USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek XI / Dlaczego fani zrobili by to lepiej?
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  6  7  »» 
Autor Wiadomość
Mav
Użytkownik
#121 - Wysłana: 10 Lis 2012 02:52:35 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Picard:
Jak znajdę film z jego udziałem to zamieszczę go tu. Ale tak jestem pewien, że był to pilot promu, przesiadywał w hangarze wraz z tym maczo/osiłkiem, Jamesem. Tak, jestem tego pewien. To nie ów pilot proponował Ci romans?

Aaaaa, już wiem. To był ten drugi gej Teraz sobie przypomniałem. Nie skojarzyłem go z promu, ale pamiętam z hangaru

Picard:
Arkham Asylum/City

W jedynkę grałem, fajna. Ciekawa fabuła, postacie, klimat. Ale czasami zalatywała za mocno konsolowym gameplay-em. W City nie dałem rady grać... Nie dość, że gorsza grafika (grafika w jedynce była świetna), to miasto jest strasznie kiczowate... nie ma klimatu.
Q__
Moderator
#122 - Wysłana: 10 Lis 2012 02:59:03 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Picard

Picard:
Pisze scenariusze do NV?

On? Nie. Za to Gerrold, Fontana, Spinrad....

ps. to natomiast historia z błogosławieństwem... Cawleya - Starship Farragut, odcinek pilotowy "The Captaincy":
http://www.youtube.com/watch?v=zVb5Y53Q8o4
http://www.youtube.com/watch?v=NdynyqT9U3U
http://www.youtube.com/watch?v=iW7FRviE8Ng
http://www.youtube.com/watch?v=ZZqcfpXZKq8
http://www.youtube.com/watch?v=HE2kwfcEPSA
http://www.youtube.com/watch?v=sbQXOGk9BOI
http://www.youtube.com/watch?v=33nVrnCjpRs
Prosta opowiastka, acz z wątku o relacjach kapitan - szef ochrony można wysnuć niejaki morał.

I jeszcze historyjka obsadzona w realiach około-TNG - Star Trek: Encarta IV - Dark Hope:
http://www.youtube.com/watch?v=n6Q7kXlYSoY
Strony powiązane z projektem:
http://webberencarta.tripod.com/
http://www.brightideapictures.com/projects1/star-t rek-encarta
Picard
Użytkownik
#123 - Wysłana: 10 Lis 2012 03:21:21
Odpowiedz 
Mav:
Aaaaa, już wiem. To był ten drugi gej Teraz sobie przypomniałem. Nie skojarzyłem go z promu, ale pamiętam z hangaru

Kim był niby ten pierwszy?

Mav:
W jedynkę grałem, fajna. Ciekawa fabuła, postacie, klimat. Ale czasami zalatywała za mocno konsolowym gameplay-em. W City nie dałem rady grać... Nie dość, że gorsza grafika (grafika w jedynce była świetna), to miasto jest strasznie kiczowate... nie ma klimatu.

Nie zgodził bym się z Tobą - wydaje mi się, że część druga jest bardziej atrakcyjna, oferuje więcej wolności, więcej otwartej przestrzeni właśnie do latania i biegania po dachach, fabuła jest dużo lepsza niż uprzednio no i Mark Hamill pożegnał się w tej grze ostatecznie z rolą Jokera. Jeśli chodzi o estetykę to nie będę się kłócił bo to kwestia czysto subiektywna. Tobie np. podobała się estetyka filmu Abramsa, mnie nie specjalnie - jedyne co tam było godne uwagi to mundury, sprzęt w rodzaju fazerów, trikorderów i architektura na planecie Vulcan, reszta była bee. Ale jak mówię to moja osobista opinia.

Q__:
On? Nie. Za to Gerrold, Fontana, Spinrad....

No i właśnie o to mi chodzi. Facet ma tyle samo do powiedzenia, co każdy lepszy fan serialu, ale prze niektórych - nie wskazuje paluchami -uważany jest za autorytet tylko dlatego, że jest synem twórcy serii.
Mav
Użytkownik
#124 - Wysłana: 10 Lis 2012 03:28:21 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Picard:
Kim był niby ten pierwszy?

Taki przyjaciel, co się przewijał przez fabułę. Przed rozpoczęciem gry się wybierało finał jakiejś tam akcji i były trzy opcje. Ja wybrałem losowo i wyszło, że on przeżył. Była opcja, że przyjaciółka i chyba, że obydwoje przeżyli. Nie pamiętam.

Picard:
wydaje mi się, że część druga jest bardziej atrakcyjna, oferuje więcej wolności, więcej otwartej przestrzeni właśnie do latania i biegania po dachach

Zgadza się, ale mnie się strasznie nie podoba to miasto - stylistyka, lokacje, ogólny klimat. To samo mnie odrzuciło od nowego Deus Ex. Wszystko takie żółtawe było i lokacje bez klimatu, tak dziwnie zrobione.
Q__
Moderator
#125 - Wysłana: 10 Lis 2012 04:10:34
Odpowiedz 
Picard

Picard:
Facet ma tyle samo do powiedzenia, co każdy lepszy fan serialu, ale prze niektórych - nie wskazuje paluchami -uważany jest za autorytet tylko dlatego, że jest synem twórcy serii.

Ekhm... pracował przy TNG jako production assistant (czyli asystent swojego Ojca), wyprodukował Earth - Final Conflict pracując też jako writer (technical advisor) tejże serii (co znaczy, że dość dobrze znał pomysły bardziej znanego z Roddenberrych, które legły u jej podstaw), wyprodukował też dokument Trak Nation, a przy NV pracuje jako consulting producer.

