USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek XI / Startrek XIII - o czym mógłby J.J.Abrams nakręcić?
 Strona:  ««  1  2  3  ...  25  26  27  28  29  30  31  »» 
Autor Wiadomość
mozg_kl2
Użytkownik
#781 - Wysłana: 28 Lip 2016 17:55:28
Odpowiedz 
Parura123
Użytkownik
#782 - Wysłana: 28 Lip 2016 20:32:29 - Edytowany przez: Parura123
Odpowiedz 
Pozwólcie, że przerwę tę techniczną dyskusję, ale ja też podzielę się swoimi wrażeniami . Co prawda zwiastuny i różne informacje o filmie nie nastrajały optymistycznie, ale naprawdę mi się podobał. Jako odcinek rocznicowy... przepraszam, film, dał radę (oczywiście na tyle ile dało się wycisnąć z Kelvin timeline). Te wszystkie nawiązania do TOSu to po prostu cudeńka. I ta podarta koszula na początku. I nareszcie dostałam odpowiednią dawkę scen ze Spockiem i Bonesem. Chyba tego najbardziej mi brakowało w poprzednich dwóch filmach . I fajnie, że Scotty miał więcej do zagrania. I Chekov chyba też miał trochę więcej niż zwykle. I ten motyw z TOSu słyszalny w którymś momencie. Dobrze też był poprowadzony wątek żegnający ze starym Spockiem. Nienachalnie i dłużej niż jakaś jedna przypadkowa wzmianka. I ta pamiątka. Urocza .

Co do minusów:
- za mało akcji w kosmosie, na którą liczyłam
- jakieś to takieś za bardzo przekombinowane, że Krall to człowiek. A już liczyłam na jakąś ciekawą nową rasę
- fabuła też dość prosta. Fałszywe wezwanie o pomoc, wszyscy wzięci do niewoli, ale kilku się uratowało i heroicznie ratują resztę. Coś takiego jest w pierwszym lepszym filmie akcji
Na dziś to tyle. Wystarczająco się nagadałam
laisar
Użytkownik
#783 - Wysłana: 29 Lip 2016 02:51:59 - Edytowany przez: laisar
Odpowiedz 
Star Trek 2009 zostawił mnie zmieszanym, nie wstrząśniętym - radość z jakiegokolwiek nowego filmu, tym bardziej niezłego rzemieślniczo, ładnego i starającego się oficjalnie pokazać szacunek dla Tradycji łączyła się ukłuciami irytacji na sam pomysł restartu, zbędne silenie się na oryginalność i nowomodne wymysły realizacyjne. Przyzwoity film, choć raczej mocno średni Star Trek - ale mimo wszystko Star Trek, z otwartymi perspektywami na rozwój, nawet jeśli zagrożonymi chciwością i bezmyślnością Paramętu...

Into Darkness kontynuował wytyczony kurs - trochę starego, trochę nowego, rzeczy dobre przeplatały się z kiepskimi. Zabrakło efektu nowości, ale pojawił się element kontynuacji. Mało co rozwinęło się zgodnie z nadziejami, niewiele zostało zmarnowane. Film słabszy, ale lepszy Star Trek.

Beyond stało przed trudnym zadaniem i problemy z produkcją chyba tego dowiodły. Efekt jest bardzo nierówny, bo klasyka jeszcze mocniej walczy z nowoczesnością. Współczesne realistyczne wizualnie przedstawienie świata jakoś bardziej uwidacznia pretekstową głupotę scenariusza nieudolnie próbującego przemycić głębsze treści, jednakże w trakcie samego seansu obecne techniki filmowe przez większość czasu całkiem skutecznie to maskują. Dziełko w sumie dobrze się więc ogląda i po przemyśleniu wcale nie paradoksalnie staje się niemal wzorcowym "odcinkiem idealnym 50-lecia Star Treka". Bo jakkolwiek w historii były przypadki wybitnych odcinków, to w większości cykl jest takim właśnie średniej jakości produkcyjniakiem, który rękoma zaangażowanych twórców walczy z przeciwnościami naszego świata, starając się być lepszym niż pozwalają mu na to warunki. Z kina wyszedłem więc właściwie zadowolony i mimo że i film, i zawartość Star Treka w Star Treku były przeciętne, to uważam, że Beyond warto obejrzeć. W najgorszym razie - z powodu największej ilości prawdziwego startrekowego humoru w nowych częściach (:
Q__
Moderator
#784 - Wysłana: 29 Lip 2016 14:27:22 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
laisar

Witamy na pokładzie .

Kolejna nowa twarz? Taak, cieszę się jednak z tej premiery.)

ps. Tymczasem Jammer zrecenzował ST XIII, wyceniając go na 2.5/4. (Identycznie ocenił GEN, INS i NEM, gorzej tylko ST V.)
http://www.jammersblog.com/2016/07/27/movies/star- trek-beyond/

EDIT: tu zaś mamy reckę Steve'a Shivesa:
http://www.youtube.com/watch?v=UX3CmLy3nhs
KAEM
Użytkownik
#785 - Wysłana: 30 Lip 2016 00:39:00 - Edytowany przez: KAEM
Odpowiedz 
Witam, po paru latach zaglądania tu co jakiś czas, wypada chyba wreszcie zarejestrować się i coś naskrobać a ten temat wydaje się odpowiedni
Przyznam, że ostatni Trek odrobinę mnie rozczarował. Nie dlatego, że był jakoś bardzo słaby a bardziej z powodu, że po prostu chyba spodziewałem się czegoś innego. Film z 2009 jak dla mnie był naprawę udany, kolejny - nadal niezły. W trzeciej części zabrakło większej kontynuacji i rozwinięcia wcześniejszych dwóch filmów. Spodziewałem się, że "w nieznane" będzie faktycznie wyprawą w nieznane a nie ot zwyczajnym odcinkiem z którego wydarzenia trochę zbyt mało nawiązują do wcześniejszych wątków. Spodziewałem się że 80% fabuły poświęcona zostanie eksploracji nieznanego kosmosu (nieznanego z perspektywy nowej linii czasu) a tu... cały film na jednej planecie (lub w jej bliskim sąsiedztwie). IMHO troszkę zmarnowany potencjał.
Cieszy mnie natomiast, że zapowiedziano już kolejną cześć.
Co do samej wizyty w kinie - miłe zaskoczenie - naprawdę sporo ludzi, kilka osób ubranych w trekowe wdzianka
al_kajtek
Użytkownik
#786 - Wysłana: 30 Lip 2016 11:00:55
Odpowiedz 
Beoynd pozostawia niedosyt. Z jednej strony bowiem to na pewno Star Trek, epizod serialu (dziennik pokładowy Kirka z początku to gigantyczne mrugnięcie okiem), ale z drugiej to co najwyżej średni odcinek. Wydaje się, że Pegg dostał zadanie stworzenia takiego podsumowania tych 700 iluś odcinków i 12 filmów. Oko cieszą wspaniałe efekty - projekt Yorktown jest super, wreszcie w Treku jest jakaś stacja budząca emocje, choć nie sposób nie zgodzić się z McCoyem, że jest to przerost formy nad treścią. Ogólnie Kelvin timeline zaczyna być słynna ze swojego "zastaw się, a postaw się" - wielkie stacje, wielkie statki - ale jak przychodzi co do czego, to dziwi trochę, że flagowy statek Floty jest rozwalony przez grupkę rozbitków, a Yorktown wydaje się również bezbronna. Podoba mi się nowy efekt warp. Ogólnie podoba mi się, że w tej części wreszcie zaczęto tworzyć coś nowego, efektownego i z sensem - vide właśnie tej nowy efekt warp czy Yorktown.

Trochę rozczarowała mnie muzyka MG. Jestem jego fanem, a w Beyond korzysta tylko ze swojego Star Trekowego motywu.

Podsumowując: film jest letni. Zarówno jeśli chodzi o ładunek wrażeń, jak i o konstrukcję. Taki odcinek na sterydach.

A tak na marginesie, to fakt, że newsmani obrażają się na wytwórnię i nie umieszczają info, które przez google mogłoby przyciągnąć nowych ludzi, naprawdę dziwi i wprawia w niesmak. Ale megalomania to chyba nasza cecha narodowa. Mam nadzieję, że w końcu ktoś wprowadzi jakąś świeżą krew do redakcji.
Q__
Moderator
#787 - Wysłana: 30 Lip 2016 17:15:23 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
KAEM

Witamy na pokładzie .

