwi to zresztą. Zwykle wybitny reżyser woli pokazać jednostkę, czy parę jednostek, ale prześwietlić je na wylot, ukazać każdy czyn, każdą myśl, ba każdą zmarszczkę na czole swoich bohaterów. W blockbusterze nie jest to możliwe, bo wszystko znika pod natłokiem zmian lokacji, wybuchów, bezsensownego zwykle dziania się. Bohaterowie robią się płascy, a może nawet wykazują krzywiznę ujemną - dobrym przykładem będzie tu Nolan - nie geniusz, ale solidny reżyserski średniak, póki się za blockbustery nie złapał, gdy się złapał jego bohaterowie zaraz stali się bardziej papierowi; dobrym przykładem są też... Robau i Pike - w kategorii skrótowo naszkicowanych popkulturowych marionetek są znakomici, chapeau bas, ale sama próba interpretowania ich jako pełnowymiarowych kinowych postaci wzbudzi śmiech*.
Dlatego szanujący się reżyser filmów o ludziach nie pójdzie na robienie megawidowisk (co potwierdził swoją decyzją D. Jones), stosunkowo łatwo przyciągną one natomiast różnych Bay'ów i Emmerichów, gotowych F/X przykryć swój brak talentu.
Kubricków zaś nowych - którzy by kino wysokobudżetowe uszlachetniali - nie widać, zresztą jak mają się objawiać, skoro wytwórnie nie pójdą na pokazanie kosmicznej czy dziejowej panoramy, woląc raczej fundnąć widzowi znormalizowane wybuchowe mordobicie w gwarantującym zyski standardzie. Masowy widz na "Odysei.." nie wysiedzi.

* Zauważmy zresztą, że bohaterowie ledwo co wspomnianej "Odysei..." - małpolud zwany Strażnikiem Księżyca, Floyd, Poole, Bowman - są po blockbusterowemu płascy, nie mając nawet popowego uroku abramsowskich figurynek, ale w ich wypadku akurat to nie razi i nie obniża wartości filmu, są bowiem tylko kamyczkami w rozłożonej na tysiąclecia mozaice... I do tej roli idealnie pasują.

Mav:
Cameron przepadł w świecie "Avatara" Moim zdaniem jedna część wystarczyła, a tak talent Camerona na wiele lat zawiesi się na Pandorze... szkoda.

Ano szkoda. Tym bardziej, ze "Avatar" - choć, kontekstualnie, może i błyszczał - to jest straszne tąpnięcie od czasu jego najlepszych filmów. Cameron wyraźnie się twórczo zagubił... choć nie tak, jak Scott.

Mav:
A teraz wymień mi tych kolejnych technofili w Hollywood

Choćby... Michael Bay z dopieszczonymi scenami transformacji. (Tak, ironizuję i krzywdzę jednak Blomkampa tym porównaniem, ale... w lidze startuje tej samej - rozrywkowej.)

Mav:
Ale się uparłeś na te lata 80 Akurat trochę więcej mocniejszych scen nie jest wadą, gdy film opowiada o strzelaniach itd.

Jasne, nie jest wadą. I nawet w Treku się zdarzało ("Conspiracy"), ale czy film w całości nakręcony w tej stylistyce będzie pasował akurat do ST?

Mav:
Dzisiejsza plaga PG-13

W tej akurat sprawie się zgodzimy*.

* Chociaż Avengers, jak wiemy, początkowo mieli R i nie pomogło.

ps. Skoro wspomniałem o stylistyce Treka... Nie jestem entuzjastą ani "Avatara", ani "Interstellaru", uważam jednak, że oba te filmy pokazują minimalny poziom przyzwoitości jaki film SF powinien zachować bym się nie wstydził widząc go pod logo ST. A i same te filmy po drobnych przeróbkach do Treka by pasowały - "Avatar" z naciąganymi konceptami naukowymi, humanoidami i paroma przesłaniami społecznymi; "Interstellar" z maksymalistycznymi obietnicami na przyszłość w stylu finału TMP czy - zwłaszcza - "All Good Things" (tamtejsi postludzie/transludzie by się nadawali na ogniwo pośrednie miedzy Picardem, a Q), tylko Thorpe'a by należało zastąpić Alcubierre'm.
Mav
Użytkownik
#28 - Wysłana: 17 Gru 2014 16:20:44 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Really?

