USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek XI / ST XII - nasze wrażenia
 Strona:  ««  1  2  ...  5  6  7  8  9  ...  14  15  »» 
Autor Wiadomość
Elaan
Użytkownik
#181 - Wysłana: 7 Cze 2013 17:43:01
Szkice kombinezonów kosmicznych są ciekawe, Obcy też nieźle wyglądają, tylko Klingoni IMVHO za bardzo przypominają Predatorów.
Mav
Użytkownik
#182 - Wysłana: 7 Cze 2013 19:14:37 - Edytowany przez: Mav
mozg_kl2:
http://hatak.pl/artykuly/szkice-koncepcyjne-kostiu mow-z-w-ciemnosc-star-trek

n

n1

Jak można mieć taki budżet i nie wykorzystać takich szkiców koncepcyjnych Nibru? Abrams się nie popisał w tym temacie
Eviva
Użytkownik
#183 - Wysłana: 7 Cze 2013 19:25:31
Nibiru wyglądają, jakby wpadli w klej, a potem w wapno. Beznadziejnie im to wyszło.
Mav
Użytkownik
#184 - Wysłana: 7 Cze 2013 19:31:11 - Edytowany przez: Mav
Eviva:
Nibiru wyglądają, jakby wpadli w klej, a potem w wapno. Beznadziejnie im to wyszło.

Nie no wiadomo, zdecydowanie lepiej wypadają ludzie upaprani białą farbą, ubrani w żółte szmaty i robiący kretyńskie miny.

a
kordian
Użytkownik
#185 - Wysłana: 8 Cze 2013 14:47:27
Świetny
Kapitalny
fantastyczny
The_D
Użytkownik
#186 - Wysłana: 8 Cze 2013 21:32:52
Mav:
Nie no wiadomo, zdecydowanie lepiej wypadają ludzie upaprani białą farbą, ubrani w żółte szmaty i robiący kretyńskie miny.

No przecież Eviva pisze o tym samym
Trochę swoich przemyśleń wrzuciłem na trek.pl i nie chce mi się przeklejać ale tak sobie przeglądam dzisiaj recenzje na internecie no i przpomniałem sobie o efekcie wejścia w warp. Bardzo fajnie wyglądało to z muzyką i w 3D, tylko drażniło mnie, że po wszystkim zostawał jakiś dziwny dym, zupełnie niepotrzebnie.
Toudi
Użytkownik
#187 - Wysłana: 8 Cze 2013 22:02:07
The_D:
Trochę swoich przemyśleń wrzuciłem na trek.pl i nie chce mi się przeklejać

podrzuć linka, bo chyba mi się na oczy rzuciło ;)
Elaan
Użytkownik
#188 - Wysłana: 8 Cze 2013 22:14:57
Mav:
zdecydowanie lepiej wypadają ludzie upaprani białą farbą, ubrani w żółte szmaty i robiący kretyńskie miny

To już wolę Ewoków z SW - przynajmniej byli zabawni.
Mav
Użytkownik
#189 - Wysłana: 8 Cze 2013 23:17:13 - Edytowany przez: Mav
The_D:
No przecież Eviva pisze o tym samym

To nieźle Dopiero teraz jak drugi raz przeczytałem to załapałem, że Eviva pisze o tych Nibru z filmu, a jak myślałem, ze o tych ze szkiców koncepcyjnych. Co za wstyd

Dziwie się, że Eviva nie zwróciła mi uwagi
mozg_kl2
Użytkownik
#190 - Wysłana: 9 Cze 2013 15:07:42
Byłem dziś na ITD w wersji 3D. Film dobry, choć w paru momentach łapie zadyszkę. Ogólnie widać progres w stosunku do ST09, treka stara sięrobić to w czym był dobry czyli komentować bieżące wydarzenia polityczne. Mamy nawiązanie do wojny z terroryzmem, moralnego aspektu wojny dronów i próby odpowiedzi na pytanie czy walcząc z wrogiem możemy stosować jego metody. Było sporo humoru, trochę strzelania. Hasło TOS na sterydach dalej obecne na ekranie. Daje 8/10. Pytanie co dalej?
Toudi
Użytkownik
#191 - Wysłana: 9 Cze 2013 20:34:55
mozg_kl2, zdaje się sam linkowałeś jakieś teksty o Borg i Q...
mozg_kl2
Użytkownik
#192 - Wysłana: 9 Cze 2013 20:40:43
Toudi:
mozg_kl2, zdaje się sam linkowałeś jakieś teksty o Borg i Q...