Zacytuję sam siebie:
Q__:
Kolejna nowa twarz? Taak, cieszę się jednak z tej premiery.)



KAEM:
Film z 2009 jak dla mnie był naprawę udany, kolejny - nadal niezły.

Cieszę się czytając to. Im większy pluralizm opinii na forum, tym lepiej . Ha, chętnie poczytam Twoje pochwały tych - często budzących tak skrajne emocje - filmów, dowiem się co w nich doceniasz .

al_kajtek

al_kajtek:
Podsumowując: film jest letni. Zarówno jeśli chodzi o ładunek wrażeń, jak i o konstrukcję.

Chyba wszyscy się w tym zgadzamy, sądząc po niemrawej (acz intensywniejszej niż po premierze STID, o ile pomnę), dyskusji.

al_kajtek:
fakt, że newsmani obrażają się na wytwórnię i nie umieszczają info, które przez google mogłoby przyciągnąć nowych ludzi, naprawdę dziwi i wprawia w niesmak.

A polityka wytwórni to niesmaku nie budzi? No i pojawia się pytanie czy fan jest tuczną gęsią i nie ma wyboru, tylko musi łykać wszystko, co mu wytwórnia wepchnie, bo dostało logo ST?

al_kajtek:
Ale megalomania to chyba nasza cecha narodowa.

Toś mi pojechał , tyle, że bez sensu. Wezwania do bojkotu Beyond i Discovery wyszły od amerykańskiego fandomu, więc trudno by miały związek z polskimi cechami narodowymi.

Zacytujmy przedstawiciela wspomnianej przez Ciebie świeżej krwi:
mozg_kl2:
amerykańscy fani twierdzą, ze Paramount nie wycofał pozwu z sądu. Wzywają do bojkotu Beyond

Ponadto nie jestem pewien czy statystyczny megaloman zdolny byłby do takich refleksji:
Q__:
Przy czym my występujemy tu z pozycji widzów, bo All Access jest dostępny tylko w USA*, a udział polskiego rynku w zyskach Beyond będzie zapewne pomijalny. To amerykańska widownia - w tym amerykański fandom ST - o wszystkim zdecyduje głosując portfelami. No, może w wypadku Beyond chińska też... Wszelki ewentualny bojkot lub jego brak ma więc znaczenie czysto symboliczne.

Q__:
Przy czym, paradoksalnie, bojkotuję w imię zasad, ale coraz mniej jestem pewien czy wewnętrznie życzę Beyond i ST 2017 klęski, jakie by nie były. W końcu to nie ich twórcy wykonują znane, wątpliwe, ruchy, a część tych twórców do ludzie z ST od lat związani. W końcu zawsze coś w nich ocaleje z klasycznego Treka. W końcu Seybr ma rację, że w tym durnym Kirku-na-motocyklu jest coś odświeżająco zabawnego, nawet jeśli mało pasującego do ST.

Czyli do traktowania swoich działań jako gestu moralnego sprzeciwu, który tak naprawdę nic realnie nie zmieni. I który dokona się we wcale nie tak jednoznacznej sytuacji.

ps. Dziwne jednak, że mimo wszystko rozpocząłeś posta od czegoś na kształt cytatu ze mnie:
Q__:
tak, to jest Trek, na 100%.

al_kajtek:
Z jednej strony bowiem to na pewno Star Trek

I zbudowałeś go na identycznym schemacie - stwierdzenie Trekwości, wyliczenie zalet, wyliczenie wad, ambiwalentne podsumowanie.

No chyba, że chcesz mnie tym dopiero w megalomanię wbić.
al_kajtek
Użytkownik
#788 - Wysłana: 30 Lip 2016 17:28:53 - Edytowany przez: al_kajtek
Odpowiedz 
z megalomanią chodzi mi bardziej o jej aspekt porywania się z motyką na słońce. Bojkot nic nie da poza tym, że parę osób, które będą szukały informacji o Star Trek Beyond ich nie odnajdzie ich na startrek.pl. Więcej korzyści widzę w tym, że ktoś zainteresowany Beyond wejdzie na Phoneixa, poczyta o filmie, zobaczy newsy, przeczyta o nowym serialu, może przez to obejrzy jakiś odcinek TOS.

PS. i nikomu personalnie nie chciałem pojechać, ale jednak dziwne jest takie obrażanie się, które wymiernych korzyści nie przynesie
Q__
Moderator
#789 - Wysłana: 30 Lip 2016 18:03:31 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
al_kajtek

al_kajtek:
z megalomanią chodzi mi bardziej o jej aspekt porywania się z motyką na słońce.

Z drugiej strony znasz pewnie powiedzenia o kroplach drążących skałę itd.

al_kajtek:
Bojkot nic nie da poza tym, że parę osób, które będą szukały informacji o Star Trek Beyond ich nie odnajdzie ich na startrek.pl. Więcej korzyści widzę w tym, że ktoś zainteresowany Beyond wejdzie na Phoneixa, poczyta o filmie, zobaczy newsy, przeczyta o nowym serialu, może przez to obejrzy jakiś odcinek TOS.

Ja to rozumiem i dlatego rezygnując z newsowania o Beyond i Discovery przeprowadziłem natychmist rekrutację nowych junior adminów, którzy przejmą ten odcinek, jeszcze w kwietniu. To miał być mój prywatny gest, nie nowa polityka Phoenixa.

To, że zrekrutowani kandydaci nie dostali dotąd uprawnień administracyjnych skomplikowało sprawę.

al_kajtek:
nikomu personalnie nie chciałem pojechać, ale jednak dziwne jest takie obrażanie się, które wymiernych korzyści nie przynesie

Spokojnie. Nie jestem obrażalski. Uznajmy rzecz za wymianę technicznych uwag nt. funkcjonowania serwisu.

ps. Szerszy tekst o tym, jak Pegg z Memory Alpha korzystał:
http://www.st-minutiae.com/cafe/archives/2016/07/v okaya.html
KAEM
Użytkownik
#790 - Wysłana: 31 Lip 2016 00:13:44
Odpowiedz 
Q__:
KAEM
Witamy na pokładzie .
Kolejna nowa twarz? Taak, cieszę się jednak z tej premiery.)
>>>KAEM: Film z 2009 jak dla mnie był naprawę udany, kolejny - nadal niezły.
Cieszę się czytając to. Im większy pluralizm opinii na forum, tym lepiej . Ha, chętnie poczytam Twoje pochwały tych - często budzących tak skrajne emocje - filmów, dowiem się co w nich doceniasz .

Tak w kilku zdaniach. Przede wszystkim to, że w końcu po wielu latach mogłem znów obejrzeć Treka w kinie. Film nie był idealny i miał zapewne wiele wad ale IMHO ilość zalet była jednak zdecydowanie większa
Całkiem ciekawy pomysł na fabułę i równie udana realizacja. Nieźle dobrani aktorzy, udane wstawki humorystyczne i kilka naprawdę dobrze zrealizowanych "scen epickich". A do tego wszystkiego świetna muzyka.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wszystko to rzecz gustu i wielu innym osobom film zapewne nie podobał się, czego przecież nie mam im za złe (zakładam tez, że działa to - a przynajmniej powinno - w dwie strony )

Co do tych wszelkich bojkotów to szanuję, choć sam mam zdecydowanie odmienne zdanie. Fan Treka bojkotujący Treka jest dla mnie czymś po prostu dziwnym ale rozumiem, że... taka moda, tak wypada itp Osobiście tego jednak nie kupuję - z niecierpliwością czekam na nowy serial a na kolejny film kinowy pójdę zapewne (jak na poprzednie) w dniu premiery

Odnośnie strony głównej - zdejmij chociaż ten stary plakat z poprzedniego filmu. Zniechęca ludzi. Opisze na swoim własnym przykładzie. Jak już wspomniałem zaglądam tu co jakiś czas od dawna, bardzo dawna. Ostatnio gdy zajrzałem i zobaczyłem ten obrazek pomyślałem: "cholera, serwis padł lata temu, szkoda". Tak przypadkiem klikaniem na Forum i dopiero tu zobaczyłem ze strona nadal funkcjonuje.
Suma summarum tej bojkot w żaden sposób nie szkodzi zapewne producentom, prawdopodobnie jednak szkodzi TEMU serwisowi (a dokładniej jego popularności)
Guauld
Użytkownik
#791 - Wysłana: 31 Lip 2016 00:20:02 - Edytowany przez: Guauld
Odpowiedz 
KAEM:
Fan Treka bojkotujący Treka

To jest bojkot wytwórni, bo fanprodukcje się chwali .