Czy to jest zerowy dorobek, czyniący go zwykłym fanem? Śmiem wątpić...
Picard
Użytkownik
#126 - Wysłana: 10 Lis 2012 09:43:50 - Edytowany przez: Picard
Odpowiedz 
Mav:
Taki przyjaciel, co się przewijał przez fabułę. Przed rozpoczęciem gry się wybierało finał jakiejś tam akcji i były trzy opcje. Ja wybrałem losowo i wyszło, że on przeżył. Była opcja, że przyjaciółka i chyba, że obydwoje przeżyli. Nie pamiętam.

Widzę, że ja który w tą grę nie grałem bardziej wczułem się w fabułę i świat przedstawiony niż Ty zażarty gracz, bo Ty nawet nie pamiętasz nazwisk postaci. Będę strzelał: to był Alenko? Jeśli tak to rzeczywiście był bym zaskoczony.

Mav:
Zgadza się, ale mnie się strasznie nie podoba to miasto - stylistyka, lokacje, ogólny klimat. To samo mnie odrzuciło od nowego Deus Ex. Wszystko takie żółtawe było i lokacje bez klimatu, tak dziwnie zrobione.

Ok, rozumiem de gustibus... Przyznam się szczerze, że jedną z przyczyn, dla których chciał bym zagrać we wspomniany przeze mnie Assasin Creed to pięknie odtworzone miasta renesansowej Italii, czyli też przemawia do mnie estetyka.

Q__:
Ekhm... pracował przy TNG jako production assistant (czyli asystent swojego Ojca), wyprodukował Earth - Final Conflict pracując też jako writer (technical advisor) tejże serii (co znaczy, że dość dobrze znał pomysły bardziej znanego z Roddenberrych, które legły u jej podstaw), wyprodukował też dokument Trak Nation, a przy NV pracuje jako consulting producer.

Czy to jest zerowy dorobek, czyniący go zwykłym fanem? Śmiem wątpić...

Wiesz producent czy tzw. technical advisor to zupełnie co innego niż twórca. Ta ostatnia funkcja (tj. advisor) jest wręcz czysto honorowa, szczególnie zważywszy jak wielka jest liczba nieścisłości w Treku: opiniami technical advisor najwyraźniej nikt się nie przejmuje skoro twórcy robią co chcą, nie specjalnie dbając o zachowanie spójności. Np. George Lucas będzie miał podobny tytuł wówczas gdy Disney będzie kręcił nowe części Gwiezdny wojen - o ile chcesz się założyć, że nikt nie będzie się wówczas przejmował uwagami starego Georga? A jak nawet byś uwzględnił tą funkcje technical advisor to nazwisko Roda Roddenberrego po raz pierwszy obiło mi w tym kontekście o uszy, z taką funkcjom kojarzyli mi się zwykle Denise and Michael Okunda, ludzie którzy pisali niegdyś manuale i trekowe encyklopedie, chcąc uporządkować wszechświat ST. Z czego konkretnie zasłynął Rod, co było jego zasługą?
Mav
Użytkownik
#127 - Wysłana: 10 Lis 2012 13:23:47
Odpowiedz 
Picard:
Widzę, że ja który w tą grę nie grałem bardziej wczułem się w fabułę i świat przedstawiony niż Ty zażarty gracz, bo Ty nawet nie pamiętasz nazwisk postaci. Będę strzelał: to był Alenko? Jeśli tak to rzeczywiście był bym zaskoczony.

Tak, to on Wiesz, ja w to grałem, więc miałem tam mnóstwo rzeczy na głowie i dlatego nie pamiętam dokładnie wszystkiego.
Q__
Moderator
#128 - Wysłana: 10 Lis 2012 13:28:03
Odpowiedz 
Picard

Picard:
Z czego konkretnie zasłynął Rod, co było jego zasługą?

Powstanie (nie jako scenariusza, a zrealizowanego serialu) E:FC. Realizacja Trek Nation...
Picard
Użytkownik
#129 - Wysłana: 10 Lis 2012 15:10:35
Odpowiedz 
Mav:
Tak, to on Wiesz, ja w to grałem, więc miałem tam mnóstwo rzeczy na głowie i dlatego nie pamiętam dokładnie wszystkiego.

Rozumie Cię osoba, której let's play widziałem też była nieco zagubiona w questach pobocznych, nie mniej imiona postaci znała. Inna sprawa, że wychodzi na to, że Alenko jest bisekusalny - czegoś się domagał, bo osoba grająca w tą grę uskuteczniła romans właśnie z Kaidanem grając żeńską postacią.

Q__:
Powstanie (nie jako scenariusza, a zrealizowanego serialu) E:FC. Realizacja Trek Nation...

OK, czyli jak mówię nie jest twórcą, nie bierze udziału w procesie twórczym więc czemu jego opinia jest tak ważna?
Q__
Moderator
#130 - Wysłana: 10 Lis 2012 17:38:20 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Picard

Picard:
więc czemu jego opinia jest tak ważna?