Tyle, że to plotki plotek. Do premiery kolejnej części upłynie jeszcze sporo wody w Wiśle. Swoja drogą zastanawiam się po co wsadzili starego Spocka? Chyba tylko po to, aby Nimoy dorobił do swojej emerytury.
Toudi
Użytkownik
#193 - Wysłana: 9 Cze 2013 20:51:19
mozg_kl2:
Swoja drogą zastanawiam się po co wsadzili starego Spocka? Chyba tylko po to, aby Nimoy dorobił do swojej emerytury

Bibliotekę im Khan zniszczył, to już nie ma innego źródła wiedzy, tylko oldSpock jeszcze widział kim naprawdę jest Khan. ;)
mozg_kl2
Użytkownik
#194 - Wysłana: 9 Cze 2013 21:13:12
Toudi:
Bibliotekę im Khan zniszczył, to już nie ma innego źródła wiedzy, tylko oldSpock jeszcze widział kim naprawdę jest Khan. ;)

Khan im powiedział kim jest, zresztą McCoy zrobił badania i stwierdził, że Harrison jest kimś w rodzaju supermana.
Toudi
Użytkownik
#195 - Wysłana: 9 Cze 2013 21:19:37
mozg_kl2:
Khan im powiedział kim jest, zresztą McCoy zrobił badania i stwierdził, że Harrison jest kimś w rodzaju supermana.

Nie uwierzyli. ;)

Mnie by do myślenia już dało okładanie go pięściami pół godziny, a on nawet nie zaczął krwawić z nosa. A przecież w poprzednim filmie Kirk niemal znokaoutował trójkę redshirtów. ;)
mozg_kl2
Użytkownik
#196 - Wysłana: 9 Cze 2013 21:23:30
Toudi:
Nie uwierzyli. ;)

Jednak ta scena dla mnie, to dodanie postaci na siłe. Coś jak Janeway'owa w nemesis. Chłopaki doszliby do tego kim jest Khan bez pomocy oldSpocka, a ten przez to złamał przysięgę. Informacja którą podał niczego nie wniosła, ponad informacje, że starcie z Khanem będzie kosztować kogoś życie.
Toudi
Użytkownik
#197 - Wysłana: 9 Cze 2013 21:30:02
W ogóle po co podróż w czasie, jak nie chcesz wykorzystać swojej wiedzy, tylko niby w imię wyższej konieczności. Jak ten kod transportu. Przecież podając go, nawet autorowi, sprawił światowi więcej problemów, niż jakby im powiedział o Q, Borg, czy Dominium.
mozg_kl2
Użytkownik
#198 - Wysłana: 9 Cze 2013 21:40:42
Toudi:
W ogóle po co podróż w czasie, jak nie chcesz wykorzystać swojej wiedzy, tylko niby w imię wyższej konieczności

Znasz Spocka. Logika, wyższa konieczność, regulacje gwiezdnej floty itp.
Toudi
Użytkownik
#199 - Wysłana: 9 Cze 2013 22:27:19
mozg_kl2:
Znasz Spocka. Logika, wyższa konieczność, regulacje gwiezdnej floty itp.

No ok, ale 3 razy złamał zasady, nim zaczął się do nich stosować
Pozwolił zdobyć Nero swój statek, przekazał Kirkowi całą swoją wspólną historię z nim ze starej linii, potem przekazał skrypt transportera.

A potem, kiedy już Wolkan nie istnieje, to chyba już nic co by powiedział, nie łamałoby Pierwszej Dyrektywy Temporalnej. A gdyby łamało, to Flota Temporalna powinna go powstrzymać i przy okazji naprostować linię czasową. ;) A to powinno być logiczne dla spoka, bo przywracało by do życia tych Wolkan, których życie zostało zakończone przedwcześnie.
mozg_kl2
Użytkownik
#200 - Wysłana: 10 Cze 2013 18:22:30
Toudi:
Pozwolił zdobyć Nero swój statek,

To było logiczne. Spocka poddał się, bo nie miał szans w otwartej walce. Inna sprawa, że powinien użyć samozniszczenia.