KAEM:
tej bojkot w żaden sposób nie szkodzi zapewne producentom, prawdopodobnie jednak szkodzi TEMU serwisowi (a dokładniej jego popularności)

Z jednej strony zgadzam się, na trek.pl się tym nie przejęli, więc jak nie tu, to tam się znajdzie to, czego się szuka, z drugiej sam w pozycji Q__ czułbym taki niesmak do Paramountu, że pisanie o nowościach od nich przychodziłoby mi z obrzydzeniem (więc cieszę się z bycia userem bez zobowiązań).
Q__
Moderator
#792 - Wysłana: 31 Lip 2016 00:21:12 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
KAEM

KAEM:
zakładam tez, że działa to - a przynajmniej powinno - w dwie strony

Oczywiście. Przynajmniej w moim wypadku.

KAEM:
Odnośnie strony głównej - zdejmij chociaż ten stary plakat z poprzedniego filmu. Zniechęca ludzi. Opisze na swoim własnym przykładzie.

Heh, tego nie dam rady zrobić. To - technicznie - może tylko Kai (nadać w/w uprawnienia też, to samo dodać dział o Discovery).

ps. EAS o beyondowych buraczkach :
http://www.ex-astris-scientia.org/inconsistencies/ inconsistencies-trekxi.htm#stb
Mav
Użytkownik
#793 - Wysłana: 31 Lip 2016 13:15:35
Odpowiedz 
Q__:
ps. EAS o beyondowych buraczkach

Zapewne zauważyłeś ten wpis:

The size of the Yorktown starbase, which is many kilometers across and which has millions of inhabitants, is incredible. Even if you should have the resources in outer space, you don't build a major city there, close to a nebula that is totally unexplored and from where a huge fleet can attack any time. Which is exactly what happens.

Nie jest dla mnie zaskoczeniem, że w EAS przesadzona wielkość Yorktown jest czymś oczywistym - kilometers across and which has millions of inhabitants
Q__
Moderator
#794 - Wysłana: 31 Lip 2016 17:54:51 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Zapewne zauważyłeś ten wpis

Jasne, ale zauważyłeś też pewnie, że jest to traktowane jako burak .

Zresztą... zacytuję sam siebie:
Q__:
wiesz czemu bronię interpretacji, że jest mniejsza, czyni ją to - IMHO - sensowniejszą

A póki z ekranu nie padną konkretne dane (na co się nie zanosi - następny film ma być o czym innym, a serial wręcz o starej linii czasu) lub nie ukaże się kanoniczny Manual (a od lat posucha nawet na niekanoniczne) możemy se interpretować do woli, bo konkretu brak.
Zatem moja interpretacja jest taka: twórcy nie poradzili sobie z perspektywą i ze skalowaniem pewnych rzeczy, przez co Yorktown może wydawać się większa niż jest.
Q__
Moderator
#795 - Wysłana: 1 Sier 2016 17:58:47
Odpowiedz 
Alejaja moi dobrzy ludzie. Okazuje się, że wersja kinowa Beyond jest krótsza od ostatecznej, która trafi na BL, o pół godziny:
http://trekcore.com/blog/2016/07/nearly-thirty-min utes-cut-from-trek-beyond-final-edit/
http://collider.com/justin-lin-star-trek-beyond-in terview/

Najzabawniejsze by było gdyby wycięte sceny dodały sens i polityczną aluzyjność do fabuły. Gdyby tak było, nusiałbym - klnąc obyczaje współczesnej kinematografii - zacząć wychwalać " trzynastkę".
Dreamweb
Użytkownik
#796 - Wysłana: 2 Sier 2016 14:55:00
Odpowiedz 
Chciałem w końcu napisać coś dłuższego o Beyond... Ale jakoś za bardzo nie wiem co. Niby tyle się dzieje, akcji co niemiara, ale w sumie też przez to ten film jest potwornie bałaganiarski. Chwilami przypomina zlepione dość przypadkowo sceny, i to do tego z różnych filmów - z jakiejś komedii niezbyt mądrej, z czegoś co próbuje być starym Star Trekiem, z typowego filmu akcji...

Jak już wspominałem, film jest strasznie głupkowaty, i pod tym względem kojarzy mi się nieco ze Star Trek IV, gdzie też niezbyt poważnie do niektórych kwestii podchodzono. Swoją drogą ta akcja z rozwalaniem przeciwników muzyką - raz że kojarzy mi się z "Marsjanie atakują", dwa że pasowałoby do "Galaxy Quest", natomiast w pełnoprawnym w końcu "Star Treku" - gryzie się to...

Ciężko mi film jako całość ocenić po jednym obejrzeniu, właśnie przez tą bałaganiarskość. Myślę że jest lepszy niż Star Trek 2009 i to na razie tyle.
Q__
Moderator
#797 - Wysłana: 5 Sier 2016 00:34:26 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Kolejne recenzje Beyond:
- ze strony Rogera Eberta
http://www.rogerebert.com/reviews/star-trek-beyond -2016
- i od KMF'u
http://film.org.pl/star-trek-beyond-w-nieznane-201 6-recenzja
Żadna z nich nie jest przesadnie entuzjastyczna

I podcast TrekYards poświęcony recenzowaniu "trzynastki":
http://www.youtube.com/watch?v=jevwoX4tdOE
The_D
Użytkownik
#798 - Wysłana: 5 Sier 2016 10:45:29
Odpowiedz 
Dreamweb:
Jak już wspominałem, film jest strasznie głupkowaty, i pod tym względem kojarzy mi się nieco ze Star Trek IV

A ja humor doceniam, jest lepiej dopasowany i bardziej stylowy niż w poprzednich częściach, typu Sulu ruszający na "ręcznym". Tutaj przegięta jest otwierająca scena, ale już przekomarzania Spocka z McCoyem bardzo stylowe. Nawet "kozaczący" Scotty mnie nie raził. Trek nigdy nie był śmiertelnie poważny, nawet poza "Voyage Home", czasem sięgając nawet po slapstick, że wspomnę Scotty'ego uderzającego się w głowę. Moment z Beastie Boys - ja mu bardziej zarzucam technobełkotliwy plot-device niż wciśnięcie tam nieco efekciarsko muzyki.
Q__
Moderator
#799 - Wysłana: 6 Sier 2016 21:34:23 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Tak się zastanawiam - w świetle przecieków o umiejscowieniu czasowym Discovery - czy wepchnięcie dodatkowego Beyond pomiędzy STID, a scenariusz, który trafił do "czternastki", nie było jednak przemyślanym, wspólnie wymyślonym przez CBS i Paramount, ruchem...
Zobaczcie, zanim historia Abramsverse znajdzie swój koniec, uwagę widzów nakierowano - Franklinem i wszystkim, co z nim związane - na erę pomiędzy Archerem, a Kirkiem, erę, z której (prawdopodobnie) wyrośnie nowy serial...
To by było jakimś usprawiedliwieniem fabuły, a raczej fabułki, ST XIII.
Madame Picard
Moderator
#800 - Wysłana: 7 Sier 2016 14:34:34 - Edytowany przez: Madame Picard
Odpowiedz 
To może i ja się wypowiem na temat nowego filmu .
Muszę przyznać, że Beyond mnie pozytywnie zaskoczył. Na tle poprzednich treków Abramsa prezentuje się wręcz rewelacyjnie. Może po prostu te filmy tak nisko postawiły poprzeczkę oczekiwań, że wszystko, co chociaż odrobinę wyrasta nad poziom mułu, robi dobre wrażenie (trochę jak z SW VII w porównaniu z EP I, II, III). To prawda, że przeszkadza tempo i "oczojebność" niektórych scen. Ja w takich momentach strasznie się gubiłam i nie mogłam się zorientować, co się właściwie dzieje. Ale myślę, że gdyby odfiltrować ten film z łubudu-tratata, zadać mu jakiegoś relanium, to zostałby całkiem przyzwoity kawałek treka.