Pomijając już fakt, że jest większym fachowcem od filmów/seriali niż Ty czy ja... Zwróć uwagę, że wychował się w domu Roddenberrych, że na codzień był obok swojego wielkiego Ojca, że przesiąkał tym klimatem, wreszcie, że dziedzictwo ST zdaje się coś dla niego znaczyć (owszem, dla nas też coś znaczy).
Picard
Użytkownik
#131 - Wysłana: 10 Lis 2012 17:54:34
Odpowiedz 
Q__:
Pomijając już fakt, że jest większym fachowcem od filmów/seriali niż Ty czy ja... Zwróć uwagę, że wychował się w domu Roddenberrych, że na codzień był obok swojego wielkiego Ojca, że przesiąkał tym klimatem, wreszcie, że dziedzictwo ST zdaje się coś dla niego znaczyć (owszem, dla nas też coś znaczy).

Jak mówię bycie producentem czy konsultantem, a bycie twórcą to zupełnie dwie różne rzeczy. A już teoria o tym jak to on przesiąknął wartościami głoszonymi przez jego ojca jest... tylko teorią. Nie wiesz jak było naprawdę, nie wiesz jak mu się z ojcem układało czy było im po drodze i czy Rod podzielał poglądy Gena. Wszystko to o czym piszesz to tylko teoria, nie poparta faktami. A ciekaw jestem z czego utrzymuje się obecnie Rod, jaki ma zawód?
Q__
Moderator
#132 - Wysłana: 10 Lis 2012 18:14:23 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Picard

Picard:
A ciekaw jestem z czego utrzymuje się obecnie Rod, jaki ma zawód?

Jest producentem telewizyjnym, ma własną wytwórnię. W tym roku wypuścili swój pierwszy film pełnometrażowy.

(BTW. wchodzisz na śliski grunt. Uczono chyba nas obu, że wątpliwości należy interpretować na korzyść oskarżonego czy - jak w tym wypadku "oskarżonego", a nie zapuszczać się coraz dalej w podejrzliwość bez dowodów.)
Picard
Użytkownik
#133 - Wysłana: 10 Lis 2012 19:47:50 - Edytowany przez: Picard
Odpowiedz 
Q__:
Jest producentem telewizyjnym, ma własną wytwórnię. W tym roku wypuścili swój pierwszy film pełnometrażowy.

To miło.

Q__:
(BTW. wchodzisz na śliski grunt. Uczono chyba nas obu, że wątpliwości należy interpretować na korzyść oskarżonego czy - jak w tym wypadku "oskarżonego", a nie zapuszczać się coraz dalej w podejrzliwość bez dowodów.)

Może w sądzie tak jest ale ja lubię drążyć temat i szukać prawdy.
Q__
Moderator
#134 - Wysłana: 10 Lis 2012 20:03:37
Odpowiedz 
Picard

Picard:
To miło

Czyli przyznajesz, że jednak większy zeń fachowiec od nas?
Mav
Użytkownik
#135 - Wysłana: 10 Lis 2012 20:10:27 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Picard:
czegoś się domagał, bo osoba grająca w tą grę uskuteczniła romans właśnie z Kaidanem grając żeńską postacią.

Czyli mężczyzna grał kobietą, i tą kobietą romansował z facetem, który chciał być z moją postacią, która była mężczyzną? Ciężko nadążyć za tym światem
Picard
Użytkownik
#136 - Wysłana: 10 Lis 2012 20:18:58
Odpowiedz 
Q__:
Czyli przyznajesz, że jednak większy zeń fachowiec od nas?

jako producent? pewnie! jak twórca. Nie mam na to dowodów, dlatego też śmiem nadal powątpiewać w jego autorytet na tym polu.

Mav:
Czyli mężczyzna grał kobietą, i tą kobietą romansował z facetem, który chciał być z moją postacią, która była mężczyzną? Ciężko nadążyć za tym światem

Kto Ci powiedział, że tą osobą był facet? napisałem celowo osoba, Ty sam wysnułeś wnioski. Ten konkretny Let's play robiła kobieta, albo dziewczyna, nie wiem, w każdym razie grała żeńskim Shepardem, romansując z Alenko. A ja np. KOTOR przeszedłem tworząc postacie obu płci i owszem romansowałem wówczas zarówno z Bastylią jak i z Carthem, chciałem zwyczajnie wiedzieć jak w każdym z przypadków rozwinie się sytuacja. Co w tym dziwnego?
Mav
Użytkownik
#137 - Wysłana: 10 Lis 2012 20:30:47
Odpowiedz 
Picard:
A ja np. KOTOR przeszedłem tworząc postacie obu płci i owszem romansowałem wówczas zarówno z Bastylią jak i z Carthem, chciałem zwyczajnie wiedzieć jak w każdym z przypadków rozwinie się sytuacja. Co w tym dziwnego?

Nic, no chyba, że robisz tak także w prawdziwym życiu
Picard
Użytkownik
#138 - Wysłana: 10 Lis 2012 20:37:15
Odpowiedz 
Mav:
Nic, no chyba, że robisz tak także w prawdziwym życiu

A przeszkadzało vy Ci to? Widać, że nieubłaganie wracamy jednak do tematu twojej skrzętnie skrywanej homofobii i niechęci do tego co inne...
Mav
Użytkownik
#139 - Wysłana: 10 Lis 2012 20:44:23 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Picard:
A przeszkadzało vy Ci to?