Toudi:
przekazał Kirkowi całą swoją wspólną historię z nim ze starej linii, potem przekazał skrypt transportera.

Znowu logiczne. Chciał naprawić zmiany w linii czasowej jakie nastąpiły po jego przeskoku.
Toudi
Użytkownik
#201 - Wysłana: 10 Cze 2013 18:35:41
mozg_kl2:
Znowu logiczne. Chciał naprawić zmiany w linii czasowej jakie nastąpiły po jego przeskoku.

Mówimy już sytuacji po zniszczeniu Wolkana. Przekazanie częściowych informacji tylko Kirkowi, nie wiele może pomóc.
kordian
Użytkownik
#202 - Wysłana: 13 Cze 2013 12:55:44
Tu nie ma co naprawiać.

Jest zupełnie inny wszechświat, zrodzony w wyniku jednego z miliardów możliwych scenariuszy działania Spocka.

W treku wieloświat z alternatywnymi wszechświatami jest znany od dawna. Po prostu nowa wersja dzieje się w innym niż poprzednie części.
Kor
Użytkownik
#203 - Wysłana: 14 Cze 2013 03:53:22 - Edytowany przez: Kor
kordian:
Jest zupełnie inny wszechświat, zrodzony w wyniku jednego z miliardów możliwych scenariuszy działania Spocka.

Nie jest to zupełnie inny Wszechświat, tylko Wszechświat identyczny z pierwotnym (poza byciem innym elementem zbioru, innym egzemplarzem) we wszystkich aspektach na jakie nie mogło mieć wpływu przeniesienie się bohaterów w czasie. Przynajmniej tak powinno być, ale Abrams chyba nie bardzo to rozumie.

W związku z tym jak najbardziej można pewne rzeczy pozostające w naszej mocy naprawiać tj. starać się o to, żeby historia potoczyła się w ten sam sposób, przynajmniej w pewnym zakresie, jak to miało miejsce w oryginalnym Wszechświecie.

To, że inne światy w wieloświecie mogą być zasadniczo inne od naszego, wynika z tego, że różnica może być zapoczątkowana w odległej przeszłości. Tutaj tak nie jest. Istnieją nieskończone wręcz tereny na których wszystko musiało potoczyć się tak sama jak we Wszechświecie oryginalnym, ponieważ wpływ Nero nawet z maksymalnym WARP nie mółby tam w tak krótkim czasie dotrzeć (chyba, że za sprawą jakiegoś omnipotentnego Q).

Myślenie, że jeśli to jest alternatywny świat, a więc wszystko może być inaczej, w przypadku światów, które tworzą się jako odnogi na skutek podróży w czasie, jest absurdalne.

W Treku tematyka wieloświatów wydaje się być całkowicie nieprzemyślana. W ogóle zresztą brak jest jednolitego konceptu czasu. Gdybyśmy jednak chcieli to podciągnąć pod logikę, to np. moglibyśmy wnioskować, że alternatywny świat z DS9 (mirror universe) musiał mieć wydarzenie założycielskie niedługo przed czasem akcji serialu, ponieważ jest praktycznie niemożliwe, żeby te same postacie urodziły się na podobnym terenie przy zupełnie odmiennych warunkach. Zmiana musiała mieć miejsce już po narodzinach bohaterów, lub pozostać względnie utajona (przynajmniej względem losu ich rodzin) i nabrać efektywności po ich narodzinach. A przecież tak nie jest. Więc burak.

Do wybaczenia jak jest to zestawik epizodów urozmaicających serial. Rzecz niewybaczalna jak się próbuje założyć nową linię dzieł artystycznych na takiej podstawie.
ortkaj
Użytkownik
#204 - Wysłana: 14 Cze 2013 07:56:57
Kor:
dzieł artystycznych

No gratulacje, tak się dawno nie uśmiałem,

PS. Trzeba przesłać to J.J niech napawa go dumą
The_D
Użytkownik
#205 - Wysłana: 14 Cze 2013 10:34:33
Toudi:
podrzuć linka, bo chyba mi się na oczy rzuciło ;)

Nie wielkiego tam nie napisałem, ale jak by ktoś chciał przeczytać: http://www.trek.pl/forum/index.php?s=&showtopic=82 97&view=findpost&p=133475
kordian
Użytkownik
#206 - Wysłana: 14 Cze 2013 11:02:52
@Kor

Drobne zmiany mogą wywołać zmiany gigantyczne. Tzw. efekt motyla.
W tej nowej rzeczywistości być może nie istnieje w ogóle czasowa policja.