Przede wszystkim w Beyond nie ma tych elementów, które najbardziej wkurzały w dwóch poprzednich filmach. Nie ma aż takich bzdur w scenariuszu jak w ST 2009 (to znaczy są bzdury, ale nie aż takie). Nie ma momentów, w których czułabym się zażenowana (jak np. czerwony potwór, rajdy Kirka ze spuchniętymi rękami po Enterprise w ST 2009 albo chwila gdy wyskakuje z łózka razem z dwiema ogoniastymi pannami w STID). W ogóle nie ma rynsztokowego dowcipu. Główni bohaterowie w końcu zachowują się jak na oficerów GF przystało, a więc nie wywalają kolegi na zamarznięta planetę z potworami i nie strzelają do bezbronnych. Miałam wrażenie, że i abramsowe uniwersum, i bohaterowie wyszli z wieku gimbazy i weszli w dorosłość. Nie ma (no dobra, są, ale niewiele) idiotycznych akcji znikąd dla podniesienia efekciarstwa (Sulu z mieczem na platformie) albo dla zaklejenia dziury w scenariuszu (transport w warp). Nie ma chamskiej przeróbki żadnego z poprzednich filmów ani wrzucanych bez opamiętania "smaczków", od których można się było wyrzygać (KHAAAAN!, rozumiecie).

Do tej pory to jednak chwalenie, że "dał cukierka, a mógł zabić". Co zatem jest wartością samoistną w Beyond? Historia wciąga i się nie dłuży (pierwszy raz spojrzałam na zegarek chyba po 1,5 godziny). Bohaterowie są wobec siebie lojalni i widać, że się lubią i szanują (ten tekst Uhury, że poświęciła się dla kapitana, bo on by zrobił dla niej to samo). W filmie jest dużo dobrego humoru, ale na szczęście takiego na uśmiech, a nie na rechot (Montgomery Scotty). Są miłe, nienachalne nawiązania do dawnych treków. Przebija się czasami odrobina powagi (urodziny Kirka). Scenariusz sprawia wrażenie przemyślanego, choć może mało oryginalnego, w sumie taka trekowa norma. Miło mnie zaskoczyło, że pierwsza, dość głupawa zresztą scena, "zawiesiła strzelbę", która potem "wystrzeliła". Podobała mi się stacja Yorktown i pobieżne, ale jednak pokazanie życia zwykłych obywateli Federacji (transporter publiczny).

Trochę dziwi mnie, że nikt nie pochwalił filmu za przesłanie. Raczej mówiliście o "bezprzesłaniowości" filmu i o tym, że to tylko kawałek fajnej, ale bezmyślnej rozrywki. To w dużej mierze prawda, ale moim zdaniem taki sąd byłby bardziej uprawniony, gdyby Krall okazał się kolejnym głupim kosmitą, który marzy, żeby zniszczyć Federację, albo porzuconym na planecie i zapomnianym przez Federację dawnym oficerem, co zresztą przed premierą sugerowaliście. Według mnie to rozgoryczenie głównego bohatera, że Flota zmieniła się z formacji wojskowej w pokojową organizację badawczą, i marzenie o przywróceniu stanu wojny, to nie są głupie motywacje. Powiem więcej, uważam, że we współczesnym świecie odradzających się nacjonalizmów i tęsknot za chwała wojenną to jest bardzo aktualne i ważne przesłanie. Nie macie wrażenia, że Trek podkreśla tu pacyfistyczne ideały, w których wyrósł? I że promuje lewacką utopię multi kulti (Yorktown) sprzeciwiając się zarazem wojnom z innymi tylko dlatego, że są inni, czyli robi to, co prawdziwy trek robić powinien? ;)

Żeby nie było: nie uważam, że jest to przesłanie głębokie jak Rów Mariański, ale sądzę, że dobrze mieści się w trekowej tradycji przesłań (przypomnijcie sobie te wszystkie odcinki serialu, w których mamy wojnę trwającą od kilku tysięcy lat, która znika po tym, jak Picard wygłasza mowę). Tekst Kirka, że lepiej umierać ratując życie, niż żyć zabijąjąc, ma szanse moim zdaniem wejść do kanonu wzniosłych trekowych tekstów. Zgadzam się zresztą z Pahem, że ten film jest bardzo w tradycyjnych klimatach Treka, wraz z jego mocnymi i słabymi stronami. Byłby pewnie fajnym odcinkiem serialu lub opowiadaniem fanowskim (oczywiście po odcedzeniu z zalewy przefajnowanej widowiskowości). Nie macie wrażenia, że (pomijając efekty specjalne) wszystko, za co byśmy chcieli pochwalić albo skrytykować Beyond, to jest to samo, za co chwalimy (pacyfistyczne przesłanie? zgrana i sympatyczna załoga?) i krytykujemy Treka (technobełkot? uproszczenia w scenariuszu? zbzikowany villain? akcja na planecie?) w ogóle? Dodam jeszcze, że film ogląda się dużo przyjemniej, gdy zignoruje się, że to inna linia czasu i tak dalej. Jak dla mnie, to mógłby być jeden ze zrebootowanych odcinków TOS z nowymi aktorami.

Podsumowując: polecam wszystkim stęsknionym z Trekiem.
Q__
Moderator
#801 - Wysłana: 7 Sier 2016 18:13:57 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Madame Picard

Madame Picard:
Według mnie to rozgoryczenie głównego bohatera, że Flota zmieniła się z formacji wojskowej w pokojową organizację badawczą, i marzenie o przywróceniu stanu wojny, to nie są głupie motywacje. Powiem więcej, uważam, że we współczesnym świecie odradzających się nacjonalizmów i tęsknot za chwała wojenną to jest bardzo aktualne i ważne przesłanie. Nie macie wrażenia, że Trek podkreśla tu pacyfistyczne ideały, w których wyrósł? I że promuje lewacką utopię multi kulti (Yorktown) sprzeciwiając się zarazem wojnom z innymi tylko dlatego, że są inni, czyli robi to, co prawdziwy trek robić powinien? ;)

Ha, wyjdzie na to, że najgłębiej dotąd wgryzła się w Beyond... Eviva, która w, zlinkowanej przez mozga_kl2, w poście #781, recenzji pisała tak:
Eviva:
ich motywacja by „przywrócić granice” wydaje się co najmniej niejasna. Czyżby aluzja do tych, którzy chcą zniszczenia Unii Europejskiej i przywrócenia dawnego porządku rzeczy? Można to na upartego tak odczytać.

Chyba przekonałaś mnie do ponownego obejrzenia tego filmu. (Ale poczekam z tym chyba na wersję BL z wyciętymi w kinówce scenami.)

Z tym, że jeśli macie we dwie rację z tym przesłaniem, to i my chyba mamy dobre alibi, tłumaczące czemu go nie dostrzegliśmy. Po prostu jest dla Treka tak oczywiste, że znając je na pamięć przechodzi się nad nim do porzadku dziennego i czeka na jakiś specyficzny morał odcinka. Ale może niesłusznie. Może czasem takie powtórzenie jest istotne, zwł. w okolicznościach jakie mamy... (Co ciekawe możnaby tu prześledzić grę idei pomiędzy tym filmem, a przemową admirała Ramireza z "Prelude to Axanar".)

Skądinąd przy takim czytaniu scenariusz Pegga okazuje się dość przewrotny, co podnosi rzecz na wyższy poziom uogólnienia, odrywa od ziemskiego konkretu, bo oto mniemany białoskóry nieprzyjazny Obcy (metaforyczny barbarzyńca u bram), okazuje sie rodzimym nacjonalistą-militarystą-prowokatorem, w dodatku czarnoskórym. A przy tym nie jest - jak w modnych teoriach spiskowych - Reptilianinem udającym człowieka, tylko człowiekiem kryjącym się pod reptiloidalna skórą.

Madame Picard:
Tekst Kirka, że lepiej umierać ratując życie, niż żyć zabijąjąc, ma szanse moim zdaniem wejść do kanonu wzniosłych trekowych tekstów.

Ha, to prawda.