Nie, ale byłoby trochę dziwne, o czym napisałem Wiesz, biseksualista, co się zmienia płeć, aby podrywać jak najwięcej postaci, by sprawdzić jak to będzie
Q__
Moderator
#140 - Wysłana: 11 Lis 2012 04:45:45
Odpowiedz 
Kolejna fanprodukcja - Star Track: The Animated Adventures - The Christmas Incident:
http://www.youtube.com/watch?v=Acovc8Cshi0
Kor
Użytkownik
#141 - Wysłana: 16 Lis 2012 20:18:39 - Edytowany przez: Kor
Odpowiedz 
Q__

Kwestia jest prosta i moim zdaniem nie jesteś jej w stanie wygrać, gdybyś dokładnie rzecz przemyślał:

1. Dydaktyzm jest skazą sztuki. Dydaktyzm można rozpoznawać na dwóch płaszczyznach: wewnętrznej i zewnętrznej. W pierwszym przypadku rozpoznanie następuje na gruncie naturalności zjawisk w obrębie świata przedstawionego (np. na podstawie prawdopodobieństwa w obrębie tego świata). W drugim przypadku jest rozpoznawany na podstawie kontekstu dzieła sztuki (innych dzieł, dyskursu społecznego itd.).

W przypadku NV dostrzegamy to na tych dwóch płaszczyznach. Na pierwszej: specyficzny ubiór itp. Na drugiej - otwarcie zapowiedziany zamysł wpisujący się w konflikt ideologiczny obecny w społeczeństwie, któremu ma być podporządkowane w pewnych aspektach dzieło sztuki. To jest jednoznaczna skaza i tyle.

2. Doszukujesz się jakichś kompleksów z mojej strony. Nie mam ich w tym względzie (jakieś w ogóle mam z pewnością). W przeciwieństwie do osób, które koniecznie chcą, żeby o ich seksualności trąbiono. Nie widzisz, że to właśnie ta potrzeba trąbienia z kompleksów, lub lęku przed tym kim się stało, wynika. Ja nie czuję takiej potrzeby, łóżko nie opanowało mojego życia, nie przekroczyłem żadnych granic, których nie chciałbym przekroczyć.

Wbrew temu co twierdzisz, takie opanowanie jaźni przez seksualność jest w różnych mniejszościowych środowiskach bardzo częste i prowadzi do chorobliwych zachowań.

3. Gdybyś porozmawiał z ludźmi ze środowisk bdsm, to zauważyłbyś, że spora część osób z tego środowiska ma problemy z tym, by być w stanie odczuwać uczucia wyższe do partnera*. Nawet kiedy nie powiedzą Ci tego wprost (lub wręcz będą temu zajadle przeczyć). Dzieje się tak dlatego, że właśnie pozwolili sobie na to, by to zaszło zbyt daleko. Kiedy przestaje to być drobnym fetyszem, pikanterią, a staje się już tożsamością seksualną, kiedy zaczyna wyrażać osobowość, to w tym przypadku staje się to następującymi postawami: sadyzmem i masochizmem. Prawdziwy sadyzm zaś karmi się: kontrolą, strachem, cierpieniem drugiej osoby (i analogicznie, w przypadku masochizmu: uprzedmiotowieniem, poniżeniem, byciem na łasce czyjejś woli). Jest to nie do połączenia z uczuciami wyższymi.

Muszę Ci pogratulować, że promujesz jakieś tożsamości, nie rozumiejąc czym to się ostatecznie kończy. Posiadanie kompleksów w takich względach z pewnością nie pomaga, często niesłychanie szkodzi i dlatego winni jesteśmy innym ludziom zrozumienie. Ma to się jednak nijak do twierdzeń, że tutaj nie występuje żaden problem, że po prostu tożsamości jak każde inne. To bzdura, czarowanie rzeczywistości, kompletnie nieodpowiedzialna propaganda.

Czym innym jest rozumieć, że nie należy innych w czambuł potępiać, a czym innym na tej podstawie wnioskować (i nie widzieć, że to błąd logiczny niezdolności rozróżnienia płaszczyzn problemu), że z nimi jest całkowicie wszystko w porządku i twierdzić, że każdy mógłby sobie tego spróbować, bo to dobra zabawa.

To jest tak nieodpowiedzialne, że aż trudno mi to wyrazić. Nawet pomijając aspekt "duszy", osobowości itp. - pamiętaj chociaż, że powtarzając takie banialuki (przyklaskując im, akceptując je) bierzesz współodpowiedzialność za to, że ktoś rzeczywiście postanowi spełnić swoją fantazję (w świecie fantazji elementy dominacji czy uległości są powszechne). I skontaktuje się z jakimś "macho" przez internet. A później zdarzy mi się przeczytać kolejny tragiczny artykuł jakiejś dziewczyny, którą jakiś buc pobił do nieprzytomności, a następnie poszedł sobie na piwo (takie opowieści się w tych społecznościach w internecie widuje)

*To jest w ogóle typowe dla osób opanowanych przez aspekt seksualny. To zaś jest powszechne wśród osób, które z seksualności czynią tożsamość. Dla "normalnej" osoby seksualność istnieje, taka osoba ją oczywiście posiada, ale ogólnie prowadzi życie gdzie jest to tylko jednym z elementów. W przypadku niektórych osób staje się głównym problemem i odniesieniem własnego ego. Takie osoby są zaburzone. Partner seksualny w przypadku takich osób przestaje być partnerem w sensie społecznym (i uczuciowym), a staje się obiektem zaspokojenia fantazji, narzędziem, egzemplarzem o pewnych właściwościach wpisujących się tak, czy inaczej w daną fantazję (lepiej lub gorzej; w tą czy inną). Taka osoba nie szuka, a nawet nie jest już często w stanie szukać kogoś, z kim mogłaby spędzić życie. Taka osoba szuka kogoś, kogo mogłaby w lubiany przez siebie sposób potraktować.
Q__
Moderator
#142 - Wysłana: 16 Lis 2012 20:55:37
Odpowiedz 
Kor

Kor:
Na pierwszej: specyficzny ubiór itp.