No dobra, niech Ci będzie, ale jak już to są to pewne elementy stylu lat 80, a "Moon" poszedł w 100%

Q__:
Uważaj z tym argumentem. Abrams napisał scenariusz Armageddonu, jednej z głośniejszych chał kinowych. Jeśli jego wizja filmowa tak wygląda, to sam wiesz...

Abramsa uważam za dobrego reżysera, o jego scenariuszowym talencie się nie wypowiadam Nie uważam go także za twórce SF. Blomkamp napisał i wyreżyserował dwa całkiem przyzwoite filmy z tego gatunku, z czego "Elysium" uważam za najlepsze wizualnie SF w 21 wieku - i za to go cenie.

Q__:
ale akcja? Taka sama sieczka jak u JJ'a naszego kochanego...
Na tle Transformers 2 to może jest kino problemowe i ambitne, ale nie wieszajmy poprzeczki tak nisko...

Głównie skupiam się na tym właśnie świecie, bo ujęcia zniszczonej Ziemi i pięknego Elysium robią naprawdę dobre wrażenie. Nie zalatują sztucznością CGI, a także widać, że ktoś nad tymi projektami pomyślał. A akcja? Akurat uważam, że jest przemyślana, dawno nie pamiętam filmu, w którym sceny akcji by mi się tak podobały. Są dobrze zrealizowane i z pomysłem, mimo wszystko.

Q__:
Widzisz... I teraz popełniasz w stosunku do poważniejszych reżyserów ten sam błąd, co Picard w odniesieniu do Abramsa (pisałem: bywacie podobni ), nie zauważasz niuansów (do granic zupełnej ślepoty na nie, w tym zakresie).

Popatrz np. na te sceny ze "Stalkera" Tarkowskiego (ze scenariuszem Strugackich):
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=5&topic=2846&page=0#msg277738
Albo na ten - dodany zresztą wbrew intencji Lema, więc złoszczący mnie - fragment "Solaris":
http://www.youtube.com/watch?v=vJdQU_5E_Ao

Ale tak się nie bawimy! Mowa tu o Blomkamp vs Jones, a Ty tu wyciągasz działa z klasyki! Pisałem o reżyserii w kontekście "Moon", nie twierdzę, że film musi być naładowany efektami specjalnymi, aby spełniał warunek dobrej reżyserii! Po prostu nie przypominam sobie, aby w "Moon" były sceny na poziomie artystycznym tych zalinkowanych przez Ciebie.

Q__:
ale czy film w całości nakręcony w tej stylistyce będzie pasował akurat do ST?

"Chappie" wygląda na bardziej familijny film, tzn. skierowany także dla młodszej widowni i wydaję mi się, że tam ostrych scen nie będzie. To, że w jego dwóch poprzednich filmach było chwilami ostro, nie oznacza, że nie potrafiłby z tego zrezygnować na rzecz ST.
Q__
Moderator
#29 - Wysłana: 17 Gru 2014 17:35:29 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
No dobra, niech Ci będzie, ale jak już to są to pewne elementy stylu lat 80, a "Moon" poszedł w 100%

Uważam, że filmy Blomkampa też w to idą w 100%, dobra, w 90% - "Dystrykt..." ma na początku nowocześniejszy paradokumentalny styl, a "Elizjum" - niestety - współczesną blockbusterową narrację, która go ciągnie w dół (a nawet: hej siup i w jamę, amen!).

Mav:
Abramsa uważam za dobrego reżysera, o jego scenariuszowym talencie się nie wypowiadam

Wypowiadasz, chwaląc "Super 8".

Mav:
Nie uważam go także za twórce SF.

To zależy od przyjętej definicji - owszem, nie dba o scientific accuracy, ale jego filmy mieszczą się swobodnie w standardowym - nie ciągnącym konwencji w górę i równającym do arcydzieł - rozumieniu gatunku...

Mav:
z czego "Elysium" uważam za najlepsze wizualnie SF w 21 wieku - i za to go cenie.

Ja bym ten zaszczyt przyznał chyba "TRONowi 2", z czego 50% punktów za Quorrę.