Madame Picard:
Byłby pewnie fajnym odcinkiem serialu lub opowiadaniem fanowskim

Szkoda tylko, że jego premierze towarzyszyło takie twórczości fanowskiej przetrzebienie...

Madame Picard:
oczywiście po odcedzeniu z zalewy przefajnowanej widowiskowości

Swoja drogą: czy nie nasz wrażenia, że było jej tu więcej (a przynajmniej bardziej waliła po oczach niż w SW EP VII? Ba, że ogólnie ST XIII osiągnął b. wysokie stężenie akcji kosztem fabularnego mięsa i sensów? Choć może niższe niż w dwu poprzednich filmach (acz, z drugiej strony, miałem wrażenie, że ten Beyond jest bardziej hałaśliwy niż one).

Madame Picard:
wszystko, za co byśmy chcieli pochwalić albo skrytykować Beyond, to jest to samo, za co chwalimy (pacyfistyczne przesłanie? zgrana i sympatyczna załoga?) i krytykujemy Treka (technobełkot? uproszczenia w scenariuszu? zbzikowany villain? akcja na planecie?) w ogóle?

Nie do końca. Klasyczny Trek rzadko oferował tyle bezmyślnej akcji (filmy od GEN w górę litościwie pomińmy), ale i prawie nigdy - z wyjątkiem TMP - tak ładnie nie wyglądał... Ta warstwa wizualno-efekciarska jednak znaczy tu sporo, i na plus, i na minus...

Madame Picard:
Dodam jeszcze, że film ogląda się dużo przyjemniej, gdy zignoruje się, że to inna linia czasu i tak dalej.

Fakt.

Choć z drugiej strony to, że:
Madame Picard:
Główni bohaterowie w końcu zachowują się jak na oficerów GF przystało

Rozpatrywane w łączności z poprzednimi filmami jest optymistyczne. Sugeruje, że ta jerkowa banda dojrzała. Poza McCoy'em, bo on w sumie już wcześniej dojrzały był.

Madame Picard:
polecam wszystkim stęsknionym z Trekiem.

Powiem tak... Z jednej strony wolę chyba leczyć tę tęsknotę fanprodukcjami... Z drugiej... Nie byłbym Trekerem, gdybym się umiał oprzeć sentymentalnemu ładunkowi tego filmu, wszystkim tym budzącym tyle pięknych wspomnień, tak mocno mocno osadzonym w tradycji ST elementom, podanym w tak przyjemnej dla oka miłośnika TMP formie.

ps. Jeszcze a propos poprzednich części:
Madame Picard:
czerwony potwór

Tego się nie czepiaj, TAS to też kanon.

Madame Picard:
chwila gdy wyskakuje z łózka razem z dwiema ogoniastymi pannami w STID

Z drugiej strony... czy nie pasuje to idealnie do młodości drugo- i trzeciosezonowego Kirka (znacznie lepiej, w każdym razie, niż wzmianka o stosie książek z nogami... pasująca z kolei do poważniejszego Kirka pierwszosezonowego)? Czy widząc go - już dojrzałego - kowbojem i kobieciarzem, nie mamy powodów zakładać, że był takim jerkiem i jebaką, którego ktoś zdołał (cudem? batem? z pomocą genialnej psychologii UFP?) ucywilizować?

Skądinąd, gdy o niekonsekwencjach w ukazywaniu kirkowej młodości mowa, ciekawe jest, że "jedenastka" zrezygnowała z wątku Finnegana, szkolnej nemesis Kirka, rezygnując tym samym z obligatoryjnego swego czasu (choćby "Powrót do przyszłości", "Niekończąca się opowieść" czy "Karate Kid" się kłaniają) antybullyingowego przesłania (że prześladowany w szkole nerd dorósłszy okazuje się tym najlepszym i najwartościowszym).
Choć może nie do końca, przynajmniej po beyondowym retconie, bo głos antypatycznego ojczyma z ST 2009, okazuje się teraz głosem komandora... Finnegana:
http://memory-alpha.wikia.com/wiki/Finnegan_(Comma nder)
Czyżby Kirk-prime napatoczył się na Finnegana-syna, który w Kelvin Timeline nigdy się nie urodził (załóżmy, że Kirk był styczniowy, on byłby listopadowy czy grudniowy), za to jego niedoszły tatuś dał się młodemu Jamesowi i tak we znaki, wiążąc się z jego matką?

I a propos SW:
Madame Picard:
trochę jak z SW VII w porównaniu z EP I, II, III

Nie zgodzę się. EP VII niewątpliwie lepiej czuje ducha Oryginalnej Trylogii, ale EP I-III bym nie deprecjonował. Położyły duże zasługi dla rozbudowy świata SW*. I ciekawie ukazały młodość Obi-Wana.

* co nie tylko ja zauważam:
http://sw-extreme.com/article,5089,5-najwiekszych- zalet-trylogii-prequeli.html

Zgodzę się natomiast, że Beyond niesie Trekowy odpowiednik tego "Chewie, we're home...", może nawet potężniejszy niż TFA miejscami (konkretnie: tam, gdzie akcja tego nie zagłusza). Nie było tyle stężonej Trekowej nostalgii bodaj od czasu Galaxy Quest.

EDIT:
Podcast TrekYards poświęcony recenzowaniu "trzynastki" - część druga:
http://www.youtube.com/watch?v=tSq6mK-z0rM

Oraz medyczne spojrzenie na Beyond:
http://tricorder.xprize.org/news/blog/star-trek-be yond-doctors-view
Rekomendowane przez samego Davida Brina:
https://twitter.com/DavidBrin/status/7597878453682 42177
Madame Picard
Moderator
#802 - Wysłana: 8 Sier 2016 18:02:34
Odpowiedz 
Q__:
Po prostu jest dla Treka tak oczywiste, że znając je na pamięć przechodzi się nad nim do porzadku dziennego i czeka na jakiś specyficzny morał odcinka

Trek zwykł od czasu do czasu przypominać o tym przesłaniu, a fani na ogół to doceniali. ST VI jest tego najlepszym dowodem, przecież ten film cieszy się dużym uznaniem w fandomie. Nawet go sobie wczoraj przypomniałam, tak na fali Beyond. Pamiętam, że go kiedyś dość nisko oceniłam i nawet się dziwiłeś. No, po kolejnej powtórce nadal stwierdzam, że to nie jest dobry film. Ale przesłanie ma zacne.

To, że Beyond przypomniał o pacyfistycznej tradycji Treka właśnie teraz, kiedy budzą się na świecie demony, przemawia tylko na jego korzyść.

Q__:
czy nie nasz wrażenia, że było jej tu więcej (a przynajmniej bardziej waliła po oczach niż w SW EP VII? Ba, że ogólnie ST XIII osiągnął b. wysokie stężenie akcji kosztem fabularnego mięsa i sensów? Choć może niższe niż w dwu poprzednich filmach (acz, z drugiej strony, miałem wrażenie, że ten Beyond jest bardziej hałaśliwy niż one).

Tak, akcji było więcej, ale nie uważam, że odbyło się to kosztem sensu. Dla mnie ta kolorowa łomotanina to był wypełniacz, bez większego znaczenia. Ani mnie to grzało, ani ziębiło. W porównaniu z poprzednimi filmami rzeczywiście akcji było trochę więcej, ale sensu za to dużo, dużo więcej (biorąc pod uwagę, że ST 2009 nie miał sensu w ogóle, a STID ilości śladowe).

Q__:
czy nie pasuje to idealnie do młodości drugo- i trzeciosezonowego Kirka

Oczywiście, że pasuje, ale to nie znaczy, że trzeba było to pokazywać. To był tani chwyt pod publiczkę, obliczony na obleśny rechot. Zauważ, że Kirk zapracował sobie na określoną reputację wśród fanów, a w starym Treku ledwie kilka razy pokazano go w sytuacji intymnej z dziewczyną. Wszystko opierało się na sugestii i półsłówkach przemycanych z dużą klasą...