Z tym specyficznym ubiorem Petera to sprostowywałem swoją pomyłkę. Specyficznie ubrane pozostają natomiast Troi, Seven i T'Pol...

Kor:
Na drugiej - otwarcie zapowiedziany zamysł wpisujący się w konflikt ideologiczny obecny w społeczeństwie, któremu ma być podporządkowane w pewnych aspektach dzieło sztuki. To jest jednoznaczna skaza i tyle.

Zatem cały Trek jest skażony, od nachalnego antyrasistowskiego ideologizowania TOS począwszy...
(W TNG jest jeszcze gorzej, wiesz, że oni ośmielili się zasugerować, że Francuz też człowiek?)

Kor:
Gdybyś porozmawiał z ludźmi ze środowisk bdsm, to zauważyłbyś, że spora część osób z tego środowiska ma problemy z tym, by być w stanie odczuwać uczucia wyższe do partnera

Nie muszę rozmawiać by to wiedzieć. To "normalne" w wypadku każdej parafilii (a tą jest konsekwentny sadyzm/masochizm), zwanej też brzydko zboczeniem.
Homoseksualizm skreślono z listy parafilii właśnie ze względu na to, że uczuć wyższych nie wyklucza (Platon kochał Sokratesa, Aleksander rozpaczał po Hefajstionie, Achilles po Patroklesie, Safona opiewała swoje miłości i miłostki w wierszach). Peter zresztą zdecydowanie kochał Alexa. Z wzajemnością.

(Znaczy: mieszasz porządki.)
Kor
Użytkownik
#143 - Wysłana: 16 Lis 2012 21:07:08 - Edytowany przez: Kor
Odpowiedz 
Q__:
Homoseksualizm skreślono z listy parafilii właśnie ze względu na to, że uczuć wyższych nie wyklucza

Nie prawda. Skreślono przez głosowanie, przy fakcie istnienia całego lobby, głównie ze zględu na nieskuteczność jakiejkolwek terapi i brak koniecznego związku z zachowaniami aspołecznymi. Sadomasochizm równiż wyeiminowano z różnych krajowych list,a w przypadku Greków mieszasz pojęcia (biseksualizmu i homoseksualizmu).Poza tym nie o tym dyskusja, lecz o tym czy zasadne jest wynoszenie seksualności w sferę publiczną. Jak widać - nie jest. Bo wiąże się ze złudzeniem, że parafilie nie wiążą z negatywami, co jest bzdurą.A właśnie w taką nieodpowiedzialną retorykę wpisuje się tanie "oswajanie" rodem z NV. I tak, ST bywał dydaktycznie tani, tylko, że prawa kobiet są jednoznaczne, a parafilie i ich związki z debatą tożsamowościową, nie są.
Q__
Moderator
#144 - Wysłana: 16 Lis 2012 21:21:44 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Kor

Kor:
Nie prawda. Skreślono przez głosowanie

Przez głosowanie, ale podając uzasadnienie, które i ja podałem.

Kor:
w przypadku Greków mieszasz pojęcia (biseksualizmu i homoseksualizmu)

Nie mieszam. Platon i Safona byli zdeklarowanymi homo.

Kor:
Poza tym nie o tym dyskusja, lecz o tym czy zasadne jest wynoszenie seksualności w sferę publiczną. Jak widać - nie jest. Bo wiąże się ze złudzeniem, że parafilie nie wiążą z negatywami, co jest bzdurą.

Bzdurą jest raczej mieszanie parafilii do dyskusji, która ich nie dotyczy, a następnie budowanie złożonych tez na tej podstawie.
Kor
Użytkownik
#145 - Wysłana: 16 Lis 2012 21:29:44 - Edytowany przez: Kor
Odpowiedz 
Q__:
Przez głosowanie, ale podając uzasadnienie, które i ja podałem.

Poproszę o owo uzasadnienie.

Q__:
ie mieszam. Platon i Safona byli zdeklarowanymi homo.

Naprawdę? Jakoś nie zauważyłem. Ale załóżmy - opisywanie czegoś w wierszach nie jest żadnym świadectwem uczuć wyższych. Mogę Ci napisać list miłosny do rolki papieru toaletowego. Przy tym jak nie twierdzę i nigdzie nie twierdziłem, że homoseksualiści w żadnym wypadku nie są w stanie odczuwać uczuć wyższych do partnera. Natomiast bardzo często - w zgodzie ze świadectwami samych homoseksualistów - to jest problem, podobnie jak nadprezentacja homoseksualistów w spektrum wszystkich właściwie parafilii (od pedofilii, po sadomasochizm).

Q__:
Bzdurą jest raczej mieszanie parafilii do dyskusji, która ich nie dotyczy, a następnie budowanie złożonych tez na tej podstawie.