Wszechświat był taki sam do momentu gdy nie pojawił się w nim statek Romulan z 24 wieku i stary Spock.

Natomiast może być wiele wszechświatów, gdzie Spockowi udało się uratować Rumulus i te wydarzenia w ogóle nie miały miejsca.

A więc pojawia nam się okręt, który popycha naukę do przodu, zmienia strategię badania kosmosu. Wiemy, że może być groźnie, więc automatycznie statki są większe i groźniejsze. Mniej pokojowe, bardziej bojowe na wszelki wypadek.

Stary Spock co logiczne nie może wrócić do swoich czasów bo ich już nie ma, więc żyje tu i teraz, dzieli się wiedzą z władzami Floty.

Volcanie po tym co przeżyli też stają się zapewne bardziej emocjonalni. Choćby odrobinę. Na pewno młody Spock i młody Kirk nie są swoimi odpowiednikami, gdyż ukształtowała ich inna przeszłość.

Kirka od początku, gdy zginał jego ojciec, a Spocka od zniszczenia Wulkana.

Nowemu filmowi nie można absolutnie nic odjąć.
Miłośnicy starego nie będą zadowoleni, to jasne bo film ma inne tempo. Współczesne po prostu. Dziś na powolnym gdybaniu o niczym stojąc przed ekranem statku nikt nie zarobi a obejrzy to garstka.

Jest to jeden z lepszych filmów SF ostatnich lat.
Kor
Użytkownik
#207 - Wysłana: 14 Cze 2013 13:44:34 - Edytowany przez: Kor
kordian:
Drobne zmiany mogą wywołać zmiany gigantyczne. Tzw. efekt motyla.

Efekt motyla to słowo-hasło, które nic nie znaczy, zanim człowiek nie nauczy się go z rozsądkiem stosować, miast nim powiewać jako odpowiedzią na wszystko.

Np. Spock, podobnie jak Wolkanie, zachowują się podejrzanie na długo przed zniszczeniem ich rodzimej planety. Większe statki to myślenie ośmieszone już za czasów Hitlera, który myślał, że jak zbuduje sobie większy czołg, to będzie niepokonany - tak nie działa fizyka o czym wujek Adolf szybko się przekonał i o czym GF doskonale powinna wiedzieć.

Bardziej militarna GF jako wynik tragicznych doświadczeń, to nie oznacza zaraz mniej ostrożna i mniej kompetentna (dowództwo flagowego okrętu dla jakiegoś zbuntowanego, pyskatego wyrostka w armii? nie żartuj sobie, bohaterowie nie żyją w epoce feudalnej). Zresztą cóż to za tragiczne wydarzenia miały miejsce przed akcją filmu? Zniszczenie Kelvina miało odmienić GF i doprowadzić do postępu nauki? Równie dobrze połowa epizodów TNG powinna ją zmieniać diametralnie.

Filmowi można zarzucić masę rzeczy, bo twórcy zdają się sądzić, że z powodu drobnego incydentu przebudowaniu mogą ulec całe sposoby działania społeczności. To bardzo naiwne myślenie, które nie rozumie, że efekt motyla ma się całkiem nieźle przede wszystkim tam, gdzie działa świat bezrozumny. Także w tym wypadku tylko w ograniczonym zakresie zjawisk, bo większość zmian bardzo szybko ulega neutralizacji - jak rzucisz kamień w wodę i wywołasz falę, to nie znaczy, że ma to szanse zmienić ekosystem jeziora; przyroda posiada mechanizmy samoregulacji (to ich zaburzenia obawiamy się w przypadku globalnego ocieplenia).

Ludzie mają kulturę, instytucje, hierarchie, planowanie, prawo, regulacje, systemy przekonań itd. które zapobiegają temu, by małe zmiany mogły mieć znaczący wpływ w krótkim czasie. Wiele z aspektów kultury dokładnie temu właśnie służy. Jak ktoś chce pokazać znaczące zmiany wynikłe z niewielkich w sumie przyczyn, to musimy zakładać, że nastąpił jakiś wyjątkowy zbieg okoliczności, niespotykany splot czynników - i wtedy twórca ma obowiązek to zobrazować.