...I nic, i nic, i nic, i nic.
Nic, kochani, więcej z nas nie wyciągniecie.
Dżentelmeni oraz damy, a o takich dziś śpiewamy,
o szczegółach nie powiedzą za nic w świecie.
Q__
Moderator
#803 - Wysłana: 8 Sier 2016 21:10:38 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Madame Picard

Madame Picard:
Trek zwykł od czasu do czasu przypominać o tym przesłaniu, a fani na ogół to doceniali. ST VI jest tego najlepszym dowodem, przecież ten film cieszy się dużym uznaniem w fandomie. Nawet go sobie wczoraj przypomniałam, tak na fali Beyond. Pamiętam, że go kiedyś dość nisko oceniłam i nawet się dziwiłeś. No, po kolejnej powtórce nadal stwierdzam, że to nie jest dobry film. Ale przesłanie ma zacne.

Tzn. co do porównania "trzynastki" z szóstką, to... zgadzam się. Oba te filmy należą do tej odmiany Treków, które nie zaliczają się do najwybitniejszych (do tej ligi można chyba liczyć tylko TMP z jego filozoficzno-naukowymi ambicjami, TWoK z jego bogactwem literackich nawiązań i - zgadzam się z Okudami - Galaxy Quest jako Trekowy meta-komentarz, co nie znaczy, że są to filmy bezbłędne, bo i one takie nie są), ale sympatią darzone są trochę z braku laku, za przebłyski tego czy owego, za urodę obrazków, za trochę mądrzejsze przesłanie, za fajność - różne bywają powody. To jest półka ST IV, INS, FC i obu w/w (moim zdaniem). Tak, jeśli patrzeć okiem fana, nie jakiegoś b. wyrafinowanego filmoznawcy (bo ten pewnie cały ów Trekowy peleton odrzuci ze wzgardą), Beyond doszlusował do tej grupy w nawet niezłym stylu.

Inna sprawa, że szóstka, choć nie może błysnąć obrazami tej urody, co "trzynastka", wybija się na prowadzenie w tej konkurencji mocniejszym komentarzem do (ówczesnej) teraźniejszości. Tak, IMHO łopatologia czasem bardziej przystoi Trekowi. W Beyond wszystko - Yorktown, mąż Sulu, motywacje Kralla - robi za ozdobnik, który łatwo przeoczyć w nawale scen akcji.

(Jeszcze inna rzecz, że skoro nawet takie filmy jak ST III, nie dość, że nie mający jednoznacznego przesłania, to jeszcze miejscami podkopujący wizję Roddenberry'ego, pokazujący UFP dość paskudnie, i GEN, w którym literalnie nic nie ma sensu*, choć warstwy sentymentalnej sporo, miewają gorących wielbicieli, to i ST XIII da się lubić tym bardziej. Widoczkami zawsze je przebije. Zaakcentowaniem, że to jest świat-według-GR. też.)

* może poza stellar cartography :
http://www.youtube.com/watch?v=2ymn8elCvkM

Madame Picard:
To, że Beyond przypomniał o pacyfistycznej tradycji Treka właśnie teraz, kiedy budzą się na świecie demony, przemawia tylko na jego korzyść.

Może i racja, że w obecnych czasach przypomnienie paru Trekowych prawd w ogólnodostępnej formie się przyda.

(I - jak wspomniałem - szkoda mi w sumie, że tak sympatyczny film właśnie robi klapę, choć sam brałem udział w jego bojkocie. Bo ani on sam zawinił, ani Pegg, ani Lin. Mogły wytwórnie poczekać z prowokowaniem fandomu do jakiejś mniej wdzięcznej produkcji, którą by człowiek z radością w glebę wdeptał. Szkoda, szkoda Beyond.
Choć - jasne - mógł być mądrzejszy.)

Madame Picard:
Tak, akcji było więcej, ale nie uważam, że odbyło się to kosztem sensu. Dla mnie ta kolorowa łomotanina to był wypełniacz, bez większego znaczenia. Ani mnie to grzało, ani ziębiło.

Zgoda, sam tak oglądałem już "Terminatora 2", a potem m.in dwa poprzednie kinowe Treki... i nawet ganianinę za Usdi w szóstym odcinku Star Trek Continues.
Z drugiej, jednak, strony, gdy pomyślę o tym, że choć z połowę tego wypełniacza dałoby się, w innych warunkach, zastąpić czymś z większym sensem odczuwam pewien żal.

Madame Picard:
biorąc pod uwagę, że ST 2009 nie miał sensu w ogóle, a STID ilości śladowe

Jeśli chodzi o fabuły - jasne. Ale i tam też były pewne morały. ST 2009 mówi o tym, że wymarzona futurystyczna utopia została w praktyce zastąpiona dystopią, ale trzeba ratować co się da i nie godzić się z tym stanem. STID rzuca oklepany, ale nie taki głupi, komentarz do sprawy terroryzmu i walki z nim. W sumie przesłanie jakiego się dopatrzyłaś w STB współgra z tamtymi dwoma.

Madame Picard:
Oczywiście, że pasuje, ale to nie znaczy, że trzeba było to pokazywać. To był tani chwyt pod publiczkę, obliczony na obleśny rechot. Zauważ, że Kirk zapracował sobie na określoną reputację wśród fanów, a w starym Treku ledwie kilka razy pokazano go w sytuacji intymnej z dziewczyną. Wszystko opierało się na sugestii i półsłówkach przemycanych z dużą klasą...

Mam wrażenie, że nawet nie w dosłowności problem. W końcu to Trekowy świat, w którym first love instructor robi za szanowaną instytucję, a w świecie gdzie Tasha Yar używa androida, zaś transporter chief Robinson ładuje się do kajuty ledwo poznanego Okony, ani luzacki stosunek do seksu nie powinien razić, ani nawet dosłowność - odkąd pokazano nam Troi w różnych sytuacjach z Rikerem, Beverly z Odanem i z tym pseudo-duchem, T'Pol z Tripem, a Petera Kirka z niedoszłym mężem (przypomnijmy, że rzecz pisał Gerrold na zamówienie G.R., a Beyond z tego scenariusza czerpie) - choć, przyznam szczerze, ta dosłowność rzadko ST służyła, żenowała raczej. Problemem jest co innego. W każdym z tych przypadków bohaterów łączyła jakaś więź - miłość, zauroczenie, choćby obustronny atak gwałtownego pożądania. To nigdy nie było nic, co widać chociażby po tym jak kultowa stała się w kręgach fanowskich teoretycznie tylko przygoda Tashy z Datą, jak istotnym elementem jego procesu uczłowieczenia się stała, jak romantyczno-tragicznego doczekała się finału w odrzuconym sequelu, który skończył jako porno. Niby UFP zna seks-instruktorów, ale nadaje się po nich imiona dzieciom. W "dwunastce" tego nie ma, można mieć wrażenie, że Kirk i te kocice traktują się wzajemnie przedmiotowo, a wystarczyłoby żeby gdzieś w trakcie młody James Tyberiusz cytować zaczął więc Goethego w oryginale tym pannom, w ramach słynnych literackich aluzji w ST, albo dyskutował z nimi jakieś zagadnienia z kwantowej teorii pola post factum. Najlepiej jedno i drugie. Wtedy widać by było, że tę trójkę łączy coś więcej niż nadmiar, wypitego w knajpie poprzedniego wieczora, romulańskiego ale.

Zauważmy, że nawet tu element podmiotowego traktowania jest - Okona się stara, może tandetnie, jak amant z piosenki disco polo, ale jednak:
http://www.youtube.com/watch?v=iDDETyWoVMY
Mav
Użytkownik
#804 - Wysłana: 8 Sier 2016 22:30:49 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
I - jak wspomniałem - szkoda mi w sumie, że tak sympatyczny film właśnie robi klapę, choć sam brałem udział w jego bojkocie. Bo ani on sam zawinił, ani Pegg, ani Lin. Mogły wytwórnie poczekać z prowokowaniem fandomu do jakiejś mniej wdzięcznej produkcji, którą by człowiek z radością w glebę wdeptał. Szkoda, szkoda Beyond.
Choć - jasne - mógł być mądrzejszy.)

Naprawdę wierzysz, że bojkot "Beyond" przez fandom ma jakikolwiek relany wpływ na wyniki finansowe? Wiesz, patrząc na liczbę wyświetleń fanprodukcji, która jest na katastrofalnie niskim poziomie, czy choćby liczbę śledzących konto Star Trek na Twitterze (ok 200 tys., Mateusz Borek ma dwa razy więcej), to śmiem twierdzić, że fandom jest tak malutki, że nie ma wplywu na nic.