I to jest podstawa tego czego w ogóle moim zdaniem nie rozumiesz. Ja niczego nie mieszam. To pomieszanie już od dawna jest obecne. W dyskursie społecznym. I tylko człowiek nieodpowiedzialny może w związku z tym rozumować: a co mnie to obchodzi, mam z tego powodu przestać o czymś mówić? Nie - ale może warto się zastanowić, w świetle sytuacji, jak należy o tym mówić, by nie mieszać ludziom w umysłach. Na pewno nie w formie taniego "oswajania" (które ludziom od dawna się już miesza z wygłoszeniem tezy: jak on to lubi to nie moja sprawa, nic w tym złego, każdy robi to co lubi ie. nie ma w tym żadnych negatywów, to zdanie każdego cywilizowanego człowieka, słowo zboczuch staje się pozytywne choć lekko prześmiewcze)

Na koniec - nie istnieją rozstrzygające dowody na to, że homoseksualizm nie jest parafilią. Nie wykazano, że jest wrodzony (sam twierdzę, że jest, ale to nie jest udowodnione w sposób bezdyskusyjny). Zszokowany?

PS. Zapytałbym też, czy przypadkiem wcześniej - bo o ile mnie pamięć nie myli, tak było i stąd cała dyskusja - Ty uznawałeś, że nie ma nic złego w tym, żeby w GF były też regulaminowe obróżki (to chyba się wiąże z sadomasochizmem, a to chyba jest parafilia?). Ja się z tym nie zgadzam, a przy tym jasno widzę - bo tak to wygląda w stanie faktycznym - że do tego dąży cały dyskurs seksualności jako tożsamości (jak pisałem - sadomasochizm już został skreślony z wielu list; podejmowano takie próby również w kwestii pedofilii).

Ty możesz sobie nie wierzyć w logikę klasyczną, ale wszystko wskazuje na to, że dyskurs społeczny ma Twoje zdanie całkowicie gdzieś. Absolutnie gdzieś. Posługuje się logiką klasyczną. I jak się już uzna, że homoseksualizm jest tożsamością, to pojawia się automatycznie olbrzymi napór ideologiczny, żeby to samo stwierdzić o sadomasochizmie. Co obserwowaliśmy i obserwujemy. O pedofilii tak samo, tutaj tylko opór społeczny jest zbyt duży i ma zbyt twarde podstawy (konsensus świadomych - a więc dorosłych - partnerów), żeby do tego dopuścić. Niemniej już doszliśmy do etapu w którym pornografia pełna sadyzmu jest czymś odległym o jedno kliknięcie myszki - bo to przecież nic złego. Szczegół, że coraz więcej psychologów bije na alarm - młodzież przenosi te wzorce w życie realne.
Q__
Moderator
#146 - Wysłana: 16 Lis 2012 21:48:31 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Kor

Kor:
Poproszę o owo uzasadnienie.

Podałem je już. Parafilia wiąże się z przemiotowym traktwaniem partnera (o ile to jest w ogóle partner, a nie kapcie prababci np.).

Kor:
podobnie jak nadprezentacja homoseksualistów w spektrum wszystkich właściwie parafilii

Zgoda. Pytanie jednak czy nie jest to wtórne, wynikłe ze sktruktury społeczeństwa utrudniającej im naturalną realizację popędu, znalezienie właściwego partnera, etc.

Kor:
Na koniec - nie istnieją rozstrzygające dowody na to, że homoseksualizm nie jest parafilią.

To Twoja prywatna teza, którą możesz sobie o woli wyznawać, jednak wprowadzanie jej do dyskursu bez silnych dowodów może skończyć się tylko posądzeniem o flooderskie stawianie pseudonaukowych tez. (Co innego, jeśli środowisko naukowe zmieni opinię w tej sprawie*.)

* wiem, że wyskoczysz tu zaraz z domniemaną ideologizacją środowiska naukowego, bo nic nie przekona Cię, że białe jest białe, a czarne jest czarne , ale to jest kwestia do "Polityki" nie do normalnej dyskusji...

Kor:
jak pisałem - sadomasochizm już został skreślony z wielu list

Bo wyjdzie na to, że sadomasoachizm jest parafilią jeśli uprzedmiotawia partnera, jeśli nie - niegroźną sypialnianą zabawą...
I przestań, proszę, operować skrajnościami, to, że jakiś odsetek patologicznych jednostek morduje z miłosnej zazdrości, nie znaczy, że wszelka miłość z automatu niesie śmierć, a takimi uproszczeniami się tu posługujesz...
Dostrzegajmy szarości i półcienie...
Kor
Użytkownik
#147 - Wysłana: 16 Lis 2012 22:00:12 - Edytowany przez: Kor
Odpowiedz 
Q__:
Podałem je już. Parafilia wiąże się z przemiotowym traktwaniem partnera (o ile to jest w ogóle partner, a nie kapcie prababci np.).

Co prawda uzasadnienie zniesienia homoseksualizm w trakcie słynnego głosowania czytałem już dawno, ale nie przypominam sobie, żeby takie było tego uzasadnienie. Spodziewałem się, że podasz wypowiedzi uczestników tego głosowania.

BTW. parafilia wcale nie musi się wiązać z uogólnionym uprzedmiotowieniem partnera. To tak na marginesie. Fetysz stóp jest fetyszem, kiedy sama stopa wystarcza do zaspokojenia (i to jest element uprzedmiotawiający), ale niekoniecznie oznacza to, że ktoś posiadający tę parafilię przez ten wyłącznie pryzmat patrzy na partnera.

Sadomasochizm natomiast dotyczy ogólnego stosunku do innej osoby. W znacznie większym stopniu, niż jakiś fetysz babcinych kapci. To jest jasne jak słońce, bo polega on na dominacji nad osobą i uleganiu jako osoba osobie.