Gdyby przeniesienie jakichś paru chłystków w czasie miało doprowadzić do zmiany systemu politycznego w Polsce, to analogicznie tej zmiany bez problemu mogłaby dokonać byle szajka agentów. To także byłoby wrzucenie obcego elementu w polski system. Ale tak nie jest, musi się wydarzyć bardzo wiele rzeczy, żeby np. na tyle zradykalizować społeczeństwo, czy jakieś sektory siłowe, żeby miał miejsce zamach stanu. A jeśli ma się to odbyć metodami demokratycznymi, to trzeba 2/3 głosów przy 50% frekwencji na głosowaniu w parlamencie (przy tym artykuł 13 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z miejsca pozwala delegalizować partie, które w pewnych względach mogą zagrażać demokracji).

Tak może być w przypadku tego, co nazywamy momentem historycznym. Jak w opowiadaniu jakiego nie czytałem, ale obiło mi się o uszy: planista wojskowy kreśli plan ataku, obok niego lata komar. W zależności od decyzji komara, którą osobę ugryźć, albo planista nie popełnia błędu i tworzy skuteczny plan, albo zostaje ugryziony i się myli. Następnego dnia rano wybucha wojna, która w zależności od jakości planu toczy się inaczej. To jest akurat przypadek specyficznie ludzki w którym efekt motyla może mieć ogromne konsekwencje.

Ale to są skrajnie wyjątkowe okoliczności*. Coś takiego ma się obowiązek jakoś przybliżyć. Jak twórca tego nie robi, można wyciągnąć tylko jeden wniosek - sam nie wie o czym pisze, zmianę w linii czasowej traktuje jako wymówkę do tego, żeby nie musieć się trzymać oryginału. Tłumaczyć efektem motyla można w ten sposób sobie niemal wszystko. Tylko to nie ma sensu, bo daje wolną rękę twórcy w kreacji dowolnych idiotyzmów.

*Ponadto okoliczności literacko ustawione. Pojedyncze osoby od dawna już nie tworzą samodzielnie planów całych ofensyw, stworzony plan podlega długiej dyskusji w sztabie, modyfikacjom, ocenom, procedurze wykrywania błędów. Kiedy ofensywa rusza, pozyskuje się informacje zwrotne i modyfikuje w jawny sposób błędne decyzje. O czym zresztą mówiłem - organizacje to nie chorągiewki na wietrze. Także zakładanie, że profesjonalista się machnie, bo go ugryzł komar, prędzej nadaje się na dobranockę dla dzieci, niż poważne założenie. Ponadto komary, jak zresztą pewnie ludzie, nie mają wolnej woli, więc nie mogą sobie wybierać.
Elaan
Użytkownik
#208 - Wysłana: 20 Cze 2013 14:44:31 - Edytowany przez: Elaan
Kor:
W związku z tym jak najbardziej można pewne rzeczy pozostające w naszej mocy naprawiać tj. starać się o to, żeby historia potoczyła się w ten sam sposób, przynajmniej w pewnym zakresie, jak to miało miejsce w oryginalnym Wszechświecie.

Rozumiem, że masz na myśli to, co powinien zrobić old-Spock w tej sytuacji?
Ale może za bardziej logiczne uznał, iż nie powinien swoją wiedzą ingerować w naturalny rozwój wydarzeń w nowym Wszechświecie bardziej, aniżeli okaże się to absolutnie konieczne?

kordian:
Volcanie po tym co przeżyli też stają się zapewne bardziej emocjonalni. Choćby odrobinę. Na pewno młody Spock i młody Kirk nie są swoimi odpowiednikami, gdyż ukształtowała ich inna przeszłość.

Myślę, że masz rację.
Wydarzenia z poprzedniego filmu w pewien sposób musiały zmienić kulturę i ideologię Wolkan, choć zmiany te, logicznie rzecz biorąc, powinny stać się zauważalne po nieco dłuższym okresie czasu.
W przypadku Spocka zmiany te są, być może, bardziej zauważalne i szybsze, gdyż działa tu splot kilku czynników: ludzkie dziedzictwo emocjonalne, osobista i narodowa tragedia, więzy przyjaźni z Kirkiem i związek z Uhurą.