Mav:
Głównie skupiam się na tym właśnie świecie, bo ujęcia zniszczonej Ziemi i pięknego Elysium robią naprawdę dobre wrażenie. Nie zalatują sztucznością CGI, a także widać, że ktoś nad tymi projektami pomyślał.

Zgoda (i w tych ujęciach też się doszukam przebłysków artyzmu*). Ale co do akcji już niekoniecznie. Wołałbym narrację mniej wariacką, bez shaky cam i gnającej akcji, pozwalającą nacieszyć tym oko. (I to nie znaczy, że miałoby nie być sensacyjnie i krwawo. A niech będzie, w końcu taka konwencja. Tylko... blockusterowość niech widać głównie w budżecie. Naprawdę, procentowe nasycenie filmu akcją powyżej poziomu Terminatora 2 zawsze szkodzi**.)

* przeżyjmy to zresztą jeszcze raz:
http://www.hollywoodreporter.com/gallery/elysium-i nside-visual-effects-602729

** no, chyba, że się komiks robi...

Mav:
Ale tak się nie bawimy! Mowa tu o Blomkamp vs Jones, a Ty tu wyciągasz działa z klasyki!

Kiedy uważam, że Jonesowi bliżej jednak do klasyki, tej z wysokiej półki*. Owszem:
Mav:
nie przypominam sobie, aby w "Moon" były sceny na poziomie artystycznym tych zalinkowanych przez Ciebie

(czyli przeze mnie), ale dlatego, że za tło dałem mu arcydzieło, niemniej uważam, że "Moon" jest na wyższym poziomie stylistycznym niż reszta współczesnej SF.

* Blomkamp, by być precyzyjnym, też do klasyki zresztą sięga, tylko tej bardziej popkulturowej, po komiksowemu przerysowanej - właśnie, różnica dekady - acz w sumie dobre i to. Sięgałby nawet poziomu swoich wzorców, gdyby inaczej prowadził akcję i był mniej wtórny. (Jonesa też wtórność w dół ciągnie.)

Mav:
"Chappie" wygląda na bardziej familijny film, tzn. skierowany także dla młodszej widowni i wydaję mi się, że tam ostrych scen nie będzie.

Się zobaczy w praktyce. Choć faktycznie na to się zapowiada...

ps. Wracając jeszcze do Jonesa: zgodzimy się chyba obaj, że naszą ocenę jego dokonań ciągnie w dół "Kod...", z tym, że uważam, ze winien jest tu głównie tego, że źle dobrał sobie inspirację - "Kod..." uchodzi bowiem za nieoficjalny spin off/sidequel serialu Quantum Leap (tak, tego z Bakulą), tak jak GQ czy AND (przynajmniej wczesna) jest nieoficjalnym Trekiem. Quantum Leap był natomiast - przynajmniej dla mnie - niemożebnie nudny.
Mav
Użytkownik
#30 - Wysłana: 18 Gru 2014 15:43:14
Odpowiedz 
Q__:
Wypowiadasz, chwaląc "Super 8".

Chwaląc od strony reżyserskiej, konkretnie na wątek małolatów kręcących film, który miał swój nostalgiczny klimat.

Q__:
Naprawdę, procentowe nasycenie filmu akcją powyżej poziomu Terminatora 2 zawsze szkodzi

Myślę, że po prostu Blomkamp zdaję sobie sprawe w jakich czasach przyszło mu robić filmy, czyli w czasach, gdzie bez akcji film z wysokim budżetem nie ma prawa zaistnieć. Wie, że musi konkurować z X-Menami, Iron-Man'ami itd. Chce więc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - stworzyć SF z przesłaniem, jednocześnie wciskając sporą dawkę akcji. Trzeba go w tym zrozumieć.

Q__:
ps. Wracając jeszcze do Jonesa: zgodzimy się chyba obaj, że naszą ocenę jego dokonań ciągnie w dół "Kod...", z tym, że uważam, ze winien jest tu głównie tego, że źle dobrał sobie inspirację

No to już jego wina, że wziął sobie na tapetę taki a nie inny pomysł na scenariusz
 Strona:  1  2  3  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek XI / Nie ma Orciego!

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!