Q__:
Pytanie jednak czy nie jest to wtórne, wynikłe ze sktruktury społeczeństwa utrudniającej im naturalną realizację popędu, znalezienie właściwego partnera, etc.

Już pisałem. Nie wiem. Nie sądzę jednak, że zostałbym pedofilem z tego względu, że trudno by mi było znaleźć partnerkę. Do tego trzeba mieć dużo ogólniejsze zaburzenie - postrzegać świat przez pryzmat seksualności, pozwolić sobie na pewne fantazje i ich rozbudowę, useksualnić się za daleko. To pewnie może mieć związek z tłumieniem popędu.Tak samo ma jednak związek z pobłażaniem sobie. To zaś ma związek z całą tożsamościową pseudointelektualną retoryką, która z seksualności czyni najważniejszą rzecz w życiu człowieka.

Q__:
wiem, że wyskoczysz tu zaraz z domniemaną ideologizacją środowiska naukowego, bo nic nie przekona

Q - Ty się dobrze czujesz? Chyba nie za dobrze. O co Ty mnie tutaj oskarżasz? Uświadom sobie - środowisko naukowe nie musi zmieniać zdania, a ja powtarzam swoją tezę. Wiesz dlaczego? Bo takie jest obecnie stanowisko świata nauki! Fakt nieuleczalności homoseksualizmu to może być sobie przesłanka. To nie jest jednak żaden ścisły dowód. Takim byłoby wykazanie mechanizmu wykształcania się tej skłonności. Co nikomu się jeszcze nie udało.

Tutaj to mnie zaskoczyłeś swoją ignorancją (i w dodatku idącą za nią, niemal chyba wpojoną na gruncie podświadomym, reakcją uciszania).

Q__:
Bo wyjdzie na to, że sadomasoachizm jest parafilią jeśli uprzedmiotawia partnera, jeśli nie - niegroźną sypialnianą zabawą...

Parafilia nie ma nic wspólnego z tym, czy coś jest groźne, czy nie jest (znacznie więcej z uprzedmiotowianiem pewnych elementów seksualności, oraz faktem nabywania odchyleń od normy na drodze seksualizacji pewnych bodźców). To dopiero teraz zaczęto dokonywać różnych takich akrobacji pojęciowych.

Sadomasochizm skreśla się z list na tej podstawie, że wykryto, iż wiele osób o takich skłonnościach nie ma żadnych tendencji aspołecznych i realizuje swoje fantazje we wzajemnej zgodzie. Czasami zostawia się go jako parafilię (słusznie; bo to pojęcie nie powinno mieć nic wspólnego z tymi aspektami), ale znosi jako jednostkę chorobową wymagającą leczenia, pod warunkiem, że nie powoduje dyskomfortu w danej osobie, oraz nie skłania jej do zachowań aspołecznych. Czasami zostawia jako jakąkolwiek jednostkę tylko w przypadku nie spełniania tych warunków (a więc nie ważne, czy zubaża życie psychologiczne, ważne co sam zainteresowany o tym sądzi oraz czy nie jest aspołeczny; co jest wypaczeniem pojęcia parafilii; no ale czemu nie, można? można).

Więc zupełnie nie rozumiesz co się dzieje w tych listach. Te osoby nadal mogą być zaburzone we wzajemnych stosunkach (np. nie być w stanie nawiązać dojrzałych uczuć), ale i tak skreśla się to z listy chorób, o ile w nich samych nie powoduje to poczucia, że należałoby to leczyć, oraz nie wiedzie do zachowań agresywnych wobec osób trzecich. Nie oznacza to zatem, że wejście na tą ścieżkę, to niewinna łóżkowa zabawa (co fałszywie sugerujesz), które nie wiąże się z żadnymi negatywami (wybacz, ale zaburzona relacja z drugim człowiekiem, dla wielu osób byłaby negatywem). Właśnie pokazujesz jak daleko już uległeś pokręconemu rozumieniu tych kwestii, które nie ma nic wspólnego nawet z obiektywnymi faktami (np. właśnie kryteriów oceny jednostek chorobowych).

Tu masz przykład, że organizacje pracują nad zmianami, oj pracują:

http://www.revisef65.org/

Q__:
Bo wyjdzie na to, że sadomasoachizm jest parafilią jeśli uprzedmiotawia partnera, jeśli nie - niegroźną sypialnianą zabawą...

Ty poczytaj sam siebie! Piszesz coś o widzeniu odcieni? Jeśli ma to polegać na takim ogłupieniu samego siebie, to ja podziękuję. Nie istnieje sadomasochizm pozbawiony uprzedmiotowienia partnera!!! Jeśli ktoś się okłada pejczem, bo lubi to odczucie na tyłku (i tylko dlatego), to nie jest to sadomasochizm. Ty serio nie rozumiesz takich kwestii?

I cały problem polega na tym, że sadomasochizm eliminuje się z list na podstawie niedorzecznych twierdzeń, że to właśnie - poza skrajnymi przypadkami - polega na takim lubieniu uczucia pejcza na tyłku. Co jest czystą niedorzecznością dla kogokolwiek, kto czytał lub słuchał ludzi ze środowiska bdsm. I związku z tym, idąc tropem tych absurdalnych argumentacji, sadomasochizm nie istnieje, lub istnieje tylko w przypadkach, kiedy sama taka osoba odczuwa dyskomfort, lub jej działania mają nienormalne skutki społeczne.