Kor:
Większe statki to myślenie ośmieszone już za czasów Hitlera, który myślał, że jak zbuduje sobie większy czołg, to będzie niepokonany

Oglądając fragmenty filmu na YT pomyślałam, że USS Vengeance - bo chyba tak się nazywa ów latający mastodont - wygląda, owszem, groźnie, ale przede wszystkim... groteskowo.
I tak mi się skojarzyło:

a

Kor:
Jak w opowiadaniu jakiego nie czytałem, ale obiło mi się o uszy: planista wojskowy kreśli plan ataku, obok niego lata komar. W zależności od decyzji komara, którą osobę ugryźć, albo planista nie popełnia błędu i tworzy skuteczny plan, albo zostaje ugryziony i się myli.

Jak przyznają sami japońscy historycy, do japońskiej klęski pod Midway poważnie przyczyniły się dwa fakty:
a] planu ataku nie opracowywał komandor Minoru Genda [złożony grypą]
b] lotnictwem uderzeniowym nie dowodził komandor Mitsuo Fuchida [poddany operacji wyrostka]
Tak więc, brak dwóch oficerów, rzecz z pozoru błaha, miała swoje katastrofalne konsekwencje.

Jak już wspomniałam, widziałam jedynie nie najlepszej jakości fragmenty ST ID na YT, ale parę rzeczy mnie zaciekawiło.
Po pierwsze, zaskoczyła mnie ta samotna łza na twarzy Khana - z dotychczasowych fragmentów można by bowiem sądzić, że jest to osoba niezdolna do odczuwania współczucia wobec kogokolwiek, zimna i opanowana, niczym Wolkanin.
To oczywiste nawiązanie do sceny z TMP, ale może sugeruje coś więcej - może Khan to negatywna, ludzka wersja Spocka. Może nieprzypadkowo Spock dowodzi okrętem w tej scenie:

http://www.youtube.com/watch?v=xeraCOWWRew

Po drugie, podobała mi się scena śmierci Kirka, mimo że z dialogu zrozumiałam co dziesiąte słowo - a może właśnie dlatego?
Zapewne powie ktoś, że Spock zachował się zbyt emocjonalnie w tej sytuacji - ale czy rzeczywiście?
Nawet stary Spock nie potrafił zachować swej wolkańskiej obojętności i logiki w obliczu śmierci przyjaciela [cytat z The Entropy Effect].

Sięgnął przed siebie, na ślepo.
Spock uchwycił jego rękę, trzymając go mocno, rozmyślnie opuszczając wszystkie mentalne i emocjonalne tarcze, które zbudował podczas swojej długiej współpracy z ludźmi.
- Wszystko będzie dobrze, Jim, - rzekł Spock.
Położył prawą dłoń na skroni Jima, tworząc telepatyczną, mistyczną więź, łączącą go z przyjacielem. Cierpienie, strach i żal napłynęły i wypełniły go. Zaakceptował i przyjął je z własnej woli, i poczuł jaką ulgę przyniosło to Jimowi.
- Moja siła do twojego ciała, - szeptał, zbyt cicho, by ktokolwiek mógł to usłyszeć; hipnotyczne słowa, przywołujące jedną ze starych, wolkańskich technik. – Moja siła do twojego ciała, moja wola do twojej.
/.../
Jim Kirk wiedział, że zmierza ku śmierci, i że Spock podąży za nim, w dół, po wciąż przyspieszającej spirali, dopóki nie spadnie zbyt głęboko, by zawrócić. Dobrowolnie wybierze śmierć, próbując ocalić Kirkowi życie.
/.../
Przestraszył się, że czekał zbyt długo, lecz przerażenie dało mu siłę, której potrzebował. Szarpnął się i odsunął od Spocka, zrywając kontakt, wyrzekając się siły i woli Spocka, i oddając samego siebie agonii, rozpaczy i śmierci. Fizyczny rezonans emocjonalnej siły odrzucił Spocka do tyłu. Jego ciało z głuchym odgłosem walnęło o reling i osunęło się na podłogę.
/.../
Spock zmusił się, by zignorować własną, czysto fizyczną reakcję na to, co się właśnie stało. Chociaż rozumiał ludzką koncepcję duszy i ducha, jego postrzeganie tego, co czyni żywą istotę inteligentną i samoświadomą, było głęboko wolkańskie, zbyt subtelne i złożone, aby to wyjaśnić w ludzkich kategoriach, lub w jakimkolwiek ludzkim języku. Lecz on miał kontakt z ową koncepcją, głębszy i bardziej intymny aniżeli to, czego jego umysł doświadczył kiedykolwiek przedtem i obserwował – nie, czuł – wszystko, oprócz ostatniego przebłysku jej śmierci. Gdyby Jim nie zerwał hipnotycznego połączenia, oddając Spockowi jego wolę i całą siłę, którą próbował przekazać swemu przyjacielowi, Spock także byłby teraz w stanie śpiączki i z uszkodzeniem mózgu pod czułą, bezosobową opieką podtrzymujących życie urządzeń dr McCoy`a.