"Beyond" padło ofiarą braku nazwiska Abramsa w roli reżysera, także przez nędzne, odstraszajace trailery oraz fakt, że nowy odświeżony Trek juź się przejadł.
Q__
Moderator
#805 - Wysłana: 8 Sier 2016 23:17:22 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Naprawdę wierzysz, że bojkot "Beyond" przez fandom ma jakikolwiek relany wpływ na wyniki finansowe?

Szczerze? Nie wiem. Nie mam pojęcia. Nie mam danych na ten temat. Będą konkretne statystyki (jeśli będą) - wypowiem się.

Przy czym jednak kiedy najpierw czytam w "Deadline", że Beyond zawdzięcza swoje zyski najbardziej zagorzałym fanom:
http://deadline.com/2016/07/star-trek-beyond-ice-a ge-collision-course-lights-out-box-office-preview- 1201790073/
A potem ten głośny tweet, że ok 1/3 fandomu ST XIII bojkotuje:
https://twitter.com/j0hndrake/status/7577266606449 66400
Mogę jednak zakładać, że wpływ fandomu na wyniki finansowe w/w filmu (i na plus, i na minus) jest niebagatelny...
Jo_anka
Użytkownik
#806 - Wysłana: 12 Sier 2016 17:42:25
Odpowiedz 
Moim zdaniem, dużą winę ponosi termin premiery w środku lata i to bardzo niespokojnego lata! Ludzie mają czym innym zajęte myśli.

STXI i STXII przyzwyczaiły ludzi do premier nowego Treka późną jesienią. Twórcy STXIII przestraszyli się konkurencji Rogue One: A Star Wars Story i przekombinowali...
O ile pamiętam, to chyba zmieniali/opóźniali terminy przemiery STXIII.

Nie zdziwiłabym się, gdyby się okazało, że mało w ogóle ludzi wie, że na ekrany wszedł nowy Trek.

Poza tym zabrakło osobowości aktorskiej grającej rolę spoza ekipy Enterprise, która przyciągnęłaby do kin swoich własnych fanów, takiej jak Benedict Cumberbatch w STXII. Takiego potencjału nie miała ani Sofia Boutella, ani nawet relatywnie znany Idris Elba.

Star Trek Beyond jest najbardziej trekowe ze wszystkich resetowanych Treków, oebrałam go jak przeciętny odcinek ST tyle, że zrobionym z rozmachem (fantastyczna Stacja).

Bardzo przyzwoicie zrobiony Trek, ale tylko Trek - bo kiedy fandom jest usatysfakcjonowany, nie rosną słupki oglądalności...
Q__
Moderator
#807 - Wysłana: 12 Sier 2016 20:32:38 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Jo_anka

Jo_anka:
Star Trek Beyond jest najbardziej trekowe ze wszystkich resetowanych Treków, oebrałam go jak przeciętny odcinek ST tyle, że zrobionym z rozmachem (fantastyczna Stacja).

So say we all? (Zwł. gdy o Yorktown mowa.)

Swoją drogą ciekawe, że w tej odcinkowej percepcji nie przeszkadza zagłada neoEnt. IMHO efekt: - primo - tego, że nikt nie czuł się związany emocjonalnie z tym potworkiem (był tolerowany, bo Kirk musi czymś latać), - secundo - tego, że jak pisała Madame Picard tym razem (a ja jeszcze o STID kiedyś) sceny akcji odbiera się w nuTreku jako obcy wtręt doklejony do fabuły, nie - integralną część filmu (taki element proszący się o przewijanie na fast forward ), więc i nie rusza co się w nich dzieje.

Jo_anka:
Bardzo przyzwoicie zrobiony Trek, ale tylko Trek - bo kiedy fandom jest usatysfakcjonowany, nie rosną słupki oglądalności...

Tylko czy fandom w całości zareagował na Beyond pozytywnie (choć to fajny filmik)? Mam tu niezłą analizę zysków ST XIII (sugerującą jasno, że losy kinowego Treka rozstrzygną się w Chinach, mówiąc nawiasem):
http://screenrant.com/star-trek-beyond-box-office- success-failure/
I pada tam porównanie jego sytuacji do nowych (też nie tak znów potwornych per se i - wciąż to twierdzę - dobrze, że wprowadzających kobiety) Ghostbusters. Ghostbusters 2016 polegli w dużej mierze przez fanowski hejt i niezręczną (acz IMHO nie tak karygodną jak ta CBS/P; ślepy upór przy reBoocie i głupie komentarze w odpowiedzi na głupie komentarze to jeszcze nie zbrodnia) politykę wytwórni, to chyba nie budzi wątpliwości? Dlatego nie wykluczałbym tego czynnika i w wypadku Beyond (ile by w tym ironii nie było - część fandomu bojkotuje to, co w innych okolicznościach by pokochała).
(Ale nie tylko czynnika bojkotu: zgadzam się, bowiem, z Tobą - pisałem o tym post wyżej - że fani, ci, którzy na bojkot się nie zdecydowali, to również najwierniejsza, najwdzięczniejsza, a może i najliczniejsza, grupa widowni w/w filmu.)
Jo_anka
Użytkownik
#808 - Wysłana: 13 Sier 2016 00:53:57
Odpowiedz 
Q__:
Swoją drogą ciekawe, że w tej odcinkowej percepcji nie przeszkadza zagłada neoEnt. IMHO efekt: - primo - tego, że nikt nie czuł się związany emocjonalnie z tym potworkiem (był tolerowany, bo Kirk musi czymś latać)

Do zagład Entków i innych statków, Trek już nas dawno przyzwyczaił.
Poza tym, jak zwykle, kiedy trwają 'ciekawe czasy' ( tak było w latach 2005-2007 i obecnie, w globalnie "turbo-ciekawych czasach") moją odskocznią staje się literatura SF, pochłaniana w dużo większych ilościach, niż zazwyczaj, kiedy ograniczałam się do trekowego, w moim odczuciu, cyklu "Foreiner" Cherryh.
Tym razem padło na militarne SF, więc z wszelkimi zagładami statków jestem na bieżąco. (Z tego podgatunku SF najlepiej mi obecnie odpowiadają światy Paula Hosingera, czy Lost Fleet Jacka Campbella.)

Co do potworkowatości neoEnt., to mnie się podobała. Nie miałam problemów, z jej zaawansowaniem technicznym, bo jak wielokroć wspominałam, należę do mniejszości wśród Trekerów, która lubi STEnterprise - serial, który wprowadził do kanonu Wojny Temporalne, które, z kolei, musiały przyspieszyć postęp techniczny względem oryginalnej ścieżki czasowej Treka.

Q__:
jak pisała Madame Picard tym razem (a ja jeszcze o STID kiedyś) sceny akcji odbiera się w nuTreku jako obcy wtręt doklejony do fabuły, nie - integralną część filmu (taki element proszący się o przewijanie na fast forward ), więc i nie rusza co się w nich dzieje.

Nie wiem, czy problem leży w neo-Treku, czy też w fakcie, że 30-stkę już przekroczyliśmy (jedni wcześniej, drudzy później ), czyli generalnie mniej już nas w ogóle rusza, a więcej wychwytujemy powtarzających się schematów w fabule.

Q__:
So say we all? (Zwł. gdy o Yorktown mowa.)

Jak wspominałam już wielokrotnie, mnie reset StTreka się podoba. Odpowiada mi neo załoga, a w przypadku co najmniej dwóch postaci zdecydowanie wolę ich neo wcielenia: Kirka, którego nieznosiłam wręcz w TOSie, oraz ojca Spocka.

Owszem, Neo Kirk bywał irytujący w STXI i STXII, ale w STXIII jest zabawny, ironiczny i z dystansem do siebie i do świata - czyli neo Kirk w końcu dojrzał, w odróżnieniu od Kirka Prime. Dodatkowym bonusem jest 0 'podskórnych prądów' między 'kosmitką dnia' - Jaylach i Kirkiem (oraz Kirkiem i w ogóle kimkolwiek w filmie - co za ulga - pierwszy w dziejach ST - który nie zaserwował odwiecznych, odgrzewanych, 'żelaznych kotletów' TOSu!).
Q__
Moderator
#809 - Wysłana: 13 Sier 2016 10:11:49 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Jo_anka

Jo_anka:
Do zagład Entków i innych statków, Trek już nas dawno przyzwyczaił.