Tym czasem prawda jest taka, że - przynajmniej ze strony dominującej - masz do czynienia z osobą, która nie dlatego okłada kogoś pejczem po tyłku, iż ta osoba tego chce, lecz również (przede wszystkim) dlatego, że unieruchomienie, obnażenie i sprawienie dyskomfortu (bólu, zależności) tej osobie, sprawia stronie dominującej satysfakcję seksualną. To właśnie jest sadyzm. I nie jest to jakiś wyjątek wśród sadomasochistów (jak to twierdzisz), tylko to właśnie JEST sadomasochizm. Choćby się to nie przekładało na osobisty dyskomfort psychologiczny tych osób, zagrożenie osób trzecich, czy zaburzenie ich funkcjonowania społecznego.

Inaczej rzecz ujmując sadomasochista w mniejszym lub większym stopniu dzieli tendencje z przestępcą seksualnym, z sadystą na gruncie kryminalnym. Różnica jest taka, że tendencje te są pod kontrolą, nie są osobowościowo uogólnione na tyle, by to seksualność panowała nad ego, a nie ego nad seksualnością.

Tutaj nawiązując do Twoje pytania o wyparcie i kompleksy - tak, najpewniej te elementy mogą prowadzić własnie do takiego uogólnienia i dlatego nie należy ludzi potępiać, ale głupotą jest też twierdzić, że nie w ich zachowaniach czegoś odmiennego od normalności, że warto się w to zabawić.

Każdy w jakimś stopniu ma tego rodzaju tendencje, jednak w przypadku sadomasochisty stają się one stałym, silnym elementem życia seksualnego, wyprowadzonym na główny plan. I tak jak nie ma sadomasochizmu bez uprzedmiotowienia, tak też prawdziwy sadomasochizm nie jest tak rzadki, jak to Ci się chyba wydaje. Minimalne szacunki to 3% populacji, a więc jedna osoba na przeciętna klasę licealną (minimalne).
Q__
Moderator
#148 - Wysłana: 18 Lis 2012 04:46:54 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Kor

Wiesz co, Kor? Jakoś bardziej niż dyskutować z Tobą o gejach, parafiliach, listach chorób, zagrożeniach dla cywilizacji etc. wolę sobie podyskutować o Treku... W tym topicu o fanowskim (i powiedzmy-fanowskim)... Widziałeś może alternatywne zakończenie słynnego odcinka NV "To Serve All My Days"?
http://www.youtube.com/watch?v=JrCmpb-hZc4
Zabawne, ale jeśli potraktować je serio, cały uprzedni dramatyzm diabli biorą...

A tu doskonała fanowska rekonstrukcja pierwotnej wersji "Where No Man Has Gone Before":
http://www.youtube.com/watch?v=ORBGSaBZynw
(Robota faceta któremu zawdzięczamy pamiętny filmik z okazji 40lecia ST.)

Zwróćmy uwagę: w pierwotnej wersji tzw. drugiego pilota ST nie ma McCoy'a, Kirk jest nastawiony znacznie bardziej refleksyjnie, wręcz filozoficznie, Scotty nie nosi jeszcze swojego słynnego nazwiska, a mundury mają znacznie bardziej stonowane barwy, jak potem w TMP.
(Pojawia się natomiast scenka dialogu przy trójwymiarowych szachach, której piękną parafrazę dostaniemy po niemal półwieczu w AND.)
Q__
Moderator
#149 - Wysłana: 30 Lis 2012 07:40:51 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Ci fani... Nawet Picarda podrobią... (A raczej z porno-parodii wezmą...)
http://www.youtube.com/watch?v=9fuht5HmmQc
http://www.youtube.com/watch?v=vBZutwGDO1w

Nic dziwnego, że Bernd Schneider (od EAS) wziął się za recenzowanie fanfilmów:
http://fiction.ex-astris-scientia.org/index-review s.htm
(Brakuje tych z rodzinki HF i pokrewnych. Przypadek?)
Q__
Moderator
#150 - Wysłana: 3 Gru 2012 10:44:38 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Próbki tego co szykuje nam ekipa NV:

- "Kitumba" (pomost pomiędzy wizją Klingonów z TOS, a ST VI, modyfikacja scenariusza do orygialnej P2):
http://www.youtube.com/watch?v=5H1ueG-6hcU
http://www.youtube.com/watch?v=e2N7n7-V2uc

- "Origins: The Protracted Man" (mlodość Kirka we właściwej linii czasu, scen. Davida Gerrolda, dowiemy się jak to naprawdę z Kobayashi Maru było):
http://www.youtube.com/watch?v=Db5LXPLmCac
http://www.youtube.com/watch?v=XnhwyaOjAMU
(Występują: załoga kapitana Pike'a*, kadeci G. Mitchell i Finnegan. Mav się ucieszy, bo chodzą słuchy, że wspomnieniowa fabuła zaczyna się od śmierci Petera Kirka....)

- "Mind-Sifter" (czyli coś a'la "Chain of Command" ery TOS; to znów słynna fanfiction, adaptowana potem na scenariusz do oryginalnej P2, a następnie wydana jako oficjalna powieść ST):
http://www.youtube.com/watch?v=hlr3vBjX0h4
http://www.youtube.com/watch?v=ALLQL_dz2Gk

* samego kapitana zagra Colin Cunningham znany z SG-1

ps. przydeptana Akira, która pojawila się - obok wiadomego Constitution na stronie NV/P2 wskazuje, że można spodziewać się nawiązań do ENT...
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  6  7  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek XI / Dlaczego fani zrobili by to lepiej?

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!