Przecież logika nakazywałaby w tej sytuacji pierwszemu oficerowi raczej skupić się przede wszystkim na przejęciu obowiązków dowódcy, na okręcie i załodze, a nie narażać ich bezpieczeństwo i własne życie, by próbować uratować jedną osobę.
Tym bardziej więc, emocjonalna reakcja w takiej sytuacji nie powinna dziwić u neo-Spocka, Wolkanina o mniej "opancerzonej" duszy.
Kor
Użytkownik
#209 - Wysłana: 20 Cze 2013 15:32:44 - Edytowany przez: Kor
Elaan:
Rozumiem, że masz na myśli to, co powinien zrobić old-Spock w tej sytuacji?

Nie, dyskutuję bardziej filozoficznie. Nie chodzi mi o to co kto powinien zrobić. Chodzi mi o to, że bez względu na to, że to jest inny Wszechświat (równoległy; a więc nietożsamy liczbowo z pierwotnym), to różni się od pierwotnego najwyżej w tej mierze w jakim wpływ na przebieg historii miał fakt pojawienia się kogoś z przyszłości. Tę zmianę można więc usiłować tłumić. Nigdy nie będzie to ten sam Wszechświat, ale może być z grubsza taki sam.

Czy to ma sens, aby gdzie indziej przywracać ten sam bieg historii co we Wszechświecie pierwotnym? To zależy od punktu widzenia postaci i ich filozoficznych przekonań.

Trzeba jednak pamiętać, że w takiej koncepcji światów odgałęzionych na skutek podróży w czasie, różnice względem świata pierwotnego nie są dowolne. Istnieje źródłowe zdarzenie - przybycie kogoś z przyszłości - z którego cała reszta musi wynikać.

Nie jest tak, że wprowadzamy sobie dowolną zmianę, ktoś krytykuje, że to absurd, rzecz niezgodna z TOS-em, a odpowiedzią na to jest: bo to Wszechświat alternatywny. To nie jest żadna odpowiedź. W ten sposób można by tłumaczyć zmianę Star Treka w Park Jurajski.

Elaan:
Tak więc, brak dwóch oficerów, rzecz z pozoru błaha, miała swoje katastrofalne konsekwencje.

Ciekawy fakt. Można więc powiedzieć, że obie te postacie były zaiste postaciami historycznymi, a bitwa pod Midway momentem historycznym (który wpływ - czy też brak tego wpływu - tych postaci na historię rzutował na całą wojnę). Chociaż to w dużej mierze gdybanie. Nie wiemy i nigdy się nie do wiemy jak potoczyłyby się te sprawy, gdyby obu panów nie zmogły choroby.
Elaan
Użytkownik
#210 - Wysłana: 20 Cze 2013 15:53:37
Kor:
Chociaż to w dużej mierze gdybanie. Nie wiemy i nigdy się nie do wiemy jak potoczyłyby się te sprawy, gdyby obu panów nie zmogły choroby.

Zapewne, ale fakt, iż obaj, jeden jako planista, drugi jako dowodzący uderzeniem lotniczym, walnie przyczynili się do japońskiego sukcesu w Pearl Harbour, też o czymś świadczy.
 Strona:  ««  1  2  ...  5  6  7  8  9  ...  14  15  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek XI / ST XII - nasze wrażenia

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!