Owszem. Przy czym przyznam, że dla mnie każdorazowo było to niepotrzebne i naciągane w wypadku centralnych fabularnie jednostek (pomijam przypadki z "Yesterday's Enterprise", "Year of the Hell" i ew. "E^2" z "Deadlockiem"), nawet w wypadku ST III, gdzie umiało zrobić dobre wizualne wrażenie i choć trochę wciągnąć emocjonalnie. W końcu szybko dostawaliśmy powrót do status quo. W efekcie jeśli wywoływało to we mnie jakieś emocje to irytację, śladową.

Jo_anka:
do trekowego, w moim odczuciu, cyklu "Foreiner" Cherryh.

Raczej mogącego stanowić dla Treka wzór (drugi po "Lewej ręce ciemności"*) jak umiejętnie rozgrywać minimalne różnice między Obcymi humanoidami, a naszym gatunkiem, z maksymalnym efektem.

* "Wizja lokalna" też jest obiecująca w tym względzie, ale szybko odskakuje w innym - może ambitniejszym - kierunku...

Jo_anka:
Z tego podgatunku SF najlepiej mi obecnie odpowiadają światy Paula Hosingera, czy Lost Fleet Jacka Campbella.)

Ten drugi cykl znam i zachwalam od lat:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=5&topic=3749&page=0#msg281940
Miło, po raz kolejny, odkryć wspólnotę naszych gustów.

Przyciągnęła mnie do niego w pierwszym rzędzie nietypowa dla militarnych czytadeł, zaś pasująca do klasyczniejszej space fiction, kreacja głównego bohatera, a Ciebie?

Jo_anka:
Co do potworkowatości neoEnt., to mnie się podobała.

No, tu się nasza wspólnota gustów kończy, ale... fajnie dowiedzieć się, że jest ktoś, kto lubi ten projekt. Im więcej różnic gustów, tym ciekawiej się gada. (W końcu... czy radość z różnorodności to nie istotna część przesłania Treka?)

Jo_anka:
należę do mniejszości wśród Trekerów, która lubi STEnterprise - serial, który wprowadził do kanonu Wojny Temporalne

O ile do ENT nie mam tak ent-uzjastycznego stosunku (acz nie jestem też jakimś entkożercą), o tyle sam wątek Temporal Cold War uważam za największą siłę tej serii, jej podstawowy atut*.

* Czemu w sumie też dawałem wyraz:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=8&topic=413&page=0#msg260630

I nie wydaje mi się przypadkiem, że zarówno jedna z najlepszych/najwyżej cenionych fanprodukcji - Star Trek: Horizon, jak i kukiełkowa kontynuacja ENT Jürgena Kaisera - szczerze polecam Ci je obie - sięgają właśnie po temporalne wątki (Horizon fundując nawet TCW niosący wyjaśnienia finał na jaki zabrakło miejsca w kanonie). Mam wrażenie, że fandom musiał dojrzeć do zrozumienia/polubienia tego wątku. (A ci co od początku zdolni byli do polubienia ENT, stali się jego fandomem, musieli też docenić jego specyfikę.)

Jo_anka:
które, z kolei, musiały przyspieszyć postęp techniczny względem oryginalnej ścieżki czasowej Treka.

Jednym słowem stoisz na stanowisku, że Nero nie trafił do pierwotnej linii czasu, tylko tej już zmienionej przez FC i ENT. I, że nie tylko Silik dostał zabawki z przyszłości. Rodząca się UFP też. No, jest to jakiś sposób na buraki.
Ciekawe jak wytłumaczysz spodziewane cuda Discovery?

Jo_anka:
Nie wiem, czy problem leży w neo-Treku, czy też w fakcie, że 30-stkę już przekroczyliśmy (jedni wcześniej, drudzy później ), czyli generalnie mniej już nas w ogóle rusza, a więcej wychwytujemy powtarzających się schematów w fabule.

Nie wypominaj nam wieku, skoro wiecznie młodzi się czujemy. Ale serio, uważam, że ten akurat schemat był strasznie na siłę i (poza efekciarstwem) nie znajduję powodu, dla którego powiela go już trzecia generacja twórców ST... Mam też wrażenie, że tym razem robił jeszcze nniejsze wrażenie niż zwykle, jakby nadmiar wizualnych plusów dał minus.

Jo_anka:
w przypadku co najmniej dwóch postaci zdecydowanie wolę ich neo wcielenia: Kirka, którego nieznosiłam wręcz w TOSie, oraz ojca Spocka.
Owszem, Neo Kirk bywał irytujący w STXI i STXII, ale w STXIII jest zabawny, ironiczny i z dystansem do siebie i do świata - czyli neo Kirk w końcu dojrzał, w odróżnieniu od Kirka Prime.

Lubię klasycznego Kirka i będę go bronił, ale częściowo się zgodzę... Kirk z Prime Timeline zaliczył równię pochyłą. W pierwszym sezonie był to kompetentny dowódca o szerszym niż militarne spojrzeniu. W drugim i trzecim został coraz bardziej przerysowanym popkulturowym kowbojem i pogromcą płci pięknej, by na starość skończyć jako 1. uprawiający prywatę badmirał (TMP), 2. infantylny starzec (ST V), 3. rasista (ST VI). A u fanów (w NV/P2 i STC) dodatkowo stracił cojones, stał się mimozowaty. Acz twierdzę, że miewał mimo to przebłyski wielkości do samego końca.
NeoKirk zaczyna jako tyleż irytujący co... nijaki, na poły komediowy, łobuziak, by z filmu na film dojrzewać, a w Beyond prezentować się jak Kirk-prime w co lepszych (acz nie wiem czy najlepszych) momentach... z domieszką prawie* nieznanej tamtenu Kirkowi autorefleksyjności...

* Wspomnijmy słynny "The Naked Time" czy fanowski "The White Iris"...

Sarek? Nie wiem czy ten neo jest lepszy... Niewątpliwie jest bardziej ludzki.

Moją faworytką z nowej wersji jest natomiast Uhura. Zgadzam się, że oryginalna miała znacznie więcej klasy itd. ale... nowsza ma więcej do zagrania, wydaje się silniejsza i... w końcu jej relacja ze Spockiem (wątek, który b. lubiłem w TOS) zostaje zrealizowana.
Jasne, ideałem byłaby pewnie stara Uhura z zaletami nowej.

Ceniłem też wzmocnienie poztaci Chekova w planowanym pierwotnie przez G.R. kierunku.

(Inna sprawa, natomiast, że nie rozumiałem i nadal nie rozumiem czemu Saldana i śp. Yelchin nie dostali fryzur/peruk bardziej w stylu Nichols i Koeniga.)

Jo_anka:
Dodatkowym bonusem jest 0 'podskórnych prądów' między 'kosmitką dnia' - Jaylach i Kirkiem (oraz Kirkiem i w ogóle kimkolwiek w filmie - co za ulga - pierwszy w dziejach ST - który nie zaserwował odwiecznych, odgrzewanych, 'żelaznych kotletów' TOSu!).

Fakt, tu brawo dla Pegga z Linem. I to podwójne, za to, że przeprowadzili rzecz tak naturalnie, że nie zauważyłem tego odstępstwa od schematu, póki go nie nazwałaś...
Q__
Moderator
#810 - Wysłana: 15 Sier 2016 10:34:41 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Ciekawostka... Ekipa Axanaru wzywa do nie bojkotowania Beyond, wychwalając przy tym tenże film (i twierdzi, że Lin z Abramsem wydali swego czasu ośwladczenie, jakie wydali, bo Paramount ich wprowadził w błąd):
http://www.axanarproductions.com/star-trek-beyond- was-a-blast/

I znów trudniej bojkotować...


EDIT:
Komandor Bishop z Valianta też był w kinie na ST XIII (choć uczucia ma raczej mieszane):
http://www.youtube.com/watch?v=qozMvYFELE0
 Strona:  ««  1  2  3  ...  25  26  27  28  29  30  31  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek XI / Startrek XIII - o czym mógłby J.J.Abrams nakręcić?

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!